Żyjemy obecnie w niełatwym i niespokojnym czasie, który nadwyręża stresem nasze systemy nerwowe. Wiele osób straciło poczucie bezpieczeństwa i zastanawia się nad tym jak to wszystko się dalej potoczy.
Sądzę, że warto w tym miejscu z całą mocą powiedzieć jasno i wyraźnie „tego do końca nie wie nikt”. To ważny przekaz, bo intuicyjnie szukamy wskazówek oraz specjalistów, którzy nam jasno powiedzą co i jak robić. Nasz problem w tej sytuacji sprowadza się do tego, że czym więcej szukamy, tym więcej takich osób znajdujemy ale ich prognozy i rekomendacje nierzadko wykluczają się wzajemnie. Historia pokazuje, że wiele z tych osób się myli, a tylko nieliczni trafnie przewidzą bieg zdarzeń. Sęk w tym, że o tym, którzy z nich wysnuli trafną prognozę dowiemy się dopiero za jakiś czas spoglądając wstecz.
Najrozsądniejszym co w sytuacji niewiedzy można zrobić, to działać dalej idąc do przodu, może jedynie z nieco większym wyczuleniem na całą sytuację. Krok po kroku i po zakończeniu jednego, a przed rozpoczęciem kolejnego, weryfikować czy ten zaplanowany jako kolejny jest adekwatny do obecnej sytuacji i nie wymaga modyfikacji. Co do negatywnych scenariuszy, pomyślałbym o najgorszym i zastanowił się co muszę dziś zrobić, aby być do niego w minimalnym stopniu przygotowany. Minimalnym, bo on się jeszcze nie wydarza! Uważajmy, bo za długie przebywanie myślami w tym scenariuszu nakręcę nasze emocje, a szczególnie lęki i pod ich wpływem łatwo możemy przekroczyć te minimum. Tymczasem szansa na to, że wydarzy się to co najgorsze zawsze ma w wielości innych scenariuszy niewielki procent prawdopodobieństwa.
Zostaje jeszcze zmęczenie „lawiną” problemów. Najpierw uderzyła w nas pandemia. Kiedy już liczyliśmy, że z niej wychodzimy i wszystko wraca do normy pojawiła się inflacja i „Polski Ład”, który z ładem akurat niewiele ma wspólnego. Jak już sądziliśmy, że sytuacja ekonomiczno-prawna za chwilę jakkolwiek się ustabilizuje, nadeszła wojna za naszą granicą. Wiele osób pyta więc „kiedy to się wszystko skończy?”.
Polecam myśl z dzisiejszego cytatu i jej konkluzję „problemy nigdy się nie kończą”. Mniejsze czy większe nieustannie będą nas dotykać z różnym nasileniem. Uważam, że należy je rozwiązywać, jednak większość energii powinniśmy inwestować nie w walkę z nimi, ale w nasz rozwój. Tak, aby coraz lepiej i łatwiej sobie z nimi radzić. Problemy są naturalnymi wyzwaniami w naszym życiu i wiara w to, że można żyć bez nich jest naiwnością. Tym większą, że bez wyzwań nie mamy szansy na zmianę i rozwój.
Czasami zgłaszają się do mnie klienci z jasno zdefiniowanym problemem, nad którym chcą pracować. Co więcej, nawet trafnie postawili diagnozę go dotyczącą. Mimo to, po przyjrzeniu się całokształtowi sytuacji zaczynamy pracę od zupełnie innego tematu.
Dzieje się tak, bo nie mamy „oczyszczonego terenu” do pracy. Bywa, że główny problem mojego klienta ciągnie się już od dłuższego czasu i zdołał wywołać szereg innych problemów. Wymagają on działań doraźnych i zajęcia się nimi w pierwszej kolejności. Zarazem odciągając mojego klienta od pracy nad głównym problemem. W efekcie klient walczy na wielu frontach i na żadnym z nich nie ma sukcesu.
Zasada uporządkowanego biurka
Wiele lat temu kiedy zarządzałem infolinią jednej z największych firm ubezpieczeniowych w Polsce, miałem jedną podstawową zasadę w przypadku konsultantów osiągających słabe wyniki. Zanim ustaliłem z liderem plan naprawczy dla konsultanta w pierwszej kolejności szedłem zobaczyć jego biurko. Bardzo często panował na nim chaos i bałagan. Bez zrobienia na nim porządku, w ogóle nie dyskutowałem o tym nad czym należy z konsultantem pracować.
Często „odgruzowanie” biurka już poprawiało efektywność pracy konsultanta i zmniejszało liczbę popełnianych przez niego błędów. Działo się tak, bo wiedział dokładnie gdzie co ma i potrafił szybko znaleźć potrzebne informacje.
Z naszym życiem jest jak z powyższym biurkiem. Kiedy mamy problemy i próbujemy za wszelką cenę nie utonąć, działamy w chaosie. Kiedy już liczymy na wypłynięcie na powierzchnię i zaczerpnięcie spokojnie świeżego powietrza właśnie zwala nam się na głowę kolejna fala problemów. Jesteśmy nią zaskoczeni, choć gdybyśmy wcześniej się na moment zatrzymali i rozejrzeli dookoła, zauważylibyśmy że nadchodzi.
Matryca chaosu
Weźmy przykład klient, który przychodzi do mnie i opowiada jak próbuje ratować sprawy firmowe, ale jednocześnie te sprawy powodują konflikty w domu. Do tego jeszcze dodatkowe oczekiwania partnerki utrudniają mu ogarnianie spraw w firmie, a ona stawia ultimatum co do bycia dalej razem jeżeli tych oczekiwań nie uwzględni. Mamy już zatem niezły bałagan. Jeżeli dojdzie do tego np. temat jakiś nieuregulowanych należności sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Co zatem robić?
