Początkowo miałem ochotę napisać w tym wpisie tylko jedno słowo – „doświadczaj” i go skończyć. Pomyślałem jednak, że znienawidzą go googlowe algorytmy, a większość moich czytelników pomyśli, że coś się skopało i tekst mi się nie załadował. Mogliby też do końca nie odkryć potęgi doświadczania, w tym sensie w jakim pokazuje je precesja.

Działaj, a się wydarzy
Z terminem precesja pierwszy raz spotkałem się w książce Jacka Walkiewicza „Pełna moc życia”. Przytacza on w niej definicję tego zjawiska, jakiej rzekomo używał Buckminster Fuller: „Kiedy coś porusza się w kierunku jakiegoś celu, to równocześnie zachodzą inne ważniejsze zdarzenia w płaszczyźnie prostopadłej do tego ruchu”. Nie brzmi zbyt pociągająco, ale uwierz mi, że takie jest.
Mówiąc po ludzku – kiedy zaczynasz działać, aby zrealizować jakiś cel automatycznie wprawiasz się w ruch, a w ruchu jest też całe Twoje otoczenie. Działając, ciągle wchodzisz z tym otoczeniem w nowe i częste interakcje. Niektóre z nich mogą Cię doprowadzić do zupełnie nieplanowanych miejsc i zdarzeń, które są znacznie ważniejsze niż Twój pierwotny cel.
Niedoceniane „boczne drogi”
Wielu moich klientów, którzy szykują się do zmiany w karierze zawodowej, jest zaskoczonych jak jednocześnie podczas naszych spotkań dobrze poznało siebie. Chcieli nowej pracy, a dostali także głęboki wgląd w to kim są i czego chcą.
Niejeden złośliwy pociąg, czy autobus który komuś uciekł spowodował, że dana osoba odkryła zupełnie nowe miejsca lub poznała kogoś wartościowego w czasie tej podróżnej komplikacji.
Niejedna osoba, która z niechęcią i jedynie z poczucia obowiązku wybrała się na jakąś imprezę. Zupełnie niespodziewanie spotkała tam kogoś, kto stał się jej życiowym partnerem/partnerką lub najlepszym przyjacielem/przyjaciółką.
Niejedna trudna sytuacja, w której naszym celem było ją przetrwać. Pokazała nam jak potężne zasoby i wola walki w nas istnieją. Kiedy się tego doświadczy, życie nigdy nie będzie takie samo. Ludzie po czymś takim, potrafią „przemeblować” całe swoje życie
Gdyby nie jeden prawie 30 kilometrowy szlak w Beskidach, nie uprawiałbym od wielu lat jogi. Kolana po tej wyciecze bolały mnie kilka dni. Chciałem je wzmocnić, ale wiedziałem że nie nadaje się do tego forsowny trening. Wybrałem jogę, aby o nie zadbać, ale nie wiedziałem, że tym samym wkraczam w fascynujący świat jogi i ajurwedy, który pochłania mnie do dziś. Dał zupełnie inne perspektywy i znajomości.
Kiedy szedłem na kurs coachingu, chciałem być tylko dobrym coachem. Liczyłem też na poznanie kilku osób, które też tego chcą. Tymczasem poznałem tam też faceta, który potem zjechał na kupionym na miejscu motorze kawał Wietnamu i był przez jakiś czas cyfrowym nomadem. W jakimś stopniu inspirował mnie i do podróży i do pracy zdalnej.
Świat sprzyja „wędrowcom”
Powyższych przykładów działania precesji można mnożyć w nieskończoność.
Co ciekawe, praktycznie nikt w nich nie chciał być wielkim odkrywcą ani powodować wielkich zmian. Natomiast w każdym z tych przykładów, ktoś był w ruchu, w działaniu. Realizował określony cel, ale przez sam fakt wzmożonych interakcji ze światem doświadczył znacznie więcej niż realizacji celu.
Stąd zawsze zachęcam wszystkich do tego, aby nie zastygać w życiowym bezruchu. Żeby regularnie raz na jakiś czas robić coś, czego się jeszcze nie robiło. Być gdzieś, gdzie nas jeszcze nie było. Odpalać w sobie ciekawość, a nie kisić się w tym co dobrze znane. Nawet jeśli czasami czujemy lęk. Nawet jak działamy na lekkim ryzyku. To pozwala posmakować życia.
Znaczenie precesji – czyli doświadczania nowego – znał też z pewnością Karl Gustav Jung. Kiedy pojawiał się u niego ktoś z informacją że awansował w pracy, mawiał: „To współczuję, ale jak popracujemy nad tym problemem to jakoś uda się go rozwiązać”. Natomiast kiedy ktoś został z pracy wyrzucony, proponował: „Napijmy się za to, z tego musi się urodzić coś dobrego”.