Rafał Markiewicz

Blog

Prze_myślnik #57 – etap pustki

Każda zmiana w życiu ma swoją cenę. Jeżeli jednak jest to zmiana zgodna z nami, najczęściej jej cenę rekompensuje efekt jaki dzięki niej osiągamy.

Zmiana to też pewien proces, który składa się z etapów. Wbrew oczekiwaniom niektórych, sama zmiana, jak i jej efekt nie dzieje się na przysłowiowy „pstryk”. To jedna ze spraw, którą muszę uświadamiać części moich klientów.

Świetnie obrazuje to wdrożenie jakiegoś nowego oprogramowania w firmie lub prywatna decyzja o zmianie dotychczas używanego programu. To, że tę zmianę zaplanujemy na np. 20 września, nie oznacza, iż następnego dnia będziemy już korzystać ze wszystkich dobrodziejstw nowej aplikacji. Co więcej, przez jakiś czas będzie nam się pracowało gorzej i wolniej, bo będziemy musieli dobrze poznać nowe oprogramowanie i jego funkcje.

Brak planowania zaangażowania w zmianę zaraz po jej wdrożeniu to tylko jedno z potencjalnych ryzyk.  

Jest jeszcze jedno spore ryzyko w tym procesie. Szczególnie istotne, kiedy zmiana dotyczy naszej własnej transformacji. Wiąże się ono z samym środkiem tego procesu, a dokładniej mówiąc z tym momentem, w którym odchodzimy od tego kim lub jacy byliśmy i dopiero zaczynamy się przystosowywać do tego co nowe. Wiliam Bridges nazywa to „etapem pustki”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - etap pustki - zmiana

Syndrom indyka, czyli zgubna wiara w niezmienność

Jakoś już tak mamy, że gdy dzieje się źle żyjemy nadzieją zmiany. Kiedy dopadają nas złe dni, inni mówią nam, że jutro też będzie kolejny dzień i to pewnie lepszy. Wiemy też, że po nocy zawsze nadchodzi dzień.

Co jednak kiedy jest dobrze, kiedy mówiąc metaforycznie żyjemy w blasku dnia? Coś nam się przestawia w głowie i zapominamy o zmienności życia. Zaczynamy wierzyć, że dobry czas mamy dany na zawsze. Wbrew logice, liczymy na to, że po dniu nie nadejdzie noc.

Syndrom indyka – czyli „wpadka” w Święto Dziękczynienia

Autorem tej metafory jest szkocki filozof David Hume. Opowiada ona o indyku, który jest codziennie karmiony przez wiele dni. Każde karmienie utwierdza go w przekonaniu, że jest to powszechnie obowiązująca zasada, iż człowiek go karmi i dba o niego. Przyjmuje więc, że tak będzie już zawsze. Nagle pewnego dnia, a konkretnie w środowe popołudnie przed Dniem Dziękczynienia, spodziewana przyszłość nie następuje, a indyk ląduje w piekarniku.

Syndrom indyka opisuje iluzje optymizmu, w której wielu z nas lubi się zanurzać. Swoją wiarę odnośnie przyszłości budujemy na tym, że coś miało miejsce w przeszłości lub dzieje się obecnie.

Przecież wszystko było już ułożone…

To podejście często bywa powodem błędnych decyzji lub uśpienia naszej czujności. Boleśnie doświadczyło tej sytuacji wiele firmy bez żadnych zabezpieczeń finansowych w momencie nadejścia pandemii i ogłoszenia lockdownu.

Jednak ta sama reguła dotyczy nas osobiście i to zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym.

Wchodząc w związek z drugą osobą przyjmujemy, że jesteśmy dla niej atrakcyjni. Tak zapewne jest na samym początku. Jednak jeżeli w ten związek się nie angażujemy, nie staramy i nie rozwijamy wraz z naszym partnerem/partnerką możemy pewnego dni być mocno zdziwieni, kiedy zostaniemy sami.

Zatrudniając się na etat w firmie mamy często poczucie dużego bezpieczeństwa. Jeżeli jednak liczymy na to, że sam fakt umowy o pracę spowoduje, że będziemy w niej już na zawsze możemy się pewnego dnia bardzo zdziwić. Firma płaci nam nie dlatego, że nas lubi. Płaci nam i nas zatrudnia, bo nasza praca stanowi dla niej wartość. Z tego powodu – pomimo etat – warto się w tę pracę angażować, jak również stale podnosić swoją wiedzę i umiejętności.

Znam np. firmę, która oficjalnie deklarowała, że zwalnianie ludzi nie leży w jej kulturze. Wielu z jej pracowników, planowało już w niej swoją emeryturę, bo firma duża i wynagrodzenia dobre. Niespodziewanie pewnego dnia pracownicy jednego z jej działów dowiedzieli się, że zostają przejęci przez firmę outsourcingową, w której mają gwarancję pracy jeszcze tylko przez kilka miesięcy.

Spotykam też w swej pracy menedżerów, którzy swojego czasu prężnie pieli się po stopniach kariery i mieli bardzo dobre wyniki. Trafili jednak na taki poziom, na którym świetnie się czuli i mieli wszystko poukładane. Rutyna i brak zagrożeń uśpiła ich czujność. Nagle zorientowali się, że pociąg zmian odjechał. Zmieniły się sposoby prowadzenia projektów, weszły nowe technologie. Tymczasem oni ciągle pracują w „stary sposób” i nie mają pojęcia jak znowu nabrać wiatru w żagle.

