Rafał Markiewicz

Blog

Przestań opowiadać „historie” lub chociaż je zmień

Ludzie uwielbiają odwlekać w swoim życiu to co niewygodne, niepewne i dyskomfortowe. Zwykle mają też dla takiego zachowania wiele wyjaśnień. Jednym z moich ulubionych jest: „bo ja w życiu wszystko prokrastynuje – po prostu tak mam”. Jest to super wymówka dla nic nie robienia. Jednak ja nie wierzę w genetycznie zaprogramowaną prokrastynację.

W innych sytuacjach można usłyszeć wiele różnych argumentów. Nie rzuciłem jeszcze palenia, bo mam teraz sporo stresów w pracy. Nie zacząłem się zdrowiej odżywiać, bo zdrowe jedzenie jest drogie. Nie zacząłem ćwiczyć, bo ostatnio jest ciągle zmęczony. Nie lubię swojej pracy, ale nie szukam nowej, bo jestem już stary i trudno będzie mi znaleźć coś nowego.

Wszystkie te argumenty nie są faktami, a jedynie interpretacjami rzeczywistości. Często lekko podkoloryzowanymi historiami, dzięki którym dajemy sobie prawo do nic nie robienia. Czasami są to też pułapki przy pomocy których nieświadomie stworzyliśmy w swojej głowie blokujące ograniczenia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - historia - zmiana myślenia

„Nie kupuję tego, to zwykły excuse*”

To sformułowanie, które nierzadko podczas spotkań coachingowych słyszą ode mnie moi klienci. Najczęściej wtedy w pewnym popłochu szukają jakiegoś innego argumentu. Szukają innej „historii”, która ładniej lub dramatyczniej umotywuje ich rzekomy brak możliwości działania.

Czasami proszę jedynie, aby mi dokładniej opowiedzieli o tym ograniczeniu. Czemu jest to przeszkodą? Czy pamiętają taki moment w swoim, życiu kiedy jej nie było? Czy to ograniczenie na pewno jest przeszkodą w działaniu, czy może jest jednak konsekwencją braku tego działania?

Kiedy słyszę od moich klientów „muszę to robić” lub „muszę tak robić” zadaję jedno proste pytanie „skoro musisz, to kto Ci każe?”. Nierzadko po chwili konsternacji odpowiadają: „ja sam”. Wtedy pojawia się drugie pytanie „Kto zatem może Ciebie zwolnić z tego „muszę”?

Bywa i tak, że słucham „historii” mojego klienta i potem proponuję mu, że opowiem ją po swojemu, z innego punku widzenia. Staram się po prostu pokazać, że te „historie” to tylko interpretacje danej sytuacji, a nie twarde i niepodważalne fakty.

Bardzo obrazowo tę kwestię opisał Sebastian Kotów w swojej książce „Masz wpływ na swoje życie”:

„Zapytałem znajomą, dlaczego nie rzuciła palenia, chociaż tak bardzo chciała. Mówi, że próbuje, ale ma tyle stresu w pracy, że gdy się stresuje to znowu pali. Wszystko przez ten stres. To jej historia.

Nie pali dlatego, że się stresuje. Pali dlatego, że kupuje paczkę papierosów, wyciąga z niej papierosa, wkłada go do ust i zapala. Dlatego pali.”

Dostrzeż historię i przestań w nią wierzyć

Kiedy przeczytałem przytoczony fragment książki poczułem się jakby uderzył we mnie piorun. Zrozumiałem bowiem, że moje stwierdzenie „jestem językowym beztalenciem” to tylko moja historia. Pozwala mi on nie angażować się za mocno w naukę języka angielskiego. Żyłem z tym ograniczeniem od lat i mocno w nie wierzyłem, podczas gdy była to tylko moja interpretacja. Wierz mi, albo nie ale po uświadomieniu sobie tego faktu, nagle angielski zaczął mi łatwiej wchodzić do głowy, a ja nabrałem ochoty do nauki.

Ważną wskazówką dla wynajdowanie historii jest sformułowanie „trudne”. Jeżeli coś jest trudne, to nie jest to fakt. Trudność jest względna i dla każdego zaczyna się w innym momencie lub na czym innym polega. Zatem jeżeli masz „trudne zadanie” do wykonania, gdzieś będzie się „trudno dostać”, coś będzie „trudne do zrobienia lub zorganizowania” to pamiętaj, że to tylko Twoja interpretacja tej sytuacji. Zaczynasz tworzyć historię, która ma ładnie wyjaśnić Twój brak aktywności w tym temacie lub co gorsza, która stanie się dla Ciebie blokadą przed zrobieniem czegoś na czym być może Ci zależy.

Czego bym nie pisał, to jestem świadom, że jesteśmy doskonałymi opowiadaczami historii i nie łatwo przyjdzie nam z tego zrezygnować. Z tego względu proponuję czasem, aby nie porzucać historii, tylko je zmieniać.

Ja mam trzy swoje turbo doładowujące historie, które w skrócie brzmią: „świat mi sprzyja”, „wszystko co się mi przydarza ma sens” i „jestem szczęśliwym człowiekiem”.

* excuse (ang.) – pretekst, usprawiedliwienie, wymówka, wytłumaczenie, tłumaczenie

Działaj na przekór – bądź w życiu jak inwestor giełdowy

Doświadczeni inwestorzy giełdowi bardzo często na pozór zachowują się wbrew logice.  A już na pewno zachowują się inaczej niż większość giełdowych graczy. Jeżeli wartość jakiś akcji na giełdzie zaczyna spadać spora część graczy je wyprzedaje. Kiedy ich wartość zaczyna rosnąc zaczynają je kupować. Doświadczony inwestor działa odwrotnie. Kupuje je właśnie wtedy kiedy ich wartość spadła, bo wtedy za tą samą kwotę kupi tych akcji więcej. Sprzedaje je zaś wtedy kiedy mają najwyższe wartości, bo wtedy ma największy zarobek.

