Rafał Markiewicz

Blog

Chcę fajnego związku – czyli czego?

Nie wiem czy to z powodu większej dostępności słońca, czy też poluzowania covidowych obostrzeń. Jednak wyraźnie coś „drgnęło” w związkach moich klientów i znajomych. Jakby się uwolniła pewne energia kumulowana przez ostatnie miesiące. To często energia zmiany, poszukiwania czegoś nowego. Czasami w związku, a czasami poza nim…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - fajny związek
Image by S. Hermann & F. Richter from Pixabay

Ostanie miesiące to dla wielu z nas ograniczenie kontaktów towarzyskich i konieczność spędzenia ze sobą większej ilości czasu. Niejednokrotnie na niewielkiej przestrzeni pracowaliśmy razem zdalnie, a potem spędzaliśmy też resztę dnia. To pozwoliło nam się lepiej poprzyglądać sobie wzajemnie i nie zawsze to co widzieliśmy nas cieszyło.

Wiele par przeorganizowało też swoje życie i zwyczaje budując rytmy dnia zupełnie od nowa. Kiedy już się do nich przyzwyczailiśmy i okrzepliśmy w nich, nagle pracodawcy zaczynają oczekiwać naszego powrotu do biura. To często burzy ten wypracowany już nowy porządek.

W tym wszystkim łatwo znaleźć wiele rzeczy i spraw, które chcielibyśmy aby w naszej relacji wyglądały inaczej. Łatwo dostrzegać braki i wymuszone kompromisy, w których nie czujemy się za dobrze. Łatwo narzekać i uznać, że to co kiedyś nas tak mocno łączyło uległo wypaleniu.

Łatwo też ulec wrażeniu, że gdzieś tam czeka na nas piękna i cudowna relacja, które da nam wiele satysfakcji i szczęścia. Odczucie to z pewnością spotęguje powiew świeżości i zauroczenie, w jakie możemy wpaść w nowej relacji. Pozostaje tylko pytanie, czy za parę lat nie poczujemy się w niej tak samo jak teraz w obecnej.

Czego chcę, jak to rozumiem – zamiast czego mi brakuje

Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem utrzymywania na siłę tego co już się wypaliło. Bardzo podoba mi się też koncepcja, aby składać sobie przysięgę bycia ze sobą razem, aż do śmierci…, z tym zastrzeżeniem, że do „śmierci relacji”.

Kiedy jednak przychodzi do mnie ktoś i twierdzi, że w swoim związku nie otrzymuje tego co by chciał, nie mówię mu: „Spoko luz, kończ to co masz i szukaj czegoś nowego”. Najpierw pytam czego mu konkretnie brakuje. Tutaj odpowiedzi zazwyczaj nie nastręczają problemów.

Te zaczynają się wtedy, kiedy pytam jak sobie wyobrażasz/rozumiesz poszczególne aspekty związku. Najpierw trzeba sobie bowiem uświadomić czego oczekujemy od związku, zanim zaczniemy określać, jak wiele nam z tego brakuje. Taka świadomość przyda się nam również wtedy, gdy obecnie mamy status singla i dopiero planujemy wejść w jakąś relację.

Te same słowa – różne rozumienie

Kiedy myślimy o relacji z drugą osobą i o tym czego od tej relacji oczekujemy, zazwyczaj wszystko na pozór wydaje się proste i oczywiste. Chcemy: miłości, bliskości, intymności, seksu, bezpieczeństwa, a co niektórzy także niezależności. Problem w tym, że dla każdego z nas, każde z tych słów znaczy często nie dokładnie to samo. Co więcej, potencjalne różnice między dwoma osobami w rozumieniu tego samego słowa mogą być przeogromne.

Bliskość to dla kogoś wspólne siedzenie na kanapie. Ktoś inny za bliskość uzna wspólne przebywanie w tym samym mieszkaniu, nawet kiedy znajdujemy się w innych pokojach. Jeszcze inna osoba w ramach bliskości potrzebuje dotyku – takiego mimo chodem, bez wyraźnego powodu. A dla kogoś innego warunkiem bliskości będzie możliwość spojrzenia w oczy drugiej osobie. Choć wielu tego nie zrozumie, to dla niektórych spanie w jednym łóżku ale pod dwoma osobnym kołdrami, oznacza zerwanie poczucia bliskości.

Bezpieczeństwo to również pojemne pojęcie. Może dotyczyć bezpieczeństwa finansowego jako warunku budowania związku. Choć już tylko ten sam aspekt bezpieczeństwa może być również zupełnie odmiennie interpretowany przez dwie osoby. Bo np. ile konkretnie musisz mieć środków finansowych, aby czuć się bezpiecznie.

Inny aspekt bezpieczeństwa to bezpieczeństwo emocjonalne. Jedni potrzebują go od drugiej osoby całe mnóstwo, inny potrafią wręcz uwiesić się emocjonalnie na partnerze. Są jednak też i takie osoby, które nie potrzebują tego rodzaju zabezpieczenia. Zazwyczaj mówią wtedy, że partner/partnerka zamiast bezpieczeństwa, ma dawać im jednie wsparcie. Dla nich związek to równoprawne partnerstwo, a nie opieka.

Miłość to dopiero pojemny worek pojęciowy, którego nawet nie podejmę się tutaj analizy. Nie dość, że głębokie różnice mogą przebiegać na linii tego jak rozumiemy miłość. To jeszcze dodatkowo, możemy się różnić w oczekiwaniu tego, jak potem ta miłość ma być wyrażana.

  1. Jak rozumiem i po czym poznaję w związku:
  • Miłość
  • Bliskość
  • Intymność
  • Bezpieczeństwo
  • Niezależność
  • Dobry seks

2. W jaki sposób pragniesz być kochany/kochana?

3. Czego pragniesz doznać w relacji?

4. Czy jeżeli nic się nie zmieni w obecnej relacji to za 20-30 lat będziesz chciał/chciała być dalej razem?

Inspirująca alternatywa

Kiedy znasz swoje oczekiwania, dopiero wtedy możesz o nich rozmawiać z obecnym lub przyszłym partnerem/partnerką. Rozmowa jest bardzo ważna, bo pozwala wprowadzać zmiany i lepiej dopasowywać się do swoich wzajemnych oczekiwań. Bywa i tak, że nasze oczekiwania już od samego początku są tak bardzo rozbieżne, że nie ma sensu podejmować próby budowania czegoś razem.

W swojej pracy, ale i wśród znajomych, spotykam nierzadko osoby, które z niejakim lekceważeniem mówią o sygnałach od partnerów, że czegoś im brakuje w związku. Podchodzą tak do tego, bo druga osoba już nie pierwszy raz o tym wspomina, a mimo to nic się z tego powodu nie wydarza. Wierzą mocno w to, że będzie tak dalej.

