Rafał Markiewicz

Blog

Stagnacja, która zabija jakość życia

Spora część osób zapytana o czym marzy odpowie, że o bezpieczeństwie i „świętym spokoju”. Tak żeby wreszcie odpocząć. Wydaje mi się, że wypowiadają to życzenie motywowani chwilą obecną, ale nie do końca uświadamiając sobie jego prawdziwe konsekwencje.

Ten przysłowiowy „święty spokój” ma często swoje drugie oblicze, którym jest życiowa stagnacja, która prowadzi do obezwładniającej nudy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stagnacja - rozwój - jakość życia

Doskonale spuentowała to dawno niewidziana sprzątaczka z mojego bloku, z którą kiedyś sobie ucinaliśmy krótkie pogawędki i zawsze życzyliśmy „dobrego dni”. Kiedy powiedziała, że jest już na emeryturze, zapytałem jak jej teraz jest. Czy ma wreszcie spokój i może odpocząć. Odpowiedziała: „Strasznie, budzę się każdego dnia i nie wiem po co.”

Zaczynam zawsze ambitnie

I to nawet niezależnie od naszej woli. Będąc dziećmi nieustanie uczymy się i rozwijamy. Uczymy się mówić, chodzić, czytać, rozumieć świat i ogólne zasady nim rządzące. Zmienia się nasze ciało i postrzeganie świata, zatem wciąż musimy się do tego dostosowywać. Wraz z ukończeniem studiów i rozpoczęciem kariery zawodowej u większości osób ten rozwój istotnie spowalnia.

Oczywiście pojawienie się dziecka, jest dla nas kolejnym bodźcem rozwojowym. Jednak wiele osób z tego bodźca robi też wymówkę dla braku rozwoju w pozostałych obszarach. Rezygnuje ze swoich planów i marzeń, „bo jest dziecko”. Najczęściej jednak nie miałoby odwagi, aby w odpowiedzi na pytanie dorastającego dziecka o to czemu nie zrealizowali swoich marzeń odpowiedzieć mu „bo się urodziłeś”.

Według tej zasady wykres naszego życia można narysować tak:

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stagnacja - rozwój - jakość życia

Złam schemat

Vishen Lakhiani w swojej książce „Kod nadzwyczajnego umysłu. Dziesięć reguł niezwykłego życia” podpowiada, aby złamać ten schemat życia i zamienić powolny, miarowy rozwój na zdecydowanie mniej poukładaną, a nawet bardzo poszarpaną linię.

Koncepcja ta obrazowo wygląda mniej więcej tak:

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stagnacja - rozwój - jakość życia

Wydaje się ona zdecydowanie bardziej atrakcyjna od wcześniejszej. Zakłada jednak, że bezpieczeństwo i „święty spokój” nie są celem naszego życia.

Jako cel stawia ciekawą podróż przez życie, z całym bagażem różnych doświadczeń. Tych dobrych i pozytywnych. Jak i tych złych, kiedy powinie nam się noga.

Chciałbym też uczulić na jeden fakt. Każdy spadek w dół na tej linii nie jest tak wielki, abyśmy musieli po nim zaczynać od przysłowiowego zera. Zawsze spadamy tylko trochę. Co więcej, w każdej porażce, czy potknięciu może być ukryty zalążek nowych możliwości. W dużej mierze od nas samych zależy, czy go tam dostrzeżemy.

Wsteczny interwał – jeden z sposobów na pozytywny stan ducha

Poznałem ostatnio ciekawą koncepcję, według której sukces w życiu rozumiany jako życiowe spełnienie uzależniony jest między innymi od dwóch elementów kształtujących nasze działania. Chodzi o posiadanie własnej wizji przyszłości, a mówiąc bardziej poetycko koncepcji jakie piętno chcemy odcisnąć w świecie swoim życiem. Drugim jest pozytywny stan ducha (poczucie szczęśliwości) z jakim powinniśmy podchodzić do wypełniania tej wizji.

Dla jasności, to fragmentaryczny opis całej koncepcji. Ale właśnie o skupienie na tym fragmencie mi chodzi. Sprowokowały mnie do tego słowa Vishena Lakhiani „Stawiaj sobie wielkie cele – ale nie uzależniaj od nich swojego szczęścia. Musisz być szczęśliwy, zanim je osiągniesz.”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wsteczny interwał - szczęśliwość

Jak to z tym szczęściem bywa?

W naszej kulturze wyjątkowo ciężko, bo jako naród słyniemy z utyskiwania, narzekania, opowieści o doskwierających nam problemach zdrowotnych i kultywowania nierzadko wypaczonej martyrologii. Człowiek szczęśliwy, uśmiechnięty i zadowolony z życia wydaje się z mety osobnikiem podejrzanym.

Z drugiej strony jako ktoś mówi, że chce być w życiu szczęśliwy, to ma często wizję permanentnego stanu wiecznej szczęśliwości. Ma to działać tak, że jak się już wejdzie na jakiś tam mityczny poziom szczęścia, to się na nim już pozostaje. Sorry bardzo, ale tak to nie działa. Poczucie szczęścia nie jest stanem stałym. Jest ono ulotne i zmienne. Między innymi z tego powodu trzeba o nie dbać.

