Rafał Markiewicz

Blog

Prze_myślnik #36- działanie zamiast deklaracji

Wielu ludzi popełnia ten błąd, że kiedy coś zaplanują, traktują to już jako początek działania. Tymczasem plan to plan, a działanie to działanie. W tym jednym momencie nieuwagi, wielu z nas przegrywa walkę o coś ważnego. Mózg zmęczony planowaniem, odhaczył zadanie jako wykonane i odciął nas od energii działania. Tymczasem to jest właśnie ten moment, kiedy w kalendarzu powinniśmy zaplanować termin pierwszego korku lub od razu przejść do działania. Kiedy zaczniemy działać realizując plan, łatwiej będzie potem wykonać kolejne kroki.

Dziś 27 finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i zarazem kolejne wielkie „święto” mistrza działania. Dziś widzimy efekt planów i działań Jurka Owsiaka i jego fundacji. Teraz kolej na nas – nie na plany, tylko na działanie. Ja już wpłaciłem pieniądze, a Ty?

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - działanie

3 ważne zasady na rok 2019

Mam zaprogramowaną awersję do Nowego Roku. Od zawsze irytowało mnie to, że nagle w kalendarzu jest jakiś dzień, w którym czy się tego chce, czy nie, należy się bawić i świętować rozpoczęcie czegoś nowego. Czegoś, czego gdyby nie feeria sztucznych ogni na niebie, byśmy nawet nie zauważyli. Co więcej moje podejście potwierdzały późniejsze obserwacje. U wielu ludzi miało się tak wiele zadziać, a już po krótkim czasie okazywało się, że nie zadziało się nic.

moon-342058-Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - zasady

Photo by Moon on Unsplash

Dla mnie rok trwa od wakacji do wakacji, w czasie których regularnie przeżywam silne stany emocjonalne, zachwyty i psychiczne resety związane z odkrywaniem nowych miejsc i zerwaniem z rutyną dnia codziennego. Tak więc Nowy Rok wypada praktycznie w połowie mojego roku. Niemniej jednak, tym razem uznałem, że będzie to data od której wprowadzam stosowanie w moim życiu 3 ważnych zasad. Przy całej świadomości, że to wprowadzenie nie oznacza z dnia na dzień 100% skuteczności. Sam pomysł jest zresztą częścią większego planu przygotowania się do „zwinnego” funkcjonowania w zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie, zwanym światem VUCA.

Mentalne Aikido – ciągłość działania i rozwoju

Jedna z podstawowych koncepcji w tej sztuce walki odnosi się do wirującej kuli, bo kula która wiruje jest przez ten fakt bardziej odporna na uderzenia. Oddziałująca na jej zewnętrznej krawędzi siła odśrodkowa w momencie styku z innym elementem zmienia jego trajektorię i wykorzystując jego siłę i prędkość, wciąga go na moment w swój ruch, aby go następnie odrzucić. Często w Aikido podaje się przykład płatka śniegu padającego na wirująca kulę. Nie przyklei się do niej, tylko odbije.

Mam zamiar być w ciągłym działaniu i rozwoju. Dzięki temu każdy problem, który we mnie „uderzy” będzie tylko jedną z wielu spraw w moim życiu, zatem łatwiej go „odbiję”, a może jeszcze wykorzystam jego energię do nabrania większej prędkości. Ta technika będzie mi szczególnie przydatna kiedy, ktoś będzie atakował to co robię lub obrzucał mnie błotem. Dzięki ruchowi wirowemu odbije się ono od kuli i w dużej mierze ochlapie samego obrzucającego. Uwielbiam sobie wizualizować tę scenę na pełnym hardcorze, kiedy ktoś zamiast błota obrzuca mnie czymś znacznie mniej przyjemnym 😉

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - mantalne aikido - wirująca kula

Esencjonalizm – zamiast więcej i szybciej, mniej i tylko to co właściwe

Jest pod wielkim wrażeniem książki „Esencjonalista. Mniej, ale lepiej” Grega McKeowna. To dzięki niej końcówkę roku 2018 spędziłem na porządkowaniu mojego życia i wywalaniu z niego wszystkiego co zbędne i rozpraszające. Przy mojej arcyciekawości życiem oraz przebodźcowaniu ze strony pędzącego świata stanowi to wielkie wyzwanie, z którym z pewnością będę się zmagał przez cały obecny rok. Od McKeowna biorę sobie szczególnie dwie rzeczy. Koncentrację energii zamiast jej rozpraszania i wprowadzanie do swojego życia mądrej rutyny. Z tą drugą, to było niemałe odkrycie. Zawsze uznawałem rutynę za coś złego, a teraz postrzegam ją jako bardzo cenną o ile mądrze się z nią postępuje. Zwykle nasze rutynowe nawyki dotyczą spraw rozpraszających i mało istotnych, bo stały się naszym nawykiem nieświadomie. Chodzi teraz o to, aby zastąpić je nawykami ważnymi i nam służącymi, które będziemy wykonywać rutynowo. Pracuję więc intensywnie nad autoprzeprogramowaniem.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - esencjonalizm

Używając tyle samo energii (E), ale koncentrując się tylko na np. 3 sprawach zamiast wielu znacznie szybciej osiągniemy założony cel.

