Rafał Markiewicz

Blog

Zaskakujące przyzwyczajenia „oryginałów”

„Oryginały” są nonkonformistami. To ludzie, którzy nie tyko mają nowe pomysły, ale i działają w oparciu o nie. Nie boją się wyróżniać i wypowiadać swoich opinii. Są kreatywni i napędzają procesy zmian w świecie. Adam Grant odkrył trzy charakterystyczne dla nich zachowania, które z pewnością wielu z Was zaskoczą.

Polecam ten 15 minutowy wykład (z tłumaczeniem na polski) wszystkim moim klientom, którzy jak 85% innych ludzi, nigdy nie wypowiedziało swoich najlepszych pomysłów i najważniejszych sugestii, bo bali się wyjść na głupków.

Rafał Markiewicz - coach - oryginalni

Scenarzysta mimo woli

Jeżeli kiedykolwiek śmiałeś się z ludzi, którzy spisywali pamiętniki lub pisali powieści, które nigdy nie ujrzą światła dziennego mam dla Ciebie niezbyt wygodną informację. Czy tego chcesz, czy nie – zostałeś scenarzystą. Dzień po dniu piszesz scenariusz swojego życia i jako jego autor bierzesz całkowitą odpowiedzialność za to jak potoczą się losy głównego bohatera.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - niezależność

Samodzielny i niezależny

W obecnej dobie rozwoju technologii i powszechnej mobilności nie możesz już tak łatwo zrzucić odpowiedzialności za swoje życie na miejsc urodzenia i środowisko, w którym się wychowywałeś. Wcześniej, jeśli ktoś urodził się w niewielkiej miejscowości był powszechnie znany i rozpoznawany . Otoczenie wiedziało wszystko o nim, jego rodzinie i krewnych. Życie toczyło się utartym torem, zawody były przekazywane z pokolenie na pokolenie, lokalna społeczność miała swoje zwyczaje i określone normy zachowań. Wystarczyło się tylko ładnie wpasować, aby spokojnie płynąć przez kolejne dni swojego życia. Być może było to nudne, ale za to łatwo przewidywalne i zapewniające wsparcie otoczenia w trudnych momentach.

Teraz jesteśmy bardziej mobilni i mamy łatwy dostęp do informacji o tym jak żyją inni. Jakich wartości i zwyczajów przestrzegają oraz jakich wyborów życiowych dokonują. Nagle dostrzegamy całe spektrum możliwości i nie zawsze mamy ochotę żyć tak jak nasi przodkowie, albo dotychczasowe otoczenie. Łatwość w przemieszczaniu przyczynia się do tego, że coraz częściej żyjemy w innych miejscach niż te, w których się urodziliśmy. Nowe miejsca i nowe grupy znajomych to możliwość tworzenia siebie od nowa i kreowania odmiennych scenariuszy na przyszłość. Nie jesteśmy już zamknięci w społecznościach, które wiedzą wszystko o nas, naszej rodzinie i dotychczasowym życiu. Pojawiając się w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, niczym w grze komputerowej dostajemy nowe życie i możemy być kimś zupełnie innym niż wcześniej.

Cena niezależności

Wizja życia tak jak chcemy, gdzie chcemy i według zasad, które sami zdefiniujemy jest upojnie uwodzicielska. Zrywamy „kajdany” zobowiązań i kulturowych obciążeń. Nie musimy już odgrywać roli napisanej nam przez innych. Czy po studiach zdecydujemy się wrócić w rodzinne strony, czy też zostaniemy nauczycielem angielskiego w Tajlandii to całkowicie nasz wybór. Tak samo jak decyzja, czy weźmiemy kredyt na dom, czy też będziemy cały czas wynajmować mieszkania pozostając mobilnymi i niezależnymi finansowo. Całkowicie w naszych rękach jest także rozstrzygnięcie, czy zachowujemy wyznanie naszych rodziców, czy też decydujemy się na inną, bardziej przemawiającą do nas religię lub ateizm. Podobnie sprawa ma się z wyborem opcji politycznych, sposobu odżywiania i kierunku rozwoju zawodowego.

