Rafał Markiewicz

Napisz do siebie list

Napisz do siebie list

Ja zawsze widzę dwa podobieństwa wakacji do Nowego Roku. Pierwsze to to, że większość ludzi dzieli etapy swojego życia na lata zaczynające się zawsze 1 stycznia, u mnie rok trwa od wyjazdu wakacyjnego do wyjazdu wakacyjnego i z tego powodu nie zawsze ma równą liczbę miesięcy. Drugie, bo zarówno Nowy Rok jak i wakacje są momentem, w którym snujemy plany na przyszłość oraz podejmujemy niejednokrotnie kluczowe decyzje.

O ile, w przypadku Nowego Roku większość chyba wieży w magię tego „przełomowego” dnia lub robi plany bo społeczna presja mówi, że tak trzeba. O tyle, w przypadku wakacji to raczej efekt przemyśleń i pomysłów, które kiełkują w naszej głowie, kiedy łamiemy zwyczajowy układ dnia. Czasami to kwestia tego, że w czasie urlopu zwolnimy tempo życia lub na odwrót przeżyjemy jakąś szaloną przygodę. Czasami to efekt zderzenia z inną kulturą i innymi zwyczajami, a czasami bywa to też efekt tego, że wystawiamy się godzinami na słońce, które dodaje nam energii i wigoru.  Niestety w obu przypadkach los tych planów jest bardzo podobny. Zostają jedynie gdzieś na papierze, dysku twardym albo w głowie autora lub też ulatują gdzieś w niepamięć, bezwzględnie ukatrupione przez codzienne sprawy zwykłych dni. Czasami mamy jeszcze tyle pary w sobie, aby nowy pomysł pociągnąć przez klika dni a może nawet i tygodni. Jednak zawsze po jakimś czasie, przychodzi zniechęcenie lub dywersyjne pytanie o sens naszych działań. Znam to aż nadto dobrze, bo przez wiele lat po powrocie z każdych zagranicznych wakacji, szedłem do księgarni po nową książkę do nauki angielskiego solennie sobie obiecując, że w przyszłym roku nie będzie już u mnie tak wiele obciachu z tym językiem. O obietnicy pamiętałem zazwyczaj jakieś dwa tygodnie, a półka z książkami do angielskiego wzbogacała się o kolejną zbierającą kurz pozycję.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - list

Czy to wakacyjne data powstania pomysły jest winna niepowodzeniom planów? Sama w sobie zdecydowanie nie. Przyczyna pierwsza – to fakt, że często pomysł przychodzi nam w stanie euforii lub tak zwanym „stanie mocy”, kiedy to nakręceni jakimiś pozytywnymi emocjami moglibyśmy przenosić góry. Przyczyna druga – to naturalna reakcja przy podejmowaniu nowych działań na pierwsze problemy z nimi związane. Trzeba sporo samozaparcia albo wiary w cel, aby ten moment przełamać i wytrwać w działaniu.

Jeżeli zdarzają Ci się sytuacje podobne do moich niegdysiejszych bojów z angielskim, możesz sobie pomóc w jeden bardzo sprytny sposób. Otóż, napisz do siebie list. Pisz go zaraz po podjęciu decyzji o zrobieniu czegoś. Pisz go w momencie, kiedy masz swój „stan mocy”. Wlej w niego całą swoją siłę, energię i wiarę w siebie, którymi dysponujesz w danym momencie. Pisz do siebie jak stary przyjaciel. Napisz czemu chcesz zrobić to co planujesz, co fajnego Tobie lub innym to przyniesie. Opisz jak się czujesz, kiedy piszesz ten list, w którym miejscu twojego ciała czujesz energię (ręce, brzuch, klatka piersiowa a może gdzieś na karku), ja ją czujesz (są to wibracje, ciepło, coś niespokojnie się wiercącego) i postaraj się nadać temu momentowi jakąś nazwę. Ja do dzisiaj pamiętam mój pierwszy moment zanurzenia w oceanie. Do dziś czuję te małe błyskawice przeskakujące po moich ramionach, kiedy nagrzane ciało zetknęło się z wodą a potem ten cudowny moment całkowitego relaksu, rozluźnienia i poczucia jedności z oceanem – nazywam go „zanurzeniem mocy”.

To była pierwsza część listu. W drugiej napisz pytania – jakie Twój stary dobry przyjaciel-  zadałby Ci, zaciekawiony Twoimi postępami w sprawie:

– Co się teraz dzieje z Twoim świetnym pomysłem?

– Czy masz dla niego wystarczająco dużo czasu? A jeśli nie, to co było takiego ważnego, że zdecydowałeś się ten czas przeznaczyć na realizację innych zadań?

– Czy masz w sobie dość energii do działania? Czy pamiętasz ile było jej w Tobie w momencie pisania tego listu? Czy pamiętasz gdzie była wtedy w Twoim ciele i jak ją czułeś. A gdybyś teraz miał spróbować ją wyczuć w sobie to gdzie ją znajdziesz i jak będziesz ją czuć.

– Czy gdy przypominasz sobie nazwę swojego „momentu mocy” i wszystkie emocje i zdarzenia które mu towarzyszyły to jesteś w stanie zaczerpnąć w tym momencie z niego jeszcze trochę energii?

– Czego już spróbowałeś aby realizować swój pomysł?

– Co zadziałało?

– Co nie wyszło?

– Jakie obecnie istnieją możliwości działania?

– Jak się poczujesz kiedy już zrealizujesz swój cel?

– Jaki będzie Twój następny a może pierwszy krok?

– Kiedy go zrobisz?

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - list

Teraz masz dwie możliwości:

  1. Wyślij ten list do siebie mailem, ale w programie pocztowym ustaw aby nie został on dostarczony do Ciebie przed upływem 3 miesięcy (Np. w Otlooku kiedy masz przygotowaną wiadomość, przed jej wysłaniem wybierasz z górnego menu Opcje, potem funkcje Opóźnij dostarczenie i wpisujesz datę za 3 miesiące w polu „Nie dostarczaj przed:”
  2. Schowaj list do koperty a tą włóż do jednej z książek na półce lub w jakieś zimowe ciuchy i ustaw sobie w komórce przypomnienie za 3 miesiące z informacją gdzie masz zajrzeć aby znaleźć napisany do siebie list.

Kiedy go dostaniesz usiądź i w spokoju przeczytaj. Być może się zdziwisz, tym co wtedy się stanie. Wiem co piszę, bo sam dostałem takiego maila po trzech miesiącach od założenia własnej firmy 😉

Life Factory - projekt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *