Ta prosta zasada opisana poniżej, jest jedną z największych dźwigni rozwojowych jakich używam w życiu. Stosuję ją nie tylko do treningów fizycznych, ale również w innych obszarach życia. Stawiam na nią bo chroni mnie przed utratą motywacji, której potrzeba baaaaaardzo dużo, aby mierzyć się z wielkimi wyzwaniami organizowanymi raz na jakiś czas.
Jak każdemu zdarzają mi się gorsze dni. W takich momentach, kiedy mam się zmobilizować do jakiegoś działania, znacznie łatwiej jest mi to zrobić mając w głowie, że to co muszę zrobić to nie jest żaden wyczyn. Po prostu muszę zrobić coś w miarę prostego i będę miał to z głowy. Zarazem jednak mam świadomość, że suma takich małych kroków z czasem da duże efekty.
Jak tego używam?
- Nie organizuję iluś kilometrowych biegów 2-3 razy w tygodniu – za to co dziennie spaceruje minimum 10 000 kroków. Część z nich nabijam w trakcie normalnych dziennych aktywności.
- Nie chodzę na siłownie parę razy w tygodniu – oszczędzam czas ćwicząc w domu z aplikacją 4 razy w tygodniu przez niecałą godzinę. Do tego w tym czasie mam 3 minuty rozgrzewki, ok. 25-35 minut treningu siłowego i wydolnościowego oraz ok. 12 minut rozciągania. To ostatnie zapobiega bólom kręgosłupa z powodu długiego przesiadywania przy biurku i pozwala oszczędzić kasę na fizjoterapeutów.
- Praktycznie poza weekendami nie mam czasu na czytanie książek – za to słucham sobie audiobooków w czasie codziennych spacerów, albo drogi do pracy.
- Ciekawi mnie sporo rzeczy jednak nie poświęcam na nie specjalnego czasu w tygodniu – po prostu podczas porannego golenia i toalety słucham podcastów.
To tylko część przykładów, ale jak pomyślisz że powyższe rzeczy wydarzają się każdego dnia, to możesz sobie wyobrazić jak dużo w sumie wydarza się tego w skali miesiąca albo roku.
Co więcej w podobny sposób pracuję z przedsiębiorcami i menedżerami. Kiedy czeka nas wprowadzenie jakiejś zmiany albo transformacji, zamiast umawiać się na wielki skok „cywilizacyjny” umawiam się na małe zmiany.
Kiedy ktoś chce się stać np. nowy lepszym menedżerem proponuje, abyśmy najpierw pracowali nad jego wersją 1.0 wprowadzając ją niemal od razu w życie, a potem popracujemy nad wersją 1.1, 1.2, 1,3. Kiedy zrobimy w konsekwencji dużą metamorfozę uznamy, że mamy docelową wersję menedżera 2.0.
Ta sama strategia sprawdza się przy wdrażaniu zmian w firmie, czy w działaniu procesów. Chodź może czeka nas sporo pracy staramy się tak to organizować, aby nie odczuwać presji ogromu pracy. Zaczynamy od wersji 1.0 i przez kolejne wersje dochodzimy do docelowej wersji 2.0.
Być może niektórym z Was skojarzy się to z iteracyjną pracą w metodyce Agile przy zarządzaniu projektami i będzie to skojarzenie bardzo prawidłowe. Gdybym miał to powiedzieć prostymi słowami, powiedziałbym „dąż do postępu, a nie do perfekcji”.
