Rafał Markiewicz

Blog

Dlaczego w życiu powinieneś/aś stawiać na siebie?

Jest takie powiedzenie, że jeśli chcesz zmieniać świat, to powinieneś zacząć od samego siebie. Ja lubię dodawać, że ta sama zasada tyczy się pomagania innym. Zachęcam więc w poniższym wpisie do dbania przede wszystkim o siebie, do zdrowej dawki pozytywnego egoizmu i budowania wewnętrznego dobrostanu.

Do nie uwieszania się w życiu na partnerze, pracodawcy albo bliskich, ale jednocześnie do niepełnienia funkcji wieszaka dla wymienionych. Obustronne partnerstwo wydaje się być najbardziej zdroworozsądkowym rozwiązaniem, które nikogo nie osłabia, ale i zarazem wzmacnia obie strony.

Pełną treść tego artykuł znajdziesz na portalu Zmiany w życiu (kliknij obrazek poniżej ⬇️)

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - stawiać na siebie

Szefie angażuj zespół …, czyli metoda Decision Making for Leaders w praktyce

Zawsze fascynowało mnie jak mistrzowie szachowi budują swoją strategię działania w czasie rozgrywek. Wydawało mi się, że jest tyle wariantów postępowania, że trudno jest je wszystkie objąć pamięcią i co jeszcze trudniejsze, zastosować adekwatnie do danej sytuacji.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - zespół

Teraz wyobraź sobie, że figury na szachownicy ożywają. Wchodzą ze sobą w różne interakcje. Nie zawsze chcą wykonywać polecenia króla, a i królowa lubi wtrącić swoje trzy grosze lub demonstracyjnie zaprezentować swoje niezadowolenie z decyzji głównego stratega. Król ma też sporo dylematów, bo nie posyła na pole walki jedynie bezimiennych pionków lub fizycznych figur, ale żywe istoty. Część z nich lubi, zna też pewnie sytuację rodzinną niektórych podwładnych i hasło poświęcenia kogoś dla dobra zespołu, czy strategii nie brzmi już tak prosto. Oprócz logiki do głosu dochodzą także emocje oraz brak 100% pewności co do swojej decyzji. Tymczasem przeciwnik po drugiej stronie planszy nie czeka i aktywnie działa. Tak właśnie, w sporym uproszczeniu, wygląda codzienność w świecie szefa zarządzającego swoim zespołem.

„ Twórca metodologii Decision Making for Leaders Vroom na pytanie jednego z dziennikarzy, które brzmiało: „Jaki sposób angażowania zespołu jest najlepszy?”, odpowiedział: „Nie ma takiego sposobu. Każda sytuacja wymaga od lidera dostosowania siebie do kontekstu, wagi problemu i wiedzy zespołu. …”


„Szefie, angażuj zespół. Jak motywować grupę metodą Decision Making for Leaders” Robert Zych

W elastyczności siła

Nawiązując do cytatu o angażowaniu zespołu można tak samo śmiało powiedzieć o sposobie zarządzania zespołem. Ani styl dyrektywny, ani demokratyczny nie jest lepszy lub gorszy. Oba są tak samo skuteczne jeśli zostaną zastosowane w odpowiedniej sytuacji. Mogą być też tak samo destrukcyjne, jeśli ich dobór do sytuacji będzie nieadekwatny. Siłą każdego menedżera odpowiedzialnego za zespół, projekt czy całą firmę jest więc umiejętność elastycznego stosowania różnych styli. Największą słabością będzie za to trzymanie się jednego jedynego sposobu zarządzania w każdej sytuacji. Słabość ta zyskuje w ostatnich czasach na znaczeniu, bo w świecie VUCA, który jest zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny elastyczność i zwinność menedżerów jest kluczem do przetrwania organizacji. Jej brak ją zabija, a taki menedżer staje się jej najsłabszym ogniwem.

Książka Roberta Zycha „Szefie, angażuj swój zespół” jest właśnie podręcznikiem takiej menedżerskiej elastyczności. Uczy doboru jednego z liderskich stylów: dyrektywnej decyzji, konsultacji indywidualnej, konsultacji grupowej, moderowania (facylitacji), delegowania do zaistniałej sytuacji. Przy czym, co szczególnie ważne, nie uczy tylko teoretycznie, ale podaje mnóstwo przykładów z menedżerskiego życia, które omawia w kontekście sytuacji i zastosowanego względem niej rozwiązania. Dodatkowo jej wartość podnosi fakt, że pokazuje też przykłady błędnych decyzji i ich konsekwencji. Jak choćby przykład menedżera, który przy relokacji siedziby firmy swoim działaniem doprowadził do utraty 37% najlepszych fachowców od marketingu, produkcji i nowych produktów.

Menedżerski przewodnik

„Szefie, angażuj swój zespół” to współczesny przewodnik po zarządzaniu zespołem uwzględniający zmianę realiów rynkowych, ale i zmian pokoleniowych z jakimi mamy do czynienia. Robert Zych wskazuje na potrzebę większego angażowania zespołu, a nie jedynie zarządzania nim. Bazując na metodzie Decision Making for Leders pomaga zbudować schematy decyzyjne pozwalające dobrać najbardziej efektywny sposób działania i współpracy z zespołem.

„Dziś efektywny zespół jest sprawny technologicznie i zaangażowany w to, co robi. Liderzy poszukują w swoich pracowników smykałki do obsługi klienta wewnętrznego i zewnętrznego, a z drugiej strony efektywności w pracy. Coraz częściej o sprawności zespołu decyduje technologia i wspaniali ludzie, którzy potrafią ją wykorzystać. Ciekawe, że model szefa zmienia się z dyrektywnego na bardziej partnerski, angażujący. Choć oczywiście występują sytuacje, w których niezmiennie potrzeba jest dyrektywność szefa. A zatem szczególnie kiedy zarządzam zespołem młodych pracowników z pokolenia Y, staram się za nic w świecie nie oceniać ich, nie pouczać i nie dawać dobrych rad. Dzisiaj dobry szef to raczej inspirujący lider i coach. Częściej niż wydaje polecenia, motywuje pracowników do wypracowania własnych pomysłów. Coraz mniej sprawdzają się twarde metody zarządzania.”


„Szefie, angażuj zespół. Jak motywować grupę metodą Decision Making for Leaders” Robert Zych

Oprócz wskazówek, podpowiedzi i przykładów dostajemy od Roberta Zycha coś jeszcze. Dodatek zatytułowany „Ściąga dla szefa”. To taki specjalny niezbędnik (narzędziownik) do trzymania w szefowskiej szufladzie. Będzie on szczególnie przydatny dla początkujących menedżerów, ale z doświadczenia wiem, że przyda się też praktykom z wieloletnim stażem, kiedy przytłoczeni ilością zadań, komplikacjami organizacyjnymi czy też rynkowymi i przemęczeni będą musieli podjąć ważną i odpowiedzialną decyzję.

Dla mnie opisywana książka należy do tych, które z przyjemnością mogę polecić moim klientom i innym menedżerom. Robię to tym chętniej, że jest spójna z moim podejściem do zarządzania, które promuje szefa o ludzkiej twarzy, który jednocześnie nie zapomina o koniecznej efektywności swoich działań. Z tego też powodu napis na okładce „BIZNES W PRAKYCE” jest dla mnie w 100% uzasadniony.