Tymczasem wszystko może się zmienić kiedy na horyzoncie pojawi się potencjalna alternatywa. Inna osoba, którą się zauroczą. W tej sytuacji wszystko może się potoczyć w oka mgnieniu i zanim się obejrzą będą sami. Najczęściej twierdząc, że są zaskoczeni całą sytuacją, bo nie było wyraźnych sygnałów… Na pewno nie było?

Kwadranty potencjału – czyli praca vs. pasja

Nierzadko kiedy rozmawiam z moimi klientami o karierze zawodowej słyszę od nich, że chcieliby zarabiać na swojej pasji. To bardzo miła wizja, problem z nią jest tylko taki, że rzadko sprawdza się w praktyce. Dużo lepszym podejściem jest poszukiwanie takiej pracy, w której wykonywane czynności nam po prostu wychodzą i które zarazem lubimy robić.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -kwadranty potencału - praca
Image by Gerd Altmann from Pixabay

Pułapka pasji  – nie zabijaj przyjemności

W tej pułapce wcale nie chodzi tu o to, że na danej pasji jest ciężko zarabiać. Problem w tym, że kiedy pasja staje się pracą niemal zawsze traci swoją atrakcyjność. Z czystej przyjemności staje się obowiązkiem. Nierzadko obwarowanym koniecznością prowadzenia własnej firmy. Ta z kolei oznacza, że na pasje zostaje nam max. 50% czasu. Pozostały trzeba będzie przeznaczyć na sprzedaż, marketing, księgowość i inne mało atrakcyjne powinności.

Nieco inaczej sprawa wygląda wtedy, kiedy tak się wkręcamy w naszą pracę, że zaczyna nas ona coraz bardziej interesować i pociągać. Nagle z czystego zarobku, staje się przyjemnością i obszarem, który z chęcią eksplorujemy. Mówiąc krótko kiedy to nasz praca rozbudziła w nas pasję do tego co robimy.

Kwadranty potencjału – podstawowa wskazówka nawigacyjna

Temat pracy i tego co w niej obecnie robimy lub chcielibyśmy robić warto rozpocząć od spojrzenia na tzw. „kwadranty potencjału”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -kwadranty potencału

Oczywiście najbardziej atrakcyjne wydają się czynności przypisane do kwadrantu II. Teoretycznie powinnyśmy poświęcać im jak najwięcej czasu. Jednak to praktyka, a nie teoria kształtuje nasze życie. Wielu z nas nie ma takiego szczęścia i często spędzamy większość czasu na czynnościach z kwadrantu I.

Jeżeli potrafimy wygospodarować trochę wolnego czasu, to właśnie w nim wykonujemy to co w tych kwadrantach jest przypisane do nr IV. Czynności, które mega nas cieszą i dają dużo satysfakcji. Często jednak z góry zakładamy, że nie staną się źródłem naszego zarobku. Bazując na tym założeniu i dostępnym czasie oddajemy się im, ale prawie nigdy w takim zakresie jakbyśmy chcieli. Nie zgłębiamy ich też na tyle, aby stać się w nich super specjalistami.

Najgorsze co się może nam przytrafić, to wylądowanie w kwadrancie III. Musimy w nim wykonywać to czego do końca nie potrafimy i co na dodatek nie sprawia nam żadnej przyjemności.

Strategie dojścia do kwadrantu II – umiem i lubię to co wykonuję

Kwadrant I – jeżeli jak spora część z nas plasujesz się w kwadrancie I, to masz przed sobą spore wyzwanie. Koncepcja rozwiązania tej kwestii poprzez zmianę pracy, wydaje się najprostsza. Biorąc jednak pod uwagę umiejętności, którymi dysponujemy nie zawsze jest skutecznym rozwiązaniem. Szczególnie jak za to co robisz nieźle ci płacą. Zmiana firmy, ale przy podobnym zakresie zadań na zajmowanym stanowisku nie wniesie tu raczej powiewu zaangażowania z Twojej strony.

Możemy tutaj jednak rozważyć trzy strategie niezwiązane ze zmianą pracy.

Pierwsza, to takie przedefiniowanie swojego nastawienia do pracy, aby stała się  ona ciekawa, albo chociaż satysfakcjonująca. Można tego dokonać m.in. doszukując się sensu tego co robimy (dla innych działów, klientów, czy ogólnie organizacji).

Druga, to potraktowanie tego co robimy jako inwestycji na przyszłość. W tej sytuacji potrzebujemy stworzyć jakiś plan na dalszą karierę. Być może poszerzając swoje umiejętności możemy awansować. W innym przypadku, możemy posiadane umiejętności lekko przeprofilować lub wykorzystać przy pracy w innej, atrakcyjniejszej dla nas branży.

Trzecia zakłada, że tutaj zarabiamy tylko pieniądze i zyskujemy poczucie bezpieczeństwa. Nie spodziewamy się też żadnych fajerwerków. Natomiast z części tego co zarobimy, finansujemy swoje pasje i zainteresowania. Poszerzając je lub pogłębiając i to to tam doszukując się życiowych fajerwerków.

Kwadrant IV – kiedy nie zarabiamy na naszych pasjach, często zajmują one ostatnie miejsce w naszych planach i kalendarzach. Mówimy tylko, że chcielibyśmy to czy tamto robić, ale zapytani kiedy robiliśmy to ostatnio czujemy lekkie zażenowanie i tłumaczymy to brakiem czasu. Tymczasem to nie czas jest winny, tylko nadawane przez nas poszczególnym czynnościom priorytety.

Często też nie inwestujemy w te pasje czasu i środków, bo twierdzimy, że nie da się z nich wyżyć. Tymczasem wystarczy lekko zmienić perspektywę. Żyjemy za kasę z etatowej pracy, a to co możemy zarobić na pasji może być przeznaczone na przyjemności, wyjścia do restauracji lub podróże. W tej sytuacji nie mamy żyć z pasji, ale ma ona nam ubarwiać życie. Ubarwianie życia, to niekoniecznie dodatkowe pieniądze. To także nowe kontakty i relacje jakie nawiążemy, jeżeli to co nas kręci będziemy realizowali za darmo w jakiś organizacjach społecznych.

Kwadrant III – ucieeeekaj! Rozważ ewentualne chwilowe pogorszenie sytuacji finansowej. Zadbaj o to, że jak nawet nie masz porządnego wynagrodzenia, to chociaż odczuwaj jakąś przyjemność z tego co robisz lub miej poczucie sensu tej pracy. Zresztą jak robisz czynności, których nie umiesz i nie jesteś w nie zaangażowany, to ja nie uwierzę, że Ci za nie dobrze płacą.

