Rafał Markiewicz

Blog

Zaangażowanie czy poświęcenie – rozstrzygający dylemat

Często w biegu życia wchodzimy w różne sytuacje, w których trwamy na zasadzie przyzwyczajenia. Nie zastanawiamy się dlaczego w nich jesteśmy. Zanurzeni w biegu codzienności powtarzamy często: bo tak trzeba, bo powinienem, bo muszę.

Co prawda, czasami przemknie nam przez głowę myśl, że może warto to zmienić. Odpuścić i zająć się czymś innym. Jednak to właśnie w takich momentach dostrzegamy trudność decyzji. Potencjalny dyskomfort pożegnania czegoś. Obawę, czy porzucając to co jest, trafimy w przyszłości na coś lepszego. Wtedy z pomocą przychodzi nam pytanie, które zwykł zadawać Jacek Walkiewicz.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - zaangażowanie czy poświęcenie

Bezwład decyzji

Bez względu na to co powoduje, że jesteśmy w danej sytuacji czy relacji, wcześniej czy później nadejdzie słabszy czas. Zmęczenie, gorszy dzień lub po prostu zwykła chandra. Mamy wtedy ochotę rzucić to wszystko i uciec do innych spraw.

Zazwyczaj tego dnia niemal podejmujemy już tę decyzję, która ostatecznie powinna zostać potwierdzona konkretnym działaniem w kolejnych dniach. I tu zaczyna się problem. Zaczynamy się wahać i zastanawiać. Ten decydujący krok zaczynamy odkładać w czasie i nawet nie zauważamy jak powoli, powolutku powracamy do naszej „bezpiecznej” rutyny i wciąż jesteśmy w tym, czego mieliśmy się pozbyć. Z reguły po jakimś czasie stwierdzając, że to był tylko taki przejściowy kryzys.

Problem w tym, że takich powtarzających się kryzysów możemy mieć całkiem sporo w dłuższej perspektywie czasu. Tak się do nich przyzwyczajamy, że przestajemy traktować je jako jasny sygnał do zmian w naszym życiu i nadal dźwigamy „przeznaczonym nam krzyż”.

Impuls działania

Bywa i tak, że moment słabości jest wyjątkowo silny i uwierający. Czasami też nałoży nam się kilka takich momentów w różnych obszarach naszego życia. Potrzeba ucieczki i wyrwania się z tego „potrzasku” urasta do tak wielkiej skali, że dokonujemy zdecydowanego i szybkiego cięcia.

Nim się obejrzymy i racjonalnie pomyślimy wysadzamy w powietrze jakiś obszar aktywności w naszym życiu. Kiedy już ochłoniemy możemy żałować danej decyzji i z perspektywy czasu uznać ją za błąd. Jednak często nie ma już przestrzeni na powrót do tego co było

Barometr decyzji

Pytanie zatem jako podjąć decyzje na tyle rozważnie, aby nie ugrzęznąć w bezruchu lub nie lizać ran po pochopnej decyzji.

Z jednej strony może przyjść z pomocą ludowa rada: „Nie odpowiadaj w gniewie. Nie obiecuje w euforii. Nie decyduj w przygnębieniu.”. Problem jednak w tym, że często trudno nam na chłodno ocenić w jakim stanie faktycznie jesteśmy i którego „nie” się trzymać.

Znacznie lepszy rozwiązaniem jest skorzystanie ze sposobu promowanego przez Jacka Walkiewicza. Kiedy chcemy podjąć rozsądną decyzje powinniśmy postawić sobie pytanie czy w przypadku danej sytuacji lub relacji jesteśmy zaangażowani czy się poświęcamy. Odpowiedź powinna dać nam jasną wskazówkę odnośnie właściwego działania.

Tym bardziej, że Jacek Walkiewicz zwykł tę wskazówkę okraszać przykładem obrazowo pokazującym różnicę między jednym a drugim podejściem. Odwołuje się w nim do jajecznicy na bekonie. W kontekście której, kura była zaangażowana a świnia się poświęciła.

Twierdzi on, że poświęcenie zawsze kończy się źle.

Rekalibracja myślenia – czyli zmiana bez wdrażania zmian

Różnego rodzaju urządzenia i detektory są często skalibrowane na wykrywanie jednego konkretnego czynnika, jednocześnie pomijając całe spektrum innych czynników występujących w danym otoczeniu. Świetnym zobrazowaniem tej zasady są systemy alarmowe z ich detektorami zwanymi czujkami. Czujka ruchu wykrywa ruch, ale nie reaguje na dźwięk czy wzrost zadymienia powietrza. Czujka stłuczeniowa wychwyci każdy odgłos zbitej szyby, ale pominie każdy inny dźwięk np. rozbijania drzwi. Czujka dymu zareaguje na wzrost zadymienia w danym pomieszczeniu, ale jest całkowicie niewrażliwa na ruch i dźwięki.

Często w naszym życiu, szczególnie w trudnych sytuacjach, zachowujemy się jak czujki alarmowe. Dostrzegamy jeden aspekt sytuacji, na którym się koncentrujemy, a wszystkie inne pomijamy zupełnie ich nie zauważając.

Zmiana bez zmiany

Trudna, czy też kryzysowa sytuacja zazwyczaj powoduje u nas zawężenie widzenia całego kontekstu sytuacji do tych aspektów, które odbieramy jako nam zagrażające. Podobnie będzie z sytuacjami wywołującymi u nas dyskomfort. Ten czynnik, który wywołuje złe samopoczucie będzie na celowniku i zasadniczo na nim będziemy się tylko koncentrować.

