Rafał Markiewicz

Blog

Twoje dwie tożsamości – czy jesteś ich świadom?

Zwykło się mówić, że koło 40-stki przeżywamy „kryzys wieku średniego” lub „drugą młodość”. Oba te powiedzenia, bardziej lub mniej udanie próbują opisać to, że z ludźmi dzieje się coś dziwnego. Mówiąc wprost, zmieniają się i nierzadko zaczynają robić rzeczy jakich do tej pory nie robili lub interesować się czymś zupełnie dla nich nowym.

Tymczasem to nie efekt jakiegoś wielkiego przełomu, a raczej naturalnej życiowej drogi między dwoma tożsamościami, które w nas istnieją.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - tożsamość na pokaz - tożsamość fundamentalna

Praktycznie każdy z nas ma dwie wersje siebie

Tą oficjalną, a może bardziej codzienną, w której odgrywa swoje role. Jesteś np. kierownikiem, project managerem, prawnikiem, księgowym albo lekarzem. Można by powiedzieć, że ta wersja Ciebie to tak zewnętrzna powłoka, dzięki której odgrywasz swoją rolę w otaczającym Cię świecie. Co jednak jest warte uwagi, to fakt, że jest to rola, która odgrywasz dla kogoś innego. Dzięki niej dopasowujesz się do społeczeństwa. Jego zasad, reguł i stajesz się członkiem określonej grupy społecznej. Ale to nie TY!

Masz jeszcze drugą wersję siebie tzw. tożsamość fundamentalną. To Twoja skryta wersja osoby, którą pragniesz być.  

Dla przykładu, możesz być zapracowanym audytorem wewnętrznym, który pracuje po pięćdziesiąt godzin tygodniowo analizując pod dużą presją czasu dokumenty, wewnętrzne przepisy i ciągi liczb. Twoja oficjalna wersja Ciebie to zestresowany audytor. Podczas gdy Twoja fundamentalna tożsamość to np. artysta, podróżnik, ogrodnik lub twórca komiksów. To ta wersja Ciebie, którym pragniesz być.

To co skryte jest prawdziwsze

Niezależnie od tego jak bardzo jesteś zadowolony ze swojego życia i pozycji finansowej, zawsze masz dwie wersje siebie. Pytanie jakie się pojawia, to na ile mocno Twoja oficjalna wersja Ciebie (ta na pokaz), dominuje Twoją fundamentalną tożsamość. Jak mocno by tego nie robiła, to i tak ta druga czasami słabiej, czasami mocniej będzie dawać znać o sobie.

Zasadniczo nie można uniknąć wytworzenia tej oficjalnej wersji siebie. Już na etapie edukacji szkolnej tresuje się nas w tym, aby się podporządkowywać i myśleć w określony oraz akceptowalny sposób. Indywidualizm jednostki w systemach edukacyjnych nie jest postrzegany jako pozytywna wartość. Widzi się go raczej jako problem, który trzeba pedagogicznymi metodami rozwiązać. Do tego należy dołożyć oczekiwania bliskich i promowany w medialnym przekazie model życia.

Nim się obejrzysz, zaczynasz wierzyć w to, że głównym celem Twojego życia jest zarabianie dużej kasy, niezłe ustawienie się w życiu i posiadanie odpowiednich (korzystnych) znajomości. Być może wybierasz opcję „aby było tylko bezpiecznie” i żyjesz starając się nie wychylać. Jednak ta wiara nie płynie z prawdziwego Ciebie, Twojej fundamentalnej tożsamości. Jest wytworem Twojego umysły będącego na usługach Twojej oficjalnej osobowości. Stara się on po prostu jak najlepiej wpasować w system wartości i oczekiwania funkcjonujące w społeczeństwie.

Dzieje się tak najczęściej do momentu, w którym nagle stawiasz sobie pytanie: „ale po co to wszystko”. Po co się tak zajeżdżać, aby tyle zarabiać. Po co ustawiać się w życiu, kiedy tak de facto chodzi nie o Twoją wygodę, ale o to aby ludzie Cię zakwalifikowali do tych na odpowiedniej pozycji. Po co wkładać energię w te korzystne znajomości, które zostaną natychmiast zerwane jak tylko Ty przestaniesz być korzystny dla innych.

Zmian wynikająca z odpuszczenia błędnej kontroli

Kluczem do wszystkiego jest tutaj energia, której nam ubywa z wiekiem. Energia, której niebotyczne zasoby zużywamy do tego, aby utrzymywać naszą oficjalną wersję siebie. Wersję, która nie jest spójna z nami i tylko w nieskończoność wymaga naszej czujności oraz wyczerpuje pokłady naszej życiowej energii.

W połowie życia bywamy już tak zmęczeni, że odpuszczamy sobie permanentną kontrolę nad uciszaniem naszej fundamentalnej tożsamości. Ma ona szansę wyjść z odmętów zapomnienia i coraz silniej dochodzić do głosu. Zaczynamy coraz silniej słyszeć wołanie naszego wewnętrznego ja i co raz bardziej mamy wywalone na to co pomyśli sobie otoczenie.

Jak to celnie ujął w jednej ze swoich książek Vishen Lakhiani „Życie to nieustanna podróż w stronę fundamentalnej tożsamości.”. Zatem około 40-tki mamy już połowę tej drogi za sobą. Może jeszcze nie do końca wiemy czego tak naprawdę chcemy, bo musimy lepiej poznać dotychczas ukrywaną część siebie. Za to wiemy już dokładnie czego nie chcemy.

Ta świadomość przekłada się w tym wieku m.in. na dobór życiowych partnerów, wybór wykonywanej pracy, selekcję kontaktów towarzyskich i wyznawany system wartości. Jej mocno pozytywnym aspektem jest to, że nasi partnerzy, pracodawcy i znajomi mogą być pewni tego, że wchodzimy z nimi w relacje nie dlatego, że tak wypada ale dlatego, że sami tego naprawdę chcemy.

Pędzić czy nawigować – jak się odnaleźć w życiu?

Każdy z nas ma swoje życiowe strategie, które bardzo często przekładają się również na życie zawodowe. Zwykle idziemy w nich w dwóch kierunkach. Pierwszym, prę do przodu i cisnę bez względu na wszystko. Drugim, zastanawiam się oraz planuje i wciąż planuje nie ruszając zbytnio do przodu.

