To wbrew pozorom trudny cytat. Brzmi on obiecująco, ale zawiera wiele pułapek. Mimo to wart jest uwagi i mądrego wdrożenia w życie. Uczy nas, aby stale słuchać i obserwować to co się dzieje wokół nas oraz by być gotowym na dokonywanie elastycznych zmian w naszych planach. Jest także doskonałą odpowiedzią na dzisiejszy dynamiczny, zmienny i nieprzewidywalny świat.
Pułapka 1 – nie mówi życiu jakie musi być…
Dla wielu oznacza to porzuć plany, nie miej celu, daj się życiu nieść. Jest to doskonałą wymówką do tego, aby odrzucić odpowiedzialność za własne życie i przerzucić ją na los, świat, rząd i co tam sobie wymyślimy. Problem w tym, że żaden ze wskazanych adresatów nie weźmie tego brzemienia na swoje barki.
W efekcie my wierzymy, że coś lub ktoś odpowiada za nasze życie i ma na nas plan. Podczas gdy tak naprawdę, nasze życie w tej sytuacji przypomina chorągiewkę łopocząca na rozkapryszonym wietrze. Raz w tą, raz w tamtą stronę.
Sens tego fragmentu mówi jedynie o tym, aby nie fiksować się za bardzo na sztywnym planie realizowanym bez względu na wszystko krok po kroku. Stąd zwrot „jaki musi być”. Jest to zachęta, do tego aby nie doprowadzić do sytuacji, w której jeżeli rzeczywistość jest inna niż nasz plan, to tym gorzej dla rzeczywistości. Wtedy próbujemy chwycić ją za bary i za wszelką cenę nagiąć do tego co sobie wymyśliliśmy.
Pułapka 2 – życie cię poprowadzi
To kolejna nadinterpretacja. Życie jedynie otwiera drzwi możliwości.
Problem w tym, że może otworzyć ich zbyt wiele i zupełnie nie będziesz wiedział, które z nich wybrać. Wtedy dosięgnie Cię dylemat z Alicji w krainie czarów:
„Czy możesz powiedzieć mi, którą drogą mam iść?” – zapytała Alicja. „To zależy, dokąd chcesz dojść” – odpowiedział Kot. „Nie wiem.” „W takim razie nie ma znaczenia, którą drogę wybierzesz„.
Stąd tak ważne, aby zamiast na sztywnym planie działania koncentrować się na kierunku, w którym chcemy podążać. Dziś żyjemy w świecie tak licznych możliwości, że częściej musimy im mówić „nie” niż „tak”.
Pułapka 3 – za drzwiami będzie prosta i łatwa droga
Pierwszym wyzwaniem jest to, że często mamy wizję jak będą wyglądać te drzwi. Tymczasem, będą to drzwi „o których nie wiedziałeś, że istnieją”. Nie muszą zatem wyglądać jak wszystkie inne. Często na pierwszy rzut oka mogą Ci się wydać przeszkodą, a nie drzwiami.
Drugim wyzwaniem jest potencjalna szansa, że kiedy otworzysz te drzwi, to zobaczysz za nimi coś zupełnie innego niż się spodziewałeś. Nie będzie tam ładnego i wygodnego korytarza lub drogi, ale trudna do pokonania przestrzeń. Jednak może, ona taka właśnie jest, abyś skorzystał z jakiegoś niekonwencjonalnego sposobu.
W obu tych przypadkach przyda Ci się zaufanie do samego siebie i wiara w swoje możliwości.
Praktycznie każdy z nas chce mieć szczęśliwe życie i szuka drogi do tego, aby je takim uczynić. Jedna z koncepcji autorstwa Fryderyka Karzełka zwana „Heksagonem szczęścia” mówi, że wystarczy się zatroszczyć o 6 obszarów w swoim życiu, aby takim się stało. Jest jednak jeden obszar szczególny, bez którego cała reszta nie zadziała.
Heksagon szczęścia
Przepisy na szczęście i ogarnięcie życia
Przepisów na to jak zorganizować sobie życie i jak się odpowiednio nim zająć jest wiele. Np. Ewa Foley propaguje następującą koncepcję: „Człowiek jest jak dom o czterech pokojach – jest pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha. Mądry człowiek codziennie odwiedza każdy pokój, a przynajmniej każdy przewietrza.” Ja natomiast, aby zorientować się w sytuacji życiowej moich klientów korzystam z „koła życia”, które składa się z 8 elementów: rodzina, przyjaciele, zdrowie, pieniądze, rozwój osobisty, rekreacja, miłość i kariera.
Czy koncepcja „Heksagonu szczęścia” jest na tle innych jakaś szczególna? W mojej ocenie nie. Powiem więcej, gdyby nie koncepcja szczególnej istotności jednego z jej elementów byłaby ona bardzo przeciętna.
Element mocy w „Heksagonie szczęścia”
W naszym życiu obszary wchodzące w skład „Heksagonu szczęścia” często się przeplatają i wpływają na siebie nawzajem. Mimo to, często z każdego z nich nie jesteśmy zadowoleni tak samo.
Możemy np. wykonywać pracę, której wprost nie cierpimy. Jednak dzięki niej osiągamy wysokie dochody, które pozwalają nam zadbać o nasze zdrowie oraz posiadać hobby, które wymaga sporych nakładów finansowych. Mimo wszystko sam fakt, że obszar pracy nie odpowiada naszym potrzebom wpływa już istotnie na nasze poczucie szczęścia. Można by zaryzykować twierdzenie, że „zatruwa” cały nasz heksagon. Ta zasada dotyczy każdego z wymienionych w heksagonie obszarów.
Jak jednak oceniać tę satysfakcję z poszczególnych obszarów? Jaki klucz przyjąć do tej oceny? Odpowiedzią może być fakt, że niemal każdy obszar odpowiada jakiejś naszej potrzebie:
Praca – chcę się czuć potrzebny/użyteczny
Finanse – zaspokajają potrzebę bezpieczeństwa lub wolności
Zdrowie – chcę być pełen energii i nie odczuwać bólu
Relacje – zapewniają realizację potrzeby miłości (chcę być kochany, chcę kochać)
Czas dla siebie – pozwala czerpać radość z życia
Rozwój -…?!
Z „rozwojem” mamy problem, bo nie odpowiada on na jakąś bardzo konkretną potrzebę. Ciężko też jest przyłożyć do niego jakąś miarę. Nasze mózgi są zaprogramowane na efektywną pracę i tam gdzie mogą korzystają z uproszczeń i skrótów myślowych. Wszystko po to, by oszczędzić cenną energię. Skoro nie rozumieją tego obszaru lubią go pomijać. Po prostu wylatuje on z listy naszych zainteresowań.
