Rafał Markiewicz

Blog

„Prywatny szef” – nowa potrzeba szefów i menedżerów

Jeszcze do niedawna, kiedy ktoś mnie pytał czy jestem osobistym trenerem nieco się obruszałem. Wolałem moją pracę z klientami postrzegać jako ich wsparcie w odkrywaniu nowych dróg i możliwości. Zależało mi, aby ich inspirować i pomagać im odnajdywać odwagę do pójścia wytyczoną ścieżką. Niejednokrotnie też wspólnie z nimi porządkowaliśmy chaos panujący w ich życiu czy też biznesowych aktywnościach. Oczywiście godziłem się być także sekundantem ich działań i „kontrolerem” realizacji ustalonych planów. Jednak od czasu koronawirusowej pandemii coraz więcej moich klientów będących menedżerami i właścicielami firmy prosi mnie wprost „bądź moim prywatnym szefem”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szef - menedżer - właściciel - home office
Image by Ales Krivec from Pixabay

Przytłumiony rozmach i wyciszona dynamika

Dzisiejsze czasy istotnie podniosły poziom niepewności. Obostrzenia wprowadzane w naszym codziennym życiu w konsekwencji rozprzestrzeniania się COVID-19 wpłynęły na zmniejszenie aktywności wielu z nas. Do tego dochodzi coraz częstsza, o ile nie permanentna praca zdalna.

Te wszystkie czynniki powodują wzrost stresu. Choć rzadko jest to spektakularny skok wzwyż na jego skali, to mamy do czynienia z powolnym i jednostajnym jego nasilaniem. Zazwyczaj w takich sytuacjach pomagały nam nasze relacje społeczne. Spotykając się z innymi mogliśmy powiedzieć im o naszych obawach i wątpliwościach. Mogliśmy się też pozbyć stresu wyśmiewając go podczas wspólnych rozmów czy zabaw. Najważniejsze jednak, że mogliśmy poczuć, że w tym wszystkim nie jesteśmy sami.

Nawet praca, która wielu ludziom wydawała się uciążliwym obowiązkiem, wyciągała nas z domów i wciągała w wir działań. Pozwalała pokonywać kolejne wyzwania. Spotkania z szefami podnosiły nam adrenalinę lub mobilizowały do dociągnięcia zadań do końca. Najważniejsze jednak, że przychodząc do niej zmienialiśmy środowisko i otoczenie.

Teraz dni wielu z nas stały się podobne do siebie. Dynamika działań nieco spowolniła. Nie ma już zmiany środowiska i otoczenia. Dziś niejednokrotnie pracujemy przy tym samym stole przy którym później jemy kolację. Nawet jak my mamy siłę i energię, to nagle okazuje się, że nie mają jej nasi współpracownicy na home office lub klienci. Co więcej, często nam ją nawet odbierają.

Zarządzanie w takich warunkach działem, zespołem czy firmą staje się prawdziwie trudnym zadaniem. Stąd tak wielu zarządzających potrzebuje dziś kogoś, kto zmobilizuje ich do działania. Odrzuci zwykłe wymówki i przysłowiowo „kopnie w tyłek”. Przy czym zrobi to jeszcze zanim spadek formy zauważy szef lub podległy zespół. Często nim zauważy go także nasza rodzina, która mogłaby się zacząć o nas martwić. Oto prawdziwy powód dlaczego dzisiejsi szefowie, zaczynają szukać swoich „prywatnych szefów”.

Czuje zamiast myślę   

Czasami oprócz kogoś, kto zmotywuje ich do działania zarządzający szukają też kogoś, kto pomoże im zdroworozsądkowo i z dystansu spojrzeć na obecną sytuację. Brak rozdzielenia świat prywatnego od zawodowego. Brak zmiany środowiska i otoczenia powodują często trudności w zmianie perspektywy postrzegania danego problemu czy zdarzenia.

Jedną z częstych sytuacji z jakimi mam do czynienia w pracy z moimi klientami jest np. niemoc działania wynikająca z tego, że używają zwrotu „czuję” zamiast „myślę”. No, bo jeśli czujesz „że będzie źle”, czujesz „że to wszystko się źle skończy” to zasadniczo nie można już z tym nic zrobić. Nie można przecież „walczyć” z odczuciami.

Można za to uświadomić komuś, że używa zwrotu „czuję” kiedy chce ukryć fakt, że tak naprawdę myśli lub obawia się, że „będzie źle” lub „coś się źle skończy”. Odczuwać można bowiem jedynie emocje np. takie jak: obawa, strach, lęk, radość czy satysfakcja i trudno z nimi dyskutować.

Z myśleniem za to dyskutować dużo łatwiej. Kiedy ktoś stwierdzi – myślę, że to się źle skończy. Można np. zadać mu pytanie na postawie jakich faktów lub przesłanek tak myśli. Dzięki temu można je zracjonalizować lub obalić. Tak więc rolą „prywatnego szefa” bywa także czasami, wyciągnięcie swojego klienta z otchłani czarnowidztwa.

Prze_myślnik #49 – życie jest sztuką

Dziś dzień, w którym zwykliśmy wspominać tych którzy odeszli. W zabieganiu dni, nagle zwalniamy, zatrzymujemy się i zapalamy świece. Często uciekamy też myślami do chwil spędzonych z tymi, których już nie ma. Nierzadko starając się pamiętać jedynie to co było dobre w tych relacjach. Wybaczamy i odpuszczamy przykre wydarzenia, nietakty i urazy, których doznaliśmy.

Pytanie jednak czemu postępujemy, tak tylko względem już nieobecnych. Czemu nie jesteśmy tacy dla żywych?

Jak pisze Agnieszka Sawicz „Ludzie uczynili ze śmierci sztukę, choć raczej sztuką powinno być życie.” Dopóki on trwa, każdego dnia budzimy się, aby iść do przodu. Napotykać radości, smutki, wyzwania i przeciwności losu. Każdy z nas dźwiga jakiś bagaż doświadczeń, ma jakieś marzenia, jak również sytuacje, o których najchętniej by zapomniał. Niekoniecznie w życiu bywa łatwo i z górki, choć z całą pewnością przyjemne i ekscytujące momenty też w nim występują.