Trzy wyspy – mój własny autocoaching

Przez kilka lat praktyki coachingowej wypracowałem własną technikę jednoczesnej pracy nad kilkoma aspektami życia moich klientów. Szczególnie tych, którzy chcą naraz pozmieniać wszystko i wszędzie, a tak się po prostu nie da. Wychowani w świecie „instant”, w którym wszystko jest od ręki, mamy problem z pracą nad sobą w dłuższym procesie. Nie potrafimy się też zatrzymać, aby przyjrzeć się uczciwie temu co jest tu i teraz, czyli temu od czego zaczynamy. Z tego powodu, żeby nieco „oszukać” nasz zachłanny mózg i ego opracowałem technikę pracy w metaforze, którą nazywam „Trzy wyspy”. Pracujemy w niej na wyspami: Ja, Kariera i Związek. Wyspa jest metaforą relacji z tą częścią w nas, której dotyczy. Jej wygląd i to co się na niej dzieje lub z czasem zmienia odwzorowują to jak z danym obszarem pracujemy. Pomaga uświadamiać sobie na jakim obszarze życia teraz się koncentrujemy lub skoncentrował nas los. Trudno bowiem być jednocześnie, na każdej z trzech wysp. To, że w tej technice nie mówimy wprost o sobie, ale o danej wyspie, powoduje że dokonujemy obserwacji z większego dystansu i jesteśmy skłonni do głębszych wniosków. Jest to więc również dla mnie doskonały sposób, do obserwacji samego siebie.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - trzy - wyspy

Co więcej, ta technika sprawdziła się też bardzo dobrze w przypadku kilku moich klientów biznesowych, którzy prowadzili jednocześnie kilka aktywności zawodowych i zaczynali gubić się w chaosie spraw i zadań. Jedyną zmianą były nazwy samych wysp, w tym przypadku odpowiadały one każdej z prowadzonych aktywności.

Zainteresowanym polecam:

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - siła spokoju

„Siła spokoju, którego nie ma” Jacek Santorski, Jarek Szulski. W tej książce Jacek Santorski zwierza się jak pracuje i zarazem odpuszcza prace nad sobą. Jest w niej też sporo o technice aikido i o tym czego uczy ona w życiu. Mówi np. jak walczyć z wieloma „przeciwnikami” na raz i dlaczego upadek, to tak naprawdę nowa pozycja w potyczce i dodatkowy czas na zmianę strategii.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - esencjonalista


„Esencjonalista. Mniej, ale lepiej” Greg McKeown – moja biblia esencjonalizmu. Mnóstwo świetnych technik i przykładów na to, jak robić mniej i przez to osiągać więcej. Czytając tę książkę musiałem kilka razy zanegować moje podejście do pewnych spraw oraz przyznać, że zbyt łatwo wpadałem w pułapki oczekiwań innych. Esencjonalizm to coś więcej niż tylko strategia zarządzania czasem, to filozofia życia, która doskonale sprawdza się w zabieganym i pełnym informacji i spraw śwecie.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - trzy wyspy

„Trzy wyspy” Rafał Markiewicz – tego nie przeczytacie, a jedynie doświadczycie podczas spotkań coachingowych ze mną. Warto wiedzieć, że ta technika też doskonale sprawdza się w pracy na odległość, zatem jak tylko masz dostęp do internetu, to możemy razem pracować bez względu na to w jakim miejscu świata jesteś.

Jak z energią wejść w nowy projekt? – przypadek mojego klienta

Rok 2018 obfitował w moim życiu zawodowym w wiele niesamowitych spotkań, zdarzeń i sytuacji. Pracowałem z wieloma osobami indywidualnymi nad ich prywatnymi sprawami. Wspierałem wielu menedżerów i dyrektorów w rozwiązaniu kwestii dotyczących spraw zawodowych i prowadzonych przez nich projektów. Miałem także przyjemność prowadzić coachingi biznesowe z właścicielami firm lub wspierać kilka z nich we wdrażaniu programów rozwojowych.  To jedynie tylko fragment mojej działalności, ale ten dający najwięcej satysfakcji i bezpośrednich relacji z klientami. Relacji, o których z zawodowej odpowiedzialności mówić nie mogę, bo każdemu mojemu klientowi gwarantuję poufność. Skoro jednak jeden z nich wprost mówi w swoim nagraniu o naszej współpracy, wymieniając mnie z imienia i nazwiska, fakt ten stał się już wiedzą powszechną.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - MCW - nowy projekt
https://mycustomer.world/

 Maciek to człowiek o wielkim sercu, inspirator, społecznik i menedżer, a przede wszystkim klientomaniak. Jak sam mówi „dzień bez nowego pomysłu, to dzień stracony” – to fascynująca cecha, ale i zarazem niebezpieczna. Można uruchomić zbyt wiele działań i aktywności, na które potem nie starcza czasu i energii. Najtrudniej jest jednak zdecydować z czego zrezygnować. Trwając w tej niemocy decyzyjnej spalamy się nie posuwając naszych projektów do przodu.

