Rafał Markiewicz

Blog

Nie zapomnij o sobie…

Była dynamitem energii, petardą mknącą przez życie, wojowniczką korporacyjnych projektów i siłaczką życiowych wyzwań. Zbyt silna na słabość, zbyt szybka na chwilę zatrzymania, zbyt potrzebna aby pozwolić sobie na chwilę odpoczynku. Była też taka, kiedy biegnąc z jednego spotkania na drugie, nagle straciła przytomność i upadła tuż przy wejściu do sali konferencyjnej…

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - odpoczynek

Manifest niemocy

W ten oto sposób, organizm „nadragowany” różnego rodzaju energetykami, kofeiną i środkami przeciwbólowymi znalazł metodę, aby wreszcie w tym szaleńczo niezdrowym biegu ją zatrzymać. Niestety, nie chciała zareagować na wcześniejsze sygnały ostrzegawcze: bóle głowy, problemy z oddychaniem, nerwobóle w klatce piersiowej i poranne problemy z żołądkiem. Tak bardzo chciała zasłużyć na uznanie innych, że zapomniała słuchać swojego ciała, które coraz bardziej niedomagało i działało przy stale rosnącym deficycie energetycznym. Ostatecznie przecież, czas na regenerację i wypoczynek został uznany za zbędny.

Barometr nieopieki

Nawet z lekarzem wykłóciła się na tydzień zwolnienia zamiast dwóch. Jednak zamiast odpoczywać, zdecydowała się w tym czasie na generalne porządki w mieszkaniu i załatwianie zaległych spraw w urzędach. Stary schemat działania w jej głowie, ciągle podpowiadał „nie masz czasu na odpoczynek” i nim się spostrzegła nastał czas powrotu do pracy. Był w niej chyba jednak ktoś, komu na niej bardzo zależało. Na biurku czekała na nią piękna zielona paprotka w doniczce i kartka od anonima: „Ta paproć jest jak Ty. Weź ją do domu i kiedy tylko zacznie usychać zaopiekuj się nią i sobą. Bo skoro zapomniałaś podlać tak piękną roślinę, zapomniałaś pewnie także zaopiekować się tak piękną kobietą jak Ty”.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - odpoczynek

Dziś ta paproć ma dwa lata i ma się dobrze, choć musiała przetrwać kilka trudnych chwil, tak samo jak nasza bohaterka. A na jej doniczce od jakiegoś czasu jest naklejka ze starym powiedzeniem zen: „Powinnaś medytować 20 minut dziennie, chyba że jesteś zbyt zajęta – wtedy powinnaś medytować godzinę dziennie.”

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small Tekst napisany w towarzystwie herbaty YOGI TEA® WELLBEING (Pełnia życia)

Life Factory - projekt

Prokrastynacja – potem, potem, a może nigdy…

Odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę jest wrodzoną cechą większości z nas. To dopiero na etapie wychowania, lub co chyba częstsze – pracy zawodowej, uczymy się  planować zadania w czasie i je priorytetyzować. Prosto i przezabawnie o fenomenie prokrastynacji opowiada w swoim wystąpieniu bloger Tim Urban. Wskazując, że choć odkładanie wszystkiego „na jutro” potrafi nam utrudnić życie, to finalnie zazwyczaj na ostatnią chwilę robimy to co powinniśmy.

Rafał Markiewicz - coach - prokrastynacja

W tym humorystycznym wystąpieniu pojawia się jednak ważne przesłanie związane z tą „ostatnią chwilą”.  Bo czym ona jest? Terminem egzaminu, datą zamknięcia projektu czy wyznaczonym ostatecznym terminem na złożenie jakiś dokumentów. Czym by nie była, jest oznaczona w czasie. Wskazuje jakąś konkretną datę w kalendarzu.

Problem jednak w tym, że często dla najważniejszych zadań czy zmian w naszym życiu nie ma wyznaczonych dat. Kiedy myślisz „zatroszczę się o swoje zdrowie”, „znajdę lepszą pracę”, „zmienię swoje życie, aby być bardziej z niego zadowolonym” prawie nigdy nie wyznaczasz terminu. A nawet jak go wyznaczysz, to jego ciągłe przekładanie nie będzie wielkim problemem. Niestety, tym sposobem, nim się spostrzeżesz możesz tak dobrnąć do emerytury.

