Rafał Markiewicz

Blog

„Zabójcy jednorożców” – niepopularne, ale potrzebne pytania

Niektórzy ze znajomych nazywają mnie „zabójcą jednorożców”. Nierzadko bowiem zadaję konkretne pytania lub mówię o wątpliwościach, które według nich niszczą ich wizje lub marzenia. Ja jednak twierdzę, że jeśli mogłem tylko jednym pytaniem zabić to marzenie, to albo było ono bardzo słabe, albo było tylko iluzją.

Ku mojej radości jest też spora grupa znajomych, którzy przed rozpoczęciem realizacji jakiegoś pomysłu spotykają się ze mną, aby o nim pogadać. Liczą bowiem na konstruktywne pytania i dyskusje, które pozwolą im się lepiej przygotować do realizacji tego pomysłu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pomysł - wizja - sens
Image by ĐÔ NGUYỄN from Pixabay

Czy to ma sens?

To jedno z moich ulubionych rozważań. Przy czym, zwracam uwagę na fakt, że nie brzmi ono „czy to się opłaca?”. Czasami bowiem aspekt ekonomiczny nie jest jedynym lub najważniejszym, który powinno się uwzględniać.

Zwykle, też pytania nie stawiam tak ostro i jednoznacznie. Zaczynam delikatnie pytając „Co Cię zainspirowało do tego pomysłu?” lub „Na jaki ważny dla Ciebie temat ten pomysł jest odpowiedzią?”.

W przypadku kwestii biznesowych, bywam już bardziej konkretny i pytam „Co ten pomysł da organizacji?”. Licząc, że w odpowiedzi otrzymam wskazanie jednego z następujących obszarów: większe zyski, niższe koszty, oszczędności lub lepszą jakość. Każdy, kto musiał kiedyś przekonać zarząd firmy do inwestycji w jakiś pomysł lub rozwiązanie, wie jak ważna jest umiejętność dobrego pokazania profitu jaki on przyniesie.

Czasami korzystam także ze opisywanej już kiedyś techniki „5 x why – siła pytania dlaczego?”, aby pomóc dotrzeć do prawdziwego powodu danego działania. Nawet kiedy nie masz z kim przegadać swojego pomysłu, możesz samodzielnie skorzystać z tej techniki. Będzie ona formą skutecznej autoweryfikacji.  

Czy sens musi być sensowny?

Z mojego punktu widzenia – nie! Musi mieć jednak sens, dla tego kto go realizuje. Czasami będzie odpowiadał na potrzebę spełnienia jakiejś ważnej dla tej osoby wartości. Czasami będzie to realizacja posiadanego od dawna marzenia. Czasami będzie to element osobistego testu, którego zdanie pozwoli danej osobie uwierzyć w siebie i rozwinąć skrzydła.

Jestem pragmatyczny i uporządkowany, ale naprawdę rozmawiając z niektórymi osobami szanuję ich wybory i determinację w działaniu. Co więcej kierowany autentyczną ciekawością, staram się głębiej zrozumieć ich motywację. Nierzadko są to dla mnie bardzo pouczające lekcje.

Mocne doświadczenia z tego tematu, które zapamiętałem:

  • „Po co kupować obraz za prawie 2 500 zł, kiedy inny podobnej wielkości można dostać w hipermarketach wnętrzarskich za ok. 150 zł? Odpowiedź: „Bo ważne jest dla mnie, aby mieć w domu jakąś unikalną rzecz, tym bardziej, że ten obraz bardzo mi się podoba. Jego kupno pozwala mi też docenić i wesprzeć finansowo jego autora.”
  • „Po co posiadając dobrze działający lokalny niespecjalistyczny sklep, odpalać dodatkowo sklep internetowy?”. Odpowiedź „Bo to moje marzenie”. W tym przypadku od samych słów ważniejsze było to co się działo z mówiącym. Zmiana postawy na bardziej wyprostowaną i energiczną, a co najważniejsze ten błysk w oku, którego nie zapomnę. Ewidentnie ten internetowy sklep, to swojego rodzaju test zaradności. Odpalony z pewnością przyczyni się do kolejnych odważnych biznesowych pomysłów.
  • „Czemu mając bogate doświadczenie korporacyjne, wybierać życie bez stałego dochodu odpowiedniej wielkości i bazować na niewielkim zleceniu + nadziei na kolejne?”. Odpowiedź: „Bo poznany smak wolności oraz potrzeba pracy, która ma realny sens i coś daje innym są ważniejsze niż zwykle nabijanie portfela”

Żaden z powyższych rozmówców nie potraktował mojego pytania jako zabójczego dla jego pomysłu. Żaden nie zawahał się w odpowiedzi. Ich „jednorożce” nie zostały nawet draśnięte. Były bowiem już dojrzałe i co najważniejsze, bazowały na świadomości swoich potrzeb.

Nierzadko takie rozmowy są wstępem do wspólnej pracy nad tym jak dany pomysł usprawnić lub podnieść jego efektywność. Czasami przekształcają się też w dyskusje jak to co się zadziało, może się rozwinąć w przyszłości. Weźmy przykład obrazu, który może być zaczątkiem budowania kolekcji i zarazem formą lokowania kapitału.

Natomiast tym wszystkim, których jednorożce można zabić jednym pytaniem lub wątpliwością dedykuję cytat z Jacka Santorskiego: „Wizja bez implementacji, to halucynacja”.

Tutaj znajdziesz wywiad „Jutro będziesz musiał zapomnieć to, czego dziś się nauczysz. Jacek Santorski o tym, jak płynąć na fali”, z którego pochodzi powyższy cytat.

Mocny cel niemal zawsze generuje lęk – pokonaj go w 3 krokach

Niemal zawsze kiedy myślimy o wprowadzeniu w naszym życiu istotnej zmiany pojawia się lęk. Czasami  jest on na tyle silny, że paraliżuje nasze działania i nie pozwala osiągnąć zamierzonego celu. Więcej, najczęściej nie pozwala nam nawet ruszyć z miejsca.

O taki lęk szczególnie łatwo kiedy nasze otoczenie nie jest stabilne, a przyszłość trudna do przewidzenia. Można zatem śmiało powiedzieć, że dzisiejszy czas doskonale spełnia oba te warunki.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - cel - lęk
Image by marinamarusya13 from Pixabay

Prawda jest taka, że obojętnie czy byłby COVID, czy nie. To w sytuacjach potencjalnej zmiany jesteśmy bardzo kreatywni w wynajdowaniu wszelkich przeszkód i zagrożeń, które mogą nas od niej odwieźć. Doskonale też podsycają one nasz lęk.

Z podobną sytuacją w swoim życiu spotykał się Timm Ferriss, amerykański przedsiębiorca i autor poradników. W tym słynnego na całym świecie poradnika „4-godzinny tydzień pracy. Nie bądź płatnym niewolnikiem od 9.00 do 17.00”.