* koncepcję „kwadrantów potencjału” zaczerpnąłem z książki: Jay Shetty „Zacznij myśleć jak mnich”.

Iluzje – nasze życiowe ograniczniki

Za każdym razem kiedy wybieramy się na pokaz magii, wiemy że spotkamy na nim iluzjonistę, a nie czarodzieja. Wiemy, że dzięki swojej umiejętności odwracania naszej uwagi i oszukiwaniu naszych zmysłów pokaże nam niesamowite sztuczki.

Chodź na pokazie jesteśmy świadomi tego wszystkiego w życiu prywatnym naiwnie wierzymy, że pewne rzeczy zadzieją się magicznie.  

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życiowe - iluzje
Image by Christine Engelhardt from Pixabay

Magia „jednej chwili”

Jedna z najbardziej zwodniczych iluzji z jakimi mamy do czynienia. Dotyczy tego, że muszę jeszcze tylko chwilę wytrzymać w tym w czym jestem lub w tym co robię. Niewielu z nas zauważa, że ta chwila jest zupełnie niedoprecyzowana i jakby się dobrze przyjrzeć, to już najczęściej sporo czekamy na jej wypełnienie.

Zatem czekamy od lat, aż druga osoba w związku wreszcie się zmieni. Czekamy wiele miesięcy na docenienie naszej pracy przez szefa. Z wytęsknieniem czekamy, aż ktoś nas wreszcie odkryje i wyrwie z ramion samotności. Czekamy na lepszy moment, na lepsze czasy, na lepszą pracę, na gwiazdkę z nieba lub księcia na białym koniu.

Czekamy… i czekać będziemy, bo te rzeczy same się nie wydarzą. Świat nie odpowie na nasze miraże, kreowane w głowie wyobrażenia, czy senne marzenia. Nie uwzględni też bajek opowiadanych przez innych, że już za moment, już za chwilę się jednak zmienią.

Świat odpowiada jedynie na konkretne działania i sukcesywnie realizowane plany. Nie czekaj zatem już nawet „jednej chwili”, tylko bierz się do roboty i zainicjuj zmianę już tu i teraz.

Magia „innej drogi”

Żeby pokonać wroga często trzeba uśpić jego czujność i osłabić jego motywację do działania. Magia „innej drogi” jest w tym doskonała. Wprowadza bierność do naszego życie, odbiera motywację do tego co tu i teraz. Mami myślowymi witrażami bajecznej przyszłości.

Po co robić remont mieszkania, przecież kiedyś będziemy mieli nowe. Po co uczyć się czegoś nowego w pracy i starać, skoro kiedyś będziemy żyć z naszej prawdziwej pasji. Po co się męczyć i planować wakacje, skoro możemy zdać się na jakieś „fantastyczne” last minute, które z pewnością nam się zdarzy. Po co inwestować cokolwiek w to co jest. Czy to pieniądze, czy uczucia skoro czeka na nas inna wspaniała droga w życiu, która kiedyś nam się spełni.

Mamienie wizją samospełniającej się nowej drogi doskonale sabotujemy naszą przyszłość. Nie odkładamy pieniędzy na nowe mieszkanie i po latach nadal mieszkamy w tym samym miejscu, które jest w opłakanym stanie. Nigdy nie policzyliśmy czy możemy żyć z naszej pasji i czy uda się ją przerobić na dobrze funkcjonujący biznes. Zatem dalej jesteś w tej same pracy co wcześniej, ale z marną reputacją i bez awansu, no bo przecież nigdy się w niej nie staraliśmy. Również „fantastyczne” wakacje stają się dramatem w trzech aktach. Ostatecznie last minute najczęściej też rządzi się swoimi regułami. Niska cena i miejsce, którego nikt nie chciał – to niska jakość, kiepska miejscówka i mało atrakcyjna lokalizacja. Jednak skoro nie mamy alternatywy to bierzemy, to co jest. Tak oto, najczęściej kończą marzyciele iluzjoniści.

Jeżeli wierzysz w taką cudowną wspaniałą drogę, która Ciebie czeka – to super. Zastanów się tylko, czy w Twojej wyobraźni widzisz dokładnie ten moment kiedy pierwszy raz na nią wkraczasz.

Uczono mnie kiedyś jak szybko rozpoznać sen. Kiedy jesteś w jakimś miejscu lub coś robisz, ale nie wiesz jak się znalazłeś w tej sytuacji, jak tam dotarłeś lub od czego zacząłeś swoje działanie, to w 99%  senna iluzja.  

Zatem jeżeli nie znasz tego momentu kiedy wkraczasz na nową ścieżkę życia. To albo zapomnij o tej ścieżce, bo jest ułudą, albo już dziś zacznij planować i realizować pierwsze kroki, które Cię do niej doprowadzą.

Magia „zdarzenia”

Jak dzieci dorosną, jak zrobię porządek w życiu prywatnym, jak stanę na nogi. To przykładowe zdarzenia, od których mają zajść rzekome zmiany w naszym życiu. Co ciekawe kiedy tylko pytam o konkrety magia zdarzenia rozpada się w oka mgnieniu.

Co to znaczy dorosną? Będą miały 10, 15, 18, a może 25 lat…

Po czym poznasz, że masz już porządek w życiu prywatnym?

Poczujesz, że stanąłeś na nogi, jak co się wydarzy? Co musisz mieć, aby na nich stać stabilnie?

Rzucamy więc ochoczo takie ogólniki, które na pozór są gdzieś umiejscowione w czasie i powiązane z jakimś zdarzeniem lub sytuacją. Tymczasem to dryfujące na wietrze mentalne balony. Kiedy się do nich przybliżamy, wiatr czasu i zdarzeń podmuchem przesuwa je coraz dalej.

Zatem prawda jest taka, że skoro nie są one konkretnie zdefiniowane i osadzone w rzeczywistości, to nigdy ich nie osiągniemy. Co bardziej zabawne, nawet gdyby się wydarzyły w naszym życiu i tak ich nie rozpoznamy, bo nigdy się nie zastanowiliśmy jak wyglądają lub od czego zależą.

Zatem w nieskończoność możemy powtarzać, że na nie czekamy. Trudno chyba o lepiej zaplanowaną życiową porażkę.


Teraz na spokojnie przyjrzyj się swojemu życiu i zauważ, gdzie iluzjonistyczne sztuczki Twojego umysłu zaślepiły Ci oczy. Gdzie liczysz na magię, zamiast na swoje działanie i pracę.