To m.in. z tego powodu część moich klientów spotyka się ze mną, abym pomagał im w terminowym dojściu do realizacji wyznaczonych celów. Obejrzyj poniższe 15-minutowe wystąpienie i zastanów się jak to jest w Twoim życiu…

InspiRacje#4 – Kiedy mniej znaczy dużo więcej…

„Gdy tylko zamkniesz drzwi swojego mieszkania i pożegnasz się z bezpieczną, nudną codziennością, od razu zapominasz o wszystkim, co cię otaczało i wydawało się niezbędne. Gdy wróciłem, zataczając wielką pętlę, nadal nie brakuje mi tego, co leży przykryte pod białymi prześcieradłami.

Co rozbić, by nie zostać kustoszem we własnym mieszkaniu? Bo nie chodzi o to, by znaleźć byle jakie zajęcie w oczekiwaniu na śmierć.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - mniej znaczy więcej

W prawdziwym życiu nie brakuje mi telewizora i pilota, kieliszka do wina, brzęczącej komórki, polityki i codziennej garści wiadomości, które po chwili spędzonej w rzeczywistym świecie wydają się zupełnie nierealne i głupie; zdobytej cudem wejściówki na Legię i miejsca w garażu za cenę auta średniej klasy. Nie tęsknię za idiotycznymi reklamami „jeszcze bielszej bieli”, „milionowej minuty za darmo”, aż po „ułamek procenta na koncie”. Nie nęci mnie weekendowa Mekka naszego pokolenia – centra handlowe. Nie są potrzebne certyfikaty, nie pożądam białego samochodu ani ubrań we fioletowym kolorze, lansowanych zeszłej wiosny przez projektantów, nie potrzebuję też kolejnych dziesięciu par butów. Zapomniałem o wynalazku XX wieku, jakim jest kariera, i rozpuszczalnych tabletkach, dających ciecz o kolorze i smaku „zgodnym z naturalnym”, zastępujących prawdziwe witaminy. Nie chcę  tego wszystkiego, co kupowałem, by „odreagować stres”.

…

W podróży ważne jest to, co się dopiero wydarzy. Gdy decydujemy się na prawdziwe życie, zaczynają otaczać nas naprawdę ważne sprawy, prawdziwi ludzie i relacje, prawdziwe emocje. Podróż jest też próbą dla miłości i przyjaźni. Nagle okazuje się, że mniej znaczy dużo więcej. Zostają przy tobie ci, którym na tobie zależy. Którzy nie chcą nic w zamian. O których pamięta się bez przypomnienia w elektronicznym kalendarzu.”*

A jak jest z Tobą, czy zostałeś już kustoszem we własnym mieszkaniu, pełnym trofeów konsumpcji?
——————————
Rafał Markiewicz - coach - coaching - sprzedaj lodowke i jedz dookola swiata* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.

Prze_myślnik #20 – sukces

„Sukces” to hasło wypisane na sztandarach życia większości z nas. Wszyscy chcemy go osiągnąć, choć dla każdego może on znaczać coś zupełnie innego. Ważne jednak jest to, aby sukces, do którego dążymy, płyną z głębi nas, z naszej wewnętrznej potrzeby, a nie tylko z tego co podsuwa nam reklama i konsumpcyjny styl życia. Bardzo podoba mi się definicja sukcesu, którą na swoich wystąpieniach promuje Mateusz Kusznierewicz: Sukces jest wtedy, kiedy zdobywam postawione przed sobą cele.

Mnie pozostaje życzyć Wam wielu sukcesów i przypomnieć, że coaching doskonale wspiera realizację celów.