Opracowała on technikę, która zamiast pchać nas na siłę w kierunku celu, pozwala nam się zatrzymać i przyjrzeć naszemu lękowi. Nazwał ją „ustalaniem lęku”. Technika ta składa się z 3 kroków.

Krok 1 – Co jeśli…?

W tym kroku definiujesz zdarzenie lub sytuację której się obawiasz. Przykładowo może to być „Co jeśli zakończę obecny związek?”, „Co jeśli odejdę z obecnej pracy?”, „Co jeśli kupię mieszkanie na kredyt?”, „Co jeśli umówię się na randkę?” itd.

Kiedy już zdefiniujesz swoją obawę. Powinieneś wypisać wszystkie najgorsze rzeczy jakie w związku z nią przychodzą Ci do głowy. Wpisujesz je w kolumnie „Obawa”. Dobrze, aby było ich przynajmniej 10.

Następnie w kolumnie „Zapobieganie” do każdej obawy dopisujesz działania jakie możesz podjąć, aby zapobiec temu co opisuje obawa. Jeżeli nie możesz temu zapobiec, wypisz chociaż działania, które minimalizują ryzyko jej wystąpienia.

Wreszcie kolumna ostatnia „Naprawa”. Tutaj wpisz wszystkie pomysły na to co zrobić jeśli najgorszy scenariusz związany z tą obawą się wydarzy. Co można zrobić, aby naprawić szkody? Kogo możesz poprosić o pomoc lub radę.

Co będzie jeśli… (tutaj wpisz sytaucję lub zdarzenie, którego się obawiasz)
ObawaZapobieganieNaprawa
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.

Timm Ferriss zaleca, aby pracując nad tym krokiem mieć cały czas w głowie pytanie „Czy w historii ludzkości, ktoś mniej inteligentny albo zmotywowany niż ja poradził sobie z tym?”. Prawdopodobnie odpowiedź na to pytanie brzmi „Tak”.

Krok 2 – korzyści z podjęcia próby lub odniesienie tylko częściowego sukcesu

Tak, tutaj nie opisujesz sytuacji po całkowitym zwycięstwie. Tylko zastanawiasz się co zyskasz, nawet wtedy, gdy działanie zakończy się połowicznym sukcesem. Co da Ci samo podjęcie działania w kierunku realizacji celu.

To bardzo ważny krok, bo uświadamia nam, że zyskujemy nawet wtedy gdy nie odnosimy całkowitego triumfu. Możemy np. odkryć jak wiele siły mamy w sobie. Możemy też odkryć jak w ogóle smakuje wyjście z klatki obecnej sytuacji i zapragnąć więcej tego smakowania.

Często sam fakt wejścia na drogę zmiany już przynosi wiele korzyści. Zastanów się nad tym chwile, a możesz być naprawdę zdziwiony ile takich pozytywnych aspektów odnajdziesz.

Krok 3 – cena braku działania

Jak dla mnie to chyba najsilniejsza cześć tej techniki. Tak często pomijana przy typowym rozmyślaniu nad zmianą.

Jesteśmy świetni w rozważaniu tego co może pójść źle jeżeli zechcemy wprowadzić zmianę w naszym życiu. Zwyczajowo jednak nie zastanawiamy się nad opcją odwrotną. Czyli nad tym jakie będą konsekwencje lub koszty pozostawiania w obecnej sytuacji. Koszty braku zmiany.

Tymczasem warto zadać sobie pytanie. Jak unikanie danej decyzji lub działania wpłynie na moje życie za pół roku, rok i 3 lata. Tylko uważaj nie prześlizguj się po tym temacie. Wejdź w niego głębiej i rozważ go w kilku aspektach. Pomyśl np. o kwestii emocji, finansów czy zdrowia.

Cena braku działania
(emocjonalna, finansowa, zdrowotna itd.)
ObawaZapobieganieNaprawa
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.
1.
2.
….
10.

Jak każda, ta technika nie zadziała na każdego z nas tak samo. Nie poradzi sobie też z głęboko zakorzenionymi lękami wynikającymi z jakiejś traumy. Niemniej jednak w wielu przypadkach pozwoli nam ten lęk zdefiniować i skonfrontować się z nim. Pozwoli też na jego racjonalizację, a przecież już od dawna wiemy, że „Częściej cierpimy w wyobraźni, niż w rzeczywistości”. Mówił już o tym wieki temu stoicki filozof Seneka Młodszy.

Nie szczęście i sukces, ale spełnienie i użyteczność

Zwykle życzymy sobie i innym szczęśliwego życia oraz sukcesów w pracy. Są to na tyle oklepane i oczywiste życzenia, że nawet głębiej się nad ich sensem nie zastanawiamy. Kiedy jednak rozmawiam z moimi klientami o ich życiu i pracy troszcząc się o to, aby zbyt łatwo się po tych tematach nie prześlizgiwali, to okazuje się, że powinniśmy raczej życzyć sobie spełnionego życia i użytecznej pracy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - satysfakcja - spełnienie - użyteczność
Image by Pexels from Pixabay

Satysfakcja z życia

Nie od dziś wiadomo, że pieniądze i bogactwo choć miłe i ułatwiające życie niekoniecznie czynią je satysfakcjonującym. Podobnie bywa z poszukiwaniem szczęścia. Jest ono bowiem jedynie ulotnym doświadczeniem, które się pojawia i następnie odchodzi. Nie można w nim trwać 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Oczekując nieniknącego poczucia szczęścia, z góry skazujemy się na porażkę.

Po pierwsze będą momenty kiedy przestaniemy je odczuwać. Po drugie, gdybyśmy nawet spędzali tygodnie w szczęśliwości z czasem przestalibyśmy ten stan traktować jako coś wyjątkowego. Uznalibyśmy, że to norma. Co popchnęłoby nas najprawdopodobniej do poszukiwania źródeł szczęścia o mocniejszym nasyceniu, aby je ponownie poczuć jako coś wyjątkowego. Weszlibyśmy w schemat osoby uzależnionej, która z czasem uodparnia się na działanie substancji uzależniającej i potrzebuje coraz większych jej dawek, aby odczuwać taki sam efekt jak na początku jej używania.

Również życiowa sielanka, czy też poczucie przyjemności, choć w pewnym zakresie bywają nad wyraz miłe i także potrzebne. W dłuższej perspektywie nie zapewniają poczucia satysfakcji z życia.

To co je daje to poczucie spełnienia, ponieważ nadaje sensu naszemu życiu. Według Jaya Shetty spełnienie „potwierdza, że nasze działania mają wartość, odnoszą skutek i pozostawiają pozytywny ślad… Gdy to, co robimy, ma znaczenie, nasze życie również nabiera wartości.”

Oczywiście w takiej sytuacji pojawia się pytanie o źródła takiego spełnienia. Każdy z nas powinien sam odkryć własne źródła. Jednak jeśli miałbym udzielić jakiś wskazówek podpowiedziałbym: szukajcie ich w służbie innym, wspieraniu innych i miłości.