Nawet jeżeli chcesz tylko organizować pokazy życiowej magii, oślepiając innych instagramową lub facebookową cudownością swojego życia, to pamiętaj że każdy iluzjonista najpierw musiał się też przez lata wprawiać w sztuce oszukiwanie zmysłów innych ludzi. 

Problem w tym, że Ci najbliżsi, którym na Tobie zależy, patrzą na Ciebie nie tylko zmysłami ale i sercem. Te natomiast nie daje się łatwo omamić iluzji i często wyczuwa prawdę.

Druga fala zmian – praca w nowej rzeczywistości

Po trzech falach COVID’a, nadeszła druga fala zmian. Pierwsza związana z lockdownem była zupełnie niespodziewana i wywróciła do góry nogami działalność wielu firm oraz nasze życie prywatne. Ta druga, która obecnie się dzieje i dotyczy szczególnie kwestii zawodowych była do przewidzenia, ale wciąż zaskakuje wielu z nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - praca
Image by StockSnap from Pixabay

Roszady, zamiany struktur i kierunków działania

Praktycznie prawie każda firma próbująca dziś powrócić do normalnego sposób działania, nie jest już tą samą firmą co kiedyś. Normalność została zredefiniowana przez życie i otoczenie biznesowe.

Normalnością dla wielu firm stanie się np. praca hybrydowa – trochę z domu, a trochę z biura. Podejście wielu zarządów i właścicieli firm również uległo zmianie. Stają się bardziej ostrożni, szukają większej dywersyfikacji, czasami zmieniają kierunki działania i grupy docelowe klientów. Baczniej przyglądają się też kosztom i rentowności poszczególnych aktywności.

Inni ruszają na przód całą parą, automatyzując i przyśpieszając niektóre procesy lub zwiększając mocno aktywność biznesową na dotychczasowym polu, bądź wchodząc w nowe obszary. Część firm będzie także usprawniać i optymalizować swoje działania w internecie, do którego weszły lekko na wariata bez odpowiedniego przygotowania i przemyślanej strategii.

Zmiany te mogą się np. zamanifestować wstrzymaniem niektórych projektów i inwestycji. Reorientacją z klienta biznesowego na detalicznego, lub na odwrót. Zmianami w strukturze całej organizacji, a bywa i tak, że praca niektórych działów zostanie wyniesiona do firm zewnętrznych lub zautomatyzowana. Może też zostać zainicjowanych wiele nowych inicjatyw i to takich, w których dana organizacja nie ma jeszcze doświadczenia.

Każda z powyższych zmian będzie miała przełożenie na pracowników z nimi związanych. Czasami ich miejsca pracy zniknął. Innym razem zmianie ulegnie zakres i/lub charakter obowiązków. Zmiany struktury często spowodują okresowy bałagan i konieczność „dotarcia się” z nowymi członkami zespołu. Nowe inicjatywy mogą wymagać nabycia nowych kompetencji lub zmiany dotychczasowego myślenia.

Oczekiwania, zmiana wartości i inne podejście do pracy

Ten kto myśli, że zmiany dotykają tylko firm i pracodawców jest w wielkim błędzie. Dotyczą one również samych pracowników.

Wielu z nas zostało zmuszonych do pracy zdalnej, bez względu na to czy byliśmy fanami tej formy aktywności zawodowej, czy nie. Niejednokrotnie pod kątem home office przemeblowaliśmy domowe przestrzenie i zreorganizowaliśmy swoje życie i plany dnia. Co więcej, niektórzy wypowiedzieli najmy mieszkań w dużych miastach i powrócili w rodzinne strony. Sporo z nas uwierzyło w wizję pracy bez stacjonarnego biura i popłynęło w swoich planach na dalsze życie właśnie w takim kierunku.

Tymczasem spora część pracodawców mówi dziś „tak” pracy zdalnej, ale domaga się jednocześnie zgody na hybrydowy charakter pracy. Co oznacza de facto, że do biura przynajmniej w jakimś tam wymiarze czasu trzeba będzie przyjeżdżać. Takie podejście budzi frustrację i rozczarowanie zarówno po stronie fanów home office, jak i zagorzałych jego przeciwników. Pierwsi będą narzekać na konieczność uciążliwych dojazdów. Ci drudzy utyskiwać na brak możliwości w 100% rozdzielenia pracy od strefy domowej. Nawet gdyby trafił nam się tak elastyczny pracodawca, który całkowicie dostosuje się do naszych oczekiwań. Co oznacza, że zgodzi się na pracę w 100% na home office, w 100% w biurze oraz na wersję mieszaną to frustracja i tak pozostanie. Już nie będziemy się jak dawniej wszyscy codziennie widywać osobiście w pracy.

Lockdown u wielu  z nas spowodował zmiany naszego systemu wartości. Często straciliśmy poczucie bezpieczeństwa i przestaliśmy wierzyć w możliwość jego ciągłego utrzymania. Zaczęliśmy za to baczniej zwracać uwagę na inne aspekty i wartości w naszym życiu. Np. poczucie spełnienia w pracy lub jej znaczenia dla innych, często w szerszym niż tylko firmowym kontekście. Na znaczeniu zyskała elastyczność pracodawcy względem pracownika i możliwość rozwijania swoich umiejętności lub zdobywania nowych. Często wymuszone przez pandemiczną sytuację mniej konsumpcyjne życie, uświadomiło nam, że wysoka pensja nie zawsze jest warta swojej ceny.

Czas zatrzymania, zamknięcia w domach ale i konieczność reorganizacji naszego życia. Chociażby po to aby zaopiekować się dziećmi, które spędzały dużo czasu w domu. Często zmieniły nasze patrzenie na pracę. Na jej organizację i rozkład w ciągu dnia, ale również na jej globalny udział w naszym życiu. Jedni wkładali w nią za mało czasu i energii, no bo zawsze była i będzie. Inni poświęcali jej się całkowicie, zapominając o pozostałych aspektach życia. Każda z tych grup miała okazję skonfrontować się z covidową rzeczywistością i niejednokrotnie zmieniła swój pogląd na znaczenie pracy w życiu.

Nieuchronność zmian i nierealność stałości

Dziś często spotykamy się bezpośrednio po długim czasie – firmy i pracownicy, firmy i firmy, pracownicy i pracownicy. To co jest w tych spotkaniach zaskakujące, to fakt że choć mamy świadomość trudnych doświadczeń i dużych zmian wciąż nieco naiwnie liczymy na to, że spotykamy się tacy sami jak dawniej. Na dodatek wierząc w to, że dobywa się to w takich samych okolicznościach i przy takich samych obowiązujących regułach.

