Downshifting to modny od kilku lat termin, który w przypadku samochodu oznacza redukcję biegu, natomiast w obszarze rozwojowym, czy też życiowym odnosi się do zwolnionego stylu życia. Mówiąc inaczej downshifting to podejmowanie się mniej wymagających zobowiązań w celu utrzymania zdrowego stylu życia.

Początkowo tym terminem określano zamiany jakie wprowadzali w swoim życiu zawodowym zwolennicy tego trendu. Oznaczało to dla nich zwolnienie zawodowego tempa oraz rezygnację z pogoni za stanowiskami na rzecz pracy mniej prestiżowej i za mniejsze pieniądze, która dawała im w zamian więcej zadowolenia i wolnego czasu. Sam osobiście znam osoby z dużej korporacji, które poprosiły o zmianę stanowiska na znacznie niższe, bo nie wytrzymywały presji i odpowiedzialności na pozycji menadżera. Są wśród nich i tacy, którzy sobie z tą presją radzili na pozór bardzo dobrze, ale w trakcie wizyty u masażysty poczuli jak straszliwie jest pospinane ich ciało i ile bólu kryje się w mięśniach, którego na co dzień nie czują bo ich mózg jest zalany adrenaliną nakręcającą do działania. Znam i takich, którzy dokonali spektakularnej zmiany w podejściu do życia zawodowego po wakacjach spędzonych w małym domku na jednej z greckich wysp. Bardzo też lubię jednego menadżera, który zamienił eksponowane stanowisko dyrektora departamentu w ogromnej firmie po tym jak jego syn, któregoś dnia powiedział: „tato, ja cię prawie nie znam, bo tak rzadko bywasz w domu i to zawsze wtedy kiedy ja poszedłem już spać”. Bliski jest też mi przykład kasjerki z mojego osiedla, która pracowała w jednej z sieci sklepów spożywczych z towarami z wyższej półki. Wiecznie spięta, nadąsana i nie do końca miła. Kiedy ten sklep przejęła inna firma i pojawiło się ryzyko zwolnień zdecydowała się przejść do niewielkiego, osiedlowego kiosku w jednym z pobliskich pawilonów. Przemiana, która w niej nastąpiła jest jedną z najbardziej spektakularnych jaką znam. Choć zamiast wyszukanych produktów spożywczych sprzedaje gazety, proszki, kosmetyki i robi ksero to nigdy jej w tym miejscu nie wiedziałem spiętej, czy zdenerwowanej. Co więcej, raz dostałem nawet przyjazną burę za to, że sam stoję i szukam jakiejś gazety, zamiast o nią zapytać bo przecież od tego ta ekspedientka tu jest, aby pomagać w takich sprawach. Powiem szczerze, atmosfera w tym kiosku jest tak fajna, że aż czasami nie chce się z niego wychodzić.

