Rafał Markiewicz

Blog

Trudności, problemy i wyzwania – czemu ich potrzebujemy?

We wrześniu 1991 roku u podnóża gór Santa Catalina w Oracle w stanie Arizona 8 ochotników zostało zamkniętych na dwa lata w Biosferze 2. Był to eksperymentalny projekt, w ramach którego wzniesiono ogromną i szczelną konstrukcję ze stali i szkła.

Celem tego projektu było zbadanie możliwości użycia zamkniętych biosfer w kolonizacji kosmosu. Eksperyment pod wieloma względami był sukcesem. Sporo problemów przysporzyła jednak hodowla drzew. Rosły one do pewnej wysokości, a potem się przewracały.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - trudności - problemy - wyzwania
Image by Pexels from Pixabay

Naukowcy zachodzili w głowę nad przyczyną tego stanu rzeczy. Po pewnym czasie zrozumieli, że w warunkach Biosfery 2 brakowało jednego istotnego czynnika występującego w naturze. Był to ruch powietrza.

Drzewa zazwyczaj wzrastają smagane wiatrem. W celu ochrony przed jego działaniem tworzą grubszą korę oraz zapuszczają głębiej korzenie. To wszystko powoduje, że są bardziej zahartowane i stabilne.

Wielu z nas w swoim życiu próbuje stworzyć prywatne Biosfery 2, w których chcemy żyć bezpiecznie, spokojnie i bez stresu. Unikamy zmian i związanych z nimi trudności oraz wyzwań i problemów. Tymczasem są one naturalnym elementem naszego życia i choć zazwyczaj tego nie zauważamy czynią nas silniejszymi.

VUCA – transformująca reakcja kluczem do nieznanego

Przez długi czas trwałem w pewnego rodzaju blokadzie jeżeli chodzi o odnalezienie się we współczesnym zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie (VUCA). Choć znałem teoretyczne założenia i teoretyczne rozwiązania nie potrafiłem ich skutecznie wdrożyć w życie. Dziś dysponuje już odpowiednim podejściem, które sprawdza się w praktyce. To pewne ustrukturyzowane rozwiązanie, które składa się z trzech głównych kroków.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - VUCA - transformująca reakcja
Image by PIRO4D from Pixabay

Głównym inspiratorem tego podejścia (choć nie jedynym) jest Alan Seale ze swoją książką „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie”.

3 kroki

Dziś kiedy mam do czynienia z jakąś sytuacją, zdarzeniem czy wyzwaniem przepuszczam je przez dwa „sita”, aby następnie wejść w proces kształtowania transformującej reakcji. Można by powiedzieć, że:

1. Najpierw patrzę co to jest

Sito I: „Skomplikowane czy złożone?” – rozpoznanie charakteru sytuacji i dzięki temu dobór właściwej strategii działania. (przeczytaj na ten temat więcej tutaj)

2. Potem identyfikuję jak ja na to reaguję

Sito II: „Drama, Sytuacja, Wybór, Możliwości”  – rozpoznanie mojego poziomu zaangażowania w to co się dzieje. Uciekam od dramatyzowania i unikam pułapki reaktywnej odpowiedzi na sytuację. Dążę do działania minimum z poziomu Wyboru. (przeczytaj na ten temat więcej tutaj)

3. Następnie buduje transformującą reakcję

Budowa transformującej reakcji

Alan Seale stworzył na potrzeby tego działania specjalne określenie TransformAkcja. Opiera się ono na czterech archetypach zachowań, których uaktywnienie pozwala nam na uzyskanie zupełnie nowego wglądu w to co się właśnie wydarza.

Poniżej przytaczam jedynie skrótowe charakterystyki każdego z archetypów. Sam ich twórca, każdemu z nich poświęca po kilka stron.

Widzący – z poziomu tego archetypu zakładamy, że to co widzimy na pierwszy rzut oka w danej sytuacji jest tylko jej pobieżnym oglądem. Naszym celem jest dostrzec to co jest pod jej powierzchnią. Obrazowo można by powiedzieć, że powinniśmy się odwołać do „widzenia intuicyjnego” i umiejętności wyczucia przepływu energii jaka wiąże się z tą sytuacją. Kiedy myślę o tym archetypie przychodzi mi na myśl Steve Jobs z jego wizją produktów Apple. Zarazem widzę mnichów buddyjskich, którzy uczą się dostrzegać istotę zdarzenia, a nie reagować jedynie na jego powierzchowną emanację.

Odkrywca – kiedy widzimy już więcej i głębiej jednym z ważnych aspektów transformacji jest uruchomienie wewnętrznej ciekawości. Stanowi ona motywację do wkroczenia na nieznany obszar. Nawigowanie po tym terytorium wymaga odwagi i akceptacji ryzyka. Najistotniejsze jednak będzie zaufanie do siebie i wiara, że nasze instrumentarium nabytych doświadczeń w połączeniu z otwartością na nieznane pozwoli nam odnaleźć właściwą drogę. To nieznane terytorium obejmuje również wyjście poza ramy utartych przekonań, idei i rozwiązań.

Współtworzący – w tym archetypie odchodzimy od biernego odkrywania nieznanego terytorium i stajemy się po części jego współkreatorem. Przyjmujemy, że każde zdarzenia, osoba czy nawet napotkana idea są partnerami do współpracy. Wszystko jest po coś, a my jedynie potrzebujemy odkryć klucz do skorzystania z tych okazji. Dzięki temu lepiej wpasujemy się w to co nas otacza. Uruchamiamy nowe potencjały i zasoby, a co najważniejsze wychodzimy poza rutynę w działaniu.

Ambasador – to archetyp szczególnie przeznaczony dla menedżerów, szefów i wszelkiego rodzaju liderów ponieważ w jego kontekście budujemy pomosty do zrozumienia i większej świadomości. Dostrzegając szerszy kontekst możemy wyjaśniać go innym i zarazem inspirować ich do działania oraz dodawać otuchy.

Sądzę, że TransformAkcja Alana Seale może u części osób budzić pewien opór i powątpiewanie w skuteczność tego procesu. Uważam, że to dobrze, bo nie każda metoda jest dla każdego. Ta konkretna wymaga otwartości i pewnego kredytu zaufania do intuicji mocno odbiegającej od czysto logicznego działania.

Mnie do niej przekonał m.in. cytat filozof oraz profesor prawa i etyki na Uniwersytecie w Chicago Marthy Nussbaum „Do innowacji potrzebujesz czegoś więcej niż tylko wyuczonej wiedzy. Potrzebujesz wytrenowanej wyobraźni.”

