Rafał Markiewicz

Blog

Poczucie umiejscowienia kontroli – gdzie je masz?

Niedawno w sklepie spożywczym usłyszałem dialog całkiem młodo wyglądający emerytek: „A witam co tam słychać. A nie pytaj, ciągle to samo. Człowiek ma już dość.”

Kiedy te słowa do mnie dotarły stanąłem jak wryty. Wprost nie mogłem uwierzyć, że można prezentować aż tak bierną postawę wobec życiu.

Oczywiste było dla mnie, że jeżeli coś mi w życiu nie pasuje to to zmieniam, a nie tylko chodzę i opowiadam, iż mam tego dość. Szybko jednak wyhamowałem, bo zrozumiałem, że ta kobieta ma najprawdopodobniej odwrotnie do mnie umiejscowione poczucie kontroli.

Man withRafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - poczucie życiowej kontroli - sprawczość

Umiejscowienie kontroli

Teoria poczucia umiejscowienia kontroli (LOC – locus of control) opisuje fakt, że ludzie mają odmienne sposoby na interpretowanie zdarzeń zachodzący w życiu zarówno ich, jak i innych osób. Wyróżnia ona dwa podejścia, w których poczucie kontroli jest umiejscawiane na zewnątrz lub wewnątrz.

Osoby o zewnętrznym poczuciu kontroli uważają, że o ich życiu decydują czynniki niezależne od nich i nie podlegające ich kontroli. Np. los, siła wyższa, przeznaczenie, choroba ale także inne osoby lub instytucje.

Osoby o takim nastawieniu mogą zupełnie ignorować kwestie zdrowego odżywiania ponieważ uważają, że ich los już dawno został gdzieś zapisany i umrą wtedy kiedy jest to im pisane. Dla uwiarygodnienia swojego podejścia, będą poszukiwały przykładów osób zdrowo się odżywiających, które nagle zginęły w jakimś wypadku. Jak również przykładów życiowych hulaków i osób zupełnie nie dbających o zdrowie, które dożyły późnej starości. Przy czym reprezentatywność tych przypadków względem ogółu będzie przez nie zupełnie ignorowana.

Osoby o wewnętrznym poczuciu kontroli są przekonane, że same kierują swoim życiem i mają wpływ na ważne zdarzenia w nim zachodzące. Biorą również odpowiedzialność za swoje życie i dzięki swoim działaniom, wysiłkom oraz pracy starają się intencjonalnie na nie wpływać i nim kierować.

Te osoby przyjmą, że na długość ich życia ma istotny wpływ to na ile o nie dbają i w jaki sposób się odżywiają. Będą kontrolować stan swojego zdrowia oraz modyfikować swoje zwyczaje i zachowania tak aby jak najdłużej zapewnić sobie zdrowie.

Nastawienie do życia

Pozytywne nastawienie psychiczne wspiera nas w odnoszeniu sukcesów. Daje poczucie radości z życia oraz relacji i związków w jakie wchodzimy. Buduje w nas także wiarę w to, że pomimo przytrafiających się nam przeciwności pokonamy je lub z czasem one przeminął.

Bardzo istotne dla budowania tego pozytywnego nastawienia jest poczucie sprawczości w życiu, które niezmiennie jest związane z wewnętrznym poczuciem kontroli.

Zwraca na ten fakt również jedno z podstawowych pytań stosowanych w coachingu „Co już zrobiłeś, aby to zmienić i co zadziałało, a co nie?”. Ogranicza ono przestrzeń dla biernego narzekania i uświadamia odpowiedzialność za własne życie. Jasno również wskazuje na potrzebę aktywnych działań. Swoją drogą ciekawe co by na nie odpowiedziała ta utyskująca emerytka.

Przestań szukać pasji, bo jej nie znajdziesz

Dziś chcę obalić pewien dość powszechny mit na temat pasji. Pasja to niej jest „rzecz”, którą można znaleźć lub mieć.

Pasja jest nietrwałym zjawiskiem, które występuje tylko w sprzyjających warunkach. Jest czymś co pojawia się i znika. Czymś co towarzyszy konkretnym działaniom. Możesz pracować z pasją lub wykonywać jakiś zawód z pasją. Oznacza to jednak tylko tyle, że zadania jakie wykonujesz w swojej pracy dają Ci poczucie pasji. Możesz uprawiać ogród lub jakiś sport z pasją. Możesz z pasją zbierać znaczki pocztowe, ale jeśli zabraknie tego „zbierania” to pasji też nie będzie.

„Pasjonująca” pułapka

Jest to sytuacja, w której stawiamy wszystko na głowie. Naszym podstawowym wymaganiem jest pojawienie się pasji i dopiero kiedy ją poczujemy planujemy podjąć jakieś działanie.

