Z rozmów ze znajomymi, z mojego własnego życia, ale też z pracy z moimi klientami znam taki moment, w którym orientujesz się, że od jakiegoś czasu jedziesz na autopilocie. Kolejny projekt, kolejny cel, kolejna ocena roczna, a w tle cichy refren: „awans”, „pieniądze”, „więcej”. I nagle łapiesz się na tym, że zaczynasz siebie mierzyć tylko tym, czy pniesz się w górę. Stanowiskowo albo finansowo. Jakby to była jedyna miara sensu i sukcesu.
A przecież większość z nas nie marzy o samym awansie. Marzy o tym, co awans i pieniądze mają dać w życiu. O bezpieczeństwie. O czasie. O spokoju. O możliwości rozwoju. O odpoczynku bez poczucia winy. O życiu, w którym w piątek po pracy masz jeszcze siłę na swoje życie, a nie tylko na regenerację.
To jest prosta zależność: twoje cele zawodowe mają sens wtedy, kiedy wspierają twoją wizję życia. Nie odwrotnie. To wizja życia odpowiada na pytania: kim mam być, jak mam żyć, co ma być w moim życiu obecne, a czego ma w nim nie być. Dopiero potem przychodzi praca jako narzędzie, które ma to życie umożliwić.
W pogoni za awansem i wyższą pensją łatwo zgubić coś, co jest dużo ważniejsze niż sama praca. Zgubić powód, dla którego w ogóle chcesz pracować. Bo jeśli praca staje się celem samym w sobie, to zaczynasz biec szybciej, tylko nie do końca wiesz dokąd.
Kiedy masz gorszy moment w pracy, kiedy pojawia się zmęczenie albo frustracja, często nie brakuje ci dyscypliny. Często brakuje ci połączenia. Połączenia między tym, co robisz od poniedziałku do piątku, a tym, co naprawdę ma cię karmić.
Tu pasuje to, co powtarza Simon Sinek: zacznij od „dlaczego”. Bo „dlaczego” to nie jest marketingowy slogan. To jest twoje osobiste „dlaczego”, które trzyma cię w pionie, kiedy jest trudno i kiedy jest dobrze. Bez swojego „dlaczego” możesz mieć lepszą pensję i wyższe stanowisko, a jednocześnie coraz mniejszy kontakt z tym, po co to wszystko.
Dlatego warto czasem zatrzymać się na minutę i zapytać siebie po ludzku: „Po co mi te pieniądze? Po co mi ten awans? Co ja chcę dzięki temu mieć w moim życiu?”. Kiedy pamiętasz swoją wizję życia, praca wraca na swoje miejsce. Jako środek, nie jako cel. Wtedy może ci nadal przynosić wiele satysfakcji.
Kiedy piszę ten tekst, to nie jest teoretyczne wymądrzanie. Przez naście lat byłem menedżerem i zarządzałem zespołami po 100–300 osób. Byłem dyrektorem spółki. Byłem współwłaścicielem internetowego sklepu z herbatami. Przez ponad rok żyłem tylko i wyłącznie z własnej działalności jako coach. To był ten moment pięcia się w górę. W pewnym momencie zatrzymałem się i zadałem sobie pytanie o moje „dlaczego”.
Dziś stanowisko menedżera zamieniłem na stanowisko specjalisty w korporacji, a odzyskany czas przeznaczam na coaching, który jest moją pasją, i na czas z najbliższą mi osobą. Bywają piątki, kiedy jestem mocno zmęczony, ale nie wszystkie. Kiedy jest niedziela wieczór, nie zawsze cieszę się na nadchodzący poniedziałek, ale mojego ciała nie zżera stres i chroniczny ból żołądka. Jednocześnie cieszę się życiem, jestem z niego zadowolony i ciągle się intensywnie rozwijam.
Czy tak już będzie zawsze? Pewnie nie, bo w życiu ciągle są jakieś zmiany. Nie wiem też, jak za 10 lat będzie brzmieć moje życiowe „dlaczego”. Czy to mnie przeraża? Już nie. Rozumiem, że takie jest życie i taka jest jego natura.
