Rafał Markiewicz

Blog

Kariera zawodowa – czy zawsze oznacza pięcie się w górę?

Przez długi czas kariera zawodowa była utożsamiana z pięciem się po szczeblach firmowej hierarchii i osiąganiem coraz wyższych stanowisk. Innym wyznacznikiem mogło być sukcesywnie zwiększające się wynagrodzenie. Wielu z nas uwierzyło w to, że kluczem do budowania własnej kariery jest nieustanna walka o awanse oraz zdobywanie coraz większej władzy i prestiżu. Jednak wraz z napływem na rynek pracy nowych pokoleń pracowników oraz doświadczeniem jakie było naszym udziałem w okresie pandemii COVID wiele osób zaczęło stawiać sobie pytanie czy to jedyna i słuszna droga.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - kariera zawodowa -zmiana pracy - praca

Kiedyś ścieżka była prosta

Model kariery sprowadzał się do rozpoczynania pracy od najniższego stanowiska i stopniowego awansowania na wyższe pozycje. Miał on swoje niezaprzeczalnie dobre strony – dawał poczucie postępu i osiągnięć. Ceną za takie podejście była jednak nieustanna walka o promocję. Wymagała ona poświęcania wiele czasu i energii na rozwój zawodowy, nierzadko kosztem innych obszarów życia.

Dziś postrzeganie kariery uległo zmianie. Coraz częściej sukces zawodowy nie jest utożsamiany z awansem na wyższe stanowisko. Wiele osób postawiło na poszukiwanie równowagi między pracą a życiem osobistym. Skupia się na rozwoju umiejętności, realizacji pasji oraz zdobywaniu ciekawych doświadczeń, zamiast jedynie na zdobywaniu kolejnych tytułów i stanowisk. Dziś też często o wyborze danej firmy jako nowego pracodawcy decydują wartości jakie są promowane w organizacji, jej kultura organizacyjna, czy też wkład jaki dana firma wnosi w rozwój naszej planety.

Naturalną konsekwencją takiej zmiany podejścia było też wykształcenie się kilku różnych scenariuszy na budowanie własnej kariery zawodowej.

4 ścieżki budowania kariery zawodowej

Ścieżki te w dużej mierze wynikają z elementów kariery zawodowej, na których koncentruje się dana osoba. Obranie jednej z nich nie jest jednoznaczne z dozgonnym obowiązkiem podążania tą jedną jedyną. Co więcej, wraz ze zmieniającym się wiekiem, nierzadko zmienia się nasze podejście do pracy oraz tego co ważne w naszym życiu. Zatem przejścia z jednej ścieżki na drugą, nie są niczym nietypowym.

Opisane poniżej ścieżki nie są jedynymi możliwymi, ale stanowią najczęściej wybierane scenariusze.

LINIOWA – najbardziej zbliżona do tradycyjnego budowania kariery zawodowej. Skupia się w stu procentach na wspinaniu się na kolejne szczeble kariery. Osoby nią podążające mierzą swój sukces zawodowy tym jak wysoko zaszły w firmowej hierarchii. Aplikują na coraz wyższe stanowiska, które dają im coraz większą odpowiedzialność ale i prestiż. To właśnie te osoby bardzo dużo pracują, starają się być hiper aktywne i często poświęcają pracy sporą część swojego życia. W ich rozumieniu sukces to nieustanne pięcie się do góry. Chcą mieć władzę, wpływy i pozycję. Bywa, że bywają niekoniecznie przywiązane do danej branży, w której pracują. Jeżeli inna firma zaoferuje im wyższe stanowisko chętnie przyjmą tę ofertę. Nawet kiedy będzie to oferta z rynku, na którym nie do końca się znają. Zadziała tu magia stanowiska i kolejnego szczebla w karierze zawodowej. Ta ścieżka kariery zorientowana jest na wyniki.

EKSPERCKA – osoby podążające tą ścieżką koncentrują się na stałym rozwijaniu i pogłębianiu kompetencji w jednej dyscyplinie lub obszarze zawodowym. Jako sukces na tej ścieżce postrzegany jest wysoko ekspercki poziom wiedzy i technicznego wyspecjalizowania. Kwestie dotyczące zarządzania innymi osobami, osobistego biura lub jego wielkości mają dla „eksperta” znaczenie marginalne. Napędza go poczucie bycia bardzo dobrym w dziedzinie, którą się zajmuje. Zarazem często ważnym aspektem dla osób podążających tą ścieżką jest poczucie bezpieczeństwa, a wysokospecjalizowana wiedza jest jego mocną gwarancją. Przy czym należy nadmienić, że w dzisiejszej rzeczywistość zawodowej bardzo dobry specjalista z szerokimi kontaktami w organizacji miewa nierzadko porównywalny z menedżerem wpływ na życie tej organizacji. Ta ścieżka kariery zorientowana jest na jakość.

SPIRALNA – ścieżka ta istotnie różni się od dwóch powyższych. Jej generalną zasadą jest rozpoczęcie kariery zawodowej od jednego obszaru. Przy czym nie dążymy tutaj do poziomu eksperta. Wyznawca tej drogi po całkiem dobrym opanowaniu danego obszaru, z czasem przechodzi do nowych obszarów lub typów zadań w jakimś stopniu powiązanych lub okalających obszar dotychczasowy. Buduje w ten sposób cały portfel umiejętności powiązanych z jakimś szerokim obszarem wiedzy. Dobrym zobrazowaniem tej ścieżki jest lejek. To tak jakbyśmy rozpoczynali karierę zawodową od jego wąskiego dołu, a z czasem wspinali się do góry zataczając po spirali coraz szersze kręgi. Osoby podążające tą ścieżką zainteresowane są poszerzaniem umiejętności, kreatywnością i nierzadko rozwojem innych ludzi. Przy czym co istotne nie można tych osób nazwać „skoczkami” w kontekście kariery zawodowej, ponieważ opisanych powyżej zmian dokonują w sekwencjach co ok. 5-10 lat. Ta ścieżka kariery zorientowana jest na rozwój.

PRZEJŚCIOWA – jak sama nazwa wskazuje sporo w niej ruchu i zmian. Przy czym w przeciwieństwie do ścieżki poprzedniej zmiany te nie są dokonywane w jakimś istotnym powiązaniu z wcześniejszymi doświadczeniami. Wręcz z punktu widzenia osób podążających tą ścieżką, czym dalej od dotychczasowych obszarów działania tym lepiej, bo ciekawiej. Poszukują one zróżnicowania, nowatorstwa i niezależności. Często ważne są dla nich rozbudowane kontakty międzyludzkie, ponieważ z samej swej natury nie są powtarzalne. Chcą posmakować jak najwięcej z szerokiego zakresu smaków ścieżki zawodowej. Z tego powodu są też trochę mniej cierpliwe niż Ci, którzy kroczą po spirali i zmieniają pracę lub jej typ średnio co 2-4 lata. Ta ścieżka kariery zorientowana jest na zmianę.

