Rafał Markiewicz

Blog

Strategia zawodowa to kręgosłup decyzji – odnajdź się z głową na rynku pracy

Ostatnio dzięki jednemu z moich klientów sporo dowiaduję się o kryptowalutach i zasadach funkcjonowania na tym rynku. Jedną z kardynalnych reguł jest zdefiniowanie swojej strategii działania. Strategii, która nie tylko mówi co kupujemy, ale także określa jasne zasady kiedy coś sprzedajemy lub dokupujemy.  Jak się bowiem okazuje, tutaj najwięcej zarabia się na strachu innych (panicznej wyprzedaży, kiedy cena okresowo spada) lub ich nierozsądnych decyzjach dyktowanych emocjami zamiast logiką. Ku swojemu zaskoczeniu odkryłem, że podobne zasady dotyczą budowania naszej kariery.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - strategia zawodowa
Image by Niek Verlaan from Pixabay

Znaj cel i kierunek – określ strategię

O tworzeniu własnej strategii na rozwój kariery zawodowej mógłbym pewnie się rozpisać na wiele stron. Generalnie jednak powinna ona wypływać z naszych dotychczasowych doświadczeń i aspiracji oraz skupiać się na tym co jest dla nas ważne w karierze zawodowej. Dla jednych będą to zarobki, dla innych realizowanie ważnych dla nich wartości. Jeszcze inne osoby będą koncentrowały się na wyzwaniach i ich pokonywaniu. Znajdą się też Ci, dla których najistotniejsze będzie poczucie bezpieczeństwa i święty spokój.

Strategia powinna też jasno definiować to czego nie chcemy np. pracy na akord, wyścigu szczurów, konieczności pracy w godzinach nadliczbowych lub kultury pracy nie uwzględniającej szacunku dla pracownika.

Super by było, gdyby też zawężała pole działania do określonego zestawu branżę lub funkcji/działów w jakich chcielibyśmy się realizować.

Paniczna wyprzedaż

Mam z nią do czynienia w sytuacji, gdy w naszej pracy nie dzieje się za dobrze. W rezultacie czego jesteśmy na nią lub nasze szefostwo wkurzeni, rozczarowani ich działaniem albo uznajemy, że doszło do jakiejś niesprawiedliwości.

Szczególnie silnie dział na nas poczucie zagrożenia i niepewności. Nasilone do apogeum, kiedy zwolniono któregoś z naszych współpracowników, zlikwidowano jeden z działów lub szefostwo podejmuje niezrozumiałe decyzje. Swoje robią też różne plotki wieszczące rożne niebezpieczeństwa.

W takich sytuacjach pokusę stanowi dla nas możliwość zmiany firmy. Przy czym nie rozważamy do końca, czy oferuje ona to czego poszukujemy. Koncentrujemy się natomiast na ucieczcie z miejsca, w którym czujemy się niepewnie.

Wtedy też łatwo nas skusić różnego rodzaju obietnicami, a my nie dostrzegamy pewnych niedopowiedzeń i niedoprecyzowań. Mamy też tendencje do przesuwania wcześniej określonych granic. Godząc się na to, na co początkowo godzić się nie chcieliśmy.

W pierwszym momencie doznajemy uczucia ulgi i zadowolenia. Jednak po jakimś czasie orientujemy się, że daliśmy ciała i wyprzedaliśmy się za bezcen.

Nie dokupuj, bo błyszczy

Wiele osób ma błędne mniemanie, że wszystkim zależy tylko na awansie i większych pieniądzach. Nie uwzględniają oni faktu, iż niektórym może zależeć na innych aspektach obszaru zawodowego. Popychają nas więc na siłę w górę. Nakłaniają do udziału w ważnych projektach, oczekują że będziemy się angażować we wszystkie nowe inicjatywy i budować strategiczne alianse.

Bywamy zachęcani do ignorowania naszej indywidualności i zaprzeczania samym sobie w imię dobrze widzianej „visibility” (widoczności).

Tymczasem część z nas chce pracować nadal na tym samym poziomie, bo np. daje nam bliskość kontaktu z działaniami operacyjnymi lub klientami. Część nie chce się wspinać za wszelką cenę, bo wie że każdy awans ma swoją cenę i przekroczy on wyznaczoną przez nich granicę odnośnie pracy. Bywają też i tacy, którzy dotarli na szczyt, posmakowali go i stwierdzili, że to nie ich bajka.

Jeżeli nie określiliśmy jasno czego chcemy, a czego nie, możemy w ekscytacji łatwo ulec pokusie takich zawodowych „błyskotek” czy firmowego trendu na widzialność i rozpoznawalność. Działając w ten sposób możemy podeptać naszą indywidualność, która w dłuższej perspektywie okaże się naszym głównym motorem napędowym zgodnej z nami kariery zawodowej.

Mam znajomego, którego bardzo cenię za fachowość w jego obszarze zawodowym. Doceniają go też za nią pracodawcy. Jasno określił on swoją pozycję zawodową na najbliższe lata, którą jest zainteresowany. Za każdym razem, kiedy słyszy od swojej szefowej „gdybyś pokazał co naprawdę potrafisz mógłbyś szybko wejść do zarządu” on zawsze ze spokojem odpowiada „wiem, ale to nie jest to na czym mi zależy”.

Znajomi „doradcy”

Uważaj na doradzających znajomych, bo choć chcą dla Ciebie dobrze i faktycznie w Ciebie wierzą, rzadko wcześniej dopytają Cię o to co jest faktycznie dla Ciebie ważne. Kiedy mówisz, że zastanawiasz się nad jakimś stanowiskiem, oni czują się wręcz zobligowani do udzielenia Ci wsparcia, stąd najczęściej usłyszysz od nich „moim zdaniem spokojnie dasz sobie radę”.