Tymczasem dziś wiele spraw i rzeczy wygląda zupełnie inaczej. Dziś powinniśmy się uczyć siebie nawzajem na nowo. Upewniać i potwierdzać, czy nasze wyobrażenia odnoszące się do danej sytuacji, czy na czyjś temat zostały odpowiednio zaktualizowane.

To z pewnością niełatwy czas, w którym jak się zdaje chwilowo warto mieć więcej znaków zapytania niż iluzorycznych pewników. Tak popełnimy mniej błędów, choć pewnie zyskamy więcej rozterek. Dziś przede wszystkim powinniśmy dobrze znać siebie i dać sobie zgodę na zmianę w nas oraz zmianę w naszym otoczeniu zawodowym. Wiele firm nie zmienia się, bo nas nie lubi tylko dlatego, że one również przeszły swoją własną transformację.

To co szczególnie ważne to świadomość swoich odczuć i emocji. Dziś szczególnie łatwo popaść w złość i obdzielać nią całe nasze otoczenie. Tymczasem złość, to często niedojrzała, albo nieuświadomiona przykrywka na lęk, który toczy nas od środka. Dopiero kiedy naprawdę zrozumiemy co jest przyczyną naszego stanu, będziemy mogli podjąć aktywną pracę nad zmianą. Np. zadając sobie 3 transformujące pytania.

Prze_myślnik #54 – skup się…

Kiedy do życia podchodzimy z poziomu braku, niedosytu czy też niespełnionego oczekiwania, generujemy wiele złej energii. Nie tylko blokuje ona nas przed skutecznym działaniem, ale przez skupienie na tym co złe w naszym życiu, zatruwa również te jego obszary, w których układa nam się całkiem nieźle.

Kiedy zachowamy się odwrotnie i skupimy na tym co mamy z intencją jak najlepszego tego wykorzystania możemy być bardzo zaskoczeni tym, co w efekcie takiego podejścia zyskamy. Dzieje się tak, bo wzmacnia nas nasze poczucie wartości. Nie będąc spiętymi negatywizmem, otwieramy się na kreatywność, innych ludzi i podszepty losu. Jednocześnie stajemy się bardziej odważni w swoich działaniach.

Co jednak robić, kiedy mimo wszystko dopada nas zły humor czy negatywne nastawienie. Po pierwsze zauważyć je i to, że patrzymy na to co nas otacza przez „czarny filtr”. Po drugie nie pałować się za to, że nam się to przytrafiło. Wreszcie rzecz ostatnia – podjąć działanie.

Obojętnie czy będzie to telefon do przyjaciela, długi spacer po lesie czy jakaś inna aktywność, która pozwoli wypuścić opary negatywizmu z naszej głowy i podładować życiowe baterie. Każde takie działanie, które potoczy się zgodnie z naszym planem, wzmacnia poczucie kontroli nad własnym życiem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - skupienie na tym co masz

150 km/h po wertepach – czyli jazda przez życie

Ludzie często sądzą, że 40 lat to taki moment graniczny, w momencie przekraczania którego zawiruje cały świat, otworzy się niebo lub co najmniej rozstąpi woda. Przykro mi, ale nie zdarzy się nic z tych rzeczy. Świat może nawet nie zauważy tego znamiennego dla Ciebie momentu. Jednak to co nadejdzie potem, może stać się ekscytującą jazdą bez trzymanki. Co ciekawe, tym z niełatwym życiem czasami przydarza się to już przed upływem 40-tego roku życia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie - droga - życiowy wybór
Image by Free-Photos from Pixabay

Dopada nas to w różnych momentach. Jednych tuż po 40-tych urodzinach, innych bliżej 50-tki. Jest to przemożne przekonanie, że zostało nam mniej niż więcej lat do końca życia. Część osób ta świadomość przytłacza, u innych podnosi życiowe ciśnienie. Zaczynają być wprost zaimpregnowani na bylejakość w każdym aspekcie swojego życia. Czują po prostu, że nie mają już czasu na to co nie jest ich warte. Czasami tak sobie myślę, jak cudnie byłoby zyskiwać taką świadomość koło 30-tki i już wtedy podróżować z nią przez życie.

Jazda na maksa

W wieku 40+ masz już szmat życia za sobą. Nabrałeś sporo doświadczenia, widziałeś i poznałeś niejedno. Pewnie wyszedłeś też cało z co najmniej kilu życiowych zawirowań. To wszystko pozwala czasem zaszaleć. Tak jak to robią kierowcy na rajdach terenowych.

Te najtrudniejsze wymagają specjalnych samochodów z wbudowaną wzmocnioną klatką bezpieczeństwa dla prowadzącego pojazd i pilota. Kiedy mkną 150 km/h po wertepach i wybojach jeden błąd może skończyć się wypadkiem. W takich momentach klatka bezpieczeństwa i pozostałe wyposażenie ratują im życie, pomimo faktu, że reszta samochodu wygląda jak kupa złomu.

Kiedy masz 40+ lub życie zafundowało Ci niełatwą młodość Twoja wiedza, doświadczenie i wiara we własne siły są Twoją klatką bezpieczeństwa. Możesz więc w życiu pozwolić sobie na jazdę na pełnym gazie po nieznanym terenie i niejeden ostry życiowy wiraż.

Wiele osób myśli, że to jest w tym wszystkim najlepsze. Lecz choć dodaje to odżywczej pikanterii naszemu życiu, to powiedzmy sobie szczerze: ile można jechać na pełnym gazie? Szczególnie w tym wieku 😉

Setką do przodu

Może zatem świadomość upływu czasu motywuje nas do jazdy w szybszym tempie przez życiowe meandry. Niektórych tak, dochodzą bowiem do wniosku, że nie warto się wlec powoli przez resztę życia i dociskają gazu. Inni natomiast wciskają hamulec do dechy, żeby się zatrzymać i zastanowić jaki cel powinien być na końcu ich drogi. Oba doświadczenia są potrzebne i ważne.

Powolna jazda odpada

Kiedy wyznaczasz sobie standard jazdy na np. 100 km/h wiesz dobrze, że na życiowej drodze trafią Ci się sytuacje kiedy będziesz musiał zwolnić i to zupełnie normalne. Gorzej jak ta powolna jazda trwa za długo.

Największą siłą tego wieku jest odwaga do tego, że jak coś spadnie do 50 km/h i pomimo prób nie da się tego przyśpieszyć – usuwasz to ze swojego życia. Mogą to być wypalone związku, zatrute relacje, zawodowe ścieżki, które rujnują Ci prywatne życie lub zdrowie.