Rozpoznaj co dla Ciebie ważne

Czemu to istotne? Bo awanse nie zawsze idą w parze z zadowoleniem i spełnieniem. Możesz osiągnąć wysokie stanowisko, ale jednocześnie czuć się nieszczęśliwy i niezadowolony z życia zawodowego. Tak rozumiany sukces nie zawsze przekłada się na satysfakcję.

Ponadto, dzisiejsze rynki pracy są bardziej zróżnicowane i elastyczne. Możliwości rozwoju zawodowego nie ograniczają się już tylko do tradycyjnej ścieżki awansu. Możesz tworzyć własną ścieżkę kariery, np. poprzez założenie własnej firmy, freelancing, pracę w projektach, czy też rozwijanie umiejętności w różnych obszarach.

Kariera może być – a dzisiaj nawet powinna – postrzegana jako proces ciągłego rozwoju, niezależnie od osiąganych stanowisk. Możesz inwestować w rozwój umiejętności, zdobywać nowe doświadczenia i realizować pasje, co przekłada się na osobiste spełnienie i satysfakcję.

Kiedy pisałem ten artykuł pojawiała się informacja o nowym trendzie w podejściu do kariery zawodowej wśród młodych Chińczyków. Rezygnują z dobrze płatnych zawodów, żeby zostać baristami lub kelnerami. Porzucają pracę biurową dla prostej pracy fizycznej, a wszystko to dla większego poczucia spełnienia. Twierdzą, że choć ciało jest zmęczone, to umysł jest bardziej szczęśliwy. Więcej na temat tego trendu przeczytasz w Business Insider „Wolą pracę bez myślenia i kwalifikacji. To nowy trend.” Być może i ten kierunek stanie się dla Ciebie jakąś inspiracją.

Mieć, działać, być – a może na odwrót?

Często kiedy myślimy o podjęciu jakiejś aktywności lub realizacji jakichś planów używamy na pozór logicznej sekwencji: „mieć, działać, być”. Czyli co muszę mieć, żeby podjąć działanie, które spowoduje że będę jakiś lub określonym kimś.

Użyłem sformułowania „na pozór logicznej sekwencji”, bo często staje się ona pułapką, ograniczeniem lub świetną wymówką dla braku osiągnięć.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - mieć, działać, być - aktywność - realizacja planów

Jak działa mechanizm sekwencji „mieć, działać, być”?

Załóżmy, że chcesz poprawić swoją sylwetką i zdrowie. Zaczynasz się więc zastanawiać czego potrzebujesz, aby to osiągnąć. Z dużym prawdopodobieństwem pomyślisz o jakimś sporcie i diecie.

Mieć

Jaki będzie zatem twój pierwszy krok. Poszukiwanie odpowiedniego stroju i przyborów potrzebnych do wybranej aktywności fizycznej. Dodatkowo będzie poszukiwał odpowiedniej diety, która pomoże ci zrzucić nadmiar kilogramów, ale zarazem dostarczy wystarczająco dużo energii, abyś mógł być aktywny fizycznie. Już sam ten opis może się wydawać męczący. A to dopiero wstęp.

Pomyśl sobie teraz o godzinach i pieniądzach jak poświęcisz na np. dobór odpowiedniego stroju do biegania lub do wyjścia na siłownię. Nie znasz się na tym, więc dużo czytasz, sprawdzasz opinie i rozważasz czy będziesz w tym odpowiednio wyglądać. Jak wpadniesz na pomysł chodzenia na siłownie z dużym prawdopodobieństwem do stroju skompletujesz jeszcze odpowiednią torbę, ręcznik i bidon na wodę.

W ten oto sposób powstała cała rzesza ludzi, którzy gdzieś w przebłysku motywacji pomyśleli o siłowni, na którą nigdy nie dotarli ale mają kompletny strój i ekwipunek do ćwiczeń w swojej szafie. To samo dotyczy np. potencjalnych biegaczy, którzy nie przebiegli nawet stu metrów ale są posiadaczami butów biegowych, oddychających koszulek i lekkich kurtek chroniących przed złą pogodą podczas biegu.

O doborze odpowiedniej diety, suplementów i metodyki odżywania nawet nie wspomnę. Bo wejście w ten temat może być zabójcze dla każdego laika. Wielość podejść, sprzecznych informacji i produktów dietetycznych może przyprawić o zawrót głowy.

To już na tym etapie wiele osób jest tak zmęczonych dotychczasowym zaangażowaniem, bez żadnych efektów –  no bo jeszcze nie podjęli żadnych działań – że odpuszcza i tarci motywację.

Działać

Jeśli nawet z sukcesem przebrniemy przez pierwszy krok, to staniemy przed wyzwaniem usystematyzowanego działania, które też trzeba doprecyzować. Jak siłownia to: jaka? W jakich godzinach? Zajęcia grupowe, czy trening indywidualny? Samodzielnie, czy z trenerem personalnym? Jaki plan treningowy? Jak bieganie: to gdzie? Jak długie dystanse? Jak często? Samodzielnie, czy w grupie? Rano czy wieczorem?

Dołóżmy do tego zmiany żywieniowe, które tak samo wymagają wielu decyzji nawet jak już udało nam się zdecydować na jakiś konkretny rodzaj diety. Być może musimy przeorganizować nasz sposób przygotowania posiłków i czas jaki na to poświęcamy. Musimy zdecydować, czy nasze zmiany żywieniowe dotyczą tylko nas, czy obligatoryjnie obejmą pozostałych domowników. Może zdecydujemy się na jakąś „dietę pudełkową”, ale tutaj znowu pojawią się dylematy. Z jakiej firmy, z jaką ilością kalorii, pudełka przez cały tydzień czy tylko w dni robocze itd. itp.

To kolejny etap, w którym może dopaść nas zmęczenie i demotywacja oraz możemy przekombinować z przyjętymi rozwiązaniami.

Być

Często tak pochłaniają nas dwa pierwsze etapy, że nawet nie zastanawiamy się do czego tak de facto dążymy. Jaki ma być efekt naszych działań. Mniej tłuszczu, a może i dodatkowo więcej mięśni? Wzmocnienie ciała lub poprawa elastyczności, a może podniesienie odporności na infekcje?

Taka kolejność etapów doprowadza czasami do sytuacji, w której włożyliśmy mnóstwo wysiłku i energii w pozyskanie tego co teoretycznie musieliśmy mieć, żeby podjąć określone działania, które na samym końcu nie pozwalają nam być dokładnie tacy jak być chcieliśmy.

Złam sekwencję

Teraz wyobraźmy sobie, że porzucamy tą na pozór logiczną sekwencję działań i wychodzimy od jej ostatniego elementu „być”.  Decyduję, zatem że chcę być osobą żyjącą zdrowo. Skoro decyzja podjęta pozostaje postawić sobie proste pytanie „Jak by się zachowała na moim miejscu osoba żyjąca zdrowo?”

Być może pierwszą odpowiedzią byłoby: jadłaby mniej słodyczy, przestała pić alkohol i zaczęła się więcej ruszać. Tak oto dostaliśmy proste i krótkie instrukcje, które możemy wdrażać w życie od jutra.

