Rafał Markiewicz

Blog

Jedna prosta zasada, zamiast sterty postanowień noworocznych

Jak co roku pojawił się w internecie wysyp rad jak dobrze robić postanowienia noworoczne. Jest też całkiem sporo zaleceń, aby nie robić ich w ogóle. Do tego dochodzą statystyki obrazujące jak z każdym tygodniem i miesiącem spada liczba tych, którzy trzymają się tego co postanowili na początku roku. Prawda jest jednak taka, że jeżeli faktycznie chcesz coś osiągnąć to z decyzją o działaniu zazwyczaj nie czekasz do szczególnej daty.

Na drugim biegunie styku dwóch lat są składane życzenia odnośnie tego jaki ma być ten nowy rok. Najczęściej szczęśliwy, radosny i szczególnie ostatnio zdrowy. Problem w tym, że zarówno rok, jak i życie toczą się swoim torem i zazwyczaj nie słuchają życzeń.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - prosta zasada - postanowienia noworoczne

Co można zatem zrobić, aby odpowiednio przejść przez kolejny rok? Tak, żeby go nie zaprzepaścić, ale zarazem nie działać w iluzji jakiś specjalnych postanowień z okazji Nowego Roku.

Moja propozycja:

Zapisz, albo wydrukuj poniższy wiersz i wracaj do niego co kwartał z prostym pytaniem: „Powoli umieram, czy dokładam nowe cegiełki życia?”. To będzie prosty barometr tego jak idziesz przez ten kolejny rok.

„Powoli umiera ten, kto staje się niewolnikiem przyzwyczajenia,
powtarzając każdego dnia te same drogi…
kto nigdy nie zmienia punktów odniesienia…
kto nigdy nie zmienia koloru swojego ubioru…
kto nigdy nie porozmawia z nieznajomym….

Powoli umiera ten, kto unika w swoim życiu Pasji,
kto zawsze przedkłada czarne nad białe
i poszczególne chwile nad całą paletę emocji, które powodują,
że oczy błyszczą, na twarzy pojawia się uśmiech,
a serce bije mocniej w konfrontacji z błędami i racjonalizmem…

Powoli umiera ten, kto nie 'wywraca stołu’,
kto jest nieszczęśliwy z pracy,
kto nie ryzykuje pewności dla niepewności realizacji Marzeń,
kto nie pozwoli sobie, przynajmniej jeden raz w życiu, uniknąć rozumnych rad i pójść za głosem Serca…

Powoli umiera ten, kto nie podróżuje…
kto nie czyta, kto nie słucha muzyki…
kto nie znajduje dobra w sobie…

Powoli umiera ten, kto niszczy swą miłość własną…
kto znikąd nie chce przyjąć pomocy…
kto idzie przez życie narzekając na własne nieszczęście i na „deszcz”, który pada…

Powoli umiera ten, kto rezygnuje z inicjatywy przed rozpoczęciem jej,
kto nie pyta o to, czego nie rozumie,
i nie odpowiada, kiedy zna odpowiedź…

Unikamy śmierci w małych dawkach,
pamiętając zawsze, że bycie żywym domaga się długiego wysiłku i wytrwałości, począwszy od prostej czynności oddychania…”

– Martha Medeiros

Lęk i kontrola – dwa oblicza tej samej monety

Często kiedy czujemy lęk próbujmy go zdusić na siłę. Czasami nawet, próbujemy go wyrugować z naszego życia. Tak robią obie płcie, ale szczególnie na facetach ciąży kulturowy stereotyp, że facet musi być odważny i się niczego nie bać.

Tymczasem lęk jest bardzo sprytny. Duszony z jednej strony wystrzeliwuje niespodziewanie w innym miejscu. Czasami czeka w ukryciu na chwilę naszej słabości, aby potem uderzyć ze zdwojoną siłą. Bywa i tak, że bardzo sprytnie i prawie niezauważalnie sączy się w naszej głębi wywołując w nas potrzebę nieustannej kontroli.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - lęk - kontrola

Perfekcyjna kontrola

Perfekcjoniści podnoszą sztukę kontroli do poziomu doskonałości. Wszystko mają rozplanowane, policzone i rozpisane. Choć oficjalnie są doskonale uporządkowani i zorganizowani, tak naprawdę są przerażeni wizją tego, że coś im nie wyjdzie, kogoś zawiodą lub ktoś źle oceni ich działanie.

Na pierwszy rzut oka, nie wygląda to jakoś strasznie. Ostatecznie dzięki temu podejściu są świetni w tym co robią i często zachodzą wysoko na zawodowej ścieżce. Jest jednak i ciemna strona tego podejścia. Najczęściej takie osoby mają nierealnie wyśrubowane oczekiwania wobec samych siebie (a bywa, że i wobec innych) i generalnie nie mają zdefiniowanej granicy doskonałości. Kiedy tylko osiągnął jej wyższy poziom wewnętrzny krytyk już szepcze im do ucha, że inni mają wobec nich jednak wyższe oczekiwania. Tymczasem Ci inni nic o tym nie wiedzą, ani nie wysuwają takich oczekiwań. Natomiast wewnętrzny krytyk jest w zmowie z lękiem.

Lęk cały czas karmi się Twoją obawą o brak doskonałości i nie pozwoli Ci nigdy osiągnąć stanu spokoju. Ostatecznie od tego zależy jego być, albo nie być.

