Rafał Markiewicz

Blog

Prze_myślnik #50 – bądź prawdziwy

Czy zastanawiałeś się kiedyś ile w Tobie jest Ciebie, a ile to role, obrazy i zachowania wynikające z wtłoczenia Cię w pewne społeczne schematy. Czy pomyślałeś ile głoszonych przez Ciebie przekonań i poglądów to tylko kalki opinii innych. Pytam o to, bo wielu moich klientów przychodzi do mnie z wyobrażeniem jacy powinni być i wewnętrznym rozczarowaniem z powodu tego jak daleko według nich odbiegają od właściwego wzorca. A co jeśli takiego idealnego wzorca nie ma?

Każdy z nas jest inny i dorastał/tworzył się w innych okolicznościach. Jako dzieci jesteśmy początkowo niezależni. Potem szkoły odzierają nas z naszej indywidualności i próbują wtłoczyć w jeden z góry określony model funkcjonowania. Z czasem poszukując przynależności do różnych grup zaczynamy naśladować zachowania i poglądy ich członków. Do tego dochodzi presja social mediów i kreowanych tam, jakże często dalekich od rzeczywistości, obrazów życia naszych znajomych lub celebrytów.

Według mnie człowiek staje się prawdziwy dopiero wtedy, kiedy jest w stanie stanąć ze sobą twarzą w twarz. Kiedy jest w stanie zanegować pewne społeczne oczekiwania i dać sobie prawo do odmienności poglądów i zachowań. Najważniejsze jest jednak, aby kiedykolwiek zatrzymał się i zadał sobie trzy pytania:

  1. Kim jestem? (nie jaką rolę pełnię – np. brata, ojca itd.)
  2. Jaki jestem?
  3. Kim i jaki chcę być? (nie jakim chcę, aby mnie widzieli)

Szczera odpowiedź na te trzy pytania pozwala nam często dotrzeć do naszego wewnętrznego Ja. Zrozumieć, że nie jesteśmy ideałem, ale żyjącym człowiekiem. Człowiekiem, który ma swoje określone cechy, predyspozycje i ograniczenia. Kiedy je zrozumiemy i zaakceptujemy osiągniemy wewnętrzny spokój i pewność siebie. To one pozwolą nam w przyszłości wchodzić świadomie, odpowiedzialnie i bez lęku w nowe role i relacje. Co jednak ważne, będzie to wejście na własnych, zgodnych z nami zasadach.

Często, aby dojść do takiej świadomości musimy wpierw zmierzyć się z różnymi wyzwaniami i trudnymi życiowo sytuacjami. Pozwalają nam one lepiej poznać siebie i zobaczyć jak rzeczywiście na nie reagujemy i sobie z nimi radzimy. Obdzierają nas wtedy one z wydumanych wyobrażeń o nas samych i odkrywają to co prawdziwe. Jak twierdzi Zamszowy Koń po prostu musimy „wykochać się z życiem”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - bądź prawdziwy

Konflikty, spór, awantura – przydatne podejścia

Sytuacje, w których zderzają się ze sobą osoby o różnych podejściach, poglądach czy interesach są czymś naturalnym zarówno w środowisku zawodowym, jak i życiu prywatnym. Niejednokrotnie zacietrzewieni w tym starciu idziemy o krok za daleko i wpędzamy się w sytuacje, z których niema dobrego (bezbolesnego) wyjścia.

Obecna koronawirusowa rzeczywistość tylko dokłada nam stresu, niepewności i nerwów. Zatem aż się prosi, aby konflikty wybuchały jeden po drugim.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - konflikt - konflikty - spór - awantura
Image by kalhh from Pixabay

Sprawa podstawowa i najważniejsza – nie ma złotego środka na konflikty. Każdy, który wybucha ma inny kontekst, przebieg i uczestników o różnej konstrukcji psychicznej.  Propozycje, które opiszę w tym artykule są jednymi z wielu istniejących. Wybrałem je, bo na moim oraz moich klientów przykładzie udowodniły swoją skuteczność.

Fiszka decyzyjna

To moja autorska technika, która pomaga w sytuacji, w której jesteśmy w trakcie konfliktu, ale nie w samym ogniu walki. Jest skuteczna do ochłodzenia rozpalonej głowy i zracjonalizowania podejścia do sprawy. Doskonała do zastosowania, kiedy niemiło zakończyliśmy jedno spotkanie i czeka nas kolejne, aby rozwiązać konflikt.

Nazwałem ją „decyzyjną”, bo pomaga podjąć właściwą decyzję odnośnie dalszego zachowania w konflikcie.

Uwzględnia ona fakt, że często w sytuacjach konfliktowych gubimy z pola widzenia merytoryczne informacje oraz nadrzędne cele. Zaczynamy za to skupiać się na ambicjonalnym udowodnieniu swojej racji. Karmiąc w ten sposób nasze łapczywe uwagi ego.

„Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – Leonia Pawlak podając granat swojemu jadącemu do sądu synowi.
film: „Sami swoi”

Fiszka decyzyjna jest bardzo prosta do zrobienia. Wystarczy kawałek kartki i coś do pisania. Dzielisz ja na trzy części według poniższego schematu i uzupełniasz zgodnie z opisem.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - fiszka decyzyjna -konflikt
Fiszka decyzyjna – obszar zawodowy
Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - fiszka decyzyjna - konflikt
Fiszka decyzyjna – obszar prywatny

Zapisz precyzyjnie o załatwienie/uzyskanie czego Ci chodzi. To powinna być krótka i konkretna informacja.

W przypadku konfliktu zawodowego wypisz argumenty faktycznie ważne z punktu widzenia Twojej firmy, zespołu, biznesu lub innego celu nadrzędnego. W życiu prywatnym te argumenty będą dotyczyły rodziny lub związku.

