23 października 2015 o godz. 8:15 jak w każdy roboczy dzień wychodziłem z rana do pracy. Mam taki zwyczaj, że przeważnie nie używam samochodu bo dzięki temu w trolejbusie mogę być jeszcze nie do końca obudzony i mam chwilę na poczytanie książki lub gazety oraz dlatego, że mogę wyskoczyć parę przystanków przed pracą i zaordynować sobie ożywczy spacer.
Moją uwagę zwrócił dzisiaj młody chłopak, który usiadł w trolejbusie tuż obok miejsca przy którym stałem. Dla postronnych osób kontrast między nami musiał być ogromny. Ja wyprostowany z lekkim uśmiechem na twarzy, energicznie przerzucający kartki w książce i on skulony, wyraźnie czymś przybity ze wzrokiem wpatrzonym w dal. Niby obaj w tym samym miejscu, w tym samym otoczeniu a jednak z pewnością zupełnie inaczej odbierający świat.
Każdemu z nas zdarzają się gorsze chwile w życiu i nie ma sensu wtedy udawać, że jest super i nic się nie stało. Problem jednak pojawia się wtedy, kiedy nasze negatywne nastawienie nie jest stanem przejściowym tylko na trwale zakorzenioną w naszej głowie wizją świata. Wizją, która odzwierciedla nasze myśli, nasze podejście do świata i życia. Co jednak ważne również wizją na którą sami się zdecydowaliśmy. Być może stało się to kiedyś w trudnych dla nas momentach i nawet nie zauważyliśmy jak zatrute myślenie stało się naszą codziennością, a może takie podejście do życia to wątpliwy „prezent” od naszych rodziców, którzy wiecznie narzekali na świat, na innych i wpajali nam do głowy jak ciężko jest żyć. Czasami zdarza się nam zapomnieć, że kiedy stajemy się dorośli mamy prawo wyboru, czy wierzymy w to co o świecie, życiu i innych powiedziano nam wcześniej, czy też sami przyglądamy się jak jest i wyrabiamy własny pogląd.
Może zatem być tak:
… szedłem szarą mokrą ulicą, zarzucaną opadłymi liśćmi i samotnie stojącymi samochodami. Szary mokry budynek tylko pogłębiał atmosferę przygnębienia i wcale nie zachęcał do tego aby kontynuować spacer do pracy. Do tego wszystkiego ten nieprzyjemny deszcz i ciążący w ręku parasol…


Ale może być też i inaczej
…choć padał lekki deszcz, żółte i złote barwy błyszczących liści rozświetlały ulicę niczym promienie słońca. Bezosobowy szary bruk lokalnych uliczek zmienił się w wielobarwny dywan. Zdawało się, że natura chciała oczarować przechodniów swoim pięknem. Nawet bluszcz na jednym z budynków ożywił brąz i biel elewacji swoją intensywną czerwienią …



Miejsca pokazane powyżej dzieli od siebie jakieś 500 metrów, a zdjęcia zostały zrobione w odstępie 3 minut. To jaką wizję tego spaceru wybiorę zależało ode mnie. Ja już dawno temu w swoim życiu postawiłem na opcję drugą, pozostaje pytanie na jaką Ty stawiasz i czy chcesz przy niej dalej trwać.
Przypowieść wygrzebana z zasobów mojej pamięci ale już nie pamiętam gdzie przeczytana:
Na brzegu miasta siedział starzec i wypoczywał. Podszedł do niego wędrowiec i zapytał jakie jest to miasto, do którego się zbliża. Starzec w odpowiedzi zapytał a jakie było to, z którego przychodzisz?
– Szare, brzydkie, pełne złych emocji i zawistnych ludzi – powiedział wędrowiec.
– Więc i tutaj znajdziesz to samo – odparł starzec.
Niepocieszony wędrowiec ruszył w kierunku bramy miejskiej.
Starzec siedział dalej na swoim miejscu i kontemplował widoki, kiedy nadszedł drugi wędrowiec i zapytał jakie jest to miasto, do którego się zbliża. Starzec w odpowiedzi zapytał a jakie było to, z którego przychodzisz?
– Piękne i ciekawe, pełne pomocnych i dobrych ludzi – powiedział wędrowiec
– Więc i tutaj znajdziesz to samo – odparł starzec…