Jest to tym łatwiejsze, że braku rozwoju nie odczuwamy ani intensywnie, ani natychmiast. Kiedy tracimy pracę, wiemy o tym od razu. Kiedy nie mamy pieniędzy szybko uświadomimy sobie ten bolesny fakt chcąc zapłacić rachunki. Deficyt w zakresie zdrowia objawi się w naszej kondycji lub zamanifestuje bólem. Braki w relacjach udaje się czasami przykryć kompulsywną zabawą lub pracoholizmem. Jest to jednak skuteczne do pierwszych świąt lub urlopu, kiedy nagle zauważamy wokół siebie pustkę. Brak czasu dla siebie da nam w kość przemęczeniem, obniżeniem nastroju, poczuciem przytłoczenia lub przepracowania.
Kiedy brakuje rozwoju nie czujemy tego od razu, a czasami i bardzo długo. Dostrzegamy go dopiero kiedy spotkamy kogoś po latach i nagle zauważamy jak on się bardzo zmienił/rozwinął w porównaniu z nami. Czasami też po miesiącach lub latach nagle dociera do nas fakt, że zasiedzieliśmy się w jakimś obszarze naszego życia i zaczynamy dostrzegać oplatające go pajęczyny i osiadły na nim kurz. W obu sytuacjach możemy odczuć dojmujące doznanie zmarnowanego czasu/życia.
Jednak wciąż możemy nie zauważyć najważniejszego. Permanentny rozwój (jak mówi o nim Fryderyk Karzełek) jest źródłem zasilającym wszystkie inne obszary. Rozwijając się, poszerzając nasze horyzonty lub ucząc się czegoś nowego potrafimy zaadaptować nową wiedzę w pozostałych obszarach życia. Czasami dokonujemy wręcz bardzo kreatywnych i niespodziewanych powiązań między nimi.
To jak – dziś znowu włączysz jakiś serial lub kolejny raz przeczytasz ulubioną książkę – czy jednak zrobisz coś zupełnie nowego?
Na menedżerskich stanowiskach miałem taki zwyczaj, że kiedy ktoś przychodził do mnie z propozycją awansu jakiegoś pracownika zawsze zadawałem mu pytanie „Czy ten awans go nie zabije?”. Było to mocne pytanie, ale chodziło w nim o to, aby wywołało refleksję u przychodzącego z tą propozycją. Dziś, często zastanawiam się co mają w głowie menedżerowie lub różnego rodzaju „mentorzy”, którzy mówią innym „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu”?
Faktycznie stałe przebywanie w strefie komfortu, choć miłe i przyjemne, na dłuższą metę nam nie służy. Przypomina sytuację, w której siadasz w miękkim i miłym w dotyku pluszowym fotelu. Na dodatek z każdą godziną coraz bardziej się w nim zapadasz i rozleniwiasz.
Wyobraź sobie teraz ten stan. Jest ciepło, miękko i miło. Twoje mięśnie rozluźniają się, stres cię opuścił, a ciało błogo i wygodnie spoczywa na super przytulnym materiale. Czy wstaniesz z fotele szybko i energicznie w tym stanie?
Powiem więcej. Czy wstaniesz w ogóle, kiedy już się przyzwyczaiłeś do tej komfortowej pozycji, pozostając w niej od wielu tygodni lub miesięcy. Prawie na pewno nie. Będziesz siedział i przyglądał się jak życie mknie i rozkwita tuż u Twego boku, ale nie będzie ono Twoim udziałem.
Nadmiar stresu i dyskomfortu to też twój wróg
Z wychodzeniem ze strefy komfortu wiąże się niemal zawsze konieczność odczuwania dyskomfortu, różnego rodzaju rozterek, a bywa że także lęków. Jak pisałem w jednym z moich artykułów, tuż za granicą strefy komfortu, czai się na nas „strefa paniki”, o której niewiele osób wspomina.
Z tą „strefą paniki” jest tak, że albo będziesz miał wystarczająco dużo energii i zapału, dzięki którym ją pokonasz, albo to ta strefa pokona Ciebie i potulnie wrócisz do tego co znane. Teraz zastanówmy się, skąd brać energię, zapał i motywację jeśli właśnie musiałeś ich użyć, aby pokonać opór przed czymś nowym w swoim życiu?
Potrzebujesz odrobiny komfortu, aby odpocząć, zregenerować się i naładować życiowe baterie. Tymczasem hasło „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nie zakłada opcji odpoczynku. Zatem z nadwątlonym zasobem energii wchodzisz w kolejną nowość w twoim życiu i mierzysz się z kolejną „strefą paniki”. Być może tą jeszcze pokonasz siłą rozpędu lub dzięki rezerwom energii. Jednak na trzeciej, czwartej czy piątej wreszcie się wywalisz i nie dasz rady.
Czy to oznacza, że byłeś za kiepski? Raczej świadczy o tym, że nie zadbałeś zawczasu o samego siebie i swoją energię. Zrobiłeś tak, bo ktoś Ci wcisnął do głowy konieczność bezustannego rozwoju. Co ciekawe „sprzedawca” hasła „Musisz ciągle wychodzić ze strefy komfortu” nawet przez moment nie poczuje się odpowiedzialny za twoją porażkę. W swym samozachwycie uzna, że winny jesteś tylko TY!
Balans i rytm
Rozwiązaniem w tej sytuacji jest dbanie o balans życiowy. Umówmy się jednak, że choć ładnie to brzmi, znacznie trudniej wprowadzić to w życie. Szczególnie jeśli nie zależy ono w 100% tylko od nas samych.
Zamiast „mitycznego balansu życiowego” (work life balance), proponuję skupić się zatem na odpowiednim rytmie życia (work life rhythm). Oznacza on, że po okresie wzmożonego wysiłku, powinien nastąpić czas zluzowania i odpoczynku. To właśnie ten drugi jest doskonałym momentem na rozkoszowanie się strefą komfortu. Ważne jest jednak, aby w pewnym momencie znowu z niej wyjść.
Proponuję zatem zmienić tytułowe hasło tego artykułu na „Nie powinieneś za długo przebywać w swojej strefie komfortu”.
Jedną z zasad świata VUCA [volatility (zmienność), uncertainty (niepewność), complexity (złożoność), ambiguity (niejednoznaczność)], w którym dziś żyjemy jest to, że obowiązujące dotychczas reguły często tracą na aktualności. Podobnie zresztą jak rady. Co więcej, niektóre stare rady mogą stać się stoperem naszych działań obecnie.
Ruszaj do przodu z Rooseveltem – a może bez niego?
Pewnie wielu z Was zetknęło się ze znanym cytatem byłego Prezydenta Stanów Zjednoczonych, Theodore Roosevelta, który ma kilka wersji tłumaczenia na nasz rodzimy język. Jedna z nich brzmi:
„Rób co możesz z tym, co masz, tam, gdzie jesteś.”
Zasadniczo cytat logiczny i motywujący do działania. Nawet wtedy, gdy napotkałeś trudności.
Jeżeli jednak spojrzymy na niego przez pryzmat COVID’owej rzeczywistości możemy mieć nie lada problem z odpowiedzią na to gdzie jesteśmy. To efekt niepewności wynikającej z dnia dzisiejszego, podkręcony do maksimum częstymi decyzjami na ostatnią chwilę podejmowanymi przez nasz rząd. Jeżeli jednak spojrzymy na ruch lotniczy i podróże zagraniczne, to obowiązujące tam zasady też zmieniają się jak w kalejdoskopie i naprawdę ciężko coś zaplanować lub przewidzieć.
