Są takie momenty w życiu, kiedy wszystko wydaje się zawieszone w powietrzu. Stara praca już nie jest Twoją pracą, ale nowej jeszcze nie ma. Związek się skończył, ale nowe relacje nawet nie majaczą na horyzoncie. Stary sposób życia się posypał, nowy jeszcze nie ułożył.
To właśnie jest liminalność. Okres przejściowy, w którym wychodzisz z jednego świata, ale jeszcze nie wszedłeś w drugi. Ani tu, ani tam. W drodze. W środku. W zawieszeniu.
I dla większości z nas jest to stan bardzo trudny do zaakceptowania.

Czym jest liminalność w zwykłym życiu
Liminalność to okres przejściowy, w którym dotychczasowy sposób życia już się nie sprawdza, ale nowy jeszcze się nie narodził.
To może być na przykład sytuacja, kiedy:
- wypowiedzenie w pracy jest już złożone, ale nowej pracy jeszcze nie masz,
- jesteś po rozwodzie, ale jeszcze nie wiesz, jak wygląda Twoje życie w pojedynkę,
- dzieci wyprowadziły się z domu, a Ty dopiero uczysz się, kim jesteś bez roli „wiecznego rodzica na pełen etat”,
- wracasz do życia po chorobie, po żałobie, po wypaleniu i nie masz już siły funkcjonować jak dawniej, ale jeszcze nie masz pomysłu, jak chcesz funkcjonować dalej.
Na spotkaniach coachingowych nierzadko pracuję właśnie z ludźmi, którzy „utknęli” w liminalności. Przychodzą z hasłem: „stanąłem w miejscu i nie wiem co dalej”. Formalnie coś się już zakończyło. W praktyce to zakończenie jeszcze nie przełożyło się na nowy początek.
Pojawia się napięcie: „Już tak nie chcę, ale jeszcze nie wiem, jak chcę”.
Dlaczego okres przejściowy jest tak trudny do zniesienia
Gdybyśmy mieli w mózgu dział „komfort i bezpieczeństwo”, liminalność byłaby tam oznaczona jako stan alarmowy. Wszystko, co znane i przewidywalne, daje poczucie kontroli. Liminalność jest dokładnie odwrotna: mało wiadomo, mało można przewidzieć, trudno coś zaplanować.
Dlatego tak trudno ją przyjąć.
W okresie przejściowym dzieje się kilka rzeczy naraz.
Po pierwsze, tracisz dotychczasową tożsamość.
Tożsamość to nie tylko „kim jestem”, ale też „jak o sobie myślę”. Kiedy przez lata mówisz „jestem menedżerem”, „jestem w związku”, „jestem przedsiębiorcą”, „jestem kimś, kto zawsze ogarnia”, a nagle praca się kończy, związek się rozpada, firma zamyka, zdrowie siada, to w liminalności pojawia się bardzo bolesne pytanie: „to kim ja właściwie jestem, jeśli to wszystko odpadnie?”.
Po drugie, nie masz jeszcze nowej odpowiedzi.
Liminalność nie polega na tym, że od razu wskakujesz w nową rolę i wszystko elegancko klika. To często jest etap: „jeszcze nie wiem, co dalej”. A nasz umysł nie lubi pustych miejsc. Jak nie ma odpowiedzi, generuje lęk.
Po trzecie, otoczenie często oczekuje, że szybko się „pozbierasz”.
„Już czas iść dalej”. „Zajmij się czymś”. „Nie przesadzaj”.
Brzmi znajomo?
Liminalność bywa niewygodna nie tylko dla Ciebie, ale też dla ludzi wokół. Czują bezradność, a bezradność nie jest przyjemna, więc próbują ją zasypać radami, pocieszaniem albo minimalizowaniem problemu. To nie pomaga. Czasem wręcz utrudnia przejście przez ten okres.
Jak rozpoznać, że jesteś w liminalności
Często słyszę na sesjach zdania, które są klasycznymi sygnałami okresu przejściowego.
„Niby wszystko jest ok, ale czuję, że to już nie moje życie.”
„Nie chcę wracać do tego, co było, ale boję się ruszyć.”
„Wiem, czego nie chcę, ale wciąż nie wiem, czego chcę.”
