Rafał Markiewicz

Blog

Przeklęty krąg niezadowolenia

Nierzadko zdarza mi się spotykać ludzi, którzy w mojej ocenie mają dostatnie życie i niczego im nie brakuje, a mimo to są jacyś tacy niezadowoleni i wiecznie rozczarowani swoim życiem. W opozycji do nich pojawiają się inni, którzy mają naprawdę niewiele i wiodą skromny żywot, a mimo to sporo u nich szczęścia i radości. Długo zastanawiałem się nad fenomenem tego zjawiska, aż wreszcie znalazłem jego wyjaśnienie…

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - niezadowolenie

Nie odnalazłem go w jakiś poważnych badaniach naukowych, analizach socjologicznych, czy opracowaniach psychologów. Trafiłem na niego czytając książkę, w której zamieszczono bajkę o bardzo nieszczęśliwym królu i bardzo szczęśliwym służącym, na którym przeprowadzono wręcz niehumanitarny eksperyment o nazwie „krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”.

Nieskończenie idealne oczekiwanie, czyli opowiadanie o rozczarowaniu

Był sobie król, który jak to każdy bajkowy król miał wszystko czego zapragnął. Pieniądze, pałace, żon ile dusza zapragnie i mnóstwo ziem podbitych, a mimo to każdego ranka kiedy otwierał oczy dopadał go smutek i czuł się bardzo nieszczęśliwy. Jego przeciwieństwem był służący, który każdego ranka wkraczał do jego komnaty z uśmiecham na twarzy mrucząc pod nosem pieśni zasłyszane u trubadurów. Z oczywistych względów wkurzało to króla okropnie. Wezwał więc do siebie służącego i pod karą śmierci zażądał wyjawienia tajemnicy jego wiecznego szczęścia.  Służący zaklinał się na wszystkie świętości, że nie skrywa  żadnego sekretu, a radość czerpie z dnia codziennego. Z tego, że król obdarzył go honorem służenia mu, z tego że ma żonę i dwójkę dzieci, z którymi mieszka w domu przyznanym mu przez królewskich urzędników, którzy dają mu jeszcze pożywienie i odzienie. W dodatku, od czasu do czasu król w przypływie dobrego humoru obdarowywał go paroma drobnymi monetami,  które pozwalały na spełnianie kaprysów jego rodziny.  Król słysząc to wszystko nie dał wiary słowom służącego i wpadł we wściekłość wyrzucając go ze swej komnaty.

Następnie, zdesperowany wezwał swojego najmędrszego doradcę i opowiedział mu o rozmowie ze służącym dopytując o to w jaki sposób tamten osiąga taką pełnię szczęścia. Doradca uśmiechnął się i skwitował całą sytuację stwierdzeniem, że służący po prostu znajduje się po za kręgiem. Kiedy król zaczął dopytywać co to za krąg i jak on działa. Dowiedział się, że ten krąg to „Krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu”. Nie daje on szczęścia, ale bycie poza nim nie pozwala ludziom na bycie nieszczęśliwymi, a ponieważ służący nigdy do niego nie wszedł, jest co dnia szczęśliwym człowiekiem. Natomiast, co do mechaniki jego działania to jest na tyle skomplikowana, że jej wyjaśnić się nie da, ale można zobaczyć jej działanie pozwalając komuś wejść do tego kręgu np. służącemu króla. Król chciał już wezwać podwładnego, aby wydać mu rozkaz wejścia do kręgu, ale doradca stwierdził że nie można nikogo do tego zmuszać. Nieustępliwy król planował go zatem oszukać i zwabić podstępem, ale według doradcy było to niepotrzebne. Wystarczyło tylko zaprosić służącego do tego kręgu, a wejdzie tam sam z własnej i nieprzymuszonej woli. Coraz bardziej zagubiony król dopytywał o to, że pewnie nie zdradzą mu konsekwencji wejścia do środka i tylko dlatego nieopacznie wkroczy do tego przeklętego kręgu. Lecz i tutaj doradca zaskoczył swojego przełożonego stwierdzając, że konsekwencje będą mu znane, a służący i tak nie będzie potrafił się oprzeć pokusie. Tego już było za wiele, król zażądał niezwłocznego przeprowadzenia eksperymentu chociażby za cenę utraty tak dobrego i oddanego sługi. Doradca zatem poprosił króla o przygotowanie na wieczór mieszka z monetami, ale warunkiem było, aby tych monet było dokładnie 99 – ani jednej mniej, ani jednej więcej.