Robisz to, bo masz już bolesną świadomość upływu czasu i przestajesz wierzyć w bajki, że jak coś nie zmieniało się od lat, to zmieni się w mitycznym „kiedyś”.

Czy to droga dla każdego? Nie wiem.

Wybierając ją pewnie czasami się wywalisz, czasami nabijesz siniaków. Mimo to, dasz radę jeżeli wierzysz w swoją klatkę bezpieczeństwa (wiedzę, doświadczenie i własne siły).

Ja nie dokonam za ciebie wyboru. Mogłem jedynie zdecydować co ja wybieram. Uznałem, że ostatecznie lepiej wywalić się gdzieś na skarpie mając spełnione życie, niż „spokojnie” doturlać się do jego końca na powolnym i bezpiecznym trójkołowym rowerku.

Twoje życie jest w twoich rękach – nie zapominaj o tym!

Jay Shetty w swojej książce „Zacznij myśleć jak mnich” pisze, że w dzieciństwie bardzo często słyszymy dwa kłamstwa. Pierwsze brzmi „Nigdy do niczego nie dojdziesz”, a drugie „Możesz być, kimkolwiek chcesz”. Oba są destrukcyjne, bo wypaczają nasze widzenie świata

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie w twoich rękach
Image by Daniel Reche from Pixabay

Pierwsze odbiera nam pewność siebie, poczucie własnej wartości i chęć do działania.

Drugie kreuje iluzję nieograniczonych możliwości, która najczęściej bywa dość szybko weryfikowana przez realny świat. Problem w tym, że osoby zatrute tym kłamstwem zamiast uznać jego nieprawdziwość wkładają jeszcze więcej energii i pracy, aby osiągnąć to co w ich przypadku nieosiągalne. Kiedy im to nie wychodzi, obwiniają się jeszcze bardziej. Sądzą, że potrzeba jeszcze więcej wysiłku. Tymczasem, w tym przypadku, raczej należy poskromić rozbuchane ego i wprowadzić trochę racjonalnej pokory.

Te kłamstwa z dzieciństwa to nie jedyne przyczyny, które mogą nas blokować. To nie jedyne przekonania, które powodują wrażenie, że tak wiele w naszym życiu zaprzepaszczone.

Jest wiele innych doświadczeń życiowych, które niemal szepczą nam „wybory już dawno dokonane”, „za późno na zmiany”, „przegrałeś, pogódź się z tym”.

Każdemu, kto uległ takim „podszeptom” lub jest tego bliski polecam genialny w swej prostocie, ale potężny w wydźwięku wpis Tima Urbana zamieszczony na Twetterze. Widoczny rysunek okrasza komentarz „Dużo myślimy o tych czarnych liniach, zapominając, że to wszystko wciąż jest w naszych rękach.”

Tim Urban - paths - życie w twoich rękach

„Zabójcy jednorożców” – niepopularne, ale potrzebne pytania

Niektórzy ze znajomych nazywają mnie „zabójcą jednorożców”. Nierzadko bowiem zadaję konkretne pytania lub mówię o wątpliwościach, które według nich niszczą ich wizje lub marzenia. Ja jednak twierdzę, że jeśli mogłem tylko jednym pytaniem zabić to marzenie, to albo było ono bardzo słabe, albo było tylko iluzją.

Ku mojej radości jest też spora grupa znajomych, którzy przed rozpoczęciem realizacji jakiegoś pomysłu spotykają się ze mną, aby o nim pogadać. Liczą bowiem na konstruktywne pytania i dyskusje, które pozwolą im się lepiej przygotować do realizacji tego pomysłu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pomysł - wizja - sens
Image by ĐÔ NGUYỄN from Pixabay

Czy to ma sens?

To jedno z moich ulubionych rozważań. Przy czym, zwracam uwagę na fakt, że nie brzmi ono „czy to się opłaca?”. Czasami bowiem aspekt ekonomiczny nie jest jedynym lub najważniejszym, który powinno się uwzględniać.

Zwykle, też pytania nie stawiam tak ostro i jednoznacznie. Zaczynam delikatnie pytając „Co Cię zainspirowało do tego pomysłu?” lub „Na jaki ważny dla Ciebie temat ten pomysł jest odpowiedzią?”.

W przypadku kwestii biznesowych, bywam już bardziej konkretny i pytam „Co ten pomysł da organizacji?”. Licząc, że w odpowiedzi otrzymam wskazanie jednego z następujących obszarów: większe zyski, niższe koszty, oszczędności lub lepszą jakość. Każdy, kto musiał kiedyś przekonać zarząd firmy do inwestycji w jakiś pomysł lub rozwiązanie, wie jak ważna jest umiejętność dobrego pokazania profitu jaki on przyniesie.

Czasami korzystam także ze opisywanej już kiedyś techniki „5 x why – siła pytania dlaczego?”, aby pomóc dotrzeć do prawdziwego powodu danego działania. Nawet kiedy nie masz z kim przegadać swojego pomysłu, możesz samodzielnie skorzystać z tej techniki. Będzie ona formą skutecznej autoweryfikacji.  

Czy sens musi być sensowny?

Z mojego punktu widzenia – nie! Musi mieć jednak sens, dla tego kto go realizuje. Czasami będzie odpowiadał na potrzebę spełnienia jakiejś ważnej dla tej osoby wartości. Czasami będzie to realizacja posiadanego od dawna marzenia. Czasami będzie to element osobistego testu, którego zdanie pozwoli danej osobie uwierzyć w siebie i rozwinąć skrzydła.

Jestem pragmatyczny i uporządkowany, ale naprawdę rozmawiając z niektórymi osobami szanuję ich wybory i determinację w działaniu. Co więcej kierowany autentyczną ciekawością, staram się głębiej zrozumieć ich motywację. Nierzadko są to dla mnie bardzo pouczające lekcje.

Mocne doświadczenia z tego tematu, które zapamiętałem:

  • „Po co kupować obraz za prawie 2 500 zł, kiedy inny podobnej wielkości można dostać w hipermarketach wnętrzarskich za ok. 150 zł? Odpowiedź: „Bo ważne jest dla mnie, aby mieć w domu jakąś unikalną rzecz, tym bardziej, że ten obraz bardzo mi się podoba. Jego kupno pozwala mi też docenić i wesprzeć finansowo jego autora.”
  • „Po co posiadając dobrze działający lokalny niespecjalistyczny sklep, odpalać dodatkowo sklep internetowy?”. Odpowiedź „Bo to moje marzenie”. W tym przypadku od samych słów ważniejsze było to co się działo z mówiącym. Zmiana postawy na bardziej wyprostowaną i energiczną, a co najważniejsze ten błysk w oku, którego nie zapomnę. Ewidentnie ten internetowy sklep, to swojego rodzaju test zaradności. Odpalony z pewnością przyczyni się do kolejnych odważnych biznesowych pomysłów.
  • „Czemu mając bogate doświadczenie korporacyjne, wybierać życie bez stałego dochodu odpowiedniej wielkości i bazować na niewielkim zleceniu + nadziei na kolejne?”. Odpowiedź: „Bo poznany smak wolności oraz potrzeba pracy, która ma realny sens i coś daje innym są ważniejsze niż zwykle nabijanie portfela”

Żaden z powyższych rozmówców nie potraktował mojego pytania jako zabójczego dla jego pomysłu. Żaden nie zawahał się w odpowiedzi. Ich „jednorożce” nie zostały nawet draśnięte. Były bowiem już dojrzałe i co najważniejsze, bazowały na świadomości swoich potrzeb.