W dzisiejszym dynamicznym, nieprzewidywalnym i zmiennym świecie sztywne trzymanie się każdej z nich nie przyniesie raczej nic dobrego.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pęd - nawigacja - odnaleźć się w życiu

Tryb operacyjny: pęd

Wchodzimy w niego, gdy skupiamy się na działaniu i parciu do przodu. Przyczyną może być dążenie do określonego celu. Jednak również i ucieczka od czegoś, co zagłuszamy swoją hiperaktywnością.

Będąc w tym trybie często nie zauważamy zmian w naszym otoczenie. Nie dostrzegamy możliwości usprawnień naszych działań, a czasem i potrzeb zredefiniowania celu. Co więcej nie dostrzegamy ewentualnych błędów.

Doskonale ten tryb operacyjny ilustruje opowieść o drwalu, który na początku swojej pracy był rekordzistą ścinanych drzew. Jednak po jakimś czasie jego wyniki spadły ku niezadowoleniu szefostwa. Starał się więc i pracowała z coraz większą energią i coraz dłużej, ale ciągle miał problemy z wyrobieniem normy, o rekordach już nawet nie wspominając. Jak się okazało źródłem jego problemów stał się brak czasu na regularne zatrzymywanie i ostrzenie piły. Wkładał coraz więcej siły w machanie piłą, sęk w tym że była ona tępa i nie cięła drewna tak efektywnie jak na początku.

Skupieni na działaniu wchodzimy w myślenie tunelowe. Nie dostrzegamy innych opcji i jedynie przemy do przodu. W efekcie tracimy kreatywność, energie i przyjemność z pracy. Co redukuje naszą efektywności i poczucie spełnienia.

Tryb operacyjny: nawigacja

Jak dobrze wiadomo statek, który pływa po szerokich wodach bez jasnego celu podróży nigdy do niego nie dociera. Czasami cel jest znany, ale napotkane po drodze sztormy i przeszkody kierują nasz statek na zły kurs. W efekcie w pewnym momencie zaczynamy się od tego celu oddalać, zamiast się do niego przybliżać. Bywa i tak, że z jakichś powodów nasz docelowy port został zamknięty, a my wciąż podążamy do niego, choć na samym końcu i tak nas do niego nie wpuszczą.

Jasno zatem widać, że nawigacja jest konieczna, aby trzymać właściwy kurs działania, a czasem też zmieniać docelowy port, do którego początkowo płynęliśmy. Dobry nawigator też szybko zauważy, błędny kurs, kiedy nam się zdarzy zboczyć z tego właściwego.

Problem nawigatora polega jednak na tym, że uwielbia on mapy oraz plany i czasami zbyt głęboko się w nich zanurza. Zapominając dbać o motywację i uzupełnianie załogi. W swojej fascynacji nawigacją może także stracić kontakt z rzeczywistością upajając się swoimi planami, ale zupełnie ich nie realizując.

Skutkiem zbyt długiego przebywania w tym trybie operacyjnym jest utarta prędkości, impetu i efektywności działania.

Balansuj przyśpieszanie z nawigacją

Osoby, które najlepiej płyną przez swoje życie, czy też karierę zawodową regularnie oscylują między przyśpieszaniem a nawigacją. Okresowe wyhamowanie, aby skupić się na nawigacji działa jak włączenie wewnętrznego kompasu, który pokazuje dokąd płynąć. Tryb przyśpieszenia jest odpowiednikiem paliwa rakietowego, które napędza działanie, pozwala osiągać dobre wyniki i finalnie doprowadza Cię do założonego celu.

Pytanie za 100 punktów, jak ten balans osiągnąć. Po prostu planować regularne wchodzenie w ten tryb operacyjny, który nie jest naszym trybem dominującym.

Ja na przykład pracuje na etacie, a popołudnia i wieczory poświęcam na coaching który uwielbiam. Był czas kiedy umawiałem spotkania coachingowe każdego roboczego dnia. Jednak za mało dbałem o własny rozwój i rozwój mojej firmy. Kiedy to dostrzegłem w moim kalendarzu wszystkie środowe popołudnia zostały zablokowane na tryb nawigacji, który nosi atrakcyjną nazwę „reset day”.

Sukces to rozwój. Rozwój to transformacja.

Ilu znasz ludzi sukcesu, z którymi lubisz przebywać i chciałbyś spędzać z nimi jak najwięcej czasu?

Ja znam ich całkiem sporo i czas spędzony z nimi daje mi mnóstwo satysfakcji. Wielu z nich nie zajmuje prestiżowych stanowisk i nie zarabia wielkich kwot. Łączy ich za to jedna wspólna cecha -transformujące życiowe doświadczenia. Zmieniły ich, poszerzyły ich horyzonty i dały im głębszą znajomość samych siebie. Najważniejsze jednak jest to, że na tych doświadczeniach nie poprzestali i nieustannie tak kształtują swoje życie, aby zdobywać kolejne i wciąż się rozwijać.

Takie właśnie podejście do życia jest dla mnie miarą sukcesu. Mocno bowiem utożsamiam się ze stwierdzeniem Vishena Lakhiani, że: „Twoja dusza nie zjawiła się  tu dla zewnętrznych zdobyczy. Twoja dusza jest tu, żeby się rozwijać. Większość osób rozumie to niewłaściwie. Dają się one uwieść sukcesowi i złamać porażce. Nadają wielkie znaczenie temu, co jest zasadniczo nieistotne. W rzeczywistości sukces i porażka to iluzje. Liczy się tylko to, jak szybko się rozwijasz.”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces - transformacja

Społeczny model sukcesu

Tymczasem społeczny model sukcesu, mocno umacniany w naszych głowach przez media. Często też wszczepiany w nasze umysły od najmłodszych lat przez bliskich zawiera prostą instrukcje: chcesz być człowiekiem sukcesu, musisz w życiu zdobyć trzy rzeczy:

  1. odpowiednie stanowisko lub tytuł – które dadzą Ci prestiż
  2. odpowiedni stan konta – który da Ci bogactwo
  3. określone dobra materialne – które podkreślą dwa powyższe np. odpowiedni samochód lub dom

Problem w tym, że ta instrukcja jest błędna. Sugeruje, że musisz zdobyć „X”, aby stać się kimś. Zarazem wywiera na nas presję i powoduje, że przeceniamy wagę życiowych porażek oraz przesadnie „odurzamy” się odnoszonymi sukcesami. Popycha wielu z nas w objęcia depresji, a jeszcze większej liczbie ludzi podrzuca sugestie: „jesteś niewystarczająco dobry”, „jesteś nikim”.