Wieczorem doradca z królem wzięli mieszek z monetami i wymknęli  się z zamku. Udali się pod dom sługi i tam poczekali do rana. Kiedy w jego mieszkaniu zapłonęła pierwsza świeczka doradca doczepił do mieszka kartkę z informacją „Ten skarb jest dla Ciebie. Jest to nagroda za bycie dobrym człowiekiem. Ciesz się nim  i nie mów nikomu jak go znalazłeś”. Następnie powiesił mieszek na drzwiach do domu sługi, zapukał i uciekł. Sługa wyszedł na zewnątrz, a król z doradcą obserwowali go zza krzaków.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - niezadowolenie

Sługa wziął do ręki mieszek, przeczytał kartkę i potrząsnął nim. Dało się słyszeć dźwięk uderzających o sobie monet. Sługa przycisnął zawiniątko do piersi i cały drżąc z emocji szybko wszedł do domu zerkając czy przypadkiem nikt go nie widział. Król z doradcą podkradli się pod okno i obserwowali służącego. Ten wysypał monety na stół, a oczy mu się zaświeciły. On, który nie miał żadnej, teraz miał ich całą górę. Dotykał ich, pieścił je i w nieskończoność przesypywał. Przestawił nawet świeczkę na stole, aby monety mieniły się jej światłem.  W końcu zaczął je starannie ustawiać w słupki po 10 monet w każdym. Kiedy doszedł do ostatniego słupka, nagle zamarł. Monety na stole się skończyły, a słupek był niższy od pozostałych – brakowało jednej monety. Jeszcze raz sprawdził stół, podłogę pod nim, krzesło, mieszek  i swoje kieszenie. Okradli mnie! – wykrzyknął – Okradli mnie , niegodziwcy i szubrawcy.

Król z doradcą patrzyli jak dotychczas zawsze pogodne oblicze sługi uległa zmianie. Zmarszczył czoło i napiął twarz. Oczy stałe się małe i przymrużone, usta wygięły w dziwacznym grymasie. Zgarbiony szybko zbierał monety do mieszka, trwożliwie rozglądając wokół. Dało się również słyszeć jak mamrotał: Jedna moneta! Jedna moneta! Z setką monet człowiek jest bogaty. Wyciągnął papier i w świetle lampy zaczął rachunki nadal mamrocząc: Jedna moneta – to 12 lat mojej pracy u króla, ale gdybym wysłała żonę do pracy i sam znalazł drugą pracę to wystarczyłoby już tylko 7 lat. Gdybyśmy jeszcze zaczęli sprzedawać resztki jedzenia z królewskiego stołu, które przynoszę do domu udało by się zmniejszyć czas na zarobienie jednej monety do 4 lat. Służący westchnął ciężko i jakoś tak zapadł się w sobie. Perspektywa 4 lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń była przytłaczająca, ale nie widział innego wyjścia.

Król z doradcą wrócili szybko do zamku, a kiedy za dwie godziny sługa wszedł do królewskiej komnaty, był strasznie posępny i przygarbiony, bez cienia uśmiechu. Sytuacja ta powtarzał się przez kilka kolejnych dni, a kiedy król zagadnął sługę o przyczynę braku radości ten odburknął, że przecież wykonuje swoje obowiązki należycie i wiernie służy królowi, a do tego nie musi robić z siebie błazna lub trubadura. Po krótkim czasie król zwolnił z pracy swego sługę. Niemiło było bowiem mieć służącego, który ciągle był w złym humorze.

Efekt wychowania

Wszyscy zostaliśmy wychowani w ideologii niespełnienia. Zawsze nam czegoś brakuje do bycia zadowolonym, a jedynie kiedy jesteśmy zadowoleni cieszymy z tego co mamy. Nauczyliśmy się i wierzymy w to, że szczęście przyjdzie dopiero wtedy, kiedy skompletujemy to, czego nam brak…

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - niezadowolenie

Mieszkanie musimy zamienić na dom, dom na jeszcze lepszy dom. Rower na używany samochód, używany na nowy, nowy na jeszcze lepszy itd. Schemat powtarza się w nieskończoność, a twórcy reklam zacierają ręce, ciągle wmawiając nam czego jeszcze potrzebujemy, aby poczuć się szczęśliwymi. Tymczasem wystarczyłoby tylko pamiętać co było na początku i docenić, to co już zyskaliśmy.

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small Przy pisaniu tego tekstu towarzyszyła mi mocna i aromatyczna Herbata Wschodniofryzyjska

Life Factory - projekt

Kim jest Sinclair? Kim jesteś Ty?

Jest taka opowieść o mężczyźnie o imieniu Sinclair, który prowadzi bardzo mocno ustabilizowane i poukładane  życie. Wszystkie czynności w ciągu dnia mają swój określony czas i miejsce. Jednym z ważniejszych zdarzeń jest poranna korespondencja, którą Sinclair codziennie po porannej toalecie, ale jeszcze przed śniadaniem, zbiera spod drzwi. Pewnego jednak dnia przytrafia m u się coś bardzo dziwnego. Tuż po porannej toalecie nie znajduje pod drzwiami, ani jednego listu!

