Rafał Markiewicz

Blog

Hiper efektywność, pozbawia Cię kreatywności!

Z ciekawością obserwuję różnych speców od życiowej efektywności. Jednak co najmniej w kilku przypadkach mogę śmiało stwierdzić, że efektywność stała się ich celem życia, zamiast te życie wspomagać. Optymalizują każdy codzienny ruch. Na wszystko mają plan i rozpisane kroki, a wyrwane czasowi sekundy skwapliwie zliczają w bilansie na koniec dnia. Prowadzą blogi, podcasty i kanały wideo, w których pokazują jak biegają skoro świt by nie stracić za dużo dnia. Jadą lub idą gdzieś słuchając audiobook’ów, bo przecież nie wypada trwonić czasu jedynie na podróż. Dzielą się swoimi planerami, skwapliwie notują nastrój danego dnia i swoje dzienne sukcesy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - efektywność - kreatywność
Photo by Roman Kraft on Unsplash

Wszystko to może brzmieć pociągająco. Kto nie chciałby być takim robocopem, co to jednocześnie pierze, sprząta, wymyśla nowe inicjatywy i na dodatek w tym samym czasie uczy się obcego języka. Był czas, że i ja też chciałem taki być. Zacząłem nawet sporo robić w tym kierunku i miałem nienajgorsze wyniki. Coś jednak zaczęło mi w tym wszystkim przeszkadzać. Czym robiłem się sprawniejszy, szybszy i lepiej zorganizowany, tym wewnątrz stawałem się bardziej płytki i jakiś taki bezbarwny. Przestałem dostrzegać barwność życia i magię jego chwil.

Zauważyłem to również w publikacjach piewców tego stylu życia. Wszystko mieli policzone, pomierzone i zamknięte w różnego rodzaju aplikacjach organizujących im życie. Jakoś tak tylko dziwnym trafem w swoich publikacjach prawie nigdy nie używali słów: przyjemność, radość i szczęście.

Zarządzanie czasem, a szansa na sukces

Piewcy efektywności najczęściej uczą nas strukturyzowania zadań i łączenia ich w tematyczne bloki. Dodając do tego dzielenie czasu na jednostki i efektywne wykorzystywanie każdej minuty je wypełniającej. Tak mniej więcej wygląda według nich droga do sukcesu.

Tymczasem są i tacy specjaliści, którzy twierdzą, że są to jedne z najgorszych rad jakie można komuś dać, biorąc pod uwagę dwa główne czynniki sukcesu, jakimi są kreatywność i pasja.

Uznają oni, że czas przestojów takich jak: podróż samolotem czy pociągiem, oczekiwanie w jakiejś poczekalni lub kolejce, czy spacerowanie, to czas który powinien być wykorzystany do wszystkiego z wyjątkiem rzeczy efektywnych. To czas na marzenia, odpływanie myślami gdzieś daleko, podziwianie widoków, czytanie ekstrawaganckich książek, rozmowy z nieznajomymi a nawet wygłupy. Jak trzeba, to też czas na błogą drzemkę. Czas przestoju to czas naszej maksymalnej kreatywności, jednak trzeba dać sobie na nią wewnętrzną zgodę. Nie można jej zabijać pracą na laptopie, w czasie której staramy się nadrobić jakieś zaległości.

Czas przestoju to czas na zmianę perspektywy i kreatywne zabawy. Możesz pobawić się słomką od napoju, spróbować zgadnąć jaki jest cel podróży lub zawód twoich współtowarzyszy. Jeśli to Ci nie wystarczy, możesz za jedną z rad, którą kiedyś znalazłem w moim kreatywnym kalendarzu, kupić kolorowankę dla dzieci i kredki a następnie z pasją ją kolorować w środku transportu, którym się przemieszczasz. Miny współtowarzyszy – bezcenne.

Chodzi o to, że kiedy mózg nie jest pod presją i zajmuje się nietypowymi aktywnościami, w tle i tak analizuje sprawy do załatwienia. Często poprzez pryzmat tej nietypowości wpadając na nieschematyczne i kreatywne rozwiązania. Element zabawy i rozrywki do tego wszystkiego dołoży trochę relaksu i dobrego humoru. Tak ważnego w życiu, a tak często brakującego skoncentrowanym na efektywności specom.

I dla jasności – wiele nauczyłem się od osób promujących najwyższą efektywność w życiu. Z sukcesami stosuje w nim, niektóre z proponowanych pomysłów lub rozwiązań. Jednak z moją starą maksymą, że ortodoksja w każdym wymiarze bywa szkodliwa, czasami wyluzowuję i odpuszczam, sobie i otoczeniu.

Prze_myślnik #42 – odwaga życia

W czasach wszechobecnego internetu i nieograniczonych możliwości odnajdywania ludzi podobnie myślących do nas samych powinno nam się żyć łatwiej i mniej wyobcowanie. Wszak skoro czujemy, że nie jesteśmy jedyni w swoich poglądach i przekonaniach, powinno nam być łatwiej mówić o tym co i jak myślimy. Ta wizja okazuje się jednak często iluzją, bo nie uwzględnia drugiej strony medalu.

