Rafał Markiewicz

Blog

To „tylko” zmiana działu

Zmiana pracy może mieć wiele form i może przebiegać wieloma ścieżkami. Jedną z nich jest zmiana działu lub zespołu w ramach tej samej firmy. Na pozór wydaje się prosta, bo będziemy funkcjonowali w organizacji, która znamy. Wiemy jak załatwia się tutaj niektóre rzeczy. Wiem jak wygląda kultura organizacyjna i mamy tu na miejscu co najmniej parę osób, które znamy.

Mimo wszystko nie powinniśmy jej bagatelizować. Wbrew pozorom może nas niespodziewanie przytłoczyć lub rozczarować, ale równie dobrze może stanowić idealną trampolinę do niespodziewanego rozwoju.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana pracy - zmiana działu

Przecież to ta sama firma – co mnie tu może zaskoczyć?

Wbrew pozorom całkiem sporo. Szczególnie jak nie wiesz za dużo o nowym dziale i na dodatek nie znasz w nim nikogo, kogo mógłbyś podpytać o to jak się tam pracuje. Żeby było jeszcze trudniej, nawet jak kogoś takiego znasz, niekoniecznie przekaże Ci obiektywne informacje. Może bowiem mieć jeszcze jakiś własny interes w tej sytuacji. Np. brak osób w zespole powoduje, że jest mocniej dociążony pracą – wtedy podejdzie do zachęcania Cię sprzedażowo i być może „zapomni” wspomnieć o kilku niedogodnościach. Może także potraktować nową osobę jako zagrożenie dla siebie i wtedy raczej mocno wyeksponuje to co niekorzystne.

Inny szef, może być jak inna firma – znasz wartości firmy, kulturę organizacyjną i sposób dbania przełożonych o rozwój pracownika. Świetnie, jednak jest parę „ale”… 

Każdy przełożony ma też swój własny zestaw wartości i przez ich pryzmat może podchodzić do wartości firmowych. Nagle, okaże się że nastawienie na rozwój u jednego szefa oznacza inspirujące burze mózgu i poszukiwanie usprawnień w procesach lub działaniach, na którymi pracują ochotnicy. U drugiego będzie to po prostu suche polecenie „ogarnij ten temat” i zostaniesz z nim sam.

Jeden szef może poszukiwać dróg rozwoju swoich podwładnych i razem z nim pracować nad poszerzeniem ich kompetencji. Drugi może wychodzić z założenia, że jak ktoś chce się rozwijać to musi sam wykazać się inicjatywą. Jeden szef będzie dumny z tego, że jego pracownik chce się angażować w dodatkowe projekty między działowe, drugiego będzie to wkurzać.

Tzw. spotkania „one to one” u jednego szefa będą dawały sporą przestrzeń do zaczepiania o życie prywatne i rozmów o samopoczuciu pracownika. U drugiego będę to suche, „techniczne” rozmowy dotyczące tylko i wyłącznie realizacji zleconych zadań.

Inny rodzaj odpowiedzialności – tego „zgrzytu” najczęściej doświadczają osoby pracujące w grupach, w których do tej pory cały zespół był odpowiedzialny za jakiś obszar zadań. Mogło to być call center, dział back office obsługujący jakiś rodzaj zadań np. procurement, czy dział wsparcia sprzedaży.

Tutaj odpowiedzialność była nieco rozproszona. Kiedy ktoś czegoś nie ogarnął, brała to na siebie inna osoba ze zespołu. Kiedy był nawał pracy, to wszyscy równo dzielili się tym zwiększonym obciążeniem lub zgłaszał się ktoś na ochotnika na nadgodziny. I co najważniejsze, osoby w danym zespole mogły się na bieżąco konsultować i wspierać w rozwiązywaniu problemów.

Kiedy jednak trafiasz do małego zespołu, w którym każdy ma ściśle przypisany zakres działań lub  ściśle przypisanego klienta czy kontrahenta sprawy zaczynają wyglądać inaczej. Nawała pracy w tym obszarze jest tylko Twoim nawałem, sam musisz go ogarnąć. Specyfika Twojego obszaru może być odmienna od obszarów innych osób z Twojego zespołu i nikt Ci tutaj nie posłuży swoją wiedzą i wsparciem.

Nagle problemem mogą stać się urlopy. Jeżeli pracowałeś w 10 osobowym zespole, który razem zajmował się danymi zadaniami, to pewnie było tylko wymaganie, że na urlopie nie mogą być jednocześnie więcej niż dwie lub trzy osoby. Tutaj, każdy urlop to problem. Najczęściej musisz sam znaleźć kogoś w zespole, kto Cię zastąpi i przeszkolić go ze swoich zadań. Dodatkowo musisz dopasować urlop do dynamiki swoich zadań i brać go raczej wtedy kiedy jest ich mniej w miesiącu czy kwartale.

