Rafał Markiewicz

Blog

Wygraj maraton – odpowiedz świadomie na koronowirusa

W 2008 roku kiedy kryzys finansowy zmiótł wielu prezesów z ich prestiżowych i dobrze płatnych stanowisk, znaleźli się oni w zupełnie nowej sytuacji. Utrata wpływu, odcięcie od stałych i bezpiecznych dochodów, nadmiar wolnego czasu i brak pomysłu na siebie wywołały u nich potężny stres i stanowiły dla nich ogromne wyzwanie.

Po chwilowym zagubieniu i dezorientacji wielu z nich rozpoczęło intensywne przygotowania do maratonu. Skąd nagle u nich takie zainteresowanie sportem, a szczególnie maratonami?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - cel, kontrola, koronawirus
Photo by Dillon Shook on Unsplash

Odpowiedzią jest cel i kontrola nad sytuacją.

Kontrola, którą dopiero co utracili i której odzyskanie w takim wymiarze jak wcześniej było w krótkim czasie niemożliwe. Postawili więc na cel, który stanowił dla nich wyzwanie. Zarazem jednak dawał możliwość określenie punktu startu i następnie postępu w zakresie wytrzymałości i sprawności organizmu.

Mogli to uzyskać tylko dzięki odpowiednio zaplanowanym i regularnym treningom. Regularność wprowadziła do ich życia rutynę i przewidywalność. Dały im one poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Postępy w treningach pozwalały natomiast odzyskać poczucie wpływ i sprawczości.

Nie można też nie docenić celu samego w sobie. Zazwyczaj budzimy się co dnia, do końca nie zastanawiając się nawet po co. Po otwarciu oczu wdrażamy rutynowy program wyjścia do pracy. Kolejność wszystkiego mamy ułożoną. Wyścig z czasem pozbawia nas przestrzeni na refleksję nad życiem. Potrafimy wybiec z domu nie do końca mając świadomość jaka jest pogoda na zewnątrz i jaki mam dzień.

Kiedy zabrać ludziom pracę wielu z nich ma problem z odpowiedzią na pytanie „po co wstaję”. Mieli go również wspomniani menedżerowie. Jednak tylko do momentu, kiedy w ich życiu pojawił się nowy cel: „maraton”. Potem już budzili się co dnia, choćby po to aby zrealizować zaplanowany trening.

Ręczny hamulec na pełnym gazie

Ten, kto próbował tej techniki ten wie co się dzieje. Pisk opon, dym z hamulców, gwałtowne napięcie pasów bezpieczeństwa z powodu przeciążenia, walka o utrzymanie kontroli nad torem jazdy i wreszcie zatrzymanie, któremu towarzyszy lekka dezorientacja.

Tak samo dzieje się z nami, gdy nagle w biegu życia, ktoś inny odpalił nam katapultę z dotychczasowego rutynowego biegu dnia. Na dziś, tym wyzwalaczem jest koronawirus.

Ostatnie dni to była walka o utrzymanie kontroli nad torem jazdy. Zabezpieczanie zapasów jedzenia i reorganizacja życia by zorganizować opiekę nad dziećmi, które nie poszły do szkół. Jednocześnie w naszych firmach zachodziły bardzo dynamiczne zmiany w procesach i działaniach. Przygotowania do pracy zdalnej w trybie alarmowym, zabezpieczenie ciągłości działania firmy i ustalenie nowych zasad organizacji pracy. Wreszcie ogłoszenie przez premiera stanu zagrożenia epidemicznego.

Wyhamowaliśmy i teraz nieco zdezorientowani próbujemy się odnaleźć. Część z nas w ogóle w najbliższych dniach nie pójdzie do pracy. Cześć musi pokonać bariery technologiczne i zwyczajowe, aby przystosować się do pracy zdalnej. Inni jeszcze muszą działać tak jakby nic się nie stało i chodzić do pracy pomimo, że wielu z ich znajomych zostaje w domach. Firmy muszą zweryfikować stan swojej organizacji i rozwiązać problemy, które pojawiły się w tym zakresie. Wszyscy bierzemy przysłowiowe „trzy głębokie oddechy” i pomału próbujemy działać.

W sytuacjach kryzysowych wygrywają ci, którzy nie poddają się pesymizmowi, którzy są w stanie dopuścić stratę, ale jednocześnie skupiają się na tym, na co mają wpływ.

Ewa Chalimoniuk, certyfikowana psychoterapeutka PTP.
Specjalizuje się w pracy z osobami po stracie i z doświadczeniem traumy.

Zagubcie się, a potem wyznaczcie cel

W głowach wielu z nas może się dziś odpalić program autokrytyki. Jak mogłem tego nie przewidzieć, jak mogłem o tym zapomnieć. Jest mi wstyd, bo nie wiem jak sobie z czymś teraz poradzić. Jestem słaby, bo czuje się zagubiony. Jestem… Stop!

Skoro tu dotarłeś jest już za późno. Już wysłałem Ci dobre wibracje i zwalniam Cię z obowiązku bycia wszechwiedzącym i doskonałym. Daję Ci prawo zagubienia i odpoczynku.

Zatrzymaj się, poobijaj i zregeneruj siły. Przez ten czas świat się nie zawali.

Następnie działaj w tych obszarach, na które masz realny wpływ i wyznacz sobie cele, w których postęp możesz kontrolować. Poniżej kilka przykładów, z których możesz skorzystać:

  • W pracy zdalnej będę w minimum 90% tak samo wydajny jak w pracy na miejscu.
  • Uporządkuję mój dom – wreszcie porządnie go odkurzę i pozbędę się co najmniej 30 zbędnych rzeczy.
  • Uporządkuję komputer – usuwając zbędne pliki, porządkując je i stworzę kopię bezpieczeństwa.
  • Odkopię się ze wszystkich swoich zaległości – zrobię ich listę i każdego dnia pozbędę jednej z nich.
  • Nauczę się czegoś nowego – kursów on-line dziś całe mnóstwo, tak samo jak szkół językowych.

Jaki możesz mieć cel? Np. taki, że po całej tej historii z koronawirusem będziesz inną, lepszą wersją siebie. Firma natomiast może się przygotować do tego, że kiedy obecna sytuacja się skończy będzie gotowa do sprawnego i dynamicznego powrotu na rynek. Być może ten czas, to dla niej też świetny moment na uporządkowanie wielu kwestii lub wdrożenie jakiejś transformacji.