Wraz z powszechnością internetu i nieograniczoną możliwością publicznego wypowiadania swoich opinii do głosu doszła też cała rzesza intelektualnych prostaków i mentalnych desperatów. Kiedyś, aby być słyszanym i mieć dostęp do szerokiego przekazu trzeba było być „kimś”. Dysponować określoną inteligencją, posiadać wykształcenie lub osiągnięcia życiowe. Dziś można to robić będąc „nikim”, a jedynym osiągnięciem życiowym takich osób może być wypisywanie pełnych agresji i inwektyw komentarzy pod wpisami innych ludzi.

Z tego powodu, Ci którzy, mają odwagę iść przez życie swoją drogą. Kreować własną rzeczywistość, mieć swoje przekonania i być im wiernym muszą się liczyć z krytyką lub wyśmiewaniem. Ci którzy postawili na określone osiągnięcia w swoim życiu, muszą się liczyć z negowaniem przez innych ich dorobku lub wiedzy.

Tak zresztą działo się zawsze. Jednak nie w tak dużym nasileniu jak dzisiaj. Stąd tak ważna jest obecnie samoświadomość, umiejętność określenia własnych życiowych wartości i dystansowania się od określonych zdarzeń. Umiejętne ignorowanie lub odcięcie się od tych, którzy próbują nas ciągnąć w dół. Powinniśmy też nabyć swoistej „antykruchości”, która da nam odporność w momentach niepewności i pozwoli odnaleźć siebie w dynamicznie zmieniającej się i często nieprzewidywalnej rzeczywistości.  

Dzięki coachingowi, mam przyjemność pracować z niesamowitymi ludźmi, którzy nierzadko chcą przeżyć życie na swoich zasadach i w zgodzie z sobą. Nasze spotkania bywają bezpieczną przestrzenią, w której mogą mówić o swoich obawach i wątpliwościach oraz możemy dyskutować o możliwych rozwiązaniach czy strategiach działania. Jednak z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nic nie daje tak wielkiej siły jak świadomość samego siebie.

„Życie nie jest przedstawieniem, nie jest nawet próbą generalną. Ci, którzy grają rolę, zamiast żyć, tracą więcej, niż im się wydaje. Nic znaczącego nie zostało osiągnięte bez podjęcia ryzyka.”

Manifest Wikingów. Sekrety sukcesu skandynawskiego biznesu. Steve Strid i Claes Andreasson

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odwaga

Muszę, mogę, chcę – o mocy i pułapkach używanych słów

Zazwyczaj w codziennym zabieganiu nie zwracamy zbytnio uwagi na dobór słów, którymi opisujemy otaczający nas świat i naszą rzeczywistość. Tymczasem zupełnie bezwiednie możemy sami sabotować swoje działania, zamykać się w klatkach bezmyślności lub nakładać na siebie bezrefleksyjne ograniczenia. Z drugiej strony działając świadomie, możemy istotnie zwiększyć naszą efektywność i odporność na różnego rodzaju rozpraszacze.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - muszę - mogę - chcę
Photo by Robert V. Ruggiero on Unsplash

Muszę

To na pozór najmocniejsze z dzisiejszych słów, choć de facto jest ono wyrazem naszej bezsilności. Wyrazem uzależnienia od zewnętrznych czynników lub innych sił sprawczych, które nam coś każą.

Muszę robić karierę, musze pracować po godzinach, muszę pracować w tej firmie choć jej nienawidzę. Muszę odwiedzić teściową lub spędzić Święta z rodziną, choć to o czym marzę to chwila samotnego odpoczynku. Muszę odkurzyć mieszkanie raz w tygodniu, choć bywa że padam na twarz ze zmęczenia.

„Muszenie” jest zarazem jednym z najczęściej nadużywanych słów. Łatwo bowiem oświadcza się, że coś „muszę”. Ja jednak wtedy zawsze pytam „Kto Ci każe, skoro musisz?”. Zazwyczaj następuje wtedy konsternacja, chwila ciszy i nieśmiałe stwierdzenie „Ja”. No i teraz najważniejsze: „Skoro sam sobie każesz, to kto może Cię z tego zwolnić?”.  Odpowiedzi chyba można się łatwo domyślić…

Muszę – zatem jest często używane jako wymówka, która zwalnia nas z wysiłku jaki musielibyśmy włożyć w zmianę sytuacji, w której jesteśmy. Muszę – pozwala wyłączyć refleksję i myślenie oraz obciążyć innych odpowiedzialnością za nasze nie do końca udane życie i nadal nic z nim nie robić. Muszę – to wreszcie wygodne, a czasami wyrachowane, wołanie o to, aby inni poświęcili nam uwagę, pomogli albo wręcz wzięli odpowiedzialność za nasze życie. Czasami „muszę” też karmi własne ego, bo jakże wielki jestem skoro dźwigam tak ciężki krzyż życia.