Prawda jest jednak taka, że można posiadać te trzy rzeczy i być nadal nieszczęśliwym. Co więcej, w kontekście świadomości siebie i swoich prawdziwych potrzeb można być bardzo płytkim człowiekiem, który nigdy w życiu nie zatrzymał się na moment i nie zdała sobie naprawdę ważnych pytań typu „Kim jestem?”.

Prawdziwy rozwój to transformacja, a nie mechaniczna nauka

Z nauką każdy z nas miał do czynienia w szkole. Polegała ona na zapamiętywaniu szeregu faktów i koncepcji, o których w dużej mierze szybko zapomnieliśmy. Nauką jest też kończenie różnego rodzaju kursów na zasadzie jedynie ich zaliczenia (odhaczenia) lub czytanie różnego rodzaju poradników, bez faktycznego wdrażania zdobytej wiedzy w życie.

Transformacja natomiast to zmiana postrzegania świata na bazie zdobytych doświadczeń lub pozyskanej wiedzy. To często całkowita zmian perspektywy. Wywołuje ona dużą zmianę w tym jaką osobą jesteś. Czasami powoduje zanegowanie dotychczasowych poglądów lub wartości, czasami jedynie poszerza je i wzbogaca o nowe elementy. Gdy przechodzimy transformację, nie jesteśmy w stanie wrócić do wcześniejszego stanu. Powoduje on trwała zmianę punktu widzenia. Można powiedzieć, że nie da się „oddoświadczyć” tego co się doświadczyło.

Transformacja powoduje, że na sukces i porażkę nie patrzymy przez definicję: wygrana/przegrana. Zmiana podejścia polega na tym, że z obu tych zdarzeń możemy się wiele nauczyć i wtedy wygrywamy. Zarazem z  obu tych zdarzeń możemy też nie wyciągnąć żadnych nauk i wtedy w kontekście naszego rozwoju przegrywamy.

Dwie drogi do transformacji

Transformacja w przeciwieństwie do nauki nie wymaga szkolnych pomieszczeń, czy zorganizowanych kursów. Odbywa się ona w dużo mniej formalnych warunkach. Dochodzi do niej dwoma drogami:

  1. Kryzys życiowy lub poważna zmiana w życiu  ta transformacja jest bardzo dynamiczna i niestety często połączona z bolesną lekcją lub trudnymi okolicznościami życiowymi. Zazwyczaj powoduje też okresowe pogorszenie jakości życia. Przykładem takiej transformacji może być porzucenie przez partnera lub partnerkę, których kochamy. To początkowo bardzo bolesne doświadczenie, ale zarazem uczące nas jak lepiej dobierać przyszłych życiowych partnerów. Podobnie będzie z bankructwem firmy, której jesteśmy właścicielem. Utrata firmy jest bolesna, ale zarazem uczy nas co powinniśmy robić inaczej, aby nasz kolejny biznes miał szansę powodzenia. Sam osobiście doświadczyłem mocy tej transformacji, kiedy przeżyłem groźny wypadek samochodowy, którym mocno uświadomił mi, że nie ma co odkładać swoich planów i marzeń w czasie, bo być może zostało mi go mniej niż sądzę. Tak samo koniec długoletniego związku z powodu śmierci najbliższej osoby po jej długiej chorobie pokazał mi, że jestem silniejszy niż sądziłem i istotnie zmniejszył strach przed byciem samemu.
  2. Ewolucja myślenia – to transformacja rozłożona w czasie, ale zrazem mniej bolesna od tej pierwszej. Często polega na stopniowym nasycaniu się nowym ideami, poglądami i podejściem do życia. Czasami transformacja zadzieje się dopiero po przekroczeniu pewnej masy krytycznej nasycenia, która wymusi na nas przeformułowanie istotnych poglądów lub wartości. Czasami dzieje się zupełnie niepostrzeżenie. Zmieniamy w naszym życiu drobne sprawy. Szereg tych małych zmian rozłożony w czasie powoduje, że umyka ona naszej uwadze. Niemniej jednak, ktoś kto nas znał i spotyka nas po kilku miesiącach dostrzega, że przez ten czas staliśmy się inną osobą.

Obie te drogi przeplatają się ze sobą w trakcie naszego życia przyczyniając się do poprawy jego jakości.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces - sukces to rozwój - transformacja
Wykres wzorowany na wykresie z książki: Vishen Lakhiani „Budda i twardziel. Sekret duchowej sztuki sukcesu”

Można założyć, że im częściej będziesz doświadczać transformacji na skutek planowanych aktywności, tym mniej bolesnych transformacji typu „kryzys życiowy/poważna zmiana w życiu” wymusi na Tobie życie.

Tę uwagę szczególnie polecam w kontekście spraw zawodowych. Kiedy zatrzymamy się w rozwoju i nie będziemy poszerzali swoich kompetencji może się zdarzyć tak, że do rozwoju popchnie nas bolesne doświadczenie utraty dotychczasowej pracy.

Masz biznes czy hobby – o częstym błędzie jednoosobowych działalności

Jest całkiem spora grupa osób, którym zamarzyła się własna działalność i co więcej marzenie to zrealizowały. Czy to przerzucając się całkowicie na własną działalność, czy też działając w swoim biznesie po godzinach pracy na etacie.

Bez względu na powyższy wybór osoby te zazwyczaj poświęcają swojemu biznesowi sporo czasu i energii. Efekty ich działalności bywają zróżnicowane. Jedni wychodzą na swoich biznesach bardzo dobrze, inni ledwo pokrywają wszystkie koszty. Nie da się ukryć, że jest także wcale nie tak mała grupa osób, która dopłaca do swojego biznesu.

Przyczyn tego, że nasz biznes nie przynosi takich zysków jakich oczekiwaliśmy może być całe mnóstwo. Ja dziś chcę się jednak skupić szczególnie na jednej, która umyka uwadze wielu biznesmenów. Szczególnie, gdy prowadzą działalność jednoosobową.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - biznes - hobby

Liczby pod kontrolą, ale czy wszystkie?