Prze_myślnik #53 – zaczynaj i kończ

Ludzie często grają w gry i to takie nie do końca uświadomione. Grają z samymi sobą oraz z innymi. Moi klienci często grają też ze mną. Bywamy doskonali w wyszukiwaniu wymówek, unikaniu odpowiedzialności lub graniu ofiary, albo kogoś uwięzionego w obecnej sytuacji. Nawet ja łapię się na tym, że też czasami gram. Ostatnio poznałem jednak mistrza w tej dziedzinie…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zaczynaj i kończ

Jeden z moich klientów czuje się uwięziony w swojej sytuacji zawodowej. Męczy się w niej, choć zarabia całkiem nieźle. Generalnie ma dwa wyjścia. Wejść głębiej w obecny obszar zawodowy i zyskać nowe możliwości. Wymaga to wysiłku i zaangażowania uwieńczonego uzyskanie pewnego certyfikatu. Jednak mój klient twierdzi, że nie jest zainteresowany obecną branżą. Drugie wyjście to całkowite przebranżowienie i realizowanie się w obszarze zgodnym z jego zainteresowaniami.

Przez wiele spotkań pracowaliśmy nad potencjalnymi możliwościami przebranżowienia i tworzyliśmy plany. Kiedy już je kończyliśmy, klient nagle zmieniał zdanie. Kiedy jeden z nich szczególnie dopracowaliśmy i był już w pełni gotowy. Czytaj, nie było jak się z niego wymigać. Mój klient nagle oświadczył, że miał przebłysk myśli i zapisał się na kurs, który pozwoli mu uzyskać certyfikat w obecnym obszarze zawodowym.

Ledwo to zrobił zaczął opowiadać historie o tym jaki jest obecnie zapracowany. Szczerze powiedziawszy, trochę naciągane. Była to tylko wymówka do tego, by się nie uczyć do certyfikatu. Każde z naszych ostatnich spotkań to była opowieść o potężnych ilościach pracy = brak nauki. Ostatnio jednak stwierdził, że chyba nie przystąpi do egzaminu, bo jednak nie widzi siebie w tej branży…

O co tak naprawdę tu chodzi?

Brak certyfikatu pozwala mojemu klientowi nie rozwijać się w danej branży. Zawsze może się powołać na brak uprawnień związanych z certyfikatem. Z drugiej strony jak tylko ma wejść na nową ścieżkę zawodową i wszystko jest zaplanowane to tuż przed finalną decyzją się z tego planu wycofuje. Robi to, szybko zapisując się na kurs do certyfikatu, bo podobno nagle odczuwa taką potrzebę. Jak zagrożenie „nową ścieżka zawodową” znika, natychmiast traci motywację do robienia tego kursu.

Tak naprawdę brak certyfikatu jest wytrychem mojego klienta, do tego aby nic w zawodowym życiu nie zmieniać. Jako coach nie jestem emocjonalnie zaangażowany w tę sytuację i obserwuję ją z dystansu. Dzięki temu dostrzegłem tę grę i zrozumiałem ten system. Pomogłem go dostrzec także mojemu klientowi.

Teraz przygotowuje się do egzaminu nie po to, aby wejść głębiej w obecną branżę. Teraz przygotowuje się po to, aby zrobić certyfikat (pozbyć wymówki) i skonfrontować z sytuacją. Dzięki temu, albo odkryje ciekawe obszary swojej obecnej branży (bo będzie mógł), albo będzie mógł z czystym sumieniem, cytując go: „kopnąć ją w tyłek” i zająć się czym innym.

Certyfikat to klucz do klatki, w której się zamknął. Certyfikat to klucz do wolności w wyborze.

Ciekawy jestem jaką grę Ty prowadzisz i jaki jest do niej klucz?

Zamrożeni – czy ten efekt dotknął też Ciebie?

Zima w tym roku choć nie długa, to dała o sobie znać chwilowymi siarczystymi mrozami. Jednego bardzo zimnego dnia wyszedłem na spacer i miałem wrażenie, że jestem sam na świecie. Wszyscy skryli się w domach i unikali wyjścia na zewnątrz. Ograniczyli się z własnego wyboru.

Podobnie do zimy działa pandemia. Wielu z nas skryło się w mentalnych domach przed jej nieprzyjemnymi skutkami. Problem w tym, że on nie trwa kilku dni, a jest z nami już ponad rok. To co wydawało się właściwym działaniem na początku, z czasem pozbawia nas energii, odwagi do działania i szerszego spojrzenia. „Zamarzamy” w bezruchu i braku aktywności.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność psychiczna - zamrożeni - nie działanie - stagnacja
Image by StockSnap from Pixabay

Przełamanie schematu

Na efekt „zamrożenia” wielu z nas zwrócili moją uwagę Ci klienci, którzy w tych czasach nie zrezygnowali z bycia sobą. Co więcej, całkiem spora ich grupa zdecydowała się na wejście w proces zmiany właśnie w trakcie pandemii. Choć przed nią go nie planowali.

Po prostu w trakcie jej trwania doszli do punktu granicznego, czy to życiu prywatnym czy zawodowym. Ich odwaga polegała na tym, że nie wstrzymali się z działaniem myśląc: teraz nie jest dobry moment na tę zmianę, bo nie wiadomo co się wydarzy. Oni pomyśleli: nie ma na co czekać, bo nie wiadomo kiedy to się skończy i czy później będzie lepiej.

Uczucie zniewolenia prawie zawsze jest iluzją, którą sami kreujemy po to, by nie brać odpowiedzialności za siebie i swoje życie.

Łatwiej nam się czuć zniewoloną lub buntującą się ofiarą niż kimś wolnym.

Wojciech Eichelberger

Działanie daje energię

Sytuacja wielu firm w okresie pandemii uległ diametralnej zmianie. Spora część z nich, żeby przetrwać lub odnaleźć się w nowej rzeczywistości musiała dokonać wielu zmian w sposobie działania, myślenia czy w stosowanych rozwiązaniach technologicznych i organizacyjnych. Część nawet całkowicie się przebranżowiła. Dzięki tym działaniom funkcjonują nadal.

Oczywiście były i te, które upadły lub zamknęły działalność, bo była ona w tych warunkach ekonomicznie nieopłacalna.  Przyczyny były różne i nie zawsze zależne od ich szefów, czy właścicieli. Zmieniło się otoczenie i warunki działania.