Jest jednak jeszcze jedna genialna funkcja „muszę”, o ile bywa ono używane świadomie i intencjonalnie. „Muszę” nie daje pola wyboru, nie pozwala się rozczulać lub marnować czasu na  rozmyślanie czy coś robić, czy nie. „Muszę” zmusza do konkretnego działania, wykręca wysoką efektywność w naszym życiu i pomaga iść do przodu nawet wtedy, kiedy nie jest nam łatwo. „Muszę” przypisane do osiągnięcia jakiegoś celu pozwala przejść przez niejedno życiowe piekło.

Mogę

W tym słowie jest znacznie więcej przestrzeni niż w „muszę”. Słysząc je lub wypowiadając nie czuje presji i napięcia. Nie mam też tego zawężonego patrzenia tylko na osiągnięcie wyniku, bez zwracania uwagi na otaczającą mnie rzeczywistość.

Kiedy „mogę” łatwo mi się oddycha. Bez problemu zatrzymuje się na moment, aby zadać sobie pytanie co chcę danym działaniem osiągnąć i czy w ogóle chcę je jeszcze realizować. „Mogę” tworzy też przestrzeń na twórcze i kreatywne działanie, bo presja wyniku nie zabija radości pracy na danym tematem. Nie działając za wszelką cenę, czasami na chwilę odpuszczam, aby poczuć moment największej energii i dobrego nastroju. To co tworzę w takim stanie, jest prawie zawsze znacznie lepsze od tego co robię na czas lub na ilość wymuszoną przez „muszę”.

Największa moc „mogę” ujawnia się wtedy, kiedy przytłoczony ilością zadań, presją terminów i oczekiwaniami innych docieram do poczucia chaosu w moim życiu. Jestem zirytowany, spięty, moja satysfakcja z życia pikuje w dół, a ja nie potrafię się odprężyć czy zrelaksować. Zaczepiany przez najbliższych powtarzam tylko „muszę zrobić to”, „muszę zrobić tamto”…

Tak jest do momentu kiedy mam wreszcie dość, a irytacja dochodzi do kulminacyjnego punktu. To właśnie wtedy, zatrzymuję się. Spisuję wszystkie rzeczy do zrobienia i świadomie zmieniam w mojej głowie i kalendarzu ich status z „muszę” na „mogę”. Ten pierwszy utrzymują tylko te spraw, bez których faktycznie zawaliłby się świat. Resztę przesuwam w czasie lub w ogóle je sobie odpuszczam. Każdorazowo temu procesowi towarzyszy odczucie spadających z moich ramion ciężarów oraz obejmującego całe ciało rozluźnienia i relaksu.

„Mogę” ma także swoje drugie oblicze. Spora część ludzi jak „może”, a nie „musi” to nic nie robi. Niepostrzeżenie zapada się w marazmie, odpuszcza ambicję i płynie bezwiednie z nurtem losu, tracąc kontrolę nad swoim życiem. Wybierają lenistwo zamiast aktywności, często przykrywając je modnym ostatnio słowem „prokrastynacja”. To właśnie najczęściej oni, na końcu swojego życia ze smutkiem wzdychają mówiąc: „a mogłem/mogłam tyle zrobić”.

Chcę

Mówi się, że „chcieć” to „móc” i często jest to prawda. Problem w tym, że wiele osób stawia między tymi słowami znak równości. Zapominając, że samo „chcenie” nie zamiani się magicznie w działanie. Jeśli chcę odwiedzić Nowy Jork to z tym chceniem mogę przejść przez całe życie, finalnie nigdy nie odwiedzając tego miejsca. Aby je odwiedzić muszę bowiem podjąć jakieś działania w tym kierunku. Zaplanować lot, zorganizować noclegi itd. Identyczna sytuacja dotyczy tych którzy np. chcieliby zmienić pracę na lepszą lub zrealizować jakieś marzenie.

Nasz mózg uwielbia pławić się w „chcę”. Co więcej, wspiera je wizjami tego jak to mogłoby być, gdyby dane „chcę” się zrealizowało. Oczami wyobraźni już chodzimy po ulicach Nowego Jorku lub przechadzamy się po wymarzonym miejscu pracy. Często opowiadamy o tych wizjach naszym znajomym i jakoś tak tylko dziwnym trafem robimy to już od kilku lat, nie podejmując w rzeczywistym życiu żadnego działania w tym kierunku. Tych działań nie chce też nasz mózg, bo dla niego wszystko co nowe stanowi zagrożenie lub potencjalny dyskomfort związany ze stresem. Woli więc utrzymywać nas w iluzjach i marzeniach sennych odsuwając działanie na mityczne „później”.