Wielu z nas szuka stabilizacji i spokoju, zapominając o tym, że zmiana jest permanentnym składnikiem życia. Oczywiście można się z niego wycofać, popaść w bezmyślną rutynę. Bez rozwoju i wyzwań, sprowadzając całą ekscytację życiem do emocji przeżywanych wraz w bohaterami  telewizyjnych seriali. Pytanie jednak czy taki stan oznacza jeszcze życie, w pełnym jego rozumieniu. Czy zapalając świeczkę 1 listopada, nie powinniśmy jej zapalać też niektórym z tych, którzy choć jeszcze oddychają, to tak jakby umarli za życia?

Życie w pełni i zgodnie ze sobą to sztuka. To kreacja otaczającego nas świata i realny wpływ na nasze losy. To nie zawsze zwyciężanie i spoglądanie ze szczytu zdobytej góry. To czasami też potknięcie, upadek i podróż przez ciemne i nieprzychylne doliny. Ważne jest jednak, aby bez względu na miejsce i sytuację budzić się następnego dnia i robić krok do przodu.

Mam zatem propozycję, kiedy już się dopalą znicze zapalone dla tych, których już z nami nie ma. Zapal jeszcze jedną świeczkę, tym razem dla tych którzy są wokół ciebie i wciąż żyją. Zapal ją z intencją, aby jej światło oświetlało im drogę. Jeżeli będziesz miał ochotę chwyć też za telefon i zadzwoń do nich, aby im powiedzieć jak to dobrze, że po prostu są. Żywi nie mają swojego dnia pamięci o nich. Zwykliśmy zakładać, że życie jest oczywistością a tymczasem jest ono też sztuką, którą czasami warto docenić…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie jest sztuką

Życie – to „żywy” projekt, a nie zestaw raz dokonanych wyborów

Wiele razy zdarzało mi się usłyszeć, że ktoś coś robi „bo tak trzeba”. Nie raz składając zamówienie na jakiś towar usłyszałem „jak już pan dokona wyboru – to potem nie można tego zmienić”. Podobno jak joga –  to i piękna dusza. Jak biznes – to twarde reguły gry. Jak władza – to „mocne plecy”. Jak dane wyznanie – to 100% przestrzeganie wszystkich jego nakazów i zakazów. Jak jedzenie – to albo mięsożerca albo wegetarianin. Tym czasem wg. mnie to zwykły bulshit.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie - wybór
Photo by David Lezcano on Unsplash

To co uważam za najcenniejsze w moim życiu to odwaga do mądrego i niekrzywdzącego innych przekraczania sztywnych reguł, łamania stereotypów, nie poddawania się przyklejanym ludziom „etykietkom” oraz naturalna potrzeba niezaszufladkowania. Do tego też gorąco zachęcam innych. Z jednym wszakże założeniem – dawanie sobie takiego prawa, oznacza również dawanie go pozostałym.

Dzięki temu samo „bo tak trzeba” nie jest dla mnie żadnym argumentem. Jednocześnie uprawiam jogę i działam w biznesie wykorzystując naprzemiennie to co „miękkie” i „twarde” w moim charakterze. Bez oporów korzystam z czystej logiki, jak i intuicji. Brak „mocnych pleców” nie zablokował mnie przed dostępem do władzy, bo dała mi ją solidna wiedza merytoryczna. Nie jestem wyznawcą żadnej religii, choć znam wiele systemów religijnych. Dzięki temu z każdego z nich brałem to co uznaje za dobre i tak skonstruowałem swój wewnętrzny system wartości (choć katechetka na religii gdy byłem dzieckiem mówiła, że to grzech). Jeżeli zaś chodzi o jedzenie, to jestem semiwegetarianinem, czyli mówiąc krótko jadam mięso ale bardzo mocno je ograniczam w mojej diecie. Można zatem powiedzieć, że stoję w rozkroku między mięso- a roślinożercami i nie jest to kwestia braku decyzji lub etap przejściowy, ale świadomy wybór.

Ty definiujesz zasady, czy zasady definiują Ciebie?

Zawsze zachęcam innych do odpowiedzenia sobie na powyższe pytanie. Skoro np. w Twojej rodzenie, gdy byłeś dzieckiem obowiązywały określone zasady, to czy teraz chcesz je bezrefleksyjnie przenieść do swojej „nowej rodziny”, którą zakładasz. Skoro Twój szef nie szanuje ludzi, a Ty też masz swoich podwładnych w tej firmie, to czy jednak mimo wszystko możesz okazywać im szacunek?

To tylko dwa proste przykłady, ale w naszym życiu jest wiele pól do dokonywania takich wyborów. Doskonale rozumiem, że najłatwiej powielać jakiś schemat. Nie brać odpowiedzialności za własny wybór i zrzucać ją na innych, system, okoliczności czy wychowanie. To jednak dla mnie oznacza zwykły konformizm i bezrefleksyjność. Jeżeli tak wybierasz szanuję to, ale nie potraktuję Cię jako ubezwłasnowolnionej ofiary lecz uznam, że tak wybrałeś i tyle.

Kiedy przychodzi do mnie klient na coaching i twierdzi, że nie może nic zmienić w swoim życiu, bo miał złych rodziców – mówię mu że to prawda, ale tylko do momentu gdy był dzieckiem. Teraz jest dorosły i ona już nie obowiązuje.

Oglądałem kiedyś film „Niezgodna”. Opowiadał o metropolii, w której budowane jest „idealne społeczeństwo” bazujące na przynależności do jednej z pięciu frakcji: Altruizm, Erudycja, Nieustraszoność, Prawość i Serdeczność. Każdy nastolatek musiał przejść test przynależności do jednej z nich. Zdarzały się jednak jednostki, które miały cechy pretendujące je do więcej niż jednej frakcji tzw. NIEZGODNI. Byli uznawani za zagrożenie. Oznaczało to bowiem niezależne myślenie i działanie oraz niską podatność na sterowanie przez system.

Pytanie zatem do Ciebie, czy nie chciałbyś być NIZEGODNYM w swoim życiu? A mówiąc precyzyjniej NIEZGODNYM z „systemem”, ale za to zgodnym z samym sobą?

