Rafał Markiewicz

Blog

Zmiana – niby prosta rzecz. Też masz z nią problem?

Jak tak się dobrze zastanowić to chyba nie znam ani jednego człowieka, który nie chciałby wprowadzić w swoim życiu jakiejś zmiany. Znam za to wielu takich, którzy choć tych zmian chcą, to ich ciągle nie wprowadzają.

W biznesie sprawy nie wyglądają lepiej. Wielu menedżerów jest nie do końca zadowolonych z tego jak niektóre sprawy dzieją się w podległych im obszarach lub zarządzanych firmach. Jednak pomimo tego niezadowolenia i nawet nazwania tych obszarów lub spraw, zmiany ciągle nie nadchodzą.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana
Photo by Martin Robles on Unsplash

Wzór na zmianę

Cała tajemnica tkwi w matematyce i szczerze powiedziawszy da się ją zapisać dość prostym wzorem:

O <  N * W * PK

w którym:
O – to opór, N – to niezadowolenie, W – to wizja, PK – to pierwszy krok, a w zasadzie kroki

Przekładają to na wyjaśnienie słowne można by powiedzieć, że pierwszym warunkiem jest to, aby Opór przed zmianą był mniejszy niż Niezadowolenie z obecnej sytuacji. Jednak samo niezadowolenie to za mało, aby proces zmiany był skuteczny.

Bez dwóch pozostałych składników będziemy tylko narzekać i utyskiwać. Jednak sprawy nie ruszą z miejsca. Co najwyżej popadniemy w marazm lub depresję. Do Niezadowolenia musimy bowiem dołożyć Wizję, czyli to jak chcielibyśmy aby sytuacja wyglądał, gdy już wprowadzimy zmiany oraz Pierwsze Kroki jakie planujemy podjąć, aby rozpocząć wprowadzanie zmiany.

Uczulam tylko na jedną ważna zasadę matematyki. Mnożenie przez zero zawsze daje zero.

Zatem jeśli nie ma niezadowolenia, wizji lub planu na pierwsze kroki to będziemy mnożyć właśnie przez zero. Zadzieje się tak nawet wtedy, gdy tylko jeden z tych czynników nie zaistnieje. W efekcie, po prawej stronie równania będziemy mieli zero, a trochę trudno, aby nasz opór przed zmianą był od niego mniejszy. To właśnie tutaj kryje się cała tajemnica nieskutecznych zmian.

Opór

To naturalna reakcja naszego mózgu, na obawę przed nadchodzącą zmianą. Mózg z jednej strony jest leniwy i lubi to co znane i już uporządkowane. Z drugiej strony to co znane traktuje jako bezpieczne, a wszystko co ze zmianą związane odczytuje jako niebezpieczeństwo. Przyznać też trzeba, że jest w tym działaniu bardzo konsekwentny i skuteczny.

Wystarczy, że przypomnimy sobie jakie „filmy w naszej głowie” odpala mózg, kiedy ma się wydarzyć coś nieznanego lub coś czego nie jesteśmy do końca pewni. Praktycznie w 100% mówią one o złej wersji scenariusza. Egzamin – o rany, mogę go oblać. Zmiana pracy – a jak ta nowa będzie jeszcze gorsza, albo w ogóle jej nie znajdę. Wyjście z toksycznego związku – co jeśli nikt inny już nie będzie mnie chciał. Nowy projekt – a jak sobie nie poradzę i wyda się, że nie jestem taki dobry.

Kiedy powyższe nie zadziała, nasz mózg może jeszcze użyć prokrastynacji, czyli odkładania zadań w czasie. Ewentualnie wyczekiwania na jakiś magiczny moment, od którego wszystko się zmieni. Tak dla jasności – takie punkty nie istnieją, są jedynie kreacją naszej wyobraźni. Kiedy do nich dochodzimy „nagle” pojawiają się jakieś nowe trudności, sytuacja się zmienia, czy też zmieniają się nasze priorytety i znowu zmiana jest odłożona w czasie.

Niezadowolenie

Najgorszą sytuacją dla zmiany jest ta, kiedy jest nam z czymś źle, ale jednak nie fatalnie. Ewentualnie, kiedy dostrzegamy w danej sytuacji pewne plusy, bez względu na to na ile są one racjonalne. Np. mamy całkowicie nudną i nierozwijającą pracę lub szefa, który nie szanuje ludzi i ciągle ich opieprza, ale dobrze nam płacą. Związek zupełnie nie daje nam satysfakcji i nic nie czujemy do partnera, ale już jakoś tak przyzwyczailiśmy się do wspólnego mieszkania i łatwiej się utrzymać dzieląc kosztami. Chcielibyśmy wprowadzić pewne zmiany w podległym nam dziale, aby zwiększyć jego efektywność, ale wtedy będziemy się musieli borykać z niezadowoleniem części osób lub będziemy musieli do tych zmian przekonać jeszcze szefa lub zarząd.

To właśnie jest ten stan, w którym chodzimy i opowiadamy, że myślimy o tym, że chcielibyśmy coś zmienić w naszym życiu prywatnym lub zawodowym. To na co zawsze uczulam w mojej pracy coachingowej to sformułowanie „myślimy o tym, że chcielibyśmy coś zmienić”. Skoro myślisz, że chciałbyś coś zmienić, to tak de facto nie chcesz jeszcze tego zmieniać. Bo gdyby tak było, to miałbyś już zaplanowaną tę zmianę.