Kiedy ja miałbym odpowiedzieć czy moje życie jest satysfakcjonujące odparłbym, że tak i to z dwóch powodów. Doświadczyłem i wciąż doświadczam głębokiej miłości oraz każdego tygodnia pomagam kilku osobom w budowaniu lepszego życia lub zawodowej ścieżki. Kiedy czasami spoglądam wstecz oczami wyobraźni widzę tych, z którymi pracowałem. Mam wtedy głębokie poczucie, że nie zmarnowałem swoich dni.

Satysfakcja z pracy

Słynę z tego, że czasami słysząc o czyimś awansie serdecznie mu go gratuluję. Dodając jednak, że robię to pod warunkiem, że sam tego awansu chciał. Znam bowiem nie tak mało przypadków, w których awans, komuś podciął nogi, „ukradł” prywatny czas, czy też sprowadził problemy zdrowotne wywołane stresem.

Niestety często zapominamy o tym, że za wszystko w życiu przychodzi nam płacić. Awans to często nie tylko większa pensja, prestiż i szersze pole decyzyjne. To często także więcej pracy, odpowiedzialności i stresu. Nie wiem czy zauważyliście, że częściej na awansie zależy ludziom młodym, którzy postrzegają go jako namacalny dowód zawodowego sukcesu oraz jako wyznacznik ich wartości. Osoby bardziej doświadczone życiowo i pewne swoich życiowych priorytetów oraz swojej wartości pochodzą do wyścigu o stanowiska zazwyczaj z większą powściągliwością. Często nie jest to wynik lenistwa lub braku siły, ale świadomości i rozwagi.

Często też oczekujemy satysfakcji z pracy poprzez sam fakt dołączania do odnoszącej sukcesy firmy. Czy też włączenia do zespołu, który pracuje nad ważnym projektem. Niestety jak pokazuje doświadczenie wielu osób jest to niewystarczające. Musimy bowiem w tych zespołach jeszcze znaleźć swoje miejsce oraz obszar realnego wpływu. Mówiąc inaczej musimy być w tych zespołach użyteczni.

Użyteczność/poczucie wpływu jest tym elementem, który nadaje naszej pracy wartości. Przy czym możemy postrzegać tę użyteczność w dwóch aspektach.

Naszej użyteczności dla zespołu, czy procesu którym się zajmujemy – czy, gdyby nas zabrakło, ktoś by to w ogóle zauważył. Czy bez naszego udziału proces działałby nadal przez dłuższy czas bezproblemowo i efektywnie.

Naszej użyteczności w globalnym aspekcie – czy nasza praca lub firma, w której jesteśmy zatrudnieni wnosi coś wartościowego do świata lub życia innych ludzi.

Dobitnie o tym przekonał się jeden z moich znajomych, który od dłuższego czasu tak kształtował swoją pracę w firmie, aby nie spoczywała na nim prawie żadna odpowiedzialności oraz aby, tej pracy nie było za dużo do wykonania. Kiedy przyszedł COVID i jego firma przeszła na pracę w systemie Home Office przeżył załamanie i otarł się o depresję.

Pojawiły się one ze świadomością, że gdyby nie zalogował się do służbowego komputera, być może nikt by nawet tego nie zauważył. Głęboko przeżywał każdy dzień bez maila bezpośrednio zaadresowanego do niego i bez żadnej próby kontaktu z nim ze strony współpracowników.

Trudności, problemy i wyzwania – czemu ich potrzebujemy?

We wrześniu 1991 roku u podnóża gór Santa Catalina w Oracle w stanie Arizona 8 ochotników zostało zamkniętych na dwa lata w Biosferze 2. Był to eksperymentalny projekt, w ramach którego wzniesiono ogromną i szczelną konstrukcję ze stali i szkła.

Celem tego projektu było zbadanie możliwości użycia zamkniętych biosfer w kolonizacji kosmosu. Eksperyment pod wieloma względami był sukcesem. Sporo problemów przysporzyła jednak hodowla drzew. Rosły one do pewnej wysokości, a potem się przewracały.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - trudności - problemy - wyzwania
Image by Pexels from Pixabay

Naukowcy zachodzili w głowę nad przyczyną tego stanu rzeczy. Po pewnym czasie zrozumieli, że w warunkach Biosfery 2 brakowało jednego istotnego czynnika występującego w naturze. Był to ruch powietrza.

Drzewa zazwyczaj wzrastają smagane wiatrem. W celu ochrony przed jego działaniem tworzą grubszą korę oraz zapuszczają głębiej korzenie. To wszystko powoduje, że są bardziej zahartowane i stabilne.

Wielu z nas w swoim życiu próbuje stworzyć prywatne Biosfery 2, w których chcemy żyć bezpiecznie, spokojnie i bez stresu. Unikamy zmian i związanych z nimi trudności oraz wyzwań i problemów. Tymczasem są one naturalnym elementem naszego życia i choć zazwyczaj tego nie zauważamy czynią nas silniejszymi.

VUCA – transformująca reakcja kluczem do nieznanego

Przez długi czas trwałem w pewnego rodzaju blokadzie jeżeli chodzi o odnalezienie się we współczesnym zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie (VUCA). Choć znałem teoretyczne założenia i teoretyczne rozwiązania nie potrafiłem ich skutecznie wdrożyć w życie. Dziś dysponuje już odpowiednim podejściem, które sprawdza się w praktyce. To pewne ustrukturyzowane rozwiązanie, które składa się z trzech głównych kroków.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - VUCA - transformująca reakcja
Image by PIRO4D from Pixabay

Głównym inspiratorem tego podejścia (choć nie jedynym) jest Alan Seale ze swoją książką „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie”.

3 kroki

Dziś kiedy mam do czynienia z jakąś sytuacją, zdarzeniem czy wyzwaniem przepuszczam je przez dwa „sita”, aby następnie wejść w proces kształtowania transformującej reakcji. Można by powiedzieć, że:

1. Najpierw patrzę co to jest

Sito I: „Skomplikowane czy złożone?” – rozpoznanie charakteru sytuacji i dzięki temu dobór właściwej strategii działania. (przeczytaj na ten temat więcej tutaj)

2. Potem identyfikuję jak ja na to reaguję

Sito II: „Drama, Sytuacja, Wybór, Możliwości”  – rozpoznanie mojego poziomu zaangażowania w to co się dzieje. Uciekam od dramatyzowania i unikam pułapki reaktywnej odpowiedzi na sytuację. Dążę do działania minimum z poziomu Wyboru. (przeczytaj na ten temat więcej tutaj)

3. Następnie buduje transformującą reakcję

Budowa transformującej reakcji

Alan Seale stworzył na potrzeby tego działania specjalne określenie TransformAkcja. Opiera się ono na czterech archetypach zachowań, których uaktywnienie pozwala nam na uzyskanie zupełnie nowego wglądu w to co się właśnie wydarza.