Znam też ludzi, którzy żyją z dnia na dzień bez większych planów i oszczędności. Ufają bowiem w to, że los im sprzyja, bo do tej pory jakoś się zawsze udawało. Uważają moje planowanie i budowanie zabezpieczeń za bezsensowną fanaberię. Nie próbuję ich zmieniać, bo uważam, że każdy ma swoją drogą, którą podąża. Niemniej jednak, już kilkoro z nich przyszło mi wspierać, kiedy nagle w ich życiu pojawił się niespodziewanie ich prywatny „Dzień Dziękczynienia”.

Na koniec jedna uwaga. Nie zachęcam do popadania w nadmierne budowanie zabezpieczeń i rozwiązań na przyszłość, bo często i tak tej przyszłości nie da się do końca przewidzieć. Sugerują jedynie pewną refleksje w życiu i zdroworozsądkowość.

Też wierzę, że los mi sprzyja. Mimo to nie pozostawiam wszystkiego w jego rękach, tylko aktywnie staram się wspierać to jego wsparcie. Dodatkowo buduję rozwiązania na sytuację, gdyby jednak na chwilę o mnie zapominał. Ostatecznie oprócz mnie ma jeszcze wielu innych interesantów 😉

„Święta trójca” szefa – czyli specjalista, menedżer i przedsiębiorca

Obojętnie czy szefujesz małej firmie, czy też działowi w ramach większej struktury, zawsze powinieneś postrzegać swoją rolę w trzech aspektach. Tymczasem większość szefów, zapomina przynajmniej o jednym z nich, o ile nie o dwóch.

Szef w trzech osobach

Pełniąc rolę szefa powinniśmy patrzeć na nią w trzech aspektach obejmujących trzy różne perspektywy: wykonawczą, organizacyjną oraz perspektywiczną (wizyjną). Często jednak nie jesteśmy ich w pełni świadomi i któraś z nich nam umyka lub co gorsza, świadomie z niej abdykujemy.

Specjalista (wykonawca) – zajmuje się faktycznym wykonaniem pracy lub usługi, która jest dostarczana dla klienta zewnętrznego bądź wewnętrznego w ramach organizacji. Koncentruje się na tym co jest tu i teraz.

Menedżer (organizator) – zajmuje się planowaniem i organizowaniem pracy oraz wszelkich działań z nią związanych. Nadzoruje i rozlicza oraz mierzy jej efekty. Balansuje między niedaleką przyszłością – planowanie, a przeszłością z której wyciąga wnioski – pomiary i statystyki.

Przedsiębiorca (wizjoner) – określa wizję działania firmy, czy też działu. Wyznacza kierunki rozwoju i formułuje cele do osiągnięcia. Myśli szeroko i perspektywicznie. Wybiega planami w przyszłość. Postrzega swoje działanie jako element większej całości.

Mam firmę i działam

To częste podejście wielu właścicieli niewielkich firm. Najczęściej są po prostu specjalistami w jakiejś dziedzinie, którzy zamarzyli o pracy bez szefa nad głową.

Wolność od szefa, a w zasadzie całej organizacji ma jednak swoją cenę. Trzeba wykonywać pracę, która dla specjalisty w większej firmie pozostaje przeważanie niewidoczna. Mówimy tu o odpowiedniej organizacji pracy, prowadzeniu księgowości, rozliczaniu podatków, marketingu swoich usług lub produktów oraz ich sprzedaży. Nagle okazuje się, że praca specjalistyczna zajmuje zaledwie 50% całego czasu.

Problemem staje się odpowiednie wycenienie swoje pracy. Wyliczenie marży na poszczególnych produktach lub usługach, aby ustalić które z nich przynoszą największe zyski. Nagle trzeba zarządzać pieniędzmi i ich przepływem, tak aby nam ich nie zabrakło w najmniej spodziewanym momencie.

Dla wielu osób już samo oddzielenie pieniędzy firmowych od prywatnych staje się wyzwaniem nie do przebrnięcia. To oni właśnie, kiedy zadaje im pytanie „Czy zarabiasz na swojej firmie?” odpowiadają najczęściej „W sumie, to nie wiem”.

Wcześniej, czy później większość z nich przyparta do muru wchodzi w rolę menedżera i zaczyna jakoś organizować swój biznes. Jedni lepiej, inni gorzej. Jest jeszcze inna grupa, która po prostu zamyka oczy i prze na oślep do przodu pracując coraz więcej i coraz ciężej. Każde pytanie o to jak idzie, kwitują krótkim „ostro działam”. Kiedy jednak zadasz pytanie o szczegóły biznesu, albo się wkurzą, albo odpowiedzą, że nie zajmują się takimi pierdołami.

Firmę prowadzoną przez menedżera najczęściej można poznać po tym, że o ile prowadzi jakikolwiek budżet i finanse, to wszystko jest w nich nastawione na to, aby nie dopłacać i wyjść „na swoje”.

Tylko to „swoje” często nie uwzględnia żadnych środków na rozwój. Menedżer po prostu nie uwzględnia go w swoich planach. Naiwnie zakładając, że wszystko w przyszłości będzie się kręcić na obecnych zasadach.

To tylko nieliczne z czyhających pułapek. Można np. tak się zafascynować menedżerowaniem, że zapomina się o wykonywaniu podstawowej pracy, która przynosi pieniądze. Można wejść na poziom przedsiębiorcy wizjonera i snuć dalekosiężne plany zapominając o właściwej organizacji bieżącej pracy.

Na sam początek proponuję jednak zacząć od prostego pytania: „Czy faktycznie stworzyłem firmę, czy tylko stanowisko pracy, na którym jestem samozatrudniony?”. Odpowiedź na nie będzie bazą, do podjęcia kolejnych działań.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szef, specjalista, menedżer, przedsiębiorca - święta trójca szefa

Kieruję działem lub zespołem

W przypadku kiedy awansujemy w ramach organizacji na stanowisko, pod które podlega jakiś dział lub zespół czeka nas ciekawa, choć nie zawsze łatwa przygoda.