W biznesie zasada jest prosta – zarabiasz, albo nie działasz. W życiu tak prosto już nie jest. Nie zarabiasz, nie działasz ale wciąż jesteś. Oprócz długu finansowego można też dorobić się długu technologicznego (niczego się nie uczę w danej pracy i nie rozwijam, ale jestem w niej, bo ją mam). Długu mentalnego (skoro znalazłem się w tej sytuacji, to próbuję ją jedynie przetrwać – nie robię nic, bo po co) itd.

Słyszałem ostatnio świetne porównanie tej sytuacji do pociągu. Wielu z nas z nadejściem pandemii zatrzymało swoje „pociągi życia”. To często całkiem długie składy życiowych doświadczeń i zobowiązań. Kiedy taki wielki skład się zatrzyma, trzeba użyć potężnej siły, aby go potem wprawić w ruch. Problem w tym, że wielu z nas nawet nie konserwuje ciągnących te składy parowozów.

Zrozum mnie dobrze. Obecna sytuacja dla wielu z nas jest wyzwaniem. Wielu z nas z jej powodu odczuwa perturbacje i kłopoty. Podejmowane działania wymagają rozwagi i nie jest dziś właściwym działać na oślep dla samego działania.

Nie chcę tylko, abyś był jak kiedyś jedna z moich kierowniczek przychodząca na cotygodniowe spotkania operacyjne i przez kilka tygodni tłumacząca brak wyników wyjątkową sytuacją wynikającą z tej samej przyczyny. Wreszcie nie wytrzymałem i powiedziałem: „Skoro trwa to już tyle tygodni to uznaj, że ta sytuacja nie jest dzisiaj już wyjątkową. Obecnie to Twoja standardowa sytuacja, a Ty wreszcie zacznij działać”… W kolejnym tygodniu, wyniki się poprawiły.

Czy jestem odporny psychicznie?

To pytanie, które nurtuje wielu z nas. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy z powodu pandemii jesteś od dłuższego czasu wystawieni na stały podwyższony poziom stresu. Warto być jednak świadomym tego, że zawiera ono duże uproszczenia, które może stać się dla nas pułapką.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność psychiczna - odporny psychicznie
Image by Daniel Reche from Pixabay

Ludzie odporni i nieodporni psychicznie – niebezpieczne uproszczenie

Pamiętam jeden podcast, w którym podano prosty sposób na rozróżnienie osób odpornych psychicznie od tych nieodpornych. Wspomniano w nim, że według badań osoby te zadają sobie zupełnie różne pytania.

Ci nieodporni psychicznie pytają: “Dlaczego to znowu mnie spotkało? Dlaczego znowu podjęłam błędną decyzję? Dlaczego znowu okazałem się idiotą? Dlaczego znowu okazałam się ofiarą?”

Odporni psychicznie stawiają natomiast następujące pytania: “Co mnie ta sytuacja uczy? Gdybym znalazł się znowu w tej samej sytuacji, jak inaczej podjąłbym decyzję? Jak bym mógł zabezpieczyć się przed tym, żeby nie zostać wykorzystanym? Jaką barierę wejścia muszę postawić ludziom, żeby oni mnie nie wykorzystali i żebym mógł zabezpieczyć swoje interesy?”

Prosta instrukcja, łatwy podział i mamy temat pozamiatany. Jesteś lub nie jesteś odporny psychicznie i teraz sobie radź. Jednak takie podejście to błąd.

Prawda jest taka, że każdy z nas jest odporny psychicznie, a różni nas jedynie poziom tej odporności. Przy czym koniecznie należy tu dodać bardzo ważną uwagę. Ten poziom nie jest jakąś stałą zapisaną w naszych genach. Ulega on zmianom i fluktuacjom.

Stan odporności psychicznej

Zamiast o ludziach odpornych psychicznie lub nie, wiolę mówić o ich stanie odporności psychicznej w danym momencie. Zależy on bowiem od wielu czynników. Dodatkowo o czym warto pamiętać nawet herosom odporności psychicznej przytrafiają się gorsze okresy.

Na stan naszej odporności wpływa np. rodzaj problemu z jakim mamy do czynienia. Może być tak, że generalnie jesteśmy bardzo odporni psychicznie, ale jeden szczególny rodzaj problemu działa na nas mocno destrukcyjnie. Przy nim nasza odporność psychiczna leci w dół na łeb na szyję. Kluczem tutaj jest, aby rozpoznać takie sytuacje i być świadomym występujących w nich wyzwalaczy obniżonej odporności.

Naszą odporność psychiczną może też istotnie obniżyć stan dużego przemęczenia, wyczerpania czy choroba. Kiedy organizmowi brakuje energii lub czujemy się rozbici przez chorobę dużo łatwiej ulegamy różnym problemom i trudnościom jakie pojawiają się w tym okresie. Z tego powodu tak istotnym jest, aby dbać o swoją energię życiową i odpowiednią regenerację. Natomiast kiedy dopada nas choroba, odpuścić sobie i nie chojrakować.

Wreszcie należy pamiętać, że każdy problem z jakim się mierzymy pochłania naszą energię. Możemy jej mieć spore zasoby i generalnie świetnie radzić sobie w życiu z wyzwaniami. Jednak kiedy nastąpi moment kumulacji problemów i wyzwań, to możemy dojść do punktu przełomu, w którym nie starczy nam już sił na ogarnięcie wszystkich tematów.

Cztery Poziomy Zaangażowania

Ciekawy sposób podejścia do tej kwestii ma Alan Seale. Stworzył on model Czterech Poziomów Zaangażowania, którego celem jest pomoc w doborze właściwych relacji do wydarzeń i sytuacji, z którymi mamy do czynienia.

Według niego, choć w nasze życie angażujemy się na wiele różnych sposobów, to istnieją cztery podstawowe poziomy opisujące to jak podchodzimy do danej sytuacji, czy wydarzenia. Relację z tym, w co właśnie wchodzimy budujemy na bazie jednego z poniższych poziomów:

Dramat > Sytuacja > Wybór > Możliwości

Dramat – to najpłytszy poziom relacji, za to pełen emocjonalnej reakcji na to co się dzieje. To właśnie w nim pojawia się dramatyczne stwierdzenie „Nie mogę uwierzyć, że mnie to spotkało”. Skoro nie mogę w to uwierzyć, to z założenie nie szukam przyczyny danej sytuacji lub współodpowiedzialności za jej powstanie w sobie. Szukam za to winnych i odpowiedzialnych na zewnątrz: „Czyja to wina? Jak to się stało? Jak on to mógł zrobić? Dlaczego mnie to właśnie spotkało?”