Poniżej przytaczam jedynie skrótowe charakterystyki każdego z archetypów. Sam ich twórca, każdemu z nich poświęca po kilka stron.

Widzący – z poziomu tego archetypu zakładamy, że to co widzimy na pierwszy rzut oka w danej sytuacji jest tylko jej pobieżnym oglądem. Naszym celem jest dostrzec to co jest pod jej powierzchnią. Obrazowo można by powiedzieć, że powinniśmy się odwołać do „widzenia intuicyjnego” i umiejętności wyczucia przepływu energii jaka wiąże się z tą sytuacją. Kiedy myślę o tym archetypie przychodzi mi na myśl Steve Jobs z jego wizją produktów Apple. Zarazem widzę mnichów buddyjskich, którzy uczą się dostrzegać istotę zdarzenia, a nie reagować jedynie na jego powierzchowną emanację.

Odkrywca – kiedy widzimy już więcej i głębiej jednym z ważnych aspektów transformacji jest uruchomienie wewnętrznej ciekawości. Stanowi ona motywację do wkroczenia na nieznany obszar. Nawigowanie po tym terytorium wymaga odwagi i akceptacji ryzyka. Najistotniejsze jednak będzie zaufanie do siebie i wiara, że nasze instrumentarium nabytych doświadczeń w połączeniu z otwartością na nieznane pozwoli nam odnaleźć właściwą drogę. To nieznane terytorium obejmuje również wyjście poza ramy utartych przekonań, idei i rozwiązań.

Współtworzący – w tym archetypie odchodzimy od biernego odkrywania nieznanego terytorium i stajemy się po części jego współkreatorem. Przyjmujemy, że każde zdarzenia, osoba czy nawet napotkana idea są partnerami do współpracy. Wszystko jest po coś, a my jedynie potrzebujemy odkryć klucz do skorzystania z tych okazji. Dzięki temu lepiej wpasujemy się w to co nas otacza. Uruchamiamy nowe potencjały i zasoby, a co najważniejsze wychodzimy poza rutynę w działaniu.

Ambasador – to archetyp szczególnie przeznaczony dla menedżerów, szefów i wszelkiego rodzaju liderów ponieważ w jego kontekście budujemy pomosty do zrozumienia i większej świadomości. Dostrzegając szerszy kontekst możemy wyjaśniać go innym i zarazem inspirować ich do działania oraz dodawać otuchy.

Sądzę, że TransformAkcja Alana Seale może u części osób budzić pewien opór i powątpiewanie w skuteczność tego procesu. Uważam, że to dobrze, bo nie każda metoda jest dla każdego. Ta konkretna wymaga otwartości i pewnego kredytu zaufania do intuicji mocno odbiegającej od czysto logicznego działania.

Mnie do niej przekonał m.in. cytat filozof oraz profesor prawa i etyki na Uniwersytecie w Chicago Marthy Nussbaum „Do innowacji potrzebujesz czegoś więcej niż tylko wyuczonej wiedzy. Potrzebujesz wytrenowanej wyobraźni.”

Prze_myślnik #53 – zaczynaj i kończ

Ludzie często grają w gry i to takie nie do końca uświadomione. Grają z samymi sobą oraz z innymi. Moi klienci często grają też ze mną. Bywamy doskonali w wyszukiwaniu wymówek, unikaniu odpowiedzialności lub graniu ofiary, albo kogoś uwięzionego w obecnej sytuacji. Nawet ja łapię się na tym, że też czasami gram. Ostatnio poznałem jednak mistrza w tej dziedzinie…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zaczynaj i kończ

Jeden z moich klientów czuje się uwięziony w swojej sytuacji zawodowej. Męczy się w niej, choć zarabia całkiem nieźle. Generalnie ma dwa wyjścia. Wejść głębiej w obecny obszar zawodowy i zyskać nowe możliwości. Wymaga to wysiłku i zaangażowania uwieńczonego uzyskanie pewnego certyfikatu. Jednak mój klient twierdzi, że nie jest zainteresowany obecną branżą. Drugie wyjście to całkowite przebranżowienie i realizowanie się w obszarze zgodnym z jego zainteresowaniami.

Przez wiele spotkań pracowaliśmy nad potencjalnymi możliwościami przebranżowienia i tworzyliśmy plany. Kiedy już je kończyliśmy, klient nagle zmieniał zdanie. Kiedy jeden z nich szczególnie dopracowaliśmy i był już w pełni gotowy. Czytaj, nie było jak się z niego wymigać. Mój klient nagle oświadczył, że miał przebłysk myśli i zapisał się na kurs, który pozwoli mu uzyskać certyfikat w obecnym obszarze zawodowym.

Ledwo to zrobił zaczął opowiadać historie o tym jaki jest obecnie zapracowany. Szczerze powiedziawszy, trochę naciągane. Była to tylko wymówka do tego, by się nie uczyć do certyfikatu. Każde z naszych ostatnich spotkań to była opowieść o potężnych ilościach pracy = brak nauki. Ostatnio jednak stwierdził, że chyba nie przystąpi do egzaminu, bo jednak nie widzi siebie w tej branży…

O co tak naprawdę tu chodzi?

Brak certyfikatu pozwala mojemu klientowi nie rozwijać się w danej branży. Zawsze może się powołać na brak uprawnień związanych z certyfikatem. Z drugiej strony jak tylko ma wejść na nową ścieżkę zawodową i wszystko jest zaplanowane to tuż przed finalną decyzją się z tego planu wycofuje. Robi to, szybko zapisując się na kurs do certyfikatu, bo podobno nagle odczuwa taką potrzebę. Jak zagrożenie „nową ścieżka zawodową” znika, natychmiast traci motywację do robienia tego kursu.

Tak naprawdę brak certyfikatu jest wytrychem mojego klienta, do tego aby nic w zawodowym życiu nie zmieniać. Jako coach nie jestem emocjonalnie zaangażowany w tę sytuację i obserwuję ją z dystansu. Dzięki temu dostrzegłem tę grę i zrozumiałem ten system. Pomogłem go dostrzec także mojemu klientowi.

Teraz przygotowuje się do egzaminu nie po to, aby wejść głębiej w obecną branżę. Teraz przygotowuje się po to, aby zrobić certyfikat (pozbyć wymówki) i skonfrontować z sytuacją. Dzięki temu, albo odkryje ciekawe obszary swojej obecnej branży (bo będzie mógł), albo będzie mógł z czystym sumieniem, cytując go: „kopnąć ją w tyłek” i zająć się czym innym.

Certyfikat to klucz do klatki, w której się zamknął. Certyfikat to klucz do wolności w wyborze.

Ciekawy jestem jaką grę Ty prowadzisz i jaki jest do niej klucz?

Zamrożeni – czy ten efekt dotknął też Ciebie?

Zima w tym roku choć nie długa, to dała o sobie znać chwilowymi siarczystymi mrozami. Jednego bardzo zimnego dnia wyszedłem na spacer i miałem wrażenie, że jestem sam na świecie. Wszyscy skryli się w domach i unikali wyjścia na zewnątrz. Ograniczyli się z własnego wyboru.