Po ich wdrożeniu ponownie możemy wrócić do pytania „Jak by się zachowała na moim miejscu osoba żyjąca zdrowo?” i dostaniemy kolejne odpowiedzi. Ten cykl możemy powtarzać raz za razem, po każdym wyeliminowaniu tych najbardziej niezdrowych zachowań czy nawyków.

W ten sposób patrzymy na siebie jakbyśmy już byli osobami, którymi chcemy być i z tego poziomu zadajemy sobie pytanie co taka osoba by robiła na naszym miejscu. Odwołując się do naszego przykładu być może zaczęlibyśmy naszą aktywność fizyczną od robienia 10 tys. kroków dziennie (do tego nie trzeba specjalnego stroju) a skończyli za jakiś czas na udziale w maratonie. Być może rozważne i przemyślane jedzenie przyniosłoby takie efekty, że nie musielibyśmy stosować jakiejś określonej diety, a tylko pozbyć się z naszej kuchni niezdrowych produktów.

Dzięki takiemu odwróconemu kolejności, niemal od ręki wchodzimy w jakieś działania i podejmując je widzimy czy faktycznie do nich czegoś potrzebujemy (musimy mieć). Na początku nie ma zatem dużych inwestycji czasowych i finansowych. Jest za to mobilizujące działanie i najpewniej pierwsze efekty, które podtrzymują naszą motywację.

Kiedyś było inaczej – czemu warto inwestować w siebie?

Częstym tematem rozmów z moimi znajomymi i klientami jest kwestia tego, że kiedyś myliśmy więcej znajomych, częściej się z nimi spotykaliśmy i razem spędzaliśmy więcej czasu. Tym przemyśleniom nierzadko towarzyszy niewypowiedziane pytanie: co zrobiłem nie tak w swoim życiu, że mam tak mało bliskich znajomych.

Całkiem podobne przemyślenia pojawiają się nam w kontekście relacji z rodziną rozumianą trochę szerzej niż partner, czy partnerka. Z czasem te relacje słabną i ulegają ograniczeniu. Dla jednych to problem, dla innych uczucie ulgi, bo nie muszą żyć pod ciągłym ostrzałem ocen i „dobrych rad”, o które wcale nie prosili.

Zostają jeszcze dzieci, które w przypadku niektórych osób stanowią cały ich świat i wokół których kręci się całe ich życie, inwestycje i plany na przyszłość. Czasami jest to posunięte tak daleko, że zapominamy o samych sobie. Swoim zdrowiu, rozwoju, planach na przyszłość i marzeniach. Czasami „odstawiamy na bok” też naszego partnera, czy partnerkę – bo przecież jest dziecko/dzieci.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - inwestuj w siebie - z kim spędzamy najwięcej czasu

Dzisiaj

Często w swoich wyborach i ocenach tego jak jest kierujemy się chwilą obecną, albo naszym wyobrażeniem jak się powinno żyć. Z jednej strony tęsknimy za starymi czasami, bo wtedy było tak fajnie. Z drugiej zwykle nie zerkamy za bardzo w przyszłość.

Próbujemy więc jak najlepiej poradzić sobie w obecnym etapie życia. Czasami nieco na siłę naginając go jeszcze do naszych wspomnień. To drugie kończy się najczęściej pewnym rozczarowaniem. Spotkania ze starymi znajomym (poza nielicznymi wyjątkami) już nie bywają tak ekscytujące jak kiedyś. Natomiast różnego rodzaj spotkania rocznicowe dawnych klas ze szkół średnich, czy znajomych ze studiów, ograniczają się do tych samych wspomnień i anegdot z dawnych lat powtarzanych co roku.

Jutro

Z tego powodu chciałbym zachęcić do spojrzenia w tym kontekście w przyszłość. Poniżej zamieszczam interesujący wykres, z całą świadomością że pochodzi on z USA i dotyczy danych z przełomu lat 2009-2019.  Mimo to, moim zdaniem doskonale uświadamia on z kim będziemy spędzali najwięcej czasu wraz z upływem naszych lat.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - inwestuj w siebie - z kim spędzamy najwięcej czasu - wykres

Jeżeli dziś nie dbasz o swój rozwój, o swoje zainteresowania i nie pielęgnujesz w sobie ciekawości, to końcówka Twojego życia może nie być lekka. Spędzisz długie godziny z nudnym i niczym nie zainteresowanym samym sobą.

Nie licz też za bardzo na to, że w późniejszym wieku to inni będą Ci uatrakcyjniać życie. Jedyną osobą, z którą spędzisz pod koniec swojego życia sporo czasu będzie Twój partner/partnerka. Stąd przy całej świadomości, że w pewnym wieku sporo Twojego czasu i uwagi pochłoną dzieci lub relacje zawodowe, nie zapominaj o nim/o niej.

Jeżeli ten temat Cię zainteresował poniżej link do materiału źródłowego i szerszego omówienia tego zagadnienia: https://ourworldindata.org/time-with-others-lifetime

To „tylko” zmiana działu

Zmiana pracy może mieć wiele form i może przebiegać wieloma ścieżkami. Jedną z nich jest zmiana działu lub zespołu w ramach tej samej firmy. Na pozór wydaje się prosta, bo będziemy funkcjonowali w organizacji, która znamy. Wiemy jak załatwia się tutaj niektóre rzeczy. Wiem jak wygląda kultura organizacyjna i mamy tu na miejscu co najmniej parę osób, które znamy.

Mimo wszystko nie powinniśmy jej bagatelizować. Wbrew pozorom może nas niespodziewanie przytłoczyć lub rozczarować, ale równie dobrze może stanowić idealną trampolinę do niespodziewanego rozwoju.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana pracy - zmiana działu

Przecież to ta sama firma – co mnie tu może zaskoczyć?

Wbrew pozorom całkiem sporo. Szczególnie jak nie wiesz za dużo o nowym dziale i na dodatek nie znasz w nim nikogo, kogo mógłbyś podpytać o to jak się tam pracuje. Żeby było jeszcze trudniej, nawet jak kogoś takiego znasz, niekoniecznie przekaże Ci obiektywne informacje. Może bowiem mieć jeszcze jakiś własny interes w tej sytuacji. Np. brak osób w zespole powoduje, że jest mocniej dociążony pracą – wtedy podejdzie do zachęcania Cię sprzedażowo i być może „zapomni” wspomnieć o kilku niedogodnościach. Może także potraktować nową osobę jako zagrożenie dla siebie i wtedy raczej mocno wyeksponuje to co niekorzystne.

Inny szef, może być jak inna firma – znasz wartości firmy, kulturę organizacyjną i sposób dbania przełożonych o rozwój pracownika. Świetnie, jednak jest parę „ale”… 

Każdy przełożony ma też swój własny zestaw wartości i przez ich pryzmat może podchodzić do wartości firmowych. Nagle, okaże się że nastawienie na rozwój u jednego szefa oznacza inspirujące burze mózgu i poszukiwanie usprawnień w procesach lub działaniach, na którymi pracują ochotnicy. U drugiego będzie to po prostu suche polecenie „ogarnij ten temat” i zostaniesz z nim sam.

