Rafał Markiewicz

Blog

Prze_myślnik #58 – miękkie, czyli ludzkie

Jeszcze zanim natknąłem się na wiele wyjaśniające stwierdzenie Simona Sinka zastanawiało mnie czemu, tak dobrze czuję się w otoczeniu ludzi, którzy mają rozwinięte umiejętności miękkie, a tak nieswojo, czy wręcz dyskomfortowo, w otoczeniu tych, którzy są ich pozbawieni.

Co więcej, zasadniczo wszyscy zapisani w mojej pamięci najgorsi szefowie i menedżerowie uciekający się do hiperkontroli, mikrozarządzania, nieszanowania ludzi oraz ich nadmiernego eksploatowania byli właśnie tych kompetencji miękkich pozbawieni. Ciekawą obserwacją w tym aspekcie było to, że zarazem dość łatwo wyczuwało się w tych ludziach strach i brak wewnętrznej pewności siebie, maskowane hardością w obyciu. W konsekwencji najczęściej przekładało się na brak zaufania do nich ze strony podwładnych i innych menedżerów.

Pierwszą próbą ogniową, dla tych osób była pandemia i związany z nią lockdown. Był to czas, w którym zbudowane dobre relacje z pracownikami były kluczem do zachowania efektywności pracy wielu firm. Wyciszały one bowiem stres i budowały poczucie wspierającej się wspólnoty, co pozwalało lepiej się skupić na swoich zawodowych obowiązkach.

To jednak dopiero był przedsmak tego co nadchodzi. Postępująca automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji już pozwalają na bezosobową realizację wielu nawet złożonych zadań, do których można zastosować zdefiniowane reguły i algorytmy. Obszarami które im się najmniej podają są te, które wymagają emocji, empatii i budowania relacji. To dlatego w wielu dyskontach i hipermarketach są dziś masowo montowane automatyczne kasy. Ma być szybko, tanio, efektywnie i najlepiej anonimowo. Natomiast automatycznych kas nie znajdziecie, w żadnych markowych sklepach. Z tego samego powodu policzone są dni tłumaczy mechanicznie tłumaczących proste teksty np. dokumentów z jednego języka na drugi. Natomiast Ci, którzy zajmują się tłumaczeniem literatury, czy też prawnie skomplikowanych dokumentów pewnie jeszcze długo będą czerpać profity ze swojego zawodu.

Deloitte Access Economics podaje, że do 2030 roku (to już za niecałe 9 lat) zawody wymagające dużej ilości umiejętności miękkich będą stanowić 66 proc. wszystkich miejsc pracy. Natomiast według innych badań już dziś 77 procent pracodawców uznaje, że umiejętności miękkie są równie ważne co tzw. twarde.

Zatem już teraz warto zadbać o swoje umiejętności miękkie i zrzucić ze sztandarów hasła typu „Jestem fachowcem i nie zajmuję się takimi głupotami jak umiejętności miękkie. Liczy się twarda wiedza i doświadczenie”. Dziś może jeszcze tak, ale już znam branże, w których techniczni fachowcy z miękkimi umiejętnościami zarabiają więcej niż Ci tylko techniczni.

Czemu? Bo można ich wystawić do kontaktu z klientami, bo potrafią „po ludzku” wytłumaczyć zawiłości oferowanych usług, czy produktów. Bo potrafią być mili dla innych i nie kamuflują osobistych kompleksów potrzebą dominowania swoją techniczną wiedzą na spotkaniach. Potrafią słuchać i bez obawy powiedzieć, że czegoś nie rozumieją.

Nie inaczej będzie w przypadku menedżerów. Już dziś ich rola i zakres zadań ulegają istotnej transformacji, którą doskonale oddaje poniższy cytat z magazynu Coaching nr 56 1/2020: „Menedżer końca drugiej dekady XXI wieku to szef multikompetencyjny. Nie tylko potrafi wyznaczyć zadania, kontrolować ich realizację oraz nagradzać lub karać; skuteczny szef inicjuje także i wspiera proces dynamicznej i ciągłej zmiany organizacji, a także ludzi ją tworzących. Pomnaża użyteczną wiedzę, pomaga porzucać wyhamowujące nawyki oraz stymuluje źródło indywidualnej motywacji.

To bardzo wymagające zadanie, ponieważ w sposób szczególny właśnie teraz przed menedżerami stawia się wyzwania ciągłego udoskonalania warsztatu oraz wchodzenia we wcześniej niepenetrowane rejony aktywności.”

Powstaje zatem pytanie, czemu choć umiejętności miękkie (ludzkie) stają się coraz bardziej istotne, tak wiele osób ma dzisiaj z nimi nadal problem. Odpowiedzią na to jest jeden istotny aspekt z nimi związany: miękcy potrafią być tylko Ci prawdziwie twardzi. Miękkość wymaga bowiem wewnętrznego poukładania, poczucia własnej wartości i akceptacji swojej nieidealności. Drogą do ich osiągnięcia jest lepsze poznanie siebie, swoich wartości oraz znajomość swoich mocnych i słabych stron, które ma każdy z nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - umiejętności miękkie - umiejętności ludzkie

Źródło na 100% – tajemnica skuteczności

W coachingu uwielbiam to, że pracując z klientami często zachęcam ich do spojrzenia na omawiane sprawy z innej perspektywy. Czasami jestem też swoistego rodzaju transferem, podpowiadającym zastosowanie rozwiązania z jednej branży, w zupełnie innej. Idąc tym tropem, opowiem o jednej zasadzie stosowanej w systemach nagłośnienia, która idealnie sprawdzi się w rozwoju osobistym i wdrażaniu zmian.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - źródło na 100% - tajemnica skuteczności
Image by Erkan Yavas from Pixabay

Źródło na 100%

Jeden z moich klientów instalował ostatnio system nagłośnienia i goszczący u niego specjalista zdradził mu jedną podstawową zasadę „Źródło zawsze ustawiamy na 100%, aby wychodził z niego dobry i wyraźny dźwięk, który potem może być przenoszony i zmieniany przez pozostałe elementy systemu nagłośnieniowego. Jeżeli źródło będzie miało słaby dźwięk, to nawet najlepsze jakościowo elementy systemu nie są w stanie wycisnąć z niego dobrego efektu.”