Podobnie do zimy działa pandemia. Wielu z nas skryło się w mentalnych domach przed jej nieprzyjemnymi skutkami. Problem w tym, że on nie trwa kilku dni, a jest z nami już ponad rok. To co wydawało się właściwym działaniem na początku, z czasem pozbawia nas energii, odwagi do działania i szerszego spojrzenia. „Zamarzamy” w bezruchu i braku aktywności.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność psychiczna - zamrożeni - nie działanie - stagnacja
Image by StockSnap from Pixabay

Przełamanie schematu

Na efekt „zamrożenia” wielu z nas zwrócili moją uwagę Ci klienci, którzy w tych czasach nie zrezygnowali z bycia sobą. Co więcej, całkiem spora ich grupa zdecydowała się na wejście w proces zmiany właśnie w trakcie pandemii. Choć przed nią go nie planowali.

Po prostu w trakcie jej trwania doszli do punktu granicznego, czy to życiu prywatnym czy zawodowym. Ich odwaga polegała na tym, że nie wstrzymali się z działaniem myśląc: teraz nie jest dobry moment na tę zmianę, bo nie wiadomo co się wydarzy. Oni pomyśleli: nie ma na co czekać, bo nie wiadomo kiedy to się skończy i czy później będzie lepiej.

Uczucie zniewolenia prawie zawsze jest iluzją, którą sami kreujemy po to, by nie brać odpowiedzialności za siebie i swoje życie.

Łatwiej nam się czuć zniewoloną lub buntującą się ofiarą niż kimś wolnym.

Wojciech Eichelberger

Działanie daje energię

Sytuacja wielu firm w okresie pandemii uległ diametralnej zmianie. Spora część z nich, żeby przetrwać lub odnaleźć się w nowej rzeczywistości musiała dokonać wielu zmian w sposobie działania, myślenia czy w stosowanych rozwiązaniach technologicznych i organizacyjnych. Część nawet całkowicie się przebranżowiła. Dzięki tym działaniom funkcjonują nadal.

Oczywiście były i te, które upadły lub zamknęły działalność, bo była ona w tych warunkach ekonomicznie nieopłacalna.  Przyczyny były różne i nie zawsze zależne od ich szefów, czy właścicieli. Zmieniło się otoczenie i warunki działania.

W biznesie zasada jest prosta – zarabiasz, albo nie działasz. W życiu tak prosto już nie jest. Nie zarabiasz, nie działasz ale wciąż jesteś. Oprócz długu finansowego można też dorobić się długu technologicznego (niczego się nie uczę w danej pracy i nie rozwijam, ale jestem w niej, bo ją mam). Długu mentalnego (skoro znalazłem się w tej sytuacji, to próbuję ją jedynie przetrwać – nie robię nic, bo po co) itd.

Słyszałem ostatnio świetne porównanie tej sytuacji do pociągu. Wielu z nas z nadejściem pandemii zatrzymało swoje „pociągi życia”. To często całkiem długie składy życiowych doświadczeń i zobowiązań. Kiedy taki wielki skład się zatrzyma, trzeba użyć potężnej siły, aby go potem wprawić w ruch. Problem w tym, że wielu z nas nawet nie konserwuje ciągnących te składy parowozów.

Zrozum mnie dobrze. Obecna sytuacja dla wielu z nas jest wyzwaniem. Wielu z nas z jej powodu odczuwa perturbacje i kłopoty. Podejmowane działania wymagają rozwagi i nie jest dziś właściwym działać na oślep dla samego działania.

Nie chcę tylko, abyś był jak kiedyś jedna z moich kierowniczek przychodząca na cotygodniowe spotkania operacyjne i przez kilka tygodni tłumacząca brak wyników wyjątkową sytuacją wynikającą z tej samej przyczyny. Wreszcie nie wytrzymałem i powiedziałem: „Skoro trwa to już tyle tygodni to uznaj, że ta sytuacja nie jest dzisiaj już wyjątkową. Obecnie to Twoja standardowa sytuacja, a Ty wreszcie zacznij działać”… W kolejnym tygodniu, wyniki się poprawiły.

Czy jestem odporny psychicznie?

To pytanie, które nurtuje wielu z nas. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy z powodu pandemii jesteś od dłuższego czasu wystawieni na stały podwyższony poziom stresu. Warto być jednak świadomym tego, że zawiera ono duże uproszczenia, które może stać się dla nas pułapką.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odporność psychiczna - odporny psychicznie
Image by Daniel Reche from Pixabay

Ludzie odporni i nieodporni psychicznie – niebezpieczne uproszczenie

Pamiętam jeden podcast, w którym podano prosty sposób na rozróżnienie osób odpornych psychicznie od tych nieodpornych. Wspomniano w nim, że według badań osoby te zadają sobie zupełnie różne pytania.

Ci nieodporni psychicznie pytają: “Dlaczego to znowu mnie spotkało? Dlaczego znowu podjęłam błędną decyzję? Dlaczego znowu okazałem się idiotą? Dlaczego znowu okazałam się ofiarą?”

Odporni psychicznie stawiają natomiast następujące pytania: “Co mnie ta sytuacja uczy? Gdybym znalazł się znowu w tej samej sytuacji, jak inaczej podjąłbym decyzję? Jak bym mógł zabezpieczyć się przed tym, żeby nie zostać wykorzystanym? Jaką barierę wejścia muszę postawić ludziom, żeby oni mnie nie wykorzystali i żebym mógł zabezpieczyć swoje interesy?”

Prosta instrukcja, łatwy podział i mamy temat pozamiatany. Jesteś lub nie jesteś odporny psychicznie i teraz sobie radź. Jednak takie podejście to błąd.

Prawda jest taka, że każdy z nas jest odporny psychicznie, a różni nas jedynie poziom tej odporności. Przy czym koniecznie należy tu dodać bardzo ważną uwagę. Ten poziom nie jest jakąś stałą zapisaną w naszych genach. Ulega on zmianom i fluktuacjom.

Stan odporności psychicznej

Zamiast o ludziach odpornych psychicznie lub nie, wiolę mówić o ich stanie odporności psychicznej w danym momencie. Zależy on bowiem od wielu czynników. Dodatkowo o czym warto pamiętać nawet herosom odporności psychicznej przytrafiają się gorsze okresy.

Na stan naszej odporności wpływa np. rodzaj problemu z jakim mamy do czynienia. Może być tak, że generalnie jesteśmy bardzo odporni psychicznie, ale jeden szczególny rodzaj problemu działa na nas mocno destrukcyjnie. Przy nim nasza odporność psychiczna leci w dół na łeb na szyję. Kluczem tutaj jest, aby rozpoznać takie sytuacje i być świadomym występujących w nich wyzwalaczy obniżonej odporności.