Jeden szef może poszukiwać dróg rozwoju swoich podwładnych i razem z nim pracować nad poszerzeniem ich kompetencji. Drugi może wychodzić z założenia, że jak ktoś chce się rozwijać to musi sam wykazać się inicjatywą. Jeden szef będzie dumny z tego, że jego pracownik chce się angażować w dodatkowe projekty między działowe, drugiego będzie to wkurzać.

Tzw. spotkania „one to one” u jednego szefa będą dawały sporą przestrzeń do zaczepiania o życie prywatne i rozmów o samopoczuciu pracownika. U drugiego będę to suche, „techniczne” rozmowy dotyczące tylko i wyłącznie realizacji zleconych zadań.

Inny rodzaj odpowiedzialności – tego „zgrzytu” najczęściej doświadczają osoby pracujące w grupach, w których do tej pory cały zespół był odpowiedzialny za jakiś obszar zadań. Mogło to być call center, dział back office obsługujący jakiś rodzaj zadań np. procurement, czy dział wsparcia sprzedaży.

Tutaj odpowiedzialność była nieco rozproszona. Kiedy ktoś czegoś nie ogarnął, brała to na siebie inna osoba ze zespołu. Kiedy był nawał pracy, to wszyscy równo dzielili się tym zwiększonym obciążeniem lub zgłaszał się ktoś na ochotnika na nadgodziny. I co najważniejsze, osoby w danym zespole mogły się na bieżąco konsultować i wspierać w rozwiązywaniu problemów.

Kiedy jednak trafiasz do małego zespołu, w którym każdy ma ściśle przypisany zakres działań lub  ściśle przypisanego klienta czy kontrahenta sprawy zaczynają wyglądać inaczej. Nawała pracy w tym obszarze jest tylko Twoim nawałem, sam musisz go ogarnąć. Specyfika Twojego obszaru może być odmienna od obszarów innych osób z Twojego zespołu i nikt Ci tutaj nie posłuży swoją wiedzą i wsparciem.

Nagle problemem mogą stać się urlopy. Jeżeli pracowałeś w 10 osobowym zespole, który razem zajmował się danymi zadaniami, to pewnie było tylko wymaganie, że na urlopie nie mogą być jednocześnie więcej niż dwie lub trzy osoby. Tutaj, każdy urlop to problem. Najczęściej musisz sam znaleźć kogoś w zespole, kto Cię zastąpi i przeszkolić go ze swoich zadań. Dodatkowo musisz dopasować urlop do dynamiki swoich zadań i brać go raczej wtedy kiedy jest ich mniej w miesiącu czy kwartale.

Inny typ zespołu – bardzo często na rozmowach rekrutacyjnych pyta się kandydatów jak odnajdują się w zespole. Można odnieść wrażenie, że pytający i odpowiadający zakładają istnienie jednego wzorca zespołów. Tymczasem zespół zespołowi nierówny.

Po pierwsze różnić się mogą samym etapem kształtowania zespołu i wzajemnym dotarciem. Po drugie specyfiką osób w nich zgromadzonych. Czym innym będzie zespół call center, czy back office, w którym jego członkowie muszą intensywnie komunikować się z innym ludźmi, a czym innym np. zespół introwertycznych księgowych. Osoba towarzyska, dla której ważne są dobre i ożywione relacje z innymi, może mieć problem z odnalezieniem w tym drugim.

Zmian bywa wyzwaniem, ale to nie powód aby jej unikać

Powyższej opisane zaskoczenia nie są jedynymi, które można napotkać. Mogą jednak one działać nie tylko jako utrudnienia. Dla wielu osób mogą stanowić swoistego rodzaju wyzwolenie i pozwolić na przejęcie sterów we własne ręce. Szczególnie, gdy z obszaru o rozproszonej odpowiedzialności trafiamy do takiego, gdzie nasz sukces i skuteczność będą zależały od nas samych.

Czasami bywa i tak, że poznając lepiej siebie samych zmieniamy dział na taki, w którym charakter pracy, czy zadań jest lepiej do nas dopasowany. Czasami zmiana działu jest ostatecznym testem tego, czy jeszcze potrafimy odnaleźć się w danej firmie, czy też powinniśmy szukać czegoś innego na zewnątrz organizacji.

Zdarza się i tak, że zmiana nadchodzi bez naszego udziału, a nawet wbrew naszym oczekiwaniom. W dzisiejszej dynamicznej rzeczywistości wiele firmy przechodzi równie dynamiczne zmiany. Na ich fali i nasze miejsce w firmie może ulec zmianie.

Jaki nie byłby powód zmiany warto pamiętać o wymaganej pewnej otwartości na nowe. Warto uświadomić sobie, że rozpamiętywanie jak to kiedyś w innym dziale było, raczej niewiele nam pomoże w obecnej sytuacji. Przyjmij, że jedne drzwi za Tobą się zamknęły, a otworzyły nowe. Nie żyj więc przeszłością, a jak najlepiej wykorzystaj to gdzie jesteś dzisiaj. Albo odnajdziesz się w nowej sytuacji, albo nabierzesz 100% pewności, że to miejsce nie jest dla Ciebie i wtedy z czystym sumieniem dokonasz kolejnej zmiany.

Pieniądze, czas i energię przeznacz na doświadczenia, a nie na przedmioty

Dziś, kiedy wszechobecna inflacja dotyka nas wszystkich warto zastanowić się jak mądrze wydawać nasze pieniądze. W świecie, w którym brakuje nam czasu na wszystkie dostępne dla nas możliwości, warto wybierać te naprawdę istotne. W zabieganiu, w którym ledwo wystarcza nam energii do działania, warto inwestować ją w to co najlepiej nam się zwróci.

Wbrew pozorom najczęściej nie będą to nowe rzeczy, dodatki czy wyszukane przedmioty. Najlepszym wyborem będą doświadczenia, których nikt nam nie zabierze i którymi będziemy mogli się cieszyć całe życie. Mogą nas one doprowadzić w nowe i niespodziewane obszary, jak również otworzyć przed nami nowe możliwości.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - doświadczenia - inwestycja - rozwój

Iluzja sukcesu i statusu społecznego

Wielu z nas uwierzyło w to, że konsumpcja i posiadanie rzeczy jest wyznacznikiem tego czy odnieśliśmy sukces i tego jaki jest nasz status społeczny. Tymczasem jest to taka sama iluzja jak cudowne życie wszystkich instagramerów i instagramerek, którzy udostępniają nam tylko te elementy życia, które dobrze wyglądają i którymi można się pochwalić. Czasami kreując nawet nierzeczywiste lub zakłamane zdarzenia i sytuacje. Zainteresowanym polecam na Youtube, trzyminutowy film zatytułowany: Are You Living an Insta Lie? Social Media Vs. Reality

Na szczęście coraz więcej ludzi dostrzega, że do rzekomego sukcesu nie można się przytulić. Nie da się też pogadać ze statusem społecznym, kiedy jest nam źle. Co więcej, kupując coraz więcej, coraz szybciej mija nam euforia z dokonanego zakupu i dostrzegamy przytłoczenie ilością rzeczy nas otaczających.

