Znam wiele osób, które nie są zadowolone ze swojej obecnej sytuacji. Narzekają na życie, rząd, powszechną niesprawiedliwość społeczną, nie taką pogodę, niesforne dzieci, zły los a nawet zwierzęta domowe. Często sporo w nich pretensji, złości a czasami i zawiści. Szczególnie widoczne było to w czasie ostatnich wyborów prezydenckich, kiedy to m.in. właśnie grupa tych niezadowolonych stała się elektoratem Pawła Kukiza. Bardzo niepokoiło mnie to, że ten kandydat proponowała tylko destrukcję systemu, rozbicie układów i demontaż obecnego parytetu sił politycznych. Chciał niszczyć i zmieniać, jednak nie potrafił jasno odpowiedzieć co chciał w zamian zbudować i jak to ma wyglądać. Szczycił się tym, że nie ma programu.

I dla jasności – nie chodzi mi tutaj o poglądy polityczne, bo te bywają różne ale o samą wiarę w to, że można coś rozwalić pomimo braku planów czym to zastąpić, a i tak wyjdzie na lepsze. Pamiętam jakąś przebitkę w telewizji gdy dziennikarka pyta jednego z uczestników wiecu „Jak chciałby Pan zmienić obecną sytuację?” i odpowiedź, która padła „Nie wiem, liczy się żeby zmieniać”. Czasami mam wrażenie, że wiele osób tak właśnie kształtuje również swoje własne życie. Nie ma planów na przyszłość, nie ma pomysłu co może robić w życiu, co więcej nawet w żaden sposób nie przygotowuje się do przyszłości w imię nieustającej wiary w to, że „będzie lepiej”. Ja tylko zawsze wtedy pytam, a skąd to wiadomo?
Być może to pytanie dziwi u człowieka, który zajmuje się rozwojem osobistym, pomaga innym i powinien w tych innych i ich możliwości wierzyć. Jedno nie zaprzecza drugiemu – wierzę w innych ludzi i ich możliwości, niejednokrotnie bardziej niż oni sami, ale zawsze zaczynam pracę z nimi od pytania czemu chcą to zrobić i co dzięki temu chcą osiągnąć lub uzyskać. To trochę przypomina historię luksusowego i nowoczesnego statku, który wypływa w rejs do celu, którego nikt nie zna. Mimo, że statek cały czas płynie do przodu każdy ze sterników, który staje na mostku kieruje go w inną stronę. Zatem jest „szansa”, że pływa on w koło.
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie mocny tekst, który znalazłem w książce: Kevina Hogana zatytułowanej „168-godzinny tydzień. Żyj w pełni 24/7”:
Twoje obecnie życie będzie się z czasem CORAZ BARDZIEJ komplikować.
Ludzie NIE planują, że będą się rozwodzić. Nie robią planów na wypadek śmierci współmałżonka albo dziecka. Nie są gotowi na czteroletnią hospitalizację, a kiedy do niej dochodzi (a DOJDZIE do niej na pewno, jeżeli jeszcze nie miała miejsca), rodzina musi się zmierzyć z niewyobrażalnym wyzwaniem.
Mama doskonale radziła sobie z życiem chwilą. Znakomicie radziła sobie w krytycznych sytuacjach. Wychodziła obronną ręką z kolejnych kryzysów… a było ich niemało.
NIKT jej jednak nie nauczył, jak może przygotować się na kolejne kryzysy finansowe, psychiczne czy emocjonalnie.
KWESTIĄ KLUCZOWĄ DLA ZARZĄDZANIA SOBĄ jest świadomość, że obecnie wszystko układa się najlepiej, jak tylko może.