Często obejmując nowe stanowisko nie jesteśmy do niego odpowiednio przygotowani. Mniej więcej wiemy czego się od nas oczekuje, ale już nie do końca wiemy co i jak robić. To właśnie często z tego powodu, choć zostajemy menedżerem nadal chętnie wykonujemy wiele zadań przypisanych do specjalisty. Robimy tak, bo czujemy się w nich kompetentni. Unikając w zamian zadań zarządczych, których się obawiamy, a które powinny stanowić główną oś naszej pracy.

Kiedy już zrozumiemy, że powinniśmy wiedzieć na czym polega praca ludzi/działu, za który odpowiadamy, a nie ją faktycznie wykonywać. Niejednokrotnie wpadamy w pułapkę nadmiernej kontroli, no bo przecież nie możemy wypuścić na zewnątrz czegoś co nie zostało tak dobrze wykonane, jakbyśmy zrobili to sami. To właśnie na tym etapie pojawiają się problemy z delegowaniem zadań i mikrozarządzaniem. Z czasem doprowadzą one do zaległości w pracach menedżera. Z pewnością zdemotywują też i osłabią zespół, a nieodpowiednio zaopiekowane mogą doprowadzić do wypalenia zawodowego menedżera.

Kiedy uda nam się uniknąć powyższych pułapek, czyha na nas jeszcze zdradziecka rutyna. Przygotowywane regularnie raporty i osiąganie wyznaczonych KPI’ów potrafi uśpić czujność menedżera. Skoncentrowany na przetrwaniu na stanowisku i tym co jest tu i teraz, nie zastanowi się nad tym co dalej z jego działem lub zespołem. Mówiąc, krótko nie podejdzie do swojej funkcji przedsiębiorczo lub jak to się zwykło mawiać proaktywnie.

Z jednej strony będzie w kłopocie kiedy, ktoś z przełożonych zada mu pytanie o to jaką ma wizję dalszego rozwoju swojego działu. Z drugiej, ambitni pracownicy nie będą chcieli pracować u szefa bez wizji rozwoju. Z trzeciej strony wreszcie, ktoś z boku może pomyśleć, że ten menedżer wypalił się i stracił dynamikę działania. Zatem najwyższy czas na zmiany.

Świadoma abdykacja

To takie zachowanie zgodnie z którym, choć jesteśmy świadomi konieczności realizowania jakiejś roli przerzucamy ją na kogoś innego i wycofujemy się z niej.

Doskonałym przykładem jest nie zajmowanie się finansami swojej firmy przez osoby, które opłacają księgową. To prawda, że pomaga nam ona w wielu kwestiach finansowych. Jednak nie przygotuje za nas budżetu lub planów finansowych. Podeśle nam podsumowanie miesiąca, z którego będzie widać czy w nim zarobiliśmy czy straciliśmy. Jednak nie powiem nam, na którym produkcie czy usłudze powinniśmy się skoncentrować, bo na niej najlepiej zarabiamy.

Menedżer zarządzający działem lub zespołem abdykuje często powierzając komuś innemu przygotowanie raportów. Raporty będą oczywiście gotowe i może nawet wysłane tam gdzie trzeba. Jednak jak ich sam nie przeczyta, nie wykryje zawczasu ryzyka lub nie dowie się co i dlaczego się pogorszyło. Taką samą abdykacją będzie zlecenie działowi HR przygotowania ogłoszenia rekrutacyjnego do naszego działu bez podania jakichkolwiek wytycznych.

Jeszcze innym przypadkiem abdykacji będzie menedżer zrekrutowany z innej firmy, który rozpoczynając pracę w nowym miejscu nie zapozna się dobrze z tym co i jak robią jego podwładni. Pominie w ten sposób perspektywę specjalisty (operacyjną), co w konsekwencji może doprowadzić do podjęcia niewłaściwych decyzji zarządczych.

Na zakończenie dodam jedynie, że każdy z nas ma w swoich zadaniach, takie których nie lubi. Każdy z nas ma też lepsze i gorsze okresy. To, że chwilowo nie ogarniasz każdej z trzech ról to nie dramat. Ważne jednak jest to, abyś jej nie pomijał całkowicie. Każdemu z nas zdarzył się też chwilowy moment abdykacji i jeśli było on tylko chwilowy, to jest to ok.

Niebezpieczny syndrom „wysoko zawieszonej poprzeczki”

Lubię ludzi ambitnych i za takiego człowieka też się uważam. Jednak często moi ambitni klienci są przemęczeni i przepracowani. Kiedy pytam jaka jest tego przyczyna, niemal z dumą odpowiadają, że po prostu mają wysoko zawieszoną poprzeczkę oczekiwań względem samych siebie. Brzmi dobrze, ale w tym stwierdzeniu jest jedna pułapka. Ich poprzeczka nie jest zawieszona w jednym miejscu. Ona co rusz idzie w górę, a oni tego nie zauważają.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wysoko zawieszona poprzeczka
Image by Andrew Martin from Pixabay

Po czym poznasz, że jesteś już wystarczająco dobry?

To pytanie, które zaskakuje szczególnie tych najbardziej ambitnych. No bo przecież wiedzą, że cały czas muszą się uczyć, rozwijać i pokonywać kolejne trudności. Jednak nigdy nie pomyśleli o tym, że mogliby przestać to robić.

Co więcej, ta myśl ich nawet przeraża. Kiedyś wstąpili na ścieżkę gonienia wysoko zawieszonej poprzeczki, ale nigdy nie zadali sobie pytania co zrobią jak już ją dogonią. Cała filozofia ich funkcjonowania zostałaby zaburzona.