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - Sinclair - kim jestem

Obcy w mieście

Zaniepokojony tym faktem, zaraz po śniadaniu wychodzi na miasto, aby dowiedzieć się czy przypadkiem nie ma jakiegoś strajku na poczcie albo innego zdarzenia wyjaśniającego tę sprawę. Okazuje się, że nie – poczta działa normalnie. W drodze na pocztę niemal zderza się ze swoim znajomym i kiedy mówi do niego parę słów na powitanie, tamten zupełnie je ignoruje, jakby się spieszył i nie znał naszego bohatera.

Kolejne dni tylko pogłębiają frustrację Sinclaira. Miejsce pod drzwiami wciąż pozostaje puste a kobieta opiekująca się jego domem, nagle i bez uprzedzenia przestaje przychodzić. Kiedy odwiedza swojego przyjaciela Mario, aby wypić z nim lampkę wina i opowiedzieć mu o tym wszystkim, tamten go zupełnie nie poznaje. Co więcej, odbiera zachowanie Sinclaira jako bezczelne spoufalanie się i nakazuje swojemu kamerdynerowi wyrzucić go za drzwi. Zawodzi go też i ostatnia deska ratunku. Odwiedza knajpę, w które spotyka się ze znajomymi, ale kiedy tylko przysiad się do ich stolika, tamci patrzą na niego z byka i oświadczają, że nie mają przyjemności go w ogóle znać.

Sinclair wraca do domu ze świadomością, że nagle stał się dla wszystkich swoich znajomych kimś obcym i nieobecnym. Jest przybity tym faktem, bo nagle cała jego wartość, którą przez lata tak pieczołowicie budował staje się bezużyteczna. Nikt nie wie kim jest i co osiągnął, nikt nie kojarzy czym się zajmuje i dlaczego.  Nie ma go w niczyich notatnikach z adresami, nie ma go też w sercach przyjaciół i rozmowach znajomych. A do tego jeszcze to natarczywe pytanie, powtarzane przez wszystkich spotykanych ludzi: „Kim jesteś?”

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - kim jestem

Smak niezależności

Kiedy Sinclair próbuję sobie na nie odpowiedzieć potrafi podać swoje imię, adres, rozmiar noszonych ubrań, numer dowodu osobistego i jeszcze parę innych danych, które stanowią o jego tożsamości. Ma jednak problem z odpowiedzią na to, kim jest tak naprawdę i prawdziwie, gdzieś tam głęboko wewnątrz siebie.  Zaczyna się zastawiać czy jego dotychczasowe, uporządkowane życie, nie było tylko „sztucznym życiem” na pokaz. Dostosowanym do budowanie własnego wizerunku w oczach innych, do tego aby ich nie zawieść i aby spełnić ich oczekiwania. Nagle zaczyna dostrzegać fakt, że bycie nieznanym oferuje mu wolność zachowań i bycia prawdziwym sobą. Bez względu na ocenę innych i ich aprobatę lub jej brak, bo przecież nikt go tu nie zna i nic o nim nie wie. Zaczyna rozumieć, że jest sam i tylko od niego samego zależy kim będzie i co oraz jak będzie w życiu robił.  Świadomość ta powoduje, że pozbywa się stresu i pełen wewnętrznego spokoju zapada w głęboki sen.

Następnego dnia o poranku, kiedy nieogolony i radośnie podśpiewujący pod nosem, idzie na dół ku jego zaskoczeniu widzi stertę listów piętrzącą się pod drzwiami a w kuchni wita go radośnie pani opiekująca się jego domem. Zachowuje się, jakby zupełnie nic się nie stało. Również znajomi spotykani na mieście rozpoznają go i serdecznie się z nim witają.

Nagle wszystko jest takie jak dawniej – tylko nie Sinclair. Pamiętając przemyślenia ostatniego dnia i to poczucie wewnętrznej wolności, postanawia żyć prawdziwym życie i już nie szukać aprobaty dla swoich działań w oczach innych. Nie chce już szukać samego siebie, gdzieś na zewnątrz, bo zrozumiał że prawdziwy Sinclair mieszka w nim.

Ciekaw jestem, kim stałbyś się Ty, gdyby przytrafił Ci się przypadek z życia naszego bohatera?

InspiRacje#3 – pozorność potrzeb

„A więc z dnia na dzień spakowałem plecak i poleciałem do Buenos Aires. Przejechałem Argentynę, Chile, teraz jestem w Boliwii, przede mną Peru, Ekwador, Kolumbia i Wenezuela. To tu zdałem sobie sprawę, że w plecaku mam same niepotrzebne rzeczy. Naprawdę nie potrzeba sześciu koszul, czy czterech par spodni, aby żyć. Trzeba zwalczyć w sobie uzależnienie polegające na ciągłej konieczności zaspokajania pozornych potrzeb. Widziałem głód, ale także radość ludzi. Coś nie do pomyślenia w naszej dzisiejszej Europie, gdzie panuje chciwość, oszustwo i zawiść. Wyciągi z konta, wielkie samochody, znane marki, urządzenia elektroniczne przytłaczające nas i powodujące w efekcie smutek, choć po powrocie z pracy nasz stół ugina się od przysmaków. Zrozumiałem, że tam, gdzie ludzie nie mają nic, myślą o tym jak przeżyć, jak iść do przodu. Tam, gdzie jest wszystko, ludzie narzekają, bo zawsze jest im za mało.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - pozorność potrzeb