Tak wiec często takie osoby walczą i starają się cały czas, a nieodłącznym towarzyszem ich życia jest stres, który wyniszcza je od środka, pozbawia rodności życia i możliwości jego smakowania. Bo do tego potrzebna jest pewna doza luzu, akceptacja swojej niedoskonałości, kreatywność i odwaga do eksperymentowania. Potrzebne jest przekonanie, że zdarzająca się od czasu do czasu porażka nie jest końcem świata, a jedynie doświadczeniem, nauką lub rozpoznaniem, że dana droga nie jest dla nas.

Gdy nie wiesz co to bezpieczeństwo…

Życie całkiem sporej części osób potoczyło się tak, że kiedy byli mali i kształtował się ich charakter, nie doznali poczucia bezpieczeństwa. Wystarczy, że odszedł jeden z rodziców i małe zagubione dziecko, które bez opieki dorosłych sobie nie poradzi poczuło lęk o swoje życie. Czasami, któreś z rodziców nadużywało alkoholu i nigdy nie było wiadomo w jakim stanie wróci do domu. Czy będzie można się przytulić, czy trzeba będzie uciekać przed ciosami czując lęk o przetrwanie. Czasami to był brak pieniędzy w rodzinie i wstyd czy inni tego nie zauważą i nie wyśmieją nas jako dziecka. Przyczyn powstania tego leku może być całkiem sporo.

Problem jednak zawsze sprowadza się do jednego. Barku znajomości uczucia bezpieczeństwa. Kiedy go nie znamy tworzymy sobie jego intelektualne substytuty. Wymyślamy np. że być bezpiecznym to znaczy mieć dużo pieniędzy, być zdrowym i założyć rodzinę.

Na pozór całkiem normalne wizje, ale to tylko pozory. Bo co to znaczy mieć dużo pieniędzy? Tyle żeby przeżyć miesiąc, odłożyć 10 tys., a może 100 tys.? Co to znaczy być zdrowym? Nie mieć żadnych dolegliwości, utrzymywać dobre wyniki krwi a może idealne ciało bez gram zbędnego tłuszczu. Co to znaczy założyć rodzinę? Wystarczy, że mamy kogoś kto nas kocha, czy musimy być po ślubie. Czy wystarczy, że jesteśmy razem czy też musimy zbudować dom, zasadzić drzewo i zawsze i wszędzie wszystko robić razem?

Osoby, które znają uczucie bezpieczeństwa potrafią być szczęśliwe i spokojne nawet jak okresowo nie wiedzie się im najlepiej. Skąd w nich ten spokój? Z poczucia, że jakoś sobie zawsze poradzą, że tak czy inaczej dadzą sobie radę. Zamiast siłować się z lękiem i „przykrywać” go kontrolą luzują, choć nie wchodzą w bezczynność.

Swojego czasu w tym zakresie usłyszałem doskonałą radę od jednej z mądrych kobiet, która fachowo zajmuje się pomocą innym. Kiedy usłyszała, że jak ktoś mam coś do zrobienia to zawsze przygotowuje w głowie plan B dla swojego działania, gdyby te pierwsze nie wyszło. Jednak teraz zaczyna być gorzej, bo zaczyna czuć potrzebę przygotowania również planu C. Zamiast powiedzieć nie rób tego, odpowiedziała „świetnie”. Od teraz zawsze będziesz mieć plan C, który brzmi „C..j* tam”. Trzymaj się go i wierz w to, że kiedy plan A i B nie wypalą, ty zawsze znajdziesz wyjście z sytuacji i sobie poradzisz.

* wyraz uważany za wulgaryzm, często błędnie pisany przez samo „h”.

Epidemia taktyki „nie warto” – wyjedź z myślowego tunelu

Całkiem sporo osób, z którymi mam przyjemność się spotykać przyjęło dziś taktykę „nie warto”. Nie warto nic planować, bo nie wiadomo co będzie. Nie warto nic zmieniać, bo nie wiadomo co z tego wyjdzie. Nie warto inwestować, bo nie wiadomo czy się nie straci. Nie warto oszczędzać, bo pieniądze tracą na wartości.

Odpowiedzi na pytanie skąd się bierze to „nie warto” jest całkiem sporo. Bo czwarta fala koronawirusa. Bo inflacja. Bo „Nowy ład”, który dołoży podatków i raczej ładu nie wprowadzi. Bo sytuacja polityczna, która coraz bardziej ingeruje w nasze życie prywatne. Bo trudna sytuacja na granicy. Bo nie wiadomo dokąd ten świat zmierza i kogo słuchać oraz komu wierzyć.

Mimo to jest pewna grupa ludzi, którzy świadomi tego całego „bo …” wciąż aktywnie działają i idą do przodu. Czyżby znali jakieś tajne informacje lub sekretne drogi do sukcesu. Nie, oni po prostu przyjęli inne podejście do tej sytuacji.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - taktyka - nie warto

„Nie warto, bo…” było zawsze i zawsze będzie

Jeżeli nie chcemy czegoś robić, to zawsze znajdziemy powód, albo rzekomą trudność. Kwestia jedynie ogranicza się do tego jaką łątkę przypniemy temu powodowi. Kiedyś trzeba było się lekko natrudzić, aby go uzasadnić. Dziś wystarczy rzucić hasło: pandemia, kryzys czy inflacja i mamy pozamiatane. Zaraz znajdzie się grupa potakiwczy, która przyzna nam rację.

Jest trudniej, ale to nie znaczy beznadziejnie

Tymczasem wydaje się, że wiele osób przyjęło założenie, że jak nie jest tak łatwo jak było wcześniej, to już nic nie można zrobić. Inni uważają, że jak nawet można coś spróbować, to i tak się nie opłaca jak kiedyś, zatem nie robią nic.

Trudniej lub mniej pewnie wymaga akceptacji mniejszego komfortu, albo zmiany podejścia. Jeszcze do niedawna spora część z nas zastanawiała się jak pomnażać lub inwestować oszczędności. Dziś raczej większość zastanawia się jak ochronić swoje oszczędności przed inflacją lub ograniczyć starty nią spowodowane. Oczywiście to mniej przyjemne niż zarabianie. Jednak nie robiąc nic tracimy jeszcze więcej, niż podejmując aktywne kroki do ochrony naszego kapitału.

Zawirowania na rynku pracy oraz w sposobach jej wykonywania zapewne sporo zmieniły. Jednak czy na gorsze, czy na lepsze to zależy od punktu widzenia każdego z nas. Co więcej, sporo osób uznało, że skoro ich pewna przez lata pozycja w dotychczasowej pracy straciła na swojej pewności, to jest to najlepszy moment na jej zmianę. Nawet jak ta nowa nie będzie taka super, to poczucie starty będzie mniejsze niż gdyby ze swojego poprzedniego stanowiska odeszli kiedyś, kiedy było ono spokojne i bezpieczne. Nie wspominając już o fakcie, że możliwość pracy zdalnej wielu z nas pozwoliło jej szukać poza miejscem naszego zamieszkania, przez co rynek potencjalnych ofert znacznie się poszerzył.

Jeden ze znajomych przedsiębiorców właśnie w tym okresie zaczął rozwijać sieć swoich sklepów. Czemu teraz, bo te gorzej zarządzane mają duże trudności i wielu ich właścicieli rezygnuje z ich prowadzenia. Dzięki temu łatwiej/taniej jest teraz odkupić sklep w miarę dobrej lokalizacji.

Szersza perspektywa i wyjazd z tunelu

To co jest dzisiaj szczególnie przydatne to umiejętność spojrzenia na całą sytuację z szerszej perspektywy. Wyjście z dotychczasowych ułożonych kolein myślowych. Pozwoli to dostrzec inne możliwości lub przeformułować dotychczasowe cele na te bardziej pasujące do obecnej rzeczywistości.

Chodzi o to, aby nie wpaść w to co Zofia Dzik innowatorka, inwestorka i doświadczony C-Level menadżer nazywa „myśleniem tunelowym”. W takim przypadku wjeżdżamy w jeden tunel i nie widzimy nic poza nim. Nie dostrzegamy całokształtu.

Pułapka „obserwatora” – nie daj się uziemić

W różnych okresach naszego życia i w jego różnych obszarach przyjmujemy różne role. Jedną z tych często wybieranych i na pozór niegroźnych jest rola obserwatora. Tymczasem bywa ona niebezpieczną pułapką. Sugeruje bowiem aktywność, a tak naprawdę wpycha nas w bierność.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - obserwator - pułapka

Obserwator na bocianim gnieździe

To była kiedyś bardzo ważna rola na okręcie. Człowiek obserwujący otoczenie z kosza wysoko zawieszonego na maszcie miał zwykle za zadanie wypatrywać zagrożeń, lądów lub punktów pomagających w nawigacji. Był dodatkową parą oczu kapitana, który sterował okrętem. Była to para oczu o szerokim polu widzenia skupiona jedynie na obserwacji, a nie na działaniu. Bo za te drugie i wszelkie kluczowe decyzje odpowiadał kapitan.

Zastanówmy się teraz co by się stało, gdybyśmy z okrętu usunęli kapitana, a zostawili tylko samego obserwatora. Co z tego, że ostrzegałby on z wysoka o górze lodowej na kursie? Co z tego, że krzyczałby, iż po prawej widzi ląd, lub po lewej na dziewiątej godzinie rozbłyski latarni? Jeżeli na pokładzie nie byłoby nikogo, kto na podstawie tych informacji podejmuje decyzje, dokonuje korekt kursu lub ogłasza wykonanie manewru unikowego, aby nie zderzyć się z przeszkodą.

Odpowiedź jest prosta. Statek płyną by siłą rozpędu. Poddając się całkowicie prądom morskim, kierunkowi wiatru itp. Nawe płynąc wprost na burzę, pomimo krzyków obserwatora płyną by w nią dalej.

Obserwuje więc działam… na serio?

Klient z dużej korporacji. Proces, w którym działa i zna od podszewki jest pomału wygaszany, a zespoły go obsługujące redukowane. Na stanowisku szefa jego departamentu zaszła zmiana. Może nie najgorsza (takiej się bardzo obawiał), ale też nie wiadomo co ta nowa przyniesie. Chciał już odchodzić z pracy lub szukać innego miejsca w organizacji, bo proces go nudził i czuł, że się nie rozwija.

Kiedy pytam co to zmienia, mówi że właśnie nie wie. Pytam zatem, czy to wydarzenie jakoś wpłynie na sam proces i jego wygaszanie. Twierdzi, że nie. Kiedy dopytuje co chce w związku z tym zrobić z tą sytuacją, dumnie odpowiada – zdecydowałem się przyjąć rolę „obserwatora”.

Brzmi szumnie – obserwuje więc działam. Jednak to bzdura, bo to tylko iluzja działania, a nie działanie. Tak naprawdę komunikat „przyjąłem rolę obserwatora”, oznacza wybrałem bierność, niedziałanie. Mój klient właśnie zrezygnował ze stanowiska kapitana na statku swojego zawodowego życia i wspiął się na bocianie gniazdo.

Już wiemy, że okrzyki i ostrzeżenia obserwatora zadadzą się na nic, jak nie będzie osoby decyzyjnej. Problem jest jednak jeszcze większy, bo tak de facto mój klient nawet nie wie czego ma z tego punktu obserwacyjnego wypatrywać. Mimo to, będzie cały czas przekonany, że wykonuje ważną i potrzebną rolę. W ten sposób wpadł właśnie w pułapkę „obserwatora’.

Zostań strategiem, a nie obserwatorem

Rozumiem wybór mojego klienta i uznaję, że czasami obserwacja jest lepsza od działania na ślepo. Musi to być jednak obserwacja czasowa, a nie zaplanowana na lata. Stąd ustaliliśmy następujące kroki.

Mój klient będzie obserwatorem jeszcze przez dwa miesiące, bo faktycznie nie wiadomo jak sytuacja z nowym szefem się ułoży.

Natomiast po dwóch miesiącach przyjmie rolę stratega. Na bazie poczynionych obserwacji, swoich doświadczeń i tego do czego chce dążyć, zbuduje plan działania oraz opracuje aktywności go wspierające. Które następnie zacznie wdrażać w życie.

W tej roli czasami będzie korzystał z kompetencji kapitana (decyzyjność i wyznaczanie celu), a czasami będzie wspinał się na bocianie gniazdo, aby zweryfikować, czy nie zmieniło się otoczenie. Czy na horyzoncie nie pojawiły się nowe szanse lub zagrożenia.

Z biernego „obserwatora” stanie się aktywnym nawigatorem z określonym celem, do którego dąży.

Moją rolą podczas comiesięcznych spotkań będzie jedynie dowiedzieć się, czy strateg ma plan i jak on dziś wygląda oraz czy nawigator go zna i realizuje.

Nie kradnij… i nie daj się okradać

Kradzież jest zła i to powszechnie znane prawda. Kradzieży też się obawiamy i staramy się przed nią zabezpieczyć. Chronimy nasze dobra zgromadzone w domu, samochody, pieniądze i dane. Wciąż uczymy się bronić przed cyberprzestępcami i różnego rodzaju „spryciarzami” czyhającymi na nasze oszczędności. Nierzadko też dla poczucia spokoju wykupujemy ubezpieczenia, które mają umniejszyć straty, jeżeli już do nich dojdzie.

Są jednak cenne dobra, o których zwykliśmy zapominać. Wystawiamy je na łatwą kradzież. Niemal nie chroniąc ich w żaden sposób.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kradzież - zasoby - samookradanie

Nie tylko to co materialne

Koncentrując się na tym co materialne i mierzalne wartością pieniądza, zapominamy o tym czego tak łatwo wycenić się nie da. O zasobach cennych zarówno dla nas, jak i dla innych. Należą do nich możliwość samorealizacji, wiara w siebie, poczucie własnej wartości, zdrowie, czas, uczucie spokoju i poczucie bezpieczeństwa.

Złodzieje są blisko nas

Nikt nas nie uczy jak chronić te zasoby i jak je zabezpieczać, a niejednokrotnie Ci którzy nam je podkradają są bardzo blisko nas. Mogą to być np. rodzice twierdzący, że do niczego się nie nadajemy. Partnerzy życiowi, którzy wmawiają nam, że bez nich nic nie znaczymy i nie poradzimy sobie w życiu.

Rzekomi przyjaciele i przyjaciółki, którzy zalewają na swoimi problemami i domagają się nieustającej uwagi, a jednocześnie zupełnie nie są zainteresowani tym co dla nas ważne i istotne. Mogą to być zakompleksieni współpracownicy, którzy plotkują, oceniają innych i najchętniej ściągnęli by wszystkich w dół. Wieczne marudy, które widzą wszystko w szarych i czarnych barwach i swoją wizję świata przelewają na innych.

Może to być też pracodawca, który nie szanuje naszego prywatnego czasu. Wyciska nas jak cytrynę. Każdy dzień urlopu akceptuje z wyrzutem, a zwolnienie lekarskie traktuje jak zdradę. Zarazem może to być zasmarkany i zakichany kolega czy koleżanka z pracy, którzy zamiast wziąć zwolnienie przychodzą do biura. Kradnąc w ten sposób nasze zdrowie i poczucie bezpieczeństwa.

Joanna Malinowska-Parzydło w swojej książce „Jesteś marką” zwraca uwagę na fakt, że publikowanie w social mediach różnych bezsensownych wpisów i zdjęć wrzucanych tylko dlatego, że się nam zrobiły, choć nie wiemy w jakim celu, jest zwyczajną kradzieżą innym ich czasu i uwagi. Podobnie jak głośne rozmowy przez telefon w środkach komunikacji okradają innych współpasażerów z ich prywatnej przestrzeni.

Samookradanie

To dość powszechna forma kradzieży i chyba najsmutniejsza. Tutaj złodziejami jesteśmy my sami. Działamy tak kiedy odmawiamy sobie poczucia zadowolenia z naszych osiągnięć. Kiedy mówimy, że „co się udało”, choć tak naprawdę stało się to dzięki naszej ciężkiej pracy.  

Samookradamy się także z poczucia spokoju, kiedy karmimy się nieustająco złymi wiadomościami z mediów. Godzimy się na niewygodne dla nas sytuacje, bo tak każą konwenanse, takie są oczekiwania społeczne lub, bo chcemy zrobić komuś dobrze, tylko nie nam samym.

Spójrz inaczej na kradzież

Teraz kiedy jesteś świadomy szerszego znaczenia kradzieży zatrzymaj się na moment. Zastanów się kto kradnie Twoje zasoby i czy przypadkiem Ty nie okradasz kogoś innego lub co gorsza samego siebie.

W miarę możliwości postaraj się zneutralizować złodziei w swoim otoczeniu. Ograniczając z nimi kontakty lub wprost sygnalizując im, że nie podoba Ci się to co robią. Jeżeli to robisz, przestań torpedować sam siebie i stań się swoim najlepszym przyjacielem. Takim, który wierzy w Ciebie i docenia Cię.

No i najistotniejsze. Zacznij dbać o swoje najważniejsze zasoby, ale dbaj także o zasoby innych.

Zbliżają się Święta, to dobra okazja, aby rozdać trochę prezentów. Mogą być nimi proste słowa „wierzę w Ciebie” lub „doceniam Ciebie”. Czasami wypowiedziane również do nas samych.

Prze_myślnik #59 – dwa światy

Szukając w życiu szczęścia lub spełnienia, albo odczuwając potrzebę wniesienia do niego istotnej zmiany często zwracamy się do tego co na zewnątrz.

Podglądamy naszych idoli. Zerkamy jak układają sobie życie ludzie sukcesu lub celebryci. Kształtujemy nasze otoczenie na wzór różnych katalogów i wzorcowych aranżacji.

Czasami poczujemy zew czegoś głębszego. Potrzebę odwołania do ducha, metafizyki, mistycyzmu. Poszukujemy więc różnego rodzaju guru lub przewodników duchowych. Zagłębiamy się w systemy filozoficzne, techniki medytacyjne i ćwiczenia mające odmienić nasz życie.

Często jednak, bez względu na wybór czujemy, że to nie to. Czujemy się niepełni i nieusatysfakcjonowani. Możemy mieć wrażenie, że przyjęte na początku kryteria poszukiwań doprowadziły nas nie do tego czego oczekiwaliśmy.

Nie rzadko przyczyną tego stanu, jest to, że tak do końca nie wiemy czego szukamy. Powielamy jedynie kalki poszukiwań innych. Nigdy się nie zatrzymaliśmy i nie zapytaliśmy siebie kim jesteśmy i kim chcemy być. Nie znając samych siebie, dość przypadkowo poszukujemy tego co może być z nami w harmonii.

Może więc czas najwyższy, aby przystanąć i przyjrzeć się samemu sobie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kim jestem - świat wewnętrzny - dwa światy

Zaangażowanie czy poświęcenie – rozstrzygający dylemat

Często w biegu życia wchodzimy w różne sytuacje, w których trwamy na zasadzie przyzwyczajenia. Nie zastanawiamy się dlaczego w nich jesteśmy. Zanurzeni w biegu codzienności powtarzamy często: bo tak trzeba, bo powinienem, bo muszę.

Co prawda, czasami przemknie nam przez głowę myśl, że może warto to zmienić. Odpuścić i zająć się czymś innym. Jednak to właśnie w takich momentach dostrzegamy trudność decyzji. Potencjalny dyskomfort pożegnania czegoś. Obawę, czy porzucając to co jest, trafimy w przyszłości na coś lepszego. Wtedy z pomocą przychodzi nam pytanie, które zwykł zadawać Jacek Walkiewicz.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - zaangażowanie czy poświęcenie

Bezwład decyzji

Bez względu na to co powoduje, że jesteśmy w danej sytuacji czy relacji, wcześniej czy później nadejdzie słabszy czas. Zmęczenie, gorszy dzień lub po prostu zwykła chandra. Mamy wtedy ochotę rzucić to wszystko i uciec do innych spraw.

Zazwyczaj tego dnia niemal podejmujemy już tę decyzję, która ostatecznie powinna zostać potwierdzona konkretnym działaniem w kolejnych dniach. I tu zaczyna się problem. Zaczynamy się wahać i zastanawiać. Ten decydujący krok zaczynamy odkładać w czasie i nawet nie zauważamy jak powoli, powolutku powracamy do naszej „bezpiecznej” rutyny i wciąż jesteśmy w tym, czego mieliśmy się pozbyć. Z reguły po jakimś czasie stwierdzając, że to był tylko taki przejściowy kryzys.

