Rafał Markiewicz

Blog

HALT – ten program może pomóc i Tobie

Program HALT został stworzony dla osób wychodzących z alkoholizmu. Mierzą się one każdego dnia z tym, aby pozostać w trzeźwości. Środowisko to zauważyło, że istnieją cztery czynniki, które istotnie mogą utrudnić utrzymanie tego stanu. Nazwa programu HALT pochodzi od pierwszych liter ich nazw w języku angielskim:

Hungry – głodny

Angry – zły, rozgniewany

Lonely – samotny

Tired – zmęczony

Każdy z tych czynników powoduje gorsze samopoczucie i popycha alkoholika do poszukiwania poprawy nastroju w znany mu sposób. Czyli do sięgnięcia po kieliszek.

Czynnik te jednak wpływają na pogorszenie nastroju u każdego, nawet jak nie ma problemów z alkoholem. Z tego powodu są one szczególnie niebezpieczne w momentach kiedy napotykamy w życiu zawodowym, czy prywatnym na jakieś problemy lub gorsze okresy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - HALT - stres - problem

Mogą one ściągać nas w dół lub istotnie utrudniać dostrzeżenie szansy na wyjście z trudnej sytuacji. Potrafią wyssać z nas resztki energii, ale mogą również popchnąć w kierunku stanów około depresyjnych. Będą więc one szczególnie groźne np. dla menedżera finalizującego jakiś trudny projekt, ale także i pracownika doświadczającego symptomów wypalenia zawodowego.

Unikaj głodu

W zabieganiu lub zapracowaniu często zdarza nam się zapominać o regularnych posiłkach. Tymczasem irytujące ssanie w żołądku utrudnia skupienie. Wywołuje uczucie cierpienia i prowadzi do rozdrażnienia. Co może być szczególnie niebezpieczne w sytuacji uczestnictwa w nerwowych spotkaniach, na których np. próbujemy połączyć sprzeczne ze sobą interesy ich uczestników.

Możemy też doprowadzić do gwałtownego spadku energii i naszego rozproszenia. Pamiętam jedną z koleżanek z pokoju, które pewnego dnia funkcjonowała od rana do popołudnia beż żadnego posiłku. W pewnym momencie poczuła się tak słabo, że aby się jakoś ratować wyjadła na spotkaniu całą zawartość cukiernicy. Gwałtowny wystrzał insuliny dodał jej na chwilę energii, ale pół godziny później doprowadził do ponownego i dużo głębszego spadku energii. W efekcie musiała przerwać pracę i taksówką pojechać do domu, bo w tym stanie bała się prowadzić samochód.

Unikaj rozdrażnia

Kiedy ten stan nam się załączy, szybko się irytujemy i wpadamy w złość. Co gorsze uruchamia on w naszej głowie negatywny filtr, który z jednej strony powoduje postrzeganie świata i otoczenia przez jego pryzmat. Z drugiej, pcha nas w ramiona pesymizmu i złości.

Nie trudno sobie wyobrazić do czego takie nastawieni może nas doprowadzić, szczególnie kiedy mamy do czynienia z niełatwą dla nas sytuacją. Nieadekwatne zachowanie do danej sytuacji tylko czeka za rogiem na chwilową utratę naszej koncentracji, aby zaistnieć w pełnej krasie.

Unikaj izolacji od innych

Nadmiar pracy, przemęczenie czy też duże trudności popychają nas w kierunku izolacji od innych. Często wtedy pojawiają się twierdzenia o potrzebie czasu dla siebie, potrzebie zebrania myśli w spokoju lub przemyślenie tematu w samotności.

Problem w tym, że niewyrażone emocje, szczególnie te negatywne, cały czas kumulują się w nas i dokonują destrukcyjnej działalności. Czy to na naszym zdrowiu fizycznym, czy to na kondycji mentalnej. Czy tego chcemy, czy nie w samotności nasze myśli będą często uciekały do aktualnych trudności i łączyły nas z tym negatywnymi emocjami.

Tymczasem spotkania z innymi działają na nas ożywczo. Możliwość opowiedzenia innym o naszych problemach czy troskach powoduje, że mówimy o naszych emocjach i pozbywamy się napięcia zgromadzonego w ciele. Jak pokazuje doświadczenie mówiąc np. o jakiś trudnych dla nas zdarzeniach czy sytuacjach, zaczynamy się z też nimi oswajać. Dzięki czemu możemy do nich podejść spokojniej. Czasami też inna osoba pomoże dostrzec nam to czego sami nie zauważamy, np. że sytuacja zaszła już za daleko i powinniśmy ją definitywnie uciąć.

Unikaj zmęczenia

W trudnych sytuacjach, szczególnie tych zawodowych liczymy na to, że zwiększenie ilości pracy pomoże nam szybciej się z nimi uporać. Generalnie może być to prawda, o ile jest to zwiększenie ilości pracy w krótkim okresie. Kiedy trwa on tygodniami lub miesiącami, jest to prosta droga do wypalenia, choroby a czasami i rozpadu związku.

Jednak duża ilość pracy w krótkim okresie też ma swoje mroczne pułapki. Po pierwsze, jesteśmy mniej uważani, zatem łatwo o błędy w raportach czy jakiś obliczeniach. Ich odkręcenie w przyszłości może pochłonąć jeszcze więcej pracy. Po drugie, czym dłużej pracujemy, tym pracujemy wolniej. Nasza efektywność jest gorsza z każdą dodatkową godziną, szczególnie kiedy wymaga wysiłku intelektualnego. Po trzecie, będąc cały czas zanurzeni w jakimś temacie nie dajemy naszej głowie odpocząć, ale też nie dostrzegamy szerszej perspektywy sytuacji. W efekcie nie dostrzegamy czasami prosty i oczywistych rozwiązań, z których moglibyśmy skorzystać.