Jeśli potrzebujesz motywacji do zmiany. Szukasz sposobu jak do niej podejść, albo jak dobrze wyznaczyć cel – to przejrzyj mojego bloga. Znajdziesz tu ponad 260 wpisów, dostępnych 24 godziny na dobę i bez żadnych ograniczeń w dostępie.

Rezyliencja – antykruchość zamiast kulodporności

Nieczęsto wskakuję na scenę, a już szczególnie w Trójmieście. Lubię to, ale mam ograniczony czas i muszę go dzielić między różnymi aktywnościami w moim życiu.

Tym razem jednak wybrałem tak ciekawy temat wystąpienia, że wyrywam się z objęć indywidualnych spotkań z moimi klientami i środowy wieczór 25 marca przeznaczam na spotkanie w szerszym gronie.

Zapraszam serdecznie, będzie się działo… Szczegóły poniżej ⬇️⬇️⬇️

Rezyliencja - antykruchość zamiast kulodporności

Balans, rytm i integralność – wybierz, dopasuj, zintegruj

W dzisiejszych czasach termin „work life-balance” robi prawdziwą furorę zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców. Można go też znaleźć w wielu ogłoszeniach rekrutacyjnych, w których pełni rolę „wabika” i gwarancji, że praca w danym miejscu będzie dla przyszłego pracownika przyjemnym doświadczeniem.

Gdyby się jednak dokładniej przyjrzeć rozumieniu tego termin przez pracowników i pracodawców, to można się doszukać wielu rozbieżności. Pomijając już fakt, że i sami pracodawcy miewają różne koncepcje na realizację tego balansu w życiu zatrudnionych. Tak więc pracując w dwóch różnych firmach, w ramach „work life-balance” możemy zetknąć się z zupełnie innymi udogodnieniami i ograniczeniami.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - balans, rytm, integralność
Image by algedroid from Pixabay

Work-life balance to ściema

Termin, na który z lubością powołuje się dziś wielu z nas, tak naprawdę pojawił się już na przełomie lat 70-tych i 80-tych ubiegłego wieku. Był to czas, w którym nikt jeszcze nie brał pod uwagę powszechnego dostępu do internetu. Nie wspominając już o jego mobilności i mieszczących się w dłoni urządzeniach o możliwości komputerów, które wtedy były wielkości szafy.

Dziś życie prywatne przenika się z zawodowym. Będąc w pracy jesteśmy w stałym kontakcie z rodziną, a szczególnie dziećmi. Siedząc w pracy załatwiamy w elektronicznych biurach różne prywatne sprawy lub składamy zamówienia w sklepach internetowych.

Podobnie jest w drugą stronę. Często niby po pracy, a wciąż podpięci do firmowej sieci na swoich smartfonach czy firmowych laptopach. Wielu z nas kojarzy maile z podpisem np. „Wysłano z Samsung” trafiające na nasze skrzynki pocztowe w godzinach wieczornych lub w dni wolne od pracy.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze home office. Będący kwintesencją pracowo-prywatnego miksu. Niby siedzimy w domu, pośród prywatnych szpargałów, a tak naprawdę znajdujemy się w wirtualnym biurze na odległość. Zresztą biuro w domu to nie jedyny wariant, bo może też być w naszej ulubionej kawiarni, bibliotece, na ławce w parku czy też na plaży.

Dziś nikomu tak de facto nie zależy na tym rozdziale obszaru zawodowego od prywatnego. Gdyby taki nastał i przez 8 godzin w pracy nie mielibyśmy dostępu do Social Mediów, kontaktu z rodziną i znajomymi dla wielu osób były to poważny problem i dyskomfort.

Work-life rhythm lepszy od iluzorycznego balansu

W tej koncepcji nie szukamy równowagi między czasem przeznaczonym na pracę i życie prywatne. Tutaj szukamy raczej swojego rytmu działania. Jest bowiem wiele osób, które kiedy coś zaczynają to chcą to za wszelką cenę skończyć, a nie przerywać w połowie. Szczególnie kiedy przy jakimś działaniu osiągają stan flow i na tej energii generują super efektywne pomysły i rozwiązania.

Nasz dynamiczny świat, a co za tym idzie i dynamiczne życie, nie dają się zamykać w częściach dnia z etykietkami: praca, życie prywatne i sen. Bywają takie dni, kiedy jeden obszar musi zdominować pozostałe. Czasami nie jest to też konieczność, ale i nasza ochota.

W takich sytuacjach z pomocą przychodzi nam właśnie work-life rhythm. Mówi on „olej balans”, ale pamiętaj o odpowiednim poziomie energii. Oznacza to, że po okresie intensywnych działań powinien nadejść czas odpoczynku i regeneracji. Tymczasem dziś wielu z nas o tym aspekcie zupełnie zapomina.

To podejście uczy nas, aby nie wchodzić z jednego projektu w drugi, aby nie zaczynać kolejnego szkolenia po innym dopiero co zakończonym. Potrzebujemy chwili przerwy, zastopowania i odbudowania zasobów.

To czas na refleksję, wyciąganie wniosków z tego czego doświadczyliśmy i wdrażanie w życie tego czego się nauczyliśmy. To też czas na pytanie, czy droga którą idziemy jest dalej naszą drogą, czy też nadszedł czas na zmianę kierunku.

Work-life integrity nade wszystko

Życiowy balans, czy równowaga tracą na znaczeniu, kiedy w naszym życiu nie ma spójności. Jeżeli nasze działania lub praca nie są integralne z naszym system wartości, z naszymi przekonaniami lub tym do czego jesteśmy powołani w życiu to mamy poważny problem.

Przypomina to dociskanie gazu w samochodzie z zaciągnięty ręcznym hamulcem, który dodatkowo jedzie na kwadratowych kołach. Wszystko się telepie, przegrzewa i iskrzy, a my choć wkładamy w to energię nie posuwamy się za szybko do przodu. Problem polega na tym, że widząc ten opis mówimy, że to zupełnie bez sensu. Kiedy jednak tak postępujemy w realnym życiu, ciężko nam to zauważyć.