Brzmi to jak bajka, ale i w bajkach często były złe charaktery lub przeciwności losu do pokonania. Wolność, którą daje nam współczesny świat często musimy opłacić brakiem wzorców postępowania i wsparcia ze strony bliskich w razie problemów. Nie możemy się już odwołać do tego co na naszym miejscu zrobiliby rodzice lub dziadkowie, bo sytuacja jest dziś diametralnie inna.  Nie otrzymamy też pomocy ze społeczności , której częścią już nie jesteśmy.  Natomiast wirtualni znajomi udzielą nam co najwyżej wirtualnego wsparcia lub zlajkują naszego posta.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - niezależność

Nieuchronność zmian

Tak jak największą tragedią dla scenarzysty jest niemoc twórcza, tak samo my, kiedy zdecydowaliśmy się na życie po swojemu, musimy uważać, aby nie zabrakło nam energii do pokonywani kolejnych wyzwań. Odwagi do mierzenia się z nieznanym i otwartości na to co nowe. Nie mogąc korzystać z gotowych rozwiązań musimy bardziej otworzyć się na naszą intuicję i odrzucić obawę przed popełnieniem błędu. Każda nasza pomyłka stanowi nowe doświadczenie i czegoś nas uczy. Życie raczej nie zwolni, świat nie stanie się prostszy, ale dzięki temu scenariusz będzie bardziej barwny. To czego potrzebujemy to wiary w siebie i zaufania do nas samych. Przyda się również jakiś wierny przyjaciel…

Life Factory - projekt

Zabawa w „a gdyby”

Sporo moich klientów, i nie tylko ich, uwielbia bawić się w zabawę „a gdyby”. Choć bywa ona wciągająca i na pozór pokazuje pozytywne scenariusze, to nie jest niczym więcej jak tylko pięknym marnowaniem czasu i bezpowrotnym trwonieniem energii.

Rafał Markiewicz - coach - a gdyby

Inaczej byłoby lepiej…

Jeżeli trafiamy w życiu na jakieś problem, trudność, czy też toczy się ono nie po naszej myśli lubimy uciekać w przeszłość i mentalnie przestawiać zwrotnice naszych wyborów, tak aby nie dotrzeć do tego miejsca, w którym obecnie się znaleźliśmy. Snujemy wyobrażenia, jak to byłoby idealnie gdybyśmy: kupili inny a nie ten samochód, wybrali inną a nie tą pracę czy uczelnię, wyjechali z kraju a nie cały czas siedzieli tu na miejscu, wybrali tego czy tamtą na współmałżonka zamiast osobnika, z którym teraz jesteśmy.

Przykładów i możliwości można mnożyć w nieskończoność. Problem jednak w tym, że to podejście jest czystą iluzją. Wierzymy w „a gdyby”, jak w jakiś talizman co to ma zawsze nam szczęście przynosić. Świetnie ujęła to w swojej książęce „Dobra pamięć, złą pamięć” Ewa Woydyłło: „Gdybanie doskonale pozoruje mądrość życiową, będąc w istocie jej zaprzeczeniem”.

 Uproszczenia „gdybania”

Nasza wiara w „a gdyby” wynika z tego, że praktycznie nigdy nie zagłębiamy się w rozpatrywanie tego nowego wyboru. Nie analizujemy jego wszystkich konsekwencji i nawet do głowy nam nie przyjdzie, że tam też coś mogłoby przebiec niepomyślnie. Zakładamy po prostu, że wszystko potoczyłoby się znacznie lepiej. Co jednak to „lepiej” oznacza najczęściej nie wnikamy.  Z góry przyjmujemy, że wybór alternatywnego rozwiązania spowodowałby, iż wszystko potoczyłoby się idealnie a my dziś mielibyśmy proste i szczęśliwe życie.

Test totolotka

Tym, którzy nie wierzą, że to tylko iluzja proponuję zawsze prosty i niedrogi eksperyment. Proszę aby kupili jeden zakład w Lotto (cena 3 zł),  tylko koniecznie chcę aby sami podali liczby a nie zrobił to za nich automat.  Proszę też, aby zabrali jeden czysty kupon lotto do domu.

Cóż prawda jest taka, że szansa na główną wygraną jest bardzo nikła, choć zawsze jest nadzieja 😉 Zanim jednak w dniu losowani sprawdzą wyniki proszę, aby założyli, że jednak szczęście im nie sprzyjało i nie wygrali. Teraz mogą niejako cofnąć się czasie i na czystym kuponie zaznaczyć te liczby, które wybraliby wiedząc, że poprzedni zestaw nie dam im wygranej.

