Jedną z najtrudniejszych rzeczy w relacjach ze znajomymi bywa gloryfikowanie przez nich beznadziejności swojej sytuacji, kiedy Ty w tej sytuacji widzisz jeszcze wiele potencjału do zmiany. Czym bardziej chcesz tę możliwość im unaocznić, na tym większy opór z ich strony trafiasz.
Najpierw usłyszysz, że Ty ich nie rozumiesz i nie potrafisz się postawić w ich sytuacji. Potem od innych znajomych możesz usłyszeć, że Ci pierwsi twierdzą, że chyba ich nie lubisz, bo podobno ciągle ich atakujesz.
Tak naprawdę zaburzasz ich „święty świat niemocy”. Rozgościli się w nim i zadomowili. Dzięki niemu mogą ciągle narzekać i zyskiwać w ten sposób uwagę innych. Ty ze swoimi pomysłami na zmianę jesteś dla nich zagrożeniem.
Jeszcze w trakcie kursu coachingowego uczono mnie, abym zwracał uwagę na motywację klientów. Uczulano mnie na to, że trafią się tacy, którzy mówiąc o zmianie nie będą jej chcieli. Przyjdą tylko po to, abym był kolejnym specjalistą, który nie poradzi sobie z ich „trudną” sytuacją i stanie się żywym dowodem na beznadziejność ich żywota.
Choć początkowo myślałem, że to przesadna ostrożność, dziś mam kilka takich przykładów ze swojej praktyki. Zawsze wtedy po pierwszy spotkaniu mówię im, że nie czuję u nich chęci zmiany, ale być może się mylę. Nie umawiam się na kolejne spotkanie, tylko proszę, aby wrócili do domu i na spokojnie przemyśleli tę kwestię. Jeżeli faktycznie poczują, że chcą zmiany proszę by zadzwonili i wtedy z chęcią się z nimi umówię na kolejne spotkanie. Żaden z nich, już więcej nie zadzwonił…