Cześć osób prowadzących własną działalność skupia się na jej głównym obszarze działania. Czyli świadczeniu usług, produkcji czy sprzedaży. Za to z niechęcią odnosząc się do wszystkiego pozostałego co z prowadzeniem firmy jest związane. Szczególną niechęcią obdarzana jest księgowość, w której nie ma miejsca na radość tworzenia, a rządzą twarde fakty i konkretne liczby.

To powód, dla którego niektórzy prowadzą swoje firmy na tak zwanego „czuja”. To znaczy, że czują że chyba zarabiają, ale nie są tego do końca pewni. Przy czym, potrafią to powiedzieć w odniesieniu do całości firmy, ale już nie do konkretnego zlecenia czy usługi. Tymczasem nawet jeśli jest się w tej grupie firm, które zarabiają nie oznacza to jeszcze, że do części swoich działań się nie dopłaca. Natomiast kiedy dużo pracujesz (nie brak Ci klientów czy zleceń), a mało zarabiasz to niemal jest pewne, że na części działań tracisz.

Sprawa niby jest prosta – musisz zarobić więcej, niż kosztuje Cię świadczenie usługi lub wytworzenie danego towaru. Prawie każdy podpisze się pod tym twierdzeniem, ale właśnie to w nim jest ukryta pułapka.

Weźmy przykład – zajmujesz się renowacją mebli. Tzn. poszukujesz starych i zniszczonych mebli w niskiej cenie, odnawiasz je i następnie sprzedajesz dużo drożej. Żeby było łatwiej przyjmijmy, że odnawiasz je w swoim przydomowym garaży, zatem nie ponosisz kosztów wynajmu pomieszczeń dla firm.

Czy według Ciebie poniższa kalkulacja jest prawidłowa?

Koszt zakupu fotela – 350 zł

Koszt przewiezienia go do garażu – 25 zł

Koszt materiałów użytych do renowacji – 259 zł

Koszt zużytych mediów (prąd, woda itd.) – 21 zł

Koszt amortyzacji (zużycia narzędzi) – 15 zł

Średnie koszty działalności doliczane do każdego zlecenia (ZUS, biuro księgowe, itp.) – 12 zł

Sprzedaż fotela po renowacji – 850 zł

——————————————————-

Twój zysk przed opodatkowaniem: 168 zł

Hobby czy biznes?

Z całą pewnością powyższa kalkulacja spełnia zasadę „musisz zarobić więcej, niż kosztuje Cię świadczenie usługi lub wytworzenie danego towaru”. Ostrzegałem jednak, że to twierdzenie ma ukrytą pułapkę, którą wyjaśniam poniżej.

Powyższa kalkulacja jest prawidłowa, jeżeli Twoja działalność to Twoje hobby. Jeśli ma to jednak być biznes z prawdziwego zdarzenie, to zawiera ona błąd popełniany przez wiele jednoosobowych działalności.

To czego nie uwzględnia ta kalkulacja to czas jaki poświęciłeś na tę pracę. Załóżmy, że łącznie było to 7 godzin. Dodatkowo załóżmy, że jesteś skromny i nie cenisz się za wysoko. Policzmy zatem, że godzina Twojej pracy jest warta 25 zł.

Zatem koszt robocizny nie uwzględniony w tej kalkulacji to 175 zł. Co jakbyś nie liczył pokazuje, że dopłaciłeś do tego zlecenia 7 zł.

Sęk w tym, że właściciele jednoosobowych działalności, często zupełnie nie uwzględniają czasu swojej pracy, przez co wychodzi na to, że pracują całkowicie za darmo. Chciałbyś mieć biznes, w który wkładasz mnóstwo czasu i energii i robisz to za darmo?

Zatem proponuję małą modyfikację naszego twierdzenia: „musisz zarobić więcej, niż kosztuje Cię wkładasz w świadczenie usługi lub wytworzenie danego towaru”

Przy czym dla jasności. Jeżeli jest to hobby robione po godzinach pracy, do którego po prostu nie chcesz dokładać finansowo. A czas poświęcony na to hobby to dla Ciebie czysty relaks przyjemność – baw się dobrze i niczego nie doliczaj.

Fakt nie uwzględnia kosztów pracy własnej ma jeszcze co najmniej dwie konsekwencje:

– pracujesz za dużo, bo nie liczysz się z czasem, który na to poświęcasz. Kilku moich klientów miało z tego powodu problemy w swoich związkach. Byli też zaskoczeni o ile mniej pracowali, kiedy policzyli ile warta jest godzina ich pracy. Pracowali szybciej i sprawniej oraz tylko tyle ile trzeba. Np. nie robiliby z renowacji fotela sztuki (nie dopieszczaliby go w nieskończoność), tylko pragmatycznie wykonaliby tylko te prac, które pozwolą im sprzedać go za tyle ile planują.

– w przypadku zatrudnienia kogoś do pracy, ta osoba z pewnością będzie oczekiwała zapłaty za swoją pracę. Zatem znam już kilka sytuacji, w których właściciele maleńkich firm zdziwili się ile nagle muszą dopłacać do ich działalności.

Na zakończenia tego artykułu wspomnę doświadczenie mojego klienta, który wykonuje podobną pracę do naszej przykładowej renowacji mebli, ale w zupełnie innej branży. Kiedy wspomniał koledze po fachu, że powinien wliczać w usługę koszty swojej pracy ten odparł z oburzeniem „ale przecież wtedy nic na tym nie zarobię”.  Wyciągnięcie wniosku z tego przypadku pozostawię już Tobie 😉

Prze_myślnik #62 – problemy nigdy się nie kończą

Żyjemy obecnie w niełatwym i niespokojnym czasie, który nadwyręża stresem nasze systemy nerwowe. Wiele osób straciło poczucie bezpieczeństwa i zastanawia się nad tym jak to wszystko się dalej potoczy.

Sądzę, że warto w tym miejscu z całą mocą powiedzieć jasno i wyraźnie „tego do końca nie wie nikt”. To ważny przekaz, bo intuicyjnie szukamy wskazówek oraz specjalistów, którzy nam jasno powiedzą co i jak robić. Nasz problem w tej sytuacji sprowadza się do tego, że czym więcej szukamy, tym więcej takich osób znajdujemy ale ich prognozy i rekomendacje nierzadko wykluczają się wzajemnie. Historia pokazuje, że wiele z tych osób się myli, a tylko nieliczni trafnie przewidzą bieg zdarzeń. Sęk w tym, że o tym, którzy z nich wysnuli trafną prognozę dowiemy się dopiero za jakiś czas spoglądając wstecz.

