Rafał Markiewicz

Stres w pracy, wypalenie zawodowe i zardzewienie zawodowe

Stres w pracy, wypalenie zawodowe i zardzewienie zawodowe

W potocznych rozmowach o pracy wszystko nazywa się „wypaleniem”. Ktoś jest zmęczony po trudnym miesiącu, mówi: „wypalenie”. Ktoś od pół roku jest znudzony i jedzie na autopilocie, też mówi: „wypalenie”. Ktoś żyje w napięciu, ma tzw. „krótki lont” i problemy ze snem, znów „wypalenie”.

A potem dzieją się dwie rzeczy. Po pierwsze, człowiek nie trafia z działaniem, bo próbuje „leczyć” nie to, co trzeba. Po drugie, przełożony i pracownik zaczynają przerzucać się winą, zamiast zobaczyć mechanizm.

Dobra wiadomość jest taka, że te trzy zjawiska da się rozróżnić. I da się też zobaczyć, co jest po stronie przełożonego, a co po stronie pracownika. To nie jest tekst o tym, kto ma rację. To jest tekst o tym, jak przestać płacić za mieszanie pojęć własnym zdrowiem i energią.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wypalenie zawodowe - stres w pracy - zardzewienie zawodowe - stres w pracy a wypalenie zawodowe

Trzy pojęcia, które warto rozdzielić

Stres w pracy to szkodliwe reakcje fizyczne i emocjonalne, które pojawiają się, gdy wymagania pracy nie pasują do możliwości, zasobów lub potrzeb pracownika. To definicja NIOSH (Narodowego Instytutu Bezpieczeństwa i Higieny Pracy w USA) i jest ona wyjątkowo praktyczna, bo mówi o dopasowaniu, a nie o „słabości”.

Wypalenie zawodowe w ujęciu WHO (ICD-11 Międzynarodowa klasyfikacja chorób i problemów zdrowotnych) jest zjawiskiem zawodowym wynikającym z przewlekłego stresu w pracy, którego nie udało się skutecznie opanować. WHO podkreśla też, że to nie jest jednostka chorobowa, tylko „zjawisko zawodowe”.

Zardzewienie zawodowe to stan, w którym człowiek nie jest przeciążony, tylko niedostymulowany. Ma za mało sensu, za mało wyzwań, za dużo monotonii i powtarzalności. W badaniach używa się pojęcia nudy w pracy, opisywanej jako stan niskiego pobudzenia i niezadowolenia wynikający z sytuacji, która nie jest wystarczająco stymulująca.

Jeśli chcesz zapamiętać jedno zdanie, to weź takie. Stres w pracy to sygnał niedopasowania, wypalenie zawodowe to koszt przewlekłego stresu, a zardzewienie zawodowe to koszt przewlekłej stagnacji.

Stres w pracy, czyli alarm w systemie

Stres w pracy najczęściej brzmi jak: „nie wyrabiam się”, „jest za dużo”, „to jest niejasne”, „ciągle coś”, „nie mam wpływu”. Człowiek działa w trybie reaktywnym. Gasi pożary. Ma poczucie, że praca „wjeżdża mu na głowę”.

Żeby to było bardziej namacalne, wyobraź sobie poniedziałek rano. Otwierasz laptop, a zanim zdążysz napić się kawy, masz trzy pilne wiadomości, jedną prośbę „na szybko” i spotkanie przesunięte na wcześniej. Ktoś do Ciebie pisze, że „to tylko pięć minut”, a Ty już wiesz, że pięć minut nie istnieje. W głowie pojawia się napięcie, w ciele pojawia się spięcie, a w tle leci myśl: „znowu nie zrobię tego, co miałem zrobić”.

Ważne jest to, że stres w pracy może być krótkotrwały. Czasem jest sezon, projekt, wdrożenie. Alarm dzwoni, ale potem cichnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy alarm dzwoni codziennie i staje się nową normą. I tu jest haczyk: jeśli człowiek zbyt długo żyje w takim trybie, zaczyna traktować napięcie jako coś „normalnego”. A wtedy stres w pracy przestaje być alarmem, a staje się tłem.