„Mam wrażenie, że stoję na peronie i czekam na pociąg, który nie wiadomo kiedy przyjedzie.”
Jeśli w Twojej głowie pojawiają się podobne myśli, bardzo możliwe, że właśnie doświadczasz liminalności.
Emocjonalnie może się to objawiać jako:
- poczucie zawieszenia,
- rozdrażnienie połączone z bezsilnością,
- zmęczenie bez wyraźnej przyczyny,
- wrażenie, że „nic nie ma sensu”,
- tęsknota za czymś, czego jeszcze nie potrafisz nazwać.
Może być tak, że obiektywnie w Twoim życiu nie dzieje się tragedia, ale subiektywnie czujesz, że coś się skończyło. Masz poczucie wewnętrznego „już nie”, choć wokół wszystko wygląda podobnie jak wcześniej.
Co najczęściej robimy z liminalnością
Niestety, to, co robi z liminalnością większość z nas, rzadko pomaga.
Po pierwsze, próbujemy ją przyspieszyć.
„Szybko znajdę cokolwiek, byle nie siedzieć bez pracy.”
„Wejdę w nowy związek, żeby nie czuć pustki.”
„Zajmę się na maksa działaniem, żeby nie mieć czasu myśleć.”
Z perspektywy coacha widzę wtedy bardzo ludzką próbę ucieczki od niewygodnych emocji. Problem w tym, że jeśli w okresie przejściowym za szybko dokonasz pozornych wyborów, to za jakiś czas bardzo często wracasz do tego samego punktu. Znowu coś przestaje być Twoje.
Po drugie, udajemy, że nic się nie dzieje.
„Przecież inni mają gorzej, ogarnij się.”
„Nie będę dramatyzował, po prostu trzeba robić swoje.”
Tłumienie doświadczenia liminalności nie sprawia, że ono znika. Znika tylko Twoja świadomość tego, co naprawdę czujesz i czego potrzebujesz. Zamiast przejścia i zmiany, powstaje wewnętrzne zamrożenie.
Po trzecie, zostajemy w roli ofiary.
„Dlaczego mnie to spotkało?”
„Inni jakoś idą przez życie, a ja ciągle pod górkę.”
To naturalne, że w trudnych momentach pojawia się bunt i żal. Problem zaczyna się wtedy, kiedy całe Twoje życie redukuje się do jednego pytania: „dlaczego”. W liminalności ważniejsze jest pytanie: „co mogę z tym zrobić w ramach tego, na co mam wpływ”.
Jak przeżyć liminalność w sposób świadomy
Nie mamy wpływu na to, że okresy przejściowe pojawiają się w życiu. Mamy wpływ na to, jak przez nie przechodzimy.
Z mojego doświadczenia pracy z klientami i z własnych życiowych zakrętów widzę kilka elementów, które szczególnie pomagają.
Po pierwsze, nazwanie tego, co się dzieje.
Już samo uświadomienie sobie „jestem w okres przejściowy” potrafi przynieść ulgę. Z chaosu wyłania się pewna rama. Nie jesteś „zepsuty”, nie „przesadzasz”. Jesteś w procesie zmiany. To zupełnie coś innego.
Po drugie, danie sobie prawa do przejściowości.
Nie musisz od razu wiedzieć.
Nie musisz od razu działać na sto procent.
Nie musisz od razu mieć planu na pięć lat.
Liminalność to nie jest moment na perfekcyjne życiowe strategie. To czas na obserwowanie siebie, testowanie małych kroków, uczenie się tego, co Ci służy, a co już nie.
Po trzecie, dbanie o proste rzeczy, które trzymają Cię przy życiu.
Kiedy świat wewnętrzny kręci się jak karuzela, szczególnie ważna staje się zwykła codzienność. Sen, ruch, jedzenie, kontakt z ludźmi, którzy Cię nie oceniają. To nie są banały. To fundament, który pozwala w ogóle mieć siłę myśleć i czuć.
Po czwarte, szukanie sensu, a nie tylko rozwiązania.
Liminalność często zmusza do pytań: „co jest dla mnie ważne”, „na co już nie chcę się zgadzać”, „jak chcę przeżyć dalszą część życia”.
Rozwiązanie to „jaka praca”, „jaki związek”, „jakie miejsce do życia”.
