Rafał Markiewicz

Blog

Czy jestem odporny psychicznie?

To pytanie, które nurtuje wielu z nas. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy z powodu pandemii jesteś od dłuższego czasu wystawieni na stały podwyższony poziom stresu. Warto być jednak świadomym tego, że zawiera ono duże uproszczenia, które może stać się dla nas pułapką.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność psychiczna - odporny psychicznie
Image by Daniel Reche from Pixabay

Ludzie odporni i nieodporni psychicznie – niebezpieczne uproszczenie

Pamiętam jeden podcast, w którym podano prosty sposób na rozróżnienie osób odpornych psychicznie od tych nieodpornych. Wspomniano w nim, że według badań osoby te zadają sobie zupełnie różne pytania.

Ci nieodporni psychicznie pytają: “Dlaczego to znowu mnie spotkało? Dlaczego znowu podjęłam błędną decyzję? Dlaczego znowu okazałem się idiotą? Dlaczego znowu okazałam się ofiarą?”

Odporni psychicznie stawiają natomiast następujące pytania: “Co mnie ta sytuacja uczy? Gdybym znalazł się znowu w tej samej sytuacji, jak inaczej podjąłbym decyzję? Jak bym mógł zabezpieczyć się przed tym, żeby nie zostać wykorzystanym? Jaką barierę wejścia muszę postawić ludziom, żeby oni mnie nie wykorzystali i żebym mógł zabezpieczyć swoje interesy?”

Prosta instrukcja, łatwy podział i mamy temat pozamiatany. Jesteś lub nie jesteś odporny psychicznie i teraz sobie radź. Jednak takie podejście to błąd.

Prawda jest taka, że każdy z nas jest odporny psychicznie, a różni nas jedynie poziom tej odporności. Przy czym koniecznie należy tu dodać bardzo ważną uwagę. Ten poziom nie jest jakąś stałą zapisaną w naszych genach. Ulega on zmianom i fluktuacjom.

Stan odporności psychicznej

Zamiast o ludziach odpornych psychicznie lub nie, wiolę mówić o ich stanie odporności psychicznej w danym momencie. Zależy on bowiem od wielu czynników. Dodatkowo o czym warto pamiętać nawet herosom odporności psychicznej przytrafiają się gorsze okresy.

Na stan naszej odporności wpływa np. rodzaj problemu z jakim mamy do czynienia. Może być tak, że generalnie jesteśmy bardzo odporni psychicznie, ale jeden szczególny rodzaj problemu działa na nas mocno destrukcyjnie. Przy nim nasza odporność psychiczna leci w dół na łeb na szyję. Kluczem tutaj jest, aby rozpoznać takie sytuacje i być świadomym występujących w nich wyzwalaczy obniżonej odporności.

Naszą odporność psychiczną może też istotnie obniżyć stan dużego przemęczenia, wyczerpania czy choroba. Kiedy organizmowi brakuje energii lub czujemy się rozbici przez chorobę dużo łatwiej ulegamy różnym problemom i trudnościom jakie pojawiają się w tym okresie. Z tego powodu tak istotnym jest, aby dbać o swoją energię życiową i odpowiednią regenerację. Natomiast kiedy dopada nas choroba, odpuścić sobie i nie chojrakować.

Wreszcie należy pamiętać, że każdy problem z jakim się mierzymy pochłania naszą energię. Możemy jej mieć spore zasoby i generalnie świetnie radzić sobie w życiu z wyzwaniami. Jednak kiedy nastąpi moment kumulacji problemów i wyzwań, to możemy dojść do punktu przełomu, w którym nie starczy nam już sił na ogarnięcie wszystkich tematów.

Cztery Poziomy Zaangażowania

Ciekawy sposób podejścia do tej kwestii ma Alan Seale. Stworzył on model Czterech Poziomów Zaangażowania, którego celem jest pomoc w doborze właściwych relacji do wydarzeń i sytuacji, z którymi mamy do czynienia.

Według niego, choć w nasze życie angażujemy się na wiele różnych sposobów, to istnieją cztery podstawowe poziomy opisujące to jak podchodzimy do danej sytuacji, czy wydarzenia. Relację z tym, w co właśnie wchodzimy budujemy na bazie jednego z poniższych poziomów:

Dramat > Sytuacja > Wybór > Możliwości

Dramat – to najpłytszy poziom relacji, za to pełen emocjonalnej reakcji na to co się dzieje. To właśnie w nim pojawia się dramatyczne stwierdzenie „Nie mogę uwierzyć, że mnie to spotkało”. Skoro nie mogę w to uwierzyć, to z założenie nie szukam przyczyny danej sytuacji lub współodpowiedzialności za jej powstanie w sobie. Szukam za to winnych i odpowiedzialnych na zewnątrz: „Czyja to wina? Jak to się stało? Jak on to mógł zrobić? Dlaczego mnie to właśnie spotkało?”

Poziom ten pozwala „spuścić” z siebie trochę pary i nabuzowania. Uwalnia emocje nagromadzone wewnątrz nas. I to są jego jedyne pozytywne aspekty. Jednak jeżeli tylko na tym poziomie się zatrzymujemy, nie uruchamia się w nas refleksja. Niczego się z danych zdarzeń nie uczymy i nie wyciągamy wniosków. Uwięzieni na poziomie Dramatu, jedynie reaktywnie gasimy co chwilę wybuchające w naszym życiu  lub pracy pożary.

Sytuacja – to poziom relacji ze zdarzeniem, w którym wchodzimy w proces analizy i poszukiwania rozwiązań. Pojawiają się pytania typu „Co z tym dalej? Jak to rozwiązać?”, które popychają nas do działania w reakcji na to co się wydarzyło. Często mają one jednak jeszcze drugie dno i ich rozwinięta forma brzmi „Jak temu zaradzić, najszybciej jak to możliwe i tak, aby nikt się nie dowiedział o tym co się stało?”.

To odkrywa ciemną stronę tego poziomu relacji. Naszym celem jest jedynie „załatwić sprawę” lub skutecznie „zamieść ją pod dywan”. Kiedy temat wraca do „normalności” i mamy nad nim kontrolę, uznajmy, że już jest dobrze i go kończymy. Podobnie jak w Dramacie nie wyciągając żadnych wniosków.

Wybór – to pierwszy poziom świadomej relacji ze zdarzeniem. Nie działamy tylko reaktywnie, aby szybko załatwić temat i o nim zapomnieć. Termin Wybór odnosi się do pytania o to jaką rolę chcemy odegrać w tym zdarzeniu. Jaką postawę wobec niego przyjąć. Jedynie na nie zareagujemy (zgasimy ten problem), czy też nad nim zapanujemy. Może też w tym zdarzeniu staniemy się przewodnikiem dla innych.

Nie będziemy go zamiatać pod dywan. Co więcej możemy wręcz wyciągniemy na światło dzienne. Po to, aby powiedzieć innym, że tą konkretną sytuację rozwiązaliśmy. Jeżeli jednak nie podejdziemy bardziej globalnie do jej przyczyny, to takie sytuacje będą cyklicznie powracać.

Możliwości – na tym poziomie podstawowe pytanie brzmi „Co się chce wydarzyć?”. Pozwala ono dotrzeć do sedna zdarzenia. Wymaga od nas zaufania w to, że sytuacja zdarzyła się z jakiegoś powodu. Powodu, którego być może w danym momencie jeszcze do końca nie rozumiemy.

