Rafał Markiewicz

Blog

„Trzymam swoją stronę” – mantra wewnętrznej przyjaźni

Mam takie ćwiczenie, w którym proszę klientów o określenie na ile są usatysfakcjonowani z różnych obszarów swojego życia. Jak do tej pory, nikt nigdy nie ocenił wszystkich na maksymalną ocenę. Co więcej prawie nikt, żadnemu z obszarów w swoim życiu nie daje maksa.

Znamienne jest jednak to, że nierzadko kiedy omawiamy każdy z nich, moi klienci postanawiają w niektórych przypadkach podnieść swoją wcześniejszą ocenę. Najczęściej słyszę wtedy od nich „bo wiesz, ja zawsze oceniam siebie surowo”. Najsmutniejsze w tym nie jest to, że tak robią, ale to, że mówią o tym z pewnego rodzaju dumą.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - przyjaźń
Photo by Yoav Hornung on Unsplash

Bądź przyjacielem

Większość z nas traktuje swoich znajomych i bliskich z szacunkiem i troską. Staramy się być dla nich wsparciem w trudnych sytuacjach, a w tych codziennych rozbudzać w nich to co mają najlepszego. W ten sposób stajemy się dla nich oparciem i motywujemy ich do pozytywnego rozwoju. W naszej obecności czują się dobrze i bezpiecznie.

Zaskakujące jest to, że często właśnie z innymi przyjaźnimy się bardziej niż z samymi sobą. Dajemy im naszą życzliwość, troskę gdy cierpią i pokazujemy im ich atuty, kiedy coś im nie wyjdzie. Gratulujemy sukcesów, gdy mówią, że to tylko tak jakoś fuksem wyszło i pokazujemy im jak dużo pracy w dany sukces włożyli. Za to względem siebie większość z nas jest krytyczna, surowa i wymagająca. Niejednokrotnie wątpimy w siebie i swoją wartość. Zamiast się wspierać i wzmacniać, mistrzowsko ciągniemy się w dół.

Zatrzymaj się teraz na moment… i poczuj, jakbyś się czuł i co by się stało, gdybyś został swoim przyjacielem. Gdybyś zawsze dodawał sobie otuchy. Zawsze miał dla siebie dobre słowo. Zawsze był względem siebie ciepły i współczujący. Z troską leczył swoje rany i z wiarą w siebie wspierał swój rozwój. Jakbyś się poczuł, gdybyś objął się swoim ciepłym przyjacielskim ramieniem.

Jak w tej sytuacji wyglądałby Twój typowy dzień? Jak byś się czuł w rozmowach z innymi, gdybyś zawsze trzymał swoją stronę? Jak wyglądałby Twój codzienny poranek, gdybyś zaraz po przebudzeniu spotykał najlepszego przyjaciela?

Stań się dobry dla siebie

Trzymanie własnej strony i życzliwe wsparcie dla siebie jest ważne dla naszego rozwoju i najzwyczajniej w świecie uczciwe. Skoro deklarujemy przyjaźń i wsparcie dla najbliższych nam osób, to nie powinniśmy jednej z nich (siebie) traktować inaczej. Dopuszczamy się bowiem wtedy świadomej dyskryminacji.

Pamiętam jak kilka lat temu jeden z moich znajomych oświadczył, że „skromność, to cecha ludzi fałszywych”, czym doprowadził mnie do sporej konsternacji. Nagle jedna z istotnych dla mnie wtedy cnót zachwiała się w podstawach. W tamtych czasach chciałem być skromny, bo uważałem, że czyniło mnie to lepszym człowiekiem. Dziś zamiast być skromnym, jestem po prostu uczciwym wobec siebie. Nie przypisuje sobie czyichś zasług, ale własne doceniam. Uznałem, że moje potrzeby są tak samo ważne, jak potrzeby innych. Dzięki czemu łatwiej je definiuje, ale też łatwiej stawiam granice kiedy coś mi nie pasuje.

Kiedy stajesz po swojej stronie, nie potrzebujesz już stawiać tak wyśrubowanych oczekiwań względem siebie. Całkowicie akceptujesz to, że czasami coś Ci nie wyjdzie, że nie zawsze jesteś idealny. Odrzucasz perfekcjonizm jako definicję swojej wartości, a dzięki temu schodzi z Ciebie przytłaczająca presja i stajesz się wolny. To właśnie wtedy rodzi się Twoja kreatywność, a dotychczasowy strach „co będzie jak mi nie wyjdzie”, zastępuję czysta ciekawość „ciekawe jak to będzie”.

Przyjaciołom nie pozwalasz zamartwiać się w nieskończoność. Podnosisz ich na duchu, gdy mają kiepski dzień lub zły nastrój. Kiedy nie wyglądają dobrze, wypychasz ich do specjalisty lub wyciągasz z domu, aby odżyli między ludźmi. Kiedy stajesz po swojej stronie, stajesz się też swoim przyjacielem. Nie pozwolisz więc sobie na zapadanie się w mroczne myśli. Nie dasz zatopić się rozpaczy lub strachowi. Nie zamkniesz się samotnie w domu. Będąc swoim przyjacielem znajdziesz specjalistę dla siebie lub najzwyczajniej w świecie wyślesz do najbliższych czytelny komunikat „pomocy”.

Stań się dobry dla innych

Nie wielu z nas ma świadomość, że bycie dobrym dla siebie, jest także dobre dla innych. Nasze poczucie dobrostanu powoduje, że stajemy się cierpliwi, bardziej otwarci na współpracę i najzwyczajniej w świecie życzliwsi dla ludzi.

W tym stanie ducha nie obdzielamy innych naszym stresem i narzekaniami. Dzielimy się za to naszym spokojem i pozytywnym nastawieniem do życia. Jesteśmy jak latarnia rozbłyskująca pozytywnym światłem na wzburzonym morzu ich codziennego życia.

Tym artykułem wysyłam ci pozytywny promień światła z mojej osobistej latarni. Co z nim zrobisz to już Twoja decyzja. Możesz się tylko cieszyć jego światem, a możesz też użyć go do tego, aby rozpalić swoją wewnętrzną przyjaźń do o samego siebie. Niech hasło „trzymam swoją stronę” stanie się Twoim hasłem na najbliższy czas, a może i na zawsze.