Po stronie przełożonego stres w pracy często wynika z bałaganu w organizacji pracy. Brak priorytetów, „wrzutki” z innych działów, zbyt dużo spotkań, brak czasu na pracę własną, niejasne role. I jeszcze jedna klasyka: „wszystko jest ważne”, czyli nic nie jest ważne.

Po stronie pracownika stres w pracy rośnie, gdy człowiek stale oddaje ster. Zamiast zarządzać dostępnością, reaguje natychmiast. Zamiast rozmawiać o priorytetach, próbuje dowieźć wszystko. Zamiast chronić czas na pracę własną, pozwala go zjadać telefonom i spotkaniom. Stres w pracy ma wtedy świetne warunki do rozwoju, bo system nie ma hamulców.

Wypalenie zawodowe i triada, która naprawdę dużo wyjaśnia

Wypalenie zawodowe w definicji WHO ma trzy wymiary. To nie jest akademicka ciekawostka. To jest bardzo życiowa mapa, która pomaga odróżnić „jest ciężko” od „ja już się sypię”.

Pierwszy wymiar to wyczerpanie. Nie chodzi o zwykłe zmęczenie po tygodniu. Chodzi o poczucie, że zasoby są stale na minusie. Człowiek wstaje i już jest zmęczony. Odpoczynek nie regeneruje tak, jak kiedyś. Nawet drobne zadania zaczynają kosztować zbyt dużo. W głowie częściej pojawia się myśl: „nie mam siły”, a w ciele pojawia się sygnał: „nie mam z czego”.

Drugi wymiar to dystans lub cynizm wobec pracy. I tu wiele osób się gubi, bo słowo „cynizm” brzmi jak bycie niemiłym. A w wypaleniu zawodowym cynizm bardzo często działa jak znieczulenie. To mechanizm obronny. Człowiek zaczyna się odcinać, żeby przetrwać. Zamiast zaangażowania pojawia się chłód. Zamiast ciekawości pojawia się ironia. Zamiast „zobaczmy, jak to rozwiązać” pojawia się „daj spokój, to nie ma sensu”. Zamiast „lubię ludzi” pojawia się „niech już nikt nic ode mnie nie chce”. To nie musi wyglądać jak złośliwość. Często wygląda jak obojętność, mniejsza empatia, mniej cierpliwości i myślenie w stylu „róbmy minimum, bo inaczej utoniemy”. To jest ten moment, kiedy człowiek ma poczucie, że przestaje być sobą w pracy.

Trzeci wymiar to obniżone poczucie skuteczności. To jest bardzo podstępne. Człowiek bywa kompetentny i nadal dowozi, ale wewnętrznie ma poczucie, że robi wszystko gorzej, wolniej i bez sensu. Traci satysfakcję z efektów, nawet jeśli obiektywnie są dobre. Zaczyna częściej wątpić w siebie. Ma poczucie, że „ciągle brakuje”, że „to nie jest dość”, że „nie ogarniam”. Czasem pojawia się też unikanie, bo skoro skuteczność spada, to lepiej nie brać kolejnych rzeczy, ale przecież i tak trzeba.

I znowu, żeby to było życiowe, wyobraź sobie poniedziałek rano w wypaleniu zawodowym. Otwierasz laptop i czujesz ciężar, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy. Masz wrażenie, że Twoje ciało już wie, że to będzie „za dużo”. Czytasz wiadomości i łapiesz się na tym, że masz zero cierpliwości. Ktoś prosi o rzecz, która kiedyś była normalna, a teraz wywołuje w Tobie irytację albo pustkę. Robisz zadania, ale bez poczucia sensu. Dowożenie przestaje cieszyć. Zaczynasz myśleć: „kiedyś byłem inny” albo „to już mnie nie obchodzi”. To jest ta triada w praktyce, a nie w teorii.

WHO opisuje wypalenie zawodowe właśnie przez te trzy elementy: wyczerpanie, dystans lub cynizm oraz spadek skuteczności.

