Przez dużą część mojego życia stałem po stronie pesymistów. Myślę, że wynikało to z mojego dzieciństwa – nie było ono tragiczne, ale też nie tak łatwe, jak u większości moich rówieśników. Nie budowało w pełni mojego poczucia własnej wartości, a dodatkowo dość często sprawiało, że odczuwałem brak możliwości korzystania z niego w taki sposób, jak inni. Przyszedł jednak taki moment, że przeszedłem na drugą stronę i stałem się racjonalistą z dużą domieszką optymizmu, dobrej energii i pozytywnego nastawienia. Już wiele razy byłem pytany, jak tego dokonałem.

Każdy z nas doświadczył momentów, w których rzeczywistość brutalnie zderzała się z naszymi oczekiwaniami. Rozgoryczenie, które w takich chwilach sie pojawia, jest zrozumiałe – czujemy się pokrzywdzeni, bezsilni, zdominowani przez niesprawiedliwość losu. Ale czy naprawdę musimy zatrzymywać się na tym etapie?
Moja odpowiedź, brzmi: NIE! Istnieje sposób, by zamiast narzekać na to, co nas spotyka, zacząć w tej sytuacji szukać możliwości. Klucz tkwi w zmianie perspektywy – zamiast czuć się bezradnym, można zacząć stawać się sprytnym.
Od rozgoryczenia do przemyślanej strategii
Rozgoryczenie ma swoje korzenie w frustracji spowodowanej rozdźwiękiem między tym, co sobie wyobrażaliśmy, a rzeczywistością. Trudno jest tego nie porównywać, zwłaszcza gdy wydaje się, że rzeczy miały potoczyć się inaczej, lepiej. Jednak w tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy cokolwiek zmieni nasza złość lub poczucie niesprawiedliwości? Zamiast tkwić w stanie żalu, możemy przejść do działania – to tutaj pojawia się szansa, by być sprytnym, a nie rozgoryczonym.
Jedna z ważniejszych stoickich zasad opiera się na dzieleniu spraw na te, które są w naszej kontroli, i te, które nie są. Gdy zrozumiemy, że na pewne rzeczy po prostu nie mamy wpływu – los, zachowania innych ludzi, nieprzewidywalne zdarzenia – łatwiej jest nam skupić energię na tym, co możemy zmienić. Zamiast walczyć z rzeczywistością, uczymy się akceptacji, a to daje przestrzeń na kreatywne myślenie i poszukiwanie rozwiązań.
Przyjmij rzeczywistość i odkryj nowe możliwości
Akceptacja rzeczywistości nie oznacza kapitulacji. To raczej przełomowy moment, w którym przestajemy marnować energię na rozpacz nad tym, co straciliśmy lub co się nie spełniło. Zamiast patrzeć wstecz i porównywać, jak miało być, skupiamy się na tu i teraz. Pytanie „Co mogę teraz zrobić z tą sytuacją?” staje się kluczowe.
Stoickie podejście podpowiada, że w każdej trudności kryje się potencjał. Przyjmując to, co jest, zyskujemy wolność do działania. Może okazać się, że sytuacja, która wydawała się z początku stratą, otwiera przed nami nowe możliwości – na przykład rozwój w nowym kierunku, którego wcześniej nie dostrzegaliśmy. To sposób, aby odzyskać kontrolę nad swoim życiem i odczuć spryt, a nie bezsilność.
Na pozytywne podejście musi być przestrzeń
Jeśli ktoś sądzi, że po takiej mentalnej metamorfozie moje życie stało się jedynie błogie i szczęśliwe, jest w błędzie. Nie stałem się kuloodporny ani nie jestem wzorowym stoikiem o chłodnym, logicznym umyśle. Mam emocje i bardzo je sobie cenię, choć tak już jest, że w pakiecie z tymi pięknymi dostajemy również cały zestaw tych trudnych. Bywa więc, że się wściekam, marudzę, narzekam i nierzadko coś siarczyście skomentuję. Potrafię też się wkurzyć. Jednak w przeciwieństwie do przeszłości, nie pielęgnuję tych stanów, nie trwam w nich zbyt długo. Zadaję sobie pytanie: „Co mogę w tej sytuacji, tu i teraz, zrobić najlepszego, aby jak najwięcej ugrać dla siebie?”. To jest właśnie początek wejścia w stan sprytu i wyjścia ze stanu rozgoryczenia.