Inny typ zespołu – bardzo często na rozmowach rekrutacyjnych pyta się kandydatów jak odnajdują się w zespole. Można odnieść wrażenie, że pytający i odpowiadający zakładają istnienie jednego wzorca zespołów. Tymczasem zespół zespołowi nierówny.

Po pierwsze różnić się mogą samym etapem kształtowania zespołu i wzajemnym dotarciem. Po drugie specyfiką osób w nich zgromadzonych. Czym innym będzie zespół call center, czy back office, w którym jego członkowie muszą intensywnie komunikować się z innym ludźmi, a czym innym np. zespół introwertycznych księgowych. Osoba towarzyska, dla której ważne są dobre i ożywione relacje z innymi, może mieć problem z odnalezieniem w tym drugim.

Zmian bywa wyzwaniem, ale to nie powód aby jej unikać

Powyższej opisane zaskoczenia nie są jedynymi, które można napotkać. Mogą jednak one działać nie tylko jako utrudnienia. Dla wielu osób mogą stanowić swoistego rodzaju wyzwolenie i pozwolić na przejęcie sterów we własne ręce. Szczególnie, gdy z obszaru o rozproszonej odpowiedzialności trafiamy do takiego, gdzie nasz sukces i skuteczność będą zależały od nas samych.

Czasami bywa i tak, że poznając lepiej siebie samych zmieniamy dział na taki, w którym charakter pracy, czy zadań jest lepiej do nas dopasowany. Czasami zmiana działu jest ostatecznym testem tego, czy jeszcze potrafimy odnaleźć się w danej firmie, czy też powinniśmy szukać czegoś innego na zewnątrz organizacji.

Zdarza się i tak, że zmiana nadchodzi bez naszego udziału, a nawet wbrew naszym oczekiwaniom. W dzisiejszej dynamicznej rzeczywistości wiele firmy przechodzi równie dynamiczne zmiany. Na ich fali i nasze miejsce w firmie może ulec zmianie.

Jaki nie byłby powód zmiany warto pamiętać o wymaganej pewnej otwartości na nowe. Warto uświadomić sobie, że rozpamiętywanie jak to kiedyś w innym dziale było, raczej niewiele nam pomoże w obecnej sytuacji. Przyjmij, że jedne drzwi za Tobą się zamknęły, a otworzyły nowe. Nie żyj więc przeszłością, a jak najlepiej wykorzystaj to gdzie jesteś dzisiaj. Albo odnajdziesz się w nowej sytuacji, albo nabierzesz 100% pewności, że to miejsce nie jest dla Ciebie i wtedy z czystym sumieniem dokonasz kolejnej zmiany.

Pieniądze, czas i energię przeznacz na doświadczenia, a nie na przedmioty

Dziś, kiedy wszechobecna inflacja dotyka nas wszystkich warto zastanowić się jak mądrze wydawać nasze pieniądze. W świecie, w którym brakuje nam czasu na wszystkie dostępne dla nas możliwości, warto wybierać te naprawdę istotne. W zabieganiu, w którym ledwo wystarcza nam energii do działania, warto inwestować ją w to co najlepiej nam się zwróci.

Wbrew pozorom najczęściej nie będą to nowe rzeczy, dodatki czy wyszukane przedmioty. Najlepszym wyborem będą doświadczenia, których nikt nam nie zabierze i którymi będziemy mogli się cieszyć całe życie. Mogą nas one doprowadzić w nowe i niespodziewane obszary, jak również otworzyć przed nami nowe możliwości.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - doświadczenia - inwestycja - rozwój

Iluzja sukcesu i statusu społecznego

Wielu z nas uwierzyło w to, że konsumpcja i posiadanie rzeczy jest wyznacznikiem tego czy odnieśliśmy sukces i tego jaki jest nasz status społeczny. Tymczasem jest to taka sama iluzja jak cudowne życie wszystkich instagramerów i instagramerek, którzy udostępniają nam tylko te elementy życia, które dobrze wyglądają i którymi można się pochwalić. Czasami kreując nawet nierzeczywiste lub zakłamane zdarzenia i sytuacje. Zainteresowanym polecam na Youtube, trzyminutowy film zatytułowany: Are You Living an Insta Lie? Social Media Vs. Reality

Na szczęście coraz więcej ludzi dostrzega, że do rzekomego sukcesu nie można się przytulić. Nie da się też pogadać ze statusem społecznym, kiedy jest nam źle. Co więcej, kupując coraz więcej, coraz szybciej mija nam euforia z dokonanego zakupu i dostrzegamy przytłoczenie ilością rzeczy nas otaczających.

Tę iluzję sukcesu i statusu społecznego dobitnie obnażył swojego czasu George Fooshee mówiąc: „Ludzie kupują rzeczy, których nie potrzebują, za pieniądze, których nie mają, by zaimponować ludziom, których nie lubią.”

Kolekcjonuj doświadczenia zamiast rzeczy

Można zatem postawić pytanie skoro kupowanie rzeczy nie ma większego sensu to czym powinniśmy się zainteresować. Tutaj wskazówką dla nas mogą być badania, które pokazują, że pozytywne doświadczenia i wspomnienia są tym co czyni nas naprawdę szczęśliwymi.