Jednak żeby o nie dbać, trzeba w ogóle do takiego poczucia szczęścia dojść. Dotykamy tutaj ciekawego paradoksu, który często powoduje, że za tym szczęściem wciąż gonimy i nie możemy go dopaść. Paradoks ten odnosi się koncepcji przedniego i wstecznego interwału.

Przedni interwał – zgubna pułapka

Większość z nas ma wpojone podejście patrzenia w przyszłość i porównywania jej ze stanem obecnym. Kiedy myślimy o przyszłości snujemy pomysły na to co chcemy osiągnąć i do czego chcemy dojść. Z definicji więc przyszłość wydaje się lepsza i bardziej atrakcyjna, a stan obecny pokazuje jak daleko nam do jej osiągnięcia.

Jakby tego było mało, łączymy to spojrzenie z podejściem do szczęścia. Ma się oni pojawić w naszym życiu jak tylko… osiągniemy wymarzone stanowisko w pracy, zbudujemy udany związek, wyprowadzimy się za granicę, odchowamy dziecko lub zgromadzimy odpowiednią sumkę na naszym koncie bankowym.

Sęk w tym, że jak tylko osiągniemy wymarzone stanowisko, zaczniemy marzyc o kolejnym, bo jest lepsze. Jak zbudujemy udany związek, zaraz zaczniemy kombinować co powinno się w nim poprawić, aby był jeszcze bardziej udany. Wyprowadzka za granicę może być fajna, ale zaczynanie życia od nowa w nowym miejscu nigdy nie jest łatwe. Zaraz więc wyznaczymy sobie cel jakie to życie za granicą musi być, aby było szczęśliwe. Jak odchowamy dziecko, nadal pozostanie ono naszym dzieckiem i będzie miało swoje dorosłe problemy. Jak zgromadzimy docelową sumę na koncie, wraz ze zbliżaniem się do niej zaczniemy czuć, że jednak była wyznaczona na zbyt niskim poziomie i podbijemy na poziom, który będzie zdawał nam się właściwy.

Wniosek z tego podejścia jest jeden. Wciąż będziemy gonili w swoim życiu za szczęściem i pozytywnym stanem ducha, bo uzależnimy je od „magicznych punktów”, której mają nam je dać. Sęk w tym, że wraz z dochodzeniem do tych punktów, inne wydadzą nam się jeszcze bardziej magiczne i szczęśliwsze.

Działamy więc zawsze z poziomu poczucia braku i gonimy coś nieuchwytnego. Można zatem założyć, że porażkę wpisujemy z definicji w tak określony cel. Najprawdopodobniej z czasem zabraknie nam też energii i motywacji do tej pogoni.

Wsteczny interwał

Psycholog biznesu Dan Sullivan proponuje inne podejście, które nazwał wstecznym interwałem.  Zamiast patrzeć w przyszłość i szacować ile nam jeszcze do niej brakuje, proponuje on spojrzeć w przeszłość i zobaczyć ile już osiągnęliśmy.

Kiedy dopadnie Cię rozczarowanie, zniechęcenie lub marazm zadaj sobie pytanie: z czym się porównuję. Najczęściej wyjdzie, że porównujesz się z jakimś ideałem.

Zatrzymaj się więc i obejrzyj wstecz. Porównaj swoją obecną sytuację w danej dziedzinie z tym od czego zaczynałeś. Najczęściej ze zdumieniem odkryjesz jak wiele się już nauczyłeś i jakie zrobiłeś postępy. W codziennym działaniu często o tym zapominamy i nie docenianym tego.

Pozwoli Ci to wyzwolić się z negatywizmu wizji barków przy patrzeniu w przyszłość i podnieść swój stan ducha do pozytywnego poprzez dostrzeżenie pełni Twoich postępów.

Dopiero z takim poczuciem sprawczości i pozytywnym stanem ducha powinniśmy podchodzić do realizacji wielkich celi. Zazwyczaj są on bowiem odległe i droga do nich wymaga odpowiedniego paliwa, które nas napędzi.

3 filary satysfakcji z pracy

Nadchodzi koniec wakacji a wraz z nim u całej rzeszy osób potrzeba dokonania jakiś zmiany w życiu. To najczęściej efekt wakacyjnego oderwaniu od codzienności i pojawiających się wtedy refleksji i przemyśleń.  

Jednym z obszarów życia jaki bierzemy wtedy często na celownik jest praca. Zastanawiamy się czy nie warto jej zmienić. Często mamy też problem z określeniem jaką pracę chcielibyśmy w zamian. No i zostaje odwieczny dylemat, czy w obecnej jest faktycznie aż tak źle, żeby teraz angażować się w zmianę i ryzykować w nowym miejscu pracy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - 3 filary satysfakcji z pracy

Zasadniczo nie da się zbudować jednej uniwersalnej instrukcji jak w takiej sytuacji postępować. Po pierwsze, każdy jest na innym etapie rozwoju zawodowego. Po drugie, każdy dysponuje różnymi umiejętnościami i sytuacją życiową. Po trzecie wreszcie, każdy z nas ma innych temperament i potrzeby finansowe.

Satysfakcja z pracy

Zdaje się jednak, że istnieje pewna wskazówka, która może byś swoistego rodzaju drogowskazem. Pomija ona uwarunkowania zewnętrzne. Odnosi się za to do tego, czy odczuwamy satysfakcję z tego co robimy w naszej pracy.