Naszą odporność psychiczną może też istotnie obniżyć stan dużego przemęczenia, wyczerpania czy choroba. Kiedy organizmowi brakuje energii lub czujemy się rozbici przez chorobę dużo łatwiej ulegamy różnym problemom i trudnościom jakie pojawiają się w tym okresie. Z tego powodu tak istotnym jest, aby dbać o swoją energię życiową i odpowiednią regenerację. Natomiast kiedy dopada nas choroba, odpuścić sobie i nie chojrakować.

Wreszcie należy pamiętać, że każdy problem z jakim się mierzymy pochłania naszą energię. Możemy jej mieć spore zasoby i generalnie świetnie radzić sobie w życiu z wyzwaniami. Jednak kiedy nastąpi moment kumulacji problemów i wyzwań, to możemy dojść do punktu przełomu, w którym nie starczy nam już sił na ogarnięcie wszystkich tematów.

Cztery Poziomy Zaangażowania

Ciekawy sposób podejścia do tej kwestii ma Alan Seale. Stworzył on model Czterech Poziomów Zaangażowania, którego celem jest pomoc w doborze właściwych relacji do wydarzeń i sytuacji, z którymi mamy do czynienia.

Według niego, choć w nasze życie angażujemy się na wiele różnych sposobów, to istnieją cztery podstawowe poziomy opisujące to jak podchodzimy do danej sytuacji, czy wydarzenia. Relację z tym, w co właśnie wchodzimy budujemy na bazie jednego z poniższych poziomów:

Dramat > Sytuacja > Wybór > Możliwości

Dramat – to najpłytszy poziom relacji, za to pełen emocjonalnej reakcji na to co się dzieje. To właśnie w nim pojawia się dramatyczne stwierdzenie „Nie mogę uwierzyć, że mnie to spotkało”. Skoro nie mogę w to uwierzyć, to z założenie nie szukam przyczyny danej sytuacji lub współodpowiedzialności za jej powstanie w sobie. Szukam za to winnych i odpowiedzialnych na zewnątrz: „Czyja to wina? Jak to się stało? Jak on to mógł zrobić? Dlaczego mnie to właśnie spotkało?”

Poziom ten pozwala „spuścić” z siebie trochę pary i nabuzowania. Uwalnia emocje nagromadzone wewnątrz nas. I to są jego jedyne pozytywne aspekty. Jednak jeżeli tylko na tym poziomie się zatrzymujemy, nie uruchamia się w nas refleksja. Niczego się z danych zdarzeń nie uczymy i nie wyciągamy wniosków. Uwięzieni na poziomie Dramatu, jedynie reaktywnie gasimy co chwilę wybuchające w naszym życiu  lub pracy pożary.

Sytuacja – to poziom relacji ze zdarzeniem, w którym wchodzimy w proces analizy i poszukiwania rozwiązań. Pojawiają się pytania typu „Co z tym dalej? Jak to rozwiązać?”, które popychają nas do działania w reakcji na to co się wydarzyło. Często mają one jednak jeszcze drugie dno i ich rozwinięta forma brzmi „Jak temu zaradzić, najszybciej jak to możliwe i tak, aby nikt się nie dowiedział o tym co się stało?”.

To odkrywa ciemną stronę tego poziomu relacji. Naszym celem jest jedynie „załatwić sprawę” lub skutecznie „zamieść ją pod dywan”. Kiedy temat wraca do „normalności” i mamy nad nim kontrolę, uznajmy, że już jest dobrze i go kończymy. Podobnie jak w Dramacie nie wyciągając żadnych wniosków.

Wybór – to pierwszy poziom świadomej relacji ze zdarzeniem. Nie działamy tylko reaktywnie, aby szybko załatwić temat i o nim zapomnieć. Termin Wybór odnosi się do pytania o to jaką rolę chcemy odegrać w tym zdarzeniu. Jaką postawę wobec niego przyjąć. Jedynie na nie zareagujemy (zgasimy ten problem), czy też nad nim zapanujemy. Może też w tym zdarzeniu staniemy się przewodnikiem dla innych.

Nie będziemy go zamiatać pod dywan. Co więcej możemy wręcz wyciągniemy na światło dzienne. Po to, aby powiedzieć innym, że tą konkretną sytuację rozwiązaliśmy. Jeżeli jednak nie podejdziemy bardziej globalnie do jej przyczyny, to takie sytuacje będą cyklicznie powracać.

Możliwości – na tym poziomie podstawowe pytanie brzmi „Co się chce wydarzyć?”. Pozwala ono dotrzeć do sedna zdarzenia. Wymaga od nas zaufania w to, że sytuacja zdarzyła się z jakiegoś powodu. Powodu, którego być może w danym momencie jeszcze do końca nie rozumiemy.

Relacja przez pryzmat Możliwości pozwala szerzej spojrzeć na Wybór jakiego możemy w stosunku do zdarzenia dokonać. Nadaje sens naszemu działaniu, jak i samem zdarzeniu, które zaistniało w naszym życiu. Przestajemy do niego podchodzić, tylko jako do utrudnienia. Co więcej dostrzegamy, że być może stanowi ono dźwignię do naszego rozwoju lub zmian w naszym otoczeniu.

Proponuję, abyś w przyszłości zamiast oceniać czy jesteś odporny psychicznie czy nie, zaczął po prostu świadomie podchodzić do każdego ze zdarzeń z jakim masz do czynienia.

Uczucia, a cele i ważne wartości

Jak to jest, że jedni z nas ciągle i skutecznie prą do przodu, a innym to zupełnie nie wychodzi. Gdzie leży przyczyna tego, że ciągle „nie możesz” wykrzesać z siebie wysiłku, aby w zamian coś osiągnąć. Czemu, choć wiesz, że dane jedzenie lub zachowanie jest niezdrowe nie rezygnujesz z nich. Czemu choć jesteś kreatywny i masz ciekawe marzenia, nie realizujesz ich?

Przyczyna nie leży w jakimś wyrafinowanym genie, turbo doładowującym wspomagaczu lub tajemnej technice planowania dnia…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - uczucia - cele - wartości
Image by 99mimimi from Pixabay

Tak sobie marzę, żeby mieć fajne życie/pracę

Alternatywą dla powyższego zadania jest „Chciałbym/chciałabym mieć fajne życie”. Sęk w tym, że od samych marzeń lub chcenia jeszcze nic nigdy się nie zmieniło. Efekt wymaga bowiem wcześniejszego działania.

W dzisiejszych czasach jesteśmy uczeni, aby skupiać się na sobie. Zachęca się nas do tego, abyśmy nauczyli się odkrywać swoje uczucia i potrzeby, a następnie działali zgodnie z nimi. Generalnie to świetne rozwiązanie i bardzo dobra rada. Szczególnie w czasach, w których wszystko mknie do przodu w szaleńczym tempie i zasypuje nas cała masa informacji, reklam i propozycji. Nietrudno w tym całym chaosie zapomnieć o sobie samym.

