Rafał Markiewicz

Blog

Maksymalny limit postępu – sposób na trudne/nudne projekty rozłożone w czasie

W dzisiejszych czasach, gdy inflacja gna w górę jak szalona i wszyscy zastanawiają się w jaki sposób ochronić swoje pieniądze przypominają mi się słowa jakie wypowiedział Warren Buffett: „Jakiekolwiek masz umiejętności, nikt nie może ci ich zabrać. Inflacja też tego nie zrobi. Najlepszą inwestycją jest rozwijanie siebie.”

Znam też inny jego cytat „Istnieje jeden rodzaj inwestycji, który przyćmiewa wszystkie inne. Inwestuj w siebie. Zajmij się tym, co uważasz za swoją słabość i zrób to teraz”.

Generalnie jestem zwolennikiem pracy nad naszymi mocnymi stronami, bo w nich upatruje największego potencjału rozwoju. Jednak zgadzam się z tym, że również zmniejszanie naszych słabości może być cenne.

Sęk w tym, że jeżeli coś jest naszą słabością, to praca nad nią raczej nie przynosi nam satysfakcji ani przyjemności. Jak więc ją sobie zorganizować, aby w niej wytrwać? Szczególnie, gdy nad głową nie wisi nam żaden deadline.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - Maksymalny limit postępu – sposób na trudne nudne projekty

Czego nas uczy próba zdobycia bieguna południowego?

W listopadzie 1911 roku marsz w kierunku bieguna południowego rozpoczęły dwie ekspedycje. Jedną dowodził kapitan Robert Falcon Scott z Wielkiej Brytanii, a drugą Roald Amundsen z Norwegii. Ekspedycje wyruszyły w odstępie zaledwie kilku dni od siebie i poruszały się niemal tą samą trasą. Istotne było jednak to w jaki sposób były one zarządzane.

Scott w pogodne dni eksploatował swoich ludzi do granic możliwości. Natomiast, gdy pogoda była niesprzyjająca zaszywał się w swoim namiocie i wylewał w swoim dzienniku żale na świat i złą pogodę, która utrudnia mu osiągnięcie celu.

Amundsen przyjął zupełnie inną taktykę. Zarówno w pogodne, jak i niesprzyjające dni jego ekspedycja  miała przebywać dokładnie 24 km. Gdy spojrzeć w jego dziennik, w niepogodne dni zamiast utyskiwania można było znaleźć zapiski o ile, pomimo niesprzyjającej, pogody przesunęli się do celu. 12 grudnia 1911 jego ekspedycja znajdowała się zaledwie 72 km od celu. Miała za sobą już tysiące kilometrów i była tak blisko bieguna jak nikt nigdy wcześniej. Pokusa, aby nieludzkim wysiłkiem w ciągu jednego dnia dotrzeć do celu i zdobyć biegun była wielka. Jednak osiągnięcie celu zajęło im jeszcze trzy dni, bo Amundsen trzymał się swojego limitu 24 km. Był bowiem świadom tego, że nieludzki wysiłek jednego dni pozwoli szybko osiągnąć cel wyprawy, ale może na tyle wyczerpać ekipę, że nie będzie miała sił na powrót.

Amundsen ze swoją ekipą zdobył biegun południowy 14 grudnia 1911 roku. Byli pierwszymi ludźmi w udokumentowanej historii, którym udało się dokonać tego dokonać. A potem bezpiecznie wrócili do Norwegii. Scott ze swoją wycieńczoną ekipą dotarł do bieguna 34 dni później. To jednak nie było największą tragedią ich wyprawy. Największą tragedią było to, że nigdy z niej nie wrócili. Zmęczenie i odmrożenia były na tyle dotkliwe, że cała piątka w drodze powrotnej zamarzła na śmierć.

Powoli znaczy płynnie, płynnie znaczy szybko

Scoot w pogodne dni na maksa eksploatował swoją ekipę. Byli na tyle przemęczeni, że podczas złych dni, gdy się nie przemieszczali, nie byli się w stanie wystarczająco zregenerować. Zatem w kolejny pogodny dzień wchodzili z deficytem energii. Z każdym kolejnym dniem ten deficyt był coraz większym.

Amundsen przyjął taktykę „powolnego czołgu, którego nic nie zatrzyma”. Bez względu na pogodę, każdego dnia jego ekipa miała pokonywać taki sam odcinek. Był on na tyle nie duży, że nie doprowadzał do wyczerpania uczestników ekspedycji. Siły nadwątlone podczas dni niepogody, szybko odzyskiwali w pogodne dni, kiedy po pokonaniu wyznaczonego dystansu mogli się regenerować. Co więcej, każdy taki pogodny dzień kończy się mentalnym niedosytem, bo można było przecież więcej. Niedosyt przy jednoczesnym zasobie energii, powodował że mieli ochotę dalej mierzyć się ze swoją drogą i celem.

Podobnie jest z nami i zadaniami, których nie lubimy i które na dodatek są rozłożone w czasie. Często ociągamy się z podjęciem aktywności, a kiedy już się na nią zdobędziemy ciśniemy na maksa. Chcemy nadrobić stracony czas, a może i jeszcze podziałać z mały naddatkiem. Problem w tym, że po tak intensywnym dniu mamy potrzebę długiej regeneracji. Często następnego dnia, na samą myśl o zajęciu się danym zadaniem, czy projektem mamy totalną blokadę. Nie realizujemy go i znowu zaczynamy gromadzić zaległości. Po kilku takich pikach hiperaktywności, która nas kosztuje potężne zasoby energii jesteśmy zniechęceni, apatyczni i porzucamy nasz plan. Mówiąc obrazowo, niczym Scoot zamarzamy na śmierć i to jeszcze przed dotarciem do celu.