Tym ciężej, że często nawet nie zastanowiliśmy się co tak naprawdę jest dla nas ważne. Jakie mamy wartości. Kim chcemy być i po co budzimy się co dnia. Wie to jednak nasza wewnętrzna intuicja. To dzięki niej czujemy wewnętrznie, że coś jest nie tak. Czujemy, że zatrzasnęliśmy się w jakiejś klatce. Ugrzęźliśmy w pewnej sytuacji lub przytłacza nas wiele spraw czy aspektów życia, których nie chcemy.

Co najczęściej wtedy robimy? Zaczynamy narzekać i utyskiwać na nasz los. Opowiadamy jakie mamy ciężkie i przechlapane życie. Bywa i tak, że obwołujemy się nieformalnymi „cierpiętnikami” za rodzinę, bliskich czy co tam innego nam fantazja przyniesie. Wszystko to tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę innych i usprawiedliwić brak swojego działania.

Działanie, czy też trwanie w wewnętrznym konflikcie wyczerpuje nas i rozładowuje życiowe baterie. Niejednokrotnie odbiera nam pewność siebie i kradnie radość życia.

Decyzja o zmianie nie zawsze jest łatwa. Sama zmiana, też nie często bywa komfortowa, bo dotyczy ważnych dla nas aspektów życia, takich jak np. praca, związek, czy długoletnia relacja. Ci, którzy na to się jednak zdecydują i zbudują integralność w swoim życiu praktycznie zawsze mówią, że było warto. Człowiek po takiej zmianie nabiera nowej energii, zmienia się postawa jego ciała, a niejednokrotnie młodnieje jego twarz.

Wiem o tym, bo często pracuję z klientami w zmianie. Czasami pomagam się do niej przygotować, a czasami w niej wytrwać. Niejednokrotnie pomagam też zyskać świadomość samego siebie i tego co tak naprawdę jest dla danej osoby ważne.

 

Życzę więc wszystkim integralności i równowagi, a roli balansu bym nie przeceniał. Tym bardziej, że jest po prostu nudny i w nadmiarze może nas usypiać i pozbawiać kreatywności.

Jak to z szefem bywa? – oczekiwania i ich konsekwencje

Pamiętam jak zastanawiałem się na wyborem lekarza pierwszego kontaktu. Po przeczytaniu sporej liczby opinii zdecydowałem się na zachwalaną lekarkę, która miała zawsze całkowicie angażować się w problem pacjenta i poświęcać mu tyle czasu ile trzeba. Zamiast kończyć wizytę po standardowych 15 minutach.

Kiedy przyszedłem na wizytę i siadłem w poczekalni wywiązała się rozmowa z jedną pacjentek. Zagadnąłem o jej opinię o lekarce, wspominając o jej rzekomym zaangażowaniu w sprawy pacjenta. Kobieta potwierdziła i zadeklarowała, że między innymi z tego powodu chodzi właśnie do niej.

Niemniej jednak chwilę później, kiedy 15 minut po planowanej godzinie wizyty nadal siedziała w poczekalni zaczęła się niecierpliwić i komentować całą sprawę między innym pytając na głos „Ile czasu można siedzieć u lekarza?”. Weszła spóźniona 20 minut, a sama spędziła w gabinecie minut 30 zamiast standardowych 15.

Ja wszedłem na wizytę 45 minut po planowanej godzinie, ale wcale nie byłem zdenerwowany lub zniecierpliwiony.  Byłem świadomy, że zaangażowanie lekarki w sprawy pacjentów, z pewnością będzie miało konsekwencje w opóźnieniach planowanych wizyt i nie było to dla mnie zaskoczeniem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szef - relacje
Photo by Hunters Race on Unsplash

Kiedy rozmawiam z ludźmi o ich pracy i relacjach z przełożonymi dość często zauważam u nich syndrom opisanej wyżej pacjentki. Chcą, aby ich szefowie byli jacyś, ale nie są już zadowoleni jeśli ta oczekiwana cecha rzutuje również na nich samych.

Mój szef to twardy gracz – załatwia wszystko co potrzebujemy i nie daje naszemu działowi wcisnąć dodatkowej roboty

To miło być pod szefem, który wygrywa wszystkie międzybiurowe potyczki. Potrafi dla nas wywalczyć wszystko czego potrzebujemy i stawia do pionu szefów innych działów. Jest odważny, bezpardonowo dąży do założonych celów i lubi dominować. Dzięki temu nasz dział ma jedną z silniejszych pozycji w firmie.

Skoro Twój szef ma naturę drapieżnika i potrzebę dominacji to jakiej relacji możesz się z nim spodziewać? Można naprawdę się zdziwić ile osób w takiej sytuacji oczekuje, że szef będzie miły, troskliwy i skory do ustępstw na rzecz pracownika.

Nie łudźmy się, drapieżnik nigdy nie stanie się miłym barankiem. Dodatkowo jeśli utrudnisz mu osiągnięcie założonego celu możesz spodziewać się tak samo ostrej reakcji z jego strony, jak w stosunku do pozostałych.

Mój szef dba o ludzi i dobrą atmosferę – jest otwarty, elastyczny na nasze sprawy i nigdy nie wybucha.

Faktycznie praca z takim szefem bywa bardzo pozytywnym doświadczeniem nieobarczonym zbytnim stresem. Potrafi on zaopiekować się pracownikiem, zmotywować go i ma sporo cierpliwości, aby wszystko wyjaśnić. Stara się unikać konfliktów i często dla „świętego” spokoju godzi się na różne ustępstwa.

Miękki i spokojny szef podobnie będzie się zachowywał w relacjach z innym działami i szefostwem. Przez co dla „świętego” spokoju może wziąć więcej zadań na swój dział lub dość łatwo ustępować w konfliktowych sytuacjach z innymi biurami. Będzie też raczej przeciwny, aby jego pracownicy stanowczo przeciwstawiali się działaniom pracowników innych działów.

Oczekiwanie, że taki szef będzie cały czas ostro walczył z innymi działami broniąc naszego interesu jest naiwnością.  

Mój szef to zaradny i skuteczny kombinator – załatwi wszystko i zagada z kim trzeba, omijając procedury i obchodząc sztywniackie zasady.

Pracując z tak skutecznym i przebojowym szefem można czerpać różnego rodzaju profity i być pewnym, że nasz dział będzie zawsze na pierwszym miejscu w wyścigu o rożne dobra i najlepsze miejsca. Kiedy będę miał problem mój szef zawsze mi pomoże dzięki swoim układom i relacjom.