Program HALT może się wydawać z jednej strony banalny, a z drugiej trudny do wdrożenia w życie. Ważne jest jednak, abyśmy w okresach będących dla nas wyzwaniem byli świadomi konieczności obserwacji tych czterech czynników. Może nie zapanujemy nad nimi idealnie, ale poprawa w każdym z nich zaowocuje lepszym, bardziej skutecznym działaniem z naszej strony.

Ping pong decyzyjny – jak w nim nie utknąć

Ping pong to taka gra, w której mamy jeden stół i dwóch graczy na przeciwnych jego końcach, którzy przy użyciu paletek odbijają między sobą piłeczkę. Póki każdy z nich, odbija ją za każdym razem nic się nie dzieje – nikt nie zdobywa punktów, ani ich nie traci.

Podobnie jest z problemami, do rozwiązania których potrzebujemy dwóch tak samo ważnych aktywności, jednak nie damy rady wykonywać ich jednocześnie. Powinniśmy zatem podjąć decyzję, która będzie pierwsza. Problem w tym, że często nie potrafimy zdecydować, od której z nich zacząć. Odbijamy zatem między nimi piłeczkę, tak jak gracze w ping ponga. Tak samo jak w tej grze, póki piłeczka jest regularnie odbijana, żadna z aktywności ani nie zdobywa punktów, ani ich nie traci.

Prowadzimy zatem bezproduktywną grę, bez żadnego rezultatu. Choć jesteśmy już mocno zmęczeni odbijaniem piłeczki rozwiązanie naszego problemu wciąż nie postępuje. Czasami tak dziej się latami.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - decyzja - ping pong decyzyjny - dylemat decyzyjny

Decyzyjny ping pong w nauce języka angielskiego

Dość powszechnym problemem wśród uczących się tego języka jest sytuacja, w której zaszli już na pewien poziom jego znajomości. Niemniej jednak niektóre braki w podstawach gramatyki dają im się mocno we znaki.

Często mają oni problem z używaniem właściwych czasów, ale także doskwiera im brak znajomości czasowników nieregularnych potrzebnych do właściwego konstruowania zdań w tych czasach. Stają wtedy przed dylematem. Uczyć się czasów, z których są często na zajęciach odpytywani, czy jednak wrócić do samych podstaw i zacząć od tabeli czasowników nieregularnych, których trzeba się nauczyć na pamięć. Nie mogąc rozstrzygnąć tego dylematu potrafią miesiącami, a nawet latami nic nie robić, zarazem czując powiększającą się irytację.

Ja ten dylemat rozwiązałem pytając wprost moją nauczycielkę angielskiego jaka ścieżka według niej będzie właściwsza. Stanęło na tym, żeby zacząć od czasowników.

W decyzyjnego ping ponga grają też przedsiębiorcy

Znam wiele osób, które zaczynając swoją działalność planowały na jej początku stworzyć firmową stronę WWW. Tymczasem mimo upływu lat, wiele z tych stron nigdy nie powstało. Jaki jest powód?

Jest nim dylemat od czego zacząć pracę nad stroną. Od jej projektu, czy od napisania tekstów, które mają się na niej znaleźć.  Jak nie kombinują, okazuje się, że zawsze jest jakieś „ale”.

Planując rozpoczęcie od projektu strony zastanawiają się czy nie powinien on ściśle nawiązywać do treści w niej zawartej. Treści, której jeszcze nie ma. Przyjmując działanie odwrotne, czyli rozpoczęcie od treści nie mogą ruszyć z pracą nad nią, bo nie wiedzą jak będzie ona podzielona na stronie i co tak właściwie ta strona powinna zawierać.

Rytmiczne odbijanie piłeczki pingpongowej jest niemal słyszalne w powietrzu. Plan strony gra w najlepsze z treścią. Jednak żadnego efektu, poza zmęczeniem samą rozgrywką, wciąż nie widać.

Jak ten dylemat rozwiązać? Ja osobiści preferuję metodę krokową:

Niemal każda strona składa się z trzech podstawowych części: 1. O mnie,  2. Co robię/jakie mam usługi, 3. Kontakt. Proponuję założyć, że jest to plan strony w wersji minimum.

W następnym kroku należy napisać treść na każdą z tych stron. Już na tym etapie wiele kwestii zacznie nam się klarować i rozjaśniać. Być może zarysuje się nawet charakter strony.

Krok kolejny, to w sytuacji kiedy mamy pierwszą roboczą wersje naszej strony na papierze lub w komputerze. Zdecydować, czy chcemy dodać do niej jeszcze jakąś część/podstronę czy na ten moment to co jest wystarcza i zlecić jej przygotowanie.

W ping pongu nie ma znaczenia, który gracz odbija piłeczkę jako pierwszy

Niemal tak samo jest z decyzjami w powyższych i podobnych im dylematach. Chodzi tu jedynie o to, aby zdecydować się na jedną ze ścieżek i zacząć wdrażać ją w życie. Choć trudno w to uwierzyć, jednym z rozwiązań może być zwykły rzut monetą.

Czemu tak piszę? Bo jedna z moich wcześniejszych nauczycielek angielskiego doradzała, aby skupił się na czasach, a znajomość czasowników nieregularnych przyjdzie z czasem. Kiedy tworzyłem moją pierwszą stronę WWW zacząłem od mglistego jej wyobrażenia i poszukiwania przykładowych zdjęć, które by pasowały do jej charakteru.

To, że dziś za namową innej nauczycielki lub bazując na moim doświadczeniu przy tworzeniu stron, zaczął bym pracę od czego innego niewiele zmienia. Najważniejsze w tym bowiem jest przerwanie pingpongowej rozgrywki i wejście w konkretne działanie.