Klasycznym przykładem jest chęć zmiany pracy, ale koniecznie na taką która da nam pasje. Tylko jak tę pasję wykryć nie próbując wcześniej jak się w danej pracy czujemy. Jest to jakieś „magiczne” wyobrażenie, że przeglądając ogłoszenia o pracę, nagle poczujemy wewnętrzy zew albo ukłucie w boku, które szepnie: „Hej, to ja pasja. Jakie zarąbiste ogłoszenie, bierz tę pracę”. Ten głos się nie pojawia i mijają kolejne miesiące bezskutecznego przeglądania ogłoszeń, a dana osoba nadal tkwi w dotychczasowym miejscu.

Innym przykładem obrazującym tę zasadę jest moja znajoma. Wciąż opowiada, że chciałaby zacząć malować, bo czuje że się w tym spełni. Więc uparcie pytam ją kiedy zaczyna swoją przygodę z malowaniem. Zawsze jednak otrzymuję tę samą odpowiedź: „To musi być odpowiedni moment. Jak poczuję wenę, taki impuls pasji to wtedy w to popłynę”.  Jeśli dobrze policzyłem, to gaworzymy sobie w ten sposób już jakieś 4 lat.

Przestań czekać, zacznij działać

Siedzisz i czekasz na nadejście pasji, zmartwię Cię – nie przyjdzie. Nie ma bowiem odpowiednich warunków do jej pojawienia. Zabrakło szczególnie tego co ją wywołuje – działania. Miej też świadomość, że to działanie musi się trochę rozpędzić, nabrać tempa, aby wytworzyć odpowiednią atmosferę dla pasji.

To jak z jazdą na rowerze. Kiedy tylko na nim siedzisz nie poczujesz przyjemności jazdy. Nie zakosztujesz też jej po pierwszy odepchnięciu od ziemi. Rower musi nabrać odpowiedniej prędkości, abyś cieszył się samą jazdą i poczuł powietrze smagające Cię po twarzy.

Doskonale tę zasadę znają Ci, którzy regularnie biegają. Najtrudniejszym momentem jest zmobilizowanie się do wyjścia z domu i rozpoczęcie biegu. Na początku bieg może nawet nie być przyjemny, kiedy jednak organizm odpowiednio się na jego skutek pobudzi dostajemy zastrzyk hormonów szczęścia czyli endorfin i czujemy się doskonale. Jeśli kolejnego dnia mamy problem, aby wyjść z domu na bieganie wystarczy sobie przypomnieć jak świetnie się czuliśmy w czasie ostatniego wyjścia. Chcemy tego uczucia znowu doświadczyć, więc pomimo początkowego oporu kolejny raz idziemy biegać.

Tak samo będzie z pasją, którą poczujesz w czasie jakiegoś działania. Będzie chciał jej znowu doświadczyć więc ponownie w to działanie się zaangażujesz.

Skąd to wiem? Bo to mój 397 artykuł na tym blogu. Za każdym razem, kiedy muszę napisać nowy marudzę i utyskuję. Kiedy jednak siadam i zaczynam pisać, czuję flow, pasję i radość dzielenia się wiedzą.

Droga środka – krocząc między intuicją i duchowością, a racjonalnością i nauką

Mam taki zwyczaj, że kiedy odwiedzam jakąś nową dzielnicę miasta, o ile pozwalają na to warunki, lubię chodzić środkiem ulicy. Będąc po środku, z takiej samej perspektywy obserwuję obie jej strony. Kiedy bym szedł po jednej z nich dobrze widziałbym przeciwległą stronę, a tą po której idę widziałbym w zawężonej perspektywie. Mówiąc inaczej, pewnie bym nie dostrzegł na niej wszystkiego.

Ulica, to pikuś jeżeli zestawimy ją z wielowątkowym i skomplikowanym życiem. Zasada jednak jest ta sama. Trzymając się jednej strony widzimy dobrze tą przeciwległą, a obraz swojej mamy nieco wypaczony. Działa ona zarówno w aspekcie życia prywatnego, jak i ścieżki zawodowej.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - duchowośc - intuicja - racjonalność - nauka

Dwa obozy – jak dwie strony ulicy

Jakże często, kiedy ktoś mówi o czymś co mu pomogło lub działa w jego życiu natychmiast pojawiają się w opozycji głosy lepiej wiedzących. Bezbłędnie miażdżą czyjeś podejście twierdząc, że nie ma ono naukowych podstaw lub dowodów. Ewentualnie pojawiają się zarzuty, że to bezdusznie mechaniczne i nie oświecone – zabija prawdziwe ja, pozabawia intuicji a równie często jest co najmniej moralnie wątpliwe.

W naszym świecie często popadamy w sztywny dualizm. To co z duchowości, czucia, intuicji i ezoteryczności staje często w opozycji wobec tego co racjonalne, matematyczne i naukowe. Jedni wymachują zestawem badań, danych i opisanych naukowo dowodów. Drudzy podnoszą argument czucia, siły wyższej i duchowego przebudzenia.

Czasami się zastanawiam skąd to zacietrzewienie, skąd potrzeba kontry. Czemu wychodzimy od tego, że jak to nie po naszej myśli, to z pewnością niewłaściwe. Czemu nie przyjdzie nam pomysł, żeby zacząć od stwierdzenia „to ciekawe, powiedz o tym coś więcej”.

Sądzę, że przyczyny są dwie. Pierwsza, boimy się nieznanego/obcego i czym ten strach większy, tym większa nasza potrzeba zwalczania. Druga przyczyna to taka, że jesteśmy świadomi tego innego podejścia, ale z jakiś względów za wszelką cenę próbujemy przed nim uciekać.

Nierzadko, Ci którzy nie radzą sobie z wymaganiami i twardymi regułami realnego świata uciekają w duchowość, religijność i różnego rodzaju mistyczne obrządki. Ci którzy boją się doświadczać uczuć i emocji lub lękają się tego co znajdą wewnątrz siebie chronią sią za murem naukowego zdystansowania i matematycznej obiektywności.

Krzywe zwierciadła – zakłamana rzeczywistość

Ci zagonieni w życiu i pochłonięci na 120% swoją karierą, niejednokrotnie uciekają przed samotnością.

Ci perfekcyjni, niekoniecznie chcą być najlepsi. Pod swoją nadmierną hiperpoprawnością starają się ukryć poczucie swojej niedoskonałości.

Ci rozmodleni i codziennie biegający do kościoła często nie mają czasu zająć się rozpadająca rodziną i więdnącymi relacjami z innymi.

Rozmedytowani i niemal unoszący się w swoim oświeceniu nad jogowymi matami często liczą na magiczne rozwiązania życiowych wyzwań i uniknięcie niewygodnych zobowiązań.

Ci nieustannie uczestniczący w nowych rozwojowych szkoleniach i pochłaniający nowe poradniki, bywają tak zagonieni w poszukiwaniu cudownych rozwiązań i tricków, że brakuje im czasu na pracę u podstaw i wdrożenie w życie pozyskanej wiedzy.

Takie są właśnie efekty chodzenia po jednej stronie życiowej ulicy. U innych widzimy wszystkie niekonsekwencje i nieidealności, a swoje życie widzimy w krzywych, a w zasadzie przypudrowanych zwierciadłach. Dzięki temu, unikamy złego samopoczucia i tego co niewygodne.

Wyjdź na środek życiowej ulicy – bądź jak yin i yang

Właśnie z tego powodu zachęcam do przekraczania życiowych krawężników i zaglądania z ciekawością na drugą stronę. Doświadczania, eksperymentowania, krytycznego myślenia i zarazem troski o otwartość swojej głowy na inne poglądy i spojrzenia.

Warto być jak symbol yin-yang i mieć świadomość, że każda strona zawiera jakiś element tego co opozycyjne (czarne w białym i białe w czarnym). Najważniejsze jednak przesłanie jakie z niego biorę, to to, że pełnia jest wtedy kiedy nie jesteś jednostonny/jednostronna. Kiedy masz w sobie obie strony i tworzysz swoje życie dążąc do balansu między nimi.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - yin - yang
Ying yang symbol of harmony and balance

Pamiętajmy, że życie mamy tylko jedno i nie będzie już z niego powtórki. Miejmy więc odwagę kształtowania go tak jak czujemy. Czerpmy z wielu źródeł i wybierajmy z nich to co z nami wspólne. Stańmy się oryginalną mieszanką idei, poglądów i działań. Miejmy odwagę łamania zasad, przekonań i przekraczania granic między kulturami. Jeżeli tylko nie krzywdzimy innych mamy pełne prawo do ekspresji siebie i swojej autentyczności.

Prze_myślnik #68 – mityczna motywacja

Przyszła jesień co przeważnie oznacza mniej słońca, więcej ciemności i jakoś tak mniej siły. Nieodzownie z tym stanem łączy się deklaracja padająca z wielu ust: „Jakoś tak nie mam motywacji…”, która jest świetną wymówką dla braku działania.

Tymczasem w dzisiejszych czasach, w których wszystko jest zmienne i nieprzewidywalne, a co za tym idzie miesza nam w planach i zmusza nas do ciągłych korekt utrzymanie motywacji do jakiegoś działania bywa arcy trudne. Jak dodamy do tego mnóstwo bodźców i różnych ciekawostek, które docierają do nas z naszego otoczenia i kradną naszą uwagę oraz kuszą nowym, to utrzymanie motywacji do jakiejś aktywności jest niemal niemożliwe.

Z tego powodu, szczególnie dziś tę mityczną motywację należy zastąpić wytrwałością i dyscypliną. Brzmią nieco mniej sexi, ale zapewniają znacznie lepsze efekty.

Doskonale opisał to w jednym ze swoich artykułów Alex Mathers:

„Oto bezczelny mały sekret, który zmieni twoje życie: pasja, energia lub kreatywność – jakkolwiek chcesz to nazwać – nie jest rzeczownikiem.

To czasownik – nawyk. Siedzisz przy biurku i czekasz na pojawienie się pasji do pisania. Nie rozśmieszaj mnie.

Pasja przyjdzie, ale dopiero wtedy, gdy zaczniesz pisać. I daj jej kilka minut.

Gdy zaczniesz działać, poczujesz energię. Pasja to czasownik. Nie czekasz na nią, ani jej nie znajdujesz. Tworzysz ją punktualnie o 8 rano każdego ranka.”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - motywacja - wytrwałość - pasja

Stagnacja, która zabija jakość życia

Spora część osób zapytana o czym marzy odpowie, że o bezpieczeństwie i „świętym spokoju”. Tak żeby wreszcie odpocząć. Wydaje mi się, że wypowiadają to życzenie motywowani chwilą obecną, ale nie do końca uświadamiając sobie jego prawdziwe konsekwencje.

Ten przysłowiowy „święty spokój” ma często swoje drugie oblicze, którym jest życiowa stagnacja, która prowadzi do obezwładniającej nudy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stagnacja - rozwój - jakość życia

Doskonale spuentowała to dawno niewidziana sprzątaczka z mojego bloku, z którą kiedyś sobie ucinaliśmy krótkie pogawędki i zawsze życzyliśmy „dobrego dni”. Kiedy powiedziała, że jest już na emeryturze, zapytałem jak jej teraz jest. Czy ma wreszcie spokój i może odpocząć. Odpowiedziała: „Strasznie, budzę się każdego dnia i nie wiem po co.”

Zaczynam zawsze ambitnie

I to nawet niezależnie od naszej woli. Będąc dziećmi nieustanie uczymy się i rozwijamy. Uczymy się mówić, chodzić, czytać, rozumieć świat i ogólne zasady nim rządzące. Zmienia się nasze ciało i postrzeganie świata, zatem wciąż musimy się do tego dostosowywać. Wraz z ukończeniem studiów i rozpoczęciem kariery zawodowej u większości osób ten rozwój istotnie spowalnia.

Oczywiście pojawienie się dziecka, jest dla nas kolejnym bodźcem rozwojowym. Jednak wiele osób z tego bodźca robi też wymówkę dla braku rozwoju w pozostałych obszarach. Rezygnuje ze swoich planów i marzeń, „bo jest dziecko”. Najczęściej jednak nie miałoby odwagi, aby w odpowiedzi na pytanie dorastającego dziecka o to czemu nie zrealizowali swoich marzeń odpowiedzieć mu „bo się urodziłeś”.

Według tej zasady wykres naszego życia można narysować tak:

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stagnacja - rozwój - jakość życia

Złam schemat

Vishen Lakhiani w swojej książce „Kod nadzwyczajnego umysłu. Dziesięć reguł niezwykłego życia” podpowiada, aby złamać ten schemat życia i zamienić powolny, miarowy rozwój na zdecydowanie mniej poukładaną, a nawet bardzo poszarpaną linię.

Koncepcja ta obrazowo wygląda mniej więcej tak:

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stagnacja - rozwój - jakość życia

Wydaje się ona zdecydowanie bardziej atrakcyjna od wcześniejszej. Zakłada jednak, że bezpieczeństwo i „święty spokój” nie są celem naszego życia.

Jako cel stawia ciekawą podróż przez życie, z całym bagażem różnych doświadczeń. Tych dobrych i pozytywnych. Jak i tych złych, kiedy powinie nam się noga.

Chciałbym też uczulić na jeden fakt. Każdy spadek w dół na tej linii nie jest tak wielki, abyśmy musieli po nim zaczynać od przysłowiowego zera. Zawsze spadamy tylko trochę. Co więcej, w każdej porażce, czy potknięciu może być ukryty zalążek nowych możliwości. W dużej mierze od nas samych zależy, czy go tam dostrzeżemy.

Wsteczny interwał – jeden z sposobów na pozytywny stan ducha

Poznałem ostatnio ciekawą koncepcję, według której sukces w życiu rozumiany jako życiowe spełnienie uzależniony jest między innymi od dwóch elementów kształtujących nasze działania. Chodzi o posiadanie własnej wizji przyszłości, a mówiąc bardziej poetycko koncepcji jakie piętno chcemy odcisnąć w świecie swoim życiem. Drugim jest pozytywny stan ducha (poczucie szczęśliwości) z jakim powinniśmy podchodzić do wypełniania tej wizji.

Dla jasności, to fragmentaryczny opis całej koncepcji. Ale właśnie o skupienie na tym fragmencie mi chodzi. Sprowokowały mnie do tego słowa Vishena Lakhiani „Stawiaj sobie wielkie cele – ale nie uzależniaj od nich swojego szczęścia. Musisz być szczęśliwy, zanim je osiągniesz.”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - wsteczny interwał - szczęśliwość

Jak to z tym szczęściem bywa?