Tę iluzję sukcesu i statusu społecznego dobitnie obnażył swojego czasu George Fooshee mówiąc: „Ludzie kupują rzeczy, których nie potrzebują, za pieniądze, których nie mają, by zaimponować ludziom, których nie lubią.”

Kolekcjonuj doświadczenia zamiast rzeczy

Można zatem postawić pytanie skoro kupowanie rzeczy nie ma większego sensu to czym powinniśmy się zainteresować. Tutaj wskazówką dla nas mogą być badania, które pokazują, że pozytywne doświadczenia i wspomnienia są tym co czyni nas naprawdę szczęśliwymi.

Jeżeli kogoś powyższy argument nie przekonuje mogę dołożyć jeszcze parę:

  • Doświadczenia pozostają z nami na zawsze i niezależnie od tego jak wiedzie nam się w życiu. Tymczasem rzeczy z czasem tracą swoją wartość i użyteczność, stają się przestarzałe.
  • Doświadczenia pozwalają nam się rozwijać i zdobywać nowe umiejętności, które mogą nam się przydać zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.
  • Doświadczenia pozwalają nam budować relacji z innym ludźmi. Podczas, gdy rzeczy konsumujemy raczej indywidualnie. Co więcej, doświadczeniami możemy się dzielić z innymi i umacniać w ten sposób nasze relacje. Wspólne doświadczenia zazwyczaj też scalają istniejące przyjaźnie i znajomości.
  • Doświadczenia pozwalają na poznanie świata i jego różnorodności. Dzięki nim zyskujemy inne punkty widzenia i uczymy się patrzeć na świat i życie szerzej, a zarazem mądrzej. Odkrywamy dzięki nim nowe miejsca, kultury i ludzi.

Z doświadczeniami jest jeszcze jedna super sprawa. Ile byśmy ich nie zdobyli zawsze nam się pomieszczą (w przeciwieństwie do rzeczy). Ja sam nagromadziłem ich tyle, że pewnie można by było nimi obdzielić kilka osób. Jednak wciąż mi mało i mam ochotę na kolejne.

Pisząc powyższe przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Kolekcjonując doświadczenia pielęgnujesz w sobie również kreatywność. Ostatecznie zawsze chcesz, żeby każde kolejne doświadczenie było inne od poprzednich.

Życzę zatem udanego kombinowania i fascynujących doświadczeń. Zwracając jednocześnie uwagę na fakt, że niekoniecznie musimy szukać nowego na zewnątrz. Czasami jednym z najlepszych doświadczeń w życiu jest poznanie i zrozumienie samego siebie.

Odporność psychiczna – nasz mentalny „układ immunologiczny”

To, że dzisiejszy świat gna do przodu i jest pełen nieprzewidywalności jest czymś oczywistym dla większości z nas. Jak dołożyć do tego zalew różnorakich informacji jakie do nas docierają i powszechne przebodźcowanie uzyskujemy prosty przepis na potężną dawkę stresu. Uświadomionego lub nie.

Jak mówią niektórzy nasze mechanizmy adaptacyjne nie nadążają z rozwojem technologii i postępem cywilizacyjnym. Być może tu tkwi przyczyna coraz większej liczby depresji, wypaleń zawodowych stanów lękowych oraz innych problemów natury psychicznej i somatycznej.

Co zwykliśmy robić w takich sytuacjach? Staramy się uśmierzyć stres. Bierzemy leki przeciwbólowe, znieczulająco serwujemy sobie alkohol lub inne „środki”. Palimy na potęgę, bo to odstresowuje. Czasami wybieramy też zdrowszą opcję i idziemy stres wybiegać lub wyćwiczyć.

Sęk w tym, że stres nie jest głównym problemem. Jest on jedynie efektem. Walcząc z stresem działamy tak jakbyśmy walczyli z bólem, który jest jedynie konsekwencją choroby. Tymczasem właściwszym działaniem byłoby zadbanie o sprawny układ immunologiczny, który ochroni nas przed samą chorobą. W kontekście stresu, naszym ”układem immunologicznym” jest odporność psychiczna.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stres - odporność psychiczna

Odporność psychiczna

To umiejętność radzenia sobie nie tylko ze stresem, ale również presją, wyzwaniami i trudnościami napotykanymi w życiu. Pozwala ona utrzymać pozytywne nastawienie w trudnych sytuacjach, jak również szybko się po nich otrząsnąć. Czym wyższy jej poziom, tym mniej spraw i zdarzeń odbieramy jako zagrożenie i się nimi stresujemy. Zarazem jednak kiedy już coś nas zepnie psychicznie lub przytłoczy, szybciej otrząśniemy się z tej sytuacji, zregenerujemy i wrócimy do emocjonalnej równowagi.

Na poziom odporności psychicznej wpływa wiele czynników i trudno byłoby wskazać jeden właściwy dla wszystkich wzorzec. Ostatecznie każdy z nas ma nieco inną konstrukcję psychiczną, inne przekonannia i normy kulturowe, którymi się kieruje. Działamy też i funkcjonujemy w różnym otoczeniu, relacjach i kontekstach społecznych.

Mimo to wymienia się pewną grupę istotnych czynników składowych odporności psychicznej. Zalicza się do nich:

Samoocena i pewność siebie – wysoka samocena i pewność siebie pomagają nam radzić sobie z trudnościami, a także pomagają w budowaniu pozytywnych relacji z innymi ludźmi. Z upływem lat dysponujemy coraz większa liczbą zdarzeń w życiu, które były trudne lub wyglądały na pierwszy rzut oka na nie do pokonania, a mimo to wyszliśmy z nich zwycięsko lub chociażby cało. Warto pamiętać o tych najtrudniejszych i powtarzać sobie, że „skoro wtedy dałem radę, to teraz też sobie poradzę”.

Inteligencja emocjonalna – umiejętność rozpoznawania i kontrolowania własnych emocji oraz świadomość, że nie jesteśmy daną emocją, a jedynie ją odczuwamy. Jest istotna różnica między stwierdzeniem „jestem zły”, a „odczuwam złość”.  Ważna jest również empatia i zdolność do porozumiewania się z innymi ludźmi.

Adaptacja i elastyczność – umiejętność dostosowywania się do zmieniających się okoliczności i sytuacji oraz elastyczne podejście do rozwiązywania problemów. Tutaj bardzo pomaga umiejętne rozróżnianie tego na co mamy wpływ, a na co nie i aktywne działanie w pierwszym obszarze. Świadomość zmienności i nieprzewidywalności obecnego świata powinna skłonić nas do tworzenia planów, ale zarazem elastycznego do nich podejścia. Warto tutaj pamiętać o pomocnym cytacie: „Planowanie jest ważne. Ale ważniejsze jest to, aby nie przylegać zbyt mocno do swojego planu.” – Alan Lakein.

