Rafał Markiewicz

Blog

Prze_myślnik #54 – skup się…

Kiedy do życia podchodzimy z poziomu braku, niedosytu czy też niespełnionego oczekiwania, generujemy wiele złej energii. Nie tylko blokuje ona nas przed skutecznym działaniem, ale przez skupienie na tym co złe w naszym życiu, zatruwa również te jego obszary, w których układa nam się całkiem nieźle.

Kiedy zachowamy się odwrotnie i skupimy na tym co mamy z intencją jak najlepszego tego wykorzystania możemy być bardzo zaskoczeni tym, co w efekcie takiego podejścia zyskamy. Dzieje się tak, bo wzmacnia nas nasze poczucie wartości. Nie będąc spiętymi negatywizmem, otwieramy się na kreatywność, innych ludzi i podszepty losu. Jednocześnie stajemy się bardziej odważni w swoich działaniach.

Co jednak robić, kiedy mimo wszystko dopada nas zły humor czy negatywne nastawienie. Po pierwsze zauważyć je i to, że patrzymy na to co nas otacza przez „czarny filtr”. Po drugie nie pałować się za to, że nam się to przytrafiło. Wreszcie rzecz ostatnia – podjąć działanie.

Obojętnie czy będzie to telefon do przyjaciela, długi spacer po lesie czy jakaś inna aktywność, która pozwoli wypuścić opary negatywizmu z naszej głowy i podładować życiowe baterie. Każde takie działanie, które potoczy się zgodnie z naszym planem, wzmacnia poczucie kontroli nad własnym życiem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - skupienie na tym co masz

150 km/h po wertepach – czyli jazda przez życie

Ludzie często sądzą, że 40 lat to taki moment graniczny, w momencie przekraczania którego zawiruje cały świat, otworzy się niebo lub co najmniej rozstąpi woda. Przykro mi, ale nie zdarzy się nic z tych rzeczy. Świat może nawet nie zauważy tego znamiennego dla Ciebie momentu. Jednak to co nadejdzie potem, może stać się ekscytującą jazdą bez trzymanki. Co ciekawe, tym z niełatwym życiem czasami przydarza się to już przed upływem 40-tego roku życia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie - droga - życiowy wybór
Image by Free-Photos from Pixabay

Dopada nas to w różnych momentach. Jednych tuż po 40-tych urodzinach, innych bliżej 50-tki. Jest to przemożne przekonanie, że zostało nam mniej niż więcej lat do końca życia. Część osób ta świadomość przytłacza, u innych podnosi życiowe ciśnienie. Zaczynają być wprost zaimpregnowani na bylejakość w każdym aspekcie swojego życia. Czują po prostu, że nie mają już czasu na to co nie jest ich warte. Czasami tak sobie myślę, jak cudnie byłoby zyskiwać taką świadomość koło 30-tki i już wtedy podróżować z nią przez życie.

Jazda na maksa

W wieku 40+ masz już szmat życia za sobą. Nabrałeś sporo doświadczenia, widziałeś i poznałeś niejedno. Pewnie wyszedłeś też cało z co najmniej kilu życiowych zawirowań. To wszystko pozwala czasem zaszaleć. Tak jak to robią kierowcy na rajdach terenowych.

Te najtrudniejsze wymagają specjalnych samochodów z wbudowaną wzmocnioną klatką bezpieczeństwa dla prowadzącego pojazd i pilota. Kiedy mkną 150 km/h po wertepach i wybojach jeden błąd może skończyć się wypadkiem. W takich momentach klatka bezpieczeństwa i pozostałe wyposażenie ratują im życie, pomimo faktu, że reszta samochodu wygląda jak kupa złomu.

Kiedy masz 40+ lub życie zafundowało Ci niełatwą młodość Twoja wiedza, doświadczenie i wiara we własne siły są Twoją klatką bezpieczeństwa. Możesz więc w życiu pozwolić sobie na jazdę na pełnym gazie po nieznanym terenie i niejeden ostry życiowy wiraż.

Wiele osób myśli, że to jest w tym wszystkim najlepsze. Lecz choć dodaje to odżywczej pikanterii naszemu życiu, to powiedzmy sobie szczerze: ile można jechać na pełnym gazie? Szczególnie w tym wieku 😉

Setką do przodu

Może zatem świadomość upływu czasu motywuje nas do jazdy w szybszym tempie przez życiowe meandry. Niektórych tak, dochodzą bowiem do wniosku, że nie warto się wlec powoli przez resztę życia i dociskają gazu. Inni natomiast wciskają hamulec do dechy, żeby się zatrzymać i zastanowić jaki cel powinien być na końcu ich drogi. Oba doświadczenia są potrzebne i ważne.

Powolna jazda odpada

Kiedy wyznaczasz sobie standard jazdy na np. 100 km/h wiesz dobrze, że na życiowej drodze trafią Ci się sytuacje kiedy będziesz musiał zwolnić i to zupełnie normalne. Gorzej jak ta powolna jazda trwa za długo.