W naszej kulturze wyjątkowo ciężko, bo jako naród słyniemy z utyskiwania, narzekania, opowieści o doskwierających nam problemach zdrowotnych i kultywowania nierzadko wypaczonej martyrologii. Człowiek szczęśliwy, uśmiechnięty i zadowolony z życia wydaje się z mety osobnikiem podejrzanym.

Z drugiej strony jako ktoś mówi, że chce być w życiu szczęśliwy, to ma często wizję permanentnego stanu wiecznej szczęśliwości. Ma to działać tak, że jak się już wejdzie na jakiś tam mityczny poziom szczęścia, to się na nim już pozostaje. Sorry bardzo, ale tak to nie działa. Poczucie szczęścia nie jest stanem stałym. Jest ono ulotne i zmienne. Między innymi z tego powodu trzeba o nie dbać.

Jednak żeby o nie dbać, trzeba w ogóle do takiego poczucia szczęścia dojść. Dotykamy tutaj ciekawego paradoksu, który często powoduje, że za tym szczęściem wciąż gonimy i nie możemy go dopaść. Paradoks ten odnosi się koncepcji przedniego i wstecznego interwału.

Przedni interwał – zgubna pułapka

Większość z nas ma wpojone podejście patrzenia w przyszłość i porównywania jej ze stanem obecnym. Kiedy myślimy o przyszłości snujemy pomysły na to co chcemy osiągnąć i do czego chcemy dojść. Z definicji więc przyszłość wydaje się lepsza i bardziej atrakcyjna, a stan obecny pokazuje jak daleko nam do jej osiągnięcia.

Jakby tego było mało, łączymy to spojrzenie z podejściem do szczęścia. Ma się oni pojawić w naszym życiu jak tylko… osiągniemy wymarzone stanowisko w pracy, zbudujemy udany związek, wyprowadzimy się za granicę, odchowamy dziecko lub zgromadzimy odpowiednią sumkę na naszym koncie bankowym.

Sęk w tym, że jak tylko osiągniemy wymarzone stanowisko, zaczniemy marzyc o kolejnym, bo jest lepsze. Jak zbudujemy udany związek, zaraz zaczniemy kombinować co powinno się w nim poprawić, aby był jeszcze bardziej udany. Wyprowadzka za granicę może być fajna, ale zaczynanie życia od nowa w nowym miejscu nigdy nie jest łatwe. Zaraz więc wyznaczymy sobie cel jakie to życie za granicą musi być, aby było szczęśliwe. Jak odchowamy dziecko, nadal pozostanie ono naszym dzieckiem i będzie miało swoje dorosłe problemy. Jak zgromadzimy docelową sumę na koncie, wraz ze zbliżaniem się do niej zaczniemy czuć, że jednak była wyznaczona na zbyt niskim poziomie i podbijemy na poziom, który będzie zdawał nam się właściwy.

Wniosek z tego podejścia jest jeden. Wciąż będziemy gonili w swoim życiu za szczęściem i pozytywnym stanem ducha, bo uzależnimy je od „magicznych punktów”, której mają nam je dać. Sęk w tym, że wraz z dochodzeniem do tych punktów, inne wydadzą nam się jeszcze bardziej magiczne i szczęśliwsze.

Działamy więc zawsze z poziomu poczucia braku i gonimy coś nieuchwytnego. Można zatem założyć, że porażkę wpisujemy z definicji w tak określony cel. Najprawdopodobniej z czasem zabraknie nam też energii i motywacji do tej pogoni.

Wsteczny interwał

Psycholog biznesu Dan Sullivan proponuje inne podejście, które nazwał wstecznym interwałem.  Zamiast patrzeć w przyszłość i szacować ile nam jeszcze do niej brakuje, proponuje on spojrzeć w przeszłość i zobaczyć ile już osiągnęliśmy.

Kiedy dopadnie Cię rozczarowanie, zniechęcenie lub marazm zadaj sobie pytanie: z czym się porównuję. Najczęściej wyjdzie, że porównujesz się z jakimś ideałem.

Zatrzymaj się więc i obejrzyj wstecz. Porównaj swoją obecną sytuację w danej dziedzinie z tym od czego zaczynałeś. Najczęściej ze zdumieniem odkryjesz jak wiele się już nauczyłeś i jakie zrobiłeś postępy. W codziennym działaniu często o tym zapominamy i nie docenianym tego.

Pozwoli Ci to wyzwolić się z negatywizmu wizji barków przy patrzeniu w przyszłość i podnieść swój stan ducha do pozytywnego poprzez dostrzeżenie pełni Twoich postępów.

Dopiero z takim poczuciem sprawczości i pozytywnym stanem ducha powinniśmy podchodzić do realizacji wielkich celi. Zazwyczaj są on bowiem odległe i droga do nich wymaga odpowiedniego paliwa, które nas napędzi.

3 filary satysfakcji z pracy

Nadchodzi koniec wakacji a wraz z nim u całej rzeszy osób potrzeba dokonania jakiś zmiany w życiu. To najczęściej efekt wakacyjnego oderwaniu od codzienności i pojawiających się wtedy refleksji i przemyśleń.  