Ta sama zasada będzie miała zastosowanie w rozwoju osobistym, wdrażanych w życiu zmianach i realizowaniu różnych projektów. Całkiem często słyszę historię moich klientów, którzy przeczytali całe mnóstwo poradników, odbyli sporo szkoleń i wciąż tkwią w tym samym miejscu. Kiedy pytają mnie co mają wybrać jako następne, odpowiadam że nic.

Liczby książek i szkoleń nie robią na mnie wrażenia. Chcę się za to dowiedzieć, czym się kierowali je wybierając. Co ich motywuje do działania lub zmiany i czego się po nich spodziewają. Generalnie, najważniejsze jest dla mnie zrozumienie na ile moi klienci poznali samych siebie. To oni są źródłem planowanej zmiany i chcę wiedzieć na ile to źródło ma czysty i silny dźwięk.

Zacznij od siebie

Większość z nas lubi wierzyć w magiczne sztuczki rozwoju osobistego. Marzy o drogach na skróty, które szybko i bezboleśnie dadzą cudowne efekty. Niestety, to tak nie działa.

Tutaj zastosowanie ma ta sama zasad co przy odchudzaniu. Możesz kupić dziesiątki tabletek, które teoretycznie mają uczynić cuda z Twoją wagą. Gdyby faktycznie jakakolwiek tabletka była antidotum na nadmiarowe kilogramy, to tak wiele osób nie miałoby problemu z tym tematem. Co więcej, pewnie znałbyś już kogoś, kto faktycznie dzięki nim schudł. Nie chcę twierdzić, że te tabletki to zwykła ściema. Pewnie sporo z nich może jakoś tam przyśpieszyć pozbywanie się nadmiarowych kilogramów, ale warunkiem koniecznym jest to, abyś wpierw zaczął od samego siebie. Jeżeli Ty sam nie zaczniesz się odpowiednio odżywiać i więcej ruszać nie zmieni się nic.

Chcesz mieć super pracę i dużo zarabiać – świetnie. Zamiast odpisywać na dziesiątki ogłoszeń i pomstować na złe firmy i niedobrych ludzi z działów HR. Przyjrzyj się wpierw swojemu doświadczeniu zawodowemu i racjonalnie oceń swoją wartość dla potencjalnego pracodawcy. Dopracuj CV i dobrze przygotuj się do rozmowy rekrutacyjnej. Popracuj nad eksponowaniem swoich osiągnięć i skuteczności. Być może zdobądź jakąś dodatkową umiejętność. Czasami zanim zdobędziesz wymarzone stanowisko, zatrudnij się na innym, które pozwoli zdobyć Ci doświadczenie potrzebna na tym wymarzonym.

Zaczynasz pracę w nowym zespole i twierdzisz, że wszyscy są tam powaleni i wrogo nastawieni. Może zamiast sztuczek na to jak ich zmienić albo ograć, zastanów się wpierw nad swoim nastawianiem. Własnymi uprzedzeniami lub stresem, który zaburza Twoje widzenie rzeczywistości. Może sam ich zrażasz jakimś swoim zachowaniem.

Dopasuj elementy do systemu

Na świecie rzadko istnieją rozwiązania tak uniwersalne, że są dopasowane do każdego i do każdej sytuacji. Nie kopiuj zatem bezrefleksyjnie zachowań innych i ich sposobów postępowania. Nie wierz w każdą poradę z „magicznego” poradnika, który jest bestselerem.

Jeden z moich klientów przeczytał, że podobno milionerzy zaczynają swoje dni skoro świt, dzięki czemu robią więcej i lepiej. Chciał być jak oni i zaczął zrywać się o 5 rano. Sęk w tym, że on potrzebował dużo snu i jako dużo jeżdżący przedstawiciel handlowy musiał umieć utrzymać uwagę na drodze niemal przez cały dzień. Efekt porannego zrywania, to dwie groźne sytuacje drogowe, w których o mało nie doprowadził do poważnych wypadków.

Zatem moja propozycja, wpierw poznaj dobrze siebie i świadomie testuj czy dane rozwiązanie, czy też porada są spójne z Tobą. To co działa na innych, może zupełnie nie sprawdzić się u Ciebie. To wcale nie znaczy, że ten sposób jest. Po prostu nie jest Twój.

W swoim życiu to Ty jesteś „źródłem”. Zadbaj więc o to, aby dawało czysty i wyraźny dźwięk. Następnie podkręć go na 100% i wyciągaj z życia tyle ile się da.

Dziś zwinność to za mało, potrzebna jest jeszcze jedna kluczowa umiejętność

Jeszcze do niedawna praktycznie w każdym miejscu i we wszystkich obszarach wychwalano zwinność i elastyczność. Była gwarantem nowoczesności i efektywności. Kto nie był agile, miało być po nim. Tymczasem, dziś na znaczeniu wzrasta jeszcze jedna – niemal już „zakurzona” umiejętność – jaką jest wytrwałość.

Zmiany, trudności i pułapki losu

W postcovidowej rzeczywistości zaszło wiele zmian w stosunku do tego co było wcześniej. Wiele kwestii jest niepewnych i niejasnych. Zmieniło się wiele reguł gry i sytuacji. Wiele planów uległo zmianie, a w niektórych kontekstach niemal straciło sens.