Maksymalny limit postępu – klucz do sukcesu

Nie oszukujmy się. Czego byśmy nie robili to realizując jakieś działanie czy projekt, które nie dają nam przyjemności nie tryskamy entuzjazmem. Uważajmy jednak na pułapkę chęci dociśnięcia jednego dnia, tak abyśmy mogli sobie potem odpuścić. Nie możemy dopuścić do nadwerężenia naszych zasobów energii i doprowadzenie się do stanu przemęczenia.

Z realizacją takiej aktywności powinno być jak z zalecaną przez lekarzy zasadą dotyczącą jedzenia: jedzenie należy kończyć z lekkim uczuciem niedosytu. Jeżeli nie będziemy się tego trzymać, zjemy istotnie więcej niż potrzebujemy. Przejedzenie doprowadzi do bólu żołądka i problemów trawiennych. Kiedy naprawdę przesadzimy, konsekwencją będzie osłabienie i kilka kolejnych dni na diecie, aby żołądek doszedł do siebie.

Bądź w tych aktywnościach jak Amundsen. Bez szału w dobre dni i dram w te złe. Każdego dnia konsekwentnie, przesuń się wyznaczony kawałek do celu.

Sam ćwiczę to na sobie. Robię kurs, który wcale mnie nie kręci, ale jest ważny dla mojego potencjału zawodowego. Mam cel – godzina pracy z kursem w każdy dzień roboczy i muszę przyznać że to działa. W gorsze dni myślę sobie: „to będzie tylko godzina i po wszystkim”. W te dobre, kończę pracę z kursem z poczuciem niedosytu i chęcią na kolejną dawkę wiedzy następnego dnia.

Kiedy „ciśniesz” za mocno – prawo odwróconego wysiłku

W naszym życiu jest całkiem sporo sytuacji, w których trafiamy na opór lub brak postępu. Instynktownie i kulturowo zaczynamy dociskać i zwiększać nasz wysiłek, aby osiągnąć lepszy rezultat. Tymczasem może być i tak, że tylko pogarszamy sytuację. Szczególnie kiedy jesteśmy osobą wysoko ambitną.

Aldous Huxley powiedziałby, że wpadamy w pułapkę „prawa odwróconego wysiłku”, a ekonomiści stwierdziliby, że podlegamy „prawu malejących przychodów krańcowych”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - za mocno ciśniesz - prawo odwróconego wysiłku

Czemu nadmiar nie służy?

Larry Silverberg z Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej odkrył w ramach swoich badań, że głównym czynnikiem decydującym o powodzeniu rzutu wolnego jest prędkość, z jaką zawodnik wypuszcza piłkę. Przy czym ważne jest, aby płynnie wynikała ona z pamięci mięśniowej, naturalnego ruchu i  instynktu. Jeżeli zawodnik za bardzo się stara, spina się i porusza za szybko.

Podobnie wygląda sprawa z sytuacją kiedy nie możemy zasnąć. Wiele osób w takiej sytuacji stresuje się i próbuje na siłę wymusić na sobie zaśnięcie. Co oczywiście działa zupełnie odwrotnie, bo zasypiamy dopiero wtedy kiedy pozwalamy myślom swobodnie błądzić. Zatem zamiast na siłę wymuszać na sobie sen, warto odpuścić. Wstać i chwilę poczytać lub po prostu pogapić się w gwiazdy za oknem, aż do chwili, w której zmorzy nas senność.

Często jesteśmy uczeni tego, że większy wysiłek prowadzi do lepszych rezultatów. Z tego powodu brak wyników odpala w nas obsesyjne inwestowanie w daną sprawę wytężonego wysiłku. Tymczasem po przekroczeniu pewnego punktu, większy wysiłek nie przynosi lepszego rezultatu, a wręcz obniża naszą wydajność.

Ekonomiści opisując to zjawisko mówią, że po przekroczeniu pewnej granicy każda dodatkowa jednostka nakładu generuje coraz mniejszą produkcję. Greg McKeown w swojej książce „To proste. Bez wysiłku rób to, co ważne” ilustruje tę sytuację przykładem pisarskim.

Powiedzmy, że pisząc przez dwie godziny, może stworzyć trzy strony. Jednak pisząc cztery godziny nie stworzysz sześciu stron, a co najwyżej pięć lub mniej. Twoja wydajność ewidentnie spada. Jeżeli jednak będziesz dalej „cisnął” z pisaniem, to spadnie nie tylko wydajność, ale i jakość tego co tworzysz.

Ekonomiści powiedzieliby, że osiągnąłeś „negatywny przychód krańcowy”. Od tego momentu każdy gram wysiłku, który włożysz w dane działania przynosi tylko szkodę i pogarsza sytuację. Błędne koło zaczyna się zamykać. Ty starasz się coraz bardziej, a sytuacja tylko się pogarsza. To wprost idealna recepta na wypalenie.

Iluzja bycia bohaterem

Często kiedy jesteśmy w środku takiego działania, choć czujemy się mocno zmęczeni lub niemal wycieńczeni, jesteś dumni ze swojego poświęcenia. Tylko, że to jest nasz punkt widzenie, a nie realna i obiektywna ocena sytuacji.