Jeżeli chcesz lepiej zrozumieć naturę pingpongowego dylematu, polecam krótkie wideo o tym kogo ratować, kiedy nie możesz uratować wszystkich potrzebujących pomocy. Wniosek z niego płynący jest jeden, kiedy goni Cię czas podejmij jakąkolwiek decyzję. Każda decyzja jest bowiem lepsza niż żadna.

Przynależność, doniosłość, rozwój, znaczenie – cztery potrzeby w dobrej pracy

Często kiedy pracuję z klientami w ramach coachingu kariery dochodzimy do kwestii, co ich uwiera w obecnej pracy. Oczywiście jednym z czynników jest poziom wynagrodzenia, ale o dziwo występuje on rzadziej niż można by się spodziewać. Dużo częściej mówią o organizacyjnym bałaganie, braku rozwoju, toksycznej atmosferze ze strony szefa lub zespołu czy bezsensownej pracy.

Kiedy ich pytam czego szukają najczęściej mają problem z dookreśleniem celu swoich poszukiwań. Zastępują go ogólnikami lub mocno nieprecyzyjnymi sformułowaniami w stylu: „szczęścia”, „chcę czuć się w niej dobrze”, „ciekawych zadań”, „czegoś innego niż obecnie”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - praca - dobra praca

Kwadrant pracy

Ciekawą koncepcję w tym zakresie przedstawił w swojej książce „Budda i twardziel. Sekret duchowej sztuki sukcesu” Vishen Lakhiani. Według niego ludzie poszukujący pracy w rzeczywistości niekoniecznie oczekują od niej bezpieczeństwa czy stabilnej płacy, nawet jeśli im sią tak wydaje. Ich potrzeby sprowadzają się natomiast do czterech grup potrzeb, które Vishen określił „osobistymi”.

Przynależności – dzięki niej ludzie czują się w pracy szczęśliwi. Robiąc to co lubią, chcą to też robić z ludźmi, których lubią i w pożądanej atmosferze. Chcą mieć możliwość wyrażenia siebie w pracy. Dzięki temu zyskują poczucie autentycznej przynależności do zespołu.

Zwracam uwagę na sformułowanie „autentycznej przynależności”. W ostatnich czasach sporo bowiem w tym obszarze sztucznego PR’u i obrazków na pokaz. Pewnie wielu z Was doświadczyło tego uczucia podczas świątecznych lub corocznych mitingów, na których to każdy dział puszcza prezentacje jakim są super fajnym zespołem. Czasami faktycznie są, ale… tylko czasami.

Doniosłości – która pozwala poczuć ludziom, że ich praca jest istotna. Chcą czuć się w niej doceniani. Zarazem zależy im też na tym, aby praca pozwalała im na odpowiedni poziom życia. Chcą mieszkać w ładnym mieszkaniu, mieć ubrania w których dobrze się czują oraz zdrowe jedzenie, które pozwoli im zadbać o odpowiednią dietę. W samej pracy chcą się czuć wysłuchani oraz mieć poczucie, że ich zdanie się liczy.

Rozwoju – który, daje ludziom poczucie progresu. Ludzie chcą zdobywać nową wiedzę i umiejętności oraz poszerzać swoje możliwości. Mają potrzebę edukacji i szkoleń, które co ważne pozwolą im się rozwinąć zarówno pod względem zawodowym, jak i osobistym. Chcą pracować w zespołach, w których ludzie się wzajemnie motywują i wspierają w byciu jak najlepszymi wersjami siebie.

Stąd pewnie tak duża popularność szkoleń i warsztatów, podczas których dowiadujemy się o swoich naturalnych talentach, preferowanych rolach w zespole czy technikach pozwalających obniżyć poziom stresu w organizmie.

Znaczenia – wielu ludzi ma potrzebę poczucia, że ich praca jest dobra dla innych. Chcą mieć świadomość, że przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa lub ulepszania świata. Nie chcą czerpać zysków z pracy, która w jakikolwiek sposób – czy to mentalny czy zdrowotny – zatruwa innych lub niszczy planetę.

Zapewne wielu powie, że to wszystko mrzonki i idealistyczna wizja. W zasadzie mógłbym się z tym zgodzić, bo trudno o taką pracę, w której wszystko będzie idealne. Chciałbym jedynie uczulić na to, że nie zawsze szuka się ideału. Natomiast często szuka się pracy, w której nasycenie spełnienia poszczególnych potrzeb, jest wyższe niż w tej, w której jest się obecnie.

Współpraca w firmie

Gdyby się dobrze przyjrzeć, w tych potrzebach często przewija się element współpracy zespołowej. Pamiętać jednak należy, że ta współpraca w zespole odbywa się na dwóch płaszczyznach: ja i zespół współpracowników oraz ja i mój przełożony. Wystarczy, że jedna z tych płaszczyzn szwankuje i pracownicy mogą się rozglądać za innym miejscem pracy.

W październiku 2021 pojawił się raport „WSPÓŁPRACA– EWOLUCJA CZY REWOLUCJA POTRZEBNA OD ZARAZ?”, w którym można znaleźć min. Informacje o tym jakie elementy są ważne dla dobrej współpracy w firmie. Ankietowani wymienili:

  • Szacunek w komunikacji.
  • Wywiązywanie się z obowiązków i obietnic.
  • Równe traktowanie: udzielanie każdemu profesjonalnego wsparcia, bez względu na zajmowane stanowisko.
  • Jasne wytyczne, wskazówki co do oczekiwań.
  • Rozumienie sensu przydzielanych/wykonywanych zadań czy wdrażanych procesów.
  • Jasność roli, rozumienie roli, jaką każdy odgrywa w zespole i poczucie bycia wartościową częścią zespołu.
  • Realizm w podziale zadań, uwzględniający bieżące obłożenie pracą.
  • Podział zadań uwzględniający mocne strony.
  • Branie osobistej odpowiedzialności za to, co się robi.