Z tego względu nawet nie wyznaczyli poziomu rozwoju, który uznają za wystarczający. Nie wiedzą też po czym mieliby rozpoznać, że już na nim są.

Goń, goń – stawaj się ciągle lepszy

Kiedy są juniorem, celem jest poprzeczka na poziomie specjalisty. Kiedy są specjalistą, poprzeczka wisi już na poziomie eksperta. Kiedy są ekspertem…

Ten cykl nie ma końca. Ułuda całej sytuacji polega na tym, że kiedy idą krok wzwyż, jednocześnie w górę idzie poprzeczka. Tak jakby łączyła ich z nią jakaś niewidoczna lina przykuta do ich nogi. Tymczasem często to nie o linę tu chodzi, ale o lęk, że inni odkryją iż nie jestem wystarczająco dobry/dobra.

Zatem jak tylko osiągam jakiś wyższym poziom, niemal z automatu pracuję nad osiągnięciem kolejnego. Nie robię tego jednak dla siebie, a dla innych, żeby im udowodnić iż zasługuję na to gdzie jestem.

Powoduje to jednak ciągły stres. Brak satysfakcji z własnych osiągnięć. Presję na więcej starań i wysiłku. Ta sytuacja powstrzymuje ich przed relaksem i odpoczynkiem. Kiedy tylko go próbują, natychmiast dopada ich poczucie winy i presja na działanie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wysoko zawieszona poprzeczka
Na bazie Image by Peggy und Marco Lachmann-Anke from Pixabay

Wyższy poziom, większe wyzwanie

Takie wspinanie po kolejnych poziomach jest fajne, szczególnie kiedy zaczynamy. Przyśpiesza nasz rozwój i pozwala dynamicznie budować karierę. Jednak wraz z każdym osiągniętym stopniem, poziom wymagań i oczekiwań wzrasta. Wzrasta też stres, wydatkowanie energii oraz czas potrzebny na wykonanie powierzonych zadań.

Jeżeli w tej wspinaczce nie będziemy stosowali taktycznych przerw na regenerację i odpoczynek możemy zniszczyć własne zdrowie. Możemy też zaniedbać relacje z rodziną i znajomymi. Możesz zapomnieć o samym sobie. Możesz nie dokonać kalkualcji tego, czy faktycznie dostajesz wystarczająco dużo, za wysilek który wkładasz w dane działanie.

Miałem kiedyś psa, który był tak zafascynowany gonieniem za każdym rzuconym patykiem, że nie zwracał uwagi na swoje zmęczenie. Kiedy zabawa się kończyła i wracaliśmy do domu nagle kład się przed schodami i nie chiał się ruszyć. Prawda była taka, że nie miał już siły, aby po nich wejść.

Bądź mądrzejszy niż on. Nie goń ślepo za poprzeczką i zachowuj zawsze siłę na najważniejszą drogę w życiu.

Wyłącz życiowy GPS – używaj własnej głowy i zauważaj zmiany

Niedaleko mojego domu trwa wielka przebudowa dużego skrzyżowania. Co rusz jakiś zjazd, czy jakaś część ulicy jest zamykana. Tworzą się potężne korki i zamieszanie.

Wśród komentarzy na jednym z forów, pojawił się i taki „Chcecie rozładować? Wyłączcie Google Maps i inne tego typu wynalazki. Używajcie drogowskazów. GM podpowiada drogę na Kaszuby przez Rdestową zamiast otwartej Chwaszczyńskiej. Podobnie podpowiada niedozwolony skręt w stronę Karwin koło Tesco z nowej łącznicy dla jadących z Gdańsk”.

Jeżeli myślicie, że bezrefleksyjna jazda na GM bez zwracanie uwagi na otoczenie jest tylko zmorą kierowców. To jesteście w błędzie. Prawie wszyscy tak jedziemy przez życie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życiowy GPS - życiowe mapy - szczęśliwe mapy
Image by Firmbee from Pixabay

Ma być jak najszybciej i najprościej

Pytanie tylko, kto tak powiedział. Kto spowodował, że efektywność stała się ważniejsza od wszystkiego innego. Stała się bożkiem, a my wyznawcami jej kultu.

Czasami z przerażeniem patrzę jak mali przedsiębiorcy zapracowują się prawie na śmierć. Bo pojawił się kolejny klient i szkoda go odpuścić. Pytanie tylko czy nie będzie szkoda rodzinie, kiedy przedsiębiorcę zabierze zawał lub udar. Pytanie czy w tej pogoni za kasą i kolejnym zleceniem przedsiębiorca uwzględnił koszty leczenia jakich będzie wymagało zrujnowane zdrowie.

Znam menedżerów na półrocznych zwolnieniach z powodu przepracowania i wypalenia zawodowego. Znam też takich, którzy ze zmęczenia i stresu lądowali w szpitalu bo nagle, albo przestali mówić w ogóle, albo mówili przestawiając wyrazy w zdaniach w nielogiczny sposób. Po prostu w „przegrzanym” mózgu włączał się „error”.

Każdy zna też chyba kogoś, kto nawet w życiu prywatnym ma tak rozbudowane listy zadań i upchany kalendarz, że żyje w wiecznym biegu i ciężko mu złapać spokojny oddech. Często jakby było mało, ma jeszcze głowę pełną pomysłów co mógłby lub powinien robić. Ostatecznie można przecież skrócić sen o kolejną godzinę. Tymczasem te osoby już teraz są półprzytomne, zapominają o wielu sprawach i nie potrafią zapanować nad swoim życiem.