Bazą do poczucia tej satysfakcji są trzy filary:

Autonomia – chodzi o to, czy w swoich działaniach zawodowych masz w jakimś zakresie możliwość samodzielnego decydowania o tym jak te zadania wykonasz lub zorganizujesz. Co ciekawe wiele osób myśląc o autonomii oczekuje jakiś spektakularnych decyzyjności. Są lekko zszokowani, kiedy tłumaczę im, że autonomie w swoim działaniu ma nawet sprzedawca w małym sklepiku osiedlowym. To tylko i wyłącznie on decyduje czy będzie dla klientów super miły, czy będzie czasami coś doradzał i czy będzie wchodził w dialog z klientami. Znam takie sklepy, w których spotkanie z obsługą jest zawsze fajnym wydarzeniem i wiąże się z jakąś miłą konwersacją.

Czy się czegoś uczymy – a w zasadzie doprecyzowałbym, czy możemy się czegoś nowego uczyć. To ważne rozróżnienie, bo nierzadko choć jest taka możliwość, to pracownikowi się nie chce. Potem natomiast opowiada innym, że w pracy w ogóle się nie rozwija.

Czy to ma jakiś większy sens – i tutaj pojawia się największy obszar do dyskusji, bo ocena sensowności działań bywa bardzo subiektywna. Dodatkowo często jako pracownicy patrzymy wąsko na nasz zadania i przez to im umniejszamy. Pamiętam dyskusje z pracownikiem działu zakupów dużej firmy, który wspominał o bezsensowności swoich działań i nudnym przetwarzaniu zamówień. Był zaskoczony, kiedy uświadomiłem mu, że jest jednak bardzo ważny, bo jeśli źle złoży zamówienie lub go nie złoży w ogóle, stanąć może spora część produkcji w jego firmie. Podobnych dyskusji przeprowadziłem już zresztą całe mnóstwo.

Oczywiście to nie jest jedyne możliwe, ani nawet najwłaściwsze podejście. Może się za to ono stać, fajnym sposobem weryfikacji. Szczególnie jak wpadniesz na pomysł, że zostaniesz np. ball picker’em* na hiszpański polach golfowych. Na pierwszy rzut oka, może i fajna robota, ale czy da Ci satysfakcje w trzech wspomnianych wyżej filarach?

* Ball picker na polu golfowym – osoba odpowiedzialna za wyszukiwanie zgubionych piłek golfowych, w tym również za wyławianie ich z różnego rodzaju zbiorników wodnych na tych polach zlokalizowanych.

Prze_myślnik #67 – poruszaj się powoli

Dzisiejszy świat niemal nas popycha do pędu. Szybkość, dynamika, działanie to hasła współczesnej codzienności. Wciąż przyśpieszamy, upraszczamy i automatyzujemy, żeby było szybciej i sprawniej.

W tym pośpiechu gubimy refleksję. Gubimy też często świadomość, zastępując ją mechanicznymi nawykami. Przyśpieszając zaczynamy się coraz częściej mylić i popełniać błędy, nierzadko nie mając w ogóle świadomości ich popełniania.

Znam sporo menedżerów i życiowych fighterów, którzy uznają samych siebie za wybitnych poskramiaczy rzeczywistości. Czasami znam też ich współpracowników i znajomych, którzy mówią o niejasnych komunikatach, zbyt dużych skrótach myślowych, chaosie, nerwówce i wiecznym działaniu w niedoczasie.

W opozycji do nich są ludzie, którymi się fascynujemy. Kiedy dociekam i dopytuje co jest takiego w tamtym człowieku, że aż tak Cię zafascynował często w odpowiedzi słyszę: „jego wewnętrzny spokój”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - poruszaj się powoli

Jesteś szczęśliwy, czy tylko pogodzony ze swoim losem?

Czytam książki rozwojowe i psychologiczne, aby wciąż poszerzać swoje horyzonty, znajdować lepsze metody pracy oraz odkrywać ciekawe przykłady i porównania. Szczególnie cenię te pozycje, które wyrywają mnie z mentalnego autopilota i jednym celnym zdaniem lub pytaniem pobudzają do refleksji.

Pytanie „Jesteś szczęśliwy, czy tylko pogodzony ze swoim losem?”, właśnie do takich należy. Uświadamia bowiem bardzo mocno, że być może nie jesteśmy wcale tacy szczęśliwi jak twierdzimy, tylko jakoś się w tej naszej sytuacji umościliśmy i teraz sami sobie wmawiamy, że wszystko jest ok.

Doskonale to zjawisko opisują słowa jakie w pierwszym odcinku „Przyjaciół” wypowiada Monica do Rachel: „Witaj w prawdziwym świecie. Jest do kitu. Pokochasz to.”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szczęście - pogodzony z losem

Ułuda bezpieczeństwa

Wiele osób w pierwszym odruchu dąży do odnalezienia w życiu poczucia bezpieczeństwa. Jego realizację opieramy na różnych przesłankach. Pracy na etacie, byciu w związku, posiadaniu określonej poduszki finansowej itd. Sęk w tym, że poczucie bezpieczeństwa bywa złudne i może prysnąć w jednym momencie. Co ostatnio szczególnie dobitnie pokazał nam COVID i wojna na Ukrainie.

Nawet bez tak spektakularnych zdarzeń ludzie na etatach tracą pracę, długoletnie związki się rozpadają, a założone poduszki finansowe w zderzeniu z różnymi sytuacjami życiowymi bywają niewystarczające. Stawiając bezpieczne życie ponad wszystkim niemal z automatu wykreślamy z naszego planu życie spełnione. Próbujemy je jedynie przetrwać, zapominając o smakowaniu prawdziwego życia.