To co jest najważniejsze w takiej sytuacji, to uświadomić sobie liczbę tych aktywności (Maciek zapisał tyle kartek, że zajęły prawie całą podłogę w moim pokoju). Następnie pogrupować je ze względu na rodzaje działań lub obszary tematyczne i odpowiedzieć sobie, które z nich chcemy kontynuować, a z którymi nam już nie do końca po drodze. Odpowiedź nie jest prosta i nie przychodzi łatwo, ale w tym momencie wsparciem jest coach, ze swoimi pytaniami i dystansem do spraw klienta. Maciek zrobił rzecz niesamowitą, zdecydował się zakończyć projekt prowadzony od prawie 10 lat. Zrobił to dodatkowo z niezłą klasą, ogłaszając to 31.12.2018 w swoim nagraniu na żywo i zapowiadając nowy projekt, któremu się teraz poświęci. W tym nagraniu odsłania nie tylko pewne kulisy naszej współpracy, ale zarazem mówi o bardzo ważnej sprawie. Pozbycie się pewnych zaszłych spraw, powoduje że spada z nas wielki ciężar. Ciężar, który nas ogranicza i blokuje przed pełnym zaangażowaniem w nowe projekty.

Maćkowi życzę sukcesów, a wszystkim innym odwagi do usunięcia ze swojego życia tego co już przeszłe i niesłużące w drodze do przyszłości.

Zapraszam na ogłoszenie mojego najważniejszego projektu roku 2018

Opublikowany przez Forum Call Center Poniedziałek, 31 grudnia 2018

Krocz śmiało swoją własną drogą – testuj i działaj

Wielu moich klientów, zarówno biznesowych jak i tych, którzy pracują nad prywatą sferą swojego życia, w trakcie naszej współpracy zadaje mi pytanie „Czy ze mnie coś jeszcze w ogóle będzie? Czy widzisz dla mnie szansę?”. Zakładają, że innym idzie lepiej, że inni nie popełniają błędów, a jeśli już tak, to robią ich znacznie mniej. Czasami to prawda, ale najczęściej to jedynie nasze wyobrażenia o ich życiu i działaniach. Nieco wybielone, a następnie podkoloryzowane. Tymczasem najwłaściwszym pytaniem w tym miejscu byłoby to, jak do tego doszli, przez co przeszli, ile „potknięć” zaliczyli nim nauczyli się żyć lub działać, tak jak to robią obecnie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - własna droga


Wielka nadzieja

Drugi kwartał 2015 roku, to był w moim życiu okres wielkiej energii, nadziei i inspiracji. To właśnie wtedy zdecydowałem się na rozpoczęcie dwóch projektów internetowych, do których w sierpniu tego samego roku dołączył jeszcze trzeci. Przy każdym z nich kierowałem się inną motywacją i trochę innym podejściem. Dziś po ponad trzech latach nadszedł czas na ich podsumowanie i wyciągnięcie wniosków.

rafalmarkiewicz.pl – już dużo wcześniej planowałem, że coaching stanie się moją alternatywną drogą zawodową i pozwoli spełniać mi się w pomaganiu innym ludziom. Zatem zakładałem tę stronę z bardzo wyraźnym celem. Wiedziałem, że aby zaistnieć na rynku muszę zbudować sobie markę eksperta i zasłużyć na zaufanie klientów, dzieląc się choćby moją wiedzą i przemyśleniami na swoim blogu. Do tego projektu opracowałem cały harmonogram działań i zdefiniowałem konkretne cele, do osiągnięcia.

Life factory – najzabawniejszy aspektem tego projektu jest fakt, że najpierw przyczepiła się do mnie jego nazwa, a dopiero potem dobudowałem jego całą koncepcję. Miała to być platforma do wspólnych działań z moimi znajomymi zaangażowanymi w szeroko rozumianą działalność rozwojową. Założyłem, że najpierw ją rozwinę i rozbuduję, a następnie zaproszę ich do wspólnej pracy. Kierowało mną tutaj sporo emocji i wiary w to, że jakoś to będzie, że pewnie fajnie się potoczy.

Tu czyli Tam – ten projekt turystycznego fotobloga zrodził się z impulsu i z kilku zachwytów znajomych nad moimi wpisami z wakacji, czy z weekendowych wypadów. Tu nie było strategii i konkretnego celu. Z jednej strony tego typu zachwyty miło pieściły moje ego, a z drugiej miałem wielką radość dzieląc się swoimi odkryciami niesamowitych miejsc w bliższej i dalszej okolicy. Do tego odpalił się w moje głowie schemat społecznika i nauczyciela. Pokażę innym czemu warto ruszyć tyłek z kanapy i udowodnię, że nawet najzwyklejszy wypad na parę godzin, może być super przygodą. Gdzieś daleko w tyle głowy kryła się też nadzieja, że może ktoś dostrzeże ten blog i będzie chciał wrzucić na niego swoją reklamę.