Sukces w pracy… czy naprawdę jest mi potrzebny?!

Po co chodzisz do pracy? To przymus, potrzeba zarobienia pieniędzy czy też chęć realizacji samego siebie? A może to sposób na ucieczkę od całej reszty życia, w którym nie układa się tak dobrze?

Kariera zawodowa ma wiele oblicz, a miara sukcesu często zmienia się w zależności od perspektywy z jakiej na nią patrzymy. Czasami bywa nią awans, a czasami odzyskanie wolnego czasu dla siebie lub rodziny. Pojęcie sukcesu zmienia się też wraz z wiekiem, zdobytym doświadczeniem i naszą obecną sytuacją życiową.

Dla mnie bezdyskusyjnym sukcesem w tym obszarze będzie zawsze życie w zgodzie z sobą i dążenie do tego co dla nas faktycznie jest ważne. Zapraszam do lektury mojego artykułu na portalu Zmiany w życiu, który o sukcesie w pracy właśnie opowiada.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - sukces w pracy

Rezyliencja – czyli Twoja „odporność” w świecie wyzwań

Świat pędzi coraz szybciej, dociera do nas coraz więcej informacji, zmiany w naszym otoczeniu zachodzą w błyskawicznym tempie, a do tego otrzymaliśmy niespotykaną wcześniej liczbę możliwości. Z jednej strony to wspaniałe, z drugiej szansa na popełnienie błędu, wybór nienajlepszej opcji, czy przeoczenie istotnej informacji wzrosła niebotycznie.  Można zatem przyjąć za pewnik, że coś takiego nam się przydarzy. Z tego powodu dziś mit bohatera, który się „kulą nie kłania” odchodzi do lamusa, dziś bohaterem jest ten, który po oberwaniu kulą ciągle się podnosi.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - rezyliencja
Image by Patrick Neufelder from Pixabay

Rezyliencja

To termin zapożyczony przez psychologię z fizyki, w której opisywał zjawisko, w którym materiał tracił swój pierwotny kształt na skutek uderzenia lub reakcji chemicznej, a następnie powracał do stanu wyjściowego bez uszkodzeń. W psychologii opisuje osoby posiadające umiejętność  zmierzenia się z przeciwnościami losu, przetrwania ich lub pokonania, a następnie wyjścia z nich bez szwanku, a czasami jako jeszcze silniejsze jednostki.

W dzisiejszym świecie VUCA (Volatility, Uncertainty, Complexity, Ambiguity), który jest zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny umiejętność rezyliencji, może być jednym z czynników decydujących o naszym sukcesie. Szczególnie w kontekście zawodowym, w którym będzie ona oznaczała umiejętność radzenia sobie ze stresem, elastyczne podejście w stosunku do zachodzących zmian, odpowiednie nastawienie do nowych i często zaskakujących sytuacji oraz co chyba najważniejsze odporność na brak stabilności.

Cześć osób rodzi się z wysokim poziomem rezyliencji. Jednak pozostali wcale nie są na przegranej pozycji, ponieważ tego rodzaju „odporności”, podobnie jak radzenia sobie ze stresem, można się nauczyć. Na dobry początek proponuję zacząć od 5 podstawowych kroków:

1. Świadomość siebie i swojej wartości

Znajomość samego siebie, swoich mocnych i słabszych stron, swojego życiowego dekalogu i najważniejszych wartości uznałbym za podstawę w tym obszarze. Przyjrzenie się swoim dotychczasowym doświadczeniom, zrozumienie swojego schematu reakcji w sytuacjach kryzysowych oraz przeanalizowanie dzięki jakim umiejętnościom do tej pory udawało nam się wychodzić z trudnych sytuacji z całą pewnością wzmocni naszą pewność siebie i spowoduje, że poczujemy się silniejsi.

Często nie zastanawiamy się nad naszym dotychczasowym życiem, a przez to nie dostrzegamy tego, że wiele spraw z naszej przeszłości, nad którymi przeszliśmy do porządku dziennego, dla innych byłoby sporym wyzywaniem. Kiedy sobie to uświadomimy i zaczniemy jeszcze uważniej dobierać słowa, którymi o nich opowiadamy (nie „udało się” lub „jakoś tak wyszło”, tylko „zrobiłem” lub „rozwiązałem tę kwestię”) zbudujemy ciekawą historię naszego życia, która nas dodatkowo wzmocni i doda wiary w siebie.

Więcej na ten temat znajdziesz w moim wpisie: Czy znasz swoje mocne strony

2. Buduj równowagę w życiu

W naszym życiu przechodzimy przez różne etapy i fascynacje. Czasami oddajemy się całkowicie pracy, innym razem 100% naszej uwagi skupione jest na budowaniu i pielęgnacji naszego związku. Często z wiekiem przychodzi okres fascynacji zdrowym odżywaniem i dbaniem o swoje zdrowie. Bywa, że pochłania nas całkowicie jakieś hobby.

W takim postępowaniu nie ma nic złego, a wręcz takie zachłyśnięcie się danym obszarem życia bywa naprawdę fascynujące i dodaje mnóstwo energii. Pułapką takiego działania jest jednak to, że gdy zapomnimy o reszcie życia, całe nasze poczucie wartości, satysfakcję i życiowe sukcesy łączymy tylko z tym jednym obszarem. Jeśli poniesiemy w nim jakąś porażkę, gwałtownie spadnie też nasze poczucie wartości i satysfakcja z życia.

Z tego powodu proponuję często moim klientom patrzenie na swoje życie z perspektywy trzech obszarów: Ja, Związek i Kariera. Jak każdy z nich wygląda, czy jesteśmy z każdego z nich zadowoleni, co w którym z nich chcielibyśmy zmienić i jak często każdy z nich odwiedzamy. To podejście zamknąłem w autorskiej technice, która nazywam techniką „Trzech wysp”, pracujemy w niej nad każdym z tych obszarów z wykorzystaniem metafory. Każdy obszar naszego życia to odrębna wyspa. To jak wygląda, z czego jest zbudowana, co się na niej znajduje jest odzwierciedleniem naszej życiowej sytuacji.  

Więcej informacji o technice „Trzech wysp” znajdziesz w moim wpisie: 3 ważne zasady na rok 2019

3. Wypracuj właściwe podejście do życia

Pozytywne nastawienie do życia, losu i świata daje nam potężną dawkę energii i popycha do efektywnego działania. Zamiast odpalania „wyuczonej bezradności”, kiedy to snujemy wizje ile to byśmy mogli gdybyśmy: wiedzieli więcej, mieli inne umiejętności, urodzili się w bogatszej rodzinie, wygrali w totolotka lub mieli „normalnego” szefa w pracy, dokonujemy szybkiej oceny tego na co mamy wpływ, a co jest od nas niezależne. Dzięki temu zajmujemy się tym pierwszym i zaczynamy planować konkretne działania lub szukamy możliwych rozwiązań danej sytuacji.

Powyższe wymaga oczywiście wzięcia odpowiedzialności za swoje życie, w tym również za to, że popełnimy w nim jakieś błędy. Jest to dyskomfortowa sytuacja, która wywołuje strach u wielu osób. Jednak warto pamiętać, że ludzie odważni to nie Ci którzy nie czują strachu, lecz Ci którzy podejmują działania pomimo niego.