Kiedy jesteśmy tak zdezorientowani w otaczającym nas świecie, nie potrafimy określić naszego dokładnego miejsca w jego przestrzeni. Pojawia się więc pokusa poczekania chwilę do momentu, aż wszystko się ułoży i ustabilizuje.
Start i od razu stop!
Biorąc pod uwagę powyższe, u wielu z nas pojawia się efekt zamrożenia, który niweczy wszelkie nasz próby działania. Postępując bowiem zgodnie z powyższym cytatem, podnosimy wysoko nasz poziom energii, tylko po to, aby podciąć mu nogi na ostatniej prostej.
Oto jak potencjalnie wygląda taka sekwencja zdarzeń:
Rób co możesz – robimy burzę mózgów, rozważamy wiele wariantów, zaprzęgamy do pracy kreatywność i kończymy z kilkoma pomysłami na działanie – energia rośnie
Z tym co masz – robimy podsumowanie i spisujemy listę potencjalnych narzędzi, szans i zagrożeń oraz możliwości – energia rośnie
Tam, gdzie jesteś – no właśnie, a gdzie? Zaczynamy rozkminiać, próbujemy przewidzieć nieprzewidywalny rozwój sytuacji i nasze położenie na ścieżce zachodzących zmian. Najczęściej nam to nie wychodzi, a nawet jak to zrobimy dopadają nas wątpliwości. Grzęźniemy w tym punkcie lub postanawiamy jeszcze chwilę poczekać – spadek energii
Czyli dochodzimy do klasycznego przypadku, w którym były plany, ale zabrakło działania.
Zmień kolejność i obniż ragę warunku
Cały trick z tym cytatem polega, na takim jego przekształceniu, aby zaczynać od tego co najbardziej niepewne, ale jednocześnie obniżyć znaczenie tej niepewności. Żeby nie zawiesić się na rozważaniu miejsca, w którym jesteśmy!
Zasadniczo całą robotę zrobił za nas Alan Seale, który w swojej książce „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie” zaproponował następujące brzmienie tego przeformułowanego cytatu:
„Zacznij tam, gdzie jesteś, z tym, co masz, zrób to co możesz”
Tutaj sekwencja zdarzeń wygląda następująco:
Zacznij tam, gdzie jesteś – czyli zaakceptuj stan dzisiejszy. Przyjmij tu i teraz jako punkt wyjścia, bez pretensji, żalów i nierealistycznych oczekiwań – wyznaczenie punktu startu
Z tym co masz – podsumuj i spisz listę potencjalnych narzędzi, szans i zagrożeń oraz możliwości – energia rośnie
Zrób to co możesz – użyj całej siły, sprytu i kreatywności aby osiągnąć jak najwięcej w danym działaniu. Bez osądzania siebie, rozpamiętywania jak byś to zrobił kiedyś. Po prostu odpal działanie – energia rośnie
Takie podejście pozwala ruszyć do przodu pomimo trudności z określeniem finalnego efektu. Nastawiamy się tutaj na ruch, zamiast zastygnięcia. Wraz z rozwojem sytuacji, możemy dostosowywać nasze działania i cele.
Jest to chyba najlepsza możliwa odpowiedź w sytuacji, gdy żyjemy w zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie.
Nie zatrzymuj się
Czemu tak myślę? Bo Ci, którzy wraz z nastaniem pandemii postanowili poczekać, aż się wszystko ułoży i uporządkuje – czekają do dziś. Miesiące barku aktywności, zalegania przed telewizorem dają dziś o sobie znać. Ciężko im ruszyć do przodu, czy przejść do jakiegokolwiek działania. Ich sytuacja przypomina skład pociągu ruszający po zatrzymaniu na stacji. Trzeba użyć ogromnej siły i masy energii, żeby w ogóle ruszyć z miejsca.
Ci, którzy pandemię wykorzystali do odbicia w innym kierunku. Do uruchomienia wcześniej odkładanych aktywności lub odłożonej w czasie edukacji są cały czas w aktywnym działaniu. Nie powiem, że zawsze mkną jak pendolino, ale są co najmniej dobrze rozpędzonym składem podmiejskim.
W obecnych czasach nierzadko jesteśmy zestresowani i poddenerwowani, choć nie do końca wiemy dlaczego. Trafiamy na sprawy lub sytuacje, które wywołują w nas uczucie lęku, wzburzenia lub wrażenie, że nie jesteśmy w stanie sobie z nimi poradzić. Co ciekawe, kiedy patrzymy na nie z perspektywy czasu, nie wyglądają one już tak strasznie jak je początkowo ocenialiśmy. O co więc chodzi i czemu tak się dzieje?
Nasz mózg, nie jest „mechanizmem” jednorodnym i można by powiedzieć, że zasadniczo składa się z trzech niezależnych mózgów. Stąd mowa o trójpodziale mózgu, na który składają się:
Mózg gadzi– najstarsza ewolucyjnie część naszego mózgu, która odpowiada za podstawowe funkcje życiowe. Reguluje oddech i tempo pracy serca. Odpowiada też za funkcje, które pozwalają nam przeżyć. Takie jak jedzenie, ucieczka, pragnienie i seks. Kontroluje także nasze odruchowe reakcje w sytuacji zagrożenia życia lub niebezpieczeństwa.
Mózg ssaczy – ta część naszego mózgu odpowiada za emocje oraz za dążenie do poczucia przyjemności, a także do zaspokojenia naszych potrzeb. Kontroluje naszą orientację przestrzenną i pamięć długotrwałą. W skład tej części mózgi wchodzi m. in. ciało migdałowate. Weryfikuje ono docierające do mózgu sygnały i uruchamia cały szereg procesów mających na celu ochronę organizmu. Czuje się komfortowo z tym co znane i bezpieczne. W przypadku identyfikacji zagrożenia odcina dopływ tlenu i glukozy do trzeciej części mózgu tzw. kory mózgowej. Tym samym wyłączając nam racjonalne myślenie.
Kora mózgowa – zwana jest także „korą nową”, bo to ewolucyjnie najmłodsza część naszego mózgu. Odpowiada za rozumowanie, planowanie i wszelkie czynności związane z myśleniem. To ona przyczynia się do tego, że odczuwamy akceptacje oraz budujemy i utrzymujemy relacje społeczne.
Problem jaki mamy z tymi trzema mózgami polega na tym, że nie działają one z jednakową szybkością. Czym ewolucyjnie młodszy mózg i zajmujący się bardziej skomplikowanymi aspektami naszej egzystencji tym więcej czasu potrzeba dla jego aktywacji.
Tutaj dochodzimy do sedna problemu. Mózg ssaczy działa szybciej niż kora nowa. Jeżeli zinterpretuje jakąś sytuację jako zagrożenie odcina nam tę część mózgu, która odpowiada za racjonalne myślenie. Gdybyśmy mogli jej użyć, sporo takich sytuacji byśmy zracjonalizowali i podeszli do nich spokojniej. Tymczasem działamy w nich na emocjach, a nie na logice.
