Rafał Markiewicz

Blog

Niskie poczucie wartości, czy zwykły brak planu?

Znam wiele osób, które mają różne pomysły na biznes, karierę czy ogólnie pojęte fajne życie. Budują w głowie wizje i wyobrażenia jak to będzie super w przyszłości. Kiedy mają jednak przyjść do działania, wycofują się lub szukają różnych wymówek. Jedną z wygodniejszych jest ta, która brzmi „brakuje mi poczucia własnej wartości”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - poczucie wartości - plan działania
Image by Daniel Nebreda from Pixabay

Dla jasności, wiem jak wielkim problemem może być brak poczucia własnej wartości i wcale go nie lekceważę. Wiele lat temu trzymał mnie w swoim potrzasku i utrudniał różne działania. Jednak to właśnie podejmowanie działań pozwoliło mi udowodnić samemu sobie, że daje radę i radzę sobie z różnymi wyzwaniami. Każdy sukces, ale i dobrze zagospodarowana porażka, wzmacniały mnie i budowały moje wewnętrzne poczucie wartości. Dziś znam swoją wartość i swój duży potencjał. Doceniam go, a mimo to czasami, kiedy wchodzę w nowe działanie coś wytwarza opór.

Lęk przed niepowodzeniem

Ten opór to zwykły lęk przed niepowodzeniem, porażką i oceną innych. Gdybym go nazwał „brakiem poczucia własnej wartość” zapewne brzmiałoby to bardziej psychologicznie i nadawało większej dramaturgii. Może zasłużył bym też na współczucie otoczenia i podziw, że potrafię się do tego przyznać. Co jednak najgorsze, na pewno zbudowałbym w sobie też silne przekonanie, że to jeszcze nie jest dobry czas na podejmowanie działań. Muszę najpierw przeczytać kilka poradników, skończyć kurs, zdobyć większe doświadczenie itd.

Kiedy jednak nazwę rzecz po imieniu – to lęk. Sytuacja ulega zmianie. Można bowiem się bać, ale mimo lęku działać. Nie ogranicza mnie bowiem już nic wielkiego, tylko zwykły lęk. Jest on normlanym i ludzkim odczuciem, kiedy mierzyny się  z czymś nowym. Warto się jednak odważyć na jego przełamanie. To co będzie pomocne w tej sytuacji i chociaż częściowo podniesie nasze poczucie bezpieczeństwa to dobry plan działania.

Dobry plan kluczem do sukcesu

Nierzadko znajomi i klienci opowiadają mi, że po długich wahaniach nagle poczuli, iż właściwy moment właśnie nastał. Już chcieli podjąć działanie. Zadzwonić, zapukać do jakiś drzwi lub wysłać maila z jakaś informacją. Kiedy już byli tuż przed decydującym momentem. Kiedy wbijali ostatnią cyfrę lub mieli nacisnąć właściwy klawisz nagle dopadał ich lęk i się wycofywali.

Zawsze kiedy ich pytam, co dokładnie się w tym momencie wydarzyło. Mówią albo o wewnętrznym głosie „i tak Ci się nie uda” albo o przerażającym uczuciu „co zrobię jak druga strona… odbierze, otworzy drzwi lub odpisze na maila”.

To jest właśnie często główny problem. Kiedy staramy się urzeczywistnić naszą wizję i nagle chcemy przejść do aktywnego działania rozbijamy się o konkretne kroki do wykonania, których nie zaplanowaliśmy. Brak scenariusza i świadomości co dalej pozwala lękowi przejąć nad nami kontrolę. Wystarczy chwila zawahania czy wątpliwość, której nie możemy przełamać zaplanowanym kolejnym krokiem, abyśmy się poddali.

Kiedy taka sytuacja przydarzy nam się kilka razy, zaczynamy myśleć, że przyczyną jest brak wiary w siebie. Robią tak nawet Ci, którzy wcześniej dokonali w życiu wielu odważnych rzeczy. Zapominają o nich i zaczynają szukać co jest nie tak z nimi samymi. Tymczasem „nie tak” jest z brakiem przemyślanego planu działania.

Zagospodarowane ewentualne niepowodzenie dodaje odwagi

Dobry plan, to nie tylko wizja hurraoptymistycznego sukcesu. To także odpowiedź na to co zrobić jak nie wyjdzie. Dzięki temu, kiedy powinie nam się noga wiemy jak się zachować i jak nie wpaść w zagubienie.

Ten „awaryjny” scenariusz planu jest dodatkowym wzmocnieniem dla naszej odwagi. Pokazuje nam jak adekwatnie zareagować na niepowodzenie. Co jednak najważniejsze, jasno pokazuje co jest tym „niepowodzeniem”. Dzięki temu, kiedy trafimy na pierwsze przeciwności zamiast się poddać i wycofać, będziemy wiedzieć że warto nadal walczyć, bo do porażki mamy jeszcze kawałek.

Swoją drogą warto też pamiętać o tym, że jak wynika z badań przeprowadzanych na Pennsylvania State University, aż 91% naszych obaw nigdy nie staje się rzeczywistością.