Najrozsądniejszym co w sytuacji niewiedzy można zrobić, to działać dalej idąc do przodu, może jedynie z nieco większym wyczuleniem na całą sytuację. Krok po kroku i po zakończeniu jednego, a przed rozpoczęciem kolejnego, weryfikować czy ten zaplanowany jako kolejny jest adekwatny do obecnej sytuacji i nie wymaga modyfikacji. Co do negatywnych scenariuszy, pomyślałbym o najgorszym i zastanowił się  co muszę dziś zrobić, aby być do niego w minimalnym stopniu przygotowany. Minimalnym, bo on się jeszcze nie wydarza! Uważajmy, bo za długie przebywanie myślami w tym scenariuszu nakręcę nasze emocje, a szczególnie lęki i pod ich wpływem łatwo możemy przekroczyć te minimum. Tymczasem szansa na to, że wydarzy się to co najgorsze zawsze ma w wielości innych scenariuszy niewielki procent prawdopodobieństwa.

Zostaje jeszcze zmęczenie „lawiną” problemów. Najpierw uderzyła w nas pandemia. Kiedy już liczyliśmy, że z niej wychodzimy i wszystko wraca do normy pojawiła się inflacja i „Polski Ład”, który z ładem akurat niewiele ma wspólnego. Jak już sądziliśmy, że sytuacja ekonomiczno-prawna za chwilę jakkolwiek się ustabilizuje, nadeszła wojna za naszą granicą. Wiele osób pyta więc „kiedy to się wszystko skończy?”.

Polecam myśl z dzisiejszego cytatu i jej konkluzję „problemy nigdy się nie kończą”. Mniejsze czy większe nieustannie będą nas dotykać z różnym nasileniem. Uważam, że należy je rozwiązywać, jednak większość energii powinniśmy inwestować nie w walkę z nimi, ale w nasz rozwój. Tak, aby coraz lepiej i łatwiej sobie z nimi radzić. Problemy są naturalnymi wyzwaniami w naszym życiu i wiara w to, że można żyć bez nich jest naiwnością. Tym większą, że bez wyzwań nie mamy szansy na zmianę i rozwój.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - problemy - poczucie bezpieczeństwa

„Moim problemem jest…” – uważaj na pułapkę problemu

Czasami zgłaszają się do mnie klienci z jasno zdefiniowanym problemem, nad którym chcą pracować. Co więcej, nawet trafnie postawili diagnozę go dotyczącą. Mimo to, po przyjrzeniu się całokształtowi sytuacji zaczynamy pracę od zupełnie innego tematu.

Dzieje się tak, bo nie mamy „oczyszczonego terenu” do pracy. Bywa, że główny problem mojego klienta ciągnie się już od dłuższego czasu i zdołał wywołać szereg innych problemów. Wymagają on działań doraźnych i zajęcia się nimi w pierwszej kolejności. Zarazem odciągając mojego klienta od pracy nad głównym problemem. W efekcie klient walczy na wielu frontach i na żadnym z nich nie ma sukcesu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - problem - chaos

Zasada uporządkowanego biurka

Wiele lat temu kiedy zarządzałem infolinią jednej z największych firm ubezpieczeniowych w Polsce, miałem jedną podstawową zasadę w przypadku konsultantów osiągających słabe wyniki. Zanim ustaliłem z liderem plan naprawczy dla konsultanta w pierwszej kolejności szedłem zobaczyć jego biurko. Bardzo często panował na nim chaos i bałagan. Bez zrobienia na nim porządku, w ogóle nie dyskutowałem o tym nad czym należy z konsultantem pracować.

Często „odgruzowanie” biurka już poprawiało efektywność pracy konsultanta i zmniejszało liczbę popełnianych przez niego błędów. Działo się tak, bo wiedział dokładnie gdzie co ma i potrafił szybko znaleźć potrzebne informacje.

Z naszym życiem jest jak z powyższym biurkiem. Kiedy mamy problemy i próbujemy za wszelką cenę nie utonąć, działamy w chaosie. Kiedy już liczymy na wypłynięcie na powierzchnię i zaczerpnięcie spokojnie świeżego powietrza właśnie zwala nam się na głowę kolejna fala problemów. Jesteśmy nią zaskoczeni, choć gdybyśmy wcześniej się na moment zatrzymali i rozejrzeli dookoła, zauważylibyśmy że nadchodzi.

Matryca chaosu

Weźmy przykład klient, który przychodzi do mnie i opowiada jak próbuje ratować sprawy firmowe, ale jednocześnie te sprawy powodują konflikty w domu. Do tego jeszcze dodatkowe oczekiwania partnerki utrudniają mu ogarnianie spraw w firmie, a ona stawia ultimatum co do bycia dalej razem jeżeli tych oczekiwań nie uwzględni. Mamy już zatem niezły bałagan. Jeżeli dojdzie do tego np. temat jakiś nieuregulowanych należności sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Co zatem robić?

Zatrzymać się w biegu i chaosie po to, aby przyjrzeć się sytuacji i przyjąć jakąś strategię działania. Używam do tego matrycy, którą każdorazowo projektuje razem z klientem i razem z nim ją dopracowujemy oraz wypełniamy. Dla przywołanego przykładu klienta pewnie wyglądała by ona mniej więcej tak:

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - problem - chaos - matryca chaosu

Przy czym dla jasności nie wygląda to tak super uporządkowanie, bo pracujemy na wielu kartkach układanych na podłodze. Pozwala to elastycznie je przekładać i zmieniać. Zarazem w 100% angażując mnie i klienta w to działanie. Lubię patrzeć jak taka matryca się tworzy, a sytuacja jednocześnie układa się w głowie mojego klienta.

Strategia działania

Mając taką matrycę możemy z klientem ustalić na czym w pierwszej kolejności będzie się koncentrował. Które sytuacje można lekko odłożyć w czasie i po uporządkowaniu, których kwestii będziemy mogli się zająć głównym problemem klienta.

Jedną z największych matryc ułożyłem kiedyś z klientem, który był zaangażowany w kilkanaście projektów. W ciągu dwóch spotkań ustaliliśmy, które z nich należy od razu definitywnie zamknąć, które i jak domknąć wykonując, kilka krótkich ruchów. Kiedy kończyliśmy naszą pracę klient był już zaangażowany tylko w trzy projekty i odzyskał poczucie kontroli nas całą sytuacją.

