Rafał Markiewicz

Blog

Pułapka „obserwatora” – nie daj się uziemić

W różnych okresach naszego życia i w jego różnych obszarach przyjmujemy różne role. Jedną z tych często wybieranych i na pozór niegroźnych jest rola obserwatora. Tymczasem bywa ona niebezpieczną pułapką. Sugeruje bowiem aktywność, a tak naprawdę wpycha nas w bierność.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - obserwator - pułapka

Obserwator na bocianim gnieździe

To była kiedyś bardzo ważna rola na okręcie. Człowiek obserwujący otoczenie z kosza wysoko zawieszonego na maszcie miał zwykle za zadanie wypatrywać zagrożeń, lądów lub punktów pomagających w nawigacji. Był dodatkową parą oczu kapitana, który sterował okrętem. Była to para oczu o szerokim polu widzenia skupiona jedynie na obserwacji, a nie na działaniu. Bo za te drugie i wszelkie kluczowe decyzje odpowiadał kapitan.

Zastanówmy się teraz co by się stało, gdybyśmy z okrętu usunęli kapitana, a zostawili tylko samego obserwatora. Co z tego, że ostrzegałby on z wysoka o górze lodowej na kursie? Co z tego, że krzyczałby, iż po prawej widzi ląd, lub po lewej na dziewiątej godzinie rozbłyski latarni? Jeżeli na pokładzie nie byłoby nikogo, kto na podstawie tych informacji podejmuje decyzje, dokonuje korekt kursu lub ogłasza wykonanie manewru unikowego, aby nie zderzyć się z przeszkodą.

Odpowiedź jest prosta. Statek płyną by siłą rozpędu. Poddając się całkowicie prądom morskim, kierunkowi wiatru itp. Nawe płynąc wprost na burzę, pomimo krzyków obserwatora płyną by w nią dalej.

Obserwuje więc działam… na serio?

Klient z dużej korporacji. Proces, w którym działa i zna od podszewki jest pomału wygaszany, a zespoły go obsługujące redukowane. Na stanowisku szefa jego departamentu zaszła zmiana. Może nie najgorsza (takiej się bardzo obawiał), ale też nie wiadomo co ta nowa przyniesie. Chciał już odchodzić z pracy lub szukać innego miejsca w organizacji, bo proces go nudził i czuł, że się nie rozwija.

Kiedy pytam co to zmienia, mówi że właśnie nie wie. Pytam zatem, czy to wydarzenie jakoś wpłynie na sam proces i jego wygaszanie. Twierdzi, że nie. Kiedy dopytuje co chce w związku z tym zrobić z tą sytuacją, dumnie odpowiada – zdecydowałem się przyjąć rolę „obserwatora”.

Brzmi szumnie – obserwuje więc działam. Jednak to bzdura, bo to tylko iluzja działania, a nie działanie. Tak naprawdę komunikat „przyjąłem rolę obserwatora”, oznacza wybrałem bierność, niedziałanie. Mój klient właśnie zrezygnował ze stanowiska kapitana na statku swojego zawodowego życia i wspiął się na bocianie gniazdo.

Już wiemy, że okrzyki i ostrzeżenia obserwatora zadadzą się na nic, jak nie będzie osoby decyzyjnej. Problem jest jednak jeszcze większy, bo tak de facto mój klient nawet nie wie czego ma z tego punktu obserwacyjnego wypatrywać. Mimo to, będzie cały czas przekonany, że wykonuje ważną i potrzebną rolę. W ten sposób wpadł właśnie w pułapkę „obserwatora’.

Zostań strategiem, a nie obserwatorem

Rozumiem wybór mojego klienta i uznaję, że czasami obserwacja jest lepsza od działania na ślepo. Musi to być jednak obserwacja czasowa, a nie zaplanowana na lata. Stąd ustaliliśmy następujące kroki.

Mój klient będzie obserwatorem jeszcze przez dwa miesiące, bo faktycznie nie wiadomo jak sytuacja z nowym szefem się ułoży.

Natomiast po dwóch miesiącach przyjmie rolę stratega. Na bazie poczynionych obserwacji, swoich doświadczeń i tego do czego chce dążyć, zbuduje plan działania oraz opracuje aktywności go wspierające. Które następnie zacznie wdrażać w życie.

W tej roli czasami będzie korzystał z kompetencji kapitana (decyzyjność i wyznaczanie celu), a czasami będzie wspinał się na bocianie gniazdo, aby zweryfikować, czy nie zmieniło się otoczenie. Czy na horyzoncie nie pojawiły się nowe szanse lub zagrożenia.

Z biernego „obserwatora” stanie się aktywnym nawigatorem z określonym celem, do którego dąży.

Moją rolą podczas comiesięcznych spotkań będzie jedynie dowiedzieć się, czy strateg ma plan i jak on dziś wygląda oraz czy nawigator go zna i realizuje.

Nie kradnij… i nie daj się okradać

Kradzież jest zła i to powszechnie znane prawda. Kradzieży też się obawiamy i staramy się przed nią zabezpieczyć. Chronimy nasze dobra zgromadzone w domu, samochody, pieniądze i dane. Wciąż uczymy się bronić przed cyberprzestępcami i różnego rodzaju „spryciarzami” czyhającymi na nasze oszczędności. Nierzadko też dla poczucia spokoju wykupujemy ubezpieczenia, które mają umniejszyć straty, jeżeli już do nich dojdzie.