W tym kontekście warto poznać koncepcję „gier skończonych i nieskończonych”. Mówi ona o dwóch podejściach do życia. W uproszczeniu, ci którzy grają w gry skończona uznają każde zdarzenie w życiu za ostatecznie rozegrane. Zatem każde z nich ma zwycięzcę i przegranego. Oczywistym jest, że nie można zawsze wygrywać, więc czasami przegrywamy co obniża nasze morale, wiarę w siebie i stawia pod znakiem zapytania kolejne życiowe wyzwania. To podejście, szczególnie kiedy zdarzy nam się kilka przegranych z rzędu, potrafi odebrać życiową energię, pogrążyć w marazmie i zdemotywować do dalszych działań. Ci natomiast, którzy grają w gry niedokończone nie uznają żadnych zdarzeń za ostatecznie rozstrzygnięte. Kiedy coś nie idzie po ich myśli uznają to jedynie za potknięcie lub wyzwanie i szukają inne metody na poradzenie sobie z daną sprawą. Są bardziej elastyczni, łatwiej akceptują zmiany sytuacji i rożne zwroty akcji. Ostatecznie nie traktują tego jako walki na śmierć i życie. Trzymają się podejścia, że jak nawet teraz coś nie wyjdzie, to naprawi się to w przyszłości.

Więcej informacji o pozytywnym podejściu do życia znajdziesz w moich wpisach: Świat Ci sprzyja oraz „Ma to sens” i łatwiej żyć

Więcej informacji o grze w „gry skończone i nieskończone” znajdziesz tutaj w podcascie ze strony ‘Stacja zmiana”.

4. Miej życiowy cel lub cel jakikolwiek

Kiedy wiesz po co się budzisz każdego dnia znacznie łatwiej jest żyć. Wyznaczenie sobie celu zwykle aktywizuje nas do działania i przenosi naszą uwagę z problemów na rozwiązania. Efektywniej podejmujemy decyzje i dzięki temu uzyskujemy poczucie kontroli nad naszym życiem, a to powoduje, że wzrasta nasze poczucie wartości.

Mnie do przodu pcha odpowiedź jakiej kiedyś udzieliłem sobie na pytanie „Jak jest Twoja życiowa misja i co dobrego wnosisz do świata?”. Brzmi to trochę pompatycznie i  wbrew pozorom odpowiedź na te pytanie wcale nie jest łatwa jeśli dobrze nie znasz samego siebie. Jednak zapewniam, że jej udzielnie da Ci potężnego motywacyjnego „kopa” i jeśli kiedykolwiek złapiesz jakiegoś „doła” będzie jak latarnia rozświetlająca zmrok.

Nie musisz jednak od razu wyznaczać tak wielkiego celu, aby nabrać rozpędu. Wystarczy jakiś pomniejszy, ale konkretny cel.  Kiedy po kryzysie finansowym z 2008 roku wielu prezesów i wysoko postawionych menedżerów straciło swoje dobrze płatne posady, spora część z nich zaczęła biegać maratony i było to bardzo dobre działanie. Często w ich życiu runęło praktycznie wszystko: zarobki, prestiż, pozycja i wiara we własne umiejętności. Decyzja o przebiegnięciu maratonu pozwoliła wyznaczyć cel. Jednak kluczowe było przygotowanie do niego. Kiedy zaczęli trenować, znaleźli obszar życia nad którym mieli kontrolę, a sukcesywne poprawianie wyników pozwoliło im odzyskać wiarę w siebie.

5. Zadbaj o siebie

Prawda banalna i zdawałoby się oczywista, ale zaskakujące jest jak wielu moich klientów dba o wszystkich dookoła poza samymi sobą. Zapominamy o tym, że nasza kondycja psychiczna i emocjonalna jest powiązana z kondycją naszego ciała. Słynna łacińska sentencja  „Mens sana in corpore Sano” („W zdrowym ciele zdrowy duch”) nic przez wieki nie straciła na swej aktualności.

Pamiętaj, że jeśli chcesz wspierać innych musisz mieć do tego odpowiednią siłę i zasoby energii. Zły, zmęczony i niewsypany będzie zawsze kiepskim wsparciem, a już na pewno nie tak efektywnym jak wtedy kiedy jesteś wypoczęty i w dobrym humorze.    

Śmiało więc daj sobie pełne prawo do zadbania o siebie. Idź na spacer, zrób sobie popołudniową drzemkę lub pozbądź się stresu z ciała idąc na masaż. Jedz zdrowo, ruszaj się i miej plany oraz marzenia niech napędzają Twoje życie.

Samotność szefa – syndrom, który dotyka wszystkich menedżerów

Robin Williams wypowiedział kiedyś słowa: „Myślałem, że najgorsze w życiu, to być samotnym. Tak nie jest. Najgorsze w życiu to być z ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się samotny”. Ja do tych ludzi dodałbym jeszcze okoliczności i mamy gotową receptę na sytuację wielu menedżerów.

Rafał-Markiewicz-coach-coaching-rozwój-osobisty - samotnośc szefa

Photo by Nik Shuliahin on Unsplash

Syndrom samotności menedżera

Zwykło się mówić, że wcześniej czy później dotknie on każdego zarządzającego. Szczególnie tych na wyższych stanowiskach, na których podejmuje się kluczowe decyzje lub decyduje o być lub nie pracowników. Czasami nie musi to być nawet nasz obszar decyzyjności i możemy otrzymać polecenie z tzw. „góry”. Istotne w tym przypadku jest to, że jego wykonanie/egzekucja spada na nas.

Jeśli wszystko idzie dobrze i jako menedżer osiągamy bardzo dobre wyniki jesteśmy najczęściej lubiani przez naszych szefów i często doceniani przez podwładnych. Każdy zarządzający wie jednak doskonale o tym, że taki stan nie jest stały. Wcześniej czy później „góra” uzna, że nasz bardzo dobry wynik, jednak nie jest aż taki bardzo dobry i warto, aby był jeszcze lepszy. Wcześniej czy później, swoimi decyzjami personalnymi spowodujemy, że ktoś awansuje, ale jednocześnie ktoś inny, kto miał na ten awans ochotę, go nie dostanie. Szefostwo zacznie naciskać, a czasami i ostro „przeczołga”. Pracownicy przyjdą z pretensjami, zaczną stawiać opór lub ktoś na kogo stawialiśmy i inwestowaliśmy w jego rozwój nasz czas i energię złoży bez skrupułów wypowiedzenie i odejdzie do inne firmy.

To, że będą nas obgadywać, oceniać a czasami znacząco zamilknął kiedy wejdziemy do kuchni to norma wpisana w stanowisko menedżera. I dla jasności, dotyczy to także tych, którzy są przekonani, że mają dobre relacje z zespołem. Czasami się śmieję, że ludzie narzekają na hejt pod ich adresem w internecie. Menedżerowie znają go od lat i znali go już w czasach kiedy nie było jeszcze internetu, a hejt nie był nazywany hejtem.