Jednym z obszarów życia jaki bierzemy wtedy często na celownik jest praca. Zastanawiamy się czy nie warto jej zmienić. Często mamy też problem z określeniem jaką pracę chcielibyśmy w zamian. No i zostaje odwieczny dylemat, czy w obecnej jest faktycznie aż tak źle, żeby teraz angażować się w zmianę i ryzykować w nowym miejscu pracy.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - 3 filary satysfakcji z pracy

Zasadniczo nie da się zbudować jednej uniwersalnej instrukcji jak w takiej sytuacji postępować. Po pierwsze, każdy jest na innym etapie rozwoju zawodowego. Po drugie, każdy dysponuje różnymi umiejętnościami i sytuacją życiową. Po trzecie wreszcie, każdy z nas ma innych temperament i potrzeby finansowe.

Satysfakcja z pracy

Zdaje się jednak, że istnieje pewna wskazówka, która może byś swoistego rodzaju drogowskazem. Pomija ona uwarunkowania zewnętrzne. Odnosi się za to do tego, czy odczuwamy satysfakcję z tego co robimy w naszej pracy.

Bazą do poczucia tej satysfakcji są trzy filary:

Autonomia – chodzi o to, czy w swoich działaniach zawodowych masz w jakimś zakresie możliwość samodzielnego decydowania o tym jak te zadania wykonasz lub zorganizujesz. Co ciekawe wiele osób myśląc o autonomii oczekuje jakiś spektakularnych decyzyjności. Są lekko zszokowani, kiedy tłumaczę im, że autonomie w swoim działaniu ma nawet sprzedawca w małym sklepiku osiedlowym. To tylko i wyłącznie on decyduje czy będzie dla klientów super miły, czy będzie czasami coś doradzał i czy będzie wchodził w dialog z klientami. Znam takie sklepy, w których spotkanie z obsługą jest zawsze fajnym wydarzeniem i wiąże się z jakąś miłą konwersacją.

Czy się czegoś uczymy – a w zasadzie doprecyzowałbym, czy możemy się czegoś nowego uczyć. To ważne rozróżnienie, bo nierzadko choć jest taka możliwość, to pracownikowi się nie chce. Potem natomiast opowiada innym, że w pracy w ogóle się nie rozwija.

Czy to ma jakiś większy sens – i tutaj pojawia się największy obszar do dyskusji, bo ocena sensowności działań bywa bardzo subiektywna. Dodatkowo często jako pracownicy patrzymy wąsko na nasz zadania i przez to im umniejszamy. Pamiętam dyskusje z pracownikiem działu zakupów dużej firmy, który wspominał o bezsensowności swoich działań i nudnym przetwarzaniu zamówień. Był zaskoczony, kiedy uświadomiłem mu, że jest jednak bardzo ważny, bo jeśli źle złoży zamówienie lub go nie złoży w ogóle, stanąć może spora część produkcji w jego firmie. Podobnych dyskusji przeprowadziłem już zresztą całe mnóstwo.

Oczywiście to nie jest jedyne możliwe, ani nawet najwłaściwsze podejście. Może się za to ono stać, fajnym sposobem weryfikacji. Szczególnie jak wpadniesz na pomysł, że zostaniesz np. ball picker’em* na hiszpański polach golfowych. Na pierwszy rzut oka, może i fajna robota, ale czy da Ci satysfakcje w trzech wspomnianych wyżej filarach?

* Ball picker na polu golfowym – osoba odpowiedzialna za wyszukiwanie zgubionych piłek golfowych, w tym również za wyławianie ich z różnego rodzaju zbiorników wodnych na tych polach zlokalizowanych.

Prze_myślnik #67 – poruszaj się powoli

Dzisiejszy świat niemal nas popycha do pędu. Szybkość, dynamika, działanie to hasła współczesnej codzienności. Wciąż przyśpieszamy, upraszczamy i automatyzujemy, żeby było szybciej i sprawniej.

W tym pośpiechu gubimy refleksję. Gubimy też często świadomość, zastępując ją mechanicznymi nawykami. Przyśpieszając zaczynamy się coraz częściej mylić i popełniać błędy, nierzadko nie mając w ogóle świadomości ich popełniania.

Znam sporo menedżerów i życiowych fighterów, którzy uznają samych siebie za wybitnych poskramiaczy rzeczywistości. Czasami znam też ich współpracowników i znajomych, którzy mówią o niejasnych komunikatach, zbyt dużych skrótach myślowych, chaosie, nerwówce i wiecznym działaniu w niedoczasie.

W opozycji do nich są ludzie, którymi się fascynujemy. Kiedy dociekam i dopytuje co jest takiego w tamtym człowieku, że aż tak Cię zafascynował często w odpowiedzi słyszę: „jego wewnętrzny spokój”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - poruszaj się powoli

Jesteś szczęśliwy, czy tylko pogodzony ze swoim losem?

Czytam książki rozwojowe i psychologiczne, aby wciąż poszerzać swoje horyzonty, znajdować lepsze metody pracy oraz odkrywać ciekawe przykłady i porównania. Szczególnie cenię te pozycje, które wyrywają mnie z mentalnego autopilota i jednym celnym zdaniem lub pytaniem pobudzają do refleksji.

Pytanie „Jesteś szczęśliwy, czy tylko pogodzony ze swoim losem?”, właśnie do takich należy. Uświadamia bowiem bardzo mocno, że być może nie jesteśmy wcale tacy szczęśliwi jak twierdzimy, tylko jakoś się w tej naszej sytuacji umościliśmy i teraz sami sobie wmawiamy, że wszystko jest ok.

Doskonale to zjawisko opisują słowa jakie w pierwszym odcinku „Przyjaciół” wypowiada Monica do Rachel: „Witaj w prawdziwym świecie. Jest do kitu. Pokochasz to.”

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - szczęście - pogodzony z losem

Ułuda bezpieczeństwa

Wiele osób w pierwszym odruchu dąży do odnalezienia w życiu poczucia bezpieczeństwa. Jego realizację opieramy na różnych przesłankach. Pracy na etacie, byciu w związku, posiadaniu określonej poduszki finansowej itd. Sęk w tym, że poczucie bezpieczeństwa bywa złudne i może prysnąć w jednym momencie. Co ostatnio szczególnie dobitnie pokazał nam COVID i wojna na Ukrainie.

Nawet bez tak spektakularnych zdarzeń ludzie na etatach tracą pracę, długoletnie związki się rozpadają, a założone poduszki finansowe w zderzeniu z różnymi sytuacjami życiowymi bywają niewystarczające. Stawiając bezpieczne życie ponad wszystkim niemal z automatu wykreślamy z naszego planu życie spełnione. Próbujemy je jedynie przetrwać, zapominając o smakowaniu prawdziwego życia.

Zapomniane marzenia

Ile z Twoich marzeń udało Ci się spełnić? Czy są jakieś, które przekreśliłeś, bo były zbyt ambitne, bo nie pasowały Twoim rodzicom lub bliskim, bo… No właśnie, za co przehandlowałeś swoje marzenia?

Kiedy rezygnujemy z naszych aspiracji i ambicji rezygnujemy jednocześnie z jakiejś części nas samych. Części, która gdyby miała szansę się rozwinąć, mogłaby nas poprowadzić w zupełnie nowe kierunki i obszary. Która mogłaby spowodować, że rozkwitlibyśmy w pełni i w zupełnie nowy sposób.

Zakotwiczenie w miejscu

Woda, która długo stoi w ogrodowej sadzawce z czasem się zamula, czarnieje i przestaje być natleniona. Staje się wodą pozbawioną życia. Kiedy doprowadzimy do niej strumyk, nowa woda wprowadza do sadzawki nowe życie. Wypłukuje stare złogi, natlenia wodę i wprawia ją w ruch.

Tak samo jest z nami, kiedy tkwimy od lat w tym samym miejscu. Stajemy się zasiedziali, bez energii i polotu. Niby żyjemy, ale wewnętrznie stajemy się puści i martwi. Idąc do przodu, próbując nowych rzeczy rozwijamy się i dajemy sobie szansę na samorealizację. Energia wprawiona w ruch, zaczyna poruszać otaczające nas zasoby. Wielu ludzi odnoszących dziś życiowe sukcesy zaznacza, że te wielkie zmiany w ich życiu zaczęły się kiedyś od jednego małego kroku

Czy wszyscy muszą być szczęśliwi? Czy wszyscy muszą się wciąż rozwijać? Czy ciągle musimy się mierzyć z nowym lub pokonywać przeszkody? Oczywiście, że nie.

Wypadałoby jednak kiedyś się zatrzymać i zadać sobie to tytułowe pytanie „Jesteś szczęśliwy, czy tylko pogodzony ze swoim losem?”. Szczera odpowiedź można nas pchnąć do zmian w naszym życiu. Może też z nas zdjąć to nieustające napięcie i zwolnić z presji szczęśliwości. Bo zamiast wciskać innym kit o naszym rzekomym szczęściu, możemy szczerze powiedzieć, że po prostu jesteśmy pogodzeni ze swoim życiem.

Już nawet odświeżyłam/em CV – zaklęcie, groźba, czy klątwa

Jesteśmy mistrzami markowania ruchów i działań. Przy czym, nie zawsze robimy to do końca świadomie. Powiem więcej, czasami nawet miewamy wrażenie, iż dokonaliśmy takiego postępu, że WOW! Jednak jakoś, nie wiedzieć czemu, nic się nie dzieje.

Tak jest właśnie z deklaracją: „Już nawet odświeżyłam/em CV”, którą słyszę od klientów i znajomych. Często po prostu nic nie idzie za nią dalej. Jednak dana osoba ogłasza tę informację niemal z triumfem.

To trochę tak, jakby ktoś kto chce jeździć samochodem, ale nie ma ani prawa jazdy, ani rzeczonego samochodu oświadczał „właśnie kupiłem kanister paliwa”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - curriculum vitae - cv

W pracy jak w życiu

Wiadomo, że w pracy tak samo jak w życiu zdarzają się rożne sytuacje.

Bywają fajne i nie fajne momenty. Czasami przybija nas poczucie braku rozwoju lub braku wpływu na to co się dzieje. Kiedy indziej mamy dość odpowiedzialności i koniecznych do podjęcia decyzji, które na nas ciążą. Nierzadko – tak przynajmniej wynika z mojej pracy z klientami – brakuje nam docenienia naszej pracy przez szefa, albo zespół. Kiedy indziej, chcemy po prostu więcej zarabiać lub dokonać jakiejś rewolty w życiu zawodowym i zająć się czymś innym. Każdy z tych czynników może być przyczyną zmiany.

O ile jest świadoma i przemyślana jestem z tym ok. i ją wspieram. Jednak wbrew pozorom, nie tak rzadko, przemyślana wcale nie jest. Co więcej, większość klientów chce po prostu uciec od tego co jest, niż ma plan dążenia w jakimś konkretnym kierunku. Jeszcze większą ciekawostką jest to, że ok. 20-30% klientów przychodzących do mnie na coaching kariery i chcących zmienić swoją pracę, po naszych wspólnych spotkaniach decyduje się zostać w firmie, w której pracują.

Wystarczyło im wygadanie się o pracy i wyrzucenie jakiś niedobrych emocji. Czasami to ja im pokazuję, że na daną sytuację można spojrzeć z jeszcze inne strony i niekoniecznie mają rację w jej ocenie. Wciąż zaskakuje mnie jak często muszę wyjaśniać mechanizmy pracy przełożonych i to, że nie zawsze decyzje, które oni przekazują są ich własnymi decyzjami.

Niezłym szokiem dla moich klientów bywa odkrycie faktu, że ich praca nie jest jednak bez sensu i że wnosi wartość do firmy oraz tego, że nawet jak szef niewystraczająco to podkreśla, to sami mogą ją docenić. Czasami też w swojej zapalczywości, a bywa że i gniewie, zapominają, że można zmienić stanowisko i niekoniecznie trzeba to robić w innej firmie.

Oczywiście bywają i takie sytuacje, w których nawet nie podejmuję z klientem dyskusji o obecnej firmie. Szczególnie, gdy mój klient jest wyzyskiwany, albo szef swoimi zrachowaniami, decyzjami i oczekiwaniami doprowadza do ruiny jego zdrowie lub życie prywatne.

Po co odświeżam to CV?

Jeżeli robię to świadomie w ramach szeregu innych działań związanych z planem zmiany pracy, to jego odświeżenie jest jednym z koniecznych kroków do wdrożenia tej zmiany w życie.

Jeżeli jednak tylko je odświeżam i nie robię nic więcej, oznacza to że widocznie wierzę w jego magiczną moc. Jakie są zatem magiczne właściwości CV?

Zaklęcie

Nie lubię mojej pracy. Jestem na nią obrażony i tak w ogóle to nie lubię pracować. Chcę żeby było miło, przyjemnie i żeby wszyscy mnie doceniali. Odświeżam moje CV, żeby dać wszechświatowi/losowi znać, że jestem gotowy na zmianę. Więc siedzę i błyszczę wyczekując utęsknionej zmiany w pełnym poczuciu, że przecież zrobiłem tak wiele, aby siły rządzące wszechświatem to dostrzegły.

Groźba

Nic nie mogę. Nie jestem w stanie postawić asertywnych granic lub powiedzieć wprost, że coś jest nie tak lub mi nie pasuje. Nie mam też odwagi, albo możliwości, zmiany pracy. Zemszczę się zatem na moim szefie, firmie w inny sposób.

Trzy skrzydła muchy końskiej, cztery żabie udka, pięć splunięć przez lewie ramię o północy i cichobieżna klawiatura podłączona do netu. Tym oto zabójczym wywarem stworzę narzędzie zniszczenia – moje odświeżone CV.  Bójcie się zatem wszyscy, zabiegajcie o mnie i dajcie mi podwyżkę, bo jak nie, to…..

No właśnie co? Najczęściej nic, co najwyżej za jakiś czas znowu je odświeżę.

Klątwa

I tu się większość zdziwi, bo napisanie CV bez wplecenia tego w inne działania zmierzające do zmiany pracy jest rzuceniem klątwy uwiązania/zniewolenia. Przy czym, rzucamy tę klątwę nie na innych, a na samych siebie.

Sądzimy, że zrobiliśmy już tak wiele aby zmienić naszą sytuację, że nie musimy robić już nic więcej. Karmimy się zatem iluzją działania i nią żyjemy. Zasiadając z naszym kanisterkiem paliwa na kanapie i snując wizję jak już cudownie śmigamy samochodem po całym świecie.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

Close