W życiu większość ludzi kiedy ma ciężki czas nie zwalnia i nie odpuszcza, tylko dociska. Kiedy zaś nadchodzi czas luzu nie robi nic, bo to przecież się należy i nic nie trzeba. W ten sposób buja się od stanu maksymalnego przeciążenia, do niemal transowej bezaktwyności

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - przeciążnie - na przekór

Kiedy jest ciężko

W życiu każdego z nas zdarzają się momenty maksymalnego przeciążenia. To wtedy liczba obowiązków, zadań i spraw koniecznych do załatwienia nas przytłacza.

Ja lubię nazywać ten stan „stanem podtopienia”. Wyobrażam sobie, że za wszelką cenę próbuję się utrzymać na powierzchni szalejącego oceanu, a każde dodatkowe zadanie jest jak ciężar który spada mi na barki i spycha pod wodę.  Kiedy już tak walczysz z żywiołem dłuższy czas, jesteś wyczerpany fizycznie i psychicznie. Nowe zadanie, które w normalnych warunkach jest prostym i banalnym zadaniem, w sytuacji przeciążenia może stać się przysłowiowym „gwoździem do trumny”. To będzie ten kamyk, który położony na ramieniu odbierze Ci resztkę energii i wepchnie pod wodę.

Często wtedy wchodzimy w „stan paniki” – wszystko się wali, nie daję rady, świat jest przeciwko mnie. W skrajnym scenariuszu mamy ochotę nie wyhamować przed jakimś dużym drzewem i raz na zawsze pozbyć się problemów. W stanie lżejszym marzymy o utracie przytomności na dwa dni, aby wreszcie odpocząć.

Ważne jest, aby w tym momencie zachowywać się z rozwagą giełdowego inwestora. Nie myśl: w natłoku zadań jeszcze jedno małe zadanie nie zrobi różnicy – bo właśnie zrobi. Co więcej, nawet nie zauważamy ile, takich niby nieistotnych zadań sobie dorzucamy lub trzymamy się ich w ramach rutyny.

Kiedy przeciążona łódź zaczyna się podtapiać, rozwiązaniem jest pozbycie się z niej każdego zbędnego balastu. Tak samo powinno się działać kiedy przeciążeni jesteśmy my.

Kiedy ja czuję, że wchodzę w „stan paniki” lub się do niego zbliżam, zatrzymuje się i zastanawiam jakich stresorów mogę się pozbyć. Zazwyczaj są nimi wszystkie „muszę”. Muszę poćwiczyć, muszę zrobić dziennie 10 tys. kroków, muszę posprzątać mieszkanie itd. Wywalam je z całą bezwzględnością. Bo co mi po ćwiczeniach robionych na totalnym wycieńczeniu – nie zbudują mięśni, ani nie wzmocnią organizmu, a jedynie go osłabią. Co z tego, że zmęczony późnym wieczorem na siłę zrobię te 10 tys. kroków – tak tylko dobiję organizm. Już lepiej godzinę wcześniej pójść spać.

Kiedy jest luźno

Wszyscy marzymy o czasie luzu i beztroskiego wypoczynku. Jest on zresztą bardzo ważny dla naszego organizmu. Pozwala mu się zregenerować i nabrać sił przed kolejną podróżą przez życie. Problem w tym, że większość z nas nawet jak się zregeneruje to nie wyrusza w żadną życiową podróż, jeżeli nie musi.

Mościmy się w tym wygodnickim i nieobciążającym stanie, bo jest miło. To tak jakbyśmy w zimowy wieczór leżeli przy ciepłym kominku. Niby wiem, że wrzuciliśmy już ostatnią szczapę drewna i ogień zaraz zgaśnie i będzie zimno. Jest jednak za miło oby się podnieść i wyjść na moment na zewnątrz po dodatkowe drewno do kominka.

Przewidujący inwestor giełdowy zapewne po pierwszym momencie potrzebnego wypoczynku, zaczął by się jednak rozglądać z kolejną giełdową szansą. Nawet gdyby jej nie dostrzegał w tym momencie, z pewnością już zacząłby odkładać środki finansowe na przyszłą okazję.

Zatem i Ty wypocznij, zregeneruj się, ale nie wpadnij w pułapkę nic nie robienia. Być może właśnie ten moment kiedy jesteś w pełni sił, to doskonały moment na podjęcie jakiegoś nowego wyzwania. Pewnie będzie wymagało ono do Ciebie wysiłku, ale nie będzie lepszego momentu, w którym będziesz tak dobrze do niego przygotowany.

Prze_myślnik #64 – zmiana to często okazja na nową przyszłość

Zazwyczaj nie lubimy zmian w naszym życiu. Psują pewien jego porządek. Stawiają nas wobec nowych wyzwań i nierzadko odpalają nasze lęki. Często nie potrafimy dokładnie określić jaki będzie ich finalny wynik i konsekwencje.

Najtrudniejsze bywają te zmiany, które przychodzą z zaskoczenia i burzą jakiś stabilny układ, czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym. Naturą naszych umysłów jest to, że szukają w pierwszej kolejności zagrożeń. Z tego też względu skupiają się na tym co w zmianie jest złe i co w danej chwili jest dla nas trudne.

To dlatego niektórzy z moich klientów noszą w swoich portfelach karteczkę z napisem „wszystko mija”. Dzięki niej przypominają sobie, że trudności kiedyś ustąpią. Zarazem uświadamiają sobie, że niejedną zmianę już przeszli i nie tak rzadko z perspektywy czasu okazała się ona na plus.

Kiedy ostatnio słuchałem jednego z podcastów i prowadzący zadał jego bohaterce pytanie „Czy zaprojektowała swoje życie?” usłyszałem genialną odpowiedź. Może być ona wskazówką i inspiracją dla nas wszystkich: „Nie projektowałam swojego życia. Za to wyciskała ile się dało z każdej okazji, która się w nim nadarzyła”.