Każdy pozostały argument, który przychodzi Ci do głowy, ale nie pasuje do pierwszej kolumny, z dużym prawdopodobieństwem będzie dotyczył ego. Choć może na początku nie będzie Ci łatwo to przyznać.

Po wypełnieniu fiszki zastanów się jak chcesz teraz rozwiązać ten konflikt.

Przezroczystość

To technika, która działa w ogniu konfliktu. Jednak jeśli nie masz w niej wprawy zadziała tylko wtedy, gdy pomyślisz o jej wykorzystaniu jeszcze przed konfliktowym momentem.

Ja np. używałem jej w relacjach z chamskim i nieszanującym ludzi wiceprezesem. Kiedy miałem z nim spotkanie zawsze nastawiałem się na skorzystanie z tej techniki już przed nimi. Wchodziłem więc na nie mentalnie przezroczysty.

Jeżeli widziałeś kiedyś na filmach jaki efekt daje rzucanie w duchy meblami to właśnie o to chodzi. Meble przelatują przez duchy nic im nie robiąc. To samo powinno dotyczyć złych słów, kierowanych do Ciebie. Niech przelecą przez Ciebie, a Ty wychwyć z nich tylko istotę sprawy. „Kiedy wy ku* wa Markiewicz przestaniecie się wreszcie pierd…ć z tą sprawą” = wiceprezes pyta o termin zakończenia zadania.  W takiej sytuacji już znacznie łatwiej odpowiedzieć: „zgodnie z planem, 26 listopada” 😉

Brzytwa Hanlona

To nazwa jednej z metodologicznych reguł w nauce, która sprawdzi się doskonale w trakcie spotkania, podczas którego zaczynasz się irytować. Najczęściej zakładamy wtedy, że druga strona działa złośliwie. Tymczasem wpierw powinniśmy wykluczyć inny powód.

Mówi o nim właśnie brzytwa Hanlona: „Nie domniemywaj złej woli, jeśli rzecz daje się zadowalająco wyjaśnić głupotą.”

Ryzyko – przyprawa życia

Wiele razy na łamach mojego bloga uczulałem na fakt, że dążenie do uzyskania stanu całkowitego poczucia spokoju i bezpieczeństwa jest tylko na pozór idealnym celem. Finalnie okazuje się najczęściej ślepą uliczką. Prowadzi do marazmu, unikania tego co nowe i swoistego życiowego zastoju.

Kilkanaście dni temu w książce Małgorzaty Żukowskiej „Coaching to nie hobby” trafiłem na genialne stwierdzenie: „Ryzyko. The spice of life – przyprawa życia. Nadaje życiu smak, ostrość”. Nie potrafiłbym chyba bardziej klarownie i esencjonalnie tego sformułować.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - ryzyko - smak życia
Image by Barbara Rosner from Pixabay

Ryzykuj – przyprawiaj. Niech Twoje życie ma smak.

Chyba każdy z nas trafił w swoim życiu na niedoprawioną potrawę. Niby czujesz, że ją jesz. Niby zaspokaja ona głód i dostarcza energii. Jednak z tego jedzenia nie masz żadnej przyjemności. Jeżeli taka sytuacja będzie się powtarzać, jedzenie przybierze formę jedynie mechanicznego obowiązku na myśl, o którym robi Ci się niedobrze.

Powyższy opis pasuje doskonale do sytuacji zawodowej niektórych z nas. Być może niektórzy byli nawet na początku zachwyceni faktem, że w swojej pracy będą mieli niezbyt skomplikowane zadania i prawie zerową odpowiedzialność. Szczególnie fajne może się to zdawać na starcie. Z jednej strony jeszcze się uczymy i wszystko wydaje nam się nowe. Z drugiej mamy wizję bezpiecznego miejsca pracy.  Najczęściej jednak już po paru miesiącach na myśl o porannej pobudce i wyjściu do takiej pracy robi nam się niedobrze.

Podobnie jest z życiem niektórych z nas. Praca, powrót do domu, czas przed telewizorem, spanie. Kolejnego dnia, powtórka z rozrywki. Zero dodatkowych aktywności, zero wyjścia gdzie z domu, zero nauki nowych umiejętności. W tym przypadku życie zaczyna przypominać posiłki bez smaku. Wcześniej czy później zobaczymy wszystkie filmy i seriale oraz przećwiczymy już wszystkie możliwe pozycje na kanapie i fotelach.

Istnieje wiele możliwości, aby „przyprawiać” swoje życie zawodowe lub prywatne. Wymaga to tylko wyjścia poza utarte szlaki i podjęcia ryzyka czegoś nowego.

Warto przy tym pamiętać, że kiedy jesteśmy w sytuacji, w której naprawdę zdaje się, że nie możemy nic zrobić zawsze możemy przygotowywać się już teraz na przyszłość. Tak zrobił Nelson Mandela, który w więzieniu spędził prawie 30 lat. Na pytanie jak te wszystkie lata przetrwał. Odpowiedział, ja nie próbowałem przetrwać, ja się cały czas przygotowywałem.

Kolekcjonerzy przepisów – nie bądź jak oni

Zapewne znasz takie osoby – albo i sam do nich należysz – które mają w domu półki pełne książek z kucharskimi przepisami. Co więcej, czasami biorą je do ręki i przeglądają piękne zdjęcia potraw myśląc sobie, że kiedyś je zrobią. Jednak pomimo upływu czasu plany te pozostają jedynie w sferze marzeń. Co najwyżej księgozbiór wzbogaca się o kolejne kulinarne pozycje z kolejnymi pięknymi zdjęciami.