Kryzys i trzy typy reakcji na niego

Wojna na Ukrainie stała się faktem i pewne namieszała w planach wielu ludzi. Również i w moich planach publikacji. Widząc jednak reakcję innych ludzi na ten kryzys oraz różnice między nimi i czasami brak wzajemnego zrozumienia postanowiłem napisać parę słów o tym jak zazwyczaj na kryzys reagujemy.

Mowa tu o trzech charakterystycznych reakcjach, a właściwie o stylach radzenia sobie ze stresem, który ten kryzys wywołuje. Warto przy tym wiedzieć, że style te to nasze zasadniczo stałe i raczej niezmienne preferencje związane z podejściem do stresu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - reakcje na stres - reakcje na kryzys

Styl skoncentrowany na działaniu

Wybierają go Ci, dla których najważniejsze jest zidentyfikowanie problemu a następnie jego rozwiązanie. Jeżeli nie mogą go rozwiązać, to wtedy opracowują plan dostosowania się do życia w nowej zmienionej sytuacji. Dla tych osób podejmowanie działania oznacza przejmowanie kontroli nad sytuacją. Z tego względu zazwyczaj szybko zabierają się za działanie i radzą sobie z przyczyną stresu.

W obecnej sytuacji to właśnie te osoby będą organizowały się na wypadek ataku Putina na Polskę. Przy czym będzie to działanie systematyczne i uporządkowane. Szybkie, ale nie paniczne. Np. opracują plan ucieczki z naszego kraju. Określą kierunki i pierwsze punkty na mapie, do których będą chciały dotrzeć. Oszacują jakiego wyposażenia im brakuje i kupią go. Zweryfikują czy są jakieś ograniczenia (np. brak paszportu u dzieci) i podejmą działanie, aby je wyeliminować.

Mogą też ukierunkować swoje działania na pomoc dla uchodźców z Ukrainy i całkowicie skoncentrować się na organizacji lub udzielaniu im bezpośredniej pomocy.

Styl skoncentrowany na emocjach

Dla tych osób ważniejsze od rozwiązania lub usunięcia przyczyny stresu jest obniżenie napięcia emocjonalnego, które ten stres wywołuje. Z tego względu często mocno przeżywają daną sytuację lub uciekają w myślenie życzeniowe i fantazjowanie. Żadne z tych reakcji nie zmierza jednak do podejmowania konkretnych działań. Tu chodzi tylko o wyrzucenie z siebie emocji lub ich obniżenie.

Mogą nadmiernie martwic się różnymi sprawami  lub wyżalać innym. Mogą też wierzyć w to, że nagle „ktoś” przybędzie i pokona Rosję lub, że Putin się zreflektuje i wycofa. Dzięki czemu wszystko wróci do normy i się uspokoi.

Styl skoncentrowany na unikaniu

Osoby charakteryzujące się tym stylem robią wszystko, aby tylko nie myśleć o problemie – udają, że go nie ma. Ich celem jest niedopuszczenie do przeżywania go lub angażowania się w jego rozwiązywanie. Z tego powodu często uciekają w czynności zastępcze. Może to być np. sprzątanie, spanie, intensywne granie w gry, serfowanie po internecie lub planowanie wyjazdu wakacyjnego. Wszystko co zaangażuje ich myśli w coś innego niż istniejący realny problem.

Zderzenie styli

Każdy z nas jest inny i może mieć inny styl radzenie sobie ze stresem. Jak wspomniałem ten styl jest czymś głęboko w nas ugruntowanym i raczej niezmiennym. Można by powiedzieć, że nie mamy wpływu na to jak reagujemy na stres.

Koniecznie powinniśmy o tym pamiętać kiedy nasze codzienne życie jest związane z byciem z innym np. z rodziną czy bliskimi. Może dochodzić do sytuacji, w której na małej i zamkniętej przestrzeni zderzają się ze sobą totalnie odmienne style.

Warto je zidentyfikować i rozumieć potrzeby każdej z osób dysponującej danym stylem. Zasadniczo można powiedzieć, że Ci skoncentrowani na działaniu będą rujnować strategie pozostałych styli. Działając i planując rozwiązania, co jest dla nich czym zupełnie zrozumiałym, będą jednocześnie nakręcać emocje tych, którzy próbują je obniżyć. Zarazem będą ciągle pokazywać problem tym, którzy nie chcą go zauważyć – uciekają od niego. Osoby skoncentrowane na emocjach nakręcone aktywnością „działaczy” uznają, ze Ci drudzy panikują. Podczas, gdy ci skoncentrowaniu na działaniu będą spokojnie planowali i realizowali swoje aktywności. Będę spokojni i oponowani bo podjęli działanie, co daje im poczucie kontroli i prowadzi do uspokojenia.

Nie będę się rozpisywał do ilu konfliktów i emocji może doprowadzić zderzenie tych stylów. Przy czym każda ze stron może uważać, że ma rację i czuć się pokrzywdzona reakcją drugiej strony. Stąd mój apel o wzajemne zrozumienie i danie sobie przestrzeni dla własnego przeżywania. Bez wzajemnych oskarżeń i nakręcania emocji.

Siła słabych więzi

Nierzadko kiedy moi klienci decydują się na dokonanie zmiany lub wchodzą w jakieś dotychczas nieznane im obszary czują, że nie otrzymują wystarczającego wsparcia od najbliższego otoczenia. Przy czym nie wynika to z oporu lub złośliwości tego otoczenia. Ono po prostu nie dysponuje odpowiednim potencjałem dla udzielenia takiego wsparcia.

Dzieje się tak, bo jak pisze Natalia Hatalska w swojej książce Wiek paradoksów. Czy technologia nas ocali?: „Jako ludzie mamy tendencję – a we współczesnym świecie jest to szczególnie wyraźne – do zamykania się w swoich własnych bańkach zainteresowań i preferencji, otaczania się znajomymi o podobnych poglądach i sposobie spędzania wolnego czasu”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - relacje - znajomi - słabe więzi

Mocne i słabe więzi

Pojęcie mocnych i słabych więzi nawiązuje do koncepcji amerykańskiego socjologa Marka Granovettera, który w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zawarł ją w artykule “The Strength of Weak Links”.

