Rafał Markiewicz

Blog

Okno odporności / rezyliencji

Wielu z nas pewnie przytrafiła się trudna lub stresująca sytuacja, która nas nieco zablokowała. Jak to się ładnie mówi „zamroziła”. Jednak niewiele osób ma świadomość, że reakcja na tego typu sytuację może być zupełnie odwrotna.

Wchodzimy wtedy w stan hiperaktywności. Często powiązany z mocnym skupieniem na realizacji danego zadania, pomimo napotykanych trudności. Choć często pękamy z dumy, że jesteśmy tacy zaradni i odporni, to nie wiedzieć czemu po zrealizowania tego zadania czujemy się „dziwnie”. Jesteśmy rozedrgani fizycznie i emocjonalnie. Nie możemy się uspokoić, ani wyhamować myśli.

Przyczyna leży w tym, że wypadliśmy z tzw. „okna odporności / rezyliencji”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja

Czym jest rezyliencja

Generalnie można powiedzieć, że jest to umiejętność lub proces umożliwiający człowiekowi odpowiednie reagowanie na napotykane przeciwności. Przejawiający się zdolnością do:

  • zapobiegania zaburzeniom związanym ze stresem, takim jak np. lęk czy depresja
  • szybkiego i pełnego „dochodzenia do siebie” po trudnym lub stresującym doświadczeniu
  • poprawy sprawności umysłowej i funkcjonowania w zmieniającym się otoczeniu.

Niejednokrotnie spotykałem się z osobami, które twierdziły, że nie mają odporności psychicznej (rezyliencji). Jest to jednak stwierdzenie nieprawdziwe, bo każdy z nas ją ma. Pytaniem jest jednak to, jaki jest jej poziom. Czym będzie on niższy, tym większa liczba sytuacji będzie dla nas trudna

Okno odporności / rezyliencji

Każda stresująca sytuacja wyzwala reakcję naszego organizmu. Wyzwalane jest pobudzenie stresowe, które przejawia się napięciem mięśni, podniesionym ciśnieniem krwi, szybszym biciem serca i przyspieszonym oddechem. Wzrasta również poziom cukru we krwi. Mówiąc wprost, organizm koncentruje się na wyprodukowaniu dodatkowego paliwa, które zasili nasze mięsnie. Będą one kluczowe w sytuacji, w której konieczna będzie walka lub ucieczka.

Zazwyczaj, w reakcji na daną sytuację generujemy jakiś ruch, który powala nam się pozbyć nadmiaru zgromadzonego paliwa i organizm wraca do normy. Jednak nie zawsze tak jest.

Czasami nasze pobudzenie w odpowiedzi na reakcję stresową nie jest właściwe. Oznacza to, że jest ono zbyt wysokie lub spada poniżej optymalnego. Poziom optymalny, to przedział pobudzenia nazywany właśnie „oknem odporności /rezyliencji”. Jeżeli wszystko jest w porządku mieścimy się w tym oknie. Kiedy nie jest, wypadamy z niego i to nie zawsze w dół.

O ile takie „wypadnięcie” jest krótkotrwałe, w miarę szybko wracamy do normy. Jednak jeśli trwa zbyt długo, może powodować poważne konsekwencje zarówno w kontekście sprawności umysłowej jak i stanów fizycznych.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja - standard
Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja - emocje

Dobrze pamiętam jeden piątek, w trakcie którego miałem nagromadzenie masy trudnych zadań od samego rana do wieczora. Wydawało mi się, że przebrnąłem przez ten dzień całkiem dobrze. Tym bardziej, że dowiozłem wszystkie zadania. Kiedy jednak wsiadłem do samochodu o godz. 22:00 i musiałem przejechać 20 km zauważyłem, że coś jest nie tak. Bardzo silnie odbierałem wszystkie bodźce z otoczenia. Wydawało mi się, że jest nad wyraz duży ruch samochodów. Złapałem się też na tym, że moje myśli wciąż intensywnie krążą przy zakończonych zadaniach, a ja jestem rozkojarzony. Kiedy dotarłem na miejsce weekendowego wypoczynku, wciąż nie mogłem się uspokoić. Byłem emocjonalne i mentalnie rozedrgany.

Całe szczęście byłem świadomy mechanizmu, który się wydarzył i wiedziałem jak na tę sytuację zareagować. Jedną z technik może być np. głośne wypowiadanie tego co się właśnie widzi np. samochód stoi na parkingu, niebieski dom za zielonym płotem, znak drogowy przy ulicy itd. itp. Ta technika „uziemia” nas w tu i teraz, oraz odciąga umysł od ciągłego analizowania problemu/zadania.

Dopiero po takim wstępnym wyhamowaniu umysłu, możemy przejść do relaksujących technik oddechowych. Ja wybrałem jednak nieco inne rozwiązanie. Po prostu poprosiłem ukochaną osobę, aby przytuliła mnie i przytrzymała w objęciach przez parę minut.

Nie sama rezyliencja się liczy

Ważną kwestią, o której wiele osób zapomina jest fakt, że nasza rezyliencja nie funkcjonuje w oderwaniu od otoczenia. Choć nasze pobudzenie może być na standardowym dla nas poziomie, to może się okazać, że danego dnia wykracza ono poza nasze okno rezyliencji.