Antykruchość, czyli inteligentna wersja odporności

O sukcesie w życiu decyduje wiele czynników. Z pewnością należą do nich m.in. wiedza, kontakty, przebojowość, kreatywność i wytrwałość w dążeniu do celu. Niemniej jednak, w ostatnich latach, kiedy świat znacznie przyśpieszył, a przez to stał się mniej przewidywalny i bardziej niepewny na czoło wysunęła się jeszcze jedna cecha. Jest nią odporność, która równie często bywa nazywana antykruchością lub rezyliencją.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność - antykruchość - rezyliencja
Image by Jan Vašek from Pixabay

Antykruchość jest zresztą moim zdaniem nawet bardziej właściwym określeniem niż odporność. Ta druga może bowiem sugerować totalną odporność na wszystko i bazowanie na sile jako głównej wartości. Tymczasem, dziś sama siła to za mało. Pewnego rodzaju kuloodporność („po mnie to spływa”) na życiowe zdarzenia, działa zawsze tylko do pewnego momentu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa wcześniej czy później przytrafi nam się coś co tę odporność zbudowaną na sile złamie.

Odporności można się nauczyć

Firma Adaptive Learning System zajmuje się od 1997 roku badaniami i opracowywaniem programów budujących odporność. Odkryła ona między innym, że w biznesie poziom odporności danej osoby jest znacznie ważniejszy niż wykształcenie, odbyte szkolenia, czy też doświadczenie jakie posiada.

Co jednak istotne, odporność nie jest czymś wrodzonym i niezmiennym. Można się jej nauczyć oraz ją wzmacniać. W tym celu należy skupić się nad trzech czynnikach ją determinujących.

Akceptacja rzeczywistości

I to tej dynamicznej i nieprzewidywalnej. Osoby wysoko odporne są świadome tego, że nie mogą mieć wszystkiego pod pełną kontrolą i nadzorem. Zarazem jednak, nie marnują energii na życzeniowość i marzenia, że jeśli coś/ktoś się zmieni lub zaistnieje to będą mogły coś zrobić lub czegoś dokonać.

Koncentrują się na bieżącej sytuacji i możliwościach. Nawet wtedy, kiedy wydarzy się coś nieprzewidywalnego, co zburzyło ich początkowy plan. Czasami przeklną siarczyście, czasami się wkurzą, a bywa, że poczują się też zranione lub smutne. To jednak sytuacja przejściowa.

Nie będą się spalać na myśleniu w stylu „gdybym postąpił inaczej”, „gdybym to przewidział”, bo akceptują fakt, że wszystkiego przewidzieć się nie da. Skoncentrują się zatem na możliwościach jakie mają tu i teraz oraz ograniczą ewentualne straty z danego zdarzenia wynikające. Następnie ruszą do przodu, starając się wyciągnąć wszystko co dobre z tego co zaszło. Czy to jako naukę na przyszłość, czy też traktując to jak przestrogę przed dotychczasowym postępowaniem, które zmodyfikują.

Poczucie celu

Każde działanie jakie podejmujemy wcześniej czy później napotka na jakieś przeszkody lub utrudnienia. Całkiem możliwe, że będzie wymagać od nas dodatkowego wysiłku lub jakiś inwestycji.

W każdej z tych sytuacji powinniśmy liczyć się z pojawieniem się wątpliwości, czy też chwilowym obniżeniem motywacji. Lubię żartować w takich momentach, że to los nas testuje, czy naprawdę chcemy tego co próbujemy osiągnąć. Łatwo bowiem w tym momencie zrezygnować i odpuścić.

Jeżeli jednak mamy wyznaczony cel i wiemy po co danego przedsięwzięcia, czy działania się podejmujemy stajemy się wysoko odporni. Pamiętając o nim i na nim się koncentrując jesteśmy w stanie pokonać chwilowe trudności dostrzegając korzyści jakie w przyszłości przyjdzie nam uzyskać.

Doskonałym przykładem są całe rzesze ludzi wspinających się po górskich szlakach. Mało kto wspina się dla samego wspinania. Ludzie robią to, bo chcą dotrzeć na konkretny szczyt lub do konkretnego miejsca w tych górach ukrytego. Wspinaczka nie jest celem samym w sobie. Może nim być za to wspaniały widok jaki roztacza się z danego miejsca lub pokonanie swoich słabości i udowodnienie sobie, że jestem w stanie dotrzeć tam gdzie chcę.

W życiu zawodowym, czy też prywatnym cel może wynikać z naszych wartości czy też idei, które są dla nas ważne. To one stanowią jego bazę i dlatego tak istotną sprawą jest bycie ich świadomym. Dzięki temu budujemy stabilne cele, których łatwiej nam się trzymać.

Umiejętność adaptacji

Chyba jeszcze nigdy zmiany w naszym otoczeniu nie zachodziły tak szybko i dynamicznie. Chyba jeszcze nigdy tak wiele spraw, które wydawały się niezmienne i pewne, nagle nie stało się tak nieznaczącymi lub nieadekwatnymi przy obecnym sposobie życia.

Sytuacja ta powoduje naturalne poczucie niepokoju, bo często nie wiadomo na czym w naszym życiu możemy się oprzeć i do czego odwołać. Kiedyś ludzie bazowali na doświadczeniu i wiedzy rodziców. Dziś rodzice są często jeszcze bardziej zagubieni w obecnym świecie od nas.

Wielu z nas było uczonych, że jeden dobry zawód lub posada zapewni nam bezpieczeństwo i dobre zarobki do końca życia. Dziś nie wiadomo nawet, czy za kilka lat będzie on jeszcze w ogóle istniał, a jeśli tak to w jakim kształcie.

Czas zatem porzucić idę poszukiwania bezpieczeństwa i stabilizacji, jako głównego celu w  życiu. Dziś powinniśmy akceptować zmienność i fakt, że przyjdzie nam się uczyć i rozwijać przez całe życie. Argument „bo tak było zawsze” stracił dziś rację bytu.

Ludzie wysoko odporni nie narzekają więc, że coś się zmienia. Nie obdzielają Świata i otoczenia pretensjami i złością za to, że nikt im nie da gwarancji bezpieczeństwa. Mają za to oczy i umysł szeroko otwarte na pojawiające się możliwości i drogi rozwoju. Są świadomi swoich obaw, a nawet odczucia strachu. Jednak nie pozwalają, aby one sparaliżowały ich działania.