W takim stanie marazmu i niedziałania jesteśmy czasami w stanie przetrwać wiele lat. Trwa to najczęściej do jakiegoś silnego momentu przełomu np. szef prostak obrazi na personalnie na forum publicznym lub nie dostaniemy obiecanej premii. Partner nas zdradzi lub my nagle ulegniemy zauroczeniu kimś innym i przypomnimy sobie jak to jest, kiedy są uczucia między dwojgiem ludzi. Do firmy przyjdzie nowy menedżer, który wprowadzi zmiany w swoim dziale i zostanie za to doceniony przez szefostwo, a my poczujemy, że kiepsko wypadamy na jego tle.  Itd., itp…

Czasami też poważny wypadek, choroba czy inne traumatyczne zdarzenie uświadomią nam, że nie mam tak wiele czasu w życiu jak nam się zdawało i jeżeli chcemy coś w nim zmienić, to musimy zacząć działać już tu i teraz.

Wizja

Często kiedy, ktoś chce coś zmienić w swoim życiu prywatnym lub zawodowym pytam go „po co?”. Pytam, żeby zobaczyć, czy tak naprawdę od czegoś tylko ucieka (zła praca, niewłaściwy partner), czy jednak do czegoś dąży (praca, która daje satysfakcję lub pieniądze, szczęśliwy związek). To istotna kwestia, bo jeśli tylko od czegoś uciekamy, to kiedy tego zabraknie w naszym życiu, może nam się skończyć motywacja do działania i utkniemy nagle w stanie przejściowym. Nie doprowadzając całości do oczekiwanego efektu.

Jeżeli nie mamy wizji tego czego chcemy. Nasz mózg z całą pewnością wykorzysta tę lukę, aby zwiększyć opór przed zmianą. Z troską wykreuje w naszej głowie pytanie „czy jest sens tak się męczyć, aby coś zmienić?”.

Inny aspekt braku wizji, może się na nas odbić w jeszcze innym momencie zmiany. To zresztą jedna z bardzo przewrotnych pułapek zmian. Kiedy nie wiemy czego tak do końca chcemy, nie potrafimy też powiedzieć, kiedy już to osiągamy. Zatem skoro nie ma punktu docelowego, zaczynamy robić coraz więcej i coraz szybciej goniąc coś co nie jest nazwane. To właśnie tacy klienci z kilkunastoma rozpoczętymi projektami, przemęczeni, notorycznie niewyspani i zagubieni trafiają do mnie czasami z prośbą o pomoc. Wtedy też, pierwsze co robimy, to przy każdej ich aktywności/projekcie stawiamy pytania:

– po co to robię?

– do czego ma mnie to doprowadzić?

– po czym poznam, że to osiągnąłem?

Te trzy pytania i dyskusje o nich zazwyczaj pozwalają znaleźć te działania, które są mało istotne, albo realizują cele już nie tak ważne dla mojego klienta. Dzięki temu możemy się ich pozbyć i skupić na tych, które są naprawdę ważne.

Pierwsze Kroki

Czyli przejście od wizji i marzeń do realnego działania. Pamiętam jedno szkolenie, na którym prowadzący zapytał o nasze marzenia. Młoda kobieta powiedziała, że chciałaby pojechać do Nowego Jorku i spędzić tam tydzień. Dostała więc dwa pytania: Ile kosztuje przelot do Nowego Jorku? W jakiej cenie są tam noclegi? Nie znała odpowiedzi i z tego powodu prowadzący zapytał ją: „Czy to naprawdę jest Twoje prawdziwe marzenie, czy tylko ktoś Ci je sprzedał, a ty bezrefleksyjnie je powtarzasz?”

Jeżeli jest nam niewygodnie w jakiejś sytuacji i nawet potrafimy już snuć wizję, jak to będzie fajnie kiedy ją zmienimy, możemy wpaść w kolejną pułapkę losu. Odpłynąć w krainę marzeń i imaginacji. Mózg oczywiście będzie nas bardzo w tym wspierał, bo póki nie zaczniemy ich realizować, to marzyć możemy do woli. Z jego punktu widzenia nie jest to jeszcze niebezpieczne.

Zresztą to idealny moment, aby nasz mózg wpuścił nas w proces wiecznego odwlekania decyzji. Na zasadzie, skoro wiesz już co chcesz osiągnąć, to prawie już to masz (iluzja zmiany). Działać w tym kierunku zaczniesz wtedy, kiedy będzie ku temu dobry czas. Tymczasem, prawda jest taka, że nigdy nie będzie on dostatecznie dobry. Stąd to co trzeba zrobić, to zaplanować pierwsze konieczne kroki oraz najbliższą możliwą datę ich realizacji.

Bywa i tak, że nie wiemy do końca od czego zacząć. Jak cały proces zmian sobie poukładać. Wystarczy wtedy tylko wyznaczyć sobie czas na zebranie wszystkich potrzebnych informacji i czas kiedy na ich podstawie podejmiemy decyzję o kształcie naszego planu działania. Poszukiwanie informacji, to już pierwszy krok i to taki, który najczęściej umyka uwadze naszego podstępnego mózgu.


Największy problem ze zmianami jest  taki, że często są one trudniejsze niż wyobrażają to sobie Ci, którzy myślą, że to prosta sprawa i znacznie łatwiejsze niż sądzą Ci, którzy myślą, że to sprawa nie do przeskoczenia.

Mnie jedynie pozostaje często być strażnikiem zmian, a w zasadzie wzoru oraz zadbanie o to, aby w mnożeniu moich klientów nie było nigdzie zera 😉

Prze_myślnik #40 – w zgodzie ze sobą

Jesteśmy uczeni tego, że w życiu czasami trzeba iść na kompromisy. To cenna nauka, bo dzięki niej potrafimy współpracować z innymi lub znaleźć rozwiązanie pośrednie między dwoma przeciwstawnymi stanowiskami.

Zdarza się jednak, i to całkiem nierzadko, że zamiast godzić się na te kompromisy tylko czasami, niepostrzeżenie całe nasze życie staje się jednym wielkim kompromisem. Dusimy się w jakiejś toksycznej relacji, wypalamy w nierozwijającej pracy lub przez wiele lat odgrywamy jakąś życiową rolę, która daleka jest od naszego prawdziwego ja.