Są jednak cenne dobra, o których zwykliśmy zapominać. Wystawiamy je na łatwą kradzież. Niemal nie chroniąc ich w żaden sposób.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kradzież - zasoby - samookradanie

Nie tylko to co materialne

Koncentrując się na tym co materialne i mierzalne wartością pieniądza, zapominamy o tym czego tak łatwo wycenić się nie da. O zasobach cennych zarówno dla nas, jak i dla innych. Należą do nich możliwość samorealizacji, wiara w siebie, poczucie własnej wartości, zdrowie, czas, uczucie spokoju i poczucie bezpieczeństwa.

Złodzieje są blisko nas

Nikt nas nie uczy jak chronić te zasoby i jak je zabezpieczać, a niejednokrotnie Ci którzy nam je podkradają są bardzo blisko nas. Mogą to być np. rodzice twierdzący, że do niczego się nie nadajemy. Partnerzy życiowi, którzy wmawiają nam, że bez nich nic nie znaczymy i nie poradzimy sobie w życiu.

Rzekomi przyjaciele i przyjaciółki, którzy zalewają na swoimi problemami i domagają się nieustającej uwagi, a jednocześnie zupełnie nie są zainteresowani tym co dla nas ważne i istotne. Mogą to być zakompleksieni współpracownicy, którzy plotkują, oceniają innych i najchętniej ściągnęli by wszystkich w dół. Wieczne marudy, które widzą wszystko w szarych i czarnych barwach i swoją wizję świata przelewają na innych.

Może to być też pracodawca, który nie szanuje naszego prywatnego czasu. Wyciska nas jak cytrynę. Każdy dzień urlopu akceptuje z wyrzutem, a zwolnienie lekarskie traktuje jak zdradę. Zarazem może to być zasmarkany i zakichany kolega czy koleżanka z pracy, którzy zamiast wziąć zwolnienie przychodzą do biura. Kradnąc w ten sposób nasze zdrowie i poczucie bezpieczeństwa.

Joanna Malinowska-Parzydło w swojej książce „Jesteś marką” zwraca uwagę na fakt, że publikowanie w social mediach różnych bezsensownych wpisów i zdjęć wrzucanych tylko dlatego, że się nam zrobiły, choć nie wiemy w jakim celu, jest zwyczajną kradzieżą innym ich czasu i uwagi. Podobnie jak głośne rozmowy przez telefon w środkach komunikacji okradają innych współpasażerów z ich prywatnej przestrzeni.

Samookradanie

To dość powszechna forma kradzieży i chyba najsmutniejsza. Tutaj złodziejami jesteśmy my sami. Działamy tak kiedy odmawiamy sobie poczucia zadowolenia z naszych osiągnięć. Kiedy mówimy, że „co się udało”, choć tak naprawdę stało się to dzięki naszej ciężkiej pracy.  

Samookradamy się także z poczucia spokoju, kiedy karmimy się nieustająco złymi wiadomościami z mediów. Godzimy się na niewygodne dla nas sytuacje, bo tak każą konwenanse, takie są oczekiwania społeczne lub, bo chcemy zrobić komuś dobrze, tylko nie nam samym.

Spójrz inaczej na kradzież

Teraz kiedy jesteś świadomy szerszego znaczenia kradzieży zatrzymaj się na moment. Zastanów się kto kradnie Twoje zasoby i czy przypadkiem Ty nie okradasz kogoś innego lub co gorsza samego siebie.

W miarę możliwości postaraj się zneutralizować złodziei w swoim otoczeniu. Ograniczając z nimi kontakty lub wprost sygnalizując im, że nie podoba Ci się to co robią. Jeżeli to robisz, przestań torpedować sam siebie i stań się swoim najlepszym przyjacielem. Takim, który wierzy w Ciebie i docenia Cię.

No i najistotniejsze. Zacznij dbać o swoje najważniejsze zasoby, ale dbaj także o zasoby innych.

Zbliżają się Święta, to dobra okazja, aby rozdać trochę prezentów. Mogą być nimi proste słowa „wierzę w Ciebie” lub „doceniam Ciebie”. Czasami wypowiedziane również do nas samych.

Prze_myślnik #59 – dwa światy

Szukając w życiu szczęścia lub spełnienia, albo odczuwając potrzebę wniesienia do niego istotnej zmiany często zwracamy się do tego co na zewnątrz.

Podglądamy naszych idoli. Zerkamy jak układają sobie życie ludzie sukcesu lub celebryci. Kształtujemy nasze otoczenie na wzór różnych katalogów i wzorcowych aranżacji.

Czasami poczujemy zew czegoś głębszego. Potrzebę odwołania do ducha, metafizyki, mistycyzmu. Poszukujemy więc różnego rodzaju guru lub przewodników duchowych. Zagłębiamy się w systemy filozoficzne, techniki medytacyjne i ćwiczenia mające odmienić nasz życie.

Często jednak, bez względu na wybór czujemy, że to nie to. Czujemy się niepełni i nieusatysfakcjonowani. Możemy mieć wrażenie, że przyjęte na początku kryteria poszukiwań doprowadziły nas nie do tego czego oczekiwaliśmy.

Nie rzadko przyczyną tego stanu, jest to, że tak do końca nie wiemy czego szukamy. Powielamy jedynie kalki poszukiwań innych. Nigdy się nie zatrzymaliśmy i nie zapytaliśmy siebie kim jesteśmy i kim chcemy być. Nie znając samych siebie, dość przypadkowo poszukujemy tego co może być z nami w harmonii.