Życie to seria wyborów, czy raz dokonane wybory to „jedno” życie?

Błąd, który często popełniamy to wiara w to, że raz dokonane wybory są już na całe nasze życie. Wstydzimy się zmieniać zdanie czy poglądy. Wyolbrzymiamy konsekwencję wyborów. Np. wielu z tych, którzy rozważają emigrację z danego kraju, zakłada że opuszczają go już na zawsze. Prawda jest taka, że opuszczają go na teraz, może na jakiś czas. Nikt jednak nie powiedział, że w przyszłości nie mogą do niego wrócić. To jest tylko ich założenie.

Jeżeli spuścimy trochę z tonu i zadęcia decyzje będą łatwiejsze. Jak przyjmiemy, że z wiekiem rozwijamy się i nasze poglądy ewoluują łatwiej będzie nam zaakceptować zmianę podejścia do wielu spraw.

Zmiana poglądu na jakąś kwestię, czy względem jakiegoś przekonania to nie przejaw słabości lub niestałości. To często przejaw odwagi i naturalnego rozwoju człowieka.

„Twoje założenia są Twoimi oknami na świat. Wyszoruj je od czasu do czasu, inaczej nie przejdzie światło”. Isaac Asimov

Świat VUCA – modny termin czy trafna diagnoza? Jak postępować?

Termin VUCA pochodzi od słów: volatility (zmienność), uncertainty (niepewność),complexity (złożoność) i ambiguity (niejednoznaczność). Opisuje on cztery rodzaje wyzwań z którymi przychodzi nam się mierzyć we współczesnym świeci. Mało kto wie, że nie powstał on w ciągu ostatnich paru lat, ale już w roku 1987. Niemniej to właśnie obecnie można często się natknąć na alarmujące artykuły i wpisy mówiące o tym jak świat VUCA wywróci nasze życie. Mało kto jednak wyjaśnia co ten „świat” w praktyce oznacza.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - VUCA - świat VUCA
Image by Jörg Möller from Pixabay

Świat VUCA brzmi szumnie – zasada wesołego miasteczka

Te cztery litery z niepokojąco brzmiącym ich rozwinięciem: zmienność, niepewność, złożoność i niejednoznaczność są świetną marketingową dźwignią różnego rodzaju działań, projektów, wystąpień i konferencji. Wystarczy wziąć dowolną branżę, wpisać jej nazwę na początku zdania, a potem tylko dodać dopisek o świcie VUCA i już mamy hit konferencyjny, czy szkoleniowy. Poniżej wymyślone przeze mnie przykłady:

  • Zarządzanie ludźmi w zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie – szkolenie menedżerskie (a tak naprawę typowe szkolenie z zarządzania zespołem)
  • HR w czasach VUCA – jak zwinnie radzić sobie w niepewnym świecie! – konferencja dla branży HR (taka sama jak co roku, ale z dramatycznym tytułem)
  • Klient w świecie VUCA – strategia zdobycia i utrzymania nieprzewidywalnego klienta – wystąpienie na konferencji, de facto promujące oprogramowanie CRM

Idealnie działa tutaj zasada wesołego miasteczka – trzeba umiejętnie grać na poziomie strachu i ciekowości klienta. Dzięki temu kiedy opuszcza on wesołe miasteczko, aż buzuje w nim od emocji. Ważne tylko, aby nie przegiąć ze strachem, no i bezpiecznie zakończyć przejażdżkę na karuzeli. Powyższe przykłady najpierw nieco straszą, a potem finalnie oferują „złote rozwiązania”.

Zresztą same cztery litery też działają na wyobraźnie. Być może część z was pamięta jeszcze reklamę proszku z systemem TAED. Wystarczyło tylko napisać, że proszek „to” ma i ten tajemniczy dla większości klientów skrót już podnosił atrakcyjność produktu.

Podsumowując zaryzykowałbym bym stwierdzenie, że sam termin „VUCA” nie jest tylko chwytem marketingowym, ale mimo to często jest właśnie w tym charakterze używany.

VUCA – cztery wyzwania

Nie sztuką jest wymienić cztery wzywania składające się na ten termin, jednak większość dostępnych wpisów i artkułów nie wyjaśnia czym są te wyzwania i na czym polega ich charakter. Poniżej próba ich skrótowego przedstawienia. Opisuję na czym polegają i jakie skutki ze sobą niosą:

VOLATILITY (zmienność)

  • Szybkie zmiany przebiegające w chaotyczny sposób.
  • Brak możliwości określenia trendów lub wzorców postępowania.

Skutek:

  • Długofalowe i szczegółowe plany ulegają szybkiej dezaktualizacji.
  • Im dłużej planujesz, tym większa szansa na to, że twój plan będzie nieaktualny.

UNCERTAINTY (niepewność)

  • Na podstawie doświadczeń z przeszłości  trudno jest wnioskować o przyszłości.
  • Pojawiają się wyjątki od reguł, a nawet wyjątki od wyjątków.
  • Same reguły tracą na aktualności.

Skutek:

  • Mamy niską świadomość sytuacji i niskie rozumienie zdarzeń oraz problemów.
  • Trudno przewidzieć skutki podejmowanych działań.
  • Jeżeli chcesz być czegoś pewny w 100%,  to na 100% będziesz spóźniony.

COMPLEXITY (złożoność)

  • Nałożenie różnych obszarów i jednoczesny wpływ wielu czynników zewnętrznych.
  • Trudność w ustaleniu łańcucha przyczynowo-skutkowego działań i problemów.

Skutek

  • Dysponujemy tylko częścią danych lub możemy przewidzieć tylko niektóre zdarzenia.
  • Liczba i natura danych utrudnia proces decyzyjny.

AMBIGUITY (niejednoznaczność)

  • Niejasność sytuacji zwiększa szanse na błędne odczytanie sygnałów.
  • Mnogość znaczeń oraz brak wcześniejszych doświadczeń w danym obszarze.
  • Sytuacja, w której nie wiem nawet, czego nie wiem.