Poziom ten pozwala „spuścić” z siebie trochę pary i nabuzowania. Uwalnia emocje nagromadzone wewnątrz nas. I to są jego jedyne pozytywne aspekty. Jednak jeżeli tylko na tym poziomie się zatrzymujemy, nie uruchamia się w nas refleksja. Niczego się z danych zdarzeń nie uczymy i nie wyciągamy wniosków. Uwięzieni na poziomie Dramatu, jedynie reaktywnie gasimy co chwilę wybuchające w naszym życiu  lub pracy pożary.

Sytuacja – to poziom relacji ze zdarzeniem, w którym wchodzimy w proces analizy i poszukiwania rozwiązań. Pojawiają się pytania typu „Co z tym dalej? Jak to rozwiązać?”, które popychają nas do działania w reakcji na to co się wydarzyło. Często mają one jednak jeszcze drugie dno i ich rozwinięta forma brzmi „Jak temu zaradzić, najszybciej jak to możliwe i tak, aby nikt się nie dowiedział o tym co się stało?”.

To odkrywa ciemną stronę tego poziomu relacji. Naszym celem jest jedynie „załatwić sprawę” lub skutecznie „zamieść ją pod dywan”. Kiedy temat wraca do „normalności” i mamy nad nim kontrolę, uznajmy, że już jest dobrze i go kończymy. Podobnie jak w Dramacie nie wyciągając żadnych wniosków.

Wybór – to pierwszy poziom świadomej relacji ze zdarzeniem. Nie działamy tylko reaktywnie, aby szybko załatwić temat i o nim zapomnieć. Termin Wybór odnosi się do pytania o to jaką rolę chcemy odegrać w tym zdarzeniu. Jaką postawę wobec niego przyjąć. Jedynie na nie zareagujemy (zgasimy ten problem), czy też nad nim zapanujemy. Może też w tym zdarzeniu staniemy się przewodnikiem dla innych.

Nie będziemy go zamiatać pod dywan. Co więcej możemy wręcz wyciągniemy na światło dzienne. Po to, aby powiedzieć innym, że tą konkretną sytuację rozwiązaliśmy. Jeżeli jednak nie podejdziemy bardziej globalnie do jej przyczyny, to takie sytuacje będą cyklicznie powracać.

Możliwości – na tym poziomie podstawowe pytanie brzmi „Co się chce wydarzyć?”. Pozwala ono dotrzeć do sedna zdarzenia. Wymaga od nas zaufania w to, że sytuacja zdarzyła się z jakiegoś powodu. Powodu, którego być może w danym momencie jeszcze do końca nie rozumiemy.

Relacja przez pryzmat Możliwości pozwala szerzej spojrzeć na Wybór jakiego możemy w stosunku do zdarzenia dokonać. Nadaje sens naszemu działaniu, jak i samem zdarzeniu, które zaistniało w naszym życiu. Przestajemy do niego podchodzić, tylko jako do utrudnienia. Co więcej dostrzegamy, że być może stanowi ono dźwignię do naszego rozwoju lub zmian w naszym otoczeniu.

Proponuję, abyś w przyszłości zamiast oceniać czy jesteś odporny psychicznie czy nie, zaczął po prostu świadomie podchodzić do każdego ze zdarzeń z jakim masz do czynienia.

Uczucia, a cele i ważne wartości

Jak to jest, że jedni z nas ciągle i skutecznie prą do przodu, a innym to zupełnie nie wychodzi. Gdzie leży przyczyna tego, że ciągle „nie możesz” wykrzesać z siebie wysiłku, aby w zamian coś osiągnąć. Czemu, choć wiesz, że dane jedzenie lub zachowanie jest niezdrowe nie rezygnujesz z nich. Czemu choć jesteś kreatywny i masz ciekawe marzenia, nie realizujesz ich?

Przyczyna nie leży w jakimś wyrafinowanym genie, turbo doładowującym wspomagaczu lub tajemnej technice planowania dnia…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - uczucia - cele - wartości
Image by 99mimimi from Pixabay

Tak sobie marzę, żeby mieć fajne życie/pracę

Alternatywą dla powyższego zadania jest „Chciałbym/chciałabym mieć fajne życie”. Sęk w tym, że od samych marzeń lub chcenia jeszcze nic nigdy się nie zmieniło. Efekt wymaga bowiem wcześniejszego działania.

W dzisiejszych czasach jesteśmy uczeni, aby skupiać się na sobie. Zachęca się nas do tego, abyśmy nauczyli się odkrywać swoje uczucia i potrzeby, a następnie działali zgodnie z nimi. Generalnie to świetne rozwiązanie i bardzo dobra rada. Szczególnie w czasach, w których wszystko mknie do przodu w szaleńczym tempie i zasypuje nas cała masa informacji, reklam i propozycji. Nietrudno w tym całym chaosie zapomnieć o sobie samym.

Jednak jak we wszystkich aspektach życia, koncentrowanie się tylko i wyłącznie na tej radzie lub bezrefleksyjne wcielanie jej w życie, może nam przynieść więcej szkody niż pożytku. No bo jak się już skupisz na tych swoich uczuciach to możesz poczuć się zmęczony (dziś prawie wszyscy są), rozleniwiony, sfrustrowany lub przybity swoją sytuacją w życiu. Oczywiście, możesz też pójść w totalnie pozytywnym kierunku i poczuć się zakochany, zadowolony, szczęśliwy, wolny, niezależny, zbuntowany i co tam sobie jeszcze wyczujesz.

Pytanie jednak, co samo odkrycie tych uczuć Ci da?

Jeżeli jesteś zirytowany, to jeszcze bardziej możesz się zirytować faktem swojej irytacji. Jeżeli poczujesz się zagubiony w życiu, to świadomość zagubienia może pogłębić Twoje zagubienie. Odkrycie w sobie dużego ładunku stresu, może nam sporo tego stresu dołożyć. Zaś poczucie szczęścia może super podkręcić Twoją szczęśliwość itd.

Wewnętrzny konflikt

Powyżej wspominana rada mówi o uczuciach i potrzebach, ale milczy na temat Twoich celów w życiu lub ważnych wartości. Tymczasem często są one ze sobą w wewnętrzny konflikcie.