Dla przykładu uporczywe zabieganie o awans może go zaprzepaścić, bo nasze działanie zostanie odebrane jako desperacja. Próby zaśnięcia na siłę, doskonale to uniemożliwią bo będziemy cali spięci. Próby zawierania znajomości na siłę, zablokują naszą autentyczność i tym samym utrudnią nawiązanie nowych relacji. Nadmierna kontrola i stresowanie się zabiją naszą uważność i możemy o czymś zapomnieć. Ciągłe dopieszczanie już dobrej prezentacji może ją w końcowym efekcie zepsuć.

Z tego powodu tak ważne jest zaufanie do samego siebie i działająca przeciw kulturowemu wzorcowi umiejętność mądrego odpuszczenia. Taoiści znają ją od dawna pod nazwą Wu Wei, które w dosłownym tłumaczeniu znaczy „odpuszczenie”/„niedziałanie”. Przy czym nie chodzi tu o lenistwo czy olewanie wszystkiego, ale o robienie właściwych rzeczy, we właściwym czasie.

Prze_myślnik #65 – w pułapce przekonań i schematów

Często twierdzimy, że życie jakieś jest. Jedni uznają je za trudne, pełne cierpienia wyzwań i niebezpieczeństw. Inni przyjmują że jest świetną przygodą, nieustającą lekcją a także niewyczerpanym źródłem możliwości. Co ciekawe obie te grupy mówią o tym samym życiu. To co je różni, to podejście do niego.

Podejście najczęściej wynika z naszych przekonań. Gdyby się jednak nad tym głębiej zastanowić, pewną wątpliwość zgłosiłbym do słowa „naszych”. Być może są one wyznawane przez nas, ale bardzo często pochodzą od innych. Na nasze przekonania istotny wpływ miało to co wpajali nam rodzice, szkoła, nasze otoczenie i kultura, w której się wychowywaliśmy.

Jako dzieci nie mieliśmy istotnego wpływu na otrzymywane przekazy. Często nie mieliśmy też możliwości ich właściwej oceny. Mieliśmy za mało życiowego doświadczenia oraz nie znaliśmy alternatyw dla tego co nam mówiono.

Dzisiaj jednak jesteśmy już dorośli. Często niezależni od innych i mamy pełne prawo do swoich poglądów, przekonań i indywidualnych życiowych ścieżek. Powiem więcej, mamy prawo do błędów, poszukiwań i zmiany zdania na różne tematy, bo tak odkrywa się prawdziwe życie i jego smak.

Nie będę Ci wciskał marnych motywacyjnych kitów w postaci „każdy może wszystko”, czy „możesz wszystko i wszędzie”. Bo nie każdy może wszystko i nie wszędzie. Najczęściej może jednak więcej i inaczej, niż to na pierwszy rzut oka może się wydawać.

Dla mnie dorosłość oznacza:

  • świadomość swojej sprawczości,
  • odwagę odrzucania niesłużących nam przekonań i schematów, w które uwikłali nas inni,
  • odpowiedzialność za swoje wybory, jak również za brak tych wyborów,
  • porzucenie tłumaczenia wszystkiego w naszym życiu trudnym dzieciństwem i niedobrymi rodzicami,
  • dokonanie świadomego wybór tego jakim człowiekiem chcemy być, z pełnym prawem późniejszej modyfikacji tego.

Powyższe doskonale opisuje następujący cytat

„Dorastając, słyszysz zwykle, że świat jest, jaki jest, a Ty masz przeżyć w nim swoje życie. Postaraj się niezbyt często obijać o ściany. Postaraj się założyć rodzinę, miło spędzić czas, odkładać pieniądze. To bardzo ograniczona egzystencja. A życie może mieć o wiele szersze horyzonty, kiedy odkryjesz jeden prosty fakt. Oto on: wszystko, co Cię otacza, to, co nazywasz życiem, zostało wymyślone przez ludzi, którzy wcale nie przewyższali Cię inteligencją. A Ty możesz to zmienić. Masz na to wpływ… Kiedy to zrozumiesz, nigdy już nie będziesz takim samym człowiekiem.” – Steve Jobs

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - przekonania i schematy

Wymyśliłeś sobie siebie i swój sposób na życie – to może być pułapka!

Mam klientów, którzy swojego czasu jasno i wyraźnie określili swoje cele i to kim chcą być w życiu. Można powiedzieć, że wymyślili siebie i swój sposób na życie. Co więcej, zrealizowali go, a teraz siedzą u mnie głowiąc się co poszło nie tak.

Okazuje się bowiem, że teraz coś w tym życiu ich uwiera. Coś przeszkadza i w sumie nie wiadomo jak do tego doszło i co z tym zrobić. Nierzadko winę za ten stan ponosi odpalony „życiowy autopilot” i wyłączona refleksja.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pomysł ma siebie - sposób na życie - pomysł na życie

Życie to nieustannie zmieniający się kalejdoskop

Naturalnym jest szukanie w życiu takich ścieżek i rozwiązań, które je ułatwiają. Konieczność ciągłego dokonywanie wyborów i podejmowania decyzji bywa męcząca. Z tego powodu poszukujemy jakiegoś życiowego „świętego Grala”, prawdy objawionej lub złotej ścieżki, które nas łatwo i gładko poprowadzą przez życie. Czasami idziemy na totalną łatwiznę i bierzemy to co wskazują nam rodzice, znajomi, uczelnia czy jeszcze ktoś inny.

Liczymy na to, że raz dokonany wybór ustawi nam całe życie i mamy pozamiatany temat życiowej egzystencji. Na pytanie o to dlaczego robimy to co robimy, albo dlaczego zajmujemy się tym czym się  zajmujemy odpowiadamy ochoczo i z łatwością: „bo tak kiedyś zdecydowałem” lub „bo taką drogę kiedyś wybrałem”. Przy czym nie dostrzegamy w tej odpowiedzi totalnego braku refleksji, ale i braku podążania za zmieniającym się życiem i światem.