Minusem jest to, że najczęściej ten luz, brak ustalonych zasad i działania ad hoc przekładają się też na wewnętrzną pracę działu. Możesz być często zaskakiwany różnymi sprawami do załatwienia na wczoraj. Usłyszeć, że: „Jak to się nie da? Idź pogadaj i załatw”. Na pięć minut przed wyjściem do domu dostać od szefa zadanie, które według niego zajmie Ci tylko 3 minuty, a w rzeczywistości minut 30 lub więcej.

Często cechą tych szefów jest to, że w sytuacji kryzysowej trzeba robić dużo i szybko, choć nie są to działania przemyślane i czasami się dublują. Wszystko dlatego, że tym szefom aktywne działania daje iluzję kontroli nad sytuacją.

Kolejne przykłady można mnożyć. Tymczasem to co trzeba pamiętać to fakt, że:

  • życie nie jest tylko czarne lub białe, ale najczęściej jest miksem tych dwóch kolorów lub większej ich liczby;
  • „idealny szef” to mityczny stwór podobnie jak Yeti i jako taki nie istnieje;
  • nie warto żyć iluzjami na temat tego jaki ten szef mógłby być – jest jaki jest i albo się dostosowujesz, albo go zmieniasz zamiast siedzieć i narzekać;
  • jeśli dany szef Ci nie pasuje nie musisz koniecznie zmieniać firmy, czasami odrobina wysiłku i awans pod skrzydła innego menedżera są lepszym wyjściem.

Drzewo życia, czyli o znaczeniu samoświadomości

Często kiedy pracuje z klientami, którzy chcą wprowadzić zmiany w swoim życiu – czy to prywatnym, czy zawodowym  – zaczynam od zaznajomienia się z ich obecną sytuacją. Niemniej ważne jednak jest również zorientowanie się w tym, na ile są samoświadomi.

W biegu życia, nierzadko brakuje nam czasu na zatrzymanie się i zastanowienie nad samym sobą. Zmieniamy się więc i rozpoczynamy nowe aktywności lub działania, nie będąc do końca świadomymi, czy są one faktycznie zgodne z nami.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - drzewo życia - samoświadomość
Photo by David Goldsbury on Unsplash

Często kiedy rozmawiam o życiu i przyszłości, zauważam że lubimy pomijać nasze dotychczasowe doświadczenia, przekonania oraz zasoby jakimi dysponujemy. Mówimy tylko „jacy” chcemy być, choć chyba częściej „jak kto” chcemy być lub „jak kto” chcemy się zmienić. Ta sytuacja powoduje, że popełniamy poważny błąd. Wtedy zazwyczaj opowiadam o „drzewie życia”…

Korona drzewa – czyli chcę się tak fajnie rozwinąć

W zmianę nierzadko wchodzimy na pełnym biegu i bez chwili głębszej refleksji. Bywa, że kieruje nami chwilowa ekscytacja, a bywa i tak, że tak po prostu potoczyło się nasze życie.

W pierwszym przypadku, często nie przemyślimy dokładnie konsekwencji danego działania. Nie rozważymy tego, czy skoro podobna zmiana służy innym ludziom, to czy będzie służyć również nam. W drugim przypadku, idziemy na łatwiznę i wybieramy lenistwo. Jest jak jest, więc po co się zastanawiać czy może być inaczej. Jeszcze byśmy się zmęczyli lub doszli do wniosku, że musimy się zaangażować i wziąć odpowiedzialność.

Rozwój odpowiada zielonej koronie drzewa. To ona wzrasta i się rozwija. Może być smukła i wysoka, a może być też płaska, ale za to rozłożysta. Może walczyć o dostęp do światła wybijając się spomiędzy innych drzew, a może też pochłaniać całe światło, tak aby u podnóża drzewa nie miała szansy wzrosnąć konkurencja. Może być wielka i rozrośnięta, albo skupiona i niezbyt duża.

Często odruchowo wybieramy wariant wielki i rozrośnięty. Zapominając, że pień musi go udźwignąć, a korzenie dostarczyć wystarczająco dużo wody i odpowiednio zakotwiczyć całą konstrukcję w ziemi. W lesie można spotkać sporo drzew, które też o tym zapomniały: uschnięte, złamane w połowie lub leżące na boku ze sterczącymi korzeniami, które były płytko zakorzenione w niestabilnej glebie.

Korzenie – to co mnie karmi i daje podstawę

Ziarno nie ma za dużo do powiedzenia odnośnie tego, gdzie i na jaką glebę padnie. Podobnie jest z nami. Wzrastamy w miejscu, środowisku i kulturze w jakich przyszło nam dorastać. To często w początkach naszego życia kształtują się nasze przekonania, wartości, wzorce społeczne (lub antywzorce) oraz poczucie własnej wartości.

Środowisko, czyli nasza gleba – daje nam solidne oparcie i pozwala się dobrze zakorzenić, albo utrudnia rozwój korzeni bądź pozbawia nas stabilności, bo rośniemy na niezbyt zwartym gruncie. To w glebie są też zewnętrzne zasoby, z których korzystamy przy naszym rozwoju. Czasami trafiamy na żyzną i nawodnioną glebę. Bywa i tak, że trafi nam się nieużytek, praktycznie pozbawiony wody i musimy liczyć tylko na deszczówkę.

Doskonałe środowisko za młodu daje świetny potencjał do wzrostu, ale zarazem nie uczy radzenia sobie z wyzwaniami i racjonalnego zarządzania dostępnymi zasobami. Niełatwe środowisko, nie pozwala na intensywny rozwój, ale uczy hartu ducha, umiejętności przetrwania oraz racjonalnego podejścia do zasobów, które są dostępne.

To tu powinniśmy szukać tej głębszej prawdy o nas. To tu możemy zrozumieć czemu jedne sprawy nas fascynują i pociągają, a inne powodują opór. Często reagujemy na to co w nas zakorzenione, nie będąc do końca świadomymi tego wpływu.

Pień – kolekcja doświadczeń i nośnik historii naszego życia.

Pień stanowi nasz kręgosłup, który dźwiga cały ciężar drzewa. Przyglądając się mu możemy zobaczyć historię zapisaną na jego korze. Blizny, rozpęknięcia z których sączy się żywica, a czasami głębokie czarne dziuple.