Każdy ze stanów w opisanych powyżej przykładach nie wziął się znikąd, ani nie pojawił w jednej chwili. Do każdego z nich prowadziła długa droga. Na każdej z tych dróg było mnóstwo znaków ostrzegawczych, „progów zwalniających” i niejednokrotnie przyjaznych znajomych, którzy ostrzegali przed konsekwencjami takiego działania. Jednak te wszystkie sygnały zostały zignorowane przez tych, których życiowy GPS mówił działaj jak najszybciej i najprościej.

Zapatrzeni w narzędzia podnoszące efektywność, energetyki dodające energii, wieczne dociskanie i wiarę w kuloodporność ich zdrowia mknęli – jak kierowcy z opisanego wcześniej skrzyżowania –  prosto na czołówkę robiąc skręt w niedozwolonym miejscu.

Automatyzacja, standaryzacja i powtarzalność – ciągle to samo

Ci, którzy pamiętają tradycyjne papierowe mapy mogą kojarzyć, że czasami niektóre drogi były specjalnie oznaczone jako trasy widokowe. Czasami były dłuższe, czasami bardziej kręte lub węższe, ale zapewniały zastrzyk zachwycających doznań. Co więcej czasami miały punkty widokowe, które pozwalały przystanąć i napawać się piękną panoramą.

Niestety w urządzeniach, które prowadzą nas po drogach nie ma funkcji wyboru takiej trasy. Tak samo jak często brakuje tej opcji w naszych prywatnych, życiowych GPS’ach. Działamy według utartych schematów, zapamiętanych wzorców zachowań, które niejednokrotnie nie pasują już do obecnej sytuacji. Ewentualnie wcale nie są najlepszymi rozwiązaniami, ale skoro je znamy, to się ich trzymamy.

Działając w ten sposób pozbawiamy się możliwości poznania czegoś nowego i odkrycia innych nieznanych nam dróg. Zarazem jednak pozbawiamy się możliwości poznania samych siebie, bo tylko w nowych i niestandardowych sytuacjach ujawnia się nasze prawdziwe ja.  

Na zakończenie mam dla Ciebie super wiadomość. Jednak już są takie aplikacje, które wyznaczając trasę, uwzględniają nie tylko jej czas, ale i to jak się na nich czujesz. Polecam poniższe wideo, niech stanie się inspiracją, dla wytyczania Twoich życiowych map.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Prze_myślnik #56 – napięcie i rozdźwięk

Nierzadko słyszę od moich klientów, że chcieliby już osiągnąć wszystko co jest do osiągnięcia i móc wreszcie odpocząć. Ja wtedy zazwyczaj pytam czy to marzenie czy przekleństwo? Choć stan całkowitego spełnienia jawi się zachęcająco, to jego idylliczność jest złudna. Bo po co wstawać kolejnego dnia, skoro osiągnąłeś już wszystko co chciałeś.

Doskonale opisuje tę sytuację dialog Panny Migotki z Paszczakiem w „Mądrościach z Doliny Muminków” Tove Jansoon

„Ach! – zawołała Panna Migotka przerażona. – Nie mów takich rzeczy! Twój zbiór znaczków jest najpiękniejszy na świecie!

– Otóż to właśnie – powiedział Paszczak z rozpaczą. – Jest skompletowany! Nie ma takiego znaczka na świecie z błędem czy bez, którego nie posiadałbym w swoim zbiorze. Ani jednego! Co teraz pocznę !?”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - napięcie i rozdźwięk

Waleczność, wrażliwość i lekkość bycia są w każdym z nas

Często jesteśmy mocno przywiązani do swojego obrazu, który wykreowaliśmy w naszym umyśle. Lubujemy się w stwierdzeniu „jestem taki, a taki”. Używamy go zarówno jako wyjaśnienia naszych działań, jak również wytłumaczenia dla nie podejmowania innych. Rodzi się jednak pytanie, czy przypadkiem czegoś nie przeoczyliśmy lub świadomie staramy się nie dostrzegać. Tym bardziej, że pewne wzorce kulturowe lubią nas wciskać w określone ramy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - waleczność - wrażliwość - lekkość bycia - energie archetypiczne
Obraz Shahadat Rahman z Pixabay

Faceci nie płaczą, a kobiety są grzeczne

Może, ale dopiero wtedy, kiedy oduczy się ich naturalnych zachowań i zablokuje energie drzemiące w każdym z nich. W procesie wychowania rodzice, szkoła i środowisko próbują zamknąć nas w określonym wzorcu. Całe szczęście powszechnie dostępny internet pozwala nam odkrywać, że są też inne drogi i możliwości. Dzięki temu łatwiej nam być prawdziwym sobą i odnaleźć innych którzy myślą podobnie jak my i mogą nas wspierać.

Bywa, że zabraknie nam odwagi do wejścia w obszary, które przez otoczenie zostały zakwalifikowane do kategorii „nie wypada”. Bywa też i tak, że zabraknie nam wiary w nas samych i niemal na siłę staramy się nie dostrzegać naszej wewnętrznej siły, hardości i waleczności. Nie będę już wspominał ile razy spotkałem się z oporem i słowami „to niemożliwe” kiedy mówiłem moim klientom, że podziwiam ich siłę, odwagę czy odporność w zmaganiu z losem.

Masz potencjał

Z pomocą w zmianie tego podejście przychodzi nam amerykański psycholog Steven Gilligan z jego  koncepcją energii archetypicznych. Według niego każdy z nas, bez względu na miejsce urodzenia, wiek, wykształcenie czy pochodzenie ma dostęp do trzech typów energii. Nazwał je archetypicznymi, bo wywodzą się one z samej natury człowieka i dlatego też nie zależą od innych czynników.