Relacja przez pryzmat Możliwości pozwala szerzej spojrzeć na Wybór jakiego możemy w stosunku do zdarzenia dokonać. Nadaje sens naszemu działaniu, jak i samem zdarzeniu, które zaistniało w naszym życiu. Przestajemy do niego podchodzić, tylko jako do utrudnienia. Co więcej dostrzegamy, że być może stanowi ono dźwignię do naszego rozwoju lub zmian w naszym otoczeniu.

Proponuję, abyś w przyszłości zamiast oceniać czy jesteś odporny psychicznie czy nie, zaczął po prostu świadomie podchodzić do każdego ze zdarzeń z jakim masz do czynienia.

Uczucia, a cele i ważne wartości

Jak to jest, że jedni z nas ciągle i skutecznie prą do przodu, a innym to zupełnie nie wychodzi. Gdzie leży przyczyna tego, że ciągle „nie możesz” wykrzesać z siebie wysiłku, aby w zamian coś osiągnąć. Czemu, choć wiesz, że dane jedzenie lub zachowanie jest niezdrowe nie rezygnujesz z nich. Czemu choć jesteś kreatywny i masz ciekawe marzenia, nie realizujesz ich?

Przyczyna nie leży w jakimś wyrafinowanym genie, turbo doładowującym wspomagaczu lub tajemnej technice planowania dnia…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - uczucia - cele - wartości
Image by 99mimimi from Pixabay

Tak sobie marzę, żeby mieć fajne życie/pracę

Alternatywą dla powyższego zadania jest „Chciałbym/chciałabym mieć fajne życie”. Sęk w tym, że od samych marzeń lub chcenia jeszcze nic nigdy się nie zmieniło. Efekt wymaga bowiem wcześniejszego działania.

W dzisiejszych czasach jesteśmy uczeni, aby skupiać się na sobie. Zachęca się nas do tego, abyśmy nauczyli się odkrywać swoje uczucia i potrzeby, a następnie działali zgodnie z nimi. Generalnie to świetne rozwiązanie i bardzo dobra rada. Szczególnie w czasach, w których wszystko mknie do przodu w szaleńczym tempie i zasypuje nas cała masa informacji, reklam i propozycji. Nietrudno w tym całym chaosie zapomnieć o sobie samym.

Jednak jak we wszystkich aspektach życia, koncentrowanie się tylko i wyłącznie na tej radzie lub bezrefleksyjne wcielanie jej w życie, może nam przynieść więcej szkody niż pożytku. No bo jak się już skupisz na tych swoich uczuciach to możesz poczuć się zmęczony (dziś prawie wszyscy są), rozleniwiony, sfrustrowany lub przybity swoją sytuacją w życiu. Oczywiście, możesz też pójść w totalnie pozytywnym kierunku i poczuć się zakochany, zadowolony, szczęśliwy, wolny, niezależny, zbuntowany i co tam sobie jeszcze wyczujesz.

Pytanie jednak, co samo odkrycie tych uczuć Ci da?

Jeżeli jesteś zirytowany, to jeszcze bardziej możesz się zirytować faktem swojej irytacji. Jeżeli poczujesz się zagubiony w życiu, to świadomość zagubienia może pogłębić Twoje zagubienie. Odkrycie w sobie dużego ładunku stresu, może nam sporo tego stresu dołożyć. Zaś poczucie szczęścia może super podkręcić Twoją szczęśliwość itd.

Wewnętrzny konflikt

Powyżej wspominana rada mówi o uczuciach i potrzebach, ale milczy na temat Twoich celów w życiu lub ważnych wartości. Tymczasem często są one ze sobą w wewnętrzny konflikcie.

Weźmy pod uwagę sytuację kiedy idziesz po ulicy i mijasz cukiernię, z której unosi się cudowny zapach wypieków i słodkości. Jeżeli skupisz się na swoim uczuciu – potrzebie zjedzenia czegoś słodkiego, szybko jej ulegniesz. Co więcej, możesz jej ulegać przy każdej kolejnej cukierni.

Załóżmy, że masz w planach popołudniowy bieg po okolicy, ale zaraz po wejściu do domu na pierwszym planie widzisz wygodną kanapę. Jeżeli skupisz się na swoim uczuciu – potrzebie zalegnięcia na niej, z biegu będą nici. Co więcej, potrzebie opadnięcia na kanapę możesz ulegać, każdego dnia, szczególnie wtedy kiedy pomyślisz o popołudniowym bieganiu.

Takie są efekty skupiania się na odczuciach. Jeżeli jednak masz w życiu ważne cele lub wartości mogą one wprowadzić korektę w Twoim zachowaniu i uchronić cię od zgubnego ulegania pokusom. To jest właśnie klucz skuteczności wielu osób.

Mają ochotę na pyszne ciacho w cukierni, ale pamiętają, że ważnym celem w ich życiu jest szczupła sylwetka i zdrowe odżywianie. Dzięki temu przemykając obok pysznych wypieków i słodkości są w stanie powiedzieć sobie „Nie dziś”.

Tak samo zrobią kiedy stoją przed wyborem wygodna kanapa, czy buty do biegania. Skoro chcą mieć dobrą kondycje i fajne ciało, spojrzą na kanapę i pomyślą „to później – jak wrócę”.

Cele i ważne wartości

Świadomość swoich celów w życiu i ważnych dla nas wartości jest przejem świadomego życia. Takiego, które nie polega na tym, że jak wyjdzie tak będzie. Takiego, w którym nie czekamy tylko na to co przyniesie nam los.

Jako świadome życie postrzegam takie życie, na który mam wpływ. Takie, które kształtuję w miarę moich możliwości pod to do czego chcę dojść lub co jest dla mnie ważne. To właśnie dlatego od tych kwestii, często zaczynam pracę z moimi klientami. Szczególnie tymi, którzy przychodzą do mnie z tematem, że czują się nie tak jakby chcieli. Nie bierzemy się wtedy za bary z ich uczuciem, ale celem który chcą osiągnąć.

Metoda pracy poprzez cele i ważne wartości jest bardzo efektywna. Sam zresztą jestem tego najlepszym dowodem. Kilka lat temu ustaliłem, że ważne dla mnie jest, aby na starość być jak najdłużej sprawnym człowiekiem.

To cel odległy w czasie, ale na tyle dla mnie istotny, że pomógł mi wprowadzić wiele zmian w obecnym życiu. Schudłem 10 kg i od wielu lat utrzymuję szczupłą sylwetkę. Regularnie ćwiczę i bez względu na pogodę staram się każdego dnia robić 10 tys. kroków. Uprawiam jogę i od podstawówki nie mogłem zrobić tak głębokiego skłonu w przód jak robię dzisiaj (wiele starszych osób ma problem z wiązaniem swoich butów). Moja kuchnia i sposób odżywiania przeszły totalną rewolucję.

Czuję się z tą sytuacją bardzo szczęśliwy, bo mam poczucie kontroli i sprawczości w swoim życiu. Sprawczość zaś u każdego z nas podnosi poczucie własnej wartości.     

Skomplikowane czy złożone – z jakim wyzwaniem masz do czynienia?