Weźmy pod uwagę sytuację kiedy idziesz po ulicy i mijasz cukiernię, z której unosi się cudowny zapach wypieków i słodkości. Jeżeli skupisz się na swoim uczuciu – potrzebie zjedzenia czegoś słodkiego, szybko jej ulegniesz. Co więcej, możesz jej ulegać przy każdej kolejnej cukierni.

Załóżmy, że masz w planach popołudniowy bieg po okolicy, ale zaraz po wejściu do domu na pierwszym planie widzisz wygodną kanapę. Jeżeli skupisz się na swoim uczuciu – potrzebie zalegnięcia na niej, z biegu będą nici. Co więcej, potrzebie opadnięcia na kanapę możesz ulegać, każdego dnia, szczególnie wtedy kiedy pomyślisz o popołudniowym bieganiu.

Takie są efekty skupiania się na odczuciach. Jeżeli jednak masz w życiu ważne cele lub wartości mogą one wprowadzić korektę w Twoim zachowaniu i uchronić cię od zgubnego ulegania pokusom. To jest właśnie klucz skuteczności wielu osób.

Mają ochotę na pyszne ciacho w cukierni, ale pamiętają, że ważnym celem w ich życiu jest szczupła sylwetka i zdrowe odżywianie. Dzięki temu przemykając obok pysznych wypieków i słodkości są w stanie powiedzieć sobie „Nie dziś”.

Tak samo zrobią kiedy stoją przed wyborem wygodna kanapa, czy buty do biegania. Skoro chcą mieć dobrą kondycje i fajne ciało, spojrzą na kanapę i pomyślą „to później – jak wrócę”.

Cele i ważne wartości

Świadomość swoich celów w życiu i ważnych dla nas wartości jest przejem świadomego życia. Takiego, które nie polega na tym, że jak wyjdzie tak będzie. Takiego, w którym nie czekamy tylko na to co przyniesie nam los.

Jako świadome życie postrzegam takie życie, na który mam wpływ. Takie, które kształtuję w miarę moich możliwości pod to do czego chcę dojść lub co jest dla mnie ważne. To właśnie dlatego od tych kwestii, często zaczynam pracę z moimi klientami. Szczególnie tymi, którzy przychodzą do mnie z tematem, że czują się nie tak jakby chcieli. Nie bierzemy się wtedy za bary z ich uczuciem, ale celem który chcą osiągnąć.

Metoda pracy poprzez cele i ważne wartości jest bardzo efektywna. Sam zresztą jestem tego najlepszym dowodem. Kilka lat temu ustaliłem, że ważne dla mnie jest, aby na starość być jak najdłużej sprawnym człowiekiem.

To cel odległy w czasie, ale na tyle dla mnie istotny, że pomógł mi wprowadzić wiele zmian w obecnym życiu. Schudłem 10 kg i od wielu lat utrzymuję szczupłą sylwetkę. Regularnie ćwiczę i bez względu na pogodę staram się każdego dnia robić 10 tys. kroków. Uprawiam jogę i od podstawówki nie mogłem zrobić tak głębokiego skłonu w przód jak robię dzisiaj (wiele starszych osób ma problem z wiązaniem swoich butów). Moja kuchnia i sposób odżywiania przeszły totalną rewolucję.

Czuję się z tą sytuacją bardzo szczęśliwy, bo mam poczucie kontroli i sprawczości w swoim życiu. Sprawczość zaś u każdego z nas podnosi poczucie własnej wartości.     

Skomplikowane czy złożone – z jakim wyzwaniem masz do czynienia?

Te na pozór zbliżone do siebie terminy, są kluczowe do doboru odpowiedniej drogi radzenia sobie z rzeczywistością w jakiej przyszło nam działać. Drogi te mają zdecydowanie odmienny przebieg i założenia. Co ważne, dobór niewłaściwej może wręcz storpedować nasze działania.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - skomplikowane - złożone - wyzwanie - projekt
Image by Pete Linforth from Pixabay

Skomplikowane

Kiedy mamy do czynienia ze skomplikowaną sytuacją oznacza to, że składa się ona z wielu raczej stałych elementów, które są ze sobą powiązane wzajemnymi relacjami. Przy czym na początku drogi mogą nam się wydawać totalny bałaganem. Przykładem takiej sytuacji może być konieczność przeanalizowania przyczyny wypadku lotniczego po roztrzaskaniu się samolotu. Objęcie zarządzania działem w nowej firmie, w sytuacji gdy w tym dziale nic nie działa i panuje totalny chaos. Jak również zadanie wdrożenia centralnej bazy danych w organizacji, która posiada wiele lokalnych baz wykonanych w różnych technologiach, które dysponują wzajemnie nie do końca spójnymi danymi.

Jeżeli dysponujemy odpowiednią wiedzą, doświadczeniem i cierpliwością z czasem uda nam się zidentyfikować wszystkie elementy składowe danej układanki oraz ich wzajemne powiązania. Teraz wystarczy opracować odpowiedni sekwencyjny plan działania i skoncentrować się na rozwiązaniach.

Przy tego typu sytuacjach bardzo cenne są doświadczenie, wiedza, logika i umiejętność planowania pracy. Przydatna będzie też determinacja i skupienie się na celu i pośrednich rezultatach w drodze do niego. Często od lidera takiej inicjatywy oczekuje się, że dysponuje on dogłębną wiedzą o całym przedsięwzięciu i zna odpowiedzi na większość pytań. Ma opracowany harmonogram poszczególnych działań i koncentruje się na jego dotrzymaniu.

Złożone

Działanie w sytuacjach złożonych ma zupełnie odmienny przebieg od powyżej opisanego. Co więcej, wyżej opisane podejście zupełnie się nie sprawdzi w tym przypadku. Przyczyna leży w charakterystyce tego co złożone. Polega ona na tym, że wiele elementów składowych sytuacji jest ruchomych. Mogą one zmieniać się nieustanne, ewoluować i przybierać nowe formy. Zmiany te zachodzą dynamicznie i niejednokrotnie dzieją się jednocześnie.

Próba opracowania sekwencyjnego planu działań, jak również jakiegoś ścisłego harmonogramu spełznie na niczym. Nawet kiedy przy przyjęciu pewnych uproszczonych założeń i ogromie pracy je stworzymy. To w momencie ich ogłaszania, może się okazać, że są one już nieaktualne. Sama sytuacja uległa bowiem istotnym zmianom i przemodelowaniu. Często w tym momencie pojawia się pokusa rozpoczęcia prac nad planem i harmonogramem od nowa. Będzie to jednak bezproduktywne zapętlenie pracy, z powodu którego możemy nigdy nie przejść od fazy planowania do realizacji.