Największą siłą tego wieku jest odwaga do tego, że jak coś spadnie do 50 km/h i pomimo prób nie da się tego przyśpieszyć – usuwasz to ze swojego życia. Mogą to być wypalone związku, zatrute relacje, zawodowe ścieżki, które rujnują Ci prywatne życie lub zdrowie.

Robisz to, bo masz już bolesną świadomość upływu czasu i przestajesz wierzyć w bajki, że jak coś nie zmieniało się od lat, to zmieni się w mitycznym „kiedyś”.

Czy to droga dla każdego? Nie wiem.

Wybierając ją pewnie czasami się wywalisz, czasami nabijesz siniaków. Mimo to, dasz radę jeżeli wierzysz w swoją klatkę bezpieczeństwa (wiedzę, doświadczenie i własne siły).

Ja nie dokonam za ciebie wyboru. Mogłem jedynie zdecydować co ja wybieram. Uznałem, że ostatecznie lepiej wywalić się gdzieś na skarpie mając spełnione życie, niż „spokojnie” doturlać się do jego końca na powolnym i bezpiecznym trójkołowym rowerku.

Twoje życie jest w twoich rękach – nie zapominaj o tym!

Jay Shetty w swojej książce „Zacznij myśleć jak mnich” pisze, że w dzieciństwie bardzo często słyszymy dwa kłamstwa. Pierwsze brzmi „Nigdy do niczego nie dojdziesz”, a drugie „Możesz być, kimkolwiek chcesz”. Oba są destrukcyjne, bo wypaczają nasze widzenie świata

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie w twoich rękach
Image by Daniel Reche from Pixabay

Pierwsze odbiera nam pewność siebie, poczucie własnej wartości i chęć do działania.

Drugie kreuje iluzję nieograniczonych możliwości, która najczęściej bywa dość szybko weryfikowana przez realny świat. Problem w tym, że osoby zatrute tym kłamstwem zamiast uznać jego nieprawdziwość wkładają jeszcze więcej energii i pracy, aby osiągnąć to co w ich przypadku nieosiągalne. Kiedy im to nie wychodzi, obwiniają się jeszcze bardziej. Sądzą, że potrzeba jeszcze więcej wysiłku. Tymczasem, w tym przypadku, raczej należy poskromić rozbuchane ego i wprowadzić trochę racjonalnej pokory.

Te kłamstwa z dzieciństwa to nie jedyne przyczyny, które mogą nas blokować. To nie jedyne przekonania, które powodują wrażenie, że tak wiele w naszym życiu zaprzepaszczone.

Jest wiele innych doświadczeń życiowych, które niemal szepczą nam „wybory już dawno dokonane”, „za późno na zmiany”, „przegrałeś, pogódź się z tym”.

Każdemu, kto uległ takim „podszeptom” lub jest tego bliski polecam genialny w swej prostocie, ale potężny w wydźwięku wpis Tima Urbana zamieszczony na Twetterze. Widoczny rysunek okrasza komentarz „Dużo myślimy o tych czarnych liniach, zapominając, że to wszystko wciąż jest w naszych rękach.”

Tim Urban - paths - życie w twoich rękach

„Zabójcy jednorożców” – niepopularne, ale potrzebne pytania

Niektórzy ze znajomych nazywają mnie „zabójcą jednorożców”. Nierzadko bowiem zadaję konkretne pytania lub mówię o wątpliwościach, które według nich niszczą ich wizje lub marzenia. Ja jednak twierdzę, że jeśli mogłem tylko jednym pytaniem zabić to marzenie, to albo było ono bardzo słabe, albo było tylko iluzją.

Ku mojej radości jest też spora grupa znajomych, którzy przed rozpoczęciem realizacji jakiegoś pomysłu spotykają się ze mną, aby o nim pogadać. Liczą bowiem na konstruktywne pytania i dyskusje, które pozwolą im się lepiej przygotować do realizacji tego pomysłu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pomysł - wizja - sens
Image by ĐÔ NGUYỄN from Pixabay

Czy to ma sens?

To jedno z moich ulubionych rozważań. Przy czym, zwracam uwagę na fakt, że nie brzmi ono „czy to się opłaca?”. Czasami bowiem aspekt ekonomiczny nie jest jedynym lub najważniejszym, który powinno się uwzględniać.

Zwykle, też pytania nie stawiam tak ostro i jednoznacznie. Zaczynam delikatnie pytając „Co Cię zainspirowało do tego pomysłu?” lub „Na jaki ważny dla Ciebie temat ten pomysł jest odpowiedzią?”.

W przypadku kwestii biznesowych, bywam już bardziej konkretny i pytam „Co ten pomysł da organizacji?”. Licząc, że w odpowiedzi otrzymam wskazanie jednego z następujących obszarów: większe zyski, niższe koszty, oszczędności lub lepszą jakość. Każdy, kto musiał kiedyś przekonać zarząd firmy do inwestycji w jakiś pomysł lub rozwiązanie, wie jak ważna jest umiejętność dobrego pokazania profitu jaki on przyniesie.