W tym roku często nawet wakacyjny wyjazd jest wielką niewiadomą. Jak lecisz gdzieś samolotem, do ostatniego dnia nie jest wiadomo jakie zasady i reguły będą obowiązywały w docelowym miejscu twojego lądowania. O ile w ogóle nie zamkną możliwości wjazdu.

Niektórzy przedsiębiorcy liczyli na to, że jak już przetrwali lockdown to są wygrani. Zadowoleni po wszystkim chcieli przyspieszać rozwój, ale nie było jak, bo nie było kim. Po prostu zabrakło pracowników. Słyszałem nawet o kilu małych sklepach, które z tego powodu zupełnie się zamknęły.

Całkiem sporo pracowników z dużych miast doceniło zalety pracy zdalnej i przeniosło swoje domy do miejsc od nich oddalonych, licząc na to że tak zostanie. Natomiast ich pracodawcom marzy się nierzadko całkowity powrót do biur lub chociaż praca hybrydowa. Ten konflikt interesów spowodował już sporo rozstań. Ci pierwsi tracą dotychczasowe miejsca zarobku, ale Ci drudzy tracą nierzadko istotnych członków projektów lub kluczowych pracowników organizacji.

W  dzisiejszych czasach mega problemem jest nawet kupno nowego samochodu. Tzn. złożenie na niego zamówienie nie stanowi problemu. Problemem jest mega długi planowany czas oczekiwania na jego odbiór. Dodatkowo wydłużany o standardowe dziś opóźnienia. Powodem są drobne w porównaniu z wielkością całego samochodu elementy, czyli półprzewodniki i chipy. Na potęgę wykupuje je branża elektroniczna.

Odpuścisz, czy wytrwasz?

Podobnych przykładów jak powyższe można mnożyć. Do tego dochodzi typowe dla obecnego świata przeładowanie informacjami, przebodźcowanie interakcjami oraz nadmierna wielość wyborów w wielu dziedzinach życia i biznesu.

Ta sytuacja u części osób powoduje tak wysoki poziom stresu, że ich psychika sobie z tym nie radzi. Wypalenia zawodowe i epizody depresyjne, są dziś udziałem wielu osób. U innych włącza się stan zamrożenia. Przestają proaktywnie reagować na zaistniałe sytuacje i działają na nastawionym na 50% autopilocie. Jeszcze innym po prostu „wywalają bezpieczniki” i całkowicie tracą motywację, zainteresowanie lub od razu zupełnie wycofują się z działania/planów.

To szczególnie trudny moment dla przedsiębiorców i menedżerów zarządzających ludźmi, odpowiedzialnych za różnego rodzaju projekty i aktywności. Oprócz dotychczasowej zwinności i elastyczności konieczna jest po ich stronie wytrwałość w działaniu i doprowadzaniu założonych celów do końca. Sama zwinność to już za mało, bo polec w boju można też zwinnie.

W życiu prywatnym wcale nie jest łatwiej, bo czy tego chcemy czy nie, tutaj każdy z nas jest menedżerem swojego życia.

Precesja – prosty i potężny życiowy drogowskaz

Początkowo miałem ochotę napisać w tym wpisie tylko jedno słowo – „doświadczaj” i go skończyć. Pomyślałem jednak, że znienawidzą go googlowe algorytmy, a większość moich czytelników pomyśli, że coś się skopało i tekst mi się nie załadował. Mogliby też do końca nie odkryć potęgi doświadczania, w tym sensie w jakim pokazuje je precesja.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - precesja
Image by Matthias Cooper from Pixabay

Działaj, a się wydarzy

Z terminem precesja pierwszy raz spotkałem się w książce Jacka Walkiewicza „Pełna moc życia”. Przytacza on w niej definicję tego zjawiska, jakiej rzekomo używał Buckminster Fuller: „Kiedy coś porusza się w kierunku jakiegoś celu, to równocześnie zachodzą inne ważniejsze zdarzenia w płaszczyźnie prostopadłej do tego ruchu”. Nie brzmi zbyt pociągająco, ale uwierz mi, że takie jest.

Mówiąc po ludzku – kiedy zaczynasz działać, aby zrealizować jakiś cel automatycznie wprawiasz się w ruch, a w ruchu jest też całe Twoje otoczenie. Działając, ciągle wchodzisz z tym otoczeniem w nowe i częste interakcje. Niektóre z nich mogą Cię doprowadzić do zupełnie nieplanowanych miejsc i zdarzeń, które są znacznie ważniejsze niż Twój pierwotny cel.

Niedoceniane „boczne drogi”

Wielu moich klientów, którzy szykują się do zmiany w karierze zawodowej, jest zaskoczonych jak jednocześnie podczas naszych spotkań dobrze poznało siebie. Chcieli nowej pracy, a dostali także głęboki wgląd w to kim są i czego chcą.

Niejeden złośliwy pociąg, czy autobus który komuś uciekł spowodował, że dana osoba odkryła zupełnie nowe miejsca lub poznała kogoś wartościowego w czasie tej podróżnej komplikacji.

Niejedna osoba, która z niechęcią i jedynie z poczucia obowiązku wybrała się na jakąś imprezę. Zupełnie niespodziewanie spotkała tam kogoś, kto stał się jej życiowym partnerem/partnerką lub najlepszym przyjacielem/przyjaciółką.