Proza działania

Kiedy coś tworzysz i zaczynasz działać w jakimś obszarze masz mnóstwo sił i energii. Jednak prawdziwym testem dla twojej idei jest to, jak długo ona przetrwa. Zapalić się do czegoś jest bardzo łatwo, ale utrzymać ten płomień jest już wyzwaniem.

rafalmarkiewicz.pl – potrzeba ciągłych zmian i ulepszeń pochłaniała mnóstwo mojego czasu i energii. Całe szczęście zaplanowany grafik blogowych publikacji trzymał mnie ostro w ryzach i domagał się kolejnych wpisów. Poczucie, że strona powinna być jednak lepsza i bardziej profesjonalna wciąż nie dawało spokoju i ochoczo szarpało za struny niepokoju. Tymczasem już samo wystawianie swoich działań i siebie na ocenę innych i tak wystarczająco ten niepokój podsycało. Tak było, aż do chwili, kiedy dotarłem do dwóch cennych rad:
1) Pamiętaj, że twoja strona internetowa jest tylko częścią twojego biznesu, a nie jego podstawą. Poświęcanie jej 100% uwagi jest tylko wygodną wymówką i przyjemną ucieczką od tego co jest głównym obszarem twojego działania.
2) Zawsze będą tacy, którzy Cię potępią i pochwalą. Jeżeli będzie starał się przypodobać innym, będziesz musiał się sprzeniewierzyć sobie. Pokaż siebie takim jakim jesteś, pewnie nie wszystkim będzie to odpowiadać, ale dzięki temu będziesz miał takich klientów, z którymi praca sprawi ci przyjemność.

Life factory – zakładając platformę do współpracy zapomniałem, że inni mają też swoje plany na siebie i często na pierwszym miejscu było w nich zbudowanie własnej marki, a niekoniecznie współpraca. Poczułem też, że czasami ta współpraca byłaby zbyt dalekim kompromisem z mojej strony lub zbyt dużą dysproporcją we włożonej energii i zaangażowaniu. Ten projekt był też zbyt zbliżony do rafalmarkiewicz.pl i tematy na blogach tych dwóch stron wzajemnie się kanibalizowały, a ja męczyłem się z wymyślaniem kolejnych. Po dwóch latach stronę zamknąłem, a Life Factory stało się jedynie projektem prowadzonym w ramach mojej własnej strony.

Tu czyli Tam – to co potrafi zachwycić w niewielkiej dawce, w zbyt dużym natężeniu może być nużące. Ja wrzucałem ciekawe i emocjonujące zdjęcia z minimalną dawką tekstu, ale to co było emocjonujące dla mnie nie musiało być dla innych. Podobnych i bardziej aktywnie oraz bardziej profesjonalnie prowadzonych blogów turystycznych zrobiła się cała masa. Do tego wzrosła popularność Instragramu, gdzie pojawiało się całe mnóstwo zdjęć z podróży. Co jednak najważniejsze, moje podróżnicze wypady straciły na atrakcyjności, bo ja zamiast zachwycać się miejscami i ich atmosferą koncentrowałem się na pstrykaniu fotek na bloga. Potem Paweł Tkaczyk napisał artykuł „Pułapki własnej firmy”, a w nim następujące zdanie „W dużym skrócie: jeśli kochasz coś robić, założenie firmy, w której zamierzasz się tym zajmować, jest najgorszym pomysłem pod słońcem. Bo wtedy przestaniesz robić to, co kochasz.”. Tak było też z moim projektem. Dziś już go nie ma, a ja odzyskałem czas i radość podróżowania.

Odcinanie kuponów

Do dziś przetrwała jedynie moja strona coachingowa, choć wzbogacona o projekt Life Factory. Jednak nawet z perspektywy czasu z przygody z dwoma pozostałymi projektami bym nie zrezygnował. Wiele mnie nauczyły o konstrukcji stron internetowych, uczuliły na optymalizację grafiki i doprowadziły do odkrycia kilku przydatnych tricków, które stosuję do tej pory.

Kiedy zaczynałem przygodę z nimi nic nie wiedziałem o WordPressie, a dziś poruszam się w nim bardzo sprawnie. Dały mi też mnóstwo przyjemności, zabawy i radości tworzenia. Pokazały jak ważny w projekcie jest cel i plan działania, bo bez nich nie starczy nam siły na zbyt długo. Dzięki tej wiedzy, już pomogłem kilu klientom przy ich projektach. Nauczyły mnie również, że jest w naszym życiu czas i miejsce na różne pomysły. Kiedy jednak on przemija należy je zamknąć, zapamiętać to czego nas nauczyły i ruszyć dalej w drogę do kolejnych planów, bez obezwładniającego pytania „Czy ze mnie coś jeszcze w ogóle będzie?”.

Lada moment rozpoczyna się kolejny rok. Wyciągnijcie z mentalnych szaf przykurzone projekty lub trzymane szczelnie pod kluczem marzenia i po prostu je zrealizujcie. Nie są Waszym zobowiązaniem do końca życia, możecie zamknąć je w dowolnym momencie. Jednak tego czego przy ich realizacji się nauczycie i przeżyjcie nikt Wam już nie odbierze.

Bądźcie jak małe dziecko w trakcie nauki chodzenia. Przewracajcie się i upadajcie, ale nie poddawajcie. Będziecie mieli trochę siniaków, sporo zabawy i tą wielką, przeogromną satysfakcję, że sami idziecie swoją własną drogą.

Menedżer 3.0 – jak dobrze zarządzać i samemu nie polec

Tematem świata VUCA, który jest zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny zajmuję się od dawna. Fascynuje mnie fakt, że te cztery elementy, które stanowią jego największe wyzwanie, są jednocześnie bezwzględnymi weryfikatorami kompetencji menedżerskich i zarządczych.