W czasie mojej podróży spotkałem wiele osób, które uświadomiły mi, że życie mija zbyt szybko, by warto było tracić czas na pracę tylko po to, aby dotrzymać kroku innym, by nie mieć mniej. Pracować, aby kupić dom, samochód, superciuchy. Ubrania szybko przestają być modne, dom staje się za ciasny, samochód zbyt wolny i znów musimy pracować więcej, bo trzeba kupować. Po co koncentrować się na posiadaniu, jeżeli nie mamy czasy dla tych, których kochamy? Jeśli nie starcza dnia, aby dzielić się tym co mamy? Po co nam szybki i mocny samochód, jeżeli nie możemy uciec nim od szarości miasta i rutyny gdzieś w góry czy nad morze razem z rodziną? Oczywiście, trzeba pracować. Ale może nie aż tyle? Tutaj przekonałem się, że Europa jest zimna, bo ludzie nie są blisko siebie. Nie wymieniamy uścisków, ani uśmiechów. A gdy ktoś spojrzy na nas w metrze, uciekamy wzrokiem. Pracujemy bez większej ochoty, bo zawsze znajdzie się jakiś szef czy kolega z pracy, który działa nam na nerwy tak bardzo, że jej nienawidzimy… Wracamy do domu wykończeni. To chwila, by zjeść kolację i powiedzieć swojej połowie jak bardzo jesteśmy wkurzeni z powodu tego gościa z pracy, którego nienawidzimy, no i z powodu korków, w których tkwiliśmy przez ponad godzinę. Ale było warto, nadal mamy pracę, dzięki której kupimy nowy telewizor z płaskim ekranem, czterdzieści dwa cale, w których idealnie widać, że książę Monako nadal jest kawalerem, a Ricky Martin powiedział, że jest gejem.”*

A jak jest z Twoimi potrzebami? Za czym gonisz? Czy strasz się jakoś rozgrzać tę „zimną Europę”?

——————————

Rafał Markiewicz - coach - coaching - sprzedaj lodowke i jedz dookola swiata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.
Life Factory - projekt

Iluzoryczna siła kołka

Od zawsze fascynowała mnie słoniowa potęga. Fakt, że nierzadko 5 tonowy i wysoki na ponad 3 metry zwierz potrafi pędzić z prędkością 15 km/godz, a na krótkim odcinku może nawet przyśpieszyć do 35, budzą mój respekt. No i jeszcze ta trąba, tak silna, że słoń może nią unieść nawet całe drzewo. Można by powiedzieć, że to żywa forteca na 4 nogach, maszyna destrukcji zdolna zniszczyć i zdemolować niemal wszystko.  W dzieciństwie podziwiałem słonie hasające po wybiegu w Zoo i te występujące w cyrku. Muszę przyznać, że te drugie zawsze wydawały mi się jakieś dziwne, często z jakąś szmatką na głowie i frędzelkiem z niej zwisającym między oczami, stające na dwóch nogach na komendę i robiące sztuczki na rozkaz. Najdziwniejsze jednak było to, że widywałem je też pasące się przy namiocie cyrkowym, z łańcuchem na jednej noce, który odchodził od niewielkiego kołka wbitego w ziemię. No i teraz zagadka, jak taki mały kołek mógł zapobiec ucieczce takiego kolosa? Mógł, bo w jego siłę wierzył słoń!

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - siła kołka

Utrata wiary w siebie

Wychowywany od małego w cyrku słoń, od zawsze był przywiązywany do różnych kołków. Był pewnie czas, kiedy się szarpał i wyrywał próbując uwolnić. Pewnie trwało to wiele dni, a może i miesięcy. Jednak wtedy słonik nie był wystarczająco silny a kołek mocno siedział w ziemi. Przyszedł też pewnie ten dzień, który zaważył na dalszym życiu słonia. Dzień, w którym słonik uwierzył w swoją słabość i niemoc, uznając że kołek jest mocniejszy niż on. Tak spędził resztę swojego żywota, wierząc w to, że gruby stalowy łańcuch przymocowany do niewielkiego palika jest w stanie uwięzić go na zawsze. Najsmutniejsze w tym jednak jest to, że już nigdy nie zakwestionował swojej niemocy, nigdy nie podjął kolejnej próby swoich sił.