Zapomniane marzenia

Ile z Twoich marzeń udało Ci się spełnić? Czy są jakieś, które przekreśliłeś, bo były zbyt ambitne, bo nie pasowały Twoim rodzicom lub bliskim, bo… No właśnie, za co przehandlowałeś swoje marzenia?

Kiedy rezygnujemy z naszych aspiracji i ambicji rezygnujemy jednocześnie z jakiejś części nas samych. Części, która gdyby miała szansę się rozwinąć, mogłaby nas poprowadzić w zupełnie nowe kierunki i obszary. Która mogłaby spowodować, że rozkwitlibyśmy w pełni i w zupełnie nowy sposób.

Zakotwiczenie w miejscu

Woda, która długo stoi w ogrodowej sadzawce z czasem się zamula, czarnieje i przestaje być natleniona. Staje się wodą pozbawioną życia. Kiedy doprowadzimy do niej strumyk, nowa woda wprowadza do sadzawki nowe życie. Wypłukuje stare złogi, natlenia wodę i wprawia ją w ruch.

Tak samo jest z nami, kiedy tkwimy od lat w tym samym miejscu. Stajemy się zasiedziali, bez energii i polotu. Niby żyjemy, ale wewnętrznie stajemy się puści i martwi. Idąc do przodu, próbując nowych rzeczy rozwijamy się i dajemy sobie szansę na samorealizację. Energia wprawiona w ruch, zaczyna poruszać otaczające nas zasoby. Wielu ludzi odnoszących dziś życiowe sukcesy zaznacza, że te wielkie zmiany w ich życiu zaczęły się kiedyś od jednego małego kroku

Czy wszyscy muszą być szczęśliwi? Czy wszyscy muszą się wciąż rozwijać? Czy ciągle musimy się mierzyć z nowym lub pokonywać przeszkody? Oczywiście, że nie.

Wypadałoby jednak kiedyś się zatrzymać i zadać sobie to tytułowe pytanie „Jesteś szczęśliwy, czy tylko pogodzony ze swoim losem?”. Szczera odpowiedź można nas pchnąć do zmian w naszym życiu. Może też z nas zdjąć to nieustające napięcie i zwolnić z presji szczęśliwości. Bo zamiast wciskać innym kit o naszym rzekomym szczęściu, możemy szczerze powiedzieć, że po prostu jesteśmy pogodzeni ze swoim życiem.

Już nawet odświeżyłam/em CV – zaklęcie, groźba, czy klątwa

Jesteśmy mistrzami markowania ruchów i działań. Przy czym, nie zawsze robimy to do końca świadomie. Powiem więcej, czasami nawet miewamy wrażenie, iż dokonaliśmy takiego postępu, że WOW! Jednak jakoś, nie wiedzieć czemu, nic się nie dzieje.

Tak jest właśnie z deklaracją: „Już nawet odświeżyłam/em CV”, którą słyszę od klientów i znajomych. Często po prostu nic nie idzie za nią dalej. Jednak dana osoba ogłasza tę informację niemal z triumfem.

To trochę tak, jakby ktoś kto chce jeździć samochodem, ale nie ma ani prawa jazdy, ani rzeczonego samochodu oświadczał „właśnie kupiłem kanister paliwa”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - curriculum vitae - cv

W pracy jak w życiu

Wiadomo, że w pracy tak samo jak w życiu zdarzają się rożne sytuacje.

Bywają fajne i nie fajne momenty. Czasami przybija nas poczucie braku rozwoju lub braku wpływu na to co się dzieje. Kiedy indziej mamy dość odpowiedzialności i koniecznych do podjęcia decyzji, które na nas ciążą. Nierzadko – tak przynajmniej wynika z mojej pracy z klientami – brakuje nam docenienia naszej pracy przez szefa, albo zespół. Kiedy indziej, chcemy po prostu więcej zarabiać lub dokonać jakiejś rewolty w życiu zawodowym i zająć się czymś innym. Każdy z tych czynników może być przyczyną zmiany.

O ile jest świadoma i przemyślana jestem z tym ok. i ją wspieram. Jednak wbrew pozorom, nie tak rzadko, przemyślana wcale nie jest. Co więcej, większość klientów chce po prostu uciec od tego co jest, niż ma plan dążenia w jakimś konkretnym kierunku. Jeszcze większą ciekawostką jest to, że ok. 20-30% klientów przychodzących do mnie na coaching kariery i chcących zmienić swoją pracę, po naszych wspólnych spotkaniach decyduje się zostać w firmie, w której pracują.

Wystarczyło im wygadanie się o pracy i wyrzucenie jakiś niedobrych emocji. Czasami to ja im pokazuję, że na daną sytuację można spojrzeć z jeszcze inne strony i niekoniecznie mają rację w jej ocenie. Wciąż zaskakuje mnie jak często muszę wyjaśniać mechanizmy pracy przełożonych i to, że nie zawsze decyzje, które oni przekazują są ich własnymi decyzjami.

Niezłym szokiem dla moich klientów bywa odkrycie faktu, że ich praca nie jest jednak bez sensu i że wnosi wartość do firmy oraz tego, że nawet jak szef niewystraczająco to podkreśla, to sami mogą ją docenić. Czasami też w swojej zapalczywości, a bywa że i gniewie, zapominają, że można zmienić stanowisko i niekoniecznie trzeba to robić w innej firmie.