Te na pozór zbliżone do siebie terminy, są kluczowe do doboru odpowiedniej drogi radzenia sobie z rzeczywistością w jakiej przyszło nam działać. Drogi te mają zdecydowanie odmienny przebieg i założenia. Co ważne, dobór niewłaściwej może wręcz storpedować nasze działania.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - skomplikowane - złożone - wyzwanie - projekt
Image by Pete Linforth from Pixabay

Skomplikowane

Kiedy mamy do czynienia ze skomplikowaną sytuacją oznacza to, że składa się ona z wielu raczej stałych elementów, które są ze sobą powiązane wzajemnymi relacjami. Przy czym na początku drogi mogą nam się wydawać totalny bałaganem. Przykładem takiej sytuacji może być konieczność przeanalizowania przyczyny wypadku lotniczego po roztrzaskaniu się samolotu. Objęcie zarządzania działem w nowej firmie, w sytuacji gdy w tym dziale nic nie działa i panuje totalny chaos. Jak również zadanie wdrożenia centralnej bazy danych w organizacji, która posiada wiele lokalnych baz wykonanych w różnych technologiach, które dysponują wzajemnie nie do końca spójnymi danymi.

Jeżeli dysponujemy odpowiednią wiedzą, doświadczeniem i cierpliwością z czasem uda nam się zidentyfikować wszystkie elementy składowe danej układanki oraz ich wzajemne powiązania. Teraz wystarczy opracować odpowiedni sekwencyjny plan działania i skoncentrować się na rozwiązaniach.

Przy tego typu sytuacjach bardzo cenne są doświadczenie, wiedza, logika i umiejętność planowania pracy. Przydatna będzie też determinacja i skupienie się na celu i pośrednich rezultatach w drodze do niego. Często od lidera takiej inicjatywy oczekuje się, że dysponuje on dogłębną wiedzą o całym przedsięwzięciu i zna odpowiedzi na większość pytań. Ma opracowany harmonogram poszczególnych działań i koncentruje się na jego dotrzymaniu.

Złożone

Działanie w sytuacjach złożonych ma zupełnie odmienny przebieg od powyżej opisanego. Co więcej, wyżej opisane podejście zupełnie się nie sprawdzi w tym przypadku. Przyczyna leży w charakterystyce tego co złożone. Polega ona na tym, że wiele elementów składowych sytuacji jest ruchomych. Mogą one zmieniać się nieustanne, ewoluować i przybierać nowe formy. Zmiany te zachodzą dynamicznie i niejednokrotnie dzieją się jednocześnie.

Próba opracowania sekwencyjnego planu działań, jak również jakiegoś ścisłego harmonogramu spełznie na niczym. Nawet kiedy przy przyjęciu pewnych uproszczonych założeń i ogromie pracy je stworzymy. To w momencie ich ogłaszania, może się okazać, że są one już nieaktualne. Sama sytuacja uległa bowiem istotnym zmianom i przemodelowaniu. Często w tym momencie pojawia się pokusa rozpoczęcia prac nad planem i harmonogramem od nowa. Będzie to jednak bezproduktywne zapętlenie pracy, z powodu którego możemy nigdy nie przejść od fazy planowania do realizacji.

W tego typu przypadkach dotychczasowa wiedza i doświadczenie tracą na znaczeniu. Otoczenie, w którym działamy jest często niestabilne i mało przewidywalne. Wzorce działania są nieliniowe, a dodatkowo sekwencje przyczynowo-skutkowe są nieoczywiste. Zamiast koncentrować się na planie działania, należy się skupić na kolejnym kroku do wykonania. Po jego realizacji właściwym jest zatrzymanie się, określenie obecnej sytuacji i zaobserwowanie nowych wzorców, które zaistniały. Dopiero wtedy należy określić kolejny krok i go zrealizować. Czynność tę należy powtarzać nieustannie. W tym przypadku zamiast liniowego działania mam działanie kołowe, sprowadzające się do wykonywania małych cykli, które przypominają „sprinty” w metodologii agille.

Od liderów w tego typu sytuacjach oczekuje się przede wszystkim dobrego odnajdywania w sytuacjach niewiedzy. Lider nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania, ponieważ żyje w rzeczywistości ciągłego odkrywania. Powinien on za to „wyczuwać” sytuację w projekcie czy wyzwaniu. Umieć odczytywać różne sygnały. Akceptować okoliczności eksperymentu, które dopuszczają wejście w niewłaściwe ścieżki i wycofanie się z nich jako coś naturalnego, a nie przejaw błędu w zarządzaniu. Ważne jest też, aby posiadał on umiejętność podtrzymywania zaangażowania zespołu, szczególnie w tego typu sytuacjach. Spotkałem się z określenie, że lider w sytuacjach złożonych powinien nieustannie „tańczyć” równocześnie z szerszym kontekstem i ze szczegółami, oraz z tym co pomiędzy.

Powyższe opisy mogą sugerować, że odnoszą się jedynie do sytuacji biznesowych. Należy jednak pamiętać, że w obszarze prywatnym również pełnimy rolę lidera we własnym życiu.


Eksperyment:

Wyobraź sobie średniej wielkości salę do której wchodzi 11 osób. Stają one zupełnie przypadkowo w różnych jej miejscach. Następnie każda z osób ma sobie wybrać dwie dowolne osoby, względem których będzie się tak ustawiała, aby utrzymywać od nich równy dystans. Nikt nie wie, kto kogo wybrał i nie można się porozumiewać.

Zostałeś liderem tego projektu i masz za zadanie teraz odpowiednio poustawiać te osoby, aby zostały zachowane powyżej opisane reguły. Tobie też nie wolno rozmawiać z uczestnikami tego zadania.

Podejście w nurcie skomplikowanej sytuacji:

Opracowujesz strategię rozpoznania relacji. Przygotowujesz specjalne arkusze do mapowania zależności i sekwencyjność ich analizy. Np. prosisz jedną osobę o zmianę pozycji i wręczasz jej małą chorągiewkę. Następnie po jej przemieszczeniu prosisz osoby, których pozycja zależy od niej, aby teraz one wykonały swoje ruchy pozwalające im utrzymać odpowiedni dystans od dwóch wybranych osób. Identyfikujesz te osoby, je również oznaczasz chorągiewkami. Na podstawie odległości od tej poprzedniej osoby typujesz, kto potencjalnie może być tą drugą osobą, względem której te ostatnio przemieszone utrzymują dystans. Teraz prosisz, aby kolejne osoby zależne od jednej z ostatni przemieszczających się osób zmienił swoje pozycje. Czynności te powtarzasz, aż wszyscy będą już oznaczeni chorągiewkami.

Powinieneś mieć już bardzo mglistą mapę relacji, bo przecież przemieszczenie każdej osoby, zaburza jednocześnie już wcześniej zdiagnozowane zależności w przestrzeni. W przypadku osób, co do których nie jesteś pewien ponownie prosisz o zmianę pozycji i obserwujesz, kto następny w konsekwencji poprzedniego ruchu zmieni teraz swoje pozycje.