Co ciekawe, braki w zakresie cztery z nich, które oznaczyłem kolorem zielonym, są bardzo często wymieniane przez moich klientów jako powody poszukiwania innej pracy.

Można powiedzieć, że w dużej mierze mogą one wynikać z kiepskiej organizacji pracy w całej firmie lub słabo rozwiniętej kultury organizacyjnej. To jednak na co zawsze zwracam uwagę menedżerom, to fakt, że nawet jak cała firma kuleje jako organizacja, nie oznacza, że kuleć musi ich dział czy zespół.

Pewnie nie będzie im łatwo, ale na miarę swoich możliwości mogą starać się prostować te firmowe niedociągnięcie w relacji oni i ich podwładni. Pisząc te słowa, wiem o czym mówię. Przez wiele lat kierowałem zespołami obsługi klienta, pracującymi z klientem na pierwszej linii. W tych działach, bez względu na to co działo się wewnątrz firmy i jak wielki bałagan się zdarzał, musiał być porządek i jasny podział ról oraz rozumienie realizowanych zadań. Bez tego dobra obsługa klienta nie byłaby możliwa

Prze_myślnik #60 – „wypływaj” tzn. działaj

Każdemu z nas zdarzają się trudniejsze momenty w życiu lub cele, do których dążymy i nagle po ich osiągnięciu czujemy lęk przed tym co dalej. Dzieje się tak, bo wchodzimy w obszary nam nieznane. Takie, w których nie czujemy się jeszcze wystarczająco swobodnie i kompetentnie.

Mają je przedsiębiorcy, którzy planując ekspansję swojej firmy podpisują właśnie nową umowę. Często cieszą się nią jeden dzień, a następnego dopada ich przerażenie przed tym co ta umowa niesie ze sobą – zobowiązania, inwestycje i więcej pracy.

Mają je Ci, którzy zmieniają pracę. Najpierw marzy im się odejście od dotychczasowej i nowa przygoda. Kiedy przechodzą rekrutacje i dostają nową pracę czują euforię. Chwile potem jednak przychodzi refleksja i lęk. Trzeba złożyć wypowiedzenie dotychczasowemu szefowi/szefowej i nie do końca wiadomo jak będzie i jak sobie poradzimy w nowej pracy.

Mają je kursanci prawa jazdy, którzy zdają upragniony egzamin. Po świętowaniu tego sukcesu, nagle dopada ich świadomość, że teraz będą musieli wyjechać na drogę bez obecności instruktora na siedzeniu obok. Znam kilka osób, których ta perspektywa tak przeraziła, że już nigdy nie siedli za kierownicą samochodu. Zabrakło chwili odwagi, impulsu działania i przełamania się.

Mają je też Ci, którzy stracili pracę nie z własnej woli. Zawalili jakiś istotny egzamin. Zostali zostawieni przez dotychczasowego partnera/partnerkę. „Położyli” swój biznes lub padł on w konfrontacji ze zmienną biznesową rzeczywistością.

Te momenty są jak niespodziewane wpadnięcie do głębokiej wody. Po pierwsze dopada nas szok, bo mokro i nie czuć dna. Po drugie potrzebujemy chwili, aby zorientować się gdzie jesteśmy. Po trzecie potrzebujemy uspokojenia przerażonej głowy i aktywnych ruchów rąk i nóg, aby zacząć płynąć ku powierzchni i złapać oddech.

Sęk w tym, że niektórzy zamiast aktywnie wypływać, zaczynają się skupiać na tym, że to taki obciach wpaść do wody. Rozmyślają jak mogło do tego dojść, że się tutaj znaleźli. Zaczynają się samobiczować i oskarżać. Zamiast patrzeć ku górze, w kierunku powierzchni, patrzą w dół, w głębie i ciemność nakręcając się tym jak tu strasznie. Przybici tym ostatnim, toną w bezruchu opadając w dół.

Pamiętaj,  masz pełne prawo zachłysnąć się wodą, czuć lęk i początkową dezorientację. Tak samo jak Ty, inni też z zaskoczenia wpadają w takie sytuacje – to normalne. Nie skupiaj się jednak na tym, że tu w ogóle wpadłeś i jak jest tu strasznie. Nie walcz też z wodą, bo jej nie pokonasz. Użyj zatem całych swoich sił, aby wypłynąć. Nikt nie tonie od samego wpadnięcie do wody, ale od przebywania pod jej powierzchnią zbyt długo.

Nie pokonasz COVIDA, nie zwalczysz w pojedynkę inflacji, ani nie naprawisz spartolonego „Nowego ładu”. Skoro już w tym pływasz wyciśnij z tego jak najwięcej lub chociaż strać jak najmniej – płyń ku powierzchni.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kim jestem - świat wewnętrzny - wypływaj - podejmij działanie - toniemy

Jedna prosta zasada, zamiast sterty postanowień noworocznych

Jak co roku pojawił się w internecie wysyp rad jak dobrze robić postanowienia noworoczne. Jest też całkiem sporo zaleceń, aby nie robić ich w ogóle. Do tego dochodzą statystyki obrazujące jak z każdym tygodniem i miesiącem spada liczba tych, którzy trzymają się tego co postanowili na początku roku. Prawda jest jednak taka, że jeżeli faktycznie chcesz coś osiągnąć to z decyzją o działaniu zazwyczaj nie czekasz do szczególnej daty.