Czasami korzystam także ze opisywanej już kiedyś techniki „5 x why – siła pytania dlaczego?”, aby pomóc dotrzeć do prawdziwego powodu danego działania. Nawet kiedy nie masz z kim przegadać swojego pomysłu, możesz samodzielnie skorzystać z tej techniki. Będzie ona formą skutecznej autoweryfikacji.  

Czy sens musi być sensowny?

Z mojego punktu widzenia – nie! Musi mieć jednak sens, dla tego kto go realizuje. Czasami będzie odpowiadał na potrzebę spełnienia jakiejś ważnej dla tej osoby wartości. Czasami będzie to realizacja posiadanego od dawna marzenia. Czasami będzie to element osobistego testu, którego zdanie pozwoli danej osobie uwierzyć w siebie i rozwinąć skrzydła.

Jestem pragmatyczny i uporządkowany, ale naprawdę rozmawiając z niektórymi osobami szanuję ich wybory i determinację w działaniu. Co więcej kierowany autentyczną ciekawością, staram się głębiej zrozumieć ich motywację. Nierzadko są to dla mnie bardzo pouczające lekcje.

Mocne doświadczenia z tego tematu, które zapamiętałem:

  • „Po co kupować obraz za prawie 2 500 zł, kiedy inny podobnej wielkości można dostać w hipermarketach wnętrzarskich za ok. 150 zł? Odpowiedź: „Bo ważne jest dla mnie, aby mieć w domu jakąś unikalną rzecz, tym bardziej, że ten obraz bardzo mi się podoba. Jego kupno pozwala mi też docenić i wesprzeć finansowo jego autora.”
  • „Po co posiadając dobrze działający lokalny niespecjalistyczny sklep, odpalać dodatkowo sklep internetowy?”. Odpowiedź „Bo to moje marzenie”. W tym przypadku od samych słów ważniejsze było to co się działo z mówiącym. Zmiana postawy na bardziej wyprostowaną i energiczną, a co najważniejsze ten błysk w oku, którego nie zapomnę. Ewidentnie ten internetowy sklep, to swojego rodzaju test zaradności. Odpalony z pewnością przyczyni się do kolejnych odważnych biznesowych pomysłów.
  • „Czemu mając bogate doświadczenie korporacyjne, wybierać życie bez stałego dochodu odpowiedniej wielkości i bazować na niewielkim zleceniu + nadziei na kolejne?”. Odpowiedź: „Bo poznany smak wolności oraz potrzeba pracy, która ma realny sens i coś daje innym są ważniejsze niż zwykle nabijanie portfela”

Żaden z powyższych rozmówców nie potraktował mojego pytania jako zabójczego dla jego pomysłu. Żaden nie zawahał się w odpowiedzi. Ich „jednorożce” nie zostały nawet draśnięte. Były bowiem już dojrzałe i co najważniejsze, bazowały na świadomości swoich potrzeb.

Nierzadko takie rozmowy są wstępem do wspólnej pracy nad tym jak dany pomysł usprawnić lub podnieść jego efektywność. Czasami przekształcają się też w dyskusje jak to co się zadziało, może się rozwinąć w przyszłości. Weźmy przykład obrazu, który może być zaczątkiem budowania kolekcji i zarazem formą lokowania kapitału.

Natomiast tym wszystkim, których jednorożce można zabić jednym pytaniem lub wątpliwością dedykuję cytat z Jacka Santorskiego: „Wizja bez implementacji, to halucynacja”.

Tutaj znajdziesz wywiad „Jutro będziesz musiał zapomnieć to, czego dziś się nauczysz. Jacek Santorski o tym, jak płynąć na fali”, z którego pochodzi powyższy cytat.

Mocny cel niemal zawsze generuje lęk – pokonaj go w 3 krokach

Niemal zawsze kiedy myślimy o wprowadzeniu w naszym życiu istotnej zmiany pojawia się lęk. Czasami  jest on na tyle silny, że paraliżuje nasze działania i nie pozwala osiągnąć zamierzonego celu. Więcej, najczęściej nie pozwala nam nawet ruszyć z miejsca.

O taki lęk szczególnie łatwo kiedy nasze otoczenie nie jest stabilne, a przyszłość trudna do przewidzenia. Można zatem śmiało powiedzieć, że dzisiejszy czas doskonale spełnia oba te warunki.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - cel - lęk
Image by marinamarusya13 from Pixabay

Prawda jest taka, że obojętnie czy byłby COVID, czy nie. To w sytuacjach potencjalnej zmiany jesteśmy bardzo kreatywni w wynajdowaniu wszelkich przeszkód i zagrożeń, które mogą nas od niej odwieźć. Doskonale też podsycają one nasz lęk.

Z podobną sytuacją w swoim życiu spotykał się Timm Ferriss, amerykański przedsiębiorca i autor poradników. W tym słynnego na całym świecie poradnika „4-godzinny tydzień pracy. Nie bądź płatnym niewolnikiem od 9.00 do 17.00”.