Równie ograniczająco mogą na nas oddziaływać „wdrukowane” schematy zachowań. Przekonania na jakiś temat oraz stereotypy, którymi posługujemy się przy ocenie innych.

Nie jesteśmy jednak systemem alarmowym i dla poszerzenia obrazu sytuacji nie możemy sobie zamontować dodatkowej czujki innego rodzaju niż ta, której używamy. To czego musimy dokonać, to przekalibrowania naszego umysłu w taki sposób, aby dostrzegał więcej i szerzej.

Dzięki takiemu podejściu, choć w samym zdarzeniu, czy środowisku nie zajdzie żadna zmiana. To my sami zaczniemy je zupełnie inaczej postrzegać

Rekalibracja postrzegania – widzieć szerzej i więcej

Może się ona zasadniczo zadziać na dwa sposoby.

Ktoś inny, np. coach pokaże nam tą samą sytuację ale z innej perspektywy. Lubię w takich sytuacjach mówić, że moją rolą jest przystawianie lustra do danej sytuacji i przeglądania się w niej razem z klientem. Najpierw on opowiada mi co widzi w jej odbiciu, a potem o tym jak je widzę mówię ja. Nie jestem emocjonalnie zaangażowany w daną sytuację i zazwyczaj patrzę na nią z szerszej perspektywy, zatem nasze obrazy przeważnie różnią się od siebie.

Innym sposobem jest ćwiczenie zakładające możliwości „pozbycia się” tego co dręczy/męczy daną osobę pod warunkiem, że uda się jej daną sytuację „sprzedać” komuś innemu. Jak wiadomo sprzedaż koncentruje się na tym co pozytywne i atrakcyjne. Zatem przygotowując swoją „ofertę” musisz doszukać się takich aspektów danej sytuacji, które pokażą ją jako atrakcyjną.

A oto uproszczone przykłady zastosowań tych technik:

Lustro

Klient: „Nienawidzę moich rodziców. Powinni mnie bardziej wspierać. Nie popełniać błędów przy moim wychowaniu i lepiej mnie przygotować do życia. Są fatalni, żałuję że to oni są moimi rodzicami. Zrujnowali mi życie”.

Ja: „Widzę parę zupełnie normalnych dorosłych, którzy działali tak jak potrafili. Często na wyczucie i w konsekwencji z błędami. Jednak nie sądzę, aby w tym zakresie różnili się od pozostałych rodziców. Często mamy tendencję do tego, że choć wiemy iż dorośli są generalnie nieidealni to względem naszych rodziców formułujemy nierealny wymóg idealności. Co o tym sądzisz?”

Sprzedaż:

Klient: „Nienawidzę mojej pracy. Męczy mnie to, że każdego dnia mam pełno zadań na głowie, a szef jeszcze dorzuca mi jakieś zadania ad hoc i to oczywiście na już. Jest ciągle zarobiony i niedostępny co jest wkurzające, bo bardzo nieprecyzyjnie formułuje zadania i czasami nie do końca wiadomo czego oczekuje. Do tego ciągle dochodzą niedobory pracowników i konieczność użerania się z rozkapryszonymi podwładnymi. To jest frustrujące.”

Ja: „Sprzedaj mi tę pracę”

Klient: „Mam dla Ciebie ofertę pracy, w której nigdy nie będziesz się nudzić. Niby ciągle jesteś na tym samym stanowisku, ale cały czas wykonujesz odmienne zadania. To jest super, bo ciągle się uczysz. Sam szef, też jest super bo nie prowadzi za rękę i nie musisz realizować tylko jego jedynej wizji. Rzuca Ci temat, a ty musi go potem jakoś sam rozwiązać. Dzięki temu uczysz się zaradności, proaktywnego podejścia i stajesz się naprawdę dobry w rozwiązywaniu problemów. Jakby jeszcze było mało masz tabun pracowników, którymi zarządzasz. Są mega kreatywni i z pewnością zadbają o to, abyś ciągle doskonalił swoje kompetencje menedżerskie”

Dokąd ta sytuacja mnie zaprowadzi?

Często rozważając jakąś zmianę w swoim życiu zastanawiamy się dokąd ona nas zaprowadzi i kalkulujemy co potencjalnie nam ona da. To zupełnie naturalne zachowanie w sytuacji wątpliwości i obaw jakie się pojawiają. Próbujemy oszacować, czy potencjalny zysk może zrównoważyć potencjalne trudności i perturbacje jakie zazwyczaj wiążą się z wdrażaniem każdej zmiany.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - działanie - coaching prowokatywny
Image by BUMIPUTRA from Pixabay

Mózg lubi mówić zmianie „nie!”

Problem w tym, że nasze mózgi są szczególnie zaprogramowane na wyszukiwanie wszelkich zagrożeń. Zatem z dużym prawdopodobieństwem w naszej głowie szybko namnoży się całkiem spora lista tego, co przy tej konkretnej zmianie nam grozi. Znacznie trudniej za to będzie nam zbudować taką listę po stronie pozytywów.

Powyższe to zaledwie pierwsza pułapka naszego mózgu. Nawet kiedy przy wytężonej woli i wysiłku uda nam się zbudować podobnie obszerne listy zagrożeń i pozytywów, niezmordowany w swym nastawieniu mózg odpali drugą ze swoich sztuczek. Będzie nas się starał przekonać, że to co groźne ma znacznie większą szansę zaistnieć w rzeczywistości, niż to co znajduje się po stronie pozytywów.