Pamiętać bowiem należy, że zmiana to nie tylko zagrożenie, ale i zarazem okazja na coś nowego w naszym życiu. Genialnie wyraził tę myśl Alvin Tofller w przytaczanym dziś cytacie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - przyszłość

Czego chcesz doświadczyć? – mocne pytanie, nowa perspektywa

Chyba każdy z nas zna te problematyczne pytania dotyczący tego co chcemy robić w życiu, tego co chcemy robić w pracy lub po prostu tego, gdzie chcemy jechać na wakacje. Często te dotyczące życia lub pracy słyszymy od osób, które mają już dość naszego bezproduktywnego narzekania. Zirytowane zadają więc pytanie, które totalnie nas przygważdża, bo całkiem często nie mamy na nie jasnej odpowiedzi. Podobnie bywa z planami urlopowymi, kiedy partner lub partnerka zadają nam pytanie, gdzie chcemy jechać w tym roku.

Postawiony przed tak sformułowanym pytaniem nasz mózg szamocze się w histerycznej próbie udzielenia konkretnej odpowiedzi i za wszelka cenę próbuje uniknąć sformułowania „nie wiem”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - czego chcesz doświadczyć - doświadczenie

Poszerzenie lub zmiana perspektywy

Poszerzenie perspektywy patrzenia na problem lub jej całkowita zmiana to jedna z ulubionych technik pracy coachów. Często pozwala ona dostrzec to co nam umykało przy dotychczasowym podejściu do danego zagadnienia.  

Pytanie „Czego chcesz doświadczyć…” w życiu, pracy lub podczas wakacyjnego wyjazdu właśnie temu zabiegowi służy. Nie wywołuje ono poczucia przystawienia pistoletu do głowy i groźby jego użycia w przypadku braku odpowiedzi. Nie czujemy tej niepotrzebnej presji i możemy dać nieco przestrzeni naszej wyobraźni. Zarazem możemy posłuchać jakie odpowiedzi płyną z naszego wnętrza.

To pytanie z pewnością nie należy do łatwych. Jednak praktycznie każdemu pomaga się odblokować i zacząć opowiadać o tym czego chciałby doświadczyć. Zarazem nie przygważdża nas ciężarem odpowiedzialności, bo nie deklarujemy ostatecznie i nieodwołalnie co chcemy robić. Mówimy jedynie o tym jakiego stanu, doznania lub uczucia chcemy doświadczyć, dopuszczając że będzie on jedynie przejściowe.

„Czego chcesz doświadczyć” – 3 kroki do sukcesu przy tej technice

Kiedy już odpowiemy sobie czego chcemy doświadczyć, należy jeszcze wykonać 3 kroki.

Krok pierwszy – doprecyzuj jak rozumiesz to doświadczenie, o którym mówisz?

Kiedy ja np. deklaruje, że w te wakacje chciałbym doświadczyć przygody, wytchnienia od ciągłego biegu i oderwania od codziennej rzeczywistości to mam na myśli, że:

  • chce odkrywać jakieś nieznane mi miejsca (przygoda),
  • chce pobyć blisko przyrody (on powoduje, że naturalnie zwalniam i się wyciszam)
  • chce wyjechać za granicę (funkcjonowanie w odmiennej kulturze mocno odrywa minie od codziennej rutyny)

Co ciekawe, powyższe nie oznacza, że muszę wszystkiego doświadczyć jednocześnie. Zatem wakacje za granicą, podczas których spędzimy trochę czasu w nieznanych mi miastach, a potem zaszyjemy się na chwilę gdzieś blisko przyrody są jak najbardziej ok.

Krok drugi – zastanów się jakie konkretne działania lub sytuacje pozwolą Ci doznać doświadczeń, których poszukujesz.

W przytoczonym przykładzie całkiem atrakcyjną opcją mogą być wakacje w Portugalii. Lot do Lizbony i po paru dniach przemieszczenie się do Porto, z opcją przystanku pośredniego na 2-3 dni w jakiejś małej spokojnej miejscowości na wybrzeżu.

Krok trzeci – sprawdź i zaplanuj co musisz zrobić, aby działania lub sytuacje z kroku drugiego się wydarzyły

Dla naszego wakacyjnego przykładu oznacza to sprawdzenie dostępności lotów i hoteli. Znalezienie na Google Maps jakiejś małej spokojnej miejscowości na wybrzeżu między Lizboną i Porto. Podliczenie szacowanych kosztów i weryfikacja czy zmieścimy się w założonym budżecie.

Jeżeli nie, poszukiwanie alternatywnej opcji wakacyjnej, która pozwoli na zgromadzenie kolekcji doświadczeń, na których mi zależy.

Powyższy wakacyjny przykład jest dość banalny, ale dobrze obrazuje zasadę działania tej techniki. Zastosowanie jej w sytuacji kiedy pojawia się u mnie klient, który chce zmienić pracę, ale nie wie jeszcze na jaką gwarantuje fascynująca przygodę zarówno dla klienta, jak i dla mnie. Niejednokrotnie już takie „przygody” zaprowadziły moich klientów do nowych i ciekawych wyborów.

Pytanie „Czego chcesz doświadczyć…” doskonale sprawdzi się również w kontekście planów na weekend po ciężkim i stresującym tygodniu. Niejednokrotnie pozwoliło mi ono uniknąć bezsensownego spędzania czasu przed telewizorem.  Mój nadwerężony system nerwowy jasno bowiem komunikował potrzebę doświadczenie spokoju w przyrodzie, aby się zregenerować.

Pętla ODDA – wkurzająca, ale i skuteczna metoda na obecne czasy

Metodę tę odkryłem poniekąd dzięki moim klientom. Szczególnie tym, którzy pracują w tzw. centrach usług wspólnych, bo tu dynamika zmian w zakresie procesów, struktur organizacyjnych i zadań jest doprawdy szybka. Jak się wkrótce okazało, to szaleńcze tempo nie do końca zrozumiałych zmian dotknęło także i inne osoby pracujące w różnych firmach oraz branżach. Dało też w kość właścicielom wielu firm.

Kiedy słyszysz, albo i sam mówisz: „te ciągłe zmiany są bez sensu”, „ledwo to wprowadzili, a już zmieniają”, „gdzie tu logika tych działań”, „zmian jest tyle, że wszyscy się już gubią”, „ledwo coś obiecali, a teraz temu zaprzeczają”, „za szybko, za dużo, zupełnie bez sensu” – to ten wpis jest zdecydowanie dla Ciebie.