Wielu z nas zapomina do „chcę” dopisać planu działania. Myli wizje z rzeczywistością i przyjmuje, że kiedy „chce” coś zrobić, to już to robi. Kiedyś sportowcom zalecano wyobrażanie sobie siebie na podium po wygranych zawodach. Miało ich to zmotywować do większego wysiłku podczas treningów i samego wyścigu. Badania pokazały jednak, że taka wizualizacja osłabia ich motywację, bo mózg myli wyobraźnie z rzeczywistością i w swojej pamięci odhacza dany sukces jako już osiągnięty.

Z tego też powodu, kiedy moi coachingowi klienci mówią, że czegoś „chcą” zawsze ich pytam, co już zrobili w tym kierunku, aby to osiągnąć. Odpowiedź najczęściej bywa mocno otrzeźwiająca dla nich samych. Dla mnie natomiast stanowi podstawę propozycji rozplanowania konkretnych działań.


Ten wpis powstał m.in. na podstawie moich cotygodniowych doświadczeń z tworzeniem artykułów na tego bloga. Na początku tygodnia zawsze „chcę” napisać kolejny. Pod koniec tygodnia wciąż go nie mam i czuję, że „muszę” go jak najszybciej napisać. Kiedy czuję, że „muszę” to nic z tego pisania nie wychodzi, bo presja nie sprzyja kreatywności. W piątek wieczorem zirytowany i wkurzony, odpuszczam sobie i myślę, że jak nic tym razem nie napiszę to świat się nie zawali. Zaczynam weekend z myślą żeby odpocząć, a gdybym złapał wenę to przecież „mogę” coś w między czasie jeszcze napisać…

5 sekund do działania

Chyba każdy z nas ma w życiu takie momenty, w których chciałby coś zrobić. Ba, nawet już zebrał energię potrzebną do tego działania. Już jest niby o krok od tego co zaplanował…, a jednak utyka na jakimś „magicznym” progu niedziałania i nie podejmuje zaplanowanej aktywności.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - 5 - sekund - do - działania
Photo by Luke Chesser on Unsplash

Czy to będzie zabranie głosu na spotkaniu. Realizacja jakiegoś zadania w pracy, które dziwnym trafem ciągle przesuwa się w czasie. Podjęcie jakiejś istotnej, ale nie kluczowej dla naszego życia decyzji. Czy tak banalna sprawa, jak wyjście z nudnej imprezy, czy filmu w kinie.

Co nas zatem powstrzymuje?

Odpowiedzią jest – lenistwo naszego mózgu. Dzieje się tak, jeśli koszt przetrwania danej sytuacji, czy nie podjęcia danego działania w tym momencie nie niesie za sobą istotnych konsekwencji. Co najwyżej lekko poboli nas głowa, będziemy trochę znudzeni lub w nieco gorszym humorze. Ewentualne dopiero za jakiś czas, dotknie nas konieczność nadrobienia straconego czasu.

Jeden taki incydent z reguły nie stanowi większego problemu. Jeśli jednak uzbiera się ich całkiem sporo i to szczególnie w krótkim czasie, może być to irytujące lub doprowadzić do większych kłopotów.

Mentalne turbodoładowanie

Długo szukałem jakiegoś sposobu na tę przypadłość, lecz żaden z poznanych nie okazywał się wystarczająco skuteczny. Tak było do momentu, aż trafiłem na regułę „5 sekund”. Tak banalnie prostą, że o mało jej nie zignorowałem.

Otóż za każdym razem, kiedy jesteś o krok od działania i wpadasz na „próg”, który Cię powstrzymuje – policz do pięciu. Licz jednak tak, jak przy starcie rakiety. Weź głęboki oddech… 5, 4, 3, 2, 1 i działaj.

To zaskakujące, jak nasz mózg posłusznie reaguje na to odliczanie. Jak niezauważenie przeskakuje nad tym co nas powstrzymywało, na „jeden” uwalniając całą skumulowaną energię.

W moim przypadku sprawdziło się to kiedy musiałem się przełamać i rozpocząć pewną rozmowę z nieznaną osobę. Usiąść wreszcie do przygotowania mało atrakcyjnego raportu. Czy też podnieść się energicznie po południowej drzemce. Prawdę powiedziawszy, to tylko przykłady, bo z tego sposobu, skorzystałem już wiele razy i w wielu sytuacjach. Z tego też powodu, z czystym sumieniem mogę Ci go zarekomendować.


Regułę 5 sekund w swoich wystąpieniach i książce propaguje Mel Robbins. Tutaj możesz posłuchać jej wypowiedzi na ten temat:

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Spełnienie w biurze, a może jego brak. Co robić jeśli nie czujesz satysfakcji ze swojej pracy?

Praca stanowi istotną część naszego życia. Chcielibyśmy czuć się w niej spełnieni i mieć poczucie satysfakcji z tego co robimy. Najczęściej jednak nie doświadczamy tego stanu w wystarczającym wymiarze, a bywa i tak, że nie doświadczamy go w ogóle. Mimo to tkwimy w dotychczasowym miejscu nie podejmując żadnego działania. Na co liczymy, czego się spodziewamy, jak sobie wyobrażamy zmianę tej sytuacji?

Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Mogę natomiast pokazać trzy główne przyczyny naszego niezadowolenia z pracy oraz trzy możliwe drogi działania, które sprowadzić można do hasła: zaakceptuj, zmień albo rzuć.

Więcej na ten temat przeczytacie w moim wpisie na zaprzyjaźnionym portalu: Zmiany w życiu

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - praca a satysfakcja

Uważaj! Strefa komfortu może być wrogiem Twoich marzeń.

Prawie wszyscy chcemy żyć wygodnie i bezpiecznie w poczuciu komfortu. Wyobrażamy sobie, że w ten sposób osiągniemy poczucie spełnienia i błogiego spokoju. Nic bardziej błędnego!

Niemała grupa moich klientów to biznesmeni, którzy mają firmy „samograje”. Praktycznie nic nie trzeba przy nich robić, bo wszystko jest świetnie poustawiane i samo się kręci. Są też klienci, którzy mają wszystko w życiu czego potrzebują: mieszkanie, samochód i nienajgorszą pracę. Jednak żadna z tych rzeczy nie jest ich zasługą, bo o wszystko zadbali rodzice. Wszyscy oni pojawiają się u mnie z jedną potrzebą – odkrycia sensu życia, który utracili.

Czemu tak się dzieje oraz czemu życzenie „spełnienia wszystkich marzeń” może być tak naprawdę przekleństwem, przeczytacie w moim wpisie na zaprzyjaźnionym portalu: Zmiany w życiu

 

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - strefa - komfortu

Życiowe huragany

Jedno ze słownikowych znaczeń słowa „huragan” to: „gwałtowna, niszcząca siła jakiś wydarzeń lub zjawisk”. W tym też znaczeniu będę się odnosił do tego terminu w niniejszym artykule. Chcę bowiem nawiązać do takich zdarzeń z naszego życia, które najczęściej są niespodziewane i całkowicie wywracają nasze życie lub jego istotną część. Ewentualnie, przynajmniej tak postrzegamy ich działanie zaraz po tym jak się zadzieją.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życiowe - huragany - huragan
Photo by Anthony Tori on Unsplash

Pierwsza fala

Moment uderzenia w nas potężnej siły, najczęściej powoduje poczucie przeszywającego strachu, dezorientacji i totalnego braku wpływu na daną sytuację. To, co jako tę siłę potraktujemy i to jak dalece destrukcyjne będzie jej działanie zależy od indywidualnej konstrukcji psychicznej każdego z nas. Dla jednych będzie to śmierć najbliższej osoby, dla innych informacja o śmiertelnej chorobie, która nam dolega. Jeszcze inni zostaną „ścięci z nóg” informacją o utracie pracy, pożarze mieszkania lub porzuceniu przez partnera/partnerkę.

To co jest kluczowe dla zetknięcia z huraganem to efekt jego działania. Jedna z definicji „huraganu” rozpoczyna się od zdania „Huragan to wiatr o tak dużej sile i porywistości, że powoduje zniszczenia na powierzchni, nad którą przechodzi”. Czemu to takie ważne, bo wskazuje pewną prawidłowość. Zniszczenie następuje tylko nad powierzchnią, nad którą przechodzi. Tymczasem wielu z nas przyjmuje, że zniszczenie dotknęło wszystkiego i wszędzie, przez co jesteśmy jeszcze bardziej przytłoczeni całą sytuacją i zwykliśmy mówić „całe moje życie legło w gruzach”. Czy naprawdę całe?

Lokowanie strat

Nasze życie można podzielić na kilka najważniejszych obszarów. Przy czym metodologie tego podziału, bywają bardzo różne. Jedna z nich obrazowo mówi, że w życiu cały czas żonglujemy trzema kulami: zdrowie, rodzina i praca. Przy czym dwie kule są szklane, a jedna z nich jest z kauczuku. Upuszczenie tej ostatniej je nie niszczy, bo po upadku się odbije i możemy ją znowu chwycić. Jeśli wypuścimy z rąk, którąś ze szklanych z dużym prawdopodobieństwem roztrzaska się o podłogę, choć nie zawsze. Według tej teorii kauczuk jest przypisany do kuli „praca”.

Ja wolę podział na trzy życiowe wyspy: związek, karierę (w której mieści się praca) oraz wyspę Ja (na, której z pewnością znalazłoby się również zdrowie). Huragan najczęściej szaleje tylko nad jedną z nich, a pozostałe mogą nam udzielić schronienia. Kiedy zostawia nas życiowy partner/partnerka, chwilowo większe zaangażowanie się w pracę może być sposobem na odskocznię od problemów prywatnych. Kiedy tracimy pracę możemy dostać wsparcie ze strony najbliższej osoby, z którą jesteśmy w związku lub też od rodziny. Jednocześnie, jeśli mamy jakieś hobby, większe zaangażowanie w jego realizację może na jakiś czas osłabić odczuwaną stratę po zwolnieniu z pracy.