To tak jakbyśmy poszli do jakiejś kolejowej kasy i kupili bilet na podróż przez cały świat po ściśle wyznaczonej trasie. Przy czym w ramach tego biletu dostajemy gwarancję, że mamy prawo jeździć tym pociągiem i na tej trasie przez kilkadziesiąt lat (całą resztę naszego życia) ciągle pokonując zaplanowaną kolejową pętlę. Pierwsze kilka pętli może być całkiem przyjemnych i komfortowych. Jednak z upływem lat robi się coraz trudniej. Część linii kolejowych zostaje zlikwidowana i musimy korzystać z komunikacji zastępczej, za która musimy dopłacać. Czasami niektóre kraje z powodu konfliktów lub jakiś klęsk stają się dla nas niedostępne i znowu musimy je objeżdżać pokrywając koszty tych kolejowych objazdów z własnych pieniędzy.

Najsmutniejsze jest to, że wiele osób na siłę ciągle trzyma się tego jeżdżenia po tej konkretnej trasie, bo kiedyś kupili bilet. Nie widzą (albo i nie chcą zobaczyć), że tak naprawdę z roku na rok jest to coraz większa i droższa mordęga. Pomimo, że na początku obiecywano im komfort i wszystko w cenie biletu.

Dla jednych takim mitycznym biletem jest wybrany zawód albo firma, dla innych życiowy partner lub partnerka. Czasami jest nim wybór dotyczący miejsca zamieszkania, albo przekonania lub zasady, których się kurczowo trzymamy. Dopłatą za objazdy albo komunikację zastępczą bywa nasz zdrowie, poczucie szczęścia lub brak rozwoju.

Zmiana to esencja życia

Choć każdemu z nas zdarza się marzyć o spokoju, przewidywalności i poczuciu bezpieczeństwa, to te oczekiwania stoją w sprzeczności z naturą samego życia. Z definicji jest bowiem ono zmienne, wiąże się z nieustannym rozwojem i dostosowywaniem do także zmieniającego się świata. Zatem zamiast wymyślać rozwiązania na całe życie, pamiętajmy że na każdym etapie życia trzeba będzie dokonywać wyborów.

Jeżeli masz jednak ochotę na taką przewidywalną i zaplanowaną „kolejową pętelkę” to mam dla Ciebie dobre i złe wieści. Możesz sobie kupić taki bilet, ale jest on biletem jednorazowym, ważnym tylko przez określony czas. Kupując kolejny bilet być może będziesz musiał wybrać inny środek lokomocji i inną trasę.

Ma to jednak jeden istotny plus. Kiedy dokonasz złego wyboru będziesz się męczyć tylko przez jakiś czas, a potem przyjdzie czas na zmianę. To ważne, bo niektórzy decydując się na studia, pracę, miejsce zamieszkania, czy inny życiowy wybór podchodzą do tego tak, jakby to miało być już na całe życie, a tak wcale nie jest.

Przestań opowiadać „historie” lub chociaż je zmień

Ludzie uwielbiają odwlekać w swoim życiu to co niewygodne, niepewne i dyskomfortowe. Zwykle mają też dla takiego zachowania wiele wyjaśnień. Jednym z moich ulubionych jest: „bo ja w życiu wszystko prokrastynuje – po prostu tak mam”. Jest to super wymówka dla nic nie robienia. Jednak ja nie wierzę w genetycznie zaprogramowaną prokrastynację.

W innych sytuacjach można usłyszeć wiele różnych argumentów. Nie rzuciłem jeszcze palenia, bo mam teraz sporo stresów w pracy. Nie zacząłem się zdrowiej odżywiać, bo zdrowe jedzenie jest drogie. Nie zacząłem ćwiczyć, bo ostatnio jest ciągle zmęczony. Nie lubię swojej pracy, ale nie szukam nowej, bo jestem już stary i trudno będzie mi znaleźć coś nowego.

Wszystkie te argumenty nie są faktami, a jedynie interpretacjami rzeczywistości. Często lekko podkoloryzowanymi historiami, dzięki którym dajemy sobie prawo do nic nie robienia. Czasami są to też pułapki przy pomocy których nieświadomie stworzyliśmy w swojej głowie blokujące ograniczenia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - historia - zmiana myślenia

„Nie kupuję tego, to zwykły excuse*”

To sformułowanie, które nierzadko podczas spotkań coachingowych słyszą ode mnie moi klienci. Najczęściej wtedy w pewnym popłochu szukają jakiegoś innego argumentu. Szukają innej „historii”, która ładniej lub dramatyczniej umotywuje ich rzekomy brak możliwości działania.

Czasami proszę jedynie, aby mi dokładniej opowiedzieli o tym ograniczeniu. Czemu jest to przeszkodą? Czy pamiętają taki moment w swoim, życiu kiedy jej nie było? Czy to ograniczenie na pewno jest przeszkodą w działaniu, czy może jest jednak konsekwencją braku tego działania?

Kiedy słyszę od moich klientów „muszę to robić” lub „muszę tak robić” zadaję jedno proste pytanie „skoro musisz, to kto Ci każe?”. Nierzadko po chwili konsternacji odpowiadają: „ja sam”. Wtedy pojawia się drugie pytanie „Kto zatem może Ciebie zwolnić z tego „muszę”?

