Każdy z nas miewa takie chwile w życiu kiedy jest przemęczony i brakuje mu siły lub motywacji do działania. To poczucie może być na tyle przytłaczające, że odciąga nas od realizacji naszych planów i celów. Za każdym razem kiedy tego stanu doświadczam staram się pamiętać o jednej ważnej zasadzie: zrobienie mało, jest lepsze niż nie zrobienie nic.

Przełamanie bariery bezwładności – sprytna definicja sukcesu
Często doświadczając stanu przemęczenia jesteśmy świadomi, że brakuje nam zasobów na realizację działania, które mieliśmy zaplanowane. Większość ludzi w tym momencie się poddaje i rezygnuje z jakiejkolwiek aktywności w tym zadaniu. Skoro nie mogą osiągnąć sukcesu, to po co się starać.
Ja jednak proponuję przyjąć inne, moim zdaniem sprytniejsze podejście do sukcesu:
Jeżeli ma dobry okres i sporo energii – sukcesem nazwę zrealizowanie zadania na 100%.
Jeżeli mam zły okres i brakuje mi energii – sukcesem nazwę każdą aktywność w zadaniu większą niż 0%.
Dowód skuteczności metody
Świetnie obrazuje to moje codzienne wyzwanie 10 tys. kroków. Miewam takie dni, że intensywnie pracuje na etacie 8 godzin, a potem prowadzę jeszcze 3 coachingi po południu. Wszystko to zdalnie i z domu. Kiedy wybija godzina 22:00 mam na liczniku 2 tys. kroków. Boli mnie głowa i jestem zmęczony. Są małe szanse na wydreptanie dodatkowych 8 tys. do północy. Mogę więc zrobić nic zalegając w fotelu lub wyjść na chwilę z domu i przejść tyle ile dam rady dotleniając swój umysł. Nie ma presji i ciśnienia. Wychodzę z założenia, że każde dodatkowe 500 kroków będzie sukcesem. Czasami kończę dzień mając 5,5 tys. kroków, czasami 7 tys. a co najzabawniejsze nie tak rzadko bez większego wysiłku dobijam do 10 tys., bo tak fajnie zaczęło mi się spacerować.
Podobnie jest z tekstami na tego bloga. Choć ich napisanie jest w planie mojego dnia rzeczywistość czasami powoduje, że nie starcza już siły lub czasu. Co mogę wtedy zrobić, aby zrobić więcej niż nic? Mogę napisać pierwszy wstępny akapit, aby w kolejnym dniu było łatwiej mi się rozpędzić z pisaniem. Mogę choćby wymyślić i zapisać tytuł artykułu lub w ogóle wybrać tylko tematykę której ma dotyczyć. Każde z tych działań przybliży mnie o krok lub parę do realizacji zadania.
O sile skuteczności małych kroków świadczy prosta kalkulacja przy moim krokowym wyzwaniu. Załóżmy, że przyszło przemęczenie i przy 2 tys. na koniec dnia wychodziłem jeszcze tylko 5 tys. kroków. Uzbierałem ich zaledwie 7 tys. Teraz dodajmy założenie, że taki dzień zdarza mi się raz w tygodniu, a w każdym miesiącu są 4 tygodnie.
5 tys. kroków x 4 tygodnie x 12 miesięcy = 240 tys. kroków w roku
Co daje w skali roku dodatkowe 24 dni pełnych 10 tysięcznych przebiegów, których bym nie zrobił, gdybym żył według zasady: wszystko albo nic.