Bywa, że to nie wyniki frustrują menedżera, ale trudne zmiany lub restrukturyzacje, które musi przeprowadzić. Najczęściej przy ich okazji, ktoś ucierpi lub co najmniej będzie mocno niezadowolony. Są one zazwyczaj dobre dla firmy, ale niekoniecznie dla ludzi. Pracownicy ze swojej pozycji w organizacji, albo nie potrafią dostrzec ich sensu albo nie chcą czuć dyskomfortu w imię ogółu.

Czasami menedżer jest powiernikiem informacji, której nie chciałby dźwigać na swoich barkach. Spotyka na korytarzu ludzi i uśmiecha się do nich jak zwykle, pomimo że wie, iż w tym tygodniu zostaną zwolnieni.

Najgorsze chyba jednak co się może przydarzyć, to „storpedowanie” pracy menedżera przez przełożonych. Masz wizje, plany, rozpoczęte działania i swoje wartości których się trzymasz. Nagle szef wjeżdża w nie bezceremonialnie „buldożerem” i bez pytań oraz tłumaczeń oczekuje, abyś robił coś co nie do końca jest zgodne z Tobą.

Jeśli do tych sytuacji dorzucimy przepracowanie, górę zaległych zadań i zbyt małą ilość snu, która obniża nastrój menedżera oraz obniża istotnie percepcje jego myślenia – jesteśmy ugotowani. Siedzisz wtedy w swoim przeszklonym gabinecie i patrzysz na niczego nieświadomych ludzi za szybą lub wpatrujesz się w pustą ścianę w swoim pokoju. Potem zerkasz na otwartego maila od szefa i myślisz sobie „Ku..a, co za cyrk. Co ja tu robię?”

Toniesz i znikąd pomocy

Odczuwasz stres, frustrację a czasami popadasz w apatię. Niewyrażone emocje, które zamknąłeś w ciele niszczą cię powoli od wewnątrz, niczym robak przegryzający się przez miąższ jabłka. Chciałbyś o tym z kimś porozmawiać. Skonsultować swoje przemyślenia i rozterki, przedyskutować decyzje do podjęcia ale nie masz z kim. Jesteś jak rozbitek na ocenie między dwoma wyspami. Jedna to Twoje szefostwo, druga to podwładni. Jedni i drudzy bacznie obserwują co zrobisz, ale nikt nie nadciąga z kołem ratunkowym.

Z szefem nie pogadasz, bo albo jesteście w decyzyjnym konflikcie albo obawiasz się, że uzna Cię za słabego menedżera. Z pracownikami, nawet jak to kumple z zespołu, w którym kiedyś pracowałeś też nie podyskutujesz. Po pierwsze często nie możesz ich wtajemniczyć w temat. Po drugie przecież chcesz utrzymać przed nimi wizerunek silnego i sprawnego lidera.

Znajomi spoza firmy, często nie zrozumieją Twoich dylematów i jeszcze uznają Cię za marudę i nudziarza. Nawet gdyby chcieli pomóc, warto aby byli co najmniej na takim poziomie menedżerskim jak ty lub wyższym. Inaczej rady jakie dostaniesz, będą radami z poziomu pracownika, a nie menedżera. Takich raczej teraz nie potrzebujesz.

Ostatecznym ratunkiem jawi się dom i rodzina. Tu jednak czyha kolejna pułapka, a nawet dwie. Pierwsza to fakt, że część menedżerów nie zdecyduje się na tę rozmowę, bo nie chce niepokoić najbliższych. Nie chce, aby poczuli się oni zagrożeni tym, że rodzina może stracić obecny poziom życia uzyskany dzięki menedżerskiej pensji. Druga z pułapek to niezrozumienie ze strony partnerki/partnera. Często nie są oni merytorycznym partnerem do takiej rozmowy i wtedy zamiast szukać z ich pomocą rozwiązania zaczynamy wylewać swoje żale i frustracje. Reagują zazwyczaj na dwa sposoby. Mówią: „Przestań marudzić, pewnie sobie poradzisz” – to naprawdę nie dodaje otuchy, a jedynie zwiększa presję. Ewentualnie, czują potrzebę licytacji z nami lub traktują to jako naszą próbę wymigania się z domowych zobowiązań i wtedy taki menedżer może usłyszeć coś w stylu „A ty myślisz, że ja tu w domu to sobie leżę brzuchem do góry i nie użeram się z dzieciakami?”.

Cztery drogi wyjścia + jedna w bonusie

Masz mentora – czyli bardziej doświadczonego menedżera niż ty, który jest Twoim przewodnikiem i wsparciem w menedżerskiej karierze. Jeżeli spotykacie się regularnie i macie określone zasady współpracy, nie będziesz miał problemu, aby zwrócic się do niego o pomoc.

Masz przyjaciółkę/przyjaciela z menedżerskim doświadczeniem – zakładam, że jest to zaufana osoba, z którą możesz skonsultować swoje rozterki lub przemyślenia. Ponieważ nie jest on/ona, zaangażowana emocjonalnie w tą konkretną sytuację, może ci służyć chłodnym menedżerskim osądem. Może też dodać Ci otuchy i wiary w siebie. Sam od wielu lat korzystam z tego rozwiązania i sprawdza się genialnie. No ale trzeba znać kogoś z bogatym doświadczeniem menedżerskim, kto na dodatek jest Twoim przyjacielem.

Idziesz do coacha – ważne jednak, aby był on jednocześnie doświadczonym menedżerem. Jeśli dobrze wybierzesz masz cztery w jednym: wiedzę menedżerską, przychylność coacha dla ciebie bo to wynika z istoty coachingu, dystans do samej sytuacji i profesjonalne wsparcie wynikające z coachingowego warsztatu.

Zwalniasz się z pracy – na pozór szybkie i definitywne rozwiązanie. Natomiast pociąga ono za sobą szereg innych niełatwych konsekwencji. Uciekając od trudnej sytuacji jednocześnie niczego się nie uczysz. Nie poznajesz siebie i nie wzmacniasz w menedżerskim fachu. To bardzo ważne, bo jeśli podejmiesz kolejną pracę jako menedżer, wcześniej czy później spotkasz się z podobną sytuacją.


Jest jeszcze droga piąta, ale na nią trzeba wejść zanim dojdzie się do tak trudnej sytuacji. Jest nią bycie świadomym menedżerem. Takim, który zna swoje wartości i granice, na przekroczenie których się nie zgodzi. Takim, który ma przemyślaną strategię swojej menedżerskiej drogi i odpowiednio dba o swoje zasoby energetyczne i czas dla siebie. To jednak już temat na odrębny artykuł.

3 ważne powody, aby lepiej poznać siebie

Poznanie i zrozumienie siebie, schematów nami rządzących i przekonań, których się trzymamy jest często kluczem do właściwych zmian w naszym życiu. Bez tego pędzimy gdzieś na oślep upajając się samym pędem bez zwracania uwagi na sens danego działania. Zmęczeni, zasapani czujemy zarazem jak wielka energia przez nas przepływa i mamy poczucie realizacji życiowej misji. Problem w tym, że kiedy przyjrzymy się dokładniej faktom, a nie poczuciu, to okazuje się, że tak naprawdę zapierdzielamy jedynie w chomikowym kołowrotku.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - poznać siebie

Photo by Gabe Hyde on Unsplash

1. Mocne podstawy

Miewam klientów, którzy wpadają do mnie na pierwszą sesje niczym huragan. Są cali spięci i niemal stoją już w blokach startowych. Twierdzą, że wiedzą dokąd chcą gnać i potrzebują tylko startowego strzału oraz paru tricków od coacha, aby jak najszybciej tam dobiec. Na pozór wszystko wygląda przepięknie, ale już po paru pytaniach okazuje się, że jest to ich 6 cel w życiu w ciągu 2 ostatnich miesięcy. Poprzednich 5 nie zrealizowali tylko je porzucili, teraz jednak mają przeczucie, że to ten właściwy. Inni nie zmieniają celów, tylko podejmują kolejne próby, podobne do wcześniejszych. Czemu akurat ta miałaby zadziałać – nie wiedzą, ale mają przeczucie, że się uda.