Rafał Markiewicz - coach - sukces

Wakacyjne pułapki i nierozwagi

Urlop to wymarzony i wyczekany przez wielu czas, ale „dziwnym trafem”, kiedy tylko się zaczyna, część z nas dopada nagle choroba. Jest kilka sposobów, aby uniknąć takiego niefortunnego biegu wydarzeń.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - wakacyjne pułapki

Kluczowy jest tydzień przed…

Często, ostatni tydzień przed urlopem, poświęcamy w pracy na nadgonienie zaległości oraz  jednocześnie staramy się pewne sprawy przygotować z wyprzedzeniem. Pchani do przodu wizją wakacyjnego wypoczynku, nawet nie zauważmy jak intensywnie pracujemy i jak zmęczeni jesteśmy. Sytuacja przypomina maratończyka, który wycieńczony długą trasą, zbliża się do mety i na ostatniej prostej używa resztki swoich sił, aby dobiec do niej jak najszybciej.  Co jednak ważne, kiedy tylko przekroczy linię mety, pada na ziemię ze zmęczenia. Co robimy my? Ledwo miniemy linię mety, mamy przed oczami samolot lub samochód, które mają nas dowieść w miejsce wymarzonego odpoczynku. Pakowanie i podróż to często nerwówka, zatem choć ledwo trzymamy się na nogach po naszym pracowniczym maratonie, stres generuje w nas zastrzyk adrenaliny i oddajemy się energicznie pakowaniu i organizacji podróży.

Kiedy docieramy na miejsce, stres i nerwy odpuszczają. W naszym organizmie wyłącza się „tryb walki” i nagle odczuwamy konsekwencję całkowitego wycieńczenia organizmu, wśród których jest również obniżona odporność. Teraz wystarczy mały podmuch zimna z klimy lub jakiś bardziej ciężkostrawny posiłek i konsekwencje są łatwe do przewidzenia…

Czy można temu jakoś zapobiec? Tak, wystarczy przygotowania do urlopu rozpocząć w pracy na dwa tygodnie wcześniej. Pierwszy tydzień poświęć na odkopanie z zaległości, drugi na ewentualne nadgonienie paru spraw. Dzięki temu lepiej rozłożysz wysiłek i nie będzie tak zmęczony tuż przed wakacyjnym wyjazdem.

Nierozważni i narwani…

Jeśli nawet, na początku urlopu unikniemy większych komplikacji związanych z przemęczeniem, czyha na nas jeszcze kilka pułapek związanych z naszym wakacyjnym brakiem rozwagi.

Zaciąganie ręcznego hamulca na pełnym pędzie  – jeśli w ciągu roku jesteś bardzo aktywną i energiczną osobą , nie zaczynaj urlopu od zalegnięcia nieruchomo na basenowym leżaku. Choć Twoja głowa, wie że zaczęły się wakacje, to ciało nadal funkcjonuje na pełnym rozpędzie i potrzebuje trochę czasu na wyhamowanie. Inaczej wygląda to tak, jakbyś pędząc samochodem nagle postanowił zaciągnąć ręczny hamulec. Nie dość, że mocno zetrzesz sobie opony to jeszcze być może przywalisz głową w kierownicę. Lepiej zacznij od zwolnienia prędkości. Zatem w pierwszych dniach urlopu pozostań aktywny, ale w mniejszym stopniu niż na co dzień. Świetnie nadają się do tego spacery lub spotkania ze znajomymi.

Odsypianie całego roku – tak wiem, obiecałeś sobie, że w czasie wakacji odeśpisz wszystkie zarwane noce w roku. Obiecać sobie mogłeś, ale to tak nie działa. Nie da się odespać straconego snu. Natomiast jeśli zaczniesz teraz przeginać ze spaniem może się to skończyć silnym bólem głowy. Nocny wypoczynek w czasie wakacji nie powinien zbytnio odbiegać czasem, od tego ze standardowego dnia. Możesz zatem sobie dołożyć popołudniową drzemkę, zrobi Ci bardzo dobrze.

Brak stresu – zdziwiony? No cóż, jeżeli należysz do osób przewlekle zestresowanych, to nagłe obniżenie hormonów stresu jest dla organizmu niezłym szokiem. Efektem zbyt małej dawki kortyzolu i noradrenaliny może być rozszerzenie naczyń krwionośnych w mózgu, co może doprowadzić do bólu głowy i złego samopoczucia. Wynajęcie samochodu na południu Europy (szczególnie w Grecji), nauka windsurfingu lub skorzystanie z parasailingu mogą zapewnić przygodę i lekko podnieść ilość nadwątlonych hormonów stresu.