Jednocześnie wiedzą, że w tak dynamicznej rzeczywistości ciągłe odnoszenie tylko sukcesów to ułuda. Akceptują więc przypadki porażek i dopuszczają dynamiczną zmianę planów. Bo tylko tak są w stanie zachować życiową elastyczność i zwiększać swoją umiejętność adaptacji.

5 x Why – siła pytania: dlaczego?

Za nami już kilka dni 2020 roku i w internecie mamy wyspy różnego rodzaju porad i podpowiedzi jak wytrwać w swoich postanowieniach noworocznych, jak je lepiej zaplanować i objąć systemem kontroli. Oczywiście, do tego wszystkiego dołącza mnogość ofert rożnego rodzaju planerów i wyjątkowych kalendarzy, które niby mają sprawić, że niemal wszystko nam się uda. Ja jednak przekornie powiem „Nic z tego!”

Nic z tego, o ile nie odpowiecie sobie na pewne podstawowe pytanie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - why - dlaczego
Image by Johannes Plenio from Pixabay

5 x Why – czyli pierwsza odpowiedź się „nie liczy”

Metodę popularnie zwaną „5 X Why” wykorzystuje się często do szybkiej, ale zarazem pogłębionej analizy jakiegoś problemu. Polega ona generalnie na tym, że nie koncentrujemy na poszukiwaniu winnego danego problemu, ale jego przyczyny. Dodatkowo nie zadawalamy się pierwszą, często zdawkową odpowiedzią. Tylko pogłębiamy nasze pytania, aby dojść do sedna problemu.

Przykład:

Dlaczego nie obsłużyliśmy wczoraj wszystkich zadań > bo było ich za dużo

Dlaczego wczoraj było ich za dużo > bo w pracy był mało ludzi

Dlaczego w pracy było mało ludzi > bo 2 osoby były chore i 5 osób było na urlopach

Dlaczego aż 5 osób było na urlopach > bo ustalając grafik urlopów, nie założyliśmy poprawki na zwolnieniach lekarskie

Dlaczego nie założyliśmy tej poprawki > bo procedura planowania grafików urlopowych nie zawierała takiego zalecenia.

5 x Why – nie tylko na problemy

Choć najczęściej tą metodą weryfikuje się przyczyny problemów, ja równie często używam jej do weryfikacji celów i definiowanych zadań. Pozwala ona bowiem mi, ale co najważniejsze również moim klientom, uświadomić sobie po co coś robią. Kiedy są tego świadomi łatwiej im wytrwać w danym działaniu i postanowieniu.

To też jest właśnie clou postanowień noworocznych. Nie planery, kalendarze, dzielenie postanowienia na etapy, ale zrozumienie czemu naprawdę się go podejmuje. Cała reszta jest przydatnym, ale tylko dodatkiem.

Przykład 1: odchudzanie

Dlaczego chcesz się odchudzać > bo chcę lepiej wyglądać

Dlaczego chcesz lepiej wyglądać > bo wtedy lepiej się czuję ze sobą

Dlaczego chcesz się czuć lepiej ze sobą > bo wtedy wzrasta moje poczucie wartości

Dlaczego chcesz, aby wzrosło twoje poczucie wartości > bo wtedy czuję się pewna siebie i niezależna

Dlaczego chcesz czuć się pewna siebie i niezależna > bo wtedy podobam się innym i mam odwagę żyć tak jak chcę

Tak więc od prostego „lepiej wyglądać” doszliśmy do podobania się innym i życia tak jak chcę. Nie wiem jak Was, ale mnie to drugie znacznie bardziej motywuje do konkretnego działania.

 

Przykład 2: podwyżka

Dlaczego chcesz ubiegać się o podwyżkę > bo chcę lepiej zarabiać

Dlaczego chcesz lepiej zarabiać > bo chciałbym mieć pieniądze na podróże i coś jeszcze odłożyć

Dlaczego chcesz mieć pieniądze na podróże i coś jeszcze odłożyć > bo podróże powodują, że wiem po co pracuję, a oszczędności dają mi poczucie bezpieczeństwa

Dlaczego chcesz, wiedzieć po co pracujesz i mieć poczucie bezpieczeństwa > bo mam motywację do pracy i niższy poziom stresu

Dlaczego chcesz mieć motywację do pracy i niższy poziom stresu > bo wtedy czuję się spełniony i mam poczucie sukcesu

Jestem pewien, że wielu tych którzy „chcą lepiej zarabiać” pozostanie tylko przy chceniu, bez podejmowania konkretnych działań. Natomiast Ci którzy chcą czuć się spełnieni i mieć poczucie sukcesu, szybciej zdecydują się na niekomfortową rozmowę z szefem o podwyżce lub na stresującą zmianę pracy.

 

W nowym roku życzę Wam zatem tylko tych świadomych postanowień, które naprawdę chcecie realizować.

Odpuść sobie, a życie stanie się lepsze

Jeszcze jakiś czas temu wydawało się, że im więcej wiemy, umiemy i robimy tym lepiej. Dziś ta zasada się odwróciła. Dziś sztuką jest robić mniej, wiedzieć czego nie robić i dzięki temu mniej się stresować. Dziś piszę czemu to takie ważne.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odpuść
Photo by Chris Barbalis on Unsplash

Wybieraj wiedzę, a nie tylko zbieraj

Obecny łatwy dostęp do szerokiego zakresu wiedzy na wiele tematów zdaje się wręcz nieograniczony. Tymczasem nasz mózg działa jeszcze na starych zasadach i każdą nową dawkę wiedzy traktuje jak cenną zdobycz. Jak tylko ją namierzy, to nie odpuszcza. Tropi i goni, aż jej nie zdobędzie.

Problem w tym, że zdobyczy jest całe mnóstwo, a nasz mózg jest niezaspokojony. Łatwo to zauważyć na przykładzie internetu. Szukamy jakiejś konkretnej informacji, a tu nagle nie wiedzieć kiedy lądujemy kilkanaście stron lub profili dalej na zupełnie innym temacie, który nagle nas zainteresował.

W efekcie mam niemało klientów, którzy toną wręcz w potencjalnych możliwościach działania i pomysłach. Nie mogą się na żaden zdecydować lub żadnego doprowadzić do końca. Nasz mózg łowcy podpowiada łap i niczego nie puszczaj, ale najzwyczajniej w świecie nie starcza nam czasu i energii. 