Wiele osób postępuje podobnie w swoim życiu. Żyją iluzją marzeń i nigdy nierealizowanych planów. Co jakiś czas na mojej kanapie siada klient, który z rumieńcami na twarzy opowiada jaki jest kreatywny i twórczy. Dowodem na to są dziesiątki pomysłów odnośnie tego co mógłby robić w życiu, a mimo to czuje się nieszczęśliwy. Kiedy pada pytanie co mógłby zrobić, aby to zmienić. Odpowiadam najczęściej – wybrać jeden lub maksymalnie dwa pomysły i je zrealizować.

Kiedy nie przyprawiać?

Są dwie takie sytuacje w naszym życiu, kiedy powinniśmy uważać z przyprawami.

Pierwsza, kiedy przesadziliśmy z wielkością potraw i ich liczbą. Nasz żołądek miał masę ciężkiej pracy do wykonania i jest teraz obolały. Mocne przyprawy narażą go na zbędne ekscesy i mogą spotęgować problemy.

Druga, kiedy jesteśmy po jakiejś chorobie lub w jej trakcie i lekarz zalecił nam prostą dietę, tak aby dodatkowo nie obciążać organizmu. W tej sytuacji posiłek nie ma być ekscytującym wydarzeniem, a jedynie formą wsparcia organizmu w rekonwalescencji.

Gdyby przełożyć powyższe na życie, napisałbym:

Jeśli miałeś wymagający i wyczerpujący czas w życiu lub trudne przejścia, dokładanie sobie dodatkowego ryzyka i stresu nie jest dobrym pomysłem. To w tym właśnie okresie potrzebujesz chwilowego wyhamowania i poczucia spokoju oraz bezpieczeństwa.

„Prywatny szef” – nowa potrzeba szefów i menedżerów

Jeszcze do niedawna, kiedy ktoś mnie pytał czy jestem osobistym trenerem nieco się obruszałem. Wolałem moją pracę z klientami postrzegać jako ich wsparcie w odkrywaniu nowych dróg i możliwości. Zależało mi, aby ich inspirować i pomagać im odnajdywać odwagę do pójścia wytyczoną ścieżką. Niejednokrotnie też wspólnie z nimi porządkowaliśmy chaos panujący w ich życiu czy też biznesowych aktywnościach. Oczywiście godziłem się być także sekundantem ich działań i „kontrolerem” realizacji ustalonych planów. Jednak od czasu koronawirusowej pandemii coraz więcej moich klientów będących menedżerami i właścicielami firmy prosi mnie wprost „bądź moim prywatnym szefem”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szef - menedżer - właściciel - home office
Image by Ales Krivec from Pixabay

Przytłumiony rozmach i wyciszona dynamika

Dzisiejsze czasy istotnie podniosły poziom niepewności. Obostrzenia wprowadzane w naszym codziennym życiu w konsekwencji rozprzestrzeniania się COVID-19 wpłynęły na zmniejszenie aktywności wielu z nas. Do tego dochodzi coraz częstsza, o ile nie permanentna praca zdalna.

Te wszystkie czynniki powodują wzrost stresu. Choć rzadko jest to spektakularny skok wzwyż na jego skali, to mamy do czynienia z powolnym i jednostajnym jego nasilaniem. Zazwyczaj w takich sytuacjach pomagały nam nasze relacje społeczne. Spotykając się z innymi mogliśmy powiedzieć im o naszych obawach i wątpliwościach. Mogliśmy się też pozbyć stresu wyśmiewając go podczas wspólnych rozmów czy zabaw. Najważniejsze jednak, że mogliśmy poczuć, że w tym wszystkim nie jesteśmy sami.

Nawet praca, która wielu ludziom wydawała się uciążliwym obowiązkiem, wyciągała nas z domów i wciągała w wir działań. Pozwalała pokonywać kolejne wyzwania. Spotkania z szefami podnosiły nam adrenalinę lub mobilizowały do dociągnięcia zadań do końca. Najważniejsze jednak, że przychodząc do niej zmienialiśmy środowisko i otoczenie.

Teraz dni wielu z nas stały się podobne do siebie. Dynamika działań nieco spowolniła. Nie ma już zmiany środowiska i otoczenia. Dziś niejednokrotnie pracujemy przy tym samym stole przy którym później jemy kolację. Nawet jak my mamy siłę i energię, to nagle okazuje się, że nie mają jej nasi współpracownicy na home office lub klienci. Co więcej, często nam ją nawet odbierają.

Zarządzanie w takich warunkach działem, zespołem czy firmą staje się prawdziwie trudnym zadaniem. Stąd tak wielu zarządzających potrzebuje dziś kogoś, kto zmobilizuje ich do działania. Odrzuci zwykłe wymówki i przysłowiowo „kopnie w tyłek”. Przy czym zrobi to jeszcze zanim spadek formy zauważy szef lub podległy zespół. Często nim zauważy go także nasza rodzina, która mogłaby się zacząć o nas martwić. Oto prawdziwy powód dlaczego dzisiejsi szefowie, zaczynają szukać swoich „prywatnych szefów”.

Czuje zamiast myślę   

Czasami oprócz kogoś, kto zmotywuje ich do działania zarządzający szukają też kogoś, kto pomoże im zdroworozsądkowo i z dystansu spojrzeć na obecną sytuację. Brak rozdzielenia świat prywatnego od zawodowego. Brak zmiany środowiska i otoczenia powodują często trudności w zmianie perspektywy postrzegania danego problemu czy zdarzenia.