Skutek

  • Często działamy poza znanym terenem, poza swoją strefą komfortu.
  • Wzrasta ryzyko podejmowanych działań lub decyzje są hamowane w obawie przed ryzykiem.

VUCA Prime – cztery odpowiedzi na cztery wyzwania

Tak samo jak nie często wyżej opisane wyzwania są szerzej wyjaśniane. Również mało kto podaje opracowany przez  Boba Johansena, z Institute for the Future zestaw czterech umiejętności zwany „VUCA Prime”, który jest odpowiedzią na te wyzwania. Co prawda odnosił się on do czterech umiejętności menedżerskich, ale ja poniżej przedstawiam ich opis w bardziej życiowym (nie czysto menedżerskim) ujęciu:

Wyzawanie: volatility (zmienność)

Odpowiedź: VISION (Wizja)

  • Wizja mojego życia (jakie ma być) – zamiast szczegółowych planów na życie.
  • Znam oczekiwany efekt, mogę podążać różnymi drogami.
  • Latarnia morska w czasie burzy zmian i w dynamicznie zmieniającym się świecie. Dzięki niej odnajduje właściwy kierunek działań.

Wyzawanie: uncertainty (niepewność)

Odpowiedź: UNDERSTANDING (Zrozumienie)

  • Rozróżnianie tego co zależy ode mnie, od tego na co nie mam wpływu.
  • Świadomość „baniek informacyjnych” i umiejętność wyjścia poza nie.
  • Świat w Social Mediach, to nie świat realny – wyidealizowany i bez porażek, pełen pseudoekspertów.

Wyzawanie: complexity (złożoność)

Odpowiedź: CLARITY (Jasność)

  • Jasny system własnych wartości + klarownie zdefiniowane granice.
  • Świadomość siebie i swoich potrzeb.
  • Ukierunkowanie na decyzje i wybory spójne z tym jacy jesteśmy – integralne z nami.

Wyzawanie: ambiguity (niejednoznaczność)

Odpowiedź: AGILITY (Zwinność)

  • Zwinność, czyli umiejętność rozpoznawania sytuacji za pomocą eksperymentów.
  • Zamiast długich dyskusji i planów podejście „good enough”  i działanie, a następnie ocena rezultatu.
  • Strategia Wikingów – posiadanie planu nie wyklucza jego dynamicznych zmian i elastyczności.

Niskie poczucie wartości, czy zwykły brak planu?

Znam wiele osób, które mają różne pomysły na biznes, karierę czy ogólnie pojęte fajne życie. Budują w głowie wizje i wyobrażenia jak to będzie super w przyszłości. Kiedy mają jednak przyjść do działania, wycofują się lub szukają różnych wymówek. Jedną z wygodniejszych jest ta, która brzmi „brakuje mi poczucia własnej wartości”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - poczucie wartości - plan działania
Image by Daniel Nebreda from Pixabay

Dla jasności, wiem jak wielkim problemem może być brak poczucia własnej wartości i wcale go nie lekceważę. Wiele lat temu trzymał mnie w swoim potrzasku i utrudniał różne działania. Jednak to właśnie podejmowanie działań pozwoliło mi udowodnić samemu sobie, że daje radę i radzę sobie z różnymi wyzwaniami. Każdy sukces, ale i dobrze zagospodarowana porażka, wzmacniały mnie i budowały moje wewnętrzne poczucie wartości. Dziś znam swoją wartość i swój duży potencjał. Doceniam go, a mimo to czasami, kiedy wchodzę w nowe działanie coś wytwarza opór.

Lęk przed niepowodzeniem

Ten opór to zwykły lęk przed niepowodzeniem, porażką i oceną innych. Gdybym go nazwał „brakiem poczucia własnej wartość” zapewne brzmiałoby to bardziej psychologicznie i nadawało większej dramaturgii. Może zasłużył bym też na współczucie otoczenia i podziw, że potrafię się do tego przyznać. Co jednak najgorsze, na pewno zbudowałbym w sobie też silne przekonanie, że to jeszcze nie jest dobry czas na podejmowanie działań. Muszę najpierw przeczytać kilka poradników, skończyć kurs, zdobyć większe doświadczenie itd.

Kiedy jednak nazwę rzecz po imieniu – to lęk. Sytuacja ulega zmianie. Można bowiem się bać, ale mimo lęku działać. Nie ogranicza mnie bowiem już nic wielkiego, tylko zwykły lęk. Jest on normlanym i ludzkim odczuciem, kiedy mierzyny się  z czymś nowym. Warto się jednak odważyć na jego przełamanie. To co będzie pomocne w tej sytuacji i chociaż częściowo podniesie nasze poczucie bezpieczeństwa to dobry plan działania.

Dobry plan kluczem do sukcesu

Nierzadko znajomi i klienci opowiadają mi, że po długich wahaniach nagle poczuli, iż właściwy moment właśnie nastał. Już chcieli podjąć działanie. Zadzwonić, zapukać do jakiś drzwi lub wysłać maila z jakaś informacją. Kiedy już byli tuż przed decydującym momentem. Kiedy wbijali ostatnią cyfrę lub mieli nacisnąć właściwy klawisz nagle dopadał ich lęk i się wycofywali.

Zawsze kiedy ich pytam, co dokładnie się w tym momencie wydarzyło. Mówią albo o wewnętrznym głosie „i tak Ci się nie uda” albo o przerażającym uczuciu „co zrobię jak druga strona… odbierze, otworzy drzwi lub odpisze na maila”.

To jest właśnie często główny problem. Kiedy staramy się urzeczywistnić naszą wizję i nagle chcemy przejść do aktywnego działania rozbijamy się o konkretne kroki do wykonania, których nie zaplanowaliśmy. Brak scenariusza i świadomości co dalej pozwala lękowi przejąć nad nami kontrolę. Wystarczy chwila zawahania czy wątpliwość, której nie możemy przełamać zaplanowanym kolejnym krokiem, abyśmy się poddali.

Kiedy taka sytuacja przydarzy nam się kilka razy, zaczynamy myśleć, że przyczyną jest brak wiary w siebie. Robią tak nawet Ci, którzy wcześniej dokonali w życiu wielu odważnych rzeczy. Zapominają o nich i zaczynają szukać co jest nie tak z nimi samymi. Tymczasem „nie tak” jest z brakiem przemyślanego planu działania.