Postaw sobie pytanie, czy gdybyś chciała zainwestować pokaźną dla Ciebie kwotę w jakieś fundusze lub inne narzędzia finansowe, które mogą przynieść zysk, ale są też obarczone ryzykiem straty to opinia znajomego, który się na nich nie zna byłaby dla Ciebie wyznacznikiem działania. A teraz zapytaj ilu Twoich znajomych to fachowcy od kariery zawodowej.

Oczywiście znają Cię oni bardzo dobrze i warto wysłuchać ich wskazówek lub wątpliwości, bo może zwrócą Twoją uwagę na jakiś aspekt który pomijasz. Jednak decyzję musisz podjąć Ty sam. Kiedy chcesz podjąć się jakiejś pracy „bo wszyscy Ci mówią, że dasz radę” – nie rób tego. Zrób to dopiero wtedy, kiedy to Ty podejmiesz świadomie taką decyzję.

Profil „inwestycyjny”

Zgodnie z obecnymi przepisami, kiedy chcesz skorzystać z jakiegoś narzędzia inwestycyjnego, jego właściciel jest zobowiązany do poinformowania Cię o tym, że inwestycja zawsze wiąże się z ryzykiem. Musi też przy pomocy specjalnej ankiety zweryfikować Twój poziom wiedzy o inwestycjach oraz zidentyfikować Twój profil inwestycyjny (poziom skłonności do ryzyka). Dopiero wtedy powinien Ci zaproponować dopasowane do niego produkty.

W przypadku kariery zawodowej nikt nam nie robi takiej ankiety i nie określa naszego profilu. Warto więc poświęcić trochę czasu i zrobić to samemu. Tak, aby potem dobierać odpowiednie dla siebie produkty/oferty pracy.

I jeszcze jedna zasada, taką ankietę należy powtarzać co jakiś czas. Bowiem wraz ze wzrostem naszych doświadczeń nasza skłonność do ryzyka może ulegać zmianie i to co kiedyś było dla nas odpowiednim produktem, dziś już nim nie jest. Podobnie może się zdarzyć z doborem ofert pracy.

Prze_myślnik #55 – zafascynuj się… sobą

Często, kiedy ktoś nas fascynuje wzdychamy z rezygnacją mówiąc „też bym chciał taki być”.  Prawda jednak jest taka, że nie będziemy tacy jak ten ktoś.

Po pierwsze każdy z nas jest unikalnym komponentem cech osobowościowych i doświadczeń. Po drugie, byli byśmy jedynie kopią kogoś, a nie rzeczywistym sobą. Zatem wcześniej, czy później ta cała fasada i tak by się rozsypała.

Jeżeli jednak zmienimy podejście, to możemy w każdym kto nas fascynuje odkryć uśpioną cząstkę naszej osobowości. Tę cząstkę, która zarezonowała z jej odzwierciedleniem w tej drugiej osobie. Teraz pozostaje nam tylko ustalić co nią jest, a następnie zacząć nad nią pracować.

Być może w naszym przypadku zamanifestuje się inaczej. To będzie jednak ok., bo będzie rzeczywiście nasze.

Miłego odkrywania życzę

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zafascynowanie - rozwój

Chcę fajnego związku – czyli czego?

Nie wiem czy to z powodu większej dostępności słońca, czy też poluzowania covidowych obostrzeń. Jednak wyraźnie coś „drgnęło” w związkach moich klientów i znajomych. Jakby się uwolniła pewne energia kumulowana przez ostatnie miesiące. To często energia zmiany, poszukiwania czegoś nowego. Czasami w związku, a czasami poza nim…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - fajny związek
Image by S. Hermann & F. Richter from Pixabay

Ostanie miesiące to dla wielu z nas ograniczenie kontaktów towarzyskich i konieczność spędzenia ze sobą większej ilości czasu. Niejednokrotnie na niewielkiej przestrzeni pracowaliśmy razem zdalnie, a potem spędzaliśmy też resztę dnia. To pozwoliło nam się lepiej poprzyglądać sobie wzajemnie i nie zawsze to co widzieliśmy nas cieszyło.

Wiele par przeorganizowało też swoje życie i zwyczaje budując rytmy dnia zupełnie od nowa. Kiedy już się do nich przyzwyczailiśmy i okrzepliśmy w nich, nagle pracodawcy zaczynają oczekiwać naszego powrotu do biura. To często burzy ten wypracowany już nowy porządek.

W tym wszystkim łatwo znaleźć wiele rzeczy i spraw, które chcielibyśmy aby w naszej relacji wyglądały inaczej. Łatwo dostrzegać braki i wymuszone kompromisy, w których nie czujemy się za dobrze. Łatwo narzekać i uznać, że to co kiedyś nas tak mocno łączyło uległo wypaleniu.

Łatwo też ulec wrażeniu, że gdzieś tam czeka na nas piękna i cudowna relacja, które da nam wiele satysfakcji i szczęścia. Odczucie to z pewnością spotęguje powiew świeżości i zauroczenie, w jakie możemy wpaść w nowej relacji. Pozostaje tylko pytanie, czy za parę lat nie poczujemy się w niej tak samo jak teraz w obecnej.

Czego chcę, jak to rozumiem – zamiast czego mi brakuje

Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem utrzymywania na siłę tego co już się wypaliło. Bardzo podoba mi się też koncepcja, aby składać sobie przysięgę bycia ze sobą razem, aż do śmierci…, z tym zastrzeżeniem, że do „śmierci relacji”.