Stąd tak ważna jest decyzja, o tym czym konkretnie chcemy się zająć. Nie po to, aby lepiej i więcej szukać na ten temat, ale aby łatwiej i szybciej odrzucać, to co nie jest z tego zakresu.

Nie wszystko, ale to co ważne

Jedną z przyczyn naszego stresu, której często sobie nie uświadamiamy, jest fakt, że próbujemy załatwić wszystkie sprawy i zadania jakie na nas oczekują. Dzisiaj to niezmiernie trudne i często pod koniec dnia dopada nas frustracja, że jeszcze tyle zostało do załatwienia.

Stan te powoduje stres i niepotrzebne napięcia. Co może prowadzić do zbytecznej nerwowości i obniżenia poczucia własnej wartości. Stąd warto nadawać priorytety zadaniom i robić tylko te, które są najważniejsze. Uznając to za wystarczające. Powraca więc temat odpowiednio postawionych granic.

Oczywiście jak znajdziemy czas i na to co mniej ważne, to tym lepiej. Jednak musimy nauczyć nasz mózg, że realizacja każdego możliwego zadania nie jest naszym celem.


Generalnie, dziś jasno wyznaczone cele w życiu i znane ścieżki, którymi chcemy podążać, to podstawa. Łatwiej nam wtedy odrzucać to co kusi i rozprasza oraz koncentrować się na tym co dla nas ważne. Jednak, aby nie skostnieć zbytnio w naszych poglądach i działaniach co jakiś czas warto zatrzymać się na moment i zadać sobie pytanie: „Czy to co robię jest właśnie tym co robić chcę?”

Z tą myślą zostawiam Was tuż przed Nowym Rokiem. Może zamiast wymyślać kolejne noworoczne postanowienia i dokładać sobie zadań, lepiej nieco ich ująć 😉

Czas zadowalania innych, a może pamięci o sobie?

W naszej kulturze od małego jesteśmy uczeni schematu zadowalania innych, często przy jednoczesnym ignorowaniu własnych odczuć. Ile to razy słyszeliśmy „nie mów tak, bo cioci będzie przykro”, „na spotkaniu nie wolno o tym rozmawiać, bo babcia nie lubi” itd. Bywa i tak, że bliscy stosują wobec nas swoistą formę szantażu, kiedy nie dostają tego czego chcą. Ile to razy słyszałem od znajomych, że chcieliby spędzić Święta Bożego Narodzenia gdzieś w ciepłych krajach, ale kiedy mówili o tym rodzinie, to matka jednego z nich się śmiertelnie obrażała lub popadła w histeryczny płacz, że dziecko jej nie szanuje.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - uwolnienie
Photo by Toa Heftiba on Unsplash

Tak programowani jako dzieci potem niejednokrotnie trzymamy się tych schematów jako dorośli. Nie żyjemy do końca tak jakbyśmy chcieli lub nie spełniamy naszych marzeń, jednocześnie zaspokajając potrzeby i zachcianki innych.

Nie pozostaje to jednak bez wpływu na nas samych. Tłumione emocje, udawane sympatie i konieczność spędzania czasu z kimś, z kim nie mamy ochoty w ogóle się widywać powodują u nas napięcie i stres. Nadchodzące Święta często będą obfitowały w sytuacje, które będą od nas wymagały zderzenia się z tym schematem. Czy tym razem mu ulegniemy, czy też nie – zależy od nas samych.

Być może w podjęciu odpowiedniej decyzji pomoże nam jedno z podobno starożytnych błogosławieństw, zwane błogosławieństwem Uwolnienia:

„Uwalniam moich rodziców od poczucia, że mnie zawiedli.

Uwalniam moje dzieci od potrzeby dania mi dumy; aby mogły pisać swoje własne drogi według swoich serc, które szeptane są cały czas w ich duszach.

Zwalniam mojego partnera z obowiązku uzupełnienia, dopełnienia mnie. Niczego mi nie brakuje, jestem całością, uczę się od wszystkich istot przez cały czas.

Dziękuję dziadkom i przodkom, którzy zebrali się, abym mógł dzisiaj oddychać życiem. Uwalniam ich od dawnych niepowodzeń i niespełnionych pragnień, świadomych, że zrobili wszystko, co w ich mocy, aby rozwiązać swoje sytuacje w świadomości, którą mieli w tym momencie. Szanuję Was, kocham Was i uznaję Was za niewinnych.

Jestem przezroczysty w Twoich oczach, więc wiesz, że nie ukrywam się, ani nie jestem winien niczego poza byciem wiernym sobie i mojemu istnieniu, że czynię z mądrością serca, mam świadomość, że wypełniam swój życiowy projekt, wolny z niewidzialnej i widocznej lojalności rodzinnej, która mogłaby zakłócić mój Pokój i Szczęście, które są moimi jedynymi obowiązkami.

Wyrzekam się roli zbawiciela, bycia osobą, która jednoczy lub spełnia oczekiwania innych.
Ucząc się przez i tylko poprzez miłość, błogosławię moją esencję, mój sposób wyrażania, nawet jeśli ktoś może mnie nie zrozumieć.

Rozumiem siebie, ponieważ tylko ja przeżyłem i doświadczyłem swojej historii; ponieważ znam siebie, wiem Kim jestem, co czuję, co robię i dlaczego to robię.

Szanuję i akceptuję siebie.
Czczę Boskość we mnie i w Tobie.

Jesteśmy wolni.”

Dokąd zmierzam, czego chcę? – jest tylko jedno źródło odpowiedzi

Drzewa mają różna strategię przetrwania. Jedne są potężne i twarde, tak że praktycznie nic nie jest w stanie ich złamać. Inne są cienkie i giętkie, tak aby swobodnie poddawać się działaniu wiatru i innych czynników atmosferycznych. Kiedy postawić pytanie: które z nich są najsłabsze? Odpowiedź zawsze będzie jedna: te najsłabiej ukorzenione.

