Rafał Markiewicz

Blog

Waleczność, wrażliwość i lekkość bycia są w każdym z nas

Często jesteśmy mocno przywiązani do swojego obrazu, który wykreowaliśmy w naszym umyśle. Lubujemy się w stwierdzeniu „jestem taki, a taki”. Używamy go zarówno jako wyjaśnienia naszych działań, jak również wytłumaczenia dla nie podejmowania innych. Rodzi się jednak pytanie, czy przypadkiem czegoś nie przeoczyliśmy lub świadomie staramy się nie dostrzegać. Tym bardziej, że pewne wzorce kulturowe lubią nas wciskać w określone ramy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - waleczność - wrażliwość - lekkość bycia - energie archetypiczne
Obraz Shahadat Rahman z Pixabay

Faceci nie płaczą, a kobiety są grzeczne

Może, ale dopiero wtedy, kiedy oduczy się ich naturalnych zachowań i zablokuje energie drzemiące w każdym z nich. W procesie wychowania rodzice, szkoła i środowisko próbują zamknąć nas w określonym wzorcu. Całe szczęście powszechnie dostępny internet pozwala nam odkrywać, że są też inne drogi i możliwości. Dzięki temu łatwiej nam być prawdziwym sobą i odnaleźć innych którzy myślą podobnie jak my i mogą nas wspierać.

Bywa, że zabraknie nam odwagi do wejścia w obszary, które przez otoczenie zostały zakwalifikowane do kategorii „nie wypada”. Bywa też i tak, że zabraknie nam wiary w nas samych i niemal na siłę staramy się nie dostrzegać naszej wewnętrznej siły, hardości i waleczności. Nie będę już wspominał ile razy spotkałem się z oporem i słowami „to niemożliwe” kiedy mówiłem moim klientom, że podziwiam ich siłę, odwagę czy odporność w zmaganiu z losem.

Masz potencjał

Z pomocą w zmianie tego podejście przychodzi nam amerykański psycholog Steven Gilligan z jego  koncepcją energii archetypicznych. Według niego każdy z nas, bez względu na miejsce urodzenia, wiek, wykształcenie czy pochodzenie ma dostęp do trzech typów energii. Nazwał je archetypicznymi, bo wywodzą się one z samej natury człowieka i dlatego też nie zależą od innych czynników.

Te trzy archetypiczne energie to:

Waleczność – dzięki której mamy moc, odwagę, otwarcie wyrażamy własne zdanie, stajemy we własnej obronie i obronie innych. Waleczność daje nam odwagę do sięganie w życiu po to co jest nam potrzebne i co chcemy osiągnąć.

Wrażliwość – otwiera nas na przeżywania i okazywanie emocji. Dzięki niej potrafimy być czuli i opiekuńczy. Jest zarazem kluczem do tego, abyśmy mogli dawać i przyjmować miłość.

Lekkość bycia (ang. playfulness) – daje nam odpowiedni dystans do siebie i świata. Jest odpowiedzialna za poczucie humoru, umiejętność cieszenia się oraz skłonność do spontanicznej zabawy. Zarazem obdarza nas umiejętnością rozładowywania napięcia.

Jak pokazuje moje życiowe doświadczenie. Ludzie, w towarzystwie których czułem się doskonale. Którzy inspirowali mnie i fascynowali mieli doskonały dostęp do każdej z tych energii. Byli też na tyle ich świadomi, że używali ich z różnym natężeniem w zależności od okoliczności.

Ich cechą wspólną było jednak to, że kiedyś dali sobie przyzwolenie na korzystanie z każdej z nich. Być może dziś jest dobry czas, abyś taką samą zgodę dał sobie Ty sam.

Kapitał psychologiczny – czy jesteś psychologicznie „bogaty”?

Powszechnie wiadomo, że firmy i ludzie, którzy dysponują odpowiednio dużym kapitałem mogą więcej. Zazwyczaj to przekonanie wiążemy z finansami. Ja jednak chciałbym zachęcić Cię do rozszerzenia go również o aspekt psychologiczny. Okazuje się bowiem, że ludzie z większym kapitałem psychologicznym też mogą więcej i to zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kapitał psychologiczny
Image by Alicja from Pixabay

Wszystko zaczęło się od badań przeprowadzonych przez psychologów z nurtu psychologii pozytywnej dotyczących wpływu stanu psychicznego poszczególnych osób na ich sukces zawodowy. Ja jednak ośmielam się rozciągać wnioski wyciągnięte z tego badania również na aspekt życia prywatnego. Szczególnie dzisiaj, kiedy to życie zawodowe przeplata się z tym prywatnym.

PsyCap, czyli nasze mentalne zasoby „bogactwa”

Mianem „kapitału psychologicznego” (Psychological Capital, PsyCap) określa się pozytywny stan psychologiczny danej osoby. Składają się na niego cztery kluczowe elementy:

Poczucie własnej skuteczności – jest to kwestia zaufania do siebie i wiary w skuteczne wykonywanie zadań. Nastawienie to pozwala nam na podejmowanie wysiłku niezbędnego do odniesienia sukcesu w trudnych zdaniach. Co więcej, gdy czujemy się pewnie z własną skutecznością mamy odwagę podejmować się coraz bardziej wymagających wyzwań. Kiedy je realizujemy, nasze poczucie skuteczności wzrasta jeszcze bardziej. Osiągamy więc swoistego rodzaju pętlę pozytywnego wzmocnienia, które nas napędza.

Nadzieja – to tak naprawdę wiara w naszą skuteczność osiągania celów. Wzmacnia ona naszą wytrwałość w działaniu, a w razie trudności pozwala im nie ulegać. W określonych sytuacjach motywuje nas ona do zmiany strategii osiągnięcia celu w imię zasady „jak nie drzwiami, to oknem”.

Optymizm – tworzy w połączeniu z nadzieją potężną siłę pchającą nas do przodu. Pozwala na pozytywne ocenianie obecnych sytuacji i tych przyszłych. Jednak jego najważniejszym aspektem jest to, że w sytuacjach niepowodzeń pozwala do nich nabrać odpowiedniego dystansu i skoncentrować się na tym jaką lekcję z tego zdarzenia możemy wziąć sobie na przyszłość. Zarazem otwiera nas na to co dobre i dzięki temu jesteśmy bardziej otwarci na takie zdarzenia oraz sukcesy.

Rezyliencja (odnawialność zasobów) – to umiejętność efektywnego radzenia sobie z przeciwnościami losu i stresem. Pozwala ona w sytuacji natrafienia na problemy lub przeszkody utrzymywać i przywracać stan równowagi, a nawet momentami go przekraczać w celu osiągnięcia sukcesu.

Kapitał psychologiczny to stan

Warto pamiętać o tym, że kapitał psychologiczny nie jest jakąś cechą, czy zestawem cech, w które wyposażyła nas natura lub nasze geny. Kapitał psychologiczny jest stanem, a ten z natury rzeczy podlega zmianom. Może zatem przejściowo słabnąć, jak i być szczególnie wysoki.

Najważniejszym jednak przekazem, który płynie z tej informacji jest fakt, że możemy na niego wpływać.

UWAŻAJ! Świat VUCA przyśpieszył i jest teraz do BANI

Świat VUCA (zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny), w którym funkcjonujemy już od wielu lat uległ obecnie znacznemu przyśpieszeniu. Przyczyniła się do tego w dużej mierze pandemia. Wymusiła ona intensyfikację postępu technologicznego, zredefiniowała sposoby pracy i edukacji, zaburzyła istniejące złożone łańcuchy dostaw i powiązań, niemal zmiotła z powierzchni gospodarki niektóre branże.

Dziś świat nie jest zmienny, on stał się jedną wielką zmianą.

Zaburzająca nas niepewność, weszła w wielu obszarach w stan niewiedzy.

Na dotychczasową złożoność nałożyły się jeszcze dodatkowe zmienne komplikując ją do kwadratu.

Niejednoznaczność zyskała nową twarz, jeszcze bardziej skomplikowaną i mocno zależną od kontekstu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - VUCA - BANI - zmiana
Image by Gerd Altmann from Pixabay

W tej rzeczywistości nadanie sensu zdarzeniom, koncentracja na wizji zamiast na szczegółowych planach, a także pozyskiwanie informacji z otoczenia, upraszczanie systemów zarządzani i bycie zwinnym już nie wystarcza. Widać to wyraźnie w kondycji części firm, ale również u pojedynczych osób. Odnotowywany jest znaczny przyrost niepokoju, epizodów depresyjnych i samej depresji. Również wypalenie zawodowe zbiera swoje żniwo, łatwiej łamiąc w atmosferze niepewności i niepokoju zawodowych fighter’ów.

Weszliśmy do BANI – pytanie tylko czy to jedynie faza, czy stan stały

Pandemiczna rzeczywistość nie tylko podbiła dynamikę wyzwań, na których opierał się świat VUCA, ale dodała jeszcze nowe składowe. Szczególnie istotnym stało się poczucie, że pewne ramy i systemy, w których funkcjonowaliśmy i na których opieraliśmy poczucie bezpieczeństwa, okazały się w kontekście COVID’a bardzo kruche i niestabilne.

Zmieniło to istotnie nasze postrzeganie rzeczywistości i podniosło poziom niepokoju. Nagle okazało się, że z pozycji „zdobywców świata” zostaliśmy zepchnięci do szeregu kruchych istot, których życie może zależeć od kaprysów losu.

Stan ten doskonale zdefiniował w roku 2020 autor i futurysta Jamais Cascio. Podobnie jak w przypadku świata VUCA posługując się w tym celu akronimem.

Stworzone przez niego BANI składa się z czterech słów oddających obecnie wyzwania.

Brittle (kruchy) – funkcjonujące dotychczas systemy polityczne, ekonomiczne, gospodarcze i społeczne, choć nieidealne i nękane różnymi trudnościami ale jakoś tam działające, w pewnych momentach i sytuacjach okazały się niewydolne i niedecyzyjne. Mająca służyć ochronie naszego zdrowia służba zdrowia dostała zapaści. Stabilne i pewne miejsca pracy nagle zostały zamrożone (lockdown) lub zlikwidowane. Oczywista wolność przemieszczania uległa drastycznemu ograniczeniu. Złożone i perfekcyjnie rozplanowane łańcuch dostaw zaczęły się nagle sypać jeden po drugim zatrzymując rozpędzone fabryki. Co więcej, zatrzymać je mógł nawet jeden pracownik, który pojawił się w pracy z COVID’em.

Anxious (niespokojny) – poczucie kruchości otaczającej nas rzeczywistości spowodowało efekt podobny do sytuacji, w której ktoś na środku wielkiej wody nagle pozbawił nas kamizelki ratunkowej. Choć nie oznacza to, że zaczniemy od razu tonąć. To nagle zyskujemy bolesną świadomość, że w przypadku najmniejszego zaburzenia naszej kondycji nie ma już niczego co utrzyma nas na powierzchni wody.

Co więcej, w całej tej sytuacji zaczynało do nas docierać coraz więcej informacji, które zamiast nas podbudowywać i wzmacniać, tylko nas dociążały. To tak jakby w tym bezmiarze wody dookoła nas, kiedy rozważamy który kierunek płynięcia wybrać nagle ktoś zaczął nam na nieboskłonie wyświetlać informacje. Dzisiaj utonęło xxx osób. Tyle to, a tyle znajduje się w wodzie w stanie skrajnego wyczerpania. Wszystkim służbom ratowniczym brakuje łódek. No i jeszcze ta świadomość, że najbliżsi na których moglibyśmy liczyć, nie mogą nam ruszyć na ratunek, bo mają zakaz zbliżania się do wody.

Powyższe nie dotyczyło tylko samego wirusa. Podobnie sytuacja wyglądał w kontekście działalności firm, utrzymania miejsc pracy i wielu aspektów życia. Na dodatek musieliśmy się mierzyć z tym sami zamknięci w naszych 4 ścianach.

Dziś kiedy pozornie jest lepiej, znowu nikt nie potrafi nam powiedzieć co będzie dalej. Weszliśmy więc w stan permanentnego czuwania i nasłuchiwania. Stan, który zabiera nam dużo energii i wyczerpuje. Spodziewamy się kolejnych problemów i utrudnień – wariant Delta nadciąga. Zastygamy więc w decyzjach i przechodzimy w stan bierności, a potem wściekamy się sami na siebie, że nie byliśmy bardziej aktywni i działający.

Non-linear (nieliniowy) – do tej pory świat był w miarę prosto poukładany według zasady: przyczyna – skutek i w jakiś tam sposób można było wyciągać wnioski lub budować przewidywania. Dziś stało się to diabelsko trudne, o ile w ogóle niemożliwe.

Wszyscy znamy teorię efektu motyla, zgodnie z którą machanie jego skrzydłami w jakimś punkcie świata, może w konsekwencji wywołać tornado w jakimś miejscu na drugiej półkuli. Co jednak z sytuacją, w której takich tornad może się pojawić kilka w różnych częściach świata i nie do końca wiadomo jak one są z tym motylem powiązane.

Tę nieliniowość mogliśmy i możemy dostrzegać w wielu aspektach życia. Oddziały covidowe w szpitalach, które miały ratować życie zarażonym, jednocześnie pozbawiały dostępu do leczenia chorych na inne poważne choroby. Spokojni o swoją prace informatycy nagle tracili ją, bo choć pracowali w branży IT, to ich firma np. dostarczała oprogramowanie do zamkniętej branży turystycznej. Martwiliśmy się losem hoteli, które nie zarabiały lub zarabiały mniej (ograniczenia obłożenia), a w ich cieniu po cichu padały wielkie pralnie piorące dla nich pościel. Martwiliśmy się, że po pandemii wielu ludzi nie będzie mogło znaleźć pracy i będzie rynek pracodawcy. Dziś  niektóre z firm zamykają się z tego powodu, że nie mogą znaleźć pracowników. Niektóre firmy, zamknięte w czasie lockdownu i otrzymujące rządowe dotacje wyszły na tym lepiej, niż gdyby działały. Mówimy o covidowych ozdrowieńcach, ale czasami słychać głosy, że pomimo rzekomego ozdrowienia, nagle po czasie ujawniają się jakieś zdrowotne konsekwencje. No i jak na ironię jeszcze to, że nasze zamknięcie w domach służyło planecie, bo powietrze zaczęło się oczyszczać – zatem było zarazem poztywne.

Incomprehensible (niezrozumiały) – w sytuacji, w której wszystko co było pewne i stabilne okazało się kruche. Kiedy zamiast ustabilizowanego życia cały czas jesteśmy w stanie czuwania i wyglądania kolejnych problemów. Kiedy nawet nie mamy pojęcia skąd te problemy mogą nadciągnąć i jak się zamanifestować mamy pełne prawo do zagubienia i dezorientacji. Dziś przy tylu danych wsadowych i jednocześnie tylu niewiadomych ciężko bazować na logice i rozumnym oglądzie sytuacji.

Skup się na sobie i otwartej uważności

Ta skomplikowana rzeczywistość, w której się znaleźliśmy nie musi oznaczać dramatu i wywoływać paniki. Oznacza ona tylko konieczność wyjścia poza ramy „starego świata”. Nowe spojrzenie na nasze życia i wyciągnięcie wniosków z tego co się ostatnio zdarzyło.

Skoro tak wiele systemów i rozwiązań, które miały być stabilne i pewne okazało się kruchymi warto oprzeć nasze poczucie bezpieczeństwa i stabilności na nas samych. Na rozpoznaniu naszych zasobów i potencjału, a następnie ich rozwijaniu. Np. w zakresie zdrowia, już teraz możemy sami budować lepszą odporność organizmu troszcząc się o odpowiednią aktywność fizyczną i właściwe odżywianie. Jeżeli jeszcze nie mamy zbudowanej poduszki finansowej, już teraz możemy ją zaplanować i zacząć odkładać pieniądze. Może warto zastanowić się jakie dodatkowe umiejętności mogą podnieść naszą atrakcyjność na rynku pracy i zadbać o ich nabycie. Może warto jeszcze raz zdefiniować poczucie sukcesu. Całkiem możliwe, że drogie ciuchy, samochody, wyjazdy i gadżety są jednak mniej warte niż poczucie spokoju w trudnych czasach, kiedy mamy zabezpieczone jakieś środki finansowe lub mniejsze koszty. Zresztą pomyśl jakie te rzeczy miały znaczenie w dobie pandemii, kiedy byłeś zamknięty w domu. No i najważniejsze – skoro otoczenie jest tak kruche, my powinniśmy być twardsi (bardziej odporni) w zakresie emocji, stresu i radzenia sobie z przeciwnościami – warto nad tym popracować.

W czasach niespokoju i zalewu mnóstwa informacji, z których połowa to fake news’y warto rozwinąć umiejętność otwartej uważności. Pozwala on widzieć sprawy takimi jakie rzeczywiście są, a nie patrzeć na nie przez pryzmat starych przekonań lub kreowanych w mediach mód. Jeżeli do tego nauczymy się panować nad swoimi emocjami i ładować życiowe baterie, będzie nam znacznie łatwiej. Wielu z nas było w ostatnich czasach trudno być „tu i teraz”. Dołowaliśmy się tym jak kiedyś było fajnie, a teraz jest strasznie (poczucie straty) lub poiliśmy przerażeniem myśląc o przyszłości (już jakoś tak mamy, że raczej wyobrażamy sobie te czarne scenariusza, zamiast tych dobrych).

Życie w nieliniowy świecie zdarzeń, to konieczność zgody na stan „nie wiem”. Otwartość na poszukiwanie pewnych kontekstów zdarzeń, które są głębiej ukryte niż prostolinijna zasada „przyczyna-skutek”. Jednocześnie to wymóg nabrania lepszej umiejętności do adaptowania się do tego co zachodzi w naszym otoczeniu. Znam np. firmy, które w swoim ogłoszeniach o prace wpisują jako atut „możliwość pracy zdalnej” przy czym potem się okazuje, że ta możliwość oznacza wyjątkowe sytuacje i to góra kilka razy w miesiącu. Podczas gdy dla potencjalnych kandydatów praca w systemie hybrydowym lub całkowicie zdalna to standard, a nie żaden atut. Podobnie niektórzy z nas mogą nie lubić elektronicznej komunikacji i korzystania ze smartfonowych aplikacji, ale obiektywnie ułatwiają one i przyśpieszają załatwianie wielu spraw.

W sytuacjach niezrozumiałych szukamy wskazówek i dodatkowych informacji. Chcemy za wszelką cenę uzyskać lepszy obraz rzeczywistości i konsekwencji ewentualnych naszych działań. Jednak dzisiaj więcej informacji, to nie koniecznie więcej wiedzy. Często jest wręcz odwrotnie i mamy tylko większy bałagan w głowie, bo pozyskane informacje są ze sobą sprzeczne. Dziś warto ćwiczyć w sobie umiejętność rozwijania intuicji i budowania większego zaufania do niej.

Strategia zawodowa to kręgosłup decyzji – odnajdź się z głową na rynku pracy

Ostatnio dzięki jednemu z moich klientów sporo dowiaduję się o kryptowalutach i zasadach funkcjonowania na tym rynku. Jedną z kardynalnych reguł jest zdefiniowanie swojej strategii działania. Strategii, która nie tylko mówi co kupujemy, ale także określa jasne zasady kiedy coś sprzedajemy lub dokupujemy.  Jak się bowiem okazuje, tutaj najwięcej zarabia się na strachu innych (panicznej wyprzedaży, kiedy cena okresowo spada) lub ich nierozsądnych decyzjach dyktowanych emocjami zamiast logiką. Ku swojemu zaskoczeniu odkryłem, że podobne zasady dotyczą budowania naszej kariery.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - strategia zawodowa
Image by Niek Verlaan from Pixabay

Znaj cel i kierunek – określ strategię

O tworzeniu własnej strategii na rozwój kariery zawodowej mógłbym pewnie się rozpisać na wiele stron. Generalnie jednak powinna ona wypływać z naszych dotychczasowych doświadczeń i aspiracji oraz skupiać się na tym co jest dla nas ważne w karierze zawodowej. Dla jednych będą to zarobki, dla innych realizowanie ważnych dla nich wartości. Jeszcze inne osoby będą koncentrowały się na wyzwaniach i ich pokonywaniu. Znajdą się też Ci, dla których najistotniejsze będzie poczucie bezpieczeństwa i święty spokój.

Strategia powinna też jasno definiować to czego nie chcemy np. pracy na akord, wyścigu szczurów, konieczności pracy w godzinach nadliczbowych lub kultury pracy nie uwzględniającej szacunku dla pracownika.

Super by było, gdyby też zawężała pole działania do określonego zestawu branżę lub funkcji/działów w jakich chcielibyśmy się realizować.

Paniczna wyprzedaż

Mam z nią do czynienia w sytuacji, gdy w naszej pracy nie dzieje się za dobrze. W rezultacie czego jesteśmy na nią lub nasze szefostwo wkurzeni, rozczarowani ich działaniem albo uznajemy, że doszło do jakiejś niesprawiedliwości.

Szczególnie silnie dział na nas poczucie zagrożenia i niepewności. Nasilone do apogeum, kiedy zwolniono któregoś z naszych współpracowników, zlikwidowano jeden z działów lub szefostwo podejmuje niezrozumiałe decyzje. Swoje robią też różne plotki wieszczące rożne niebezpieczeństwa.

W takich sytuacjach pokusę stanowi dla nas możliwość zmiany firmy. Przy czym nie rozważamy do końca, czy oferuje ona to czego poszukujemy. Koncentrujemy się natomiast na ucieczcie z miejsca, w którym czujemy się niepewnie.

Wtedy też łatwo nas skusić różnego rodzaju obietnicami, a my nie dostrzegamy pewnych niedopowiedzeń i niedoprecyzowań. Mamy też tendencje do przesuwania wcześniej określonych granic. Godząc się na to, na co początkowo godzić się nie chcieliśmy.

W pierwszym momencie doznajemy uczucia ulgi i zadowolenia. Jednak po jakimś czasie orientujemy się, że daliśmy ciała i wyprzedaliśmy się za bezcen.

Nie dokupuj, bo błyszczy

Wiele osób ma błędne mniemanie, że wszystkim zależy tylko na awansie i większych pieniądzach. Nie uwzględniają oni faktu, iż niektórym może zależeć na innych aspektach obszaru zawodowego. Popychają nas więc na siłę w górę. Nakłaniają do udziału w ważnych projektach, oczekują że będziemy się angażować we wszystkie nowe inicjatywy i budować strategiczne alianse.

Bywamy zachęcani do ignorowania naszej indywidualności i zaprzeczania samym sobie w imię dobrze widzianej „visibility” (widoczności).

Tymczasem część z nas chce pracować nadal na tym samym poziomie, bo np. daje nam bliskość kontaktu z działaniami operacyjnymi lub klientami. Część nie chce się wspinać za wszelką cenę, bo wie że każdy awans ma swoją cenę i przekroczy on wyznaczoną przez nich granicę odnośnie pracy. Bywają też i tacy, którzy dotarli na szczyt, posmakowali go i stwierdzili, że to nie ich bajka.

Jeżeli nie określiliśmy jasno czego chcemy, a czego nie, możemy w ekscytacji łatwo ulec pokusie takich zawodowych „błyskotek” czy firmowego trendu na widzialność i rozpoznawalność. Działając w ten sposób możemy podeptać naszą indywidualność, która w dłuższej perspektywie okaże się naszym głównym motorem napędowym zgodnej z nami kariery zawodowej.

Mam znajomego, którego bardzo cenię za fachowość w jego obszarze zawodowym. Doceniają go też za nią pracodawcy. Jasno określił on swoją pozycję zawodową na najbliższe lata, którą jest zainteresowany. Za każdym razem, kiedy słyszy od swojej szefowej „gdybyś pokazał co naprawdę potrafisz mógłbyś szybko wejść do zarządu” on zawsze ze spokojem odpowiada „wiem, ale to nie jest to na czym mi zależy”.

Znajomi „doradcy”

Uważaj na doradzających znajomych, bo choć chcą dla Ciebie dobrze i faktycznie w Ciebie wierzą, rzadko wcześniej dopytają Cię o to co jest faktycznie dla Ciebie ważne. Kiedy mówisz, że zastanawiasz się nad jakimś stanowiskiem, oni czują się wręcz zobligowani do udzielenia Ci wsparcia, stąd najczęściej usłyszysz od nich „moim zdaniem spokojnie dasz sobie radę”.

Postaw sobie pytanie, czy gdybyś chciała zainwestować pokaźną dla Ciebie kwotę w jakieś fundusze lub inne narzędzia finansowe, które mogą przynieść zysk, ale są też obarczone ryzykiem straty to opinia znajomego, który się na nich nie zna byłaby dla Ciebie wyznacznikiem działania. A teraz zapytaj ilu Twoich znajomych to fachowcy od kariery zawodowej.

Oczywiście znają Cię oni bardzo dobrze i warto wysłuchać ich wskazówek lub wątpliwości, bo może zwrócą Twoją uwagę na jakiś aspekt który pomijasz. Jednak decyzję musisz podjąć Ty sam. Kiedy chcesz podjąć się jakiejś pracy „bo wszyscy Ci mówią, że dasz radę” – nie rób tego. Zrób to dopiero wtedy, kiedy to Ty podejmiesz świadomie taką decyzję.

Profil „inwestycyjny”

Zgodnie z obecnymi przepisami, kiedy chcesz skorzystać z jakiegoś narzędzia inwestycyjnego, jego właściciel jest zobowiązany do poinformowania Cię o tym, że inwestycja zawsze wiąże się z ryzykiem. Musi też przy pomocy specjalnej ankiety zweryfikować Twój poziom wiedzy o inwestycjach oraz zidentyfikować Twój profil inwestycyjny (poziom skłonności do ryzyka). Dopiero wtedy powinien Ci zaproponować dopasowane do niego produkty.

W przypadku kariery zawodowej nikt nam nie robi takiej ankiety i nie określa naszego profilu. Warto więc poświęcić trochę czasu i zrobić to samemu. Tak, aby potem dobierać odpowiednie dla siebie produkty/oferty pracy.

I jeszcze jedna zasada, taką ankietę należy powtarzać co jakiś czas. Bowiem wraz ze wzrostem naszych doświadczeń nasza skłonność do ryzyka może ulegać zmianie i to co kiedyś było dla nas odpowiednim produktem, dziś już nim nie jest. Podobnie może się zdarzyć z doborem ofert pracy.

Prze_myślnik #55 – zafascynuj się… sobą

Często, kiedy ktoś nas fascynuje wzdychamy z rezygnacją mówiąc „też bym chciał taki być”.  Prawda jednak jest taka, że nie będziemy tacy jak ten ktoś.

Po pierwsze każdy z nas jest unikalnym komponentem cech osobowościowych i doświadczeń. Po drugie, byli byśmy jedynie kopią kogoś, a nie rzeczywistym sobą. Zatem wcześniej, czy później ta cała fasada i tak by się rozsypała.

Jeżeli jednak zmienimy podejście, to możemy w każdym kto nas fascynuje odkryć uśpioną cząstkę naszej osobowości. Tę cząstkę, która zarezonowała z jej odzwierciedleniem w tej drugiej osobie. Teraz pozostaje nam tylko ustalić co nią jest, a następnie zacząć nad nią pracować.

Być może w naszym przypadku zamanifestuje się inaczej. To będzie jednak ok., bo będzie rzeczywiście nasze.

Miłego odkrywania życzę

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zafascynowanie - rozwój

Chcę fajnego związku – czyli czego?

Nie wiem czy to z powodu większej dostępności słońca, czy też poluzowania covidowych obostrzeń. Jednak wyraźnie coś „drgnęło” w związkach moich klientów i znajomych. Jakby się uwolniła pewne energia kumulowana przez ostatnie miesiące. To często energia zmiany, poszukiwania czegoś nowego. Czasami w związku, a czasami poza nim…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - fajny związek
Image by S. Hermann & F. Richter from Pixabay

Ostanie miesiące to dla wielu z nas ograniczenie kontaktów towarzyskich i konieczność spędzenia ze sobą większej ilości czasu. Niejednokrotnie na niewielkiej przestrzeni pracowaliśmy razem zdalnie, a potem spędzaliśmy też resztę dnia. To pozwoliło nam się lepiej poprzyglądać sobie wzajemnie i nie zawsze to co widzieliśmy nas cieszyło.

Wiele par przeorganizowało też swoje życie i zwyczaje budując rytmy dnia zupełnie od nowa. Kiedy już się do nich przyzwyczailiśmy i okrzepliśmy w nich, nagle pracodawcy zaczynają oczekiwać naszego powrotu do biura. To często burzy ten wypracowany już nowy porządek.

W tym wszystkim łatwo znaleźć wiele rzeczy i spraw, które chcielibyśmy aby w naszej relacji wyglądały inaczej. Łatwo dostrzegać braki i wymuszone kompromisy, w których nie czujemy się za dobrze. Łatwo narzekać i uznać, że to co kiedyś nas tak mocno łączyło uległo wypaleniu.

Łatwo też ulec wrażeniu, że gdzieś tam czeka na nas piękna i cudowna relacja, które da nam wiele satysfakcji i szczęścia. Odczucie to z pewnością spotęguje powiew świeżości i zauroczenie, w jakie możemy wpaść w nowej relacji. Pozostaje tylko pytanie, czy za parę lat nie poczujemy się w niej tak samo jak teraz w obecnej.

Czego chcę, jak to rozumiem – zamiast czego mi brakuje

Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem utrzymywania na siłę tego co już się wypaliło. Bardzo podoba mi się też koncepcja, aby składać sobie przysięgę bycia ze sobą razem, aż do śmierci…, z tym zastrzeżeniem, że do „śmierci relacji”.

Kiedy jednak przychodzi do mnie ktoś i twierdzi, że w swoim związku nie otrzymuje tego co by chciał, nie mówię mu: „Spoko luz, kończ to co masz i szukaj czegoś nowego”. Najpierw pytam czego mu konkretnie brakuje. Tutaj odpowiedzi zazwyczaj nie nastręczają problemów.

Te zaczynają się wtedy, kiedy pytam jak sobie wyobrażasz/rozumiesz poszczególne aspekty związku. Najpierw trzeba sobie bowiem uświadomić czego oczekujemy od związku, zanim zaczniemy określać, jak wiele nam z tego brakuje. Taka świadomość przyda się nam również wtedy, gdy obecnie mamy status singla i dopiero planujemy wejść w jakąś relację.

Te same słowa – różne rozumienie

Kiedy myślimy o relacji z drugą osobą i o tym czego od tej relacji oczekujemy, zazwyczaj wszystko na pozór wydaje się proste i oczywiste. Chcemy: miłości, bliskości, intymności, seksu, bezpieczeństwa, a co niektórzy także niezależności. Problem w tym, że dla każdego z nas, każde z tych słów znaczy często nie dokładnie to samo. Co więcej, potencjalne różnice między dwoma osobami w rozumieniu tego samego słowa mogą być przeogromne.

Bliskość to dla kogoś wspólne siedzenie na kanapie. Ktoś inny za bliskość uzna wspólne przebywanie w tym samym mieszkaniu, nawet kiedy znajdujemy się w innych pokojach. Jeszcze inna osoba w ramach bliskości potrzebuje dotyku – takiego mimo chodem, bez wyraźnego powodu. A dla kogoś innego warunkiem bliskości będzie możliwość spojrzenia w oczy drugiej osobie. Choć wielu tego nie zrozumie, to dla niektórych spanie w jednym łóżku ale pod dwoma osobnym kołdrami, oznacza zerwanie poczucia bliskości.

Bezpieczeństwo to również pojemne pojęcie. Może dotyczyć bezpieczeństwa finansowego jako warunku budowania związku. Choć już tylko ten sam aspekt bezpieczeństwa może być również zupełnie odmiennie interpretowany przez dwie osoby. Bo np. ile konkretnie musisz mieć środków finansowych, aby czuć się bezpiecznie.

Inny aspekt bezpieczeństwa to bezpieczeństwo emocjonalne. Jedni potrzebują go od drugiej osoby całe mnóstwo, inny potrafią wręcz uwiesić się emocjonalnie na partnerze. Są jednak też i takie osoby, które nie potrzebują tego rodzaju zabezpieczenia. Zazwyczaj mówią wtedy, że partner/partnerka zamiast bezpieczeństwa, ma dawać im jednie wsparcie. Dla nich związek to równoprawne partnerstwo, a nie opieka.

Miłość to dopiero pojemny worek pojęciowy, którego nawet nie podejmę się tutaj analizy. Nie dość, że głębokie różnice mogą przebiegać na linii tego jak rozumiemy miłość. To jeszcze dodatkowo, możemy się różnić w oczekiwaniu tego, jak potem ta miłość ma być wyrażana.

  1. Jak rozumiem i po czym poznaję w związku:
  • Miłość
  • Bliskość
  • Intymność
  • Bezpieczeństwo
  • Niezależność
  • Dobry seks

2. W jaki sposób pragniesz być kochany/kochana?

3. Czego pragniesz doznać w relacji?

4. Czy jeżeli nic się nie zmieni w obecnej relacji to za 20-30 lat będziesz chciał/chciała być dalej razem?

Inspirująca alternatywa

Kiedy znasz swoje oczekiwania, dopiero wtedy możesz o nich rozmawiać z obecnym lub przyszłym partnerem/partnerką. Rozmowa jest bardzo ważna, bo pozwala wprowadzać zmiany i lepiej dopasowywać się do swoich wzajemnych oczekiwań. Bywa i tak, że nasze oczekiwania już od samego początku są tak bardzo rozbieżne, że nie ma sensu podejmować próby budowania czegoś razem.

W swojej pracy, ale i wśród znajomych, spotykam nierzadko osoby, które z niejakim lekceważeniem mówią o sygnałach od partnerów, że czegoś im brakuje w związku. Podchodzą tak do tego, bo druga osoba już nie pierwszy raz o tym wspomina, a mimo to nic się z tego powodu nie wydarza. Wierzą mocno w to, że będzie tak dalej.

Tymczasem wszystko może się zmienić kiedy na horyzoncie pojawi się potencjalna alternatywa. Inna osoba, którą się zauroczą. W tej sytuacji wszystko może się potoczyć w oka mgnieniu i zanim się obejrzą będą sami. Najczęściej twierdząc, że są zaskoczeni całą sytuacją, bo nie było wyraźnych sygnałów… Na pewno nie było?

Kwadranty potencjału – czyli praca vs. pasja

Nierzadko kiedy rozmawiam z moimi klientami o karierze zawodowej słyszę od nich, że chcieliby zarabiać na swojej pasji. To bardzo miła wizja, problem z nią jest tylko taki, że rzadko sprawdza się w praktyce. Dużo lepszym podejściem jest poszukiwanie takiej pracy, w której wykonywane czynności nam po prostu wychodzą i które zarazem lubimy robić.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -kwadranty potencału - praca
Image by Gerd Altmann from Pixabay

Pułapka pasji  – nie zabijaj przyjemności

W tej pułapce wcale nie chodzi tu o to, że na danej pasji jest ciężko zarabiać. Problem w tym, że kiedy pasja staje się pracą niemal zawsze traci swoją atrakcyjność. Z czystej przyjemności staje się obowiązkiem. Nierzadko obwarowanym koniecznością prowadzenia własnej firmy. Ta z kolei oznacza, że na pasje zostaje nam max. 50% czasu. Pozostały trzeba będzie przeznaczyć na sprzedaż, marketing, księgowość i inne mało atrakcyjne powinności.

Nieco inaczej sprawa wygląda wtedy, kiedy tak się wkręcamy w naszą pracę, że zaczyna nas ona coraz bardziej interesować i pociągać. Nagle z czystego zarobku, staje się przyjemnością i obszarem, który z chęcią eksplorujemy. Mówiąc krótko kiedy to nasz praca rozbudziła w nas pasję do tego co robimy.

Kwadranty potencjału – podstawowa wskazówka nawigacyjna

Temat pracy i tego co w niej obecnie robimy lub chcielibyśmy robić warto rozpocząć od spojrzenia na tzw. „kwadranty potencjału”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -kwadranty potencału

Oczywiście najbardziej atrakcyjne wydają się czynności przypisane do kwadrantu II. Teoretycznie powinnyśmy poświęcać im jak najwięcej czasu. Jednak to praktyka, a nie teoria kształtuje nasze życie. Wielu z nas nie ma takiego szczęścia i często spędzamy większość czasu na czynnościach z kwadrantu I.

Jeżeli potrafimy wygospodarować trochę wolnego czasu, to właśnie w nim wykonujemy to co w tych kwadrantach jest przypisane do nr IV. Czynności, które mega nas cieszą i dają dużo satysfakcji. Często jednak z góry zakładamy, że nie staną się źródłem naszego zarobku. Bazując na tym założeniu i dostępnym czasie oddajemy się im, ale prawie nigdy w takim zakresie jakbyśmy chcieli. Nie zgłębiamy ich też na tyle, aby stać się w nich super specjalistami.

Najgorsze co się może nam przytrafić, to wylądowanie w kwadrancie III. Musimy w nim wykonywać to czego do końca nie potrafimy i co na dodatek nie sprawia nam żadnej przyjemności.

Strategie dojścia do kwadrantu II – umiem i lubię to co wykonuję

Kwadrant I – jeżeli jak spora część z nas plasujesz się w kwadrancie I, to masz przed sobą spore wyzwanie. Koncepcja rozwiązania tej kwestii poprzez zmianę pracy, wydaje się najprostsza. Biorąc jednak pod uwagę umiejętności, którymi dysponujemy nie zawsze jest skutecznym rozwiązaniem. Szczególnie jak za to co robisz nieźle ci płacą. Zmiana firmy, ale przy podobnym zakresie zadań na zajmowanym stanowisku nie wniesie tu raczej powiewu zaangażowania z Twojej strony.

Możemy tutaj jednak rozważyć trzy strategie niezwiązane ze zmianą pracy.

Pierwsza, to takie przedefiniowanie swojego nastawienia do pracy, aby stała się  ona ciekawa, albo chociaż satysfakcjonująca. Można tego dokonać m.in. doszukując się sensu tego co robimy (dla innych działów, klientów, czy ogólnie organizacji).

Druga, to potraktowanie tego co robimy jako inwestycji na przyszłość. W tej sytuacji potrzebujemy stworzyć jakiś plan na dalszą karierę. Być może poszerzając swoje umiejętności możemy awansować. W innym przypadku, możemy posiadane umiejętności lekko przeprofilować lub wykorzystać przy pracy w innej, atrakcyjniejszej dla nas branży.

Trzecia zakłada, że tutaj zarabiamy tylko pieniądze i zyskujemy poczucie bezpieczeństwa. Nie spodziewamy się też żadnych fajerwerków. Natomiast z części tego co zarobimy, finansujemy swoje pasje i zainteresowania. Poszerzając je lub pogłębiając i to to tam doszukując się życiowych fajerwerków.

Kwadrant IV – kiedy nie zarabiamy na naszych pasjach, często zajmują one ostatnie miejsce w naszych planach i kalendarzach. Mówimy tylko, że chcielibyśmy to czy tamto robić, ale zapytani kiedy robiliśmy to ostatnio czujemy lekkie zażenowanie i tłumaczymy to brakiem czasu. Tymczasem to nie czas jest winny, tylko nadawane przez nas poszczególnym czynnościom priorytety.

Często też nie inwestujemy w te pasje czasu i środków, bo twierdzimy, że nie da się z nich wyżyć. Tymczasem wystarczy lekko zmienić perspektywę. Żyjemy za kasę z etatowej pracy, a to co możemy zarobić na pasji może być przeznaczone na przyjemności, wyjścia do restauracji lub podróże. W tej sytuacji nie mamy żyć z pasji, ale ma ona nam ubarwiać życie. Ubarwianie życia, to niekoniecznie dodatkowe pieniądze. To także nowe kontakty i relacje jakie nawiążemy, jeżeli to co nas kręci będziemy realizowali za darmo w jakiś organizacjach społecznych.

Kwadrant III – ucieeeekaj! Rozważ ewentualne chwilowe pogorszenie sytuacji finansowej. Zadbaj o to, że jak nawet nie masz porządnego wynagrodzenia, to chociaż odczuwaj jakąś przyjemność z tego co robisz lub miej poczucie sensu tej pracy. Zresztą jak robisz czynności, których nie umiesz i nie jesteś w nie zaangażowany, to ja nie uwierzę, że Ci za nie dobrze płacą.

* koncepcję „kwadrantów potencjału” zaczerpnąłem z książki: Jay Shetty „Zacznij myśleć jak mnich”.

Iluzje – nasze życiowe ograniczniki

Za każdym razem kiedy wybieramy się na pokaz magii, wiemy że spotkamy na nim iluzjonistę, a nie czarodzieja. Wiemy, że dzięki swojej umiejętności odwracania naszej uwagi i oszukiwaniu naszych zmysłów pokaże nam niesamowite sztuczki.

Chodź na pokazie jesteśmy świadomi tego wszystkiego w życiu prywatnym naiwnie wierzymy, że pewne rzeczy zadzieją się magicznie.  

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życiowe - iluzje
Image by Christine Engelhardt from Pixabay

Magia „jednej chwili”

Jedna z najbardziej zwodniczych iluzji z jakimi mamy do czynienia. Dotyczy tego, że muszę jeszcze tylko chwilę wytrzymać w tym w czym jestem lub w tym co robię. Niewielu z nas zauważa, że ta chwila jest zupełnie niedoprecyzowana i jakby się dobrze przyjrzeć, to już najczęściej sporo czekamy na jej wypełnienie.

Zatem czekamy od lat, aż druga osoba w związku wreszcie się zmieni. Czekamy wiele miesięcy na docenienie naszej pracy przez szefa. Z wytęsknieniem czekamy, aż ktoś nas wreszcie odkryje i wyrwie z ramion samotności. Czekamy na lepszy moment, na lepsze czasy, na lepszą pracę, na gwiazdkę z nieba lub księcia na białym koniu.

Czekamy… i czekać będziemy, bo te rzeczy same się nie wydarzą. Świat nie odpowie na nasze miraże, kreowane w głowie wyobrażenia, czy senne marzenia. Nie uwzględni też bajek opowiadanych przez innych, że już za moment, już za chwilę się jednak zmienią.

Świat odpowiada jedynie na konkretne działania i sukcesywnie realizowane plany. Nie czekaj zatem już nawet „jednej chwili”, tylko bierz się do roboty i zainicjuj zmianę już tu i teraz.

Magia „innej drogi”

Żeby pokonać wroga często trzeba uśpić jego czujność i osłabić jego motywację do działania. Magia „innej drogi” jest w tym doskonała. Wprowadza bierność do naszego życie, odbiera motywację do tego co tu i teraz. Mami myślowymi witrażami bajecznej przyszłości.

Po co robić remont mieszkania, przecież kiedyś będziemy mieli nowe. Po co uczyć się czegoś nowego w pracy i starać, skoro kiedyś będziemy żyć z naszej prawdziwej pasji. Po co się męczyć i planować wakacje, skoro możemy zdać się na jakieś „fantastyczne” last minute, które z pewnością nam się zdarzy. Po co inwestować cokolwiek w to co jest. Czy to pieniądze, czy uczucia skoro czeka na nas inna wspaniała droga w życiu, która kiedyś nam się spełni.

Mamienie wizją samospełniającej się nowej drogi doskonale sabotujemy naszą przyszłość. Nie odkładamy pieniędzy na nowe mieszkanie i po latach nadal mieszkamy w tym samym miejscu, które jest w opłakanym stanie. Nigdy nie policzyliśmy czy możemy żyć z naszej pasji i czy uda się ją przerobić na dobrze funkcjonujący biznes. Zatem dalej jesteś w tej same pracy co wcześniej, ale z marną reputacją i bez awansu, no bo przecież nigdy się w niej nie staraliśmy. Również „fantastyczne” wakacje stają się dramatem w trzech aktach. Ostatecznie last minute najczęściej też rządzi się swoimi regułami. Niska cena i miejsce, którego nikt nie chciał – to niska jakość, kiepska miejscówka i mało atrakcyjna lokalizacja. Jednak skoro nie mamy alternatywy to bierzemy, to co jest. Tak oto, najczęściej kończą marzyciele iluzjoniści.

Jeżeli wierzysz w taką cudowną wspaniałą drogę, która Ciebie czeka – to super. Zastanów się tylko, czy w Twojej wyobraźni widzisz dokładnie ten moment kiedy pierwszy raz na nią wkraczasz.

Uczono mnie kiedyś jak szybko rozpoznać sen. Kiedy jesteś w jakimś miejscu lub coś robisz, ale nie wiesz jak się znalazłeś w tej sytuacji, jak tam dotarłeś lub od czego zacząłeś swoje działanie, to w 99%  senna iluzja.  

Zatem jeżeli nie znasz tego momentu kiedy wkraczasz na nową ścieżkę życia. To albo zapomnij o tej ścieżce, bo jest ułudą, albo już dziś zacznij planować i realizować pierwsze kroki, które Cię do niej doprowadzą.

Magia „zdarzenia”

Jak dzieci dorosną, jak zrobię porządek w życiu prywatnym, jak stanę na nogi. To przykładowe zdarzenia, od których mają zajść rzekome zmiany w naszym życiu. Co ciekawe kiedy tylko pytam o konkrety magia zdarzenia rozpada się w oka mgnieniu.

Co to znaczy dorosną? Będą miały 10, 15, 18, a może 25 lat…

Po czym poznasz, że masz już porządek w życiu prywatnym?

Poczujesz, że stanąłeś na nogi, jak co się wydarzy? Co musisz mieć, aby na nich stać stabilnie?

Rzucamy więc ochoczo takie ogólniki, które na pozór są gdzieś umiejscowione w czasie i powiązane z jakimś zdarzeniem lub sytuacją. Tymczasem to dryfujące na wietrze mentalne balony. Kiedy się do nich przybliżamy, wiatr czasu i zdarzeń podmuchem przesuwa je coraz dalej.

Zatem prawda jest taka, że skoro nie są one konkretnie zdefiniowane i osadzone w rzeczywistości, to nigdy ich nie osiągniemy. Co bardziej zabawne, nawet gdyby się wydarzyły w naszym życiu i tak ich nie rozpoznamy, bo nigdy się nie zastanowiliśmy jak wyglądają lub od czego zależą.

Zatem w nieskończoność możemy powtarzać, że na nie czekamy. Trudno chyba o lepiej zaplanowaną życiową porażkę.


Teraz na spokojnie przyjrzyj się swojemu życiu i zauważ, gdzie iluzjonistyczne sztuczki Twojego umysłu zaślepiły Ci oczy. Gdzie liczysz na magię, zamiast na swoje działanie i pracę.

Nawet jeżeli chcesz tylko organizować pokazy życiowej magii, oślepiając innych instagramową lub facebookową cudownością swojego życia, to pamiętaj że każdy iluzjonista najpierw musiał się też przez lata wprawiać w sztuce oszukiwanie zmysłów innych ludzi. 

Problem w tym, że Ci najbliżsi, którym na Tobie zależy, patrzą na Ciebie nie tylko zmysłami ale i sercem. Te natomiast nie daje się łatwo omamić iluzji i często wyczuwa prawdę.

Druga fala zmian – praca w nowej rzeczywistości

Po trzech falach COVID’a, nadeszła druga fala zmian. Pierwsza związana z lockdownem była zupełnie niespodziewana i wywróciła do góry nogami działalność wielu firm oraz nasze życie prywatne. Ta druga, która obecnie się dzieje i dotyczy szczególnie kwestii zawodowych była do przewidzenia, ale wciąż zaskakuje wielu z nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - praca
Image by StockSnap from Pixabay

Roszady, zamiany struktur i kierunków działania

Praktycznie prawie każda firma próbująca dziś powrócić do normalnego sposób działania, nie jest już tą samą firmą co kiedyś. Normalność została zredefiniowana przez życie i otoczenie biznesowe.

Normalnością dla wielu firm stanie się np. praca hybrydowa – trochę z domu, a trochę z biura. Podejście wielu zarządów i właścicieli firm również uległo zmianie. Stają się bardziej ostrożni, szukają większej dywersyfikacji, czasami zmieniają kierunki działania i grupy docelowe klientów. Baczniej przyglądają się też kosztom i rentowności poszczególnych aktywności.

Inni ruszają na przód całą parą, automatyzując i przyśpieszając niektóre procesy lub zwiększając mocno aktywność biznesową na dotychczasowym polu, bądź wchodząc w nowe obszary. Część firm będzie także usprawniać i optymalizować swoje działania w internecie, do którego weszły lekko na wariata bez odpowiedniego przygotowania i przemyślanej strategii.

Zmiany te mogą się np. zamanifestować wstrzymaniem niektórych projektów i inwestycji. Reorientacją z klienta biznesowego na detalicznego, lub na odwrót. Zmianami w strukturze całej organizacji, a bywa i tak, że praca niektórych działów zostanie wyniesiona do firm zewnętrznych lub zautomatyzowana. Może też zostać zainicjowanych wiele nowych inicjatyw i to takich, w których dana organizacja nie ma jeszcze doświadczenia.

Każda z powyższych zmian będzie miała przełożenie na pracowników z nimi związanych. Czasami ich miejsca pracy zniknął. Innym razem zmianie ulegnie zakres i/lub charakter obowiązków. Zmiany struktury często spowodują okresowy bałagan i konieczność „dotarcia się” z nowymi członkami zespołu. Nowe inicjatywy mogą wymagać nabycia nowych kompetencji lub zmiany dotychczasowego myślenia.

Oczekiwania, zmiana wartości i inne podejście do pracy

Ten kto myśli, że zmiany dotykają tylko firm i pracodawców jest w wielkim błędzie. Dotyczą one również samych pracowników.

Wielu z nas zostało zmuszonych do pracy zdalnej, bez względu na to czy byliśmy fanami tej formy aktywności zawodowej, czy nie. Niejednokrotnie pod kątem home office przemeblowaliśmy domowe przestrzenie i zreorganizowaliśmy swoje życie i plany dnia. Co więcej, niektórzy wypowiedzieli najmy mieszkań w dużych miastach i powrócili w rodzinne strony. Sporo z nas uwierzyło w wizję pracy bez stacjonarnego biura i popłynęło w swoich planach na dalsze życie właśnie w takim kierunku.

Tymczasem spora część pracodawców mówi dziś „tak” pracy zdalnej, ale domaga się jednocześnie zgody na hybrydowy charakter pracy. Co oznacza de facto, że do biura przynajmniej w jakimś tam wymiarze czasu trzeba będzie przyjeżdżać. Takie podejście budzi frustrację i rozczarowanie zarówno po stronie fanów home office, jak i zagorzałych jego przeciwników. Pierwsi będą narzekać na konieczność uciążliwych dojazdów. Ci drudzy utyskiwać na brak możliwości w 100% rozdzielenia pracy od strefy domowej. Nawet gdyby trafił nam się tak elastyczny pracodawca, który całkowicie dostosuje się do naszych oczekiwań. Co oznacza, że zgodzi się na pracę w 100% na home office, w 100% w biurze oraz na wersję mieszaną to frustracja i tak pozostanie. Już nie będziemy się jak dawniej wszyscy codziennie widywać osobiście w pracy.

Lockdown u wielu  z nas spowodował zmiany naszego systemu wartości. Często straciliśmy poczucie bezpieczeństwa i przestaliśmy wierzyć w możliwość jego ciągłego utrzymania. Zaczęliśmy za to baczniej zwracać uwagę na inne aspekty i wartości w naszym życiu. Np. poczucie spełnienia w pracy lub jej znaczenia dla innych, często w szerszym niż tylko firmowym kontekście. Na znaczeniu zyskała elastyczność pracodawcy względem pracownika i możliwość rozwijania swoich umiejętności lub zdobywania nowych. Często wymuszone przez pandemiczną sytuację mniej konsumpcyjne życie, uświadomiło nam, że wysoka pensja nie zawsze jest warta swojej ceny.

Czas zatrzymania, zamknięcia w domach ale i konieczność reorganizacji naszego życia. Chociażby po to aby zaopiekować się dziećmi, które spędzały dużo czasu w domu. Często zmieniły nasze patrzenie na pracę. Na jej organizację i rozkład w ciągu dnia, ale również na jej globalny udział w naszym życiu. Jedni wkładali w nią za mało czasu i energii, no bo zawsze była i będzie. Inni poświęcali jej się całkowicie, zapominając o pozostałych aspektach życia. Każda z tych grup miała okazję skonfrontować się z covidową rzeczywistością i niejednokrotnie zmieniła swój pogląd na znaczenie pracy w życiu.

Nieuchronność zmian i nierealność stałości

Dziś często spotykamy się bezpośrednio po długim czasie – firmy i pracownicy, firmy i firmy, pracownicy i pracownicy. To co jest w tych spotkaniach zaskakujące, to fakt że choć mamy świadomość trudnych doświadczeń i dużych zmian wciąż nieco naiwnie liczymy na to, że spotykamy się tacy sami jak dawniej. Na dodatek wierząc w to, że dobywa się to w takich samych okolicznościach i przy takich samych obowiązujących regułach.

Tymczasem dziś wiele spraw i rzeczy wygląda zupełnie inaczej. Dziś powinniśmy się uczyć siebie nawzajem na nowo. Upewniać i potwierdzać, czy nasze wyobrażenia odnoszące się do danej sytuacji, czy na czyjś temat zostały odpowiednio zaktualizowane.

To z pewnością niełatwy czas, w którym jak się zdaje chwilowo warto mieć więcej znaków zapytania niż iluzorycznych pewników. Tak popełnimy mniej błędów, choć pewnie zyskamy więcej rozterek. Dziś przede wszystkim powinniśmy dobrze znać siebie i dać sobie zgodę na zmianę w nas oraz zmianę w naszym otoczeniu zawodowym. Wiele firm nie zmienia się, bo nas nie lubi tylko dlatego, że one również przeszły swoją własną transformację.

To co szczególnie ważne to świadomość swoich odczuć i emocji. Dziś szczególnie łatwo popaść w złość i obdzielać nią całe nasze otoczenie. Tymczasem złość, to często niedojrzała, albo nieuświadomiona przykrywka na lęk, który toczy nas od środka. Dopiero kiedy naprawdę zrozumiemy co jest przyczyną naszego stanu, będziemy mogli podjąć aktywną pracę nad zmianą. Np. zadając sobie 3 transformujące pytania.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close