Rafał Markiewicz

Blog

Niespełnione marzenia umierają…

To niepozorne i na pozór banalne zdanie, kryje w sobie głęboki przekaz. Zazwyczaj w życiu nasze marzenia odkładamy na później. Na wtedy, kiedy będzie więcej czasu lub pieniędzy. Umyka nam jednak drobny fakt, że później będziemy też prawdopodobnie mieli mniej zdrowia, energii i co najważniejsze zachwytu życiem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - marzenia
Image by Pexels from Pixabay

Duch przygody się wypala

Kiedy jesteśmy młodzi i lekko beztroscy planujemy swoje życie z rozmachem. Chcemy przeżyć je na pełnym gazie i w pełni intensywnie. Pragniemy odkrywać to co nowe, nieznane i pozwalać porywać się naszym fascynacjom.

Niektórzy powiedzą, że to nieroztropne i nierozważne. Być może. Jednak po latach, to właśnie wspomnienia tych przygód są najintensywniejsze i najmocniej naładowane emocjonalną życiową esencją. To właśnie też one są w stanie poderwać nas w przyszłości do „życia”. Do przebicie balonu codziennej rutyny. Do wygrzebania się z pod sterty zobowiązań. Do chwilowego odłączenia autopilota i chwycenia steru życie w swoje ręce.

Bo tak to już bywa, że jak raz kiedyś poczujemy wiatr znad morza na swojej twarzy to zawsze będziemy go pamiętać. Jak wdrapiemy się na jakiś szczyt i zobaczymy widok zapierający dech w płucach, na zawsze zapamiętamy jak to jest tego doświadczać. Jak skoczymy odważnie w przepaść nieznanego, to w przyszłości będzie nam łatwiej robić wielkie życiowe kroki, bo już wiemy, że sobie poradzimy. Że strach ma wielkie oczy, a rzeczywistość bywa dużo mniej straszna, ale zarazem fascynująca.

Czemu to takie ważne, bo z wiekiem nasz wewnętrzny duch przygody się wypala. Traci energię i zapał, aż wreszcie niepodsycany regularnie wygaśnie całkowicie. My natomiast zmienimy się w życiowe zombie, na stale podłączone do ekranów telewizorów i fascynujące się fascynującym życiem serialowych bohaterów.

Marzenia mają termin przydatności do użycia

Wielu z nas o tym nie wie i potem przeżywa rozczarowanie. Nawet gdyby w przyszłości udało nam się dysponować odpowiednią ilością czasu, pieniędzy, zdrowia i energii, może się okazać, że nasze marzenie już nas nie kręci. W sumie to nawet nie pamiętamy, czemu naszym marzeniem było.

Dziś wielu ludzi potrafi powiedzieć o tym jakie chcieliby mieć życie, ale zapytanych o 5 swoich największych marzeń milknie z zakłopotaniem. Dzieje się tak, bo „ogrody marzeń” zakładamy w młodości. Dotrwać do późnego wieku mogę jedynie wtedy, kiedy je odpowiednio pielęgnujemy i dbamy o nie.

Marzenia, niczym kwiaty kiełkują, wzrastają, rozkwitają i następnie gasną. Każdy czas w naszym życiu ma swoje własne marzenia, kiedy czas mija umierają także i one. Ważne jest zatem to, aby je pielęgnować i w odpowiednim czasie zrywać. Nie tylko dla własnej satysfakcji, ale również po to, aby zrobić miejsce na nowe. Zbyt wiele ogrodów marzeń, zbyt wielu ludzi przypomina dziś cmentarzyska zasuszonych kwiatów, na których już nic nie rośnie.

Obudź ducha, zasiej marzenia

Rozpoczął się właśnie kolejny miesiąc wakacji. Kolejny miesiąc pełen słońca, którego promienie mogą jeszcze dotrzeć do naszego wnętrza i rozpalić w nas ducha przygody.

Nie musi być wielki i spektakularny. Wystarczy na początek, że się przebudzi i pozwoli nam zrobić coś niecodziennego. Kiedy już zrobimy pierwszy krok, przypomni nam się jak smakuje życie. Jak w naszym ciele wibruje zachwyt i przygoda. Potem już tylko będziemy chcieli tego więcej i więcej.

Nawet się nie spostrzeżemy kiedy któregoś dnia, starość zastanie nas w naszym ogrodzie marzeń i to w momencie, w którym właśnie zasadzimy nowe nasiona przygody. Takiej starości życzę sobie i wam.

Komu oddałeś władzę nad swoim życiem?

Ursula K. Le Guin znana amerykańska pisarka SF w jednej ze swoich powieści stworzyła zasadę, że ten kto zna prawdziwe imię drugiej osoby, może przejąć nad nią władzę. Stąd tak ważne było, żeby nikomu swojego prawdziwego imienia nie zdradzać. Czasami przypominam sobie tę opowieść, kiedy spotykam klientów niezadowolonych ze swojego życia lub w ogóle energii życiowej pozbawionych, za to z listą osób, które są za ten stan według nich odpowiedzialne.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wolność - odpowiedzialność - dojrzałość
Image by Лечение наркомании from Pixabay

Już dawno temu nauczyłem się, że jeśli czegoś nie cierpisz i uprzykrza lub rujnuje Ci to życie, a ciągle się tego trzymasz oznacza to, że czerpiesz z tego układy jakiś zysk. Dla wielu osób jest to zaskakujący wniosek. Co więcej, często gwałtownie przeciwko niemu oponują. Ja jednak zawsze z całkowitym spokojem odpowiadam: skoro nic nie zyskujesz, a tylko tracisz to puść tę relację, zakończ związek, wyjdź z tego przeklętego układu lub zależności. Wtedy okazuje się, że to niemożliwe bo….

To co jest, zwalnia mnie z działania

Skoro moja sytuacja jest taka trudna i skomplikowana, jestem nią przybity/przybita. Chodzę więc po świecie, szukając osoby która mnie uratuje. Szukam tych, którzy mają duże pokłady energii i mogę się pod nią podpiąć, aby na niej żerować. Nierzadko spodziewam się specjalnego/pobłażliwego traktowania, no bo przecież tak mi ciężko.