Chcesz zakończyć toksyczny związek i po stronie pozytywów widzisz w przyszłości inną wzbogacającą Cię relację i potencjalne szczęście jakie Ci ona daje. Nim się obejrzysz mózg już zacznie robić swoje. Uzmysłowi Ci, że masz już swoje lata i nie będzie łatwo kogoś odpowiedniego znaleźć. Wyciągnie na wierzch wszystkie Twoje mankamenty i niedoskonałości z ironią sugerując, że chyba sam byś się nie zainteresował kimś takim. Na sam koniec dołoży wizję dośmiertnej samotności. Naprawdę trzeba mieś sporo samozaparcia, żeby nie kupić wizji tego, że co prawda obecna relacja jest toksyczna, ale chociaż jest, więc może warto zacisnąć zęby i trwać w niej dalej.

Nie inaczej będzie, kiedy wpadniesz na pomysł zmiany obecnej nie do końca satysfakcjonującej Cię pracy. Mózg – spec od potencjalnych zagrożeń nie znoszący zmian – zrobi wszystko, żebyś zasilił szeregi sfrustrowanych pracowników, którzy choć nie cierpią swojej pracy, to z niej nie odchodzą. Co prawda marzą o jakiejś super robocie, ale dali się przekonać, że szanse na nią są nikłe. Że każda na pozór super praca skrywa także sporo niefajnych aspektów. No i jeszcze ten problem, że nie wiadomo czy taką fajną pracę może dostać ktoś taki jak Ty. Zostań więc lepiej tutaj gdzie jesteś, skoro Cię tu chcą.

Ograj speca od zagrożeń

W jednej z odmian coachingu, zwanej coachingiem prowokatywnym zachęca się coachów do takiego nastawienia, które łamie stereotypowe podejście. Uczy się tam, że jeżeli chcesz, aby osioł poszedł do przodu to nie ciągnie się go na siłę za uzdę. Dużo lepszą strategią jest pociągnąć go za ogon, a osioł sam z siebie pójdzie do przodu.

Zastosuj tę zasadę przy myśleniu o zmianie i zadaj sobie pytanie „Dokąd zaprowadzi mnie za 5 lat obecna sytuacja, jeżeli nic się w niej nie zmieni”. Mózg – spec od zagrożeń – od razu podpowie Ci całą listę tego co Ci grozi. Kiedy Ci ją uzmysłowi, wbrew samemu sobie, zmotywuje Cię do zmiany. Wykorzystaj to i działaj.

Nieuchronny cykl zmian

Zmiany w naszym życiu nie zawsze przychodzą łatwo. Nie zawsze też jesteśmy na nie przygotowani. Co więcej, robimy wiele w tym kierunku, aby one nie następowały. Aby było stabilnie, przewidywalnie i bezpiecznie. Kiedy tak nie jest, czujemy się oszukani przez los i rozczarowani. Szukamy też odpowiedzi i wyjaśnień, czemu tak się właśnie stało.

Nierzadko oskarżamy samych siebie o brak przewidywania. Innych o przyczynienie się lub wręcz wywołanie zawirowania w naszym życiu. Bywa też, że i rzucamy gromy w kierunku losu lub sił wyższych oskarżając je o sprzeniewierzenie się naszemu życiu i szczęściu.

Tymczasem błąd może leżeć u podstaw naszego założenia, że cokolwiek w życiu powinno być trwałe i niezmienne. Niezmienność i wieczne poczucie bezpieczeństwa są bowiem zaprzeczeniem natury, która z definicji jest zmienna i dynamiczna.

Zmiana to stały cykl

Doskonale obrazuje to mitologia hinduska i opisany w niej cykl tworzenia, trwania i rozpadu. Pozwala on zdystansować się do zmian, szczególnie tych mniej przyjemnych i mniej spodziewanych. Zarazem dostarcza też pewnego ukojenia i spokoju ducha, bo uświadamia nam, że i tak w końcu to co jest, obróci się w coś nowego.

W tej mitologii siła wyższa (boska) jest reprezentowana m.in. przez trzy główne postacie, które mają swoje ściśle określone zadania.

Brahma – odpowiada za tworzenie, inspirację i kreację. Działa już na etapie pierwszego przebłysku i zarysu koncepcji. Obojętnie czy to będzie nowe życie, budowla, relacja czy też idea. Kontynuuje swoją pracę w momencie, w którym to co było pomysłem nabiera rzeczywistych kształtów i formuje się w ostateczną formę czy strukturę. Kiedy zostaje ona osiągnięta i faza powstawania przechodzi w fazę trwania Brahma ustępuje.

Wisznu – to następca Brahmy i opiekun tego co trwałe. Przy czym nie jest istotne, czy ta trwałość trwa jedynie chwilę, czy wieczność. Natura tego bowiem co powstaje jest rożna i różny jest czas jego trwania. Inny dla życia drzewa, a inny dla życia motyla. Podobnie jak rożni się trwałość długoletnich związków od przelotnych romansów. Kiedy tylko się one ostatecznie ukształtują Wisznu obejmuje je opieką. Trwa przy nich w momencie naprawiania, ulepszania i przedłużania ich żywotności. Podobnie towarzyszy relacjom wtedy kiedy okazujemy sobie uczucia, wybaczamy, przepraszamy, wzmacniamy więzi i prostujemy to co zawodzi. Wisznu jednak nie ma mocy zatrzymywania czasu i najczęściej nadchodzi taki moment kiedy i on musi ustąpić.

Śiwa – nieubłagany niszczyciel, nadchodzi nieuchronnie po czasie stabilizacji. Jego zadaniem jest rozłożyć i zniszczyć wszystko co zużyte i niepotrzebne. Ma jednak i drugą stronę swojej natury. Niszcząc zarazem oczyszcza przedpole dla powstania tego co nowe. Można powiedzieć, że szykuje drogę i robi przestrzeń dla twórczych działań Brahmy. 

Nie opieraj się, tylko otwieraj na nowe

Ta nierozerwalna trójca wiruje nieustanie w stałym cyklu zmian troszcząc się o to, aby natura stworzenia nigdy nie wygasła. Zatem zmian nie jest objawem czegoś złego czy niewłaściwego. Nie jest też czymś czemu można by było zapobiec.

Opieranie się jej też nie ma większego sensu, bo nie da się powstrzymać niszczyciel Śiwy. Często lepszym rozwiązaniem niż walka z Śiwą jest akceptacja, brak przywiązania do tego co jest i otwartość na to co nowe. W ten sposób być może przyśpieszymy nadejście Brahmy z jego twórczą mocą.

* Wpis zainspirowany książką Pauliny Młynarskiej „Moja lewa joga”

Prze_myślnik #58 – miękkie, czyli ludzkie

Jeszcze zanim natknąłem się na wiele wyjaśniające stwierdzenie Simona Sinka zastanawiało mnie czemu, tak dobrze czuję się w otoczeniu ludzi, którzy mają rozwinięte umiejętności miękkie, a tak nieswojo, czy wręcz dyskomfortowo, w otoczeniu tych, którzy są ich pozbawieni.

Co więcej, zasadniczo wszyscy zapisani w mojej pamięci najgorsi szefowie i menedżerowie uciekający się do hiperkontroli, mikrozarządzania, nieszanowania ludzi oraz ich nadmiernego eksploatowania byli właśnie tych kompetencji miękkich pozbawieni. Ciekawą obserwacją w tym aspekcie było to, że zarazem dość łatwo wyczuwało się w tych ludziach strach i brak wewnętrznej pewności siebie, maskowane hardością w obyciu. W konsekwencji najczęściej przekładało się na brak zaufania do nich ze strony podwładnych i innych menedżerów.

Pierwszą próbą ogniową, dla tych osób była pandemia i związany z nią lockdown. Był to czas, w którym zbudowane dobre relacje z pracownikami były kluczem do zachowania efektywności pracy wielu firm. Wyciszały one bowiem stres i budowały poczucie wspierającej się wspólnoty, co pozwalało lepiej się skupić na swoich zawodowych obowiązkach.

To jednak dopiero był przedsmak tego co nadchodzi. Postępująca automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji już pozwalają na bezosobową realizację wielu nawet złożonych zadań, do których można zastosować zdefiniowane reguły i algorytmy. Obszarami które im się najmniej podają są te, które wymagają emocji, empatii i budowania relacji. To dlatego w wielu dyskontach i hipermarketach są dziś masowo montowane automatyczne kasy. Ma być szybko, tanio, efektywnie i najlepiej anonimowo. Natomiast automatycznych kas nie znajdziecie, w żadnych markowych sklepach. Z tego samego powodu policzone są dni tłumaczy mechanicznie tłumaczących proste teksty np. dokumentów z jednego języka na drugi. Natomiast Ci, którzy zajmują się tłumaczeniem literatury, czy też prawnie skomplikowanych dokumentów pewnie jeszcze długo będą czerpać profity ze swojego zawodu.

Deloitte Access Economics podaje, że do 2030 roku (to już za niecałe 9 lat) zawody wymagające dużej ilości umiejętności miękkich będą stanowić 66 proc. wszystkich miejsc pracy. Natomiast według innych badań już dziś 77 procent pracodawców uznaje, że umiejętności miękkie są równie ważne co tzw. twarde.

Zatem już teraz warto zadbać o swoje umiejętności miękkie i zrzucić ze sztandarów hasła typu „Jestem fachowcem i nie zajmuję się takimi głupotami jak umiejętności miękkie. Liczy się twarda wiedza i doświadczenie”. Dziś może jeszcze tak, ale już znam branże, w których techniczni fachowcy z miękkimi umiejętnościami zarabiają więcej niż Ci tylko techniczni.

Czemu? Bo można ich wystawić do kontaktu z klientami, bo potrafią „po ludzku” wytłumaczyć zawiłości oferowanych usług, czy produktów. Bo potrafią być mili dla innych i nie kamuflują osobistych kompleksów potrzebą dominowania swoją techniczną wiedzą na spotkaniach. Potrafią słuchać i bez obawy powiedzieć, że czegoś nie rozumieją.

Nie inaczej będzie w przypadku menedżerów. Już dziś ich rola i zakres zadań ulegają istotnej transformacji, którą doskonale oddaje poniższy cytat z magazynu Coaching nr 56 1/2020: „Menedżer końca drugiej dekady XXI wieku to szef multikompetencyjny. Nie tylko potrafi wyznaczyć zadania, kontrolować ich realizację oraz nagradzać lub karać; skuteczny szef inicjuje także i wspiera proces dynamicznej i ciągłej zmiany organizacji, a także ludzi ją tworzących. Pomnaża użyteczną wiedzę, pomaga porzucać wyhamowujące nawyki oraz stymuluje źródło indywidualnej motywacji.

To bardzo wymagające zadanie, ponieważ w sposób szczególny właśnie teraz przed menedżerami stawia się wyzwania ciągłego udoskonalania warsztatu oraz wchodzenia we wcześniej niepenetrowane rejony aktywności.”

Powstaje zatem pytanie, czemu choć umiejętności miękkie (ludzkie) stają się coraz bardziej istotne, tak wiele osób ma dzisiaj z nimi nadal problem. Odpowiedzią na to jest jeden istotny aspekt z nimi związany: miękcy potrafią być tylko Ci prawdziwie twardzi. Miękkość wymaga bowiem wewnętrznego poukładania, poczucia własnej wartości i akceptacji swojej nieidealności. Drogą do ich osiągnięcia jest lepsze poznanie siebie, swoich wartości oraz znajomość swoich mocnych i słabych stron, które ma każdy z nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - umiejętności miękkie - umiejętności ludzkie

Źródło na 100% – tajemnica skuteczności

W coachingu uwielbiam to, że pracując z klientami często zachęcam ich do spojrzenia na omawiane sprawy z innej perspektywy. Czasami jestem też swoistego rodzaju transferem, podpowiadającym zastosowanie rozwiązania z jednej branży, w zupełnie innej. Idąc tym tropem, opowiem o jednej zasadzie stosowanej w systemach nagłośnienia, która idealnie sprawdzi się w rozwoju osobistym i wdrażaniu zmian.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - źródło na 100% - tajemnica skuteczności
Image by Erkan Yavas from Pixabay

Źródło na 100%

Jeden z moich klientów instalował ostatnio system nagłośnienia i goszczący u niego specjalista zdradził mu jedną podstawową zasadę „Źródło zawsze ustawiamy na 100%, aby wychodził z niego dobry i wyraźny dźwięk, który potem może być przenoszony i zmieniany przez pozostałe elementy systemu nagłośnieniowego. Jeżeli źródło będzie miało słaby dźwięk, to nawet najlepsze jakościowo elementy systemu nie są w stanie wycisnąć z niego dobrego efektu.”

Ta sama zasada będzie miała zastosowanie w rozwoju osobistym, wdrażanych w życiu zmianach i realizowaniu różnych projektów. Całkiem często słyszę historię moich klientów, którzy przeczytali całe mnóstwo poradników, odbyli sporo szkoleń i wciąż tkwią w tym samym miejscu. Kiedy pytają mnie co mają wybrać jako następne, odpowiadam że nic.

Liczby książek i szkoleń nie robią na mnie wrażenia. Chcę się za to dowiedzieć, czym się kierowali je wybierając. Co ich motywuje do działania lub zmiany i czego się po nich spodziewają. Generalnie, najważniejsze jest dla mnie zrozumienie na ile moi klienci poznali samych siebie. To oni są źródłem planowanej zmiany i chcę wiedzieć na ile to źródło ma czysty i silny dźwięk.

Zacznij od siebie

Większość z nas lubi wierzyć w magiczne sztuczki rozwoju osobistego. Marzy o drogach na skróty, które szybko i bezboleśnie dadzą cudowne efekty. Niestety, to tak nie działa.

Tutaj zastosowanie ma ta sama zasad co przy odchudzaniu. Możesz kupić dziesiątki tabletek, które teoretycznie mają uczynić cuda z Twoją wagą. Gdyby faktycznie jakakolwiek tabletka była antidotum na nadmiarowe kilogramy, to tak wiele osób nie miałoby problemu z tym tematem. Co więcej, pewnie znałbyś już kogoś, kto faktycznie dzięki nim schudł. Nie chcę twierdzić, że te tabletki to zwykła ściema. Pewnie sporo z nich może jakoś tam przyśpieszyć pozbywanie się nadmiarowych kilogramów, ale warunkiem koniecznym jest to, abyś wpierw zaczął od samego siebie. Jeżeli Ty sam nie zaczniesz się odpowiednio odżywiać i więcej ruszać nie zmieni się nic.

Chcesz mieć super pracę i dużo zarabiać – świetnie. Zamiast odpisywać na dziesiątki ogłoszeń i pomstować na złe firmy i niedobrych ludzi z działów HR. Przyjrzyj się wpierw swojemu doświadczeniu zawodowemu i racjonalnie oceń swoją wartość dla potencjalnego pracodawcy. Dopracuj CV i dobrze przygotuj się do rozmowy rekrutacyjnej. Popracuj nad eksponowaniem swoich osiągnięć i skuteczności. Być może zdobądź jakąś dodatkową umiejętność. Czasami zanim zdobędziesz wymarzone stanowisko, zatrudnij się na innym, które pozwoli zdobyć Ci doświadczenie potrzebna na tym wymarzonym.

Zaczynasz pracę w nowym zespole i twierdzisz, że wszyscy są tam powaleni i wrogo nastawieni. Może zamiast sztuczek na to jak ich zmienić albo ograć, zastanów się wpierw nad swoim nastawianiem. Własnymi uprzedzeniami lub stresem, który zaburza Twoje widzenie rzeczywistości. Może sam ich zrażasz jakimś swoim zachowaniem.

Dopasuj elementy do systemu

Na świecie rzadko istnieją rozwiązania tak uniwersalne, że są dopasowane do każdego i do każdej sytuacji. Nie kopiuj zatem bezrefleksyjnie zachowań innych i ich sposobów postępowania. Nie wierz w każdą poradę z „magicznego” poradnika, który jest bestselerem.

Jeden z moich klientów przeczytał, że podobno milionerzy zaczynają swoje dni skoro świt, dzięki czemu robią więcej i lepiej. Chciał być jak oni i zaczął zrywać się o 5 rano. Sęk w tym, że on potrzebował dużo snu i jako dużo jeżdżący przedstawiciel handlowy musiał umieć utrzymać uwagę na drodze niemal przez cały dzień. Efekt porannego zrywania, to dwie groźne sytuacje drogowe, w których o mało nie doprowadził do poważnych wypadków.

Zatem moja propozycja, wpierw poznaj dobrze siebie i świadomie testuj czy dane rozwiązanie, czy też porada są spójne z Tobą. To co działa na innych, może zupełnie nie sprawdzić się u Ciebie. To wcale nie znaczy, że ten sposób jest. Po prostu nie jest Twój.

W swoim życiu to Ty jesteś „źródłem”. Zadbaj więc o to, aby dawało czysty i wyraźny dźwięk. Następnie podkręć go na 100% i wyciągaj z życia tyle ile się da.

Dziś zwinność to za mało, potrzebna jest jeszcze jedna kluczowa umiejętność

Jeszcze do niedawna praktycznie w każdym miejscu i we wszystkich obszarach wychwalano zwinność i elastyczność. Była gwarantem nowoczesności i efektywności. Kto nie był agile, miało być po nim. Tymczasem, dziś na znaczeniu wzrasta jeszcze jedna – niemal już „zakurzona” umiejętność – jaką jest wytrwałość.

Zmiany, trudności i pułapki losu

W postcovidowej rzeczywistości zaszło wiele zmian w stosunku do tego co było wcześniej. Wiele kwestii jest niepewnych i niejasnych. Zmieniło się wiele reguł gry i sytuacji. Wiele planów uległo zmianie, a w niektórych kontekstach niemal straciło sens.

W tym roku często nawet wakacyjny wyjazd jest wielką niewiadomą. Jak lecisz gdzieś samolotem, do ostatniego dnia nie jest wiadomo jakie zasady i reguły będą obowiązywały w docelowym miejscu twojego lądowania. O ile w ogóle nie zamkną możliwości wjazdu.

Niektórzy przedsiębiorcy liczyli na to, że jak już przetrwali lockdown to są wygrani. Zadowoleni po wszystkim chcieli przyspieszać rozwój, ale nie było jak, bo nie było kim. Po prostu zabrakło pracowników. Słyszałem nawet o kilu małych sklepach, które z tego powodu zupełnie się zamknęły.

Całkiem sporo pracowników z dużych miast doceniło zalety pracy zdalnej i przeniosło swoje domy do miejsc od nich oddalonych, licząc na to że tak zostanie. Natomiast ich pracodawcom marzy się nierzadko całkowity powrót do biur lub chociaż praca hybrydowa. Ten konflikt interesów spowodował już sporo rozstań. Ci pierwsi tracą dotychczasowe miejsca zarobku, ale Ci drudzy tracą nierzadko istotnych członków projektów lub kluczowych pracowników organizacji.

W  dzisiejszych czasach mega problemem jest nawet kupno nowego samochodu. Tzn. złożenie na niego zamówienie nie stanowi problemu. Problemem jest mega długi planowany czas oczekiwania na jego odbiór. Dodatkowo wydłużany o standardowe dziś opóźnienia. Powodem są drobne w porównaniu z wielkością całego samochodu elementy, czyli półprzewodniki i chipy. Na potęgę wykupuje je branża elektroniczna.

Odpuścisz, czy wytrwasz?

Podobnych przykładów jak powyższe można mnożyć. Do tego dochodzi typowe dla obecnego świata przeładowanie informacjami, przebodźcowanie interakcjami oraz nadmierna wielość wyborów w wielu dziedzinach życia i biznesu.

Ta sytuacja u części osób powoduje tak wysoki poziom stresu, że ich psychika sobie z tym nie radzi. Wypalenia zawodowe i epizody depresyjne, są dziś udziałem wielu osób. U innych włącza się stan zamrożenia. Przestają proaktywnie reagować na zaistniałe sytuacje i działają na nastawionym na 50% autopilocie. Jeszcze innym po prostu „wywalają bezpieczniki” i całkowicie tracą motywację, zainteresowanie lub od razu zupełnie wycofują się z działania/planów.

To szczególnie trudny moment dla przedsiębiorców i menedżerów zarządzających ludźmi, odpowiedzialnych za różnego rodzaju projekty i aktywności. Oprócz dotychczasowej zwinności i elastyczności konieczna jest po ich stronie wytrwałość w działaniu i doprowadzaniu założonych celów do końca. Sama zwinność to już za mało, bo polec w boju można też zwinnie.

W życiu prywatnym wcale nie jest łatwiej, bo czy tego chcemy czy nie, tutaj każdy z nas jest menedżerem swojego życia.

Precesja – prosty i potężny życiowy drogowskaz

Początkowo miałem ochotę napisać w tym wpisie tylko jedno słowo – „doświadczaj” i go skończyć. Pomyślałem jednak, że znienawidzą go googlowe algorytmy, a większość moich czytelników pomyśli, że coś się skopało i tekst mi się nie załadował. Mogliby też do końca nie odkryć potęgi doświadczania, w tym sensie w jakim pokazuje je precesja.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - precesja
Image by Matthias Cooper from Pixabay

Działaj, a się wydarzy

Z terminem precesja pierwszy raz spotkałem się w książce Jacka Walkiewicza „Pełna moc życia”. Przytacza on w niej definicję tego zjawiska, jakiej rzekomo używał Buckminster Fuller: „Kiedy coś porusza się w kierunku jakiegoś celu, to równocześnie zachodzą inne ważniejsze zdarzenia w płaszczyźnie prostopadłej do tego ruchu”. Nie brzmi zbyt pociągająco, ale uwierz mi, że takie jest.

Mówiąc po ludzku – kiedy zaczynasz działać, aby zrealizować jakiś cel automatycznie wprawiasz się w ruch, a w ruchu jest też całe Twoje otoczenie. Działając, ciągle wchodzisz z tym otoczeniem w nowe i częste interakcje. Niektóre z nich mogą Cię doprowadzić do zupełnie nieplanowanych miejsc i zdarzeń, które są znacznie ważniejsze niż Twój pierwotny cel.

Niedoceniane „boczne drogi”

Wielu moich klientów, którzy szykują się do zmiany w karierze zawodowej, jest zaskoczonych jak jednocześnie podczas naszych spotkań dobrze poznało siebie. Chcieli nowej pracy, a dostali także głęboki wgląd w to kim są i czego chcą.

Niejeden złośliwy pociąg, czy autobus który komuś uciekł spowodował, że dana osoba odkryła zupełnie nowe miejsca lub poznała kogoś wartościowego w czasie tej podróżnej komplikacji.

Niejedna osoba, która z niechęcią i jedynie z poczucia obowiązku wybrała się na jakąś imprezę. Zupełnie niespodziewanie spotkała tam kogoś, kto stał się jej życiowym partnerem/partnerką lub najlepszym przyjacielem/przyjaciółką.

Niejedna trudna sytuacja, w której naszym celem było ją przetrwać. Pokazała nam jak potężne zasoby i wola walki w nas istnieją. Kiedy się tego doświadczy, życie nigdy nie będzie takie samo. Ludzie po czymś takim, potrafią „przemeblować” całe swoje życie

Gdyby nie jeden prawie 30 kilometrowy szlak w Beskidach, nie uprawiałbym od wielu lat jogi. Kolana po tej wyciecze bolały mnie kilka dni. Chciałem je wzmocnić, ale wiedziałem że nie nadaje się do tego forsowny trening. Wybrałem jogę, aby o nie zadbać, ale nie wiedziałem, że tym samym wkraczam w fascynujący świat jogi i ajurwedy, który pochłania mnie do dziś. Dał zupełnie inne perspektywy i znajomości.

Kiedy szedłem na kurs coachingu, chciałem być tylko dobrym coachem. Liczyłem też na poznanie kilku osób, które też tego chcą. Tymczasem poznałem tam też faceta, który potem zjechał na kupionym na miejscu motorze kawał Wietnamu i był przez jakiś czas cyfrowym nomadem. W jakimś stopniu inspirował mnie i do podróży i do pracy zdalnej.

Świat sprzyja „wędrowcom”

Powyższych przykładów działania precesji można mnożyć w nieskończoność.

Co ciekawe, praktycznie nikt w nich nie chciał być wielkim odkrywcą ani powodować wielkich zmian. Natomiast w każdym z tych przykładów, ktoś był w ruchu, w działaniu. Realizował określony cel, ale przez sam fakt wzmożonych interakcji ze światem doświadczył znacznie więcej niż realizacji celu.

Stąd zawsze zachęcam wszystkich do tego, aby nie zastygać w życiowym bezruchu. Żeby regularnie raz na jakiś czas robić coś, czego się jeszcze nie robiło. Być gdzieś, gdzie nas jeszcze nie było. Odpalać w sobie ciekawość, a nie kisić się w tym co dobrze znane. Nawet jeśli czasami czujemy lęk. Nawet jak działamy na lekkim ryzyku. To pozwala posmakować życia.

Znaczenie precesji – czyli doświadczania nowego – znał też z pewnością Karl Gustav Jung. Kiedy pojawiał się u niego ktoś z informacją że awansował w pracy, mawiał: „To współczuję, ale jak popracujemy nad tym problemem to jakoś uda się go rozwiązać”. Natomiast kiedy ktoś został z pracy wyrzucony, proponował: „Napijmy się za to, z tego musi się urodzić coś dobrego”.

Prze_myślnik #57 – etap pustki

Każda zmiana w życiu ma swoją cenę. Jeżeli jednak jest to zmiana zgodna z nami, najczęściej jej cenę rekompensuje efekt jaki dzięki niej osiągamy.

Zmiana to też pewien proces, który składa się z etapów. Wbrew oczekiwaniom niektórych, sama zmiana, jak i jej efekt nie dzieje się na przysłowiowy „pstryk”. To jedna ze spraw, którą muszę uświadamiać części moich klientów.

Świetnie obrazuje to wdrożenie jakiegoś nowego oprogramowania w firmie lub prywatna decyzja o zmianie dotychczas używanego programu. To, że tę zmianę zaplanujemy na np. 20 września, nie oznacza, iż następnego dnia będziemy już korzystać ze wszystkich dobrodziejstw nowej aplikacji. Co więcej, przez jakiś czas będzie nam się pracowało gorzej i wolniej, bo będziemy musieli dobrze poznać nowe oprogramowanie i jego funkcje.

Brak planowania zaangażowania w zmianę zaraz po jej wdrożeniu to tylko jedno z potencjalnych ryzyk.  

Jest jeszcze jedno spore ryzyko w tym procesie. Szczególnie istotne, kiedy zmiana dotyczy naszej własnej transformacji. Wiąże się ono z samym środkiem tego procesu, a dokładniej mówiąc z tym momentem, w którym odchodzimy od tego kim lub jacy byliśmy i dopiero zaczynamy się przystosowywać do tego co nowe. Wiliam Bridges nazywa to „etapem pustki”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - etap pustki - zmiana

Syndrom indyka, czyli zgubna wiara w niezmienność

Jakoś już tak mamy, że gdy dzieje się źle żyjemy nadzieją zmiany. Kiedy dopadają nas złe dni, inni mówią nam, że jutro też będzie kolejny dzień i to pewnie lepszy. Wiemy też, że po nocy zawsze nadchodzi dzień.

Co jednak kiedy jest dobrze, kiedy mówiąc metaforycznie żyjemy w blasku dnia? Coś nam się przestawia w głowie i zapominamy o zmienności życia. Zaczynamy wierzyć, że dobry czas mamy dany na zawsze. Wbrew logice, liczymy na to, że po dniu nie nadejdzie noc.

Syndrom indyka – czyli „wpadka” w Święto Dziękczynienia

Autorem tej metafory jest szkocki filozof David Hume. Opowiada ona o indyku, który jest codziennie karmiony przez wiele dni. Każde karmienie utwierdza go w przekonaniu, że jest to powszechnie obowiązująca zasada, iż człowiek go karmi i dba o niego. Przyjmuje więc, że tak będzie już zawsze. Nagle pewnego dnia, a konkretnie w środowe popołudnie przed Dniem Dziękczynienia, spodziewana przyszłość nie następuje, a indyk ląduje w piekarniku.

Syndrom indyka opisuje iluzje optymizmu, w której wielu z nas lubi się zanurzać. Swoją wiarę odnośnie przyszłości budujemy na tym, że coś miało miejsce w przeszłości lub dzieje się obecnie.

Przecież wszystko było już ułożone…

To podejście często bywa powodem błędnych decyzji lub uśpienia naszej czujności. Boleśnie doświadczyło tej sytuacji wiele firmy bez żadnych zabezpieczeń finansowych w momencie nadejścia pandemii i ogłoszenia lockdownu.

Jednak ta sama reguła dotyczy nas osobiście i to zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym.

Wchodząc w związek z drugą osobą przyjmujemy, że jesteśmy dla niej atrakcyjni. Tak zapewne jest na samym początku. Jednak jeżeli w ten związek się nie angażujemy, nie staramy i nie rozwijamy wraz z naszym partnerem/partnerką możemy pewnego dni być mocno zdziwieni, kiedy zostaniemy sami.

Zatrudniając się na etat w firmie mamy często poczucie dużego bezpieczeństwa. Jeżeli jednak liczymy na to, że sam fakt umowy o pracę spowoduje, że będziemy w niej już na zawsze możemy się pewnego dnia bardzo zdziwić. Firma płaci nam nie dlatego, że nas lubi. Płaci nam i nas zatrudnia, bo nasza praca stanowi dla niej wartość. Z tego powodu – pomimo etat – warto się w tę pracę angażować, jak również stale podnosić swoją wiedzę i umiejętności.

Znam np. firmę, która oficjalnie deklarowała, że zwalnianie ludzi nie leży w jej kulturze. Wielu z jej pracowników, planowało już w niej swoją emeryturę, bo firma duża i wynagrodzenia dobre. Niespodziewanie pewnego dnia pracownicy jednego z jej działów dowiedzieli się, że zostają przejęci przez firmę outsourcingową, w której mają gwarancję pracy jeszcze tylko przez kilka miesięcy.

Spotykam też w swej pracy menedżerów, którzy swojego czasu prężnie pieli się po stopniach kariery i mieli bardzo dobre wyniki. Trafili jednak na taki poziom, na którym świetnie się czuli i mieli wszystko poukładane. Rutyna i brak zagrożeń uśpiła ich czujność. Nagle zorientowali się, że pociąg zmian odjechał. Zmieniły się sposoby prowadzenia projektów, weszły nowe technologie. Tymczasem oni ciągle pracują w „stary sposób” i nie mają pojęcia jak znowu nabrać wiatru w żagle.

Znam też ludzi, którzy żyją z dnia na dzień bez większych planów i oszczędności. Ufają bowiem w to, że los im sprzyja, bo do tej pory jakoś się zawsze udawało. Uważają moje planowanie i budowanie zabezpieczeń za bezsensowną fanaberię. Nie próbuję ich zmieniać, bo uważam, że każdy ma swoją drogą, którą podąża. Niemniej jednak, już kilkoro z nich przyszło mi wspierać, kiedy nagle w ich życiu pojawił się niespodziewanie ich prywatny „Dzień Dziękczynienia”.

Na koniec jedna uwaga. Nie zachęcam do popadania w nadmierne budowanie zabezpieczeń i rozwiązań na przyszłość, bo często i tak tej przyszłości nie da się do końca przewidzieć. Sugerują jedynie pewną refleksje w życiu i zdroworozsądkowość.

Też wierzę, że los mi sprzyja. Mimo to nie pozostawiam wszystkiego w jego rękach, tylko aktywnie staram się wspierać to jego wsparcie. Dodatkowo buduję rozwiązania na sytuację, gdyby jednak na chwilę o mnie zapominał. Ostatecznie oprócz mnie ma jeszcze wielu innych interesantów 😉

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close