Nierzadko takie rozmowy są wstępem do wspólnej pracy nad tym jak dany pomysł usprawnić lub podnieść jego efektywność. Czasami przekształcają się też w dyskusje jak to co się zadziało, może się rozwinąć w przyszłości. Weźmy przykład obrazu, który może być zaczątkiem budowania kolekcji i zarazem formą lokowania kapitału.

Natomiast tym wszystkim, których jednorożce można zabić jednym pytaniem lub wątpliwością dedykuję cytat z Jacka Santorskiego: „Wizja bez implementacji, to halucynacja”.

Tutaj znajdziesz wywiad „Jutro będziesz musiał zapomnieć to, czego dziś się nauczysz. Jacek Santorski o tym, jak płynąć na fali”, z którego pochodzi powyższy cytat.

Mocny cel niemal zawsze generuje lęk – pokonaj go w 3 krokach

Niemal zawsze kiedy myślimy o wprowadzeniu w naszym życiu istotnej zmiany pojawia się lęk. Czasami  jest on na tyle silny, że paraliżuje nasze działania i nie pozwala osiągnąć zamierzonego celu. Więcej, najczęściej nie pozwala nam nawet ruszyć z miejsca.

O taki lęk szczególnie łatwo kiedy nasze otoczenie nie jest stabilne, a przyszłość trudna do przewidzenia. Można zatem śmiało powiedzieć, że dzisiejszy czas doskonale spełnia oba te warunki.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - cel - lęk
Image by marinamarusya13 from Pixabay

Prawda jest taka, że obojętnie czy byłby COVID, czy nie. To w sytuacjach potencjalnej zmiany jesteśmy bardzo kreatywni w wynajdowaniu wszelkich przeszkód i zagrożeń, które mogą nas od niej odwieźć. Doskonale też podsycają one nasz lęk.

Z podobną sytuacją w swoim życiu spotykał się Timm Ferriss, amerykański przedsiębiorca i autor poradników. W tym słynnego na całym świecie poradnika „4-godzinny tydzień pracy. Nie bądź płatnym niewolnikiem od 9.00 do 17.00”.

Opracowała on technikę, która zamiast pchać nas na siłę w kierunku celu, pozwala nam się zatrzymać i przyjrzeć naszemu lękowi. Nazwał ją „ustalaniem lęku”. Technika ta składa się z 3 kroków.

Krok 1 – Co jeśli…?

W tym kroku definiujesz zdarzenie lub sytuację której się obawiasz. Przykładowo może to być „Co jeśli zakończę obecny związek?”, „Co jeśli odejdę z obecnej pracy?”, „Co jeśli kupię mieszkanie na kredyt?”, „Co jeśli umówię się na randkę?” itd.

Kiedy już zdefiniujesz swoją obawę. Powinieneś wypisać wszystkie najgorsze rzeczy jakie w związku z nią przychodzą Ci do głowy. Wpisujesz je w kolumnie „Obawa”. Dobrze, aby było ich przynajmniej 10.

Następnie w kolumnie „Zapobieganie” do każdej obawy dopisujesz działania jakie możesz podjąć, aby zapobiec temu co opisuje obawa. Jeżeli nie możesz temu zapobiec, wypisz chociaż działania, które minimalizują ryzyko jej wystąpienia.

Wreszcie kolumna ostatnia „Naprawa”. Tutaj wpisz wszystkie pomysły na to co zrobić jeśli najgorszy scenariusz związany z tą obawą się wydarzy. Co można zrobić, aby naprawić szkody? Kogo możesz poprosić o pomoc lub radę.

Co będzie jeśli… (tutaj wpisz sytaucję lub zdarzenie, którego się obawiasz)
ObawaZapobieganieNaprawa
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.

Timm Ferriss zaleca, aby pracując nad tym krokiem mieć cały czas w głowie pytanie „Czy w historii ludzkości, ktoś mniej inteligentny albo zmotywowany niż ja poradził sobie z tym?”. Prawdopodobnie odpowiedź na to pytanie brzmi „Tak”.

Krok 2 – korzyści z podjęcia próby lub odniesienie tylko częściowego sukcesu

Tak, tutaj nie opisujesz sytuacji po całkowitym zwycięstwie. Tylko zastanawiasz się co zyskasz, nawet wtedy, gdy działanie zakończy się połowicznym sukcesem. Co da Ci samo podjęcie działania w kierunku realizacji celu.

To bardzo ważny krok, bo uświadamia nam, że zyskujemy nawet wtedy gdy nie odnosimy całkowitego triumfu. Możemy np. odkryć jak wiele siły mamy w sobie. Możemy też odkryć jak w ogóle smakuje wyjście z klatki obecnej sytuacji i zapragnąć więcej tego smakowania.

Często sam fakt wejścia na drogę zmiany już przynosi wiele korzyści. Zastanów się nad tym chwile, a możesz być naprawdę zdziwiony ile takich pozytywnych aspektów odnajdziesz.

Krok 3 – cena braku działania

Jak dla mnie to chyba najsilniejsza cześć tej techniki. Tak często pomijana przy typowym rozmyślaniu nad zmianą.

Jesteśmy świetni w rozważaniu tego co może pójść źle jeżeli zechcemy wprowadzić zmianę w naszym życiu. Zwyczajowo jednak nie zastanawiamy się nad opcją odwrotną. Czyli nad tym jakie będą konsekwencje lub koszty pozostawiania w obecnej sytuacji. Koszty braku zmiany.

Tymczasem warto zadać sobie pytanie. Jak unikanie danej decyzji lub działania wpłynie na moje życie za pół roku, rok i 3 lata. Tylko uważaj nie prześlizguj się po tym temacie. Wejdź w niego głębiej i rozważ go w kilku aspektach. Pomyśl np. o kwestii emocji, finansów czy zdrowia.