Kiedy jednak przychodzi do mnie ktoś i twierdzi, że w swoim związku nie otrzymuje tego co by chciał, nie mówię mu: „Spoko luz, kończ to co masz i szukaj czegoś nowego”. Najpierw pytam czego mu konkretnie brakuje. Tutaj odpowiedzi zazwyczaj nie nastręczają problemów.

Te zaczynają się wtedy, kiedy pytam jak sobie wyobrażasz/rozumiesz poszczególne aspekty związku. Najpierw trzeba sobie bowiem uświadomić czego oczekujemy od związku, zanim zaczniemy określać, jak wiele nam z tego brakuje. Taka świadomość przyda się nam również wtedy, gdy obecnie mamy status singla i dopiero planujemy wejść w jakąś relację.

Te same słowa – różne rozumienie

Kiedy myślimy o relacji z drugą osobą i o tym czego od tej relacji oczekujemy, zazwyczaj wszystko na pozór wydaje się proste i oczywiste. Chcemy: miłości, bliskości, intymności, seksu, bezpieczeństwa, a co niektórzy także niezależności. Problem w tym, że dla każdego z nas, każde z tych słów znaczy często nie dokładnie to samo. Co więcej, potencjalne różnice między dwoma osobami w rozumieniu tego samego słowa mogą być przeogromne.

Bliskość to dla kogoś wspólne siedzenie na kanapie. Ktoś inny za bliskość uzna wspólne przebywanie w tym samym mieszkaniu, nawet kiedy znajdujemy się w innych pokojach. Jeszcze inna osoba w ramach bliskości potrzebuje dotyku – takiego mimo chodem, bez wyraźnego powodu. A dla kogoś innego warunkiem bliskości będzie możliwość spojrzenia w oczy drugiej osobie. Choć wielu tego nie zrozumie, to dla niektórych spanie w jednym łóżku ale pod dwoma osobnym kołdrami, oznacza zerwanie poczucia bliskości.

Bezpieczeństwo to również pojemne pojęcie. Może dotyczyć bezpieczeństwa finansowego jako warunku budowania związku. Choć już tylko ten sam aspekt bezpieczeństwa może być również zupełnie odmiennie interpretowany przez dwie osoby. Bo np. ile konkretnie musisz mieć środków finansowych, aby czuć się bezpiecznie.

Inny aspekt bezpieczeństwa to bezpieczeństwo emocjonalne. Jedni potrzebują go od drugiej osoby całe mnóstwo, inny potrafią wręcz uwiesić się emocjonalnie na partnerze. Są jednak też i takie osoby, które nie potrzebują tego rodzaju zabezpieczenia. Zazwyczaj mówią wtedy, że partner/partnerka zamiast bezpieczeństwa, ma dawać im jednie wsparcie. Dla nich związek to równoprawne partnerstwo, a nie opieka.

Miłość to dopiero pojemny worek pojęciowy, którego nawet nie podejmę się tutaj analizy. Nie dość, że głębokie różnice mogą przebiegać na linii tego jak rozumiemy miłość. To jeszcze dodatkowo, możemy się różnić w oczekiwaniu tego, jak potem ta miłość ma być wyrażana.

  1. Jak rozumiem i po czym poznaję w związku:
  • Miłość
  • Bliskość
  • Intymność
  • Bezpieczeństwo
  • Niezależność
  • Dobry seks

2. W jaki sposób pragniesz być kochany/kochana?

3. Czego pragniesz doznać w relacji?

4. Czy jeżeli nic się nie zmieni w obecnej relacji to za 20-30 lat będziesz chciał/chciała być dalej razem?

Inspirująca alternatywa

Kiedy znasz swoje oczekiwania, dopiero wtedy możesz o nich rozmawiać z obecnym lub przyszłym partnerem/partnerką. Rozmowa jest bardzo ważna, bo pozwala wprowadzać zmiany i lepiej dopasowywać się do swoich wzajemnych oczekiwań. Bywa i tak, że nasze oczekiwania już od samego początku są tak bardzo rozbieżne, że nie ma sensu podejmować próby budowania czegoś razem.

W swojej pracy, ale i wśród znajomych, spotykam nierzadko osoby, które z niejakim lekceważeniem mówią o sygnałach od partnerów, że czegoś im brakuje w związku. Podchodzą tak do tego, bo druga osoba już nie pierwszy raz o tym wspomina, a mimo to nic się z tego powodu nie wydarza. Wierzą mocno w to, że będzie tak dalej.

Tymczasem wszystko może się zmienić kiedy na horyzoncie pojawi się potencjalna alternatywa. Inna osoba, którą się zauroczą. W tej sytuacji wszystko może się potoczyć w oka mgnieniu i zanim się obejrzą będą sami. Najczęściej twierdząc, że są zaskoczeni całą sytuacją, bo nie było wyraźnych sygnałów… Na pewno nie było?

Kwadranty potencjału – czyli praca vs. pasja

Nierzadko kiedy rozmawiam z moimi klientami o karierze zawodowej słyszę od nich, że chcieliby zarabiać na swojej pasji. To bardzo miła wizja, problem z nią jest tylko taki, że rzadko sprawdza się w praktyce. Dużo lepszym podejściem jest poszukiwanie takiej pracy, w której wykonywane czynności nam po prostu wychodzą i które zarazem lubimy robić.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -kwadranty potencału - praca
Image by Gerd Altmann from Pixabay

Pułapka pasji  – nie zabijaj przyjemności

W tej pułapce wcale nie chodzi tu o to, że na danej pasji jest ciężko zarabiać. Problem w tym, że kiedy pasja staje się pracą niemal zawsze traci swoją atrakcyjność. Z czystej przyjemności staje się obowiązkiem. Nierzadko obwarowanym koniecznością prowadzenia własnej firmy. Ta z kolei oznacza, że na pasje zostaje nam max. 50% czasu. Pozostały trzeba będzie przeznaczyć na sprzedaż, marketing, księgowość i inne mało atrakcyjne powinności.

Nieco inaczej sprawa wygląda wtedy, kiedy tak się wkręcamy w naszą pracę, że zaczyna nas ona coraz bardziej interesować i pociągać. Nagle z czystego zarobku, staje się przyjemnością i obszarem, który z chęcią eksplorujemy. Mówiąc krótko kiedy to nasz praca rozbudziła w nas pasję do tego co robimy.

Kwadranty potencjału – podstawowa wskazówka nawigacyjna

Temat pracy i tego co w niej obecnie robimy lub chcielibyśmy robić warto rozpocząć od spojrzenia na tzw. „kwadranty potencjału”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -kwadranty potencału

Oczywiście najbardziej atrakcyjne wydają się czynności przypisane do kwadrantu II. Teoretycznie powinnyśmy poświęcać im jak najwięcej czasu. Jednak to praktyka, a nie teoria kształtuje nasze życie. Wielu z nas nie ma takiego szczęścia i często spędzamy większość czasu na czynnościach z kwadrantu I.

Jeżeli potrafimy wygospodarować trochę wolnego czasu, to właśnie w nim wykonujemy to co w tych kwadrantach jest przypisane do nr IV. Czynności, które mega nas cieszą i dają dużo satysfakcji. Często jednak z góry zakładamy, że nie staną się źródłem naszego zarobku. Bazując na tym założeniu i dostępnym czasie oddajemy się im, ale prawie nigdy w takim zakresie jakbyśmy chcieli. Nie zgłębiamy ich też na tyle, aby stać się w nich super specjalistami.

Najgorsze co się może nam przytrafić, to wylądowanie w kwadrancie III. Musimy w nim wykonywać to czego do końca nie potrafimy i co na dodatek nie sprawia nam żadnej przyjemności.

Strategie dojścia do kwadrantu II – umiem i lubię to co wykonuję

Kwadrant I – jeżeli jak spora część z nas plasujesz się w kwadrancie I, to masz przed sobą spore wyzwanie. Koncepcja rozwiązania tej kwestii poprzez zmianę pracy, wydaje się najprostsza. Biorąc jednak pod uwagę umiejętności, którymi dysponujemy nie zawsze jest skutecznym rozwiązaniem. Szczególnie jak za to co robisz nieźle ci płacą. Zmiana firmy, ale przy podobnym zakresie zadań na zajmowanym stanowisku nie wniesie tu raczej powiewu zaangażowania z Twojej strony.

Możemy tutaj jednak rozważyć trzy strategie niezwiązane ze zmianą pracy.

Pierwsza, to takie przedefiniowanie swojego nastawienia do pracy, aby stała się  ona ciekawa, albo chociaż satysfakcjonująca. Można tego dokonać m.in. doszukując się sensu tego co robimy (dla innych działów, klientów, czy ogólnie organizacji).

Druga, to potraktowanie tego co robimy jako inwestycji na przyszłość. W tej sytuacji potrzebujemy stworzyć jakiś plan na dalszą karierę. Być może poszerzając swoje umiejętności możemy awansować. W innym przypadku, możemy posiadane umiejętności lekko przeprofilować lub wykorzystać przy pracy w innej, atrakcyjniejszej dla nas branży.

Trzecia zakłada, że tutaj zarabiamy tylko pieniądze i zyskujemy poczucie bezpieczeństwa. Nie spodziewamy się też żadnych fajerwerków. Natomiast z części tego co zarobimy, finansujemy swoje pasje i zainteresowania. Poszerzając je lub pogłębiając i to to tam doszukując się życiowych fajerwerków.

Kwadrant IV – kiedy nie zarabiamy na naszych pasjach, często zajmują one ostatnie miejsce w naszych planach i kalendarzach. Mówimy tylko, że chcielibyśmy to czy tamto robić, ale zapytani kiedy robiliśmy to ostatnio czujemy lekkie zażenowanie i tłumaczymy to brakiem czasu. Tymczasem to nie czas jest winny, tylko nadawane przez nas poszczególnym czynnościom priorytety.

Często też nie inwestujemy w te pasje czasu i środków, bo twierdzimy, że nie da się z nich wyżyć. Tymczasem wystarczy lekko zmienić perspektywę. Żyjemy za kasę z etatowej pracy, a to co możemy zarobić na pasji może być przeznaczone na przyjemności, wyjścia do restauracji lub podróże. W tej sytuacji nie mamy żyć z pasji, ale ma ona nam ubarwiać życie. Ubarwianie życia, to niekoniecznie dodatkowe pieniądze. To także nowe kontakty i relacje jakie nawiążemy, jeżeli to co nas kręci będziemy realizowali za darmo w jakiś organizacjach społecznych.

Kwadrant III – ucieeeekaj! Rozważ ewentualne chwilowe pogorszenie sytuacji finansowej. Zadbaj o to, że jak nawet nie masz porządnego wynagrodzenia, to chociaż odczuwaj jakąś przyjemność z tego co robisz lub miej poczucie sensu tej pracy. Zresztą jak robisz czynności, których nie umiesz i nie jesteś w nie zaangażowany, to ja nie uwierzę, że Ci za nie dobrze płacą.

* koncepcję „kwadrantów potencjału” zaczerpnąłem z książki: Jay Shetty „Zacznij myśleć jak mnich”.

Iluzje – nasze życiowe ograniczniki

Za każdym razem kiedy wybieramy się na pokaz magii, wiemy że spotkamy na nim iluzjonistę, a nie czarodzieja. Wiemy, że dzięki swojej umiejętności odwracania naszej uwagi i oszukiwaniu naszych zmysłów pokaże nam niesamowite sztuczki.

Chodź na pokazie jesteśmy świadomi tego wszystkiego w życiu prywatnym naiwnie wierzymy, że pewne rzeczy zadzieją się magicznie.  

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życiowe - iluzje
Image by Christine Engelhardt from Pixabay

Magia „jednej chwili”

Jedna z najbardziej zwodniczych iluzji z jakimi mamy do czynienia. Dotyczy tego, że muszę jeszcze tylko chwilę wytrzymać w tym w czym jestem lub w tym co robię. Niewielu z nas zauważa, że ta chwila jest zupełnie niedoprecyzowana i jakby się dobrze przyjrzeć, to już najczęściej sporo czekamy na jej wypełnienie.

Zatem czekamy od lat, aż druga osoba w związku wreszcie się zmieni. Czekamy wiele miesięcy na docenienie naszej pracy przez szefa. Z wytęsknieniem czekamy, aż ktoś nas wreszcie odkryje i wyrwie z ramion samotności. Czekamy na lepszy moment, na lepsze czasy, na lepszą pracę, na gwiazdkę z nieba lub księcia na białym koniu.

Czekamy… i czekać będziemy, bo te rzeczy same się nie wydarzą. Świat nie odpowie na nasze miraże, kreowane w głowie wyobrażenia, czy senne marzenia. Nie uwzględni też bajek opowiadanych przez innych, że już za moment, już za chwilę się jednak zmienią.

Świat odpowiada jedynie na konkretne działania i sukcesywnie realizowane plany. Nie czekaj zatem już nawet „jednej chwili”, tylko bierz się do roboty i zainicjuj zmianę już tu i teraz.

Magia „innej drogi”

Żeby pokonać wroga często trzeba uśpić jego czujność i osłabić jego motywację do działania. Magia „innej drogi” jest w tym doskonała. Wprowadza bierność do naszego życie, odbiera motywację do tego co tu i teraz. Mami myślowymi witrażami bajecznej przyszłości.

Po co robić remont mieszkania, przecież kiedyś będziemy mieli nowe. Po co uczyć się czegoś nowego w pracy i starać, skoro kiedyś będziemy żyć z naszej prawdziwej pasji. Po co się męczyć i planować wakacje, skoro możemy zdać się na jakieś „fantastyczne” last minute, które z pewnością nam się zdarzy. Po co inwestować cokolwiek w to co jest. Czy to pieniądze, czy uczucia skoro czeka na nas inna wspaniała droga w życiu, która kiedyś nam się spełni.

Mamienie wizją samospełniającej się nowej drogi doskonale sabotujemy naszą przyszłość. Nie odkładamy pieniędzy na nowe mieszkanie i po latach nadal mieszkamy w tym samym miejscu, które jest w opłakanym stanie. Nigdy nie policzyliśmy czy możemy żyć z naszej pasji i czy uda się ją przerobić na dobrze funkcjonujący biznes. Zatem dalej jesteś w tej same pracy co wcześniej, ale z marną reputacją i bez awansu, no bo przecież nigdy się w niej nie staraliśmy. Również „fantastyczne” wakacje stają się dramatem w trzech aktach. Ostatecznie last minute najczęściej też rządzi się swoimi regułami. Niska cena i miejsce, którego nikt nie chciał – to niska jakość, kiepska miejscówka i mało atrakcyjna lokalizacja. Jednak skoro nie mamy alternatywy to bierzemy, to co jest. Tak oto, najczęściej kończą marzyciele iluzjoniści.

Jeżeli wierzysz w taką cudowną wspaniałą drogę, która Ciebie czeka – to super. Zastanów się tylko, czy w Twojej wyobraźni widzisz dokładnie ten moment kiedy pierwszy raz na nią wkraczasz.

Uczono mnie kiedyś jak szybko rozpoznać sen. Kiedy jesteś w jakimś miejscu lub coś robisz, ale nie wiesz jak się znalazłeś w tej sytuacji, jak tam dotarłeś lub od czego zacząłeś swoje działanie, to w 99%  senna iluzja.  

Zatem jeżeli nie znasz tego momentu kiedy wkraczasz na nową ścieżkę życia. To albo zapomnij o tej ścieżce, bo jest ułudą, albo już dziś zacznij planować i realizować pierwsze kroki, które Cię do niej doprowadzą.

Magia „zdarzenia”

Jak dzieci dorosną, jak zrobię porządek w życiu prywatnym, jak stanę na nogi. To przykładowe zdarzenia, od których mają zajść rzekome zmiany w naszym życiu. Co ciekawe kiedy tylko pytam o konkrety magia zdarzenia rozpada się w oka mgnieniu.

Co to znaczy dorosną? Będą miały 10, 15, 18, a może 25 lat…

Po czym poznasz, że masz już porządek w życiu prywatnym?

Poczujesz, że stanąłeś na nogi, jak co się wydarzy? Co musisz mieć, aby na nich stać stabilnie?

Rzucamy więc ochoczo takie ogólniki, które na pozór są gdzieś umiejscowione w czasie i powiązane z jakimś zdarzeniem lub sytuacją. Tymczasem to dryfujące na wietrze mentalne balony. Kiedy się do nich przybliżamy, wiatr czasu i zdarzeń podmuchem przesuwa je coraz dalej.

Zatem prawda jest taka, że skoro nie są one konkretnie zdefiniowane i osadzone w rzeczywistości, to nigdy ich nie osiągniemy. Co bardziej zabawne, nawet gdyby się wydarzyły w naszym życiu i tak ich nie rozpoznamy, bo nigdy się nie zastanowiliśmy jak wyglądają lub od czego zależą.

Zatem w nieskończoność możemy powtarzać, że na nie czekamy. Trudno chyba o lepiej zaplanowaną życiową porażkę.


Teraz na spokojnie przyjrzyj się swojemu życiu i zauważ, gdzie iluzjonistyczne sztuczki Twojego umysłu zaślepiły Ci oczy. Gdzie liczysz na magię, zamiast na swoje działanie i pracę.

Nawet jeżeli chcesz tylko organizować pokazy życiowej magii, oślepiając innych instagramową lub facebookową cudownością swojego życia, to pamiętaj że każdy iluzjonista najpierw musiał się też przez lata wprawiać w sztuce oszukiwanie zmysłów innych ludzi. 

Problem w tym, że Ci najbliżsi, którym na Tobie zależy, patrzą na Ciebie nie tylko zmysłami ale i sercem. Te natomiast nie daje się łatwo omamić iluzji i często wyczuwa prawdę.

Druga fala zmian – praca w nowej rzeczywistości

Po trzech falach COVID’a, nadeszła druga fala zmian. Pierwsza związana z lockdownem była zupełnie niespodziewana i wywróciła do góry nogami działalność wielu firm oraz nasze życie prywatne. Ta druga, która obecnie się dzieje i dotyczy szczególnie kwestii zawodowych była do przewidzenia, ale wciąż zaskakuje wielu z nas.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - praca
Image by StockSnap from Pixabay

Roszady, zamiany struktur i kierunków działania

Praktycznie prawie każda firma próbująca dziś powrócić do normalnego sposób działania, nie jest już tą samą firmą co kiedyś. Normalność została zredefiniowana przez życie i otoczenie biznesowe.

Normalnością dla wielu firm stanie się np. praca hybrydowa – trochę z domu, a trochę z biura. Podejście wielu zarządów i właścicieli firm również uległo zmianie. Stają się bardziej ostrożni, szukają większej dywersyfikacji, czasami zmieniają kierunki działania i grupy docelowe klientów. Baczniej przyglądają się też kosztom i rentowności poszczególnych aktywności.

Inni ruszają na przód całą parą, automatyzując i przyśpieszając niektóre procesy lub zwiększając mocno aktywność biznesową na dotychczasowym polu, bądź wchodząc w nowe obszary. Część firm będzie także usprawniać i optymalizować swoje działania w internecie, do którego weszły lekko na wariata bez odpowiedniego przygotowania i przemyślanej strategii.

Zmiany te mogą się np. zamanifestować wstrzymaniem niektórych projektów i inwestycji. Reorientacją z klienta biznesowego na detalicznego, lub na odwrót. Zmianami w strukturze całej organizacji, a bywa i tak, że praca niektórych działów zostanie wyniesiona do firm zewnętrznych lub zautomatyzowana. Może też zostać zainicjowanych wiele nowych inicjatyw i to takich, w których dana organizacja nie ma jeszcze doświadczenia.

Każda z powyższych zmian będzie miała przełożenie na pracowników z nimi związanych. Czasami ich miejsca pracy zniknął. Innym razem zmianie ulegnie zakres i/lub charakter obowiązków. Zmiany struktury często spowodują okresowy bałagan i konieczność „dotarcia się” z nowymi członkami zespołu. Nowe inicjatywy mogą wymagać nabycia nowych kompetencji lub zmiany dotychczasowego myślenia.

Oczekiwania, zmiana wartości i inne podejście do pracy

Ten kto myśli, że zmiany dotykają tylko firm i pracodawców jest w wielkim błędzie. Dotyczą one również samych pracowników.

Wielu z nas zostało zmuszonych do pracy zdalnej, bez względu na to czy byliśmy fanami tej formy aktywności zawodowej, czy nie. Niejednokrotnie pod kątem home office przemeblowaliśmy domowe przestrzenie i zreorganizowaliśmy swoje życie i plany dnia. Co więcej, niektórzy wypowiedzieli najmy mieszkań w dużych miastach i powrócili w rodzinne strony. Sporo z nas uwierzyło w wizję pracy bez stacjonarnego biura i popłynęło w swoich planach na dalsze życie właśnie w takim kierunku.

Tymczasem spora część pracodawców mówi dziś „tak” pracy zdalnej, ale domaga się jednocześnie zgody na hybrydowy charakter pracy. Co oznacza de facto, że do biura przynajmniej w jakimś tam wymiarze czasu trzeba będzie przyjeżdżać. Takie podejście budzi frustrację i rozczarowanie zarówno po stronie fanów home office, jak i zagorzałych jego przeciwników. Pierwsi będą narzekać na konieczność uciążliwych dojazdów. Ci drudzy utyskiwać na brak możliwości w 100% rozdzielenia pracy od strefy domowej. Nawet gdyby trafił nam się tak elastyczny pracodawca, który całkowicie dostosuje się do naszych oczekiwań. Co oznacza, że zgodzi się na pracę w 100% na home office, w 100% w biurze oraz na wersję mieszaną to frustracja i tak pozostanie. Już nie będziemy się jak dawniej wszyscy codziennie widywać osobiście w pracy.

Lockdown u wielu  z nas spowodował zmiany naszego systemu wartości. Często straciliśmy poczucie bezpieczeństwa i przestaliśmy wierzyć w możliwość jego ciągłego utrzymania. Zaczęliśmy za to baczniej zwracać uwagę na inne aspekty i wartości w naszym życiu. Np. poczucie spełnienia w pracy lub jej znaczenia dla innych, często w szerszym niż tylko firmowym kontekście. Na znaczeniu zyskała elastyczność pracodawcy względem pracownika i możliwość rozwijania swoich umiejętności lub zdobywania nowych. Często wymuszone przez pandemiczną sytuację mniej konsumpcyjne życie, uświadomiło nam, że wysoka pensja nie zawsze jest warta swojej ceny.

Czas zatrzymania, zamknięcia w domach ale i konieczność reorganizacji naszego życia. Chociażby po to aby zaopiekować się dziećmi, które spędzały dużo czasu w domu. Często zmieniły nasze patrzenie na pracę. Na jej organizację i rozkład w ciągu dnia, ale również na jej globalny udział w naszym życiu. Jedni wkładali w nią za mało czasu i energii, no bo zawsze była i będzie. Inni poświęcali jej się całkowicie, zapominając o pozostałych aspektach życia. Każda z tych grup miała okazję skonfrontować się z covidową rzeczywistością i niejednokrotnie zmieniła swój pogląd na znaczenie pracy w życiu.

Nieuchronność zmian i nierealność stałości

Dziś często spotykamy się bezpośrednio po długim czasie – firmy i pracownicy, firmy i firmy, pracownicy i pracownicy. To co jest w tych spotkaniach zaskakujące, to fakt że choć mamy świadomość trudnych doświadczeń i dużych zmian wciąż nieco naiwnie liczymy na to, że spotykamy się tacy sami jak dawniej. Na dodatek wierząc w to, że dobywa się to w takich samych okolicznościach i przy takich samych obowiązujących regułach.

Tymczasem dziś wiele spraw i rzeczy wygląda zupełnie inaczej. Dziś powinniśmy się uczyć siebie nawzajem na nowo. Upewniać i potwierdzać, czy nasze wyobrażenia odnoszące się do danej sytuacji, czy na czyjś temat zostały odpowiednio zaktualizowane.

To z pewnością niełatwy czas, w którym jak się zdaje chwilowo warto mieć więcej znaków zapytania niż iluzorycznych pewników. Tak popełnimy mniej błędów, choć pewnie zyskamy więcej rozterek. Dziś przede wszystkim powinniśmy dobrze znać siebie i dać sobie zgodę na zmianę w nas oraz zmianę w naszym otoczeniu zawodowym. Wiele firm nie zmienia się, bo nas nie lubi tylko dlatego, że one również przeszły swoją własną transformację.

To co szczególnie ważne to świadomość swoich odczuć i emocji. Dziś szczególnie łatwo popaść w złość i obdzielać nią całe nasze otoczenie. Tymczasem złość, to często niedojrzała, albo nieuświadomiona przykrywka na lęk, który toczy nas od środka. Dopiero kiedy naprawdę zrozumiemy co jest przyczyną naszego stanu, będziemy mogli podjąć aktywną pracę nad zmianą. Np. zadając sobie 3 transformujące pytania.

Prze_myślnik #54 – skup się…

Kiedy do życia podchodzimy z poziomu braku, niedosytu czy też niespełnionego oczekiwania, generujemy wiele złej energii. Nie tylko blokuje ona nas przed skutecznym działaniem, ale przez skupienie na tym co złe w naszym życiu, zatruwa również te jego obszary, w których układa nam się całkiem nieźle.

Kiedy zachowamy się odwrotnie i skupimy na tym co mamy z intencją jak najlepszego tego wykorzystania możemy być bardzo zaskoczeni tym, co w efekcie takiego podejścia zyskamy. Dzieje się tak, bo wzmacnia nas nasze poczucie wartości. Nie będąc spiętymi negatywizmem, otwieramy się na kreatywność, innych ludzi i podszepty losu. Jednocześnie stajemy się bardziej odważni w swoich działaniach.

Co jednak robić, kiedy mimo wszystko dopada nas zły humor czy negatywne nastawienie. Po pierwsze zauważyć je i to, że patrzymy na to co nas otacza przez „czarny filtr”. Po drugie nie pałować się za to, że nam się to przytrafiło. Wreszcie rzecz ostatnia – podjąć działanie.

Obojętnie czy będzie to telefon do przyjaciela, długi spacer po lesie czy jakaś inna aktywność, która pozwoli wypuścić opary negatywizmu z naszej głowy i podładować życiowe baterie. Każde takie działanie, które potoczy się zgodnie z naszym planem, wzmacnia poczucie kontroli nad własnym życiem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - skupienie na tym co masz

150 km/h po wertepach – czyli jazda przez życie

Ludzie często sądzą, że 40 lat to taki moment graniczny, w momencie przekraczania którego zawiruje cały świat, otworzy się niebo lub co najmniej rozstąpi woda. Przykro mi, ale nie zdarzy się nic z tych rzeczy. Świat może nawet nie zauważy tego znamiennego dla Ciebie momentu. Jednak to co nadejdzie potem, może stać się ekscytującą jazdą bez trzymanki. Co ciekawe, tym z niełatwym życiem czasami przydarza się to już przed upływem 40-tego roku życia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie - droga - życiowy wybór
Image by Free-Photos from Pixabay

Dopada nas to w różnych momentach. Jednych tuż po 40-tych urodzinach, innych bliżej 50-tki. Jest to przemożne przekonanie, że zostało nam mniej niż więcej lat do końca życia. Część osób ta świadomość przytłacza, u innych podnosi życiowe ciśnienie. Zaczynają być wprost zaimpregnowani na bylejakość w każdym aspekcie swojego życia. Czują po prostu, że nie mają już czasu na to co nie jest ich warte. Czasami tak sobie myślę, jak cudnie byłoby zyskiwać taką świadomość koło 30-tki i już wtedy podróżować z nią przez życie.