Zatrzymać się w biegu i chaosie po to, aby przyjrzeć się sytuacji i przyjąć jakąś strategię działania. Używam do tego matrycy, którą każdorazowo projektuje razem z klientem i razem z nim ją dopracowujemy oraz wypełniamy. Dla przywołanego przykładu klienta pewnie wyglądała by ona mniej więcej tak:
Przy czym dla jasności nie wygląda to tak super uporządkowanie, bo pracujemy na wielu kartkach układanych na podłodze. Pozwala to elastycznie je przekładać i zmieniać. Zarazem w 100% angażując mnie i klienta w to działanie. Lubię patrzeć jak taka matryca się tworzy, a sytuacja jednocześnie układa się w głowie mojego klienta.
Strategia działania
Mając taką matrycę możemy z klientem ustalić na czym w pierwszej kolejności będzie się koncentrował. Które sytuacje można lekko odłożyć w czasie i po uporządkowaniu, których kwestii będziemy mogli się zająć głównym problemem klienta.
Jedną z największych matryc ułożyłem kiedyś z klientem, który był zaangażowany w kilkanaście projektów. W ciągu dwóch spotkań ustaliliśmy, które z nich należy od razu definitywnie zamknąć, które i jak domknąć wykonując, kilka krótkich ruchów. Kiedy kończyliśmy naszą pracę klient był już zaangażowany tylko w trzy projekty i odzyskał poczucie kontroli nas całą sytuacją.
Wojna na Ukrainie stała się faktem i pewne namieszała w planach wielu ludzi. Również i w moich planach publikacji. Widząc jednak reakcję innych ludzi na ten kryzys oraz różnice między nimi i czasami brak wzajemnego zrozumienia postanowiłem napisać parę słów o tym jak zazwyczaj na kryzys reagujemy.
Mowa tu o trzech charakterystycznych reakcjach, a właściwie o stylach radzenia sobie ze stresem, który ten kryzys wywołuje. Warto przy tym wiedzieć, że style te to nasze zasadniczo stałe i raczej niezmienne preferencje związane z podejściem do stresu.
Styl skoncentrowany na działaniu
Wybierają go Ci, dla których najważniejsze jest zidentyfikowanie problemu a następnie jego rozwiązanie. Jeżeli nie mogą go rozwiązać, to wtedy opracowują plan dostosowania się do życia w nowej zmienionej sytuacji. Dla tych osób podejmowanie działania oznacza przejmowanie kontroli nad sytuacją. Z tego względu zazwyczaj szybko zabierają się za działanie i radzą sobie z przyczyną stresu.
W obecnej sytuacji to właśnie te osoby będą organizowały się na wypadek ataku Putina na Polskę. Przy czym będzie to działanie systematyczne i uporządkowane. Szybkie, ale nie paniczne. Np. opracują plan ucieczki z naszego kraju. Określą kierunki i pierwsze punkty na mapie, do których będą chciały dotrzeć. Oszacują jakiego wyposażenia im brakuje i kupią go. Zweryfikują czy są jakieś ograniczenia (np. brak paszportu u dzieci) i podejmą działanie, aby je wyeliminować.
Mogą też ukierunkować swoje działania na pomoc dla uchodźców z Ukrainy i całkowicie skoncentrować się na organizacji lub udzielaniu im bezpośredniej pomocy.
Styl skoncentrowany na emocjach
Dla tych osób ważniejsze od rozwiązania lub usunięcia przyczyny stresu jest obniżenie napięcia emocjonalnego, które ten stres wywołuje. Z tego względu często mocno przeżywają daną sytuację lub uciekają w myślenie życzeniowe i fantazjowanie. Żadne z tych reakcji nie zmierza jednak do podejmowania konkretnych działań. Tu chodzi tylko o wyrzucenie z siebie emocji lub ich obniżenie.
Mogą nadmiernie martwic się różnymi sprawami lub wyżalać innym. Mogą też wierzyć w to, że nagle „ktoś” przybędzie i pokona Rosję lub, że Putin się zreflektuje i wycofa. Dzięki czemu wszystko wróci do normy i się uspokoi.
Styl skoncentrowany na unikaniu
Osoby charakteryzujące się tym stylem robią wszystko, aby tylko nie myśleć o problemie – udają, że go nie ma. Ich celem jest niedopuszczenie do przeżywania go lub angażowania się w jego rozwiązywanie. Z tego powodu często uciekają w czynności zastępcze. Może to być np. sprzątanie, spanie, intensywne granie w gry, serfowanie po internecie lub planowanie wyjazdu wakacyjnego. Wszystko co zaangażuje ich myśli w coś innego niż istniejący realny problem.
Zderzenie styli
Każdy z nas jest inny i może mieć inny styl radzenie sobie ze stresem. Jak wspomniałem ten styl jest czymś głęboko w nas ugruntowanym i raczej niezmiennym. Można by powiedzieć, że nie mamy wpływu na to jak reagujemy na stres.
Koniecznie powinniśmy o tym pamiętać kiedy nasze codzienne życie jest związane z byciem z innym np. z rodziną czy bliskimi. Może dochodzić do sytuacji, w której na małej i zamkniętej przestrzeni zderzają się ze sobą totalnie odmienne style.
Warto je zidentyfikować i rozumieć potrzeby każdej z osób dysponującej danym stylem. Zasadniczo można powiedzieć, że Ci skoncentrowani na działaniu będą rujnować strategie pozostałych styli. Działając i planując rozwiązania, co jest dla nich czym zupełnie zrozumiałym, będą jednocześnie nakręcać emocje tych, którzy próbują je obniżyć. Zarazem będą ciągle pokazywać problem tym, którzy nie chcą go zauważyć – uciekają od niego. Osoby skoncentrowane na emocjach nakręcone aktywnością „działaczy” uznają, ze Ci drudzy panikują. Podczas, gdy ci skoncentrowaniu na działaniu będą spokojnie planowali i realizowali swoje aktywności. Będę spokojni i oponowani bo podjęli działanie, co daje im poczucie kontroli i prowadzi do uspokojenia.