Bywa i tak, że słucham „historii” mojego klienta i potem proponuję mu, że opowiem ją po swojemu, z innego punku widzenia. Staram się po prostu pokazać, że te „historie” to tylko interpretacje danej sytuacji, a nie twarde i niepodważalne fakty.

Bardzo obrazowo tę kwestię opisał Sebastian Kotów w swojej książce „Masz wpływ na swoje życie”:

„Zapytałem znajomą, dlaczego nie rzuciła palenia, chociaż tak bardzo chciała. Mówi, że próbuje, ale ma tyle stresu w pracy, że gdy się stresuje to znowu pali. Wszystko przez ten stres. To jej historia.

Nie pali dlatego, że się stresuje. Pali dlatego, że kupuje paczkę papierosów, wyciąga z niej papierosa, wkłada go do ust i zapala. Dlatego pali.”

Dostrzeż historię i przestań w nią wierzyć

Kiedy przeczytałem przytoczony fragment książki poczułem się jakby uderzył we mnie piorun. Zrozumiałem bowiem, że moje stwierdzenie „jestem językowym beztalenciem” to tylko moja historia. Pozwala mi on nie angażować się za mocno w naukę języka angielskiego. Żyłem z tym ograniczeniem od lat i mocno w nie wierzyłem, podczas gdy była to tylko moja interpretacja. Wierz mi, albo nie ale po uświadomieniu sobie tego faktu, nagle angielski zaczął mi łatwiej wchodzić do głowy, a ja nabrałem ochoty do nauki.

Ważną wskazówką dla wynajdowanie historii jest sformułowanie „trudne”. Jeżeli coś jest trudne, to nie jest to fakt. Trudność jest względna i dla każdego zaczyna się w innym momencie lub na czym innym polega. Zatem jeżeli masz „trudne zadanie” do wykonania, gdzieś będzie się „trudno dostać”, coś będzie „trudne do zrobienia lub zorganizowania” to pamiętaj, że to tylko Twoja interpretacja tej sytuacji. Zaczynasz tworzyć historię, która ma ładnie wyjaśnić Twój brak aktywności w tym temacie lub co gorsza, która stanie się dla Ciebie blokadą przed zrobieniem czegoś na czym być może Ci zależy.

Czego bym nie pisał, to jestem świadom, że jesteśmy doskonałymi opowiadaczami historii i nie łatwo przyjdzie nam z tego zrezygnować. Z tego względu proponuję czasem, aby nie porzucać historii, tylko je zmieniać.

Ja mam trzy swoje turbo doładowujące historie, które w skrócie brzmią: „świat mi sprzyja”, „wszystko co się mi przydarza ma sens” i „jestem szczęśliwym człowiekiem”.

* excuse (ang.) – pretekst, usprawiedliwienie, wymówka, wytłumaczenie, tłumaczenie

Działaj na przekór – bądź w życiu jak inwestor giełdowy

Doświadczeni inwestorzy giełdowi bardzo często na pozór zachowują się wbrew logice.  A już na pewno zachowują się inaczej niż większość giełdowych graczy. Jeżeli wartość jakiś akcji na giełdzie zaczyna spadać spora część graczy je wyprzedaje. Kiedy ich wartość zaczyna rosnąc zaczynają je kupować. Doświadczony inwestor działa odwrotnie. Kupuje je właśnie wtedy kiedy ich wartość spadła, bo wtedy za tą samą kwotę kupi tych akcji więcej. Sprzedaje je zaś wtedy kiedy mają najwyższe wartości, bo wtedy ma największy zarobek.

W życiu większość ludzi kiedy ma ciężki czas nie zwalnia i nie odpuszcza, tylko dociska. Kiedy zaś nadchodzi czas luzu nie robi nic, bo to przecież się należy i nic nie trzeba. W ten sposób buja się od stanu maksymalnego przeciążenia, do niemal transowej bezaktwyności

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - przeciążnie - na przekór

Kiedy jest ciężko

W życiu każdego z nas zdarzają się momenty maksymalnego przeciążenia. To wtedy liczba obowiązków, zadań i spraw koniecznych do załatwienia nas przytłacza.

Ja lubię nazywać ten stan „stanem podtopienia”. Wyobrażam sobie, że za wszelką cenę próbuję się utrzymać na powierzchni szalejącego oceanu, a każde dodatkowe zadanie jest jak ciężar który spada mi na barki i spycha pod wodę.  Kiedy już tak walczysz z żywiołem dłuższy czas, jesteś wyczerpany fizycznie i psychicznie. Nowe zadanie, które w normalnych warunkach jest prostym i banalnym zadaniem, w sytuacji przeciążenia może stać się przysłowiowym „gwoździem do trumny”. To będzie ten kamyk, który położony na ramieniu odbierze Ci resztkę energii i wepchnie pod wodę.

Często wtedy wchodzimy w „stan paniki” – wszystko się wali, nie daję rady, świat jest przeciwko mnie. W skrajnym scenariuszu mamy ochotę nie wyhamować przed jakimś dużym drzewem i raz na zawsze pozbyć się problemów. W stanie lżejszym marzymy o utracie przytomności na dwa dni, aby wreszcie odpocząć.

Ważne jest, aby w tym momencie zachowywać się z rozwagą giełdowego inwestora. Nie myśl: w natłoku zadań jeszcze jedno małe zadanie nie zrobi różnicy – bo właśnie zrobi. Co więcej, nawet nie zauważamy ile, takich niby nieistotnych zadań sobie dorzucamy lub trzymamy się ich w ramach rutyny.