Zagospodarowane ewentualne niepowodzenie dodaje odwagi

Dobry plan, to nie tylko wizja hurraoptymistycznego sukcesu. To także odpowiedź na to co zrobić jak nie wyjdzie. Dzięki temu, kiedy powinie nam się noga wiemy jak się zachować i jak nie wpaść w zagubienie.

Ten „awaryjny” scenariusz planu jest dodatkowym wzmocnieniem dla naszej odwagi. Pokazuje nam jak adekwatnie zareagować na niepowodzenie. Co jednak najważniejsze, jasno pokazuje co jest tym „niepowodzeniem”. Dzięki temu, kiedy trafimy na pierwsze przeciwności zamiast się poddać i wycofać, będziemy wiedzieć że warto nadal walczyć, bo do porażki mamy jeszcze kawałek.

Swoją drogą warto też pamiętać o tym, że jak wynika z badań przeprowadzanych na Pennsylvania State University, aż 91% naszych obaw nigdy nie staje się rzeczywistością.

3 pytania do twórczego odnalezienia się w nowej sytuacji

Żyjemy w ciekawych czasach. Rzeczywistość, która nas otacza podlega nieustannym zmianom. Druga fala zakażeń COVID’em, zmiany w gospodarce i kondycji wielu firm (co ważne, nie zawsze na gorsze). Utrzymanie pracy zdalnej lub jej modele hybrydowe. Do tego różnego rodzaju zawirowania w polityce i nie do końca jasna wizja najbliższej przyszłości. Jednym słowem istny kocioł nie do końca przewidywalnych zmian. Zmian, których z reguły nie lubimy, a tu jeszcze mówią nam „bądź zwinny (agille) i elastyczny”. Ja pierdziele, ale jak?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - wyzwanie - Alan Seale
Photo by Rinke Dohmen on Unsplash

W zasadzie mógłbym napisać zajrzyj do mojego artykułu na blogu „Mała zamian, duży efekt” z lutego 2019 roku i po sprawie. Podpowiadam tam, aby zmienić pytanie „Dlaczego [coś mi się przytrafiło]?” na pytanie „Po co [coś mi się przytrafiło]?”.

Obecny czas jest jednak sporym wyzwaniem dla naszej psychiki i pozytywnego nastawienia. Stąd uważam, że potrzebna nam pogłębiona instrukcja podejścia do zmian. Pomysł na nią zaczerpnąłem z książki Alana Seale „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie. Narzędzia, struktury i modele”. Zawiera ona trzy konkretne pytania, które pozwalają nam spojrzeć na zmianę z innej perspektywy i to takiej, która pozostaje w obrębie naszego wpływu.

Co chce się wydarzyć?

To pytanie pozwala spojrzeć na dane lub nadchodzące zdarzenie w szerszej perspektywie. Nie skupiamy się w nim tylko na samym zdarzeniu, które może budzić w nas lęk lub niepokój. Traktujemy je natomiast jako składową cześć większego przesłania.

Naszym zadaniem jest to przesłanie odkryć, usłyszeć je i się na nie otworzyć. Być może niesie za sobą szerszą zmianę. Być może jest kluczem do otwarcie nowego rozdziału w naszym życiu. Być może jest szansą na coś nowego, którą możemy przegapić jeśli skupimy się tylko na tym zdarzeniu.

Do bycia kim mnie to zaprasza?

To chyba najmocniejsze z tych trzech pytań, bo odnosi się do nas samych. Wzywa do zastanowienia się nad sobą, do określenia swoich mocnych i tych słabszych stron. Do rozpoznania talentów, którymi dysponujemy.

To pytanie zmusza też do zastanowienia się nad tym, jak funkcjonujemy obecnie w otaczającym nas świcie. Jak on nas odbiera i jak my pozwalamy mu nas zobaczyć. Może się okazać, że to ukryte przesłanie chce nas zaprosić do bycia odważnym, przedsiębiorczym, kreatywnym, twórczym, a może po prostu mniej silnym i bardziej wyluzowanym. Może być też zaproszeniem do przyjęcia jakiejś szczególnej roli np. przewodnika czy opiekuna.

Zwróć tylko uwagę, że to pytanie nie o to kim chcesz być lub jaki chcesz być. To pytanie o to, do bycia kim chce Cię zaprosić dane zdarzenie/przesłanie.

Do zrobienia czego mnie to zaprasza?

To pytanie jest wezwaniem do działania, ale nie bez powodu jest ono dopiero trzecim pytaniem. Działanie to często nasza reakcja na kryzys czy stres. Działając wychodzimy z bierności, a dzięki temu wydaje nam się, że przejmujemy kontrolę nad zdarzeniem. Bardzo często to tylko iluzja tej kontroli, bo de facto zaczynamy kontrolować tylko nasze nerwy a nie zdarzenie.

Tak postawione pytanie zaprasza nas do działania, ale działania mądrego i wychodzącego naprzeciw temu co ma się wydarzyć. Kiedy zaczynamy rozumieć całe przesłanie, kiedy wiemy do bycia kim nas ono zaprasza, dopiero wtedy powinniśmy zaplanować naszą aktywność.

Czasami trudno jest odpowiedzieć na te pytania kompleksowo. Tym bardziej, że właściwe odpowiedzi najczęściej pochodzą z naszego serca lub intuicji, a nie logicznej i kontrolującej głowy. Czasami po prostu trzeba poczuć to przesłanie, a nie je wymyślić.

Jeżeli Twoje odpowiedzi nie wydadzą Ci się pełne nie przejmuj się. Przejdź przez te pytani najlepiej jak potrafisz i zrób pierwszy krok. Potem powtórz je w tej samej kolejności będąc już ten jeden krok do przodu. W ten sposób będzie odkrywał sens danego zdarzenia etapami. Tak to już czasem bywa, że nie uda się od razu odkryć całego kontekstu przesłania idącego za danym zdarzeniem.