Opracowała on technikę, która zamiast pchać nas na siłę w kierunku celu, pozwala nam się zatrzymać i przyjrzeć naszemu lękowi. Nazwał ją „ustalaniem lęku”. Technika ta składa się z 3 kroków.

Krok 1 – Co jeśli…?

W tym kroku definiujesz zdarzenie lub sytuację której się obawiasz. Przykładowo może to być „Co jeśli zakończę obecny związek?”, „Co jeśli odejdę z obecnej pracy?”, „Co jeśli kupię mieszkanie na kredyt?”, „Co jeśli umówię się na randkę?” itd.

Kiedy już zdefiniujesz swoją obawę. Powinieneś wypisać wszystkie najgorsze rzeczy jakie w związku z nią przychodzą Ci do głowy. Wpisujesz je w kolumnie „Obawa”. Dobrze, aby było ich przynajmniej 10.

Następnie w kolumnie „Zapobieganie” do każdej obawy dopisujesz działania jakie możesz podjąć, aby zapobiec temu co opisuje obawa. Jeżeli nie możesz temu zapobiec, wypisz chociaż działania, które minimalizują ryzyko jej wystąpienia.

Wreszcie kolumna ostatnia „Naprawa”. Tutaj wpisz wszystkie pomysły na to co zrobić jeśli najgorszy scenariusz związany z tą obawą się wydarzy. Co można zrobić, aby naprawić szkody? Kogo możesz poprosić o pomoc lub radę.

Co będzie jeśli… (tutaj wpisz sytaucję lub zdarzenie, którego się obawiasz)
ObawaZapobieganieNaprawa
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.

Timm Ferriss zaleca, aby pracując nad tym krokiem mieć cały czas w głowie pytanie „Czy w historii ludzkości, ktoś mniej inteligentny albo zmotywowany niż ja poradził sobie z tym?”. Prawdopodobnie odpowiedź na to pytanie brzmi „Tak”.

Krok 2 – korzyści z podjęcia próby lub odniesienie tylko częściowego sukcesu

Tak, tutaj nie opisujesz sytuacji po całkowitym zwycięstwie. Tylko zastanawiasz się co zyskasz, nawet wtedy, gdy działanie zakończy się połowicznym sukcesem. Co da Ci samo podjęcie działania w kierunku realizacji celu.

To bardzo ważny krok, bo uświadamia nam, że zyskujemy nawet wtedy gdy nie odnosimy całkowitego triumfu. Możemy np. odkryć jak wiele siły mamy w sobie. Możemy też odkryć jak w ogóle smakuje wyjście z klatki obecnej sytuacji i zapragnąć więcej tego smakowania.

Często sam fakt wejścia na drogę zmiany już przynosi wiele korzyści. Zastanów się nad tym chwile, a możesz być naprawdę zdziwiony ile takich pozytywnych aspektów odnajdziesz.

Krok 3 – cena braku działania

Jak dla mnie to chyba najsilniejsza cześć tej techniki. Tak często pomijana przy typowym rozmyślaniu nad zmianą.

Jesteśmy świetni w rozważaniu tego co może pójść źle jeżeli zechcemy wprowadzić zmianę w naszym życiu. Zwyczajowo jednak nie zastanawiamy się nad opcją odwrotną. Czyli nad tym jakie będą konsekwencje lub koszty pozostawiania w obecnej sytuacji. Koszty braku zmiany.

Tymczasem warto zadać sobie pytanie. Jak unikanie danej decyzji lub działania wpłynie na moje życie za pół roku, rok i 3 lata. Tylko uważaj nie prześlizguj się po tym temacie. Wejdź w niego głębiej i rozważ go w kilku aspektach. Pomyśl np. o kwestii emocji, finansów czy zdrowia.

Cena braku działania
(emocjonalna, finansowa, zdrowotna itd.)
ObawaZapobieganieNaprawa
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.

Jak każda, ta technika nie zadziała na każdego z nas tak samo. Nie poradzi sobie też z głęboko zakorzenionymi lękami wynikającymi z jakiejś traumy. Niemniej jednak w wielu przypadkach pozwoli nam ten lęk zdefiniować i skonfrontować się z nim. Pozwoli też na jego racjonalizację, a przecież już od dawna wiemy, że „Częściej cierpimy w wyobraźni, niż w rzeczywistości”. Mówił już o tym wieki temu stoicki filozof Seneka Młodszy.

Nie szczęście i sukces, ale spełnienie i użyteczność

Zwykle życzymy sobie i innym szczęśliwego życia oraz sukcesów w pracy. Są to na tyle oklepane i oczywiste życzenia, że nawet głębiej się nad ich sensem nie zastanawiamy. Kiedy jednak rozmawiam z moimi klientami o ich życiu i pracy troszcząc się o to, aby zbyt łatwo się po tych tematach nie prześlizgiwali, to okazuje się, że powinniśmy raczej życzyć sobie spełnionego życia i użytecznej pracy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - satysfakcja - spełnienie - użyteczność
Image by Pexels from Pixabay

Satysfakcja z życia

Nie od dziś wiadomo, że pieniądze i bogactwo choć miłe i ułatwiające życie niekoniecznie czynią je satysfakcjonującym. Podobnie bywa z poszukiwaniem szczęścia. Jest ono bowiem jedynie ulotnym doświadczeniem, które się pojawia i następnie odchodzi. Nie można w nim trwać 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Oczekując nieniknącego poczucia szczęścia, z góry skazujemy się na porażkę.