Łatwo takie osoby rozpoznać po tym z  jak z wielkim oporem, a czasami buntem lub histerią reagują na propozycje rozwiązania ich sytuacji. Mówisz zrób to lub tamto. Podejmij działanie, a ja Ci pomogę. W odpowiedzi słyszysz, że nie masz pojęcia jakie to trudne. Oczekujesz niemożliwego, a tak w ogóle to niczego nie rozumiesz, nic nie wiesz i jesteś nieempatycznym człowiekiem.

Wizja działania jest odbierana przez te osoby jako zagrożenie. Zagrożenie, że ta „straszna” sytuacja, w której tak dobrze się odnajdują, w której umościły sobie tak wygodne miejsce i na której zbudowały swoją legendę może się zmienić.

Musiałyby dorosną

Wiele razy już słyszałem, jak to ktoś sobie nie radzi, bo miał trudne dzieciństwo. Z pewnością bywają tak traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, że aby jakoś się z nich wykaraskać potrzebna jest pomoc psychoterapeuty lub innego specjalisty. Jednak często nie są to tak dotkliwe rany i można je w miarę prosto zaleczyć. Warunek główny takiego uleczenia, to przestać grzebać w ranie i dać się jej zabliźnić.

Czasami pytam trzydziestoparoletnie osoby, czy są dorosłe. To ważne pytanie, bo jako dorośli mogą sami decydować o swoim życiu. Nie zmienią swojego dzieciństwa, ale mają wpływ na swoją przyszłość. Mogą też zdecydować co ze swoim dzieciństwem zrobić. Stworzyć dla niego ołtarzyk w swoim życiu i co dnia padać przed nim na kolana rozpaczając jak ono zrujnowało ich całe życie. Mogą też spojrzeć na nie z dystansu i zatrzasnąć za nim drzwi, otwierając nowy rozdział w swoim życiu, którego będą autorem. Możecie mi wierzyć lub nie, ale kiedy taka decyzja zapadnie, tworzą najczęściej niesamowite życie. Przeciwności w dzieciństwie uczą nas bowiem odporności. Czynią nas bardziej odpornymi na przeciwności i dodają determinacji w pokonywaniu przeszkód. Trzeba tylko powiedzieć: „Tak, jestem dorosły” i sam decyduje co dalej.

Konieczne byłoby uznanie, że świat nie jest idealny

A życie to nie bajka. Wbrew pozorom są takie osoby które tego nie wiedzą. Opowiadają jak strasznie jest w ich pracy, podczas gdy w innych firmach jest tak fajnie. Żalą się, że nie znają języków obcych, bo nie miały nauczycieli, którzy rozpaliliby w nich pasję do nauki. Uważają, że tylko one pracują przy projektach, które nie są realizowane na czas i zgodnie z harmonogramem, no przecież wszystkie inne są. Mają wyjątkowego pecha do partnerów życiowych pełnych niedoskonałości, podczas gdy innym trafiają się niemal ideały. No i jeszcze jedno – nigdy niczego nie wygrały w konkursach, bo tak już ich życiowy pech.

Proszę zawsze wtedy, aby podały nazwę takiej idealnej firmy, w której tak świetnie się pracuje. Wskazały imię osoby której trafił się nauczyciela, który rozbudził w niej pasję do nauki języka. Podały nazwę projektu, który zakończył się o czasie i bez problemów. Wskazały życiowego wybrańca, któremu trafił się idealny pod każdym względem życiowy partner lub partnerka. Wreszcie proszę o wymienienie imion bliskich, którzy coś wygrali w konkursach. Najczęściej w odpowiedzi na te pytania słyszę… ciszę.

Zadaję więc pytanie: „Skąd wiesz, że taki idealny świat, w którym wszystko samo i zawsze dobrze się dzieje w ogóle istnieje?”. Tutaj też najczęściej powietrze przenika dźwięcząca cisza.

Wszystko sprowadza się do „odpowiedzialności”

W każdym z powyższych przypadków, tego czego zabrakło to wzięcie odpowiedzialności za swoje życie we własne ręce. Decyzja taka nie jest prosta i nierzadko wzbudza w ludziach lęk, ale raz podjęta potrafi ich napędzać całe życie. Nie gwarantuje jednak, że zawsze będzie prosto i łatwo – taka jest bowiem egzystencja, a nie życie.

Nawiązując do pomysłu Ursuli K. Le Guin, skoro wychodzisz na środek miasta i wykrzykujesz na głos swoje prawdziwe imię, to nie miej pretensji do losu, że potem wszyscy mają nad Tobą kontrolę. W prawdziwym świecie Twoje „prawdziwe imię” to Twoje życie.

Prosty przepis na nieszczęście – nigdy tak nie postępuj!

Chciałbym mieć szczęśliwe życie. Szukam pracy, która daje satysfakcję. Chciałbym być dobry w danej dziedzinie. Czy to nie piękne marzenia? Może i piękne, ale też bardzo zgubne. Potrafią unieszczęśliwić na całe życie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szczęśliwe życie - satysfakcja z pracy - spełnienie
Image by Thanks for your Like • donations welcome from Pixabay

Chaos nieprecyzyjności

Kiedy nie wiem czego tak naprawdę chcę, zawsze będzie mi mało. Zawsze będzie mi towarzyszyć uczycie niespełnienia i niedosytu. Czemu tak? Bo nie mam „punktu”, do którego dążę i który mogę osiągnąć.

Nie jestem nieszczęśliwą osobą, ale nie czuję się w pełni szczęśliwy/szczęśliwa. To nierzadkie stwierdzenie moich klientów.  Pytam wtedy, czego Ci brakuje do stanu szczęścia… i tu zaczyna się problem. Najpierw pada kilka ogólników, które potrzebują doprecyzowania. Potem jest zwykle trochę ciszy i stwierdzenie „chyba mówię chaotycznie”.

Z satysfakcjonującą pracą nie jest lepiej. Czasami zaczyna się od potrzeby fajniejszego szefa. Czasami od niedookreślonego celu pracy, a bywa i tak, że od braku rozwijających zadań. Czym bardziej doprecyzowuję, tym lista powodów i oczekiwań się zwiększa. Potem już nie wiadomo, co jest w sumie ważniejsze. Wszystko się miesza i zaczyna być chaotyczne.

„Zabójczość” prostego pytania

Skąd ten problem. Kiedy nie wiem czego konkretnie chcę, nie wiem też czego mi konkretnie brakuje. Zadaję więc sobie pytanie: „Czemu nie jestem szczęśliwy/usatysfakcjonowany/lub wystarczająco dobry?”. Skoro pytam – to mój mózg odpowiada, bo tak jest skonstruowany. Zawsze szuka prostej i szybkiej odpowiedzi, a one w tej sytuacji mogą być tylko dwie:

– bo jestem niewystarczająco dobry,

– bo oni lub świat są przeciwko mnie.

Przebiegłość tej odpowiedzi polega na tym, że ciężko ją podważyć. Jednocześnie jednak nie daj nam ona żadnej wskazówki na to co robić. Z pewnością jednak obciąża naszą psychikę i pcha nas ku niezadowoleniu.

Odpowiedź leży w doprecyzowaniu

Chociaż to nie proste zadanie, aby być szczęśliwym/usatysfakcjonowanym/lub wystarczająco dobrym należy najpierw odpowiedzieć na to, co dany termin dla mnie oznacza. Np. czego do szczęścia potrzebuję i po czym poznam, że je osiągnę. Kiedy w życiu byłem naprawdę szczęśliwy i z czym ten moment się wiązał. Co było kluczem do mojego szczęścia, w tamtej chwili.

Kiedy pytamy o przykładowe szczęście, ważne jest aby pytać o nie w tej chwili lub niedalekiej przyszłości, a nie w całym życiu. W takiej sytuacji przytłoczy nas ogrom wizji i ciężko będzie znaleźć odpowiedź. Pomijając już fakt, że nasze postrzeganie szczęścia może się zmieniać w czasie wraz z nabywaniem nowych doświadczeń życiowych i zmian zachodzących w naszym otoczeniu. Warto o tym pamiętać, bo część z nas nie daje sobie na tę zmianę przyzwolenia i próbuje budować definicje na całe życie.


Ćwiczenie na wiecznie nieosiąganie celu

Mam takie własne ćwiczenie dla klientów, którzy chcą być dobrzy w swojej pracy, ale nie wiedzą co to do końca znaczy. Proszę ich, aby poszli na długi spacer.

Nie fizycznie, ale mentalnie. Żeby wyobrazili sobie, że na niego idą z myślą, że następnego dnia odpytam ich o ten spacer i oto czy był faktycznie długi. Proszę, aby podali mi precyzyjnie moment kiedy go zakończą.

Większość z nich się obrusza i pyta co to znaczy dla mnie długi. Odpowiadam, że im nie powiem, ale moje oczekiwania nadal pozostaje takie samo. Czasami więc mówią, że długi to będzie taki godzinny. Czasami odpowiadają, że skończą np. po 5 kilometrach.

Wtedy zawsze dopytuję, czy następnego dnia bez wahania wskażesz mi ten moment jako koniec długiego spaceru. Czy jesteś tego pewien/pewna? W reakcji na to pytanie często deklarują, że jednak pójdą trochę dalej albo trochę dłużej.

Niestety tak samo dzieje się z ich karierę kiedy nie określili wcześniej co to znaczy być dobrym/dobrą w swojej pracy. Kiedy już prawie zbliżają się do tego momentu i mają stanąć w prawdzie, podejmują decyzję o przesunięciu swojego celu dalej. Potem zrobią to ponownie, ponownie i jeszcze ponownie, aż całkowicie stracą serce do pracy, w której nigdy nie mogą stać się wystarczająco dobrzy.

Sympatyczność – zagubiona moc ludzi

Zrobiłem ostatnio pewien eksperyment. Wybrałem kilka osób, które funkcjonują w świadomości społecznej – czasami dość szerokiej, a czasami nieco węższej – które mnie z jakiś powodów przyciągają do siebie. Czasami mnie ciekawią, czasami inspirują, a już z pewnością obcowanie z ich aktywnością powoduje u mnie pozytywne wibracje. Następnie postawiłem pytanie, co jest cechą je łączącą, która powoduje tak pozytywne nastawienia z mojej strony. Odpowiedź była tak oczywista, że wręcz niedostrzegalna. Szukałem cechy wyjątkowej, a tymczasem…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sympatyczność – być sympatycznym – bycie sympatycznym
Photo by Nick Page on Unsplash

1. Autentyczność

Dla jasności wśród wybranych osób nie było celebrytów, aktorów czy polityków (choć jeden, miałby duże szanse się załapać). Chciałem z definicji uniknąć ludzi zakładających na co dzień nierzeczywiste maski, grających pod kamerę i publikę. Zrozumiałem więc, że z pewnością jednym z istotnych czynników jest autentyczność. Niemniej jednak znam sporo autentycznych osób, z którymi mimo wszystko mi nie po drodze.

2. Pasja – ale taka wręcz organiczna, która wibruje w człowieku

Kolejne czego się chwyciłem to pasja, ale lepszym sformułowaniem byłoby chyba autentyczne zaangażowanie połączone z chęcią dzielenia się tym co robią. Jednak warunkiem dodatkowym był tutaj brak nachalności w tym dzieleniu, a już warunkiem koniecznym brak napuszenia i mesjanizmu w przekazie. Znowu jednak znalazłem parę osób, które przejawiały tę cechę, a mimo wszystko jakoś nie czułem tych dobrych wibracji płynących z ich strony.

3. Dystans do siebie – czyli brak przysłowiowego kija w wiadomym miejscu

Kiedy już myślałem, że jestem blisko odkrycia zagadki i niemal z triumfem chciałem obwieszczać, iż kluczem jest dystans do samego siebie. Czyli traktowanie siebie bez zbędnej powagi i namaszczenia oraz bez strachliwego oglądania się na to co ludzie powiedzą. Skojarzyłem jedną osobę, która jest i autentyczna, i ma pasje do tego co robi oraz spory dystans do oceny innych ludzi a mimo wszystko w naszych relacjach coś zgrzyta.

4. Sympatyczność – ukryta moc

Czasami, kiedy długo nad czymś myślę i mam wrażenie, że mogłem zgubić odpowiedni dystans do sprawy lubię się poradzić innych. Tak też zrobiłem i tym razem. Kiedy w temat wtajemniczyłem moją „drugą połowę” i wymieniłem krótką listę osób, o których myślę odpowiedź była natychmiastowa: „Przecież to oczywiste – oni wszyscy są sympatyczni!” i to był strzał w dziesiątkę.

Tak więc przepis na przyciąganie innych dobrymi wibracjami i pozytywnością to moim zdaniem mix co najmniej powyższych cech. Jednak tym czynnikiem koniecznym – niemal mitycznym „faktorem X” – jest bycie sympatycznym.

W tej sytuacji nie byłbym sobą, gdybym nie zadał Ci pytania: „Jak sądzisz na ile Ty jesteś sympatyczną osobą i na podstawie czego formułujesz tę ocenę?”

Prze_myślnik #46 – pesymizm i malkontenctwo

Jedną z najtrudniejszych rzeczy w relacjach ze znajomymi bywa gloryfikowanie przez nich beznadziejności swojej sytuacji, kiedy Ty w tej sytuacji widzisz jeszcze wiele potencjału do zmiany. Czym bardziej chcesz tę możliwość im unaocznić, na tym większy opór z ich strony trafiasz.

Najpierw usłyszysz, że Ty ich nie rozumiesz i nie potrafisz się postawić w ich sytuacji. Potem od innych znajomych możesz usłyszeć, że Ci pierwsi twierdzą, że chyba ich nie lubisz, bo podobno ciągle ich atakujesz.

Tak naprawdę zaburzasz ich „święty świat niemocy”. Rozgościli się w nim i zadomowili. Dzięki niemu mogą ciągle narzekać i zyskiwać w ten sposób uwagę innych. Ty ze swoimi pomysłami na zmianę jesteś dla nich zagrożeniem.

Jeszcze w trakcie kursu coachingowego uczono mnie, abym zwracał uwagę na motywację klientów. Uczulano mnie na to, że trafią się tacy, którzy mówiąc o zmianie nie będą jej chcieli. Przyjdą tylko po to, abym był kolejnym specjalistą, który nie poradzi sobie z ich „trudną” sytuacją i stanie się żywym dowodem na beznadziejność ich żywota.

Choć początkowo myślałem, że to przesadna ostrożność, dziś mam kilka takich przykładów ze swojej praktyki. Zawsze wtedy po pierwszy spotkaniu mówię im, że nie czuję u nich chęci zmiany, ale być może się mylę. Nie umawiam się na kolejne spotkanie, tylko proszę, aby wrócili do domu i na spokojnie przemyśleli tę kwestię. Jeżeli faktycznie poczują, że chcą zmiany proszę by zadzwonili i wtedy z chęcią się z nimi umówię na kolejne spotkanie. Żaden z nich, już więcej nie zadzwonił…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pesymizm i malkontenctwo

Na tropach życiowej satysfakcji

Ludzie szukają w życiu różnych rzeczy: szczęścia, bogactwa i co szczególnie częste poczucia bezpieczeństwa. Bywają też tacy, którzy marzą o sukcesie lub rozglądają się tęsknie za uczuciem życiowej satysfakcji.

Każde z nich dla każdego z nas może znaczyć zupełnie coś innego. Praktycznie każde z nich nie jest stałe i zarazem jest względne. Jednak poczucie satysfakcji z życia jest chyba najbardziej przewrotnym z wyżej wymienionych.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - satysfakcja z życia
Image by successdhamala from Pixabay

Satysfakcja z życia, w życiu – czy jeszcze inaczej?

Często możemy usłyszeć twierdzenia: „moje życie nie jest satysfakcjonujące” lub „szukam satysfakcji w życiu”. Pytanie jednak, czy na pewno to życie ma być satysfakcjonujące, czy też nasze działania. Czy powinniśmy szukać satysfakcji w życiu, czy w nas samych?

Po pierwsze, uczucie satysfakcji nie pochodzi z życia, tylko z naszego wnętrza. Zatem szukanie go na zewnątrz, czy też obarczanie życia za to, że nie jest nam satysfakcjonująco dobrze to zupełnie błędny kierunek. 

Po drugie, często używamy stwierdzenia „satysfakcja z życia” zupełnie nie zastanawiając się co ono faktycznie oznacza. Zatem nie wiedząc do końca czego szukamy, nie mamy szansy tego znaleźć. Chociażby z tego powodu, że jak nawet na tę mityczną satysfakcję trafimy, to jej nawet nie rozpoznamy.

Satysfakcja – czyli co?

Tutaj z dużą pomocą przychodzi nam definicja satysfakcji, o ile oczywiście wpadliśmy wcześniej na to, aby ją w ogóle sprawdzić. Ta, którą ja szczególnie polecam pochodzi z Wielkiego słownika języka polskiego i brzmi:

Satysfakcja – stan psychiczny, jakiego doznaje osoba, która osiągnęła coś, na czym jej zależało.

Prosta? No prosta, ale czy na pewno?

Z jednaj strony wprost definiuje, że to stan psychiczny doznawany przez osobę i tym samym wyklucza „życie” z udziału w satysfakcji, bo życie to nie osoba.

Z drugiej strony zawiera w sobie jedną istotną pułapkę. Spora część osób, nigdy nie zastanowiła się na czym im tak naprawdę w życiu zależy. Z tego też powodu nie mogą oni osiągną poczucia zadowolenia z osiągnięcia tego na czym im zależało, czyli nie doświadczają uczucia satysfakcji.

Na czym Ci w życiu zależy?

Idąc tropem definicji „satysfakcji” powyższe pytanie staje się pytaniem kluczowym. Można się jednak domyślać najczęstszych stwierdzeń jakie się pojawią w odpowiedzi na nie. Będą to między innymi: „szczęście”, „zdrowie”, „bezpieczeństwo”, „rodzina”, „sukces”, „sława” i „pieniądze”.

Ja jednak zarykuję tezę, że żadne z nich nie jest prawdziwe. To są z pewnością ważne cele, do których możemy dążyć. Jednak tak naprawdę, to na czym nam w życiu zależy, to na poczuciu „że żyjemy”, a doświadczamy go, kiedy doświadczamy emocji. Oczywiście, najlepiej tych pozytywnych.

Satysfakcja w zasięgu ręki

Powyższe stanowi istotną wskazówkę do poczucia naszego zadowolenia z życia. Ważnym jest, żeby tak je planować, aby zapewnić sobie odpowiednią dawkę ekscytacji. Doświadczać czegoś nowego, odkrywać niepoznane jeszcze miejsca i dziedziny życia, a także przełamywać codzienne schematy. Ostatecznie dawka niepewności także może być ekscytująca.

Najważniejszym jednak jest to, aby nie popaść w życiową stagnację, bo jak mawiają niektórzy to „śmierć jeszcze za życia”.

Ramy życia

Stosunkowo niewiele osób, kiedy patrzy na obraz ma świadomość jak istotna dla całokształtu jest jego rama. Może ona zarówno działać na korzyść jego zawartości lub wręcz przeciwnie, psuć cały efekt. Dla lepszego zobrazowania, możemy sobie wyobrazić nowoczesny, dynamiczny obraz otoczony starą, szeroką ramą. Odbierze mu ona „swoim ciężarem” dynamiki oraz pozbawi nowoczesności.

Problem w tym, że życie wielu z nas wygląda właśnie w ten sposób. Ulega ono dynamicznym przemianom, tak samo jak nasze otoczenie. Zawartość obrazu ulega wiec zmianie, ale rama pozostaje wciąż ta sama. Gruba, ciężka i niedopasowana – tylko my tego nie zauważamy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - portfel kompetencji - ramy życia - zmiana
Image by mollyroselee from Pixabay

Przekonania i schematy zachowań – składowe naszej ramy

Skąd się biorą ramy? Składają się na nią przekonania i zasady, w których się wychowaliśmy i które nam w ramach tego procesu wychowawczego wpojono. Budują ją także nasze doświadczenia zarówno te dobre, jak i złe. To często właśnie na nich bazuje nasza wiara, że coś dział lub nie.

Rama kształtuje się intensywnie w pierwszej części naszego życia. Problem w tym, że tylko nieliczni pracują z nią świadomie również w następnych latach. Gdybyśmy się przyjrzeli większości życiowych ram będą one stare, nieco spękane i bardzo często obrosłe kurzem.

Tymczasem obraz w nie zamknięty – czyli nasze życie – praktycznie co dni będzie malowany od nowa. Teraz spróbujmy sobie wyobrazić jak będzie wyglądał całokształt. Dynamiczna zawartość, zamknięta w starym i zakurzonym obramowaniu.

Co Ci robi rama?

Życiowe ramy służą do tego, aby łatwiej było nam żyć. Pomagają unikać powtarzania błędów z przeszłości. Dzięki nim łatwiej nam też zakwalifikować dane zdarzenie, zachowanie, czy pogląd jako zgodny z nami lub nie. To ich niekwestionowane zalety.

Ramy jednak, to również pewnego rodzaju klatka. Coś co nas ogranicza i zamyka. To także ciężar, który dźwigamy przez swoje życie. Im grubsze i cięższe tym bardziej ciągnął nas w dół i trzymają przy ziemi. W tych ramach, często zagnieżdża się także nasz lęk i wewnętrzny krytyk.

Masz ochotę zrobić coś nietypowego w swoim życiu lub pozwolić sobie na kreatywność i skorzystanie ze swojego potencjału, a rama skrzypi: „nie rób tego, bo polegniesz”, „nie dasz rady”, „to dobre dla innych, a nie dla Ciebie”, „co pomyślą inni”, „a jeśli Ci nie wyjdzie”, „tak nie wolno/nie wypada” itd.

Spróbuj sobie teraz wyobrazić ciemne pomieszczenie z otwartymi drzwiami, które prowadzą na piękna świetlistą łąkę. Widzi je także znajdujący się w tym pomieszczeniu pies, który postanawia skorzystać wreszcie z wolności i wybiegać się w promieniach słońca. Chwyta swój ulubiony kij od miotły w pysk i zaczyna biec ku słońcu. Nagle „trach!”… i staje jak wryty w progu. Próbuje jeszcze raz i znowu „trach!”, próg pozostaje niepokonany. Skonsternowany, wkurza się i napiera całą siłą i znowu nic.

Mentalna blokada

Nie, w drzwiach nie było szyby, nie zatrzymała go też jakaś tajemnicza siła. Zatrzymał go kij od miotły, który trzyma w pysku. Co próbuje przejść, kij blokuje się na framudze. Nie zadziała ani siła, ani rozpęd. Nie przeskoczy też progu. Będzie tak tkwił w miejscu, aż do momentu, kiedy nie wypuści kija z pyska.

Wielu pomyśli sobie „co za durny pies”. Problem w tym, że oni zachowują się tak samo jak on. Kiedy mają przed sobą „drzwi możliwości”, próbują przez nie przejść nie wypuszczając swojej ramy z rąk. Działa ona dokładnie tak samo jak ten kij.

– Zmienił bym pracę na lepszą, bo tej nie znoszę i mało płacą.

–  To zmień!

– No, ale wiesz… nie wiem czy sobie poradzę – „trach!” rama walnęła w obrys drzwi

– Chciałabym mieć swoją działalność i być freelancerką

– No to już, czym się zajmiesz?

– No jeszcze nie wiem, bo nie lubię ryzyka – „trach!” rama wali we framugę

– Chciałabym mieć szczęśliwe życie, ale miałam trudne dzieciństwo

– Spoko, on już było. Teraz sama decydujesz jakie będzie Twoje życie.

– No ale, to moje dzieciństwo…. – „trach!” futryna trzeszczy od uderzenia, ale nie puszcza

– Mam problemy w komunikacji z ludźmi

– Jak to się zatem dzieje, że widzisz mnie pierwszy raz i rozmawiasz ze mną tak swobodnie

– No, ale z tobą to co innego – „puk” lekki stukot ramy

– Hmm, skąd to przekonanie? Ktoś Ci o tym powiedział? Masz jakieś sygnały od innych?

– No nie, ale tak czuję… – „trach!” tym razem rama z impetem uderza w obramowanie drzwi

Praca coacha, to często pokazywanie klientowi lustra, w którym może się przejrzeć. Czasami dopiero wtedy dostrzega ramę zblokowaną w drzwiach.

Czasami coach musi też pomóc klientowi wyobrazić sobie co może się stać po drugiej stronie drzwi. Tylko po to, aby miał chęć i odwagę puszczenia dotychczasowej ramy.

Często, kiedy klient przejdzie przez drzwi i czuje się zagubiony, coach pyta go z jakich składowych chce zbudować swoją nową ramę, aby była oparciem, a nie ciężarem.

To co – dostrzegasz na horyzoncie, jakieś nowe drzwi?

Portfel kompetencji zamiast jednego zawodu

Jeszcze do niedawna dostawałem sporo pytań od moich klientów, odnośnie tego jaki zawód wybrać. Oczywiście chodziło o taki, który da niezłe pieniądze i bezpieczeństwo zatrudnienia. Dziś dostaję raczej prośby o pomoc, w odnalezieniu się na rynku pracy i wytyczeniu długofalowej strategii działania.

Zarówno w tym pierwszym, jak i drugi przypadku zawsze odpowiadałem zapomnij o zawodzie, pomyśl o portfelu kompetencji.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - portfel kompetencji - zawód
Image by Andrew Lloyd Gordon from Pixabay

Dynamiczne tempo zmian – rynek pracy wciąż transformuje

Szacuje się że ponad połowa istniejących dziś zawodów zniknie w ciągu najbliższych 20 lat, a aż 60% zawodów, w których ludzie będą pracować w ciągu najbliższych 10 lat jeszcze nie powstało. Zresztą tempo zmian na rynku pracy najlepiej pokazały niedawne wydarzenia. W styczniu tego roku niewiele firm rozważało pracę zdalną z domu, a jeszcze mniej ją faktycznie wdrożyło. Dziś, zaledwie 4 miesiące później, spora część z nas doświadczyła pracy w trybie home office, a pokaźna liczba firmy planuje wdrożenie jej jako standardowego rozwiązania w relacjach ze swoimi pracownikami. Oznacza to, że już obecnie miejsce naszej pracy, nie musi być wcale ściśle powiązane z miejsce naszego zamieszkania.

Zaledwie kilka miesięcy temu takie zawody jak kucharz, fryzjer i kosmetyczka, może nie zawsze dobrze płatne, ale jednak wydawały się 100% pewniakami. Sytuacja wywołana koronawirusem pokazała natomiast, że choć zapotrzebowanie na te usługi nie spadło, to wdrożone ograniczenia w działalności odcięły większość osób z tych zawodów od stałych źródeł dochodu lub zarobków.

Zawodowym pewniakiem miał być zawód programisty i choć zasadniczo wyszedł on obronną ręką z konfrontacji z COVID-19, to jednak część firm informatycznych popadła w duże kłopoty lub zniknęła z rynku. Przyczyna była banalna, kłopoty zaczęli mieć ich klienci. Znam jedną firmę, która pisała programy dla branży turystycznej. Dziś większość jej pracowników musi znaleźć nową pracę, bo branża turystyczna mocno dostała po kieszeni w związku z epidemią.

Doświadczenie w danym zawodzie – może wspierać, ale nie powinno ograniczać

Niemal standardowym działaniem osób poszukujących pracy jest poszukiwanie jej w zawodzie jaki do tej pory wykonywali. Co ciekawe, robią to nawet wtedy, kiedy nie przepadają za tym zawodem. Wychodzą bowiem z założenia, że dotychczasowe doświadczenie podnosi ich szanse na zdobycie nowego, podobnego do poprzedniego zatrudnienia. Z całą pewnością mają rację.

Popełniają jednak jeden zasadniczy błąd, bo zakładają jednocześnie, że powyższa sytuacja wyklucza lub co najmniej istotnie ogranicza możliwość poszukiwania zatrudnienia w innych obszarach. Błąd polega na tym, że patrzą na wykonywany zawód, a nie umiejętności jakie są z nim związane.

Jeżeli spojrzymy na te drugie z wystarczająco otwartym umysłem, to nagle może się okazać, że podobny zestaw kompetencji jest przydatny w innych aktywnościach zawodowych. Jeśli odpowiednio je (a nie poprzedni zawód) zaakcentujemy, to możemy zostać potraktowani jako kandydat z doświadczeniem. Dodatkowe „punkty” zdobędziemy zaś za to, jeżeli będziemy potrafili wykazać, że ten nowy zawód wpisuje się w naszą strategie rozwoju i poszerzania własnych umiejętności. Zatem jest naszym świadomym i przemyślanym wyborem.

Wybieraj raczej nowe, niż znane

Z tego też względu jeżeli będziemy stali przed wyborem dwóch ofert pracy, powinniśmy zawsze postawić na tą, która jest w mniejszym stopniu podobna do poprzedniej. Wybierając w ten sposób, zapewnimy sobie gwarancję rozwoju i zdobycia nowych umiejętności.

Czemu to takie ważne? Bo czym szerszym wachlarzem umiejętności dysponujemy tym bardziej atrakcyjni jesteśmy na rynku pracy. Z jednej strony możemy dysponować większą liczbą tych kompetencji, które na danym stanowisku są potrzebne. Z drugiej jawimy się jako kandydat o dużej elastyczności poznawczej, który potrafi się dostosować do nowych sytuacji i wyzwań. Jest wszakże  jeden warunek – powinniśmy potrafić logicznie uzasadnić dobór dotychczasowych.

Wielu moich klientów jest zaskoczonych, że można znaleźć pewne powiązania w zakresie kompetencji, dość chaotycznie do tej pory dobieranych. Np. zbudowaliśmy kiedyś powiązanie między technikum krawiecki a konstruktorem sprzętu militarnego. Wykonując ten zawód mój klient uzasadniał na rozmowach o pracę, że wiedza krawiecka jest jego dodatkowym atutem, bo wykorzystuje ją często przy projektowaniu materiałowych okryć i pokrowców na elementy wyposażenia. Przy czym była to wiedza unikatowa w tym obszarze zawodowym. Wiedział on jakich technik łączenia różnych materiałów używać i jakie szwy zastosować, aby materiał się nie odkształcał i dobrze chronił określony sprzęt.

Elastyczność w działaniu – czyli, czego uczą nas Wikingowie?

Dla większości z nas sytuacja związana z koronawirusem była dużym zaskoczeniem, żeby nie powiedzieć szokiem. Znaleźliśmy się nagle w “wielkiej niewiadomej”. Bez żadnych wzorców działania, do których moglibyśmy się odwołać. Jak również bez żadnych realnych scenariuszy dotyczących tego co dalej. 

Cała sytuacja stała się czystą kwintesencją tzw. świata VUCA, czyli świata który jest zmienny, niepewny, złożony i niejednoznaczny. Czy to nowe zjawisko – zdecydowanie nie. Ja mówiłem już o nim na moich wykładach i prelekcjach od 2018 roku. Zaryzykowałbym jednak twierdzenie, że w takim świecie żyli i całkiem sprawnie funkcjonowali już Wikingowie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - elastyczność - działanie
Photo by Medienstürmer on Unsplash

Większość znanych mi osób w tej nowej sytuacji reagowała w jeden z poniższych scenariuszy:

Mam “wielki plan” i się go trzymam

– problem w tym, że szczegółowo przygotowany plan nagle przestał pasować do otaczającej nas rzeczywistości. Jedni to wypierali i z zaciętością mechanicznego buldożera parli cały czas do przodu nie zważając na destrukcję jaką ten buldożer wywoływał. Inni zamarli w połowie działań i czekają cały czas w tym zastygnięciu, aż dawny świat powróci i dopasuje się ponownie do ich genialnego planu. Mam jednak dla nich niemiłą informacje, stary świat nie wróci, a jeśli już to nie w takiej formie w jakiej go znają.

Nie mam planu, ale i tak będę działać

– czyli nie ważne jak i z czym byle był szum. To typowy syndrom chomiczego kołowrotka. W sytuacji niepewności/zagrożenia wskakuję do niego i zaczynam zapierdzielać, tak że mało ducha nie wyzionę. Kiedy jest źle, po prostu jeszcze bardziej przyśpieszam. Dokąd biegnę, dokąd gnam – nieważne. Kiedy spytają o plany lub pomysł – powołam się na intuicję. O co chodzi w tym działaniu? Ano o to, że jak nie wyjdzie i polegnę, to będę mógł chociaż stwierdzić “przecież tak bardzo się starałem”. 

Skoro ja nie widzę problemu, problem nie widzi mnie

– chyba wielu z nas spotkało się z taką sytuacją, kiedy małe dziecko miało się schować. Zakryło więc swoje oczy nie ruszając się z miejsca i stwierdziło “już”. Właśnie tak część osób działa też w obecnej sytuacji. Poddaje się biernie temu co jest, zakrywa oczy i stara się jakoś po cichu przetrwać. Bez wychylania, bez specjalnych działań, jakby nic się nie zmieniło. Z cichą nadzieję, że samo się ułoży lub ktoś inny to ogarnie.

Niestety, żadna z tych strategii nie jest skutecznym rozwiązaniem na dziś. Pozostaje pytanie, jak zatem radzili sobie w takich sytuacjach tytułowi Wikingowie? 

Skuteczność Wikingów w podbojach nowych ziem i  miast sprowadzała się do dwóch rzeczy. Przemyślanego planu i strategii działania oraz gotowości do elastycznego reagowania na zmieniającą się sytuację. Mówiąc krótko, plan był ważny, ale nie był “święty”. Kiedy przestawał przystawać do okoliczności Wikingowie bez zbędnych ceregieli i lamentów zmieniali go. To właśnie było ich przewagą nad innymi ludami. 

Można by powiedzieć, że wręcz wszystkie ich działania były dostosowane do takiego trybu działania. Małe i zwinne łodzie, zamiast wielkich okrętów – możliwość szybkiego manewrowania i przemieszczania się. Ich ciało ochraniały skórzane kaftany zamiast ciężkich zbroi, które ograniczały ruchy. Ich celem nie było podbicie i poddanie sobie nowych ziem, bo to wymagało czasu i energii np. na tworzenie administracji i zarządzanie nimi. Preferowali szybki atak, zdobycie łupów i powrót do siebie. 

W pełni wykorzystywali też zasoby, którymi dysponowali. Uzależnionych od grzybków halucynogennych wojowników, zawsze ustawili na czole łodzi dobijających do brzegu. To oni, z obłędem w oczach i zaciętością na twarzy pierwsi zaskakiwali na brzeg i atakowali wrogów. Tak np. rodziły się legendy o Wikingach, którzy rzekomo są diabelskimi demonami.

Elastyczność cechowała ich nie tylko w działaniach wojennych, ale i w życiu codziennym. Niewiele osób wie, że Ci zdziczali rozbójnicy po powrocie z wypraw wojennych lubili się oddawać słuchaniu pieśni i poezji. Natomiast ludzie parający się tego typu działaniami byli w ich społecznościach szanowani i doceniani. 

Wikingowie bowiem, mieli świadomość tego, że po ciężkiej i intensywnej pracy, trzeba odpocząć i się zrelaksować. O czym zapomina dziś wielu z nas, wpadając w spiralę stresu i przemęczenia w ramach swoich home office.

Mam zatem propozycję. Kiedy dziś w swoich działaniach odczuwasz przemęczenie lub nie wiesz jak działać, zadaj sobie pytanie:  “Jak w takiej sytuacji postąpiliby Wikingowie?”

5 przeszkód w drodze do skutecznej zmiany – jak je pokonać?

Niektóre osoby, z którymi zdarza mi się pracować zanim trafią do mnie przechodzą szereg różnych ścieżek, które mają potencjalnie pomóc im rozwiązać ich problemy.  Fakt, że spotykają się ze mną najczęściej jest oznaką, że nie dały one oczekiwanego przez nich rezultatu. Czy to oznacza, że te ścieżki były złe – niekoniecznie. Często po prostu moi kliencie nie przeszli całej drogi lub nawet na nią nie weszli. Dziś opowiadam o tym jak wytrwać na ścieżce zmian.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - zmiany
Image by riyan hidayat from Pixabay

Czytać o jakiejś drodze, czy nawet słuchać o niej z ust jej autora nie jest tym samym co jej pokonanie. Znam wiele osób, których domowe biblioteki uginają się od różnego rodzaju poradników psychologicznych i motywacyjnych, ale ich życie praktycznie się nie zmienia. Kupują wciąż nowe książki i szkolenia z nadzieją, że to następne będzie właśnie tym właściwym. Tymczasem jest to zgubna iluzja.

Doskonale opowiada o tym mistrz Shi Heng Yi z Shaolin Temple Eurpoe używają metafory góry, na której szczyt chcemy wejść, aby poznać roztaczający się z niej widok. Jeżeli u jej podnóża odpytamy schodzących ze szczytu o to, którą drogą najlepiej się wspinać i co widać ze wierzchołka nie oznacza to, że już poznaliśmy tę górę. Bowiem żadne słowa i opisy nie zastąpią doświadczenia.

Każdy z nas musi odnaleźć swoją drogę na szczyt i swoimi oczami doświadczyć widoku z jej wierzchołka. To właśnie dlatego, książki i szkolenia o zmianach w życiu, które poznajemy nie są tożsame z własną praktyką i doświadczeniem.

Jak mówi mistrz Shi Heng Yi, każdy z nas w drodze na szczyt musi pokonać pięć przeszkód, które są odpowiednikiem stanów naszego umysłu:

Przeszkoda pierwsza – zmysłowe pragnienia

To moment kiedy zwracamy uwagę na coś innego niż nasza droga. Na coś, co daje szybkie i przyjemne emocje, które mogą pochodzić z takich źródeł jak nasz wzrok, słuch, zapach, smak czy odczucia.

Świetnym przykładem jest gwarna restauracja napotkana po kilometrze drogi na szczyt. Śmiech, radość, kuszące zapachy jedzenia i atmosfera sielankowego wypoczynku, aż kusi aby zejść ze szlaku i rozsiąść się przy jednym ze stołów.

W naszym codziennym życiu jej odpowiednikiem może być skrolowanie Facebooka w pogoni ze śmiesznymi filmikami lub plotkami o życiu innych. Może też być nim np. nowy serial na Netflix’ie  czy innej platformie.

Przeszkoda druga – zła wola/niechęć

Lubię ten moment nazywać „testem losu”. Sprawdza on jak bardzo zależy nam na naszym celu. Są to te chwile, w których napotykamy pierwsze przeszkody i przeciwności. Łatwo się wtedy poddać i zawrócić lub usiąść i utyskiwać nad swoim ciężkim losem.

Kiedy wspinasz się do góry taką przeszkodą może być deszcz, wyboista droga lub rzeka, którą należy pokonać. To co należy w tej sytuacji zrobić, to bez względu na powód po prostu się nie poddać.

Przeszkoda trzecia – nuda i odrętwienie

To ten moment w drodze, w którym zaczynamy odczuwać ciężar ciała, zmęczenie umysłu, senność i brak motywacji. Brakuje nam energii, popadamy w apatię czy wręcz w stany depresyjne. Pojawiają się w głowie pytania o sens naszego działania.

Znajdujemy się w sytuacji pułapki. To jak byśmy wpadli do jakiejś czarnej dziury lub zostali zamknięci w jakiejś małej komórce. W tej sytuacji ciężko jest podjąć decyzję o jakimś dodatkowym wysiłku fizycznym, czy umysłowym aby kontynuować drogę.

Jak na ironię ratunkiem z tego stanu jest kolejna przeszkoda.

Przeszkoda czwarta – niepokój

To stan, w którym nasz umysł nie jest w stanie osiedlić się w chwili obecnej. Martwi się przyszłością lub podróżuje w przeszłość i szuka wzorców, do których możemy się odwołać.

W tej sytuacji nie posuwamy się w górę na naszej drodze do celu. Zamiast tego tkwimy w rozterkach i takim wewnętrznym rozedrganiu. Jak mówi mistrz Shi Heng Yi ten stan można porównać do umysły małpy, który co chwila przeskakuje z jednej gałęzi na drugą. Problem w tym, że tym samym nie potrafi się zatrzymać i zobaczyć wyraźnie ostatniej przeszkody.

Przeszkoda piąta – sceptyczne wątpliwości

Odpowiada niezdecydowaniu, które rozgaszcza się w naszym umyśle. To właśnie tutaj pojawiają się rozmyślania o tym co będzie jeśli to niewłaściwa ścieżka, co powiedzą inni. Nasz umysł nie może się zsynchronizować z naszymi działaniami, celami i aspiracjami, które mamy.

Czym więcej wątpliwości w naszej głowie, tym częściej się zatrzymujemy i przystajemy zamiast piąć się w górę.

Jak można sobie poradzić z tym przeszkodami?

Trzeba tak ustrukturyzować swoje życie i działania, aby zapobiec ich powstawaniu. Przeszkody są niczym czarna chmura w naszej drodze na szczyt, aby ją pokonać musimy pamiętać o czterech ważnych krokach w trakcie naszej wspinaczki:

Pierwszyrozpoznaj swój stan umysłu, w którym się znajdujesz. Której z pięciu przeszkód odpowiada w danym momencie?

Drugizaakceptuj i pozwól, aby sytuacja lub osoba była taka jak jest. Odrzuć swoje wcześniejsze oczekiwania – to Ty je wykreowałeś.

Trzecizbadaj, czemu dana sytuacja Ci się przytrafia. Czemu to przyszło właśnie teraz i jaka będzie konsekwencja, jeśli pozostaniesz w tym stanie.

Czwartyto co się dzieje jest praktyką. Jest Twoim doświadczeniem, a nie Tobą. Nie jesteś ciałem, nie jesteś umysłem, nie jesteś emocją – po prostu dostrzegasz te trzy aspekty samego siebie.

Co tu pomoże coach?

Niech odpowiedzią będzie opowieść jednego z psychologów, który opowiada historię ze swojego dzieciństwa. Mieszkał na wsi i pewnego razu zobaczył konia, który ewidentnie zgubił się swojemu właścicielowi. Podszedł do niego i sprowadził go na drogę, a następnie cały czas mu towarzyszył.  W ten sposób przeszli przez prawie pół wsi.

Nagle z przeciwka nadbiegł zdyszany właściciel, a chłopiec powiedział że właśnie odprowadza konia do domu. Totalnie zaskoczony zapytał chłopaka skąd ten wiedział czyj to koń i gdzie ma go odprowadzić. Chłopiec odpowiedział, że wiedział to koń.

On tylko pilnował konia, że jak ten zbaczał z drogi żeby poskubać trawy, aby potem wrócił na drogę i szedł dalej.


Jeżeli masz ochotę, wystąpienie mistrza Shi Heng Yi znajdziesz pod tym linkiem

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close