3 pytania do twórczego odnalezienia się w nowej sytuacji

Żyjemy w ciekawych czasach. Rzeczywistość, która nas otacza podlega nieustannym zmianom. Druga fala zakażeń COVID’em, zmiany w gospodarce i kondycji wielu firm (co ważne, nie zawsze na gorsze). Utrzymanie pracy zdalnej lub jej modele hybrydowe. Do tego różnego rodzaju zawirowania w polityce i nie do końca jasna wizja najbliższej przyszłości. Jednym słowem istny kocioł nie do końca przewidywalnych zmian. Zmian, których z reguły nie lubimy, a tu jeszcze mówią nam „bądź zwinny (agille) i elastyczny”. Ja pierdziele, ale jak?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - wyzwanie - Alan Seale
Photo by Rinke Dohmen on Unsplash

W zasadzie mógłbym napisać zajrzyj do mojego artykułu na blogu „Mała zamian, duży efekt” z lutego 2019 roku i po sprawie. Podpowiadam tam, aby zmienić pytanie „Dlaczego [coś mi się przytrafiło]?” na pytanie „Po co [coś mi się przytrafiło]?”.

Obecny czas jest jednak sporym wyzwaniem dla naszej psychiki i pozytywnego nastawienia. Stąd uważam, że potrzebna nam pogłębiona instrukcja podejścia do zmian. Pomysł na nią zaczerpnąłem z książki Alana Seale „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie. Narzędzia, struktury i modele”. Zawiera ona trzy konkretne pytania, które pozwalają nam spojrzeć na zmianę z innej perspektywy i to takiej, która pozostaje w obrębie naszego wpływu.

Co chce się wydarzyć?

To pytanie pozwala spojrzeć na dane lub nadchodzące zdarzenie w szerszej perspektywie. Nie skupiamy się w nim tylko na samym zdarzeniu, które może budzić w nas lęk lub niepokój. Traktujemy je natomiast jako składową cześć większego przesłania.

Naszym zadaniem jest to przesłanie odkryć, usłyszeć je i się na nie otworzyć. Być może niesie za sobą szerszą zmianę. Być może jest kluczem do otwarcie nowego rozdziału w naszym życiu. Być może jest szansą na coś nowego, którą możemy przegapić jeśli skupimy się tylko na tym zdarzeniu.

Do bycia kim mnie to zaprasza?

To chyba najmocniejsze z tych trzech pytań, bo odnosi się do nas samych. Wzywa do zastanowienia się nad sobą, do określenia swoich mocnych i tych słabszych stron. Do rozpoznania talentów, którymi dysponujemy.

To pytanie zmusza też do zastanowienia się nad tym, jak funkcjonujemy obecnie w otaczającym nas świcie. Jak on nas odbiera i jak my pozwalamy mu nas zobaczyć. Może się okazać, że to ukryte przesłanie chce nas zaprosić do bycia odważnym, przedsiębiorczym, kreatywnym, twórczym, a może po prostu mniej silnym i bardziej wyluzowanym. Może być też zaproszeniem do przyjęcia jakiejś szczególnej roli np. przewodnika czy opiekuna.

Zwróć tylko uwagę, że to pytanie nie o to kim chcesz być lub jaki chcesz być. To pytanie o to, do bycia kim chce Cię zaprosić dane zdarzenie/przesłanie.

Do zrobienia czego mnie to zaprasza?

To pytanie jest wezwaniem do działania, ale nie bez powodu jest ono dopiero trzecim pytaniem. Działanie to często nasza reakcja na kryzys czy stres. Działając wychodzimy z bierności, a dzięki temu wydaje nam się, że przejmujemy kontrolę nad zdarzeniem. Bardzo często to tylko iluzja tej kontroli, bo de facto zaczynamy kontrolować tylko nasze nerwy a nie zdarzenie.

Tak postawione pytanie zaprasza nas do działania, ale działania mądrego i wychodzącego naprzeciw temu co ma się wydarzyć. Kiedy zaczynamy rozumieć całe przesłanie, kiedy wiemy do bycia kim nas ono zaprasza, dopiero wtedy powinniśmy zaplanować naszą aktywność.

Czasami trudno jest odpowiedzieć na te pytania kompleksowo. Tym bardziej, że właściwe odpowiedzi najczęściej pochodzą z naszego serca lub intuicji, a nie logicznej i kontrolującej głowy. Czasami po prostu trzeba poczuć to przesłanie, a nie je wymyślić.

Jeżeli Twoje odpowiedzi nie wydadzą Ci się pełne nie przejmuj się. Przejdź przez te pytani najlepiej jak potrafisz i zrób pierwszy krok. Potem powtórz je w tej samej kolejności będąc już ten jeden krok do przodu. W ten sposób będzie odkrywał sens danego zdarzenia etapami. Tak to już czasem bywa, że nie uda się od razu odkryć całego kontekstu przesłania idącego za danym zdarzeniem.

Prze_myślnik #48 – pewność w niepewości

Dziś wielu z nas staje przed pytaniem „co dalej?”. Jak odnaleźć się w tym pokręconym koronawirusowym świecie. Jak znaleźć swoje miejsce w coraz bardziej podzielonym i zantagonizowanym społeczeństwie. Jak planować swoją karierę zawodową, gdy nie wiadomo jakie zawody i stanowiska będą istnieć za kilka lat. Jak tworzyć plany na przyszłość, a może w ogóle ich nie tworzyć.

Szukamy za wszelką cenę prostych i jednoznacznych odpowiedzi. Takich „pewników” w przelewającym się chaosie świata. Mamy pokusę zamknąć się w małych uproszczonych wyobrażeniach o rzeczywistości, bo tak łatwiej. Choć dalekie będzie to o realności. Wykonujemy krok w przód, po czym cofamy się niepewnie, próbując uchwycić się tego co znane.