Kiedy przeciążona łódź zaczyna się podtapiać, rozwiązaniem jest pozbycie się z niej każdego zbędnego balastu. Tak samo powinno się działać kiedy przeciążeni jesteśmy my.

Kiedy ja czuję, że wchodzę w „stan paniki” lub się do niego zbliżam, zatrzymuje się i zastanawiam jakich stresorów mogę się pozbyć. Zazwyczaj są nimi wszystkie „muszę”. Muszę poćwiczyć, muszę zrobić dziennie 10 tys. kroków, muszę posprzątać mieszkanie itd. Wywalam je z całą bezwzględnością. Bo co mi po ćwiczeniach robionych na totalnym wycieńczeniu – nie zbudują mięśni, ani nie wzmocnią organizmu, a jedynie go osłabią. Co z tego, że zmęczony późnym wieczorem na siłę zrobię te 10 tys. kroków – tak tylko dobiję organizm. Już lepiej godzinę wcześniej pójść spać.

Kiedy jest luźno

Wszyscy marzymy o czasie luzu i beztroskiego wypoczynku. Jest on zresztą bardzo ważny dla naszego organizmu. Pozwala mu się zregenerować i nabrać sił przed kolejną podróżą przez życie. Problem w tym, że większość z nas nawet jak się zregeneruje to nie wyrusza w żadną życiową podróż, jeżeli nie musi.

Mościmy się w tym wygodnickim i nieobciążającym stanie, bo jest miło. To tak jakbyśmy w zimowy wieczór leżeli przy ciepłym kominku. Niby wiem, że wrzuciliśmy już ostatnią szczapę drewna i ogień zaraz zgaśnie i będzie zimno. Jest jednak za miło oby się podnieść i wyjść na moment na zewnątrz po dodatkowe drewno do kominka.

Przewidujący inwestor giełdowy zapewne po pierwszym momencie potrzebnego wypoczynku, zaczął by się jednak rozglądać z kolejną giełdową szansą. Nawet gdyby jej nie dostrzegał w tym momencie, z pewnością już zacząłby odkładać środki finansowe na przyszłą okazję.

Zatem i Ty wypocznij, zregeneruj się, ale nie wpadnij w pułapkę nic nie robienia. Być może właśnie ten moment kiedy jesteś w pełni sił, to doskonały moment na podjęcie jakiegoś nowego wyzwania. Pewnie będzie wymagało ono do Ciebie wysiłku, ale nie będzie lepszego momentu, w którym będziesz tak dobrze do niego przygotowany.

Prze_myślnik #64 – zmiana to często okazja na nową przyszłość

Zazwyczaj nie lubimy zmian w naszym życiu. Psują pewien jego porządek. Stawiają nas wobec nowych wyzwań i nierzadko odpalają nasze lęki. Często nie potrafimy dokładnie określić jaki będzie ich finalny wynik i konsekwencje.

Najtrudniejsze bywają te zmiany, które przychodzą z zaskoczenia i burzą jakiś stabilny układ, czy to w życiu prywatnym, czy zawodowym. Naturą naszych umysłów jest to, że szukają w pierwszej kolejności zagrożeń. Z tego też względu skupiają się na tym co w zmianie jest złe i co w danej chwili jest dla nas trudne.

To dlatego niektórzy z moich klientów noszą w swoich portfelach karteczkę z napisem „wszystko mija”. Dzięki niej przypominają sobie, że trudności kiedyś ustąpią. Zarazem uświadamiają sobie, że niejedną zmianę już przeszli i nie tak rzadko z perspektywy czasu okazała się ona na plus.

Kiedy ostatnio słuchałem jednego z podcastów i prowadzący zadał jego bohaterce pytanie „Czy zaprojektowała swoje życie?” usłyszałem genialną odpowiedź. Może być ona wskazówką i inspiracją dla nas wszystkich: „Nie projektowałam swojego życia. Za to wyciskała ile się dało z każdej okazji, która się w nim nadarzyła”.

Pamiętać bowiem należy, że zmiana to nie tylko zagrożenie, ale i zarazem okazja na coś nowego w naszym życiu. Genialnie wyraził tę myśl Alvin Tofller w przytaczanym dziś cytacie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - przyszłość

Czego chcesz doświadczyć? – mocne pytanie, nowa perspektywa

Chyba każdy z nas zna te problematyczne pytania dotyczący tego co chcemy robić w życiu, tego co chcemy robić w pracy lub po prostu tego, gdzie chcemy jechać na wakacje. Często te dotyczące życia lub pracy słyszymy od osób, które mają już dość naszego bezproduktywnego narzekania. Zirytowane zadają więc pytanie, które totalnie nas przygważdża, bo całkiem często nie mamy na nie jasnej odpowiedzi. Podobnie bywa z planami urlopowymi, kiedy partner lub partnerka zadają nam pytanie, gdzie chcemy jechać w tym roku.

Postawiony przed tak sformułowanym pytaniem nasz mózg szamocze się w histerycznej próbie udzielenia konkretnej odpowiedzi i za wszelka cenę próbuje uniknąć sformułowania „nie wiem”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - czego chcesz doświadczyć - doświadczenie

Poszerzenie lub zmiana perspektywy

Poszerzenie perspektywy patrzenia na problem lub jej całkowita zmiana to jedna z ulubionych technik pracy coachów. Często pozwala ona dostrzec to co nam umykało przy dotychczasowym podejściu do danego zagadnienia.  