Okazać się bowiem może, że w tym pozornym chaosie i braku logiki jest pewna jasno określona metoda. Co prawda wymagająca i związana z pewnymi kosztami, ale zarazem często skuteczna.

Nie będę jednak ściemniał, w części przypadków będzie to po prostu efekt zwykłego bałaganu i braku kompetencji. Warto jednak zastanowić się w której grupie się znaleźliśmy i chyba co najważniejsze, przestać wyczekiwać, że ten proces zmienności któregoś dnia się skończy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pętla odda - cykl odda - działanie

Działaj szybko, mimo niepełnej wiedzy

Pętla ODDA jak wiele technik i strategii działania ma swoje źródło w wojskowości, a dokładniej w technice walk powietrznych. Jej twórcą jest pułkownik John Boyd, który jako pilot myśliwca miał przydomek „Boyd 40 sekund”. Zyskał go dzięki swojej umiejętności szybkiego przedostawania się na tył samolotu wroga, dzięki czemu wygrywał pojedynki powietrzne. W skrócie można powiedzieć, że jego metoda sprowadzała się do zasady „działaj szybko, mimo niepełnej wiedzy” i bazowała na czterech krokach:

  • obserwuj samolot wroga
  • zorientuj się we własnej sytuacji
  • podejmij decyzję odnośnie swojego następnego posunięcia
  • podejmij akcję i strzelaj!

Następnie powtórz wszystkie kroki od początku i powtarzaj je, aż do wygrania pojedynku.

Siłą tej metody jest szybkość działania i wyeliminowanie paraliżu decyzyjnego. Chodzi o podjęcie przez pilota maksymalnej liczby decyzji w danym czasie. Dzięki temu wyprzedza on działania wroga. Pamiętać jednak należy, że  pilot z szybszą pętla ODDA marnuje też więcej pocisków.

Dziś w biznesie ta technika jest wykorzystywana do tego, aby szybciej przejść przez proces decyzyjny i wyprzedzić konkurencje w dostosowywaniu się do warunków rynkowych. Stąd szybkie zmiany w procesach, strukturach organizacyjnych i zadaniach. Działania konkurencji i otoczenie rynkowe zmieniają się dynamicznie, przez co zmienia się również nasza pozycja, zatem możliwe są częste zwroty akcji. Zwroty te na pozór mogą wyglądać na nielogiczne w konkretnym łańcuchu decyzji. Podobnie jak w przypadku pilotów z najszybszą pętlą ODDA, również firmy z dużą dynamiką w tej pętli wśród wielu dobrych decyzji będą podejmowały również sporo złych, które będą wymagały korekty.

Pętla ODDA w biznesie

Ta lotnicza metoda stosowana w biznesie również składa się z czterech kroków, określanych jako:

  • obserwacja – pozyskaj informacje ze świata zewnętrznego oraz rozpoznaj co się dzieje
  • orientacja – zorientuj się czego dotyczą zdobyte informacje
  • decyzja – zdecyduj co zrobisz w odpowiedzi na daną sytuację
  • akcja – podejmij zdecydowane działanie
Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pętla odda - cykl odda

Niemniej jednak, aby ta metoda miała szanse powodzenia należy pamiętać o kilku kluczowych założeniach, o których wspomina w jednej ze swoich książek Vishen Lakhiani:

  • zrób wszystko, co w Twojej mocy, żeby przyśpieszyć cykl podejmowania decyzji
  • poruszaj się szybko, skręcaj i ucz się po drodze
  • upadaj szybko, upadaj często, wyciągaj wnioski
  • pogódź się z szybkimi innowacjami i zmianami
  • komunikuj się często i otwarcie

To ostatnie założenie jest szczególnie istotne w kontekście osób, których decyzje wynikające z tej metody dotykają. Mogą się one bowiem czuć zagubione w zmienności i ewentualnej sprzeczności zapadających decyzji. Zarazem powinny mieć świadomość dopuszczalności błędów w tych decyzjach, aby je dostrzegając nie obawiały się ich otwarcie komunikować. Dzięki temu możliwe będą szybkie działania korygujące.

Prze_myślnik #63 – dobre decyzje podejmujemy w dobrym stanie

W pracy z częścią moich klientów czasami zdarzają się momenty, kiedy dopada ich totalna demotywacja. Mają wszystkiego dość, wątpią w słuszność swoich decyzji, a wizję przyszłości pokrywa czarnowidztwo. Jakby tego było mało są na spotkaniu mało uważni i czasami lekko rozdrażnieni.

Wiem, że wierzą oni wtedy w takie postrzeganie swojej sytuacji i otaczającego ich świata. Ja zaś nie walczę z tym postrzeganiem, a jedyni mówię, że rozumiem, iż tak teraz widzą tę sytuację. Nie próbuję ich na siłę zmotywować, nie daję dodatkowych zadań i wyzwań. Co więcej, często proszę o chwilowe odpuszczenie, a nawet przerwanie niektórych wcześniej ustalonych aktywności.

Nie robię tego, bo się z nimi zgadzam. Nie zanurzam się też z nimi w tym ich poczuciu beznadziejności. Najczęściej widzę po prostu, że w danej chwili są mega zmęczeni. Rozmawiam więc z nimi o tym, co mogą zrobić, aby odpocząć i się zregenerować lub chociażby jak mogą ochronić resztki swoich zasobów energii.

Wierzę w parcie do przodu, pokonywane swoich słabości i świadomą zmianę. Życie nauczyło mnie jednak, że czasami od tego wszystkiego ważniejsze jest to, aby na chwilę przystanąć, dobrze się wyspać i złapać spokojnych oddech. To wyhamowanie jest po to, aby doładować życiowe akumulatory i dopiero wtedy z tak odbudowanym potencjałem energetycznym ruszać do przodu.

Mimo to niejednokrotnie to proste działanie jest wielkim wyzwaniem dla wszystkich zadaniowców, wojowników, hiper ambitnych menedżerów i dla jeszcze całej rzeszy innych ludzi. Często muszę im pokazać co się z nimi dzieje i jak to na nich wpływa, aby w ogóle dopuścili w swojej świadomości możliwość spowolnienia.  