Nasze źródła niemocy

Niestety, z nami jest tak samo. Żyjemy uwiązani do dziesiątków kołków, które odbierają nam wolność działania. Wciąż wierzymy, że czegoś nie możemy, że coś jest nie dla nas a wszystko to tylko dlatego, że kiedyś, ktoś coś nam powiedział albo jakaś z naszych prób zakończyła się niepowodzeniem. Pewnie jak mały słonik mieliśmy ten dzień, kiedy uznaliśmy swoją niemoc i przyjęliśmy, że kołek jest silniejszy niż my. Teraz, kiedy jesteśmy dorośli i mamy więcej siły oraz życiowego doświadczenia nawet nie przyjdzie nam do głowy, aby go wyrwać.

A może jednak…, może warto podjąć jeszcze jedną z prób i sprawdzić, czy to co niby nieosiągalne, nie jest przypadkiem naszym mentalnym kołkiem.

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small Pisząć ten tekst piłem pysznego Oolonga Ti Kuan Yin Oolong, zwanego Żelazną Boginią Miłosierdzia

Life Factory - projekt

Spirala stresu cz. II – „tryb działania”

W poprzedniej części pisałem o tym, jak ważny udział w reakcji stresowej ma nasze ciało. Dzisiaj natomiast chciałbym się zająć tym, jak chcąc rozwiązać problem potrafimy sobie napytać biedy, a wszystko to oczywiście w jak najlepszej wierze.

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - tryb działania

Rozwiązujesz problem, czy dopieszczasz emocje

Często nasz stres jest wywołany przez jakiś konkretny problem lub sytuację, której rozwiązanie powinno zakończyć całą sprawę. Tymczasem,  rzadko udaje nam się do tego podejść „na chłodno” i bez emocji oraz uczuć zająć się logiczną analizą problemu. Mimo woli odpala nam się emocjonalny węzeł (patrz cz. I) i pojawia uczucie nieszczęścia, lęku, żalu, wyczerpaniai czy też złości.  Kiedy uczucie się pojawi, dajmy na to: nieszczęścia, czujemy się nieszczęśliwi i niemal odruchowo staramy się zrozumieć, czemu tak się czujemy i jak najszybciej znaleźć rozwiązanie problemu „bycia nieszczęśliwym”. Sęk w tym, że zarówno nieszczęście, czy też bycie wyczerpanym nie są problemami, które da się rozwiązać. To emocje, które jedynie odzwierciedlają stan umysłu i ciała, i jako takie nie mają rozwiązania. Można je tylko czuć.

Jeżeli już je poczujesz, to zamiast próby walki z nimi i rozmyślania nad ich wyjaśnieniem, proponuje najzwyczajniejsze w świecie „odpuszczenie”, inaczej osiągniesz efekt odwrotny od zamierzonego.

Świetny, ale czasami zgubny „tryb działania”

Kiedy będziesz chciał uparcie rozwiązać „problem”, który zamiast problemu jest  jedynie negatywną emocją z pewnością skorzystasz z tzw. racjonalnego myślenia. Sprawdzisz w jakim punkcie jesteś np.  „nieszczęście” i ustalisz w jakim miejscu chcesz się znaleźć, najpewniej „szczęście”. Nastąpi szybka analiza różnic między tymi dwoma miejscami (stanami) i zostanie opracowany sposób na jak najszybsze tych różnic zniwelowanie. To właśnie jest „tryb działa”, który w mgnieniu oka dzieli problem na mniejsze kawałki, analizuje sposób pokonania każdego z nich i weryfikuje czy w ten sposób przybliżyłeś się do celu. Jest doskonały jeśli prowadzisz samochód po zatłoczonym mieście i musisz się jak najszybciej przedostać z punktu A do punktu B. Równie wyśmienicie sprawdzi się, gdy zamiast samochodem będziesz poruszał się w rozbudowaną siatką różnych środków transportu komunikacji miejskiej. Jednak w kontekście twojego „problemu”  może Cię całkowicie wywieść w pole.

Twój umysł zacznie koncentrować się różnicy między tym jak się czujesz, a jakbyś chciał się czuć. W trakcie tej analizy zada szereg weryfikujących pytań typu: Co jest ze mną nie tak? Gdzie popełniłem błąd? Co znowu źle zrobiłem? Dlaczego nie mogę się ogarnąć? itd. itp. Nawet teraz, kiedy je czytałeś poczułeś z pewnością jakie są dołujące i autodestrukcyjne. Oczywiście umysł jest „mądry” więc szybko znajdzie dziesiątki wyjaśnień tej sytuacji: bo za mało się starałeś, bo byłeś nieuważny, może po prostu jesteś głupi lub niewykształcony a może jesteś poważnie chory i dlatego nie dajesz sobie rady.