Pracując z moimi klientami mam często poczucie obcowania z dzielnymi ludźmi, którzy mają odwagę zawalczyć o swoje prawdziwe życie. Nierzadko mają obawy, czasami uciekają w nierealne marzenia, które podobno kiedyś (nie do końca wiadomo z jakiego powodu) mają się ziścić.

Kiedy jednak stawiamy pytania kluczowe, kiedy wiążemy to co ma się zadziać z konkretnymi punktami w czasie powstają plany działania. Czasami nawet plan nie jest konieczny. Wystarczające jest to, że zobaczą i uwierzą w to jak wielką siłę mają w sobie.

A jak jest z Tobą? Czy czujesz, że żyjesz pełnią życia w zgodzie ze sobą?

Wakacje i urlop to świetny czas na chwilę refleksji, na przerwanie rutynowego biegu dnia. Na zatrzymanie się i spojrzenie w głąb siebie i pytanie czy to co inni widzą na zewnątrz, jest tym samym co żyje w głębi nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - w zgodzie ze sobą

Cel, prędkość, paliwo. Kto kieruje Twoim życiem?

Każdego dnia, kiedy o poranku otwierasz oczy możesz zdecydować, czy ten dzień będzie kolejnym rutynowym przetrwaniem tych około 18 godzin do kolejnego snu. Czy też stanie się dniem, który zapamiętasz na długo.

Z niewiadomego mi powodu nauczyliśmy się żyć, choć ciężko nazwać to prawdziwym życiem, na autopilocie. Odłączyliśmy się od naszch ciał i nie potrafi odbierać sygnałów z nich płynących, które jasno nam pokazują co jest dla nas dobre, a co złe. Do tego niejednokrotnie zatruwamy nasz organizm kiepskiej jakości jedzeniem. Na co liczymy? Czemu jesteśmy tak zaskoczeni, kiedy dopada nas choroba lub brak poczucia sensu życia?

W moim najnowszym artykule na portalu Zmiany w życiu stawiam pewne przewrotne pytanie odnośnie tego jak dbamy o siebie i nasze życie. (kliknij obrazek poniżej ⬇️)

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kto kieruje Twoim życiem

Paradoks sukcesu – czy też jesteś w jego sidłach?

Prawie każdy, kto odniósł sukces, czy to w życiu prywatnym czy zawodowym, jest świadomy istnienia drabiny, po której cierpliwie należy wspinać się do sukcesu. Najczęściej jako finał tej wspinaczki widzimy jej zwieńczenie. Jednocześnie uznając, że początki zawsze są najtrudniejsze. Tymczasem okazuje się, że największa pułapka czeka na nas dosłownie kilka szczebli przed finałem i bywa nazywana „paradoksem sukcesu”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces
Image by StartupStockPhotos from Pixabay

Początek

Na samym początku drogi dużo czasu poświęcamy na naukę oraz popełnianie błędów, które z czasem nazywamy doświadczeniem. Na tym etapie najważniejszy jest jasno sprecyzowany cel, konsekwencja w dążeniu do niego i podtrzymywanie motywacji. Jest to w dużej mierze etap inwestycji. Inwestujemy nasz czas, energię, a nierzadko też pieniądze. Wszystko to bez gwarancji sukcesu.

Początkowo pomaga nam rozpęd wynikający z fascynacji naszym celem. Potem, szczególnie po napotkaniu pierwszych przeciwności bywa trudniej. Z tego powodu tak istotnym jest udzielenie sobie na samym początku odpowiedzi po co chcę osiągnąć ten cel. Co mi da i co stracę jeśli go nie osiągnę. Dzięki temu, mamy się do czego odwołać w chwilach zwątpienia.

Umacnianie się na pozycji

Pierwsze sukcesy cieszą i dają wiele satysfakcji. Ważne jest jednak aby nie były chwilowe, tylko by stanowiły stały element naszego działania i stale się powiększały. To tutaj zaczynamy doceniać swoją wartość i wzmacniać pewność siebie. Sporo już umiemy, ale często potrzebujemy jeszcze wsparcia oraz przestrzeni i czasu na eksperymenty i doskonalenie swojego warsztatu. Potrzebujemy też zadbać o to, aby nasze umiejętności zauważyli inni i docenili je korzystając z naszej pomocy.

Budowanie strefy wpływów

Kolejny etap to tworzenie strefy wpływu i budowanie swojej marki. To właśnie tutaj powinniśmy powszechnie dzielić się naszą wiedzą i umiejętnościami. Ochoczo wspierać innych i budować układy barterowe w ramach których za nasze przysługi, inni odwzajemniają się swoimi przysługami. Tak budujemy środowisko, w którym jesteśmy znani i cenieni.

Płacimy za to jednak określoną cenę. Uzyskując coraz więcej okazji i możliwości do dzielenia się swoimi zasobami, jednocześnie generujemy coraz większą liczbę żądań/oczekiwań udostępnienia naszego czasu i energii ze strony innych. W efekcie jesteśmy w swoich działaniach mocno rozporoszeni i starając się sprostać tym oczekiwaniom nie dbamy o własne interesy.

Ograniczanie dostępności

To faza kluczowa dla sukcesu, ale bardzo często nieuświadomiona przez tych, którzy do niego dążą. Działając na pewnym kontinuum poprzedniego etapu, wciąż jesteśmy łatwo dostępni dla innych, ale jednocześnie zaczynamy zaniedbywać to na czym powinno nam zależeć, aby osiągnąć nasz własny sukces. Pomału i niepostrzeżenie tracimy z pola widzenia nasz klarowny cel, a to przecież skoncentrowanie na nim zaprowadziło nas tak wysoko na drabinie sukcesu.

