Wielkimi krokami zbliża się okres wakacyjnych wyjazdów i sporo turystów decyduje właśnie gdzie i w jakich warunkach spędzi najbliższe wakacje. Pamiętam jak ponad 15 lat temu planując tego typu wyjazd, decyzję o tym dokąd jadę i w jakim hotelu się zatrzymam podejmowałem jedynie na podstawie kserokopii kilku stron z katalogu i paru artykułów z gazet podróżniczych. Dzisiaj sprawdzam opisy oferty na stronach internetowych kilku biur turystycznych, do tego na specjalnych stronach z bazami hotelowymi czytam opinie turystów z całego świata o danym hotelu i w programie Google Earth sprawdzam dokładnie położenie danego obiektu w mieście, sposób dojścia do plaży i przyglądam się, czy przypadkiem za oknem nie będę miał jakiegoś fabrycznego komina. Od trzech lat nawet obchodzę dany hotel dookoła przy pomocy funkcji street view. Czy jest łatwiej? Na pewno tak, ale jedynie na początkowym etapie selekcji, kiedy bowiem dochodzę do finalnej decyzji męczę się z nią kilka dni wyszukując wciąż nowe opisy i opinie dotyczące hotelu, jego okolicy oraz samej destynacji, do której się wybieram. Najczęściej na samym końcu jestem wykończony, rozważam spędzenie wakacji w domu a jak nawet dokonam wyboru to cały czas mnie gryzie czy był właściwy.

Podobne dylematy mamy z wieloma rzeczami. Kiedyś zakup sprzętu RTV czy AGD sprowadzał się do tego co było w sklepie, a jak było kilka modeli do wyboru to pytało się sprzedawcy, który z nich poleca i dlaczego. Dzisiaj jak czegoś nie ma w sklepie to można wyszukać dany model na stronie internetowej danej firmy i zażyczyć sobie jego dostarczenie do wskazanego sklepu. Nie za często pytam już sprzedawców o radę, bo sami możemy wyszukać opinie, porady a nawet całe porównania różnych modeli sprzętu, który zamierzamy nabyć. Jak mawia mój znajomy, w ten sposób nie zdaje się na subiektywną ocenę sprzedawcy. Nie chce jednak uwierzyć, że sporo z tych miejsc w sieci – a szczególnie stron danej sieci sklepów – nie zawiera obiektywnych opinii. Część może być napisana przez samych pracowników a negatywne opinie są usuwane lub ukrywane przed oczami kupujących. Robimy się coraz bardziej zmęczeni wyborem konkretnego telewizora, czy ekspresu do kawy. Grzęźniemy w gąszczu informacji, opinii i poleceń zamieszczanych przez fankluby danej marki.
Problem w tym, że dzisiejszy zinformatyzowany i multimedialny świat zasypuje nas tak wielką liczbą informacji i daje tyle możliwości, że popadamy w decyzyjny paraliż. Szczególnie jeśli mamy skłonności do perfekcjonizmu i chcemy wszystko sprawdzić i zbadać przed ostateczną decyzją. Najczęściej w tego typu działaniach przyjmujemy jedną z dwóch strategii:
wystarczająco dobry – szybki przegląd informacji i szybka eliminacja tego co zdecydowanie nam nie pasuje. Kiedy już zostanie kilak opcji do wyboru koncentrujemy się na trzech, czterech głównych czynnikach np. w przypadku wakacji: cena, wyżywienie, miejsce wylotu i bliskość plaży a następnie niejednokrotnie wybieramy pierwszy z brzegu lub korzystamy z zasady losowania.
Czemu tak? Bo wiemy, że to co wybraliśmy jest wystarczająco dobre i nie chcemy marnować czasu na dalsze szczegółowe analizy. Bo nasz czas jest zbyt cenny a dodatkowe informacje, które zdobędziemy i tak z dużym prawdopodobieństwem wcale nie ułatwią nam decyzji a co najwyżej przyprawią o ból głowy.
najlepszy z możliwych – zwolennicy tego rozwiązania przekopują się niczym kret przez sterty informacji, opinii i tabel z porównaniami aby potem móc w pełni świadomie, odpowiedzialnie i w pełnym przekonaniu o „najlepszości” swojego wyboru dokonać tryumfalnego zakupu. Żyją w iluzji możliwości kontrolowania informacji w całym internecie i niczym pająk na rozpiętej sieci czyhają na każdą nową opinię o danym produkcie czy usłudze. Problem w tym, że niejednokrotnie kiedy już dokonają decyzji i zakupu nie schodzą z tej sieci i popadają we frustrację czytając komentarze i opinie, które wcale niekoniecznie są zgodne z ich wyborem. Są tak tym pochłonięci , że często zapominają rozpakować nowy nabytek i samemu go przetestować.
Zwolennicy tej strategii mogą też psychicznie i nerwowo wykończyć nie tylko siebie ale i całe swoje rodziny. Pamiętam historię mojej znajomej z ostatniej zimy, kiedy to całą rodziną wybierali się do Włoch na narty. Jej mąż przez ponad dwa miesiące analizował wszystkie informacje o butach narciarskich i kiedy na tydzień przed wyjazdem zdecydował się je nabyć, okazało się że model został już wycofany z produkcji, a ostatnie ich egzemplarze wyprzedano na początku sezonu. Ta informacja była tak paraliżująca, że nie potrafił zdecydować się na inny model, a czas wyjazdu zbliżał się nieubłaganie. Zaradna żona nie miała z tym problemu, na dwa dni przed datą wyjazdu kupiła mu buty narciarskie na tygodniu promocji w jednej z dyskontowych sieciówek spożywczych i szczerze powiedziawszy nie miała pojęcia o ich walorach technicznych ale jak stwierdziła idealnie pasowały do koloru jego kombinezonu narciarskiego.
Kończąc życzę Wam, aby wasze wakacyjne hotele były jedynie „wystarczająco dobre”, a nie z braku decyzji dobrane kolorystycznie do kąpielówek. Odpuście perfekcjonizm i bawcie się dobrze tam gdzie będziecie.