Pozytywne myślenie i optymizm – ukierunkowanie na szukanie pozytywnych aspektów w spotykających nas sytuacjach i zdarzeniach, a także dobre nastawienie do przyszłości. Pomocna będzie też wiara w to, że świat nam sprzyja, pomimo że czasami trudno to dostrzec w danym momencie.

Zdolność radzenia sobie ze stresem – umiejętność radzenia sobie ze stresem w zdrowy sposób. Np. poprzez regularną aktywność fizyczną, medytacje, relaksacje lub rozmowy z przyjaciółmi. W kwestiach zawodowych pomocne może być przegadanie sytuacji z kolegami z pracy. Mogą podpowiedzieć jakieś rozwiązanie, albo chociaż pozwolą nam w rozmowie nieco ochłonąć z emocji i zdystansować się do sytuacji.

Silne relacje społeczne – wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół, jak również zdolność do budowania i utrzymywania zdrowych relacji społecznych. Dają nam one poczucie oparcia i świadomość, że nie jesteśmy w trudnych sytuacjach sami. Z drugiej strony, utrzymując kontakty z innymi zyskujemy świadomość, że trudności w życiu spotykają wszystkich, a my nie że jesteśmy jedynymi wybrańcami, na których los postanowił przetestować wszelkie niedogodności.

Wiara w siebie i w innych ludzi – przekonanie o własnych zdolnościach i o zaufaniu do innych ludzi. Tutaj pomocna może być świadomość tego, że każdy z nas dysponuje pewnym zestawem naturalnych talentów, na których możemy budować swoją siłę. Jeżeli trudno je Ci odkryć, warto skorzystać z narzędzia CliftonStrengths, znanego w Polsce jako test Gallupa.

Umiejętność rozwiązywania problemów – zdolność do identyfikowania i rozwiązywania problemów w sposób skuteczny i konstruktywny. Umiejętność tę często wzmacniamy w praktyce, w trakcie naszej kariery zawodowej. Jest jednak także sporo publikacji książkowych i metodologii rozwiązywania problemów, z którymi warto się zapoznać.

    Przyglądając się powyższym punktom warto mieć świadomość, że budowanie odporności psychicznej nie jest jakimś jednorazowym działaniem, czy wydarzeniem w naszym życiu. To proces wymagający wytrwałości i powtarzalności.

    Pozytywnym przesłaniem powinno być to, że nie ma ludzi nieodpornych psychicznie tzn. całkowicie pozbawionych odporności psychicznej. Każdy z nas tę odporność ma, choć u każdego z nas jest ona na innym poziomie. Drugą pozytywną wiadomością jest to, że odporność psychiczną można wzmacniać i rozwijać. Być może czytając powyższe punkty, już znalazłeś taki, od którego mógłbyś zacząć pracować nad jej poprawą.

    Kiepski pracownik, czy kiepski onboarding?

    Zaledwie w ciągu trzech ostatnich miesięcy miałem sesje coachingowe z kilkoma osobami, które w nowych firmach przepracowały pierwsze tygodnie i już rozważały rezygnację z pracy. Przyczyną ich rozważań były fatalne, bezwładne, chaotyczne a czasami i nieprzyjemne sposoby wdrożenia do nowej pracy.

    Zaskakujące jest to, że na etapie rekrutacji często mamy uporządkowane procesy i specjalistów zajmujących się spotkaniami z kandydatami. Kiedy jednak kandydat powie „sakramentalne” TAK, nierzadko trafia na zupełnie nieprzemyślany i niezaplanowany proces wdrożenia, który prowadzą zupełnie nieprzygotowani ludzie.

    Kiedy po okresie próbnym dalsza współpraca nie jest kontynuowana często można usłyszeć: „był kiepski”. Niemal wszyscy zakładają, że kandydat. Tymczasem kiepski mógł być też proces onboardingu, albo sam wdrażający.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - onboarding - nowy pracownik

    Czemu onboarding jest taki ważny?

    Zmiana pracy to często emocjonujący i zarazem mocno stresujący etap w naszym życiu. Towarzyszy mu sporo niepewności i obaw. Rozpoczynając pracę w nowym miejscu musimy poznać kulturę danej firmy, zrozumieć formalne i nieformalne powiązania, dowiedzieć jakie są cele firmy i cele naszego stanowiska. Czeka nas także zapoznanie się z zakresem naszych zadań i narzędziami z jakich powinniśmy korzystać w celu ich realizacji.

    To także czas oceny nas przez naszych przełożonych i współpracowników oraz oceny nowego miejsca pracy przez nas samych. Dla obu stron ważne zatem powinno być, aby dobrze rozpocząć tą nową wspólną znajomość. Przy czym słowem kluczem jest „powinno być”, bo jak pokazuje życie i moja coachingową praktyka często tak nie jest.

    Tymczasem dobrze prowadzony onboarding:

    Zwiększa utrzymanie pracowników – okazuje się, że te osoby które przeszły solidny onboarding są bardziej skłonne do pozostania w firmie i związania się z nią na dłużej. Firma dzięki temu ma mniejsze koszty związane z rekrutacją i szkoleniem nowych pracowników. Wzrasta też jakość pracy, bo wykonują ją doświadczeni pracownicy, a nie ciągle nowe osoby.

    Poprawia wydajność pracowników – jeśli dobrze znają oni swoje zadania i rolę w firmie, są bardziej pewni siebie i skłonni do podejmowania decyzji. Dzięki czemu szybciej też osiągają pełną wydajność.

    Zwiększa zaangażowanie pracowników – ponieważ czują się oni docenieni i związani z firmą, są bardziej zaangażowani w swoją pracę.

    Zwiększa poziom satysfakcji pracowników – pomaga pracownikom poczuć się bardziej pewnie i skutecznie w swojej pracy, ale także może pomóc im zrozumieć, jakie cele firmy są ważne i jak ich praca wpływa na ich osiąganie. Daje im to tak ważne poczucie sprawczości w pracy.

    Poprawia reputację firmy –  dobrze przemyślany proces onboardingowy pozwala firmie zyskać miano miejsca, w którym pracownicy są dobrze traktowani i doceniani. Taka reputacja pomaga w przyciąganiu i zatrzymywaniu najlepszych pracowników.

    Jakie są cechy dobrego onboardingu?

    Jeśli jesteś pracownikiem poniższa lista pomoże Ci zweryfikować czy jesteś dobrze wprowadzany do nowej pracy i nowych obowiązków. Jeżeli jesteś szefem ta lista powinna być Twoją checklistą do weryfikacji Twojego procesu.

    Cechy dobrego procesu onboardingowego to:

    Personalizacja –  proces powinien być dostosowany do potrzeb i umiejętności każdego pracownika. Dzięki temu nowa osoba w firmie może poczuć się doceniona i skuteczna w swojej pracy. Spotkałem się z sytuacjami, w których osoba szkoląca nowego pracownika zakładała np. że powinien on już znać oprogramowanie, w którym będzie pracował. Tymczasem ogłoszenie o pracę nie zawierało takiego oczekiwania. W efekcie szkolący miał wrażenie, że nowy pracownik jest tępy i niedouczony. Natomiast uczący odbierał szkolącego jako niechętnego jemu, uczącego po łepkach i zarozumiałego.