Na drugim biegunie styku dwóch lat są składane życzenia odnośnie tego jaki ma być ten nowy rok. Najczęściej szczęśliwy, radosny i szczególnie ostatnio zdrowy. Problem w tym, że zarówno rok, jak i życie toczą się swoim torem i zazwyczaj nie słuchają życzeń.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - prosta zasada - postanowienia noworoczne

Co można zatem zrobić, aby odpowiednio przejść przez kolejny rok? Tak, żeby go nie zaprzepaścić, ale zarazem nie działać w iluzji jakiś specjalnych postanowień z okazji Nowego Roku.

Moja propozycja:

Zapisz, albo wydrukuj poniższy wiersz i wracaj do niego co kwartał z prostym pytaniem: „Powoli umieram, czy dokładam nowe cegiełki życia?”. To będzie prosty barometr tego jak idziesz przez ten kolejny rok.

„Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
powtarzając każdego dnia te same drogi…
kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia…
kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru…
kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym….

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu Pasji,
kto zawsze przedkłada czarne nad białe
i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują,
że oczy błyszczą, na twarzy pojawia się uśmiech,
a serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i racjonalizmem…

Powoli umiera ten, kto nie 'wywraca stołu’,
kto jest nieszczęśliwy z pracy,
kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji Marzeń,
kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad i pójść za głosem Serca…

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje…
kto nie czyta, kto nie słucha muzyki…
kto nie znajduje dobra w sobie…

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną…
kto znikąd nie chce przyjąć pomocy…
kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i na „deszcz”, który pada…

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z inicjatywy przed rozpoczęciem jej,
kto nie pyta o to, czego nie rozumie,
i nie odpowiada, kiedy zna odpowiedź…

Unikamy śmierci w małych dawkach,
pamiętając zawsze, że bycie żywym domaga się długiego wysiłku i wytrwałości, począwszy od prostej czynności oddychania…”

– Martha Medeiros

Lęk i kontrola – dwa oblicza tej samej monety

Często kiedy czujemy lęk próbujmy go zdusić na siłę. Czasami nawet, próbujemy go wyrugować z naszego życia. Tak robią obie płcie, ale szczególnie na facetach ciąży kulturowy stereotyp, że facet musi być odważny i się niczego nie bać.

Tymczasem lęk jest bardzo sprytny. Duszony z jednej strony wystrzeliwuje niespodziewanie w innym miejscu. Czasami czeka w ukryciu na chwilę naszej słabości, aby potem uderzyć ze zdwojoną siłą. Bywa i tak, że bardzo sprytnie i prawie niezauważalnie sączy się w naszej głębi wywołując w nas potrzebę nieustannej kontroli.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - lęk - kontrola

Perfekcyjna kontrola

Perfekcjoniści podnoszą sztukę kontroli do poziomu doskonałości. Wszystko mają rozplanowane, policzone i rozpisane. Choć oficjalnie są doskonale uporządkowani i zorganizowani, tak naprawdę są przerażeni wizją tego, że coś im nie wyjdzie, kogoś zawiodą lub ktoś źle oceni ich działanie.

Na pierwszy rzut oka, nie wygląda to jakoś strasznie. Ostatecznie dzięki temu podejściu są świetni w tym co robią i często zachodzą wysoko na zawodowej ścieżce. Jest jednak i ciemna strona tego podejścia. Najczęściej takie osoby mają nierealnie wyśrubowane oczekiwania wobec samych siebie (a bywa, że i wobec innych) i generalnie nie mają zdefiniowanej granicy doskonałości. Kiedy tylko osiągnął jej wyższy poziom wewnętrzny krytyk już szepcze im do ucha, że inni mają wobec nich jednak wyższe oczekiwania. Tymczasem Ci inni nic o tym nie wiedzą, ani nie wysuwają takich oczekiwań. Natomiast wewnętrzny krytyk jest w zmowie z lękiem.

Lęk cały czas karmi się Twoją obawą o brak doskonałości i nie pozwoli Ci nigdy osiągnąć stanu spokoju. Ostatecznie od tego zależy jego być, albo nie być.

Tak wiec często takie osoby walczą i starają się cały czas, a nieodłącznym towarzyszem ich życia jest stres, który wyniszcza je od środka, pozbawia rodności życia i możliwości jego smakowania. Bo do tego potrzebna jest pewna doza luzu, akceptacja swojej niedoskonałości, kreatywność i odwaga do eksperymentowania. Potrzebne jest przekonanie, że zdarzająca się od czasu do czasu porażka nie jest końcem świata, a jedynie doświadczeniem, nauką lub rozpoznaniem, że dana droga nie jest dla nas.

Gdy nie wiesz co to bezpieczeństwo…

Życie całkiem sporej części osób potoczyło się tak, że kiedy byli mali i kształtował się ich charakter, nie doznali poczucia bezpieczeństwa. Wystarczy, że odszedł jeden z rodziców i małe zagubione dziecko, które bez opieki dorosłych sobie nie poradzi poczuło lęk o swoje życie. Czasami, któreś z rodziców nadużywało alkoholu i nigdy nie było wiadomo w jakim stanie wróci do domu. Czy będzie można się przytulić, czy trzeba będzie uciekać przed ciosami czując lęk o przetrwanie. Czasami to był brak pieniędzy w rodzinie i wstyd czy inni tego nie zauważą i nie wyśmieją nas jako dziecka. Przyczyn powstania tego leku może być całkiem sporo.

Problem jednak zawsze sprowadza się do jednego. Barku znajomości uczucia bezpieczeństwa. Kiedy go nie znamy tworzymy sobie jego intelektualne substytuty. Wymyślamy np. że być bezpiecznym to znaczy mieć dużo pieniędzy, być zdrowym i założyć rodzinę.