To w jakim otoczeniu i atmosferze wzrastaliśmy ma też wpływ na to jaką mamy korę. Cienką i gładką niczym strój lekkoatlety, który przywiera do ciała i pozwala szybko się przemieszczać. Czy też grubą i pełną bruzd niczym ciężka zbroja, która chroni nas przed tym co na zewnątrz.

Zostaje jeszcze „żywe drzewo” wewnątrz pnia. To na ile jest ono zwarte wpływa na wytrzymałość drzewa, ale jednocześnie ogranicza jego elastyczność. Jedna ze skandynawskich firm meblowych chwali się, że jej meble są bardzo wytrzymałe. Powstają bowiem z drzew, które rosną w zimnym klimacie. Przez to ich wzrost jest wolniejszy, a w drewnie nie tworzą się puste przestrzenie wypełnione powietrzem. Drewno tych samych drzew rosnących w Afryce niby jest takie samo, ale tam wzrost jest bardzo szybki a drewno już nie tak zwarte i wytrzymałe.

To często pień decyduje jak intensywnie możemy się rozwijać. Ponieważ to w nim drzemie odporność na stres, na dyskomfort i wyzwania, ale również na różnego rodzaju fizyczne przeciążenia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - Drzewo życia - samoświadomość 1

Spójrz na drzewo – czyli najpierw świadomość, potem zmiana

Drzewo to uproszczona metafora nas samych i naszego życia. Kiedy pracuje z klientami koncentrujemy się nie tylko na samym drzewie, ale i na jego otoczeniu. Na tym co je wzmacnia i co je osłabia. Na tym jaka jest kondycja drzewa na ten moment, bo czasami jeśli nie jest najlepsza, zaburza jasność widzenia i podkopuje wiarę w siebie.

Sam proces odkrywania samego siebie. Definiowania swoich 3 najważniejszych wartości. Tego co dla nas oznaczają sformułowania: szczęście, sukces, spełnienie czy wartościowy człowiek dla wielu moich klientów jest fascynującą przygodą. Jednak nie o samą przygodę tu chodzi.

Dopiero po takiej pracy zaczynam z klientem pracować nad zmianą i rozwojem. Gdyż jego duża samoświadomość daje gwarancję, że zmiana ta będzie świadoma. Że nie będzie to krok na oślep w nieznane i nieprzemyślne.

Prze_myślnik #43 – odwaga bycia szczęśliwym

Ludzie szczęśliwi często są wyrzutem sumienia, dla tych nieszczęśliwych. Udowadniają bowiem, że poczucie szczęścia jest w zasięgu każdego zwykłego człowieka. Tym samym pozbawiając nieszczęśliwców argumentu, że szczęśliwość to stan niemal magiczny dostępny tylko dla wybranych.

Ludzie szczęśliwi, to ci którzy zdecydowali, że chcą takimi być. Ci, którzy nie uzależniają swojego szczęścia od warunków zewnętrznych lub innych osób. Ci, którzy odnaleźli wewnętrzną siłę do cieszenia tym co mają i doceniania rzeczy małych i codziennych.

Żyją bez zachłanności na dary losu i bez formułowania oczekiwań wobec Świata. Dzięki temu nie odczuwają poczucia starty i żalu niespełnienia. Natomiast całą swoją energię kierują na codzienne i odpowiedzialne kreowanie swojego życia w zgodzie ze sobą. Mają też na tyle odwagi, aby ze swojego życia i otoczenia usuwać to i tych, którzy im nie służą.

Decyzja o byciu szczęśliwym to często akt odwagi, bo niejednokrotnie jest ona okupiona ceną jaką przyjdzie nam za to zapłacić. Bywa bowiem i tak, że nasze otoczenie nie lubi zbyt dużo szczęśliwości w swojej bezpośredniej bliskości. Bo przez konfrontacje z nim uświadamia sobie swój obecny stan i zrobi wszystko, aby innym było tak samo niefajnie jak im.

Jedna z moich klientek, która podjęła decyzję o odejściu z pracy, w której panowały warunki zbliżone do mobbingu spotkała się z agresją ze strony niektórych swoich koleżanek. Bo przy niej nie można było już tylko narzekać na zawodowe życie i bezsilnie powtarzać „no ale co my możemy zrobić”. Ona stanowiła żywy przykład odpowiedzi na to pytanie.

Jeden z moich klientów, który zdecydował się powiedzieć o swoim gejostwie rodzinie i bliskim stracił swoją najbliższą przyjaciółkę. Przyczyną był fakt, że utraciła ona w tym momencie status „szczególnej osoby” w jego życiu. Powierniczki jego tajemnic.

Ludzie szczęśliwi, to ludzie odważni i jestem pełen wdzięczności za to, że tak często mogę z nimi pracować, a czasami nawet pomagać im to szczęście odkrywać.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odwaga bycia szczęśliwym

„Trzymam swoją stronę” – mantra wewnętrznej przyjaźni

Mam takie ćwiczenie, w którym proszę klientów o określenie na ile są usatysfakcjonowani z różnych obszarów swojego życia. Jak do tej pory, nikt nigdy nie ocenił wszystkich na maksymalną ocenę. Co więcej prawie nikt, żadnemu z obszarów w swoim życiu nie daje maksa.

Znamienne jest jednak to, że nierzadko kiedy omawiamy każdy z nich, moi klienci postanawiają w niektórych przypadkach podnieść swoją wcześniejszą ocenę. Najczęściej słyszę wtedy od nich „bo wiesz, ja zawsze oceniam siebie surowo”. Najsmutniejsze w tym nie jest to, że tak robią, ale to, że mówią o tym z pewnego rodzaju dumą.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - przyjaźń
Photo by Yoav Hornung on Unsplash

Bądź przyjacielem

Większość z nas traktuje swoich znajomych i bliskich z szacunkiem i troską. Staramy się być dla nich wsparciem w trudnych sytuacjach, a w tych codziennych rozbudzać w nich to co mają najlepszego. W ten sposób stajemy się dla nich oparciem i motywujemy ich do pozytywnego rozwoju. W naszej obecności czują się dobrze i bezpiecznie.

Zaskakujące jest to, że często właśnie z innymi przyjaźnimy się bardziej niż z samymi sobą. Dajemy im naszą życzliwość, troskę gdy cierpią i pokazujemy im ich atuty, kiedy coś im nie wyjdzie. Gratulujemy sukcesów, gdy mówią, że to tylko tak jakoś fuksem wyszło i pokazujemy im jak dużo pracy w dany sukces włożyli. Za to względem siebie większość z nas jest krytyczna, surowa i wymagająca. Niejednokrotnie wątpimy w siebie i swoją wartość. Zamiast się wspierać i wzmacniać, mistrzowsko ciągniemy się w dół.