Może więc czas najwyższy, aby przystanąć i przyjrzeć się samemu sobie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kim jestem - świat wewnętrzny - dwa światy

Zaangażowanie czy poświęcenie – rozstrzygający dylemat

Często w biegu życia wchodzimy w różne sytuacje, w których trwamy na zasadzie przyzwyczajenia. Nie zastanawiamy się dlaczego w nich jesteśmy. Zanurzeni w biegu codzienności powtarzamy często: bo tak trzeba, bo powinienem, bo muszę.

Co prawda, czasami przemknie nam przez głowę myśl, że może warto to zmienić. Odpuścić i zająć się czymś innym. Jednak to właśnie w takich momentach dostrzegamy trudność decyzji. Potencjalny dyskomfort pożegnania czegoś. Obawę, czy porzucając to co jest, trafimy w przyszłości na coś lepszego. Wtedy z pomocą przychodzi nam pytanie, które zwykł zadawać Jacek Walkiewicz.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - zaangażowanie czy poświęcenie

Bezwład decyzji

Bez względu na to co powoduje, że jesteśmy w danej sytuacji czy relacji, wcześniej czy później nadejdzie słabszy czas. Zmęczenie, gorszy dzień lub po prostu zwykła chandra. Mamy wtedy ochotę rzucić to wszystko i uciec do innych spraw.

Zazwyczaj tego dnia niemal podejmujemy już tę decyzję, która ostatecznie powinna zostać potwierdzona konkretnym działaniem w kolejnych dniach. I tu zaczyna się problem. Zaczynamy się wahać i zastanawiać. Ten decydujący krok zaczynamy odkładać w czasie i nawet nie zauważamy jak powoli, powolutku powracamy do naszej „bezpiecznej” rutyny i wciąż jesteśmy w tym, czego mieliśmy się pozbyć. Z reguły po jakimś czasie stwierdzając, że to był tylko taki przejściowy kryzys.

Problem w tym, że takich powtarzających się kryzysów możemy mieć całkiem sporo w dłuższej perspektywie czasu. Tak się do nich przyzwyczajamy, że przestajemy traktować je jako jasny sygnał do zmian w naszym życiu i nadal dźwigamy „przeznaczonym nam krzyż”.

Impuls działania

Bywa i tak, że moment słabości jest wyjątkowo silny i uwierający. Czasami też nałoży nam się kilka takich momentów w różnych obszarach naszego życia. Potrzeba ucieczki i wyrwania się z tego „potrzasku” urasta do tak wielkiej skali, że dokonujemy zdecydowanego i szybkiego cięcia.

Nim się obejrzymy i racjonalnie pomyślimy wysadzamy w powietrze jakiś obszar aktywności w naszym życiu. Kiedy już ochłoniemy możemy żałować danej decyzji i z perspektywy czasu uznać ją za błąd. Jednak często nie ma już przestrzeni na powrót do tego co było

Barometr decyzji

Pytanie zatem jako podjąć decyzje na tyle rozważnie, aby nie ugrzęznąć w bezruchu lub nie lizać ran po pochopnej decyzji.

Z jednej strony może przyjść z pomocą ludowa rada: „Nie odpowiadaj w gniewie. Nie obiecuje w euforii. Nie decyduj w przygnębieniu.”. Problem jednak w tym, że często trudno nam na chłodno ocenić w jakim stanie faktycznie jesteśmy i którego „nie” się trzymać.

Znacznie lepszy rozwiązaniem jest skorzystanie ze sposobu promowanego przez Jacka Walkiewicza. Kiedy chcemy podjąć rozsądną decyzje powinniśmy postawić sobie pytanie czy w przypadku danej sytuacji lub relacji jesteśmy zaangażowani czy się poświęcamy. Odpowiedź powinna dać nam jasną wskazówkę odnośnie właściwego działania.

Tym bardziej, że Jacek Walkiewicz zwykł tę wskazówkę okraszać przykładem obrazowo pokazującym różnicę między jednym a drugim podejściem. Odwołuje się w nim do jajecznicy na bekonie. W kontekście której, kura była zaangażowana a świnia się poświęciła.

Twierdzi on, że poświęcenie zawsze kończy się źle.

Rekalibracja myślenia – czyli zmiana bez wdrażania zmian

Różnego rodzaju urządzenia i detektory są często skalibrowane na wykrywanie jednego konkretnego czynnika, jednocześnie pomijając całe spektrum innych czynników występujących w danym otoczeniu. Świetnym zobrazowaniem tej zasady są systemy alarmowe z ich detektorami zwanymi czujkami. Czujka ruchu wykrywa ruch, ale nie reaguje na dźwięk czy wzrost zadymienia powietrza. Czujka stłuczeniowa wychwyci każdy odgłos zbitej szyby, ale pominie każdy inny dźwięk np. rozbijania drzwi. Czujka dymu zareaguje na wzrost zadymienia w danym pomieszczeniu, ale jest całkowicie niewrażliwa na ruch i dźwięki.

Często w naszym życiu, szczególnie w trudnych sytuacjach, zachowujemy się jak czujki alarmowe. Dostrzegamy jeden aspekt sytuacji, na którym się koncentrujemy, a wszystkie inne pomijamy zupełnie ich nie zauważając.

Zmiana bez zmiany

Trudna, czy też kryzysowa sytuacja zazwyczaj powoduje u nas zawężenie widzenia całego kontekstu sytuacji do tych aspektów, które odbieramy jako nam zagrażające. Podobnie będzie z sytuacjami wywołującymi u nas dyskomfort. Ten czynnik, który wywołuje złe samopoczucie będzie na celowniku i zasadniczo na nim będziemy się tylko koncentrować.

Równie ograniczająco mogą na nas oddziaływać „wdrukowane” schematy zachowań. Przekonania na jakiś temat oraz stereotypy, którymi posługujemy się przy ocenie innych.

Nie jesteśmy jednak systemem alarmowym i dla poszerzenia obrazu sytuacji nie możemy sobie zamontować dodatkowej czujki innego rodzaju niż ta, której używamy. To czego musimy dokonać, to przekalibrowania naszego umysłu w taki sposób, aby dostrzegał więcej i szerzej.

Dzięki takiemu podejściu, choć w samym zdarzeniu, czy środowisku nie zajdzie żadna zmiana. To my sami zaczniemy je zupełnie inaczej postrzegać

Rekalibracja postrzegania – widzieć szerzej i więcej

Może się ona zasadniczo zadziać na dwa sposoby.

Ktoś inny, np. coach pokaże nam tą samą sytuację ale z innej perspektywy. Lubię w takich sytuacjach mówić, że moją rolą jest przystawianie lustra do danej sytuacji i przeglądania się w niej razem z klientem. Najpierw on opowiada mi co widzi w jej odbiciu, a potem o tym jak je widzę mówię ja. Nie jestem emocjonalnie zaangażowany w daną sytuację i zazwyczaj patrzę na nią z szerszej perspektywy, zatem nasze obrazy przeważnie różnią się od siebie.

Innym sposobem jest ćwiczenie zakładające możliwości „pozbycia się” tego co dręczy/męczy daną osobę pod warunkiem, że uda się jej daną sytuację „sprzedać” komuś innemu. Jak wiadomo sprzedaż koncentruje się na tym co pozytywne i atrakcyjne. Zatem przygotowując swoją „ofertę” musisz doszukać się takich aspektów danej sytuacji, które pokażą ją jako atrakcyjną.

A oto uproszczone przykłady zastosowań tych technik:

Lustro

Klient: „Nienawidzę moich rodziców. Powinni mnie bardziej wspierać. Nie popełniać błędów przy moim wychowaniu i lepiej mnie przygotować do życia. Są fatalni, żałuję że to oni są moimi rodzicami. Zrujnowali mi życie”.

Ja: „Widzę parę zupełnie normalnych dorosłych, którzy działali tak jak potrafili. Często na wyczucie i w konsekwencji z błędami. Jednak nie sądzę, aby w tym zakresie różnili się od pozostałych rodziców. Często mamy tendencję do tego, że choć wiemy iż dorośli są generalnie nieidealni to względem naszych rodziców formułujemy nierealny wymóg idealności. Co o tym sądzisz?”

Sprzedaż:

Klient: „Nienawidzę mojej pracy. Męczy mnie to, że każdego dnia mam pełno zadań na głowie, a szef jeszcze dorzuca mi jakieś zadania ad hoc i to oczywiście na już. Jest ciągle zarobiony i niedostępny co jest wkurzające, bo bardzo nieprecyzyjnie formułuje zadania i czasami nie do końca wiadomo czego oczekuje. Do tego ciągle dochodzą niedobory pracowników i konieczność użerania się z rozkapryszonymi podwładnymi. To jest frustrujące.”

Ja: „Sprzedaj mi tę pracę”

Klient: „Mam dla Ciebie ofertę pracy, w której nigdy nie będziesz się nudzić. Niby ciągle jesteś na tym samym stanowisku, ale cały czas wykonujesz odmienne zadania. To jest super, bo ciągle się uczysz. Sam szef, też jest super bo nie prowadzi za rękę i nie musisz realizować tylko jego jedynej wizji. Rzuca Ci temat, a ty musi go potem jakoś sam rozwiązać. Dzięki temu uczysz się zaradności, proaktywnego podejścia i stajesz się naprawdę dobry w rozwiązywaniu problemów. Jakby jeszcze było mało masz tabun pracowników, którymi zarządzasz. Są mega kreatywni i z pewnością zadbają o to, abyś ciągle doskonalił swoje kompetencje menedżerskie”

Dokąd ta sytuacja mnie zaprowadzi?

Często rozważając jakąś zmianę w swoim życiu zastanawiamy się dokąd ona nas zaprowadzi i kalkulujemy co potencjalnie nam ona da. To zupełnie naturalne zachowanie w sytuacji wątpliwości i obaw jakie się pojawiają. Próbujemy oszacować, czy potencjalny zysk może zrównoważyć potencjalne trudności i perturbacje jakie zazwyczaj wiążą się z wdrażaniem każdej zmiany.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - działanie - coaching prowokatywny
Image by BUMIPUTRA from Pixabay

Mózg lubi mówić zmianie „nie!”

Problem w tym, że nasze mózgi są szczególnie zaprogramowane na wyszukiwanie wszelkich zagrożeń. Zatem z dużym prawdopodobieństwem w naszej głowie szybko namnoży się całkiem spora lista tego, co przy tej konkretnej zmianie nam grozi. Znacznie trudniej za to będzie nam zbudować taką listę po stronie pozytywów.

Powyższe to zaledwie pierwsza pułapka naszego mózgu. Nawet kiedy przy wytężonej woli i wysiłku uda nam się zbudować podobnie obszerne listy zagrożeń i pozytywów, niezmordowany w swym nastawieniu mózg odpali drugą ze swoich sztuczek. Będzie nas się starał przekonać, że to co groźne ma znacznie większą szansę zaistnieć w rzeczywistości, niż to co znajduje się po stronie pozytywów.

Chcesz zakończyć toksyczny związek i po stronie pozytywów widzisz w przyszłości inną wzbogacającą Cię relację i potencjalne szczęście jakie Ci ona daje. Nim się obejrzysz mózg już zacznie robić swoje. Uzmysłowi Ci, że masz już swoje lata i nie będzie łatwo kogoś odpowiedniego znaleźć. Wyciągnie na wierzch wszystkie Twoje mankamenty i niedoskonałości z ironią sugerując, że chyba sam byś się nie zainteresował kimś takim. Na sam koniec dołoży wizję dośmiertnej samotności. Naprawdę trzeba mieś sporo samozaparcia, żeby nie kupić wizji tego, że co prawda obecna relacja jest toksyczna, ale chociaż jest, więc może warto zacisnąć zęby i trwać w niej dalej.

Nie inaczej będzie, kiedy wpadniesz na pomysł zmiany obecnej nie do końca satysfakcjonującej Cię pracy. Mózg – spec od potencjalnych zagrożeń nie znoszący zmian – zrobi wszystko, żebyś zasilił szeregi sfrustrowanych pracowników, którzy choć nie cierpią swojej pracy, to z niej nie odchodzą. Co prawda marzą o jakiejś super robocie, ale dali się przekonać, że szanse na nią są nikłe. Że każda na pozór super praca skrywa także sporo niefajnych aspektów. No i jeszcze ten problem, że nie wiadomo czy taką fajną pracę może dostać ktoś taki jak Ty. Zostań więc lepiej tutaj gdzie jesteś, skoro Cię tu chcą.

Ograj speca od zagrożeń

W jednej z odmian coachingu, zwanej coachingiem prowokatywnym zachęca się coachów do takiego nastawienia, które łamie stereotypowe podejście. Uczy się tam, że jeżeli chcesz, aby osioł poszedł do przodu to nie ciągnie się go na siłę za uzdę. Dużo lepszą strategią jest pociągnąć go za ogon, a osioł sam z siebie pójdzie do przodu.

Zastosuj tę zasadę przy myśleniu o zmianie i zadaj sobie pytanie „Dokąd zaprowadzi mnie za 5 lat obecna sytuacja, jeżeli nic się w niej nie zmieni”. Mózg – spec od zagrożeń – od razu podpowie Ci całą listę tego co Ci grozi. Kiedy Ci ją uzmysłowi, wbrew samemu sobie, zmotywuje Cię do zmiany. Wykorzystaj to i działaj.

Nieuchronny cykl zmian

Zmiany w naszym życiu nie zawsze przychodzą łatwo. Nie zawsze też jesteśmy na nie przygotowani. Co więcej, robimy wiele w tym kierunku, aby one nie następowały. Aby było stabilnie, przewidywalnie i bezpiecznie. Kiedy tak nie jest, czujemy się oszukani przez los i rozczarowani. Szukamy też odpowiedzi i wyjaśnień, czemu tak się właśnie stało.

Nierzadko oskarżamy samych siebie o brak przewidywania. Innych o przyczynienie się lub wręcz wywołanie zawirowania w naszym życiu. Bywa też, że i rzucamy gromy w kierunku losu lub sił wyższych oskarżając je o sprzeniewierzenie się naszemu życiu i szczęściu.

Tymczasem błąd może leżeć u podstaw naszego założenia, że cokolwiek w życiu powinno być trwałe i niezmienne. Niezmienność i wieczne poczucie bezpieczeństwa są bowiem zaprzeczeniem natury, która z definicji jest zmienna i dynamiczna.

Zmiana to stały cykl

Doskonale obrazuje to mitologia hinduska i opisany w niej cykl tworzenia, trwania i rozpadu. Pozwala on zdystansować się do zmian, szczególnie tych mniej przyjemnych i mniej spodziewanych. Zarazem dostarcza też pewnego ukojenia i spokoju ducha, bo uświadamia nam, że i tak w końcu to co jest, obróci się w coś nowego.

W tej mitologii siła wyższa (boska) jest reprezentowana m.in. przez trzy główne postacie, które mają swoje ściśle określone zadania.

Brahma – odpowiada za tworzenie, inspirację i kreację. Działa już na etapie pierwszego przebłysku i zarysu koncepcji. Obojętnie czy to będzie nowe życie, budowla, relacja czy też idea. Kontynuuje swoją pracę w momencie, w którym to co było pomysłem nabiera rzeczywistych kształtów i formuje się w ostateczną formę czy strukturę. Kiedy zostaje ona osiągnięta i faza powstawania przechodzi w fazę trwania Brahma ustępuje.

Wisznu – to następca Brahmy i opiekun tego co trwałe. Przy czym nie jest istotne, czy ta trwałość trwa jedynie chwilę, czy wieczność. Natura tego bowiem co powstaje jest rożna i różny jest czas jego trwania. Inny dla życia drzewa, a inny dla życia motyla. Podobnie jak rożni się trwałość długoletnich związków od przelotnych romansów. Kiedy tylko się one ostatecznie ukształtują Wisznu obejmuje je opieką. Trwa przy nich w momencie naprawiania, ulepszania i przedłużania ich żywotności. Podobnie towarzyszy relacjom wtedy kiedy okazujemy sobie uczucia, wybaczamy, przepraszamy, wzmacniamy więzi i prostujemy to co zawodzi. Wisznu jednak nie ma mocy zatrzymywania czasu i najczęściej nadchodzi taki moment kiedy i on musi ustąpić.

Śiwa – nieubłagany niszczyciel, nadchodzi nieuchronnie po czasie stabilizacji. Jego zadaniem jest rozłożyć i zniszczyć wszystko co zużyte i niepotrzebne. Ma jednak i drugą stronę swojej natury. Niszcząc zarazem oczyszcza przedpole dla powstania tego co nowe. Można powiedzieć, że szykuje drogę i robi przestrzeń dla twórczych działań Brahmy. 

Nie opieraj się, tylko otwieraj na nowe

Ta nierozerwalna trójca wiruje nieustanie w stałym cyklu zmian troszcząc się o to, aby natura stworzenia nigdy nie wygasła. Zatem zmian nie jest objawem czegoś złego czy niewłaściwego. Nie jest też czymś czemu można by było zapobiec.

Opieranie się jej też nie ma większego sensu, bo nie da się powstrzymać niszczyciel Śiwy. Często lepszym rozwiązaniem niż walka z Śiwą jest akceptacja, brak przywiązania do tego co jest i otwartość na to co nowe. W ten sposób być może przyśpieszymy nadejście Brahmy z jego twórczą mocą.

* Wpis zainspirowany książką Pauliny Młynarskiej „Moja lewa joga”

Prze_myślnik #58 – miękkie, czyli ludzkie

Jeszcze zanim natknąłem się na wiele wyjaśniające stwierdzenie Simona Sinka zastanawiało mnie czemu, tak dobrze czuję się w otoczeniu ludzi, którzy mają rozwinięte umiejętności miękkie, a tak nieswojo, czy wręcz dyskomfortowo, w otoczeniu tych, którzy są ich pozbawieni.

Co więcej, zasadniczo wszyscy zapisani w mojej pamięci najgorsi szefowie i menedżerowie uciekający się do hiperkontroli, mikrozarządzania, nieszanowania ludzi oraz ich nadmiernego eksploatowania byli właśnie tych kompetencji miękkich pozbawieni. Ciekawą obserwacją w tym aspekcie było to, że zarazem dość łatwo wyczuwało się w tych ludziach strach i brak wewnętrznej pewności siebie, maskowane hardością w obyciu. W konsekwencji najczęściej przekładało się na brak zaufania do nich ze strony podwładnych i innych menedżerów.

Pierwszą próbą ogniową, dla tych osób była pandemia i związany z nią lockdown. Był to czas, w którym zbudowane dobre relacje z pracownikami były kluczem do zachowania efektywności pracy wielu firm. Wyciszały one bowiem stres i budowały poczucie wspierającej się wspólnoty, co pozwalało lepiej się skupić na swoich zawodowych obowiązkach.

To jednak dopiero był przedsmak tego co nadchodzi. Postępująca automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji już pozwalają na bezosobową realizację wielu nawet złożonych zadań, do których można zastosować zdefiniowane reguły i algorytmy. Obszarami które im się najmniej podają są te, które wymagają emocji, empatii i budowania relacji. To dlatego w wielu dyskontach i hipermarketach są dziś masowo montowane automatyczne kasy. Ma być szybko, tanio, efektywnie i najlepiej anonimowo. Natomiast automatycznych kas nie znajdziecie, w żadnych markowych sklepach. Z tego samego powodu policzone są dni tłumaczy mechanicznie tłumaczących proste teksty np. dokumentów z jednego języka na drugi. Natomiast Ci, którzy zajmują się tłumaczeniem literatury, czy też prawnie skomplikowanych dokumentów pewnie jeszcze długo będą czerpać profity ze swojego zawodu.

Deloitte Access Economics podaje, że do 2030 roku (to już za niecałe 9 lat) zawody wymagające dużej ilości umiejętności miękkich będą stanowić 66 proc. wszystkich miejsc pracy. Natomiast według innych badań już dziś 77 procent pracodawców uznaje, że umiejętności miękkie są równie ważne co tzw. twarde.

Zatem już teraz warto zadbać o swoje umiejętności miękkie i zrzucić ze sztandarów hasła typu „Jestem fachowcem i nie zajmuję się takimi głupotami jak umiejętności miękkie. Liczy się twarda wiedza i doświadczenie”. Dziś może jeszcze tak, ale już znam branże, w których techniczni fachowcy z miękkimi umiejętnościami zarabiają więcej niż Ci tylko techniczni.

Czemu? Bo można ich wystawić do kontaktu z klientami, bo potrafią „po ludzku” wytłumaczyć zawiłości oferowanych usług, czy produktów. Bo potrafią być mili dla innych i nie kamuflują osobistych kompleksów potrzebą dominowania swoją techniczną wiedzą na spotkaniach. Potrafią słuchać i bez obawy powiedzieć, że czegoś nie rozumieją.