Superhero – cały rok spędzasz na biurowym krześle lub na kanapie w domu przed telewizorem i nagle kiedy jedziesz na wakacje budzi się w tobie duch samca alfa lub wakacyjnej lwicy – uważaj! Twoje serce jest nienawykłe do intensywnego wysiłku. Długie rowerowe wycieczki, szczególnie po wzniesieniach, intensywne pływanie lub codzienny kilkukilometrowy jogging mogą ci bardziej zaszkodzić niż pomóc. Na początek lepiej zacząć od spacerów, być może od czasu do czasu wzbogaconych marszowym krokiem. Rozczarowany – no cóż, pracowałeś na taki stan rzeczy przez cały rok.

Pamiętaj także o aklimatyzacji, na którą w nowym miejscu przeważnie potrzebujesz około dwóch-trzech dni.

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small Skoro to wpis w klimacie wakacyjnym, pisałem go w towarzystwie białej herbaty Perła Karaibów

Life Factory - projekt

Decyduj szybko – długie zastanawianie wyczerpuje

Sądzę, że każdy zna z własnego doświadczenia taki moment, w którym był zmęczony, a może nawet wyczerpany podejmowaniem jakiejś decyzji. Co więcej, najczęściej jest tak, że im dłużej się nad czymś zastanawiamy, tym trudniej jest podjąć  finalne postanowienie. Sam byłem kiedyś mistrzem takiego przeciągania decyzji. Dziś wiem, że jest to po prostu trwonienie energii, którą można przeznaczyć na coś innego.

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - decyzja

Dwa podejścia na starcie

Zawsze kiedy stoimy przed podjęciem jakiejś decyzji mamy do wybory dwa nastawienia do sprawy, której ta decyzja dotyczy:

  • Nie jestem jeszcze pewien (np. czy jestem na to gotowy, czy to właściwy moment itp.). Konsekwencją takiego nastawienia jest pytanie: Czy powinienem się w to angażować?. Jego wydźwięk jest ewidentnie hamujący i przez to powoduje, że nasza energia odpływa. Nasz mózg jest tak skonstruowany, że nie jest w stanie jednocześnie zastanawiać się czy działać i działać. Tym sposobem pozostajemy nadal uwięzieni na progu decyzji.
  • Wchodzę w to, biorąc 100% odpowiedzialności za swoją decyzję. Często w tym momencie odczuwamy poczucie ulgi. Dzieje się tak, bo już się nie szamoczemy z decyzją, a w naszej głowie pojawia się nowe pytanie, będące wezwaniem do działania: Jak to zrobię?

Sztuka zwlekania

Czasami, kiedy tak ugrzęźniemy w decyzyjnym węźle, pojawia się pokusa aby zająć się czymś innym, poszukać jakiegoś innego celu. Mamy nadzieję, że być może będzie lepszy, będziemy do niego bardziej przekonani i przez to wszystko pójdzie łatwiej. Niestety to mrzonki.

Tak naprawdę wchodzimy w kolejny proces decyzyjny i wcześniej, czy później staniemy na progu decyzji z takim samym dylematem jak wcześniej.  Problem bowiem nie jest ukryty w sprawie/sytuacji, nad którą się zastanawiamy tylko w nas samych. Co więcej, najczęściej poprzedni problem, w którym decyzję odłożyliśmy na  później, nie znika sam z siebie i w dalszym ciągu wisi nam nad głową.

Mężczyzna, który rozwalił system…

Niedawno, na jednym z towarzyskich spotkań rozważałem ze znajomym to, gdzie moglibyśmy zamieszkać poza Polską. Zaczęliśmy rozpatrywać, jak wygląda sytuacja ekonomiczna poszczególnych krajów, jakie mogły by być koszty przeprowadzki w Europie i poza nią. Niepostrzeżenie wkradły się też wątpliwości, czy teraz to byłby najlepszy moment itp.

