Przez długi czas bardzo pociągała mnie wizja Feniksa, który powstaje z popiołu. Jest w tej metaforze coś uwodzicielskiego. Coś, co pozwala wierzyć, że jeśli życie nas spali, zniszczy, przeciągnie przez ogień i popiół, to po drugiej stronie wstaniemy jako ktoś nowy. Lepszy. Silniejszy. Bardziej odporny. Może nawet niezniszczalny. Brzmi to…