Rafał Markiewicz - coach - lotto

Teoria „a gdyby” mówi prosto, gdybym wybrał inne liczby mógłbym wygrać i cieszyć się teraz milionami. Miałbym łatwe i przyjemne życie pozbawione kłopotów finansowych. Mógłbym rzucić pracę, zmienić mieszkania lub wyjechać na długo w jakieś piękne miejsce… No to teraz prośba, sprawdź wyniki losowania i zweryfikuj czy te liczby, które wybrałeś na drugim kuponie dałyby Ci faktycznie wygraną. Z ogromnym prawdopodobieństwem – nie.

W ten sposób poznałeś iluzję „gdybania”. Kiedy zatrzymujesz się na stwierdzeniu „inne liczby dałyby mi wygraną”, wszystko wydaje się proste i naprawdę można się poczuć z tego powodu zdołowanym i oszukanym przez los. Kiedy jednak musisz te „inne liczby” doprecyzować i je wskazać nagle wychodzi na to, że inny wybór niekoniecznie byłby lepszym a może był nawet gorszy.

Jeśli nasz eksperyment się nie powiódł i zostałeś milionerem pozostaje mi tylko pogratulować. Jeśli jednak nie, pamiętaj że gdybanie to czysta starta czasu. To tak jakbyś rozważał, co by się stało gdybyś wsiadł do poprzedniego pociągu, który już odjechał. Możesz siedzieć na peronie i gdybać, ale to nie cofnie czasu i pociągu. Zamiast tego lepiej się zastanowić jaki kolejny pociąg wybrać w obecnej sytuacji.

Shinrin-yoku, czyli kąpiel w lesie

Żyjemy w czasach nieustającego pędu i pośpiechu. Nasze otoczenie, technologia i warunki w których funkcjonujemy zmieniają się tak dynamicznie jak nigdy dotąd. Liczba informacji i wiadomości, do których mamy dostęp jest tak potężna, że czasami mamy wręcz wrażenie totalnego przytłoczenia. Nie powinny zatem dziwić dane jakie przedstawił na jednej z konferencji naukowych prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego: 28% Polaków twierdzi, że są zmęczeni, 25% wyczerpani i wykończeni, 16 % jest bardzo zdenerwowanych a 12% odczuwa smutek i zmęczenie. Co jednak zatrważające aż 41% populacji nie próbuje sobie poradzić ze stresem w zdrowy sposób, tylko rozładowuje go paląc papierosy, pijąc alkohol, objadając się i oglądając telewizję.  Efekt takich działań jest prosty do przewidzenia. Długotrwały stres odpowiednio nie odreagowany prowadzi  do depresji lub zaburzeń depresyjnych, na które cierpi ok. 25% populacji a leki antydepresyjne zażywa już milion Polaków i to coraz częściej ludzi młodych.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - las

Idź się wykąp

Wbrew pozorom, nie zapraszam was po prysznic. Proponuję raczej inną formę aktywności, która wcale nie jest forsowna a przynosi genialne wprost efekty.

W latach 80-tych XX wieku dyrektor japońskiej instytucji odpowiedzialnej za tamtejsze lasy chciał zachęcić Japończyków do częstszego ich odwiedzania i wymyślił w tym celu termin shinrin-yoku, który zwykło się tłumaczyć jako wdychanie leśnej atmosfery lub kąpiel w lesie. Z czasem przeprowadzone badania dowiodły, że to co miało być czystym marketingiem jest przy okazji świetnym sposobem na podreperowanie zszarganych nerwów. Okazało się, że 40 minutowy spacer w lesie poprawia badanym nastrój,  daje im poczucie witalności oraz obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu) we krwi. Dodatkowo, taka leśna kąpiel pomaga leczyć depresję, ułatwia głębokie zasypianie, podnosi samopoczucie, redukuje napięcie, złość i zmęczenie. Według japońskich badaczy wystarczy już 20 minutowy spacer po lesie, żeby się zrelaksować.

Kąp się, a nie wskakuj pod prysznic

W shinrin-yoku jest ważny bark pośpiechu. Jeśli wpadniemy na 20 minutowy spacer po lesie, cały czas rozmawiając przez komórkę lub słuchając ulubionej muzy na słuchawkach, efektem będzie jedynie spalenie paru kalorii, stres jednak pozostanie. Cały bajer tego rozwiązania kryje się w tym, aby w lesie, tak jak w czasie kąpieli w wannie, zanurzyć się w nim. Nie bez powodu pierwsze tłumaczenie tego japońskiego termin brzmi właśnie „wdychanie leśnej atmosfery”.

