Na menedżerskich stanowiskach miałem taki zwyczaj, że kiedy ktoś przychodził do mnie z propozycją awansu jakiegoś pracownika zawsze zadawałem mu pytanie „Czy ten awans go nie zabije?”. Było to mocne pytanie, ale chodziło w nim o to, aby wywołało refleksję u przychodzącego z tą propozycją. Dziś, często zastanawiam się co mają w głowie menedżerowie lub różnego rodzaju „mentorzy”, którzy mówią innym „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu”?

Nadmiar komfortu to twój wróg
Faktycznie stałe przebywanie w strefie komfortu, choć miłe i przyjemne, na dłuższą metę nam nie służy. Przypomina sytuację, w której siadasz w miękkim i miłym w dotyku pluszowym fotelu. Na dodatek z każdą godziną coraz bardziej się w nim zapadasz i rozleniwiasz.
Wyobraź sobie teraz ten stan. Jest ciepło, miękko i miło. Twoje mięśnie rozluźniają się, stres cię opuścił, a ciało błogo i wygodnie spoczywa na super przytulnym materiale. Czy wstaniesz z fotele szybko i energicznie w tym stanie?
Powiem więcej. Czy wstaniesz w ogóle, kiedy już się przyzwyczaiłeś do tej komfortowej pozycji, pozostając w niej od wielu tygodni lub miesięcy. Prawie na pewno nie. Będziesz siedział i przyglądał się jak życie mknie i rozkwita tuż u Twego boku, ale nie będzie ono Twoim udziałem.
Nadmiar stresu i dyskomfortu to też twój wróg
Z wychodzeniem ze strefy komfortu wiąże się niemal zawsze konieczność odczuwania dyskomfortu, różnego rodzaju rozterek, a bywa że także lęków. Jak pisałem w jednym z moich artykułów, tuż za granicą strefy komfortu, czai się na nas „strefa paniki”, o której niewiele osób wspomina.
Z tą „strefą paniki” jest tak, że albo będziesz miał wystarczająco dużo energii i zapału, dzięki którym ją pokonasz, albo to ta strefa pokona Ciebie i potulnie wrócisz do tego co znane. Teraz zastanówmy się, skąd brać energię, zapał i motywację jeśli właśnie musiałeś ich użyć, aby pokonać opór przed czymś nowym w swoim życiu?
Potrzebujesz odrobiny komfortu, aby odpocząć, zregenerować się i naładować życiowe baterie. Tymczasem hasło „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nie zakłada opcji odpoczynku. Zatem z nadwątlonym zasobem energii wchodzisz w kolejną nowość w twoim życiu i mierzysz się z kolejną „strefą paniki”. Być może tą jeszcze pokonasz siłą rozpędu lub dzięki rezerwom energii. Jednak na trzeciej, czwartej czy piątej wreszcie się wywalisz i nie dasz rady.
Czy to oznacza, że byłeś za kiepski? Raczej świadczy o tym, że nie zadbałeś zawczasu o samego siebie i swoją energię. Zrobiłeś tak, bo ktoś Ci wcisnął do głowy konieczność bezustannego rozwoju. Co ciekawe „sprzedawca” hasła „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nawet przez moment nie poczuje się odpowiedzialny za twoją porażkę. W swym samozachwycie uzna, że winny jesteś tylko TY!
Balans i rytm
Rozwiązaniem w tej sytuacji jest dbanie o balans życiowy. Umówmy się jednak, że choć ładnie to brzmi, znacznie trudniej wprowadzić to w życie. Szczególnie jeśli nie zależy ono w 100% tylko od nas samych.
Zamiast „mitycznego balansu życiowego” (work life balance), proponuję skupić się zatem na odpowiednim rytmie życia (work life rhythm). Oznacza on, że po okresie wzmożonego wysiłku, powinien nastąpić czas zluzowania i odpoczynku. To właśnie ten drugi jest doskonałym momentem na rozkoszowanie się strefą komfortu. Ważne jest jednak, aby w pewnym momencie znowu z niej wyjść.
Proponuję zatem zmienić tytułowe hasło tego artykułu na „Nie powinieneś za długo przebywać w swojej strefie komfortu”.