Wraz z nadejściem tak dużej zmienności, naturalnym elementem, który pojawia się w obszarze zawodowym jest niepewność, która dotyka menedżerów, właścicieli firm, ale także i samych pracowników. Wszyscy więc szukają obecnie menedżerów, szefów czy liderów, którzy z tym brakiem pewności dobrze sobie radzą.

Polecam lekturę mojego artykułu na ten temat, który był dodatkiem do mojego wystąpienia na My Customer World 2018 w Warszawie, a następnie na My Customer World City w Gdańsku…

Menedżer 3.0 – jak dobrze zarządzać i samemu nie polec

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

 

 

Prze_myślnik #35- nowe otwarcie

Lada moment nadejdzie kolejny Nowy Rok i pewnie wielu z nas będzie snuło swoje noworoczne plany. Wielu z nas wypowie też słowa „oby nadchodzący rok był lepszy od obecnego”.  Pytaniem pozostaje jednak, jak wielu z nas zrobiło w swoim życiu miejsce dla tej lepszości. Czy wyczyściliśmy już nasze głowy i nasze życie z tego co minęło i już nam nie służy. Czy puściliśmy to co minione, zamiast się tego rozpaczliwie trzymać i w nieskończoność rozpamiętywać.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - nowe otwarcie

Najlepsza wersja siebie

Zwykliśmy nieustająco porównywać się z innymi, starając się określić swoją wartość i atrakcyjność na tle pozostałych. Choć bez problemu znajdziemy i tych mniej, i tych bardziej atrakcyjnych. Dziwnym trafem zawsze koncentrujemy się na tych drugich, ochoczo dokładając sobie kompleksów i połajanek. Przy czym zapominamy zazwyczaj, że to jest nasze (i tylko nasze) wyobrażenie atrakcyjności, a ktoś inny może cenić w nas właśnie to, czego my w sobie nie zauważamy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - najlepsza wersja siebie

Nie wspomnę już ile razy usłyszałem od swoich klientek i klientów słowa „Wiem, że powinnam/powinienem być inna/inny”. Zawsze wtedy zadaję dwa pytania „Z jakiego powodu?” i „Kto tak twierdzi”. Lubię też wtedy przytaczać opowiadanie Jorge Bucai o frezji, które idzie mniej więcej tak:

Pewnego razu król przyszedł do ogrodu i odkrył, że jego drzewa, krzewy i kwiaty umierają. Dąb wyjaśnił, że umiera, ponieważ nie może być tak wysoki jak Sosna. Król chciał porozmawiać z Sosną, ale zobaczył, że zgięła się i poczerniała. Dramatem Sosny było to, że nie może wydać tak pięknych winogron jak Winorośl. Winorośl zaś ginęła na myśl o tym, że nie jest w stanie kwitnąć i pachnieć jak Róża. Tymczasem Róża zalewała się łzami, ponieważ nie mogła być tak silna i mocna jak Dąb.

Król odnalazł tylko jedyny kwiat – Frezję, która kwitła, pachniała i emanowała pięknem, jak nigdy dotąd.
– Jak to robisz? – zapytał król, – rośniesz pośród tego więdnącego i mrocznego ogrodu, a jesteś taka piękna i zdrowa?
– Nie wiem, – odparła Frezja. – Być może, zawsze myślałam, że sadząc mnie, chciałeś mieć Frezję. Gdybyś chciał mieć w ogrodzie jeszcze jedną Sosnę lub Różę, to posadziłbyś je. Powiedziałam więc sobie, że postaram się być najlepszą Frezją, na jaką mnie stać.

Bądźcie zatem jak Frezja – najlepszą wersją siebie!

Względność niemocy

Bywa, że spotykam się z klientami, którzy chcieliby zrobić coś istotnego w swoim życiu, ale blokuje ich strach przed ilością komplikacji jakie ich czekają i brak wiary we własne siły. Nie będę ukrywał, że i mnie też takie chwilowe stany się zdarzają. Najważniejsze w takich momentach jest to, aby móc się odwołać do czegoś co wzmocni nasze poczucie siły i wiarę w pokonanie przeciwności. Przydadzą się też przyjaciele, którzy życzliwie „kopną” nas w pewną część ciała i powiedzą „wierzę w Ciebie i w to, że dasz radę”. Co ciekawe, jako coach, często mam większa wiarę w moich klientów, niż oni sami, ale to ostatecznie ja byłem świadkiem i towarzyszem wielu przemian i sukcesów…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - niemoc - działanie

Wszystkim tym, którym czasami brakuje wiary w sukces i rozpędu, polecam Koolulam. To społeczno-muzyczna inicjatywa, skupiająca się wokół masowych imprez śpiewackich, w których biorą udział nieprofesjonaliści. Koolulam powstał, aby zjednoczyć ludzi ze wszystkich środowisk poprzez wspólne muzyczne tworzenie. W każdym przypadku, nowe przedstawienie dobrze znanego utworu jest przekazywane uczestnikom, a następnie niemal natychmiast wykonywane.