Jednak jak we wszystkich aspektach życia, koncentrowanie się tylko i wyłącznie na tej radzie lub bezrefleksyjne wcielanie jej w życie, może nam przynieść więcej szkody niż pożytku. No bo jak się już skupisz na tych swoich uczuciach to możesz poczuć się zmęczony (dziś prawie wszyscy są), rozleniwiony, sfrustrowany lub przybity swoją sytuacją w życiu. Oczywiście, możesz też pójść w totalnie pozytywnym kierunku i poczuć się zakochany, zadowolony, szczęśliwy, wolny, niezależny, zbuntowany i co tam sobie jeszcze wyczujesz.

Pytanie jednak, co samo odkrycie tych uczuć Ci da?

Jeżeli jesteś zirytowany, to jeszcze bardziej możesz się zirytować faktem swojej irytacji. Jeżeli poczujesz się zagubiony w życiu, to świadomość zagubienia może pogłębić Twoje zagubienie. Odkrycie w sobie dużego ładunku stresu, może nam sporo tego stresu dołożyć. Zaś poczucie szczęścia może super podkręcić Twoją szczęśliwość itd.

Wewnętrzny konflikt

Powyżej wspominana rada mówi o uczuciach i potrzebach, ale milczy na temat Twoich celów w życiu lub ważnych wartości. Tymczasem często są one ze sobą w wewnętrzny konflikcie.

Weźmy pod uwagę sytuację kiedy idziesz po ulicy i mijasz cukiernię, z której unosi się cudowny zapach wypieków i słodkości. Jeżeli skupisz się na swoim uczuciu – potrzebie zjedzenia czegoś słodkiego, szybko jej ulegniesz. Co więcej, możesz jej ulegać przy każdej kolejnej cukierni.

Załóżmy, że masz w planach popołudniowy bieg po okolicy, ale zaraz po wejściu do domu na pierwszym planie widzisz wygodną kanapę. Jeżeli skupisz się na swoim uczuciu – potrzebie zalegnięcia na niej, z biegu będą nici. Co więcej, potrzebie opadnięcia na kanapę możesz ulegać, każdego dnia, szczególnie wtedy kiedy pomyślisz o popołudniowym bieganiu.

Takie są efekty skupiania się na odczuciach. Jeżeli jednak masz w życiu ważne cele lub wartości mogą one wprowadzić korektę w Twoim zachowaniu i uchronić cię od zgubnego ulegania pokusom. To jest właśnie klucz skuteczności wielu osób.

Mają ochotę na pyszne ciacho w cukierni, ale pamiętają, że ważnym celem w ich życiu jest szczupła sylwetka i zdrowe odżywianie. Dzięki temu przemykając obok pysznych wypieków i słodkości są w stanie powiedzieć sobie „Nie dziś”.

Tak samo zrobią kiedy stoją przed wyborem wygodna kanapa, czy buty do biegania. Skoro chcą mieć dobrą kondycje i fajne ciało, spojrzą na kanapę i pomyślą „to później – jak wrócę”.

Cele i ważne wartości

Świadomość swoich celów w życiu i ważnych dla nas wartości jest przejem świadomego życia. Takiego, które nie polega na tym, że jak wyjdzie tak będzie. Takiego, w którym nie czekamy tylko na to co przyniesie nam los.

Jako świadome życie postrzegam takie życie, na który mam wpływ. Takie, które kształtuję w miarę moich możliwości pod to do czego chcę dojść lub co jest dla mnie ważne. To właśnie dlatego od tych kwestii, często zaczynam pracę z moimi klientami. Szczególnie tymi, którzy przychodzą do mnie z tematem, że czują się nie tak jakby chcieli. Nie bierzemy się wtedy za bary z ich uczuciem, ale celem który chcą osiągnąć.

Metoda pracy poprzez cele i ważne wartości jest bardzo efektywna. Sam zresztą jestem tego najlepszym dowodem. Kilka lat temu ustaliłem, że ważne dla mnie jest, aby na starość być jak najdłużej sprawnym człowiekiem.

To cel odległy w czasie, ale na tyle dla mnie istotny, że pomógł mi wprowadzić wiele zmian w obecnym życiu. Schudłem 10 kg i od wielu lat utrzymuję szczupłą sylwetkę. Regularnie ćwiczę i bez względu na pogodę staram się każdego dnia robić 10 tys. kroków. Uprawiam jogę i od podstawówki nie mogłem zrobić tak głębokiego skłonu w przód jak robię dzisiaj (wiele starszych osób ma problem z wiązaniem swoich butów). Moja kuchnia i sposób odżywiania przeszły totalną rewolucję.

Czuję się z tą sytuacją bardzo szczęśliwy, bo mam poczucie kontroli i sprawczości w swoim życiu. Sprawczość zaś u każdego z nas podnosi poczucie własnej wartości.     

Skomplikowane czy złożone – z jakim wyzwaniem masz do czynienia?

Te na pozór zbliżone do siebie terminy, są kluczowe do doboru odpowiedniej drogi radzenia sobie z rzeczywistością w jakiej przyszło nam działać. Drogi te mają zdecydowanie odmienny przebieg i założenia. Co ważne, dobór niewłaściwej może wręcz storpedować nasze działania.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - skomplikowane - złożone - wyzwanie - projekt
Image by Pete Linforth from Pixabay

Skomplikowane

Kiedy mamy do czynienia ze skomplikowaną sytuacją oznacza to, że składa się ona z wielu raczej stałych elementów, które są ze sobą powiązane wzajemnymi relacjami. Przy czym na początku drogi mogą nam się wydawać totalny bałaganem. Przykładem takiej sytuacji może być konieczność przeanalizowania przyczyny wypadku lotniczego po roztrzaskaniu się samolotu. Objęcie zarządzania działem w nowej firmie, w sytuacji gdy w tym dziale nic nie działa i panuje totalny chaos. Jak również zadanie wdrożenia centralnej bazy danych w organizacji, która posiada wiele lokalnych baz wykonanych w różnych technologiach, które dysponują wzajemnie nie do końca spójnymi danymi.

Jeżeli dysponujemy odpowiednią wiedzą, doświadczeniem i cierpliwością z czasem uda nam się zidentyfikować wszystkie elementy składowe danej układanki oraz ich wzajemne powiązania. Teraz wystarczy opracować odpowiedni sekwencyjny plan działania i skoncentrować się na rozwiązaniach.

Przy tego typu sytuacjach bardzo cenne są doświadczenie, wiedza, logika i umiejętność planowania pracy. Przydatna będzie też determinacja i skupienie się na celu i pośrednich rezultatach w drodze do niego. Często od lidera takiej inicjatywy oczekuje się, że dysponuje on dogłębną wiedzą o całym przedsięwzięciu i zna odpowiedzi na większość pytań. Ma opracowany harmonogram poszczególnych działań i koncentruje się na jego dotrzymaniu.

Złożone

Działanie w sytuacjach złożonych ma zupełnie odmienny przebieg od powyżej opisanego. Co więcej, wyżej opisane podejście zupełnie się nie sprawdzi w tym przypadku. Przyczyna leży w charakterystyce tego co złożone. Polega ona na tym, że wiele elementów składowych sytuacji jest ruchomych. Mogą one zmieniać się nieustanne, ewoluować i przybierać nowe formy. Zmiany te zachodzą dynamicznie i niejednokrotnie dzieją się jednocześnie.

Próba opracowania sekwencyjnego planu działań, jak również jakiegoś ścisłego harmonogramu spełznie na niczym. Nawet kiedy przy przyjęciu pewnych uproszczonych założeń i ogromie pracy je stworzymy. To w momencie ich ogłaszania, może się okazać, że są one już nieaktualne. Sama sytuacja uległa bowiem istotnym zmianom i przemodelowaniu. Często w tym momencie pojawia się pokusa rozpoczęcia prac nad planem i harmonogramem od nowa. Będzie to jednak bezproduktywne zapętlenie pracy, z powodu którego możemy nigdy nie przejść od fazy planowania do realizacji.

W tego typu przypadkach dotychczasowa wiedza i doświadczenie tracą na znaczeniu. Otoczenie, w którym działamy jest często niestabilne i mało przewidywalne. Wzorce działania są nieliniowe, a dodatkowo sekwencje przyczynowo-skutkowe są nieoczywiste. Zamiast koncentrować się na planie działania, należy się skupić na kolejnym kroku do wykonania. Po jego realizacji właściwym jest zatrzymanie się, określenie obecnej sytuacji i zaobserwowanie nowych wzorców, które zaistniały. Dopiero wtedy należy określić kolejny krok i go zrealizować. Czynność tę należy powtarzać nieustannie. W tym przypadku zamiast liniowego działania mam działanie kołowe, sprowadzające się do wykonywania małych cykli, które przypominają „sprinty” w metodologii agille.

Od liderów w tego typu sytuacjach oczekuje się przede wszystkim dobrego odnajdywania w sytuacjach niewiedzy. Lider nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania, ponieważ żyje w rzeczywistości ciągłego odkrywania. Powinien on za to „wyczuwać” sytuację w projekcie czy wyzwaniu. Umieć odczytywać różne sygnały. Akceptować okoliczności eksperymentu, które dopuszczają wejście w niewłaściwe ścieżki i wycofanie się z nich jako coś naturalnego, a nie przejaw błędu w zarządzaniu. Ważne jest też, aby posiadał on umiejętność podtrzymywania zaangażowania zespołu, szczególnie w tego typu sytuacjach. Spotkałem się z określenie, że lider w sytuacjach złożonych powinien nieustannie „tańczyć” równocześnie z szerszym kontekstem i ze szczegółami, oraz z tym co pomiędzy.

Powyższe opisy mogą sugerować, że odnoszą się jedynie do sytuacji biznesowych. Należy jednak pamiętać, że w obszarze prywatnym również pełnimy rolę lidera we własnym życiu.


Eksperyment:

Wyobraź sobie średniej wielkości salę do której wchodzi 11 osób. Stają one zupełnie przypadkowo w różnych jej miejscach. Następnie każda z osób ma sobie wybrać dwie dowolne osoby, względem których będzie się tak ustawiała, aby utrzymywać od nich równy dystans. Nikt nie wie, kto kogo wybrał i nie można się porozumiewać.

Zostałeś liderem tego projektu i masz za zadanie teraz odpowiednio poustawiać te osoby, aby zostały zachowane powyżej opisane reguły. Tobie też nie wolno rozmawiać z uczestnikami tego zadania.

Podejście w nurcie skomplikowanej sytuacji:

Opracowujesz strategię rozpoznania relacji. Przygotowujesz specjalne arkusze do mapowania zależności i sekwencyjność ich analizy. Np. prosisz jedną osobę o zmianę pozycji i wręczasz jej małą chorągiewkę. Następnie po jej przemieszczeniu prosisz osoby, których pozycja zależy od niej, aby teraz one wykonały swoje ruchy pozwalające im utrzymać odpowiedni dystans od dwóch wybranych osób. Identyfikujesz te osoby, je również oznaczasz chorągiewkami. Na podstawie odległości od tej poprzedniej osoby typujesz, kto potencjalnie może być tą drugą osobą, względem której te ostatnio przemieszone utrzymują dystans. Teraz prosisz, aby kolejne osoby zależne od jednej z ostatni przemieszczających się osób zmienił swoje pozycje. Czynności te powtarzasz, aż wszyscy będą już oznaczeni chorągiewkami.

Powinieneś mieć już bardzo mglistą mapę relacji, bo przecież przemieszczenie każdej osoby, zaburza jednocześnie już wcześniej zdiagnozowane zależności w przestrzeni. W przypadku osób, co do których nie jesteś pewien ponownie prosisz o zmianę pozycji i obserwujesz, kto następny w konsekwencji poprzedniego ruchu zmieni teraz swoje pozycje.

Kiedy masz to wszystko rozpisane powinieneś teraz przygotować wzór mapy nowego i zarazem prawidłowego rozmieszczenia osób. Kiedy ją przygotujesz, a następnie rozmieścisz ludzi powinieneś poprosić, tych u których zasada równego odstępu o dwóch wybranych osób nie jest zachowana o zgłoszenie tego faktu. Następnie spróbować na podstawie tej informacji nanieść korektę na mapie i znowu zbadać, kto nie jest we właściwym ustawieniu, aż już nie będzie takich osób.

Nie wiem ile czasu by Ci to zajęło. Biorąc pod uwagę liczbę uczestników i relacji między nimi szansa na pomyłki jest przeogromna i korekty mogłyby wymagać sporo czasu. Czy zdążyłbyś w ciągu jednego dnia, a może byś potrzebował dwóch – nie wiem. Z pewnością po tym zadaniu byłbyś również psychicznie wykończony.

Podejście w nurcie złożonej sytuacji:

Prosisz, aby wszyscy zaczęli się pomału przemieszczać, tak aby ustawić się właściwie z przyjętymi założeniami. Uczulasz, że być może proces dojścia do finalnej sytuacji zajmie chwilę i trzeba będzie wiele razy zmieniać już wybraną pozycję, ale to jest naturalny proces.

Od teraz Twoja rola sprowadza się bardziej do nieprzeszkadzania uczestnikom zadania. Możesz ich motywować komentarzami typ „to początek, teraz wszyscy wchodzimy w ruch pozycjonowania, bądźcie spokojni i cierpliwi”, „zauważyłem, że część osób już od dłuższej chwili jest w tej samej pozycji – super struktura zaczyna nam się stabilizować”, „cześć osób wciąż się jeszcze przemieszcza i to jest ok.” itd.

Sądzę, że po jakiś 15, 30 minutach, a maksymalnie godzinie, grupa znajdzie się we właściwym ustawieniu.