Nie będę się rozpisywał do ilu konfliktów i emocji może doprowadzić zderzenie tych stylów. Przy czym każda ze stron może uważać, że ma rację i czuć się pokrzywdzona reakcją drugiej strony. Stąd mój apel o wzajemne zrozumienie i danie sobie przestrzeni dla własnego przeżywania. Bez wzajemnych oskarżeń i nakręcania emocji.
Nierzadko kiedy moi klienci decydują się na dokonanie zmiany lub wchodzą w jakieś dotychczas nieznane im obszary czują, że nie otrzymują wystarczającego wsparcia od najbliższego otoczenia. Przy czym nie wynika to z oporu lub złośliwości tego otoczenia. Ono po prostu nie dysponuje odpowiednim potencjałem dla udzielenia takiego wsparcia.
Dzieje się tak, bo jak pisze Natalia Hatalska w swojej książce Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?: „Jako ludzie mamy tendencję – a we współczesnym świecie jest to szczególnie wyraźne – do zamykania się w swoich własnych bańkach zainteresowań i preferencji, otaczania się znajomymi o podobnych poglądach i sposobie spędzania wolnego czasu”
Mocne i słabe więzi
Pojęcie mocnych i słabych więzi nawiązuje do koncepcji amerykańskiego socjologa Marka Granovettera, który w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zawarł ją w artykule “The Strength of Weak Links”.
Według tej koncepcji mocne więzi tworzymy z przyjaciółmi i bliskimi nam osobami. Więzi słabe, to te tworzone z przygodnymi osobami np. sąsiadami, osobami poznanymi na wspólnych zajęciach lub konferencjach, czy z kolegami z pracy.
Zadaniem mocnych więzi jest spajanie. Natomiast te słabe stanowią swoistego rodzaju pomosty łącząc nas z innymi środowiskami i dające dostęp do świeżych/innych informacji. Wynika to z faktu, że przyjaciele zazwyczaj obracają się w tym samym środowisku co my i mają podobne możliwości do naszych. Natomiast dalsi znajomi są naszymi łącznikami z innymi sieciami kontaktów, które zazwyczaj mają inne możliwości oraz inne spojrzenie na wiele spraw.
Słabe więzi są zatem w rzeczywistości połączeniami z dużymi grupami społecznymi dysponującymi niedostępnymi dla nas możliwościami, kompetencjami i kontaktami. Z tego względu okazują się znacznie bardziej skuteczne w sytuacji kiedy szukamy nowej pracy. Szczególnie jeżeli chcemy połączyć ja ze zmianą dotychczasowej drogi zawodowej. Będą również przydatne kiedy musimy poradzić sobie z jakimś nowym problemem lub znaleźć nowe innowacyjne z naszego punktu widzenia rozwiązanie.
Sam Mark Granovetter w przywołanym artykule opisuje włoską społeczność z Bostonu, która mocno rozwijała tradycyjne więzi, które ją spajały. Natomiast była całkowicie bezbronna wobec rzeczywistości i nie potrafiła stworzyć skutecznej organizacji, która pozwoliłaby tej społeczności dochodzić swoich praw przed władzami miasta. W podobny sposób my stajemy się bezbronni w wielu sytuacjach, kiedy nie dysponujemy siecią słabych więzi, tylko cały czas „kisimy się we własnym sosie”.
Wpuść świeżość
Życie w otoczeniu jedynie mocnych więzi, przypomina życie w sadzawce ze stojąca wodą. Z czasem sadzawka zamula się coraz bardziej i zarasta, a woda staje się mętna. Kiedy do tej sadzawki skierujemy strumień, który będzie przez nią przepływał zasili on ją świeżą wodą, nowym życiem i pomoże jej się oczyszczać.
Tak samo będzie z naszym życiem, kiedy wpuścimy do niego nowe relacje i znajomości, wcale nie koniecznie tworzące jakieś głębokie relacje.
Pisze te słowa z całą odpowiedzialnością i na bazie własnych doświadczeń. Co rusz spotykam nowych klientów coachingowych z różnych branż i różnych środowisk, którzy przychodzą do mnie z różnymi problemami i wyzwaniami. Pomagam im, ale zarazem uczę się od nich. Moja baza doświadczeń i dostępnych rozwiązań, które potem mogę zastosować przy pracy z kolejnymi klientami wciąż jest zasilana i rozwijana. Tym samym rozwijam się ja i stale podnoszę swoją skuteczność.
Kryzysy zazwyczaj kojarzą nam się z nagłą i niespodziewaną sytuacją, która mocno oddziałuje na psychikę osoby tą sytuacją dotkniętej. Może to być przykładowo śmierć bliskiej osoby, informacja o nieuleczalnej chorobie, czy też zwolnienie z pracy.
Jest jednak jeszcze i inny kryzys tzw. kryzys chroniczny, który powstaje w długim przedziale czasu i na dodatek niekoniecznie jest niespodziewany. Poprzez swoją powolną dynamikę i brak spektakularności często umyka uwadze osoby nim dotkniętej. Co więcej, umyka osobom bliskim tych osób, ale i szefom za te osoby odpowiedzialnym.
Wypalenie zawodowe – jako przykład kryzysu chronicznego
Wypalenie zawodowe to popularny i często używany termin, który zalicza się do tych stwierdzeń, które na pozór są dla wszystkich oczywiste. Jednak kiedy pyta się osobę dotkniętą wypaleniem zawodowym, co to w zasadzie oznacza, najczęściej odpowiada jedynie, że: „już nie mam siły pracować tam gdzie pracuje” lub „całkowicie straciłem energię i zapał do pracy”.
Pytanie jednak skąd ten ubytek siły, energii czy zapału się wziął. Jak do tego doszło, że się w ogóle pojawił. Odpowiedzią na to jest wykres dynamiki kryzysu chronicznego, zwany także 3-etapową reakcją na długotrwały stres.