Kiedy masz to wszystko rozpisane powinieneś teraz przygotować wzór mapy nowego i zarazem prawidłowego rozmieszczenia osób. Kiedy ją przygotujesz, a następnie rozmieścisz ludzi powinieneś poprosić, tych u których zasada równego odstępu o dwóch wybranych osób nie jest zachowana o zgłoszenie tego faktu. Następnie spróbować na podstawie tej informacji nanieść korektę na mapie i znowu zbadać, kto nie jest we właściwym ustawieniu, aż już nie będzie takich osób.

Nie wiem ile czasu by Ci to zajęło. Biorąc pod uwagę liczbę uczestników i relacji między nimi szansa na pomyłki jest przeogromna i korekty mogłyby wymagać sporo czasu. Czy zdążyłbyś w ciągu jednego dnia, a może byś potrzebował dwóch – nie wiem. Z pewnością po tym zadaniu byłbyś również psychicznie wykończony.

Podejście w nurcie złożonej sytuacji:

Prosisz, aby wszyscy zaczęli się pomału przemieszczać, tak aby ustawić się właściwie z przyjętymi założeniami. Uczulasz, że być może proces dojścia do finalnej sytuacji zajmie chwilę i trzeba będzie wiele razy zmieniać już wybraną pozycję, ale to jest naturalny proces.

Od teraz Twoja rola sprowadza się bardziej do nieprzeszkadzania uczestnikom zadania. Możesz ich motywować komentarzami typ „to początek, teraz wszyscy wchodzimy w ruch pozycjonowania, bądźcie spokojni i cierpliwi”, „zauważyłem, że część osób już od dłuższej chwili jest w tej samej pozycji – super struktura zaczyna nam się stabilizować”, „cześć osób wciąż się jeszcze przemieszcza i to jest ok.” itd.

Sądzę, że po jakiś 15, 30 minutach, a maksymalnie godzinie, grupa znajdzie się we właściwym ustawieniu.

Prze_myślnik #52 – nie ograniczaj

To wbrew pozorom trudny cytat. Brzmi on obiecująco, ale zawiera wiele pułapek. Mimo to wart jest uwagi i mądrego wdrożenia w życie. Uczy nas, aby stale słuchać i obserwować to co się dzieje wokół nas oraz by być gotowym na dokonywanie elastycznych zmian w naszych planach. Jest także doskonałą odpowiedzią na dzisiejszy dynamiczny, zmienny i nieprzewidywalny świat.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - nie ograniczaj

Pułapka 1 – nie mówi życiu jakie musi być…

Dla wielu oznacza to porzuć plany, nie miej celu, daj się życiu nieść. Jest to doskonałą wymówką do tego, aby odrzucić odpowiedzialność za własne życie i przerzucić ją na los, świat, rząd i co tam sobie wymyślimy. Problem w tym, że żaden ze wskazanych adresatów nie weźmie tego brzemienia na swoje barki.

W efekcie my wierzymy, że coś lub ktoś odpowiada za nasze życie i ma na nas plan. Podczas gdy tak naprawdę, nasze życie w tej sytuacji przypomina chorągiewkę łopocząca na rozkapryszonym wietrze. Raz w tą, raz w tamtą stronę.

Sens tego fragmentu mówi jedynie o tym, aby nie fiksować się za bardzo na sztywnym planie realizowanym bez względu na wszystko krok po kroku. Stąd zwrot „jaki musi być”. Jest to zachęta, do tego aby nie doprowadzić do sytuacji, w której jeżeli rzeczywistość jest inna niż nasz plan, to tym gorzej dla rzeczywistości. Wtedy próbujemy chwycić ją za bary i za wszelką cenę nagiąć do tego co sobie wymyśliliśmy.

Pułapka 2 – życie cię poprowadzi

To kolejna nadinterpretacja. Życie jedynie otwiera drzwi możliwości.

Problem w tym, że może otworzyć ich zbyt wiele i zupełnie nie będziesz wiedział, które z nich wybrać. Wtedy dosięgnie Cię dylemat z Alicji w krainie czarów:

„Czy możesz powiedzieć mi, którą drogą mam iść?” – zapytała Alicja.
„To zależy, dokąd chcesz dojść” – odpowiedział Kot.
„Nie wiem.”
„W takim razie nie ma znaczenia, którą drogę wybierzesz„.

Stąd tak ważne, aby zamiast na sztywnym planie działania koncentrować się na kierunku, w którym chcemy podążać. Dziś żyjemy w świecie tak licznych możliwości, że częściej musimy im mówić „nie” niż „tak”.

Pułapka 3 – za drzwiami będzie prosta i łatwa droga

Pierwszym wyzwaniem jest to, że często mamy wizję jak będą wyglądać te drzwi. Tymczasem, będą to drzwi „o których nie wiedziałeś, że istnieją”. Nie muszą zatem wyglądać jak wszystkie inne. Często na pierwszy rzut oka mogą Ci się wydać przeszkodą, a nie drzwiami.

Drugim wyzwaniem jest potencjalna szansa, że kiedy otworzysz te drzwi, to zobaczysz za nimi coś zupełnie innego niż się spodziewałeś. Nie będzie tam ładnego i wygodnego korytarza lub drogi, ale trudna do pokonania przestrzeń. Jednak może, ona taka właśnie jest, abyś skorzystał z jakiegoś niekonwencjonalnego sposobu.

W obu tych przypadkach przyda Ci się zaufanie do samego siebie i wiara w swoje możliwości.

6 kawałków szczęścia – czy dbasz o nie odpowiednio?

Praktycznie każdy z nas chce mieć szczęśliwe życie i szuka drogi do tego, aby je takim uczynić. Jedna z koncepcji autorstwa Fryderyka Karzełka zwana „Heksagonem szczęścia” mówi, że wystarczy się zatroszczyć o 6 obszarów w swoim życiu, aby takim się stało. Jest jednak jeden obszar szczególny, bez którego cała reszta nie zadziała.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - heksagon szczęścia - szczęście
Heksagon szczęścia

Przepisy na szczęście i ogarnięcie życia

Przepisów na to jak zorganizować sobie życie i jak się odpowiednio nim zająć jest wiele. Np. Ewa Foley propaguje następującą koncepcję: „Człowiek jest jak dom o czterech pokojach – jest pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha. Mądry człowiek codziennie odwiedza każdy pokój, a przynajmniej każdy przewietrza.” Ja natomiast, aby zorientować się w sytuacji życiowej moich klientów korzystam z „koła życia”, które składa się z 8 elementów: rodzina, przyjaciele, zdrowie, pieniądze, rozwój osobisty, rekreacja, miłość i kariera.

Czy koncepcja „Heksagonu szczęścia” jest na tle innych jakaś szczególna? W mojej ocenie nie. Powiem więcej, gdyby nie koncepcja szczególnej istotności jednego z jej elementów byłaby ona bardzo przeciętna.

Element mocy w „Heksagonie szczęścia”

W naszym życiu obszary wchodzące w skład „Heksagonu szczęścia” często się przeplatają i wpływają na siebie nawzajem. Mimo to, często z każdego z nich nie jesteśmy zadowoleni tak samo.

Możemy np. wykonywać pracę, której wprost nie cierpimy. Jednak dzięki niej osiągamy wysokie dochody, które pozwalają nam zadbać o nasze zdrowie oraz posiadać hobby, które wymaga sporych nakładów finansowych. Mimo wszystko sam fakt, że obszar pracy nie odpowiada naszym potrzebom wpływa już istotnie na nasze poczucie szczęścia. Można by zaryzykować twierdzenie, że „zatruwa” cały nasz heksagon. Ta zasada dotyczy każdego z wymienionych w heksagonie obszarów.