Tak więc to nie strategia wzrostu i rozwoju jest decydującą, ale podstawa na której się opierają. W tej kwestii ludzie są jak drzewa. Muszą mieć dobrą podstawę, aby dobrze się rozwijać.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - dokąd zmierzam
Photo by Elijah Hail on Unsplash

Wielość możliwości i brak decyzji

W dzisiejszych czasach liczba możliwości realizacji siebie, wielość kursów i szkoleń oraz szerokie spektrum dostępnych informacji powodują u nas pewną dezorientację. Do tego co rusz widzimy w social mediach albo telewizyjnych audycjach osoby, które miały jakiś nietypowy pomysł na swoje życie i teraz świecą medialne triumfy. Oczywiście, my też byśmy tak chcieli i tylko musimy zdecydować, którą z prezentowanych dróg chcemy obrać.

Tym właśnie sposobem, często naprzeciw mnie siedzą na sesjach coachingowych klienci z kilkunastoma rozpoczętymi projektami, na które nie starcza im już czasu i energii. Czasami „przynoszą” na te sesje wizje świetnego życie, gdyby w coś się zaangażowali. Problem jednak w tym, że często te potencjalne aktywności przeczą sobie nawzajem i nie wiadomo, którą wybrać. Tym bardziej, że żadna z nich nie daje gwarancji sukcesu.

To co często zaskakuje moich klientów, to fakt, że zamiast słuchać ich wyobrażeń o „wizjach” lub dalszym rozwoju prowadzonych wszystkich projektów. Ja wpierw chcę się dowiedzieć trochę o nich samych. Chcę też wiedzieć czemu zajęli się danym projektem lub czemu chcieliby podążyć daną drogą. Na co liczą lub liczyli, jaką ich wewnętrzną potrzebę zaspokaja dana aktywność. Co im daje, a co zabiera.

Często jest to pierwszy raz kiedy muszą spojrzeć na dany projekt lub wizję przez pryzmat swojego udziału w tym działaniu. Zamiast koncentrować się na tym co one mają im przynieść, stawiają sobie pytanie na ile dobrze się czują z daną aktywnością.

Szybki wzrost, dynamiczny rozwój

Są w naturze takie sytuacje, gdy nagle w gęstym i ciemnym lesie tworzy się plama światła. Np. jedno z potężnych drzew łamie się ze starości i upadając ścina również wszystkie okoliczne drzewa. Wtedy światło dociera do poszycia i następuję szybki rozwój roślin tym światłem zasilonych. Można by powiedzieć, że to rośliny „urodzone pod szczęśliwą gwiazdą”. Tymczasem prawda nierzadko jest inna, bo spora część z nich, szczególnie drzew, jest skazana na zagładę.

Zasilone ożywczym światłem rosną szybko i dynamicznie, koncentrując się na jak najszybszym wzroście i poszerzeniu korony, której liście zaabsorbują jeszcze więcej odżywczego światła. Po kilu latach mamy wysokie, strzeliste drzewo z bujną koroną. Zarazem z cienkim pniem i bardzo ubogim systemem korzeniowym. W efekcie drzewo z trudem utrzymuje się w pionie. W tej sytuacji, albo przetrwa opierając się o inne drzewo i będąc od niego zależnym, albo runie na ziemię, bo płytkie korzenie nie utrzymają tak wysokiej konstrukcji.

Nierzadko podobnie bywa z ludźmi. Mkną przez karierę z prędkością światła. Odpalają nowe biznesy lub projekty. Kończą niezliczone kursy i nagle pewnego dnia pojawia się pytanie „po co to robię?”. To jest właśnie ten moment, w którym moi klienci niczym wspomniane wyżej drzewo tracą równowagę. Dodatkowy dramat polega na tym, że najczęściej nie mają się też na kim oprzeć. Ich szybki i dynamiczny wzrost spowodował, że nie zadbali o najbliższe otoczenie.

Bywają bardzo zaskoczeni, kiedy pytam ich o to co jest dla nich w życiu tak naprawdę ważne. Jednak tak nie na pokaz, nie dla poklasku ale dla nich wewnętrznie. Z trudem potrafią opisać emocje jakie czują, bo nie wystarcza mi pobieżna odpowiedź „czuję pustkę” lub „czuję bezsens”. Ja chcę wiedzieć jaka jest ta pustka. Co czują kiedy czują pustkę. Gdzie w ciele czują to co czują. To często pierwsze kroki do tego, aby odbudować kontakt ze sobą, ze swoim wnętrzem. Z takim naszym ludzkim systemem korzeniowym.

Skoncentruj się na korzeniach

Teraz mamy czas w roku, w którym sporo ciemności jest w naszym otoczeniu. Do tego często jesteśmy przemęczeni i zestresowani przygotowaniami do Świąt. Jakby tego było mało nadchodzi Nowy Rok. Czyli dla sporej części z nas czas podsumowań i pytań o przyszłość.

To wszystko w zderzeniu z naszym zmęczeniem i brakiem ożywczego słońca ciągnie nas w dół. Nie podoba nam się ten stan i szukamy z niego szybkiej ucieczki. Wybieramy więc na chybił trafił jakiś popularny cel na kolejny rok (będę chudsza, będę jadł zdrowiej, będę więcej się ruszać, poszukam nowej pracy) lub odpalamy jakiś nowy projekt i już czujemy się spełnieni. Pytanie jednak na jak długo?

Nowy projekt zabierze nam energię, a często ciągną się za nami jeszcze te stare. Zapału do odchudzania lub zdrowego jedzenia pewnie starczy nam maksymalnie na kilka tygodni. Wszystko dlatego, że nie zastanowiliśmy się po co to robimy i pomyliliśmy działanie z celem.

Tymczasem kiedy czujemy dyskomfort lub zagubienie to najlepszy moment żeby się zatrzymać i zadać pytanie: co sprawiłoby, że poczuję się wewnętrznie szczęśliwy? Czym dla mnie jest szczęście? Po czym poznam, że je czuję? Kiedy ostatni raz poczułem się szczęśliwy i co wtedy robiłem? Kiedy robiąc coś zanurzyłem się w tym tak głęboko, że straciłem poczucie czasu?

Znajomość samego siebie, otwartość na wewnętrzne odczucia i spójność z samym sobą stanowią nasz system korzeniowy. Świadomość tego jaka emocja napędzała nasze dotychczasowe działania i czy chcemy, aby to ona była nadal motorem naszych działań. Wreszcie wiedza o tym jakie są trzy najważniejsze wartości w naszym życiu i na ile to co robimy jest z nimi spójne. To wszystko powoduje, że mamy dostęp do odżywczych zasobów z naszego wnętrza i uzyskujemy lepszą spójność z naszym prawdziwym „Ja”.