Cena braku działania
(emocjonalna, finansowa, zdrowotna itd.)
ObawaZapobieganieNaprawa
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.

Jak każda, ta technika nie zadziała na każdego z nas tak samo. Nie poradzi sobie też z głęboko zakorzenionymi lękami wynikającymi z jakiejś traumy. Niemniej jednak w wielu przypadkach pozwoli nam ten lęk zdefiniować i skonfrontować się z nim. Pozwoli też na jego racjonalizację, a przecież już od dawna wiemy, że „Częściej cierpimy w wyobraźni, niż w rzeczywistości”. Mówił już o tym wieki temu stoicki filozof Seneka Młodszy.

Nie szczęście i sukces, ale spełnienie i użyteczność

Zwykle życzymy sobie i innym szczęśliwego życia oraz sukcesów w pracy. Są to na tyle oklepane i oczywiste życzenia, że nawet głębiej się nad ich sensem nie zastanawiamy. Kiedy jednak rozmawiam z moimi klientami o ich życiu i pracy troszcząc się o to, aby zbyt łatwo się po tych tematach nie prześlizgiwali, to okazuje się, że powinniśmy raczej życzyć sobie spełnionego życia i użytecznej pracy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - satysfakcja - spełnienie - użyteczność
Image by Pexels from Pixabay

Satysfakcja z życia

Nie od dziś wiadomo, że pieniądze i bogactwo choć miłe i ułatwiające życie niekoniecznie czynią je satysfakcjonującym. Podobnie bywa z poszukiwaniem szczęścia. Jest ono bowiem jedynie ulotnym doświadczeniem, które się pojawia i następnie odchodzi. Nie można w nim trwać 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Oczekując nieniknącego poczucia szczęścia, z góry skazujemy się na porażkę.

Po pierwsze będą momenty kiedy przestaniemy je odczuwać. Po drugie, gdybyśmy nawet spędzali tygodnie w szczęśliwości z czasem przestalibyśmy ten stan traktować jako coś wyjątkowego. Uznalibyśmy, że to norma. Co popchnęłoby nas najprawdopodobniej do poszukiwania źródeł szczęścia o mocniejszym nasyceniu, aby je ponownie poczuć jako coś wyjątkowego. Weszlibyśmy w schemat osoby uzależnionej, która z czasem uodparnia się na działanie substancji uzależniającej i potrzebuje coraz większych jej dawek, aby odczuwać taki sam efekt jak na początku jej używania.

Również życiowa sielanka, czy też poczucie przyjemności, choć w pewnym zakresie bywają nad wyraz miłe i także potrzebne. W dłuższej perspektywie nie zapewniają poczucia satysfakcji z życia.

To co je daje to poczucie spełnienia, ponieważ nadaje sensu naszemu życiu. Według Jaya Shetty spełnienie „potwierdza, że nasze działania mają wartość, odnoszą skutek i pozostawiają pozytywny ślad… Gdy to, co robimy, ma znaczenie, nasze życie również nabiera wartości.”

Oczywiście w takiej sytuacji pojawia się pytanie o źródła takiego spełnienia. Każdy z nas powinien sam odkryć własne źródła. Jednak jeśli miałbym udzielić jakiś wskazówek podpowiedziałbym: szukajcie ich w służbie innym, wspieraniu innych i miłości.

Kiedy ja miałbym odpowiedzieć czy moje życie jest satysfakcjonujące odparłbym, że tak i to z dwóch powodów. Doświadczyłem i wciąż doświadczam głębokiej miłości oraz każdego tygodnia pomagam kilku osobom w budowaniu lepszego życia lub zawodowej ścieżki. Kiedy czasami spoglądam wstecz oczami wyobraźni widzę tych, z którymi pracowałem. Mam wtedy głębokie poczucie, że nie zmarnowałem swoich dni.

Satysfakcja z pracy

Słynę z tego, że czasami słysząc o czyimś awansie serdecznie mu go gratuluję. Dodając jednak, że robię to pod warunkiem, że sam tego awansu chciał. Znam bowiem nie tak mało przypadków, w których awans, komuś podciął nogi, „ukradł” prywatny czas, czy też sprowadził problemy zdrowotne wywołane stresem.

Niestety często zapominamy o tym, że za wszystko w życiu przychodzi nam płacić. Awans to często nie tylko większa pensja, prestiż i szersze pole decyzyjne. To często także więcej pracy, odpowiedzialności i stresu. Nie wiem czy zauważyliście, że częściej na awansie zależy ludziom młodym, którzy postrzegają go jako namacalny dowód zawodowego sukcesu oraz jako wyznacznik ich wartości. Osoby bardziej doświadczone życiowo i pewne swoich życiowych priorytetów oraz swojej wartości pochodzą do wyścigu o stanowiska zazwyczaj z większą powściągliwością. Często nie jest to wynik lenistwa lub braku siły, ale świadomości i rozwagi.

Często też oczekujemy satysfakcji z pracy poprzez sam fakt dołączania do odnoszącej sukcesy firmy. Czy też włączenia do zespołu, który pracuje nad ważnym projektem. Niestety jak pokazuje doświadczenie wielu osób jest to niewystarczające. Musimy bowiem w tych zespołach jeszcze znaleźć swoje miejsce oraz obszar realnego wpływu. Mówiąc inaczej musimy być w tych zespołach użyteczni.

Użyteczność/poczucie wpływu jest tym elementem, który nadaje naszej pracy wartości. Przy czym możemy postrzegać tę użyteczność w dwóch aspektach.

Naszej użyteczności dla zespołu, czy procesu którym się zajmujemy – czy, gdyby nas zabrakło, ktoś by to w ogóle zauważył. Czy bez naszego udziału proces działałby nadal przez dłuższy czas bezproblemowo i efektywnie.

Naszej użyteczności w globalnym aspekcie – czy nasza praca lub firma, w której jesteśmy zatrudnieni wnosi coś wartościowego do świata lub życia innych ludzi.

Dobitnie o tym przekonał się jeden z moich znajomych, który od dłuższego czasu tak kształtował swoją pracę w firmie, aby nie spoczywała na nim prawie żadna odpowiedzialności oraz aby, tej pracy nie było za dużo do wykonania. Kiedy przyszedł COVID i jego firma przeszła na pracę w systemie Home Office przeżył załamanie i otarł się o depresję.

Pojawiły się one ze świadomością, że gdyby nie zalogował się do służbowego komputera, być może nikt by nawet tego nie zauważył. Głęboko przeżywał każdy dzień bez maila bezpośrednio zaadresowanego do niego i bez żadnej próby kontaktu z nim ze strony współpracowników.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close