Na pozór całkiem normalne wizje, ale to tylko pozory. Bo co to znaczy mieć dużo pieniędzy? Tyle żeby przeżyć miesiąc, odłożyć 10 tys., a może 100 tys.? Co to znaczy być zdrowym? Nie mieć żadnych dolegliwości, utrzymywać dobre wyniki krwi a może idealne ciało bez gram zbędnego tłuszczu. Co to znaczy założyć rodzinę? Wystarczy, że mamy kogoś kto nas kocha, czy musimy być po ślubie. Czy wystarczy, że jesteśmy razem czy też musimy zbudować dom, zasadzić drzewo i zawsze i wszędzie wszystko robić razem?

Osoby, które znają uczucie bezpieczeństwa potrafią być szczęśliwe i spokojne nawet jak okresowo nie wiedzie się im najlepiej. Skąd w nich ten spokój? Z poczucia, że jakoś sobie zawsze poradzą, że tak czy inaczej dadzą sobie radę. Zamiast siłować się z lękiem i „przykrywać” go kontrolą luzują, choć nie wchodzą w bezczynność.

Swojego czasu w tym zakresie usłyszałem doskonałą radę od jednej z mądrych kobiet, która fachowo zajmuje się pomocą innym. Kiedy usłyszała, że jak ktoś mam coś do zrobienia to zawsze przygotowuje w głowie plan B dla swojego działania, gdyby te pierwsze nie wyszło. Jednak teraz zaczyna być gorzej, bo zaczyna czuć potrzebę przygotowania również planu C. Zamiast powiedzieć nie rób tego, odpowiedziała „świetnie”. Od teraz zawsze będziesz mieć plan C, który brzmi „C..j* tam”. Trzymaj się go i wierz w to, że kiedy plan A i B nie wypalą, ty zawsze znajdziesz wyjście z sytuacji i sobie poradzisz.

* wyraz uważany za wulgaryzm, często błędnie pisany przez samo „h”.

Epidemia taktyki „nie warto” – wyjedź z myślowego tunelu

Całkiem sporo osób, z którymi mam przyjemność się spotykać przyjęło dziś taktykę „nie warto”. Nie warto nic planować, bo nie wiadomo co będzie. Nie warto nic zmieniać, bo nie wiadomo co z tego wyjdzie. Nie warto inwestować, bo nie wiadomo czy się nie straci. Nie warto oszczędzać, bo pieniądze tracą na wartości.

Odpowiedzi na pytanie skąd się bierze to „nie warto” jest całkiem sporo. Bo czwarta fala koronawirusa. Bo inflacja. Bo „Nowy ład”, który dołoży podatków i raczej ładu nie wprowadzi. Bo sytuacja polityczna, która coraz bardziej ingeruje w nasze życie prywatne. Bo trudna sytuacja na granicy. Bo nie wiadomo dokąd ten świat zmierza i kogo słuchać oraz komu wierzyć.

Mimo to jest pewna grupa ludzi, którzy świadomi tego całego „bo …” wciąż aktywnie działają i idą do przodu. Czyżby znali jakieś tajne informacje lub sekretne drogi do sukcesu. Nie, oni po prostu przyjęli inne podejście do tej sytuacji.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - taktyka - nie warto

„Nie warto, bo…” było zawsze i zawsze będzie

Jeżeli nie chcemy czegoś robić, to zawsze znajdziemy powód, albo rzekomą trudność. Kwestia jedynie ogranicza się do tego jaką łątkę przypniemy temu powodowi. Kiedyś trzeba było się lekko natrudzić, aby go uzasadnić. Dziś wystarczy rzucić hasło: pandemia, kryzys czy inflacja i mamy pozamiatane. Zaraz znajdzie się grupa potakiwczy, która przyzna nam rację.

Jest trudniej, ale to nie znaczy beznadziejnie

Tymczasem wydaje się, że wiele osób przyjęło założenie, że jak nie jest tak łatwo jak było wcześniej, to już nic nie można zrobić. Inni uważają, że jak nawet można coś spróbować, to i tak się nie opłaca jak kiedyś, zatem nie robią nic.

Trudniej lub mniej pewnie wymaga akceptacji mniejszego komfortu, albo zmiany podejścia. Jeszcze do niedawna spora część z nas zastanawiała się jak pomnażać lub inwestować oszczędności. Dziś raczej większość zastanawia się jak ochronić swoje oszczędności przed inflacją lub ograniczyć starty nią spowodowane. Oczywiście to mniej przyjemne niż zarabianie. Jednak nie robiąc nic tracimy jeszcze więcej, niż podejmując aktywne kroki do ochrony naszego kapitału.

Zawirowania na rynku pracy oraz w sposobach jej wykonywania zapewne sporo zmieniły. Jednak czy na gorsze, czy na lepsze to zależy od punktu widzenia każdego z nas. Co więcej, sporo osób uznało, że skoro ich pewna przez lata pozycja w dotychczasowej pracy straciła na swojej pewności, to jest to najlepszy moment na jej zmianę. Nawet jak ta nowa nie będzie taka super, to poczucie starty będzie mniejsze niż gdyby ze swojego poprzedniego stanowiska odeszli kiedyś, kiedy było ono spokojne i bezpieczne. Nie wspominając już o fakcie, że możliwość pracy zdalnej wielu z nas pozwoliło jej szukać poza miejscem naszego zamieszkania, przez co rynek potencjalnych ofert znacznie się poszerzył.

Jeden ze znajomych przedsiębiorców właśnie w tym okresie zaczął rozwijać sieć swoich sklepów. Czemu teraz, bo te gorzej zarządzane mają duże trudności i wielu ich właścicieli rezygnuje z ich prowadzenia. Dzięki temu łatwiej/taniej jest teraz odkupić sklep w miarę dobrej lokalizacji.

Szersza perspektywa i wyjazd z tunelu

To co jest dzisiaj szczególnie przydatne to umiejętność spojrzenia na całą sytuację z szerszej perspektywy. Wyjście z dotychczasowych ułożonych kolein myślowych. Pozwoli to dostrzec inne możliwości lub przeformułować dotychczasowe cele na te bardziej pasujące do obecnej rzeczywistości.