Te trzy archetypiczne energie to:

Waleczność – dzięki której mamy moc, odwagę, otwarcie wyrażamy własne zdanie, stajemy we własnej obronie i obronie innych. Waleczność daje nam odwagę do sięganie w życiu po to co jest nam potrzebne i co chcemy osiągnąć.

Wrażliwość – otwiera nas na przeżywania i okazywanie emocji. Dzięki niej potrafimy być czuli i opiekuńczy. Jest zarazem kluczem do tego, abyśmy mogli dawać i przyjmować miłość.

Lekkość bycia (ang. playfulness) – daje nam odpowiedni dystans do siebie i świata. Jest odpowiedzialna za poczucie humoru, umiejętność cieszenia się oraz skłonność do spontanicznej zabawy. Zarazem obdarza nas umiejętnością rozładowywania napięcia.

Jak pokazuje moje życiowe doświadczenie. Ludzie, w towarzystwie których czułem się doskonale. Którzy inspirowali mnie i fascynowali mieli doskonały dostęp do każdej z tych energii. Byli też na tyle ich świadomi, że używali ich z różnym natężeniem w zależności od okoliczności.

Ich cechą wspólną było jednak to, że kiedyś dali sobie przyzwolenie na korzystanie z każdej z nich. Być może dziś jest dobry czas, abyś taką samą zgodę dał sobie Ty sam.

Kapitał psychologiczny – czy jesteś psychologicznie „bogaty”?

Powszechnie wiadomo, że firmy i ludzie, którzy dysponują odpowiednio dużym kapitałem mogą więcej. Zazwyczaj to przekonanie wiążemy z finansami. Ja jednak chciałbym zachęcić Cię do rozszerzenia go również o aspekt psychologiczny. Okazuje się bowiem, że ludzie z większym kapitałem psychologicznym też mogą więcej i to zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kapitał psychologiczny
Image by Alicja from Pixabay

Wszystko zaczęło się od badań przeprowadzonych przez psychologów z nurtu psychologii pozytywnej dotyczących wpływu stanu psychicznego poszczególnych osób na ich sukces zawodowy. Ja jednak ośmielam się rozciągać wnioski wyciągnięte z tego badania również na aspekt życia prywatnego. Szczególnie dzisiaj, kiedy to życie zawodowe przeplata się z tym prywatnym.

PsyCap, czyli nasze mentalne zasoby „bogactwa”

Mianem „kapitału psychologicznego” (Psychological Capital, PsyCap) określa się pozytywny stan psychologiczny danej osoby. Składają się na niego cztery kluczowe elementy:

Poczucie własnej skuteczności – jest to kwestia zaufania do siebie i wiary w skuteczne wykonywanie zadań. Nastawienie to pozwala nam na podejmowanie wysiłku niezbędnego do odniesienia sukcesu w trudnych zdaniach. Co więcej, gdy czujemy się pewnie z własną skutecznością mamy odwagę podejmować się coraz bardziej wymagających wyzwań. Kiedy je realizujemy, nasze poczucie skuteczności wzrasta jeszcze bardziej. Osiągamy więc swoistego rodzaju pętlę pozytywnego wzmocnienia, które nas napędza.

Nadzieja – to tak naprawdę wiara w naszą skuteczność osiągania celów. Wzmacnia ona naszą wytrwałość w działaniu, a w razie trudności pozwala im nie ulegać. W określonych sytuacjach motywuje nas ona do zmiany strategii osiągnięcia celu w imię zasady „jak nie drzwiami, to oknem”.

Optymizm – tworzy w połączeniu z nadzieją potężną siłę pchającą nas do przodu. Pozwala na pozytywne ocenianie obecnych sytuacji i tych przyszłych. Jednak jego najważniejszym aspektem jest to, że w sytuacjach niepowodzeń pozwala do nich nabrać odpowiedniego dystansu i skoncentrować się na tym jaką lekcję z tego zdarzenia możemy wziąć sobie na przyszłość. Zarazem otwiera nas na to co dobre i dzięki temu jesteśmy bardziej otwarci na takie zdarzenia oraz sukcesy.

Rezyliencja (odnawialność zasobów) – to umiejętność efektywnego radzenia sobie z przeciwnościami losu i stresem. Pozwala ona w sytuacji natrafienia na problemy lub przeszkody utrzymywać i przywracać stan równowagi, a nawet momentami go przekraczać w celu osiągnięcia sukcesu.

Kapitał psychologiczny to stan

Warto pamiętać o tym, że kapitał psychologiczny nie jest jakąś cechą, czy zestawem cech, w które wyposażyła nas natura lub nasze geny. Kapitał psychologiczny jest stanem, a ten z natury rzeczy podlega zmianom. Może zatem przejściowo słabnąć, jak i być szczególnie wysoki.

Najważniejszym jednak przekazem, który płynie z tej informacji jest fakt, że możemy na niego wpływać.

UWAŻAJ! Świat VUCA przyśpieszył i jest teraz do BANI

Świat VUCA (zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny), w którym funkcjonujemy już od wielu lat uległ obecnie znacznemu przyśpieszeniu. Przyczyniła się do tego w dużej mierze pandemia. Wymusiła ona intensyfikację postępu technologicznego, zredefiniowała sposoby pracy i edukacji, zaburzyła istniejące złożone łańcuchy dostaw i powiązań, niemal zmiotła z powierzchni gospodarki niektóre branże.

Dziś świat nie jest zmienny, on stał się jedną wielką zmianą.

Zaburzająca nas niepewność, weszła w wielu obszarach w stan niewiedzy.

Na dotychczasową złożoność nałożyły się jeszcze dodatkowe zmienne komplikując ją do kwadratu.