Niejedna trudna sytuacja, w której naszym celem było ją przetrwać. Pokazała nam jak potężne zasoby i wola walki w nas istnieją. Kiedy się tego doświadczy, życie nigdy nie będzie takie samo. Ludzie po czymś takim, potrafią „przemeblować” całe swoje życie

Gdyby nie jeden prawie 30 kilometrowy szlak w Beskidach, nie uprawiałbym od wielu lat jogi. Kolana po tej wyciecze bolały mnie kilka dni. Chciałem je wzmocnić, ale wiedziałem że nie nadaje się do tego forsowny trening. Wybrałem jogę, aby o nie zadbać, ale nie wiedziałem, że tym samym wkraczam w fascynujący świat jogi i ajurwedy, który pochłania mnie do dziś. Dał zupełnie inne perspektywy i znajomości.

Kiedy szedłem na kurs coachingu, chciałem być tylko dobrym coachem. Liczyłem też na poznanie kilku osób, które też tego chcą. Tymczasem poznałem tam też faceta, który potem zjechał na kupionym na miejscu motorze kawał Wietnamu i był przez jakiś czas cyfrowym nomadem. W jakimś stopniu inspirował mnie i do podróży i do pracy zdalnej.

Świat sprzyja „wędrowcom”

Powyższych przykładów działania precesji można mnożyć w nieskończoność.

Co ciekawe, praktycznie nikt w nich nie chciał być wielkim odkrywcą ani powodować wielkich zmian. Natomiast w każdym z tych przykładów, ktoś był w ruchu, w działaniu. Realizował określony cel, ale przez sam fakt wzmożonych interakcji ze światem doświadczył znacznie więcej niż realizacji celu.

Stąd zawsze zachęcam wszystkich do tego, aby nie zastygać w życiowym bezruchu. Żeby regularnie raz na jakiś czas robić coś, czego się jeszcze nie robiło. Być gdzieś, gdzie nas jeszcze nie było. Odpalać w sobie ciekawość, a nie kisić się w tym co dobrze znane. Nawet jeśli czasami czujemy lęk. Nawet jak działamy na lekkim ryzyku. To pozwala posmakować życia.

Znaczenie precesji – czyli doświadczania nowego – znał też z pewnością Karl Gustav Jung. Kiedy pojawiał się u niego ktoś z informacją że awansował w pracy, mawiał: „To współczuję, ale jak popracujemy nad tym problemem to jakoś uda się go rozwiązać”. Natomiast kiedy ktoś został z pracy wyrzucony, proponował: „Napijmy się za to, z tego musi się urodzić coś dobrego”.

Prze_myślnik #57 – etap pustki

Każda zmiana w życiu ma swoją cenę. Jeżeli jednak jest to zmiana zgodna z nami, najczęściej jej cenę rekompensuje efekt jaki dzięki niej osiągamy.

Zmiana to też pewien proces, który składa się z etapów. Wbrew oczekiwaniom niektórych, sama zmiana, jak i jej efekt nie dzieje się na przysłowiowy „pstryk”. To jedna ze spraw, którą muszę uświadamiać części moich klientów.

Świetnie obrazuje to wdrożenie jakiegoś nowego oprogramowania w firmie lub prywatna decyzja o zmianie dotychczas używanego programu. To, że tę zmianę zaplanujemy na np. 20 września, nie oznacza, iż następnego dnia będziemy już korzystać ze wszystkich dobrodziejstw nowej aplikacji. Co więcej, przez jakiś czas będzie nam się pracowało gorzej i wolniej, bo będziemy musieli dobrze poznać nowe oprogramowanie i jego funkcje.

Brak planowania zaangażowania w zmianę zaraz po jej wdrożeniu to tylko jedno z potencjalnych ryzyk.  

Jest jeszcze jedno spore ryzyko w tym procesie. Szczególnie istotne, kiedy zmiana dotyczy naszej własnej transformacji. Wiąże się ono z samym środkiem tego procesu, a dokładniej mówiąc z tym momentem, w którym odchodzimy od tego kim lub jacy byliśmy i dopiero zaczynamy się przystosowywać do tego co nowe. Wiliam Bridges nazywa to „etapem pustki”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - etap pustki - zmiana

Syndrom indyka, czyli zgubna wiara w niezmienność

Jakoś już tak mamy, że gdy dzieje się źle żyjemy nadzieją zmiany. Kiedy dopadają nas złe dni, inni mówią nam, że jutro też będzie kolejny dzień i to pewnie lepszy. Wiemy też, że po nocy zawsze nadchodzi dzień.

Co jednak kiedy jest dobrze, kiedy mówiąc metaforycznie żyjemy w blasku dnia? Coś nam się przestawia w głowie i zapominamy o zmienności życia. Zaczynamy wierzyć, że dobry czas mamy dany na zawsze. Wbrew logice, liczymy na to, że po dniu nie nadejdzie noc.

Syndrom indyka – czyli „wpadka” w Święto Dziękczynienia

Autorem tej metafory jest szkocki filozof David Hume. Opowiada ona o indyku, który jest codziennie karmiony przez wiele dni. Każde karmienie utwierdza go w przekonaniu, że jest to powszechnie obowiązująca zasada, iż człowiek go karmi i dba o niego. Przyjmuje więc, że tak będzie już zawsze. Nagle pewnego dnia, a konkretnie w środowe popołudnie przed Dniem Dziękczynienia, spodziewana przyszłość nie następuje, a indyk ląduje w piekarniku.

Syndrom indyka opisuje iluzje optymizmu, w której wielu z nas lubi się zanurzać. Swoją wiarę odnośnie przyszłości budujemy na tym, że coś miało miejsce w przeszłości lub dzieje się obecnie.

Przecież wszystko było już ułożone…

To podejście często bywa powodem błędnych decyzji lub uśpienia naszej czujności. Boleśnie doświadczyło tej sytuacji wiele firmy bez żadnych zabezpieczeń finansowych w momencie nadejścia pandemii i ogłoszenia lockdownu.