Pytanie „Czego chcesz doświadczyć…” w życiu, pracy lub podczas wakacyjnego wyjazdu właśnie temu zabiegowi służy. Nie wywołuje ono poczucia przystawienia pistoletu do głowy i groźby jego użycia w przypadku braku odpowiedzi. Nie czujemy tej niepotrzebnej presji i możemy dać nieco przestrzeni naszej wyobraźni. Zarazem możemy posłuchać jakie odpowiedzi płyną z naszego wnętrza.

To pytanie z pewnością nie należy do łatwych. Jednak praktycznie każdemu pomaga się odblokować i zacząć opowiadać o tym czego chciałby doświadczyć. Zarazem nie przygważdża nas ciężarem odpowiedzialności, bo nie deklarujemy ostatecznie i nieodwołalnie co chcemy robić. Mówimy jedynie o tym jakiego stanu, doznania lub uczucia chcemy doświadczyć, dopuszczając że będzie on jedynie przejściowe.

„Czego chcesz doświadczyć” – 3 kroki do sukcesu przy tej technice

Kiedy już odpowiemy sobie czego chcemy doświadczyć, należy jeszcze wykonać 3 kroki.

Krok pierwszy – doprecyzuj jak rozumiesz to doświadczenie, o którym mówisz?

Kiedy ja np. deklaruje, że w te wakacje chciałbym doświadczyć przygody, wytchnienia od ciągłego biegu i oderwania od codziennej rzeczywistości to mam na myśli, że:

  • chce odkrywać jakieś nieznane mi miejsca (przygoda),
  • chce pobyć blisko przyrody (on powoduje, że naturalnie zwalniam i się wyciszam)
  • chce wyjechać za granicę (funkcjonowanie w odmiennej kulturze mocno odrywa minie od codziennej rutyny)

Co ciekawe, powyższe nie oznacza, że muszę wszystkiego doświadczyć jednocześnie. Zatem wakacje za granicą, podczas których spędzimy trochę czasu w nieznanych mi miastach, a potem zaszyjemy się na chwilę gdzieś blisko przyrody są jak najbardziej ok.

Krok drugi – zastanów się jakie konkretne działania lub sytuacje pozwolą Ci doznać doświadczeń, których poszukujesz.

W przytoczonym przykładzie całkiem atrakcyjną opcją mogą być wakacje w Portugalii. Lot do Lizbony i po paru dniach przemieszczenie się do Porto, z opcją przystanku pośredniego na 2-3 dni w jakiejś małej spokojnej miejscowości na wybrzeżu.

Krok trzeci – sprawdź i zaplanuj co musisz zrobić, aby działania lub sytuacje z kroku drugiego się wydarzyły

Dla naszego wakacyjnego przykładu oznacza to sprawdzenie dostępności lotów i hoteli. Znalezienie na Google Maps jakiejś małej spokojnej miejscowości na wybrzeżu między Lizboną i Porto. Podliczenie szacowanych kosztów i weryfikacja czy zmieścimy się w założonym budżecie.

Jeżeli nie, poszukiwanie alternatywnej opcji wakacyjnej, która pozwoli na zgromadzenie kolekcji doświadczeń, na których mi zależy.

Powyższy wakacyjny przykład jest dość banalny, ale dobrze obrazuje zasadę działania tej techniki. Zastosowanie jej w sytuacji kiedy pojawia się u mnie klient, który chce zmienić pracę, ale nie wie jeszcze na jaką gwarantuje fascynująca przygodę zarówno dla klienta, jak i dla mnie. Niejednokrotnie już takie „przygody” zaprowadziły moich klientów do nowych i ciekawych wyborów.

Pytanie „Czego chcesz doświadczyć…” doskonale sprawdzi się również w kontekście planów na weekend po ciężkim i stresującym tygodniu. Niejednokrotnie pozwoliło mi ono uniknąć bezsensownego spędzania czasu przed telewizorem.  Mój nadwerężony system nerwowy jasno bowiem komunikował potrzebę doświadczenie spokoju w przyrodzie, aby się zregenerować.

Pętla ODDA – wkurzająca, ale i skuteczna metoda na obecne czasy

Metodę tę odkryłem poniekąd dzięki moim klientom. Szczególnie tym, którzy pracują w tzw. centrach usług wspólnych, bo tu dynamika zmian w zakresie procesów, struktur organizacyjnych i zadań jest doprawdy szybka. Jak się wkrótce okazało, to szaleńcze tempo nie do końca zrozumiałych zmian dotknęło także i inne osoby pracujące w różnych firmach oraz branżach. Dało też w kość właścicielom wielu firm.

Kiedy słyszysz, albo i sam mówisz: „te ciągłe zmiany są bez sensu”, „ledwo to wprowadzili, a już zmieniają”, „gdzie tu logika tych działań”, „zmian jest tyle, że wszyscy się już gubią”, „ledwo coś obiecali, a teraz temu zaprzeczają”, „za szybko, za dużo, zupełnie bez sensu” – to ten wpis jest zdecydowanie dla Ciebie.

Okazać się bowiem może, że w tym pozornym chaosie i braku logiki jest pewna jasno określona metoda. Co prawda wymagająca i związana z pewnymi kosztami, ale zarazem często skuteczna.