Patrząc z boku, szybko można dostrzec powtarzalny schemat zachowań, który nie prowadzi do żadnych rozwiązania, choć na pozór tyle się dzieje. W tej sytuacji zamiast motywować do biegu, trzeba zatrzymać. Spuścić powietrze i pomoc przyjrzeć się obecnej sytuacji. Chodzi o to, aby klient nie tylko zrozumiał gdzie jest, ale i jak tu jest. Co mu w tym co jest pasuje, a co tak nie do końca. To pierwszy krok. Drugi to pytanie co chciałby osiągnąć i poczym pozna, że to się stanie.

Kiedy to już wiemy wracamy do wcześniejszych bloków startowych klienta i z obecną wiedzą przyglądamy się czy faktyczne warto rozpoczynać ten bieg, czy jednak zaplanować nowy.

2. Właściwa energia

Proces poznawania siebie, odkrywania tego jaki jestem i co jest dla mnie ważne jest jednym z moich ulubionych w pracy z klientami. Często opadają maski noszone na co dzień, wyrzucane są modne marzenia, a odkrywane te naprawdę osobiste. Wspólnie docieramy do ważnych dla klienta wartości i przez ich pryzmat patrzymy na przyszłe plany. Wielu z moich klientów zaczyna odczuwać przypływ nowej energii i rozbija mentalne klatki w których do tej pory żyli. Dokonują odważnych zwrotów w swoim życiu lub co szczególnie ważne, czasami zaczynają doceniać to co mają. To właśnie w takich momentach przychodzą do mnie na sesję i mówią: „Rafał, nikomu nie mówiłem o naszych spotkaniach, a ludzie mnie zaczepiają i mówią, że jakoś inaczej wyglądam, że mam zupełnie inną energię”.

Ja też to wiedzę. Niektórzy prostują postawę ciała, inni zamiast czerni i szarości nagle zaczynają do swojego ubioru wprowadzać kolory. Co jednak najważniejsze, częściej się uśmiechają lub nie są tak nerwowi jak wcześniej.
To zupełnie normalne kiedy pozbędziesz się ze swojego życia mnóstwa zbędnego balastu, śmieci i ograniczeń, które nie pozwalają Ci rozwiną skrzydeł. Czasami za młodu wpuszczamy się w jakiś kanał i potem bezrefleksyjnie w nim trwamy. Czasami awansujemy i po kolejnych trudnościach z naszej wielkiej wizji rozwoju i wprowadzania zmian, karlejemy jedynie do próby przetrwania na danym stanowisku. Przyczyn, dróg i powodów takich życiowych zagubień jest całe mnóstwo.

3. Odpowiedni kierunek

Uporządkowanie swojego życia nie zawsze jest łatwe, nie zawsze jest też przyjemne. Czasami trzeba wyczyścić coś z przeszłości, czasami przyznać przed sobą do swoich słabości i nauczyć się je akceptować. Za każdym razem należy też właściwie skalibrować swój życiowy kompas.

Nigdy nie wiem w jaką stronę potoczy się praca z klientem, bo to on jest przewodnikiem na tej drodze. Ja jestem wsparciem, czasami lustrem pozwalającym zobaczyć swoje prawdziwe odbicie. Bywam też strażnikiem obranej drogi kiedy klient mnie o to poprosi obawiając się, że może gdzieś zbłądzić. Patrząc z boku, z większego dystansu, po prostu łatwiej pewne rzeczy zauważam.

Jakby jednak nie było, z silną świadomością siebie i zrozumieniem czemu chcę podążać tą, a nie inną drogą moi klienci dużo bardziej odważnie i efektywnie dążą do tego co sobie zaplanowali.


Kiedy powinniśmy poznać siebie?

Moja odpowiedź jest jednoznaczna – „ZAWSZE!”

Kiedy chcesz mieć lepszy związek – musisz wpierw zrozumieć, co ta „lepszość” dla Ciebie oznacza. Czy zależy od Twojego partnera, czy od Ciebie? To ważne, bo często uwielbiamy obarczać innych odpowiedzialnością, za to żebyśmy my byli szczęśliwi. Oddajemy w ten sposób swoje życie w ręce innych.

Kiedy chcesz być sprawnym i poważanym menedżerem – powinieneś wpierw zrozumieć jakim jesteś człowiekiem. Może zamiast doskonalić się w używaniu sztuczek z menedżerskiego arsenału wpierw zmień coś w sobie jako w człowieku. Może zamiast wciąż uczyć się nowy technik zrozum kim jesteś, jaki jesteś i wybieraj tylko te techniki które są spójne z Tobą.

Kiedy chcesz zmienić pracę – nie szukaj tylko odpowiedzi ile musisz zarabiać i jak dobrze wypaść na rozmowie rekrutacyjnej. Zastanów się czy Twoje działanie jest tylko ucieczką od tego co teraz masz, czy jest faktycznym dążeniem do czegoś co chcesz osiągnąć. Zrozum czego szukasz dla siebie, aby to było naprawdę Twoje, a nie dla poklasku. Działaj zgodnie z tym dążeniem i przyjrzyj się temu co możesz wyciągnąć z dotychczasowych doświadczeń. Dzięki temu zbudujesz ciekawą opowieść o swojej drodze zawodowej, którą opowiesz rekruterowi lub przyszłemu pracodawcy.

Być może będziesz jak jedna z moich klientek, która odkryła, że przez całe swoje ponad trzydziestoletnie życie koncentrowała się na tym, aby nie popełnić błędu, zamiast na tym aby osiągnąć sukces. To odkrycie było jak niezły kop i pozwoliło jej rozwinąć skrzydła. Tobie życzę podobnego mentalnego kopniaka.

Prze_myślnik #38- czy jesteś szczęśliwy …

Mamy wiosnę, jej nadejście to czas szczególny. Wszystko budzi się do życia lub zyskuje nową energię. To doskonały czas na wprowadzenie zmian w swoim życiu. Na zastanowienie się, czy kolejny rok chcemy zamknąć w cyklu powtarzalnych zdarzeń i zwyczajów. Czy chcemy realizować czyjeś oczekiwania wobec nas, czy też wyznaczyć swoją drogę przez życie i odnaleźć w nim ciekawość i szczęście, tak jak my je rozumiemy.

Jednak by tego dokonać, musimy zauważyć nas samych, nasze potrzeby i zadbać o odpowiednie naładowanie naszych życiowych baterii.