Prze_myślnik #48 – pewność w niepewości

Dziś wielu z nas staje przed pytaniem „co dalej?”. Jak odnaleźć się w tym pokręconym koronawirusowym świecie. Jak znaleźć swoje miejsce w coraz bardziej podzielonym i zantagonizowanym społeczeństwie. Jak planować swoją karierę zawodową, gdy nie wiadomo jakie zawody i stanowiska będą istnieć za kilka lat. Jak tworzyć plany na przyszłość, a może w ogóle ich nie tworzyć.

Szukamy za wszelką cenę prostych i jednoznacznych odpowiedzi. Takich „pewników” w przelewającym się chaosie świata. Mamy pokusę zamknąć się w małych uproszczonych wyobrażeniach o rzeczywistości, bo tak łatwiej. Choć dalekie będzie to o realności. Wykonujemy krok w przód, po czym cofamy się niepewnie, próbując uchwycić się tego co znane.

Tymczasem dzisiejszy świat stawia przed nami jedno kardynalne pytanie „Czy znamy siebie?”. W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu to my sami stajemy się tym „pewnikiem”, którego poszukujemy. Jeżeli znamy swój system wartości, wiemy co jest dla nas w życiu ważne, ufamy sobie i wierzymy w siebie mamy się do czego odwołać. Mamy też wewnętrzne przyzwolenie na błędy i z tego powodu łatwiej podejmujemy decyzje w niepewnym i złożonym świecie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pewność w niepewności

Punkt „przegięcia” – czyli o tym jak sami się zajeżdżamy

Uwielbiam historię jednego ze start-up’ów, w którym naprawdę panowała luźna atmosfera pracy i tak samo luźny szef. Był on bardzo zaskoczonym kiedy od jednego ze swoich programistów usłyszał, że: „ta presja pracy jest nie do wytrzymania i on już nie daje rady”. Powstaje zatem pytanie skąd ta presja pochodziła?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - punkt przegięcia - przeproacowanie - pracoholizm

Gdy brak twardych oczekiwań i terminów

Wielu z nas marzy o idyllicznym życiu, w którym nie ma presji, wymagań i wyśrubowanych oczekiwań. Nikt nas nie ocenia, nie pogadania i nie rozlicza. Wyobrażamy sobie ogarniający nas błogi relaks, wszech obecny chillout i dogłębną szczęśliwość.

Nie wiemy tylko tego, że dla większości z nas to fałszywa wizja. Przyzwyczajeni do ciągłego oceniania, regularnych rozliczeń i weryfikacji nie potrafimy się odnaleźć w świecie ich pozbawionym. Nagle może się okazać, że nie tylko kształtują presję, która na nas wpływa, ale także są punktami granicznymi, po których osiągnięciu możemy sobie wreszcie z czystym sumieniem odpuścić.

Bez nich, zajeździmy się i zapracujemy na śmierć lub do momentu całkowitej destrukcji naszego zdrowia. Co więcej, będzie nas zżerać bezustanny stres, bo nie będziemy nawet wiedzieć jak blisko jesteśmy tego, czego się od nas oczekuje.

Przekleństwo przedsiębiorców i samozatrudnionych

Powyższe zjawisko często dotyka tych, którzy prowadzą własne biznesy. Sami są sobie szefem i sami definiują oczekiwania. Przynajmniej tak im się wydaje, bo często podświadomie starają się sprostać oczekiwaniom otoczenia, dorównać ogólnoprzyjętym kanonom sukcesu, czy też komuś zaimponować.

No i jeszcze ta presja na wynik i zarobki. Nierzadko łączona z tym, że jak nie mamy na tym polu sukcesów, to jesteśmy do niczego. Jak zaś mamy, to wydaje nam się, że powinny być one jeszcze lepsze.

Co wyjątkowo przewrotne, często wpadają w ten wir zapracowania ci, którzy uciekali z korporacji przed przepracowaniem.

„Bezgraniczna” zwinność

W ostatnich latach w wielu firmach i korporacjach zaszły ogromne przemiany pod względem podejścia do pracowników. Stały się one bardziej „ludzkie” i propracownicze. Dbają o atmosferę, komfort pracy i odchodzą od bezrefleksyjnego challeng’u. Do tego wprowadzają zwinne metody zarządzania projektami, dzięki którym pracownicy mają większe pole do samodecydowania o sobie oraz zadaniach, których się podejmują w ramach zespołów, w których działają.

Okazuje się jednak, że mimo to niektórzy wciąż wierzą, że jak zrobią więcej i szybciej to będzie lepiej. Szczerze powiedziawszy to mają rację, jednak pod warunkiem, że z tym nie przesadzą.

U niektórych jednak, przyzwyczajonych do wcześniejszych twardych i jednakowych miar dla wszystkich, wyzwala to lęk i obawy, że chyba jednak robią za mało. Robią więc więcej i jeszcze więcej, i tak bez końca. Sypią im się związki, relacje ze znajomymi i są ciągle przemęczeni. Zarazem są niewrażliwi na sygnały z otoczenia, które chce dla nich dobrze i zwraca im uwagę na fakt przepracowania.

Punkt „przegięcia”

Tymczasem prawda jest taka, że nasza wydajność i efektywność w jakimkolwiek działaniu może być podnoszona do określonego momentu. Potem kiedy już ten moment osiągniemy, pomimo że pracujemy jeszcze więcej i mocniej uzyskujemy już tylko gorsze wyniki.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - punkt przegięcia - przeproacowanie - wykres

Czemu tak jest, bo nie zadbaliśmy o odpoczynek i regenerację. Bo ciągle skupieni na jednym temacie, nie dostrzegamy szerszego kontekstu i alternatywnych rozwiązań. Co więcej, czasami nie widzimy w ogóle innych rozwiązań. Niczym zamknięci w wąskim i ciemnym tunelu, choć już nie mamy siły nie widzimy możliwości zawrócenia. Przemy więc do przodu bliscy wycieńczenia. Ten tunel stał się naszym więzieniem.

Sęk w tym, że on nie istnieje. Stworzyliśmy go w naszej głowie, z wykreowanych przez nas oczekiwań i ograniczeń. Jako jego twórcy, też często tylko my możemy go zburzyć. Choć w pierwszej chwili wydaje się to niemożliwe do realizacji – wystarczy tylko zaakceptować lęk i odpuścić.

