W życiu często dzielimy ludzi na tych, którym się udało i tych, którzy są na przegranej pozycji. Ten zero-jedynkowy podział dodatkowo wzmacnia social mediowa rzeczywistość. Wymusza ona niejako podział na dwie grupy. Tych, którzy błyszczą na scenie i tych którzy ich obserwują.
Dodatkowo część zalęknionych i sfrustrowanych obserwatorów zmienia się w hejterów lub wszystkowiedzących doradców, którzy przelewają swoje uwagi i przemyślenia na komentarze pod postami lub na forach internetowych.
Obojętnie, do której grupy byśmy się nie zaliczali ten podział jest mocno nierzeczywisty.
W życiu bowiem – jeżeli w ogóle – to powinniśmy się dzielić na tych, którzy próbują przejść przez życie odważnie łapiąc przy okazji różne nadarzające się okazje oraz tych, którzy próbują się przez swoje życie jedynie prześlizgnąć w miarę niezauważeni.
Powiedzmy sobie też szczerze, życie nie przewiduje żadnej sceny, na której się błyszczy lub wskakuje na podium (takie rzeczy tylko w social mediach). Oferuje nam co najwyżej arenę, na której raz się wygrywa, a raz dostaje w kość.
Synonimem odważnego i pełnego życia jest to, że co rusz zbieramy się i wciąż na tę arenę wracamy. Oczywiście, każdy z nas ma prawo do gorszego okresu w życiu i ukrycia się w spokojniejszych kuluarach. Najważniejsze jednak, aby nie przesiedzieć w nich całego swojego życia.
