Rafał Markiewicz

Blog

Siła woli – jest silna czy słaba, a może po prostu zmienna…

Jeszcze do niedawna czytałem wiele badań które mówiły, że siła woli spada wraz z upływem dnia. Ostatnio jednak Evan Carter z Uniwersytetu Miami podważył to twierdzenie robiąc przegląd eksperymentów dotyczących tego zjawiska. Wyszło mu na to, że publikowane stronniczo były tylko te, które potwierdzały to twierdzenie.

Szczerze, jest mi obojętne czy spada mi siła woli, energia życiowa, czy też koncentracja. Wiem jedno – na koniec dnia realizacja zadań, które są dla nas wyzwaniem, jest znacznie trudniejsza niż na jego początku.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - siła woli
Photo by Frame Kings on Unsplash

Czemu pod wieczór jest trudniej?

Z jednej strony to oczywiste, bo jesteśmy bardziej zmęczeni po całym dniu. Mamy mniej energii i zapału. Jeżeli jeszcze do tego mieliśmy nie najlepszy dzień, łatwo nam uznać, że zalicza się on do tych kiepskich. Przekreślamy więc w myślach jego drugą cześć. No bo jak jest do „du.y”, to tak jest – i nie warto się starać.

Kiedy dzień jest udany, bywa że wcale nie jest łatwiej. Nakręceni i podekscytowani pierwszą częścią dnia, wpadamy w drugą na wysokim poziomie endorfin. Często w tym stanie chcemy zmieniać cały świat lub chociażby zmajstrować coś równie ekscytującego w naszym życiu. Nagle chwytamy się za rzeczy nieplanowane, które dołożą nam trochę nowej ekscytacji po ich skończeniu. Czasami z ich braku oddajemy się optymistycznym marzeniom lub wymyślamy jakieś plany. Oczywiście, jedynie na tych planach kończąc. Zazwyczaj jakoś tak wychodzi, że to co ekscytujące wypiera to, co stanowi dla nas wzywanie tej ekscytacji pozbawione.

3 istotne zasady

Wbrew pozorom nie jesteśmy w tej sytuacji bezbronni. Bez względu na to co nam spada lub czego ubywa – woli, energii czy koncentracji możemy ogarnąć tę sytuację.

1. Buduj nawyk – kiedy chcemy jakąś sytuację wykonywać regularnie i nie utracić w nią zaangażowania, powinniśmy ją zamienić w nawyk. Świetnym przykładem takiego działania jest codzienne mycie zębów. Nie jest to czynność odkrywcza, ani fascynująca. Co więcej jest ona dość powtarzalna i mało ekscytująca, a mimo to większość z nas myje zęby regularnie.

Pomagają nam w trzy kwestie:

  • wiemy jakie są konsekwencje braku mycia zębów – większość z nas boi się dentysty,
  • wiemy w jakim celu to robimy – ładne zęby i uśmiech + brak interwencji specjalisty z pkt. a,
  • dostajemy natychmiastową gratyfikację – fajny świeży oddech, z którym czujemy się dobrze*

2. Uważaj na „nawyk odpuszczenia” – często, kiedy chcemy wykonywać jakieś działanie regularnie, wcześniej czy później zdarzy nam się potknięcie i sobie odpuścimy. Niby pojedyncze odstępstwo nie jest groźne, ale nasz cwany mózg szybko próbuje się go uczepić.

W naszej głowie buduje się narracja: skoro raz dane działanie pominęliśmy i nic się nie stało, możemy je pominąć jeszcze raz. Potem będzie jeszcze jedno pominięcie i jeszcze jedno i jeszcze… aż nagle ucieknie nam cały tydzień.

Konkluzja w tej sytuacji wydaje się oczywista – skoro poszedł nam cały tydzień w diabli, to już po ptakach i odpuszczamy sobie dyscyplinę w działaniu. Tak umierają wzniosłe postanowienia noworoczne. Giną diety odchudzające i znikają z pola widzenia przyszłe sylwetki wyrzeźbione na skutek regularnych ćwiczeń.

Z tego powodu pamiętaj!
Kiedy jednego dnia odpuścisz, następnego musisz być w dwójnasób czujny i zdyscyplinowany.

3. Planuj precyzyjnie czas działania  –kiedy coś ma być wykonywane regularnie i planowanie ma być skuteczne – jasno wyznacz, o której godzinie lub w jakim momencie dnia będziesz to robił.

I dla jasności – rano lub wieczorem to nie jest precyzyjne stwierdzenie. No bo o 16:00 to jeszcze nie wieczór. 18:00 to dopiero jego początek, więc czasu jeszcze dużo. 20:00 – o matko, kiedy to minęło – zaraz ogarnę temat. 22:00, o kurna koniec wieczoru, a ja nie zdążyłem. Jestem pewien, że wielu z Was doskonale zna ten wewnętrzny dialog.

Stąd, jak planujesz coś robić to planuj – np. o 19:00 i najlepiej ustaw sobie 15 minut wcześniej przypomnienie. Możesz też planować, na konkretny moment dnia – np. zaraz po śniadaniu lub tuż przed nim.