Gorzej już nie będzie

Często efektem działania huraganu jest totalna destrukcja w danym obszarze. Wbrew pozorom ma to jeden pozytywny aspekt. Nie ma już co naprawiać, łatać i podpierać na różne sposoby. Mówiąc inaczej, nie ma miejsca na prowizorkę. Nie za bardzo można też pogorszyć sytuację, zatem możemy zacząć odbudowę danego obszaru inaczej, lepiej i całkowicie zgodnie ze sobą.

Co więcej możemy zadbać o to, aby ta nowa konstrukcja danego obszaru była bardziej odporna na ewentualne kolejne huragany. Cała ta sytuacja otwiera przed nami pole do odważnego i twórczego działania. Warto jednak uważać, aby nie wpaść w pułapkę bezrefleksyjnego odtwarzania starych schematów.

Przebudzenie Feniksa

Pobojowisko i chaos po huraganie, niejako przypominają zgliszcza po wielkim pożarze. Skąd te porównanie, bo chcę nawiązać do Feniksa. Legendarnego ptaka z Etiopii, który pod koniec swojego długiego życia spala się tylko po to, aby odrodzić się z popiołów na nowo.

Znam wiele osób, dla których życiowy huragan był doświadczeniem granicznym, po którym przebudzili się niczym Feniksy. Często dokonując zmian nie tylko w obszarze huraganem dotkniętym, ale w całym swoim życiu.

Porzucona kobieta, będąca do tej pory jedynie szarą myszką, kupiła Harleya, wytatuowała skrzydła na ramionach i zmieniła pracę na nową, w której nie znano jej wcześniejszego wizerunku. Doświadczony i lojalny wieloletni menedżer z korporacji, który jednego dnia usłyszał bezceremonialne „dziękuję”, wyprowadził się z miasta z całą rodziną i zajął agroturystką. Jego nowym hobby stały się pszczele pasieki. Dziś jego dawni koledzy, czasami wpadają na kilka dni po regenerację i opowiadają jak bardzo zazdroszczą mu tej życiowej zmiany.


Na zakończenie chciałbym jasno zaznaczyć, że nie trywializuję destrukcyjnej mocy życiowych huraganów oraz ich efektów. Wiem, że czasami ich siła jest tak wielka, że niektórych na długi czas przytłacza i bywa, że ta destrukcja nie dotyczy tylko wybranego obszaru życia. Wiem jednak też z doświadczenia, że ogrom zniszczeń często nie jest tak rozległy jak w pierwszej chwili to postrzegamy i że czym dalej od danego zdarzenia tym jego znaczenie dla całego naszego życia staje się mniejsze.

Nauczyłem się również, jak istotne jest to jakie działania i decyzje podejmiemy po jego przejściu, bo to jest klucz do odzyskania kontroli nad swoim dalszym losem. Lepiej zrozumiałem też sens prostych słów „wszystko mija”, bo dziś wiem, że dotyczy to także tych trudnych chwil w naszym życiu.  

Nie możesz wszystkiego

To była szczera i bardzo otwarta rozmowa o coachingu i menedżerach oraz wyzwaniach z jakimi Ci drudzy zmagają się na swoich stanowiskach. Polecam!

Co naszej rozmowie napisał Maciej Buś, autor tego podcastu:

W ciągu ostatnich dziesięciu lat „wyhodowałem” dziesiątki projektów. Ponad rok temu zrobiłem ćwiczenie – każdy projekt (jego nazwę) zapisałem na oddzielnej kartce formatu A4 i rozłożyłem je na podłodze. Powstał biały dywan, który pokrył niemal cały pokój. Pół roku później na tej samej podłodze zostały tylko trzy kartki – trzy projekty. O tym jak doszło do tego doszło, co się wydarzyło rozmawiam z Rafałem Markiewiczem – osobą, która kazała mi to ćwiczenie wykonać.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - menedżer
KLM #69: Nie możesz wszystkiego – rozmowa z Rafałem Markiewiczem

Rozmawiamy o:
Jak to się stało, że Rafał został coachem
O modzie na coaching i czy każdy może być coachem (coaching paznokci, ewangeliści)
O moich powodach rozpoczęcia pracy z Rafałem
O sytuacji managerów w codziennej pracy – o wypaleniu, frustracji,
Czy coach musi znać się na biznesie ludzi, którym pomaga?
O odwadze, otwartości, szczerości
O osamotnieniu szefa (szczególnie w kontekście obsługi klienta)
Do kogo w pracy manager może się zgłosić kiedy czegoś nie wie,
O podejmowaniu decyzji managerskich
O stresie
O awansach na stanowiska managerske
Jak radzić sobie z samotności – coaching to tylko jedna z dróg
O uzależnieniu od zewnętrznej pomocy
O kryzysie autorytetów
O źródłach rozwoju managerskiego
Do kogo pójść – do coacha czy mentora?
Jak odważyłem się zostać mentorem?
Jak wygląda nasza praca – Rafała jako coacha, moja jako mentora

Co wybiersz – miłość, czy strach?