Niejednoznaczność zyskała nową twarz, jeszcze bardziej skomplikowaną i mocno zależną od kontekstu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - VUCA - BANI - zmiana
Image by Gerd Altmann from Pixabay

W tej rzeczywistości nadanie sensu zdarzeniom, koncentracja na wizji zamiast na szczegółowych planach, a także pozyskiwanie informacji z otoczenia, upraszczanie systemów zarządzani i bycie zwinnym już nie wystarcza. Widać to wyraźnie w kondycji części firm, ale również u pojedynczych osób. Odnotowywany jest znaczny przyrost niepokoju, epizodów depresyjnych i samej depresji. Również wypalenie zawodowe zbiera swoje żniwo, łatwiej łamiąc w atmosferze niepewności i niepokoju zawodowych fighter’ów.

Weszliśmy do BANI – pytanie tylko czy to jedynie faza, czy stan stały

Pandemiczna rzeczywistość nie tylko podbiła dynamikę wyzwań, na których opierał się świat VUCA, ale dodała jeszcze nowe składowe. Szczególnie istotnym stało się poczucie, że pewne ramy i systemy, w których funkcjonowaliśmy i na których opieraliśmy poczucie bezpieczeństwa, okazały się w kontekście COVID’a bardzo kruche i niestabilne.

Zmieniło to istotnie nasze postrzeganie rzeczywistości i podniosło poziom niepokoju. Nagle okazało się, że z pozycji „zdobywców świata” zostaliśmy zepchnięci do szeregu kruchych istot, których życie może zależeć od kaprysów losu.

Stan ten doskonale zdefiniował w roku 2020 autor i futurysta Jamais Cascio. Podobnie jak w przypadku świata VUCA posługując się w tym celu akronimem.

Stworzone przez niego BANI składa się z czterech słów oddających obecnie wyzwania.

Brittle (kruchy) – funkcjonujące dotychczas systemy polityczne, ekonomiczne, gospodarcze i społeczne, choć nieidealne i nękane różnymi trudnościami ale jakoś tam działające, w pewnych momentach i sytuacjach okazały się niewydolne i niedecyzyjne. Mająca służyć ochronie naszego zdrowia służba zdrowia dostała zapaści. Stabilne i pewne miejsca pracy nagle zostały zamrożone (lockdown) lub zlikwidowane. Oczywista wolność przemieszczania uległa drastycznemu ograniczeniu. Złożone i perfekcyjnie rozplanowane łańcuch dostaw zaczęły się nagle sypać jeden po drugim zatrzymując rozpędzone fabryki. Co więcej, zatrzymać je mógł nawet jeden pracownik, który pojawił się w pracy z COVID’em.

Anxious (niespokojny) – poczucie kruchości otaczającej nas rzeczywistości spowodowało efekt podobny do sytuacji, w której ktoś na środku wielkiej wody nagle pozbawił nas kamizelki ratunkowej. Choć nie oznacza to, że zaczniemy od razu tonąć. To nagle zyskujemy bolesną świadomość, że w przypadku najmniejszego zaburzenia naszej kondycji nie ma już niczego co utrzyma nas na powierzchni wody.

Co więcej, w całej tej sytuacji zaczynało do nas docierać coraz więcej informacji, które zamiast nas podbudowywać i wzmacniać, tylko nas dociążały. To tak jakby w tym bezmiarze wody dookoła nas, kiedy rozważamy który kierunek płynięcia wybrać nagle ktoś zaczął nam na nieboskłonie wyświetlać informacje. Dzisiaj utonęło xxx osób. Tyle to, a tyle znajduje się w wodzie w stanie skrajnego wyczerpania. Wszystkim służbom ratowniczym brakuje łódek. No i jeszcze ta świadomość, że najbliżsi na których moglibyśmy liczyć, nie mogą nam ruszyć na ratunek, bo mają zakaz zbliżania się do wody.

Powyższe nie dotyczyło tylko samego wirusa. Podobnie sytuacja wyglądał w kontekście działalności firm, utrzymania miejsc pracy i wielu aspektów życia. Na dodatek musieliśmy się mierzyć z tym sami zamknięci w naszych 4 ścianach.

Dziś kiedy pozornie jest lepiej, znowu nikt nie potrafi nam powiedzieć co będzie dalej. Weszliśmy więc w stan permanentnego czuwania i nasłuchiwania. Stan, który zabiera nam dużo energii i wyczerpuje. Spodziewamy się kolejnych problemów i utrudnień – wariant Delta nadciąga. Zastygamy więc w decyzjach i przechodzimy w stan bierności, a potem wściekamy się sami na siebie, że nie byliśmy bardziej aktywni i działający.

Non-linear (nieliniowy) – do tej pory świat był w miarę prosto poukładany według zasady: przyczyna – skutek i w jakiś tam sposób można było wyciągać wnioski lub budować przewidywania. Dziś stało się to diabelsko trudne, o ile w ogóle niemożliwe.

Wszyscy znamy teorię efektu motyla, zgodnie z którą machanie jego skrzydłami w jakimś punkcie świata, może w konsekwencji wywołać tornado w jakimś miejscu na drugiej półkuli. Co jednak z sytuacją, w której takich tornad może się pojawić kilka w różnych częściach świata i nie do końca wiadomo jak one są z tym motylem powiązane.