Jednak ta sama reguła dotyczy nas osobiście i to zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym.

Wchodząc w związek z drugą osobą przyjmujemy, że jesteśmy dla niej atrakcyjni. Tak zapewne jest na samym początku. Jednak jeżeli w ten związek się nie angażujemy, nie staramy i nie rozwijamy wraz z naszym partnerem/partnerką możemy pewnego dni być mocno zdziwieni, kiedy zostaniemy sami.

Zatrudniając się na etat w firmie mamy często poczucie dużego bezpieczeństwa. Jeżeli jednak liczymy na to, że sam fakt umowy o pracę spowoduje, że będziemy w niej już na zawsze możemy się pewnego dnia bardzo zdziwić. Firma płaci nam nie dlatego, że nas lubi. Płaci nam i nas zatrudnia, bo nasza praca stanowi dla niej wartość. Z tego powodu – pomimo etat – warto się w tę pracę angażować, jak również stale podnosić swoją wiedzę i umiejętności.

Znam np. firmę, która oficjalnie deklarowała, że zwalnianie ludzi nie leży w jej kulturze. Wielu z jej pracowników, planowało już w niej swoją emeryturę, bo firma duża i wynagrodzenia dobre. Niespodziewanie pewnego dnia pracownicy jednego z jej działów dowiedzieli się, że zostają przejęci przez firmę outsourcingową, w której mają gwarancję pracy jeszcze tylko przez kilka miesięcy.

Spotykam też w swej pracy menedżerów, którzy swojego czasu prężnie pieli się po stopniach kariery i mieli bardzo dobre wyniki. Trafili jednak na taki poziom, na którym świetnie się czuli i mieli wszystko poukładane. Rutyna i brak zagrożeń uśpiła ich czujność. Nagle zorientowali się, że pociąg zmian odjechał. Zmieniły się sposoby prowadzenia projektów, weszły nowe technologie. Tymczasem oni ciągle pracują w „stary sposób” i nie mają pojęcia jak znowu nabrać wiatru w żagle.

Znam też ludzi, którzy żyją z dnia na dzień bez większych planów i oszczędności. Ufają bowiem w to, że los im sprzyja, bo do tej pory jakoś się zawsze udawało. Uważają moje planowanie i budowanie zabezpieczeń za bezsensowną fanaberię. Nie próbuję ich zmieniać, bo uważam, że każdy ma swoją drogą, którą podąża. Niemniej jednak, już kilkoro z nich przyszło mi wspierać, kiedy nagle w ich życiu pojawił się niespodziewanie ich prywatny „Dzień Dziękczynienia”.

Na koniec jedna uwaga. Nie zachęcam do popadania w nadmierne budowanie zabezpieczeń i rozwiązań na przyszłość, bo często i tak tej przyszłości nie da się do końca przewidzieć. Sugerują jedynie pewną refleksje w życiu i zdroworozsądkowość.

Też wierzę, że los mi sprzyja. Mimo to nie pozostawiam wszystkiego w jego rękach, tylko aktywnie staram się wspierać to jego wsparcie. Dodatkowo buduję rozwiązania na sytuację, gdyby jednak na chwilę o mnie zapominał. Ostatecznie oprócz mnie ma jeszcze wielu innych interesantów 😉

„Święta trójca” szefa – czyli specjalista, menedżer i przedsiębiorca

Obojętnie czy szefujesz małej firmie, czy też działowi w ramach większej struktury, zawsze powinieneś postrzegać swoją rolę w trzech aspektach. Tymczasem większość szefów, zapomina przynajmniej o jednym z nich, o ile nie o dwóch.

Szef w trzech osobach

Pełniąc rolę szefa powinniśmy patrzeć na nią w trzech aspektach obejmujących trzy różne perspektywy: wykonawczą, organizacyjną oraz perspektywiczną (wizyjną). Często jednak nie jesteśmy ich w pełni świadomi i któraś z nich nam umyka lub co gorsza, świadomie z niej abdykujemy.

Specjalista (wykonawca) – zajmuje się faktycznym wykonaniem pracy lub usługi, która jest dostarczana dla klienta zewnętrznego bądź wewnętrznego w ramach organizacji. Koncentruje się na tym co jest tu i teraz.

Menedżer (organizator) – zajmuje się planowaniem i organizowaniem pracy oraz wszelkich działań z nią związanych. Nadzoruje i rozlicza oraz mierzy jej efekty. Balansuje między niedaleką przyszłością – planowanie, a przeszłością z której wyciąga wnioski – pomiary i statystyki.

Przedsiębiorca (wizjoner) – określa wizję działania firmy, czy też działu. Wyznacza kierunki rozwoju i formułuje cele do osiągnięcia. Myśli szeroko i perspektywicznie. Wybiega planami w przyszłość. Postrzega swoje działanie jako element większej całości.

Mam firmę i działam

To częste podejście wielu właścicieli niewielkich firm. Najczęściej są po prostu specjalistami w jakiejś dziedzinie, którzy zamarzyli o pracy bez szefa nad głową.

Wolność od szefa, a w zasadzie całej organizacji ma jednak swoją cenę. Trzeba wykonywać pracę, która dla specjalisty w większej firmie pozostaje przeważanie niewidoczna. Mówimy tu o odpowiedniej organizacji pracy, prowadzeniu księgowości, rozliczaniu podatków, marketingu swoich usług lub produktów oraz ich sprzedaży. Nagle okazuje się, że praca specjalistyczna zajmuje zaledwie 50% całego czasu.