Czy już wiesz co się stało? Właśnie Twój  emocjonalny węzeł nabiera zgubnego rozpędu. Pojawi się myśl „Jestem do d…”, doznasz uczucia lęku i rozczarowania, odpali się impuls ucieczki przed problemem i oceną innych, poczujesz jak spinają się ramiona i zaczyna boleć Cię żołądek. Te sygnały z ciała trafiają z powrotem do mózgu i pojawia się myśl „A więc jednak…, jest jeszcze gorzej niż myślałem”. Pętla wzajemnego  nakręcania zaczyna szaleć pomiędzy poszczególnymi elementami emocjonalnego węzła. Tracisz energię, czujesz się coraz gorzej, Twoje postrzeganie otoczenia bardzo się zawęża, Twój nastrój się pogarsza a mózg koncentruje na filtrowaniu informacji, które tylko potwierdzają Twoje fatalne położenie. Tyle już się wydarzyło, a Ty przecież nawet nie zająłeś się jeszcze tym konkretnym problemem lub sytuacją, która faktycznie wywołała stres.

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - tryb działania

Wyciszony i zdystansowany możesz więcej i szybciej

„Tryb działania” chciał dobrze. Kiedy tylko zauważył coś, co wyglądało na problem, zgłosił się na ochotnika do działania i z uporem maniaka oraz bez względu na wszystko, cały czas analizował możliwości jego rozwiązania. Tymczasem właściwy dla tej sytuacji jest „tryb bycia”. Tryb, w którym się zatrzymujemy i zanurzamy w tym co dzieje się „tu i teraz”. Być może czujemy się zestresowani, ale potrafimy dostrzec słońce na niebie i poczuć zadowolenie z tego, że dodaje nam ono energii i ciepła w ten nie najłatwiejszy dzień. Być może usiądziemy na chwilę, aby pomedytować i koncentrując się na oddechu wyciszyć emocje i ciało. Możemy też obejrzeć jakąś komedię, aby oderwać się od stresu i wytrząść ze śmiechem napięcie w ciele. Kiedy nasz emocjonalny węzeł się wyciszy, a może nawet nabierze pozytywnej energii, będziemy potrafili spojrzeć na nasz problem bez negatywnych emocji i z większym dystansem. Dzięki temu mamy szanse na szybkie jego rozwiązanie.

Jak podwoić długość życia

Jest taka świetna powieść dla dzieci niemieckiego pisarza Michaela Endego zatytułowana „Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas” . Występują w niej Szarzy Panowie, którzy pod przykrywką prowadzenia Kasy Oszczędności Czasu, kradną ludziom czas. Uczą oni ludzi jak pracować więcej i efektywniej nie „marnując” czasu, na takie „głupoty” jak miłość, spotkania ze znajomymi, czy zajmowanie się dziećmi. Klienci kasy popadają w konsumpcjonizm, gonią za kolejnymi nowymi rzeczami i nawet nie zauważają jak stają się samotni i nieszczęśliwi. Kiedy sobie przypominam o tej powieści zawsze jest mi ciężko uwierzyć w to, że została ona napisana już w 1973 roku.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - długość życia

Śmiganie na autopilocie

Mam takie nieodparte wrażenie, że z upływem lat Szarzy Panowie udoskonalili swoje metody działania. Zawładnęli telewizją, internetem i wykreowali całą kulturę nieustannej gonitwy i pośpiechu. Ten nieustanny wyścig, niszczy dużą część naszego życia i najzwyczajniej w świecie kradnie nam czas. Można to sobie bardzo dobrze uświadomić odpowiadając na kilka poniższych pytań:

  • Czy trudno Ci się skoncentrować na tym, co dzieje się w chwili obecnej – dokładnie w niej?
  • Czy zwykle chodzisz szybko i ciągle się spieszysz, aby jak najszybciej dotrzeć do celu i nie zwracasz uwagi na to, czego doświadczasz po drodze?
  • Czy wydaje Ci się, że działasz nawykowo i automatycznie, często bez świadomości tego, co robisz?
  • Czy wykonujesz swoje zajęcia w pośpiechu i bez uważności?
  • Czy skupiasz się tak bardzo na przyszłym celu, że tracisz kontakt z tym co robisz teraz, aby go osiągnąć?
  • Czy ciągle uciekasz myślami w przyszłość, albo przeszłość?

Pytając wprost:  czy dałeś się już tak omotać  Szarym Panom,  że co dnia napędzają Cię jedynie rutynowe bezrefleksyjne czynności, które powodują, iż żyjesz we własnej głowie a nie we własnym życiu?

Prawdziwe życie

Załóżmy, że masz 30 lat i prawdopodobnie pożyjesz do osiemdziesiątki. Masz zatem przed sobą jeszcze 50 lat życia. Jeśli jednak uznamy, że funkcjonujesz w pełni świadomie, kiedy naprawdę czujesz dany moment i go przeżywasz, tylko przez 2 godziny dziennie to zostało Ci tylko 6 lat i 3 miesiące prawdziwego życia! Przyznasz, że to „trochę” mało. Znacznie więcej spędzisz go prawdopodobnie na zebraniach w swojej pracy.