Skoro ktoś może z setek, a czasami tysięcy nieprofesjonalistów, którzy wcześniej się nie znali, w ciągu godziny stworzyć coś takiego. To wiele z moich „nie da się” naprawdę traci na sile i znaczeniu 😉

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Ludzie potrzebują uwagi, czyli o rekrutacji wewnętrznej słów parę

W biznesowym aspekcie mojej działalności wspieram firmy i menedżerów w różnych obszarach ich działań i różnych potrzebach. Przy tej okazji, za każdym razem staram się też trzymać zasady spajania biznesu z proklienckością. Czyli uwzględniania kwestii ekonomicznych, strategicznych i przyjętych założeń biznesowych, pamiętając zarazem o doświadczeniach klientów.

Czasami tymi klientami są też pracownicy mojego klienta. Zdarza się tak np. podczas wewnętrznych rekrutacji prowadzonych na zasadach assessment center. Powstaje zatem pytania o jakie doświadczenia pracowników, poza szansą uzyskania nowego stanowiska, warto zadbać. Z całą pewnością zalicza się do nich sytuacja stresowa jaka towarzyszy im w trakcie rekrutacji oraz odpowiednie wzmocnienie w sytuacji przegranej. Niestety, jak pokazują relacje moich coachingowych klientów, o tych dwóch aspektach często się zapomina lub nie przywiązuje do nich odpowiednie wagi. Koncentrując się  na głównym celu zadania, czyli wyłonieniu nowego kandydata na dane stanowisko.jedynie

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - rekrutacja - assessment center

Udział w rekrutacji, zawsze ma swoją cenę

Każdy z pracowników decydujących się na udział w rekrutacji wewnętrznej, a szczególnie takiej prowadzonej na zasadach assessment center, podejmuje odważną decyzję. Z jednej strony może sporo zyskać (awans/nowe stanowisko), ale z drugiej wystawia się też na pewne ryzyka. Po pierwsze, musi wyjść świadomie ze swojej strefy komfortu i wystawić się na ocenę w świetle nowych, często nie do końca mu znanych, zadań. Ocenę assessorów, ale i współpracowników, którzy razem z nim te zadania będą wykonywali. Po drugie, za tę decyzję zapłaci stresem jaki zwyczajowo towarzyszy większości z nas kiedy bierzemy udział w rekrutacjach. Po trzecie, musi się zmierzyć z obawą, czy przypadkiem ta rekrutacja nie odkryje jakiś jego nowych słabych stron, o których do tej pory jego przełożeni nie wiedzieli. Po czwarte, musi się zastanowić jak sobie poradzi, kiedy przegra i będzie musiał wrócić z poczuciem porażki na swoje dotychczasowe stanowisko i do swojego obecnego zespołu.

Czy sztywno i oficjalnie = profesjonalnie?

Miałem przyjemność uczestniczyć ostatnio w jednej z wewnętrznych rekrutacji u mojego klienta. Poszukiwaliśmy kilu menedżerów z zespołu, którego z pewnych względów, mój klient nie znał za dobrze i w którym nie było najlepszych doświadczeń z wcześniejszymi awansami. Ja miałem za zadanie pełnić rolę zewnętrznego gwaranta obiektywności tej rekrutacji oraz dać poczucie mojemu klientowi, że wszystko będzie miało profesjonalny przebieg, w ramach którego zadbam też o uczestników tego zdarzenia. Kiedy rekrutacja się zakończyła i wyniki zostały ogłoszone, od uczestników rekrutacji usłyszałem, że dawno już tak dobrze się nie bawili i nie mieli tak rozwijającego doświadczenia. Klient zaś ze zdziwieniem stwierdził, że nie wiedział, iż przy assessment center może być tyle luzu i zabawy, bo na dotychczasowych rekrutacjach prowadzący byli zawsze sztywni, zdystansowani i bardzo poważni.

Powstaje więc pytania, czy sztywność i zdystansowanie w tym procesie dodają czegoś, co podnosi jego wartość? Z pewnością dodają stresu uczestnikom i nie pomagają im rozładować napięcia, przez co kandydaci nie mogą się do końca rozluźnić, a tym samym pokazać całego spektrum swoich umiejętności. Prawdą jest, że na nowych stanowiskach będą mieli pewnie do czynienia z sytuacjami stresowymi, ale nie permanentnym napięciem. Ich reakcję na stres można spokojnie przećwiczyć w zadaniach i w tej konkretnej rekrutacji było takie jedno, po którym kandydaci był mocno zgrzani i potrzebowali potem chwili na zaczerpnięcie powietrza. Luźna atmosfera i dużo śmiechu de facto odkrywają też często to, co przy nadmiernej powadze rekrutacji udaje się ukryć, bo następuje osłabienie mechanizmów kontroli u kandydatów.