Według tej koncepcji mocne więzi tworzymy z przyjaciółmi i bliskimi nam osobami. Więzi słabe, to te tworzone z przygodnymi osobami np. sąsiadami, osobami poznanymi na wspólnych zajęciach lub konferencjach, czy z kolegami z pracy.

Zadaniem mocnych więzi jest spajanie. Natomiast te słabe stanowią swoistego rodzaju pomosty łącząc nas z innymi środowiskami i dające dostęp do świeżych/innych informacji. Wynika to z faktu, że przyjaciele zazwyczaj obracają się w tym samym środowisku co my i mają podobne możliwości do naszych. Natomiast dalsi znajomi są naszymi łącznikami z innymi sieciami kontaktów, które zazwyczaj mają inne możliwości oraz inne spojrzenie na wiele spraw.

Słabe więzi są zatem w rzeczywistości połączeniami z dużymi grupami społecznymi dysponującymi niedostępnymi dla nas możliwościami, kompetencjami i kontaktami. Z tego względu okazują się znacznie bardziej skuteczne w sytuacji kiedy szukamy nowej pracy. Szczególnie jeżeli chcemy połączyć ja ze zmianą dotychczasowej drogi zawodowej. Będą również przydatne kiedy musimy poradzić sobie z jakimś nowym problemem lub znaleźć nowe innowacyjne z naszego punktu widzenia rozwiązanie.

Sam Mark Granovetter w przywołanym artykule opisuje włoską społeczność z Bostonu, która mocno rozwijała tradycyjne więzi, które ją spajały. Natomiast była całkowicie bezbronna wobec rzeczywistości i nie potrafiła stworzyć skutecznej organizacji, która pozwoliłaby tej społeczności dochodzić swoich praw przed władzami miasta. W podobny sposób my stajemy się bezbronni w wielu sytuacjach, kiedy nie dysponujemy siecią słabych więzi, tylko cały czas „kisimy się we własnym sosie”.

Wpuść świeżość

Życie w otoczeniu jedynie mocnych więzi, przypomina życie w sadzawce ze stojąca wodą. Z czasem sadzawka zamula się coraz bardziej i zarasta, a woda staje się mętna. Kiedy do tej sadzawki skierujemy strumień, który będzie przez nią przepływał zasili on ją świeżą wodą, nowym życiem i pomoże jej się oczyszczać.

Tak samo będzie z naszym życiem, kiedy wpuścimy do niego nowe relacje i znajomości, wcale nie koniecznie tworzące jakieś głębokie relacje.

Pisze te słowa z całą odpowiedzialnością i na bazie własnych doświadczeń. Co rusz spotykam nowych klientów coachingowych z różnych branż i różnych środowisk, którzy przychodzą do mnie z różnymi problemami i wyzwaniami. Pomagam im, ale zarazem uczę się od nich. Moja baza doświadczeń i dostępnych rozwiązań, które potem mogę zastosować przy pracy z kolejnymi klientami wciąż jest zasilana i rozwijana. Tym samym rozwijam się ja i stale podnoszę swoją skuteczność.

Kryzys chroniczny – zdradziecki kryzys, który długo umyka naszej uwadze

Kryzysy zazwyczaj kojarzą nam się z nagłą i niespodziewaną sytuacją, która mocno oddziałuje na psychikę osoby tą sytuacją dotkniętej. Może to być przykładowo śmierć bliskiej osoby, informacja o nieuleczalnej chorobie, czy też zwolnienie z pracy.

Jest jednak jeszcze i inny kryzys tzw. kryzys chroniczny, który powstaje w długim przedziale czasu i na dodatek niekoniecznie jest niespodziewany. Poprzez swoją powolną dynamikę i brak spektakularności często umyka uwadze osoby nim dotkniętej. Co więcej, umyka osobom bliskim tych osób, ale i szefom za te osoby odpowiedzialnym.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stres - kryzys - kryzys chroniczny
Photo by Heike Trautmann on Unsplash

Wypalenie zawodowe – jako przykład kryzysu chronicznego

Wypalenie zawodowe to popularny i często używany termin, który zalicza się do tych stwierdzeń, które na pozór są dla wszystkich oczywiste. Jednak kiedy pyta się osobę dotkniętą wypaleniem zawodowym, co to w zasadzie oznacza, najczęściej odpowiada jedynie, że: „już nie mam siły pracować tam gdzie pracuje” lub „całkowicie straciłem energię i zapał do pracy”.

Pytanie jednak skąd ten ubytek siły, energii czy zapału się wziął. Jak do tego doszło, że się w ogóle pojawił. Odpowiedzią na to jest wykres dynamiki kryzysu chronicznego, zwany także 3-etapową reakcją na długotrwały stres.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stres - kryzys chroniczny - wykres

Reakcja alarmowa – to nasz pierwsza reakcja na stresor, który się pojawił. Po pierwszym „zaskoczeniu” nasz organizm aktywuje środki obrony przed stresem i mobilizuje się do działania. Jeżeli stresor nie jest poważny i uda nam się szybko rozwiązać problem, to po chwilowym zwiększeniu napięcia powróci ono do normalnego poziomu.

Jeżeli jednak stresor nie minie wejdziemy w kolejny etap reakcji stresowej

Stadium odporności (stres chroniczny) – w tym etapie wysoka reakcja na stres utrzymuje się nadal, a organizm cały czas stara się aktywnie walczyć ze stresem. Na pierwszy rzut oka wydaje to się dobre, ale jest bardzo złudne.

Nasz organizm pozostając cały czas w strefie podwyższonego napięcia i podwyższonej aktywności zużywa duże zasoby energii fizycznej i przede wszystkim psychicznej. Jest wyczerpany i brakuje mu rezerw na sytuację, w której pojawia się jakiś dodatkowy stresor. Z tego powodu możemy reagować nieadekwatnie (nadmiarowo) na kolejne napotykane trudności.

W tej fazie pojawia się nerwowość, rozdrażnienie i zawężone (tzw. tunelowe) myślenie, które nie pozwala nam dostrzec problemu w szerszej perspektywie. Szukamy sposobu na obniżenie odczuwanego napięcia i dlatego też chętnie sięgamy po różnego rodzaju używki typu alkohol itp.

Mogą się też pojawić problemy ze skupieniem, zapamiętywaniem ale i z pamięcią. Długotrwały stres i napięcie mogą się manifestować także pod postacią różnego rodzaju problemów zdrowotnych. Np. alergii skórnych, chronicznych bólów głowy czy żołądka. Przy czym te wymienione i tak należą do kategorii tych lżejszych.