Zaskakujące jest jak wtedy nagle wiele spraw zaczyna lepiej i szybciej płynąć. Skąd to wiem, sam w nim kiedyś byłem…

Zabójcy sukcesów są wokół nas

Mateusz Kusznierewicz na swoich wystąpieniach promuje mądrą definicję sukcesu: „Sukces jest wtedy, kiedy zdobywamy postawione przed sobą cele”. Uważam że jest mądra, bo jeśli o niej pamiętamy odbieramy oręż zabójcom naszych sukcesów.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces
Photo by Norbert Kundrak on Unsplash

Sukces według naszej miary

Często słyszę powiedzenie: to jest sukces na miarę naszych możliwości. Fakt jest jednak taki, że nie zawsze musi taki być. Czasami wystarczy jak jest to sukces na miarę naszych oczekiwań. Sukces na 100% możliwości jest czasami najzwyczajniej w świecie nieopłacalny, poprzez fakt niewspółmiernego wysiłku czy pieniędzy jaki należałoby zainwestować, aby go osiągnąć.

To właśnie ten bilans jest wskazówką do wyznaczenia sobie odpowiednio zdefiniowanego celu. Celu, którego bez względu na oczekiwania innych powinniśmy się trzymać i o którym powinniśmy pamiętać mierząc swój sukces.

Nierzadko jednak o tym zapominamy i dajemy się wciągnąć w ocenę naszego sukcesu poprzez pryzmat oczekiwania innych. Tych, którzy nie byli zaangażowani w samo działanie. Tych, którzy próbują nas wtłoczyć we własne ambicje i zrealizować je naszymi rękami.

Lepszych nie było?

Są takie pytania, które nazywam jadowitymi. Niby nie skierowane przeciw nam. Niby nas nie negujące. Jednak niczym jad rozchodzący się po ciele ukąszonego, siejące w naszej głowie destrukcję i podkopujące wiarę w nasz sukces.  Często zadają je najbliżsi, koledzy z pracy lub dobrzy znajomi, którzy nie mają odwagi wprost wyrazić swojego niezadowolenia.

Robią to oczywiście pod płaszczykiem troski o nas lub ogólnie przyjętej dyplomacji. Prawda jest jednak taka, że i tak chcą nam „przywalić”, ale w białych rękawiczkach.

Wyobraź sobie, że jako dziecko włożyłeś sporo wysiłku w to, aby ocenę z jakiegoś przedmiotu na koniec roku wyciągnąć z czwórki na piątkę i udało Ci się to. Rozpromieniony w domu chwalisz się, że z danego przedmiotu będziesz miał pięć…, a w odpowiedzi słyszysz zadane przez matkę pytanie „A ktoś będzie miał szóstkę?”

Wyobraź sobie, że po intensywnej pracy i zamknięciu z sukcesem ważnego projektu dostajesz awans na specjalistę. W domu obwieszczasz z radością, że cię doceniono i awansowano na stanowisko specjalisty…, a w odpowiedzi słyszysz od najbliższej osoby pytanie „Teraz to były tylko awanse na specjalistów, czy też obsadzono jakieś menedżerskie stanowiska?”

Niby nie słyszysz „to nic wielkiego”. Jednak tak zadane pytania jasno pokazują, że oczekiwania drugiej osoby były większe lub że nie docenia Twojego sukcesu. Jeżeli zapomnisz jaki był twój cel i nie docenisz faktu, że go osiągnąłeś „jad” zawarty w tym pytaniu sparaliżuje Twoje poczucie sukcesu.

No tak, ale…

Kiedy podejmujesz się jakiegoś działania najczęściej dobrze wiesz co ma być jego efektem końcowym. Często nawet starasz się, aby ten efekt był jak najwyższej jakości. Po wykonanej pracy prezentujesz go z dumą i zamiast pochwały słyszysz „no tak, ale…”.

Po „ale” zazwyczaj pada jakieś oczekiwanie, które nie zostało spełnione lub słyszysz o wyobrażeniu na temat twojej pracy, które jest odmienne od tego co przygotowałeś. Pytanie jednak, czy zostały one wcześniej wyartykułowane przez zlecającego. Jeżeli nie, zlecający powinien mieć pretensje do siebie. Zarazem jednak ta opinia nie powinna obniżać wartości twojego dzieła w twojej własnej ocenie. Cel został zrealizowany z sukcesem.

Mój klient został poproszony przez przełożoną o weryfikację i przygotowanie na kolejne spotkanie podsumowania nowej wersji cyklicznego dokumentu, który opisywał postęp prac w jednym z projektów. Przejrzał go wnikliwie i przygotował syntetyczne podsumowanie. Mówiło ono o tym, że nie stwierdził żadnych istotnych zmian w przebiegu projektu od ostatniego raportu. Nie pojawiły się nowe ryzyka, jak również nie stwierdził nowych lub zwiększonych odchyleń od pierwotnego harmonogramu prac. Co więcej zidentyfikował jeden błąd w informacjach, który dodatkowo zweryfikował i poprosił o wprowadzenie poprawki w dokumencie. W rekomendacji wyszedł poza zlecony mu zakres weryfikacji i zasugerowałem obserwację jednego dodatkowego parametru. Naprawdę był zadowolony ze swojej w pracy.

W odpowiedzi usłyszał „No super, super ale ja liczyłam na jakieś zestawienie liczbowe. Wiesz, ja potrzebuje takie menedżerskie informacje.”

W pierwszej chwili poczuł rozczarowanie i złość. Szybko jednak przypomniał sobie, że w prośbie o podsumowanie nie było mowy o liczbach. Co więcej uznawał swoje syntetyczne podsumowanie za przygotowane właśnie na poziomie menedżerskim, bez wnikania w operacyjne szczegóły.

Później okazało się, że jego szefowa potrzebuje po prostu wsadu do raportu dla swojego szefa.

Cel z „kosmosu”

Czasami nie wyznaczamy sami celu swojego działania, ale dostajemy go od innych. Zawsze warto, przepuścić go przez sito racjonalności i jeżeli ten cel z góry jest nierealny postarać się go przenegocjować. Życie jest jednak, życiem i nie zawsze się da.