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - dobre decyzje - dobrostan - energia

Twoje dwie tożsamości – czy jesteś ich świadom?

Zwykło się mówić, że koło 40-stki przeżywamy „kryzys wieku średniego” lub „drugą młodość”. Oba te powiedzenia, bardziej lub mniej udanie próbują opisać to, że z ludźmi dzieje się coś dziwnego. Mówiąc wprost, zmieniają się i nierzadko zaczynają robić rzeczy jakich do tej pory nie robili lub interesować się czymś zupełnie dla nich nowym.

Tymczasem to nie efekt jakiegoś wielkiego przełomu, a raczej naturalnej życiowej drogi między dwoma tożsamościami, które w nas istnieją.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - tożsamość na pokaz - tożsamość fundamentalna

Praktycznie każdy z nas ma dwie wersje siebie

Tą oficjalną, a może bardziej codzienną, w której odgrywa swoje role. Jesteś np. kierownikiem, project managerem, prawnikiem, księgowym albo lekarzem. Można by powiedzieć, że ta wersja Ciebie to tak zewnętrzna powłoka, dzięki której odgrywasz swoją rolę w otaczającym Cię świecie. Co jednak jest warte uwagi, to fakt, że jest to rola, która odgrywasz dla kogoś innego. Dzięki niej dopasowujesz się do społeczeństwa. Jego zasad, reguł i stajesz się członkiem określonej grupy społecznej. Ale to nie TY!

Masz jeszcze drugą wersję siebie tzw. tożsamość fundamentalną. To Twoja skryta wersja osoby, którą pragniesz być.  

Dla przykładu, możesz być zapracowanym audytorem wewnętrznym, który pracuje po pięćdziesiąt godzin tygodniowo analizując pod dużą presją czasu dokumenty, wewnętrzne przepisy i ciągi liczb. Twoja oficjalna wersja Ciebie to zestresowany audytor. Podczas gdy Twoja fundamentalna tożsamość to np. artysta, podróżnik, ogrodnik lub twórca komiksów. To ta wersja Ciebie, którym pragniesz być.

To co skryte jest prawdziwsze

Niezależnie od tego jak bardzo jesteś zadowolony ze swojego życia i pozycji finansowej, zawsze masz dwie wersje siebie. Pytanie jakie się pojawia, to na ile mocno Twoja oficjalna wersja Ciebie (ta na pokaz), dominuje Twoją fundamentalną tożsamość. Jak mocno by tego nie robiła, to i tak ta druga czasami słabiej, czasami mocniej będzie dawać znać o sobie.

Zasadniczo nie można uniknąć wytworzenia tej oficjalnej wersji siebie. Już na etapie edukacji szkolnej tresuje się nas w tym, aby się podporządkowywać i myśleć w określony oraz akceptowalny sposób. Indywidualizm jednostki w systemach edukacyjnych nie jest postrzegany jako pozytywna wartość. Widzi się go raczej jako problem, który trzeba pedagogicznymi metodami rozwiązać. Do tego należy dołożyć oczekiwania bliskich i promowany w medialnym przekazie model życia.

Nim się obejrzysz, zaczynasz wierzyć w to, że głównym celem Twojego życia jest zarabianie dużej kasy, niezłe ustawienie się w życiu i posiadanie odpowiednich (korzystnych) znajomości. Być może wybierasz opcję „aby było tylko bezpiecznie” i żyjesz starając się nie wychylać. Jednak ta wiara nie płynie z prawdziwego Ciebie, Twojej fundamentalnej tożsamości. Jest wytworem Twojego umysły będącego na usługach Twojej oficjalnej osobowości. Stara się on po prostu jak najlepiej wpasować w system wartości i oczekiwania funkcjonujące w społeczeństwie.

Dzieje się tak najczęściej do momentu, w którym nagle stawiasz sobie pytanie: „ale po co to wszystko”. Po co się tak zajeżdżać, aby tyle zarabiać. Po co ustawiać się w życiu, kiedy tak de facto chodzi nie o Twoją wygodę, ale o to aby ludzie Cię zakwalifikowali do tych na odpowiedniej pozycji. Po co wkładać energię w te korzystne znajomości, które zostaną natychmiast zerwane jak tylko Ty przestaniesz być korzystny dla innych.

Zmian wynikająca z odpuszczenia błędnej kontroli

Kluczem do wszystkiego jest tutaj energia, której nam ubywa z wiekiem. Energia, której niebotyczne zasoby zużywamy do tego, aby utrzymywać naszą oficjalną wersję siebie. Wersję, która nie jest spójna z nami i tylko w nieskończoność wymaga naszej czujności oraz wyczerpuje pokłady naszej życiowej energii.

W połowie życia bywamy już tak zmęczeni, że odpuszczamy sobie permanentną kontrolę nad uciszaniem naszej fundamentalnej tożsamości. Ma ona szansę wyjść z odmętów zapomnienia i coraz silniej dochodzić do głosu. Zaczynamy coraz silniej słyszeć wołanie naszego wewnętrznego ja i co raz bardziej mamy wywalone na to co pomyśli sobie otoczenie.

Jak to celnie ujął w jednej ze swoich książek Vishen Lakhiani „Życie to nieustanna podróż w stronę fundamentalnej tożsamości.”. Zatem około 40-tki mamy już połowę tej drogi za sobą. Może jeszcze nie do końca wiemy czego tak naprawdę chcemy, bo musimy lepiej poznać dotychczas ukrywaną część siebie. Za to wiemy już dokładnie czego nie chcemy.

Ta świadomość przekłada się w tym wieku m.in. na dobór życiowych partnerów, wybór wykonywanej pracy, selekcję kontaktów towarzyskich i wyznawany system wartości. Jej mocno pozytywnym aspektem jest to, że nasi partnerzy, pracodawcy i znajomi mogą być pewni tego, że wchodzimy z nimi w relacje nie dlatego, że tak wypada ale dlatego, że sami tego naprawdę chcemy.

Pędzić czy nawigować – jak się odnaleźć w życiu?