Jazda na maksa

W wieku 40+ masz już szmat życia za sobą. Nabrałeś sporo doświadczenia, widziałeś i poznałeś niejedno. Pewnie wyszedłeś też cało z co najmniej kilu życiowych zawirowań. To wszystko pozwala czasem zaszaleć. Tak jak to robią kierowcy na rajdach terenowych.

Te najtrudniejsze wymagają specjalnych samochodów z wbudowaną wzmocnioną klatką bezpieczeństwa dla prowadzącego pojazd i pilota. Kiedy mkną 150 km/h po wertepach i wybojach jeden błąd może skończyć się wypadkiem. W takich momentach klatka bezpieczeństwa i pozostałe wyposażenie ratują im życie, pomimo faktu, że reszta samochodu wygląda jak kupa złomu.

Kiedy masz 40+ lub życie zafundowało Ci niełatwą młodość Twoja wiedza, doświadczenie i wiara we własne siły są Twoją klatką bezpieczeństwa. Możesz więc w życiu pozwolić sobie na jazdę na pełnym gazie po nieznanym terenie i niejeden ostry życiowy wiraż.

Wiele osób myśli, że to jest w tym wszystkim najlepsze. Lecz choć dodaje to odżywczej pikanterii naszemu życiu, to powiedzmy sobie szczerze: ile można jechać na pełnym gazie? Szczególnie w tym wieku 😉

Setką do przodu

Może zatem świadomość upływu czasu motywuje nas do jazdy w szybszym tempie przez życiowe meandry. Niektórych tak, dochodzą bowiem do wniosku, że nie warto się wlec powoli przez resztę życia i dociskają gazu. Inni natomiast wciskają hamulec do dechy, żeby się zatrzymać i zastanowić jaki cel powinien być na końcu ich drogi. Oba doświadczenia są potrzebne i ważne.

Powolna jazda odpada

Kiedy wyznaczasz sobie standard jazdy na np. 100 km/h wiesz dobrze, że na życiowej drodze trafią Ci się sytuacje kiedy będziesz musiał zwolnić i to zupełnie normalne. Gorzej jak ta powolna jazda trwa za długo.

Największą siłą tego wieku jest odwaga do tego, że jak coś spadnie do 50 km/h i pomimo prób nie da się tego przyśpieszyć – usuwasz to ze swojego życia. Mogą to być wypalone związku, zatrute relacje, zawodowe ścieżki, które rujnują Ci prywatne życie lub zdrowie.

Robisz to, bo masz już bolesną świadomość upływu czasu i przestajesz wierzyć w bajki, że jak coś nie zmieniało się od lat, to zmieni się w mitycznym „kiedyś”.

Czy to droga dla każdego? Nie wiem.

Wybierając ją pewnie czasami się wywalisz, czasami nabijesz siniaków. Mimo to, dasz radę jeżeli wierzysz w swoją klatkę bezpieczeństwa (wiedzę, doświadczenie i własne siły).

Ja nie dokonam za ciebie wyboru. Mogłem jedynie zdecydować co ja wybieram. Uznałem, że ostatecznie lepiej wywalić się gdzieś na skarpie mając spełnione życie, niż „spokojnie” doturlać się do jego końca na powolnym i bezpiecznym trójkołowym rowerku.

Twoje życie jest w twoich rękach – nie zapominaj o tym!

Jay Shetty w swojej książce „Zacznij myśleć jak mnich” pisze, że w dzieciństwie bardzo często słyszymy dwa kłamstwa. Pierwsze brzmi „Nigdy do niczego nie dojdziesz”, a drugie „Możesz być, kimkolwiek chcesz”. Oba są destrukcyjne, bo wypaczają nasze widzenie świata

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie w twoich rękach
Image by Daniel Reche from Pixabay

Pierwsze odbiera nam pewność siebie, poczucie własnej wartości i chęć do działania.

Drugie kreuje iluzję nieograniczonych możliwości, która najczęściej bywa dość szybko weryfikowana przez realny świat. Problem w tym, że osoby zatrute tym kłamstwem zamiast uznać jego nieprawdziwość wkładają jeszcze więcej energii i pracy, aby osiągnąć to co w ich przypadku nieosiągalne. Kiedy im to nie wychodzi, obwiniają się jeszcze bardziej. Sądzą, że potrzeba jeszcze więcej wysiłku. Tymczasem, w tym przypadku, raczej należy poskromić rozbuchane ego i wprowadzić trochę racjonalnej pokory.

Te kłamstwa z dzieciństwa to nie jedyne przyczyny, które mogą nas blokować. To nie jedyne przekonania, które powodują wrażenie, że tak wiele w naszym życiu zaprzepaszczone.

Jest wiele innych doświadczeń życiowych, które niemal szepczą nam „wybory już dawno dokonane”, „za późno na zmiany”, „przegrałeś, pogódź się z tym”.

Każdemu, kto uległ takim „podszeptom” lub jest tego bliski polecam genialny w swej prostocie, ale potężny w wydźwięku wpis Tima Urbana zamieszczony na Twetterze. Widoczny rysunek okrasza komentarz „Dużo myślimy o tych czarnych liniach, zapominając, że to wszystko wciąż jest w naszych rękach.”

Tim Urban - paths - życie w twoich rękach