W tego typu przypadkach dotychczasowa wiedza i doświadczenie tracą na znaczeniu. Otoczenie, w którym działamy jest często niestabilne i mało przewidywalne. Wzorce działania są nieliniowe, a dodatkowo sekwencje przyczynowo-skutkowe są nieoczywiste. Zamiast koncentrować się na planie działania, należy się skupić na kolejnym kroku do wykonania. Po jego realizacji właściwym jest zatrzymanie się, określenie obecnej sytuacji i zaobserwowanie nowych wzorców, które zaistniały. Dopiero wtedy należy określić kolejny krok i go zrealizować. Czynność tę należy powtarzać nieustannie. W tym przypadku zamiast liniowego działania mam działanie kołowe, sprowadzające się do wykonywania małych cykli, które przypominają „sprinty” w metodologii agille.

Od liderów w tego typu sytuacjach oczekuje się przede wszystkim dobrego odnajdywania w sytuacjach niewiedzy. Lider nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania, ponieważ żyje w rzeczywistości ciągłego odkrywania. Powinien on za to „wyczuwać” sytuację w projekcie czy wyzwaniu. Umieć odczytywać różne sygnały. Akceptować okoliczności eksperymentu, które dopuszczają wejście w niewłaściwe ścieżki i wycofanie się z nich jako coś naturalnego, a nie przejaw błędu w zarządzaniu. Ważne jest też, aby posiadał on umiejętność podtrzymywania zaangażowania zespołu, szczególnie w tego typu sytuacjach. Spotkałem się z określenie, że lider w sytuacjach złożonych powinien nieustannie „tańczyć” równocześnie z szerszym kontekstem i ze szczegółami, oraz z tym co pomiędzy.

Powyższe opisy mogą sugerować, że odnoszą się jedynie do sytuacji biznesowych. Należy jednak pamiętać, że w obszarze prywatnym również pełnimy rolę lidera we własnym życiu.


Eksperyment:

Wyobraź sobie średniej wielkości salę do której wchodzi 11 osób. Stają one zupełnie przypadkowo w różnych jej miejscach. Następnie każda z osób ma sobie wybrać dwie dowolne osoby, względem których będzie się tak ustawiała, aby utrzymywać od nich równy dystans. Nikt nie wie, kto kogo wybrał i nie można się porozumiewać.

Zostałeś liderem tego projektu i masz za zadanie teraz odpowiednio poustawiać te osoby, aby zostały zachowane powyżej opisane reguły. Tobie też nie wolno rozmawiać z uczestnikami tego zadania.

Podejście w nurcie skomplikowanej sytuacji:

Opracowujesz strategię rozpoznania relacji. Przygotowujesz specjalne arkusze do mapowania zależności i sekwencyjność ich analizy. Np. prosisz jedną osobę o zmianę pozycji i wręczasz jej małą chorągiewkę. Następnie po jej przemieszczeniu prosisz osoby, których pozycja zależy od niej, aby teraz one wykonały swoje ruchy pozwalające im utrzymać odpowiedni dystans od dwóch wybranych osób. Identyfikujesz te osoby, je również oznaczasz chorągiewkami. Na podstawie odległości od tej poprzedniej osoby typujesz, kto potencjalnie może być tą drugą osobą, względem której te ostatnio przemieszone utrzymują dystans. Teraz prosisz, aby kolejne osoby zależne od jednej z ostatni przemieszczających się osób zmienił swoje pozycje. Czynności te powtarzasz, aż wszyscy będą już oznaczeni chorągiewkami.

Powinieneś mieć już bardzo mglistą mapę relacji, bo przecież przemieszczenie każdej osoby, zaburza jednocześnie już wcześniej zdiagnozowane zależności w przestrzeni. W przypadku osób, co do których nie jesteś pewien ponownie prosisz o zmianę pozycji i obserwujesz, kto następny w konsekwencji poprzedniego ruchu zmieni teraz swoje pozycje.

Kiedy masz to wszystko rozpisane powinieneś teraz przygotować wzór mapy nowego i zarazem prawidłowego rozmieszczenia osób. Kiedy ją przygotujesz, a następnie rozmieścisz ludzi powinieneś poprosić, tych u których zasada równego odstępu o dwóch wybranych osób nie jest zachowana o zgłoszenie tego faktu. Następnie spróbować na podstawie tej informacji nanieść korektę na mapie i znowu zbadać, kto nie jest we właściwym ustawieniu, aż już nie będzie takich osób.

Nie wiem ile czasu by Ci to zajęło. Biorąc pod uwagę liczbę uczestników i relacji między nimi szansa na pomyłki jest przeogromna i korekty mogłyby wymagać sporo czasu. Czy zdążyłbyś w ciągu jednego dnia, a może byś potrzebował dwóch – nie wiem. Z pewnością po tym zadaniu byłbyś również psychicznie wykończony.

Podejście w nurcie złożonej sytuacji:

Prosisz, aby wszyscy zaczęli się pomału przemieszczać, tak aby ustawić się właściwie z przyjętymi założeniami. Uczulasz, że być może proces dojścia do finalnej sytuacji zajmie chwilę i trzeba będzie wiele razy zmieniać już wybraną pozycję, ale to jest naturalny proces.

Od teraz Twoja rola sprowadza się bardziej do nieprzeszkadzania uczestnikom zadania. Możesz ich motywować komentarzami typ „to początek, teraz wszyscy wchodzimy w ruch pozycjonowania, bądźcie spokojni i cierpliwi”, „zauważyłem, że część osób już od dłuższej chwili jest w tej samej pozycji – super struktura zaczyna nam się stabilizować”, „cześć osób wciąż się jeszcze przemieszcza i to jest ok.” itd.

Sądzę, że po jakiś 15, 30 minutach, a maksymalnie godzinie, grupa znajdzie się we właściwym ustawieniu.