Zatrzymaj się teraz na moment… i poczuj, jakbyś się czuł i co by się stało, gdybyś został swoim przyjacielem. Gdybyś zawsze dodawał sobie otuchy. Zawsze miał dla siebie dobre słowo. Zawsze był względem siebie ciepły i współczujący. Z troską leczył swoje rany i z wiarą w siebie wspierał swój rozwój. Jakbyś się poczuł, gdybyś objął się swoim ciepłym przyjacielskim ramieniem.

Jak w tej sytuacji wyglądałby Twój typowy dzień? Jak byś się czuł w rozmowach z innymi, gdybyś zawsze trzymał swoją stronę? Jak wyglądałby Twój codzienny poranek, gdybyś zaraz po przebudzeniu spotykał najlepszego przyjaciela?

Stań się dobry dla siebie

Trzymanie własnej strony i życzliwe wsparcie dla siebie jest ważne dla naszego rozwoju i najzwyczajniej w świecie uczciwe. Skoro deklarujemy przyjaźń i wsparcie dla najbliższych nam osób, to nie powinniśmy jednej z nich (siebie) traktować inaczej. Dopuszczamy się bowiem wtedy świadomej dyskryminacji.

Pamiętam jak kilka lat temu jeden z moich znajomych oświadczył, że „skromność, to cecha ludzi fałszywych”, czym doprowadził mnie do sporej konsternacji. Nagle jedna z istotnych dla mnie wtedy cnót zachwiała się w podstawach. W tamtych czasach chciałem być skromny, bo uważałem, że czyniło mnie to lepszym człowiekiem. Dziś zamiast być skromnym, jestem po prostu uczciwym wobec siebie. Nie przypisuje sobie czyichś zasług, ale własne doceniam. Uznałem, że moje potrzeby są tak samo ważne, jak potrzeby innych. Dzięki czemu łatwiej je definiuje, ale też łatwiej stawiam granice kiedy coś mi nie pasuje.

Kiedy stajesz po swojej stronie, nie potrzebujesz już stawiać tak wyśrubowanych oczekiwań względem siebie. Całkowicie akceptujesz to, że czasami coś Ci nie wyjdzie, że nie zawsze jesteś idealny. Odrzucasz perfekcjonizm jako definicję swojej wartości, a dzięki temu schodzi z Ciebie przytłaczająca presja i stajesz się wolny. To właśnie wtedy rodzi się Twoja kreatywność, a dotychczasowy strach „co będzie jak mi nie wyjdzie”, zastępuję czysta ciekawość „ciekawe jak to będzie”.

Przyjaciołom nie pozwalasz zamartwiać się w nieskończoność. Podnosisz ich na duchu, gdy mają kiepski dzień lub zły nastrój. Kiedy nie wyglądają dobrze, wypychasz ich do specjalisty lub wyciągasz z domu, aby odżyli między ludźmi. Kiedy stajesz po swojej stronie, stajesz się też swoim przyjacielem. Nie pozwolisz więc sobie na zapadanie się w mroczne myśli. Nie dasz zatopić się rozpaczy lub strachowi. Nie zamkniesz się samotnie w domu. Będąc swoim przyjacielem znajdziesz specjalistę dla siebie lub najzwyczajniej w świecie wyślesz do najbliższych czytelny komunikat „pomocy”.

Stań się dobry dla innych

Nie wielu z nas ma świadomość, że bycie dobrym dla siebie, jest także dobre dla innych. Nasze poczucie dobrostanu powoduje, że stajemy się cierpliwi, bardziej otwarci na współpracę i najzwyczajniej w świecie życzliwsi dla ludzi.

W tym stanie ducha nie obdzielamy innych naszym stresem i narzekaniami. Dzielimy się za to naszym spokojem i pozytywnym nastawieniem do życia. Jesteśmy jak latarnia rozbłyskująca pozytywnym światłem na wzburzonym morzu ich codziennego życia.

Tym artykułem wysyłam ci pozytywny promień światła z mojej osobistej latarni. Co z nim zrobisz to już Twoja decyzja. Możesz się tylko cieszyć jego światem, a możesz też użyć go do tego, aby rozpalić swoją wewnętrzną przyjaźń do o samego siebie. Niech hasło „trzymam swoją stronę” stanie się Twoim hasłem na najbliższy czas, a może i na zawsze.

Antykruchość, czyli inteligentna wersja odporności

O sukcesie w życiu decyduje wiele czynników. Z pewnością należą do nich m.in. wiedza, kontakty, przebojowość, kreatywność i wytrwałość w dążeniu do celu. Niemniej jednak, w ostatnich latach, kiedy świat znacznie przyśpieszył, a przez to stał się mniej przewidywalny i bardziej niepewny na czoło wysunęła się jeszcze jedna cecha. Jest nią odporność, która równie często bywa nazywana antykruchością lub rezyliencją.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność - antykruchość - rezyliencja
Image by Jan Vašek from Pixabay

Antykruchość jest zresztą moim zdaniem nawet bardziej właściwym określeniem niż odporność. Ta druga może bowiem sugerować totalną odporność na wszystko i bazowanie na sile jako głównej wartości. Tymczasem, dziś sama siła to za mało. Pewnego rodzaju kuloodporność („po mnie to spływa”) na życiowe zdarzenia, działa zawsze tylko do pewnego momentu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa wcześniej czy później przytrafi nam się coś co tę odporność zbudowaną na sile złamie.

Odporności można się nauczyć

Firma Adaptive Learning System zajmuje się od 1997 roku badaniami i opracowywaniem programów budujących odporność. Odkryła ona między innym, że w biznesie poziom odporności danej osoby jest znacznie ważniejszy niż wykształcenie, odbyte szkolenia, czy też doświadczenie jakie posiada.

Co jednak istotne, odporność nie jest czymś wrodzonym i niezmiennym. Można się jej nauczyć oraz ją wzmacniać. W tym celu należy skupić się nad trzech czynnikach ją determinujących.