Po stronie przełożonego wypalenie zawodowe rodzi się wtedy, gdy chroniczne przeciążenie jest ignorowane albo normalizowane. Gdy w zespole nagradza się bycie „zawsze dostępnym”. Gdy jedna osoba ciągnie za trzech, a przełożony tego nie widzi albo udaje, że nie widzi. Gdy priorytety są ruchome, a terminy są „na wczoraj”. Wypalenie zawodowe nie powstaje w próżni. Ono jest skutkiem środowiska, w którym przewlekły stres w pracy nie jest opanowany.

Po stronie pracownika wypalenie zawodowe często napędza schemat „muszę dowieźć”. Człowiek bierze za dużo, bo chce być rzetelny, chce pomóc, chce pokazać wartość. Ma trudność z odmawianiem. Ma trudność z proszeniem o zmianę priorytetów. I ma trudność z uznaniem, że jego zasoby są ograniczone. To brzmi banalnie, ale w praktyce bywa jak jazda autem z zepsutym licznikiem paliwa. Niby jedziesz, ale nie widzisz, że bak jest pusty.

Warto też odczarować mit, że wypalenie zawodowe dotyczy głównie osób z bardzo długim stażem. Zależności są bardziej złożone. Często wypalenie zawodowe pojawia się w okresach zmian, presji na wynik i chęci „dobrego pokazania się”. To dotyczy także osób, które są nowe w roli, nowe w firmie albo po awansie. Krótko mówiąc, kiedy ktoś bierze na siebie za dużo, bo chce dobrze wypaść, a system tego nie zatrzymuje, to ryzyko rośnie.

Zardzewienie zawodowe, czyli cichy spadek energii

Zardzewienie zawodowe jest o tyle zdradliwe, że często nie krzyczy. Ono szepcze. Człowiek zaczyna częściej odkładać rzeczy na później. Traci inicjatywę. Robi swoje, ale bez wewnętrznej iskry. Praca przestaje go rozwijać. Pojawia się wrażenie, że każdy dzień jest kopią poprzedniego.

Nuda w pracy jest opisywana jako stan niskiego pobudzenia i niezadowolenia wynikający z sytuacji, która nie stymuluje. W kontekście pracy często oznacza niedostymulowanie, czyli sytuację, w której człowiek ma za mało wyzwań i jego kompetencje nie są w pełni wykorzystywane.

I tu też zróbmy poniedziałek rano. Otwierasz laptop i nie czujesz stresu. Czujesz pustkę. Patrzysz w kalendarz i myślisz: „znowu to samo”. Znasz zadania na pamięć. Wiesz, jak się skończy każdy mail i każde spotkanie. Nie ma presji, ale nie ma też ciekawości. Robisz rzeczy poprawnie, ale jakbyś robił je cudzymi rękami. To nie jest dramat z fajerwerkami. To jest powolne gaśnięcie.

I teraz ważne dopowiedzenie. Zardzewienie zawodowe nie jest tym samym co „mam mniej roboty w tym tygodniu”. To jest przewlekły stan, w którym praca nie używa kompetencji człowieka i nie daje mu sensownego rozwoju. Człowiek może być zmęczony także od zardzewienia, tylko to jest inne zmęczenie. To zmęczenie bezsensem.

Po stronie przełożonego zardzewienie zawodowe rodzi się wtedy, gdy praca jest zaprojektowana tak, że człowiek nie ma wyzwań, nie ma autonomii i nie widzi sensu. Czasem to jest brak rozmów rozwojowych. Czasem to jest trzymanie ludzi latami w tej samej roli, bo „dobrze działają”. Czasem to jest kultura, w której lepiej się nie wychylać, bo za inicjatywę dostaje się dodatkową robotę, a nie wpływ.

Po stronie pracownika zardzewienie zawodowe rośnie, gdy człowiek zbyt długo udaje przed sobą, że „jest okej”. Zostaje w miejscu, bo jest bezpiecznie. Nie prosi o zmianę zadań. Nie szuka projektu. Nie rozmawia o rozwoju. Z czasem zaczyna myśleć, że „już tak mam”. I to jest moment, w którym rdza robi się grubsza.