Chodzi o to, aby się wyciszyć i odbierać las wszystkimi zmysłami : wsłuchiwać się w szum liści i śpiew ptaków, dotykać kory drzew czując jej fakturę, chłonąć zapachy, które potrafią się zmieniać z każdym krokiem, odbierać strefy bardziej i mniej wilgotnego powietrza, podziwiać różnobarwność traw i poszycia leśnego a nawet wziąć do ręki garść ziemi. Mówiąc najprościej stopić się z lasem i stać się z nim jednością.

Doceń inteligencję lasu

Czasami, nam miastowym i różnej maści korpoludom funkcjonującym na co dzień w szklanych biurowcach i miejskiej dżungli, jest trudno dostrzec urzekające piękno lasu. Jeśli masz z tym problem polecam lekturę książki Petera Wohllebena „Sekretne życie drzew”. Odkryje ona bowiem przed tobą świat drzew jakiego nie znałeś.

Okazuje się, że lasy i puszcze to doskonale zorganizowane społeczności i sieci informacyjne pozostające w aktywnej interakcji między sobą. Nie wiem czy jesteś świadomy tego, że drzewa komunikują się ze sobą za pomocą dźwięków. Ich korzenie trzeszczą, a kiedy są to trzaski o częstotliwości 220 herców, inne drzewa wyraźnie na nie reagują. Kierują nawet w stronę gadającego właśnie osobnika swoje wierzchołki.  Korzenie też badają stan gleby i na podstawie tych informacji strefa wzrostu drzewa podejmuje decyzje o dalszym jego zachowaniu.  Drzewa tworzą również społeczności. Umawiają się np. czy kwitną w tym roku, czy też liczba roślinożerców w okolicy jest tak duża, że to nie ma sensu bo zjedzą wszystkie ich owoce.  Kiedy jeden z buków zostanie powalony, pozostałe buki z bezpośredniej jego okolicy podsyłają mu substancje odżywcze.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - las

Bajer zaczyna się jednak wtedy, kiedy przyjrzymy się współpracy grzybów z drzewami. Te pierwsze działają jak światłowody. Ich cienkie pasma przenikają glebę i oplatają ją siatką o trudno wyobrażalnej gęstości. Drzewa korzystają z tego rozwiązania i tą drogą właśnie przekazują sobie ogrom informacji.  Grzyby wrastają też w drzewa i świadczą sobie wzajemnie różnego rodzaju korzyści. Czasami też jak pisze Wohlleben podejmują wspólne działania w tandemie: „Jeżeli mimo wszelkiej pomocy robi się zbyt ciasno dla grzyba i drzewa, wówczas grzyb może się chwycić środków radykalnych, jak pokazuje przykład sosny wejmutki i jej partnera Laccaria bicolor, czyli lakówki dwubarwnej. Gdy braknie azotu, lakówka wydziela do gleby śmiertelną truciznę, przez co maleńkie zwierzęta w rodzaju skoczogonków umierają i uwalniają w ten sposób azot zawarty w ich ciałach. W ten sposób stają się mimo woli nawozem dla drzewa i grzyba.”

Według Petera Wohellebena tak dobrze czujemy się  w lesie bo drzewa nieustannie szepczą między sobą a my te szepty odbieramy…

Nadchodzi jesień, to czas intensywnych zmian w lasach. Wszystko zacznie mienić się nowym barwami, jesienne wiatry rozkołyszą gałęzie drzew intensyfikując szum ich liści a jesienne deszcze ożywią glebę. Tych ostatnich zresztą nie należy się obawiać. Odpowiednie ubranie i nieprzemakalna kurtka lub parasol ochronią nas przed wodą. Koniecznie idźcie w taką pogodę do lasu, bo w czasie deszczu las nie szepcze, on wtedy głośno gada 🙂

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small Ten tekst pisałem z kubkiem przepysznej czarnej herbaty z dodatkiem malin, jagód i poziomkowego aromatu Owoce leśne – poziomka.