Po pierwsze będą momenty kiedy przestaniemy je odczuwać. Po drugie, gdybyśmy nawet spędzali tygodnie w szczęśliwości z czasem przestalibyśmy ten stan traktować jako coś wyjątkowego. Uznalibyśmy, że to norma. Co popchnęłoby nas najprawdopodobniej do poszukiwania źródeł szczęścia o mocniejszym nasyceniu, aby je ponownie poczuć jako coś wyjątkowego. Weszlibyśmy w schemat osoby uzależnionej, która z czasem uodparnia się na działanie substancji uzależniającej i potrzebuje coraz większych jej dawek, aby odczuwać taki sam efekt jak na początku jej używania.

Również życiowa sielanka, czy też poczucie przyjemności, choć w pewnym zakresie bywają nad wyraz miłe i także potrzebne. W dłuższej perspektywie nie zapewniają poczucia satysfakcji z życia.

To co je daje to poczucie spełnienia, ponieważ nadaje sensu naszemu życiu. Według Jaya Shetty spełnienie „potwierdza, że nasze działania mają wartość, odnoszą skutek i pozostawiają pozytywny ślad… Gdy to, co robimy, ma znaczenie, nasze życie również nabiera wartości.”

Oczywiście w takiej sytuacji pojawia się pytanie o źródła takiego spełnienia. Każdy z nas powinien sam odkryć własne źródła. Jednak jeśli miałbym udzielić jakiś wskazówek podpowiedziałbym: szukajcie ich w służbie innym, wspieraniu innych i miłości.

Kiedy ja miałbym odpowiedzieć czy moje życie jest satysfakcjonujące odparłbym, że tak i to z dwóch powodów. Doświadczyłem i wciąż doświadczam głębokiej miłości oraz każdego tygodnia pomagam kilku osobom w budowaniu lepszego życia lub zawodowej ścieżki. Kiedy czasami spoglądam wstecz oczami wyobraźni widzę tych, z którymi pracowałem. Mam wtedy głębokie poczucie, że nie zmarnowałem swoich dni.

Satysfakcja z pracy

Słynę z tego, że czasami słysząc o czyimś awansie serdecznie mu go gratuluję. Dodając jednak, że robię to pod warunkiem, że sam tego awansu chciał. Znam bowiem nie tak mało przypadków, w których awans, komuś podciął nogi, „ukradł” prywatny czas, czy też sprowadził problemy zdrowotne wywołane stresem.

Niestety często zapominamy o tym, że za wszystko w życiu przychodzi nam płacić. Awans to często nie tylko większa pensja, prestiż i szersze pole decyzyjne. To często także więcej pracy, odpowiedzialności i stresu. Nie wiem czy zauważyliście, że częściej na awansie zależy ludziom młodym, którzy postrzegają go jako namacalny dowód zawodowego sukcesu oraz jako wyznacznik ich wartości. Osoby bardziej doświadczone życiowo i pewne swoich życiowych priorytetów oraz swojej wartości pochodzą do wyścigu o stanowiska zazwyczaj z większą powściągliwością. Często nie jest to wynik lenistwa lub braku siły, ale świadomości i rozwagi.

Często też oczekujemy satysfakcji z pracy poprzez sam fakt dołączania do odnoszącej sukcesy firmy. Czy też włączenia do zespołu, który pracuje nad ważnym projektem. Niestety jak pokazuje doświadczenie wielu osób jest to niewystarczające. Musimy bowiem w tych zespołach jeszcze znaleźć swoje miejsce oraz obszar realnego wpływu. Mówiąc inaczej musimy być w tych zespołach użyteczni.

Użyteczność/poczucie wpływu jest tym elementem, który nadaje naszej pracy wartości. Przy czym możemy postrzegać tę użyteczność w dwóch aspektach.

Naszej użyteczności dla zespołu, czy procesu którym się zajmujemy – czy, gdyby nas zabrakło, ktoś by to w ogóle zauważył. Czy bez naszego udziału proces działałby nadal przez dłuższy czas bezproblemowo i efektywnie.

Naszej użyteczności w globalnym aspekcie – czy nasza praca lub firma, w której jesteśmy zatrudnieni wnosi coś wartościowego do świata lub życia innych ludzi.

Dobitnie o tym przekonał się jeden z moich znajomych, który od dłuższego czasu tak kształtował swoją pracę w firmie, aby nie spoczywała na nim prawie żadna odpowiedzialności oraz aby, tej pracy nie było za dużo do wykonania. Kiedy przyszedł COVID i jego firma przeszła na pracę w systemie Home Office przeżył załamanie i otarł się o depresję.