Jak jednak oceniać tę satysfakcję z poszczególnych obszarów? Jaki klucz przyjąć do tej oceny? Odpowiedzią może być fakt, że niemal każdy obszar odpowiada jakiejś naszej potrzebie:

  1. Praca – chcę się czuć potrzebny/użyteczny
  2. Finanse – zaspokajają potrzebę bezpieczeństwa lub wolności
  3. Zdrowie – chcę być pełen energii i nie odczuwać bólu
  4. Relacje – zapewniają realizację potrzeby miłości (chcę być kochany, chcę kochać)
  5. Czas dla siebie – pozwala czerpać radość z życia
  6. Rozwój -…?!

Z „rozwojem” mamy problem, bo nie odpowiada on na jakąś bardzo konkretną potrzebę. Ciężko też jest przyłożyć do niego jakąś miarę. Nasze mózgi są zaprogramowane na efektywną pracę i tam gdzie mogą korzystają z uproszczeń i skrótów myślowych. Wszystko po to, by oszczędzić cenną energię. Skoro nie rozumieją tego obszaru lubią go pomijać. Po prostu wylatuje on z listy naszych zainteresowań.

Jest to tym łatwiejsze, że braku rozwoju nie odczuwamy ani intensywnie, ani natychmiast. Kiedy tracimy pracę, wiemy o tym od razu. Kiedy nie mamy pieniędzy szybko uświadomimy sobie ten bolesny fakt chcąc zapłacić rachunki. Deficyt w zakresie zdrowia objawi się w naszej kondycji lub zamanifestuje bólem. Braki w relacjach udaje się czasami przykryć kompulsywną zabawą lub pracoholizmem. Jest to jednak skuteczne do pierwszych świąt lub urlopu, kiedy nagle zauważamy wokół siebie pustkę.  Brak czasu dla siebie da nam w kość przemęczeniem, obniżeniem nastroju, poczuciem przytłoczenia lub przepracowania.

Kiedy brakuje rozwoju nie czujemy tego od razu, a czasami i bardzo długo. Dostrzegamy go dopiero kiedy spotkamy kogoś po latach i nagle zauważamy jak on się bardzo zmienił/rozwinął w porównaniu z nami. Czasami też po miesiącach lub latach nagle dociera do nas fakt, że zasiedzieliśmy się w jakimś obszarze naszego życia i zaczynamy dostrzegać oplatające go pajęczyny i osiadły na nim kurz. W obu sytuacjach możemy odczuć dojmujące doznanie zmarnowanego czasu/życia. 

Jednak wciąż możemy nie zauważyć najważniejszego. Permanentny rozwój (jak mówi o nim Fryderyk Karzełek) jest źródłem zasilającym wszystkie inne obszary. Rozwijając się, poszerzając nasze horyzonty lub ucząc się czegoś nowego potrafimy zaadaptować nową wiedzę w pozostałych obszarach życia. Czasami dokonujemy wręcz bardzo kreatywnych i niespodziewanych powiązań między nimi.

To jak – dziś znowu włączysz jakiś serial lub kolejny raz przeczytasz ulubioną książkę – czy jednak zrobisz coś zupełnie nowego?

Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu – naprawdę?

Na menedżerskich stanowiskach miałem taki zwyczaj, że kiedy ktoś przychodził do mnie z propozycją awansu jakiegoś pracownika zawsze zadawałem mu pytanie „Czy ten awans go nie zabije?”. Było to mocne pytanie, ale chodziło w nim o to, aby wywołało refleksję u przychodzącego z tą propozycją. Dziś, często zastanawiam się co mają w głowie menedżerowie lub różnego rodzaju „mentorzy”, którzy mówią innym „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu”?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - strefa komfortu - sterfa paniki
Image by Pexels from Pixabay

Nadmiar komfortu to twój wróg

Faktycznie stałe przebywanie w strefie komfortu, choć miłe i przyjemne, na dłuższą metę nam nie służy. Przypomina sytuację, w której siadasz w miękkim i miłym w dotyku pluszowym fotelu. Na dodatek z każdą godziną coraz bardziej się w nim zapadasz i rozleniwiasz.

Wyobraź sobie teraz ten stan. Jest ciepło, miękko i miło. Twoje mięśnie rozluźniają się, stres cię opuścił, a ciało błogo i wygodnie spoczywa na super przytulnym materiale. Czy wstaniesz z fotele szybko i energicznie w tym stanie?

Powiem więcej. Czy wstaniesz w ogóle, kiedy już się przyzwyczaiłeś do tej komfortowej pozycji, pozostając w niej od wielu tygodni lub miesięcy. Prawie na pewno nie. Będziesz siedział i przyglądał się jak życie mknie i rozkwita tuż u Twego boku, ale nie będzie ono Twoim udziałem.

Nadmiar stresu i dyskomfortu to też twój wróg

Z wychodzeniem ze strefy komfortu wiąże się niemal zawsze konieczność odczuwania dyskomfortu, różnego rodzaju rozterek, a bywa że także lęków. Jak pisałem w jednym z moich artykułów, tuż za granicą strefy komfortu, czai się na nas „strefa paniki”, o której niewiele osób wspomina.

Z tą „strefą paniki” jest tak, że albo będziesz miał wystarczająco dużo energii i zapału, dzięki którym ją pokonasz, albo to ta strefa pokona Ciebie i potulnie wrócisz do tego co znane. Teraz zastanówmy się, skąd brać energię, zapał i motywację jeśli właśnie musiałeś ich użyć, aby pokonać opór przed czymś nowym w swoim życiu?

Potrzebujesz odrobiny komfortu, aby odpocząć, zregenerować się i naładować życiowe baterie. Tymczasem hasło „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nie zakłada opcji odpoczynku. Zatem z nadwątlonym zasobem energii wchodzisz w kolejną nowość w twoim życiu i mierzysz się z kolejną „strefą paniki”. Być może tą jeszcze pokonasz siłą rozpędu lub dzięki rezerwom energii. Jednak na trzeciej, czwartej czy piątej wreszcie się wywalisz i nie dasz rady.

Czy to oznacza, że byłeś za kiepski? Raczej świadczy o tym, że nie zadbałeś zawczasu o samego siebie i swoją energię. Zrobiłeś tak, bo ktoś Ci wcisnął do głowy konieczność bezustannego rozwoju. Co ciekawe „sprzedawca” hasła „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nawet przez moment nie poczuje się odpowiedzialny za twoją porażkę. W swym samozachwycie uzna, że winny jesteś tylko TY!

Balans i rytm

Rozwiązaniem w tej sytuacji jest dbanie o balans życiowy. Umówmy się jednak, że choć ładnie to brzmi, znacznie trudniej wprowadzić to w życie. Szczególnie jeśli nie zależy ono w 100% tylko od nas samych.

Zamiast „mitycznego balansu życiowego” (work life balance), proponuję skupić się zatem na odpowiednim rytmie życia (work life rhythm). Oznacza on, że po okresie wzmożonego wysiłku, powinien nastąpić czas zluzowania i odpoczynku. To właśnie ten drugi jest doskonałym momentem na rozkoszowanie się strefą komfortu. Ważne jest jednak, aby w pewnym momencie znowu z niej wyjść.

