Każda zmiana w życiu ma swoją cenę. Jeżeli jednak jest to zmiana zgodna z nami, najczęściej jej cenę rekompensuje efekt jaki dzięki niej osiągamy.
Zmiana to też pewien proces, który składa się z etapów. Wbrew oczekiwaniom niektórych, sama zmiana, jak i jej efekt nie dzieje się na przysłowiowy „pstryk”. To jedna ze spraw, którą muszę uświadamiać części moich klientów.
Świetnie obrazuje to wdrożenie jakiegoś nowego oprogramowania w firmie lub prywatna decyzja o zmianie dotychczas używanego programu. To, że tę zmianę zaplanujemy na np. 20 września, nie oznacza, iż następnego dnia będziemy już korzystać ze wszystkich dobrodziejstw nowej aplikacji. Co więcej, przez jakiś czas będzie nam się pracowało gorzej i wolniej, bo będziemy musieli dobrze poznać nowe oprogramowanie i jego funkcje.
Brak planowania zaangażowania w zmianę zaraz po jej wdrożeniu to tylko jedno z potencjalnych ryzyk.
Jest jeszcze jedno spore ryzyko w tym procesie. Szczególnie istotne, kiedy zmiana dotyczy naszej własnej transformacji. Wiąże się ono z samym środkiem tego procesu, a dokładniej mówiąc z tym momentem, w którym odchodzimy od tego kim lub jacy byliśmy i dopiero zaczynamy się przystosowywać do tego co nowe. Wiliam Bridges nazywa to „etapem pustki”.