Tymczasem dzisiejszy świat stawia przed nami jedno kardynalne pytanie „Czy znamy siebie?”. W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu to my sami stajemy się tym „pewnikiem”, którego poszukujemy. Jeżeli znamy swój system wartości, wiemy co jest dla nas w życiu ważne, ufamy sobie i wierzymy w siebie mamy się do czego odwołać. Mamy też wewnętrzne przyzwolenie na błędy i z tego powodu łatwiej podejmujemy decyzje w niepewnym i złożonym świecie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pewność w niepewności

Punkt „przegięcia” – czyli o tym jak sami się zajeżdżamy

Uwielbiam historię jednego ze start-up’ów, w którym naprawdę panowała luźna atmosfera pracy i tak samo luźny szef. Był on bardzo zaskoczonym kiedy od jednego ze swoich programistów usłyszał, że: „ta presja pracy jest nie do wytrzymania i on już nie daje rady”. Powstaje zatem pytanie skąd ta presja pochodziła?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - punkt przegięcia - przeproacowanie - pracoholizm

Gdy brak twardych oczekiwań i terminów

Wielu z nas marzy o idyllicznym życiu, w którym nie ma presji, wymagań i wyśrubowanych oczekiwań. Nikt nas nie ocenia, nie pogadania i nie rozlicza. Wyobrażamy sobie ogarniający nas błogi relaks, wszech obecny chillout i dogłębną szczęśliwość.

Nie wiemy tylko tego, że dla większości z nas to fałszywa wizja. Przyzwyczajeni do ciągłego oceniania, regularnych rozliczeń i weryfikacji nie potrafimy się odnaleźć w świecie ich pozbawionym. Nagle może się okazać, że nie tylko kształtują presję, która na nas wpływa, ale także są punktami granicznymi, po których osiągnięciu możemy sobie wreszcie z czystym sumieniem odpuścić.

Bez nich, zajeździmy się i zapracujemy na śmierć lub do momentu całkowitej destrukcji naszego zdrowia. Co więcej, będzie nas zżerać bezustanny stres, bo nie będziemy nawet wiedzieć jak blisko jesteśmy tego, czego się od nas oczekuje.

Przekleństwo przedsiębiorców i samozatrudnionych

Powyższe zjawisko często dotyka tych, którzy prowadzą własne biznesy. Sami są sobie szefem i sami definiują oczekiwania. Przynajmniej tak im się wydaje, bo często podświadomie starają się sprostać oczekiwaniom otoczenia, dorównać ogólnoprzyjętym kanonom sukcesu, czy też komuś zaimponować.

No i jeszcze ta presja na wynik i zarobki. Nierzadko łączona z tym, że jak nie mamy na tym polu sukcesów, to jesteśmy do niczego. Jak zaś mamy, to wydaje nam się, że powinny być one jeszcze lepsze.

Co wyjątkowo przewrotne, często wpadają w ten wir zapracowania ci, którzy uciekali z korporacji przed przepracowaniem.

„Bezgraniczna” zwinność

W ostatnich latach w wielu firmach i korporacjach zaszły ogromne przemiany pod względem podejścia do pracowników. Stały się one bardziej „ludzkie” i propracownicze. Dbają o atmosferę, komfort pracy i odchodzą od bezrefleksyjnego challeng’u. Do tego wprowadzają zwinne metody zarządzania projektami, dzięki którym pracownicy mają większe pole do samodecydowania o sobie oraz zadaniach, których się podejmują w ramach zespołów, w których działają.

Okazuje się jednak, że mimo to niektórzy wciąż wierzą, że jak zrobią więcej i szybciej to będzie lepiej. Szczerze powiedziawszy to mają rację, jednak pod warunkiem, że z tym nie przesadzą.

U niektórych jednak, przyzwyczajonych do wcześniejszych twardych i jednakowych miar dla wszystkich, wyzwala to lęk i obawy, że chyba jednak robią za mało. Robią więc więcej i jeszcze więcej, i tak bez końca. Sypią im się związki, relacje ze znajomymi i są ciągle przemęczeni. Zarazem są niewrażliwi na sygnały z otoczenia, które chce dla nich dobrze i zwraca im uwagę na fakt przepracowania.

Punkt „przegięcia”

Tymczasem prawda jest taka, że nasza wydajność i efektywność w jakimkolwiek działaniu może być podnoszona do określonego momentu. Potem kiedy już ten moment osiągniemy, pomimo że pracujemy jeszcze więcej i mocniej uzyskujemy już tylko gorsze wyniki.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - punkt przegięcia - przeproacowanie - wykres

Czemu tak jest, bo nie zadbaliśmy o odpoczynek i regenerację. Bo ciągle skupieni na jednym temacie, nie dostrzegamy szerszego kontekstu i alternatywnych rozwiązań. Co więcej, czasami nie widzimy w ogóle innych rozwiązań. Niczym zamknięci w wąskim i ciemnym tunelu, choć już nie mamy siły nie widzimy możliwości zawrócenia. Przemy więc do przodu bliscy wycieńczenia. Ten tunel stał się naszym więzieniem.

Sęk w tym, że on nie istnieje. Stworzyliśmy go w naszej głowie, z wykreowanych przez nas oczekiwań i ograniczeń. Jako jego twórcy, też często tylko my możemy go zburzyć. Choć w pierwszej chwili wydaje się to niemożliwe do realizacji – wystarczy tylko zaakceptować lęk i odpuścić.