Moje tegoroczne wakacje właśnie dobiegły końca. Dla mnie to szczególny moment, bo zwykłem kolejne lata liczyć od wakacji do wakacji, a nie od 1 stycznia do 31 grudnia. Wynika to z tego faktu, że każde wakacje staram się organizować tak, aby dostarczyły mi nowych doświadczeń, wyrwały mnie z rutyny „strefy komfortu” i dały kilka spokojnych chwil na refleksje i odpowiedź na pytanie: „Czy moje życie jest takie jakbym chciał, aby było?”.

Zasadniczo nie ma więc możliwości, abym z takiego wakacyjnego wyjazdu wrócił dokładnie taki sam, jak byłem przed nim. Nowe przeżycia i przemyślenia weryfikują część poglądów i przekonań. Otwierają na kolejne nowe doświadczenia i aktywności. Zdarza się i tak, że dokonują twardej weryfikacji wyobrażeń na swój własny temat.

Co roku kiedy wracam wypoczęty i pełen energii staję też przed dylematem – co dalej?

Co zmienić, a co zostawić takie jak było. Może potraktować to wszystko jako chwilową wakacyjną fanaberię i bezpiecznie umościć się w tym co znane. Ta ostatnia opcja dla mnie, człowieka skupionego na przyszłości, ale zarazem mistrza wykrywania zagrożeń i nieścisłości w planach, jest szczególnie kusząca. Przecież tak wiele może się nie udać, istnieje sporo niewiadomych a na dodatek każda nowość to co najmniej chwilowy dyskomfort i potrzeba zainwestowania dodatkowej energii. Kiedy tylko zaczynam tak myśleć, już wiem że nie jestem sam… Na moim ramieniu przysiada strach.

Na moje szczęście, kilka wakacji temu podjąłem jedną kluczową decyzję – nie chcę się bać życia. Chcę je smakować, doświadczać i w tym wszystkim ufać sobie i wierzyć w siebie. Strach stracił swoją „wielką moc” i choć potrafi czasami nieźle namieszać, ja ciągle się rozwijam i prę przed siebie.

Dziś chciałby zaprosić i Ciebie do takiej wspólnej drogi, aby się jednak ona zaczęła musisz dokonać wyboru, o którym doskonale opowiada Jim Carrey

Wybierz, to co kochasz!

Wybierz, to co kochasz. Ile razy dokonywałaś praktycznego wyboru? Ile razy przekładałaś dobro swojego dziecka, partnera nad siebie? Może TERAZ jest dobry czas, aby odzyskać siebie. Zacząć myśleć o swoich potrzebach. Zacząć siebie stawiać na pierwszym miejscu. Pozwól swojej kreatywności wybrzmieć.Daj się zauważyć. Idż przed siebie. Dumna. A Ty, wybrałaś już co kochasz?—Jeśli masz pytania, pytaj – głupie są tylko pytania niezadane.Jeśli chcesz przekazać to światu – udostępnij, ludzie lubią inspiracje. Nieś im Światło#purityofenergy #puresoul #pureart #pureakasza #konradhojan #katarzynahojan #energia #medytacja #love #medycynaalternatywna #reiki #miłość #samorozwój #medycynaholistyczna #mindfulness #dlamężczyzny #bioenergoterapia #dlakobiety #rozwójduchowy #szczęście #happy

Opublikowany przez Hoyan. Purity of energy and art. Sobota, 14 września 2019

 

Ciężkie czasy zadaniowców

Zadaniowcy to harty wyścigowe wielu korporacji, ale także fascynaci własnej efektywności. Uwielbiają zaczynać dzień od listy zadań do zrealizowania i jeśli nie ma ich odpowiednio dużo czują się taka listą rozczarowani. Często więc dla czystej ambicji dorzucają jeszcze kilka, aby dzień stał się wystarczająco ekscytujący.

Udany dzień z punktu widzenia zadaniowca to ten z dużą listą zrealizowanych zadań. Najlepiej wszystkich na ten dzień zaplanowanych. Średnio dobry będzie taki, gdy część zadań z listy trzeba przenieść na kolejny dzień. Fatalny zaś zakończy się dłuższą listą zadań niż ta, którą się zaczynał.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zadaniowiec - zadaniowcy
Photo by Austin Distel on Unsplash

Utopia celu

Zadaniowiec często dąży do realizacji wszystkich możliwych zadań, tak aby lista zadań oczekujących była całkowicie pusta. Wierzy w to, że wtedy osiągnie wreszcie upragniony spokój i poczucie spełnienia. Dążenie to jednak ma dwie pułapki.