Dlaczego ludzie to mylą

Bo objawy w pierwszej warstwie potrafią wyglądać podobnie. Spadek energii, mniejsza motywacja, drażliwość, problemy ze snem. Tyle że przyczyny bywają przeciwne. Przy stresie w pracy i wypaleniu zawodowym masz zwykle przeciążenie. Przy zardzewieniu zawodowym masz zwykle niedostymulowanie.

A czasem, co najciekawsze, organizacja potrafi wyprodukować jedno i drugie naraz. Człowiek siedzi na spotkaniach cały dzień, a potem ma poczucie, że nie robi nic, co ma sens. Jest zmęczony i jednocześnie znudzony. Wtedy łatwo powiedzieć „wypalenie” i zamknąć temat. Tyle że rozwiązanie będzie inne, jeśli problemem jest przeciążenie, a inne, jeśli problemem jest stagnacja.

Co możesz zrobić w praktyce, jeśli jesteś przełożonym albo pracownikiem

Jeśli jesteś przełożonym, zacznij od prostego sprawdzenia, czy masz w zespole chroniczne niedopasowanie wymagań do zasobów. Definicja stresu w pracy mówi o dopasowaniu i to jest świetny punkt startu.

W praktyce chodzi o trzy rzeczy: priorytety, przepływ pracy i granice dostępności. Jeśli w zespole nie ma jasnych priorytetów, ludzie będą żyli w stresie w pracy. Jeśli przepływ pracy jest pełen wrzutek, ludzie będą żyli w stresie w pracy. Jeśli granice dostępności nie istnieją, ludzie będą żyli w stresie w pracy. A jeśli ten stan trwa długo, zobaczysz elementy triady wypalenia zawodowego: wyczerpanie, dystans lub cynizm i spadek skuteczności.

Jeśli jesteś pracownikiem, zacznij od sprawdzenia, czy masz nawyk brania na siebie więcej, niż realnie możesz unieść, i czy regularnie oddajesz swój czas na pracę własną innym ludziom. To nie jest kwestia „twardości”. To jest kwestia sterowania. Dwa proste kroki robią często ogromną różnicę. Pierwszy to rozmowa o priorytetach wtedy, kiedy robi się za dużo. Drugi to konsekwentna ochrona czasu na pracę własną, choćby w małych blokach. Stres w pracy nie musi zniknąć całkowicie. On ma być do opanowania, a nie przewlekły.

Jeśli podejrzewasz u siebie wypalenie zawodowe, wróć do triady i sprawdź, co dominuje. Wyczerpanie to sygnał o zasobach. Dystans lub cynizm to sygnał, że wjechała ochrona psychiczna, bo inaczej się nie da. Spadek skuteczności to sygnał, że koszty zaczęły zjadać działanie. W praktyce pierwszym krokiem jest zatrzymanie dokładania obciążenia. Drugim krokiem jest rozmowa o zmianie warunków pracy, bo wypalenie zawodowe dotyczy przewlekłego stresu w pracy, a nie „braku odporności”.

Jeśli podejrzewasz zardzewienie zawodowe, przestań się pocieszać, że „przynajmniej jest spokojnie”. Zardzewienie zawodowe jest spokojne tylko na zewnątrz. W środku bywa bardzo kosztowne. Tu pierwszym krokiem jest nazwanie, że praca nie stymuluje. Drugim krokiem jest zaproponowanie zmiany: projekt, nowe zadania, większa odpowiedzialność, uczenie się, coś, co poruszy energię. Nuda w pracy ma swoją dynamikę i swoje konsekwencje, więc nie traktuj jej jak drobnostki.

Jedno zdanie na koniec, do zapamiętania

Stres w pracy to alarm. Wypalenie zawodowe to alarm, którego nikt nie wyłączył i który zaczął wypalać zasoby. Zardzewienie zawodowe to cisza, która trwa zbyt długo i powoli zabiera energię oraz sens.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *