Rafał Markiewicz

Blog

Czas na reset – prywatny power off

Kilka dni temu mój smartfon zaczął nieco szwankować. Przestał m.in pokazywać powiadomienia o nowych wiadomościach jakie dostałem na WhatsAppie. Podobnie było też z wiadomościami na Messengerze. Nieświadomy całej sytuacji pominąłem kilka informacji od znajomych lub odpowiadałem im z opóźnieniem. Dość długo szukałem przyczyny usterki i ciężko było coś ustalić. Dopiero znajomy zapytał mnie kiedy ostatnio wyłączyłem telefon. Było to chyba miesiąc temu. Poradził więc jego wyłączenie, aby wyczyścić dobrze pamięć podręczną. Po wyłączeniu telefonu i jego ponownym uruchomieniu wszystkie problemy zniknęły. Ja zaś zacząłem się zastanawiać jak dobrze wyczyścić „pamięć podręczną” w mojej głowie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - reset
Image by Pexels from Pixabay

Ludzie od zawsze dzieli się na tych co są wiecznie zabiegani i mają mnóstwo zajęć do ogarnięcia oraz tych którzy dysponują wolnym czasem. Ci drudzy, jeszcze jakiś czas temu na pytanie co robisz zwykli odpowiadać „nic, nudzę się.” Współczesne tempo życia nie pozostawiło bez wpływu obu tych grup.

Zapracowani i wiecznie zajęci

Mogłoby się zdawać że świat cyfrowych technologii, dostępności online oraz automatyzacji niektórych procesów powinien dać im trochę wytchnienia.

Nic bardziej mylnego. Faktycznie pewne rzeczy robią szybciej i sprawniej załatwiają niektóre sprawy. Współczesny świat dostarczył jednak również mnóstwo nowych możliwości. Dostępnym sprawił to co kiedyś było nieosiągalne. Liczba nowych informacji i bodźców stała się tak wielka, że aż niemożliwa do przetworzenia. Ci wiecznie zajęci wpadli w nową pułapkę. Robią coś szybciej i sprawniej zyskując wolny czas. Nim się jednak obejrzą natychmiast przeznaczają go na spożytkowanie dla nowo nabytych możliwości. Tak więc każda nowa luka czasowa jest natychmiast wypełniana jakimś nowym działaniem.

Nudzący się

Dziś już się nie nudzą. Każda wolna chwila, którą kiedyś mieli i nie wiedzieli co z nią zrobić jest natychmiast wypełniana surfowanie w social mediach. Te natomiast tak sprytnie potrafią wciągnąć użytkownika, że spędza on w nich nie tylko swój wolny czas ale również i czas przeznaczony na inne rzeczy. Tym sposobem ci z wolnym czasem nagle zaczynają dołączać do tych zapracowanych i wiecznie zajętych. Muszą bowiem jakoś nadgonić czas stracony na bezmyślnym serwowaniu.

„Współczesny człowiek dał sobie narzucić skojarzenie satysfakcji z ilością realizowanych celów i wartości. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani wizjami satysfakcji, jaką da nam to bądź inne przedsięwzięcie, wobec czego czujemy się zmuszeni włączyć je jakoś do repertuaru naszych celów. Czasy współczesne pod wieloma względami pozostają bez precedensu – jednym z nich jest bezprecedensowa ilość dostępnych człowiekowi form samorealizacji”

Jak radzisz sobie ze szczęściem? Tomasz Mazur, Benefit 03(83)/2019

Zapełniony bufor „pamięci podręcznej”

Żyjąc w ten sposób zapełniamy naszą „pamięć podręczną” po sam sufit. Analizuje ona i przetwarza wszystko z czym się stykamy w ciągu dnia. Aby uzmysłowić sobie jak spore jest to wyzwanie wystarczy tylko zastanowić się na tym jak dużą liczbę postów lub zdjęć przeglądamy w czasie 10 minutowego surfowania w social mediach. Jak wiele źródeł informacji, jak wieloma różnymi kanałami dociera do nas ze swoimi newsami.

Czy tego chcemy czy nie, wcześniej czy później, tak samo jak mój smartfon zaczniemy przeoczać istotne rzeczy. Początkowo to mogą być czyjeś urodziny, terminy płatności naszych zobowiązań czy spotkań biznesowych. Potem inne sprawy i rzeczy których nawet nie będziemy świadomi.

Mamy jednak jeden problem, nas nie da się wyłączyć tak jak smartfonu. Sen co najwyżej pozwoli poukładać wiadomości i sprawy w naszej głowie. Jest ich jednak tak wiele, że często nie starcza już czasu na czyszczenie.

W takich momentach z pomocą przychodzi medytacja, chodź wiem że nie dla wszystkich jest ona osiągalna. Jeżeli nie chcesz lub nie możesz jej używać z pomocą może ci przejść chwila totalnej izolacji i wyciszenia. Wyłącz telefon, a najlepiej zostaw go w domu i wyjdź spędzić trochę czasu w naturze.

Mi doskonale czyści „podręczną pamięć” szum morskich fal i dotyk plażowego piasku. Równie dobrze robi górska wspinaczka i mentalne połączenie z wielką pustą przestrzenią widoczną ze szczytu góry. Nie zawsze jednak musi to być aż tak spektakularne zdarzenie. Głęboki reset przeżywam spędzając dwie godziny w lesie kiedy wsłuchuję się w jego odgłosy i cieszą oczy zielenią drzew. Podobnie dzieje się ze mną kiedy siądę na dużej łące i staram się być z nią jednością. Wsłuchuję się w całe owadzie życie które na niej trwa, dostrzegam szczegóły budowy roślin które mnie otaczają i cieszą oczy ich kolorem i różnorodnością. Świadomie i głęboko wczuwam się zapachy i aromaty które mnie otaczają.

Przypuszczam, że i u ciebie czas już na głęboki reset i wyczyszczenie „pamięci podręcznej”. To jest ten szczególny moment, kiedy przystając i zatrzymując się w „tu i teraz”, tak naprawdę przyspieszasz kroku przez życie. Zarówno te prywatne jak i zawodowe.

Pasja w pracy i jej 2 pułapki

Wiele osób marzy o tym, aby ich praca była zarazem ich pasją. Wierzą, że dzięki temu będzie się im pracować łatwo i przyjemnie. Liczą, że niesieni siłą pasji rozwinął swoje zawodowe skrzydła i przekroczą ograniczające ich bariery. To faktycznie jeden z możliwych scenariuszy. Jednak, aby był on potencjalnie możliwy należy unikać dwóch podstawowych pułapek.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pasja
Photo by Annie Spratt on Unsplash

Pułapka 1 – pasjo przybywaj!

Powyższy tytuł oddaje nastawienie niektórych z moich klientów rozczarowanych swoim obecnym miejscem pracy. Wierzą w to, że pasja powinna na nich spłynąć i niecierpliwie wyglądają tego momentu. Problem jednak w tym, że pasja nie przybywa z otchłani wszechświata, tylko rodzi się wewnątrz nas.

Jedna z moich klientek stwierdziła kiedyś, że daje swojej nowej pracy jeszcze miesiąc, aby poczuć do niej pasję. Jeśli się to nie wydarzy, to nie przedłuży swojej umowy zawartej na okres próbny. Była nieco zaskoczona, kiedy podałem jej kartkę i powiedziałem, że już nawet w tej chwili może napisać oświadczenie o nieprzedłużaniu umowy.

Sęk w tym, że to nie pracy, ale co najwyżej samemu sobie, możemy dać szansę na rozbudzenie pasji do tego co robimy zawodowo. Musimy dać trochę więcej od siebie. Zaangażować się i zgłębić temat próbując dostrzec w nim ciekawostki, interesujące wątki lub dowiadując się więcej o narzędziach lub otoczeniu biznesowym związanym z daną branżą.

Pasja jest bowiem jak ogień w kominku. Z jednej strony cały czas musi być podsycana drewnem, czyli naszym działaniami, pogłębianą wiedzą, czy też inicjatywami jakich się podejmujemy. Z drugiej strony, nawet najlepsze drewno nie zapłonie jeśli nie będzie pierwszej iskry. Potraktujmy zatem nasze początkowe zaangażowanie jako inwestycję. Jako pewnego rodzaju rozpałkę do której przytykamy płomień. Zacznijmy działać i nie wyczekujmy spektakularnego przełomu pewnego dnia. Pasja, o ile będzie nam dana, będzie narastać powoli, aż pewnego dnia z zaskoczeniem stwierdzimy, że nasza praca daje nam wiele satysfakcji i gubimy poczucie czasu kiedy się w nią angażujemy.

Pułapka 2 – zamiana pasji w pracę.

Na pozór najprostsze z rozwiązań. Zamiast rozbudzać pasję, należy tą która już mamy przekuć na działania zarobkowe. O ile nam się to uda, oprócz samej przyjemności zajmowania się danym tematem będziemy mogli z tego tytułu czerpać także korzyści finansowe. W takim podejściu nie ma nic złego. Co więcej nasza pasja może sama zarabiać na siebie. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy to co robimy z pasji staje się naszym jedynym, albo głównym, źródłem utrzymania.

W tej sytuacji to co było przyjemnością, nagle staje się obowiązkiem. To czym zajmowaliśmy się z chęci działania, teraz będzie wynikało z musu, przyjętego harmonogramu lub powziętego wobec klienta zobowiązania. W pierwszych miesiącach nie zauważymy zwykle tej zmiany. Każde nowe zlecenie będzie namacalnym dowodem na potwierdzenie właściwości naszej decyzji. Brak zleceń, też będzie początkowo łatwo tłumaczyć. Przecież machina musi nabrać rozpędu, aby wszystko zaczęło się kręcić.

Jednak po 3, 6 a może 12 miesiącach ta sytuacja zacznie nam ciążyć. Opadnie początkowy entuzjazm, a to co dawało radość zacznie generować stres i napięcie. Oczywiście prawie każdy z nas ma pokusę, aby uwierzyć w to, że nam się taki scenariusz nie przydarzy i ja tę wiarę bardzo szanuję. Jest świetnym motorem napędowym przy wielu decyzjach. Pozwala dokonać wielu i wspaniałych rzeczy w naszym życiu. Chodzi tylko o to, aby być świadomym jak zazwyczaj taki transfer pasji w prace przebiega i w odpowiednim momencie, jeśli ta sytuacja zacznie nasz męczyć, mieć odwagę odpowiednio na nią zareagować.  

Ścieżka zawodowa – mądre wybory i świadome powroty

Zwykło się mówić, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Jednak większość ludzi używa tego stwierdzenia błędnie, jako wyjaśnienia tego, że nie chcą czegoś robić drugi raz. Tymczasem autorowi tych słów, Heraklitowi z Efezu chodziło o to, że nawet jak coś robisz drugi raz, to nie będzie to takie samo jak za pierwszym razem. To nic, że wchodzisz drugi raz do tej same rzeki, ale woda w niej nieustannie płynie i nie jest już tą samą wodą co za pierwszym razem.

Ja dodam więcej. Po pierwszym wyjściu z rzeki ty też zdobywasz nowe doświadczenia i przez to się zmieniasz. Kiedy więc do niej ponownie wchodzisz nie tylko woda w niej jest inna, ale i ty jesteś też już kimś innym. Zderzenie tych dwóch faktów, może dać bardzo pozytywne efekty np. w obszarze kariery zawodowej.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - ścieżka zawodowa
Photo by Emilio Garcia on Unsplash

4 ścieżki + jedna

Jak twierdzi Rick Jarow autor książki Antykariera, każdy z nas może wybrać jedną z dróg rozwoju:

„Pierwsza to samozatrudnienie, założenie własnego biznesu. To nie jest droga dla każdego. Druga to poszukiwanie ludzi i organizacji myślących podobnie jak ty, z którymi ci po drodze, z którymi chciałbyś pracować. Trzecia droga to studiowanie medycyny czy prawa, uzyskiwanie kwalifikacji – ale z własnym poczuciem misji. Tak aby zmienić otoczenie, zanim otoczenie zmieni ciebie. Czwarta droga to nie pracować. Po prostu w pewnym momencie życia przychodzi czas na zatrzymanie się, na inkubację, na podróże.”

Jest jeszcze droga piąta, choć nie nazwałbym jej drogą rozwoju. To droga pieniądza. Pracujemy u tego kto płaci, albo w ogóle (czyli chciał nas zatrudnić), albo odpowiednio dużo. Ludzie z którymi pracujemy, czy też kultura organizacyjna schodzą wtedy na plan dalszy. Choć jeśli nie są do nas dopasowane, wcześniej czy później zaczną uwierać.

Nierzadko, kiedy dokonujemy wyboru zapominamy, że to nie jest wybór na całe życie. Z czasem możemy eksperymentować z każdą z dróg i tym, jak się na niej odnajdujemy. Dzięki temu niektóre z nich ewidentnie wykluczymy, inne uznamy za dopuszczalne i być może odnajdziemy tą jedną jedyną, na której czujemy się naprawdę dobrze.

Czasami może się okazać, że ta najlepsza jest jedną z tych, na której wcześniej byliśmy. Powstają wtedy pytania:

  • jak najlepiej na nią wrócić?
  • jak ocenią to inni?
  • czy nie zostanie to odczytane jako moja porażka?

Jak wrócić?

W pierwszej kolejności świadomie tzn. nie uciekając od czegoś, a do czegoś dążąc. Z szerokim bagażem doświadczeń wiemy już czego możemy się spodziewać na danej drodze i jaką cenę przyjdzie nam zapłacić za jej wybór. Znamy już też dobrze cenę innych dróg i teraz możemy dokonać ich świadomego porównania.

Odważnie i cierpliwie, ze zdefiniowanym zakresem oczekiwań. Skoro już kiedyś podążaliśmy daną drogą warto wrócić na nią mądrzej niż wcześniej. Aby to zrobić należy m.in. zadać sobie pytania:

  • Jakie zarobki mnie interesują – w tym jakie jest minimum?
  • Jakiego rodzaju pracy szukam i co ona ma wnieść do mojego rozwoju zawodowego?

A następnie konsekwentnie trzymać się swoich odpowiedzi i szukać do momentu, aż znajdziemy to czego szukamy. Skoro wracamy, możemy pokusić się o małą nutkę „bezczelności”. Nie idziemy tam gdzie nas chcą, to musi być jeszcze miejsce i praca, której my również chcemy.

Jak Cię ocenią?

Jak to w życiu bywa – różnie. Część negatywnie, bo się poddałeś. Części będzie to zupełnie obojętne, a jeszcze inni mogą potraktować Twoje zachowanie jako inspirację do własnych działań. Wniosek zatem z tego taki, że powinieneś mieć spory dystans do tej kwestii i się nią zbytnio nie przejmować.

To co może Ci pomóc, to wspomniana wyżej świadomość jakiej pracy szukasz i co chcesz dzięki temu wyborowi uzyskać. Przy takiej Twojej świadomości, inni będą mogli potraktować to działanie jako strategicznie przemyślane. Jednak nie czarujmy się. Wielu nawet nie zapyta, a i tak będzie miało swoją interpretację zdarzeń.

Porażka, a może jednak sukces?

Pewnie będą tacy, którzy uznają powrót na wcześniejszą ścieżkę za ewidentny dowód porażki. Najczęściej to będą jednak Ci, którym nie starczyło odwagi na eksperymenty. Cały czas pełni obaw, kurczowo trzymają się dokonanego kiedyś wyboru. Skoro ty wracasz, to oni będą mogli żyć w iluzji poczucia lepszości, bo jednak „wyszło na ich” – nie warto było eksperymentować.

To właśnie oni najczęściej błędnie interpretują słowa Heraklita z Efezu myśląc, że nie robi się dwa razy tego samego. Nie są bowiem w stanie  mentalnie ogarnąć tego, że kiedy wracasz na poprzednią ścieżkę, możesz wrócić na nią mądrzejszy i bardziej pewny siebie. Masz bowiem większy wachlarz doświadczeń i jesteś świadomy tego, że poradzisz sobie również na innej ścieżce zawodowej. Ponadto nie wybierasz jej ze strachu przed nieznanym, ale z pewności, że jest najbardziej dopasowana do Ciebie.


Ten artykuł jest pokłosiem wielu moich spotkań z klientami coachingowymi. Jest też wynikiem moich osobistych doświadczeń. Dzięki tym ostatnim wykonałem swoistą pętlę po ścieżkach rozwoju zawodowego i dziś, wiedząc co mi psuje a co nie, dokonuję bardzo świadomych wyborów. 

W ich efekcie wybrałem wariant łamany. Pracę w dużej firmie, ale nie typowej korporacji, którą łączę z własną działalnością coachingową po godzinach. Wybrałem pracę na etacie, która pozwala mi na synergiczny rozwój portfela moich umiejętności i daje poczucie bezpieczeństwa. Coaching natomiast pozostaje moją pasją, której nie zabija ciągła pogoń za kolejnymi klientami i w efekcie obniżanie jakości moich usług lub wysokości cen.

Co zyskał mój pracodawca? Dobrego i doświadczonego pracownika, który wybrał go świadomie i dostrzega wartość pracy jaką wykonuje. Co więcej, czuje się doskonale w jego kulturze organizacyjnej.

Zmiana – niby prosta rzecz. Też masz z nią problem?

Jak tak się dobrze zastanowić to chyba nie znam ani jednego człowieka, który nie chciałby wprowadzić w swoim życiu jakiejś zmiany. Znam za to wielu takich, którzy choć tych zmian chcą, to ich ciągle nie wprowadzają.

W biznesie sprawy nie wyglądają lepiej. Wielu menedżerów jest nie do końca zadowolonych z tego jak niektóre sprawy dzieją się w podległych im obszarach lub zarządzanych firmach. Jednak pomimo tego niezadowolenia i nawet nazwania tych obszarów lub spraw, zmiany ciągle nie nadchodzą.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana
Photo by Martin Robles on Unsplash

Wzór na zmianę

Cała tajemnica tkwi w matematyce i szczerze powiedziawszy da się ją zapisać dość prostym wzorem:

O <  N * W * PK

w którym:
O – to opór, N – to niezadowolenie, W – to wizja, PK – to pierwszy krok, a w zasadzie kroki

Przekładają to na wyjaśnienie słowne można by powiedzieć, że pierwszym warunkiem jest to, aby Opór przed zmianą był mniejszy niż Niezadowolenie z obecnej sytuacji. Jednak samo niezadowolenie to za mało, aby proces zmiany był skuteczny.

Bez dwóch pozostałych składników będziemy tylko narzekać i utyskiwać. Jednak sprawy nie ruszą z miejsca. Co najwyżej popadniemy w marazm lub depresję. Do Niezadowolenia musimy bowiem dołożyć Wizję, czyli to jak chcielibyśmy aby sytuacja wyglądał, gdy już wprowadzimy zmiany oraz Pierwsze Kroki jakie planujemy podjąć, aby rozpocząć wprowadzanie zmiany.

Uczulam tylko na jedną ważna zasadę matematyki. Mnożenie przez zero zawsze daje zero.

Zatem jeśli nie ma niezadowolenia, wizji lub planu na pierwsze kroki to będziemy mnożyć właśnie przez zero. Zadzieje się tak nawet wtedy, gdy tylko jeden z tych czynników nie zaistnieje. W efekcie, po prawej stronie równania będziemy mieli zero, a trochę trudno, aby nasz opór przed zmianą był od niego mniejszy. To właśnie tutaj kryje się cała tajemnica nieskutecznych zmian.

Opór

To naturalna reakcja naszego mózgu, na obawę przed nadchodzącą zmianą. Mózg z jednej strony jest leniwy i lubi to co znane i już uporządkowane. Z drugiej strony to co znane traktuje jako bezpieczne, a wszystko co ze zmianą związane odczytuje jako niebezpieczeństwo. Przyznać też trzeba, że jest w tym działaniu bardzo konsekwentny i skuteczny.

Wystarczy, że przypomnimy sobie jakie „filmy w naszej głowie” odpala mózg, kiedy ma się wydarzyć coś nieznanego lub coś czego nie jesteśmy do końca pewni. Praktycznie w 100% mówią one o złej wersji scenariusza. Egzamin – o rany, mogę go oblać. Zmiana pracy – a jak ta nowa będzie jeszcze gorsza, albo w ogóle jej nie znajdę. Wyjście z toksycznego związku – co jeśli nikt inny już nie będzie mnie chciał. Nowy projekt – a jak sobie nie poradzę i wyda się, że nie jestem taki dobry.

Kiedy powyższe nie zadziała, nasz mózg może jeszcze użyć prokrastynacji, czyli odkładania zadań w czasie. Ewentualnie wyczekiwania na jakiś magiczny moment, od którego wszystko się zmieni. Tak dla jasności – takie punkty nie istnieją, są jedynie kreacją naszej wyobraźni. Kiedy do nich dochodzimy „nagle” pojawiają się jakieś nowe trudności, sytuacja się zmienia, czy też zmieniają się nasze priorytety i znowu zmiana jest odłożona w czasie.

Niezadowolenie

Najgorszą sytuacją dla zmiany jest ta, kiedy jest nam z czymś źle, ale jednak nie fatalnie. Ewentualnie, kiedy dostrzegamy w danej sytuacji pewne plusy, bez względu na to na ile są one racjonalne. Np. mamy całkowicie nudną i nierozwijającą pracę lub szefa, który nie szanuje ludzi i ciągle ich opieprza, ale dobrze nam płacą. Związek zupełnie nie daje nam satysfakcji i nic nie czujemy do partnera, ale już jakoś tak przyzwyczailiśmy się do wspólnego mieszkania i łatwiej się utrzymać dzieląc kosztami. Chcielibyśmy wprowadzić pewne zmiany w podległym nam dziale, aby zwiększyć jego efektywność, ale wtedy będziemy się musieli borykać z niezadowoleniem części osób lub będziemy musieli do tych zmian przekonać jeszcze szefa lub zarząd.

To właśnie jest ten stan, w którym chodzimy i opowiadamy, że myślimy o tym, że chcielibyśmy coś zmienić w naszym życiu prywatnym lub zawodowym. To na co zawsze uczulam w mojej pracy coachingowej to sformułowanie „myślimy o tym, że chcielibyśmy coś zmienić”. Skoro myślisz, że chciałbyś coś zmienić, to tak de facto nie chcesz jeszcze tego zmieniać. Bo gdyby tak było, to miałbyś już zaplanowaną tę zmianę.

W takim stanie marazmu i niedziałania jesteśmy czasami w stanie przetrwać wiele lat. Trwa to najczęściej do jakiegoś silnego momentu przełomu np. szef prostak obrazi na personalnie na forum publicznym lub nie dostaniemy obiecanej premii. Partner nas zdradzi lub my nagle ulegniemy zauroczeniu kimś innym i przypomnimy sobie jak to jest, kiedy są uczucia między dwojgiem ludzi. Do firmy przyjdzie nowy menedżer, który wprowadzi zmiany w swoim dziale i zostanie za to doceniony przez szefostwo, a my poczujemy, że kiepsko wypadamy na jego tle.  Itd., itp…

Czasami też poważny wypadek, choroba czy inne traumatyczne zdarzenie uświadomią nam, że nie mam tak wiele czasu w życiu jak nam się zdawało i jeżeli chcemy coś w nim zmienić, to musimy zacząć działać już tu i teraz.

Wizja

Często kiedy, ktoś chce coś zmienić w swoim życiu prywatnym lub zawodowym pytam go „po co?”. Pytam, żeby zobaczyć, czy tak naprawdę od czegoś tylko ucieka (zła praca, niewłaściwy partner), czy jednak do czegoś dąży (praca, która daje satysfakcję lub pieniądze, szczęśliwy związek). To istotna kwestia, bo jeśli tylko od czegoś uciekamy, to kiedy tego zabraknie w naszym życiu, może nam się skończyć motywacja do działania i utkniemy nagle w stanie przejściowym. Nie doprowadzając całości do oczekiwanego efektu.

Jeżeli nie mamy wizji tego czego chcemy. Nasz mózg z całą pewnością wykorzysta tę lukę, aby zwiększyć opór przed zmianą. Z troską wykreuje w naszej głowie pytanie „czy jest sens tak się męczyć, aby coś zmienić?”.

Inny aspekt braku wizji, może się na nas odbić w jeszcze innym momencie zmiany. To zresztą jedna z bardzo przewrotnych pułapek zmian. Kiedy nie wiemy czego tak do końca chcemy, nie potrafimy też powiedzieć, kiedy już to osiągamy. Zatem skoro nie ma punktu docelowego, zaczynamy robić coraz więcej i coraz szybciej goniąc coś co nie jest nazwane. To właśnie tacy klienci z kilkunastoma rozpoczętymi projektami, przemęczeni, notorycznie niewyspani i zagubieni trafiają do mnie czasami z prośbą o pomoc. Wtedy też, pierwsze co robimy, to przy każdej ich aktywności/projekcie stawiamy pytania:

– po co to robię?

– do czego ma mnie to doprowadzić?

– po czym poznam, że to osiągnąłem?

Te trzy pytania i dyskusje o nich zazwyczaj pozwalają znaleźć te działania, które są mało istotne, albo realizują cele już nie tak ważne dla mojego klienta. Dzięki temu możemy się ich pozbyć i skupić na tych, które są naprawdę ważne.

Pierwsze Kroki

Czyli przejście od wizji i marzeń do realnego działania. Pamiętam jedno szkolenie, na którym prowadzący zapytał o nasze marzenia. Młoda kobieta powiedziała, że chciałaby pojechać do Nowego Jorku i spędzić tam tydzień. Dostała więc dwa pytania: Ile kosztuje przelot do Nowego Jorku? W jakiej cenie są tam noclegi? Nie znała odpowiedzi i z tego powodu prowadzący zapytał ją: „Czy to naprawdę jest Twoje prawdziwe marzenie, czy tylko ktoś Ci je sprzedał, a ty bezrefleksyjnie je powtarzasz?”

Jeżeli jest nam niewygodnie w jakiejś sytuacji i nawet potrafimy już snuć wizję, jak to będzie fajnie kiedy ją zmienimy, możemy wpaść w kolejną pułapkę losu. Odpłynąć w krainę marzeń i imaginacji. Mózg oczywiście będzie nas bardzo w tym wspierał, bo póki nie zaczniemy ich realizować, to marzyć możemy do woli. Z jego punktu widzenia nie jest to jeszcze niebezpieczne.

Zresztą to idealny moment, aby nasz mózg wpuścił nas w proces wiecznego odwlekania decyzji. Na zasadzie, skoro wiesz już co chcesz osiągnąć, to prawie już to masz (iluzja zmiany). Działać w tym kierunku zaczniesz wtedy, kiedy będzie ku temu dobry czas. Tymczasem, prawda jest taka, że nigdy nie będzie on dostatecznie dobry. Stąd to co trzeba zrobić, to zaplanować pierwsze konieczne kroki oraz najbliższą możliwą datę ich realizacji.

Bywa i tak, że nie wiemy do końca od czego zacząć. Jak cały proces zmian sobie poukładać. Wystarczy wtedy tylko wyznaczyć sobie czas na zebranie wszystkich potrzebnych informacji i czas kiedy na ich podstawie podejmiemy decyzję o kształcie naszego planu działania. Poszukiwanie informacji, to już pierwszy krok i to taki, który najczęściej umyka uwadze naszego podstępnego mózgu.


Największy problem ze zmianami jest  taki, że często są one trudniejsze niż wyobrażają to sobie Ci, którzy myślą, że to prosta sprawa i znacznie łatwiejsze niż sądzą Ci, którzy myślą, że to sprawa nie do przeskoczenia.

Mnie jedynie pozostaje często być strażnikiem zmian, a w zasadzie wzoru oraz zadbanie o to, aby w mnożeniu moich klientów nie było nigdzie zera 😉

Prze_myślnik #40 – w zgodzie ze sobą

Jesteśmy uczeni tego, że w życiu czasami trzeba iść na kompromisy. To cenna nauka, bo dzięki niej potrafimy współpracować z innymi lub znaleźć rozwiązanie pośrednie między dwoma przeciwstawnymi stanowiskami.

Zdarza się jednak, i to całkiem nierzadko, że zamiast godzić się na te kompromisy tylko czasami, niepostrzeżenie całe nasze życie staje się jednym wielkim kompromisem. Dusimy się w jakiejś toksycznej relacji, wypalamy w nierozwijającej pracy lub przez wiele lat odgrywamy jakąś życiową rolę, która daleka jest od naszego prawdziwego ja.

Pracując z moimi klientami mam często poczucie obcowania z dzielnymi ludźmi, którzy mają odwagę zawalczyć o swoje prawdziwe życie. Nierzadko mają obawy, czasami uciekają w nierealne marzenia, które podobno kiedyś (nie do końca wiadomo z jakiego powodu) mają się ziścić.

Kiedy jednak stawiamy pytania kluczowe, kiedy wiążemy to co ma się zadziać z konkretnymi punktami w czasie powstają plany działania. Czasami nawet plan nie jest konieczny. Wystarczające jest to, że zobaczą i uwierzą w to jak wielką siłę mają w sobie.

A jak jest z Tobą? Czy czujesz, że żyjesz pełnią życia w zgodzie ze sobą?

Wakacje i urlop to świetny czas na chwilę refleksji, na przerwanie rutynowego biegu dnia. Na zatrzymanie się i spojrzenie w głąb siebie i pytanie czy to co inni widzą na zewnątrz, jest tym samym co żyje w głębi nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - w zgodzie ze sobą

Cel, prędkość, paliwo. Kto kieruje Twoim życiem?

Każdego dnia, kiedy o poranku otwierasz oczy możesz zdecydować, czy ten dzień będzie kolejnym rutynowym przetrwaniem tych około 18 godzin do kolejnego snu. Czy też stanie się dniem, który zapamiętasz na długo.

Z niewiadomego mi powodu nauczyliśmy się żyć, choć ciężko nazwać to prawdziwym życiem, na autopilocie. Odłączyliśmy się od naszch ciał i nie potrafi odbierać sygnałów z nich płynących, które jasno nam pokazują co jest dla nas dobre, a co złe. Do tego niejednokrotnie zatruwamy nasz organizm kiepskiej jakości jedzeniem. Na co liczymy? Czemu jesteśmy tak zaskoczeni, kiedy dopada nas choroba lub brak poczucia sensu życia?

W moim najnowszym artykule na portalu Zmiany w życiu stawiam pewne przewrotne pytanie odnośnie tego jak dbamy o siebie i nasze życie. (kliknij obrazek poniżej ⬇️)

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kto kieruje Twoim życiem

Paradoks sukcesu – czy też jesteś w jego sidłach?

Prawie każdy, kto odniósł sukces, czy to w życiu prywatnym czy zawodowym, jest świadomy istnienia drabiny, po której cierpliwie należy wspinać się do sukcesu. Najczęściej jako finał tej wspinaczki widzimy jej zwieńczenie. Jednocześnie uznając, że początki zawsze są najtrudniejsze. Tymczasem okazuje się, że największa pułapka czeka na nas dosłownie kilka szczebli przed finałem i bywa nazywana „paradoksem sukcesu”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces
Image by StartupStockPhotos from Pixabay

Początek

Na samym początku drogi dużo czasu poświęcamy na naukę oraz popełnianie błędów, które z czasem nazywamy doświadczeniem. Na tym etapie najważniejszy jest jasno sprecyzowany cel, konsekwencja w dążeniu do niego i podtrzymywanie motywacji. Jest to w dużej mierze etap inwestycji. Inwestujemy nasz czas, energię, a nierzadko też pieniądze. Wszystko to bez gwarancji sukcesu.

Początkowo pomaga nam rozpęd wynikający z fascynacji naszym celem. Potem, szczególnie po napotkaniu pierwszych przeciwności bywa trudniej. Z tego powodu tak istotnym jest udzielenie sobie na samym początku odpowiedzi po co chcę osiągnąć ten cel. Co mi da i co stracę jeśli go nie osiągnę. Dzięki temu, mamy się do czego odwołać w chwilach zwątpienia.

Umacnianie się na pozycji

Pierwsze sukcesy cieszą i dają wiele satysfakcji. Ważne jest jednak aby nie były chwilowe, tylko by stanowiły stały element naszego działania i stale się powiększały. To tutaj zaczynamy doceniać swoją wartość i wzmacniać pewność siebie. Sporo już umiemy, ale często potrzebujemy jeszcze wsparcia oraz przestrzeni i czasu na eksperymenty i doskonalenie swojego warsztatu. Potrzebujemy też zadbać o to, aby nasze umiejętności zauważyli inni i docenili je korzystając z naszej pomocy.

Budowanie strefy wpływów

Kolejny etap to tworzenie strefy wpływu i budowanie swojej marki. To właśnie tutaj powinniśmy powszechnie dzielić się naszą wiedzą i umiejętnościami. Ochoczo wspierać innych i budować układy barterowe w ramach których za nasze przysługi, inni odwzajemniają się swoimi przysługami. Tak budujemy środowisko, w którym jesteśmy znani i cenieni.

Płacimy za to jednak określoną cenę. Uzyskując coraz więcej okazji i możliwości do dzielenia się swoimi zasobami, jednocześnie generujemy coraz większą liczbę żądań/oczekiwań udostępnienia naszego czasu i energii ze strony innych. W efekcie jesteśmy w swoich działaniach mocno rozporoszeni i starając się sprostać tym oczekiwaniom nie dbamy o własne interesy.

Ograniczanie dostępności

To faza kluczowa dla sukcesu, ale bardzo często nieuświadomiona przez tych, którzy do niego dążą. Działając na pewnym kontinuum poprzedniego etapu, wciąż jesteśmy łatwo dostępni dla innych, ale jednocześnie zaczynamy zaniedbywać to na czym powinno nam zależeć, aby osiągnąć nasz własny sukces. Pomału i niepostrzeżenie tracimy z pola widzenia nasz klarowny cel, a to przecież skoncentrowanie na nim zaprowadziło nas tak wysoko na drabinie sukcesu.

„Uwielbienie tłumu” i wyrazy wdzięczności ze strony innych karmią nasze ego. Do tego dochodzi wewnętrzne poczucie obowiązku zadowolenia wszystkich oraz brak odwagi w postawieniu granic. Nie stawiamy ich, bo obawiamy się reakcji tych, którzy będą rozczarowani ale też dlatego, że to działanie wymaga od nas wysiłku i zmierzenia się z poczuciem dyskomfortu.

Tym właśnie sposobem wielu menedżerów i specjalistów utyka w rozwoju swojej kariery. Wiele osób nie finalizuje swoich marzeń, bo jednocześnie rozczarowaliby by część przyjaciół lub kogoś z rodziny. Podobnie wielu dorosłych nie może zacząć się spełniać po odchowaniu dzieci, bo nie postawili granic i dorosłe pociechy wciąż wiszą na ich garnuszku, albo wykorzystują do załatwiania wielu spraw z własnego życia.

Nie miły to widok, kiedy dostrzega się tak wielu ludzi prawie u szczytu swoich drabin sukcesu, którzy utknęli w tym jednym miejscu. Są za wysoko, żeby się cofnąć i zejść na dół, a jednocześnie brak im odwagi lub świadomości tego co należy zrobić, aby wejść szczebel wyżej. Najczęściej zatracają się w wielości aktywności, których się podejmują. Biegną więc coraz szybciej w „chomikowym kołowrotku” licząc na to, że kiedy przyśpieszą uda się im osiągnąć coś więcej…

Efekt „czarnej dziury” – czy Ciebie też dotyka?

Zapewne każdy słyszał o wampirach energetycznych, czyli osobach, z którymi kontakt powoduje, że tracimy naszą życiową energię i optymizm. Istnieje kilka wskazówek, jak się przed ich działaniem bronić. Jednak zawsze jako najskuteczniejszy sposób jest wskazywane urwanie takiego kontaktu. Co jednak w sytuacji, kiedy taki energetyczny wampir pojawi się wewnątrz nas?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - czarna dziura

Photo by Tom Sodoge on Unsplash

Wewnętrzna otchłań

Są takie sytuacje i doświadczenia, które powodują, że w środku nas pojawia się pewnego rodzaju energetyczne zapadlisko. Coś na kształt kosmicznej „czarnej dziury”, która pochłania wszystko to co znajduje się w jej pobliżu.

Czarna dziura – obszar czasoprzestrzeni, którego z uwagi na wpływ grawitacji, nic (łącznie ze światłem) nie może opuścić… Czarną dziurę otacza matematycznie zdefiniowana powierzchnia nazywana horyzontem zdarzeń, która wyznacza granicę bez powrotu.

Czarne dziury o masie gwiazdowej formują się w wyniku zapadania grawitacyjnego bardzo masywnych gwiazd pod koniec ich życia. Po uformowaniu się, czarna dziura może kontynuować powiększanie swych rozmiarów absorbując masę z otoczenia.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Czarna_dziura

W życiu, tak samo jak w kosmosie, aby powstała energetyczna czarna dziura, wpierw musi istnieć masywny obiekt (gwiazda), który się zapadnie. Większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy, że tym „obiektem” są nasze duże oczekiwania względem jakiegoś zdarzenia w naszym życiu. Kiedy do niego dochodzi i oczekiwania w dużej mierze nie zostają spełnione, następuje efekt rozczarowania, który wywołuje zapadlisko w polu naszej życiowej energii.

Dotknięcie niemocy

Sam tego doświadczyłem w czasie ostatniego wyjazdu do Berlina. Berlin to dla mnie zawsze miejsce ładowania życiowych baterii. Chłonę rytm życia tego miasta, otwartość i optymizm jego mieszkańców, ich wyluzowanie oraz możliwość łatwego obcowania ze sztuką w przeróżnych jej formach. Na ten wyjazd czekałem niemal pół roku ze świadomością, że będzie on jednocześnie domknięciem pewnego etapu mojego życia, które mnie mocno wyczerpywało. Miałem wrócić pozytywnie nastawiony do świata i pełen energii. Wróciłem sfrustrowany i bez wiary w to, że życie może się jeszcze fajnie potoczyć. Marazm toczył niemal całe moje wnętrze, a pytanie o sens tego co robię w życiu kołatało się nieustannie w mojej głowie.

Co jednak najciekawsze, ja sam nie byłem do końca świadom mojego stanu. Było mi źle, ale uważałem, że to zmienił się świat i szukałem przyczyny tego stanu rzeczy na zewnątrz. Szybko zresztą, zbudowałem sobie do tego wszystkiego logiczne uzasadnienie. Tak było do momentu, kiedy spotkałem się ze znajomą, a ona zaczęła rozpaczliwie powtarzać: „popsułeś się”, „gdzie jest ten drugi Rafał, którego znam”, „ja chce tamtego Rafała – niech wróci!”. Długo też dyskutowaliśmy na jeden z życiowych tematów i właśnie w tym momencie dostrzegłem, że faktycznie torpeduje niemal wszystkie jej pozytywne opinie. Poczułem się dziwnie, bo to nie byłem ja. Całe szczęście moja znajoma miała swój „dzień mocy” i niemal zalała moją czarną dziurę swoim optymizmem, a i ja kiedy zorientowałem się co się dzieje, użyłem wszystkich znanych mi technik, aby uwolnić się od tej czarnej i oblepiającej mnie niemocy.

Rozczarowanie i strata

Dzięki świadomości co się dzieje, szybko poradziłem sobie ze swoim stanem emocjonalnym. Zainteresowało mnie jednak to, jak powstała we mnie ta „czarna dziura”. Kiedy przyjrzałem się całej sytuacji znalazłem jej przyczynę.

Było nią mieszkanie, które wynajęliśmy. Było w suterenie, wiec było trochę ciemne. Dodatkowo było mało ergonomiczne i brakowało w nim poczucie przestrzeni. W jednym z pionów wodociągowych nieustannie coś buczało i załączała się jakaś pompa. Do tego wszystkiego doszło jeszcze łóżko wodne. Na pozór fajne rozwiązanie, ale kiedy się położysz na czymś co przypomina ciepły, lekko ścięty budyń, to potem nie ma się ochoty z tego wstawać. Tak było też ze mną.

Niedobre emocje związane z tym miejscem przelałem na cały wyjazd, z którego wróciłem bez energii i wiary w wizję fajnego życia. Czułem się wręcz przegrany i zamiast chęci smakowania życia, miałem nadzieję, że uda mi się je jakoś przetrwać. Na całe szczęście był to jedynie stan Czarna dziura, która powstaje w nas samych to wewnętrzny stan niemocy, który wysysa z nas energię życiową i wszystko co pozytywne.chwilowy, o którym już niemal zapominałem.


Interesujące jest jednak to co go wywołało:

  1. Po pierwsze, rozczarowanie. Wywołane olbrzymimi oczekiwaniami z mojej strony co do wyjazdu i następnie ich niespełnieniem. Kiedy nie byłoby tak dużych oczekiwań, pewnie całą sytuację z lokum w Berlinie potraktowałbym jedynie jako pewnego rodzaju niewygodę.
  2. Po drugie, poczucie straty. Bo tak często, zwykliśmy odbierać to co leży „pomiędzy” zadowoleniem a niezadowoleniem. W tym przypadku oczekiwania były wysokie zatem i „przestrzeń pomiędzy” zrobiła się całkiem pokaźna. Strata ma to do siebie, że ma dwa oblicza:
  • materialne – w tym przypadku cena wynajętego mieszkania, w stosunku do jego standardu.
  • niematerialne – mieszkając wśród berlińczyków chciałem poczuć się lepiej, przez chwile będąc jednym z nich. To mieszkanie nie dało mi tego poczucia, zatem w moim wyobrażeniu straciłem możliwość dołączenia do tej społeczności.

Tak więc to właśnie z tych dwóch powodów napompowany „balon oczekiwań” co prawda nie wystrzelił, ale zapadł się w sobie i wywołał rozpadlisko, które wewnątrz mnie wsysało całe moje pozytywne nastawienia.


Warto pamiętać o zjawisku wewnętrznej „czarnej dziury”. Jego świadomość może ułatwić nam wyjście z takiego pesymistycznego stanu. Może się on bowiem pojawić w wielu momentach naszego życia, takich jak np.:

  • wakacyjny wyjazd
  • zmiana miejsca pracy lub awans w obecnym
  • włączenie się w jakąś inicjatywę społeczną
  • zapisanie do jakiegoś klubu
  • wejście w związek małżeński.

Powstaje też pytanie, czy da się temu zjawisku jakoś zapobiec zawczasu. Jest na to jeden, choć nie łatwy sposób. Zamiast tworzyć w życiu oczekiwania i wyobrażenia, trzeba nauczyć się bycia otwartym na to co ono przynosi. Zaakceptować fakt, że nie na wszystko mamy wpływ oraz nabyć umiejętność odnajdywania pozytywnych stron w tym co nam się przydarza. Ostatecznie nigdy nie wiemy, gdzie zmian z dziś, może nas doprowadzić w przyszłości.

Prze_myślnik #39 – strach

Kilka lat temu wypełniałem Kwestionariusz marki osobistej, z którego obecnie korzystam w pracy z moimi klientami. Pytania w nim zawarte są na pozór proste, ale ponieważ dotyczą świadomości samego siebie udzielanie odpowiedzi nie jest łatwe. U mnie było podobnie, ale jedno z pytań oznaczone numerem 14 nie sprawiło mi żadnego kłopotu.

Odpowiedź znałem już w momencie, kiedy skończyłem je czytać. Podpowiedziała mi ją intuicja, czy jak niektórzy wolą podświadomość. Pytanie brzmiało “Jaka jest najważniejsza emocja, która towarzyszy Ci w życiu?”, a moją odpowiedzią był “strach”. Zareagowałem na nią złością i frustracją, bo wiedziałem, że to droga dla przegranych a ja nim nie chciałem być.

To był przełomowy moment. Dziś ówczesny strach zastąpiła ciekawość. Ja natomiast byłem świadkiem wielu podobnych przemian u moich klientów. Odpowiedź na to dlaczego były one tak ważne, znajdziesz poniżej. ⬇️⬇️⬇️

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - strach

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close