Inspiracją do tego tekstu były dwa artykuły:
„Grasz o zdrowie? Graj w zielone?” Łukasz Długowski, Newsweek PSYCHOLOGIA 2/2016
„Ile człowieka w drzewie?” Marcin Fabjański, Coaching nr 5/2016

Life Factory - projekt

Wielki poganiacz

Większość z nas pewnie słyszała o wewnętrznym krytyku, czyli takiej części naszej osobowości, która nieustannie w naszej głowie poddaje krytyce nasze działania i nas samych. Bywa istnym dywersantem podejmowanych aktywności i planów osiągnięcia założonych celów.

Rafał Markiewicz - coach - więcej

Nie wszyscy jednak dostrzegają to, że oprócz Wewnętrznego krytyka, który nieoswojony znacząco utrudnia nam życie, często w naszej głowie grasuje niemniej uciążliwy Wielki poganiacz. To właśnie on, jeśli w porę się nie zorientujemy w jego knowaniach, zajeździ nas na śmierć.

Rób więcej, więcej i więcej

Wielki poganiacz często towarzyszy ludziom ambitnym i dążącym do realizacji określonych celów w życiu.  To on właśnie odpowiada za to, że tworzysz nierealnie długie listy zadań na dany dzień. Nie potrafisz odpoczywać i dać sobie prawa do chwili wypoczynku lub organizowanego raz na jakiś czas „dnia leniwca”. Bywa też przyczyną różnego rodzaju kontuzji i problemów zdrowotnych, bo kiedy ćwiczysz na granicy swojej fizycznej wytrzymałości lub ze zmęczenia padasz na twarz, to on właśnie jest autorem diabelskiego podszeptu, za którym idąc krzyczysz: „Ja nie dam rady, ja nie dam rady – no to patrz!”. Krzyczysz i nadwerężasz mięśnie lub stawy, albo bierzesz sobie na głowę kolejne zadanie, choć i tak od tygodni z barku czasu już nie dosypiasz.

Z kim lub z czym się ścigasz

Wielu moich klientów jest zaskoczonych, kiedy widząc ich przemęczonymi i w amoku działań, zamiast proponować dyskusję o tym jak zrobić jeszcze więcej, w pierwszej kolejności proponuję im rozmowę o tym kiedy się na moment zatrzymają, odpuszczą i odpoczną. Wbrew pozorom jest to pierwszy i podstawowy krok do tego, aby w takim stanie podnieść swoją efektywność i obiektywnie zdecydować, czy wszystko co robimy jest konieczne do wykonania w danym momencie.

„Nigdy nie myl ruchu z działaniem” Ernest Hemingway

Pytam też zawsze, o co ten wyścig i kto w nim jeszcze biegnie.  Nierzadko wychodzi na to,  że sami jesteśmy jego organizatorem, ścigamy się z sami z sobą i jeszcze występujemy w rolach ambicjonalnie niezaspokojonego trenera i surowego sędziego.

Wszystko zaczyna się niewinne od jakiegoś planu działania lub celu. Następnie hurraoptymistycznie zakładamy sobie termin jego realizacji, zapominając że w życiu zdarzają nam się nieprzewidywalne sytuacje i powinniśmy założyć na nie jakiś bufor czasowy. Oczywiście po drodze wpadają nam kolejne zadania, które nawarstwiają się z tymi dotychczas realizowanymi. Nasze listy zadań na dany dzień zaczynają trzeszczeć w szwach a na żadnej z nich i tak nie ma choćby 30 minut na odpoczynek. Co więcej, jak nam się trafi jakiś świetny dzień, gdzie obrobimy się ze wszystkim do wczesnego wieczora, to i tak nie usiądziemy odpocząć. Nasz mózg uwielbia być czymś zajęty, zatem od ręki wykreuje w naszej głowie jakieś nowe problemy lub czysto teoretyczne trudności do rozwiązania. Obudzi też Wielkiego poganiacza, który zaraz wjedzie nam na ambicje. „Jak to już wszystko zrobione? Przecież masz zadania na jutro i możesz już dzisiaj się nimi zająć”.

Kiedy natomiast mamy kiepski dzień i sporo zadań nam nie poszło Wielki poganiacz zawoła do pomocy Wewnętrznego krytyka, który nas „zjedzie” z góry do dołu za nieudolność, dokopie za fajtłapowatość i zbeszta za brak kontroli.

Kołowrotek pod tytułem „zrób więcej” lub „jak mogłeś zrobić tak mało” może się kręcić nieustannie i w nieskończoność. Do pierwszego nerwobólu, zawału lub udaru. Chyba, że sami świadomie go zatrzymamy i zapanujemy na Poganiaczem.