Jak to jest możliwe? Dzieje się tak kiedy nie zadbaliśmy o swoją kondycję lub odpowiednią regenerację. Kiedy nasz dobrostan uległ pogorszeniu i to wcale nie z powodu trudnych sytuacji czy stresu. W przypadku niedoborów snu, przemęczenia, niewłaściwego odżywiania czy mogącego się łatwo przytrafić latem odwodnienia organizmu nasz okno rezyliencji ulega okresowemu zwężeniu. W takiej sytuacji nie trudno o problemy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - okno odporności - okno rezyliencji - rezyliencja - wąskie

Drzewo wiedzy –  podstawa dla tego co wiesz

Żyjemy w czasach, w których mamy dostęp do ogromu wiedzy i musimy sobie radzić z dynamicznym jej przyswajaniem. Bardzo często nie starcza nam czasu na głębsze zrozumienie danego tematu, czy metodologii. Pozostaje nam jedynie wychwytywanie w biegu jej fragmentarycznych części lub zapamiętywanie doraźnych rozwiązań bez głębszego ich zrozumienia. W pewnym momencie zaczynamy być tym wszystkim przytłoczeni i ogrania nas uczucie chaosu. Wakacje to dobry moment, aby na chwilę wyhamować i odzyskać kontrolę nad tym chaosem.

Wbrew pozorom, nie będę sugerował głębokiego wypoczynku czy jakiegoś relaksu. Odwołam się do na pozór zwyczajnej i z lekka nudnej pracy u podstaw.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - drzewo wiedzy - rozwój

Sterta pomieszanych liści (wiedzy)

Każdy fragmentaryczny kawałek wiedzy jest jak samodzielny liść usypany z innymi w kopczyk, o który musimy dbać, aby nie rozwiał go wiatr nowej wiedzy. Zarazem odwołanie się do danej wiedzy przypomina nurkowanie w tym kupcu i odszukiwanie tego właściwego listka z potrzebną nam informacją. Jak łatwo się domyślić te poszukiwania zabierają nam czas i męczą. Dbanie o jako takie uporządkowanie kopczyka ciągle nas rozprasza i pochłania określone zasoby energii.

Wyhoduj swoje drzewo wiedzy

Kiedy słyszymy o takich firmach jak Tesla czy SpaceX, często zakładamy, że ich założyciel Elon Musk jest z wykształcenia jakimś inżynierem, specjalistą od budowy pojazdów lub statków kosmicznych. Prawda jest jednak taka, że w momencie kiedy zakładał te firmy, nie miał pojęcia o dziedzinach, w których one działają.

Kiedy zapytano go w jakich sposób zdołał tak szybko przyswoić ogrom wiedzy w tak skomplikowanych obszarach wiedzy, w odpowiedzi udzielił interesującej wskazówki. „Ważne, aby postrzegać wiedzę jako coś w rodzaju drzewa semantycznego. Trzeba najpierw zadbać o zrozumienie podstawowych zasad, czyli pnia i gałęzi, zanim się przejdzie do szczegółów, czyli liści. Inaczej liście nie będą miały na czym zawisnąć”.*

Zadbaj o swoją sadzonkę

Czas wakacji to często w firmach lub obszarach edukacji czas spowolnienia. Chwilowo jesteśmy zasypywani mniejszą ilością wiedzy i informacji. Zamiast irytacji na chaos, który czujemy i złości, że czegoś nie możemy ogarnąć, warto wyznaczyć choćby jedną dziedzinę wiedzy, w której zdobędziemy lub uporządkujemy podstawy tej wiedzy. W ten sposób stworzymy pień i główne gałęzie nośne naszego drzewa wiedzy.

Potem pozostanie z kupki liści wybrać, te które są z tą wiedzą związane i przymocować je w mentalnym modelu do odpowiedniego miejsca na tym drzewie. Ten proces zasadniczo dzieje się sam. Bo kiedy zdobywasz wiedzę bazową nagle zaczynasz lepiej rozumieć jakiś znany Ci fragment wiedzy z tej dziedziny. Tworzą się nowe powiązania i niejako zaczynasz mapować posiadaną wiedzę w uporządkowany kontekst relacji i zależności.

Co więcej, od tej pory każdy nowy fragment wiedzy z tego obszaru nie trafi do sterty liści. Dzięki mentalnemu modelowi drzew wiedzy od razu będziemy mogli go przypiąć do odpowiedniej gałęzi.

Ktoś może stwierdzić super teoria, ale jak ją przełożyć na praktykę. Oto kilka przykładów:

  • masz zaległości w podstawach gramatycznych jakiegoś języka, ale zaszedłeś już w jego nauce na jakiś wyższy poziom. Uczysz się nowych reguł i zasad, ale ponieważ odwołują się one do podstaw gramatycznych nie potrafisz ich przyswoić lub powiązać w jakieś logiczne relacje.
  • robisz jakieś tabele w Excelu lub raporty, bo musisz, ale nie do końca kumasz te wszystkie formuły zapisane w komórkach. Po prostu bazujesz na tym co ktoś kiedyś przygotował i w duchu modlisz się, aby tylko nic się nie zmieniło. Gdybyś znał podstawowe funkcje, zasady ich używania lub chociaż logikę pracy w tym programie wizja zmiany nie była by taka przerażająca. (Ta reguła dotyczy wszelkich programów, Excel jest tylko przykładem).
  • inflacja i ciągłe zmiany w systemie finansowym naszego kraju Nowy Ład 1.0 / Nowy Ład 2.0 z szeregiem poprawek po drodze powodują, że co miesiąc masz stres czy starczy Ci kasy lub uda się ją odłożyć na jakiś cel. Zamiast czekać na koniec miesiąca i to co wyjdzie. Usiądź, rozplanuj finanse i zweryfikuj ile pieniędzy skąd wpływa i na co je wydajesz. Następnie ustal strategie działania i jej się trzymaj. Nawet jak wskoczy Ci jakiś nieprzewidziany wydatek, będziesz potrafił łatwo określić z jakiego zasobu możesz go sfinansować lub z czego musisz zrezygnować, aby zorganizować określone pieniądze.