Reakcja alarmowa – to nasz pierwsza reakcja na stresor, który się pojawił. Po pierwszym „zaskoczeniu” nasz organizm aktywuje środki obrony przed stresem i mobilizuje się do działania. Jeżeli stresor nie jest poważny i uda nam się szybko rozwiązać problem, to po chwilowym zwiększeniu napięcia powróci ono do normalnego poziomu.
Jeżeli jednak stresor nie minie wejdziemy w kolejny etap reakcji stresowej
Stadium odporności (stres chroniczny) – w tym etapie wysoka reakcja na stres utrzymuje się nadal, a organizm cały czas stara się aktywnie walczyć ze stresem. Na pierwszy rzut oka wydaje to się dobre, ale jest bardzo złudne.
Nasz organizm pozostając cały czas w strefie podwyższonego napięcia i podwyższonej aktywności zużywa duże zasoby energii fizycznej i przede wszystkim psychicznej. Jest wyczerpany i brakuje mu rezerw na sytuację, w której pojawia się jakiś dodatkowy stresor. Z tego powodu możemy reagować nieadekwatnie (nadmiarowo) na kolejne napotykane trudności.
W tej fazie pojawia się nerwowość, rozdrażnienie i zawężone (tzw. tunelowe) myślenie, które nie pozwala nam dostrzec problemu w szerszej perspektywie. Szukamy sposobu na obniżenie odczuwanego napięcia i dlatego też chętnie sięgamy po różnego rodzaju używki typu alkohol itp.
Mogą się też pojawić problemy ze skupieniem, zapamiętywaniem ale i z pamięcią. Długotrwały stres i napięcie mogą się manifestować także pod postacią różnego rodzaju problemów zdrowotnych. Np. alergii skórnych, chronicznych bólów głowy czy żołądka. Przy czym te wymienione i tak należą do kategorii tych lżejszych.
Ten etap może trwać różną długość czasu, przy czym czasami mierzoną miesiącami lub latami. Co do zasady, czym mamy silniejszą konstrukcję psychiczną tym wyższe napięcie i dłużej możemy znosić. Znowu na pozór dobrze, ale jednocześnie większe konsekwencje dla organizmu. Będzie on poddawany mocniejszemu i dłuższemu obciążeniu.
Czasami też, aby móc przetrwać ten etap odcinamy się od swoich emocji. Jednak nie można się odciąć od wybranych emocji. Odcięcie dotyczy wszystkich, także tych pozytywnych i często ważnych dla naszych relacji z innymi.
Ten etap kończy się zdarzeniem określanym jako czynnik spustowy. Czasami jest on spektakularny. Jak choćby utrata przytomności, chwilowa utrata mowy, czy atak serca. Często jednak stanowi go na pozór nieistotne zdarzenie. Może być nim zwykła grypa kiedy wyczerpany organizm jeszcze dodatkowo traci siły. Może być jedno przeczytane czy zasłyszane zdanie, które zarezonuje z pomijaną dotychczas emocją lub refleksją. Działa tu zasada kropli przepełniającej czarę.
To dlatego często daje się słyszeć zaskoczenie, kiedy ktoś nagle po takim doświadczeniu przestaje aktywnie walczyć z stresująca sytuację. „Wyglądał na takiego twardego”, „ w sumie nie wiadomo, czemu nagle stracił zaangażowanie”, „wszyscy zachodzą w głowę co się stało”
Stadium wyczerpania (stan kryzysu) – to okres kiedy wychodzimy z trybu walki i chronicznego stresu, w którym za wszelką cenę próbowaliśmy przetrwać. W pierwszej chwili wyczerpanie organizmu i jego wyeksploatowanie uderza w nas z całym impetem. Doświadczamy pogorszonego stanu fizycznego i psychicznego. Organizm domaga się zwolnienia, odpoczynku i regeneracji. Wszystko to jest potrzebne, aby powrócić do naszego normalnego stanu odporności.
Kryzys i co dalej?
Kiedy doświadczymy kryzysu i stanu pokryzysowego otwierają się przed nami cztery scenariusze dalszych wydarzeń:
Powrót do normy – na tej ścieżce po okresie odpoczynku i regeneracji wracamy do naszego standardowego poziomu odporności i funkcjonowania.
Rozwój pokryzysowy – to najbardziej optymistyczna ze ścieżek. Na bazie przeżytego kryzysu i doświadczeń rozwijamy się i wzmacniamy. Dodatkowo ufając w naszą sprawczość, skoro nie pogrążyło nas wcześniejsze kryzysowe doświadczenie.
Stagnacja – tutaj wciąż pozostajemy na obniżonym poziomie odporności i funkcjonowania nie odbudowując naszych zasobów.
Stopniowe obniżanie poziomu funkcjonowania – ten scenariusz jest najbardziej pesymistyczny. Po doświadczeniu kryzysu nie potrafimy zatrzymać się nawet na obniżonym poziomie odporności, tylko jej poziom nieustannie spada.
Ważne aby mieć świadomość tego, że na tym etapie nie zawsze możemy/powinniśmy działać sami lub, że samodzielne radzenie sobie z tymi doświadczeniami może wydłużyć czas kiedy się z nimi mierzymy. Jeżeli uda nam się odzyskać dostęp do naszych zasobów, współpraca z coachem może pomóc w przekuciu doświadczenia kryzysowego w rozwój kryzysowy. W stagnacji lub dalszym obniżaniu poziomu funkcjonowania pomocna może być praca z psychoterapeutą. Czasami konieczne może być też włączenie leczenia farmakologicznego.
Kryzys chroniczny to nie tylko wypalenie zawodowe
Istotnym jest aby pamiętać, że ze schematem kryzysu chronicznego mamy do czynienia w wielu sytuacjach życiowych. Przykładowo może być nim trwanie w związku, w którym czujemy się nieszczęśliwi. Doświadczanie wyobcowania w środowisku w jakim funkcjonujemy, czy to na skutek innego pochodzenia czy np. orientacji seksualnej. Nierzadko można go doświadczyć również próbując się odnaleźć na emigracji, szczególnie gdy nie mamy żadnego wsparcia na miejscu.
