Ursula K. Le Guin znana amerykańska pisarka SF w jednej ze swoich powieści stworzyła zasadę, że ten kto zna prawdziwe imię drugiej osoby, może przejąć nad nią władzę. Stąd tak ważne było, żeby nikomu swojego prawdziwego imienia nie zdradzać. Czasami przypominam sobie tę opowieść, kiedy spotykam klientów niezadowolonych ze swojego życia lub w ogóle energii życiowej pozbawionych, za to z listą osób, które są za ten stan według nich odpowiedzialne.

Już dawno temu nauczyłem się, że jeśli czegoś nie cierpisz i uprzykrza lub rujnuje Ci to życie, a ciągle się tego trzymasz oznacza to, że czerpiesz z tego układy jakiś zysk. Dla wielu osób jest to zaskakujący wniosek. Co więcej, często gwałtownie przeciwko niemu oponują. Ja jednak zawsze z całkowitym spokojem odpowiadam: skoro nic nie zyskujesz, a tylko tracisz to puść tę relację, zakończ związek, wyjdź z tego przeklętego układu lub zależności. Wtedy okazuje się, że to niemożliwe bo….
To co jest, zwalnia mnie z działania
Skoro moja sytuacja jest taka trudna i skomplikowana, jestem nią przybity/przybita. Chodzę więc po świecie, szukając osoby która mnie uratuje. Szukam tych, którzy mają duże pokłady energii i mogę się pod nią podpiąć, aby na niej żerować. Nierzadko spodziewam się specjalnego/pobłażliwego traktowania, no bo przecież tak mi ciężko.
Łatwo takie osoby rozpoznać po tym z jak z wielkim oporem, a czasami buntem lub histerią reagują na propozycje rozwiązania ich sytuacji. Mówisz zrób to lub tamto. Podejmij działanie, a ja Ci pomogę. W odpowiedzi słyszysz, że nie masz pojęcia jakie to trudne. Oczekujesz niemożliwego, a tak w ogóle to niczego nie rozumiesz, nic nie wiesz i jesteś nieempatycznym człowiekiem.
Wizja działania jest odbierana przez te osoby jako zagrożenie. Zagrożenie, że ta „straszna” sytuacja, w której tak dobrze się odnajdują, w której umościły sobie tak wygodne miejsce i na której zbudowały swoją legendę może się zmienić.
Musiałyby dorosną
Wiele razy już słyszałem, jak to ktoś sobie nie radzi, bo miał trudne dzieciństwo. Z pewnością bywają tak traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, że aby jakoś się z nich wykaraskać potrzebna jest pomoc psychoterapeuty lub innego specjalisty. Jednak często nie są to tak dotkliwe rany i można je w miarę prosto zaleczyć. Warunek główny takiego uleczenia, to przestać grzebać w ranie i dać się jej zabliźnić.
Czasami pytam trzydziestoparoletnie osoby, czy są dorosłe. To ważne pytanie, bo jako dorośli mogą sami decydować o swoim życiu. Nie zmienią swojego dzieciństwa, ale mają wpływ na swoją przyszłość. Mogą też zdecydować co ze swoim dzieciństwem zrobić. Stworzyć dla niego ołtarzyk w swoim życiu i co dnia padać przed nim na kolana rozpaczając jak ono zrujnowało ich całe życie. Mogą też spojrzeć na nie z dystansu i zatrzasnąć za nim drzwi, otwierając nowy rozdział w swoim życiu, którego będą autorem. Możecie mi wierzyć lub nie, ale kiedy taka decyzja zapadnie, tworzą najczęściej niesamowite życie. Przeciwności w dzieciństwie uczą nas bowiem odporności. Czynią nas bardziej odpornymi na przeciwności i dodają determinacji w pokonywaniu przeszkód. Trzeba tylko powiedzieć: „Tak, jestem dorosły” i sam decyduje co dalej.
Konieczne byłoby uznanie, że świat nie jest idealny
A życie to nie bajka. Wbrew pozorom są takie osoby które tego nie wiedzą. Opowiadają jak strasznie jest w ich pracy, podczas gdy w innych firmach jest tak fajnie. Żalą się, że nie znają języków obcych, bo nie miały nauczycieli, którzy rozpaliliby w nich pasję do nauki. Uważają, że tylko one pracują przy projektach, które nie są realizowane na czas i zgodnie z harmonogramem, no przecież wszystkie inne są. Mają wyjątkowego pecha do partnerów życiowych pełnych niedoskonałości, podczas gdy innym trafiają się niemal ideały. No i jeszcze jedno – nigdy niczego nie wygrały w konkursach, bo tak już ich życiowy pech.
Proszę zawsze wtedy, aby podały nazwę takiej idealnej firmy, w której tak świetnie się pracuje. Wskazały imię osoby której trafił się nauczyciela, który rozbudził w niej pasję do nauki języka. Podały nazwę projektu, który zakończył się o czasie i bez problemów. Wskazały życiowego wybrańca, któremu trafił się idealny pod każdym względem życiowy partner lub partnerka. Wreszcie proszę o wymienienie imion bliskich, którzy coś wygrali w konkursach. Najczęściej w odpowiedzi na te pytania słyszę… ciszę.
Zadaję więc pytanie: „Skąd wiesz, że taki idealny świat, w którym wszystko samo i zawsze dobrze się dzieje w ogóle istnieje?”. Tutaj też najczęściej powietrze przenika dźwięcząca cisza.
Wszystko sprowadza się do „odpowiedzialności”
W każdym z powyższych przypadków, tego czego zabrakło to wzięcie odpowiedzialności za swoje życie we własne ręce. Decyzja taka nie jest prosta i nierzadko wzbudza w ludziach lęk, ale raz podjęta potrafi ich napędzać całe życie. Nie gwarantuje jednak, że zawsze będzie prosto i łatwo – taka jest bowiem egzystencja, a nie życie.
Nawiązując do pomysłu Ursuli K. Le Guin, skoro wychodzisz na środek miasta i wykrzykujesz na głos swoje prawdziwe imię, to nie miej pretensji do losu, że potem wszyscy mają nad Tobą kontrolę. W prawdziwym świecie Twoje „prawdziwe imię” to Twoje życie.