W naszym życiu jest całkiem sporo sytuacji, w których trafiamy na opór lub brak postępu. Instynktownie i kulturowo zaczynamy dociskać i zwiększać nasz wysiłek, aby osiągnąć lepszy rezultat. Tymczasem może być i tak, że tylko pogarszamy sytuację. Szczególnie kiedy jesteśmy osobą wysoko ambitną.
Aldous Huxley powiedziałby, że wpadamy w pułapkę „prawa odwróconego wysiłku”, a ekonomiści stwierdziliby, że podlegamy „prawu malejących przychodów krańcowych”.

Czemu nadmiar nie służy?
Larry Silverberg z Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej odkrył w ramach swoich badań, że głównym czynnikiem decydującym o powodzeniu rzutu wolnego jest prędkość, z jaką zawodnik wypuszcza piłkę. Przy czym ważne jest, aby płynnie wynikała ona z pamięci mięśniowej, naturalnego ruchu i instynktu. Jeżeli zawodnik za bardzo się stara, spina się i porusza za szybko.
Podobnie wygląda sprawa z sytuacją kiedy nie możemy zasnąć. Wiele osób w takiej sytuacji stresuje się i próbuje na siłę wymusić na sobie zaśnięcie. Co oczywiście działa zupełnie odwrotnie, bo zasypiamy dopiero wtedy kiedy pozwalamy myślom swobodnie błądzić. Zatem zamiast na siłę wymuszać na sobie sen, warto odpuścić. Wstać i chwilę poczytać lub po prostu pogapić się w gwiazdy za oknem, aż do chwili, w której zmorzy nas senność.
Często jesteśmy uczeni tego, że większy wysiłek prowadzi do lepszych rezultatów. Z tego powodu brak wyników odpala w nas obsesyjne inwestowanie w daną sprawę wytężonego wysiłku. Tymczasem po przekroczeniu pewnego punktu, większy wysiłek nie przynosi lepszego rezultatu, a wręcz obniża naszą wydajność.
Ekonomiści opisując to zjawisko mówią, że po przekroczeniu pewnej granicy każda dodatkowa jednostka nakładu generuje coraz mniejszą produkcję. Greg McKeown w swojej książce „To proste. Bez wysiłku rób to, co ważne” ilustruje tę sytuację przykładem pisarskim.
Powiedzmy, że pisząc przez dwie godziny, może stworzyć trzy strony. Jednak pisząc cztery godziny nie stworzysz sześciu stron, a co najwyżej pięć lub mniej. Twoja wydajność ewidentnie spada. Jeżeli jednak będziesz dalej „cisnął” z pisaniem, to spadnie nie tylko wydajność, ale i jakość tego co tworzysz.
Ekonomiści powiedzieliby, że osiągnąłeś „negatywny przychód krańcowy”. Od tego momentu każdy gram wysiłku, który włożysz w dane działania przynosi tylko szkodę i pogarsza sytuację. Błędne koło zaczyna się zamykać. Ty starasz się coraz bardziej, a sytuacja tylko się pogarsza. To wprost idealna recepta na wypalenie.
Iluzja bycia bohaterem
Często kiedy jesteśmy w środku takiego działania, choć czujemy się mocno zmęczeni lub niemal wycieńczeni, jesteś dumni ze swojego poświęcenia. Tylko, że to jest nasz punkt widzenie, a nie realna i obiektywna ocena sytuacji.
Dla przykładu uporczywe zabieganie o awans może go zaprzepaścić, bo nasze działanie zostanie odebrane jako desperacja. Próby zaśnięcia na siłę, doskonale to uniemożliwią bo będziemy cali spięci. Próby zawierania znajomości na siłę, zablokują naszą autentyczność i tym samym utrudnią nawiązanie nowych relacji. Nadmierna kontrola i stresowanie się zabiją naszą uważność i możemy o czymś zapomnieć. Ciągłe dopieszczanie już dobrej prezentacji może ją w końcowym efekcie zepsuć.
Z tego powodu tak ważne jest zaufanie do samego siebie i działająca przeciw kulturowemu wzorcowi umiejętność mądrego odpuszczenia. Taoiści znają ją od dawna pod nazwą Wu Wei, które w dosłownym tłumaczeniu znaczy „odpuszczenie”/„niedziałanie”. Przy czym nie chodzi tu o lenistwo czy olewanie wszystkiego, ale o robienie właściwych rzeczy, we właściwym czasie.