Pierwsza to fakt, że we współczesnych czasach nieograniczonego potencjału informacji i możliwych zadań, te drugie mogą się nigdy nie skończyć. Czeluści internetu bowiem kierowane różnorodnymi algorytmami wciąż będą nam podpowiadać kolejne fascynujące możliwości czy to w postaci wydarzeń, kursów on-line, ciekawych filmów na YouTube, najnowszych informacji z danego zakresu, czy też wreszcie kolejnych stron godnych głębszej ich penetracji. Kiedy świat on-line to za mało, z pewnością trafią do nas jeszcze propozycje książek, które koniecznie powinniśmy przeczytać. Tym bardziej, że mają takie świetne opinie czytelników lub rekomendację jakiegoś influencera.

Dodatkowy problem z zadaniowcami, to ich nastawienie do zadań. Są niczym zadaniowy pies Pawłowa. Każe nowe zadania to rozbłyskująca lampka, która powoduje natychmiastowe wydzielenie endorfin i nim włączy się logika (porównanie wolnego czasu w kalendarzu z ilością czasu jaki trzeba poświęcić na realizację danego działania), już krzyczą „biorę”. Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy są mocno obciążeni, a nawet przeciążeni realizacją obecnych zadań.

Druga pułapka to zapętlenie logiczne. Bo jeśli zadaniowiec faktycznie zrealizowałby wszystkie działania, to i tak nie odczuje on szczęścia. Napędza go działanie i realizacja zadań, a nie bierność i spokojne oczekiwanie na kolejne wyzwanie. Już prędzej ogarnie go poczucie pustki i zagubienia.

Jest to tym bardziej niebezpieczne, że choć zadaniowcy się do tego raczej nie przyznają, to realizacja zadań jest tym co podbudowuje ich poczucie własnej wartości. Dzięki zadaniom czują się tacy ważni i niezastąpieni, a każde odhaczone zadanie = kolejny sukces w życiu. Brak zadań i brak sukcesów często oznacza z ich punktu widzenia, że są bezwartościowi. Nie uznają bowiem oni jako wystarczającej wartości tego, że prostu są. Realizacja zadań, to ich sposób na radzenie sobie ze strachem przed tym, że świat i inni odkryją prawdę o ich braku wartości. To też jeden z powodów, dla  którego zadaniowcy są często perfekcjonistami.

Cena zdrowia

Nadmiar realizacji zadań, mało odpoczynku i wyczerpanie psychiczne wynikające z próby zapanowania na wielością wszystkich możliwości i potencjalnych zadań, wcześniej czy później odbija się na zdrowiu. Problem w tym, że zadaniowiec napędzany swoim ukrytym strachem bywa naprawdę twardy i potrafi wiele znieść. Tak wiele, że organizm musi użyć naprawdę radykalnych form interwencji, żeby go zatrzymać. Przyznać trzeba, że ma on całkiem spore spektrum możliwości: zawał, udar, rak lub lżejsza artyleria w postaci: chwilowej utraty przytomności, różnych nerwobóli, krwotoków z nosa, chronicznych bólów głowy, wypalenia i depresji. Oczywiście to tylko przykłady, bo potencjalnych możliwości jest jeszcze więcej.

Czasami zainterweniuje też bliski zadaniowca i przekona go do zmiany trybu życia. Choć przyznać trzeba, że nie często to się udaje. Bliscy bowiem, próbują przemówić do logiki zadaniowców, nie uwzględniając tego, że tak naprawdę kieruje nimi emocja, którą jest strach.

Łatwiej, sprawniej itd.

Zadaniowiec czasami podejmuje próbę zapanowania nad natłokiem zadań i zaczyna testować różne rozwiązania. Najczęściej zaczyna używać aplikacji, które mierzą i weryfikują jego efektywność. Pomagają też pozbyć się wszystkiego co może go rozpraszać. Problem w tym, że najczęściej te aplikacje zawierają jednocześnie mechanizmy motywujące do jeszcze większej i bardziej efektywnej aktywności. I tutaj pętla się zamyka, zadaniowiec grzęźnie w kolejnej pułapce. Pomijając już fakt, że nierzadko chce być tak efektywny, że używa kilku tego typu aplikacji na raz.

Bywają i tacy co zaczynają bardzo dbać o swoją kondycję i aktywność sportową. W pierwszym odruchu można by pomyśleć – na szczęście. Byłaby to jednak zwykła naiwność. Zadaniowiec nie jest aktywny sportowo, bo chce być zdrowy. On jest aktywny sportowo, bo chce być jeszcze szybszy i efektywny w realizacji zadań. Po cichu liczy nawet, że ich jeszcze więcej udźwignie.

Zawsze mnie zaskakuje fakt, że zadniowiec prawie nigdy nie widzi rozwiązania swojej sytuacji w wyeliminowaniu części zadań, które nie są konieczne.

Od tego właśnie zaczynam moją pracę z zadaniowcami. Potem dodajemy umiejętne nadawanie priorytetów, delegowanie zadań na innych, wzmacniamy umiejętność asertywnej odmowy i wreszcie wprowadzamy świadome zarządzanie energią życiową.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close