Za nami czas świąt. Czas obdarowywania, czasem hojnego, czasem symbolicznego, często pełnego dobrej intencji. Być może właśnie rozpakowałeś nowy szalik, zegarek, słuchawki. Albo książkę, której nie zdążysz przeczytać, bo zaraz trzeba będzie wracać do „normalności”.
Zanim jednak świat naprawdę znów przyspieszy, zanim pojawi się potrzeba nadrabiania, planowania i ambitnego wchodzenia w nowy rok, warto zadać sobie pytanie: czy wśród wszystkich prezentów znalazł się ten najważniejszy?
Cisza. Spokój. Ciepło. Poczucie, że nie trzeba być nigdzie indziej niż tu. Luksus, który niczego nie udaje. Luksus, którego nie da się kupić, bo nie sprzedaje go żaden sklep.
To luksus jasnego myślenia, w którym nie dominuje hałas powiadomień, cudzych oczekiwań i nieustannego porównywania się. To luksus głębokiego snu. Nie tylko tego nocnego, ale także wewnętrznego. Snu od napięcia, od analizowania, od trzymania wszystkiego pod kontrolą. To luksus zwykłego, spokojnego dnia, który nie jest „do przeżycia” ani „do ogarnięcia”, tylko do bycia.
Jeśli czujesz, że w te Święta nie udało Ci się tego doświadczyć, nic straconego. Ten luksus jest dostępny tu i teraz, jeśli zdecydujesz się po niego sięgnąć. Nie potrzebujesz urlopu. Potrzebujesz uważności. Nie musisz niczego zmieniać. Wystarczy zobaczyć, co już jest. I zadać sobie pytanie, czy jesteś w stanie to uznać za wystarczające.
To może być kilka minut z herbatą. Spacer bez celu. Rezygnacja z jednej rzeczy, którą robisz tylko dlatego, że tak trzeba.
Czas świąteczno-noworoczny to dobry moment, by sobie przypomnieć, że luksus nie zawsze ma metkę i cenę. Czasem ma zapach. Albo rytm oddechu. Albo spokój, który pojawia się wtedy, gdy nic nie musisz udowadniać. Nawet sobie.