Chodzi o to, aby nie wpaść w to co Zofia Dzik innowatorka, inwestorka i doświadczony C-Level menadżer nazywa „myśleniem tunelowym”. W takim przypadku wjeżdżamy w jeden tunel i nie widzimy nic poza nim. Nie dostrzegamy całokształtu.

Pułapka „obserwatora” – nie daj się uziemić

W różnych okresach naszego życia i w jego różnych obszarach przyjmujemy różne role. Jedną z tych często wybieranych i na pozór niegroźnych jest rola obserwatora. Tymczasem bywa ona niebezpieczną pułapką. Sugeruje bowiem aktywność, a tak naprawdę wpycha nas w bierność.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - obserwator - pułapka

Obserwator na bocianim gnieździe

To była kiedyś bardzo ważna rola na okręcie. Człowiek obserwujący otoczenie z kosza wysoko zawieszonego na maszcie miał zwykle za zadanie wypatrywać zagrożeń, lądów lub punktów pomagających w nawigacji. Był dodatkową parą oczu kapitana, który sterował okrętem. Była to para oczu o szerokim polu widzenia skupiona jedynie na obserwacji, a nie na działaniu. Bo za te drugie i wszelkie kluczowe decyzje odpowiadał kapitan.

Zastanówmy się teraz co by się stało, gdybyśmy z okrętu usunęli kapitana, a zostawili tylko samego obserwatora. Co z tego, że ostrzegałby on z wysoka o górze lodowej na kursie? Co z tego, że krzyczałby, iż po prawej widzi ląd, lub po lewej na dziewiątej godzinie rozbłyski latarni? Jeżeli na pokładzie nie byłoby nikogo, kto na podstawie tych informacji podejmuje decyzje, dokonuje korekt kursu lub ogłasza wykonanie manewru unikowego, aby nie zderzyć się z przeszkodą.

Odpowiedź jest prosta. Statek płyną by siłą rozpędu. Poddając się całkowicie prądom morskim, kierunkowi wiatru itp. Nawe płynąc wprost na burzę, pomimo krzyków obserwatora płyną by w nią dalej.

Obserwuje więc działam… na serio?

Klient z dużej korporacji. Proces, w którym działa i zna od podszewki jest pomału wygaszany, a zespoły go obsługujące redukowane. Na stanowisku szefa jego departamentu zaszła zmiana. Może nie najgorsza (takiej się bardzo obawiał), ale też nie wiadomo co ta nowa przyniesie. Chciał już odchodzić z pracy lub szukać innego miejsca w organizacji, bo proces go nudził i czuł, że się nie rozwija.

Kiedy pytam co to zmienia, mówi że właśnie nie wie. Pytam zatem, czy to wydarzenie jakoś wpłynie na sam proces i jego wygaszanie. Twierdzi, że nie. Kiedy dopytuje co chce w związku z tym zrobić z tą sytuacją, dumnie odpowiada – zdecydowałem się przyjąć rolę „obserwatora”.

Brzmi szumnie – obserwuje więc działam. Jednak to bzdura, bo to tylko iluzja działania, a nie działanie. Tak naprawdę komunikat „przyjąłem rolę obserwatora”, oznacza wybrałem bierność, niedziałanie. Mój klient właśnie zrezygnował ze stanowiska kapitana na statku swojego zawodowego życia i wspiął się na bocianie gniazdo.

Już wiemy, że okrzyki i ostrzeżenia obserwatora zadadzą się na nic, jak nie będzie osoby decyzyjnej. Problem jest jednak jeszcze większy, bo tak de facto mój klient nawet nie wie czego ma z tego punktu obserwacyjnego wypatrywać. Mimo to, będzie cały czas przekonany, że wykonuje ważną i potrzebną rolę. W ten sposób wpadł właśnie w pułapkę „obserwatora’.

Zostań strategiem, a nie obserwatorem

Rozumiem wybór mojego klienta i uznaję, że czasami obserwacja jest lepsza od działania na ślepo. Musi to być jednak obserwacja czasowa, a nie zaplanowana na lata. Stąd ustaliliśmy następujące kroki.

Mój klient będzie obserwatorem jeszcze przez dwa miesiące, bo faktycznie nie wiadomo jak sytuacja z nowym szefem się ułoży.

Natomiast po dwóch miesiącach przyjmie rolę stratega. Na bazie poczynionych obserwacji, swoich doświadczeń i tego do czego chce dążyć, zbuduje plan działania oraz opracuje aktywności go wspierające. Które następnie zacznie wdrażać w życie.

W tej roli czasami będzie korzystał z kompetencji kapitana (decyzyjność i wyznaczanie celu), a czasami będzie wspinał się na bocianie gniazdo, aby zweryfikować, czy nie zmieniło się otoczenie. Czy na horyzoncie nie pojawiły się nowe szanse lub zagrożenia.

Z biernego „obserwatora” stanie się aktywnym nawigatorem z określonym celem, do którego dąży.

Moją rolą podczas comiesięcznych spotkań będzie jedynie dowiedzieć się, czy strateg ma plan i jak on dziś wygląda oraz czy nawigator go zna i realizuje.

Nie kradnij… i nie daj się okradać

Kradzież jest zła i to powszechnie znane prawda. Kradzieży też się obawiamy i staramy się przed nią zabezpieczyć. Chronimy nasze dobra zgromadzone w domu, samochody, pieniądze i dane. Wciąż uczymy się bronić przed cyberprzestępcami i różnego rodzaju „spryciarzami” czyhającymi na nasze oszczędności. Nierzadko też dla poczucia spokoju wykupujemy ubezpieczenia, które mają umniejszyć straty, jeżeli już do nich dojdzie.