Kiedy jesteś świadomy chwili, czas zazwyczaj płynie znacznie wolniej. Oczywiście to tylko subiektywne odczucie, ale aby to poczuć wystarczy zrobić prosty eksperyment . Nastaw budzik na 5 minut i włącz telewizor na wiadomości, albo jakiś filmy. Teraz jeszcze raz ustaw 5 minut na budziku, znajdź jakieś spokojne miejsce, gdzie nikt i nic nie będzie Ci przeszkadzać. Usiądź, zamknij oczy i podnieść obie wyprostowane ręce pionowo do góry, tak abyś miał ramiona obok swoich uszu ale nie opieraj ich o głowę. Tak siedząc trzymaj je cały czas napięte i czekaj aż odezwie się alarm.  Czy te drugie 5 minut minęło tak samo szybko, jak przed telewizorem? Czy zerkałeś jednym okiem na budzik ile jeszcze, bo chyba się zaciął i nie dzwoni?

Niektórzy, aby jak najwięcej zobaczyć czy zrobić w życiu, piją energetyki, katują się fizycznie, biorą narkotyki lub notorycznie niedosypiają. Są wiecznie w biegu, wiecznie nakręceni i na permanentnym niedoborze energetycznym. Tymczasem, podobny efekt przeżycia wielu spraw i zobaczenia mnóstwa nowych rzeczy można osiągnąć żyjąc po prostu uważniej i bardziej świadomie. Teraz i w tym momencie. Co byś zatem powiedział na 4 w pełni świadome godziny w ciągu dnia?

Ja np. uświadomiłem sobie, że aby napisać powyższy tekst musiałem uderzyć w klawiaturę 3598 razy. Dopiero teraz dostrzegłem ogrom pracy moich palców. Szczególnie, biorąc pod uwagę to, że na tej stronie jest ponad 170 moich tekstów. Patrzę teraz na dłonie i przyglądam się im uważnie, podziwiając jak genialne dzieło potrafiła stworzyć natura.

A czy Ty wiesz, ile kroków już dziś zrobiłeś i czy pamiętasz, kto był pierwszą spotkaną dzisiejszego dnia osobą po wyjściu z domu?

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small Ten tekst pisałem popijając smaczną i bardzo aromatyczną zieloną herbatę Mały Budda

Life Factory - projekt

Spirala stresu cz. I – Ciało

Kiedy w naszym życiu pojawia się problem lub stresująca sytuacja staramy się je jak najszybciej rozwiązać. Niejednokrotnie towarzyszą temu spore emocje i często nie jesteśmy świadomi tego, że ich pojawienie jeszcze bardziej podkręca i utrudnia całą sytuację. Kiedy jesteśmy zestresowani, nasz stres samoistnie generuje jeszcze więcej stresu. Identycznie dzieje się z lękiem i złością. Pocieszającym może być jednak fakt, że ta reguła działa i przy pozytywnych emocjach, takich jak np. miłość, szczęście czy empatia.

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - spirala stresu - ciało

Emocjonalny węzeł

Jeśli myślisz, że twój problem mieszka jedynie w twojej głowie. To jesteś w wielkim błędzie. Przyjrzyj się poniższemu schematowi i zobacz, jakie elementy składają się na emocje. Zauważ również, że każdy z nich wpływa także na pozostałe. Jak tylko „podkręcisz” jeden element, w ślad za nim nakręcą się i pozostałe. Na nasze szczęście działa to i w drugą stronę.

 

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - emocje

Zagłębiając się w problem lub trudną sytuację często zapominamy o tym jak ważnym elementem w kreowaniu naszych emocji jest ciało.  Wiemy, że zły nastrój może wywołać złe myśli. Pamiętamy, że negatywne myśli mogą nam popsuć humor i odebrać energię. Nie uświadamiamy sobie jednak, iż w tym procesie równie aktywnie uczestniczy nasze ciało. Umysł i ciało nieustannie się ze sobą komunikują i wymieniają emocjonalne informacje. Duża część tego co czuje ciało jest wynikiem myśli i emocji, które kłębią się w głowie. Wystarczy sobie przypomnieć jakąś stresującą sytuację np. egzamin lub publiczne wystąpienie. Czy Twoje ciało się bało? Nie, bo nikt mu nic nie robił. Bała się „głowa” a w zasadzie dumne ego. Obawiało się ono, że niezdany egzamin ujawni innym, że wcale nie jesteśmy tacy dobrzy lub że nieudane wystąpienie zaważy na tym jak oceniać będą nas inni. W całym tym zdarzeniu ciało mogłoby pozostać na totalnym chillout’cie  a jednak zachowywało się zupełnie inaczej. Odebrało z umysłu uczucie strachu i zagrożenia. Natychmiast się spięło a żołądek skręcił w bolesnym uścisku. Następnie te odczucia przejął umysł i poczuł się jeszcze bardziej zagrożony i zestresowany. Tak oto zaczyna budować się spirala stresu.

Niestety tego typu reakcjami w naszym ciele kieruje jedna z prymitywnych części mózgu, która przedkłada szybkość działania nad dokładną interpretację sytuacji. Świetnie się to sprawdza w momencie niespodziewanego zagrożenia np. ataku tygrysa, natomiast obraca przeciwko nam kiedy mózg zinterpretuje wyimaginowane zagrożenie (np. egzamin) jako zagrożenie życia i tak samo jak w przypadku ataku drapieżnika odpali reakcję „walcz lub uciekaj”.

