Hasło „strefa komfortu” przewija się w niezliczonych publikacjach, często sugerując, że jest to przestrzeń pełna wygody i zadowolenia. Rzekomo właśnie z tego powodu funkcjonując w tak cieplarnianych warunkach nie chcemy nic zmieniać i z niej wychodzić.
Tymczasem bywają sytuacje, w których mówi się o kimś, że utknął w „strefie komfortu” i z tego powodu nic nie zmienia w swoim życiu. Przewrotność tej diagnozy polega na tym, że danej osobie w tej rzekomej „strefie komfortu” wcale nie jest komfortowo. Przykładem może być nieudany związek, w którym ktoś tkwi, bo boi się, że nie znajdzie w swoim życiu innego partnera lub partnerki. Czyli de facto tkwi w niefajnej relacji z obawy przed samotnością. Analogiczna sytuacja może dotyczyć pracy, która męczy i wypala, ale ktoś mimo wszystko trzyma się jej kurczowo, bo boi się zmiany na gorsze. To wszystko wcale nie brzmi jak komfort.
W rzeczywistości „strefa komfortu” jest często strefą stagnacji – miejscem, które wybieramy nie dlatego, że jest nam tam dobrze, ale dlatego, że jest znane. To, co znane, utożsamiamy z bezpieczeństwem, nawet jeśli płacimy za to frustracją czy wypaleniem

Strefa komfortu – co tak naprawdę nas blokuje
Prawdziwa nazwa „strefy komfortu” to „strefa bezpieczeństwa”. To przestrzeń, w której kontrolujemy sytuację i minimalizujemy ryzyko. Ale tu pojawia się pułapka: opuszczenie tej strefy, choć otwiera nas na rozwój, bywa niekomfortowe. Doświadczamy wtedy lęku, niepewności i dyskomfortu, który błędnie interpretujemy jako porażkę.
Jako porażkę szczególnie łatwo to potraktować, kiedy trzymamy się sztywno tej błędnej nazwy jaką jest „strefa komfortu”. W głowach wielu osób rodzi się wtedy takie myślenie. Wyszedłem z tego komfortu, w którym byłem i nie daję rady. Nie radzę sobie z ogarnianiem nowej sytuacji, zatem jestem kiepski, niezaradny, jest to dla mnie za trudne. Mówiąc inaczej: nie jestem w stanie funkcjonować, poza tym co już znam – świat stał się za bardzo skomplikowany.
Te osoby zapominają uwzględnić w tej układance kluczowego elementu jakim jest lęk. Tymczasem, lęk jest naturalną reakcją na wyjście poza to, co znane. Dlatego, kiedy trafiamy do „strefy paniki” – tej niewygodnej przestrzeni zmiany – nasz umysł podpowiada nam, żeby wrócić do znanego, choćby i niewygodnego. Wiedza, że ten lęk jest normalny i naszym zadaniem na tym etapie nie jest jego pokonanie, ale wytrwanie w naszym działaniu pomimo niego, może pomóc nam wytrzymać dyskomfort i nie poddawać się panice.
Jak oswoić lęk i wytrwać w drodze do zmian
Wychodzenie ze strefy bezpieczeństwa nie musi oznaczać chaosu. Warto znać kilka praktycznych wskazówek, przydatnych w sytuacji radzenia sobie z lękiem podczas zmian:
- Nazwij swoje uczucia: Świadomość, że lęk i dyskomfort są naturalne, pozwala zmniejszyć ich wpływ. Powiedz sobie: „To jest nowe i dlatego wydaje się trudne – to część procesu”.
- Rób małe kroki: Nie musisz od razu rzucać wszystkiego i wchodzić w nieznane. Wybierz jeden, mały krok – np. nowy kurs, rozmowę z mentorem, przygotowanie CV.
- Przypomnij sobie poprzednie sukcesy: Zastanów się, ile razy w życiu zmiany przyniosły ci pozytywne efekty. Świadomość wcześniejszych sukcesów dodaje odwagi. Szczególnie jak sobie przypomnisz jak wielkim wyzwaniem czy problemem kiedyś ci te zmiany, których dokonałeś się wydawały.
- Otocz się wsparciem: Rozmowa z kimś, kto przeszedł podobną drogę, może pomóc. Mentor, coach, a nawet bliski przyjaciel są tu nieocenieni.
- Przygotuj się na dyskomfort: Zamiast walczyć z lękiem, zaakceptuj go. Traktuj go jak dowód na to, że idziesz w kierunku rozwoju.
Pamiętaj, że za strefą paniki kryje się nowa szersza strefa działania, którą z czasem dobrze poznasz i w której będziesz się swobodnie poruszać. Zdobędziesz dostęp do nowych możliwości i doświadczeń. Dodatkowo każdy krok ku zmianie, to także krok ku lepszemu poznaniu siebie.
Jeżeli zainteresował Cię ten artykuł koniecznie zajrzyj też do tego wpisu: Prze_myślnik #80 – To nie jest trudne…