Są jednak cenne dobra, o których zwykliśmy zapominać. Wystawiamy je na łatwą kradzież. Niemal nie chroniąc ich w żaden sposób.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kradzież - zasoby - samookradanie

Nie tylko to co materialne

Koncentrując się na tym co materialne i mierzalne wartością pieniądza, zapominamy o tym czego tak łatwo wycenić się nie da. O zasobach cennych zarówno dla nas, jak i dla innych. Należą do nich możliwość samorealizacji, wiara w siebie, poczucie własnej wartości, zdrowie, czas, uczucie spokoju i poczucie bezpieczeństwa.

Złodzieje są blisko nas

Nikt nas nie uczy jak chronić te zasoby i jak je zabezpieczać, a niejednokrotnie Ci którzy nam je podkradają są bardzo blisko nas. Mogą to być np. rodzice twierdzący, że do niczego się nie nadajemy. Partnerzy życiowi, którzy wmawiają nam, że bez nich nic nie znaczymy i nie poradzimy sobie w życiu.

Rzekomi przyjaciele i przyjaciółki, którzy zalewają na swoimi problemami i domagają się nieustającej uwagi, a jednocześnie zupełnie nie są zainteresowani tym co dla nas ważne i istotne. Mogą to być zakompleksieni współpracownicy, którzy plotkują, oceniają innych i najchętniej ściągnęli by wszystkich w dół. Wieczne marudy, które widzą wszystko w szarych i czarnych barwach i swoją wizję świata przelewają na innych.

Może to być też pracodawca, który nie szanuje naszego prywatnego czasu. Wyciska nas jak cytrynę. Każdy dzień urlopu akceptuje z wyrzutem, a zwolnienie lekarskie traktuje jak zdradę. Zarazem może to być zasmarkany i zakichany kolega czy koleżanka z pracy, którzy zamiast wziąć zwolnienie przychodzą do biura. Kradnąc w ten sposób nasze zdrowie i poczucie bezpieczeństwa.

Joanna Malinowska-Parzydło w swojej książce „Jesteś marką” zwraca uwagę na fakt, że publikowanie w social mediach różnych bezsensownych wpisów i zdjęć wrzucanych tylko dlatego, że się nam zrobiły, choć nie wiemy w jakim celu, jest zwyczajną kradzieżą innym ich czasu i uwagi. Podobnie jak głośne rozmowy przez telefon w środkach komunikacji okradają innych współpasażerów z ich prywatnej przestrzeni.

Samookradanie

To dość powszechna forma kradzieży i chyba najsmutniejsza. Tutaj złodziejami jesteśmy my sami. Działamy tak kiedy odmawiamy sobie poczucia zadowolenia z naszych osiągnięć. Kiedy mówimy, że „co się udało”, choć tak naprawdę stało się to dzięki naszej ciężkiej pracy.  

Samookradamy się także z poczucia spokoju, kiedy karmimy się nieustająco złymi wiadomościami z mediów. Godzimy się na niewygodne dla nas sytuacje, bo tak każą konwenanse, takie są oczekiwania społeczne lub, bo chcemy zrobić komuś dobrze, tylko nie nam samym.

Spójrz inaczej na kradzież

Teraz kiedy jesteś świadomy szerszego znaczenia kradzieży zatrzymaj się na moment. Zastanów się kto kradnie Twoje zasoby i czy przypadkiem Ty nie okradasz kogoś innego lub co gorsza samego siebie.

W miarę możliwości postaraj się zneutralizować złodziei w swoim otoczeniu. Ograniczając z nimi kontakty lub wprost sygnalizując im, że nie podoba Ci się to co robią. Jeżeli to robisz, przestań torpedować sam siebie i stań się swoim najlepszym przyjacielem. Takim, który wierzy w Ciebie i docenia Cię.

No i najistotniejsze. Zacznij dbać o swoje najważniejsze zasoby, ale dbaj także o zasoby innych.

Zbliżają się Święta, to dobra okazja, aby rozdać trochę prezentów. Mogą być nimi proste słowa „wierzę w Ciebie” lub „doceniam Ciebie”. Czasami wypowiedziane również do nas samych.

Prze_myślnik #59 – dwa światy

Szukając w życiu szczęścia lub spełnienia, albo odczuwając potrzebę wniesienia do niego istotnej zmiany często zwracamy się do tego co na zewnątrz.

Podglądamy naszych idoli. Zerkamy jak układają sobie życie ludzie sukcesu lub celebryci. Kształtujemy nasze otoczenie na wzór różnych katalogów i wzorcowych aranżacji.

Czasami poczujemy zew czegoś głębszego. Potrzebę odwołania do ducha, metafizyki, mistycyzmu. Poszukujemy więc różnego rodzaju guru lub przewodników duchowych. Zagłębiamy się w systemy filozoficzne, techniki medytacyjne i ćwiczenia mające odmienić nasz życie.

Często jednak, bez względu na wybór czujemy, że to nie to. Czujemy się niepełni i nieusatysfakcjonowani. Możemy mieć wrażenie, że przyjęte na początku kryteria poszukiwań doprowadziły nas nie do tego czego oczekiwaliśmy.

Nie rzadko przyczyną tego stanu, jest to, że tak do końca nie wiemy czego szukamy. Powielamy jedynie kalki poszukiwań innych. Nigdy się nie zatrzymaliśmy i nie zapytaliśmy siebie kim jesteśmy i kim chcemy być. Nie znając samych siebie, dość przypadkowo poszukujemy tego co może być z nami w harmonii.

Może więc czas najwyższy, aby przystanąć i przyjrzeć się samemu sobie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kim jestem - świat wewnętrzny - dwa światy

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close