Niedaleko mojego domu trwa wielka przebudowa dużego skrzyżowania. Co rusz jakiś zjazd, czy jakaś część ulicy jest zamykana. Tworzą się potężne korki i zamieszanie.
Wśród komentarzy na jednym z forów, pojawił się i taki „Chcecie rozładować? Wyłączcie Google Maps i inne tego typu wynalazki. Używajcie drogowskazów. GM podpowiada drogę na Kaszuby przez Rdestową zamiast otwartej Chwaszczyńskiej. Podobnie podpowiada niedozwolony skręt w stronę Karwin koło Tesco z nowej łącznicy dla jadących z Gdańsk”.
Jeżeli myślicie, że bezrefleksyjna jazda na GM bez zwracanie uwagi na otoczenie jest tylko zmorą kierowców. To jesteście w błędzie. Prawie wszyscy tak jedziemy przez życie.
Ma być jak najszybciej i najprościej
Pytanie tylko, kto tak powiedział. Kto spowodował, że efektywność stała się ważniejsza od wszystkiego innego. Stała się bożkiem, a my wyznawcami jej kultu.
Czasami z przerażeniem patrzę jak mali przedsiębiorcy zapracowują się prawie na śmierć. Bo pojawił się kolejny klient i szkoda go odpuścić. Pytanie tylko czy nie będzie szkoda rodzinie, kiedy przedsiębiorcę zabierze zawał lub udar. Pytanie czy w tej pogoni za kasą i kolejnym zleceniem przedsiębiorca uwzględnił koszty leczenia jakich będzie wymagało zrujnowane zdrowie.
Znam menedżerów na półrocznych zwolnieniach z powodu przepracowania i wypalenia zawodowego. Znam też takich, którzy ze zmęczenia i stresu lądowali w szpitalu bo nagle, albo przestali mówić w ogóle, albo mówili przestawiając wyrazy w zdaniach w nielogiczny sposób. Po prostu w „przegrzanym” mózgu włączał się „error”.
Każdy zna też chyba kogoś, kto nawet w życiu prywatnym ma tak rozbudowane listy zadań i upchany kalendarz, że żyje w wiecznym biegu i ciężko mu złapać spokojny oddech. Często jakby było mało, ma jeszcze głowę pełną pomysłów co mógłby lub powinien robić. Ostatecznie można przecież skrócić sen o kolejną godzinę. Tymczasem te osoby już teraz są półprzytomne, zapominają o wielu sprawach i nie potrafią zapanować nad swoim życiem.
Każdy ze stanów w opisanych powyżej przykładach nie wziął się znikąd, ani nie pojawił w jednej chwili. Do każdego z nich prowadziła długa droga. Na każdej z tych dróg było mnóstwo znaków ostrzegawczych, „progów zwalniających” i niejednokrotnie przyjaznych znajomych, którzy ostrzegali przed konsekwencjami takiego działania. Jednak te wszystkie sygnały zostały zignorowane przez tych, których życiowy GPS mówił działaj jak najszybciej i najprościej.
Zapatrzeni w narzędzia podnoszące efektywność, energetyki dodające energii, wieczne dociskanie i wiarę w kuloodporność ich zdrowia mknęli – jak kierowcy z opisanego wcześniej skrzyżowania – prosto na czołówkę robiąc skręt w niedozwolonym miejscu.
Automatyzacja, standaryzacja i powtarzalność – ciągle to samo
Ci, którzy pamiętają tradycyjne papierowe mapy mogą kojarzyć, że czasami niektóre drogi były specjalnie oznaczone jako trasy widokowe. Czasami były dłuższe, czasami bardziej kręte lub węższe, ale zapewniały zastrzyk zachwycających doznań. Co więcej czasami miały punkty widokowe, które pozwalały przystanąć i napawać się piękną panoramą.
Niestety w urządzeniach, które prowadzą nas po drogach nie ma funkcji wyboru takiej trasy. Tak samo jak często brakuje tej opcji w naszych prywatnych, życiowych GPS’ach. Działamy według utartych schematów, zapamiętanych wzorców zachowań, które niejednokrotnie nie pasują już do obecnej sytuacji. Ewentualnie wcale nie są najlepszymi rozwiązaniami, ale skoro je znamy, to się ich trzymamy.
Działając w ten sposób pozbawiamy się możliwości poznania czegoś nowego i odkrycia innych nieznanych nam dróg. Zarazem jednak pozbawiamy się możliwości poznania samych siebie, bo tylko w nowych i niestandardowych sytuacjach ujawnia się nasze prawdziwe ja.
Na zakończenie mam dla Ciebie super wiadomość. Jednak już są takie aplikacje, które wyznaczając trasę, uwzględniają nie tylko jej czas, ale i to jak się na nich czujesz. Polecam poniższe wideo, niech stanie się inspiracją, dla wytyczania Twoich życiowych map.