Życzę Ci całego sadu dobrze wypielęgnowanych drzew wiedzy. Dzięki temu w Twoim życiu będzie mniej chaosu i mniej trudnych do uchwycenia fragmentów wiedzy z jej różnych obszarów. Łatwo też zidentyfikujesz te „liście”, które stały się już bezużyteczna i tylko zaśmiecają Twoją głowę.

* Greg Mckeown „To proste. Be wysiłku rób to co ważne” MT Biznes, Warszawa 2021

Prze_myślnik #66 – wyjdź na życiową arenę

W życiu często dzielimy ludzi na tych, którym się udało i tych, którzy są na przegranej pozycji. Ten zero-jedynkowy podział dodatkowo wzmacnia social mediowa rzeczywistość. Wymusza ona niejako podział na dwie grupy. Tych, którzy błyszczą na scenie i tych którzy ich obserwują.

Dodatkowo część zalęknionych i sfrustrowanych obserwatorów zmienia się w hejterów lub wszystkowiedzących doradców, którzy przelewają swoje uwagi i przemyślenia na komentarze pod postami lub na forach internetowych.

Obojętnie, do której grupy byśmy się nie zaliczali ten podział jest mocno nierzeczywisty.

W życiu bowiem – jeżeli w ogóle –  to powinniśmy się dzielić na tych, którzy próbują przejść przez życie odważnie łapiąc przy okazji różne nadarzające się okazje oraz tych, którzy próbują się przez swoje życie jedynie prześlizgnąć w miarę niezauważeni.

Powiedzmy sobie też szczerze, życie nie przewiduje żadnej sceny, na której się błyszczy lub wskakuje na podium (takie rzeczy tylko w social mediach). Oferuje nam co najwyżej arenę, na której raz się wygrywa, a raz dostaje w kość.

Synonimem odważnego i pełnego życia jest to, że co rusz zbieramy się i wciąż na tę arenę wracamy. Oczywiście, każdy z nas ma prawo do gorszego okresu w życiu i ukrycia się w spokojniejszych kuluarach. Najważniejsze jednak, aby nie przesiedzieć w nich całego swojego życia.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - arena życia - życiowa arena

4 rodzaje czasu

Zwykliśmy postrzegać czas jako upływającą jedność. Jednym mija on w oka mgnieniu i ciągle im go brak. Drugim potrafi ciągnąć się w nieskończoność. Jedni i drudzy próbują sobie jakoś radzić z tą sytuacją. Najczęściej walcząc z czasem. 

A co jeśli rodzajów czasu są cztery i każdy ma swoją funkcje. Co jeśli naszym problemem nie jest czas, ale deficyt jednego lub kilku jego rodzajów.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - czas - kreatywność

Czas pracy – to czas, w który skupiamy się na celach i ich osiąganiu. Choć daje nam wymierne efekty działań, to jednocześnie mocno eksploatuje nasze zasoby energetyczne. Ekstremalni pracoholicy są niemal zatopieni w tym jednym rodzaju czasu. Często odnoszą spore sukcesy zawodowe, jednak umyka im fakt nadmiernej eksploatacji energii. Zazwyczaj jedynie kwestią czasu jest to, kiedy ich wyczerpany organizm dopadnie jakaś choroba lub przegrzany od nadmiaru pracy umysł odpali ręczny hamulec bezpieczeństwa w postaci wypalenia lub stanów depresyjnych. To również czas, który często jest niedoszacowany w naszych planach. W efekcie, nierzadko poświęcamy na niego więcej czasu niż byśmy chcieli.

Czas odpoczynku  – to przeciwieństwo czasu powyższego. Skupia się na regeneracji zużytych zasobów. W tym stanie nasze życiowe akumulatory doładowują się i gromadzą energię potrzebną do innych działań. Choć na pierwszy rzut oka ten czas nie jest ukierunkowany na cel, to jego celem jest przywrócenie organizmu do właściwego stanu.

Czas relacji – to czas na kontakty z innymi i budowanie naszych więzi społecznych. Nierzadko bywa zagarniany przez czas pracy. Niemniej jednak, kiedy już znajdziemy na niego przestrzeń, często jest dla nas czasem przyjemnym. Poczucie wspólnoty z innymi wzmacnia nasze poczucie bezpieczeństwa i poczucie wartości. Często pozwala na pozbycie się nadmiernej dawki stresu poprzez wspólną zabawę, śmiech, czy zwykłą możliwość wygadania się. Jak miły i przyjemny czas by to nie był, to on też tak jak czas pracy, zużywa nasze zasoby energii.

