Wielu osób zajmujących się rozwojem osobistym podkreśla wagę bycia tu i teraz. Dodając do tego, że wczoraj już było i nic w nim zmienić nie możemy. Natomiast jutra jeszcze nie ma i nie wiemy co się wydarzy, ani jak to jutro będzie wyglądać.
Z pewnością mają rację i to szczególnie istotną w dzisiejszym przebodźcowanym świecie. W świecie, który dynamicznie pędzi do przodu i ulega ciągłym przeobrażeniom. W świecie zmiennym, nieprzewidywalnym i pełnym social mediów z ich algorytmami wypaczającymi rzeczywistość i nasz odbiór otaczającego świata. Kiedy to piszę, aż sam chciałbym przystanąć i zatopić się w chwili obecnej, bez tego tempa i pogoni za nie wiadomo czym. Na myśl o takim pobyciu myślami i ciałem tylko tu i teraz czuje jak wypełnia mnie poczucie spokoju i się wyciszam. Robi się miło, błogo i spokojnie.
„Tu i teraz” mnie wciąga i na swój sposób osacza. Uwielbiam ten stan, w którym siedzę spokojny i wyciszony widząc i czując jak świat wokół mnie pędzi, a mi się z tego pędu udało wyłączyć. Uwielbiam kultywować moje sobotnie poranki i do południa. Staram się dbać o to, aby w tym jednym dniu w tygodniu nie budzić się na dźwięk budzika, tylko wybudzać naturalnie. Staram się nie zrywać z łóżka z myślą ile rzeczy na mnie czeka do zrobienia. Włączam etap „leniwca”, pozwalam sobie na rozpraszanie i nieefektywność. Jem strasznie późno śniadanie i jestem cały zatopiony w tym sobotnim błogostanie.
Skoro w soboty jest tak fajnie, to może mógłbym tak żyć każdego dnia. Jak bym się mocno postarał, to może bym mógł, ale nie chcę. Mam bowiem świadomość, że o ile jest to strasznie wygodne i miłe, to do niczego mnie nie prowadzi. Nauczyłem się czerpać radość z działania, aktywności, rozwoju i pokonywania wyzwań. Oczywiście, że bywają momenty kiedy one mnie przytłoczą i wtedy takie powrócenie na krótką chwile do bycia tu i teraz „uziemia” mnie, dystansuje od tej bieżączki i pozwala złapać właściwą perspektywę.
Już dawno temu zrozumiałem, że to co robię tu i teraz często nie daje pełni efektów już w tym samym momencie. Jednak po pewnym czasie te efekty się sumują i wprowadzają istotną zmianę w moim życiu. Moja dzisiejsza kondycja, stan zdrowia i wygląd są tak naprawdę efektem decyzji podjętych wiele lat temu. To, że dziś czerpię mnóstwo radości i realizuję się w pracy coacha, jest efektem decyzji sprzed wielu lat, że chcę nim zostać. Czy zawsze wszystko to przewidziałem i szczegółowo rozplanowałem – nie. Nawet, gdybym chciał i tak pewnie by mi się nie udało, bo nie uwzględniłbym wielu zmiennych oraz zdarzeń, które przez ten czas zaistniały.
Mam jednak w głowie taki koncept, że ja nie planuję daleko w przód swojego życia, bo plany mają to do siebie, że dość często nie do końca wychodzą. Ja projektuję swoje życie i nanoszę w tym projekcie nieustannie małe poprawki dopasowując go do aktualnej rzeczywistości. Dzięki temu cały czas podążam w wybranym kierunku na bieżąco modyfikując swoją drogę. Dzięki temu, żyję „tu i teraz”, ale jednocześnie patrząc w przyszłość. Czego Wam też życzę i do czego Was zachęcam.