Każdy z nas ma swoje życiowe strategie, które bardzo często przekładają się również na życie zawodowe. Zwykle idziemy w nich w dwóch kierunkach. Pierwszym, prę do przodu i cisnę bez względu na wszystko. Drugim, zastanawiam się oraz planuje i wciąż planuje nie ruszając zbytnio do przodu.

W dzisiejszym dynamicznym, nieprzewidywalnym i zmiennym świecie sztywne trzymanie się każdej z nich nie przyniesie raczej nic dobrego.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pęd - nawigacja - odnaleźć się w życiu

Tryb operacyjny: pęd

Wchodzimy w niego, gdy skupiamy się na działaniu i parciu do przodu. Przyczyną może być dążenie do określonego celu. Jednak również i ucieczka od czegoś, co zagłuszamy swoją hiperaktywnością.

Będąc w tym trybie często nie zauważamy zmian w naszym otoczenie. Nie dostrzegamy możliwości usprawnień naszych działań, a czasem i potrzeb zredefiniowania celu. Co więcej nie dostrzegamy ewentualnych błędów.

Doskonale ten tryb operacyjny ilustruje opowieść o drwalu, który na początku swojej pracy był rekordzistą ścinanych drzew. Jednak po jakimś czasie jego wyniki spadły ku niezadowoleniu szefostwa. Starał się więc i pracowała z coraz większą energią i coraz dłużej, ale ciągle miał problemy z wyrobieniem normy, o rekordach już nawet nie wspominając. Jak się okazało źródłem jego problemów stał się brak czasu na regularne zatrzymywanie i ostrzenie piły. Wkładał coraz więcej siły w machanie piłą, sęk w tym że była ona tępa i nie cięła drewna tak efektywnie jak na początku.

Skupieni na działaniu wchodzimy w myślenie tunelowe. Nie dostrzegamy innych opcji i jedynie przemy do przodu. W efekcie tracimy kreatywność, energie i przyjemność z pracy. Co redukuje naszą efektywności i poczucie spełnienia.

Tryb operacyjny: nawigacja

Jak dobrze wiadomo statek, który pływa po szerokich wodach bez jasnego celu podróży nigdy do niego nie dociera. Czasami cel jest znany, ale napotkane po drodze sztormy i przeszkody kierują nasz statek na zły kurs. W efekcie w pewnym momencie zaczynamy się od tego celu oddalać, zamiast się do niego przybliżać. Bywa i tak, że z jakichś powodów nasz docelowy port został zamknięty, a my wciąż podążamy do niego, choć na samym końcu i tak nas do niego nie wpuszczą.

Jasno zatem widać, że nawigacja jest konieczna, aby trzymać właściwy kurs działania, a czasem też zmieniać docelowy port, do którego początkowo płynęliśmy. Dobry nawigator też szybko zauważy, błędny kurs, kiedy nam się zdarzy zboczyć z tego właściwego.

Problem nawigatora polega jednak na tym, że uwielbia on mapy oraz plany i czasami zbyt głęboko się w nich zanurza. Zapominając dbać o motywację i uzupełnianie załogi. W swojej fascynacji nawigacją może także stracić kontakt z rzeczywistością upajając się swoimi planami, ale zupełnie ich nie realizując.

Skutkiem zbyt długiego przebywania w tym trybie operacyjnym jest utarta prędkości, impetu i efektywności działania.

Balansuj przyśpieszanie z nawigacją

Osoby, które najlepiej płyną przez swoje życie, czy też karierę zawodową regularnie oscylują między przyśpieszaniem a nawigacją. Okresowe wyhamowanie, aby skupić się na nawigacji działa jak włączenie wewnętrznego kompasu, który pokazuje dokąd płynąć. Tryb przyśpieszenia jest odpowiednikiem paliwa rakietowego, które napędza działanie, pozwala osiągać dobre wyniki i finalnie doprowadza Cię do założonego celu.

Pytanie za 100 punktów, jak ten balans osiągnąć. Po prostu planować regularne wchodzenie w ten tryb operacyjny, który nie jest naszym trybem dominującym.

Ja na przykład pracuje na etacie, a popołudnia i wieczory poświęcam na coaching który uwielbiam. Był czas kiedy umawiałem spotkania coachingowe każdego roboczego dnia. Jednak za mało dbałem o własny rozwój i rozwój mojej firmy. Kiedy to dostrzegłem w moim kalendarzu wszystkie środowe popołudnia zostały zablokowane na tryb nawigacji, który nosi atrakcyjną nazwę „reset day”.

Sukces to rozwój. Rozwój to transformacja.

Ilu znasz ludzi sukcesu, z którymi lubisz przebywać i chciałbyś spędzać z nimi jak najwięcej czasu?

Ja znam ich całkiem sporo i czas spędzony z nimi daje mi mnóstwo satysfakcji. Wielu z nich nie zajmuje prestiżowych stanowisk i nie zarabia wielkich kwot. Łączy ich za to jedna wspólna cecha -transformujące życiowe doświadczenia. Zmieniły ich, poszerzyły ich horyzonty i dały im głębszą znajomość samych siebie. Najważniejsze jednak jest to, że na tych doświadczeniach nie poprzestali i nieustannie tak kształtują swoje życie, aby zdobywać kolejne i wciąż się rozwijać.

Takie właśnie podejście do życia jest dla mnie miarą sukcesu. Mocno bowiem utożsamiam się ze stwierdzeniem Vishena Lakhiani, że: „Twoja dusza nie zjawiła się  tu dla zewnętrznych zdobyczy. Twoja dusza jest tu, żeby się rozwijać. Większość osób rozumie to niewłaściwie. Dają się one uwieść sukcesowi i złamać porażce. Nadają wielkie znaczenie temu, co jest zasadniczo nieistotne. W rzeczywistości sukces i porażka to iluzje. Liczy się tylko to, jak szybko się rozwijasz.”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces - transformacja

Społeczny model sukcesu

Tymczasem społeczny model sukcesu, mocno umacniany w naszych głowach przez media. Często też wszczepiany w nasze umysły od najmłodszych lat przez bliskich zawiera prostą instrukcje: chcesz być człowiekiem sukcesu, musisz w życiu zdobyć trzy rzeczy:

  1. odpowiednie stanowisko lub tytuł – które dadzą Ci prestiż
  2. odpowiedni stan konta – który da Ci bogactwo
  3. określone dobra materialne – które podkreślą dwa powyższe np. odpowiedni samochód lub dom

Problem w tym, że ta instrukcja jest błędna. Sugeruje, że musisz zdobyć „X”, aby stać się kimś. Zarazem wywiera na nas presję i powoduje, że przeceniamy wagę życiowych porażek oraz przesadnie „odurzamy” się odnoszonymi sukcesami. Popycha wielu z nas w objęcia depresji, a jeszcze większej liczbie ludzi podrzuca sugestie: „jesteś niewystarczająco dobry”, „jesteś nikim”.