Wtedy też mój znajomy przypomniał sobie historię mężczyzny, którego spotkał w dalekiej Azji. Jak twierdzi był to ktoś, kto zupełnie rozwalił system podejmowania decyzji. Anglik, o którym mowa, w pewnym momencie razem z żoną zdecydowali, że chcą diametralnie zmienić swoje życie i wynieść się z Anglii. Zamiast tak jak my, zastanawiać się nad sytuacją polityczną czy ekonomiczną miejsc, do których mogli by się udać oni po prostu wzięli globus i zadali sobie pytanie gdzie chcieliby mieszkać. Padło na Australię i już, od tego momentu zastanawiali się tylko „jak to zrobić?”. Swego dopięli po paru miesiącach. Dziś wspomniany Anglik przez 6 miesięcy podróżuje po świecie, przez 3 sprzedaje kawę z foodtrucka przy jednym z australijskich centrów biznesowych, a przez kolejne 3 trochę odpoczywa i podejmuje się różnych prac dorywczych. Co jednak najważniejsze jest szczęśliwy.

Prze_myślnik #19 – dojrzała pokora

Ludzie pewni siebie i swojej wartości, nie potrzebują ciągle udowadniać sobie i innym jak są ważni. Dzięki temu, pokora przychodzi im bez trudności. Ci niepewni i z kompleksami wiecznie o coś walczą lub coś udowadniają. Świetnie to widać na przykładzie psów wychodzących na dwór. Te małe i zalęknione wybiegając z klatki ujadając w niebogłosy, duże i silne psy zawsze wychodzą w ciszy.

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - pokora

 

Zbawienne trudności i złudna przyjemność

Mam przyjaciela, który po latach wspinaczki po drabinie zawodowej kariery, doszedł do stanowiska, które dla wielu mogłoby być stanowiskiem marzeń. Zarabia całkiem nieźle i pracuje mu się całkiem przyjemnie. Ma sporo czasu na swoje sprawy, większość zadań deleguje na podwładnych, a szef jest z kategorii, tych normalnych, z którymi da się dogadać. Ma też samochód służbowy, obiady w stołówce pracowniczej za 5 zł, darmową kartę na siłownie i prywatne usługi medycznie. Ma też poczucie, że w tej pracy jest bardzo nieszczęśliwy…

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - przyjemność

Przyjemność a szczęście

Kiedy czytamy powyższy opis – myślimy wariat. Problem w tym, że my czytamy to tylko przez chwilę i przez chwilę to sobie wyobrażamy. Prawie wszyscy marzymy też o łatwym i przyjemnym życiu. Robimy tak, bo nie przewidujemy jego konsekwencji. Tymczasem, wszystko co łatwe i przyjemne, jeśli jest takie przez dłuższy czas, po prostu staje się nudne.

Na kursie storytellingu biznesowego nauczyłem się, że aby opowiadanie było wciągające i ciekawe, koniecznie muszą się w nim pojawić trzy kluczowe elementy: trudności/wyzwania, moment przełomu, w którym sobie dajemy z nimi radę i rozwiązanie. Bohater, który nie mierzy się z jakimiś wyzwaniami lub przeciwnościami losu, najzwyczajniej w świecie nie jest „bohaterem” tylko nudnym/obojętnym elementem opowiadania.

Do tego należy jeszcze dołożyć nasze częste mylenie, a w zasadzie zbijanie w jedno, dwóch różnych pojęć: przyjemności i szczęścia.  Myślimy sobie szczęśliwe życie i stawiamy znak równości z życiem przyjemnym. Ponieważ łatwiej nam doznać przyjemności niż szczęścia, oddajemy się w tej sytuacji przyjemnościom, a potem jesteśmy rozczarowani, że zamiast szczęścia odczuwamy pustkę. Tymczasem przyjemność, to jedynie moment zadowolenia. Choć byśmy przeskakiwali z jednej przyjemności w drugą, to pojawi się w końcu chwila przerwy między nimi i kiedy zgaśnie moment euforii zobaczymy, że „pod spodem” nic nie ma. Co więcej, przyzwyczajamy się do momentów euforii i tak jak w przypadku narkotyków, aby znowu poczuć tego samego euforycznego kopa, musimy zintensyfikować przyjemność. Szczęście, to natomiast poczucie, które jest z nami cały czas i wynika z naszego nastawienia do życia.

