Pamiętam jak zastanawiałem się na wyborem lekarza pierwszego kontaktu. Po przeczytaniu sporej liczby opinii zdecydowałem się na zachwalaną lekarkę, która miała zawsze całkowicie angażować się w problem pacjenta i poświęcać mu tyle czasu ile trzeba. Zamiast kończyć wizytę po standardowych 15 minutach.
Kiedy przyszedłem na wizytę i siadłem w poczekalni wywiązała się rozmowa z jedną pacjentek. Zagadnąłem o jej opinię o lekarce, wspominając o jej rzekomym zaangażowaniu w sprawy pacjenta. Kobieta potwierdziła i zadeklarowała, że między innymi z tego powodu chodzi właśnie do niej.
Niemniej jednak chwilę później, kiedy 15 minut po planowanej godzinie wizyty nadal siedziała w poczekalni zaczęła się niecierpliwić i komentować całą sprawę między innym pytając na głos „Ile czasu można siedzieć u lekarza?”. Weszła spóźniona 20 minut, a sama spędziła w gabinecie minut 30 zamiast standardowych 15.
Ja wszedłem na wizytę 45 minut po planowanej godzinie, ale wcale nie byłem zdenerwowany lub zniecierpliwiony. Byłem świadomy, że zaangażowanie lekarki w sprawy pacjentów, z pewnością będzie miało konsekwencje w opóźnieniach planowanych wizyt i nie było to dla mnie zaskoczeniem.

Kiedy rozmawiam z ludźmi o ich pracy i relacjach z przełożonymi dość często zauważam u nich syndrom opisanej wyżej pacjentki. Chcą, aby ich szefowie byli jacyś, ale nie są już zadowoleni jeśli ta oczekiwana cecha rzutuje również na nich samych.
Mój szef to twardy gracz – załatwia wszystko co potrzebujemy i nie daje naszemu działowi wcisnąć dodatkowej roboty
To miło być pod szefem, który wygrywa wszystkie międzybiurowe potyczki. Potrafi dla nas wywalczyć wszystko czego potrzebujemy i stawia do pionu szefów innych działów. Jest odważny, bezpardonowo dąży do założonych celów i lubi dominować. Dzięki temu nasz dział ma jedną z silniejszych pozycji w firmie.
Skoro Twój szef ma naturę drapieżnika i potrzebę dominacji to jakiej relacji możesz się z nim spodziewać? Można naprawdę się zdziwić ile osób w takiej sytuacji oczekuje, że szef będzie miły, troskliwy i skory do ustępstw na rzecz pracownika.
Nie łudźmy się, drapieżnik nigdy nie stanie się miłym barankiem. Dodatkowo jeśli utrudnisz mu osiągnięcie założonego celu możesz spodziewać się tak samo ostrej reakcji z jego strony, jak w stosunku do pozostałych.
Mój szef dba o ludzi i dobrą atmosferę – jest otwarty, elastyczny na nasze sprawy i nigdy nie wybucha.
Faktycznie praca z takim szefem bywa bardzo pozytywnym doświadczeniem nieobarczonym zbytnim stresem. Potrafi on zaopiekować się pracownikiem, zmotywować go i ma sporo cierpliwości, aby wszystko wyjaśnić. Stara się unikać konfliktów i często dla „świętego” spokoju godzi się na różne ustępstwa.
Miękki i spokojny szef podobnie będzie się zachowywał w relacjach z innym działami i szefostwem. Przez co dla „świętego” spokoju może wziąć więcej zadań na swój dział lub dość łatwo ustępować w konfliktowych sytuacjach z innymi biurami. Będzie też raczej przeciwny, aby jego pracownicy stanowczo przeciwstawiali się działaniom pracowników innych działów.
Oczekiwanie, że taki szef będzie cały czas ostro walczył z innymi działami broniąc naszego interesu jest naiwnością.
Mój szef to zaradny i skuteczny kombinator – załatwi wszystko i zagada z kim trzeba, omijając procedury i obchodząc sztywniackie zasady.
Pracując z tak skutecznym i przebojowym szefem można czerpać różnego rodzaju profity i być pewnym, że nasz dział będzie zawsze na pierwszym miejscu w wyścigu o rożne dobra i najlepsze miejsca. Kiedy będę miał problem mój szef zawsze mi pomoże dzięki swoim układom i relacjom.
Minusem jest to, że najczęściej ten luz, brak ustalonych zasad i działania ad hoc przekładają się też na wewnętrzną pracę działu. Możesz być często zaskakiwany różnymi sprawami do załatwienia na wczoraj. Usłyszeć, że: „Jak to się nie da? Idź pogadaj i załatw”. Na pięć minut przed wyjściem do domu dostać od szefa zadanie, które według niego zajmie Ci tylko 3 minuty, a w rzeczywistości minut 30 lub więcej.
Często cechą tych szefów jest to, że w sytuacji kryzysowej trzeba robić dużo i szybko, choć nie są to działania przemyślane i czasami się dublują. Wszystko dlatego, że tym szefom aktywne działania daje iluzję kontroli nad sytuacją.
Kolejne przykłady można mnożyć. Tymczasem to co trzeba pamiętać to fakt, że:
- życie nie jest tylko czarne lub białe, ale najczęściej jest miksem tych dwóch kolorów lub większej ich liczby;
- „idealny szef” to mityczny stwór podobnie jak Yeti i jako taki nie istnieje;
- nie warto żyć iluzjami na temat tego jaki ten szef mógłby być – jest jaki jest i albo się dostosowujesz, albo go zmieniasz zamiast siedzieć i narzekać;
- jeśli dany szef Ci nie pasuje nie musisz koniecznie zmieniać firmy, czasami odrobina wysiłku i awans pod skrzydła innego menedżera są lepszym wyjściem.