Niech zainspirują Cię do tego:

słowa Heatha Ledgera „Wszyscy, których spotykasz, zawsze pytają cię o pracę, czy się pobrałeś, czy masz dom – jakby życie było jakąś listą zakupów. Ale nikt nie zapyta cię, czy jesteś szczęśliwy.”

oraz dobra rada od Wojciecha Eichelbergera

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szczęście - szczęśliwy

Nieustająco inspiracji, podpowiedzi i dawki pozytywnej prowokacji możesz szukać również na moim blogu. Znajdziesz tu ponad 225 wpisów o zmianie, działaniu, rozwoju, wyborze własnej drogi i podejmowaniu decyzji.

Syndrom oszusta – sprawdź, czy Ty też oszukujesz!

„Nie jestem tak dobry, jak myślą o mnie inni i zaraz to się wyda”. To obawa osób, których dotyka „syndrom oszusta” lub chwilowa utrata pewności siebie.

Boją się wstydu jaki na nich spadnie oraz poczucia zawodu jakiego doznają Ci, którzy im zaufali. Choć z tą sytuacją mierzą się we wszystkich obszarach swojego życia, najczęściej proszą o wsparcie w kwestiach zawodowych i tych związanych z karierą. To wyzwanie szczególnie dotyka dyrektorów, menedżerów, project managerów oraz tych, którzy właśnie awansowali lub dostali nowa pracę.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - syndrom oszusta

Photo by Aziz Acharki on Unsplash

Szczęście, przypadek lub tak się zdarzyło

Poczucie oszustwa pojawia się wtedy, kiedy czujemy, że nie zasłużyliśmy na sukces który nas dotyka lub stanowisko, które piastujemy. Nie wierzymy, że są one wynikiem naszej pracy, wiedzy i kompetencji. Przypisujemy je raczej szczęściu, przypadkowi, czyjejś pomyłce lub innym sytuacjom nie do końca od nas zależnym.

Syn znajomego z powodzeniem przeszedł prze sito rekrutacyjne znanej międzynarodowej korporacji i zaliczył rozmowę telefoniczną w języku włoskim. Następnie spędził we Włoszech miesiąc na szkoleniach. Po trzech miesiącach pracy poszedł do swojego szefa z wnioskiem o obniżenie dodatku językowego z tego powodu, że włada nim na niższym poziomie niż to oceniono podczas rekrutacji.

Jego szef, Włoch musiał go przekonywać, że to nie rekruter ale on się myli. Nie obniżył mu tego dodatku, ale on i tak się obawia, że w końcu ktoś jednak pozna się na jego niekompetencji językowej.

Poczucie to wynika z irracjonalnej oceny naszych umiejętności. Mówiąc krotko, nie doceniamy ich odpowiednio i z tego powodu ciężko nam zaakceptować fakt, że to co osiągnęliśmy jest ich efektem. Wrażenie to nasila się szczególnie w sytuacji pewnych trudności w realizacji zadań lub wtedy kiedy zaczynamy się zajmować czymś nowym bądź przechodzimy na wyższym poziom zarządzania, na którym oczekuje się od nas nieco innych kompetencji niż wcześniej.

Z tego powodu niektórzy uważają, że występowanie „syndromu oszusta” nasila się wraz osiąganiem coraz większych sukcesów. Czym dalej i wyżej zajdziesz w karierze zawodowej tym większa szansa, że go doświadczysz. 

Syndrom czy utrata pewności siebie?

Ostatnio modnym stało się chodzenie na terapie i posiadanie jakiejś dysfunkcji, szczególnie gdy brzmi ona tak seksi jak omawiany „syndrom oszusta”. Tymczasem w mojej ocenie, wewnętrzne poczucie oszustwa nie zawsze jest wynikiem syndromu, a często bywa jedynie efektem chwilowej utraty poczucia pewności siebie w reakcji na określone zdarzenia, bodźce lub trudności.

Nazwa „syndrom oszusta” po raz pierwszy została użyta w 1978 roku przez zajmujące się psychologią kliniczną Pauline Clance i Susanne Imes, które prowadziły badaniach nad kobietami w nauce. Początkowo zresztą uważano, że syndrom ten występuje powszechnie wśród kobiet zajmujących wysokie stanowiska. Dziś jednak wiemy, że występuję on niezależnie od płci. Jedyna różnica polega na tym, że mężczyźni rzadziej mówią o nim otwarcie.

Według badań psychologicznych z początku lat 80-tych dwóch na pięciu ludzi sukcesu uważa się za nieuczciwych. Inne badania wykazały natomiast, że aż 70% wszystkich ludzi czuje się oszustami w pewnych momentach życia. Moje doświadczenia pokazują, że jak tylko komuś opowiadam o „syndromie oszusta” to niemal w 100% przypadków słyszę „osobiście też kiedyś miałem z nim do czynienia”.  W sumie sam także mógłbym się pod tym stwierdzeniem podpisać. Z tą różnicą tylko, że powiedziałbym raczej o czasowej utracie pewności siebie w określonych sytuacjach.

Mam zresztą na to wypracowane pewne antidotum. Wybrałem sobie jedną z najtrudniejszych sytuacji z jaką miałem do czynienia w swoim życiu, i z którą sobie skutecznie poradziłem. Teraz, kiedy dopada mnie utarta poczucia pewności siebie wypowiadam w myślach pewną mantrę; „skoro z tamtym sobie dałem radę, to i z tym sobie poradzę”.

„Syndrom oszusta” – jak go zniwelować

  • Odkryj co powoduje Twój dyskomfort   

Czy to np. nazwa nowego stanowiska, czy też pozycja lub stanowisko osoby, z którą masz się spotkać lub współpracować. Może przyczyną jest fakt, że prowadzisz projekt, który jest jednym z kluczowych dla firmy lub będziesz musiał poprowadzić ważną prezentację. Bez względu na przyczynę spróbuj określić z jakim rodzajem dyskomfortu masz do czynienia: transformacyjnym, czy destrukcyjnym (więcej informacji na ten temat znajdziesz w artykule Dyskomfort i jego dwa oblicza. Poznaj je!).

  • Znajdź obiektywny punkty odniesienia

Tego zadania raczej nie wykonasz samodzielnie. Podziel się swoimi wątpliwościami i obawami z kimś komu ufasz. Tylko niech to nie będzie ktoś bliski lub z rodziny, bo jego argumenty uznasz za mało wiarygodne. Jeżeli utrata pewności siebie dotyczy kwestii zawodowej lepiej nie omawiać jej z kolegą z pracy. Jeśli nie jesteś pewien z kim porozmawiać lub nie masz takiej osoby skorzystaj z pomocy coacha. 

  • Jak na tę sytuację spojrzysz za trzy lata

Być może dzisiaj dane zdarzenie wydaje Ci się przytłaczające. Pomyśl jednak gdzie będziesz za trzy lata w swoim życiu. Gdzie np. będą twoje dzieci lub najbliżsi. Postaraj się to sobie wyobrazić i z tej perspektywy spojrzeć na to czego dziś doświadczasz. Czy nadal jest to tak przerażające?

  • Uwierz, że nie trafiłeś na idiotów

Rekruter, Twój szef czy inna osoba, która Cię zatrudniła lub awansowała zna się na swojej pracy. Nie zrobiła tego przez pomyłkę, z pewnością też dostrzegła ewentualne barki w Twoim CV lub w Twoich kompetencjach. Mimo to postawiła na Ciebie i z pewnością była to jej świadoma decyzja. Być może dostrzega w Tobie potencjał, którego Ty jeszcze nie zauważyłeś.