Wyhamuj i przejmij kontrolę

Pierwsze i zasadnicze działanie to mimo wszystko zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie, kto wyznaczył datę realizacji tego działania i skąd się wzięła właśnie taka a nie inna data. Czy nie przesuwamy jej ze względu na naszą ambicję, czy też są ku temu faktyczne i obiektywne powody.  Czy przypadkiem powtarzane wycieńczonym głosem „muszę to zrobić do końca miesiąca” nie znaczy tak de facto „chcę to zrobić do końca miesiąca”. Tak wiem, to pierwsze sformułowanie brzmi bardziej spektakularnie i dramatycznie, zarazem stawiając nas w roli „ofiary” całej sytuacji. Jednak to drugie przypomina nam, że to kwestia naszego „chciejstwa”, które przecież możemy dowolnie modyfikować a tym samym zwraca nam kontrolę nad sytuacją i uwiarygodnia nasze prawo do zmiany planowanego terminu.

„Ja zapisuję rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę. To bardzo ważne, by siebie samego nie nastawiać na dzień czy na całe życie tak ambitnie, że niepowodzenie będzie nieuniknione”  prof. Wiktor Osiatyński

Planuj też swoje działania w rytmie Zen, a w zasadzie zgodnie z radą autora książki „Zen to done”. Na początku każdego tygodnia wyznacz sobie trzy i tylko trzy (!) główne cele na dany tydzień. Następnie wyznaczaj po trzy główne cele na dany dzień. Oprócz celów głównych możesz dodać kilka dodatkowych ale o mniejszym priorytecie i wreszcie dopisać jakieś zadania do realizacji jak znajdziesz chwilę wolnego czasu. Dzień zaczynaj od tych najważniejszych i już sam fakt ich realizacji uznaj za sukces, bo zrobiłeś to co musiałeś. Resztę możesz zrobić a nie musisz a Wielki poganiacz niech się wypcha.

PS. Pamiętaj też, aby każdego dnia zaplanować jakiś odpoczynek – tylko nie zaczynaj od niego 😉

Czy wytrwałość to cnota?

Tytułowe pytanie, na pierwszy rzut oka zdaje się być pytaniem czysto retorycznym. Oczywistym jest przecież, że jeśli ktoś chce osiągnąć jakiś cel w życiu, sporcie czy pracy to musi być wytrwały w dążeniu do jego realizacji. Problem powstaje jednak w momencie kiedy wytrwałość za wszelką cenę powoduje u nas znaczne wyższe koszty, niż przewidywane zyski z realizacji celu.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - wytrwałość

Dumny bo wytrwały

Często jesteśmy dumni ze swojej wytrwałości i z ochotą opowiadamy jakie to przeszkody udało nam się już pokonać i przetrwać w drodze do celu. Opowieści te zapewniają nam podziw otoczenia i idealnie karmią nasze ego.  Bywa, że i nabijamy się z tych co nie wytrwali, odpadli i dali za wygraną. Nigdy jednak nie słyszałem doprecyzowania „komu” dali za tą wygraną. Kto w takich sytuacjach jest zwycięzcą w wymiarze osobistym tamtych ludzi – los, problem czy jeszcze coś innego?

Tak już mamy, że powtarzamy często jakieś kalki i schematy kulturowe nie zastanawiając się nad ich sensem i z tym właśnie przypadkiem mamy do czynienia w tej sytuacji. Od małego jesteśmy uczeni, że ten który się poddaje jest nieudacznikiem i tak traktujemy takich ludzi. Tymczasem wiedza o tym, w którym momencie należy zrezygnować  i odpuścić, jest bardzo ważną umiejętnością życiową, często gwarantującą sukces lub chroniącą nas przed tym, aby przeżyć dumne…,  ale nieszczęśliwe życie.

Często powtarzanym cytatem Winstona Churchilla jest „Nigdy się nie poddawaj”, gdy tymczasem w pełnej wersji brzmi on „Nigdy się nie poddawaj, chyba że to nie ma sensu”

Refleksja – roztropna siostra wytrwałości

Kiedy realizujesz cel po trupach, zaciskasz zęby i wytrwale przesz do góry bez oglądania się na swoje zdrowie, rozpadające się relacje z najbliższymi i brak zadowolenia z życia jesteś na najlepszej drodze, aby zostać samotnym zwycięzcą. Ten moment kiedy wejdziesz na szczyt i uniesiesz ręce w geście zwycięstwa z pewnością będzie cudowny. Jednak ten następny, w którym zorientujesz się, że jesteś sam, że nikt nie świętuje zwycięstwa razem z Tobą a tak właściwie to samo osiągnięcie celu nie uczyniło Cię szczęśliwszym może być bardzo dołujący. Wtedy pytanie, czy Ci co odpuścili wcześniej, faktycznie są przegranymi może boleśnie uświadomić prawdziwy obraz sytuacji.