Sens to „po co”, „w zgodzie z jakimi wartościami”, „dla jakiej jakości życia”.
Kiedy zaczynasz szukać sensu, decyzje podjęte po okresie przejściowym są zwykle spokojniejsze, bardziej Twoje i mniej przypadkowe.
Filozofia 3P w okresie przejściowym
Liminalność bardzo lubi chaos. W głowie kłębi się sto myśli naraz. Raz chcesz wszystko rzucić, raz wszystko naprawić, a raz po prostu zasnąć i obudzić się w innym życiu.
W takich momentach przydaje się moje ulubione 3P: prostota, porządek, proaktywność.
Prostota w liminalności to świadome ograniczanie ilości zadań i bodźców.
Nie musisz w tym czasie robić wszystkiego. Wybierz to, co naprawdę ważne: kilka osób, kilka aktywności, kilka tematów. Odetnij to, co tylko zjada energię, a nie wnosi jakości.
Porządek w liminalności to wprowadzenie struktury tam, gdzie jej brakuje.
Nie chodzi o wielką reorganizację życia, ale o małe ramy: stałe pory snu, proste rytuały dnia, zapisanie tego, co Ci chodzi po głowie. Porządek nie jest po to, żebyś miał wszystko pod kontrolą, tylko po to, żebyś miał gdzie się oprzeć, kiedy emocje idą w górę.
Proaktywność w liminalności to szukanie małych pól wpływu.
Być może nie masz teraz wpływu na wszystko, co się dzieje, ale prawie zawsze masz wpływ przynajmniej na jeden, dwa kolejne kroki. Może to będzie telefon do kogoś zaufanego. Może zapisanie się na konsultację. Może zmiana jednego nawyku. Może aktualizacja CV.
Proaktywność nie polega na tym, że robisz rewolucję. Polega na tym, że nie oddajesz całego steru w ręce przypadku.
Kiedy warto poprosić o wsparcie
Liminalność nie musi oznaczać samotności. Wręcz przeciwnie, często to właśnie w okresie przejściowym najbardziej potrzebujemy mądrej obecności drugiego człowieka.
Wsparcie może przyjść w różnych formach: rozmowy z bliskimi, grupa, przyjaciel, czasem psychoterapia, czasem coaching.
W pracy coachingowej najczęściej pomagam w liminalności wtedy, gdy:
- czujesz, że „coś się skończyło”, ale boisz się podjąć decyzję co dalej,
- wiesz, że dotychczasowy sposób życia Ci nie służy, ale nie wiesz, jak zabrać się za zmiany,
- jesteś między dwiema drogami i potrzebujesz bezpiecznej przestrzeni do poukładania tego, co naprawdę Twoje, a co jest tylko oczekiwaniem innych.
Nie daję gotowych odpowiedzi, bo liminalność jest z natury bardzo osobista. Mogę za to być obok, zadawać niewygodne, ale ważne pytania, pomagać odróżniać lęk od wartości, marzenie od ucieczki, impuls od decyzji.
Z liminalności do świadomego „tak”
Liminalność prędzej czy później się kończy. Pytanie brzmi, z czym z niej wyjdziesz.
Można z niej wyjść z byle jaką decyzją podjętą tylko po to, żeby „już nie czuć tego napięcia”.
Można z niej wyjść jeszcze bardziej zmęczonym i z przekonaniem, że życie jest tylko pasmem utrat.
Można też wyjść z liminalności z większą świadomością siebie, z bardziej własnym „tak” i z odwagą, żeby żyć trochę bardziej po swojemu.
Nie chodzi o to, żeby pokochać okres przejściowy. Nie musisz go lubić. Wystarczy, że przestaniesz z nim walczyć jak z wrogiem i zobaczysz w nim wymagającego, ale jednak sprzymierzeńca zmiany.
Jeśli czujesz, że jesteś właśnie w takiej przestrzeni „pomiędzy” i potrzebujesz kogoś, kto pomoże Ci przejść przez ten kawałek drogi spokojniej i bardziej świadomie, to jest dokładnie ten moment, w którym warto o tym porozmawiać.
Liminalność to trudny czas. Może jednak stać się początkiem czegoś, co będzie o wiele bliżej Ciebie niż wszystko to, co do tej pory brałeś w życiu „z automatu”.