Proponuję zatem zmienić tytułowe hasło tego artykułu na „Nie powinieneś za długo przebywać w swojej strefie komfortu”.

Stara dobra rada – może już nie być dobra w dzisiejszych czasach

Jedną z zasad świata VUCA [volatility (zmienność), uncertainty (niepewność), complexity (złożoność), ambiguity (niejednoznaczność)], w którym dziś żyjemy jest to, że obowiązujące dotychczas reguły często tracą na aktualności. Podobnie zresztą jak rady. Co więcej, niektóre stare rady mogą stać się stoperem naszych działań obecnie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - działanie - zasady - reguły
Image by Rolf van de Wal from Pixabay

Ruszaj do przodu z Rooseveltem – a może bez niego?

Pewnie wielu z Was zetknęło się ze znanym cytatem byłego Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Theodore Roosevelta, który ma kilka wersji tłumaczenia na nasz rodzimy język. Jedna z nich brzmi:

„Rób co możesz z tym, co masz, tam, gdzie jesteś.”

Zasadniczo cytat logiczny i motywujący do działania. Nawet wtedy, gdy napotkałeś trudności.

Jeżeli jednak spojrzymy na niego przez pryzmat COVID’owej rzeczywistości możemy mieć nie lada problem z odpowiedzią na to gdzie jesteśmy. To efekt niepewności wynikającej z dnia dzisiejszego, podkręcony do maksimum częstymi decyzjami na ostatnią chwilę podejmowanymi przez nasz rząd. Jeżeli jednak spojrzymy na ruch lotniczy i podróże zagraniczne, to obowiązujące tam zasady też zmieniają się jak w kalejdoskopie i naprawdę ciężko coś zaplanować lub przewidzieć.

Kiedy jesteśmy tak zdezorientowani w otaczającym nas świecie, nie potrafimy określić naszego dokładnego miejsca w jego przestrzeni. Pojawia się więc pokusa poczekania chwilę do momentu, aż wszystko się ułoży i ustabilizuje.

Start i od razu stop!

Biorąc pod uwagę powyższe, u wielu z nas pojawia się efekt zamrożenia, który niweczy wszelkie nasz próby działania. Postępując bowiem zgodnie z powyższym cytatem, podnosimy wysoko nasz poziom energii, tylko po to, aby podciąć mu nogi na ostatniej prostej.

Oto jak potencjalnie wygląda taka sekwencja zdarzeń:

  1. Rób co możesz – robimy burzę mózgów, rozważamy wiele wariantów, zaprzęgamy do pracy kreatywność i kończymy z kilkoma pomysłami na działanie – energia rośnie
  2. Z tym co masz – robimy podsumowanie i spisujemy listę potencjalnych narzędzi, szans i zagrożeń oraz możliwości – energia rośnie
  3. Tam, gdzie jesteś – no właśnie, a gdzie? Zaczynamy rozkminiać, próbujemy przewidzieć nieprzewidywalny rozwój sytuacji i nasze położenie na ścieżce zachodzących zmian. Najczęściej nam to nie wychodzi, a nawet jak to zrobimy dopadają nas wątpliwości. Grzęźniemy w tym punkcie lub postanawiamy jeszcze chwilę poczekać – spadek energii

Czyli dochodzimy do klasycznego przypadku, w którym były plany, ale zabrakło działania.

Zmień kolejność i obniż ragę warunku

Cały trick z tym cytatem polega, na takim jego przekształceniu, aby zaczynać od tego co najbardziej niepewne, ale jednocześnie obniżyć znaczenie tej niepewności. Żeby nie zawiesić się na rozważaniu miejsca, w którym jesteśmy!

Zasadniczo całą robotę zrobił za nas Alan Seale, który w swojej książce „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie” zaproponował następujące brzmienie tego przeformułowanego cytatu:

„Zacznij tam, gdzie jesteś, z tym, co masz, zrób to co możesz”

Tutaj sekwencja zdarzeń wygląda następująco:

  1. Zacznij tam, gdzie jesteś – czyli zaakceptuj stan dzisiejszy. Przyjmij tu i teraz jako punkt wyjścia, bez pretensji, żalów i nierealistycznych oczekiwań – wyznaczenie punktu startu
  2. Z tym co masz – podsumuj i spisz listę potencjalnych narzędzi, szans i zagrożeń oraz możliwości – energia rośnie
  3. Zrób to co możesz – użyj całej siły, sprytu i kreatywności aby osiągnąć jak najwięcej w danym działaniu. Bez osądzania siebie, rozpamiętywania jak byś to zrobił kiedyś. Po prostu odpal działanie – energia rośnie

Takie podejście pozwala ruszyć do przodu pomimo trudności z określeniem finalnego efektu. Nastawiamy się tutaj na ruch, zamiast zastygnięcia. Wraz z rozwojem sytuacji, możemy dostosowywać nasze działania i cele.

Jest to chyba najlepsza możliwa odpowiedź w sytuacji, gdy żyjemy w zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie.

Nie zatrzymuj się

Czemu tak myślę? Bo Ci, którzy wraz z nastaniem pandemii postanowili poczekać, aż się wszystko ułoży i uporządkuje – czekają do dziś. Miesiące barku aktywności, zalegania przed telewizorem dają dziś o sobie znać. Ciężko im ruszyć do przodu, czy przejść do jakiegokolwiek działania. Ich sytuacja przypomina skład pociągu ruszający po zatrzymaniu na stacji. Trzeba użyć ogromnej siły i masy energii, żeby w ogóle ruszyć z miejsca.

Ci, którzy pandemię wykorzystali do odbicia w innym kierunku. Do uruchomienia wcześniej odkładanych aktywności lub odłożonej w czasie edukacji są cały czas w aktywnym działaniu. Nie powiem, że zawsze mkną jak pendolino, ale są co najmniej dobrze rozpędzonym składem podmiejskim.

6 generatorów naszego stresu

W obecnych czasach nierzadko jesteśmy zestresowani i poddenerwowani, choć nie do końca wiemy dlaczego. Trafiamy na sprawy lub sytuacje, które wywołują w nas uczucie lęku, wzburzenia lub wrażenie, że nie jesteśmy w stanie sobie z nimi poradzić. Co ciekawe, kiedy patrzymy na nie z perspektywy czasu, nie wyglądają one już tak strasznie jak je początkowo ocenialiśmy. O co więc chodzi i czemu tak się dzieje?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stres - problem
Photo by Yuan Thirdy on Unsplash

Mózg ssaczy daje nam popalić

Nasz mózg, nie jest „mechanizmem” jednorodnym i można by powiedzieć, że zasadniczo składa się z trzech niezależnych mózgów. Stąd mowa o trójpodziale mózgu, na który składają się:

Mózg gadzi – najstarsza ewolucyjnie część naszego mózgu, która odpowiada za podstawowe funkcje życiowe. Reguluje oddech i tempo pracy serca. Odpowiada też za funkcje, które pozwalają nam przeżyć. Takie jak jedzenie, ucieczka, pragnienie i seks. Kontroluje także nasze odruchowe reakcje w sytuacji zagrożenia życia lub niebezpieczeństwa.