To czego potrzebujemy w życiu, to oprócz wytrwałości również refleksja. Warto czasami się zatrzymać i zadać sobie pytania: czego chcę od życia, co ja tu robię na tym świecie i najważniejsze, czy jestem szczęśliwy tu gdzie jestem i w tym, w czym jestem. Zdarza się bowiem tak, że cel wyznaczony jakiś czas temu był naszym celem aktualnym na tamte czasy, a obecnie nie jest już zgodny z tym czego szukamy w życiu. Powstaje zatem pytanie po co go realizować?

Chciałbym, żeby każdy człowiek miał szansę kiedyś stać się sławnym i bogatym oraz żeby kupił wszystko o czym marzył – bo tylko w ten sposób zrozumie, że nie taki jest cel życia. — Jim Carrey

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - wytrwałość

Odwaga odpuszczenia

Nie jest łatwo odpuścić sobie realizację jakiegoś celu. Wbrew pozorom podjęcie takiej decyzji wymaga niejednokrotnie więcej energii i odwagi niż trwanie w dotychczasowej wytrwałości do jego realizacji. Powoduje bowiem konieczność tłumaczenia się przed rodziną, przyjaciółmi i współpracownikami. Da nam też popalić z pewnością nasze ego, które uruchomi rozszalałego wewnętrznego krytyka, który będzie nam wciskał, że skoro odpuszczamy to jesteśmy do niczego.

Tymczasem rezygnacja nie jest jakąś wstydliwą ostatecznością, a pełnoprawną możliwością spojrzenia na to co robimy i jak żyjemy z innej perspektywy. Może nie warto trwać w dotychczasowym związku, kiedy ten nas wyniszcza i wypala a jakiekolwiek uczucia i namiętność zostały lata świetlne za nami. Może nie warto na siłę trzymać się menadżerskiego stołka, skoro zarządzanie nie daje nam satysfakcji a tęsknimy za bezpośrednim kontaktem z klientem.

Niestety, wielu z nas woli wybrać to co znane choć niefajne, niż zdecydować się na diametralną zmianę w życiu i zacząć coś od nowa. Jest to jednak prosta droga do jedynie życiowej egzystencji a nie prawdziwego życia. Pojawiamy się na tym świecie na nie tak długo, zatem chyba warto lepiej wykorzystać ten czas.

Ludzie wolą popadać w depresję albo płacić za zaangażowanie  przepracowaniem, byle tylko niczego nie zostawić. Byle wszyscy myśleli: „Ten jest wytrwały, nigdy się nie podda”

Finalne ostrzeżenie

Pamiętaj jednak, aby w tym wszystkim odróżnić zmęczenie i chwile zniechęcenie trudnościami w realizacji jakiegoś celu, od samego braku satysfakcji z osiągnięcia celu. Jeśli jakiś cel jest dla Ciebie ważny i jego osiągnięcie da Ci spełnienie bądź wytrwały i walcz dzielnie pamiętając o tym, że pojawiające się trudności są najlepszy dowodem na to, że jesteś na właściwej drodze i działasz.

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small Przy pisaniu tekstu towarzyszyła mi niezwykła zielona herbata „Moc Combucha” o wyraźnym aromacie brzoskwini z dodatkiem m.in. marchewki i herbacianego grzybka Combucha

Life Factory - projekt

Niezmienność zmian

Wszystko co żyje podlega zmianom. Kiedy się temu przeciwstawiamy, to tak jakbyśmy na siłę próbowali przeżyć życie na jednym oddechu.

Rafał Markiewicz - coach - zmiana

Nieuchronność  doświadczeń

Niemal każdego dnia doświadczamy nowych sytuacji i zdarzeń. Jedne z nich uczą nas czegoś nowego, inne pokazują nam nas samych od jakiejś nowej strony, kolejne zmuszają do zmiany pewnych zachowań i poglądów. Ewoluujemy i rozwijamy się choć czasami są to na tyle małe zmiany, że ich na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy.