Problemem staje się odpowiednie wycenienie swoje pracy. Wyliczenie marży na poszczególnych produktach lub usługach, aby ustalić które z nich przynoszą największe zyski. Nagle trzeba zarządzać pieniędzmi i ich przepływem, tak aby nam ich nie zabrakło w najmniej spodziewanym momencie.

Dla wielu osób już samo oddzielenie pieniędzy firmowych od prywatnych staje się wyzwaniem nie do przebrnięcia. To oni właśnie, kiedy zadaje im pytanie „Czy zarabiasz na swojej firmie?” odpowiadają najczęściej „W sumie, to nie wiem”.

Wcześniej, czy później większość z nich przyparta do muru wchodzi w rolę menedżera i zaczyna jakoś organizować swój biznes. Jedni lepiej, inni gorzej. Jest jeszcze inna grupa, która po prostu zamyka oczy i prze na oślep do przodu pracując coraz więcej i coraz ciężej. Każde pytanie o to jak idzie, kwitują krótkim „ostro działam”. Kiedy jednak zadasz pytanie o szczegóły biznesu, albo się wkurzą, albo odpowiedzą, że nie zajmują się takimi pierdołami.

Firmę prowadzoną przez menedżera najczęściej można poznać po tym, że o ile prowadzi jakikolwiek budżet i finanse, to wszystko jest w nich nastawione na to, aby nie dopłacać i wyjść „na swoje”.

Tylko to „swoje” często nie uwzględnia żadnych środków na rozwój. Menedżer po prostu nie uwzględnia go w swoich planach. Naiwnie zakładając, że wszystko w przyszłości będzie się kręcić na obecnych zasadach.

To tylko nieliczne z czyhających pułapek. Można np. tak się zafascynować menedżerowaniem, że zapomina się o wykonywaniu podstawowej pracy, która przynosi pieniądze. Można wejść na poziom przedsiębiorcy wizjonera i snuć dalekosiężne plany zapominając o właściwej organizacji bieżącej pracy.

Na sam początek proponuję jednak zacząć od prostego pytania: „Czy faktycznie stworzyłem firmę, czy tylko stanowisko pracy, na którym jestem samozatrudniony?”. Odpowiedź na nie będzie bazą, do podjęcia kolejnych działań.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szef, specjalista, menedżer, przedsiębiorca - święta trójca szefa

Kieruję działem lub zespołem

W przypadku kiedy awansujemy w ramach organizacji na stanowisko, pod które podlega jakiś dział lub zespół czeka nas ciekawa, choć nie zawsze łatwa przygoda.

Często obejmując nowe stanowisko nie jesteśmy do niego odpowiednio przygotowani. Mniej więcej wiemy czego się od nas oczekuje, ale już nie do końca wiemy co i jak robić. To właśnie często z tego powodu, choć zostajemy menedżerem nadal chętnie wykonujemy wiele zadań przypisanych do specjalisty. Robimy tak, bo czujemy się w nich kompetentni. Unikając w zamian zadań zarządczych, których się obawiamy, a które powinny stanowić główną oś naszej pracy.

Kiedy już zrozumiemy, że powinniśmy wiedzieć na czym polega praca ludzi/działu, za który odpowiadamy, a nie ją faktycznie wykonywać. Niejednokrotnie wpadamy w pułapkę nadmiernej kontroli, no bo przecież nie możemy wypuścić na zewnątrz czegoś co nie zostało tak dobrze wykonane, jakbyśmy zrobili to sami. To właśnie na tym etapie pojawiają się problemy z delegowaniem zadań i mikrozarządzaniem. Z czasem doprowadzą one do zaległości w pracach menedżera. Z pewnością zdemotywują też i osłabią zespół, a nieodpowiednio zaopiekowane mogą doprowadzić do wypalenia zawodowego menedżera.

Kiedy uda nam się uniknąć powyższych pułapek, czyha na nas jeszcze zdradziecka rutyna. Przygotowywane regularnie raporty i osiąganie wyznaczonych KPI’ów potrafi uśpić czujność menedżera. Skoncentrowany na przetrwaniu na stanowisku i tym co jest tu i teraz, nie zastanowi się nad tym co dalej z jego działem lub zespołem. Mówiąc, krótko nie podejdzie do swojej funkcji przedsiębiorczo lub jak to się zwykło mawiać proaktywnie.

Z jednej strony będzie w kłopocie kiedy, ktoś z przełożonych zada mu pytanie o to jaką ma wizję dalszego rozwoju swojego działu. Z drugiej, ambitni pracownicy nie będą chcieli pracować u szefa bez wizji rozwoju. Z trzeciej strony wreszcie, ktoś z boku może pomyśleć, że ten menedżer wypalił się i stracił dynamikę działania. Zatem najwyższy czas na zmiany.

Świadoma abdykacja

To takie zachowanie zgodnie z którym, choć jesteśmy świadomi konieczności realizowania jakiejś roli przerzucamy ją na kogoś innego i wycofujemy się z niej.

Doskonałym przykładem jest nie zajmowanie się finansami swojej firmy przez osoby, które opłacają księgową. To prawda, że pomaga nam ona w wielu kwestiach finansowych. Jednak nie przygotuje za nas budżetu lub planów finansowych. Podeśle nam podsumowanie miesiąca, z którego będzie widać czy w nim zarobiliśmy czy straciliśmy. Jednak nie powiem nam, na którym produkcie czy usłudze powinniśmy się skoncentrować, bo na niej najlepiej zarabiamy.

Menedżer zarządzający działem lub zespołem abdykuje często powierzając komuś innemu przygotowanie raportów. Raporty będą oczywiście gotowe i może nawet wysłane tam gdzie trzeba. Jednak jak ich sam nie przeczyta, nie wykryje zawczasu ryzyka lub nie dowie się co i dlaczego się pogorszyło. Taką samą abdykacją będzie zlecenie działowi HR przygotowania ogłoszenia rekrutacyjnego do naszego działu bez podania jakichkolwiek wytycznych.