Jedna z moich klientek miała szefa, który za wszelką cenę starał się wykazać i zostać członkiem zarządu firmy. Zasadniczo postawa godna pochwały, ale jego ambicje co do realizacji pewnych celów operacyjnych były całkowicie oderwane od rzeczywistości i na dodatek definiowane akademicko na poziomie 100%.

Moja klientka od momentu ich otrzymania wiedziała, że są nierealne i nawet nie podejmowała próby ich realizacji. Zamiast jednak odpuścić i całkowicie wyzbyć się motywacji do pracy wpadaliśmy na pomysł wyznaczania przez nią własnych „celów roboczych”. Takich, których realizacja w sytuacji zmiany pracy pokaże ją przyszłemu pracodawcy jako zaradną menedżerkę z sukcesami. Była to gwarancja tego, że tak definiowane są wystarczająco ambitne i były, bo dzisiaj już pracuje gdzie indziej.

Najważniejsze jednak, że w tej poprzedniej sytuacji nie straciła wiary w siebie. Nie popadła w marazm i wypalenie zawodowe. Dzięki własnym realnym i zarazem ambitnym „celom roboczym” pracowała cały czas nad wynikami oraz rozwijała swój dział. Dostrzegł to rynek i headhunterzy.

Strach nie znika – zacznij działać

Wielu z nas ma wiele pomysłów i planów na siebie oraz swoją przyszłość. Niektóre z nich są już porządnie przemyślane i tylko czekają na odpowiedni moment. Czasami jest nim uzbieranie odpowiedniej kwoty. Czasami to odpowiednia pora roku lub jakieś inne wydarzenie w czasie.

Bywa jednak i tak, że ten moment definiujemy poprzez nabranie odpowiedniej pewności siebie lub wystarczającej odwagi do działania. W takiej sytuacji, możemy już nigdy tych planów nie zrealizować.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -  strach - działanie
Image by Lars_Nissen from Pixabay

Lęk przed nowym i nieznanym

Ten lęk wbrew pozorom towarzyszy każdemu, kto rozpoczyna jakieś nowe działanie. Jest on nieuchronnym odczuciem, które generuje nasz umysł w odpowiedzi na nieznane.

Dla niego, wszystko co nowe jest groźne lub co najmniej ryzykowne. W trosce więc o nas samych uruchamia system alarmowy mający nas przestrzec przed takim działaniem, a najlepiej do niego zniechęcić.

Takie postępowanie jest wynikiem naszej ewolucji i pozwoliło nam dotrwać do dzisiejszych czasów. Sęk w tym, że są one istotnie różne od tych, w którym ewoluował nasz mózg. Dziś często obowiązują inne reguły i zasady. Zagrożenie zaś nie oznacza już tak często realnego ryzyka utraty życia jak kiedyś.

Nasz umysł tego nie wie i na przysłowiowego maila z ochrzanem od szefa reaguje z taką samą zapalczywością jak na szablozębnego tygrysa wyskakującego z za krzaków. Co więcej dzisiejsze czasy ze swoją zmiennością, szybkim tempem życia i nieprzewidywalnością wystawiają na niezły test nasze mechanizmy obronne oraz umiejętność zapanowania nad nimi i racjonalizacji sytuacji

Nie czekaj na wystarczającą pewność siebie

Wiele osób planuje zacząć realizację swoich planów, jak tylko nabędą odpowiednią wiedzę dotyczącą tematyki z nimi związanej. Brzmi pięknie, ale jest strasznie zwodnicze – bo co to oznacza „odpowiednią”?

Po pierwsze, wiele osób nigdy nie zdefiniowało dokładnie tego stwierdzenia, zatem nigdy nie będą potrafiły powiedzieć, że dany poziom wiedzy jest odpowiedni. Dzięki czemu mają doskonałą wymówkę do tego, aby odkładać realizację swoich planów do końca życie lub do momentu, w którym stracą całkowicie ochotę na ich realizację.

Po drugie, jak nawet zdefiniują „odpowiedni” poziom wiedzy, to wraz z jej pogłębianiem odkryją nowe obszary czy wątki, których wcześniej nie uwzględniły. Będą zatem miały ogromną pokusę, aby podnieść poprzeczkę dla „odpowiedniej” wiedzy i znowu trochę pozwlekać.

Zaakceptuj lęk

Jak długo i intensywnie byś się nie przygotowywał. Jak dużo byś nie ćwiczył lub jak wiele wiedzy byś nie zgromadził i tak lęku się nie pozbędziesz. Zawsze gdzieś pomiędzy neuronami w naszym mózgu przeciśnie się myśli: „A co jeśli nie wyjdzie?”

Ta sytuacja jest np. bardzo dobrze widoczna w przypadku menedżerów wysokiego szczebla. To, że zajmują tak wysokie stanowiska jest najlepszym dowodem na to, że są dobrzy w tym co robią. Ich awanse nie wzięły się znikąd, a ich przełożeni to bardzo często mądrzy i doświadczeni ludzie w biznesie. Na pewno nie wypłacaliby tak wysokich pensji komuś, kto na nie nie zasługuje. Mimo to, jak pokazują badania, największym lękiem tych osób jest właśnie to, iż ktoś odkryje, że się na to stanowisko nie nadają.

Pamiętając o powyższym przykładzie zaakceptuj fakt, iż nigdy nie będzie wystarczająco pewnie i bezpiecznie. Ci którzy realizują swoje plany też odczuwają lęk, ale nie czekają aż zniknie, tylko działają pomimo niego.

Zastanów się teraz dobrze od czego uzależniłeś realizację swoich planów i jeśli się okaże, że od jednego z powyższych powodów to zamień go jak najszybciej na konkretny termin w kalendarzu. Jak nie wiesz jaki wyznaczyć – strzelaj. Jak mawiał jeden z moich szefów, jak nawet wtedy nie zaczniemy, to chociaż konkretnie sprawdzimy czego nam jeszcze brakuje i wyznaczymy kolejny, tym razem już ten właściwy termin.

Powodzenia!

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close