Zmień postawę a zmienisz nastrój

Jeśli jednak jesteśmy świadomi udziału ciała w budowaniu emocji, możemy dzięki niemu wpłynąć na nasz nastrój i samopoczucie. Kiedy jesteś przybity i smutny z pewnością się garbisz i pochylasz do przodu a Twoja klatka piersiowa się lekko zapada. Jeżeli w takiej chwili świadomie się wyprostujesz, jednocześnie odsuwając barki do tyłu, Twoja klatka piersiowa naturalnie się powiększy i „dumnie” wypnie do przodu. Wystarczy dosłownie moment, abyś poczuł zwiększenie energii i mały przypływ pozytywnego nastawienia. Zapewniam Cię, że umysł na pewno dostrzeże tę zmianę i poczuje bardziej pozytywne emocje. Skoro on poczuje się lepiej, teraz ciało odbierze ten impuls i jeszcze bardziej się odpręży a może nawet zrelaksuje. Jak chcesz podkręcić ten efekt – uśmiechnij się, nawet wtedy gdy nie masz na to ochoty. Takie sztuczne szczerzenie zębów w plastikowym uśmiechu także będzie dla umysłu pozytywnym sygnałem.

Pewnie teraz łatwo się domyślisz, dlaczego jedną z moich klientek, która na spotkaniu ze mną mówiła o psychicznym wycieńczeniu i opowiadając o tym zapadła się coraz bardziej w fotelu zabrałem na spacer, podczas którego kontynuowaliśmy tę sesję 🙂

InspiRacje#2 – Codzienność

„Żyjesz normalnie, każdego dnia przesuwasz budzik o kolejny, upragniony kwadrans snu. Telefon to pierwsza rzecz, jaką bierzesz rano do ręki, w ciągu dnia sięgniesz po niego jeszcze kilkadziesiąt razy. O naładowanie baterii często dbasz bardziej niż o leżącą obok ciebie osobę. Ten mały diabeł prawie nie milknie. Wibrują sms-y, mms-y, przypomnienia, maile, o… znów ktoś dzwoni, jesteś na prawdziwym onlinie, blisko spraw i ludzi. Nie czujesz się bardziej zagubiony, samotny i nieporadny, wręcz przerażony niż w chwili, gdy uświadomisz sobie, że go zgubiłeś, zapomniałeś albo że ci go ukradli. Nie wyobrażasz sobie początku dnia bez sprawdzenia kilku portali, odwiedzin wirtualnych znajomych, napchania sobie głowy wiadomościami, które i tak nie mają dla ciebie żadnego znaczenia. Żadnego wpływu na twoje życie. Ale jak bez tego zaspokoisz przemożną chęć bycia częścią świata? Ta wiedza daje złudne poczucie kontroli. Wmawiamy sobie, że to czyni nas kosmopolitami. Uczestniczenie w tym pseudoinformacyjnym krwiobiegu uspokaja. Dbamy przecież o losy świata, rozwiązujemy jego problemy, zabieramy głos w ważkich kwestiach, raz po raz stajemy po czyjejś stronie, czujemy się ważni, oceniamy. Zajmuje to nas i odciąga od naszych prawdziwych spraw, oddala od ludzi, zabiera czas, który powinniśmy z nimi spędzić. Często słyszę „ja po prostu lubię wiedzieć, co się dziej na świecie”. To wyrusz w podróż dookoła domu i przekonaj się o tym, będziesz zaskoczony.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - codzienność

W locie łapiesz opakowaną w plastik kanapkę, wielkimi łykami pochłaniasz „prawdziwą brazylijską” kawę z reklamy, koniecznie z dietetyczną śmietanką. Żyjemy przecież zdrowo. Po krótkim rajdzie slalomem między innymi autami, ze zmarszczonym czołem, po „nauczeniu dobrych manier” innych kierowców i kilku niekoniecznie przyjaznych gestach wreszcie docieramy. Stop. Trzask drzwi, pik alarmu i gotowe. Prawie niewidocznym skinieniem głowy wspaniałomyślnie pozdrawiasz zmęczoną jak nasza, smutną twarz współpasażerki windy a w duchu myślisz: „Mogłaby wsiadać szybciej, po co jedzie windą na pierwsze piętro”. Tak oto rozpoczął się kolejny dzień życiowej diety, fast foods bez wartości ożywczych. Wysoko przetworzona strawa duchowa napchana ścinkami gazet, powleczona wonią drogich perfum. Klik i internet działa, jestem onlione, znowu się udało…”*

A jak wygląda Twój dzień?
——————————
Rafał Markiewicz - coach - coaching - sprzedaj lodowke i jedz dookola swiata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.
Life Factory - projekt