  • Koncentruj się na tym, czego się uczysz

Kiedy zaczynamy robić w życiu nowe rzeczy lub zajmować się nowym obszarem zawodowym, mamy w głowie najczęściej już jakieś wyobrażenia jak powinniśmy w nich wypadać. Problem w tym, że to wyobrażenie najczęściej dotyczy momentu, kiedy nabierzemy już stosowanych kompetencji. Zapominamy jednak o czasie potrzebnym na wdrożenie. Z tego względu jesteśmy często na początku rozczarowani. Skup się zatem lepiej na ocenie postępów jakie robisz, a nie na tym jak wypadasz.

  • Nie jesteś wyjątkowy

Kiedy tracimy poczucie własnej wartości, jesteśmy zazwyczaj przekonani o tym, że to tylko nam się przytrafia. Nic bardziej błędnego, po prostu nikt tym się nie lubi chwalić. W social mediach znajdziesz pełno wpisów o sukcesach i osiągnięciach, ale raczej nie trafisz na te, które mówią o strachu i obawach. Tymczasem badania przeprowadzone przez Vantage Hill Partners pokazują, że lęk przed byciem uznanym za niekompetentnego to lęk numer 1 w gronie wyższej kadry zarządzającej i to na całym świecie. Witaj więc w doborowym klubie.

Rutyna – wróg, czy przyjaciel?

Od zawsze pamiętam hasło, że „rutyna jest zabójcza” i raczej niewiele będzie z człowieka, a szczególnie pracownika, który w nią popadł. Zresztą moje doświadczenia życiowe, zdawały się całkowicie potwierdzać tę tezę. Z tego względu dużym zaskoczeniem był dla mnie cytat, na który trafiłem w książce Grega McKeowna „Esencjonalista. Mniej, ale lepiej.” według którego: „W przypadku inteligentnego człowieka rutyna jest przejawem ambicji.” W.H.Auden.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - rutyna

Photo by Alex Block on Unsplash

Rutynowo, czyli „bezmyślnie”…

Wiele osób sądzi, że rzeczy wielkie wymagają sporego wysiłku i maksymalnego skupienia. Tymczasem, wysiłku i skupienia nie wymagają rzeczy wielkie, tylko rzeczy nowe. Wystarczy sobie przypomnieć pierwsze lekcje nauki jazdy samochodem. Siedział człowiek za kierownicą i nie za bardzo potrafił sobie wyobrazić jak ma to wszystko ogarnąć. Wskaźniki, zmiany biegów połączone z odpowiednią sekwencją wciskania pedałów, kierunkowskazy, ruch na drodze, znaki na jezdni i te stojące tuż przy niej, a do tego ogóle zasady ruchu drogowego, które należało mieć w głowie. Dziś kiedy jadę samochodem słucham podcastów, radia albo układam w głowie tematy prezentacji lub szkoleń. Zdarza mi się też aktywnie dyskutować ze współpasażerami podróży i jakoś nie doprowadzam do wypadku. Dzieje się tak dlatego, że tysiące godzin jazdy samochodem spowodowały, iż większość czynności związanych z jego prowadzeniem wykonuję automatycznie, czyli rutynowo lub inaczej bezmyślnie.

Przez wiele lat pracy zawodowej na etacie, równie rutynowo upływał mi czas od momentu obudzenia do wyjścia z domu. Często nie potrafiłbym nawet wymienić wszystkich czynności jakie wykonałem, a tym bardziej wymienić je w kolejności. Po prostu wszystko w czasie porannego „rytuału” działo się u mnie na autopilocie i to jeszcze takim doprowadzonym do perfekcji, gdzie np. włączenie ekspresu było ściśle skorelowane z przyrządzaniem płatków owsianych i porannymi ćwiczeniami. Jakim zatem sposobem najbardziej kreatywne pomysły, przychodziły mi do głowy właśnie w tym przepełnionym rutyną stanie.

Wyjaśnienie okazuje się banalnie proste. Uwolniony od konieczności świadomego kontrolowania wszystkich czynności, mózg mógł swobodnie błądzić po różnych obszarach myślowych jednocześnie rozwiązując poważne problemy zawodowe. To pod porannym prysznicem wpadło mi do głowy rozwiązanie, które w związku ze zmianą przepisów o uldze internetowej pozwoliło mojej firmie zaoszczędzić 100 tys. PLN. To pakując pudełko z sałatką do pracy wpadłem na innowacyjny benefit dla nowych pracowników, który był nowością na rynku i wyróżnikiem naszego ogłoszenia wśród innych ogłoszeń o pracę.

Zatem rutyna w tym przypadku nie była brakiem kreatywności, ale wręcz stanem tą kreatywność uwalniającym.

„Niektórzy ludzie uważają, że rutyna oznacza śmierć kreatywności i innowacyjności. Jest traktowana jako skrajny przypadek nudy. Samo słowo „rutyna” jest synonimem bezbarwności i nijakości, jak w zdaniu „To się stało dla mnie rutyną”. Rzeczywiście, złe schematy postępowania często nabierają właśnie takiego charakteru. Jednak dobra rutyna zwiększa innowacyjność i kreatywność, zwracając nam część energii. Zamiast wydatkować ograniczone zasoby dyscypliny na ciągłe podejmowanie tych samych decyzji, możemy uczynić ich podejmowanie elementem rutyny i przeznaczyć odzyskaną dyscyplinę na realizację innych ważnych zadań.”


Greg McKeown „Esencjonalista. Mniej, ale lepiej.”

Bądź świadomy co programujesz

Kluczem do sukcesu jest świadomie zorganizowana rutyna. Tymczasem u wielu z nas czynności rutynowe, to te które stały się rutyną bez naszej świadomości i działają przeciwko nam. Jak np. odruch włączenia Facebooka wraz z odpaleniem komputera, niemal automatyczne uruchomienie telewizora po wejściu do domu, czy porcja słodkości jako nieodłączny element picia kawy. Lista takich błędnych zachowań u każdego z nas może być całkiem długa.

Często ich pojawienie się ma z pozoru szczytny cel. Tak jak np. u mnie wiele lat temu, kiedy zacząłem pracę jako konsultant na infolinii. Nie była to moja praca marzeń i w nagrodę za to, że do niej dotarłem serwowałem sobie co rano pysznego pączka. Siedzący tryb pracy i codzienny pączek połączyły siły i szybko dały znać o sobie w postaci wzrostu wagi i obwodu pasa. Nierzadko takim symbolicznym „pączkiem” dla wielu menedżerów jest drink, albo dwa co wieczór w nagrodę, za to że przetrwali dzień. To co początkowo miało być tylko nagrodą, szybko staje się zwyczajem i nawet nie zauważmy faktu, że wchodzi do kanonu naszych rutynowych zachowań, bez względu na to czy dana sytuacja faktycznie wymaga takiej „nagrody”, czy nie.