Sztywność i dystans, o ile nie wynikają z kultury wewnętrznej danej organizacji, nie są wymogiem danego procesu, ale są raczej wynikiem słabej pewności siebie u rekrutera lub jego słabego warsztatu w tym zakresie. Mogą być też efektem zwykłej rutyny i zmęczenia „materiału”, bo to co dla kandydatów jest nowością, dla etatowego rekrutera jest jedynie elementem powtarzalnej codzienności. Sztywność i dystans dają jeszcze komfort izolacji emocjonalnej wglądem kandydatów. W takiej sytuacji łatwiej jest dokonać mechanicznej oceny pewnych kompetencji, bez walki z faktem polubienia któregoś z rekrutowanych. Ja jednak nie obawiam się tego faktu. Z jednej strony najczęściej zaczynam bardziej lubić wszystkich kandydatów, z drugiej kompetencje których poszukuję mam spisane zawczasu i przy ocenie odwołuję się do tej listy. Pamiętam również o tym, że taki kandydat nie będzie funkcjonował w próżni. Oprócz zestawu poszukiwanych kompetencji, powinien też dopełniać je swoją osobowością, którą właśnie lepiej poznałem.

Prezent dla „niewygranych”

Luz i zabawa w czasie rekrutacji, oprócz tego, że pomagają ją przetrwać w pełnym skupieniu i zaangażowaniu, dają mi jeszcze jedną cenną rzecz. W każdym kandydacie, którego lepiej poznam i którego polubię łatwiej mi znaleźć jego mocne i dobre strony. Potrzebuję ich do tego, aby tym, którzy nie zwyciężą w wyścigu o dane stanowisko, móc podarować prezent wynikający z wdzięczności za czas i energie, jaką na tę rekrutację poświęcili. Przy rekrutacjach wewnętrznych trzymam się od dawna zasady, że zaraz po ogłoszeniu „zwycięzców”, spotykam się z każdym „niewygranym” na jakieś 10-15 minut, aby przekazać im prezent, czyli informację zwrotną, w czym wypadli bardzo dobrze i co jest tym obszarem/elementem, nad którym powinni popracować, aby zwiększyć swe szanse w przyszłości.

Najzabawniejsze w tej całej sytuacji jest to, że praktycznie za każdym razem, również zwycięscy domagają się podobnej informacji zwrotnej, zazdroszcząc „niewygranym” ich prezentu. Czasami ustawiają się nawet na warcie pod salą, abym przypadkiem nie wyszedł z firmy, bez spotkania z nimi.

Powyższe moim zdaniem dowodzi tylko tego, jak cenną wartością jest dziś, w tym zabieganym i rozwrzeszczanym social mediowymi powiadomieniami świecie, poświęcenie komuś chwili swojego czasu i uwagi skupionej tylko na nim. Dla mnie oznacza to po każdym assessmencie dotykową pracę, aby wypisać sobie mocne strony każdego kandydata i wskazówki dla niego. Uważam jednak, że to moja powinność i okazanie szacunku uczestnikom rekrutacji. Co więcej, taki prezent świetnie ich wzmacnia przed koniecznością powrotu do zespołu i poinformowana o braku zwycięstwa, zachęca do udziału w kolejnych rekrutacjach i buduje lojalność wobec pracodawcy, który zadbał o ich odpowiednie potraktowanie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - Biznes Fokus - projekt

Ile razy się urodziłeś?

Podobno koty mają 7 żyć, a człowiek jedno. Ja jednak jestem gotów dyskutować z każdym z tych stwierdzeń. Znałem bowiem kota, który zszedł definitywnie po swoim pierwszym żywocie, ale i znam ludzi, którzy przeżyli po parę swoich narodzin. Sam twierdzę, że narodziłem się już 4 razy…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - narodziny - wyzwanie

Drugie narodziny

To był chłodna i ciemna styczniowa noc, w stawie odbijały się światła okolicznych lamp, a nieświadomy dramatu chwili pies beztrosko biegał wokół mnie. 18 urodziny to dla wielu wielkie i wyczekiwane wydarzenie. Oznacza przekroczenie progu dorosłości i możliwość decydowania o sobie samym. Ja z tego dnia zapamiętałem jedynie mieszankę strachu, ekscytacji i przerażenia, które wypełniały każdą komórkę mojego ciała. To właśnie tego symbolicznego dnia zdecydowałem się stanąć na rozstaju życiowych dróg i wybrać jedną z nich. Musiałem zdecydować, czy dostosować się do społeczeństwa i udawać do końca życia kogoś, kim nie jestem, czy też pozostać sobą ponosząc tego konsekwencje, a te mogły oznaczać m.in., że nagle zostanę zupełnie sam. To właśnie tam, w towarzystwie iskrzących gwiazd i wiernego psa podjąłem swoją decyzję i urodziłem się po raz drugi – przerażony, ale wewnętrznie spójny.

Następne lata pokazały, że był to najlepszy prezent jaki mogłem sobie podarować. Los docenił mój wybór i wciągnął w wir życia, choć wcale go nie ułatwiał. Z nieśmiałego, wycofanego chłopaka stałem się zupełnie kimś innym. Działałem w organizacjach społecznych, występowałem na konferencjach, udzielałem wywiadów gazetom i występowałem w radiu. Pomagałem ludziom w poukładaniu ich życia i spotykałem znane osoby. Budowałem cudowne związki, skończyłem studia i zostałem dyrektorem spółki z grupy kapitałowej jednego z największych ubezpieczycieli w naszym kraju. Oczywiście, wiele razy się potykałem, popełniałem błędy i upadałem, ale wstawałem z kolan i dzielnie walczyłem.