„Uwielbienie tłumu” i wyrazy wdzięczności ze strony innych karmią nasze ego. Do tego dochodzi wewnętrzne poczucie obowiązku zadowolenia wszystkich oraz brak odwagi w postawieniu granic. Nie stawiamy ich, bo obawiamy się reakcji tych, którzy będą rozczarowani ale też dlatego, że to działanie wymaga od nas wysiłku i zmierzenia się z poczuciem dyskomfortu.

Tym właśnie sposobem wielu menedżerów i specjalistów utyka w rozwoju swojej kariery. Wiele osób nie finalizuje swoich marzeń, bo jednocześnie rozczarowaliby by część przyjaciół lub kogoś z rodziny. Podobnie wielu dorosłych nie może zacząć się spełniać po odchowaniu dzieci, bo nie postawili granic i dorosłe pociechy wciąż wiszą na ich garnuszku, albo wykorzystują do załatwiania wielu spraw z własnego życia.

Nie miły to widok, kiedy dostrzega się tak wielu ludzi prawie u szczytu swoich drabin sukcesu, którzy utknęli w tym jednym miejscu. Są za wysoko, żeby się cofnąć i zejść na dół, a jednocześnie brak im odwagi lub świadomości tego co należy zrobić, aby wejść szczebel wyżej. Najczęściej zatracają się w wielości aktywności, których się podejmują. Biegną więc coraz szybciej w „chomikowym kołowrotku” licząc na to, że kiedy przyśpieszą uda się im osiągnąć coś więcej…

Efekt „czarnej dziury” – czy Ciebie też dotyka?

Zapewne każdy słyszał o wampirach energetycznych, czyli osobach, z którymi kontakt powoduje, że tracimy naszą życiową energię i optymizm. Istnieje kilka wskazówek, jak się przed ich działaniem bronić. Jednak zawsze jako najskuteczniejszy sposób jest wskazywane urwanie takiego kontaktu. Co jednak w sytuacji, kiedy taki energetyczny wampir pojawi się wewnątrz nas?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - czarna dziura

Photo by Tom Sodoge on Unsplash

Wewnętrzna otchłań

Są takie sytuacje i doświadczenia, które powodują, że w środku nas pojawia się pewnego rodzaju energetyczne zapadlisko. Coś na kształt kosmicznej „czarnej dziury”, która pochłania wszystko to co znajduje się w jej pobliżu.

Czarna dziura – obszar czasoprzestrzeni, którego z uwagi na wpływ grawitacji, nic (łącznie ze światłem) nie może opuścić… Czarną dziurę otacza matematycznie zdefiniowana powierzchnia nazywana horyzontem zdarzeń, która wyznacza granicę bez powrotu.

Czarne dziury o masie gwiazdowej formują się w wyniku zapadania grawitacyjnego bardzo masywnych gwiazd pod koniec ich życia. Po uformowaniu się, czarna dziura może kontynuować powiększanie swych rozmiarów absorbując masę z otoczenia.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_dziura

W życiu, tak samo jak w kosmosie, aby powstała energetyczna czarna dziura, wpierw musi istnieć masywny obiekt (gwiazda), który się zapadnie. Większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy, że tym „obiektem” są nasze duże oczekiwania względem jakiegoś zdarzenia w naszym życiu. Kiedy do niego dochodzi i oczekiwania w dużej mierze nie zostają spełnione, następuje efekt rozczarowania, który wywołuje zapadlisko w polu naszej życiowej energii.

Dotknięcie niemocy

Sam tego doświadczyłem w czasie ostatniego wyjazdu do Berlina. Berlin to dla mnie zawsze miejsce ładowania życiowych baterii. Chłonę rytm życia tego miasta, otwartość i optymizm jego mieszkańców, ich wyluzowanie oraz możliwość łatwego obcowania ze sztuką w przeróżnych jej formach. Na ten wyjazd czekałem niemal pół roku ze świadomością, że będzie on jednocześnie domknięciem pewnego etapu mojego życia, które mnie mocno wyczerpywało. Miałem wrócić pozytywnie nastawiony do świata i pełen energii. Wróciłem sfrustrowany i bez wiary w to, że życie może się jeszcze fajnie potoczyć. Marazm toczył niemal całe moje wnętrze, a pytanie o sens tego co robię w życiu kołatało się nieustannie w mojej głowie.

Co jednak najciekawsze, ja sam nie byłem do końca świadom mojego stanu. Było mi źle, ale uważałem, że to zmienił się świat i szukałem przyczyny tego stanu rzeczy na zewnątrz. Szybko zresztą, zbudowałem sobie do tego wszystkiego logiczne uzasadnienie. Tak było do momentu, kiedy spotkałem się ze znajomą, a ona zaczęła rozpaczliwie powtarzać: „popsułeś się”, „gdzie jest ten drugi Rafał, którego znam”, „ja chce tamtego Rafała – niech wróci!”. Długo też dyskutowaliśmy na jeden z życiowych tematów i właśnie w tym momencie dostrzegłem, że faktycznie torpeduje niemal wszystkie jej pozytywne opinie. Poczułem się dziwnie, bo to nie byłem ja. Całe szczęście moja znajoma miała swój „dzień mocy” i niemal zalała moją czarną dziurę swoim optymizmem, a i ja kiedy zorientowałem się co się dzieje, użyłem wszystkich znanych mi technik, aby uwolnić się od tej czarnej i oblepiającej mnie niemocy.

Rozczarowanie i strata

Dzięki świadomości co się dzieje, szybko poradziłem sobie ze swoim stanem emocjonalnym. Zainteresowało mnie jednak to, jak powstała we mnie ta „czarna dziura”. Kiedy przyjrzałem się całej sytuacji znalazłem jej przyczynę.

Było nią mieszkanie, które wynajęliśmy. Było w suterenie, wiec było trochę ciemne. Dodatkowo było mało ergonomiczne i brakowało w nim poczucie przestrzeni. W jednym z pionów wodociągowych nieustannie coś buczało i załączała się jakaś pompa. Do tego wszystkiego doszło jeszcze łóżko wodne. Na pozór fajne rozwiązanie, ale kiedy się położysz na czymś co przypomina ciepły, lekko ścięty budyń, to potem nie ma się ochoty z tego wstawać. Tak było też ze mną.