Jeszcze innym przypadkiem abdykacji będzie menedżer zrekrutowany z innej firmy, który rozpoczynając pracę w nowym miejscu nie zapozna się dobrze z tym co i jak robią jego podwładni. Pominie w ten sposób perspektywę specjalisty (operacyjną), co w konsekwencji może doprowadzić do podjęcia niewłaściwych decyzji zarządczych.

Na zakończenie dodam jedynie, że każdy z nas ma w swoich zadaniach, takie których nie lubi. Każdy z nas ma też lepsze i gorsze okresy. To, że chwilowo nie ogarniasz każdej z trzech ról to nie dramat. Ważne jednak jest to, abyś jej nie pomijał całkowicie. Każdemu z nas zdarzył się też chwilowy moment abdykacji i jeśli było on tylko chwilowy, to jest to ok.

Niebezpieczny syndrom „wysoko zawieszonej poprzeczki”

Lubię ludzi ambitnych i za takiego człowieka też się uważam. Jednak często moi ambitni klienci są przemęczeni i przepracowani. Kiedy pytam jaka jest tego przyczyna, niemal z dumą odpowiadają, że po prostu mają wysoko zawieszoną poprzeczkę oczekiwań względem samych siebie. Brzmi dobrze, ale w tym stwierdzeniu jest jedna pułapka. Ich poprzeczka nie jest zawieszona w jednym miejscu. Ona co rusz idzie w górę, a oni tego nie zauważają.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wysoko zawieszona poprzeczka
Image by Andrew Martin from Pixabay

Po czym poznasz, że jesteś już wystarczająco dobry?

To pytanie, które zaskakuje szczególnie tych najbardziej ambitnych. No bo przecież wiedzą, że cały czas muszą się uczyć, rozwijać i pokonywać kolejne trudności. Jednak nigdy nie pomyśleli o tym, że mogliby przestać to robić.

Co więcej, ta myśl ich nawet przeraża. Kiedyś wstąpili na ścieżkę gonienia wysoko zawieszonej poprzeczki, ale nigdy nie zadali sobie pytania co zrobią jak już ją dogonią. Cała filozofia ich funkcjonowania zostałaby zaburzona.

Z tego względu nawet nie wyznaczyli poziomu rozwoju, który uznają za wystarczający. Nie wiedzą też po czym mieliby rozpoznać, że już na nim są.

Goń, goń – stawaj się ciągle lepszy

Kiedy są juniorem, celem jest poprzeczka na poziomie specjalisty. Kiedy są specjalistą, poprzeczka wisi już na poziomie eksperta. Kiedy są ekspertem…

Ten cykl nie ma końca. Ułuda całej sytuacji polega na tym, że kiedy idą krok wzwyż, jednocześnie w górę idzie poprzeczka. Tak jakby łączyła ich z nią jakaś niewidoczna lina przykuta do ich nogi. Tymczasem często to nie o linę tu chodzi, ale o lęk, że inni odkryją iż nie jestem wystarczająco dobry/dobra.

Zatem jak tylko osiągam jakiś wyższym poziom, niemal z automatu pracuję nad osiągnięciem kolejnego. Nie robię tego jednak dla siebie, a dla innych, żeby im udowodnić iż zasługuję na to gdzie jestem.

Powoduje to jednak ciągły stres. Brak satysfakcji z własnych osiągnięć. Presję na więcej starań i wysiłku. Ta sytuacja powstrzymuje ich przed relaksem i odpoczynkiem. Kiedy tylko go próbują, natychmiast dopada ich poczucie winy i presja na działanie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wysoko zawieszona poprzeczka
Na bazie Image by Peggy und Marco Lachmann-Anke from Pixabay

Wyższy poziom, większe wyzwanie

Takie wspinanie po kolejnych poziomach jest fajne, szczególnie kiedy zaczynamy. Przyśpiesza nasz rozwój i pozwala dynamicznie budować karierę. Jednak wraz z każdym osiągniętym stopniem, poziom wymagań i oczekiwań wzrasta. Wzrasta też stres, wydatkowanie energii oraz czas potrzebny na wykonanie powierzonych zadań.

Jeżeli w tej wspinaczce nie będziemy stosowali taktycznych przerw na regenerację i odpoczynek możemy zniszczyć własne zdrowie. Możemy też zaniedbać relacje z rodziną i znajomymi. Możesz zapomnieć o samym sobie. Możesz nie dokonać kalkualcji tego, czy faktycznie dostajesz wystarczająco dużo, za wysilek który wkładasz w dane działanie.

Miałem kiedyś psa, który był tak zafascynowany gonieniem za każdym rzuconym patykiem, że nie zwracał uwagi na swoje zmęczenie. Kiedy zabawa się kończyła i wracaliśmy do domu nagle kład się przed schodami i nie chiał się ruszyć. Prawda była taka, że nie miał już siły, aby po nich wejść.

Bądź mądrzejszy niż on. Nie goń ślepo za poprzeczką i zachowuj zawsze siłę na najważniejszą drogę w życiu.

Wyłącz życiowy GPS – używaj własnej głowy i zauważaj zmiany

Niedaleko mojego domu trwa wielka przebudowa dużego skrzyżowania. Co rusz jakiś zjazd, czy jakaś część ulicy jest zamykana. Tworzą się potężne korki i zamieszanie.

Wśród komentarzy na jednym z forów, pojawił się i taki „Chcecie rozładować? Wyłączcie Google Maps i inne tego typu wynalazki. Używajcie drogowskazów. GM podpowiada drogę na Kaszuby przez Rdestową zamiast otwartej Chwaszczyńskiej. Podobnie podpowiada niedozwolony skręt w stronę Karwin koło Tesco z nowej łącznicy dla jadących z Gdańsk”.