Oczywiście bywają i takie sytuacje, w których nawet nie podejmuję z klientem dyskusji o obecnej firmie. Szczególnie, gdy mój klient jest wyzyskiwany, albo szef swoimi zrachowaniami, decyzjami i oczekiwaniami doprowadza do ruiny jego zdrowie lub życie prywatne.

Po co odświeżam to CV?

Jeżeli robię to świadomie w ramach szeregu innych działań związanych z planem zmiany pracy, to jego odświeżenie jest jednym z koniecznych kroków do wdrożenia tej zmiany w życie.

Jeżeli jednak tylko je odświeżam i nie robię nic więcej, oznacza to że widocznie wierzę w jego magiczną moc. Jakie są zatem magiczne właściwości CV?

Zaklęcie

Nie lubię mojej pracy. Jestem na nią obrażony i tak w ogóle to nie lubię pracować. Chcę żeby było miło, przyjemnie i żeby wszyscy mnie doceniali. Odświeżam moje CV, żeby dać wszechświatowi/losowi znać, że jestem gotowy na zmianę. Więc siedzę i błyszczę wyczekując utęsknionej zmiany w pełnym poczuciu, że przecież zrobiłem tak wiele, aby siły rządzące wszechświatem to dostrzegły.

Groźba

Nic nie mogę. Nie jestem w stanie postawić asertywnych granic lub powiedzieć wprost, że coś jest nie tak lub mi nie pasuje. Nie mam też odwagi, albo możliwości, zmiany pracy. Zemszczę się zatem na moim szefie, firmie w inny sposób.

Trzy skrzydła muchy końskiej, cztery żabie udka, pięć splunięć przez lewie ramię o północy i cichobieżna klawiatura podłączona do netu. Tym oto zabójczym wywarem stworzę narzędzie zniszczenia – moje odświeżone CV.  Bójcie się zatem wszyscy, zabiegajcie o mnie i dajcie mi podwyżkę, bo jak nie, to…..

No właśnie co? Najczęściej nic, co najwyżej za jakiś czas znowu je odświeżę.

Klątwa

I tu się większość zdziwi, bo napisanie CV bez wplecenia tego w inne działania zmierzające do zmiany pracy jest rzuceniem klątwy uwiązania/zniewolenia. Przy czym, rzucamy tę klątwę nie na innych, a na samych siebie.

Sądzimy, że zrobiliśmy już tak wiele aby zmienić naszą sytuację, że nie musimy robić już nic więcej. Karmimy się zatem iluzją działania i nią żyjemy. Zasiadając z naszym kanisterkiem paliwa na kanapie i snując wizję jak już cudownie śmigamy samochodem po całym świecie.

Okno odporności / rezyliencji

Wielu z nas pewnie przytrafiła się trudna lub stresująca sytuacja, która nas nieco zablokowała. Jak to się ładnie mówi „zamroziła”. Jednak niewiele osób ma świadomość, że reakcja na tego typu sytuację może być zupełnie odwrotna.

Wchodzimy wtedy w stan hiperaktywności. Często powiązany z mocnym skupieniem na realizacji danego zadania, pomimo napotykanych trudności. Choć często pękamy z dumy, że jesteśmy tacy zaradni i odporni, to nie wiedzieć czemu po zrealizowania tego zadania czujemy się „dziwnie”. Jesteśmy rozedrgani fizycznie i emocjonalnie. Nie możemy się uspokoić, ani wyhamować myśli.

Przyczyna leży w tym, że wypadliśmy z tzw. „okna odporności / rezyliencji”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja

Czym jest rezyliencja

Generalnie można powiedzieć, że jest to umiejętność lub proces umożliwiający człowiekowi odpowiednie reagowanie na napotykane przeciwności. Przejawiający się zdolnością do:

  • zapobiegania zaburzeniom związanym ze stresem, takim jak np. lęk czy depresja
  • szybkiego i pełnego „dochodzenia do siebie” po trudnym lub stresującym doświadczeniu
  • poprawy sprawności umysłowej i funkcjonowania w zmieniającym się otoczeniu.

Niejednokrotnie spotykałem się z osobami, które twierdziły, że nie mają odporności psychicznej (rezyliencji). Jest to jednak stwierdzenie nieprawdziwe, bo każdy z nas ją ma. Pytaniem jest jednak to, jaki jest jej poziom. Czym będzie on niższy, tym większa liczba sytuacji będzie dla nas trudna

Okno odporności / rezyliencji

Każda stresująca sytuacja wyzwala reakcję naszego organizmu. Wyzwalane jest pobudzenie stresowe, które przejawia się napięciem mięśni, podniesionym ciśnieniem krwi, szybszym biciem serca i przyspieszonym oddechem. Wzrasta również poziom cukru we krwi. Mówiąc wprost, organizm koncentruje się na wyprodukowaniu dodatkowego paliwa, które zasili nasze mięsnie. Będą one kluczowe w sytuacji, w której konieczna będzie walka lub ucieczka.

Zazwyczaj, w reakcji na daną sytuację generujemy jakiś ruch, który powala nam się pozbyć nadmiaru zgromadzonego paliwa i organizm wraca do normy. Jednak nie zawsze tak jest.