To właśnie w tym miejscu powinniśmy też szukać odpowiedzi na to czego chcę w życiu i dokąd zmierzam. To stąd pochodzi też wiedza po co budzimy się każdego dnia. I dla jasności, odpowiedź „żeby go przetrwać”, nie jest tą której szukamy.

Przepaleni – uważaj na przedświąteczny blackout

W naszych domach mamy wiele systemów, które umożliwiają im sprawne funkcjonowanie. Wśród nich znajduje się instalacja elektryczna, dzięki której prąd dociera do wszystkich potrzebnych nam urządzeń. Prąd płynie kablami do gniazdek i wszystkich lamp oświetlających nasze mieszkanie. Kable jednak mają swoją wytrzymałość i jeżeli podłączymy do nich za dużo urządzeń, które pobierają dużo prądu, to instalacja elektryczna ulegnie uszkodzeniu. Być może zadziała system zabezpieczeń i bezpieczniki odłącza prąd. Jeśli jednak okażą się nieskuteczne to same kable mogą ulec przepaleniu.

Podobnie jest z systemem ogrzewania. Ciepła woda przechodzi rurami do naszych kaloryferów i daje nam ciepło w mieszkaniu. Jeśli jednak za mocno podgrzejemy wodę w piecu i wytworzymy zbyt duże ciśnienie, to system ogrzewania może nie wytrzymać. Jego najsłabszy element ulegnie rozerwaniu i woda zaleje nam mieszkanie.  

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że podobne systemy istnieją w każdym z nas…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - przeplenie - przepaleni
Image by raedon from Pixabay

Wzrost napięcia w systemie nerwowym

Końcówka roku to dla naszego układu nerwowego istny koszmar. Do wyzwań dnia codziennego dochodzi presja Świąt, gonitwa za prezentami, tłumy w sklepach i centrach handlowych. Nieustające kroki na drogach i wiecznie spieszący się kierowcy. Trzeba zadbać o świąteczny wystrój mieszkań, kupić produkty do świątecznych potraw i w tym wszystkim jeszcze znaleźć pomysł i pieniądze na jakiś wystrzałowy prezent dla najbliższych.

W pracy niewiele lepiej. Jedni walczą o domknięcie przyszłorocznych budżetów. Inni próbują dociągnąć realizację miesięcznych, kwartalnych czy też rocznych celów do wymaganego poziomu. Nawet Ci, których powyższe nie dotyka muszą często stoczyć bój o świąteczne urlopy, no bo nagle wszyscy naraz chcą mieć w tym samym czasie wolne. Na dodatek trzeba docisnąć z robotą, żeby nadrobić zaległości przed zdobytym urlopem. Tymczasem, do tego wszystkiego, co rusz brakuje któregoś ze współpracowników, bo przeziębienie szaleje i dodatkowa robota spada na nasze barki.

Nasz układ nerwowy działa dzięki przebiegającym przez niego impulsom elektrycznym. W obecnym okresie ich liczba drastycznie wzrasta i niejednokrotnie w układzie powstają przepięcia, zwarcia i przeciążenia, które potrafią nam całkowicie odciąć energię na jakiś czas. Branża energetyczna ma nawet specjalny termin na taki stan, to „blackout”.

Maksymalne ciśnienie w układzie krążenia

Szalejący układ nerwowy swoimi impulsami elektrycznymi „kopie” nasze mięśnie, mobilizując nas do szybszego działania. Musimy podkręcić ciśnienie krwi, aby dotlenić mięśnie i dostarczyć im nowej energii. Jakby tego było mało, co rusz jakiś „geniusz” swoimi działaniami wywala nam do góry nogami nasze doskonałe plany i wszystko w kalendarzu nam się sypie. Każdorazowo przy takiej akcji ciśnienie skacze nam do góry, a my mało nie eksplodujemy.

Mamy wrażenie, że wszystko nam się sypie i wali na głowę. Śpimy krótko, nadmiernie forsujemy się w ciągu dnia, aby jakoś ogarnąć całokształt spraw. Nie mamy też czasu i głowy, aby myśleć o zdrowym jedzeniu. Wcinamy więc w pośpiechu jakieś fast foody lub inne gotowce. Następnie odczuwamy wyrzuty sumienia i poczucie winy co znowu podnosi nam ciśnienie i stres. Zachowujemy się jak palacz w transie, których choć widzi, że ciśnieniomierz od pieca pokazuje maksymalną wartość, a sam piec cały trzeszczy i mało nie wybuchnie, wciąż wrzuca do niego kolejne porcje węgla.

Stan przepalenia

Nasze ciało jest bliskie totalnego przeciążenia i przeciśnieniowania. Ja nazywam ten stan „przepaleniem”. Plasuje się on po przeciwnej stronie osi od „wypalenia”, ale przynosi tak samo druzgocące skutki. Mamy do wyboru udar, zawał lub może jedynie wywalenie biologicznych bezpieczników. Co pozbawi nas całkowicie energii na kila dnia i sprawi, że będziemy przysypiać w każdym miejscu i każdej pozycji, kiedy tylko zatrzymamy się na moment. To i tak jeszcze delikatny wariant. Jeden ze znajomych przy takim „przepaleniu” wylądował w szpitalu z potężnym bólem głowy i na dwa dni stracił mowę.

Nawet jeśli nam się upiecze, to i tak z pewnością ta sytuacja odbije się również na naszych najbliższych oraz współpracownikach. W tym stanie jesteśmy niejednokrotnie wściekli jak osa i skorzy do kłótni na każdym kroku.

Choć mało kto zdaje sobie sprawę to przez te parę ostatnich tygodni roku często działamy na totalnej rezerwie energetycznej i nie mamy nic w zapasie. Tymczasem przewrotny los wcale nie wywiesza białej flagi w tym czasie. Łapiemy gumę w czasie wyścigu po prezenty lub samochód w ogóle odmawia nam posłuszeństwa. Domowy zwierzak nagle choruje i do listy spraw musimy dopisać wizytę u weterynarza. Czasami choroba trafia i nas, o co przy przemęczonym i wyczerpanym organizmie nietrudno.

 

Powstaje jednak pytanie, czy nie może być inaczej? Czy musimy poddawać się temu nieustającymi pędowi? Czy Święta to naprawdę musi być wydarzenia na wyśrubowanym poziomie z fajerwerkami?