Pojawiły się one ze świadomością, że gdyby nie zalogował się do służbowego komputera, być może nikt by nawet tego nie zauważył. Głęboko przeżywał każdy dzień bez maila bezpośrednio zaadresowanego do niego i bez żadnej próby kontaktu z nim ze strony współpracowników.

Trudności, problemy i wyzwania – czemu ich potrzebujemy?

We wrześniu 1991 roku u podnóża gór Santa Catalina w Oracle w stanie Arizona 8 ochotników zostało zamkniętych na dwa lata w Biosferze 2. Był to eksperymentalny projekt, w ramach którego wzniesiono ogromną i szczelną konstrukcję ze stali i szkła.

Celem tego projektu było zbadanie możliwości użycia zamkniętych biosfer w kolonizacji kosmosu. Eksperyment pod wieloma względami był sukcesem. Sporo problemów przysporzyła jednak hodowla drzew. Rosły one do pewnej wysokości, a potem się przewracały.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - trudności - problemy - wyzwania
Image by Pexels from Pixabay

Naukowcy zachodzili w głowę nad przyczyną tego stanu rzeczy. Po pewnym czasie zrozumieli, że w warunkach Biosfery 2 brakowało jednego istotnego czynnika występującego w naturze. Był to ruch powietrza.

Drzewa zazwyczaj wzrastają smagane wiatrem. W celu ochrony przed jego działaniem tworzą grubszą korę oraz zapuszczają głębiej korzenie. To wszystko powoduje, że są bardziej zahartowane i stabilne.

Wielu z nas w swoim życiu próbuje stworzyć prywatne Biosfery 2, w których chcemy żyć bezpiecznie, spokojnie i bez stresu. Unikamy zmian i związanych z nimi trudności oraz wyzwań i problemów. Tymczasem są one naturalnym elementem naszego życia i choć zazwyczaj tego nie zauważamy czynią nas silniejszymi.

VUCA – transformująca reakcja kluczem do nieznanego

Przez długi czas trwałem w pewnego rodzaju blokadzie jeżeli chodzi o odnalezienie się we współczesnym zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie (VUCA). Choć znałem teoretyczne założenia i teoretyczne rozwiązania nie potrafiłem ich skutecznie wdrożyć w życie. Dziś dysponuje już odpowiednim podejściem, które sprawdza się w praktyce. To pewne ustrukturyzowane rozwiązanie, które składa się z trzech głównych kroków.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - VUCA - transformująca reakcja
Image by PIRO4D from Pixabay

Głównym inspiratorem tego podejścia (choć nie jedynym) jest Alan Seale ze swoją książką „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie”.

3 kroki

Dziś kiedy mam do czynienia z jakąś sytuacją, zdarzeniem czy wyzwaniem przepuszczam je przez dwa „sita”, aby następnie wejść w proces kształtowania transformującej reakcji. Można by powiedzieć, że:

1. Najpierw patrzę co to jest

Sito I: „Skomplikowane czy złożone?” – rozpoznanie charakteru sytuacji i dzięki temu dobór właściwej strategii działania. (przeczytaj na ten temat więcej tutaj)

2. Potem identyfikuję jak ja na to reaguję

Sito II: „Drama, Sytuacja, Wybór, Możliwości”  – rozpoznanie mojego poziomu zaangażowania w to co się dzieje. Uciekam od dramatyzowania i unikam pułapki reaktywnej odpowiedzi na sytuację. Dążę do działania minimum z poziomu Wyboru. (przeczytaj na ten temat więcej tutaj)

3. Następnie buduje transformującą reakcję

Budowa transformującej reakcji

Alan Seale stworzył na potrzeby tego działania specjalne określenie TransformAkcja. Opiera się ono na czterech archetypach zachowań, których uaktywnienie pozwala nam na uzyskanie zupełnie nowego wglądu w to co się właśnie wydarza.

Poniżej przytaczam jedynie skrótowe charakterystyki każdego z archetypów. Sam ich twórca, każdemu z nich poświęca po kilka stron.

Widzący – z poziomu tego archetypu zakładamy, że to co widzimy na pierwszy rzut oka w danej sytuacji jest tylko jej pobieżnym oglądem. Naszym celem jest dostrzec to co jest pod jej powierzchnią. Obrazowo można by powiedzieć, że powinniśmy się odwołać do „widzenia intuicyjnego” i umiejętności wyczucia przepływu energii jaka wiąże się z tą sytuacją. Kiedy myślę o tym archetypie przychodzi mi na myśl Steve Jobs z jego wizją produktów Apple. Zarazem widzę mnichów buddyjskich, którzy uczą się dostrzegać istotę zdarzenia, a nie reagować jedynie na jego powierzchowną emanację.

Odkrywca – kiedy widzimy już więcej i głębiej jednym z ważnych aspektów transformacji jest uruchomienie wewnętrznej ciekawości. Stanowi ona motywację do wkroczenia na nieznany obszar. Nawigowanie po tym terytorium wymaga odwagi i akceptacji ryzyka. Najistotniejsze jednak będzie zaufanie do siebie i wiara, że nasze instrumentarium nabytych doświadczeń w połączeniu z otwartością na nieznane pozwoli nam odnaleźć właściwą drogę. To nieznane terytorium obejmuje również wyjście poza ramy utartych przekonań, idei i rozwiązań.