Nie od dziś wiadomo, że świat nieustannie przyśpiesza, a co za tym idzie i my żyjemy coraz szybciej. Są też momenty, w których wręcz toniemy pod natłokiem informacji lub dostajemy paraliżu decyzyjnego od nadmiaru możliwości.
Kiedy nawet zdarza nam się chwila wolnego czasu, w której moglibyśmy się odłączyć od tego niekończącego się pędu, my w takich momentach decydujemy się na zagłuszacze rzeczywistości. Platformy streamingowe z muzyką lub filmami, bezmyślne serfowanie po Social Mediach lub buszowania po serwisach informacyjnych przepełnionych w dużej mierze mało istotnymi wiadomościami. Inna formą tej ucieczki jest kończenie na potęgę różnego rodzaju kursów i szkoleń bez praktycznego wdrażania w życie zdobytej na nich wiedzy.
Wielu moich klientów jest zaskoczonych tym do jakich wniosków dochodzą lub na jakie rozwiązania wpadają podczas naszych coachingowych spotkań. Wynika to z faktu, że w czasie 1,5 godzinnego spotkania zatrzymujemy się w biegu przez codzienność i skupiamy z uwagą tylko na ich sprawach.
Świetnie ten fenomen wyjaśnił w jednej ze swoich wypowiedzi Wojciech Eichelberger:
Tylko spokojna, jasna głowa umożliwi nam ustawienie priorytetów i pogodne nadążanie za przyspieszającym życiem.
Jeśli nadal nie będziemy mieli ani chwili, ani sposobu, by uspokajać i ukierunkowywać nasz niespokojny, rozpędzony umysł, to nie usłyszymy własnych, istotnych potrzeb ani uczuć. W końcu całkowicie rozminiemy się z tym, co w naszym życiu ważne.
Program HALT został stworzony dla osób wychodzących z alkoholizmu. Mierzą się one każdego dnia z tym, aby pozostać w trzeźwości. Środowisko to zauważyło, że istnieją cztery czynniki, które istotnie mogą utrudnić utrzymanie tego stanu. Nazwa programu HALT pochodzi od pierwszych liter ich nazw w języku angielskim:
Hungry – głodny
Angry – zły, rozgniewany
Lonely – samotny
Tired – zmęczony
Każdy z tych czynników powoduje gorsze samopoczucie i popycha alkoholika do poszukiwania poprawy nastroju w znany mu sposób. Czyli do sięgnięcia po kieliszek.
Czynnik te jednak wpływają na pogorszenie nastroju u każdego, nawet jak nie ma problemów z alkoholem. Z tego powodu są one szczególnie niebezpieczne w momentach kiedy napotykamy w życiu zawodowym, czy prywatnym na jakieś problemy lub gorsze okresy.
Mogą one ściągać nas w dół lub istotnie utrudniać dostrzeżenie szansy na wyjście z trudnej sytuacji. Potrafią wyssać z nas resztki energii, ale mogą również popchnąć w kierunku stanów około depresyjnych. Będą więc one szczególnie groźne np. dla menedżera finalizującego jakiś trudny projekt, ale także i pracownika doświadczającego symptomów wypalenia zawodowego.
Unikaj głodu
W zabieganiu lub zapracowaniu często zdarza nam się zapominać o regularnych posiłkach. Tymczasem irytujące ssanie w żołądku utrudnia skupienie. Wywołuje uczucie cierpienia i prowadzi do rozdrażnienia. Co może być szczególnie niebezpieczne w sytuacji uczestnictwa w nerwowych spotkaniach, na których np. próbujemy połączyć sprzeczne ze sobą interesy ich uczestników.
Możemy też doprowadzić do gwałtownego spadku energii i naszego rozproszenia. Pamiętam jedną z koleżanek z pokoju, które pewnego dnia funkcjonowała od rana do popołudnia beż żadnego posiłku. W pewnym momencie poczuła się tak słabo, że aby się jakoś ratować wyjadła na spotkaniu całą zawartość cukiernicy. Gwałtowny wystrzał insuliny dodał jej na chwilę energii, ale pół godziny później doprowadził do ponownego i dużo głębszego spadku energii. W efekcie musiała przerwać pracę i taksówką pojechać do domu, bo w tym stanie bała się prowadzić samochód.
Unikaj rozdrażnia
Kiedy ten stan nam się załączy, szybko się irytujemy i wpadamy w złość. Co gorsze uruchamia on w naszej głowie negatywny filtr, który z jednej strony powoduje postrzeganie świata i otoczenia przez jego pryzmat. Z drugiej, pcha nas w ramiona pesymizmu i złości.
Nie trudno sobie wyobrazić do czego takie nastawieni może nas doprowadzić, szczególnie kiedy mamy do czynienia z niełatwą dla nas sytuacją. Nieadekwatne zachowanie do danej sytuacji tylko czeka za rogiem na chwilową utratę naszej koncentracji, aby zaistnieć w pełnej krasie.
Unikaj izolacji od innych
Nadmiar pracy, przemęczenie czy też duże trudności popychają nas w kierunku izolacji od innych. Często wtedy pojawiają się twierdzenia o potrzebie czasu dla siebie, potrzebie zebrania myśli w spokoju lub przemyślenie tematu w samotności.
Problem w tym, że niewyrażone emocje, szczególnie te negatywne, cały czas kumulują się w nas i dokonują destrukcyjnej działalności. Czy to na naszym zdrowiu fizycznym, czy to na kondycji mentalnej. Czy tego chcemy, czy nie w samotności nasze myśli będą często uciekały do aktualnych trudności i łączyły nas z tym negatywnymi emocjami.