Czasami nasze pobudzenie w odpowiedzi na reakcję stresową nie jest właściwe. Oznacza to, że jest ono zbyt wysokie lub spada poniżej optymalnego. Poziom optymalny, to przedział pobudzenia nazywany właśnie „oknem odporności /rezyliencji”. Jeżeli wszystko jest w porządku mieścimy się w tym oknie. Kiedy nie jest, wypadamy z niego i to nie zawsze w dół.

O ile takie „wypadnięcie” jest krótkotrwałe, w miarę szybko wracamy do normy. Jednak jeśli trwa zbyt długo, może powodować poważne konsekwencje zarówno w kontekście sprawności umysłowej jak i stanów fizycznych.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja - standard
Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja - emocje

Dobrze pamiętam jeden piątek, w trakcie którego miałem nagromadzenie masy trudnych zadań od samego rana do wieczora. Wydawało mi się, że przebrnąłem przez ten dzień całkiem dobrze. Tym bardziej, że dowiozłem wszystkie zadania. Kiedy jednak wsiadłem do samochodu o godz. 22:00 i musiałem przejechać 20 km zauważyłem, że coś jest nie tak. Bardzo silnie odbierałem wszystkie bodźce z otoczenia. Wydawało mi się, że jest nad wyraz duży ruch samochodów. Złapałem się też na tym, że moje myśli wciąż intensywnie krążą przy zakończonych zadaniach, a ja jestem rozkojarzony. Kiedy dotarłem na miejsce weekendowego wypoczynku, wciąż nie mogłem się uspokoić. Byłem emocjonalne i mentalnie rozedrgany.

Całe szczęście byłem świadomy mechanizmu, który się wydarzył i wiedziałem jak na tę sytuację zareagować. Jedną z technik może być np. głośne wypowiadanie tego co się właśnie widzi np. samochód stoi na parkingu, niebieski dom za zielonym płotem, znak drogowy przy ulicy itd. itp. Ta technika „uziemia” nas w tu i teraz, oraz odciąga umysł od ciągłego analizowania problemu/zadania.

Dopiero po takim wstępnym wyhamowaniu umysłu, możemy przejść do relaksujących technik oddechowych. Ja wybrałem jednak nieco inne rozwiązanie. Po prostu poprosiłem ukochaną osobę, aby przytuliła mnie i przytrzymała w objęciach przez parę minut.

Nie sama rezyliencja się liczy

Ważną kwestią, o której wiele osób zapomina jest fakt, że nasza rezyliencja nie funkcjonuje w oderwaniu od otoczenia. Choć nasze pobudzenie może być na standardowym dla nas poziomie, to może się okazać, że danego dnia wykracza ono poza nasze okno rezyliencji.

Jak to jest możliwe? Dzieje się tak kiedy nie zadbaliśmy o swoją kondycję lub odpowiednią regenerację. Kiedy nasz dobrostan uległ pogorszeniu i to wcale nie z powodu trudnych sytuacji czy stresu. W przypadku niedoborów snu, przemęczenia, niewłaściwego odżywiania czy mogącego się łatwo przytrafić latem odwodnienia organizmu nasz okno rezyliencji ulega okresowemu zwężeniu. W takiej sytuacji nie trudno o problemy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja - wąskie

Drzewo wiedzy –  podstawa dla tego co wiesz

Żyjemy w czasach, w których mamy dostęp do ogromu wiedzy i musimy sobie radzić z dynamicznym jej przyswajaniem. Bardzo często nie starcza nam czasu na głębsze zrozumienie danego tematu, czy metodologii. Pozostaje nam jedynie wychwytywanie w biegu jej fragmentarycznych części lub zapamiętywanie doraźnych rozwiązań bez głębszego ich zrozumienia. W pewnym momencie zaczynamy być tym wszystkim przytłoczeni i ogrania nas uczucie chaosu. Wakacje to dobry moment, aby na chwilę wyhamować i odzyskać kontrolę nad tym chaosem.

Wbrew pozorom, nie będę sugerował głębokiego wypoczynku czy jakiegoś relaksu. Odwołam się do na pozór zwyczajnej i z lekka nudnej pracy u podstaw.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - drzewo wiedzy - rozwój

Sterta pomieszanych liści (wiedzy)

Każdy fragmentaryczny kawałek wiedzy jest jak samodzielny liść usypany z innymi w kopczyk, o który musimy dbać, aby nie rozwiał go wiatr nowej wiedzy. Zarazem odwołanie się do danej wiedzy przypomina nurkowanie w tym kupcu i odszukiwanie tego właściwego listka z potrzebną nam informacją. Jak łatwo się domyślić te poszukiwania zabierają nam czas i męczą. Dbanie o jako takie uporządkowanie kopczyka ciągle nas rozprasza i pochłania określone zasoby energii.

Wyhoduj swoje drzewo wiedzy

Kiedy słyszymy o takich firmach jak Tesla czy SpaceX, często zakładamy, że ich założyciel Elon Musk jest z wykształcenia jakimś inżynierem, specjalistą od budowy pojazdów lub statków kosmicznych. Prawda jest jednak taka, że w momencie kiedy zakładał te firmy, nie miał pojęcia o dziedzinach, w których one działają.