Jedną z częstych sytuacji z jakimi mam do czynienia w pracy z moimi klientami jest np. niemoc działania wynikająca z tego, że używają zwrotu „czuję” zamiast „myślę”. No, bo jeśli czujesz „że będzie źle”, czujesz „że to wszystko się źle skończy” to zasadniczo nie można już z tym nic zrobić. Nie można przecież „walczyć” z odczuciami.

Można za to uświadomić komuś, że używa zwrotu „czuję” kiedy chce ukryć fakt, że tak naprawdę myśli lub obawia się, że „będzie źle” lub „coś się źle skończy”. Odczuwać można bowiem jedynie emocje np. takie jak: obawa, strach, lęk, radość czy satysfakcja i trudno z nimi dyskutować.

Z myśleniem za to dyskutować dużo łatwiej. Kiedy ktoś stwierdzi – myślę, że to się źle skończy. Można np. zadać mu pytanie na postawie jakich faktów lub przesłanek tak myśli. Dzięki temu można je zracjonalizować lub obalić. Tak więc rolą „prywatnego szefa” bywa także czasami, wyciągnięcie swojego klienta z otchłani czarnowidztwa.

Prze_myślnik #49 – życie jest sztuką

Dziś dzień, w którym zwykliśmy wspominać tych którzy odeszli. W zabieganiu dni, nagle zwalniamy, zatrzymujemy się i zapalamy świece. Często uciekamy też myślami do chwil spędzonych z tymi, których już nie ma. Nierzadko starając się pamiętać jedynie to co było dobre w tych relacjach. Wybaczamy i odpuszczamy przykre wydarzenia, nietakty i urazy, których doznaliśmy.

Pytanie jednak czemu postępujemy, tak tylko względem już nieobecnych. Czemu nie jesteśmy tacy dla żywych?

Jak pisze Agnieszka Sawicz „Ludzie uczynili ze śmierci sztukę, choć raczej sztuką powinno być życie.” Dopóki on trwa, każdego dnia budzimy się, aby iść do przodu. Napotykać radości, smutki, wyzwania i przeciwności losu. Każdy z nas dźwiga jakiś bagaż doświadczeń, ma jakieś marzenia, jak również sytuacje, o których najchętniej by zapomniał. Niekoniecznie w życiu bywa łatwo i z górki, choć z całą pewnością przyjemne i ekscytujące momenty też w nim występują.

Wielu z nas szuka stabilizacji i spokoju, zapominając o tym, że zmiana jest permanentnym składnikiem życia. Oczywiście można się z niego wycofać, popaść w bezmyślną rutynę. Bez rozwoju i wyzwań, sprowadzając całą ekscytację życiem do emocji przeżywanych wraz w bohaterami  telewizyjnych seriali. Pytanie jednak czy taki stan oznacza jeszcze życie, w pełnym jego rozumieniu. Czy zapalając świeczkę 1 listopada, nie powinniśmy jej zapalać też niektórym z tych, którzy choć jeszcze oddychają, to tak jakby umarli za życia?

Życie w pełni i zgodnie ze sobą to sztuka. To kreacja otaczającego nas świata i realny wpływ na nasze losy. To nie zawsze zwyciężanie i spoglądanie ze szczytu zdobytej góry. To czasami też potknięcie, upadek i podróż przez ciemne i nieprzychylne doliny. Ważne jest jednak, aby bez względu na miejsce i sytuację budzić się następnego dnia i robić krok do przodu.

Mam zatem propozycję, kiedy już się dopalą znicze zapalone dla tych, których już z nami nie ma. Zapal jeszcze jedną świeczkę, tym razem dla tych którzy są wokół ciebie i wciąż żyją. Zapal ją z intencją, aby jej światło oświetlało im drogę. Jeżeli będziesz miał ochotę chwyć też za telefon i zadzwoń do nich, aby im powiedzieć jak to dobrze, że po prostu są. Żywi nie mają swojego dnia pamięci o nich. Zwykliśmy zakładać, że życie jest oczywistością a tymczasem jest ono też sztuką, którą czasami warto docenić…

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie jest sztuką

Życie – to „żywy” projekt, a nie zestaw raz dokonanych wyborów

Wiele razy zdarzało mi się usłyszeć, że ktoś coś robi „bo tak trzeba”. Nie raz składając zamówienie na jakiś towar usłyszałem „jak już pan dokona wyboru – to potem nie można tego zmienić”. Podobno jak joga –  to i piękna dusza. Jak biznes – to twarde reguły gry. Jak władza – to „mocne plecy”. Jak dane wyznanie – to 100% przestrzeganie wszystkich jego nakazów i zakazów. Jak jedzenie – to albo mięsożerca albo wegetarianin. Tym czasem wg. mnie to zwykły bulshit.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życie - wybór
Photo by David Lezcano on Unsplash

To co uważam za najcenniejsze w moim życiu to odwaga do mądrego i niekrzywdzącego innych przekraczania sztywnych reguł, łamania stereotypów, nie poddawania się przyklejanym ludziom „etykietkom” oraz naturalna potrzeba niezaszufladkowania. Do tego też gorąco zachęcam innych. Z jednym wszakże założeniem – dawanie sobie takiego prawa, oznacza również dawanie go pozostałym.

Dzięki temu samo „bo tak trzeba” nie jest dla mnie żadnym argumentem. Jednocześnie uprawiam jogę i działam w biznesie wykorzystując naprzemiennie to co „miękkie” i „twarde” w moim charakterze. Bez oporów korzystam z czystej logiki, jak i intuicji. Brak „mocnych pleców” nie zablokował mnie przed dostępem do władzy, bo dała mi ją solidna wiedza merytoryczna. Nie jestem wyznawcą żadnej religii, choć znam wiele systemów religijnych. Dzięki temu z każdego z nich brałem to co uznaje za dobre i tak skonstruowałem swój wewnętrzny system wartości (choć katechetka na religii gdy byłem dzieckiem mówiła, że to grzech). Jeżeli zaś chodzi o jedzenie, to jestem semiwegetarianinem, czyli mówiąc krótko jadam mięso ale bardzo mocno je ograniczam w mojej diecie. Można zatem powiedzieć, że stoję w rozkroku między mięso- a roślinożercami i nie jest to kwestia braku decyzji lub etap przejściowy, ale świadomy wybór.

Ty definiujesz zasady, czy zasady definiują Ciebie?

Zawsze zachęcam innych do odpowiedzenia sobie na powyższe pytanie. Skoro np. w Twojej rodzenie, gdy byłeś dzieckiem obowiązywały określone zasady, to czy teraz chcesz je bezrefleksyjnie przenieść do swojej „nowej rodziny”, którą zakładasz. Skoro Twój szef nie szanuje ludzi, a Ty też masz swoich podwładnych w tej firmie, to czy jednak mimo wszystko możesz okazywać im szacunek?

To tylko dwa proste przykłady, ale w naszym życiu jest wiele pól do dokonywania takich wyborów. Doskonale rozumiem, że najłatwiej powielać jakiś schemat. Nie brać odpowiedzialności za własny wybór i zrzucać ją na innych, system, okoliczności czy wychowanie. To jednak dla mnie oznacza zwykły konformizm i bezrefleksyjność. Jeżeli tak wybierasz szanuję to, ale nie potraktuję Cię jako ubezwłasnowolnionej ofiary lecz uznam, że tak wybrałeś i tyle.

Kiedy przychodzi do mnie klient na coaching i twierdzi, że nie może nic zmienić w swoim życiu, bo miał złych rodziców – mówię mu że to prawda, ale tylko do momentu gdy był dzieckiem. Teraz jest dorosły i ona już nie obowiązuje.

Oglądałem kiedyś film „Niezgodna”. Opowiadał o metropolii, w której budowane jest „idealne społeczeństwo” bazujące na przynależności do jednej z pięciu frakcji: Altruizm, Erudycja, Nieustraszoność, Prawość i Serdeczność. Każdy nastolatek musiał przejść test przynależności do jednej z nich. Zdarzały się jednak jednostki, które miały cechy pretendujące je do więcej niż jednej frakcji tzw. NIEZGODNI. Byli uznawani za zagrożenie. Oznaczało to bowiem niezależne myślenie i działanie oraz niską podatność na sterowanie przez system.

Pytanie zatem do Ciebie, czy nie chciałbyś być NIZEGODNYM w swoim życiu? A mówiąc precyzyjniej NIEZGODNYM z „systemem”, ale za to zgodnym z samym sobą?

Życie to seria wyborów, czy raz dokonane wybory to „jedno” życie?

Błąd, który często popełniamy to wiara w to, że raz dokonane wybory są już na całe nasze życie. Wstydzimy się zmieniać zdanie czy poglądy. Wyolbrzymiamy konsekwencję wyborów. Np. wielu z tych, którzy rozważają emigrację z danego kraju, zakłada że opuszczają go już na zawsze. Prawda jest taka, że opuszczają go na teraz, może na jakiś czas. Nikt jednak nie powiedział, że w przyszłości nie mogą do niego wrócić. To jest tylko ich założenie.

Jeżeli spuścimy trochę z tonu i zadęcia decyzje będą łatwiejsze. Jak przyjmiemy, że z wiekiem rozwijamy się i nasze poglądy ewoluują łatwiej będzie nam zaakceptować zmianę podejścia do wielu spraw.

Zmiana poglądu na jakąś kwestię, czy względem jakiegoś przekonania to nie przejaw słabości lub niestałości. To często przejaw odwagi i naturalnego rozwoju człowieka.

„Twoje założenia są Twoimi oknami na świat. Wyszoruj je od czasu do czasu, inaczej nie przejdzie światło”. Isaac Asimov

Świat VUCA – modny termin czy trafna diagnoza? Jak postępować?

Termin VUCA pochodzi od słów: volatility (zmienność), uncertainty (niepewność),complexity (złożoność) i ambiguity (niejednoznaczność). Opisuje on cztery rodzaje wyzwań z którymi przychodzi nam się mierzyć we współczesnym świeci. Mało kto wie, że nie powstał on w ciągu ostatnich paru lat, ale już w roku 1987. Niemniej to właśnie obecnie można często się natknąć na alarmujące artykuły i wpisy mówiące o tym jak świat VUCA wywróci nasze życie. Mało kto jednak wyjaśnia co ten „świat” w praktyce oznacza.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - VUCA - świat VUCA
Image by Jörg Möller from Pixabay

Świat VUCA brzmi szumnie – zasada wesołego miasteczka

Te cztery litery z niepokojąco brzmiącym ich rozwinięciem: zmienność, niepewność, złożoność i niejednoznaczność są świetną marketingową dźwignią różnego rodzaju działań, projektów, wystąpień i konferencji. Wystarczy wziąć dowolną branżę, wpisać jej nazwę na początku zdania, a potem tylko dodać dopisek o świcie VUCA i już mamy hit konferencyjny, czy szkoleniowy. Poniżej wymyślone przeze mnie przykłady:

  • Zarządzanie ludźmi w zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym świecie – szkolenie menedżerskie (a tak naprawę typowe szkolenie z zarządzania zespołem)
  • HR w czasach VUCA – jak zwinnie radzić sobie w niepewnym świecie! – konferencja dla branży HR (taka sama jak co roku, ale z dramatycznym tytułem)
  • Klient w świecie VUCA – strategia zdobycia i utrzymania nieprzewidywalnego klienta – wystąpienie na konferencji, de facto promujące oprogramowanie CRM

Idealnie działa tutaj zasada wesołego miasteczka – trzeba umiejętnie grać na poziomie strachu i ciekowości klienta. Dzięki temu kiedy opuszcza on wesołe miasteczko, aż buzuje w nim od emocji. Ważne tylko, aby nie przegiąć ze strachem, no i bezpiecznie zakończyć przejażdżkę na karuzeli. Powyższe przykłady najpierw nieco straszą, a potem finalnie oferują „złote rozwiązania”.

Zresztą same cztery litery też działają na wyobraźnie. Być może część z was pamięta jeszcze reklamę proszku z systemem TAED. Wystarczyło tylko napisać, że proszek „to” ma i ten tajemniczy dla większości klientów skrót już podnosił atrakcyjność produktu.

Podsumowując zaryzykowałbym bym stwierdzenie, że sam termin „VUCA” nie jest tylko chwytem marketingowym, ale mimo to często jest właśnie w tym charakterze używany.

VUCA – cztery wyzwania

Nie sztuką jest wymienić cztery wzywania składające się na ten termin, jednak większość dostępnych wpisów i artkułów nie wyjaśnia czym są te wyzwania i na czym polega ich charakter. Poniżej próba ich skrótowego przedstawienia. Opisuję na czym polegają i jakie skutki ze sobą niosą:

VOLATILITY (zmienność)

  • Szybkie zmiany przebiegające w chaotyczny sposób.
  • Brak możliwości określenia trendów lub wzorców postępowania.

Skutek:

  • Długofalowe i szczegółowe plany ulegają szybkiej dezaktualizacji.
  • Im dłużej planujesz, tym większa szansa na to, że twój plan będzie nieaktualny.

UNCERTAINTY (niepewność)

  • Na podstawie doświadczeń z przeszłości  trudno jest wnioskować o przyszłości.
  • Pojawiają się wyjątki od reguł, a nawet wyjątki od wyjątków.
  • Same reguły tracą na aktualności.

Skutek:

  • Mamy niską świadomość sytuacji i niskie rozumienie zdarzeń oraz problemów.
  • Trudno przewidzieć skutki podejmowanych działań.
  • Jeżeli chcesz być czegoś pewny w 100%,  to na 100% będziesz spóźniony.

COMPLEXITY (złożoność)

  • Nałożenie różnych obszarów i jednoczesny wpływ wielu czynników zewnętrznych.
  • Trudność w ustaleniu łańcucha przyczynowo-skutkowego działań i problemów.

Skutek

  • Dysponujemy tylko częścią danych lub możemy przewidzieć tylko niektóre zdarzenia.
  • Liczba i natura danych utrudnia proces decyzyjny.

AMBIGUITY (niejednoznaczność)

  • Niejasność sytuacji zwiększa szanse na błędne odczytanie sygnałów.
  • Mnogość znaczeń oraz brak wcześniejszych doświadczeń w danym obszarze.
  • Sytuacja, w której nie wiem nawet, czego nie wiem.

Skutek

  • Często działamy poza znanym terenem, poza swoją strefą komfortu.
  • Wzrasta ryzyko podejmowanych działań lub decyzje są hamowane w obawie przed ryzykiem.

VUCA Prime – cztery odpowiedzi na cztery wyzwania

Tak samo jak nie często wyżej opisane wyzwania są szerzej wyjaśniane. Również mało kto podaje opracowany przez  Boba Johansena, z Institute for the Future zestaw czterech umiejętności zwany „VUCA Prime”, który jest odpowiedzią na te wyzwania. Co prawda odnosił się on do czterech umiejętności menedżerskich, ale ja poniżej przedstawiam ich opis w bardziej życiowym (nie czysto menedżerskim) ujęciu:

Wyzawanie: volatility (zmienność)

Odpowiedź: VISION (Wizja)

  • Wizja mojego życia (jakie ma być) – zamiast szczegółowych planów na życie.
  • Znam oczekiwany efekt, mogę podążać różnymi drogami.
  • Latarnia morska w czasie burzy zmian i w dynamicznie zmieniającym się świecie. Dzięki niej odnajduje właściwy kierunek działań.

Wyzawanie: uncertainty (niepewność)

Odpowiedź: UNDERSTANDING (Zrozumienie)

  • Rozróżnianie tego co zależy ode mnie, od tego na co nie mam wpływu.
  • Świadomość „baniek informacyjnych” i umiejętność wyjścia poza nie.
  • Świat w Social Mediach, to nie świat realny – wyidealizowany i bez porażek, pełen pseudoekspertów.

Wyzawanie: complexity (złożoność)

Odpowiedź: CLARITY (Jasność)

  • Jasny system własnych wartości + klarownie zdefiniowane granice.
  • Świadomość siebie i swoich potrzeb.
  • Ukierunkowanie na decyzje i wybory spójne z tym jacy jesteśmy – integralne z nami.

Wyzawanie: ambiguity (niejednoznaczność)

Odpowiedź: AGILITY (Zwinność)

  • Zwinność, czyli umiejętność rozpoznawania sytuacji za pomocą eksperymentów.
  • Zamiast długich dyskusji i planów podejście „good enough”  i działanie, a następnie ocena rezultatu.
  • Strategia Wikingów – posiadanie planu nie wyklucza jego dynamicznych zmian i elastyczności.

Niskie poczucie wartości, czy zwykły brak planu?

Znam wiele osób, które mają różne pomysły na biznes, karierę czy ogólnie pojęte fajne życie. Budują w głowie wizje i wyobrażenia jak to będzie super w przyszłości. Kiedy mają jednak przyjść do działania, wycofują się lub szukają różnych wymówek. Jedną z wygodniejszych jest ta, która brzmi „brakuje mi poczucia własnej wartości”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - poczucie wartości - plan działania
Image by Daniel Nebreda from Pixabay

Dla jasności, wiem jak wielkim problemem może być brak poczucia własnej wartości i wcale go nie lekceważę. Wiele lat temu trzymał mnie w swoim potrzasku i utrudniał różne działania. Jednak to właśnie podejmowanie działań pozwoliło mi udowodnić samemu sobie, że daje radę i radzę sobie z różnymi wyzwaniami. Każdy sukces, ale i dobrze zagospodarowana porażka, wzmacniały mnie i budowały moje wewnętrzne poczucie wartości. Dziś znam swoją wartość i swój duży potencjał. Doceniam go, a mimo to czasami, kiedy wchodzę w nowe działanie coś wytwarza opór.

Lęk przed niepowodzeniem

Ten opór to zwykły lęk przed niepowodzeniem, porażką i oceną innych. Gdybym go nazwał „brakiem poczucia własnej wartość” zapewne brzmiałoby to bardziej psychologicznie i nadawało większej dramaturgii. Może zasłużył bym też na współczucie otoczenia i podziw, że potrafię się do tego przyznać. Co jednak najgorsze, na pewno zbudowałbym w sobie też silne przekonanie, że to jeszcze nie jest dobry czas na podejmowanie działań. Muszę najpierw przeczytać kilka poradników, skończyć kurs, zdobyć większe doświadczenie itd.

Kiedy jednak nazwę rzecz po imieniu – to lęk. Sytuacja ulega zmianie. Można bowiem się bać, ale mimo lęku działać. Nie ogranicza mnie bowiem już nic wielkiego, tylko zwykły lęk. Jest on normlanym i ludzkim odczuciem, kiedy mierzyny się  z czymś nowym. Warto się jednak odważyć na jego przełamanie. To co będzie pomocne w tej sytuacji i chociaż częściowo podniesie nasze poczucie bezpieczeństwa to dobry plan działania.

Dobry plan kluczem do sukcesu

Nierzadko znajomi i klienci opowiadają mi, że po długich wahaniach nagle poczuli, iż właściwy moment właśnie nastał. Już chcieli podjąć działanie. Zadzwonić, zapukać do jakiś drzwi lub wysłać maila z jakaś informacją. Kiedy już byli tuż przed decydującym momentem. Kiedy wbijali ostatnią cyfrę lub mieli nacisnąć właściwy klawisz nagle dopadał ich lęk i się wycofywali.

Zawsze kiedy ich pytam, co dokładnie się w tym momencie wydarzyło. Mówią albo o wewnętrznym głosie „i tak Ci się nie uda” albo o przerażającym uczuciu „co zrobię jak druga strona… odbierze, otworzy drzwi lub odpisze na maila”.

To jest właśnie często główny problem. Kiedy staramy się urzeczywistnić naszą wizję i nagle chcemy przejść do aktywnego działania rozbijamy się o konkretne kroki do wykonania, których nie zaplanowaliśmy. Brak scenariusza i świadomości co dalej pozwala lękowi przejąć nad nami kontrolę. Wystarczy chwila zawahania czy wątpliwość, której nie możemy przełamać zaplanowanym kolejnym krokiem, abyśmy się poddali.

Kiedy taka sytuacja przydarzy nam się kilka razy, zaczynamy myśleć, że przyczyną jest brak wiary w siebie. Robią tak nawet Ci, którzy wcześniej dokonali w życiu wielu odważnych rzeczy. Zapominają o nich i zaczynają szukać co jest nie tak z nimi samymi. Tymczasem „nie tak” jest z brakiem przemyślanego planu działania.

Zagospodarowane ewentualne niepowodzenie dodaje odwagi

Dobry plan, to nie tylko wizja hurraoptymistycznego sukcesu. To także odpowiedź na to co zrobić jak nie wyjdzie. Dzięki temu, kiedy powinie nam się noga wiemy jak się zachować i jak nie wpaść w zagubienie.

Ten „awaryjny” scenariusz planu jest dodatkowym wzmocnieniem dla naszej odwagi. Pokazuje nam jak adekwatnie zareagować na niepowodzenie. Co jednak najważniejsze, jasno pokazuje co jest tym „niepowodzeniem”. Dzięki temu, kiedy trafimy na pierwsze przeciwności zamiast się poddać i wycofać, będziemy wiedzieć że warto nadal walczyć, bo do porażki mamy jeszcze kawałek.

Swoją drogą warto też pamiętać o tym, że jak wynika z badań przeprowadzanych na Pennsylvania State University, aż 91% naszych obaw nigdy nie staje się rzeczywistością.

3 pytania do twórczego odnalezienia się w nowej sytuacji

Żyjemy w ciekawych czasach. Rzeczywistość, która nas otacza podlega nieustannym zmianom. Druga fala zakażeń COVID’em, zmiany w gospodarce i kondycji wielu firm (co ważne, nie zawsze na gorsze). Utrzymanie pracy zdalnej lub jej modele hybrydowe. Do tego różnego rodzaju zawirowania w polityce i nie do końca jasna wizja najbliższej przyszłości. Jednym słowem istny kocioł nie do końca przewidywalnych zmian. Zmian, których z reguły nie lubimy, a tu jeszcze mówią nam „bądź zwinny (agille) i elastyczny”. Ja pierdziele, ale jak?

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - wyzwanie - Alan Seale
Photo by Rinke Dohmen on Unsplash

W zasadzie mógłbym napisać zajrzyj do mojego artykułu na blogu „Mała zamian, duży efekt” z lutego 2019 roku i po sprawie. Podpowiadam tam, aby zmienić pytanie „Dlaczego [coś mi się przytrafiło]?” na pytanie „Po co [coś mi się przytrafiło]?”.

Obecny czas jest jednak sporym wyzwaniem dla naszej psychiki i pozytywnego nastawienia. Stąd uważam, że potrzebna nam pogłębiona instrukcja podejścia do zmian. Pomysł na nią zaczerpnąłem z książki Alana Seale „Transformująca obecność. Jak zaznaczyć swój wpływ w gwałtownie zmieniającym się świecie. Narzędzia, struktury i modele”. Zawiera ona trzy konkretne pytania, które pozwalają nam spojrzeć na zmianę z innej perspektywy i to takiej, która pozostaje w obrębie naszego wpływu.

Co chce się wydarzyć?

To pytanie pozwala spojrzeć na dane lub nadchodzące zdarzenie w szerszej perspektywie. Nie skupiamy się w nim tylko na samym zdarzeniu, które może budzić w nas lęk lub niepokój. Traktujemy je natomiast jako składową cześć większego przesłania.

Naszym zadaniem jest to przesłanie odkryć, usłyszeć je i się na nie otworzyć. Być może niesie za sobą szerszą zmianę. Być może jest kluczem do otwarcie nowego rozdziału w naszym życiu. Być może jest szansą na coś nowego, którą możemy przegapić jeśli skupimy się tylko na tym zdarzeniu.

Do bycia kim mnie to zaprasza?

To chyba najmocniejsze z tych trzech pytań, bo odnosi się do nas samych. Wzywa do zastanowienia się nad sobą, do określenia swoich mocnych i tych słabszych stron. Do rozpoznania talentów, którymi dysponujemy.

To pytanie zmusza też do zastanowienia się nad tym, jak funkcjonujemy obecnie w otaczającym nas świcie. Jak on nas odbiera i jak my pozwalamy mu nas zobaczyć. Może się okazać, że to ukryte przesłanie chce nas zaprosić do bycia odważnym, przedsiębiorczym, kreatywnym, twórczym, a może po prostu mniej silnym i bardziej wyluzowanym. Może być też zaproszeniem do przyjęcia jakiejś szczególnej roli np. przewodnika czy opiekuna.

Zwróć tylko uwagę, że to pytanie nie o to kim chcesz być lub jaki chcesz być. To pytanie o to, do bycia kim chce Cię zaprosić dane zdarzenie/przesłanie.

Do zrobienia czego mnie to zaprasza?

To pytanie jest wezwaniem do działania, ale nie bez powodu jest ono dopiero trzecim pytaniem. Działanie to często nasza reakcja na kryzys czy stres. Działając wychodzimy z bierności, a dzięki temu wydaje nam się, że przejmujemy kontrolę nad zdarzeniem. Bardzo często to tylko iluzja tej kontroli, bo de facto zaczynamy kontrolować tylko nasze nerwy a nie zdarzenie.

Tak postawione pytanie zaprasza nas do działania, ale działania mądrego i wychodzącego naprzeciw temu co ma się wydarzyć. Kiedy zaczynamy rozumieć całe przesłanie, kiedy wiemy do bycia kim nas ono zaprasza, dopiero wtedy powinniśmy zaplanować naszą aktywność.

Czasami trudno jest odpowiedzieć na te pytania kompleksowo. Tym bardziej, że właściwe odpowiedzi najczęściej pochodzą z naszego serca lub intuicji, a nie logicznej i kontrolującej głowy. Czasami po prostu trzeba poczuć to przesłanie, a nie je wymyślić.

Jeżeli Twoje odpowiedzi nie wydadzą Ci się pełne nie przejmuj się. Przejdź przez te pytani najlepiej jak potrafisz i zrób pierwszy krok. Potem powtórz je w tej samej kolejności będąc już ten jeden krok do przodu. W ten sposób będzie odkrywał sens danego zdarzenia etapami. Tak to już czasem bywa, że nie uda się od razu odkryć całego kontekstu przesłania idącego za danym zdarzeniem.

Prze_myślnik #48 – pewność w niepewości

Dziś wielu z nas staje przed pytaniem „co dalej?”. Jak odnaleźć się w tym pokręconym koronawirusowym świecie. Jak znaleźć swoje miejsce w coraz bardziej podzielonym i zantagonizowanym społeczeństwie. Jak planować swoją karierę zawodową, gdy nie wiadomo jakie zawody i stanowiska będą istnieć za kilka lat. Jak tworzyć plany na przyszłość, a może w ogóle ich nie tworzyć.

Szukamy za wszelką cenę prostych i jednoznacznych odpowiedzi. Takich „pewników” w przelewającym się chaosie świata. Mamy pokusę zamknąć się w małych uproszczonych wyobrażeniach o rzeczywistości, bo tak łatwiej. Choć dalekie będzie to o realności. Wykonujemy krok w przód, po czym cofamy się niepewnie, próbując uchwycić się tego co znane.

Tymczasem dzisiejszy świat stawia przed nami jedno kardynalne pytanie „Czy znamy siebie?”. W dynamicznie zmieniającym się otoczeniu to my sami stajemy się tym „pewnikiem”, którego poszukujemy. Jeżeli znamy swój system wartości, wiemy co jest dla nas w życiu ważne, ufamy sobie i wierzymy w siebie mamy się do czego odwołać. Mamy też wewnętrzne przyzwolenie na błędy i z tego powodu łatwiej podejmujemy decyzje w niepewnym i złożonym świecie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pewność w niepewności