6 obszarów, w który nasz ssaczy mózg dostrzega zagrożenie życia
Przydarzają nam się w życiu sytuacji, które na pozór nie mają nic wspólnego z zagrożeniem życia. Jednak kiedy zaistnieją, odczuwamy niezrozumiały lęk i wzrost emocji. To dzieło naszej ssaczej części mózgu i jej interpretacji tego co zaszło.
Umówmy się, nie jest ona zbyt błyskotliwa i bazuje na doświadczeniach wcześniejszych pokoleń. Zatem nie jest idealnie dopasowana do dzisiejszego świata. Zresztą mózg ssaczy nie ma czasu na głębokie analizy, bo ważniejsza w jego przypadku jest szybkość reakcji.
Jest on szczególnie wyczulony na poniższe obszary:
1. Status – jeżeli, ktoś mówi o mnie coś, co w mojej interpretacji obniża mój status, to wywołuje u mnie reakcje zagrożenia. Kiedyś, gdy żyliśmy w plemionach, obniżenie statusu oznaczało m.in. mniej jedzenia, co mogło doprowadzić do śmierci = zagrożenie życia.
2. Autonomia – jeżeli, ktoś mi mówi co i jak mam robić, a nie mogę tego robić tak jak uważam to za słuszne, to staję się mniej efektywny (zaradny). Kiedyś mniejsza zaradność np. w czasie polowań oznaczała, że mogę nie zdobyć dość pożywienia = zagrożenie życia.
3. Sprawiedliwość – jeżeli zostałem potraktowany niesprawiedliwie, to za chwilę być może będę niesprawiedliwie dostawał mniej jedzenia = zagrożenie życia.
4. Przynależność – jeżeli, ktoś mówi że nie nadaję się do danej pracy, zespołu lub jestem złym ojcem, matką, mężem, żoną, córką, synem… to dla mojego mózgu ssaka jest to jasny sygnał, że chcą mnie wyrzucić z plemienia. A przecież poza plemieniem będę zagrożony i prawdopodobnie nie przetrwam = zagrożenie życia.
5. Oczekiwania – jeżeli względem kogoś lub czegoś mam określone oczekiwania, a one nie zostają spełnione, to przypomina to sytuację kiedy oczekiwałem jedzenia, a go nie dostałem = zagrożenie życia.
6. Pewność – chcę mieć 100% pewność, że nigdy nic złego mi się w życiu nie wydarzy. Jeżeli tylko ktoś wspomni, że na home office, niektórzy pracownicy powinni być bardziej wydajni, to pewnie jest mowa o mnie i mnie wyrzucą. Jeżeli tylko co np. dwudziesta osoba ciężko przejdzie dane zakażenie, to pewnie będę ja (upss…, już zauważam niepokojące symptomy) = zagrożenie życia.
W przypadku tych sześciu obszarów reagujemy za mocno i zupełnie nieadekwatnie do sytuacji. Często do końca nie wiedząc dlaczego. Wpadamy w rodzaj samonapędzającej się spirali lęku. Czujemy go, ale nie potrafimy znaleźć wyjścia z sytuacji.
Nasza odpowiedzialna za racjonalne myślenie część mózgu została odcięta, zatem nie przychodzi nam do głowy żadne dobre rozwiązanie. Brak pomysłu tylko potwierdza, w jak fatalnej sytuacji jesteśmy. Nasz lęk znowu rośnie, a my szamoczemy się z intelektualnie słabo wydolnym mózgiem Do tego dochodzi napięcie ciała, które jest kolejnym potwierdzeniem jak jest źle…
Czemu to takie groźne? Znajdując się w powyższym stanie tracimy wiarę w siebie i w możliwość rozwiązania sytuacji. Poddajemy się zbyt szybko i uznajemy, że problem nas przerasta. Gdybyśmy jednak trochę zwolnili i odetchnęli obniżając poziom stresu, nasz ssaczy mózg odblokowałby korę nową i całkiem możliwe, że szybko byśmy znaleźli rozwiązanie danej sytuacji.
Już sama świadomość mechanizmu odpalania tego lęku pozwala nam przerwać jego spiralę. Zamiast myśleć „jesteśmy w czarnej d….”, możemy pomyśleć „nasz ssaczy mózg się przestraszył”. Dzięki temu jest szansa, że zaczniemy pracować nad naszym nastawienie do problemu, a nie przytłoczy nas sam problem.
Wybrałem cytat Jacka Santorskiego na początek 2021 roku bardzo świadomie. Każdy rok bowiem niesie swój bagaż i swój sens. Ten mijający, postawił wiele pytań granicznych (o to co ważne, o najważniejsze wartości). Pozwolił nam także więcej czasu spędzić z samym sobą i lepiej samego siebie poznać. Był więc doskonałą bazą do tego, aby odkryć swoje źródło spokoju, spełnienia i dobrej energii.
Świadomie nie piszę tutaj o źródle siły, bo siła na nic się zdała w starciu z wirusem. Tak samo jak coraz mniej znaczy w zderzeniu z dynamicznym i nieprzewidywalnym światem. Dziś zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym na znaczeniu zyskuje „transformująca obecność”.
Jest ona zarówno ważna dla naszych bliskich, jak i współpracowników. Uważam, że doskonałym uzupełnieniem przytoczonego cytatu będzie rozwinięcie terminu „transformująca obecność” dokonane przez Alana Seale w książce „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie”:
„Aby iść naprzód, potrzebujemy liderów, którzy wiedzą, co oznacza być w pełni obecnym, niezależnie od tego, co się dzieje w danym momencie – liderów, którzy potrafią wyczuć i usłyszeć energię danej sytuacji czy okoliczności i odkryć to, co ma się wydarzyć.
Potrzebujemy liderów, którzy czują się komfortowo, nie znając odpowiedzi – a być może nie znając nawet pytań. Potrzebujemy liderów obdarzonych ciekawością i wyobraźnią, którzy gotowi są odkrywać, nie wiedząc, co znajdą, ale ufają, że pojawią się wskazówki do podjęcia kolejnych kroków.
Potrzebujemy liderów, którzy wyczuwając te kolejne kroki nie boją się ich podjąć. Liderów, którzy dobrze czują się we własnej skórze – są zadowoleni z tego, kim są i w pełni wykorzystują swoje talenty, dary i umiejętności.
To przywództwo oparte na otwartych i rozległych światopoglądach; to wiedza o tym, jak poruszać się w nieznanym terytorium; mądrość, która podpowiada, kiedy zrobić krok do przodu, a kiedy się wycofać, kiedy podjąć działanie, a kiedy poczekać i pozwolić, by sprawy ułożyły się same. To jest Transformująca obecność (Transformational Presence).
Transformująca Obecność nie jest modelem ani formułą. To sposób życia, przewodzenia, służenia innym – to podejście, które jest mocnym fundamentem dla świadomego życia i świadomego przywództwa.”
Nasz współczesny świat pełen niezliczonych opcji i możliwości, komuś z przeszłości mógłby się wydawać rajem. Tak wiele można, tak wiele ograniczeń zniknęło. Cały świat splótł się globalną siecią internetu dając możliwość natychmiastowego kontaktu z prawie każdym zakątkiem świata. Wszystko dzieje się szybciej, sprawniej i na dodatek oferuje wiele wariantów.
Czemu zatem wielu z nas jest zmęczonych tym „współczesnym rajem”? Czemu czujemy się przytłoczeni wielością opcji wyboru? Czemu kupujemy lub godzimy się na więcej niż potrzebujemy? Pytając wprost: Czemu ten „współczesny raj” zmienił się w diabelsko trudny maraton?
Klucz do naszego dylematu leży w naszym wychowaniu i przekonaniach. Większość z nas, a już na pewno nasi rodzice, kształtowała się w czasach, kiedy na piedestale stawiano umiejętność korzystania z nadążających się okazji. Kiedy sukces zależał od naszej inwencji i umiejętności wyszukiwania nowych rozwiązań. Kiedy mawiano „szansa nie puka dwa razy” i tłumaczono, aby chwytać wiatr w żagle i gnać do przodu.
Co jednak zrobić, kiedy szansa puka do naszych drzwi co chwila. Kiedy nie zdążyliśmy nawet dobrze usiąść po tym, jak poprzedniej szansie powiedzieliśmy dopiero co „tak”. Jak żyć, kiedy do naszych drzwi ustawia się kolejka szans, a przez okna zaglądają do naszego życia te już rozpoczęte, ale wciąż niedokończone?
Które poświęcić, a może żadne? Może lepiej samemu wskoczyć do chomikowego kołowrotka i zasuwać na pełnej petardzie. Nie bardzo pamiętając po co i dlaczego, ale starając się nie stracić żadnej z możliwości. Taka decyzja to doskonała droga do braku życiowej satysfakcji, poczucia przeciążenia i prosta ścieżka w ramiona depresji. Powstaje zatem pytanie, czemu tak wielu jej się trzyma.
Dokonują takiego wyboru, bo nauczono ich, aby chwytać się każdej z możliwych szans. Wpojono im, że decyzja na „nie” w tej sytuacji, to życiowy błąd i dowód ich lenistwa. Nie zauważyli, że zmienił się świat i dostępność możliwości, a tym samy stare reguły przestały obowiązywać.
Młodzi widzą to inaczej
Pokolenie współczesnych młodych ludzi, którzy często nie znali niedostatku dóbr i możliwości widzi to zupełnie inaczej. Oni musieli się od zawsze mierzyć z nadmiarem czy to zabawek, ścieżek edukacji czy zainteresowań jakie podsuwał im współczesny świat. My mieliśmy 3 kanały telewizyjne, oni mieli ich ponad 100.
Współczesny świat wymaga od nas umiejętności dokonania wyboru. Selekcji i odwagi do mówienia „nie”. Młodzi już się nauczyli, że zgadzanie się na wszystko i interesowanie wszystkim co możliwe to droga na manowce. Wprawiają dziś w zdumienie doświadczonych pracodawców kiedy rezygnują z dobrze płatnej pracy, jeśli nie daje im ona poczucia satysfakcji.
Nie jest to wyraz ich buntu, zadufania czy bezczelności. To racjonalna decyzja w sytuacji, kiedy wiedzą że zawodowy świat oferuje dziś wiele możliwości i rozwiązań. Nauczyli się też, że współcześnie ich uwaga i czas są na wagę złota. Natomiast wszyscy dookoła chcą ich przekonać, że właśnie temu co oferują powinni je poświecić. Jeśli nie będą umieli stanowczo mówić „nie”, nie wybiorą dla siebie najlepszej z możliwych dróg.
Po rozsądnym „nie” powinno paść zdecydowane „tak”
Świetnie przystosowane do współczesnego świata pokolenie młodych napotyka dziś w życiu jedno istotne wyzwanie. Nauczeni dokonywania wyboru i mówienia „nie”, nie nabyli zbytniej wprawy w wytrwałości i wysiłku dla tego, czemu już powiedzieli „tak”.
Sam niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, kiedy młody człowiek na okresie próbnym lub po zakończonym szkoleniu nagle nie pojawiał się w pracy. Pytany o przyczynę odpowiadał, że nie wiedział, iż to będzie takie trudne lub wymagające. Przy czym dla jasności, nie były to prace wymagające szczególnych umiejętności czy predyspozycji. Nie rezygnował z nich też nikt ze starszego pokolenia. Osoby te wiedziała po prostu, że na początku niemal każdej drogi zawodowej wymagana jest odrobina wysiłku, na zasadzie zwykłej inwestycji, która zwróci się z czasem.
Obojętnie z jakiego pokolenia jesteś powinieneś pamiętać o ważnej zasadzie dzisiejszego świata:
Wybierz i zdecyduje się na to co jest ważne w Twoim życiu.
Odrzucaj wszystko to co tym nie jest lub tego nie wspiera.
Angażuj się i nie bój wkładać wysiłku w to co już wybrałeś.
I pamiętaj o jeszcze jednej regule. Raz na jakiś czas przyjrzyj się swoim wcześniejszym wyborom i sprawdź czy nadal są z Tobą spójne. Czy stanowią nadal Twój rozsądny wybór, czy trzymasz się ich tylko przez zasiedzenie. W tym drugim przypadku, odważnie powiedz im „nie!”
Dziś często słyszę, że przez to wszystko co się dzieje „świat stanął na głowie”. Problem w tym, że tego tak naprawdę nie wiemy. Może to ten poprzedni świat „był do góry nogami”, a my znając tylko taką jego wersję błędnie przyjęliśmy że była właściwa.
Jakby nie było niektóre nasze przekonania, poglądy i podejście do życia muszą ulec zmianie. Poniżej kilka wskazówek, które być może tę zmianę ułatwią.
Nierzadko słyszymy o ludziach, którzy dokonali wielkich osiągnięć, zdobyli sławę lub zrobili oszałamiająca karierę w kontekście tego, że to była po postu realizacja ich wielkiego marzenia. Problem w tym, że podobne marzenie miało pewnie wielu innych, ale im się nie udało. O nich jednak raczej nie usłyszymy. Raczej nie napiszą też o swojej porażce na swoich profilach w social mediach.
Problematyczność tego podejścia polega na tym, że często skupiając się na wielkim i odległym celu/marzeniu nie dostrzegamy wielu mniejszych i równie atrakcyjnych okazji, jakie pojawiają się w naszym życiu.
Znam sporo ludzi, którzy zrealizowali swoje marzenie poświęcając na to mnóstwo czasu, pieniędzy i energii, a kiedy już je osiągnęli poczuli, że to jednak nie to. Poznałem jeszcze więcej ludzi, którzy kiedyś w jakimś momencie swojego życia chwycili się pewnej okazji, zaangażowali się w nią i tak właśnie zaczęła się ich niesamowita droga do miejsca, w którym dziś są i z którego są bardzo zadowoleni.
