Jonathan Haidt kreśli dość przerażający obraz niesamodzielności i kultury bycia ofiarą wśród amerykańskiej młodzieży. Jednak, nie jest to obraz charakterystyczny tylko dla tamtego kontynentu. Pracując od 17 lat z młodymi ludźmi zasilającymi centra obsługi klienta z roku na rok obserwowałem obniżanie u nich poziomu zaradności i decyzyjności. W końcu, w ostatnich latach, przerodziło się to w całkowitą niedojrzałość życiową u znacznej większości konsultantów.
Mam jednak wątpliwość, czy to tylko wina technologii, social mediów i nadopiekuńczości obecnego pokolenia rodziców. Sądzę, że problem pojawił się już znacznie wcześniej kiedy cywilizacja zachodu zaczęła dążyć do jak najbardziej zabezpieczonego świata. Świetnie pisał o tym Marek Bednarski w artykule „Niemożliwe jest jakby zaproszeniem” zamieszczonym w czasopiśmie Yoga & Ayurweda 4/2017:
„To wszystko pozwala mi powiedzieć, że „niemożliwe jest jakby zaproszeniem”. W dzisiejszych czasach wielu ludzi potrzebuje tych słów, by pokonać wewnętrzne bariery. Pomocną w tej kwestii grupą asan są pozycje balansowe. W nich dotykamy, czegoś co Guruji Iyengar nazywał „fear complex” – kompleks strachu. Cywilizacja Zachodu zmierza w kierunku pozostawiania kolejnym pokoleniom jak najbardziej zabezpieczonego świata. Coraz bardziej ogrodzonego i odizolowanego. Ubezpieczamy życie, samochody, domy i zdrowie. Odkładamy pieniądze na starość, wykupujemy różnego rodzaju polisy i obligacje. Chcemy całkowicie wyeliminować ryzyko z życia.
Nowe pokolenia nie są również gotowe na podjęcie trudu działania, gdy pojawia się problem. Kiedy nie idzie, łatwiej się rozwieść czy porzucić pracę, niż próbować coś naprawić. Wyrzucamy stare rzeczy i kupujemy nowe. Starsze osoby oddaje się do domu spokojnej starości, by nie były balastem. Wszystko ma iść lekko i bez zbędnego ryzyka. Pojawia się wtedy całkowite wynaturzenie człowieka, który ma potrzebę przeżywania różnego rodzaju emocji. Dochodzi do sytuacji skrajnych. Ludzie z powodu niedotrzymania terminu w pracy, przeżywają taki stres, jakby ich istnienie było zagrożone. To sięgające zenitu napięcie rujnuje wiele rodzin i osób. Wpadają w uzależnienia i choroby psychiczne, nie potrafią się odnaleźć w niezrozumiałej sytuacji. Realnego zagrożenia życia nie ma, więc nie wiadomo jak się uratować. Wszystko dzieje się tylko w głowie.”
W dobie dyskusji koncentrującej się na tym, czy sztuczna inteligencja odbierze pracę na prostych i powtarzalnych stanowiskach, zacząłbym się raczej zastanawiać, czy uratuje one firmy i przedsiębiorstwa w sytuacji braku odważnych i decyzyjnych menedżerów, którzy byliby zdolni wprowadzać zmiany czy innowacje, lub też wyprowadzać zarządzane zespoły na spokojne wody w sytuacji kryzysu.
To chyba też jasny sygnał dla pracodawców, aby szanować i odpowiednio zadbać o obecnych doświadczonych menedżerów, bo coś mi się zdaje, że już niedługo trudno będzie ich zastąpić nowymi równie sprawnymi i decyzyjnymi.