Może wystarczy obniżyć własne wymagania. Może wystarczy zmniejszyć napięcie i obniżyć ciśnienie. Nie robić wszystkiego i nie być wszędzie. Zrobić tylko to co naprawdę konieczne i w zamian podarować innym swój czas, spokój i ciepły uśmiech. No i najważniejsze „nie przepalać” się.

Na to pytanie jednak, każdy z nas musi już sobie odpowiedzieć indywidualnie…

Prze_myślnik #42 – good enough! Poznaj tę zasadę i działaj

Żyjemy w czasach, w których wszystko pędzi. Otacza nas ogrom możliwości i informacji, który momentami wprost na przytłacza. Do tego wszystkiego chcemy tak wiele poznać, przeczytać, znaleźć czas dla znajomych i odkryć swoją indywidualną drogę rozwoju i szczęścia. Niestety, pomimo rozwoju technologii i przyśpieszenia życia, doba nadal ma tylko 24 godziny.

Możemy używać różnych aplikacji pomagających organizować życie i załatwiać wszystko on-line, a i tak braknie nam czasu i energii. Gdy do tego jesteśmy perfekcjonistami, którzy muszą doprowadzić swoje dzieło niemal do idealnego stanu, jesteśmy zgubieni. Poniższa rada Tomka Michniewicza może pomóc nam odnaleźć się w dzisiejszych czasach. Choć z pewnością dla perfekcjonistów nie będzie łatwa do zaakceptowania. Wiem coś o tym, bo sam do perfekcjonistów należę.

Ta rada może też pomóc wielu ludziom, którzy mają świetne pomysły na siebie, na życie, biznes lub karierę. Jednak ciągle ich nie realizują, uważając że jeszcze nie są wystarczająco do nich przygotowani. Prawda jest jednak tak, że większość z nich nigdy nie poczuje się wystarczająco gotowa i tym samym nigdy ich nie zrealizuje.

Wrzućcie więc na luz i działajcie pomimo braku idealności.

Będzie udoskonalać siebie i swoje produkty na bieżąco w trakcie działania. Ostatecznie, na tym bazuje też jedna z zasad tak dziś popularnego zwinnego zarządzania.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - good enough

4 sposoby jak uzyskać harmonię w życiu

Dla wielu osób stan szczęścia to zarazem stan życiowej harmonii. Poszukują więc w różnych poradnikach i na różnych kursach „magicznej” recepty na jej osiągnięcie. Tymczasem znaczna część tych poszukiwań jest skazana na niepowodzenie, ponieważ recepty na harmonię nie można znaleźć na zewnątrz.

Jedyna droga, która do niej prowadzi wiedzie przez własne wnętrze, zrozumienie siebie  i otwarcie na zmiany. Wymaga też ona decyzji o braku stagnacji w naszym życiu.  Nie znajdziemy jej w lenistwie i błogim stanie nicnierobiena.  Harmonia wypływa bowiem z ruchu i zmienności.

W artykule na zaprzyjaźnionym portalu nie opisuję jakiś czterech super tricków i dróg na skróty. Mówię za to o czterech kluczowych filarach harmonii. Zapraszam do lektury.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - harmonia

Słów parę o zarządzaniu „na miękko”

Mówi się dziś wiele o tym, że menedżerowie powinni szczególnie rozwijać u siebie kompetencje miękkie i komunikacyjne, bo są one konieczne do skutecznego zarządzania pracownikami z pokoleń Y i Z. Trzeba przyznać, że również pracownicy z  pokolenia X zainspirowani postawami młodszych, oczekują dziś większej elastyczności i relacyjności od swoich szefów lub project managerów.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zarządzanie - manager - menedżer - relacje
Photo by Headway on Unsplash

Zarządzanie oparte na relacjach doskonale też wpisuje się w nowoczesne kultury organizacyjne, które nie są już jedynie przypisane do małych firm lub start-up’ów. Dziś na elastyczność, zespołowość, przyjazne otoczenie i swobodną atmosferę stawia też wiele dużych korporacji. Można się nawet spotkać się z szumnymi hasłami, że „Firma to nie budynek. To społeczność”.

Trend relacyjności = trend miękkości?

Trwając w powyższym trendzie wybieramy więc dziś na menedżerów osoby dobrze budujące relacje, towarzyskie, wręcz social’owe. Czasami jednak zapędzimy się w tych kryteriach nazbyt daleko i zamiast sprawnych menedżerów, skutecznych team liderów, czy zaradnych project managerów mamy jedynie Kaowców*.  Świetnie zorganizują oni wspólne śniadania teamu. Utworzą tablice chwały, na których członkowie zespołu będą sobie wzajemnie składali podziękowania za świetną współpracę lub udzieloną pomoc. Doskonale sprawdzą się również przy organizacji wspólnych wyjść po pracy.

Jeśli jednak w zespole pojawi się osoba wykorzystująca innych członków, unikająca pracy lub obniżająca wydajność całego teamu nie będą potrafili tym skutecznie zarządzić. Identycznie sytuacja będzie wyglądać w przypadku kryzysów, w którym konieczne będzie zmobilizowanie zespołu, chwilowa akceptacja pogorszenia atmosfery i maksymalizacja wydajności. Ten miły i lubiany menedżer nie będzie potrafił pokazać prawdziwego menedżerskiego „pazura”. Nie zarządzi strategicznie. Nie będzie potrafił swoim ludziom wytłumaczyć tej sytuacji i pokazać konsekwencji braku reakcji na nią, a jedynie dołączy do wspólnego chóru narzekających na to jak to teraz jest źle. No bo przecież do tej pory zawsze był fajnym menadżerem stojącym po stronie swoich ludzi.

Efektem takiej biernej lub niezaradnej reakcji może być w niedługim czasie likwidacja całego teamu. Zastąpi go sprawniejszy i mniej kosztowny outsourcing lub automatyzacja obsługiwanych procesorów. Może być i tak, że firma znajdzie po prostu innego, bardziej skutecznego menedżera.

