Przyczyną powstania tego artykułu było przypadkowe spotkanie z jedną z asystentek zarządu firmy, w której pracowałem parę lat temu. Ta młoda i pełna energii dziewczyna opowiadała mi, że odeszła z tamtej firmy ponad rok temu i teraz pracuje w firmie swojego męża, z czego jest bardzo zadowolona. Przyznała jednak, że po odejściu od poprzedniego pracodawcy potrzebowała, aż roku aby w pełni dojść do siebie. Dopiero wtedy dostrzegła też, że to czego od niej wymagano było zdecydowanie ponad jej siły i nie wie nawet jakim cudem tak długo wytrzymała w tamtej pracy. Najbardziej jednak zaskakujące i przykre było dla niej to, kiedy zauważyła jak to co się wcześniej działo w pracy w destrukcyjny sposób przenosiła na życie rodzinne, a także na swoje zdrowie. Dramaturgii całej sprawie nadaje fakt, że sama nie podjęłaby decyzji o odejściu z pracy, gdyby nie ultimatum męża.

Być może znasz podobną historię, albo masz wśród znajomych osobę, która podobnie bezrefleksyjnie poddaje się tak destrukcyjnie działającym na nią wpływom i naciskom. Dla jasności dodam jedynie, że tego typu sytuacje nie dotyczą tylko kwestii zawodowych. Sam znam kilka związków, gdzie podobne zachowania są na porządku dziennym a „gnębiona” osoba uważa, że wszystko jest w porządku. Wielu znajomych pyta jak to możliwe i nie może zrozumieć jak można do czegoś takiego dopuścić. Zawsze wtedy opowiadam im o doświadczeniu z gotowaniem żaby:
Żaba wrzucona do gorącej wody wyskoczy z niej natychmiast ratując swoje życie. Jeśli jednak wsadzimy ją do naczynia z zimną wodą i będziemy stopniowo podgrzewać wodę żaba nie zauważy zagrożenia i będzie się taplać w tym „ciepełku” aż się ugotuje.
Podobnie jest z nami. Jeżeli od początku zauważymy, że dane środowisko, miejsce czy też partner nam nie pasują to ulatniamy się natychmiast, albo zaczynamy we właściwy sposób ustawiać relacje wytyczając granicę. Jeżeli jednak na początku jest ok., albo nie możemy się uwolnić od danej sytuacji to nawet nie zauważamy jak z czasem toniemy w problemach i niekorzystnych dla nas zdarzeniach, często przy tym deklarując, że jest fajnie bo „ciepło”.
Ratunek w takiej sytuacji – jeżeli w ogóle nadchodzi – pochodzi zazwyczaj od kogoś z zewnątrz kto pokaże nam, że można inaczej żyć, albo też przystawi lustro do naszego garnka, abyśmy uświadomili sobie jak woda pod nami wrze. Czasami tego kogoś zastąpi też jakieś traumatyczne zdarzenie w życiu, które wybudza nas z letargu i dzięki temu uświadomimy sobie, że to niby przyjemne „ciepełko” już parzy.
Czasami też kimś takim będzie coach 😉