Ten etap może trwać różną długość czasu, przy czym czasami mierzoną miesiącami lub latami. Co do zasady, czym mamy silniejszą konstrukcję psychiczną tym wyższe napięcie i dłużej możemy znosić. Znowu na pozór dobrze, ale jednocześnie większe konsekwencje dla organizmu. Będzie on poddawany mocniejszemu i dłuższemu obciążeniu.

Czasami też, aby móc przetrwać ten etap odcinamy się od swoich emocji. Jednak nie można się odciąć od wybranych emocji. Odcięcie dotyczy wszystkich, także tych pozytywnych i często ważnych dla naszych relacji z innymi.

Ten etap kończy się zdarzeniem określanym jako czynnik spustowy. Czasami jest on spektakularny. Jak choćby utrata przytomności, chwilowa utrata mowy, czy atak serca. Często jednak stanowi go na pozór nieistotne zdarzenie. Może być nim zwykła grypa kiedy wyczerpany organizm jeszcze dodatkowo traci siły. Może być jedno przeczytane czy zasłyszane zdanie, które zarezonuje z pomijaną dotychczas emocją lub refleksją. Działa tu zasada kropli przepełniającej czarę.

To dlatego często daje się słyszeć zaskoczenie, kiedy ktoś nagle po takim doświadczeniu przestaje aktywnie walczyć z stresująca sytuację. „Wyglądał na takiego twardego”, „ w sumie nie wiadomo, czemu nagle stracił zaangażowanie”, „wszyscy zachodzą w głowę co się stało”

Stadium wyczerpania (stan kryzysu) – to okres kiedy wychodzimy z trybu walki i chronicznego stresu, w którym za wszelką cenę próbowaliśmy przetrwać. W pierwszej chwili wyczerpanie organizmu i jego wyeksploatowanie uderza w nas z całym impetem. Doświadczamy pogorszonego stanu fizycznego i psychicznego. Organizm domaga się zwolnienia, odpoczynku i regeneracji. Wszystko to jest potrzebne, aby powrócić do naszego normalnego stanu odporności.

Kryzys i co dalej?

Kiedy doświadczymy kryzysu i stanu pokryzysowego otwierają się przed nami cztery scenariusze dalszych wydarzeń:

Powrót do normy – na tej ścieżce po okresie odpoczynku i regeneracji wracamy do naszego standardowego poziomu odporności i funkcjonowania.

Rozwój pokryzysowy – to najbardziej optymistyczna ze ścieżek. Na bazie przeżytego kryzysu i doświadczeń rozwijamy się i wzmacniamy. Dodatkowo ufając w naszą sprawczość, skoro nie pogrążyło nas wcześniejsze kryzysowe doświadczenie.

Stagnacja – tutaj wciąż pozostajemy na obniżonym poziomie odporności i funkcjonowania nie odbudowując naszych zasobów.

Stopniowe obniżanie poziomu funkcjonowania – ten scenariusz jest najbardziej pesymistyczny. Po doświadczeniu kryzysu nie potrafimy zatrzymać się nawet na obniżonym poziomie odporności, tylko jej poziom nieustannie spada.

Ważne aby mieć świadomość tego, że na tym etapie nie zawsze możemy/powinniśmy działać sami lub, że samodzielne radzenie sobie z tymi doświadczeniami może wydłużyć czas kiedy się z nimi mierzymy. Jeżeli uda nam się odzyskać dostęp do naszych zasobów, współpraca z coachem może pomóc w przekuciu doświadczenia kryzysowego w rozwój kryzysowy. W stagnacji lub dalszym obniżaniu poziomu funkcjonowania pomocna może być praca z psychoterapeutą. Czasami konieczne może być też włączenie leczenia farmakologicznego.

Kryzys chroniczny to nie tylko wypalenie zawodowe

Istotnym jest aby pamiętać, że ze schematem kryzysu chronicznego mamy do czynienia w wielu sytuacjach życiowych. Przykładowo może być nim trwanie w związku, w którym czujemy się nieszczęśliwi. Doświadczanie wyobcowania w środowisku w jakim funkcjonujemy, czy to na skutek innego pochodzenia czy np. orientacji seksualnej. Nierzadko można go doświadczyć również próbując się odnaleźć na emigracji, szczególnie gdy nie mamy żadnego wsparcia na miejscu.

Prze_myślnik #61 – przystawaj kiedy pędzisz

Nie od dziś wiadomo, że świat nieustannie przyśpiesza, a co za tym idzie i my żyjemy coraz szybciej. Są też momenty, w których wręcz toniemy pod natłokiem informacji lub dostajemy paraliżu decyzyjnego od nadmiaru możliwości.

Kiedy nawet zdarza nam się chwila wolnego czasu, w której moglibyśmy się odłączyć od tego niekończącego się pędu, my w takich momentach decydujemy się na zagłuszacze  rzeczywistości. Platformy streamingowe z muzyką lub filmami, bezmyślne serfowanie po Social Mediach lub buszowania po serwisach informacyjnych przepełnionych w dużej mierze mało istotnymi wiadomościami. Inna formą tej ucieczki jest kończenie na potęgę różnego rodzaju kursów i szkoleń bez praktycznego wdrażania w życie zdobytej na nich wiedzy.

Wielu moich klientów jest zaskoczonych tym do jakich wniosków dochodzą lub na jakie rozwiązania wpadają podczas naszych coachingowych spotkań. Wynika to z faktu, że w czasie 1,5 godzinnego spotkania zatrzymujemy się w biegu przez codzienność i skupiamy z uwagą tylko na ich sprawach.

Świetnie ten fenomen wyjaśnił w jednej ze swoich wypowiedzi Wojciech Eichelberger:

Tylko spokojna, jasna głowa umożliwi nam ustawienie priorytetów i pogodne nadążanie za przyspieszającym życiem.

Jeśli nadal nie będziemy mieli ani chwili, ani sposobu, by uspokajać i ukierunkowywać nasz niespokojny, rozpędzony umysł, to nie usłyszymy własnych, istotnych potrzeb ani uczuć. W końcu całkowicie rozminiemy się z tym, co w naszym życiu ważne.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kim jestem - świat wewnętrzny - zatrzymanie - cicha przestrzeń - pęd - pośpiech

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close