    Jasność i przejrzystość – dzięki temu pracownik będzie mniej zestresowany, bo z góry będzie wiedział  czego się spodziewać i jakie są oczekiwania wobec niego.

    Systematyczność – onboarding powinien być systematyczny, aby nowi pracownicy wiedzieli, co robić w ciągu pierwszych dni, tygodni i miesięcy w firmie. Hitem dla mnie była liderka, która zleciła jednocześnie dwóm osobom z zespołu wyszkolenie nowego pracownika. Problem w tym, że te osoby nie koordynowały tego zadania między sobą. Zatem nowa osoba po dwa razy uczyła się tego samego od każdego z nich, ale zarazem oboje nie przekazali jej pełnego zakresu umiejętności. W efekcie nowy pracownik słyszał często „Jak to nie wiesz, jak to zrobić? Myślałem, że on (czyt. drugi pracownik) już cię tego „nauczył”, a liderka powtarzała nowemu pracownikowi, że jego postępy są za wolne. Nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za zaplanowanie procesu, a nowy pracownik w efekcie takiego podejścia złożył wypowiedzenie.

    Interaktywność – proces powinien być interaktywny i angażujący, bo w ten sposób pozwoli nowym pracownikom poznać swoich kolegów z pracy i zintegrować się w firmie. Przy czym zaznaczmy to jasno – proces, w którym nowy pracownik słyszy „weź sobie przez tydzień poczytaj procedury i dokumentację” jest bardzo daleki od interaktywności i zaangażowania.

    Wsparcie – proces, a szczególnie osoba opiekująca się wdrożeniem nowego pracownika powinna go wspierać i pomagać mu w osiąganiu pierwszych sukcesów oraz postępu w nowych działaniach.

    Zintegrowanie z kulturą firmy – onboarding powinien być zintegrowany z kulturą i wartościami firmy, aby nowi pracownicy mogli poczuć się związani z firmą i jej celami.

    Odpowiednia osoba do prowadzenie onboardingu

    To na tyle istotna kwestia, że postanowiłem jej poświęcić cały akapit. Często bowiem wyznaczając kogoś do wdrożenia nowego pracownika nie bierzemy pod uwagę tego, czy ma on predyspozycje do przekazywania wiedzy. Co więcej, czy ma dobrze rozwinięte umiejętności komunikacyjne.

    Jako przełożeni powinniśmy też z takim pracownikiem porozmawiać, aby uzmysłowić mu jego rolę we wdrażaniu nowego pracownika i uczulić go na to, że nowa osoba może być zestresowana i wymaga odpowiedniego zaopiekowania.

    Przy wyborze pracownika, który ma wdrażać nową osobę zwróciłbym uwagę na poniższe pułapki:

    Czy to jest wysokiej klasy specjalista – często takie osoby są świetne w dziedzinie, którą się zajmują. Zarazem jednak mogą nie mieć umiejętności tłumaczenia podstawowych rzeczy z tego obszaru, bo twierdzą, że to oczywiste i wszyscy powinni to wiedzieć. Zatem może lepszym wyborem osoby wprowadzającej będzie postawienie na kogoś, kto zna temat ale nie musi być tak wysokiej klasy specjalistą.

    Czy to młody i ambitny pracownik – takie osoby są świetne w pięciu się po ścieżce kariery i w działaniach operacyjnych wymagających przebojowości. Pytanie jednak, czy ta postawa jest właściwa dla prowadzenia wdrożenia nowej osoby. Niestety często młodzi i bardzo ambitni pracownicy nie potrafią wyłączy w sobie potrzeby rywalizacji. Widziałem już sytuacje, w których taki pracownik dla podkreślenia swojej ważnej roli, ucząc innych specjalnie dobierał trudne wyrazy lub branżowy żargon. Miało to podkreślać jego fachowość, ale z pewnością nie ułatwiało wdrożenia nowej osoby.

    Czy to pracownik, który bardzo dużo pracuje (domyślnie: tak bardzo jest zaangażowany w pracę) – niestety sam kiedyś popełniłem takie założenie. Po czasie okazało się, że ta osoba miała problemy w domu i długie godziny spędzane w pracy nie były objawem zaangażowania, a ucieczki od tego co była poza nią. W kontekście prywatnych problemów pracownik ten szybko się irytował błędami nowej osoby i nie do końca potrafił zbudować z nią dobrą relację.

    Podsumowując jeżeli firma włożyła dużo starań w znalezienie odpowiedniego pracownika nie powinna poprzestawać w swoich wysiłkach w chwili zakończenia rekrutacji. Tylko powinna dobrze przygotować się do procesu onboardingu. W tym znaleźć lub wyznaczyć jedną osobę, która będzie za ten proces odpowiedzialna. Będzie wiedziała jaki jest zakres wiedzy do przekazania, będzie znała lub nawet planowała kalendarz zajęć dla wdrażanej osoby oraz będzie zorientowana w postępach nowego pracownika. Przy czym nie musi sama tego procesu prowadzić, musi go jednak koordynować.

    Na sam koniec mam pozytywną informację. Żadna z osób, które się od mnie zgłosiły w temacie rezygnacji z nowej pracy, bo tak kiepsko jest prowadzone ich wdrożenie z tej pracy po naszych spotkaniach nie zrezygnowała.

    W takiej sytuacji najczęściej opracowujemy plany przejęcia kontroli nad procesem wdrożenia. Budujemy zrozumienie dla faktu, że czasami wdrożenie nowej osoby jest na tyle nie rutynowym procesem, że mogą się zdarzać rożnego rodzaju wpadki organizacyjne. Uczymy się sami dokumentować swoje postępy i aktywnie komunikować potrzeby uzupełnienia wiedzy w jakimś temacie.

    Jakby nie było takie osoby mocno zapamiętują sobie fakt, że musiały wydać własne pieniądze na to aby zostać w miarę dobrze wdrożone w nowe miejsce pracy. Buduje to ich opinię o bezpośrednich przełożonych, jak i całej firmie.

    Syndrom niedzielnego popołudnia

    To pojawiający się najczęściej w niedzielne popołudnie stan lęku, zdenerwowania, stresu lub smutku na myśl o tym, że już następnego dnia z rana czekają na nas zawodowe obowiązki. Doświadczył go najprawdopodobniej każdy z nas i o ile są to sytuacje sporadyczne, to nie powinniśmy się nimi zbytnio przejmować. Natomiast kiedy regularnie się powtarzają, stanowią istotny sygnał ostrzegawczy, którego nie powinniśmy ignorować.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - Syndrom niedzielnego popołudnia - praca

    Od czasu do czasu

    Takie sporadyczne czy okresowe niedzielne napięcie przed nadchodzącym roboczym tygodniem może nam się przydarzyć z kilku przyczyn.