Prze_myślnik #52 – nie ograniczaj

To wbrew pozorom trudny cytat. Brzmi on obiecująco, ale zawiera wiele pułapek. Mimo to wart jest uwagi i mądrego wdrożenia w życie. Uczy nas, aby stale słuchać i obserwować to co się dzieje wokół nas oraz by być gotowym na dokonywanie elastycznych zmian w naszych planach. Jest także doskonałą odpowiedzią na dzisiejszy dynamiczny, zmienny i nieprzewidywalny świat.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - nie ograniczaj

Pułapka 1 – nie mówi życiu jakie musi być…

Dla wielu oznacza to porzuć plany, nie miej celu, daj się życiu nieść. Jest to doskonałą wymówką do tego, aby odrzucić odpowiedzialność za własne życie i przerzucić ją na los, świat, rząd i co tam sobie wymyślimy. Problem w tym, że żaden ze wskazanych adresatów nie weźmie tego brzemienia na swoje barki.

W efekcie my wierzymy, że coś lub ktoś odpowiada za nasze życie i ma na nas plan. Podczas gdy tak naprawdę, nasze życie w tej sytuacji przypomina chorągiewkę łopocząca na rozkapryszonym wietrze. Raz w tą, raz w tamtą stronę.

Sens tego fragmentu mówi jedynie o tym, aby nie fiksować się za bardzo na sztywnym planie realizowanym bez względu na wszystko krok po kroku. Stąd zwrot „jaki musi być”. Jest to zachęta, do tego aby nie doprowadzić do sytuacji, w której jeżeli rzeczywistość jest inna niż nasz plan, to tym gorzej dla rzeczywistości. Wtedy próbujemy chwycić ją za bary i za wszelką cenę nagiąć do tego co sobie wymyśliliśmy.

Pułapka 2 – życie cię poprowadzi

To kolejna nadinterpretacja. Życie jedynie otwiera drzwi możliwości.

Problem w tym, że może otworzyć ich zbyt wiele i zupełnie nie będziesz wiedział, które z nich wybrać. Wtedy dosięgnie Cię dylemat z Alicji w krainie czarów:

„Czy możesz powiedzieć mi, którą drogą mam iść?” – zapytała Alicja.
„To zależy, dokąd chcesz dojść” – odpowiedział Kot.
„Nie wiem.”
„W takim razie nie ma znaczenia, którą drogę wybierzesz„.

Stąd tak ważne, aby zamiast na sztywnym planie działania koncentrować się na kierunku, w którym chcemy podążać. Dziś żyjemy w świecie tak licznych możliwości, że częściej musimy im mówić „nie” niż „tak”.

Pułapka 3 – za drzwiami będzie prosta i łatwa droga

Pierwszym wyzwaniem jest to, że często mamy wizję jak będą wyglądać te drzwi. Tymczasem, będą to drzwi „o których nie wiedziałeś, że istnieją”. Nie muszą zatem wyglądać jak wszystkie inne. Często na pierwszy rzut oka mogą Ci się wydać przeszkodą, a nie drzwiami.

Drugim wyzwaniem jest potencjalna szansa, że kiedy otworzysz te drzwi, to zobaczysz za nimi coś zupełnie innego niż się spodziewałeś. Nie będzie tam ładnego i wygodnego korytarza lub drogi, ale trudna do pokonania przestrzeń. Jednak może, ona taka właśnie jest, abyś skorzystał z jakiegoś niekonwencjonalnego sposobu.

W obu tych przypadkach przyda Ci się zaufanie do samego siebie i wiara w swoje możliwości.

6 kawałków szczęścia – czy dbasz o nie odpowiednio?

Praktycznie każdy z nas chce mieć szczęśliwe życie i szuka drogi do tego, aby je takim uczynić. Jedna z koncepcji autorstwa Fryderyka Karzełka zwana „Heksagonem szczęścia” mówi, że wystarczy się zatroszczyć o 6 obszarów w swoim życiu, aby takim się stało. Jest jednak jeden obszar szczególny, bez którego cała reszta nie zadziała.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - heksagon szczęścia - szczęście
Heksagon szczęścia

Przepisy na szczęście i ogarnięcie życia

Przepisów na to jak zorganizować sobie życie i jak się odpowiednio nim zająć jest wiele. Np. Ewa Foley propaguje następującą koncepcję: „Człowiek jest jak dom o czterech pokojach – jest pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha. Mądry człowiek codziennie odwiedza każdy pokój, a przynajmniej każdy przewietrza.” Ja natomiast, aby zorientować się w sytuacji życiowej moich klientów korzystam z „koła życia”, które składa się z 8 elementów: rodzina, przyjaciele, zdrowie, pieniądze, rozwój osobisty, rekreacja, miłość i kariera.

Czy koncepcja „Heksagonu szczęścia” jest na tle innych jakaś szczególna? W mojej ocenie nie. Powiem więcej, gdyby nie koncepcja szczególnej istotności jednego z jej elementów byłaby ona bardzo przeciętna.

Element mocy w „Heksagonie szczęścia”

W naszym życiu obszary wchodzące w skład „Heksagonu szczęścia” często się przeplatają i wpływają na siebie nawzajem. Mimo to, często z każdego z nich nie jesteśmy zadowoleni tak samo.

Możemy np. wykonywać pracę, której wprost nie cierpimy. Jednak dzięki niej osiągamy wysokie dochody, które pozwalają nam zadbać o nasze zdrowie oraz posiadać hobby, które wymaga sporych nakładów finansowych. Mimo wszystko sam fakt, że obszar pracy nie odpowiada naszym potrzebom wpływa już istotnie na nasze poczucie szczęścia. Można by zaryzykować twierdzenie, że „zatruwa” cały nasz heksagon. Ta zasada dotyczy każdego z wymienionych w heksagonie obszarów.

Jak jednak oceniać tę satysfakcję z poszczególnych obszarów? Jaki klucz przyjąć do tej oceny? Odpowiedzią może być fakt, że niemal każdy obszar odpowiada jakiejś naszej potrzebie:

  1. Praca – chcę się czuć potrzebny/użyteczny
  2. Finanse – zaspokajają potrzebę bezpieczeństwa lub wolności
  3. Zdrowie – chcę być pełen energii i nie odczuwać bólu
  4. Relacje – zapewniają realizację potrzeby miłości (chcę być kochany, chcę kochać)
  5. Czas dla siebie – pozwala czerpać radość z życia
  6. Rozwój -…?!

Z „rozwojem” mamy problem, bo nie odpowiada on na jakąś bardzo konkretną potrzebę. Ciężko też jest przyłożyć do niego jakąś miarę. Nasze mózgi są zaprogramowane na efektywną pracę i tam gdzie mogą korzystają z uproszczeń i skrótów myślowych. Wszystko po to, by oszczędzić cenną energię. Skoro nie rozumieją tego obszaru lubią go pomijać. Po prostu wylatuje on z listy naszych zainteresowań.