Kiedy zapytano go w jakich sposób zdołał tak szybko przyswoić ogrom wiedzy w tak skomplikowanych obszarach wiedzy, w odpowiedzi udzielił interesującej wskazówki. „Ważne, aby postrzegać wiedzę jako coś w rodzaju drzewa semantycznego. Trzeba najpierw zadbać o zrozumienie podstawowych zasad, czyli pnia i gałęzi, zanim się przejdzie do szczegółów, czyli liści. Inaczej liście nie będą miały na czym zawisnąć”.*

Zadbaj o swoją sadzonkę

Czas wakacji to często w firmach lub obszarach edukacji czas spowolnienia. Chwilowo jesteśmy zasypywani mniejszą ilością wiedzy i informacji. Zamiast irytacji na chaos, który czujemy i złości, że czegoś nie możemy ogarnąć, warto wyznaczyć choćby jedną dziedzinę wiedzy, w której zdobędziemy lub uporządkujemy podstawy tej wiedzy. W ten sposób stworzymy pień i główne gałęzie nośne naszego drzewa wiedzy.

Potem pozostanie z kupki liści wybrać, te które są z tą wiedzą związane i przymocować je w mentalnym modelu do odpowiedniego miejsca na tym drzewie. Ten proces zasadniczo dzieje się sam. Bo kiedy zdobywasz wiedzę bazową nagle zaczynasz lepiej rozumieć jakiś znany Ci fragment wiedzy z tej dziedziny. Tworzą się nowe powiązania i niejako zaczynasz mapować posiadaną wiedzę w uporządkowany kontekst relacji i zależności.

Co więcej, od tej pory każdy nowy fragment wiedzy z tego obszaru nie trafi do sterty liści. Dzięki mentalnemu modelowi drzew wiedzy od razu będziemy mogli go przypiąć do odpowiedniej gałęzi.

Ktoś może stwierdzić super teoria, ale jak ją przełożyć na praktykę. Oto kilka przykładów:

  • masz zaległości w podstawach gramatycznych jakiegoś języka, ale zaszedłeś już w jego nauce na jakiś wyższy poziom. Uczysz się nowych reguł i zasad, ale ponieważ odwołują się one do podstaw gramatycznych nie potrafisz ich przyswoić lub powiązać w jakieś logiczne relacje.
  • robisz jakieś tabele w Excelu lub raporty, bo musisz, ale nie do końca kumasz te wszystkie formuły zapisane w komórkach. Po prostu bazujesz na tym co ktoś kiedyś przygotował i w duchu modlisz się, aby tylko nic się nie zmieniło. Gdybyś znał podstawowe funkcje, zasady ich używania lub chociaż logikę pracy w tym programie wizja zmiany nie była by taka przerażająca. (Ta reguła dotyczy wszelkich programów, Excel jest tylko przykładem).
  • inflacja i ciągłe zmiany w systemie finansowym naszego kraju Nowy Ład 1.0 / Nowy Ład 2.0 z szeregiem poprawek po drodze powodują, że co miesiąc masz stres czy starczy Ci kasy lub uda się ją odłożyć na jakiś cel. Zamiast czekać na koniec miesiąca i to co wyjdzie. Usiądź, rozplanuj finanse i zweryfikuj ile pieniędzy skąd wpływa i na co je wydajesz. Następnie ustal strategie działania i jej się trzymaj. Nawet jak wskoczy Ci jakiś nieprzewidziany wydatek, będziesz potrafił łatwo określić z jakiego zasobu możesz go sfinansować lub z czego musisz zrezygnować, aby zorganizować określone pieniądze.

Życzę Ci całego sadu dobrze wypielęgnowanych drzew wiedzy. Dzięki temu w Twoim życiu będzie mniej chaosu i mniej trudnych do uchwycenia fragmentów wiedzy z jej różnych obszarów. Łatwo też zidentyfikujesz te „liście”, które stały się już bezużyteczna i tylko zaśmiecają Twoją głowę.

* Greg Mckeown „To proste. Be wysiłku rób to co ważne” MT Biznes, Warszawa 2021

Prze_myślnik #66 – wyjdź na życiową arenę

W życiu często dzielimy ludzi na tych, którym się udało i tych, którzy są na przegranej pozycji. Ten zero-jedynkowy podział dodatkowo wzmacnia social mediowa rzeczywistość. Wymusza ona niejako podział na dwie grupy. Tych, którzy błyszczą na scenie i tych którzy ich obserwują.

Dodatkowo część zalęknionych i sfrustrowanych obserwatorów zmienia się w hejterów lub wszystkowiedzących doradców, którzy przelewają swoje uwagi i przemyślenia na komentarze pod postami lub na forach internetowych.

Obojętnie, do której grupy byśmy się nie zaliczali ten podział jest mocno nierzeczywisty.

W życiu bowiem – jeżeli w ogóle –  to powinniśmy się dzielić na tych, którzy próbują przejść przez życie odważnie łapiąc przy okazji różne nadarzające się okazje oraz tych, którzy próbują się przez swoje życie jedynie prześlizgnąć w miarę niezauważeni.

Powiedzmy sobie też szczerze, życie nie przewiduje żadnej sceny, na której się błyszczy lub wskakuje na podium (takie rzeczy tylko w social mediach). Oferuje nam co najwyżej arenę, na której raz się wygrywa, a raz dostaje w kość.