Problem w tym, że takich powtarzających się kryzysów możemy mieć całkiem sporo w dłuższej perspektywie czasu. Tak się do nich przyzwyczajamy, że przestajemy traktować je jako jasny sygnał do zmian w naszym życiu i nadal dźwigamy „przeznaczonym nam krzyż”.

Impuls działania

Bywa i tak, że moment słabości jest wyjątkowo silny i uwierający. Czasami też nałoży nam się kilka takich momentów w różnych obszarach naszego życia. Potrzeba ucieczki i wyrwania się z tego „potrzasku” urasta do tak wielkiej skali, że dokonujemy zdecydowanego i szybkiego cięcia.

Nim się obejrzymy i racjonalnie pomyślimy wysadzamy w powietrze jakiś obszar aktywności w naszym życiu. Kiedy już ochłoniemy możemy żałować danej decyzji i z perspektywy czasu uznać ją za błąd. Jednak często nie ma już przestrzeni na powrót do tego co było

Barometr decyzji

Pytanie zatem jako podjąć decyzje na tyle rozważnie, aby nie ugrzęznąć w bezruchu lub nie lizać ran po pochopnej decyzji.

Z jednej strony może przyjść z pomocą ludowa rada: „Nie odpowiadaj w gniewie. Nie obiecuje w euforii. Nie decyduj w przygnębieniu.”. Problem jednak w tym, że często trudno nam na chłodno ocenić w jakim stanie faktycznie jesteśmy i którego „nie” się trzymać.

Znacznie lepszy rozwiązaniem jest skorzystanie ze sposobu promowanego przez Jacka Walkiewicza. Kiedy chcemy podjąć rozsądną decyzje powinniśmy postawić sobie pytanie czy w przypadku danej sytuacji lub relacji jesteśmy zaangażowani czy się poświęcamy. Odpowiedź powinna dać nam jasną wskazówkę odnośnie właściwego działania.

Tym bardziej, że Jacek Walkiewicz zwykł tę wskazówkę okraszać przykładem obrazowo pokazującym różnicę między jednym a drugim podejściem. Odwołuje się w nim do jajecznicy na bekonie. W kontekście której, kura była zaangażowana a świnia się poświęciła.

Twierdzi on, że poświęcenie zawsze kończy się źle.

Rekalibracja myślenia – czyli zmiana bez wdrażania zmian

Różnego rodzaju urządzenia i detektory są często skalibrowane na wykrywanie jednego konkretnego czynnika, jednocześnie pomijając całe spektrum innych czynników występujących w danym otoczeniu. Świetnym zobrazowaniem tej zasady są systemy alarmowe z ich detektorami zwanymi czujkami. Czujka ruchu wykrywa ruch, ale nie reaguje na dźwięk czy wzrost zadymienia powietrza. Czujka stłuczeniowa wychwyci każdy odgłos zbitej szyby, ale pominie każdy inny dźwięk np. rozbijania drzwi. Czujka dymu zareaguje na wzrost zadymienia w danym pomieszczeniu, ale jest całkowicie niewrażliwa na ruch i dźwięki.

Często w naszym życiu, szczególnie w trudnych sytuacjach, zachowujemy się jak czujki alarmowe. Dostrzegamy jeden aspekt sytuacji, na którym się koncentrujemy, a wszystkie inne pomijamy zupełnie ich nie zauważając.

Zmiana bez zmiany

Trudna, czy też kryzysowa sytuacja zazwyczaj powoduje u nas zawężenie widzenia całego kontekstu sytuacji do tych aspektów, które odbieramy jako nam zagrażające. Podobnie będzie z sytuacjami wywołującymi u nas dyskomfort. Ten czynnik, który wywołuje złe samopoczucie będzie na celowniku i zasadniczo na nim będziemy się tylko koncentrować.

Równie ograniczająco mogą na nas oddziaływać „wdrukowane” schematy zachowań. Przekonania na jakiś temat oraz stereotypy, którymi posługujemy się przy ocenie innych.

Nie jesteśmy jednak systemem alarmowym i dla poszerzenia obrazu sytuacji nie możemy sobie zamontować dodatkowej czujki innego rodzaju niż ta, której używamy. To czego musimy dokonać, to przekalibrowania naszego umysłu w taki sposób, aby dostrzegał więcej i szerzej.

Dzięki takiemu podejściu, choć w samym zdarzeniu, czy środowisku nie zajdzie żadna zmiana. To my sami zaczniemy je zupełnie inaczej postrzegać

Rekalibracja postrzegania – widzieć szerzej i więcej

Może się ona zasadniczo zadziać na dwa sposoby.

Ktoś inny, np. coach pokaże nam tą samą sytuację ale z innej perspektywy. Lubię w takich sytuacjach mówić, że moją rolą jest przystawianie lustra do danej sytuacji i przeglądania się w niej razem z klientem. Najpierw on opowiada mi co widzi w jej odbiciu, a potem o tym jak je widzę mówię ja. Nie jestem emocjonalnie zaangażowany w daną sytuację i zazwyczaj patrzę na nią z szerszej perspektywy, zatem nasze obrazy przeważnie różnią się od siebie.

Innym sposobem jest ćwiczenie zakładające możliwości „pozbycia się” tego co dręczy/męczy daną osobę pod warunkiem, że uda się jej daną sytuację „sprzedać” komuś innemu. Jak wiadomo sprzedaż koncentruje się na tym co pozytywne i atrakcyjne. Zatem przygotowując swoją „ofertę” musisz doszukać się takich aspektów danej sytuacji, które pokażą ją jako atrakcyjną.

A oto uproszczone przykłady zastosowań tych technik:

Lustro

Klient: „Nienawidzę moich rodziców. Powinni mnie bardziej wspierać. Nie popełniać błędów przy moim wychowaniu i lepiej mnie przygotować do życia. Są fatalni, żałuję że to oni są moimi rodzicami. Zrujnowali mi życie”.

Ja: „Widzę parę zupełnie normalnych dorosłych, którzy działali tak jak potrafili. Często na wyczucie i w konsekwencji z błędami. Jednak nie sądzę, aby w tym zakresie różnili się od pozostałych rodziców. Często mamy tendencję do tego, że choć wiemy iż dorośli są generalnie nieidealni to względem naszych rodziców formułujemy nierealny wymóg idealności. Co o tym sądzisz?”

Sprzedaż:

Klient: „Nienawidzę mojej pracy. Męczy mnie to, że każdego dnia mam pełno zadań na głowie, a szef jeszcze dorzuca mi jakieś zadania ad hoc i to oczywiście na już. Jest ciągle zarobiony i niedostępny co jest wkurzające, bo bardzo nieprecyzyjnie formułuje zadania i czasami nie do końca wiadomo czego oczekuje. Do tego ciągle dochodzą niedobory pracowników i konieczność użerania się z rozkapryszonymi podwładnymi. To jest frustrujące.”

Ja: „Sprzedaj mi tę pracę”

Klient: „Mam dla Ciebie ofertę pracy, w której nigdy nie będziesz się nudzić. Niby ciągle jesteś na tym samym stanowisku, ale cały czas wykonujesz odmienne zadania. To jest super, bo ciągle się uczysz. Sam szef, też jest super bo nie prowadzi za rękę i nie musisz realizować tylko jego jedynej wizji. Rzuca Ci temat, a ty musi go potem jakoś sam rozwiązać. Dzięki temu uczysz się zaradności, proaktywnego podejścia i stajesz się naprawdę dobry w rozwiązywaniu problemów. Jakby jeszcze było mało masz tabun pracowników, którymi zarządzasz. Są mega kreatywni i z pewnością zadbają o to, abyś ciągle doskonalił swoje kompetencje menedżerskie”

Dokąd ta sytuacja mnie zaprowadzi?

Często rozważając jakąś zmianę w swoim życiu zastanawiamy się dokąd ona nas zaprowadzi i kalkulujemy co potencjalnie nam ona da. To zupełnie naturalne zachowanie w sytuacji wątpliwości i obaw jakie się pojawiają. Próbujemy oszacować, czy potencjalny zysk może zrównoważyć potencjalne trudności i perturbacje jakie zazwyczaj wiążą się z wdrażaniem każdej zmiany.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - działanie - coaching prowokatywny
Image by BUMIPUTRA from Pixabay

Mózg lubi mówić zmianie „nie!”

Problem w tym, że nasze mózgi są szczególnie zaprogramowane na wyszukiwanie wszelkich zagrożeń. Zatem z dużym prawdopodobieństwem w naszej głowie szybko namnoży się całkiem spora lista tego, co przy tej konkretnej zmianie nam grozi. Znacznie trudniej za to będzie nam zbudować taką listę po stronie pozytywów.

Powyższe to zaledwie pierwsza pułapka naszego mózgu. Nawet kiedy przy wytężonej woli i wysiłku uda nam się zbudować podobnie obszerne listy zagrożeń i pozytywów, niezmordowany w swym nastawieniu mózg odpali drugą ze swoich sztuczek. Będzie nas się starał przekonać, że to co groźne ma znacznie większą szansę zaistnieć w rzeczywistości, niż to co znajduje się po stronie pozytywów.

Chcesz zakończyć toksyczny związek i po stronie pozytywów widzisz w przyszłości inną wzbogacającą Cię relację i potencjalne szczęście jakie Ci ona daje. Nim się obejrzysz mózg już zacznie robić swoje. Uzmysłowi Ci, że masz już swoje lata i nie będzie łatwo kogoś odpowiedniego znaleźć. Wyciągnie na wierzch wszystkie Twoje mankamenty i niedoskonałości z ironią sugerując, że chyba sam byś się nie zainteresował kimś takim. Na sam koniec dołoży wizję dośmiertnej samotności. Naprawdę trzeba mieś sporo samozaparcia, żeby nie kupić wizji tego, że co prawda obecna relacja jest toksyczna, ale chociaż jest, więc może warto zacisnąć zęby i trwać w niej dalej.

Nie inaczej będzie, kiedy wpadniesz na pomysł zmiany obecnej nie do końca satysfakcjonującej Cię pracy. Mózg – spec od potencjalnych zagrożeń nie znoszący zmian – zrobi wszystko, żebyś zasilił szeregi sfrustrowanych pracowników, którzy choć nie cierpią swojej pracy, to z niej nie odchodzą. Co prawda marzą o jakiejś super robocie, ale dali się przekonać, że szanse na nią są nikłe. Że każda na pozór super praca skrywa także sporo niefajnych aspektów. No i jeszcze ten problem, że nie wiadomo czy taką fajną pracę może dostać ktoś taki jak Ty. Zostań więc lepiej tutaj gdzie jesteś, skoro Cię tu chcą.

Ograj speca od zagrożeń

W jednej z odmian coachingu, zwanej coachingiem prowokatywnym zachęca się coachów do takiego nastawienia, które łamie stereotypowe podejście. Uczy się tam, że jeżeli chcesz, aby osioł poszedł do przodu to nie ciągnie się go na siłę za uzdę. Dużo lepszą strategią jest pociągnąć go za ogon, a osioł sam z siebie pójdzie do przodu.

Zastosuj tę zasadę przy myśleniu o zmianie i zadaj sobie pytanie „Dokąd zaprowadzi mnie za 5 lat obecna sytuacja, jeżeli nic się w niej nie zmieni”. Mózg – spec od zagrożeń – od razu podpowie Ci całą listę tego co Ci grozi. Kiedy Ci ją uzmysłowi, wbrew samemu sobie, zmotywuje Cię do zmiany. Wykorzystaj to i działaj.

Nieuchronny cykl zmian

Zmiany w naszym życiu nie zawsze przychodzą łatwo. Nie zawsze też jesteśmy na nie przygotowani. Co więcej, robimy wiele w tym kierunku, aby one nie następowały. Aby było stabilnie, przewidywalnie i bezpiecznie. Kiedy tak nie jest, czujemy się oszukani przez los i rozczarowani. Szukamy też odpowiedzi i wyjaśnień, czemu tak się właśnie stało.

Nierzadko oskarżamy samych siebie o brak przewidywania. Innych o przyczynienie się lub wręcz wywołanie zawirowania w naszym życiu. Bywa też, że i rzucamy gromy w kierunku losu lub sił wyższych oskarżając je o sprzeniewierzenie się naszemu życiu i szczęściu.

Tymczasem błąd może leżeć u podstaw naszego założenia, że cokolwiek w życiu powinno być trwałe i niezmienne. Niezmienność i wieczne poczucie bezpieczeństwa są bowiem zaprzeczeniem natury, która z definicji jest zmienna i dynamiczna.

Zmiana to stały cykl

Doskonale obrazuje to mitologia hinduska i opisany w niej cykl tworzenia, trwania i rozpadu. Pozwala on zdystansować się do zmian, szczególnie tych mniej przyjemnych i mniej spodziewanych. Zarazem dostarcza też pewnego ukojenia i spokoju ducha, bo uświadamia nam, że i tak w końcu to co jest, obróci się w coś nowego.

W tej mitologii siła wyższa (boska) jest reprezentowana m.in. przez trzy główne postacie, które mają swoje ściśle określone zadania.

Brahma – odpowiada za tworzenie, inspirację i kreację. Działa już na etapie pierwszego przebłysku i zarysu koncepcji. Obojętnie czy to będzie nowe życie, budowla, relacja czy też idea. Kontynuuje swoją pracę w momencie, w którym to co było pomysłem nabiera rzeczywistych kształtów i formuje się w ostateczną formę czy strukturę. Kiedy zostaje ona osiągnięta i faza powstawania przechodzi w fazę trwania Brahma ustępuje.

Wisznu – to następca Brahmy i opiekun tego co trwałe. Przy czym nie jest istotne, czy ta trwałość trwa jedynie chwilę, czy wieczność. Natura tego bowiem co powstaje jest rożna i różny jest czas jego trwania. Inny dla życia drzewa, a inny dla życia motyla. Podobnie jak rożni się trwałość długoletnich związków od przelotnych romansów. Kiedy tylko się one ostatecznie ukształtują Wisznu obejmuje je opieką. Trwa przy nich w momencie naprawiania, ulepszania i przedłużania ich żywotności. Podobnie towarzyszy relacjom wtedy kiedy okazujemy sobie uczucia, wybaczamy, przepraszamy, wzmacniamy więzi i prostujemy to co zawodzi. Wisznu jednak nie ma mocy zatrzymywania czasu i najczęściej nadchodzi taki moment kiedy i on musi ustąpić.

Śiwa – nieubłagany niszczyciel, nadchodzi nieuchronnie po czasie stabilizacji. Jego zadaniem jest rozłożyć i zniszczyć wszystko co zużyte i niepotrzebne. Ma jednak i drugą stronę swojej natury. Niszcząc zarazem oczyszcza przedpole dla powstania tego co nowe. Można powiedzieć, że szykuje drogę i robi przestrzeń dla twórczych działań Brahmy. 

Nie opieraj się, tylko otwieraj na nowe

Ta nierozerwalna trójca wiruje nieustanie w stałym cyklu zmian troszcząc się o to, aby natura stworzenia nigdy nie wygasła. Zatem zmian nie jest objawem czegoś złego czy niewłaściwego. Nie jest też czymś czemu można by było zapobiec.

Opieranie się jej też nie ma większego sensu, bo nie da się powstrzymać niszczyciel Śiwy. Często lepszym rozwiązaniem niż walka z Śiwą jest akceptacja, brak przywiązania do tego co jest i otwartość na to co nowe. W ten sposób być może przyśpieszymy nadejście Brahmy z jego twórczą mocą.

* Wpis zainspirowany książką Pauliny Młynarskiej „Moja lewa joga”

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close