Trzy Światy i trzy poziomy zarządzania

Adam Dębowski w książce „Ściana. Jak pokonać opór i dokonać zmian” mówi o trzech biznesowych światach, które różnią się swoim podejściem do prowadzenia biznesów. Świat 1.0 skupiony jest na sprycie, szybkości i często ociera się o biznesowe cwaniactwo. Tu nie liczy się zarządzanie, rozwój i relacje biznesowe. Tu ważne jest tylko, aby iść do przodu. Świat 2.0 to obszar bardziej świadomych menedżerów. Posiadają oni umiejętności zarządcze, stawiają cele, budują struktury i stale aktualizują strategię. Wreszcie Świat 3.0, w którym nie myśli się już tylko o liczbach i poziomach efektywności lub organizacji pracy i udoskonalaniu procesów. W tym Świecie dostrzega się również potrzebę elastyczności i nieustającej transformacji.

Według mnie każdy z tych Światów tworzy również swoich menedżerów różniących się istotnie poziomem kompetencji i umiejętności menedżerskich:

Menedżer 1.0 – można powiedzieć, że to odzwierciedlanie dziewiętnastowiecznego zarządzania. Główne założenie to dociskanie pracowników, ciągłe podnoszenie wymagań i wytwarzanie atmosfery współzawodnictwo pomiędzy ludźmi i zespołami. Głównym przesłaniem takiego menedżera jest  hasło: „Jeśli nie dajesz rady, to odpadasz. Nie ma tu miejsca dla słabych”. Ta technika sprawdza się na krótkim dystansie. Podnosi efektywność zespołów i łamie opornych. Jednak w dłuższej perspektywie prowadzi do wypalenia i zwiększonej rotacji. Przy czym Ci najlepsi z pracowników, znikają najszybciej z szeregów firmy.

Menedżer 2.0 – zamiast siły strachu i zastraszania używa argumentacji. Wyjaśnia, podaje powody, tłumaczy przyczyny jak i konsekwencje braku działania. Często poszukuje też innowacyjnych rozwiązań, usprawnień procesowych i informatycznych. Komunikuje się z zespołem, lecz w tej komunikacji jest zachowany pewien dystans. Jest bowiem świadomy, że zawsze natrafi na niezadowolonych lub tych którzy będą stawiali opór przed wprowadzeniem czegoś nowego. Jeżeli uzna, że przedstawił racjonalne argumenty i dobrze zakomunikował powody. Niezwłocznie przystąpi do skutecznego wdrożenia zmiany i egzekwowania odpowiednich zachowań u członków zespołu. Jednocześnie będzie otwarty, na różne propozycje modyfikacji usprawniających wdrażane zmiany.

Menedżer 3.0 – skupia się na człowieku, jako najważniejszym aspekcie sukcesu. Na jego nastroju, komforcie, dobrym samopoczuciu w pracy oraz świadomości wspólnoty z pozostałymi członkami zespołu. Wychodzi on bowiem z założenia, że zadowolony i nie rozliczany co do minuty pracownik będzie w konsekwencji bardziej efektywny i zaangażowany. Dzięki czemu łatwiej poradzi sobie z zachodzącymi transformacjami w strukturach organizacji, jak i procesów. Taki menedżer dopuszcza też słabsze okresy w życiu pracownika. Próbuje zrozumieć ich przyczyny i w razie potrzeby udzielić odpowiedniego wsparcia. Obniża w ten sposób poziom stresu i obaw przed wprowadzaniem nowości, ale też zachęca do przedstawiania swoich własnych koncepcji na usprawnienie pracy lub rozwiązanie problemu. Często uzyskując w zamian nieszablonowe pomysły, które usprawniają pracę wszystkich i są przez wszystkich akceptowane, ponieważ są ich wspólny pomysłem.

Dlaczego 3.0 nie wystarczy?

Dziś często młodzi menedżerowie posiadają jedynie kompetencje z poziomu 3.0. Nie radzą sobie w sytuacjach kryzysu oraz istotnych zmian w organizacji, które wynikają ze strategii działania i nie zawsze są w pełni akceptowane przez zespoły. Często też, w takich sytuacjach nie potrafią dać zespołowi poczucia bezpieczeństwa. Nie potrafią zapewnić, że przetrwamy ten kryzys oraz nie pokazują hartu ducha i wiary w to że się uda. Dodatkowo członkowie zespołu często sądzą, że skoro taki menedżer jest miękki w relacjach z nimi, to tak samo miękki będzie w relacji z szefostwem i nie będzie potrafił odpowiednio zawalczyć o zespół.

Sprawny i dojrzały menedżer powinien dysponować kompetencjami z każdego z menedżerskich poziomów oraz umieć rozpoznawać, która sytuacja wymaga zastosowania której strategii. Posiadanie danej kompetencji nie oznacza konieczności jej stosowania. Dodaje jednak poczucie pewności siebie i pozwala na bardziej odważne i skuteczne działania. Zarówno w stosunku do podwładnych, jak i w czasie negocjacji z przełożonymi, kiedy broni interesów swoich lub zespołu.

Mix kompetencji = najrozsądniejszy wybór

Z tego powodu moim zdaniem warto inwestować w rozwój menedżerskiego fachu i poznawać różne narzędzia i techniki zarządzania. Dobry menedżer to kompilacja trzech poziomów kompetencji, które używane są w nasileniu zależnym od danej sytuacji.

Mocno uogólniając, zamiast miękkiego menedżera wolałbym mieć menedżera o twardym rdzeniu otulonym miękką powierzchownością i elementami empatii. Menedżera, który będzie potrafił wyjaśnić dlaczego realizujemy dane działanie i czemu on służy. Menedżera, który  w razie czego odważnie dopyta o to swoich przełożonych. Menedżera, który będzie potrafił udzielić swoim ludziom wsparcia i zrozumie przyczyny ich ewentualnych trudności. Wreszcie menedżera, który w kryzysie stanie na czele zespołu i nim pokieruje.

Jak mawia Henry Mintzberg, zarządzanie nie jest nauką, jest praktyką, która składa się z trzech podstawowych elementów: nauki, sztuki i rzemiosła. Nauka opiera się na analitycznym podejściu do zarządzania. Rzemiosło to zestaw technik i narzędzi menedżerskich, które należy dobrze poznać i stosować niemal automatycznie. Wreszcie sztuka, która do tego wszystkiego dodaje kreatywność, wizję, empatię, przyzwoitość i autentyczność.

 


* Kaowiec – potoczne określenie instruktora kulturalno-oświatowego zatrudnianego przez domy kultury, domy wczasowe itp. instytucje. Wraz z przemianami społecznymi niegdysiejszych Kawoców zastąpili bardziej współcześni „animatorzy”.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close