Czas kreatywności – to szczególny rodzaj czasu, często pomijany w naszych działaniach, bo na pozór niczemu nie służy. Nie jest nastawiony na realizację żadnych celów. Nie skupia się też na przywróceniu życiowych zasobów, czy budowaniu sieci powiązań. W dzisiejszych wiecznie pędzących i przebodźcowanych czasach, czas bez jasno określonej funkcji i użyteczności zdaje się bezużyteczny. To tutaj kryje się jedna z największych pułapek. Bo to właśnie w tym czasie, kiedy nasz umysł nie jest zajęty skupianiem się na zadaniu lub innych ludziach, nasze myśli mogą wyhamować. Zarazem mogą zacząć sobie swobodnie błądzić i zauważać wiele spraw w naszym życiu, ale i w naszym otoczeniu z zupełnie innej perspektywy. Tak oto docieramy do ukrytej funkcji tego czasu. To właśnie w nim otwiera się przestrzeń na poszukiwania i eksperymenty. To tu wpadamy na nowe pomysły, odkrywamy nowe dla nas idee, odnajdujemy zainteresowania lub kreujemy niestandardowe powiązania i podejście do naszych dotychczasowych rutynowych działań.

Po co żyjesz?

Oczywiście możemy przeżyć życie bez miejsca dla kreatywności, możemy też wygasić relacje społeczne. Pytanie jakie się jednak wtedy jawi, to czy to nadal życie, czy tylko pusta egzystencja. Każdego dnia budzimy się tylko po to, aby realizować z góry określmy cel lub aby doładować nasze życiowe akumulatory, które i tak docelowo rozładujemy przy pracy nad tym celem.

Nawet kiedy dodamy do tego relacje z innymi, nie będziemy przeżywali naszego życia w pełnym aspekcie. Widzę to często w pracy z klientami, moją metodą trzech wysp, w której proszę aby potraktowali swoje życie jak archipelag 3 wysp. Wyspy Kariera, Związek i wyspy Ja a następnie opisali te wyspy lub je namalowali. Zaskakujące jak wiele osób potrafi opisać pierwsze dwie, a z wyspą Ja ma problem. Niektórzy wręcz mówią, że jej nie ma.

Są wakacje, to dobry czas na kreatywne „zmarnowanie” czasu. Bez presji na wynik, cel czy jakikolwiek efekt. Daj pobłądzić myślom. Zrób coś bo czujesz, że chciałbyś to zrobić. Po prostu poczuj smak życia i poczuj swoją prawdziwą obecność w nim.


Kreatywność (postawa twórcza; od łac. creatus „twórczy”) – proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Myślenie kreatywne to myślenie prowadzące do uzyskania oryginalnych i stosownych rozwiązań. – źródło https://pl.wikipedia.org/

„Życiowskazy”, czyli sposób na trzymanie się dobrej drogi

Często kiedy podróżuje po górskich szlakach lub jakiś nieznanych drogach wypatruję drogowskazów. Nawet kiedy jestem prawie pewien, iż jestem na właściwej trasie to taki drogowskaz jest przypieczętowaniem poprawności obranego kierunku.

Czasami idę na żywioł i przyjmuję, że ostateczną decyzję co do drogi podejmę już w trasie. Kiedy zobaczę jak wygląda okolica i określę w jakiej jestem kondycji. Wtedy drogowskaz ze wskazaniem kierunków i odległości jest doskonałym pomocnikiem.

Nasz życie to też droga, którą przemierzamy co dnia. Czasami jesteśmy na niej zagubieni. Czasami idziemy tylko przed siebie, nie zwracając uwagi na boczne drogi. Wtedy przydałby się jakiś drogowskaz, który potwierdziłby obrany kierunek lub zachęcił do zmiany trasy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - życiowskazy - dobra droga - właściwa droga

4 pytania jak 4 kierunki

Jednym ze sposobów na odnajdywanie właściwej drogi jest posługiwanie się czterema mocnymi pytaniami, które zatrzymują nas w biegu i zachęcają do refleksji. Można ich używać w szerokiej perspektywie pytając o całe życie. Jednak najsilniej objawiają swoją moc, kiedy używamy ich w węższym kontekście. Np. pracy, związku, czy przyjacielskich relacji.

Choć z pozoru są proste, to jeżeli dobrze przyłożymy się do odpowiedzi możemy odkryć wiele nieuświadomionych na co dzień aspektów. Nie pozwolą nam też one trwać w czymś co nie jest dla nas dobre, ale z czystego lenistwa nie podejmujemy decyzji o zmianie sytuacji.

Co ja mam i chcę mieć?

Co ja mam i czego nie chcę mieć?

Czego nie mam, a chcę mieć?

Czego nie mam i nie chcę mieć?

Drogowskazy stawia się co jakiś czas

Tak samo powinno być z 4 pytaniami. Nie wystarczy ich sobie zadać tylko raz i pozamiatane. Szczególnie w dzisiejszych czasach, w których rzeczywistość i nasze otoczenie zmieniają się tak dynamicznie i nieprzewidywalnie.

Wzorem szlaków turystycznych proponuję „rozstawienie” ich w regularnych odstępach. Kwartał wydaje się optymalnym wyborem. Oczywiście w czasach „życiowych burz” i na trudniejszych drogach warto powracać do tych pytań częściej.

Kończąc życzę Wam inspirujących dróg i ciekawych kierunków.

Zasada 3 x O – polecana menedżerom, ale i wszystkim pozostałym

W trakcie wielu moich szkoleń z komunikacji przytaczałem przykład jednej z sieci hipermarketów,  która sporo lat temu uczyła swoich kasjerów jednej prostej reguły: „Uśmiech, dzień dobry i coś od siebie”. Zasada banalnie prosta, łatwa do zapamiętania i budująca odpowiednią relację z klientem.

Później poznałem kolejną prostą, łatwą do zapamiętania i skuteczną zasadę. Generalnie miała pomagać menedżerom budować dobre relacje z członkami ich zespołów. Kiedy jednak jej się lepiej przyjrzeć, okazuje się zasadą uniwersalną. Przydatną nie tylko menedżerom i  nie tylko w życiu zawodowym.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zasada 3 x O  -  O mnie, o Tobie, o czymkolwiek

O mnie, o Tobie, o czymkolwiek

Ta prosta reguła pozwala poczuć się komfortowo każdej ze stron. Nikt w tej relacji nie jest pominięty, nikt nie zostaje bierny, nikt nie stwarza wrażenia dystansu i każdy dostaje uwagę. Przy czym dla jasności, nie chodzi tu o głębokie zwierzenia, czy wylewne dzielenie się czyimś życiem prywatnym. To „o mnie, o Tobie” powinno być tak lekkie jak brzmienie tej reguły.

Zauważaj rozmówce

Zasad ta pozwala uchronić się także przed jednym ważnym błędem, popełnianym przez nie tak mało osób. Czasami bywają one tak skupione na sobie lub jakimś wydarzeniu, że w natłoku informacji zupełnie pomijają drugą osobę. W tym sensie, że w ogóle się nie zainteresują tym co u niej słychać.

Sam pamiętam kilka takich towarzyskich sytuacji, gdy po skończonym spotkaniu dochodziłem do wniosku, że mój rozmówca był skupiony tylko na sobie i swoich historiach. Nie wykazał ani odrobiny zainteresowania mną. Co powodowało, że czułem w tej relacji brak przestrzeni dla mnie. Zyskiwałem świadomość, że zamiast mnie mogła by być w tej rozmowie każda inna dowolna osoba lub nawet manekin. W efekcie nie dochodziło już do kolejnych spotkań, gdyż nie byłem zainteresowany podtrzymywaniem takich relacji.

W relacji menedżer – członek zespołu raczej ciężko będzie unikać kolejnych spotkań. Niemniej jednak „łatka” aroganta lub narcyza w takiej sytuacji szybko przylgnie do menedżera. Jest tylko kwestią czasu, kiedy członkowie jego zespołu zaczną przechodzić pod skrzydła menedżerów, którzy ich zauważą.

Maksymalny limit postępu – sposób na trudne/nudne projekty rozłożone w czasie

W dzisiejszych czasach, gdy inflacja gna w górę jak szalona i wszyscy zastanawiają się w jaki sposób ochronić swoje pieniądze przypominają mi się słowa jakie wypowiedział Warren Buffett: „Jakiekolwiek masz umiejętności, nikt nie może ci ich zabrać. Inflacja też tego nie zrobi. Najlepszą inwestycją jest rozwijanie siebie.”

Znam też inny jego cytat „Istnieje jeden rodzaj inwestycji, który przyćmiewa wszystkie inne. Inwestuj w siebie. Zajmij się tym, co uważasz za swoją słabość i zrób to teraz”.

Generalnie jestem zwolennikiem pracy nad naszymi mocnymi stronami, bo w nich upatruje największego potencjału rozwoju. Jednak zgadzam się z tym, że również zmniejszanie naszych słabości może być cenne.

Sęk w tym, że jeżeli coś jest naszą słabością, to praca nad nią raczej nie przynosi nam satysfakcji ani przyjemności. Jak więc ją sobie zorganizować, aby w niej wytrwać? Szczególnie, gdy nad głową nie wisi nam żaden deadline.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - Maksymalny limit postępu – sposób na trudne nudne projekty

Czego nas uczy próba zdobycia bieguna południowego?

W listopadzie 1911 roku marsz w kierunku bieguna południowego rozpoczęły dwie ekspedycje. Jedną dowodził kapitan Robert Falcon Scott z Wielkiej Brytanii, a drugą Roald Amundsen z Norwegii. Ekspedycje wyruszyły w odstępie zaledwie kilku dni od siebie i poruszały się niemal tą samą trasą. Istotne było jednak to w jaki sposób były one zarządzane.

Scott w pogodne dni eksploatował swoich ludzi do granic możliwości. Natomiast, gdy pogoda była niesprzyjająca zaszywał się w swoim namiocie i wylewał w swoim dzienniku żale na świat i złą pogodę, która utrudnia mu osiągnięcie celu.

Amundsen przyjął zupełnie inną taktykę. Zarówno w pogodne, jak i niesprzyjające dni jego ekspedycja  miała przebywać dokładnie 24 km. Gdy spojrzeć w jego dziennik, w niepogodne dni zamiast utyskiwania można było znaleźć zapiski o ile, pomimo niesprzyjającej, pogody przesunęli się do celu. 12 grudnia 1911 jego ekspedycja znajdowała się zaledwie 72 km od celu. Miała za sobą już tysiące kilometrów i była tak blisko bieguna jak nikt nigdy wcześniej. Pokusa, aby nieludzkim wysiłkiem w ciągu jednego dnia dotrzeć do celu i zdobyć biegun była wielka. Jednak osiągnięcie celu zajęło im jeszcze trzy dni, bo Amundsen trzymał się swojego limitu 24 km. Był bowiem świadom tego, że nieludzki wysiłek jednego dni pozwoli szybko osiągnąć cel wyprawy, ale może na tyle wyczerpać ekipę, że nie będzie miała sił na powrót.

Amundsen ze swoją ekipą zdobył biegun południowy 14 grudnia 1911 roku. Byli pierwszymi ludźmi w udokumentowanej historii, którym udało się dokonać tego dokonać. A potem bezpiecznie wrócili do Norwegii. Scott ze swoją wycieńczoną ekipą dotarł do bieguna 34 dni później. To jednak nie było największą tragedią ich wyprawy. Największą tragedią było to, że nigdy z niej nie wrócili. Zmęczenie i odmrożenia były na tyle dotkliwe, że cała piątka w drodze powrotnej zamarzła na śmierć.

Powoli znaczy płynnie, płynnie znaczy szybko

Scoot w pogodne dni na maksa eksploatował swoją ekipę. Byli na tyle przemęczeni, że podczas złych dni, gdy się nie przemieszczali, nie byli się w stanie wystarczająco zregenerować. Zatem w kolejny pogodny dzień wchodzili z deficytem energii. Z każdym kolejnym dniem ten deficyt był coraz większym.

Amundsen przyjął taktykę „powolnego czołgu, którego nic nie zatrzyma”. Bez względu na pogodę, każdego dnia jego ekipa miała pokonywać taki sam odcinek. Był on na tyle nie duży, że nie doprowadzał do wyczerpania uczestników ekspedycji. Siły nadwątlone podczas dni niepogody, szybko odzyskiwali w pogodne dni, kiedy po pokonaniu wyznaczonego dystansu mogli się regenerować. Co więcej, każdy taki pogodny dzień kończy się mentalnym niedosytem, bo można było przecież więcej. Niedosyt przy jednoczesnym zasobie energii, powodował że mieli ochotę dalej mierzyć się ze swoją drogą i celem.

Podobnie jest z nami i zadaniami, których nie lubimy i które na dodatek są rozłożone w czasie. Często ociągamy się z podjęciem aktywności, a kiedy już się na nią zdobędziemy ciśniemy na maksa. Chcemy nadrobić stracony czas, a może i jeszcze podziałać z mały naddatkiem. Problem w tym, że po tak intensywnym dniu mamy potrzebę długiej regeneracji. Często następnego dnia, na samą myśl o zajęciu się danym zadaniem, czy projektem mamy totalną blokadę. Nie realizujemy go i znowu zaczynamy gromadzić zaległości. Po kilku takich pikach hiperaktywności, która nas kosztuje potężne zasoby energii jesteśmy zniechęceni, apatyczni i porzucamy nasz plan. Mówiąc obrazowo, niczym Scoot zamarzamy na śmierć i to jeszcze przed dotarciem do celu.

Maksymalny limit postępu – klucz do sukcesu

Nie oszukujmy się. Czego byśmy nie robili to realizując jakieś działanie czy projekt, które nie dają nam przyjemności nie tryskamy entuzjazmem. Uważajmy jednak na pułapkę chęci dociśnięcia jednego dnia, tak abyśmy mogli sobie potem odpuścić. Nie możemy dopuścić do nadwerężenia naszych zasobów energii i doprowadzenie się do stanu przemęczenia.

Z realizacją takiej aktywności powinno być jak z zalecaną przez lekarzy zasadą dotyczącą jedzenia: jedzenie należy kończyć z lekkim uczuciem niedosytu. Jeżeli nie będziemy się tego trzymać, zjemy istotnie więcej niż potrzebujemy. Przejedzenie doprowadzi do bólu żołądka i problemów trawiennych. Kiedy naprawdę przesadzimy, konsekwencją będzie osłabienie i kilka kolejnych dni na diecie, aby żołądek doszedł do siebie.

Bądź w tych aktywnościach jak Amundsen. Bez szału w dobre dni i dram w te złe. Każdego dnia konsekwentnie, przesuń się wyznaczony kawałek do celu.

Sam ćwiczę to na sobie. Robię kurs, który wcale mnie nie kręci, ale jest ważny dla mojego potencjału zawodowego. Mam cel – godzina pracy z kursem w każdy dzień roboczy i muszę przyznać że to działa. W gorsze dni myślę sobie: „to będzie tylko godzina i po wszystkim”. W te dobre, kończę pracę z kursem z poczuciem niedosytu i chęcią na kolejną dawkę wiedzy następnego dnia.

Kiedy „ciśniesz” za mocno – prawo odwróconego wysiłku

W naszym życiu jest całkiem sporo sytuacji, w których trafiamy na opór lub brak postępu. Instynktownie i kulturowo zaczynamy dociskać i zwiększać nasz wysiłek, aby osiągnąć lepszy rezultat. Tymczasem może być i tak, że tylko pogarszamy sytuację. Szczególnie kiedy jesteśmy osobą wysoko ambitną.

Aldous Huxley powiedziałby, że wpadamy w pułapkę „prawa odwróconego wysiłku”, a ekonomiści stwierdziliby, że podlegamy „prawu malejących przychodów krańcowych”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - za mocno ciśniesz - prawo odwróconego wysiłku

Czemu nadmiar nie służy?

Larry Silverberg z Uniwersytetu Stanowego Karoliny Północnej odkrył w ramach swoich badań, że głównym czynnikiem decydującym o powodzeniu rzutu wolnego jest prędkość, z jaką zawodnik wypuszcza piłkę. Przy czym ważne jest, aby płynnie wynikała ona z pamięci mięśniowej, naturalnego ruchu i  instynktu. Jeżeli zawodnik za bardzo się stara, spina się i porusza za szybko.

Podobnie wygląda sprawa z sytuacją kiedy nie możemy zasnąć. Wiele osób w takiej sytuacji stresuje się i próbuje na siłę wymusić na sobie zaśnięcie. Co oczywiście działa zupełnie odwrotnie, bo zasypiamy dopiero wtedy kiedy pozwalamy myślom swobodnie błądzić. Zatem zamiast na siłę wymuszać na sobie sen, warto odpuścić. Wstać i chwilę poczytać lub po prostu pogapić się w gwiazdy za oknem, aż do chwili, w której zmorzy nas senność.

Często jesteśmy uczeni tego, że większy wysiłek prowadzi do lepszych rezultatów. Z tego powodu brak wyników odpala w nas obsesyjne inwestowanie w daną sprawę wytężonego wysiłku. Tymczasem po przekroczeniu pewnego punktu, większy wysiłek nie przynosi lepszego rezultatu, a wręcz obniża naszą wydajność.

Ekonomiści opisując to zjawisko mówią, że po przekroczeniu pewnej granicy każda dodatkowa jednostka nakładu generuje coraz mniejszą produkcję. Greg McKeown w swojej książce „To proste. Bez wysiłku rób to, co ważne” ilustruje tę sytuację przykładem pisarskim.

Powiedzmy, że pisząc przez dwie godziny, może stworzyć trzy strony. Jednak pisząc cztery godziny nie stworzysz sześciu stron, a co najwyżej pięć lub mniej. Twoja wydajność ewidentnie spada. Jeżeli jednak będziesz dalej „cisnął” z pisaniem, to spadnie nie tylko wydajność, ale i jakość tego co tworzysz.

Ekonomiści powiedzieliby, że osiągnąłeś „negatywny przychód krańcowy”. Od tego momentu każdy gram wysiłku, który włożysz w dane działania przynosi tylko szkodę i pogarsza sytuację. Błędne koło zaczyna się zamykać. Ty starasz się coraz bardziej, a sytuacja tylko się pogarsza. To wprost idealna recepta na wypalenie.

Iluzja bycia bohaterem

Często kiedy jesteśmy w środku takiego działania, choć czujemy się mocno zmęczeni lub niemal wycieńczeni, jesteś dumni ze swojego poświęcenia. Tylko, że to jest nasz punkt widzenie, a nie realna i obiektywna ocena sytuacji.

Dla przykładu uporczywe zabieganie o awans może go zaprzepaścić, bo nasze działanie zostanie odebrane jako desperacja. Próby zaśnięcia na siłę, doskonale to uniemożliwią bo będziemy cali spięci. Próby zawierania znajomości na siłę, zablokują naszą autentyczność i tym samym utrudnią nawiązanie nowych relacji. Nadmierna kontrola i stresowanie się zabiją naszą uważność i możemy o czymś zapomnieć. Ciągłe dopieszczanie już dobrej prezentacji może ją w końcowym efekcie zepsuć.

Z tego powodu tak ważne jest zaufanie do samego siebie i działająca przeciw kulturowemu wzorcowi umiejętność mądrego odpuszczenia. Taoiści znają ją od dawna pod nazwą Wu Wei, które w dosłownym tłumaczeniu znaczy „odpuszczenie”/„niedziałanie”. Przy czym nie chodzi tu o lenistwo czy olewanie wszystkiego, ale o robienie właściwych rzeczy, we właściwym czasie.

Prze_myślnik #65 – w pułapce przekonań i schematów

Często twierdzimy, że życie jakieś jest. Jedni uznają je za trudne, pełne cierpienia wyzwań i niebezpieczeństw. Inni przyjmują że jest świetną przygodą, nieustającą lekcją a także niewyczerpanym źródłem możliwości. Co ciekawe obie te grupy mówią o tym samym życiu. To co je różni, to podejście do niego.

Podejście najczęściej wynika z naszych przekonań. Gdyby się jednak nad tym głębiej zastanowić, pewną wątpliwość zgłosiłbym do słowa „naszych”. Być może są one wyznawane przez nas, ale bardzo często pochodzą od innych. Na nasze przekonania istotny wpływ miało to co wpajali nam rodzice, szkoła, nasze otoczenie i kultura, w której się wychowywaliśmy.

Jako dzieci nie mieliśmy istotnego wpływu na otrzymywane przekazy. Często nie mieliśmy też możliwości ich właściwej oceny. Mieliśmy za mało życiowego doświadczenia oraz nie znaliśmy alternatyw dla tego co nam mówiono.

Dzisiaj jednak jesteśmy już dorośli. Często niezależni od innych i mamy pełne prawo do swoich poglądów, przekonań i indywidualnych życiowych ścieżek. Powiem więcej, mamy prawo do błędów, poszukiwań i zmiany zdania na różne tematy, bo tak odkrywa się prawdziwe życie i jego smak.

Nie będę Ci wciskał marnych motywacyjnych kitów w postaci „każdy może wszystko”, czy „możesz wszystko i wszędzie”. Bo nie każdy może wszystko i nie wszędzie. Najczęściej może jednak więcej i inaczej, niż to na pierwszy rzut oka może się wydawać.

Dla mnie dorosłość oznacza:

  • świadomość swojej sprawczości,
  • odwagę odrzucania niesłużących nam przekonań i schematów, w które uwikłali nas inni,
  • odpowiedzialność za swoje wybory, jak również za brak tych wyborów,
  • porzucenie tłumaczenia wszystkiego w naszym życiu trudnym dzieciństwem i niedobrymi rodzicami,
  • dokonanie świadomego wybór tego jakim człowiekiem chcemy być, z pełnym prawem późniejszej modyfikacji tego.

Powyższe doskonale opisuje następujący cytat

„Dorastając, słyszysz zwykle, że świat jest, jaki jest, a Ty masz przeżyć w nim swoje życie. Postaraj się niezbyt często obijać o ściany. Postaraj się założyć rodzinę, miło spędzić czas, odkładać pieniądze. To bardzo ograniczona egzystencja. A życie może mieć o wiele szersze horyzonty, kiedy odkryjesz jeden prosty fakt. Oto on: wszystko, co Cię otacza, to, co nazywasz życiem, zostało wymyślone przez ludzi, którzy wcale nie przewyższali Cię inteligencją. A Ty możesz to zmienić. Masz na to wpływ… Kiedy to zrozumiesz, nigdy już nie będziesz takim samym człowiekiem.” – Steve Jobs

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - przekonania i schematy

Wymyśliłeś sobie siebie i swój sposób na życie – to może być pułapka!

Mam klientów, którzy swojego czasu jasno i wyraźnie określili swoje cele i to kim chcą być w życiu. Można powiedzieć, że wymyślili siebie i swój sposób na życie. Co więcej, zrealizowali go, a teraz siedzą u mnie głowiąc się co poszło nie tak.

Okazuje się bowiem, że teraz coś w tym życiu ich uwiera. Coś przeszkadza i w sumie nie wiadomo jak do tego doszło i co z tym zrobić. Nierzadko winę za ten stan ponosi odpalony „życiowy autopilot” i wyłączona refleksja.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - pomysł ma siebie - sposób na życie - pomysł na życie

Życie to nieustannie zmieniający się kalejdoskop

Naturalnym jest szukanie w życiu takich ścieżek i rozwiązań, które je ułatwiają. Konieczność ciągłego dokonywanie wyborów i podejmowania decyzji bywa męcząca. Z tego powodu poszukujemy jakiegoś życiowego „świętego Grala”, prawdy objawionej lub złotej ścieżki, które nas łatwo i gładko poprowadzą przez życie. Czasami idziemy na totalną łatwiznę i bierzemy to co wskazują nam rodzice, znajomi, uczelnia czy jeszcze ktoś inny.

Liczymy na to, że raz dokonany wybór ustawi nam całe życie i mamy pozamiatany temat życiowej egzystencji. Na pytanie o to dlaczego robimy to co robimy, albo dlaczego zajmujemy się tym czym się  zajmujemy odpowiadamy ochoczo i z łatwością: „bo tak kiedyś zdecydowałem” lub „bo taką drogę kiedyś wybrałem”. Przy czym nie dostrzegamy w tej odpowiedzi totalnego braku refleksji, ale i braku podążania za zmieniającym się życiem i światem.

To tak jakbyśmy poszli do jakiejś kolejowej kasy i kupili bilet na podróż przez cały świat po ściśle wyznaczonej trasie. Przy czym w ramach tego biletu dostajemy gwarancję, że mamy prawo jeździć tym pociągiem i na tej trasie przez kilkadziesiąt lat (całą resztę naszego życia) ciągle pokonując zaplanowaną kolejową pętlę. Pierwsze kilka pętli może być całkiem przyjemnych i komfortowych. Jednak z upływem lat robi się coraz trudniej. Część linii kolejowych zostaje zlikwidowana i musimy korzystać z komunikacji zastępczej, za która musimy dopłacać. Czasami niektóre kraje z powodu konfliktów lub jakiś klęsk stają się dla nas niedostępne i znowu musimy je objeżdżać pokrywając koszty tych kolejowych objazdów z własnych pieniędzy.

Najsmutniejsze jest to, że wiele osób na siłę ciągle trzyma się tego jeżdżenia po tej konkretnej trasie, bo kiedyś kupili bilet. Nie widzą (albo i nie chcą zobaczyć), że tak naprawdę z roku na rok jest to coraz większa i droższa mordęga. Pomimo, że na początku obiecywano im komfort i wszystko w cenie biletu.

Dla jednych takim mitycznym biletem jest wybrany zawód albo firma, dla innych życiowy partner lub partnerka. Czasami jest nim wybór dotyczący miejsca zamieszkania, albo przekonania lub zasady, których się kurczowo trzymamy. Dopłatą za objazdy albo komunikację zastępczą bywa nasz zdrowie, poczucie szczęścia lub brak rozwoju.

Zmiana to esencja życia

Choć każdemu z nas zdarza się marzyć o spokoju, przewidywalności i poczuciu bezpieczeństwa, to te oczekiwania stoją w sprzeczności z naturą samego życia. Z definicji jest bowiem ono zmienne, wiąże się z nieustannym rozwojem i dostosowywaniem do także zmieniającego się świata. Zatem zamiast wymyślać rozwiązania na całe życie, pamiętajmy że na każdym etapie życia trzeba będzie dokonywać wyborów.

Jeżeli masz jednak ochotę na taką przewidywalną i zaplanowaną „kolejową pętelkę” to mam dla Ciebie dobre i złe wieści. Możesz sobie kupić taki bilet, ale jest on biletem jednorazowym, ważnym tylko przez określony czas. Kupując kolejny bilet być może będziesz musiał wybrać inny środek lokomocji i inną trasę.

Ma to jednak jeden istotny plus. Kiedy dokonasz złego wyboru będziesz się męczyć tylko przez jakiś czas, a potem przyjdzie czas na zmianę. To ważne, bo niektórzy decydując się na studia, pracę, miejsce zamieszkania, czy inny życiowy wybór podchodzą do tego tak, jakby to miało być już na całe życie, a tak wcale nie jest.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close