Tymczasem spotkania z innymi działają na nas ożywczo. Możliwość opowiedzenia innym o naszych problemach czy troskach powoduje, że mówimy o naszych emocjach i pozbywamy się napięcia zgromadzonego w ciele. Jak pokazuje doświadczenie mówiąc np. o jakiś trudnych dla nas zdarzeniach czy sytuacjach, zaczynamy się z też nimi oswajać. Dzięki czemu możemy do nich podejść spokojniej. Czasami też inna osoba pomoże dostrzec nam to czego sami nie zauważamy, np. że sytuacja zaszła już za daleko i powinniśmy ją definitywnie uciąć.
Unikaj zmęczenia
W trudnych sytuacjach, szczególnie tych zawodowych liczymy na to, że zwiększenie ilości pracy pomoże nam szybciej się z nimi uporać. Generalnie może być to prawda, o ile jest to zwiększenie ilości pracy w krótkim okresie. Kiedy trwa on tygodniami lub miesiącami, jest to prosta droga do wypalenia, choroby a czasami i rozpadu związku.
Jednak duża ilość pracy w krótkim okresie też ma swoje mroczne pułapki. Po pierwsze, jesteśmy mniej uważani, zatem łatwo o błędy w raportach czy jakiś obliczeniach. Ich odkręcenie w przyszłości może pochłonąć jeszcze więcej pracy. Po drugie, czym dłużej pracujemy, tym pracujemy wolniej. Nasza efektywność jest gorsza z każdą dodatkową godziną, szczególnie kiedy wymaga wysiłku intelektualnego. Po trzecie, będąc cały czas zanurzeni w jakimś temacie nie dajemy naszej głowie odpocząć, ale też nie dostrzegamy szerszej perspektywy sytuacji. W efekcie nie dostrzegamy czasami prosty i oczywistych rozwiązań, z których moglibyśmy skorzystać.
Program HALT może się wydawać z jednej strony banalny, a z drugiej trudny do wdrożenia w życie. Ważne jest jednak, abyśmy w okresach będących dla nas wyzwaniem byli świadomi konieczności obserwacji tych czterech czynników. Może nie zapanujemy nad nimi idealnie, ale poprawa w każdym z nich zaowocuje lepszym, bardziej skutecznym działaniem z naszej strony.
Ping pong to taka gra, w której mamy jeden stół i dwóch graczy na przeciwnych jego końcach, którzy przy użyciu paletek odbijają między sobą piłeczkę. Póki każdy z nich, odbija ją za każdym razem nic się nie dzieje – nikt nie zdobywa punktów, ani ich nie traci.
Podobnie jest z problemami, do rozwiązania których potrzebujemy dwóch tak samo ważnych aktywności, jednak nie damy rady wykonywać ich jednocześnie. Powinniśmy zatem podjąć decyzję, która będzie pierwsza. Problem w tym, że często nie potrafimy zdecydować, od której z nich zacząć. Odbijamy zatem między nimi piłeczkę, tak jak gracze w ping ponga. Tak samo jak w tej grze, póki piłeczka jest regularnie odbijana, żadna z aktywności ani nie zdobywa punktów, ani ich nie traci.
Prowadzimy zatem bezproduktywną grę, bez żadnego rezultatu. Choć jesteśmy już mocno zmęczeni odbijaniem piłeczki rozwiązanie naszego problemu wciąż nie postępuje. Czasami tak dziej się latami.
Decyzyjny ping pong w nauce języka angielskiego
Dość powszechnym problemem wśród uczących się tego języka jest sytuacja, w której zaszli już na pewien poziom jego znajomości. Niemniej jednak niektóre braki w podstawach gramatyki dają im się mocno we znaki.
Często mają oni problem z używaniem właściwych czasów, ale także doskwiera im brak znajomości czasowników nieregularnych potrzebnych do właściwego konstruowania zdań w tych czasach. Stają wtedy przed dylematem. Uczyć się czasów, z których są często na zajęciach odpytywani, czy jednak wrócić do samych podstaw i zacząć od tabeli czasowników nieregularnych, których trzeba się nauczyć na pamięć. Nie mogąc rozstrzygnąć tego dylematu potrafią miesiącami, a nawet latami nic nie robić, zarazem czując powiększającą się irytację.
Ja ten dylemat rozwiązałem pytając wprost moją nauczycielkę angielskiego jaka ścieżka według niej będzie właściwsza. Stanęło na tym, żeby zacząć od czasowników.
W decyzyjnego ping ponga grają też przedsiębiorcy
Znam wiele osób, które zaczynając swoją działalność planowały na jej początku stworzyć firmową stronę WWW. Tymczasem mimo upływu lat, wiele z tych stron nigdy nie powstało. Jaki jest powód?
Jest nim dylemat od czego zacząć pracę nad stroną. Od jej projektu, czy od napisania tekstów, które mają się na niej znaleźć. Jak nie kombinują, okazuje się, że zawsze jest jakieś „ale”.
Planując rozpoczęcie od projektu strony zastanawiają się czy nie powinien on ściśle nawiązywać do treści w niej zawartej. Treści, której jeszcze nie ma. Przyjmując działanie odwrotne, czyli rozpoczęcie od treści nie mogą ruszyć z pracą nad nią, bo nie wiedzą jak będzie ona podzielona na stronie i co tak właściwie ta strona powinna zawierać.
Rytmiczne odbijanie piłeczki pingpongowej jest niemal słyszalne w powietrzu. Plan strony gra w najlepsze z treścią. Jednak żadnego efektu, poza zmęczeniem samą rozgrywką, wciąż nie widać.
Jak ten dylemat rozwiązać? Ja osobiści preferuję metodę krokową:
Niemal każda strona składa się z trzech podstawowych części: 1. O mnie, 2. Co robię/jakie mam usługi, 3. Kontakt. Proponuję założyć, że jest to plan strony w wersji minimum.