Jeżeli myślicie, że bezrefleksyjna jazda na GM bez zwracanie uwagi na otoczenie jest tylko zmorą kierowców. To jesteście w błędzie. Prawie wszyscy tak jedziemy przez życie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życiowy GPS - życiowe mapy - szczęśliwe mapy
Image by Firmbee from Pixabay

Ma być jak najszybciej i najprościej

Pytanie tylko, kto tak powiedział. Kto spowodował, że efektywność stała się ważniejsza od wszystkiego innego. Stała się bożkiem, a my wyznawcami jej kultu.

Czasami z przerażeniem patrzę jak mali przedsiębiorcy zapracowują się prawie na śmierć. Bo pojawił się kolejny klient i szkoda go odpuścić. Pytanie tylko czy nie będzie szkoda rodzinie, kiedy przedsiębiorcę zabierze zawał lub udar. Pytanie czy w tej pogoni za kasą i kolejnym zleceniem przedsiębiorca uwzględnił koszty leczenia jakich będzie wymagało zrujnowane zdrowie.

Znam menedżerów na półrocznych zwolnieniach z powodu przepracowania i wypalenia zawodowego. Znam też takich, którzy ze zmęczenia i stresu lądowali w szpitalu bo nagle, albo przestali mówić w ogóle, albo mówili przestawiając wyrazy w zdaniach w nielogiczny sposób. Po prostu w „przegrzanym” mózgu włączał się „error”.

Każdy zna też chyba kogoś, kto nawet w życiu prywatnym ma tak rozbudowane listy zadań i upchany kalendarz, że żyje w wiecznym biegu i ciężko mu złapać spokojny oddech. Często jakby było mało, ma jeszcze głowę pełną pomysłów co mógłby lub powinien robić. Ostatecznie można przecież skrócić sen o kolejną godzinę. Tymczasem te osoby już teraz są półprzytomne, zapominają o wielu sprawach i nie potrafią zapanować nad swoim życiem.

Każdy ze stanów w opisanych powyżej przykładach nie wziął się znikąd, ani nie pojawił w jednej chwili. Do każdego z nich prowadziła długa droga. Na każdej z tych dróg było mnóstwo znaków ostrzegawczych, „progów zwalniających” i niejednokrotnie przyjaznych znajomych, którzy ostrzegali przed konsekwencjami takiego działania. Jednak te wszystkie sygnały zostały zignorowane przez tych, których życiowy GPS mówił działaj jak najszybciej i najprościej.

Zapatrzeni w narzędzia podnoszące efektywność, energetyki dodające energii, wieczne dociskanie i wiarę w kuloodporność ich zdrowia mknęli – jak kierowcy z opisanego wcześniej skrzyżowania –  prosto na czołówkę robiąc skręt w niedozwolonym miejscu.

Automatyzacja, standaryzacja i powtarzalność – ciągle to samo

Ci, którzy pamiętają tradycyjne papierowe mapy mogą kojarzyć, że czasami niektóre drogi były specjalnie oznaczone jako trasy widokowe. Czasami były dłuższe, czasami bardziej kręte lub węższe, ale zapewniały zastrzyk zachwycających doznań. Co więcej czasami miały punkty widokowe, które pozwalały przystanąć i napawać się piękną panoramą.

Niestety w urządzeniach, które prowadzą nas po drogach nie ma funkcji wyboru takiej trasy. Tak samo jak często brakuje tej opcji w naszych prywatnych, życiowych GPS’ach. Działamy według utartych schematów, zapamiętanych wzorców zachowań, które niejednokrotnie nie pasują już do obecnej sytuacji. Ewentualnie wcale nie są najlepszymi rozwiązaniami, ale skoro je znamy, to się ich trzymamy.

Działając w ten sposób pozbawiamy się możliwości poznania czegoś nowego i odkrycia innych nieznanych nam dróg. Zarazem jednak pozbawiamy się możliwości poznania samych siebie, bo tylko w nowych i niestandardowych sytuacjach ujawnia się nasze prawdziwe ja.  

Na zakończenie mam dla Ciebie super wiadomość. Jednak już są takie aplikacje, które wyznaczając trasę, uwzględniają nie tylko jej czas, ale i to jak się na nich czujesz. Polecam poniższe wideo, niech stanie się inspiracją, dla wytyczania Twoich życiowych map.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner
https://www.ted.com/talks/daniele_quercia_happy_maps?language=pl

Prze_myślnik #56 – napięcie i rozdźwięk

Nierzadko słyszę od moich klientów, że chcieliby już osiągnąć wszystko co jest do osiągnięcia i móc wreszcie odpocząć. Ja wtedy zazwyczaj pytam czy to marzenie czy przekleństwo? Choć stan całkowitego spełnienia jawi się zachęcająco, to jego idylliczność jest złudna. Bo po co wstawać kolejnego dnia, skoro osiągnąłeś już wszystko co chciałeś.

Doskonale opisuje tę sytuację dialog Panny Migotki z Paszczakiem w „Mądrościach z Doliny Muminków” Tove Jansoon

„Ach! – zawołała Panna Migotka przerażona. – Nie mów takich rzeczy! Twój zbiór znaczków jest najpiękniejszy na świecie!

– Otóż to właśnie – powiedział Paszczak z rozpaczą. – Jest skompletowany! Nie ma takiego znaczka na świecie z błędem czy bez, którego nie posiadałbym w swoim zbiorze. Ani jednego! Co teraz pocznę !?”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - napięcie i rozdźwięk

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close