Dzisiejszy świat jest niesamowicie dynamiczny i zmienny. Idea jednego wielkiego marzenia, któremu poświęcamy cały życie i wszystkie nasze siły, może i jest pociągająca – wydaje mi się jednak mało życiowa. W mojej ocenie lepszym podejściem jest realizowanie celów krótkoterminowych. Realizowanie ich z pasją i pełną energią oraz ciekawością, gdzie lub do czego po ich zakończeniu nas doprowadzą. Następnie obranie kolejnego celu i skupienie się na nim.
To działanie przypomina mi zwinne podejście do realizacji projektów. Pozwala ono w szybkich cyklach wytwarzać poszczególne małe elementy większej całości. Jednocześnie jest otwarte na to, że zarówno oczekiwania klienta jak i realia otoczenia ulegają częstym zmianom. Pracując małymi krokami można niemal w locie się do tych zmian dostosować.
Przestań więc mówić, że COVID zabił lub odebrał Ci marzenia. On je co najwyżej zmienił.
2. Nie szukaj szczęścia,
bo to nie jest przedmiot, który można znaleźć. Szczęście to ulotne uczucie, którego doświadczamy w różnych momentach. Nie jest i nigdy nie będzie czymś stałym w naszym życiu. Tim Minchin – australijski komik, przyrównał szczęście do orgazmu. Każdy chce go osiągnąć, ale nikt nie liczy, że będzie trwał wiecznie. Co więcej Tim ostrzega, że jak za dużo się koncentrujesz na jego osiągnięciu, to tym mniejsza szansa, że Ci się to uda.
Dziś zamknięci w domach i odcięci od bliskich kontaktów z innymi popadamy w apatię i nudę. Tracimy energię rozmyślając jak wiele tracimy i nie mamy ochoty na żadną aktywność, a to największy błąd. Aktywność i działanie dodają nam życiowej energii. Staraj się zatem być zajęty i uszczęśliwiać kogoś innego. Efektem ubocznym uszczęśliwiania innych jest bowiem własne poczucie szczęścia i satysfakcji z podejmowanych działań.
3. Bądź aktywny fizycznie
Ruch i wysiłek w czasie ćwiczeń lub nawet zwykłych spacerów powodują poprawę nastroju i pomagają walczyć ze złym humorem. Z drugiej strony przykłady osób na kwarantannach dobitnie nam uświadomiły, że bywają sytuacje, w których nie możemy liczyć na nikogo innego i wtedy nasza sprawność ruchowa jest czynnikiem krytycznym. Oddzielnym tematem jest zwiększona odporność organizmu, która się kształtuje dzięki takiej aktywności.
Zatem inwestycja w aktywność jest wręcz obowiązkowym działaniem, które powinno mieć wysoki priorytet w naszym życiu. Może dzisiaj jeszcze jej aż tak nie doceniamy, ale z pewnością podziękujemy sami sobie jak wieku 80 lat bez problemu będziemy mogli zawiązać sznurowadło. Dziś z pewnością za tę aktywność odwdzięczy się nam nasza psychika i ukojone nerwy. Jak wiadomo bowiem stwierdzenie „w zdrowym ciele, zdrowy duch” już wielokrotnie zostało potwierdzone przez naukę.
4. Myśl krytycznie
I to nie tylko o swoich konkurentach lub przeciwnikach politycznych, ale przede wszystkim o swoich opiniach. Często jesteśmy w nich niepotrzebnie zacietrzewieni. Często opinie mylimy z faktami, nie zauważając przy okazji jak sami siebie w ten sposób ograniczamy.
Mój ulubiony przykład to twierdzenie, że kiedy karzą nam nosić maseczki, to nakładają nam kagańce. Czy jeżeli jesteś naprawdę wolnym wewnętrznie człowiekiem, to maseczka może stać się dla Ciebie kagańcem?
Inne przekonanie dotyczy tego, że jak te Święta nie będą takie jak co roku, to nie będą już takie wartościowe. Naprawdę? Wartość jest w powtarzalnym rytuale/zwyczaju, czy w twoim nastawieniu. Skąd wiesz, czy więcej chwil spokoju i wypoczynku w te Święta nie da ci więcej satysfakcji, niż opychanie się świątecznymi przysmakami podczas świątecznych spotkań. Szczególnie, że przy ich okazji tak łatwo o różnicę zdań, szczególnie na tematy polityczno-ekonomiczne.
5. Zdefiniuj siebie poprzez to co kochasz
Dziś wyjątkowo łatwo być „anty-” (np. antyszczepionkowcem) lub przeciwko (np. ***** ***) i choć często są to ważne dla nas kwestie nie powinniśmy dopuszczać do tego, aby przede wszystkim definiowało nas negatywne nastawienie.
Zamiast tego zastanów się za czym jesteś, co lub kogo chciałbyś wspierać w swoim życiu. Jakie wartości są dla Ciebie ważne i kiedy w swoich działaniach jesteś spójny ze sobą. Wiem, że takie zdefiniowanie siebie często nie jest łatwe. Często wymaga też wielu przemyśleń.
Jednak uwierz mi, że jest bardzo potrzebne i opłacalne dla nas samych. Nasz świat zmienił się diametralnie przez COVIDA, ale tylko ten zewnętrzny. Świadomość siebie i swoich wartości, dla mnie osobiście, ale też dla wielu moich klientów, była i jest swoistego rodzaju fundamentem w tych nieprzewidywalnych czasach.
Daje mi też swoistego rodzaju poczucie wpływu. Bo czym więcej niedobrych rzeczy dzieje się wokół mnie, tym silniej je równoważę moim zaangażowaniem w to co dobre. Dla przykładu jestem prenumeratorem jednego dwumiesięcznika, którego zupełnie nie mam czasu czytać. Jestem nim, bo tak ludziom którzy go wydają, mogę powiedzieć, że docenia ich pracę. Doceniam ich, bo propagują ważne dla mnie wartości otwartości i tolerancji.
6. Szanuj tych z mniejszą siłą lub władzą niż Twoja
Wiele lat temu, kiedy pracowałem w dużej korporacji ze zdziwieniem obserwowałem to jak niektórzy ludzie awansujący z „szeregowych” stanowisk na menedżerskie nagle przestawali mówić „cześć” recepcjonistkom lub ochroniarzom. Ja osobiście witałem się z nimi i rozmawiałem na korytarzach nawet wtedy, gdy zostałem dyrektorem jednej ze spółek w grupie. Dzięki temu zawsze mogłem na nich liczyć w potrzebie.
Podobnie zawsze miałem dobre relacje z ekspedientkami w lokalnych sklepach. Słowa „dzień dobry”, „miłego dnia”, czy też chwila zagadania przy okazji zakupów nie były dla mnie problemem, a często poprawiały humor mój i ich. Kiedy przyszedł lockdown i godziny seniorów, zdobycie mojego ulubionego chleba nie było żadnym problemem. Wystarczyło poprosić ulubioną panią o odłożenie go dla mnie w piątek, tak abym mógł go kupić popołudniu.
Szczególnie obecnie dobre relacje z innymi są często dobrym zabezpieczeniem lepszego/łatwiejszego życia. Nigdy też nie wiesz, czy niedoceniane kiedyś zawody nagle nie staną się szczególnie ważnymi. Weź przykład pielęgniarek, nagle stały się bohaterkami.
7. Nie szarp się i nie śpiesz
Często, kiedy otaczająca nas rzeczywistość ulega zmianie staramy się jak najszybciej i czasami na siłę przywrócić ją do starego porządku. Kiedy nam to nie wychodzi, potrafimy się rzucić w wir działań na oślep, byle tylko coś zrobić. To taka nasza ochrona na wypadek wyrzutów sumienia lub jakiegoś potknięcia. Zawsze możemy ostentacyjnie stwierdzić „na przecież się starałem”.
Bywają jednak takie momenty, kiedy zamiast bezrefleksyjnego czy automatycznego działania lepszym wyjściem jest chwila zastanowienia. Przecież kiedy ucieka ci autobus sprzed nosa nie biegniesz za nim całej trasy. Gdybyś to zrobił, to natychmiast podjąłbyś działanie. Miałbyś nawet argument, że przecież się starałeś. Pytanie jednak, czy nie rozsądniejsze byłoby sprawdzić, o której odchodzi następny o tym numerze lub czy nie mam jakiegoś alternatywnego sposobu dojazdu do wyznaczonego miejsca.
Przyszedł COVID i zmienił się świat. Czy siadłeś i zastanowiłeś się jak sobie w nim najlepiej zorganizować życie, czy też rzuciłeś się w pogoń za tą wersją świata, która była wcześniej?
Mam nadzieję, że powyższe wskazówki będą dla Ciebie przydatne. Myślę jednak, że powinienem Ci zdradzić jedną tajemnicę. Inspiracją dla ich sformułowania było wystąpienie Tima Minchina na Univesity of Western Australia zatytułowane „9 Life Lessons”, które wygłosił w październiku 2013 roku.
Tak nie pomyliłem się – w 2013 roku! Czyli w czasach świata sprzed pandemii. Zatem może jednak nasz świat nie stanął na głowie. Może jedynie zanegował nasze niektóre opinie i zwyczaje, których bezkrytycznie się trzymaliśmy?
Wraz z nadejściem pandemii wiele firm istotnie przyśpieszyło swój rozwój technologiczny. W ciągu kilku miesięcy, a czasami tygodni zrealizowały usprawnienia i modyfikacje planowane na najbliższe dwa lata. Nowa sytuacja wymusiła też zmiany wielu procedur, stylu pracy i kultury organizacyjnej. Można by rzec, że dokonał się w nich istotny skok rozwojowy. Pytanie, które chciałbym Ci zadać, to pytanie o skok rozwojowy w Tobie – zadział się, czy nadal żyjesz jak dawniej?
Naturalną reakcją na zmianę jaka zaszła w naszym otoczeniu była próba przetrwania, a następnie wypracowania modelu funkcjonowania w tej nietypowej rzeczywistości. Niemniej jednak były to zmiany wymuszone przez czynniki zewnętrzne: obostrzenia, nakazy i ograniczenia.
Niejednokrotnie nasze domy stały się zarazem naszymi biurami. Musieliśmy zmodyfikować nasze zakupowe zwyczaje. Również w zakresie relacji towarzyskich zaszyły bardzo głębokie zmiany. Rynek pracy uległ zaskakującym przeobrażeniom, na które w większości byliśmy nieprzygotowani. To czy nadal miałeś pracę, przestało być zależne od wykształcenia i fachowości, a kluczem stała się branża, w której pracowałeś.
Przystosowanie
Obecnie koronawirus jest już z nami na tyle długo, że w dużej mierze przyzwyczailiśmy się do świadomości funkcjonowania w jego towarzystwie. Jakoś poukładaliśmy sobie nowe rutyny dnia. Niektórzy z nas nawet zaczęli dostrzegać całkiem sporo plusów obecnej sytuacji i choć to może zabrzmieć dziwnie, wygodnie urządzili się w tym nowym covidowym świecie.
Problem w tym, że ten obecny świat jest jedynie „chwilową poczekalnią” przed światem postcovidowym, w którym mogą obowiązywać zupełnie inne reguły i zasady gry. To, że dobrze radziłeś sobie z tym co było kiedyś i jest teraz, niekoniecznie gwarantuje to, że dobrze poradzisz sobie w przyszłości.
W grudniu 2011 roku w czterech miejscach w Londynie pojawiły się hasła słynnego artysty ulicznego Banksy’ego: „Przepraszam, zamówiony styl życia jest obecnie niedostępny”. Wydaje się, że szczególnie dziś, hasło to zyskało swoje drugie życie.
Stresujący brak kontroli nad rezultatem
To co dotyka nas już obecnie, a najprawdopodobniej stanie się w przyszłości normalnością to pewnego rodzaju nieprzewidywalność zdarzeń i brak sprawdzonych wzorców postępowań. Prowadzą one do trudnego do zaakceptowania braku pełnej kontroli nad rezultatem.
Ten stan praktycznie u każdego z nas wywołuje stres. Jedynie co nas różni to poziom reakcji na niego. Jednych blokuje całkowicie w działaniu. U innych na pozór jest niewidoczny, ale drenuje ich system nerwowy niczym upierdliwy komar brzęczący gdzieś koło ucha.
Kiedy stawiamy sobie jakiś cel na przyszłość, nie zawsze potrafimy przewidzieć ścieżkę dojścia do niego, a szczególnie czas w jakim uda nam się ją zrealizować. Co więcej, często nie wiemy nawet jak będzie wyglądać nasze życie w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Jednak czekanie na lepszą okazję lub większą pewność raczej niczego nie zmieni. Znając zarys celu i akceptując pewną zmienność dróg lub sposobów dotarcia do niego powinniśmy zacząć działać już teraz elastycznie dostosowując się do zachodzących zmian.
Sztuka oduczania i ponownego uczenia
Wiele osób twierdzi, że dzisiejsze tempo życia i ilość spraw, nad którymi trzeba zapanować je przytłacza. Szczególnie mocno mogliśmy to poczuć, gdy nagle niemal w ciągu kilkunastu dni musieliśmy posiąść umiejętność używania platform komunikacyjnych typu Teams, Zoom itd. Nagle cała edukacja stała się zdalna, a wiele urzędów i instytucji otworzyło się na internetowe załatwianie różnych spraw.
Musieliśmy też nauczyć się oddzielania od siebie świata zawodowego i prywatnego, w sytuacji kiedy pracujemy z domu i nie mamy wyraźnego rozgraniczenia między tymi światami. Praca w zespołach rozproszonych, o której można było tyle czytać, stała się naszą rzeczywistością. Menedżerowie, którzy opierali swoje zarządzanie na mikrozarządzaniu i permanentnej kontroli, nagle tę kontrolę utracili. Spotkania rekrutacyjne on-line w pewnym momencie stały się jedyną dostępną formą rekrutacji. Jeżeli Twoim atutem była ciekawa osobowość lub charyzma, należało się nauczyć ich eksponowania przed internetową kamerą, zamiast podczas bezpośrednich kontaktów.
Zaskakujące jest to, że w tych warunkach jest nadal cała grupa osób, które nie korzystają z nowoczesnych rozwiązań oraz nie zmieniły swoich zachowań. Zawzięcie bronią starych zwyczajów i sposobów upierając się, że tamte były lepsze. Popełniają błąd licząc, że wystarczy tylko przetrzymać pewien czas, a potem wszystko wróci do starego porządku. Tego porządku już nie ma i nie będzie. Pojawi się nowy, w którym wygrają Ci, którzy będą potrafili się elastycznie dostosować do nowych reguł gry.
Dziś niezbędną umiejętnością staje się umiejętność uczenia, oduczania i ponownego uczenia. To będzie nieustający cykl rozwoju. Zresztą nie jest on efektem covidowej pandemii. Już od lat mówiło się o tym zjawisku, a dziś przybrało ono jedynie na sile.
Nowa koncepcja celów noworocznych
Niedługo kolejny Nowy Rok i kolejne plany, marzenia i cele noworoczne. Zanim je wypowiesz, pomyśl czy na pewno, te które miałeś co roku są nadal aktualne. Zaakceptuje fakt obecnej rzeczywistości i nie twórz ułudy. W nadchodzącym roku raczej nie powrócą tanie loty, bo branża lotnicza porządnie oberwała i latać będzie, ale raczej już nie tanio, a przynajmniej nie tak tanio jak wcześniej. Mogą Ci się też marzyć zyskowne inwestycje. Będą nadal dostępne, ale tylko te, które są obarczone sporym ryzykiem. W obecnych czasach dzięki mało ryzykownym instrumentom finansowym możemy jedynie ograniczać straty w oszczędnościach, a nie je pomnażać.
Z drugiej strony pracując zdalnie, możemy zrobić sobie miesięczne wakacje bez urlopu. Np. wynajmując jakiś dom za miastem z dostępem do dobrego internetu. Pół dnia będziesz normalnie pracować, a pół dnia wypoczywać w sielskich warunkach. Nie dojeżdżając do pracy, może nie potrzebujesz nowego samochodu i dzięki temu unikniesz kolejnego kredytu. Praca zdalna, pozwala też na podjęcie pracy w innym mieście niż to gdzie mieszkasz. Nagle Twoim rynkiem pracy może stać się cała Polska.
Opcji i możliwości jest wiele. Trzeba się tylko na nie mentalnie otworzyć i wyjść poza rutynowe tory myślenia.
Praktycznie każda zmiana niesie ze sobą szanse na nowe doświadczenia i wzrastanie. Każda też, szczególnie jeśli jest istotna, pociąga za sobą pewne ryzyko i jest krokiem w nieznane. Można zatem użyć stwierdzenia, że zmiana jako taka nie jest jednoznacznie zła lub dobra. Po prostu prowadzi nas do znalezienia się w odmiennej od dotychczasowej sytuacji.
To ciekawe, że osoby pytane o rozwój w życiu osobistym niemal zawsze są pełne entuzjazmu i pozytywnej energii. Ten nastrój utrzymuje się niezależnie od tego czy ktoś szykuje się do maratonu, co jak wiemy wymaga sporego wysiłku i dużej liczby treningów. Powraca do swojego starego hobby, czy też uczy jakiś nowych umiejętności, na oponowanie których musi poświęcić swój czas i energię.
Nawet osoby, które podejmują decyzje o przeprowadzce do nowego miejsca lub miasta są pozytywnie nakręcone. Co więcej, potężną dawką energii promienieją nawet Ci, którzy właśnie kupili swoje nowe mieszkanie i obciążyli się kredytem liczonym w setkach tysięcy, który będą nierzadko spłacali przez dwadzieścia lub trzydzieści lat.
Czy to nie dziwne, że ich przemiana jest taka energetyzująca, pozytywna i inspirująca. Przecież tak wiele rzeczy i spraw na drodze tej przemiany może pójść nie tak. W czasie treningu można doznać kontuzji. Energia zainwestowana w naukę, nie zawsze gwarantuje sukces. Przeprowadzka w nowe miejsce niekoniecznie znaczy, że będzie ono fajniejsze. Tak samo jako nie możemy być w stu procentach pewni stałych dochodów, które pozwolą nam regularnie spłacać kredyt.
Mimo wszystko wchodząc w te zmiany koncentrujemy się na tym co pozytywne i obiecujące. Rozpoczynamy nową przygodę życia z głęboką wiarą w to, że damy radę.
Zmian firmowa
Niby to oczywiste, że każda firma – tak samo jak osoba – aby wzrastać i się rozwijać musi podlegać zmianom. Musi wprowadzać nowe rozwiązania, usprawniać prace lub zawiązywać strategiczne sojusze. Bywa, że łączy się z innymi firmami (u ludzi nazywamy to małżeństwem), zmienia swoją siedzibę lub się przebranżawia.
I tu zaskakujące zjawisko, ludzie których przy okazji dotykają te przemiany są dalecy od entuzjazmu, pozytywnej energii i raczej nie dostrzegają w nich nic inspirującego. Raczej towarzyszy im strach, obawy i czarne myśli. O ile przy osobistych przemianach myśllimy raczej „będzie super”, to przy tych firmowych na myśl jako pierwsze przychodzi nam „wywalą mnie”.
Tymczasem przecież tak wiele rzeczy i spraw może potoczyć się pozytywnie. Możemy nauczyć się nowych umiejętności, programów lub poznać jak wygląda praca w innej kulturze organizacyjnej. Czasami, to że naszą prace przejmują zautomatyzowane procesy popycha nas do wejście w inne obszary działania firmy. Obszary, w których nie moglibyśmy się odnaleźć przychodząc do firmy z zewnątrz, bo powiedziano by nam, że nie mamy w nich doświadczenia.
Poczucie wpływu
Patrząc na to z boku i pewnego dystansu, można by rzec, że te przemiany osobiste i firmowe są bardzo sobie bliskie. Powstaje zatem pytanie czemu generują tak odmienne reakcje. Odpowiedzią na to jest poczucie wpływu i kontroli.
Te osobiste wynikają z naszej inicjatywy i chęci zmiany. W tych drugich jesteśmy tylko ich uczestnikiem, najczęściej bez zbytniego wpływu na ich przebieg i rozwój. Co więcej te drugie są niejako na nas wymuszane, co dodatkowo budzi nasz opór i obawy.
To na co warto zwrócić uwagę, to fakt że zmiany osobiste i firmowe są naturalnym procesem. Warto też mieć świadomość, że i jedne i drugie prowadzą nas do znalezienia się w nowej nieznanej nam sytuacji. Różni je jedynie tylko to, że w przypadku tych drugich nie mamy na nie wpływu… A zasadniczo nie mamy wpływu, na to że się zaczynają.
Jeśli jednak zamiast uciekać lub próbować się ukryć, włączymy się w nie aktywnie, mogą stać się dla nas inspirującą trampoliną do pozytywnej zmiany zawodowej, a kto wie czy nie pociągną za sobą jakiś ciekawych przemian osobistych.
Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.