Kiedy jednak spojrzymy na nas samych z dłuższej perspektywy czasu, zmiany które w nas zaszły są łatwo zauważalne. Uwielbiam zresztą, te sytuacje kiedy na jednym spotkaniu towarzyskim są osoby, które znają kogoś ze szkoły średniej oraz osoby, które znają go ze studiów. Rozmawiając z nimi o dawnych czasach można odnieść wrażenie, że opowiadają o dwóch różnych osobach.  Podobnie ma się sytuacja ze spotkaniami szkolnych znajomych po wielu latach. Nagle okazuje się, że kiedyś cisi – dzisiaj są głośni, nieśmiali – śmiało zdobywają sceny i rozgłos, niezaradni – święcą triumfy i rozwijają swój firmy a niegdysiejsi prymusi, stali się nad wyraz przeciętni.

Doświadczenie życiowych tąpnięć

Są też w naszym życiu doświadczenia znaczące na tyle, że kiedy je przeżyjemy nasz świat wali się w gruzy w jednej chwili i musimy zbudować go od nowa. Często są to doświadczenia traumatyczne jak śmierć najbliższej osoby, rozwód, choroba czy utrata pracy. Jednak z równie dużą siłą potrafi na nas zadziałać to co pozytywne: nowa miłość, nowa praca, przeprowadzka do innego miasta czy choćby spora wygrana w totolotka. W takich momentach nie tylko czujemy dynamikę zmiany, ale jeszcze sami ją podkręcamy. To właśnie wtedy zwykliśmy mówić, że po danym doświadczeniu staliśmy się „nowym człowiekiem”. Akceptujemy daną zmianę i wchodzimy w nią z całym impetem i nową energią.

Pułapki wewnętrznych konfliktów

Zdarzają się również zmiany, które zachodzą skrycie gdzieś głęboko w nas, spychane przez lata na drugi plan przez racjonalny umysł. Są one najczęściej efektem wewnętrznych konfliktów i dokonanych wcześniej wyborów niezgodnych z naszym prawdziwym ja. To w takich sytuacjach nagle stateczny prawnik może przerodzić się w szalonego artystę, święcący triumfy menadżer porzucić swoją karierę i wyjechać na rok do Tybetu, a stateczny mąż odejść od żony, bo uświadomił sobie że jednak woli facetów.

Zgrzyty i turbulencje

Bez względu na przebieg zmian i ich przyczynę w początkowym okresie czeka na trochę zgrzytów i niełatwych sytuacji. Zarówno po stronie nas samych (wątpliwości, rozterki i strach przed zmianą), jak i ze strony innych. Ostatecznie nie funkcjonujemy w oderwaniu od świata. Mamy rodziny, znajomych i współpracowników. Cześć z nich nie będzie się chciała pogodzić z naszą zmianą i usilnie będzie nas nakłaniać do pozostania takimi jakimi byliśmy do tej pory. Inni odwrócą się od nas i zerwą z nami wszelkie kontakty. Będzie też część, która nas poprze i będzie wspierać w naszych przemianach.

Sytuacja zmiany, przypomina trochę sytuację przebijania się samolotu przez pasmo chmur. Czasami to proces szybki i gładki a czasami istna walka pełna zmagań i turbulencji. Niejednokrotnie, nie do końca też wiadomo co czeka nas pod ich drugiej stronie. Jakby nie było jesteśmy w tym momencie pilotem, który podjął decyzję i dzierży w swych dłoniach stery. Cześć pasażerów/znajomych może wrzeszczeć z przerażenia i wpadać w panikę, część będzie żądać abyśmy zawrócili a reszta niczym drugi pilot będzie z nami współpracować w celu jak najszybszego opuszczenia pasma chmur. W szczególnych sytuacjach może też nadejść pomoc z zewnątrz ze strony coacha, który niczym pracownik kontroli lotu pomoże nam się odnaleźć w przestrzeni, naprowadzi na tor lotu i w momencie największego strachu wypowie wspierające „wierzę w Ciebie”.

 

„Jedynym człowiekiem, który zachowywał się rozsądnie był mój krawiec. Za każdym razem, gdy mnie widział, zdejmował miarę, podczas gdy pozostali podchodzili do mnie stale ze starymi miarkami mając nadzieję, że wciąż do nich pasuję.”

George Bernard Shaw