Nie zawsze też w zmianie życia zawodowego chodzi o presję i eksponowane stanowisko. Czasami kluczem do zmiany jest chęć fizycznego poczucia, dotknięcia efektu swojej pracy. Siedząc w biurze przy excelowych tabelkach, dziesiątkach maili i oglądając kolejne multimedialne prezentacje nowych pomysłów przez cały czas funkcjonujemy w wirtualnym świecie. Możemy podpisywać milionowe kontrakty, podejmować decyzje, które decydują o losie dziesiątek pracowników ale w ich konsekwencji doświadczamy tylko papierowego dokumentu umowy albo elektronicznej wiadomości zawierającej w paru słowach naszą decyzję. To właśnie z tego względu coraz bardziej popularne stają się warsztaty garncarstwa, majsterkowania czy renowacji mebli. Kiedy zajmująca wysokie stanowisko Pani dyrektor zamienia wyszukany strój na dresy i przez 4 godziny papierem ściernym usuwa warstwę starego lakieru z ramy zabytkowego fotela, to może doświadczyć czegoś w jej pracy zawodowej nieosiągalnego. Mianowicie, od razu będzie mogła zobaczyć efekty swojej pracy i poczuć je bardzo dosłownie (zapach rozgrzanego drewna i lakieru, gładkość zeszlifowanej powierzchni itd.). Rzemiosło potrafi uwieść swoją magią tworzenia i wytwarzania oraz bezpośredniego obcowania z materiałem, nad którym pracujemy.
Z czasem powyższe podejście do życia zawodowego przeszło też na życie prywatne, w którym najczęściej oznacza przeciwstawienie się modnemu obecnie konsumpcjonizmowi. Przejawia się to w niekupowaniu tego czego nie potrzebujemy i generalnie prostszym życiu. Zaoszczędzone w ten sposób czas i środki finansowe mogą zostać przeznaczone na to co jest dla nas naprawdę ważne i co sprawia nam autentyczną przyjemność. Zamiast pędzić w weekend do centrum handlowego na kompulsywne zakupy i zapełnianie i tak już przepełnionych szaf, możemy usiąść w domu z kubkiem pysznej herbaty i w skupieniu pokolorować kolorowanki dla dorosłych. Jest ich obecnie pełno w księgarniach i choć na pierwszy rzut oka ta propozycja brzmi dziecinnie, to kiedy zaczniemy takie kolorowanie nasz umysł się uspokoi, wyciszy a my odczujemy satysfakcję z naszej pracy. Możemy przestać oglądać telewizję i dzięki temu zyskać czas na zabawę z dziećmi, ulubionym zwierzakiem albo odgruzowanie naszego mieszkania ze starych i niepotrzebnych dokumentów, gazet i ubrań. Możemy też wolny czas poświęcić na wyszukiwanie tanich biletów i organizować co weekend wypady w nieznane, albo znane i lubiane. Równie interesującą alternatywą może być oddanie się fotografii, pisaniu bloga czy wolontariatowi w organizacjach społecznych, które realizują ważne dla nas cele. Możliwości w tym obszarze są praktycznie nieograniczone, tak samo jak w poszukiwaniu oszczędności. Moja dobra znajoma kilka dni temu kupiła od zawodowego grafika używany zestaw z komputerem stacjonarny, na którym teraz szaleje z obróbką zdjęć . Kosztował ją ¼ ceny, jaką musiałaby dać za nowy laptop o takich parametrach. Ma swojego starego laptopa do innych spraw, a tutaj wystarczyło żeby się mentalnie przestawiła i zaakceptowała fakt zestawu stacjonarnego oszczędzając dzięki temu pieniądze i zyskując dodatkowo sporej wielkości monitor.

Ekstremalni downshifting’owcy mają tylko po 3 koszulki i równie niewiele pozostałych ubrań. Do tego dochodzi kilka elektronicznych urządzeń do kontaktu ze światem i jeszcze parę drobiazgów, tak aby wszystko zmieściło się w walizce. Dodać jeszcze należy rower do przemieszczania, bo po co płacić za samochód albo komunikację miejską. Na koniec niewysoka pensja, tak aby łatwo było zmienić pracę i przenieść się do innego miasta, czy kraju. Książek nie mają bo korzystają z bibliotek lub internetu, mieszkań nie kupują bo wolą wynajmować i to najczęściej z kimś na spółkę. Główna zasada im mniej rzeczy materialnych i zobowiązań, tym większa wolność i swoboda wyboru tego co się w życiu robi.
Czy to droga dla wszystkich – zdecydowanie nie! Niemniej pokazuje ona jedno z możliwych podejść. Może Cię zainspirować do jakiś zmian, albo chociażby skłonić do zastanowienia nad tym co jest naprawdę dla Ciebie ważne. Co więcej chcę Ci odrobinę w tym pomóc:
Znajdź chwilę spokojnego czasu w domu i przyjrzyj się uważnie i świadomie wszystkiemu co Cię otacza. Poszczególnym szafom, półkom, wyposażeniu kuchni, ilości kosmetyków w łazience itd.. Miej przy sobie notes i zapisuj dwie listy. Czego możesz się pozbyć już teraz oraz z czego możesz zrezygnować na przyszłość, gdy skończy się to co masz (np. wyrąbana w kosmos ultra relaksująca i dotleniająca sól do kąpieli).
Kiedy skończysz usiądź i zastanów się teraz jakie niezbędne rzeczy byś kupił, gdyby Twoje mieszkanie doszczętnie spłonęło z całym Twoim dobytkiem (nic się nie uratowało) a Ty miałbyś do dyspozycji jedynie 10 tys. PLN
Jak skończysz porównaj dwie pierwsze listy z tą zrobioną ostatnio. Jakie wnioski Ci się nasuwają? Co sądzisz o rzeczach, które masz teraz lub kupujesz je regularnie a nie ma ich na żadnej z list?
przy pisaniu tego artykułu towarzyszyło mi drugie parzenie pysznej zielonej herbaty Gunpowder Temple Of Heaven