Mózg ssaczy – ta część naszego mózgu odpowiada za emocje oraz za dążenie do poczucia przyjemności, a także do zaspokojenia naszych potrzeb. Kontroluje naszą orientację przestrzenną i pamięć długotrwałą. W skład tej części mózgi wchodzi m. in. ciało migdałowate. Weryfikuje ono docierające do mózgu sygnały i uruchamia cały szereg procesów mających na celu ochronę organizmu. Czuje się komfortowo z tym co znane i bezpieczne. W przypadku identyfikacji zagrożenia odcina dopływ tlenu i glukozy do trzeciej części mózgu tzw. kory mózgowej. Tym samym wyłączając nam racjonalne myślenie.

Kora mózgowa zwana jest także „korą nową”, bo to ewolucyjnie najmłodsza część naszego mózgu. Odpowiada za rozumowanie, planowanie i wszelkie czynności związane z myśleniem. To ona przyczynia się do tego, że odczuwamy akceptacje oraz budujemy i utrzymujemy relacje społeczne.

Problem jaki mamy z tymi trzema mózgami polega na tym, że nie działają one z jednakową szybkością.  Czym ewolucyjnie młodszy mózg i zajmujący się bardziej skomplikowanymi aspektami naszej egzystencji tym więcej czasu potrzeba dla jego aktywacji.

Tutaj dochodzimy do sedna problemu. Mózg ssaczy działa szybciej niż kora nowa. Jeżeli zinterpretuje jakąś sytuację jako zagrożenie odcina nam tę część mózgu, która odpowiada za racjonalne myślenie. Gdybyśmy mogli jej użyć, sporo takich sytuacji byśmy zracjonalizowali i podeszli do nich spokojniej. Tymczasem działamy w nich na emocjach, a nie na logice.

6 obszarów, w który nasz ssaczy mózg dostrzega zagrożenie życia

Przydarzają nam się w życiu sytuacji, które na pozór nie mają nic wspólnego z zagrożeniem życia. Jednak kiedy zaistnieją, odczuwamy niezrozumiały lęk i wzrost emocji. To dzieło naszej ssaczej części mózgu i jej interpretacji tego co zaszło.

Umówmy się, nie jest ona zbyt błyskotliwa i bazuje na doświadczeniach wcześniejszych pokoleń. Zatem nie jest idealnie dopasowana do dzisiejszego świata. Zresztą mózg ssaczy nie ma czasu na głębokie analizy, bo ważniejsza w jego przypadku jest szybkość reakcji.

Jest on szczególnie wyczulony na poniższe obszary:

1. Status – jeżeli, ktoś mówi o mnie coś, co w mojej interpretacji obniża mój status, to wywołuje u mnie reakcje zagrożenia. Kiedyś, gdy żyliśmy w plemionach, obniżenie statusu oznaczało m.in. mniej jedzenia, co mogło doprowadzić do śmierci = zagrożenie życia.

2. Autonomia – jeżeli, ktoś mi mówi co i jak mam robić, a nie mogę tego robić tak jak uważam to za słuszne, to staję się mniej efektywny (zaradny). Kiedyś mniejsza zaradność np. w czasie polowań oznaczała, że mogę nie zdobyć dość pożywienia = zagrożenie życia.

3. Sprawiedliwość – jeżeli zostałem potraktowany niesprawiedliwie, to za chwilę być może będę niesprawiedliwie dostawał mniej jedzenia = zagrożenie życia.

4. Przynależność – jeżeli, ktoś mówi że nie nadaję się do danej pracy, zespołu lub jestem złym ojcem, matką, mężem, żoną, córką, synem… to dla mojego mózgu ssaka jest to jasny sygnał, że chcą mnie wyrzucić z plemienia. A przecież poza plemieniem będę zagrożony i prawdopodobnie nie przetrwam = zagrożenie życia.

5. Oczekiwania – jeżeli względem kogoś lub czegoś mam określone oczekiwania, a one nie zostają spełnione, to przypomina to sytuację kiedy oczekiwałem jedzenia, a go nie dostałem = zagrożenie życia.

6. Pewność – chcę mieć 100% pewność, że nigdy nic złego mi się w życiu nie wydarzy. Jeżeli tylko ktoś wspomni, że na home office, niektórzy pracownicy powinni być bardziej wydajni, to pewnie jest mowa o mnie i mnie wyrzucą. Jeżeli tylko co np. dwudziesta osoba ciężko przejdzie dane zakażenie, to pewnie będę ja (upss…, już zauważam niepokojące symptomy) = zagrożenie życia.

W przypadku tych sześciu obszarów reagujemy za mocno i zupełnie nieadekwatnie do sytuacji. Często do końca nie wiedząc dlaczego. Wpadamy w rodzaj samonapędzającej się spirali lęku. Czujemy go, ale nie potrafimy znaleźć wyjścia z sytuacji.

Nasza odpowiedzialna za racjonalne myślenie część mózgu została odcięta, zatem nie przychodzi nam do głowy żadne dobre rozwiązanie. Brak pomysłu tylko potwierdza, w jak fatalnej sytuacji jesteśmy. Nasz lęk znowu rośnie, a my szamoczemy się z intelektualnie słabo wydolnym mózgiem Do tego dochodzi napięcie ciała, które jest kolejnym potwierdzeniem jak jest źle…

Czemu to takie groźne? Znajdując się w powyższym stanie tracimy wiarę w siebie i w możliwość rozwiązania sytuacji. Poddajemy się zbyt szybko i uznajemy, że problem nas przerasta. Gdybyśmy jednak trochę zwolnili i odetchnęli obniżając poziom stresu, nasz ssaczy mózg odblokowałby korę nową i całkiem możliwe, że szybko byśmy znaleźli rozwiązanie danej sytuacji.

Już sama świadomość mechanizmu odpalania tego lęku pozwala nam przerwać jego spiralę. Zamiast myśleć „jesteśmy w czarnej d….”, możemy pomyśleć „nasz ssaczy mózg się przestraszył”. Dzięki temu jest szansa, że zaczniemy pracować nad naszym nastawienie do problemu, a nie przytłoczy nas sam problem.

Prze_myślnik #51 – transformująca obecność

Wybrałem cytat Jacka Santorskiego na początek 2021 roku bardzo świadomie. Każdy rok bowiem niesie swój bagaż i swój sens. Ten mijający, postawił wiele pytań granicznych (o to co ważne, o najważniejsze wartości). Pozwolił nam także więcej czasu spędzić z samym sobą  i lepiej samego siebie poznać. Był więc doskonałą bazą do tego, aby odkryć swoje źródło spokoju, spełnienia i dobrej energii.

Świadomie nie piszę tutaj o źródle siły, bo siła na nic się zdała w starciu z wirusem. Tak samo jak coraz mniej znaczy w zderzeniu z dynamicznym i nieprzewidywalnym światem. Dziś zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym na znaczeniu zyskuje „transformująca obecność”.