W następnym kroku należy napisać treść na każdą z tych stron. Już na tym etapie wiele kwestii zacznie nam się klarować i rozjaśniać. Być może zarysuje się nawet charakter strony.
Krok kolejny, to w sytuacji kiedy mamy pierwszą roboczą wersje naszej strony na papierze lub w komputerze. Zdecydować, czy chcemy dodać do niej jeszcze jakąś część/podstronę czy na ten moment to co jest wystarcza i zlecić jej przygotowanie.
W ping pongu nie ma znaczenia, który gracz odbija piłeczkę jako pierwszy
Niemal tak samo jest z decyzjami w powyższych i podobnych im dylematach. Chodzi tu jedynie o to, aby zdecydować się na jedną ze ścieżek i zacząć wdrażać ją w życie. Choć trudno w to uwierzyć, jednym z rozwiązań może być zwykły rzut monetą.
Czemu tak piszę? Bo jedna z moich wcześniejszych nauczycielek angielskiego doradzała, aby skupił się na czasach, a znajomość czasowników nieregularnych przyjdzie z czasem. Kiedy tworzyłem moją pierwszą stronę WWW zacząłem od mglistego jej wyobrażenia i poszukiwania przykładowych zdjęć, które by pasowały do jej charakteru.
To, że dziś za namową innej nauczycielki lub bazując na moim doświadczeniu przy tworzeniu stron, zaczął bym pracę od czego innego niewiele zmienia. Najważniejsze w tym bowiem jest przerwanie pingpongowej rozgrywki i wejście w konkretne działanie.
Jeżeli chcesz lepiej zrozumieć naturę pingpongowego dylematu, polecam krótkie wideo o tym kogo ratować, kiedy nie możesz uratować wszystkich potrzebujących pomocy. Wniosek z niego płynący jest jeden, kiedy goni Cię czas podejmij jakąkolwiek decyzję. Każda decyzja jest bowiem lepsza niż żadna.
Często kiedy pracuję z klientami w ramach coachingu kariery dochodzimy do kwestii, co ich uwiera w obecnej pracy. Oczywiście jednym z czynników jest poziom wynagrodzenia, ale o dziwo występuje on rzadziej niż można by się spodziewać. Dużo częściej mówią o organizacyjnym bałaganie, braku rozwoju, toksycznej atmosferze ze strony szefa lub zespołu czy bezsensownej pracy.
Kiedy ich pytam czego szukają najczęściej mają problem z dookreśleniem celu swoich poszukiwań. Zastępują go ogólnikami lub mocno nieprecyzyjnymi sformułowaniami w stylu: „szczęścia”, „chcę czuć się w niej dobrze”, „ciekawych zadań”, „czegoś innego niż obecnie”.
Kwadrant pracy
Ciekawą koncepcję w tym zakresie przedstawił w swojej książce „Budda i twardziel. Sekret duchowej sztuki sukcesu” Vishen Lakhiani. Według niego ludzie poszukujący pracy w rzeczywistości niekoniecznie oczekują od niej bezpieczeństwa czy stabilnej płacy, nawet jeśli im sią tak wydaje. Ich potrzeby sprowadzają się natomiast do czterech grup potrzeb, które Vishen określił „osobistymi”.
Przynależności – dzięki niej ludzie czują się w pracy szczęśliwi. Robiąc to co lubią, chcą to też robić z ludźmi, których lubią i w pożądanej atmosferze. Chcą mieć możliwość wyrażenia siebie w pracy. Dzięki temu zyskują poczucie autentycznej przynależności do zespołu.
Zwracam uwagę na sformułowanie „autentycznej przynależności”. W ostatnich czasach sporo bowiem w tym obszarze sztucznego PR’u i obrazków na pokaz. Pewnie wielu z Was doświadczyło tego uczucia podczas świątecznych lub corocznych mitingów, na których to każdy dział puszcza prezentacje jakim są super fajnym zespołem. Czasami faktycznie są, ale… tylko czasami.
Doniosłości – która pozwala poczuć ludziom, że ich praca jest istotna. Chcą czuć się w niej doceniani. Zarazem zależy im też na tym, aby praca pozwalała im na odpowiedni poziom życia. Chcą mieszkać w ładnym mieszkaniu, mieć ubrania w których dobrze się czują oraz zdrowe jedzenie, które pozwoli im zadbać o odpowiednią dietę. W samej pracy chcą się czuć wysłuchani oraz mieć poczucie, że ich zdanie się liczy.
Rozwoju – który, daje ludziom poczucie progresu. Ludzie chcą zdobywać nową wiedzę i umiejętności oraz poszerzać swoje możliwości. Mają potrzebę edukacji i szkoleń, które co ważne pozwolą im się rozwinąć zarówno pod względem zawodowym, jak i osobistym. Chcą pracować w zespołach, w których ludzie się wzajemnie motywują i wspierają w byciu jak najlepszymi wersjami siebie.
Stąd pewnie tak duża popularność szkoleń i warsztatów, podczas których dowiadujemy się o swoich naturalnych talentach, preferowanych rolach w zespole czy technikach pozwalających obniżyć poziom stresu w organizmie.
Znaczenia – wielu ludzi ma potrzebę poczucia, że ich praca jest dobra dla innych. Chcą mieć świadomość, że przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa lub ulepszania świata. Nie chcą czerpać zysków z pracy, która w jakikolwiek sposób – czy to mentalny czy zdrowotny – zatruwa innych lub niszczy planetę.
Zapewne wielu powie, że to wszystko mrzonki i idealistyczna wizja. W zasadzie mógłbym się z tym zgodzić, bo trudno o taką pracę, w której wszystko będzie idealne. Chciałbym jedynie uczulić na to, że nie zawsze szuka się ideału. Natomiast często szuka się pracy, w której nasycenie spełnienia poszczególnych potrzeb, jest wyższe niż w tej, w której jest się obecnie.