    Po pierwsze, będzie naturalne dla sytuacji zmiany pracy. Po kilku dniach lub paru tygodniach kiedy skończy się taryfa ulgowa, a my jeszcze nie będziemy czuli się swobodnie i kompetentnie w nowym miejscu możemy się obawiać czy podołamy nadchodzącym zadaniom. Tego typu rozterki i obawy w tym okresie dotyczą większości ludzi.

    Po drugie, kiedy w nadchodzącym tygodniu czeka nas jakieś trudne, czy wyjątkowo stresujące zdarzenie. Może być nim np. jakaś ważna prezentacja, spotkanie z zarządem, czy negocjacje z wyjątkowo trudnym klientem lub dostawcą.

    Po trzecie, kiedy mieliśmy naprawdę wyjątkowo udany weekend i nadchodzący poniedziałek oznacza zderzenie z wymagająca rzeczywistością. Ten dysonans pomiędzy sielskością danego weekendu i wyzwaniami w pracy może nas spinać i wywoływać poczucie straty. Tym większe im fajniejszy był weekend.

    Po czwarte, kiedy wracamy z dłuższego urlopu i wyobrażamy sobie jaką ilością maili do przeczytania w poniedziałek eksploduje nasza skrzynka pocztowa. Często mamy też świadomość, że przez naszą dłuższą nieobecność na nasz powrót czyha horda ludzi, którzy będą coś od nas chcieli.

    Powyższe sytuacje dotyczą zdarzeń sporadycznych i naturalnych dla życia trudności, z którymi od czasu do czasu przychodzi nam się mierzyć. Trudności te poprzez swój wyzwaniowy charakter z jednej strony pozwalają nam się rozwijać, z drugiej dają poczucie satysfakcji kiedy już je pokonamy

    Regularnie

    Inną kategorię stanowią sytuacje permanentne, regularnie powtarzające się co weekend. Powinny one stanowić dla nas jasny sygnał ostrzegawczy, że coś się dzieje nie tak. Taka sytuacja wymaga podjęcia określonych decyzji i działań.

    Permanentnie występujący „syndrom niedzielnego popołudnia” generalnie może mieć dwa źródła:

    Praca – tutaj przyczyną mogą być zbyt wymagające dla nas działania, zła atmosfera lub zła organizacja pracy w zespole, w którym pracujemy. Może się również tak zdarzyć, że dana praca przestała nam przynosić satysfakcję bądź doprowadziła nas do stanu wypalenia zawodowego.

    My sami – a w zasadzie nasz brak umiejętności odpoczynku i odpowiedniej regeneracji. Tak dziej się wtedy, kiedy weekend zamiast na odpoczynek przeznaczamy na nadgonienie zaległych spraw z całego tygodnia. Ewentualnie wtedy, kiedy relacje z bliskimi lub ogólnie atmosfera w domu nie pozwalają na psychiczną regenerację.

    Odrębną i szczególnie niebezpieczną sytuacją jest pewnego rodzaju sprzężenie zwrotne, do którego możemy doprowadzić. Zmęczeni i przepracowani po tygodniu pracy, przynosimy ją do domu aby w weekend trochę ją nadrobić. Pracujemy więc, zamiast odpoczywać i oderwać głowę od tematu pracy. W efekcie kiedy nadchodzi niedzielne popołudnie czujemy się rozczarowani tym, że ten weekend nie był fajny i zasadniczo go zmarnowaliśmy. Najgorsze jest jednak to, że jesteśmy już na tyle zmęczeni, że nie mamy siły zanim zaczął się nowy tydzień pracy. Ten zamknięty cykl bywa zabójczo wyniszczający.

    Jaka by nie była przyczyna naszego permanentnego „syndrom niedzielnego popołudnia”, powinniśmy podjąć zdecydowane kroki , aby przerwać to błędne koło. Czy to zmieniając pracę, która nas wyniszcza, czy to odpuszczając sobie i zmniejszając nasze nierealistycznie idealistyczne wymagania jakie sami sobie narzucamy (bo to nie zawsze sprawka naszego szefa, czy pracy). Ewentualnie dając sobie przyzwolenie na dobry i porządny wypoczynek w weekend.

    W roku 2023 mamy 250 dni pracujących i 115 dni wolnych od pracy. Te drugie stanowią nieco mniej niż 1/3 roku. Chyba nie warto przez tak małą jego część próbować złapać oddech i odnaleźć radość, w sytuacji gdy przez pozostały jego czas przygnieceni stresem próbujemy jedynie przetrwać od weekendu do weekendu.

    Prze_myślnik #70 – żyj, nie czekaj

    Słowa indyjskiego poety Rabindranath Tagore, należą do tej nielicznej grupy cytatów, które porażają mnie swoją głębią i jednocześnie prostotą. To właśnie w ich przypadku, kiedy pierwszy raz się z nimi spotykam zastygam w bezruchu, jakby ugodzony strzałą przenikliwości, która mocno mnie uziemia.

    Te 6 słów obnaża całą prawdę o naszym nierealistycznym podejściu do cudownego, czy też wspaniałego życia. Naiwnie wierzymy w takim moment, od którego wszystko się idealnie poukłada i będzie już tylko fajnie i cudownie. Co więcej jesteśmy w stanie oddać wiele goniąc za tym momentem.

    Tymczasem życie to całe spektrum emocji, zdarzeń i doświadczeń. Nie da się z niego wyekstrahować tylko tego co dobre, miłe i słodkie. To co najlepsze w życiu zawsze dostajemy z nieodłącznym pakietem mniej przyjemnych dodatków.

    Zakochując się w kimś, jednocześnie wystawiamy się  na łatwiejsze zranienie przez tę osobę oraz na różne „zgrzyty”, które między nami zaistnieją. Znajdując wymarzoną pracę zawsze zetkniemy się w niej z takimi zadaniami, które nas nudzą lub nie są przyjemne. Zostając menedżerem nie tylko będziemy zarządzać, zatrudniać ludzi i rozdawać premie. Będziemy także musieli tłumaczyć się ze swoich wyników przed naszym menedżerem, zwalniać ludzi oraz niejednokrotnie ciąć koszty w podległym zespole. Dochodząc do takie poziomu życia, że nie musimy już pracować i zyskaliśmy wolność finansową, być może zachłyśniemy się początkowo tym stanem, ale po jakimś czasie odczujemy brak celu i wyzwań w życiu. W efekcie czego często tracimy sens życia i powód, aby budzić się co rano.

    Jednak ten cytat ma także swoje drugie i trzecie dno.

    To drugie mówi, naucz się cieszyć już teraz tym co masz. Nie wszystko jest idealne, ale pewnie jest też trochę fajnych spraw. Nie odkładaj radości życia i jego smakowania na przyszłość. Nie czekaj na emeryturę, na to jak dzieci podrosną, albo na to jak awansujesz. To wszystko pewnie nadejdzie, ale nie przyjdzie samo.

    Trzecie dno tego cytatu jest nadzieją na złe czasy. Bo wychodząc od słów Rabindranath Tagore można powiedzieć „Najgorsze nie przychodzi samo. Przychodzi ze wszystkim” 😉

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - najlepsze życie - wspaniałe życie

    Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

    Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

    Close