Niedobre emocje związane z tym miejscem przelałem na cały wyjazd, z którego wróciłem bez energii i wiary w wizję fajnego życia. Czułem się wręcz przegrany i zamiast chęci smakowania życia, miałem nadzieję, że uda mi się je jakoś przetrwać. Na całe szczęście był to jedynie stan Czarna dziura, która powstaje w nas samych to wewnętrzny stan niemocy, który wysysa z nas energię życiową i wszystko co pozytywne.chwilowy, o którym już niemal zapominałem.


Interesujące jest jednak to co go wywołało:

  1. Po pierwsze, rozczarowanie. Wywołane olbrzymimi oczekiwaniami z mojej strony co do wyjazdu i następnie ich niespełnieniem. Kiedy nie byłoby tak dużych oczekiwań, pewnie całą sytuację z lokum w Berlinie potraktowałbym jedynie jako pewnego rodzaju niewygodę.
  2. Po drugie, poczucie straty. Bo tak często, zwykliśmy odbierać to co leży „pomiędzy” zadowoleniem a niezadowoleniem. W tym przypadku oczekiwania były wysokie zatem i „przestrzeń pomiędzy” zrobiła się całkiem pokaźna. Strata ma to do siebie, że ma dwa oblicza:
  • materialne – w tym przypadku cena wynajętego mieszkania, w stosunku do jego standardu.
  • niematerialne – mieszkając wśród berlińczyków chciałem poczuć się lepiej, przez chwile będąc jednym z nich. To mieszkanie nie dało mi tego poczucia, zatem w moim wyobrażeniu straciłem możliwość dołączenia do tej społeczności.

Tak więc to właśnie z tych dwóch powodów napompowany „balon oczekiwań” co prawda nie wystrzelił, ale zapadł się w sobie i wywołał rozpadlisko, które wewnątrz mnie wsysało całe moje pozytywne nastawienia.


Warto pamiętać o zjawisku wewnętrznej „czarnej dziury”. Jego świadomość może ułatwić nam wyjście z takiego pesymistycznego stanu. Może się on bowiem pojawić w wielu momentach naszego życia, takich jak np.:

  • wakacyjny wyjazd
  • zmiana miejsca pracy lub awans w obecnym
  • włączenie się w jakąś inicjatywę społeczną
  • zapisanie do jakiegoś klubu
  • wejście w związek małżeński.

Powstaje też pytanie, czy da się temu zjawisku jakoś zapobiec zawczasu. Jest na to jeden, choć nie łatwy sposób. Zamiast tworzyć w życiu oczekiwania i wyobrażenia, trzeba nauczyć się bycia otwartym na to co ono przynosi. Zaakceptować fakt, że nie na wszystko mamy wpływ oraz nabyć umiejętność odnajdywania pozytywnych stron w tym co nam się przydarza. Ostatecznie nigdy nie wiemy, gdzie zmian z dziś, może nas doprowadzić w przyszłości.

Prze_myślnik #39 – strach

Kilka lat temu wypełniałem Kwestionariusz marki osobistej, z którego obecnie korzystam w pracy z moimi klientami. Pytania w nim zawarte są na pozór proste, ale ponieważ dotyczą świadomości samego siebie udzielanie odpowiedzi nie jest łatwe. U mnie było podobnie, ale jedno z pytań oznaczone numerem 14 nie sprawiło mi żadnego kłopotu.

Odpowiedź znałem już w momencie, kiedy skończyłem je czytać. Podpowiedziała mi ją intuicja, czy jak niektórzy wolą podświadomość. Pytanie brzmiało “Jaka jest najważniejsza emocja, która towarzyszy Ci w życiu?”, a moją odpowiedzią był “strach”. Zareagowałem na nią złością i frustracją, bo wiedziałem, że to droga dla przegranych a ja nim nie chciałem być.

To był przełomowy moment. Dziś ówczesny strach zastąpiła ciekawość. Ja natomiast byłem świadkiem wielu podobnych przemian u moich klientów. Odpowiedź na to dlaczego były one tak ważne, znajdziesz poniżej. ⬇️⬇️⬇️

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - strach

Dlaczego w życiu powinieneś/aś stawiać na siebie?

Jest takie powiedzenie, że jeśli chcesz zmieniać świat, to powinieneś zacząć od samego siebie. Ja lubię dodawać, że ta sama zasada tyczy się pomagania innym. Zachęcam więc w poniższym wpisie do dbania przede wszystkim o siebie, do zdrowej dawki pozytywnego egoizmu i budowania wewnętrznego dobrostanu.

Do nie uwieszania się w życiu na partnerze, pracodawcy albo bliskich, ale jednocześnie do niepełnienia funkcji wieszaka dla wymienionych. Obustronne partnerstwo wydaje się być najbardziej zdroworozsądkowym rozwiązaniem, które nikogo nie osłabia, ale i zarazem wzmacnia obie strony.

Pełną treść tego artykuł znajdziesz na portalu Zmiany w życiu (kliknij obrazek poniżej ⬇️)

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - stawiać na siebie

Szefie angażuj zespół …, czyli metoda Decision Making for Leaders w praktyce

Zawsze fascynowało mnie jak mistrzowie szachowi budują swoją strategię działania w czasie rozgrywek. Wydawało mi się, że jest tyle wariantów postępowania, że trudno jest je wszystkie objąć pamięcią i co jeszcze trudniejsze, zastosować adekwatnie do danej sytuacji.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - zespół

Teraz wyobraź sobie, że figury na szachownicy ożywają. Wchodzą ze sobą w różne interakcje. Nie zawsze chcą wykonywać polecenia króla, a i królowa lubi wtrącić swoje trzy grosze lub demonstracyjnie zaprezentować swoje niezadowolenie z decyzji głównego stratega. Król ma też sporo dylematów, bo nie posyła na pole walki jedynie bezimiennych pionków lub fizycznych figur, ale żywe istoty. Część z nich lubi, zna też pewnie sytuację rodzinną niektórych podwładnych i hasło poświęcenia kogoś dla dobra zespołu, czy strategii nie brzmi już tak prosto. Oprócz logiki do głosu dochodzą także emocje oraz brak 100% pewności co do swojej decyzji. Tymczasem przeciwnik po drugiej stronie planszy nie czeka i aktywnie działa. Tak właśnie, w sporym uproszczeniu, wygląda codzienność w świecie szefa zarządzającego swoim zespołem.

„ Twórca metodologii Decision Making for Leaders Vroom na pytanie jednego z dziennikarzy, które brzmiało: „Jaki sposób angażowania zespołu jest najlepszy?”, odpowiedział: „Nie ma takiego sposobu. Każda sytuacja wymaga od lidera dostosowania siebie do kontekstu, wagi problemu i wiedzy zespołu. …”


„Szefie, angażuj zespół. Jak motywować grupę metodą Decision Making for Leaders” Robert Zych

W elastyczności siła

Nawiązując do cytatu o angażowaniu zespołu można tak samo śmiało powiedzieć o sposobie zarządzania zespołem. Ani styl dyrektywny, ani demokratyczny nie jest lepszy lub gorszy. Oba są tak samo skuteczne jeśli zostaną zastosowane w odpowiedniej sytuacji. Mogą być też tak samo destrukcyjne, jeśli ich dobór do sytuacji będzie nieadekwatny. Siłą każdego menedżera odpowiedzialnego za zespół, projekt czy całą firmę jest więc umiejętność elastycznego stosowania różnych styli. Największą słabością będzie za to trzymanie się jednego jedynego sposobu zarządzania w każdej sytuacji. Słabość ta zyskuje w ostatnich czasach na znaczeniu, bo w świecie VUCA, który jest zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny elastyczność i zwinność menedżerów jest kluczem do przetrwania organizacji. Jej brak ją zabija, a taki menedżer staje się jej najsłabszym ogniwem.

Książka Roberta Zycha „Szefie, angażuj swój zespół” jest właśnie podręcznikiem takiej menedżerskiej elastyczności. Uczy doboru jednego z liderskich stylów: dyrektywnej decyzji, konsultacji indywidualnej, konsultacji grupowej, moderowania (facylitacji), delegowania do zaistniałej sytuacji. Przy czym, co szczególnie ważne, nie uczy tylko teoretycznie, ale podaje mnóstwo przykładów z menedżerskiego życia, które omawia w kontekście sytuacji i zastosowanego względem niej rozwiązania. Dodatkowo jej wartość podnosi fakt, że pokazuje też przykłady błędnych decyzji i ich konsekwencji. Jak choćby przykład menedżera, który przy relokacji siedziby firmy swoim działaniem doprowadził do utraty 37% najlepszych fachowców od marketingu, produkcji i nowych produktów.

Menedżerski przewodnik

„Szefie, angażuj swój zespół” to współczesny przewodnik po zarządzaniu zespołem uwzględniający zmianę realiów rynkowych, ale i zmian pokoleniowych z jakimi mamy do czynienia. Robert Zych wskazuje na potrzebę większego angażowania zespołu, a nie jedynie zarządzania nim. Bazując na metodzie Decision Making for Leders pomaga zbudować schematy decyzyjne pozwalające dobrać najbardziej efektywny sposób działania i współpracy z zespołem.

„Dziś efektywny zespół jest sprawny technologicznie i zaangażowany w to, co robi. Liderzy poszukują w swoich pracowników smykałki do obsługi klienta wewnętrznego i zewnętrznego, a z drugiej strony efektywności w pracy. Coraz częściej o sprawności zespołu decyduje technologia i wspaniali ludzie, którzy potrafią ją wykorzystać. Ciekawe, że model szefa zmienia się z dyrektywnego na bardziej partnerski, angażujący. Choć oczywiście występują sytuacje, w których niezmiennie potrzeba jest dyrektywność szefa. A zatem szczególnie kiedy zarządzam zespołem młodych pracowników z pokolenia Y, staram się za nic w świecie nie oceniać ich, nie pouczać i nie dawać dobrych rad. Dzisiaj dobry szef to raczej inspirujący lider i coach. Częściej niż wydaje polecenia, motywuje pracowników do wypracowania własnych pomysłów. Coraz mniej sprawdzają się twarde metody zarządzania.”


„Szefie, angażuj zespół. Jak motywować grupę metodą Decision Making for Leaders” Robert Zych

Oprócz wskazówek, podpowiedzi i przykładów dostajemy od Roberta Zycha coś jeszcze. Dodatek zatytułowany „Ściąga dla szefa”. To taki specjalny niezbędnik (narzędziownik) do trzymania w szefowskiej szufladzie. Będzie on szczególnie przydatny dla początkujących menedżerów, ale z doświadczenia wiem, że przyda się też praktykom z wieloletnim stażem, kiedy przytłoczeni ilością zadań, komplikacjami organizacyjnymi czy też rynkowymi i przemęczeni będą musieli podjąć ważną i odpowiedzialną decyzję.

Dla mnie opisywana książka należy do tych, które z przyjemnością mogę polecić moim klientom i innym menedżerom. Robię to tym chętniej, że jest spójna z moim podejściem do zarządzania, które promuje szefa o ludzkiej twarzy, który jednocześnie nie zapomina o koniecznej efektywności swoich działań. Z tego też powodu napis na okładce „BIZNES W PRAKYCE” jest dla mnie w 100% uzasadniony.

Sukces w pracy… czy naprawdę jest mi potrzebny?!

Po co chodzisz do pracy? To przymus, potrzeba zarobienia pieniędzy czy też chęć realizacji samego siebie? A może to sposób na ucieczkę od całej reszty życia, w którym nie układa się tak dobrze?

Kariera zawodowa ma wiele oblicz, a miara sukcesu często zmienia się w zależności od perspektywy z jakiej na nią patrzymy. Czasami bywa nią awans, a czasami odzyskanie wolnego czasu dla siebie lub rodziny. Pojęcie sukcesu zmienia się też wraz z wiekiem, zdobytym doświadczeniem i naszą obecną sytuacją życiową.

Dla mnie bezdyskusyjnym sukcesem w tym obszarze będzie zawsze życie w zgodzie z sobą i dążenie do tego co dla nas faktycznie jest ważne. Zapraszam do lektury mojego artykułu na portalu Zmiany w życiu, który o sukcesie w pracy właśnie opowiada.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - sukces w pracy

Rezyliencja – czyli Twoja „odporność” w świecie wyzwań

Świat pędzi coraz szybciej, dociera do nas coraz więcej informacji, zmiany w naszym otoczeniu zachodzą w błyskawicznym tempie, a do tego otrzymaliśmy niespotykaną wcześniej liczbę możliwości. Z jednej strony to wspaniałe, z drugiej szansa na popełnienie błędu, wybór nienajlepszej opcji, czy przeoczenie istotnej informacji wzrosła niebotycznie.  Można zatem przyjąć za pewnik, że coś takiego nam się przydarzy. Z tego powodu dziś mit bohatera, który się „kulą nie kłania” odchodzi do lamusa, dziś bohaterem jest ten, który po oberwaniu kulą ciągle się podnosi.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - rezyliencja
Image by Patrick Neufelder from Pixabay

Rezyliencja

To termin zapożyczony przez psychologię z fizyki, w której opisywał zjawisko, w którym materiał tracił swój pierwotny kształt na skutek uderzenia lub reakcji chemicznej, a następnie powracał do stanu wyjściowego bez uszkodzeń. W psychologii opisuje osoby posiadające umiejętność  zmierzenia się z przeciwnościami losu, przetrwania ich lub pokonania, a następnie wyjścia z nich bez szwanku, a czasami jako jeszcze silniejsze jednostki.

W dzisiejszym świecie VUCA (Volatility, Uncertainty, Complexity, Ambiguity), który jest zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny umiejętność rezyliencji, może być jednym z czynników decydujących o naszym sukcesie. Szczególnie w kontekście zawodowym, w którym będzie ona oznaczała umiejętność radzenia sobie ze stresem, elastyczne podejście w stosunku do zachodzących zmian, odpowiednie nastawienie do nowych i często zaskakujących sytuacji oraz co chyba najważniejsze odporność na brak stabilności.

Cześć osób rodzi się z wysokim poziomem rezyliencji. Jednak pozostali wcale nie są na przegranej pozycji, ponieważ tego rodzaju „odporności”, podobnie jak radzenia sobie ze stresem, można się nauczyć. Na dobry początek proponuję zacząć od 5 podstawowych kroków:

1. Świadomość siebie i swojej wartości

Znajomość samego siebie, swoich mocnych i słabszych stron, swojego życiowego dekalogu i najważniejszych wartości uznałbym za podstawę w tym obszarze. Przyjrzenie się swoim dotychczasowym doświadczeniom, zrozumienie swojego schematu reakcji w sytuacjach kryzysowych oraz przeanalizowanie dzięki jakim umiejętnościom do tej pory udawało nam się wychodzić z trudnych sytuacji z całą pewnością wzmocni naszą pewność siebie i spowoduje, że poczujemy się silniejsi.

Często nie zastanawiamy się nad naszym dotychczasowym życiem, a przez to nie dostrzegamy tego, że wiele spraw z naszej przeszłości, nad którymi przeszliśmy do porządku dziennego, dla innych byłoby sporym wyzywaniem. Kiedy sobie to uświadomimy i zaczniemy jeszcze uważniej dobierać słowa, którymi o nich opowiadamy (nie „udało się” lub „jakoś tak wyszło”, tylko „zrobiłem” lub „rozwiązałem tę kwestię”) zbudujemy ciekawą historię naszego życia, która nas dodatkowo wzmocni i doda wiary w siebie.

Więcej na ten temat znajdziesz w moim wpisie: Czy znasz swoje mocne strony

2. Buduj równowagę w życiu

W naszym życiu przechodzimy przez różne etapy i fascynacje. Czasami oddajemy się całkowicie pracy, innym razem 100% naszej uwagi skupione jest na budowaniu i pielęgnacji naszego związku. Często z wiekiem przychodzi okres fascynacji zdrowym odżywaniem i dbaniem o swoje zdrowie. Bywa, że pochłania nas całkowicie jakieś hobby.

W takim postępowaniu nie ma nic złego, a wręcz takie zachłyśnięcie się danym obszarem życia bywa naprawdę fascynujące i dodaje mnóstwo energii. Pułapką takiego działania jest jednak to, że gdy zapomnimy o reszcie życia, całe nasze poczucie wartości, satysfakcję i życiowe sukcesy łączymy tylko z tym jednym obszarem. Jeśli poniesiemy w nim jakąś porażkę, gwałtownie spadnie też nasze poczucie wartości i satysfakcja z życia.

Z tego powodu proponuję często moim klientom patrzenie na swoje życie z perspektywy trzech obszarów: Ja, Związek i Kariera. Jak każdy z nich wygląda, czy jesteśmy z każdego z nich zadowoleni, co w którym z nich chcielibyśmy zmienić i jak często każdy z nich odwiedzamy. To podejście zamknąłem w autorskiej technice, która nazywam techniką „Trzech wysp”, pracujemy w niej nad każdym z tych obszarów z wykorzystaniem metafory. Każdy obszar naszego życia to odrębna wyspa. To jak wygląda, z czego jest zbudowana, co się na niej znajduje jest odzwierciedleniem naszej życiowej sytuacji.  

Więcej informacji o technice „Trzech wysp” znajdziesz w moim wpisie: 3 ważne zasady na rok 2019

3. Wypracuj właściwe podejście do życia

Pozytywne nastawienie do życia, losu i świata daje nam potężną dawkę energii i popycha do efektywnego działania. Zamiast odpalania „wyuczonej bezradności”, kiedy to snujemy wizje ile to byśmy mogli gdybyśmy: wiedzieli więcej, mieli inne umiejętności, urodzili się w bogatszej rodzinie, wygrali w totolotka lub mieli „normalnego” szefa w pracy, dokonujemy szybkiej oceny tego na co mamy wpływ, a co jest od nas niezależne. Dzięki temu zajmujemy się tym pierwszym i zaczynamy planować konkretne działania lub szukamy możliwych rozwiązań danej sytuacji.

Powyższe wymaga oczywiście wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, w tym również za to, że popełnimy w nim jakieś błędy. Jest to dyskomfortowa sytuacja, która wywołuje strach u wielu osób. Jednak warto pamiętać, że ludzie odważni to nie Ci którzy nie czują strachu, lecz Ci którzy podejmują działania pomimo niego.

W tym kontekście warto poznać koncepcję „gier skończonych i nieskończonych”. Mówi ona o dwóch podejściach do życia. W uproszczeniu, ci którzy grają w gry skończona uznają każde zdarzenie w życiu za ostatecznie rozegrane. Zatem każde z nich ma zwycięzcę i przegranego. Oczywistym jest, że nie można zawsze wygrywać, więc czasami przegrywamy co obniża nasze morale, wiarę w siebie i stawia pod znakiem zapytania kolejne życiowe wyzwania. To podejście, szczególnie kiedy zdarzy nam się kilka przegranych z rzędu, potrafi odebrać życiową energię, pogrążyć w marazmie i zdemotywować do dalszych działań. Ci natomiast, którzy grają w gry niedokończone nie uznają żadnych zdarzeń za ostatecznie rozstrzygnięte. Kiedy coś nie idzie po ich myśli uznają to jedynie za potknięcie lub wyzwanie i szukają inne metody na poradzenie sobie z daną sprawą. Są bardziej elastyczni, łatwiej akceptują zmiany sytuacji i rożne zwroty akcji. Ostatecznie nie traktują tego jako walki na śmierć i życie. Trzymają się podejścia, że jak nawet teraz coś nie wyjdzie, to naprawi się to w przyszłości.

Więcej informacji o pozytywnym podejściu do życia znajdziesz w moich wpisach: Świat Ci sprzyja oraz „Ma to sens” i łatwiej żyć

Więcej informacji o grze w „gry skończone i nieskończone” znajdziesz tutaj w podcascie ze strony ‘Stacja zmiana”.

4. Miej życiowy cel lub cel jakikolwiek

Kiedy wiesz po co się budzisz każdego dnia znacznie łatwiej jest żyć. Wyznaczenie sobie celu zwykle aktywizuje nas do działania i przenosi naszą uwagę z problemów na rozwiązania. Efektywniej podejmujemy decyzje i dzięki temu uzyskujemy poczucie kontroli nad naszym życiem, a to powoduje, że wzrasta nasze poczucie wartości.

Mnie do przodu pcha odpowiedź jakiej kiedyś udzieliłem sobie na pytanie „Jak jest Twoja życiowa misja i co dobrego wnosisz do świata?”. Brzmi to trochę pompatycznie i  wbrew pozorom odpowiedź na te pytanie wcale nie jest łatwa jeśli dobrze nie znasz samego siebie. Jednak zapewniam, że jej udzielnie da Ci potężnego motywacyjnego „kopa” i jeśli kiedykolwiek złapiesz jakiegoś „doła” będzie jak latarnia rozświetlająca zmrok.

Nie musisz jednak od razu wyznaczać tak wielkiego celu, aby nabrać rozpędu. Wystarczy jakiś pomniejszy, ale konkretny cel.  Kiedy po kryzysie finansowym z 2008 roku wielu prezesów i wysoko postawionych menedżerów straciło swoje dobrze płatne posady, spora część z nich zaczęła biegać maratony i było to bardzo dobre działanie. Często w ich życiu runęło praktycznie wszystko: zarobki, prestiż, pozycja i wiara we własne umiejętności. Decyzja o przebiegnięciu maratonu pozwoliła wyznaczyć cel. Jednak kluczowe było przygotowanie do niego. Kiedy zaczęli trenować, znaleźli obszar życia nad którym mieli kontrolę, a sukcesywne poprawianie wyników pozwoliło im odzyskać wiarę w siebie.

5. Zadbaj o siebie

Prawda banalna i zdawałoby się oczywista, ale zaskakujące jest jak wielu moich klientów dba o wszystkich dookoła poza samymi sobą. Zapominamy o tym, że nasza kondycja psychiczna i emocjonalna jest powiązana z kondycją naszego ciała. Słynna łacińska sentencja  „Mens sana in corpore Sano” („W zdrowym ciele zdrowy duch”) nic przez wieki nie straciła na swej aktualności.

Pamiętaj, że jeśli chcesz wspierać innych musisz mieć do tego odpowiednią siłę i zasoby energii. Zły, zmęczony i niewsypany będzie zawsze kiepskim wsparciem, a już na pewno nie tak efektywnym jak wtedy kiedy jesteś wypoczęty i w dobrym humorze.    

Śmiało więc daj sobie pełne prawo do zadbania o siebie. Idź na spacer, zrób sobie popołudniową drzemkę lub pozbądź się stresu z ciała idąc na masaż. Jedz zdrowo, ruszaj się i miej plany oraz marzenia niech napędzają Twoje życie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close