Współpraca w firmie
Gdyby się dobrze przyjrzeć, w tych potrzebach często przewija się element współpracy zespołowej. Pamiętać jednak należy, że ta współpraca w zespole odbywa się na dwóch płaszczyznach: ja i zespół współpracowników oraz ja i mój przełożony. Wystarczy, że jedna z tych płaszczyzn szwankuje i pracownicy mogą się rozglądać za innym miejscem pracy.
Równe traktowanie: udzielanie każdemu profesjonalnego wsparcia, bez względu na zajmowane stanowisko.
Jasne wytyczne, wskazówki co do oczekiwań.
Rozumienie sensu przydzielanych/wykonywanych zadań czy wdrażanych procesów.
Jasność roli, rozumienie roli, jaką każdy odgrywa w zespole i poczucie bycia wartościową częścią zespołu.
Realizm w podziale zadań, uwzględniający bieżące obłożenie pracą.
Podział zadań uwzględniający mocne strony.
Branie osobistej odpowiedzialności za to, co się robi.
Co ciekawe, braki w zakresie cztery z nich, które oznaczyłem kolorem zielonym, są bardzo często wymieniane przez moich klientów jako powody poszukiwania innej pracy.
Można powiedzieć, że w dużej mierze mogą one wynikać z kiepskiej organizacji pracy w całej firmie lub słabo rozwiniętej kultury organizacyjnej. To jednak na co zawsze zwracam uwagę menedżerom, to fakt, że nawet jak cała firma kuleje jako organizacja, nie oznacza, że kuleć musi ich dział czy zespół.
Pewnie nie będzie im łatwo, ale na miarę swoich możliwości mogą starać się prostować te firmowe niedociągnięcie w relacji oni i ich podwładni. Pisząc te słowa, wiem o czym mówię. Przez wiele lat kierowałem zespołami obsługi klienta, pracującymi z klientem na pierwszej linii. W tych działach, bez względu na to co działo się wewnątrz firmy i jak wielki bałagan się zdarzał, musiał być porządek i jasny podział ról oraz rozumienie realizowanych zadań. Bez tego dobra obsługa klienta nie byłaby możliwa
Każdemu z nas zdarzają się trudniejsze momenty w życiu lub cele, do których dążymy i nagle po ich osiągnięciu czujemy lęk przed tym co dalej. Dzieje się tak, bo wchodzimy w obszary nam nieznane. Takie, w których nie czujemy się jeszcze wystarczająco swobodnie i kompetentnie.
Mają je przedsiębiorcy, którzy planując ekspansję swojej firmy podpisują właśnie nową umowę. Często cieszą się nią jeden dzień, a następnego dopada ich przerażenie przed tym co ta umowa niesie ze sobą – zobowiązania, inwestycje i więcej pracy.
Mają je Ci, którzy zmieniają pracę. Najpierw marzy im się odejście od dotychczasowej i nowa przygoda. Kiedy przechodzą rekrutacje i dostają nową pracę czują euforię. Chwile potem jednak przychodzi refleksja i lęk. Trzeba złożyć wypowiedzenie dotychczasowemu szefowi/szefowej i nie do końca wiadomo jak będzie i jak sobie poradzimy w nowej pracy.
Mają je kursanci prawa jazdy, którzy zdają upragniony egzamin. Po świętowaniu tego sukcesu, nagle dopada ich świadomość, że teraz będą musieli wyjechać na drogę bez obecności instruktora na siedzeniu obok. Znam kilka osób, których ta perspektywa tak przeraziła, że już nigdy nie siedli za kierownicą samochodu. Zabrakło chwili odwagi, impulsu działania i przełamania się.
Mają je też Ci, którzy stracili pracę nie z własnej woli. Zawalili jakiś istotny egzamin. Zostali zostawieni przez dotychczasowego partnera/partnerkę. „Położyli” swój biznes lub padł on w konfrontacji ze zmienną biznesową rzeczywistością.
Te momenty są jak niespodziewane wpadnięcie do głębokiej wody. Po pierwsze dopada nas szok, bo mokro i nie czuć dna. Po drugie potrzebujemy chwili, aby zorientować się gdzie jesteśmy. Po trzecie potrzebujemy uspokojenia przerażonej głowy i aktywnych ruchów rąk i nóg, aby zacząć płynąć ku powierzchni i złapać oddech.
Sęk w tym, że niektórzy zamiast aktywnie wypływać, zaczynają się skupiać na tym, że to taki obciach wpaść do wody. Rozmyślają jak mogło do tego dojść, że się tutaj znaleźli. Zaczynają się samobiczować i oskarżać. Zamiast patrzeć ku górze, w kierunku powierzchni, patrzą w dół, w głębie i ciemność nakręcając się tym jak tu strasznie. Przybici tym ostatnim, toną w bezruchu opadając w dół.
Pamiętaj, masz pełne prawo zachłysnąć się wodą, czuć lęk i początkową dezorientację. Tak samo jak Ty, inni też z zaskoczenia wpadają w takie sytuacje – to normalne. Nie skupiaj się jednak na tym, że tu w ogóle wpadłeś i jak jest tu strasznie. Nie walcz też z wodą, bo jej nie pokonasz. Użyj zatem całych swoich sił, aby wypłynąć. Nikt nie tonie od samego wpadnięcie do wody, ale od przebywania pod jej powierzchnią zbyt długo.
Nie pokonasz COVIDA, nie zwalczysz w pojedynkę inflacji, ani nie naprawisz spartolonego „Nowego ładu”. Skoro już w tym pływasz wyciśnij z tego jak najwięcej lub chociaż strać jak najmniej – płyń ku powierzchni.
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji
Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska.
1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies.
2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.
3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia
4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu:
a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb;
b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości;
5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika.
6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies:
a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu;
b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu;
c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu;
d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.;
e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań.
7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej).
8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu.
9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów.
10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.