Synonimem odważnego i pełnego życia jest to, że co rusz zbieramy się i wciąż na tę arenę wracamy. Oczywiście, każdy z nas ma prawo do gorszego okresu w życiu i ukrycia się w spokojniejszych kuluarach. Najważniejsze jednak, aby nie przesiedzieć w nich całego swojego życia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - arena życia - życiowa arena

4 rodzaje czasu

Zwykliśmy postrzegać czas jako upływającą jedność. Jednym mija on w oka mgnieniu i ciągle im go brak. Drugim potrafi ciągnąć się w nieskończoność. Jedni i drudzy próbują sobie jakoś radzić z tą sytuacją. Najczęściej walcząc z czasem. 

A co jeśli rodzajów czasu są cztery i każdy ma swoją funkcje. Co jeśli naszym problemem nie jest czas, ale deficyt jednego lub kilku jego rodzajów.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - czas - kreatywność

Czas pracy – to czas, w który skupiamy się na celach i ich osiąganiu. Choć daje nam wymierne efekty działań, to jednocześnie mocno eksploatuje nasze zasoby energetyczne. Ekstremalni pracoholicy są niemal zatopieni w tym jednym rodzaju czasu. Często odnoszą spore sukcesy zawodowe, jednak umyka im fakt nadmiernej eksploatacji energii. Zazwyczaj jedynie kwestią czasu jest to, kiedy ich wyczerpany organizm dopadnie jakaś choroba lub przegrzany od nadmiaru pracy umysł odpali ręczny hamulec bezpieczeństwa w postaci wypalenia lub stanów depresyjnych. To również czas, który często jest niedoszacowany w naszych planach. W efekcie, nierzadko poświęcamy na niego więcej czasu niż byśmy chcieli.

Czas odpoczynku  – to przeciwieństwo czasu powyższego. Skupia się na regeneracji zużytych zasobów. W tym stanie nasze życiowe akumulatory doładowują się i gromadzą energię potrzebną do innych działań. Choć na pierwszy rzut oka ten czas nie jest ukierunkowany na cel, to jego celem jest przywrócenie organizmu do właściwego stanu.

Czas relacji – to czas na kontakty z innymi i budowanie naszych więzi społecznych. Nierzadko bywa zagarniany przez czas pracy. Niemniej jednak, kiedy już znajdziemy na niego przestrzeń, często jest dla nas czasem przyjemnym. Poczucie wspólnoty z innymi wzmacnia nasze poczucie bezpieczeństwa i poczucie wartości. Często pozwala na pozbycie się nadmiernej dawki stresu poprzez wspólną zabawę, śmiech, czy zwykłą możliwość wygadania się. Jak miły i przyjemny czas by to nie był, to on też tak jak czas pracy, zużywa nasze zasoby energii.

Czas kreatywności – to szczególny rodzaj czasu, często pomijany w naszych działaniach, bo na pozór niczemu nie służy. Nie jest nastawiony na realizację żadnych celów. Nie skupia się też na przywróceniu życiowych zasobów, czy budowaniu sieci powiązań. W dzisiejszych wiecznie pędzących i przebodźcowanych czasach, czas bez jasno określonej funkcji i użyteczności zdaje się bezużyteczny. To tutaj kryje się jedna z największych pułapek. Bo to właśnie w tym czasie, kiedy nasz umysł nie jest zajęty skupianiem się na zadaniu lub innych ludziach, nasze myśli mogą wyhamować. Zarazem mogą zacząć sobie swobodnie błądzić i zauważać wiele spraw w naszym życiu, ale i w naszym otoczeniu z zupełnie innej perspektywy. Tak oto docieramy do ukrytej funkcji tego czasu. To właśnie w nim otwiera się przestrzeń na poszukiwania i eksperymenty. To tu wpadamy na nowe pomysły, odkrywamy nowe dla nas idee, odnajdujemy zainteresowania lub kreujemy niestandardowe powiązania i podejście do naszych dotychczasowych rutynowych działań.

Po co żyjesz?

Oczywiście możemy przeżyć życie bez miejsca dla kreatywności, możemy też wygasić relacje społeczne. Pytanie jakie się jednak wtedy jawi, to czy to nadal życie, czy tylko pusta egzystencja. Każdego dnia budzimy się tylko po to, aby realizować z góry określmy cel lub aby doładować nasze życiowe akumulatory, które i tak docelowo rozładujemy przy pracy nad tym celem.

Nawet kiedy dodamy do tego relacje z innymi, nie będziemy przeżywali naszego życia w pełnym aspekcie. Widzę to często w pracy z klientami, moją metodą trzech wysp, w której proszę aby potraktowali swoje życie jak archipelag 3 wysp. Wyspy Kariera, Związek i wyspy Ja a następnie opisali te wyspy lub je namalowali. Zaskakujące jak wiele osób potrafi opisać pierwsze dwie, a z wyspą Ja ma problem. Niektórzy wręcz mówią, że jej nie ma.

Są wakacje, to dobry czas na kreatywne „zmarnowanie” czasu. Bez presji na wynik, cel czy jakikolwiek efekt. Daj pobłądzić myślom. Zrób coś bo czujesz, że chciałbyś to zrobić. Po prostu poczuj smak życia i poczuj swoją prawdziwą obecność w nim.


Kreatywność (postawa twórcza; od łac. creatus „twórczy”) – proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Myślenie kreatywne to myślenie prowadzące do uzyskania oryginalnych i stosownych rozwiązań. – źródło https://pl.wikipedia.org/