Nie inaczej będzie w przypadku menedżerów. Już dziś ich rola i zakres zadań ulegają istotnej transformacji, którą doskonale oddaje poniższy cytat z magazynu Coaching nr 56 1/2020: „Menedżer końca drugiej dekady XXI wieku to szef multikompetencyjny. Nie tylko potrafi wyznaczyć zadania, kontrolować ich realizację oraz nagradzać lub karać; skuteczny szef inicjuje także i wspiera proces dynamicznej i ciągłej zmiany organizacji, a także ludzi ją tworzących. Pomnaża użyteczną wiedzę, pomaga porzucać wyhamowujące nawyki oraz stymuluje źródło indywidualnej motywacji.

To bardzo wymagające zadanie, ponieważ w sposób szczególny właśnie teraz przed menedżerami stawia się wyzwania ciągłego udoskonalania warsztatu oraz wchodzenia we wcześniej niepenetrowane rejony aktywności.”

Powstaje zatem pytanie, czemu choć umiejętności miękkie (ludzkie) stają się coraz bardziej istotne, tak wiele osób ma dzisiaj z nimi nadal problem. Odpowiedzią na to jest jeden istotny aspekt z nimi związany: miękcy potrafią być tylko Ci prawdziwie twardzi. Miękkość wymaga bowiem wewnętrznego poukładania, poczucia własnej wartości i akceptacji swojej nieidealności. Drogą do ich osiągnięcia jest lepsze poznanie siebie, swoich wartości oraz znajomość swoich mocnych i słabych stron, które ma każdy z nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - umiejętności miękkie - umiejętności ludzkie

Źródło na 100% – tajemnica skuteczności

W coachingu uwielbiam to, że pracując z klientami często zachęcam ich do spojrzenia na omawiane sprawy z innej perspektywy. Czasami jestem też swoistego rodzaju transferem, podpowiadającym zastosowanie rozwiązania z jednej branży, w zupełnie innej. Idąc tym tropem, opowiem o jednej zasadzie stosowanej w systemach nagłośnienia, która idealnie sprawdzi się w rozwoju osobistym i wdrażaniu zmian.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - źródło na 100% - tajemnica skuteczności
Image by Erkan Yavas from Pixabay

Źródło na 100%

Jeden z moich klientów instalował ostatnio system nagłośnienia i goszczący u niego specjalista zdradził mu jedną podstawową zasadę „Źródło zawsze ustawiamy na 100%, aby wychodził z niego dobry i wyraźny dźwięk, który potem może być przenoszony i zmieniany przez pozostałe elementy systemu nagłośnieniowego. Jeżeli źródło będzie miało słaby dźwięk, to nawet najlepsze jakościowo elementy systemu nie są w stanie wycisnąć z niego dobrego efektu.”

Ta sama zasada będzie miała zastosowanie w rozwoju osobistym, wdrażanych w życiu zmianach i realizowaniu różnych projektów. Całkiem często słyszę historię moich klientów, którzy przeczytali całe mnóstwo poradników, odbyli sporo szkoleń i wciąż tkwią w tym samym miejscu. Kiedy pytają mnie co mają wybrać jako następne, odpowiadam że nic.

Liczby książek i szkoleń nie robią na mnie wrażenia. Chcę się za to dowiedzieć, czym się kierowali je wybierając. Co ich motywuje do działania lub zmiany i czego się po nich spodziewają. Generalnie, najważniejsze jest dla mnie zrozumienie na ile moi klienci poznali samych siebie. To oni są źródłem planowanej zmiany i chcę wiedzieć na ile to źródło ma czysty i silny dźwięk.

Zacznij od siebie

Większość z nas lubi wierzyć w magiczne sztuczki rozwoju osobistego. Marzy o drogach na skróty, które szybko i bezboleśnie dadzą cudowne efekty. Niestety, to tak nie działa.

Tutaj zastosowanie ma ta sama zasad co przy odchudzaniu. Możesz kupić dziesiątki tabletek, które teoretycznie mają uczynić cuda z Twoją wagą. Gdyby faktycznie jakakolwiek tabletka była antidotum na nadmiarowe kilogramy, to tak wiele osób nie miałoby problemu z tym tematem. Co więcej, pewnie znałbyś już kogoś, kto faktycznie dzięki nim schudł. Nie chcę twierdzić, że te tabletki to zwykła ściema. Pewnie sporo z nich może jakoś tam przyśpieszyć pozbywanie się nadmiarowych kilogramów, ale warunkiem koniecznym jest to, abyś wpierw zaczął od samego siebie. Jeżeli Ty sam nie zaczniesz się odpowiednio odżywiać i więcej ruszać nie zmieni się nic.

Chcesz mieć super pracę i dużo zarabiać – świetnie. Zamiast odpisywać na dziesiątki ogłoszeń i pomstować na złe firmy i niedobrych ludzi z działów HR. Przyjrzyj się wpierw swojemu doświadczeniu zawodowemu i racjonalnie oceń swoją wartość dla potencjalnego pracodawcy. Dopracuj CV i dobrze przygotuj się do rozmowy rekrutacyjnej. Popracuj nad eksponowaniem swoich osiągnięć i skuteczności. Być może zdobądź jakąś dodatkową umiejętność. Czasami zanim zdobędziesz wymarzone stanowisko, zatrudnij się na innym, które pozwoli zdobyć Ci doświadczenie potrzebna na tym wymarzonym.

Zaczynasz pracę w nowym zespole i twierdzisz, że wszyscy są tam powaleni i wrogo nastawieni. Może zamiast sztuczek na to jak ich zmienić albo ograć, zastanów się wpierw nad swoim nastawianiem. Własnymi uprzedzeniami lub stresem, który zaburza Twoje widzenie rzeczywistości. Może sam ich zrażasz jakimś swoim zachowaniem.

Dopasuj elementy do systemu

Na świecie rzadko istnieją rozwiązania tak uniwersalne, że są dopasowane do każdego i do każdej sytuacji. Nie kopiuj zatem bezrefleksyjnie zachowań innych i ich sposobów postępowania. Nie wierz w każdą poradę z „magicznego” poradnika, który jest bestselerem.

Jeden z moich klientów przeczytał, że podobno milionerzy zaczynają swoje dni skoro świt, dzięki czemu robią więcej i lepiej. Chciał być jak oni i zaczął zrywać się o 5 rano. Sęk w tym, że on potrzebował dużo snu i jako dużo jeżdżący przedstawiciel handlowy musiał umieć utrzymać uwagę na drodze niemal przez cały dzień. Efekt porannego zrywania, to dwie groźne sytuacje drogowe, w których o mało nie doprowadził do poważnych wypadków.

Zatem moja propozycja, wpierw poznaj dobrze siebie i świadomie testuj czy dane rozwiązanie, czy też porada są spójne z Tobą. To co działa na innych, może zupełnie nie sprawdzić się u Ciebie. To wcale nie znaczy, że ten sposób jest. Po prostu nie jest Twój.

W swoim życiu to Ty jesteś „źródłem”. Zadbaj więc o to, aby dawało czysty i wyraźny dźwięk. Następnie podkręć go na 100% i wyciągaj z życia tyle ile się da.

Dziś zwinność to za mało, potrzebna jest jeszcze jedna kluczowa umiejętność

Jeszcze do niedawna praktycznie w każdym miejscu i we wszystkich obszarach wychwalano zwinność i elastyczność. Była gwarantem nowoczesności i efektywności. Kto nie był agile, miało być po nim. Tymczasem, dziś na znaczeniu wzrasta jeszcze jedna – niemal już „zakurzona” umiejętność – jaką jest wytrwałość.

Zmiany, trudności i pułapki losu

W postcovidowej rzeczywistości zaszło wiele zmian w stosunku do tego co było wcześniej. Wiele kwestii jest niepewnych i niejasnych. Zmieniło się wiele reguł gry i sytuacji. Wiele planów uległo zmianie, a w niektórych kontekstach niemal straciło sens.

W tym roku często nawet wakacyjny wyjazd jest wielką niewiadomą. Jak lecisz gdzieś samolotem, do ostatniego dnia nie jest wiadomo jakie zasady i reguły będą obowiązywały w docelowym miejscu twojego lądowania. O ile w ogóle nie zamkną możliwości wjazdu.

Niektórzy przedsiębiorcy liczyli na to, że jak już przetrwali lockdown to są wygrani. Zadowoleni po wszystkim chcieli przyspieszać rozwój, ale nie było jak, bo nie było kim. Po prostu zabrakło pracowników. Słyszałem nawet o kilu małych sklepach, które z tego powodu zupełnie się zamknęły.

Całkiem sporo pracowników z dużych miast doceniło zalety pracy zdalnej i przeniosło swoje domy do miejsc od nich oddalonych, licząc na to że tak zostanie. Natomiast ich pracodawcom marzy się nierzadko całkowity powrót do biur lub chociaż praca hybrydowa. Ten konflikt interesów spowodował już sporo rozstań. Ci pierwsi tracą dotychczasowe miejsca zarobku, ale Ci drudzy tracą nierzadko istotnych członków projektów lub kluczowych pracowników organizacji.

W  dzisiejszych czasach mega problemem jest nawet kupno nowego samochodu. Tzn. złożenie na niego zamówienie nie stanowi problemu. Problemem jest mega długi planowany czas oczekiwania na jego odbiór. Dodatkowo wydłużany o standardowe dziś opóźnienia. Powodem są drobne w porównaniu z wielkością całego samochodu elementy, czyli półprzewodniki i chipy. Na potęgę wykupuje je branża elektroniczna.

Odpuścisz, czy wytrwasz?

Podobnych przykładów jak powyższe można mnożyć. Do tego dochodzi typowe dla obecnego świata przeładowanie informacjami, przebodźcowanie interakcjami oraz nadmierna wielość wyborów w wielu dziedzinach życia i biznesu.

Ta sytuacja u części osób powoduje tak wysoki poziom stresu, że ich psychika sobie z tym nie radzi. Wypalenia zawodowe i epizody depresyjne, są dziś udziałem wielu osób. U innych włącza się stan zamrożenia. Przestają proaktywnie reagować na zaistniałe sytuacje i działają na nastawionym na 50% autopilocie. Jeszcze innym po prostu „wywalają bezpieczniki” i całkowicie tracą motywację, zainteresowanie lub od razu zupełnie wycofują się z działania/planów.

To szczególnie trudny moment dla przedsiębiorców i menedżerów zarządzających ludźmi, odpowiedzialnych za różnego rodzaju projekty i aktywności. Oprócz dotychczasowej zwinności i elastyczności konieczna jest po ich stronie wytrwałość w działaniu i doprowadzaniu założonych celów do końca. Sama zwinność to już za mało, bo polec w boju można też zwinnie.

W życiu prywatnym wcale nie jest łatwiej, bo czy tego chcemy czy nie, tutaj każdy z nas jest menedżerem swojego życia.