Słownik języka polskiego PWN:

przyjemność

«miłe wrażenie wywołane dodatnimi bodźcami, uczucie zadowolenia» «to, co wywołuje uczucie zadowolenia, sprawia miłe wrażenie, dostarcza przyjemnych doznań» Synonimy: lubość, frajda, uciecha  

szczęście

«powodzenie w jakichś przedsięwzięciach, sytuacjach życiowych itp.» «uczucie zadowolenia, radości; też: to wszystko, co wywołuje ten stan» «zbieg pomyślnych okoliczności» Synonimy: pomyślność, fortuna, wena

Odkrywanie szczęścia

Paradoksem jest fakt, że ludzie szczęśliwi to często ludzie po przejściach, z niełatwym życiorysem. Nierzadko, to też ludzie niezbyt majętni, nie mogący pozwolić sobie na przyjemności i spełnianie wszystkich swoich zachcianek. Mają jednak oni coś bardzo cennego. Swoją historię, w której pokonali przeciwności i odkryli swój realny wpływ na życie.

Łatwo to zrozumieć na przykładzie wakacyjnego wyjazdu.

  1. Możemy pójść do biura podróży i wpłacając określoną kwotę mieć wszystko załatwione: hotel, jedzenie, przewodnika, animatora rozrywki i wycieczki po okolicy. Co więcej, możemy nawet wykupić wypoczynek w jakiejś wakacyjnej wiosce, której praktycznie nie musi opuszczać, aby zażywać słońca, wodnych kąpieli i dobrej zabawy. W tym przypadku kraj, w którym się znajdziemy nie będzie istotny, bo tak samo będziemy się bawić w wakacyjnej wiosce w Grecji, Włoszech, Hiszpanii czy Chorwacji. Będzie łatwo i przyjemnie, ale uwaga… może być nudno.
  2. Możemy też wszystko zorganizować sami. Może być taniej, choć nie musi, ale z pewnością będzie trudniej i będziemy musieli w taki wyjazd włożyć więcej naszej pracy. Musimy znaleźć miejsca na nocleg, środek transportu, którym dostaniemy się na miejsce oraz środki transportu już na miejscu, jeśli będziemy chcieli zjeździć okolicę, ponieważ nikt nam tam nie podstawi klimatyzowanego autokaru, który nas wszędzie zawiezie. Jest też wielkie prawdopodobieństwo, że podczas takiego wyjazdu coś się skomplikuje i tą komplikację będziemy musieli rozwiązać my sami, bo nie ma rezydenta, który to zrobi za nas.

Drugi wariant, daje nam jeszcze coś. Daje poczucie przygody i pozwala cieszyć się drogą do cel. Zamiast masowego hotelowego żywienia, pozwala doświadczyć prawdziwego jedzenia charakterystycznego dla danego miejsce i rodzimych mieszkańców. Zapewni nam również masę ciekawych historii, które będziemy mogli opowiadać po powrocie z wakacji.  Dzięki temu, zapamiętamy go na długie lata.

Koniecznie zerknij też do komentarza, tam podaję Ci (a w zasadzenie nie ja, tylko rewolucjonista ks. Jacek Stryczek) „alternatywną” drogę na poszukiwanie szczęścia w życiu.

afał Markiewicz - coach - coaching - filizanka_small  Na poszukiwanie szczęście wybrałem się w towarzystwie aromatycznej herbaty Mały Budda, która doskonale pobudza do zmian w życiu.

Life Factory - projekt

Plecak z błędami

Chciałbym, abyś przez chwilę zastanowił się na tym, jakby wyglądało Twoje życie, gdybyś miał zasadę, że każdy kamyk czy patyk o jaki się potkniesz lub przewrócisz ładujesz do plecaka zawieszonego na Twoich ramionach.  Sądzę, że już jako nastolatek chodziłbyś mocno przygarbiony ciężarem bagażu dźwiganego na Twoich plecach. Natomiast „przechodząc” na emeryturę, albo byłbyś całkowicie uziemiony, albo z ledwością byś się czołgał w tempie leniwego żółwia.