Zaskakujące jest jak wtedy nagle wiele spraw zaczyna lepiej i szybciej płynąć. Skąd to wiem, sam w nim kiedyś byłem…

Zabójcy sukcesów są wokół nas

Mateusz Kusznierewicz na swoich wystąpieniach promuje mądrą definicję sukcesu: „Sukces jest wtedy, kiedy zdobywamy postawione przed sobą cele”. Uważam że jest mądra, bo jeśli o niej pamiętamy odbieramy oręż zabójcom naszych sukcesów.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sukces
Photo by Norbert Kundrak on Unsplash

Sukces według naszej miary

Często słyszę powiedzenie: to jest sukces na miarę naszych możliwości. Fakt jest jednak taki, że nie zawsze musi taki być. Czasami wystarczy jak jest to sukces na miarę naszych oczekiwań. Sukces na 100% możliwości jest czasami najzwyczajniej w świecie nieopłacalny, poprzez fakt niewspółmiernego wysiłku czy pieniędzy jaki należałoby zainwestować, aby go osiągnąć.

To właśnie ten bilans jest wskazówką do wyznaczenia sobie odpowiednio zdefiniowanego celu. Celu, którego bez względu na oczekiwania innych powinniśmy się trzymać i o którym powinniśmy pamiętać mierząc swój sukces.

Nierzadko jednak o tym zapominamy i dajemy się wciągnąć w ocenę naszego sukcesu poprzez pryzmat oczekiwania innych. Tych, którzy nie byli zaangażowani w samo działanie. Tych, którzy próbują nas wtłoczyć we własne ambicje i zrealizować je naszymi rękami.

Lepszych nie było?

Są takie pytania, które nazywam jadowitymi. Niby nie skierowane przeciw nam. Niby nas nie negujące. Jednak niczym jad rozchodzący się po ciele ukąszonego, siejące w naszej głowie destrukcję i podkopujące wiarę w nasz sukces.  Często zadają je najbliżsi, koledzy z pracy lub dobrzy znajomi, którzy nie mają odwagi wprost wyrazić swojego niezadowolenia.

Robią to oczywiście pod płaszczykiem troski o nas lub ogólnie przyjętej dyplomacji. Prawda jest jednak taka, że i tak chcą nam „przywalić”, ale w białych rękawiczkach.

Wyobraź sobie, że jako dziecko włożyłeś sporo wysiłku w to, aby ocenę z jakiegoś przedmiotu na koniec roku wyciągnąć z czwórki na piątkę i udało Ci się to. Rozpromieniony w domu chwalisz się, że z danego przedmiotu będziesz miał pięć…, a w odpowiedzi słyszysz zadane przez matkę pytanie „A ktoś będzie miał szóstkę?”

Wyobraź sobie, że po intensywnej pracy i zamknięciu z sukcesem ważnego projektu dostajesz awans na specjalistę. W domu obwieszczasz z radością, że cię doceniono i awansowano na stanowisko specjalisty…, a w odpowiedzi słyszysz od najbliższej osoby pytanie „Teraz to były tylko awanse na specjalistów, czy też obsadzono jakieś menedżerskie stanowiska?”

Niby nie słyszysz „to nic wielkiego”. Jednak tak zadane pytania jasno pokazują, że oczekiwania drugiej osoby były większe lub że nie docenia Twojego sukcesu. Jeżeli zapomnisz jaki był twój cel i nie docenisz faktu, że go osiągnąłeś „jad” zawarty w tym pytaniu sparaliżuje Twoje poczucie sukcesu.

No tak, ale…

Kiedy podejmujesz się jakiegoś działania najczęściej dobrze wiesz co ma być jego efektem końcowym. Często nawet starasz się, aby ten efekt był jak najwyższej jakości. Po wykonanej pracy prezentujesz go z dumą i zamiast pochwały słyszysz „no tak, ale…”.

Po „ale” zazwyczaj pada jakieś oczekiwanie, które nie zostało spełnione lub słyszysz o wyobrażeniu na temat twojej pracy, które jest odmienne od tego co przygotowałeś. Pytanie jednak, czy zostały one wcześniej wyartykułowane przez zlecającego. Jeżeli nie, zlecający powinien mieć pretensje do siebie. Zarazem jednak ta opinia nie powinna obniżać wartości twojego dzieła w twojej własnej ocenie. Cel został zrealizowany z sukcesem.

Mój klient został poproszony przez przełożoną o weryfikację i przygotowanie na kolejne spotkanie podsumowania nowej wersji cyklicznego dokumentu, który opisywał postęp prac w jednym z projektów. Przejrzał go wnikliwie i przygotował syntetyczne podsumowanie. Mówiło ono o tym, że nie stwierdził żadnych istotnych zmian w przebiegu projektu od ostatniego raportu. Nie pojawiły się nowe ryzyka, jak również nie stwierdził nowych lub zwiększonych odchyleń od pierwotnego harmonogramu prac. Co więcej zidentyfikował jeden błąd w informacjach, który dodatkowo zweryfikował i poprosił o wprowadzenie poprawki w dokumencie. W rekomendacji wyszedł poza zlecony mu zakres weryfikacji i zasugerowałem obserwację jednego dodatkowego parametru. Naprawdę był zadowolony ze swojej w pracy.

W odpowiedzi usłyszał „No super, super ale ja liczyłam na jakieś zestawienie liczbowe. Wiesz, ja potrzebuje takie menedżerskie informacje.”

W pierwszej chwili poczuł rozczarowanie i złość. Szybko jednak przypomniał sobie, że w prośbie o podsumowanie nie było mowy o liczbach. Co więcej uznawał swoje syntetyczne podsumowanie za przygotowane właśnie na poziomie menedżerskim, bez wnikania w operacyjne szczegóły.

Później okazało się, że jego szefowa potrzebuje po prostu wsadu do raportu dla swojego szefa.

Cel z „kosmosu”

Czasami nie wyznaczamy sami celu swojego działania, ale dostajemy go od innych. Zawsze warto, przepuścić go przez sito racjonalności i jeżeli ten cel z góry jest nierealny postarać się go przenegocjować. Życie jest jednak, życiem i nie zawsze się da.

Jedna z moich klientek miała szefa, który za wszelką cenę starał się wykazać i zostać członkiem zarządu firmy. Zasadniczo postawa godna pochwały, ale jego ambicje co do realizacji pewnych celów operacyjnych były całkowicie oderwane od rzeczywistości i na dodatek definiowane akademicko na poziomie 100%.

Moja klientka od momentu ich otrzymania wiedziała, że są nierealne i nawet nie podejmowała próby ich realizacji. Zamiast jednak odpuścić i całkowicie wyzbyć się motywacji do pracy wpadaliśmy na pomysł wyznaczania przez nią własnych „celów roboczych”. Takich, których realizacja w sytuacji zmiany pracy pokaże ją przyszłemu pracodawcy jako zaradną menedżerkę z sukcesami. Była to gwarancja tego, że tak definiowane są wystarczająco ambitne i były, bo dzisiaj już pracuje gdzie indziej.

Najważniejsze jednak, że w tej poprzedniej sytuacji nie straciła wiary w siebie. Nie popadła w marazm i wypalenie zawodowe. Dzięki własnym realnym i zarazem ambitnym „celom roboczym” pracowała cały czas nad wynikami oraz rozwijała swój dział. Dostrzegł to rynek i headhunterzy.

Strach nie znika – zacznij działać

Wielu z nas ma wiele pomysłów i planów na siebie oraz swoją przyszłość. Niektóre z nich są już porządnie przemyślane i tylko czekają na odpowiedni moment. Czasami jest nim uzbieranie odpowiedniej kwoty. Czasami to odpowiednia pora roku lub jakieś inne wydarzenie w czasie.

Bywa jednak i tak, że ten moment definiujemy poprzez nabranie odpowiedniej pewności siebie lub wystarczającej odwagi do działania. W takiej sytuacji, możemy już nigdy tych planów nie zrealizować.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty -  strach - działanie
Image by Lars_Nissen from Pixabay

Lęk przed nowym i nieznanym

Ten lęk wbrew pozorom towarzyszy każdemu, kto rozpoczyna jakieś nowe działanie. Jest on nieuchronnym odczuciem, które generuje nasz umysł w odpowiedzi na nieznane.

Dla niego, wszystko co nowe jest groźne lub co najmniej ryzykowne. W trosce więc o nas samych uruchamia system alarmowy mający nas przestrzec przed takim działaniem, a najlepiej do niego zniechęcić.

Takie postępowanie jest wynikiem naszej ewolucji i pozwoliło nam dotrwać do dzisiejszych czasów. Sęk w tym, że są one istotnie różne od tych, w którym ewoluował nasz mózg. Dziś często obowiązują inne reguły i zasady. Zagrożenie zaś nie oznacza już tak często realnego ryzyka utraty życia jak kiedyś.

Nasz umysł tego nie wie i na przysłowiowego maila z ochrzanem od szefa reaguje z taką samą zapalczywością jak na szablozębnego tygrysa wyskakującego z za krzaków. Co więcej dzisiejsze czasy ze swoją zmiennością, szybkim tempem życia i nieprzewidywalnością wystawiają na niezły test nasze mechanizmy obronne oraz umiejętność zapanowania nad nimi i racjonalizacji sytuacji

Nie czekaj na wystarczającą pewność siebie

Wiele osób planuje zacząć realizację swoich planów, jak tylko nabędą odpowiednią wiedzę dotyczącą tematyki z nimi związanej. Brzmi pięknie, ale jest strasznie zwodnicze – bo co to oznacza „odpowiednią”?

Po pierwsze, wiele osób nigdy nie zdefiniowało dokładnie tego stwierdzenia, zatem nigdy nie będą potrafiły powiedzieć, że dany poziom wiedzy jest odpowiedni. Dzięki czemu mają doskonałą wymówkę do tego, aby odkładać realizację swoich planów do końca życie lub do momentu, w którym stracą całkowicie ochotę na ich realizację.

Po drugie, jak nawet zdefiniują „odpowiedni” poziom wiedzy, to wraz z jej pogłębianiem odkryją nowe obszary czy wątki, których wcześniej nie uwzględniły. Będą zatem miały ogromną pokusę, aby podnieść poprzeczkę dla „odpowiedniej” wiedzy i znowu trochę pozwlekać.

Zaakceptuj lęk

Jak długo i intensywnie byś się nie przygotowywał. Jak dużo byś nie ćwiczył lub jak wiele wiedzy byś nie zgromadził i tak lęku się nie pozbędziesz. Zawsze gdzieś pomiędzy neuronami w naszym mózgu przeciśnie się myśli: „A co jeśli nie wyjdzie?”

Ta sytuacja jest np. bardzo dobrze widoczna w przypadku menedżerów wysokiego szczebla. To, że zajmują tak wysokie stanowiska jest najlepszym dowodem na to, że są dobrzy w tym co robią. Ich awanse nie wzięły się znikąd, a ich przełożeni to bardzo często mądrzy i doświadczeni ludzie w biznesie. Na pewno nie wypłacaliby tak wysokich pensji komuś, kto na nie nie zasługuje. Mimo to, jak pokazują badania, największym lękiem tych osób jest właśnie to, iż ktoś odkryje, że się na to stanowisko nie nadają.

Pamiętając o powyższym przykładzie zaakceptuj fakt, iż nigdy nie będzie wystarczająco pewnie i bezpiecznie. Ci którzy realizują swoje plany też odczuwają lęk, ale nie czekają aż zniknie, tylko działają pomimo niego.

Zastanów się teraz dobrze od czego uzależniłeś realizację swoich planów i jeśli się okaże, że od jednego z powyższych powodów to zamień go jak najszybciej na konkretny termin w kalendarzu. Jak nie wiesz jaki wyznaczyć – strzelaj. Jak mawiał jeden z moich szefów, jak nawet wtedy nie zaczniemy, to chociaż konkretnie sprawdzimy czego nam jeszcze brakuje i wyznaczymy kolejny, tym razem już ten właściwy termin.

Powodzenia!

Siła woli – jest silna czy słaba, a może po prostu zmienna…

Jeszcze do niedawna czytałem wiele badań które mówiły, że siła woli spada wraz z upływem dnia. Ostatnio jednak Evan Carter z Uniwersytetu Miami podważył to twierdzenie robiąc przegląd eksperymentów dotyczących tego zjawiska. Wyszło mu na to, że publikowane stronniczo były tylko te, które potwierdzały to twierdzenie.

Szczerze, jest mi obojętne czy spada mi siła woli, energia życiowa, czy też koncentracja. Wiem jedno – na koniec dnia realizacja zadań, które są dla nas wyzwaniem, jest znacznie trudniejsza niż na jego początku.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - siła woli
Photo by Frame Kings on Unsplash

Czemu pod wieczór jest trudniej?

Z jednej strony to oczywiste, bo jesteśmy bardziej zmęczeni po całym dniu. Mamy mniej energii i zapału. Jeżeli jeszcze do tego mieliśmy nie najlepszy dzień, łatwo nam uznać, że zalicza się on do tych kiepskich. Przekreślamy więc w myślach jego drugą cześć. No bo jak jest do „du.y”, to tak jest – i nie warto się starać.

Kiedy dzień jest udany, bywa że wcale nie jest łatwiej. Nakręceni i podekscytowani pierwszą częścią dnia, wpadamy w drugą na wysokim poziomie endorfin. Często w tym stanie chcemy zmieniać cały świat lub chociażby zmajstrować coś równie ekscytującego w naszym życiu. Nagle chwytamy się za rzeczy nieplanowane, które dołożą nam trochę nowej ekscytacji po ich skończeniu. Czasami z ich braku oddajemy się optymistycznym marzeniom lub wymyślamy jakieś plany. Oczywiście, jedynie na tych planach kończąc. Zazwyczaj jakoś tak wychodzi, że to co ekscytujące wypiera to, co stanowi dla nas wzywanie tej ekscytacji pozbawione.

3 istotne zasady

Wbrew pozorom nie jesteśmy w tej sytuacji bezbronni. Bez względu na to co nam spada lub czego ubywa – woli, energii czy koncentracji możemy ogarnąć tę sytuację.

1. Buduj nawyk – kiedy chcemy jakąś sytuację wykonywać regularnie i nie utracić w nią zaangażowania, powinniśmy ją zamienić w nawyk. Świetnym przykładem takiego działania jest codzienne mycie zębów. Nie jest to czynność odkrywcza, ani fascynująca. Co więcej jest ona dość powtarzalna i mało ekscytująca, a mimo to większość z nas myje zęby regularnie.

Pomagają nam w trzy kwestie:

  • wiemy jakie są konsekwencje braku mycia zębów – większość z nas boi się dentysty,
  • wiemy w jakim celu to robimy – ładne zęby i uśmiech + brak interwencji specjalisty z pkt. a,
  • dostajemy natychmiastową gratyfikację – fajny świeży oddech, z którym czujemy się dobrze*

2. Uważaj na „nawyk odpuszczenia” – często, kiedy chcemy wykonywać jakieś działanie regularnie, wcześniej czy później zdarzy nam się potknięcie i sobie odpuścimy. Niby pojedyncze odstępstwo nie jest groźne, ale nasz cwany mózg szybko próbuje się go uczepić.

W naszej głowie buduje się narracja: skoro raz dane działanie pominęliśmy i nic się nie stało, możemy je pominąć jeszcze raz. Potem będzie jeszcze jedno pominięcie i jeszcze jedno i jeszcze… aż nagle ucieknie nam cały tydzień.

Konkluzja w tej sytuacji wydaje się oczywista – skoro poszedł nam cały tydzień w diabli, to już po ptakach i odpuszczamy sobie dyscyplinę w działaniu. Tak umierają wzniosłe postanowienia noworoczne. Giną diety odchudzające i znikają z pola widzenia przyszłe sylwetki wyrzeźbione na skutek regularnych ćwiczeń.

Z tego powodu pamiętaj!
Kiedy jednego dnia odpuścisz, następnego musisz być w dwójnasób czujny i zdyscyplinowany.

3. Planuj precyzyjnie czas działania  –kiedy coś ma być wykonywane regularnie i planowanie ma być skuteczne – jasno wyznacz, o której godzinie lub w jakim momencie dnia będziesz to robił.

I dla jasności – rano lub wieczorem to nie jest precyzyjne stwierdzenie. No bo o 16:00 to jeszcze nie wieczór. 18:00 to dopiero jego początek, więc czasu jeszcze dużo. 20:00 – o matko, kiedy to minęło – zaraz ogarnę temat. 22:00, o kurna koniec wieczoru, a ja nie zdążyłem. Jestem pewien, że wielu z Was doskonale zna ten wewnętrzny dialog.

Stąd, jak planujesz coś robić to planuj – np. o 19:00 i najlepiej ustaw sobie 15 minut wcześniej przypomnienie. Możesz też planować, na konkretny moment dnia – np. zaraz po śniadaniu lub tuż przed nim.

Jeżeli już nadszedł moment działania, a nie możesz się zmobilizować do niego, to użyj „reguły 5 sekund”, o której pisałem tutaj. Odkąd ją znam, już wielokrotnie mi pomogła.


* zaraz po wymyśleniu pasty do zębów nie zyskała on znaczącej popularności wśród użytkowników. Jednak dodanie do niej odrobiny olejku eukaliptusowego zdziałało cuda. Lekkie uczcie szczypania (sugerujące czyszczenie) i świeży oddech (nagroda) istotnie podniosły atrakacyjność jej używania.

Prze_myślnik #47 – ciche zabijanie przyszłości

Czasami w czasie spotkań coachingowych doświadczam niemal rozdwojenia jaźni. Zdarza się bowiem, że na mojej coachingowej kanapie siedzi, ktoś kto w moi odczuciu emanuje siłą wewnętrzną, potrafi skoncentrować się na wytrwałym dążeniu do celu i ma duży potencjał. Tymczasem ten ktoś, opowiada tylko o swoich brakach i o tym jakby chciał, aby jego życie było inne.

Kiedy proponuję „W takim razie uczyń je takim. Zakończ to co Ci nie służy. Zacznij działać w tym kierunku, którego pragniesz.”, słyszę: „To pewnie nie wyjdzie.”, albo „Raczej nie dam rady”.

Niełatwo zaakceptować fakt, że ktoś może nie dostrzegać swoich oczywistych osiągnięć i możliwości. Że tak sam podcina sobie skrzydła, które wręcz zachęcają do wzbicia się w górę. Zarazem jednak czystą przyjemnością jest pomagać takim ludziom, aby „spojrzeli w lustro” bez negatywnego filtru i lepiej poznali samych siebie. Ostatecznie sam jeszcze pamiętam jak wiele daje takie „przebudzenie” i otwarcie na nowe.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - ciche zabijanie przyszłości

Charyzma – tajemny składnik DNA, czy jednak nie?

Wielu z nas lubi sądzić, że charyzma, którą obserwujemy u innych jest darem danym im przez los. Nierzadko też, brak takiego „błogosławieństwa” jest w naszym przypadku doskonałą wymówką do braku działania. No bo po co, skoro i tak nie mam tej magnetycznej mocy porywania innych.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - charyzma
Image by Med Amine MEKHANEG from Pixabay

Wrodzona charyzma to mit

Sądzimy tak, ponieważ wiele atrakcyjnych osób, ma w sobie charyzmę. Sęk w tym, że charyzma nie zależy od atrakcyjności. Doskonałym przykładem charyzmatycznej osobowości jest np. Winston Churchill, którego atrakcyjność określiłbym jako „dyskusyjną”.

Co więcej charyzma nie jest zastrzeżona też tylko dla głośnych i pełnych energii ekstrawertyków. To cecha również dostępna dla introwertyków. Dodatkowo wbrew powszechnym poglądom nie wymaga ona od nas, abyśmy się zmieniali lub stawali kimś zupełnie innym niż jesteśmy.

Nierzadko magnetyczną siłę porywania tłumów zastępuje magnetyczna siła spokoju, którego tak wielu z nas dzisiaj brakuje.

Przepis na charyzmę

Wbrew pozorom nie będziesz musiał przygotowywać tajemnych wywarów i oblewać się nimi o północy na rozstajach dróg, spluwając dodatkowo trzy razy przez lewe ramię. Ku zaskoczeniu wielu, również ilość składników jest zaskakująco mała. Jak twierdzi Olivia Fox Cabane, autorka książki „Mit charyzmy” składa się ona z trzech elementów: obecności, wizji i ciepła.

1. Obecność

Na pozór prosty, ale ostatecznie wymagający element. Określa on osobę, która w kontakcie z drugim człowiekiem, jest cały czas obecna i skupiona na nim. Nie sprowadza się to tylko do braku tak powszechnej dziś i denerwującej zabawy swoim telefonem.

Bazuje natomiast na głębokim zanurzeniu w ten kontakt i nie uciekaniu myślami do innych spraw. Dzięki temu otwieramy się na drugiego człowieka i rodzi się w nas naturalna ciekawość drugiej osoby. Tym zachowaniem z pewnością wyróżnimy się spośród innych i zapadniemy w pamięć naszemu rozmówcy.

Często zresztą słyszę też o tym od moich klientów, którzy z zaskoczeniem stwierdzają, że już dawno nikt nie poświecił im tyle czasu i uwagi jakiej doświadczyli podczas naszego spotkania. Skupienie na kliencie jest naturalne dla coaching. Zapewniam jednak, że jest równie przydatne w życiu codziennym.

Kiedy Ty ostatnio czułeś/czułaś się tak zaopiekowany/zaopiekowana w rozmowie z drugą osobą?

2. Wizja (pewność działania)

Czasami ten element bywa określany też jako „moc”, która bije od drugiej osoby. Tymczasem jest to po prostu głęboka wiara lub przekonanie w to co dana osoba robi lub do czego dąży.

W jej języku nie znajdziesz tzw. „zwrotów chybotliwych” wskazujących na brak pewności siebie. Np. „myślę, że chciałabym”, „zastanawiam się nad tym czy…”, „może zrobię to w przyszłym roku”. Ich miejsce zajmą silne i proaktywne sformułowania typu „moim celem jest”,  „mam już plan osiągnięcia…”, „działam aktywnie w kierunku”.

Zwróć uwagę jak zupełnie inaczej słucha się takiego języka. Co więcej „energetyczność” tych słów często rzutuje też na energię bijąca z postawy ciała takiej osoby.

3. Ciepło

To nic innego jak otwartość na innych i bezinteresowna przychylność dla nich. Nie podszyte żadną zazdrością, zawiścią czy ochotą ściągnięcia innych w dół. To czystej wody życzliwość, poparta docenieniem, dobrym słowem i życzeniem udanego życia dla drugiej osoby.

Czyż nie byłoby przyjemnie spędzić kilku chwil w towarzystwie kogoś takiego?

Krótki poradnik efektywnej pracy z pomysłami

Sporo moich klientów, z którymi mam okazje współpracować ma wiele różnych pomysłów. Mówią mi o tym, ale kiedy o nie pytam, nie łatwo im je sobie przypomnieć. Inni mają je nawet spisane, ale kiedy zaczynamy o nich rozmawiać, już nie bardzo pamiętają czemu je zapisali. Pomysł to często chwilowy przebłysk, nagła inspiracja lub ulotny wytwór kreatywności. Niezaopiekowany znika w czeluściach pamięci lub rozpływa się w czasie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pomysł - działanie - plan - realizacja
Photo by Dose Media on Unsplash

1. Zapisz nim zniknie

Z pomysłami jest jak ze snami. Budzisz się i pamiętasz co Ci się śniło, jednak po godzinie już często nie możesz sobie przypomnieć o czym był ten sen. Pomysł niezapisany potrafi wyparować z naszej głowy w oka mgnieniu.

Wystarczy, że coś Cię rozproszy, że zajmiesz się jakimś zadaniem lub odpowiesz komuś na jakieś pytanie. Chcesz wrócić do pomysłu, a tu klops – nie pamiętasz co nim było. Czasami po chwili siłowania z pamięcią go odtworzysz. Innym razem pozostaje tylko wkurzająca pustka…

Zatem ustal sobie jedno miejsce na zapisywanie swoich pomysłów. Obojętnie czy to będzie mały notes, kalendarz, dowolna aplikacja w telefonie czy jeszcze inne rozwiązanie. Ważne, aby było ono jedno i zawsze to samo. Dzięki temu nie musisz się zastanawiać gdzie go zapisać.

Jednak sam fakt zapisania nie rozwiązuje problemu. Musisz ustalić też najszybszy możliwy termin kiedy do niego wrócisz i zrobisz pierwszą, szybką weryfikację. Wbij sobie na ten termin przypomnienie.

2. Dokonaj szybkiej weryfikacji

Zawsze kiedy zapisujemy pomysł dokładnie wiemy o co nam chodzi. Kiedy jednak zerkam na jego hasłowo zapisaną wersję po jakimś czasie, istota tego pomysłu może być dla nas niezłą zagadką. Stąd istnieje potrzeba jego szybkiej weryfikacji, która w ciągu 5 minut pozwoli Ci zweryfikować jego sens i nadać mu bardziej pełne znaczenie.

Po prostu przepuść ten pomysł przez trzy podstawowe pytania:

  • co?
  • jak?
  • dla kogo?

Już po nich będzie wiedział jak go lepiej zapisać lub czy go przypadkiem nie wywalić.

3. Pogłęb idę

Jeżeli pomysł się ostał nie powinieneś go w tym momencie porzucać, bo stanie się jedynie iluzją. Masz do wykonania jeszcze jeden ważny krok na etapie jego koncepcji. Możesz go zrobić od razu po odpowiedzi na trzy podstawowe pytania lub nieco później tylko nie odkładaj go na niewiadome „kiedyś”. Znowu ustal sobie jakiś termin i zapisz przypomnienie o nim.

Kiedy nadejdzie ten moment pomysł znowu powinien zostać przepuszczony przez trzy kolejne pytania:

  • po co?
  • jak to ma wyglądać?
  • co chcę z nim zrobić w przyszłości?

4. Zaplanuj realizację

Rzecz bardzo istotna, która także często unika naszej uwadze to fakt, że sam pomysł nie jest jeszcze działaniem. To, że go masz nie oznacza jeszcze, że coś osiągnąłeś.

Dopiero kiedy zaczniesz wdrażać go w życie, zweryfikujesz go ostatecznie. Przy czym co ważne, jego realizacja nie musi od razu oznaczać, że wdrażasz go w 100%. Czym większy pomysł, tym więcej przygotowań wymaga.

Masz zatem do wyboru: ustalić kiedy go wdrażasz w życie na 100% lub kiedy wykonujesz pierwszy konkretny krok w ramach przygotowań do jego wdrożenia. Obojętnie co wybierzesz potrzebujesz wyznaczenia konkretnej (jeszcze raz: KONKRETNEJ) daty w kalendarzu. Nie w przyszłym tygodniu, miesiącu lub we wrześniu. Tylko np. 6 września 2020 i pamiętaj ustaw sobie w tym terminie przypomnienie.

Na zakończenie jedna dobra rada:

Wiele osób nigdy nie zaczyna, bo nie może się zdecydować na konkretną datę. Podnoszą argument, że nie mogą jej wskazać, ponieważ nie wiedzą co się do tego czasu wydarzy lub co im jeszcze wpadnie do kalendarza. To zwykła ściema.

Taka data związana z realizacją pomysłu to nie podpisanie cyrografu, a jedynie wyznaczenie punktu w czasie. Jeżeli nie jesteś jego pewien i będzie Ci tak łatwiej umów się sam ze sobą, że to termin roboczy, który będziesz mógł przesunąć jeżeli znajdziesz ku temu uzasadnione powody 😉

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close