Tę nieliniowość mogliśmy i możemy dostrzegać w wielu aspektach życia. Oddziały covidowe w szpitalach, które miały ratować życie zarażonym, jednocześnie pozbawiały dostępu do leczenia chorych na inne poważne choroby. Spokojni o swoją prace informatycy nagle tracili ją, bo choć pracowali w branży IT, to ich firma np. dostarczała oprogramowanie do zamkniętej branży turystycznej. Martwiliśmy się losem hoteli, które nie zarabiały lub zarabiały mniej (ograniczenia obłożenia), a w ich cieniu po cichu padały wielkie pralnie piorące dla nich pościel. Martwiliśmy się, że po pandemii wielu ludzi nie będzie mogło znaleźć pracy i będzie rynek pracodawcy. Dziś  niektóre z firm zamykają się z tego powodu, że nie mogą znaleźć pracowników. Niektóre firmy, zamknięte w czasie lockdownu i otrzymujące rządowe dotacje wyszły na tym lepiej, niż gdyby działały. Mówimy o covidowych ozdrowieńcach, ale czasami słychać głosy, że pomimo rzekomego ozdrowienia, nagle po czasie ujawniają się jakieś zdrowotne konsekwencje. No i jak na ironię jeszcze to, że nasze zamknięcie w domach służyło planecie, bo powietrze zaczęło się oczyszczać – zatem było zarazem poztywne.

Incpreceptible (niezrozumiały) – w sytuacji, w której wszystko co było pewne i stabilne okazało się kruche. Kiedy zamiast ustabilizowanego życia cały czas jesteśmy w stanie czuwania i wyglądania kolejnych problemów. Kiedy nawet nie mamy pojęcia skąd te problemy mogą nadciągnąć i jak się zamanifestować mamy pełne prawo do zagubienia i dezorientacji. Dziś przy tylu danych wsadowych i jednocześnie tylu niewiadomych ciężko bazować na logice i rozumnym oglądzie sytuacji.

Skup się na sobie i otwartej uważności

Ta skomplikowana rzeczywistość, w której się znaleźliśmy nie musi oznaczać dramatu i wywoływać paniki. Oznacza ona tylko konieczność wyjścia poza ramy „starego świata”. Nowe spojrzenie na nasze życia i wyciągnięcie wniosków z tego co się ostatnio zdarzyło.

Skoro tak wiele systemów i rozwiązań, które miały być stabilne i pewne okazało się kruchymi warto oprzeć nasze poczucie bezpieczeństwa i stabilności na nas samych. Na rozpoznaniu naszych zasobów i potencjału, a następnie ich rozwijaniu. Np. w zakresie zdrowia, już teraz możemy sami budować lepszą odporność organizmu troszcząc się o odpowiednią aktywność fizyczną i właściwe odżywianie. Jeżeli jeszcze nie mamy zbudowanej poduszki finansowej, już teraz możemy ją zaplanować i zacząć odkładać pieniądze. Może warto zastanowić się jakie dodatkowe umiejętności mogą podnieść naszą atrakcyjność na rynku pracy i zadbać o ich nabycie. Może warto jeszcze raz zdefiniować poczucie sukcesu. Całkiem możliwe, że drogie ciuchy, samochody, wyjazdy i gadżety są jednak mniej warte niż poczucie spokoju w trudnych czasach, kiedy mamy zabezpieczone jakieś środki finansowe lub mniejsze koszty. Zresztą pomyśl jakie te rzeczy miały znaczenie w dobie pandemii, kiedy byłeś zamknięty w domu. No i najważniejsze – skoro otoczenie jest tak kruche, my powinniśmy być twardsi (bardziej odporni) w zakresie emocji, stresu i radzenia sobie z przeciwnościami – warto nad tym popracować.

W czasach niespokoju i zalewu mnóstwa informacji, z których połowa to fake news’y warto rozwinąć umiejętność otwartej uważności. Pozwala on widzieć sprawy takimi jakie rzeczywiście są, a nie patrzeć na nie przez pryzmat starych przekonań lub kreowanych w mediach mód. Jeżeli do tego nauczymy się panować nad swoimi emocjami i ładować życiowe baterie, będzie nam znacznie łatwiej. Wielu z nas było w ostatnich czasach trudno być „tu i teraz”. Dołowaliśmy się tym jak kiedyś było fajnie, a teraz jest strasznie (poczucie straty) lub poiliśmy przerażeniem myśląc o przyszłości (już jakoś tak mamy, że raczej wyobrażamy sobie te czarne scenariusza, zamiast tych dobrych).

Życie w nieliniowy świecie zdarzeń, to konieczność zgody na stan „nie wiem”. Otwartość na poszukiwanie pewnych kontekstów zdarzeń, które są głębiej ukryte niż prostolinijna zasada „przyczyna-skutek”. Jednocześnie to wymóg nabrania lepszej umiejętności do adaptowania się do tego co zachodzi w naszym otoczeniu. Znam np. firmy, które w swoim ogłoszeniach o prace wpisują jako atut „możliwość pracy zdalnej” przy czym potem się okazuje, że ta możliwość oznacza wyjątkowe sytuacje i to góra kilka razy w miesiącu. Podczas gdy dla potencjalnych kandydatów praca w systemie hybrydowym lub całkowicie zdalna to standard, a nie żaden atut. Podobnie niektórzy z nas mogą nie lubić elektronicznej komunikacji i korzystania ze smartfonowych aplikacji, ale obiektywnie ułatwiają one i przyśpieszają załatwianie wielu spraw.

W sytuacjach niezrozumiałych szukamy wskazówek i dodatkowych informacji. Chcemy za wszelką cenę uzyskać lepszy obraz rzeczywistości i konsekwencji ewentualnych naszych działań. Jednak dzisiaj więcej informacji, to nie koniecznie więcej wiedzy. Często jest wręcz odwrotnie i mamy tylko większy bałagan w głowie, bo pozyskane informacje są ze sobą sprzeczne. Dziś warto ćwiczyć w sobie umiejętność rozwijania intuicji i budowania większego zaufania do niej.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close