Jest to tym łatwiejsze, że braku rozwoju nie odczuwamy ani intensywnie, ani natychmiast. Kiedy tracimy pracę, wiemy o tym od razu. Kiedy nie mamy pieniędzy szybko uświadomimy sobie ten bolesny fakt chcąc zapłacić rachunki. Deficyt w zakresie zdrowia objawi się w naszej kondycji lub zamanifestuje bólem. Braki w relacjach udaje się czasami przykryć kompulsywną zabawą lub pracoholizmem. Jest to jednak skuteczne do pierwszych świąt lub urlopu, kiedy nagle zauważamy wokół siebie pustkę.  Brak czasu dla siebie da nam w kość przemęczeniem, obniżeniem nastroju, poczuciem przytłoczenia lub przepracowania.

Kiedy brakuje rozwoju nie czujemy tego od razu, a czasami i bardzo długo. Dostrzegamy go dopiero kiedy spotkamy kogoś po latach i nagle zauważamy jak on się bardzo zmienił/rozwinął w porównaniu z nami. Czasami też po miesiącach lub latach nagle dociera do nas fakt, że zasiedzieliśmy się w jakimś obszarze naszego życia i zaczynamy dostrzegać oplatające go pajęczyny i osiadły na nim kurz. W obu sytuacjach możemy odczuć dojmujące doznanie zmarnowanego czasu/życia. 

Jednak wciąż możemy nie zauważyć najważniejszego. Permanentny rozwój (jak mówi o nim Fryderyk Karzełek) jest źródłem zasilającym wszystkie inne obszary. Rozwijając się, poszerzając nasze horyzonty lub ucząc się czegoś nowego potrafimy zaadaptować nową wiedzę w pozostałych obszarach życia. Czasami dokonujemy wręcz bardzo kreatywnych i niespodziewanych powiązań między nimi.

To jak – dziś znowu włączysz jakiś serial lub kolejny raz przeczytasz ulubioną książkę – czy jednak zrobisz coś zupełnie nowego?

Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu – naprawdę?

Na menedżerskich stanowiskach miałem taki zwyczaj, że kiedy ktoś przychodził do mnie z propozycją awansu jakiegoś pracownika zawsze zadawałem mu pytanie „Czy ten awans go nie zabije?”. Było to mocne pytanie, ale chodziło w nim o to, aby wywołało refleksję u przychodzącego z tą propozycją. Dziś, często zastanawiam się co mają w głowie menedżerowie lub różnego rodzaju „mentorzy”, którzy mówią innym „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu”?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - strefa komfortu - sterfa paniki
Image by Pexels from Pixabay

Nadmiar komfortu to twój wróg

Faktycznie stałe przebywanie w strefie komfortu, choć miłe i przyjemne, na dłuższą metę nam nie służy. Przypomina sytuację, w której siadasz w miękkim i miłym w dotyku pluszowym fotelu. Na dodatek z każdą godziną coraz bardziej się w nim zapadasz i rozleniwiasz.

Wyobraź sobie teraz ten stan. Jest ciepło, miękko i miło. Twoje mięśnie rozluźniają się, stres cię opuścił, a ciało błogo i wygodnie spoczywa na super przytulnym materiale. Czy wstaniesz z fotele szybko i energicznie w tym stanie?

Powiem więcej. Czy wstaniesz w ogóle, kiedy już się przyzwyczaiłeś do tej komfortowej pozycji, pozostając w niej od wielu tygodni lub miesięcy. Prawie na pewno nie. Będziesz siedział i przyglądał się jak życie mknie i rozkwita tuż u Twego boku, ale nie będzie ono Twoim udziałem.

Nadmiar stresu i dyskomfortu to też twój wróg

Z wychodzeniem ze strefy komfortu wiąże się niemal zawsze konieczność odczuwania dyskomfortu, różnego rodzaju rozterek, a bywa że także lęków. Jak pisałem w jednym z moich artykułów, tuż za granicą strefy komfortu, czai się na nas „strefa paniki”, o której niewiele osób wspomina.

Z tą „strefą paniki” jest tak, że albo będziesz miał wystarczająco dużo energii i zapału, dzięki którym ją pokonasz, albo to ta strefa pokona Ciebie i potulnie wrócisz do tego co znane. Teraz zastanówmy się, skąd brać energię, zapał i motywację jeśli właśnie musiałeś ich użyć, aby pokonać opór przed czymś nowym w swoim życiu?

Potrzebujesz odrobiny komfortu, aby odpocząć, zregenerować się i naładować życiowe baterie. Tymczasem hasło „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nie zakłada opcji odpoczynku. Zatem z nadwątlonym zasobem energii wchodzisz w kolejną nowość w twoim życiu i mierzysz się z kolejną „strefą paniki”. Być może tą jeszcze pokonasz siłą rozpędu lub dzięki rezerwom energii. Jednak na trzeciej, czwartej czy piątej wreszcie się wywalisz i nie dasz rady.

Czy to oznacza, że byłeś za kiepski? Raczej świadczy o tym, że nie zadbałeś zawczasu o samego siebie i swoją energię. Zrobiłeś tak, bo ktoś Ci wcisnął do głowy konieczność bezustannego rozwoju. Co ciekawe „sprzedawca” hasła „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nawet przez moment nie poczuje się odpowiedzialny za twoją porażkę. W swym samozachwycie uzna, że winny jesteś tylko TY!

Balans i rytm

Rozwiązaniem w tej sytuacji jest dbanie o balans życiowy. Umówmy się jednak, że choć ładnie to brzmi, znacznie trudniej wprowadzić to w życie. Szczególnie jeśli nie zależy ono w 100% tylko od nas samych.

Zamiast „mitycznego balansu życiowego” (work life balance), proponuję skupić się zatem na odpowiednim rytmie życia (work life rhythm). Oznacza on, że po okresie wzmożonego wysiłku, powinien nastąpić czas zluzowania i odpoczynku. To właśnie ten drugi jest doskonałym momentem na rozkoszowanie się strefą komfortu. Ważne jest jednak, aby w pewnym momencie znowu z niej wyjść.

Proponuję zatem zmienić tytułowe hasło tego artykułu na „Nie powinieneś za długo przebywać w swojej strefie komfortu”.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close