Prawda jest jednak taka, że można posiadać te trzy rzeczy i być nadal nieszczęśliwym. Co więcej, w kontekście świadomości siebie i swoich prawdziwych potrzeb można być bardzo płytkim człowiekiem, który nigdy w życiu nie zatrzymał się na moment i nie zdała sobie naprawdę ważnych pytań typu „Kim jestem?”.

Prawdziwy rozwój to transformacja, a nie mechaniczna nauka

Z nauką każdy z nas miał do czynienia w szkole. Polegała ona na zapamiętywaniu szeregu faktów i koncepcji, o których w dużej mierze szybko zapomnieliśmy. Nauką jest też kończenie różnego rodzaju kursów na zasadzie jedynie ich zaliczenia (odhaczenia) lub czytanie różnego rodzaju poradników, bez faktycznego wdrażania zdobytej wiedzy w życie.

Transformacja natomiast to zmiana postrzegania świata na bazie zdobytych doświadczeń lub pozyskanej wiedzy. To często całkowita zmian perspektywy. Wywołuje ona dużą zmianę w tym jaką osobą jesteś. Czasami powoduje zanegowanie dotychczasowych poglądów lub wartości, czasami jedynie poszerza je i wzbogaca o nowe elementy. Gdy przechodzimy transformację, nie jesteśmy w stanie wrócić do wcześniejszego stanu. Powoduje on trwała zmianę punktu widzenia. Można powiedzieć, że nie da się „oddoświadczyć” tego co się doświadczyło.

Transformacja powoduje, że na sukces i porażkę nie patrzymy przez definicję: wygrana/przegrana. Zmiana podejścia polega na tym, że z obu tych zdarzeń możemy się wiele nauczyć i wtedy wygrywamy. Zarazem z  obu tych zdarzeń możemy też nie wyciągnąć żadnych nauk i wtedy w kontekście naszego rozwoju przegrywamy.

Dwie drogi do transformacji

Transformacja w przeciwieństwie do nauki nie wymaga szkolnych pomieszczeń, czy zorganizowanych kursów. Odbywa się ona w dużo mniej formalnych warunkach. Dochodzi do niej dwoma drogami:

  1. Kryzys życiowy lub poważna zmiana w życiu  ta transformacja jest bardzo dynamiczna i niestety często połączona z bolesną lekcją lub trudnymi okolicznościami życiowymi. Zazwyczaj powoduje też okresowe pogorszenie jakości życia. Przykładem takiej transformacji może być porzucenie przez partnera lub partnerkę, których kochamy. To początkowo bardzo bolesne doświadczenie, ale zarazem uczące nas jak lepiej dobierać przyszłych życiowych partnerów. Podobnie będzie z bankructwem firmy, której jesteśmy właścicielem. Utrata firmy jest bolesna, ale zarazem uczy nas co powinniśmy robić inaczej, aby nasz kolejny biznes miał szansę powodzenia. Sam osobiście doświadczyłem mocy tej transformacji, kiedy przeżyłem groźny wypadek samochodowy, którym mocno uświadomił mi, że nie ma co odkładać swoich planów i marzeń w czasie, bo być może zostało mi go mniej niż sądzę. Tak samo koniec długoletniego związku z powodu śmierci najbliższej osoby po jej długiej chorobie pokazał mi, że jestem silniejszy niż sądziłem i istotnie zmniejszył strach przed byciem samemu.
  2. Ewolucja myślenia – to transformacja rozłożona w czasie, ale zrazem mniej bolesna od tej pierwszej. Często polega na stopniowym nasycaniu się nowym ideami, poglądami i podejściem do życia. Czasami transformacja zadzieje się dopiero po przekroczeniu pewnej masy krytycznej nasycenia, która wymusi na nas przeformułowanie istotnych poglądów lub wartości. Czasami dzieje się zupełnie niepostrzeżenie. Zmieniamy w naszym życiu drobne sprawy. Szereg tych małych zmian rozłożony w czasie powoduje, że umyka ona naszej uwadze. Niemniej jednak, ktoś kto nas znał i spotyka nas po kilku miesiącach dostrzega, że przez ten czas staliśmy się inną osobą.

Obie te drogi przeplatają się ze sobą w trakcie naszego życia przyczyniając się do poprawy jego jakości.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces - sukces to rozwój - transformacja
Wykres wzorowany na wykresie z książki: Vishen Lakhiani „Budda i twardziel. Sekret duchowej sztuki sukcesu”

Można założyć, że im częściej będziesz doświadczać transformacji na skutek planowanych aktywności, tym mniej bolesnych transformacji typu „kryzys życiowy/poważna zmiana w życiu” wymusi na Tobie życie.

Tę uwagę szczególnie polecam w kontekście spraw zawodowych. Kiedy zatrzymamy się w rozwoju i nie będziemy poszerzali swoich kompetencji może się zdarzyć tak, że do rozwoju popchnie nas bolesne doświadczenie utraty dotychczasowej pracy.

Masz biznes czy hobby – o częstym błędzie jednoosobowych działalności

Jest całkiem spora grupa osób, którym zamarzyła się własna działalność i co więcej marzenie to zrealizowały. Czy to przerzucając się całkowicie na własną działalność, czy też działając w swoim biznesie po godzinach pracy na etacie.

