Bardzo często otaczamy się ludźmi o podobnych zainteresowaniach, zawodach i zapatrywaniach na życie. Jest to poniekąd efekt dorosłości, w której możemy wybierać to co chcemy robić i czym się zajmować. Jeszcze w szkole podstawowej musimy chodzić na lekcje ze wszystkich przedmiotów, obojętnie czy je lubimy, czy nie. Kiedy trochę podrośniemy i pniemy się po drabinie edukacji, zaczynamy się w pewnej tematyce specjalizować dochodząc niejednokrotnie do studiów, na których wybieramy jeden kierunek spośród wielu dostępnych. Potem rozpoczynamy karierę zawodową i tak oto lądujemy w jednym z zawodów, wokół którego najczęściej potem przez długie lata kręci się nasze zawodowe życie. Jak jesteśmy księgową to mamy sporo znajomych pracujących z cyferkami, jak informatykiem to najczęściej otaczać nas będą ludzie, którzy co najmniej połowę swojego dnia spędzają wpatrzeni w ekrany komputerów z tajemniczymi kodami i komendami.
Z czasem nawet nie zauważamy, jak z całego spektrum ciekawego świata, zawężamy nasze funkcjonowanie jedynie do pewnego wycinka tematów i co najważniejsze przez filtr tej tematyki zaczynamy postrzegać życie i cały świat. Często wystarczy przejść się po jakiejś firmie, żeby zobaczyć w jak odmiennych rzeczywistościach funkcjonują ludzie pracujący niejednokrotnie na tym samym piętrze. Przykładowo, w księgowości panuje klimat cichej koncentracji z ewentualnie dopuszczalnym w tle cichym brzęczeniem radia lub szumem czajnika elektrycznego a szczytem ekstrawagancji jest półka z segregatorami w różnym kolorze. Już parę drzwi dalej poraża nas feeria barw, odlotowe hasła, głośne śmiechy i taka sama muzyka – dotarliśmy do marketingu. Jak pewnie zrobimy parę kroków więcej, to trafimy do pomieszczenia przypominającego graciarnię lub skup złomu – tak, to tutaj mieszkają informatycy. Lubią oni trzymać wokół siebie swoje rozbebeszone ultra wydajne komputery i serwery a estetyka miejsca ma dla nich znaczenie marginalne.
Zresztą nie tylko praca powoduje takie przefiltrowane spojrzenie na świat. Wystarczy zawitać na fora internetowe młodych matek i nagle świat jest pełen kaszek, pieluch, wzdęć i kolek oraz porad zdrowotno-opiekuńczych. Zupełnie inną perspektywą mają natomiast członkowie klubów wędkarskich ekscytujący się jakimś modelem kołowrotka lub najnowszym typem przynęty. Ich świat najczęściej ogranicza się do kilku wybranych łowisk i kontemplacyjnego wpatrywania w podskakujący spławik. Pojawienie się więcej niż trzech osób w ich bezpośredniej okolicy odbierają jako inwazję rozwrzeszczanego tłumu, choćby ten tłum jedynie oddawał się lekturze książek na piknikowym kocu.
Nie będę ocieniał, który świat jest gorszy, a który lepszy. Nie będę rozważał, który jest bliższy realiom rzeczywistości. Będę natomiast zachęcał do opuszczenia swojego „świata” i poznania życia w jakimś innym „wymiarze”. Wymaga to co prawda czasami dużej otwartości na odmienne poglądy lub innego spojrzenia na życie ale zapewniam, że z czasem przynosi wiele korzyści. Pozwala na wiele spraw spojrzeć z różnych perspektyw i daje większy dystans przed wydaniem ostatecznego osądu. Co jednak najważniejsze, podsuwa w różnych sytuacjach różne wyjścia i możliwości, dzięki czemu wzmacnia nasze poczucie własnej wartości i odwagi w życiu.

Ja np. staram się łączyć w swoim życiu trzy światy, które czasem się uzupełniają a czasami wręcz przeczą sobie wzajemnie.
Świat biznesu – efektywny, nastawiony na realizacje twardych celów i twardymi regułami się rządzący. Wszystkie działania mają wymiar finansowy i da się policzyć zarówno ich zyski, jak i koszty. Jest to świat analiz, raportów i nieustającego wyścigu wydajności i proaktywności.
Świat rozwoju osobistego – mega zmotywowany, nastawiony na rozwój wewnętrzny i poszerzanie swoich możliwości. Łamiący nasze wewnętrzne ograniczenia i zmieniający przekonania. Pokonujący strach i obawy oraz rozbudzający marzenia. Promujący otwartość na swoje emocje i doznania oraz zachęcający do poszukiwania swojego prawdziwego ja. W skrajnych przypadkach głoszący hasła w stylu „Zawsze i wszędzie możesz wszystko”.
Świat jogi – świat o dużo głębszej mentalnie i duchowo energii, ale już nie tak dynamiczny jak poprzednie. Czasami wręcz nawołujący do działania na 60 a nie na 100-120%. Uwrażliwia na sygnały z ciała, wyhamowuje tempo naszego życia i stara się przenieść nas z życia wspomnieniami i planami na przyszłość do teraźniejszego „tu i teraz”. Uczy uważności , równowagi w życiu i akceptacji siebie samych, takimi jacy jesteśmy.
Dzięki takiemu podejściu, kiedy trafiam na nietypową sytuację w życiu lub spotyka mnie coś nowego i nieznanego mogę zareagować na wiele sposobów, bo każdy z powyższych „światów” oddaje do mojej dyspozycji swoje metody. Czasami są one sprzeczne, ale w momencie kiedy dokonam ich świadomego wyboru, jednocześnie znając ich konsekwencji nie dopadają mnie potem rozterki i wątpliwości.
Główna idea jaka mi przyświeca w życiu, to to aby nie stać się podobnym do cyrkowego słonia. Słonia, który za młodu jest przywiązywany do palika krótką i niezbyt grubą linką. Już po kilku próbach oswobodzenia zaczyna on rozumieć, że nie jest w stanie się uwolnić a zakres jego przemieszczania wyznacza długość linki. Tragizm tej sytuacji polega jednak na tym, że kiedy słoń raz uzna, że linka go ogranicza wierzy w to również wtedy, kiedy dorasta stając się silnym i potężnym słoniem. Znany jest przypadek pożaru cyrku, w którym zginęło kilka słoni. Choć nie były one zamknięte w klatce wciąż wierzyły w moc krótkiej, cienkiej link i za tę wiarę oddały życie, zamiast się uratować.
Pozostaje mi teraz zdać jedynie pytanie, co jest odpowiednikiem słoniowej linki w Twoim życiu?
Obrazek pochodzi ze strony www.demotywatory.pl