Nie będę jednak ściemniał, w części przypadków będzie to po prostu efekt zwykłego bałaganu i braku kompetencji. Warto jednak zastanowić się w której grupie się znaleźliśmy i chyba co najważniejsze, przestać wyczekiwać, że ten proces zmienności któregoś dnia się skończy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pętla odda - cykl odda - działanie

Działaj szybko, mimo niepełnej wiedzy

Pętla ODDA jak wiele technik i strategii działania ma swoje źródło w wojskowości, a dokładniej w technice walk powietrznych. Jej twórcą jest pułkownik John Boyd, który jako pilot myśliwca miał przydomek „Boyd 40 sekund”. Zyskał go dzięki swojej umiejętności szybkiego przedostawania się na tył samolotu wroga, dzięki czemu wygrywał pojedynki powietrzne. W skrócie można powiedzieć, że jego metoda sprowadzała się do zasady „działaj szybko, mimo niepełnej wiedzy” i bazowała na czterech krokach:

  • obserwuj samolot wroga
  • zorientuj się we własnej sytuacji
  • podejmij decyzję odnośnie swojego następnego posunięcia
  • podejmij akcję i strzelaj!

Następnie powtórz wszystkie kroki od początku i powtarzaj je, aż do wygrania pojedynku.

Siłą tej metody jest szybkość działania i wyeliminowanie paraliżu decyzyjnego. Chodzi o podjęcie przez pilota maksymalnej liczby decyzji w danym czasie. Dzięki temu wyprzedza on działania wroga. Pamiętać jednak należy, że  pilot z szybszą pętla ODDA marnuje też więcej pocisków.

Dziś w biznesie ta technika jest wykorzystywana do tego, aby szybciej przejść przez proces decyzyjny i wyprzedzić konkurencje w dostosowywaniu się do warunków rynkowych. Stąd szybkie zmiany w procesach, strukturach organizacyjnych i zadaniach. Działania konkurencji i otoczenie rynkowe zmieniają się dynamicznie, przez co zmienia się również nasza pozycja, zatem możliwe są częste zwroty akcji. Zwroty te na pozór mogą wyglądać na nielogiczne w konkretnym łańcuchu decyzji. Podobnie jak w przypadku pilotów z najszybszą pętlą ODDA, również firmy z dużą dynamiką w tej pętli wśród wielu dobrych decyzji będą podejmowały również sporo złych, które będą wymagały korekty.

Pętla ODDA w biznesie

Ta lotnicza metoda stosowana w biznesie również składa się z czterech kroków, określanych jako:

  • obserwacja – pozyskaj informacje ze świata zewnętrznego oraz rozpoznaj co się dzieje
  • orientacja – zorientuj się czego dotyczą zdobyte informacje
  • decyzja – zdecyduj co zrobisz w odpowiedzi na daną sytuację
  • akcja – podejmij zdecydowane działanie
Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pętla odda - cykl odda

Niemniej jednak, aby ta metoda miała szanse powodzenia należy pamiętać o kilku kluczowych założeniach, o których wspomina w jednej ze swoich książek Vishen Lakhiani:

  • zrób wszystko, co w Twojej mocy, żeby przyśpieszyć cykl podejmowania decyzji
  • poruszaj się szybko, skręcaj i ucz się po drodze
  • upadaj szybko, upadaj często, wyciągaj wnioski
  • pogódź się z szybkimi innowacjami i zmianami
  • komunikuj się często i otwarcie

To ostatnie założenie jest szczególnie istotne w kontekście osób, których decyzje wynikające z tej metody dotykają. Mogą się one bowiem czuć zagubione w zmienności i ewentualnej sprzeczności zapadających decyzji. Zarazem powinny mieć świadomość dopuszczalności błędów w tych decyzjach, aby je dostrzegając nie obawiały się ich otwarcie komunikować. Dzięki temu możliwe będą szybkie działania korygujące.

Prze_myślnik #63 – dobre decyzje podejmujemy w dobrym stanie

W pracy z częścią moich klientów czasami zdarzają się momenty, kiedy dopada ich totalna demotywacja. Mają wszystkiego dość, wątpią w słuszność swoich decyzji, a wizję przyszłości pokrywa czarnowidztwo. Jakby tego było mało są na spotkaniu mało uważni i czasami lekko rozdrażnieni.

Wiem, że wierzą oni wtedy w takie postrzeganie swojej sytuacji i otaczającego ich świata. Ja zaś nie walczę z tym postrzeganiem, a jedyni mówię, że rozumiem, iż tak teraz widzą tę sytuację. Nie próbuję ich na siłę zmotywować, nie daję dodatkowych zadań i wyzwań. Co więcej, często proszę o chwilowe odpuszczenie, a nawet przerwanie niektórych wcześniej ustalonych aktywności.

Nie robię tego, bo się z nimi zgadzam. Nie zanurzam się też z nimi w tym ich poczuciu beznadziejności. Najczęściej widzę po prostu, że w danej chwili są mega zmęczeni. Rozmawiam więc z nimi o tym, co mogą zrobić, aby odpocząć i się zregenerować lub chociażby jak mogą ochronić resztki swoich zasobów energii.

Wierzę w parcie do przodu, pokonywane swoich słabości i świadomą zmianę. Życie nauczyło mnie jednak, że czasami od tego wszystkiego ważniejsze jest to, aby na chwilę przystanąć, dobrze się wyspać i złapać spokojnych oddech. To wyhamowanie jest po to, aby doładować życiowe akumulatory i dopiero wtedy z tak odbudowanym potencjałem energetycznym ruszać do przodu.

Mimo to niejednokrotnie to proste działanie jest wielkim wyzwaniem dla wszystkich zadaniowców, wojowników, hiper ambitnych menedżerów i dla jeszcze całej rzeszy innych ludzi. Często muszę im pokazać co się z nimi dzieje i jak to na nich wpływa, aby w ogóle dopuścili w swojej świadomości możliwość spowolnienia.  

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - dobre decyzje - dobrostan - energia

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close