Współtworzący – w tym archetypie odchodzimy od biernego odkrywania nieznanego terytorium i stajemy się po części jego współkreatorem. Przyjmujemy, że każde zdarzenia, osoba czy nawet napotkana idea są partnerami do współpracy. Wszystko jest po coś, a my jedynie potrzebujemy odkryć klucz do skorzystania z tych okazji. Dzięki temu lepiej wpasujemy się w to co nas otacza. Uruchamiamy nowe potencjały i zasoby, a co najważniejsze wychodzimy poza rutynę w działaniu.

Ambasador – to archetyp szczególnie przeznaczony dla menedżerów, szefów i wszelkiego rodzaju liderów ponieważ w jego kontekście budujemy pomosty do zrozumienia i większej świadomości. Dostrzegając szerszy kontekst możemy wyjaśniać go innym i zarazem inspirować ich do działania oraz dodawać otuchy.

Sądzę, że TransformAkcja Alana Seale może u części osób budzić pewien opór i powątpiewanie w skuteczność tego procesu. Uważam, że to dobrze, bo nie każda metoda jest dla każdego. Ta konkretna wymaga otwartości i pewnego kredytu zaufania do intuicji mocno odbiegającej od czysto logicznego działania.

Mnie do niej przekonał m.in. cytat filozof oraz profesor prawa i etyki na Uniwersytecie w Chicago Marthy Nussbaum „Do innowacji potrzebujesz czegoś więcej niż tylko wyuczonej wiedzy. Potrzebujesz wytrenowanej wyobraźni.”

Prze_myślnik #53 – zaczynaj i kończ

Ludzie często grają w gry i to takie nie do końca uświadomione. Grają z samymi sobą oraz z innymi. Moi klienci często grają też ze mną. Bywamy doskonali w wyszukiwaniu wymówek, unikaniu odpowiedzialności lub graniu ofiary, albo kogoś uwięzionego w obecnej sytuacji. Nawet ja łapię się na tym, że też czasami gram. Ostatnio poznałem jednak mistrza w tej dziedzinie…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zaczynaj i kończ

Jeden z moich klientów czuje się uwięziony w swojej sytuacji zawodowej. Męczy się w niej, choć zarabia całkiem nieźle. Generalnie ma dwa wyjścia. Wejść głębiej w obecny obszar zawodowy i zyskać nowe możliwości. Wymaga to wysiłku i zaangażowania uwieńczonego uzyskanie pewnego certyfikatu. Jednak mój klient twierdzi, że nie jest zainteresowany obecną branżą. Drugie wyjście to całkowite przebranżowienie i realizowanie się w obszarze zgodnym z jego zainteresowaniami.

Przez wiele spotkań pracowaliśmy nad potencjalnymi możliwościami przebranżowienia i tworzyliśmy plany. Kiedy już je kończyliśmy, klient nagle zmieniał zdanie. Kiedy jeden z nich szczególnie dopracowaliśmy i był już w pełni gotowy. Czytaj, nie było jak się z niego wymigać. Mój klient nagle oświadczył, że miał przebłysk myśli i zapisał się na kurs, który pozwoli mu uzyskać certyfikat w obecnym obszarze zawodowym.

Ledwo to zrobił zaczął opowiadać historie o tym jaki jest obecnie zapracowany. Szczerze powiedziawszy, trochę naciągane. Była to tylko wymówka do tego, by się nie uczyć do certyfikatu. Każde z naszych ostatnich spotkań to była opowieść o potężnych ilościach pracy = brak nauki. Ostatnio jednak stwierdził, że chyba nie przystąpi do egzaminu, bo jednak nie widzi siebie w tej branży…

O co tak naprawdę tu chodzi?

Brak certyfikatu pozwala mojemu klientowi nie rozwijać się w danej branży. Zawsze może się powołać na brak uprawnień związanych z certyfikatem. Z drugiej strony jak tylko ma wejść na nową ścieżkę zawodową i wszystko jest zaplanowane to tuż przed finalną decyzją się z tego planu wycofuje. Robi to, szybko zapisując się na kurs do certyfikatu, bo podobno nagle odczuwa taką potrzebę. Jak zagrożenie „nową ścieżka zawodową” znika, natychmiast traci motywację do robienia tego kursu.

Tak naprawdę brak certyfikatu jest wytrychem mojego klienta, do tego aby nic w zawodowym życiu nie zmieniać. Jako coach nie jestem emocjonalnie zaangażowany w tę sytuację i obserwuję ją z dystansu. Dzięki temu dostrzegłem tę grę i zrozumiałem ten system. Pomogłem go dostrzec także mojemu klientowi.