Jeżeli już nadszedł moment działania, a nie możesz się zmobilizować do niego, to użyj „reguły 5 sekund”, o której pisałem tutaj. Odkąd ją znam, już wielokrotnie mi pomogła.


* zaraz po wymyśleniu pasty do zębów nie zyskała on znaczącej popularności wśród użytkowników. Jednak dodanie do niej odrobiny olejku eukaliptusowego zdziałało cuda. Lekkie uczcie szczypania (sugerujące czyszczenie) i świeży oddech (nagroda) istotnie podniosły atrakacyjność jej używania.

Prze_myślnik #47 – ciche zabijanie przyszłości

Czasami w czasie spotkań coachingowych doświadczam niemal rozdwojenia jaźni. Zdarza się bowiem, że na mojej coachingowej kanapie siedzi, ktoś kto w moi odczuciu emanuje siłą wewnętrzną, potrafi skoncentrować się na wytrwałym dążeniu do celu i ma duży potencjał. Tymczasem ten ktoś, opowiada tylko o swoich brakach i o tym jakby chciał, aby jego życie było inne.

Kiedy proponuję „W takim razie uczyń je takim. Zakończ to co Ci nie służy. Zacznij działać w tym kierunku, którego pragniesz.”, słyszę: „To pewnie nie wyjdzie.”, albo „Raczej nie dam rady”.

Niełatwo zaakceptować fakt, że ktoś może nie dostrzegać swoich oczywistych osiągnięć i możliwości. Że tak sam podcina sobie skrzydła, które wręcz zachęcają do wzbicia się w górę. Zarazem jednak czystą przyjemnością jest pomagać takim ludziom, aby „spojrzeli w lustro” bez negatywnego filtru i lepiej poznali samych siebie. Ostatecznie sam jeszcze pamiętam jak wiele daje takie „przebudzenie” i otwarcie na nowe.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - ciche zabijanie przyszłości

Charyzma – tajemny składnik DNA, czy jednak nie?

Wielu z nas lubi sądzić, że charyzma, którą obserwujemy u innych jest darem danym im przez los. Nierzadko też, brak takiego „błogosławieństwa” jest w naszym przypadku doskonałą wymówką do braku działania. No bo po co, skoro i tak nie mam tej magnetycznej mocy porywania innych.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - charyzma
Image by Med Amine MEKHANEG from Pixabay

Wrodzona charyzma to mit

Sądzimy tak, ponieważ wiele atrakcyjnych osób, ma w sobie charyzmę. Sęk w tym, że charyzma nie zależy od atrakcyjności. Doskonałym przykładem charyzmatycznej osobowości jest np. Winston Churchill, którego atrakcyjność określiłbym jako „dyskusyjną”.

Co więcej charyzma nie jest zastrzeżona też tylko dla głośnych i pełnych energii ekstrawertyków. To cecha również dostępna dla introwertyków. Dodatkowo wbrew powszechnym poglądom nie wymaga ona od nas, abyśmy się zmieniali lub stawali kimś zupełnie innym niż jesteśmy.

Nierzadko magnetyczną siłę porywania tłumów zastępuje magnetyczna siła spokoju, którego tak wielu z nas dzisiaj brakuje.

Przepis na charyzmę

Wbrew pozorom nie będziesz musiał przygotowywać tajemnych wywarów i oblewać się nimi o północy na rozstajach dróg, spluwając dodatkowo trzy razy przez lewe ramię. Ku zaskoczeniu wielu, również ilość składników jest zaskakująco mała. Jak twierdzi Olivia Fox Cabane, autorka książki „Mit charyzmy” składa się ona z trzech elementów: obecności, wizji i ciepła.

1. Obecność

Na pozór prosty, ale ostatecznie wymagający element. Określa on osobę, która w kontakcie z drugim człowiekiem, jest cały czas obecna i skupiona na nim. Nie sprowadza się to tylko do braku tak powszechnej dziś i denerwującej zabawy swoim telefonem.

Bazuje natomiast na głębokim zanurzeniu w ten kontakt i nie uciekaniu myślami do innych spraw. Dzięki temu otwieramy się na drugiego człowieka i rodzi się w nas naturalna ciekawość drugiej osoby. Tym zachowaniem z pewnością wyróżnimy się spośród innych i zapadniemy w pamięć naszemu rozmówcy.

Często zresztą słyszę też o tym od moich klientów, którzy z zaskoczeniem stwierdzają, że już dawno nikt nie poświecił im tyle czasu i uwagi jakiej doświadczyli podczas naszego spotkania. Skupienie na kliencie jest naturalne dla coaching. Zapewniam jednak, że jest równie przydatne w życiu codziennym.

Kiedy Ty ostatnio czułeś/czułaś się tak zaopiekowany/zaopiekowana w rozmowie z drugą osobą?

2. Wizja (pewność działania)

Czasami ten element bywa określany też jako „moc”, która bije od drugiej osoby. Tymczasem jest to po prostu głęboka wiara lub przekonanie w to co dana osoba robi lub do czego dąży.

W jej języku nie znajdziesz tzw. „zwrotów chybotliwych” wskazujących na brak pewności siebie. Np. „myślę, że chciałabym”, „zastanawiam się nad tym czy…”, „może zrobię to w przyszłym roku”. Ich miejsce zajmą silne i proaktywne sformułowania typu „moim celem jest”,  „mam już plan osiągnięcia…”, „działam aktywnie w kierunku”.

Zwróć uwagę jak zupełnie inaczej słucha się takiego języka. Co więcej „energetyczność” tych słów często rzutuje też na energię bijąca z postawy ciała takiej osoby.

3. Ciepło

To nic innego jak otwartość na innych i bezinteresowna przychylność dla nich. Nie podszyte żadną zazdrością, zawiścią czy ochotą ściągnięcia innych w dół. To czystej wody życzliwość, poparta docenieniem, dobrym słowem i życzeniem udanego życia dla drugiej osoby.

Czyż nie byłoby przyjemnie spędzić kilku chwil w towarzystwie kogoś takiego?

Krótki poradnik efektywnej pracy z pomysłami

Sporo moich klientów, z którymi mam okazje współpracować ma wiele różnych pomysłów. Mówią mi o tym, ale kiedy o nie pytam, nie łatwo im je sobie przypomnieć. Inni mają je nawet spisane, ale kiedy zaczynamy o nich rozmawiać, już nie bardzo pamiętają czemu je zapisali. Pomysł to często chwilowy przebłysk, nagła inspiracja lub ulotny wytwór kreatywności. Niezaopiekowany znika w czeluściach pamięci lub rozpływa się w czasie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pomysł - działanie - plan - realizacja
Photo by Dose Media on Unsplash

1. Zapisz nim zniknie

Z pomysłami jest jak ze snami. Budzisz się i pamiętasz co Ci się śniło, jednak po godzinie już często nie możesz sobie przypomnieć o czym był ten sen. Pomysł niezapisany potrafi wyparować z naszej głowy w oka mgnieniu.

Wystarczy, że coś Cię rozproszy, że zajmiesz się jakimś zadaniem lub odpowiesz komuś na jakieś pytanie. Chcesz wrócić do pomysłu, a tu klops – nie pamiętasz co nim było. Czasami po chwili siłowania z pamięcią go odtworzysz. Innym razem pozostaje tylko wkurzająca pustka…

Zatem ustal sobie jedno miejsce na zapisywanie swoich pomysłów. Obojętnie czy to będzie mały notes, kalendarz, dowolna aplikacja w telefonie czy jeszcze inne rozwiązanie. Ważne, aby było ono jedno i zawsze to samo. Dzięki temu nie musisz się zastanawiać gdzie go zapisać.

Jednak sam fakt zapisania nie rozwiązuje problemu. Musisz ustalić też najszybszy możliwy termin kiedy do niego wrócisz i zrobisz pierwszą, szybką weryfikację. Wbij sobie na ten termin przypomnienie.

2. Dokonaj szybkiej weryfikacji

Zawsze kiedy zapisujemy pomysł dokładnie wiemy o co nam chodzi. Kiedy jednak zerkam na jego hasłowo zapisaną wersję po jakimś czasie, istota tego pomysłu może być dla nas niezłą zagadką. Stąd istnieje potrzeba jego szybkiej weryfikacji, która w ciągu 5 minut pozwoli Ci zweryfikować jego sens i nadać mu bardziej pełne znaczenie.

Po prostu przepuść ten pomysł przez trzy podstawowe pytania:

  • co?
  • jak?
  • dla kogo?

Już po nich będzie wiedział jak go lepiej zapisać lub czy go przypadkiem nie wywalić.

3. Pogłęb idę

Jeżeli pomysł się ostał nie powinieneś go w tym momencie porzucać, bo stanie się jedynie iluzją. Masz do wykonania jeszcze jeden ważny krok na etapie jego koncepcji. Możesz go zrobić od razu po odpowiedzi na trzy podstawowe pytania lub nieco później tylko nie odkładaj go na niewiadome „kiedyś”. Znowu ustal sobie jakiś termin i zapisz przypomnienie o nim.

Kiedy nadejdzie ten moment pomysł znowu powinien zostać przepuszczony przez trzy kolejne pytania:

  • po co?
  • jak to ma wyglądać?
  • co chcę z nim zrobić w przyszłości?

4. Zaplanuj realizację

Rzecz bardzo istotna, która także często unika naszej uwadze to fakt, że sam pomysł nie jest jeszcze działaniem. To, że go masz nie oznacza jeszcze, że coś osiągnąłeś.

Dopiero kiedy zaczniesz wdrażać go w życie, zweryfikujesz go ostatecznie. Przy czym co ważne, jego realizacja nie musi od razu oznaczać, że wdrażasz go w 100%. Czym większy pomysł, tym więcej przygotowań wymaga.

Masz zatem do wyboru: ustalić kiedy go wdrażasz w życie na 100% lub kiedy wykonujesz pierwszy konkretny krok w ramach przygotowań do jego wdrożenia. Obojętnie co wybierzesz potrzebujesz wyznaczenia konkretnej (jeszcze raz: KONKRETNEJ) daty w kalendarzu. Nie w przyszłym tygodniu, miesiącu lub we wrześniu. Tylko np. 6 września 2020 i pamiętaj ustaw sobie w tym terminie przypomnienie.

Na zakończenie jedna dobra rada:

Wiele osób nigdy nie zaczyna, bo nie może się zdecydować na konkretną datę. Podnoszą argument, że nie mogą jej wskazać, ponieważ nie wiedzą co się do tego czasu wydarzy lub co im jeszcze wpadnie do kalendarza. To zwykła ściema.

Taka data związana z realizacją pomysłu to nie podpisanie cyrografu, a jedynie wyznaczenie punktu w czasie. Jeżeli nie jesteś jego pewien i będzie Ci tak łatwiej umów się sam ze sobą, że to termin roboczy, który będziesz mógł przesunąć jeżeli znajdziesz ku temu uzasadnione powody 😉

Niespełnione marzenia umierają…

To niepozorne i na pozór banalne zdanie, kryje w sobie głęboki przekaz. Zazwyczaj w życiu nasze marzenia odkładamy na później. Na wtedy, kiedy będzie więcej czasu lub pieniędzy. Umyka nam jednak drobny fakt, że później będziemy też prawdopodobnie mieli mniej zdrowia, energii i co najważniejsze zachwytu życiem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - marzenia
Image by Pexels from Pixabay

Duch przygody się wypala

Kiedy jesteśmy młodzi i lekko beztroscy planujemy swoje życie z rozmachem. Chcemy przeżyć je na pełnym gazie i w pełni intensywnie. Pragniemy odkrywać to co nowe, nieznane i pozwalać porywać się naszym fascynacjom.

Niektórzy powiedzą, że to nieroztropne i nierozważne. Być może. Jednak po latach, to właśnie wspomnienia tych przygód są najintensywniejsze i najmocniej naładowane emocjonalną życiową esencją. To właśnie też one są w stanie poderwać nas w przyszłości do „życia”. Do przebicie balonu codziennej rutyny. Do wygrzebania się z pod sterty zobowiązań. Do chwilowego odłączenia autopilota i chwycenia steru życie w swoje ręce.

Bo tak to już bywa, że jak raz kiedyś poczujemy wiatr znad morza na swojej twarzy to zawsze będziemy go pamiętać. Jak wdrapiemy się na jakiś szczyt i zobaczymy widok zapierający dech w płucach, na zawsze zapamiętamy jak to jest tego doświadczać. Jak skoczymy odważnie w przepaść nieznanego, to w przyszłości będzie nam łatwiej robić wielkie życiowe kroki, bo już wiemy, że sobie poradzimy. Że strach ma wielkie oczy, a rzeczywistość bywa dużo mniej straszna, ale zarazem fascynująca.

Czemu to takie ważne, bo z wiekiem nasz wewnętrzny duch przygody się wypala. Traci energię i zapał, aż wreszcie niepodsycany regularnie wygaśnie całkowicie. My natomiast zmienimy się w życiowe zombie, na stale podłączone do ekranów telewizorów i fascynujące się fascynującym życiem serialowych bohaterów.

Marzenia mają termin przydatności do użycia

Wielu z nas o tym nie wie i potem przeżywa rozczarowanie. Nawet gdyby w przyszłości udało nam się dysponować odpowiednią ilością czasu, pieniędzy, zdrowia i energii, może się okazać, że nasze marzenie już nas nie kręci. W sumie to nawet nie pamiętamy, czemu naszym marzeniem było.

Dziś wielu ludzi potrafi powiedzieć o tym jakie chcieliby mieć życie, ale zapytanych o 5 swoich największych marzeń milknie z zakłopotaniem. Dzieje się tak, bo „ogrody marzeń” zakładamy w młodości. Dotrwać do późnego wieku mogę jedynie wtedy, kiedy je odpowiednio pielęgnujemy i dbamy o nie.

Marzenia, niczym kwiaty kiełkują, wzrastają, rozkwitają i następnie gasną. Każdy czas w naszym życiu ma swoje własne marzenia, kiedy czas mija umierają także i one. Ważne jest zatem to, aby je pielęgnować i w odpowiednim czasie zrywać. Nie tylko dla własnej satysfakcji, ale również po to, aby zrobić miejsce na nowe. Zbyt wiele ogrodów marzeń, zbyt wielu ludzi przypomina dziś cmentarzyska zasuszonych kwiatów, na których już nic nie rośnie.

Obudź ducha, zasiej marzenia

Rozpoczął się właśnie kolejny miesiąc wakacji. Kolejny miesiąc pełen słońca, którego promienie mogą jeszcze dotrzeć do naszego wnętrza i rozpalić w nas ducha przygody.

Nie musi być wielki i spektakularny. Wystarczy na początek, że się przebudzi i pozwoli nam zrobić coś niecodziennego. Kiedy już zrobimy pierwszy krok, przypomni nam się jak smakuje życie. Jak w naszym ciele wibruje zachwyt i przygoda. Potem już tylko będziemy chcieli tego więcej i więcej.

Nawet się nie spostrzeżemy kiedy któregoś dnia, starość zastanie nas w naszym ogrodzie marzeń i to w momencie, w którym właśnie zasadzimy nowe nasiona przygody. Takiej starości życzę sobie i wam.

Komu oddałeś władzę nad swoim życiem?

Ursula K. Le Guin znana amerykańska pisarka SF w jednej ze swoich powieści stworzyła zasadę, że ten kto zna prawdziwe imię drugiej osoby, może przejąć nad nią władzę. Stąd tak ważne było, żeby nikomu swojego prawdziwego imienia nie zdradzać. Czasami przypominam sobie tę opowieść, kiedy spotykam klientów niezadowolonych ze swojego życia lub w ogóle energii życiowej pozbawionych, za to z listą osób, które są za ten stan według nich odpowiedzialne.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wolność - odpowiedzialność - dojrzałość
Image by Лечение наркомании from Pixabay

Już dawno temu nauczyłem się, że jeśli czegoś nie cierpisz i uprzykrza lub rujnuje Ci to życie, a ciągle się tego trzymasz oznacza to, że czerpiesz z tego układy jakiś zysk. Dla wielu osób jest to zaskakujący wniosek. Co więcej, często gwałtownie przeciwko niemu oponują. Ja jednak zawsze z całkowitym spokojem odpowiadam: skoro nic nie zyskujesz, a tylko tracisz to puść tę relację, zakończ związek, wyjdź z tego przeklętego układu lub zależności. Wtedy okazuje się, że to niemożliwe bo….

To co jest, zwalnia mnie z działania

Skoro moja sytuacja jest taka trudna i skomplikowana, jestem nią przybity/przybita. Chodzę więc po świecie, szukając osoby która mnie uratuje. Szukam tych, którzy mają duże pokłady energii i mogę się pod nią podpiąć, aby na niej żerować. Nierzadko spodziewam się specjalnego/pobłażliwego traktowania, no bo przecież tak mi ciężko.

Łatwo takie osoby rozpoznać po tym z  jak z wielkim oporem, a czasami buntem lub histerią reagują na propozycje rozwiązania ich sytuacji. Mówisz zrób to lub tamto. Podejmij działanie, a ja Ci pomogę. W odpowiedzi słyszysz, że nie masz pojęcia jakie to trudne. Oczekujesz niemożliwego, a tak w ogóle to niczego nie rozumiesz, nic nie wiesz i jesteś nieempatycznym człowiekiem.

Wizja działania jest odbierana przez te osoby jako zagrożenie. Zagrożenie, że ta „straszna” sytuacja, w której tak dobrze się odnajdują, w której umościły sobie tak wygodne miejsce i na której zbudowały swoją legendę może się zmienić.

Musiałyby dorosną

Wiele razy już słyszałem, jak to ktoś sobie nie radzi, bo miał trudne dzieciństwo. Z pewnością bywają tak traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, że aby jakoś się z nich wykaraskać potrzebna jest pomoc psychoterapeuty lub innego specjalisty. Jednak często nie są to tak dotkliwe rany i można je w miarę prosto zaleczyć. Warunek główny takiego uleczenia, to przestać grzebać w ranie i dać się jej zabliźnić.

Czasami pytam trzydziestoparoletnie osoby, czy są dorosłe. To ważne pytanie, bo jako dorośli mogą sami decydować o swoim życiu. Nie zmienią swojego dzieciństwa, ale mają wpływ na swoją przyszłość. Mogą też zdecydować co ze swoim dzieciństwem zrobić. Stworzyć dla niego ołtarzyk w swoim życiu i co dnia padać przed nim na kolana rozpaczając jak ono zrujnowało ich całe życie. Mogą też spojrzeć na nie z dystansu i zatrzasnąć za nim drzwi, otwierając nowy rozdział w swoim życiu, którego będą autorem. Możecie mi wierzyć lub nie, ale kiedy taka decyzja zapadnie, tworzą najczęściej niesamowite życie. Przeciwności w dzieciństwie uczą nas bowiem odporności. Czynią nas bardziej odpornymi na przeciwności i dodają determinacji w pokonywaniu przeszkód. Trzeba tylko powiedzieć: „Tak, jestem dorosły” i sam decyduje co dalej.

Konieczne byłoby uznanie, że świat nie jest idealny

A życie to nie bajka. Wbrew pozorom są takie osoby które tego nie wiedzą. Opowiadają jak strasznie jest w ich pracy, podczas gdy w innych firmach jest tak fajnie. Żalą się, że nie znają języków obcych, bo nie miały nauczycieli, którzy rozpaliliby w nich pasję do nauki. Uważają, że tylko one pracują przy projektach, które nie są realizowane na czas i zgodnie z harmonogramem, no przecież wszystkie inne są. Mają wyjątkowego pecha do partnerów życiowych pełnych niedoskonałości, podczas gdy innym trafiają się niemal ideały. No i jeszcze jedno – nigdy niczego nie wygrały w konkursach, bo tak już ich życiowy pech.

Proszę zawsze wtedy, aby podały nazwę takiej idealnej firmy, w której tak świetnie się pracuje. Wskazały imię osoby której trafił się nauczyciela, który rozbudził w niej pasję do nauki języka. Podały nazwę projektu, który zakończył się o czasie i bez problemów. Wskazały życiowego wybrańca, któremu trafił się idealny pod każdym względem życiowy partner lub partnerka. Wreszcie proszę o wymienienie imion bliskich, którzy coś wygrali w konkursach. Najczęściej w odpowiedzi na te pytania słyszę… ciszę.

Zadaję więc pytanie: „Skąd wiesz, że taki idealny świat, w którym wszystko samo i zawsze dobrze się dzieje w ogóle istnieje?”. Tutaj też najczęściej powietrze przenika dźwięcząca cisza.

Wszystko sprowadza się do „odpowiedzialności”

W każdym z powyższych przypadków, tego czego zabrakło to wzięcie odpowiedzialności za swoje życie we własne ręce. Decyzja taka nie jest prosta i nierzadko wzbudza w ludziach lęk, ale raz podjęta potrafi ich napędzać całe życie. Nie gwarantuje jednak, że zawsze będzie prosto i łatwo – taka jest bowiem egzystencja, a nie życie.

Nawiązując do pomysłu Ursuli K. Le Guin, skoro wychodzisz na środek miasta i wykrzykujesz na głos swoje prawdziwe imię, to nie miej pretensji do losu, że potem wszyscy mają nad Tobą kontrolę. W prawdziwym świecie Twoje „prawdziwe imię” to Twoje życie.

Prosty przepis na nieszczęście – nigdy tak nie postępuj!

Chciałbym mieć szczęśliwe życie. Szukam pracy, która daje satysfakcję. Chciałbym być dobry w danej dziedzinie. Czy to nie piękne marzenia? Może i piękne, ale też bardzo zgubne. Potrafią unieszczęśliwić na całe życie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szczęśliwe życie - satysfakcja z pracy - spełnienie
Image by Thanks for your Like • donations welcome from Pixabay

Chaos nieprecyzyjności

Kiedy nie wiem czego tak naprawdę chcę, zawsze będzie mi mało. Zawsze będzie mi towarzyszyć uczycie niespełnienia i niedosytu. Czemu tak? Bo nie mam „punktu”, do którego dążę i który mogę osiągnąć.

Nie jestem nieszczęśliwą osobą, ale nie czuję się w pełni szczęśliwy/szczęśliwa. To nierzadkie stwierdzenie moich klientów.  Pytam wtedy, czego Ci brakuje do stanu szczęścia… i tu zaczyna się problem. Najpierw pada kilka ogólników, które potrzebują doprecyzowania. Potem jest zwykle trochę ciszy i stwierdzenie „chyba mówię chaotycznie”.

Z satysfakcjonującą pracą nie jest lepiej. Czasami zaczyna się od potrzeby fajniejszego szefa. Czasami od niedookreślonego celu pracy, a bywa i tak, że od braku rozwijających zadań. Czym bardziej doprecyzowuję, tym lista powodów i oczekiwań się zwiększa. Potem już nie wiadomo, co jest w sumie ważniejsze. Wszystko się miesza i zaczyna być chaotyczne.

„Zabójczość” prostego pytania

Skąd ten problem. Kiedy nie wiem czego konkretnie chcę, nie wiem też czego mi konkretnie brakuje. Zadaję więc sobie pytanie: „Czemu nie jestem szczęśliwy/usatysfakcjonowany/lub wystarczająco dobry?”. Skoro pytam – to mój mózg odpowiada, bo tak jest skonstruowany. Zawsze szuka prostej i szybkiej odpowiedzi, a one w tej sytuacji mogą być tylko dwie:

– bo jestem niewystarczająco dobry,

– bo oni lub świat są przeciwko mnie.

Przebiegłość tej odpowiedzi polega na tym, że ciężko ją podważyć. Jednocześnie jednak nie daj nam ona żadnej wskazówki na to co robić. Z pewnością jednak obciąża naszą psychikę i pcha nas ku niezadowoleniu.

Odpowiedź leży w doprecyzowaniu

Chociaż to nie proste zadanie, aby być szczęśliwym/usatysfakcjonowanym/lub wystarczająco dobrym należy najpierw odpowiedzieć na to, co dany termin dla mnie oznacza. Np. czego do szczęścia potrzebuję i po czym poznam, że je osiągnę. Kiedy w życiu byłem naprawdę szczęśliwy i z czym ten moment się wiązał. Co było kluczem do mojego szczęścia, w tamtej chwili.

Kiedy pytamy o przykładowe szczęście, ważne jest aby pytać o nie w tej chwili lub niedalekiej przyszłości, a nie w całym życiu. W takiej sytuacji przytłoczy nas ogrom wizji i ciężko będzie znaleźć odpowiedź. Pomijając już fakt, że nasze postrzeganie szczęścia może się zmieniać w czasie wraz z nabywaniem nowych doświadczeń życiowych i zmian zachodzących w naszym otoczeniu. Warto o tym pamiętać, bo część z nas nie daje sobie na tę zmianę przyzwolenia i próbuje budować definicje na całe życie.


Ćwiczenie na wiecznie nieosiąganie celu

Mam takie własne ćwiczenie dla klientów, którzy chcą być dobrzy w swojej pracy, ale nie wiedzą co to do końca znaczy. Proszę ich, aby poszli na długi spacer.

Nie fizycznie, ale mentalnie. Żeby wyobrazili sobie, że na niego idą z myślą, że następnego dnia odpytam ich o ten spacer i oto czy był faktycznie długi. Proszę, aby podali mi precyzyjnie moment kiedy go zakończą.

Większość z nich się obrusza i pyta co to znaczy dla mnie długi. Odpowiadam, że im nie powiem, ale moje oczekiwania nadal pozostaje takie samo. Czasami więc mówią, że długi to będzie taki godzinny. Czasami odpowiadają, że skończą np. po 5 kilometrach.

Wtedy zawsze dopytuję, czy następnego dnia bez wahania wskażesz mi ten moment jako koniec długiego spaceru. Czy jesteś tego pewien/pewna? W reakcji na to pytanie często deklarują, że jednak pójdą trochę dalej albo trochę dłużej.

Niestety tak samo dzieje się z ich karierę kiedy nie określili wcześniej co to znaczy być dobrym/dobrą w swojej pracy. Kiedy już prawie zbliżają się do tego momentu i mają stanąć w prawdzie, podejmują decyzję o przesunięciu swojego celu dalej. Potem zrobią to ponownie, ponownie i jeszcze ponownie, aż całkowicie stracą serce do pracy, w której nigdy nie mogą stać się wystarczająco dobrzy.

Sympatyczność – zagubiona moc ludzi

Zrobiłem ostatnio pewien eksperyment. Wybrałem kilka osób, które funkcjonują w świadomości społecznej – czasami dość szerokiej, a czasami nieco węższej – które mnie z jakiś powodów przyciągają do siebie. Czasami mnie ciekawią, czasami inspirują, a już z pewnością obcowanie z ich aktywnością powoduje u mnie pozytywne wibracje. Następnie postawiłem pytanie, co jest cechą je łączącą, która powoduje tak pozytywne nastawienia z mojej strony. Odpowiedź była tak oczywista, że wręcz niedostrzegalna. Szukałem cechy wyjątkowej, a tymczasem…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - sympatyczność – być sympatycznym – bycie sympatycznym
Photo by Nick Page on Unsplash

1. Autentyczność

Dla jasności wśród wybranych osób nie było celebrytów, aktorów czy polityków (choć jeden, miałby duże szanse się załapać). Chciałem z definicji uniknąć ludzi zakładających na co dzień nierzeczywiste maski, grających pod kamerę i publikę. Zrozumiałem więc, że z pewnością jednym z istotnych czynników jest autentyczność. Niemniej jednak znam sporo autentycznych osób, z którymi mimo wszystko mi nie po drodze.

2. Pasja – ale taka wręcz organiczna, która wibruje w człowieku

Kolejne czego się chwyciłem to pasja, ale lepszym sformułowaniem byłoby chyba autentyczne zaangażowanie połączone z chęcią dzielenia się tym co robią. Jednak warunkiem dodatkowym był tutaj brak nachalności w tym dzieleniu, a już warunkiem koniecznym brak napuszenia i mesjanizmu w przekazie. Znowu jednak znalazłem parę osób, które przejawiały tę cechę, a mimo wszystko jakoś nie czułem tych dobrych wibracji płynących z ich strony.

3. Dystans do siebie – czyli brak przysłowiowego kija w wiadomym miejscu

Kiedy już myślałem, że jestem blisko odkrycia zagadki i niemal z triumfem chciałem obwieszczać, iż kluczem jest dystans do samego siebie. Czyli traktowanie siebie bez zbędnej powagi i namaszczenia oraz bez strachliwego oglądania się na to co ludzie powiedzą. Skojarzyłem jedną osobę, która jest i autentyczna, i ma pasje do tego co robi oraz spory dystans do oceny innych ludzi a mimo wszystko w naszych relacjach coś zgrzyta.

4. Sympatyczność – ukryta moc

Czasami, kiedy długo nad czymś myślę i mam wrażenie, że mogłem zgubić odpowiedni dystans do sprawy lubię się poradzić innych. Tak też zrobiłem i tym razem. Kiedy w temat wtajemniczyłem moją „drugą połowę” i wymieniłem krótką listę osób, o których myślę odpowiedź była natychmiastowa: „Przecież to oczywiste – oni wszyscy są sympatyczni!” i to był strzał w dziesiątkę.

Tak więc przepis na przyciąganie innych dobrymi wibracjami i pozytywnością to moim zdaniem mix co najmniej powyższych cech. Jednak tym czynnikiem koniecznym – niemal mitycznym „faktorem X” – jest bycie sympatycznym.

W tej sytuacji nie byłbym sobą, gdybym nie zadał Ci pytania: „Jak sądzisz na ile Ty jesteś sympatyczną osobą i na podstawie czego formułujesz tę ocenę?”

Prze_myślnik #46 – pesymizm i malkontenctwo

Jedną z najtrudniejszych rzeczy w relacjach ze znajomymi bywa gloryfikowanie przez nich beznadziejności swojej sytuacji, kiedy Ty w tej sytuacji widzisz jeszcze wiele potencjału do zmiany. Czym bardziej chcesz tę możliwość im unaocznić, na tym większy opór z ich strony trafiasz.

Najpierw usłyszysz, że Ty ich nie rozumiesz i nie potrafisz się postawić w ich sytuacji. Potem od innych znajomych możesz usłyszeć, że Ci pierwsi twierdzą, że chyba ich nie lubisz, bo podobno ciągle ich atakujesz.

Tak naprawdę zaburzasz ich „święty świat niemocy”. Rozgościli się w nim i zadomowili. Dzięki niemu mogą ciągle narzekać i zyskiwać w ten sposób uwagę innych. Ty ze swoimi pomysłami na zmianę jesteś dla nich zagrożeniem.

Jeszcze w trakcie kursu coachingowego uczono mnie, abym zwracał uwagę na motywację klientów. Uczulano mnie na to, że trafią się tacy, którzy mówiąc o zmianie nie będą jej chcieli. Przyjdą tylko po to, abym był kolejnym specjalistą, który nie poradzi sobie z ich „trudną” sytuacją i stanie się żywym dowodem na beznadziejność ich żywota.

Choć początkowo myślałem, że to przesadna ostrożność, dziś mam kilka takich przykładów ze swojej praktyki. Zawsze wtedy po pierwszy spotkaniu mówię im, że nie czuję u nich chęci zmiany, ale być może się mylę. Nie umawiam się na kolejne spotkanie, tylko proszę, aby wrócili do domu i na spokojnie przemyśleli tę kwestię. Jeżeli faktycznie poczują, że chcą zmiany proszę by zadzwonili i wtedy z chęcią się z nimi umówię na kolejne spotkanie. Żaden z nich, już więcej nie zadzwonił…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pesymizm i malkontenctwo

Na tropach życiowej satysfakcji

Ludzie szukają w życiu różnych rzeczy: szczęścia, bogactwa i co szczególnie częste poczucia bezpieczeństwa. Bywają też tacy, którzy marzą o sukcesie lub rozglądają się tęsknie za uczuciem życiowej satysfakcji.

Każde z nich dla każdego z nas może znaczyć zupełnie coś innego. Praktycznie każde z nich nie jest stałe i zarazem jest względne. Jednak poczucie satysfakcji z życia jest chyba najbardziej przewrotnym z wyżej wymienionych.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - satysfakcja z życia
Image by successdhamala from Pixabay

Satysfakcja z życia, w życiu – czy jeszcze inaczej?

Często możemy usłyszeć twierdzenia: „moje życie nie jest satysfakcjonujące” lub „szukam satysfakcji w życiu”. Pytanie jednak, czy na pewno to życie ma być satysfakcjonujące, czy też nasze działania. Czy powinniśmy szukać satysfakcji w życiu, czy w nas samych?

Po pierwsze, uczucie satysfakcji nie pochodzi z życia, tylko z naszego wnętrza. Zatem szukanie go na zewnątrz, czy też obarczanie życia za to, że nie jest nam satysfakcjonująco dobrze to zupełnie błędny kierunek. 

Po drugie, często używamy stwierdzenia „satysfakcja z życia” zupełnie nie zastanawiając się co ono faktycznie oznacza. Zatem nie wiedząc do końca czego szukamy, nie mamy szansy tego znaleźć. Chociażby z tego powodu, że jak nawet na tę mityczną satysfakcję trafimy, to jej nawet nie rozpoznamy.

Satysfakcja – czyli co?

Tutaj z dużą pomocą przychodzi nam definicja satysfakcji, o ile oczywiście wpadliśmy wcześniej na to, aby ją w ogóle sprawdzić. Ta, którą ja szczególnie polecam pochodzi z Wielkiego słownika języka polskiego i brzmi:

Satysfakcja – stan psychiczny, jakiego doznaje osoba, która osiągnęła coś, na czym jej zależało.

Prosta? No prosta, ale czy na pewno?

Z jednaj strony wprost definiuje, że to stan psychiczny doznawany przez osobę i tym samym wyklucza „życie” z udziału w satysfakcji, bo życie to nie osoba.

Z drugiej strony zawiera w sobie jedną istotną pułapkę. Spora część osób, nigdy nie zastanowiła się na czym im tak naprawdę w życiu zależy. Z tego też powodu nie mogą oni osiągną poczucia zadowolenia z osiągnięcia tego na czym im zależało, czyli nie doświadczają uczucia satysfakcji.

Na czym Ci w życiu zależy?

Idąc tropem definicji „satysfakcji” powyższe pytanie staje się pytaniem kluczowym. Można się jednak domyślać najczęstszych stwierdzeń jakie się pojawią w odpowiedzi na nie. Będą to między innymi: „szczęście”, „zdrowie”, „bezpieczeństwo”, „rodzina”, „sukces”, „sława” i „pieniądze”.

Ja jednak zarykuję tezę, że żadne z nich nie jest prawdziwe. To są z pewnością ważne cele, do których możemy dążyć. Jednak tak naprawdę, to na czym nam w życiu zależy, to na poczuciu „że żyjemy”, a doświadczamy go, kiedy doświadczamy emocji. Oczywiście, najlepiej tych pozytywnych.

Satysfakcja w zasięgu ręki

Powyższe stanowi istotną wskazówkę do poczucia naszego zadowolenia z życia. Ważnym jest, żeby tak je planować, aby zapewnić sobie odpowiednią dawkę ekscytacji. Doświadczać czegoś nowego, odkrywać niepoznane jeszcze miejsca i dziedziny życia, a także przełamywać codzienne schematy. Ostatecznie dawka niepewności także może być ekscytująca.

Najważniejszym jednak jest to, aby nie popaść w życiową stagnację, bo jak mawiają niektórzy to „śmierć jeszcze za życia”.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close