Akceptacja rzeczywistości

I to tej dynamicznej i nieprzewidywalnej. Osoby wysoko odporne są świadome tego, że nie mogą mieć wszystkiego pod pełną kontrolą i nadzorem. Zarazem jednak, nie marnują energii na życzeniowość i marzenia, że jeśli coś/ktoś się zmieni lub zaistnieje to będą mogły coś zrobić lub czegoś dokonać.

Koncentrują się na bieżącej sytuacji i możliwościach. Nawet wtedy, kiedy wydarzy się coś nieprzewidywalnego, co zburzyło ich początkowy plan. Czasami przeklną siarczyście, czasami się wkurzą, a bywa, że poczują się też zranione lub smutne. To jednak sytuacja przejściowa.

Nie będą się spalać na myśleniu w stylu „gdybym postąpił inaczej”, „gdybym to przewidział”, bo akceptują fakt, że wszystkiego przewidzieć się nie da. Skoncentrują się zatem na możliwościach jakie mają tu i teraz oraz ograniczą ewentualne straty z danego zdarzenia wynikające. Następnie ruszą do przodu, starając się wyciągnąć wszystko co dobre z tego co zaszło. Czy to jako naukę na przyszłość, czy też traktując to jak przestrogę przed dotychczasowym postępowaniem, które zmodyfikują.

Poczucie celu

Każde działanie jakie podejmujemy wcześniej czy później napotka na jakieś przeszkody lub utrudnienia. Całkiem możliwe, że będzie wymagać od nas dodatkowego wysiłku lub jakiś inwestycji.

W każdej z tych sytuacji powinniśmy liczyć się z pojawieniem się wątpliwości, czy też chwilowym obniżeniem motywacji. Lubię żartować w takich momentach, że to los nas testuje, czy naprawdę chcemy tego co próbujemy osiągnąć. Łatwo bowiem w tym momencie zrezygnować i odpuścić.

Jeżeli jednak mamy wyznaczony cel i wiemy po co danego przedsięwzięcia, czy działania się podejmujemy stajemy się wysoko odporni. Pamiętając o nim i na nim się koncentrując jesteśmy w stanie pokonać chwilowe trudności dostrzegając korzyści jakie w przyszłości przyjdzie nam uzyskać.

Doskonałym przykładem są całe rzesze ludzi wspinających się po górskich szlakach. Mało kto wspina się dla samego wspinania. Ludzie robią to, bo chcą dotrzeć na konkretny szczyt lub do konkretnego miejsca w tych górach ukrytego. Wspinaczka nie jest celem samym w sobie. Może nim być za to wspaniały widok jaki roztacza się z danego miejsca lub pokonanie swoich słabości i udowodnienie sobie, że jestem w stanie dotrzeć tam gdzie chcę.

W życiu zawodowym, czy też prywatnym cel może wynikać z naszych wartości czy też idei, które są dla nas ważne. To one stanowią jego bazę i dlatego tak istotną sprawą jest bycie ich świadomym. Dzięki temu budujemy stabilne cele, których łatwiej nam się trzymać.

Umiejętność adaptacji

Chyba jeszcze nigdy zmiany w naszym otoczeniu nie zachodziły tak szybko i dynamicznie. Chyba jeszcze nigdy tak wiele spraw, które wydawały się niezmienne i pewne, nagle nie stało się tak nieznaczącymi lub nieadekwatnymi przy obecnym sposobie życia.

Sytuacja ta powoduje naturalne poczucie niepokoju, bo często nie wiadomo na czym w naszym życiu możemy się oprzeć i do czego odwołać. Kiedyś ludzie bazowali na doświadczeniu i wiedzy rodziców. Dziś rodzice są często jeszcze bardziej zagubieni w obecnym świecie od nas.

Wielu z nas było uczonych, że jeden dobry zawód lub posada zapewni nam bezpieczeństwo i dobre zarobki do końca życia. Dziś nie wiadomo nawet, czy za kilka lat będzie on jeszcze w ogóle istniał, a jeśli tak to w jakim kształcie.

Czas zatem porzucić idę poszukiwania bezpieczeństwa i stabilizacji, jako głównego celu w  życiu. Dziś powinniśmy akceptować zmienność i fakt, że przyjdzie nam się uczyć i rozwijać przez całe życie. Argument „bo tak było zawsze” stracił dziś rację bytu.

Ludzie wysoko odporni nie narzekają więc, że coś się zmienia. Nie obdzielają Świata i otoczenia pretensjami i złością za to, że nikt im nie da gwarancji bezpieczeństwa. Mają za to oczy i umysł szeroko otwarte na pojawiające się możliwości i drogi rozwoju. Są świadomi swoich obaw, a nawet odczucia strachu. Jednak nie pozwalają, aby one sparaliżowały ich działania.

Jednocześnie wiedzą, że w tak dynamicznej rzeczywistości ciągłe odnoszenie tylko sukcesów to ułuda. Akceptują więc przypadki porażek i dopuszczają dynamiczną zmianę planów. Bo tylko tak są w stanie zachować życiową elastyczność i zwiększać swoją umiejętność adaptacji.

5 x Why – siła pytania: dlaczego?

Za nami już kilka dni 2020 roku i w internecie mamy wyspy różnego rodzaju porad i podpowiedzi jak wytrwać w swoich postanowieniach noworocznych, jak je lepiej zaplanować i objąć systemem kontroli. Oczywiście, do tego wszystkiego dołącza mnogość ofert rożnego rodzaju planerów i wyjątkowych kalendarzy, które niby mają sprawić, że niemal wszystko nam się uda. Ja jednak przekornie powiem „Nic z tego!”

Nic z tego, o ile nie odpowiecie sobie na pewne podstawowe pytanie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - why - dlaczego
Image by Johannes Plenio from Pixabay

5 x Why – czyli pierwsza odpowiedź się „nie liczy”

Metodę popularnie zwaną „5 X Why” wykorzystuje się często do szybkiej, ale zarazem pogłębionej analizy jakiegoś problemu. Polega ona generalnie na tym, że nie koncentrujemy na poszukiwaniu winnego danego problemu, ale jego przyczyny. Dodatkowo nie zadawalamy się pierwszą, często zdawkową odpowiedzią. Tylko pogłębiamy nasze pytania, aby dojść do sedna problemu.