Trzecie narodziny

Byłem mistrzem naciągania czasu, a w zasadzie upychania w nim największej liczby zadań jaką się da. Uważałem, że wzięcie urlopu, po to aby poprowadzić szkolenie było bardzo kreatywnym podejściem do tego pierwszego. No i jeszcze ten nieustający test: jak mało da się spać, aby efektywnie funkcjonować następnego dnia. Funkcję testera zakończyłem dość niespodziewanie w piękny słoneczny dzień 28 października 2012 roku o godz. 15:48, kiedy to usnąwszy ze zmęczenia za kierownicą samochodu z całym impetem wjechałem w barierę rozdzielającą pasy autostrady.

Pamiętam moment przebudzenia, kiedy samochód podskakiwał na pasie zieleni, a potem już tylko uderzenie maski w szybę, chrzęst blachy rwanej stalową liną i te przejmujące wibracje. Samochód wirował rozpadając się na kawałki, a w mojej głowie kołatała tylko myśl, czy wyjdę z tego cało. Kiedy samochód się zatrzymał i doszło do mnie, że ze mną wszystko w porządku, w pamięci odpaliły mi się procedury postępowania w razie wypadku. Ostatecznie pracowałem kiedyś na infolinii ubezpieczeniowej i instruowałem przez telefon tysiące ludzi jak postępować w takich sytuacjach. Teraz to wszystko sobie przypomniałem, a policjanci i obsługa techniczna autostrady nie mogli zrozumieć jak po czymś takim można być tak spokojnym i precyzyjnym w działaniu. Chyba się zresztą w tym wszystkim zapędziłem, bo przy okazji dobiłem z policjantem targu, sprzedając mu akumulator, który w czasie wypadku wyleciał z samochodu.

Emocje i refleksja nadeszły dopiero późnym wieczorem w domu. Zrozumiałem wtedy, że mój „test z czasem” pokazał mi jego zupełnie inne oblicze. Nie tylko można go naciągać, ale może się on też skończyć w każdej sekundzie mojego życia. Nagle dotarło do mnie, że poszedłem w życiu na zbyt dalekie kompromisy, że zbyt dobrze przystosowałem się do oczekiwań innych, a nie zadbałem o swoje własne. Miałem dobrze płatną pracę na stanowisku menedżerskim, która pozbawiała mnie energii i sił życiowych. Miałem mieszkanie i długoletni związek, który zabezpieczał mnie przed samotnością, ale rujnował emocjonalnie. Miałem też swoje marzenia i fascynacje, ale zakopane gdzieś głęboko, żeby nie kłuły każdego dnia. Nawet nie zauważyłem, kiedy celem mojego życia stało się bezpieczeństwo, zamiast szczęścia.

 Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - narodziny - wyzwanie

To właśnie w tą październikową noc, siedząc w cichym i ciemnym pokoju, urodziłem się trzeci raz i zdecydowałem postawić w życiu na swoją integralność. Wróciłem do tematów rozwojowych, którymi fascynowałem się wiele lat temu i zostałem coachem. Zawsze chciałem mieć swoją własną firmę i założyłem ją. Nie odszedłem z pracy menedżera, ale zupełnie zmieniłem moje podejście do niej i przestała mi szkodzić. Wyznaczyłem też jasne granice, które jeśli zostaną przekroczone spowodują, że ją opuszczę. Byłem dumny i parłem do przodu, aż do momentu kiedy… ktoś zapytał mnie, po co to robię.

Czwarte narodziny

Dumnemu i odnoszącemu sukcesy życiowe facetowi nie łatwo jest się przyznać do tego, że przez całe jego dorosłe życie napędzał go strach przed tym, że nie jest wystarczająco dobry i lęk przed samotnością. Zresztą ta druga nadeszła niespodziewanie szybko. Śmierć odebrała mi kogoś, z kim razem od trzynastu lat razem budowałem wspólny dom.

Tym razem nie 18 lat a 40, nie staw a brzeg morza. Zamiast wiernego psa, bezmiar chłodnego plażowego piasku, ale gwiazdy te same. Kolejny rozstaj życiowych dróg i kolejna decyzja – urodziłem się po raz czwarty…

Dziś już nie napędza mnie strach, choć go czasami odczuwam. Nie boję się też samotności. Dziś żyje smakując życie i ciesząc się „małymi codziennymi szczęściami”. Kiedyś mówiłem, że jestem nieustającym podróżnikiem przez życie, ale od momentu „czwartych urodzin” twierdzę, że stałem się surferem na falach życia. Przejąłem kontrolę na tyle, że wybieram fale na których płynę, ale to gdzie one mnie poniosą zależy już od wiatru, ukształtowania dna i mnóstwa innych czynników. Dzięki temu, każdego ranka mogę się budzić z uczuciem ciekawości nadchodzącego dnia.

Tekst ten dedykuję wszystkim tym, którzy mierzą się w swoim życiu z trudnymi momentami i nie wiedzą jak będzie wyglądało ich dalsze życie. Każde „nowe narodziny” to nowe otwarcie, to szansa na zbudowanie czegoś od nowa… Prawda jest taka, że Ci urodzeni tylko jeden jedyny raz naprawdę wiele tracą.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close