Teraz przygotowuje się do egzaminu nie po to, aby wejść głębiej w obecną branżę. Teraz przygotowuje się po to, aby zrobić certyfikat (pozbyć wymówki) i skonfrontować z sytuacją. Dzięki temu, albo odkryje ciekawe obszary swojej obecnej branży (bo będzie mógł), albo będzie mógł z czystym sumieniem, cytując go: „kopnąć ją w tyłek” i zająć się czym innym.

Certyfikat to klucz do klatki, w której się zamknął. Certyfikat to klucz do wolności w wyborze.

Ciekawy jestem jaką grę Ty prowadzisz i jaki jest do niej klucz?

Zamrożeni – czy ten efekt dotknął też Ciebie?

Zima w tym roku choć nie długa, to dała o sobie znać chwilowymi siarczystymi mrozami. Jednego bardzo zimnego dnia wyszedłem na spacer i miałem wrażenie, że jestem sam na świecie. Wszyscy skryli się w domach i unikali wyjścia na zewnątrz. Ograniczyli się z własnego wyboru.

Podobnie do zimy działa pandemia. Wielu z nas skryło się w mentalnych domach przed jej nieprzyjemnymi skutkami. Problem w tym, że on nie trwa kilku dni, a jest z nami już ponad rok. To co wydawało się właściwym działaniem na początku, z czasem pozbawia nas energii, odwagi do działania i szerszego spojrzenia. „Zamarzamy” w bezruchu i braku aktywności.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność psychiczna - zamrożeni - nie działanie - stagnacja
Image by StockSnap from Pixabay

Przełamanie schematu

Na efekt „zamrożenia” wielu z nas zwrócili moją uwagę Ci klienci, którzy w tych czasach nie zrezygnowali z bycia sobą. Co więcej, całkiem spora ich grupa zdecydowała się na wejście w proces zmiany właśnie w trakcie pandemii. Choć przed nią go nie planowali.

Po prostu w trakcie jej trwania doszli do punktu granicznego, czy to życiu prywatnym czy zawodowym. Ich odwaga polegała na tym, że nie wstrzymali się z działaniem myśląc: teraz nie jest dobry moment na tę zmianę, bo nie wiadomo co się wydarzy. Oni pomyśleli: nie ma na co czekać, bo nie wiadomo kiedy to się skończy i czy później będzie lepiej.

Uczucie zniewolenia prawie zawsze jest iluzją, którą sami kreujemy po to, by nie brać odpowiedzialności za siebie i swoje życie.

Łatwiej nam się czuć zniewoloną lub buntującą się ofiarą niż kimś wolnym.

Wojciech Eichelberger

Działanie daje energię

Sytuacja wielu firm w okresie pandemii uległ diametralnej zmianie. Spora część z nich, żeby przetrwać lub odnaleźć się w nowej rzeczywistości musiała dokonać wielu zmian w sposobie działania, myślenia czy w stosowanych rozwiązaniach technologicznych i organizacyjnych. Część nawet całkowicie się przebranżowiła. Dzięki tym działaniom funkcjonują nadal.

Oczywiście były i te, które upadły lub zamknęły działalność, bo była ona w tych warunkach ekonomicznie nieopłacalna.  Przyczyny były różne i nie zawsze zależne od ich szefów, czy właścicieli. Zmieniło się otoczenie i warunki działania.

W biznesie zasada jest prosta – zarabiasz, albo nie działasz. W życiu tak prosto już nie jest. Nie zarabiasz, nie działasz ale wciąż jesteś. Oprócz długu finansowego można też dorobić się długu technologicznego (niczego się nie uczę w danej pracy i nie rozwijam, ale jestem w niej, bo ją mam). Długu mentalnego (skoro znalazłem się w tej sytuacji, to próbuję ją jedynie przetrwać – nie robię nic, bo po co) itd.

Słyszałem ostatnio świetne porównanie tej sytuacji do pociągu. Wielu z nas z nadejściem pandemii zatrzymało swoje „pociągi życia”. To często całkiem długie składy życiowych doświadczeń i zobowiązań. Kiedy taki wielki skład się zatrzyma, trzeba użyć potężnej siły, aby go potem wprawić w ruch. Problem w tym, że wielu z nas nawet nie konserwuje ciągnących te składy parowozów.

Zrozum mnie dobrze. Obecna sytuacja dla wielu z nas jest wyzwaniem. Wielu z nas z jej powodu odczuwa perturbacje i kłopoty. Podejmowane działania wymagają rozwagi i nie jest dziś właściwym działać na oślep dla samego działania.

Nie chcę tylko, abyś był jak kiedyś jedna z moich kierowniczek przychodząca na cotygodniowe spotkania operacyjne i przez kilka tygodni tłumacząca brak wyników wyjątkową sytuacją wynikającą z tej samej przyczyny. Wreszcie nie wytrzymałem i powiedziałem: „Skoro trwa to już tyle tygodni to uznaj, że ta sytuacja nie jest dzisiaj już wyjątkową. Obecnie to Twoja standardowa sytuacja, a Ty wreszcie zacznij działać”… W kolejnym tygodniu, wyniki się poprawiły.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close