Całe szczęście ten mechanizm ugruntowywania zachowań działa również w przypadkach pozytywnych. Powtórzony odpowiednią liczbę razy, wejdzie do kanonu naszych zachowań. Ja np. zastąpiłem poranny pączek 30 minutowym spacerem przed pracą – wystarczyło tylko wyskoczyć z tramwaju kilka przystanków wcześniej. Zwyczaj ten kultywowałem przez kolejnych 15 lat pracy na etacie, pomimo zmiany miejsc i charakteru pracy.  Dziś, kiedy często pracuję w domu, pyszna poranna kawa (mój świadomie ustalony bodziec) jest sygnałem do wyłożenia na kuchenny blat porcji warzyw do podgryzania w ciągu dnia. Spacerów także nie odpuściłem, ale stały się one moją codzienną rutyną, w ramach której staram się zrobić minimum 10 tys. kroków każdego dnia.

Obserwuj siebie, zmieniaj i usprawniaj

Ja uwielbiam przyłapywać się na różnych zgubnych rutynach i je zmieniać. Czasami jednak przyłapują mnie na nich znajomi lub najbliżsi pytając dlaczego coś robię. Z drugiej strony cały czas mocno pracuję nad świadomą automatyzacją powtarzalnych zadań. Choć nie pracuję na etacie codziennie budzę się o tej samej godzinie, nie marnując dzięki temu części dnia. Mój poranek jest zamknięty w zdefiniowanej sekwencji działań, którą kończy poranna kawa. To znak, że zaczął się roboczy dzień.

Dzięki działaniu na autopilocie, zaliczam o poranku aż trzy sukcesy. Jestem szybko gotowy do pracy i mam za sobą już odsłuchany jeden rozwojowy podcast. Dodatkowo mam pościelone i uporządkowane łóżko. Daje mi to poczucie kontroli i możliwość odhaczenia jednej załatwionej sprawy. Wypracowałem także zestaw czynności koniecznych przed każdym coachingowym spotkaniem oraz doprowadziłem do perfekcji pakowanie się na jogę.

W każdy niedzielny wieczór piekę sobie owsiane ciastka na tydzień i szykuję „półprodukty” do obiadów w tygodniu. Pozwala mi to podjadać w chwilach słabości zdrowe słodkości i dbać o regularne i zdrowe posiłki. Nie wykręcę się już brakiem czasu na przygotowanie obiadu.

Co ważne, w tych wszystkich działaniach dbam o to, aby nie popaść w hiperefektywność i nie stać się zautomatyzowanym robotem na autopilocie. Najlepsze jest jednak to, że czasami sobie odpuszczam. Zjem coś niezdrowego, zasiedzę się przy serialu lub w social mediach i wtedy z czystym sumieniem myślę sobie „olać to”. Mam w swoich codziennych zachowaniach tyle pozytywnej rutyny, że mogę sobie na to pozwolić.

Podcast – źródło wiedzy i inspiracji.

Pamiętam z młodości opowieść o wiejskiej gospodyni, która przez lata ubijała ziemniaki charakterystycznym tłuczkiem. Nikt nie pamiętał skąd się wziął, ale nikomu to nie przeszkadzało. Tak było do czasu, aż w ich domu przez przypadek pojawił się były wojskowy i zamarł ze zgrozy. Tłuczek okazał się ręcznym granatem. Moja historia nie jest, aż tak dramatyczna. Jednak ja również nie do końca „właściwie” posługiwałem się „narzędziem”, o którym będzie dzisiaj mowa.

Podcastów, czyli dźwiękowych audycji słuchałem do pewnego mementu tylko i wyłącznie na komputerze i dziwiłem się co takiego wielkiego w nich ludzie widzą. Tym bardziej, że oprócz jedynie dźwiękowego ze swej natury podcastu, można było przeważenie to nagranie obejrzeć również w wersji wideo. Dopiero rozmowa z Maćkiem Busiem autorem m.in. podcastu Klientomania otworzyła mi oczy na możliwości i potencjał tego medium.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój osobisty - podcast

Photo by William Iven on Unsplash

Niezależność i wolność

Po pierwsze nie do końca zdawałem sobie sprawę z mnogości podcastów i tematyki przez nie poruszanej. Jest ogromna, a niektóre podcasty są naprawdę wysoko specjalistyczne. Ich przewaga nad radiem jest taka, że słucham tylko tego co mnie interesuje.

Po drugie zainstalowanie aplikacji do podcastów na smartfonie sprawiło, że są one ze mną wtedy kiedy jestem poza domem. Mogę je ścignąć wcześniej na domowym Wi-Fi (choć to nie konieczne) i słuchać nawet w największej głuszy, gdzie nie dochodzi zasięg sieci komórkowych. Tak więc słucham ich namiętnie w czasie spacerów, załatwiania spraw na mieście i podróży samochodem lub komunikacją miejską.

Po trzecie, fakt że jest to tylko medium dźwiękowe, pozwala mi łączyć ich odsłuchiwanie z różnymi czynnościami domowymi, bez wzajemnego zakłócania tych działań. Odpalam więc podcasty podczas porannego golenia, sprzątania, gotowania, ćwiczeń i wielu innych działań.

Dla mnie to idealna, wręcz wymarzona sytuacja. Mogę wreszcie jednocześnie wykonywać dwie rzeczy na raz, jednocześnie podnosząc efektywność mojego dnia.

Wiedza i inspiracja

Jak wspomniałem wśród podcastów, można znaleźć wiele takich, które są podcastami eksperckimi. Często ich zaletą jest to, że choć mówią o rzeczach specjalistycznych, ich autorzy starają się, mówić o nich prosto i interesująco. Czasami zapraszają gości i jednoosobowy przekaz zamienia się w ciekawy wywiad lub dyskusję.  Nauczony już kilkutygodniowym doświadczeniem, staram się jedynie mieć  gdzieś w pobliżu kartki i coś do pisania. Chodzi o to, aby łatwo było zapisać jakieś ciekawe informacje lub zanotować pomysły, które przychodzą mi do głowy w czasie słuchania.

Podobno rozmowa telefoniczna w obcym języku jest jednym z najtrudniejszych testów jego znajomości. Musisz zrozumieć co mówi twój rozmówca nie widząc tego o czym mówi oraz jego gestów i mimiki. Podcast w obcym języku to jednokierunkowa „rozmowa telefoniczna”, w której jesteś słuchaczem. Zatem trochę mniej stresu, a słuchanie potrafi wciągnąć na maksa. Szczególnie jak wybierzesz obcojęzyczny podcast w naprawdę interesującym Cię temacie. Ja osobiści wybrałem kilka, zatem nie przyzwyczajam się do tylko jednego sposobu wypowiedzi i artykułowania. 

Czego potrzebujesz?

Komputera, na którym możesz słuchać podcastów bezpośrednio ze stron WWW lub smartfona z odpowiednią aplikacją. Ja zdecydowanie polecam to drugie rozwiązanie, bo dopiero ono odkryje przed tobą potencjał tego medium. Osobiście na smartfonie z Androidem używam aplikacji Pocket Casts, która kosztowała mnie 17,99 PLN i jestem z niej bardzo zadowolony. Możesz jednak skorzystać, z którejś z darmowych aplikacji.

Oprócz słuchania, pozwalają one także na wyszukiwanie podcastów. Możesz je wyszukać również przy pomocy wyszukiwarki Google. Ja dla ułatwienia załączam najciekawsze propozycje z listy moich ulubionych:

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close