Bez względu na powyższy wybór osoby te zazwyczaj poświęcają swojemu biznesowi sporo czasu i energii. Efekty ich działalności bywają zróżnicowane. Jedni wychodzą na swoich biznesach bardzo dobrze, inni ledwo pokrywają wszystkie koszty. Nie da się ukryć, że jest także wcale nie tak mała grupa osób, która dopłaca do swojego biznesu.

Przyczyn tego, że nasz biznes nie przynosi takich zysków jakich oczekiwaliśmy może być całe mnóstwo. Ja dziś chcę się jednak skupić szczególnie na jednej, która umyka uwadze wielu biznesmenów. Szczególnie, gdy prowadzą działalność jednoosobową.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - biznes - hobby

Liczby pod kontrolą, ale czy wszystkie?

Cześć osób prowadzących własną działalność skupia się na jej głównym obszarze działania. Czyli świadczeniu usług, produkcji czy sprzedaży. Za to z niechęcią odnosząc się do wszystkiego pozostałego co z prowadzeniem firmy jest związane. Szczególną niechęcią obdarzana jest księgowość, w której nie ma miejsca na radość tworzenia, a rządzą twarde fakty i konkretne liczby.

To powód, dla którego niektórzy prowadzą swoje firmy na tak zwanego „czuja”. To znaczy, że czują że chyba zarabiają, ale nie są tego do końca pewni. Przy czym, potrafią to powiedzieć w odniesieniu do całości firmy, ale już nie do konkretnego zlecenia czy usługi. Tymczasem nawet jeśli jest się w tej grupie firm, które zarabiają nie oznacza to jeszcze, że do części swoich działań się nie dopłaca. Natomiast kiedy dużo pracujesz (nie brak Ci klientów czy zleceń), a mało zarabiasz to niemal jest pewne, że na części działań tracisz.

Sprawa niby jest prosta – musisz zarobić więcej, niż kosztuje Cię świadczenie usługi lub wytworzenie danego towaru. Prawie każdy podpisze się pod tym twierdzeniem, ale właśnie to w nim jest ukryta pułapka.

Weźmy przykład – zajmujesz się renowacją mebli. Tzn. poszukujesz starych i zniszczonych mebli w niskiej cenie, odnawiasz je i następnie sprzedajesz dużo drożej. Żeby było łatwiej przyjmijmy, że odnawiasz je w swoim przydomowym garaży, zatem nie ponosisz kosztów wynajmu pomieszczeń dla firm.

Czy według Ciebie poniższa kalkulacja jest prawidłowa?

Koszt zakupu fotela – 350 zł

Koszt przewiezienia go do garażu – 25 zł

Koszt materiałów użytych do renowacji – 259 zł

Koszt zużytych mediów (prąd, woda itd.) – 21 zł

Koszt amortyzacji (zużycia narzędzi) – 15 zł

Średnie koszty działalności doliczane do każdego zlecenia (ZUS, biuro księgowe, itp.) – 12 zł

Sprzedaż fotela po renowacji – 850 zł

——————————————————-

Twój zysk przed opodatkowaniem: 168 zł

Hobby czy biznes?

Z całą pewnością powyższa kalkulacja spełnia zasadę „musisz zarobić więcej, niż kosztuje Cię świadczenie usługi lub wytworzenie danego towaru”. Ostrzegałem jednak, że to twierdzenie ma ukrytą pułapkę, którą wyjaśniam poniżej.

Powyższa kalkulacja jest prawidłowa, jeżeli Twoja działalność to Twoje hobby. Jeśli ma to jednak być biznes z prawdziwego zdarzenie, to zawiera ona błąd popełniany przez wiele jednoosobowych działalności.

To czego nie uwzględnia ta kalkulacja to czas jaki poświęciłeś na tę pracę. Załóżmy, że łącznie było to 7 godzin. Dodatkowo załóżmy, że jesteś skromny i nie cenisz się za wysoko. Policzmy zatem, że godzina Twojej pracy jest warta 25 zł.

Zatem koszt robocizny nie uwzględniony w tej kalkulacji to 175 zł. Co jakbyś nie liczył pokazuje, że dopłaciłeś do tego zlecenia 7 zł.

Sęk w tym, że właściciele jednoosobowych działalności, często zupełnie nie uwzględniają czasu swojej pracy, przez co wychodzi na to, że pracują całkowicie za darmo. Chciałbyś mieć biznes, w który wkładasz mnóstwo czasu i energii i robisz to za darmo?

Zatem proponuję małą modyfikację naszego twierdzenia: „musisz zarobić więcej, niż kosztuje Cię wkładasz w świadczenie usługi lub wytworzenie danego towaru”

Przy czym dla jasności. Jeżeli jest to hobby robione po godzinach pracy, do którego po prostu nie chcesz dokładać finansowo. A czas poświęcony na to hobby to dla Ciebie czysty relaks przyjemność – baw się dobrze i niczego nie doliczaj.

Fakt nie uwzględnia kosztów pracy własnej ma jeszcze co najmniej dwie konsekwencje:

– pracujesz za dużo, bo nie liczysz się z czasem, który na to poświęcasz. Kilku moich klientów miało z tego powodu problemy w swoich związkach. Byli też zaskoczeni o ile mniej pracowali, kiedy policzyli ile warta jest godzina ich pracy. Pracowali szybciej i sprawniej oraz tylko tyle ile trzeba. Np. nie robiliby z renowacji fotela sztuki (nie dopieszczaliby go w nieskończoność), tylko pragmatycznie wykonaliby tylko te prac, które pozwolą im sprzedać go za tyle ile planują.

– w przypadku zatrudnienia kogoś do pracy, ta osoba z pewnością będzie oczekiwała zapłaty za swoją pracę. Zatem znam już kilka sytuacji, w których właściciele maleńkich firm zdziwili się ile nagle muszą dopłacać do ich działalności.

Na zakończenia tego artykułu wspomnę doświadczenie mojego klienta, który wykonuje podobną pracę do naszej przykładowej renowacji mebli, ale w zupełnie innej branży. Kiedy wspomniał koledze po fachu, że powinien wliczać w usługę koszty swojej pracy ten odparł z oburzeniem „ale przecież wtedy nic na tym nie zarobię”.  Wyciągnięcie wniosku z tego przypadku pozostawię już Tobie 😉

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close