Przykład:

Dlaczego nie obsłużyliśmy wczoraj wszystkich zadań > bo było ich za dużo

Dlaczego wczoraj było ich za dużo > bo w pracy był mało ludzi

Dlaczego w pracy było mało ludzi > bo 2 osoby były chore i 5 osób było na urlopach

Dlaczego aż 5 osób było na urlopach > bo ustalając grafik urlopów, nie założyliśmy poprawki na zwolnieniach lekarskie

Dlaczego nie założyliśmy tej poprawki > bo procedura planowania grafików urlopowych nie zawierała takiego zalecenia.

5 x Why – nie tylko na problemy

Choć najczęściej tą metodą weryfikuje się przyczyny problemów, ja równie często używam jej do weryfikacji celów i definiowanych zadań. Pozwala ona bowiem mi, ale co najważniejsze również moim klientom, uświadomić sobie po co coś robią. Kiedy są tego świadomi łatwiej im wytrwać w danym działaniu i postanowieniu.

To też jest właśnie clou postanowień noworocznych. Nie planery, kalendarze, dzielenie postanowienia na etapy, ale zrozumienie czemu naprawdę się go podejmuje. Cała reszta jest przydatnym, ale tylko dodatkiem.

Przykład 1: odchudzanie

Dlaczego chcesz się odchudzać > bo chcę lepiej wyglądać

Dlaczego chcesz lepiej wyglądać > bo wtedy lepiej się czuję ze sobą

Dlaczego chcesz się czuć lepiej ze sobą > bo wtedy wzrasta moje poczucie wartości

Dlaczego chcesz, aby wzrosło twoje poczucie wartości > bo wtedy czuję się pewna siebie i niezależna

Dlaczego chcesz czuć się pewna siebie i niezależna > bo wtedy podobam się innym i mam odwagę żyć tak jak chcę

Tak więc od prostego „lepiej wyglądać” doszliśmy do podobania się innym i życia tak jak chcę. Nie wiem jak Was, ale mnie to drugie znacznie bardziej motywuje do konkretnego działania.

 

Przykład 2: podwyżka

Dlaczego chcesz ubiegać się o podwyżkę > bo chcę lepiej zarabiać

Dlaczego chcesz lepiej zarabiać > bo chciałbym mieć pieniądze na podróże i coś jeszcze odłożyć

Dlaczego chcesz mieć pieniądze na podróże i coś jeszcze odłożyć > bo podróże powodują, że wiem po co pracuję, a oszczędności dają mi poczucie bezpieczeństwa

Dlaczego chcesz, wiedzieć po co pracujesz i mieć poczucie bezpieczeństwa > bo mam motywację do pracy i niższy poziom stresu

Dlaczego chcesz mieć motywację do pracy i niższy poziom stresu > bo wtedy czuję się spełniony i mam poczucie sukcesu

Jestem pewien, że wielu tych którzy „chcą lepiej zarabiać” pozostanie tylko przy chceniu, bez podejmowania konkretnych działań. Natomiast Ci którzy chcą czuć się spełnieni i mieć poczucie sukcesu, szybciej zdecydują się na niekomfortową rozmowę z szefem o podwyżce lub na stresującą zmianę pracy.

 

W nowym roku życzę Wam zatem tylko tych świadomych postanowień, które naprawdę chcecie realizować.

Odpuść sobie, a życie stanie się lepsze

Jeszcze jakiś czas temu wydawało się, że im więcej wiemy, umiemy i robimy tym lepiej. Dziś ta zasada się odwróciła. Dziś sztuką jest robić mniej, wiedzieć czego nie robić i dzięki temu mniej się stresować. Dziś piszę czemu to takie ważne.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odpuść
Photo by Chris Barbalis on Unsplash

Wybieraj wiedzę, a nie tylko zbieraj

Obecny łatwy dostęp do szerokiego zakresu wiedzy na wiele tematów zdaje się wręcz nieograniczony. Tymczasem nasz mózg działa jeszcze na starych zasadach i każdą nową dawkę wiedzy traktuje jak cenną zdobycz. Jak tylko ją namierzy, to nie odpuszcza. Tropi i goni, aż jej nie zdobędzie.

Problem w tym, że zdobyczy jest całe mnóstwo, a nasz mózg jest niezaspokojony. Łatwo to zauważyć na przykładzie internetu. Szukamy jakiejś konkretnej informacji, a tu nagle nie wiedzieć kiedy lądujemy kilkanaście stron lub profili dalej na zupełnie innym temacie, który nagle nas zainteresował.

W efekcie mam niemało klientów, którzy toną wręcz w potencjalnych możliwościach działania i pomysłach. Nie mogą się na żaden zdecydować lub żadnego doprowadzić do końca. Nasz mózg łowcy podpowiada łap i niczego nie puszczaj, ale najzwyczajniej w świecie nie starcza nam czasu i energii. 

Stąd tak ważna jest decyzja, o tym czym konkretnie chcemy się zająć. Nie po to, aby lepiej i więcej szukać na ten temat, ale aby łatwiej i szybciej odrzucać, to co nie jest z tego zakresu.

Nie wszystko, ale to co ważne

Jedną z przyczyn naszego stresu, której często sobie nie uświadamiamy, jest fakt, że próbujemy załatwić wszystkie sprawy i zadania jakie na nas oczekują. Dzisiaj to niezmiernie trudne i często pod koniec dnia dopada nas frustracja, że jeszcze tyle zostało do załatwienia.

Stan te powoduje stres i niepotrzebne napięcia. Co może prowadzić do zbytecznej nerwowości i obniżenia poczucia własnej wartości. Stąd warto nadawać priorytety zadaniom i robić tylko te, które są najważniejsze. Uznając to za wystarczające. Powraca więc temat odpowiednio postawionych granic.

Oczywiście jak znajdziemy czas i na to co mniej ważne, to tym lepiej. Jednak musimy nauczyć nasz mózg, że realizacja każdego możliwego zadania nie jest naszym celem.


Generalnie, dziś jasno wyznaczone cele w życiu i znane ścieżki, którymi chcemy podążać, to podstawa. Łatwiej nam wtedy odrzucać to co kusi i rozprasza oraz koncentrować się na tym co dla nas ważne. Jednak, aby nie skostnieć zbytnio w naszych poglądach i działaniach co jakiś czas warto zatrzymać się na moment i zadać sobie pytanie: „Czy to co robię jest właśnie tym co robić chcę?”

Z tą myślą zostawiam Was tuż przed Nowym Rokiem. Może zamiast wymyślać kolejne noworoczne postanowienia i dokładać sobie zadań, lepiej nieco ich ująć 😉

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close