Rafał Markiewicz - gdynia - gdańsk - coach - plecak_błędy

Prywatna kolekcja porażek

Prawda, że takie działanie wydaje się niedorzeczne, a sama wizja jest mocno przytłaczająca. Powstaje zatem pytanie, dlaczego tak wiele osób w ten sposób postępuje ze swoimi błędami i życiowymi pomyłkami. Zamiast przyjrzeć się im i zastanowić jakie wnioski z nich wyciągnąć oraz jak ich unikać w przyszłości, zagarniają je całe do swojego plecaka i opowiadając jak są nimi przytłoczeni, dźwigają je przez całe życie. Niejedna moja rozmowa z klientami zaczynała się właśnie od stwierdzeń padających z ich ust:  „Skopałem swoją karierę”, „Zmarnowałem życie”, „Zrobiłem w życiu tyle głupot, że nie da się tego odkręcić…” itp. itd.

Niestety, jak twierdzi psycholog i mówca motywacyjny Jacek Walkiewicz „Nie ma społecznego przyzwolenia na popełnianie błędów. Samo słowo „błąd” stygmatyzuje”. Tymczasem każdy błąd, to jednocześnie nowe doświadczenie w naszym życiu, które jeśli do niego konstruktywnie podejdziemy może nas wiele nauczyć. Wiedzą o tym doskonale amerykanie, którzy chętniej zatrudnią w swojej firmie kogoś, kto miała własną firmę i zbankrutował niż tego, który nie ma żadnych doświadczeń tego typu. Podobnie do tego tematu podejdą tamtejsze banki, kiedy ktoś zwróci się do nich o kredyt na rozkręcenie własnej działalności. W tamtejszej kulturze docenia się bowiem inicjatywę w działaniu i doświadczenia jakie się zdobyło podejmując się różnych działań i to nie koniecznie zakończonych sukcesem.

Cenny zasób doświadczeń

Tak wiem, Ameryka jest daleko i do tego za oceanem, ale nikt nie powiedział, że nie możemy skorzystać z ich doświadczeń. Zatem od teraz, jeżeli coś Ci nie pójdzie lub popełnisz jakiś błąd:

zastąp zestaw oskarżających i czyniących z Ciebie ofiarę pytań w stylu: Co mi się przydarzyło? Czyja to wina, że to nie wyszło? Dlaczego przytrafiło się to właśnie mnie? Co inni mogli/powinni zrobić, żeby było lepiej? Jak to wszystko powinno wyglądać, aby było dobrze? Co lub kto powinien się zmienić?

zestawem rozwojowym, który pozwoli Ci się uczyć na błędach oraz uzmysłowi, że w całej tej sytuacji byłeś również uczestnikiem, który miał realny wpływ na jej przebieg: Co konkretnie się nie udało? Co mimo wszystko się udało? Za co byłem odpowiedzialny w tej sytuacji? Czego ta sytuacja mnie nauczyła? Co w przyszłości zrobię lepiej/inaczej? Jakie pytania jeszcze powinienem zadać sobie i innym?  Jakie następne kroki będzie najrozsądniej podjąć, aby naprawić tę sytuację? Kogo lub czego potrzebuję, aby rozwiązać tę sytuację teraz i poradzić sobie z podobną w przyszłości?

Przy takim podejściu jest szansa na to, że do swojego życiowego plecaka zapakujesz tylko cenną wiedzę i wskazówki na przyszłość. Prawdopodobnie zaczniesz też inaczej podchodzić do napotykanych wyzwań. Zamiast unikać ich z obawy przed porażką, będziesz się odważnie brał z nimi za bary, bo albo wygrasz i odniesiesz sukces, albo zdobędziesz nowe doświadczenia i wiedzę, które pomogą Ci w podobnych sytuacjach w przyszłości. Zatem jakby nie patrzeć, zawsze się rozwiniesz i coś zyskasz. Być może unikniesz też, jednej z najgorszych wizji piekła: „W ostatnim dniu swojego życia osoba, którą jesteś, spotyka osobę, którą mogłeś się stać”…

Powodzenia!