Jest ona zarówno ważna dla naszych bliskich, jak i współpracowników. Uważam, że doskonałym uzupełnieniem przytoczonego cytatu będzie rozwinięcie terminu „transformująca obecność” dokonane przez Alana Seale w książce „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie”:

„Aby iść naprzód, potrzebujemy liderów, którzy wiedzą, co oznacza być w pełni obecnym, niezależnie od tego, co się dzieje w danym momencie – liderów, którzy potrafią wyczuć i usłyszeć energię danej sytuacji czy okoliczności i odkryć to, co ma się wydarzyć.

Potrzebujemy liderów, którzy czują się komfortowo, nie znając odpowiedzi – a być może nie znając nawet pytań. Potrzebujemy liderów obdarzonych ciekawością i wyobraźnią, którzy gotowi są odkrywać, nie wiedząc, co znajdą, ale ufają, że pojawią się wskazówki do podjęcia kolejnych kroków.

Potrzebujemy liderów, którzy wyczuwając te kolejne kroki nie boją się ich podjąć. Liderów, którzy dobrze czują się we własnej skórze – są zadowoleni z tego, kim są i w pełni wykorzystują swoje talenty, dary i umiejętności.


To przywództwo oparte na otwartych i rozległych światopoglądach; to wiedza o tym, jak poruszać się w nieznanym terytorium; mądrość, która podpowiada, kiedy zrobić krok do przodu, a kiedy się wycofać, kiedy podjąć działanie, a kiedy poczekać i pozwolić, by sprawy ułożyły się same. To jest Transformująca obecność (Transformational Presence).

Transformująca Obecność nie jest modelem ani formułą. To sposób życia, przewodzenia, służenia innym – to podejście, które jest mocnym fundamentem dla świadomego życia i świadomego przywództwa.”
Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - transformująca obecność

Dziś znacznie częściej trzeba mówić światu „nie”, niż „tak” – czy potrafisz?

Nasz współczesny świat pełen niezliczonych opcji i możliwości, komuś z przeszłości mógłby się wydawać rajem. Tak wiele można, tak wiele ograniczeń zniknęło. Cały świat splótł się globalną siecią internetu dając możliwość natychmiastowego kontaktu z prawie każdym zakątkiem świata. Wszystko dzieje się szybciej, sprawniej i na dodatek oferuje wiele wariantów.

Czemu zatem wielu z nas jest zmęczonych tym „współczesnym rajem”? Czemu czujemy się przytłoczeni wielością opcji wyboru? Czemu kupujemy lub godzimy się na więcej niż potrzebujemy? Pytając wprost: Czemu ten „współczesny raj” zmienił się w diabelsko trudny maraton?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - mów częściej "nie" - dzisiejszy świat
Image by Tabeajaichhalt from Pixabay

Stary wzorzec, nowy świat

Klucz do naszego dylematu leży w naszym wychowaniu i przekonaniach. Większość z nas, a już na pewno nasi rodzice, kształtowała się w czasach, kiedy na piedestale stawiano umiejętność korzystania z nadążających się okazji. Kiedy sukces zależał od naszej inwencji i umiejętności wyszukiwania nowych rozwiązań. Kiedy mawiano „szansa nie puka dwa razy” i tłumaczono, aby chwytać wiatr w żagle i gnać do przodu.

Co jednak zrobić, kiedy szansa puka do naszych drzwi co chwila. Kiedy nie zdążyliśmy nawet dobrze usiąść po tym, jak poprzedniej szansie powiedzieliśmy dopiero co „tak”. Jak żyć, kiedy do naszych drzwi ustawia się kolejka szans, a przez okna zaglądają do naszego życia te już rozpoczęte, ale wciąż niedokończone?

Które poświęcić, a może żadne? Może lepiej samemu wskoczyć do chomikowego kołowrotka i zasuwać na pełnej petardzie. Nie bardzo pamiętając po co i dlaczego, ale starając się nie stracić żadnej z możliwości. Taka decyzja to doskonała droga do braku życiowej satysfakcji, poczucia przeciążenia i  prosta ścieżka w ramiona depresji. Powstaje zatem pytanie, czemu tak wielu jej się trzyma.

Dokonują takiego wyboru, bo nauczono ich, aby chwytać się każdej z możliwych szans. Wpojono im, że decyzja na „nie” w tej sytuacji, to życiowy błąd i dowód ich lenistwa. Nie zauważyli, że zmienił się świat i dostępność możliwości, a tym samy stare reguły przestały obowiązywać.

Młodzi widzą to inaczej

Pokolenie współczesnych młodych ludzi, którzy często nie znali niedostatku dóbr i możliwości widzi to zupełnie inaczej. Oni musieli się od zawsze mierzyć z nadmiarem czy to zabawek, ścieżek edukacji czy zainteresowań jakie podsuwał im współczesny świat. My mieliśmy 3 kanały telewizyjne, oni mieli ich ponad 100.

Współczesny świat wymaga od nas umiejętności dokonania wyboru. Selekcji i odwagi do mówienia „nie”. Młodzi już się nauczyli, że zgadzanie się na wszystko i interesowanie wszystkim co możliwe to droga na manowce. Wprawiają dziś w zdumienie doświadczonych pracodawców kiedy rezygnują z dobrze płatnej pracy, jeśli nie daje im ona poczucia satysfakcji.

Nie jest to wyraz ich buntu, zadufania czy bezczelności. To racjonalna decyzja w sytuacji, kiedy wiedzą że zawodowy świat oferuje dziś wiele możliwości i rozwiązań. Nauczyli się też, że współcześnie ich uwaga i czas są na wagę złota. Natomiast wszyscy dookoła chcą ich przekonać, że właśnie temu co oferują powinni je poświecić. Jeśli nie będą umieli stanowczo mówić „nie”, nie wybiorą dla siebie najlepszej z możliwych dróg.

Po rozsądnym „nie” powinno paść zdecydowane „tak”

Świetnie przystosowane do współczesnego świata pokolenie młodych napotyka dziś w życiu jedno istotne wyzwanie. Nauczeni dokonywania wyboru i mówienia „nie”, nie nabyli zbytniej wprawy w wytrwałości i wysiłku dla tego, czemu już powiedzieli „tak”.

Sam niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, kiedy młody człowiek na okresie próbnym lub po zakończonym szkoleniu nagle nie pojawiał się w pracy. Pytany o przyczynę odpowiadał, że nie wiedział, iż to będzie takie trudne lub wymagające. Przy czym dla jasności, nie były to prace wymagające szczególnych umiejętności czy predyspozycji. Nie rezygnował z nich też nikt ze starszego pokolenia. Osoby te wiedziała po prostu, że na początku niemal każdej drogi zawodowej wymagana jest odrobina wysiłku, na zasadzie zwykłej inwestycji, która zwróci się z czasem.

Obojętnie z jakiego pokolenia jesteś powinieneś pamiętać o ważnej zasadzie dzisiejszego świata:

  1. Wybierz i zdecyduje się na to co jest ważne w Twoim życiu.
  2. Odrzucaj wszystko to co tym nie jest lub tego nie wspiera.
  3. Angażuj się i nie bój wkładać wysiłku w to co już wybrałeś.

I pamiętaj o jeszcze jednej regule. Raz na jakiś czas przyjrzyj się swoim wcześniejszym wyborom i sprawdź czy nadal są z Tobą spójne. Czy stanowią nadal Twój rozsądny wybór, czy trzymasz się ich tylko przez zasiedzenie. W tym drugim przypadku, odważnie powiedz im „nie!”

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close