Jeżeli kogoś powyższy argument nie przekonuje mogę dołożyć jeszcze parę:

  • Doświadczenia pozostają z nami na zawsze i niezależnie od tego jak wiedzie nam się w życiu. Tymczasem rzeczy z czasem tracą swoją wartość i użyteczność, stają się przestarzałe.
  • Doświadczenia pozwalają nam się rozwijać i zdobywać nowe umiejętności, które mogą nam się przydać zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym.
  • Doświadczenia pozwalają nam budować relacji z innym ludźmi. Podczas, gdy rzeczy konsumujemy raczej indywidualnie. Co więcej, doświadczeniami możemy się dzielić z innymi i umacniać w ten sposób nasze relacje. Wspólne doświadczenia zazwyczaj też scalają istniejące przyjaźnie i znajomości.
  • Doświadczenia pozwalają na poznanie świata i jego różnorodności. Dzięki nim zyskujemy inne punkty widzenia i uczymy się patrzeć na świat i życie szerzej, a zarazem mądrzej. Odkrywamy dzięki nim nowe miejsca, kultury i ludzi.

Z doświadczeniami jest jeszcze jedna super sprawa. Ile byśmy ich nie zdobyli zawsze nam się pomieszczą (w przeciwieństwie do rzeczy). Ja sam nagromadziłem ich tyle, że pewnie można by było nimi obdzielić kilka osób. Jednak wciąż mi mało i mam ochotę na kolejne.

Pisząc powyższe przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Kolekcjonując doświadczenia pielęgnujesz w sobie również kreatywność. Ostatecznie zawsze chcesz, żeby każde kolejne doświadczenie było inne od poprzednich.

Życzę zatem udanego kombinowania i fascynujących doświadczeń. Zwracając jednocześnie uwagę na fakt, że niekoniecznie musimy szukać nowego na zewnątrz. Czasami jednym z najlepszych doświadczeń w życiu jest poznanie i zrozumienie samego siebie.

Odporność psychiczna – nasz mentalny „układ immunologiczny”

To, że dzisiejszy świat gna do przodu i jest pełen nieprzewidywalności jest czymś oczywistym dla większości z nas. Jak dołożyć do tego zalew różnorakich informacji jakie do nas docierają i powszechne przebodźcowanie uzyskujemy prosty przepis na potężną dawkę stresu. Uświadomionego lub nie.

Jak mówią niektórzy nasze mechanizmy adaptacyjne nie nadążają z rozwojem technologii i postępem cywilizacyjnym. Być może tu tkwi przyczyna coraz większej liczby depresji, wypaleń zawodowych stanów lękowych oraz innych problemów natury psychicznej i somatycznej.

Co zwykliśmy robić w takich sytuacjach? Staramy się uśmierzyć stres. Bierzemy leki przeciwbólowe, znieczulająco serwujemy sobie alkohol lub inne „środki”. Palimy na potęgę, bo to odstresowuje. Czasami wybieramy też zdrowszą opcję i idziemy stres wybiegać lub wyćwiczyć.

Sęk w tym, że stres nie jest głównym problemem. Jest on jedynie efektem. Walcząc z stresem działamy tak jakbyśmy walczyli z bólem, który jest jedynie konsekwencją choroby. Tymczasem właściwszym działaniem byłoby zadbanie o sprawny układ immunologiczny, który ochroni nas przed samą chorobą. W kontekście stresu, naszym ”układem immunologicznym” jest odporność psychiczna.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - stres - odporność psychiczna

Odporność psychiczna

To umiejętność radzenia sobie nie tylko ze stresem, ale również presją, wyzwaniami i trudnościami napotykanymi w życiu. Pozwala ona utrzymać pozytywne nastawienie w trudnych sytuacjach, jak również szybko się po nich otrząsnąć. Czym wyższy jej poziom, tym mniej spraw i zdarzeń odbieramy jako zagrożenie i się nimi stresujemy. Zarazem jednak kiedy już coś nas zepnie psychicznie lub przytłoczy, szybciej otrząśniemy się z tej sytuacji, zregenerujemy i wrócimy do emocjonalnej równowagi.

Na poziom odporności psychicznej wpływa wiele czynników i trudno byłoby wskazać jeden właściwy dla wszystkich wzorzec. Ostatecznie każdy z nas ma nieco inną konstrukcję psychiczną, inne przekonannia i normy kulturowe, którymi się kieruje. Działamy też i funkcjonujemy w różnym otoczeniu, relacjach i kontekstach społecznych.

Mimo to wymienia się pewną grupę istotnych czynników składowych odporności psychicznej. Zalicza się do nich:

Samoocena i pewność siebie – wysoka samocena i pewność siebie pomagają nam radzić sobie z trudnościami, a także pomagają w budowaniu pozytywnych relacji z innymi ludźmi. Z upływem lat dysponujemy coraz większa liczbą zdarzeń w życiu, które były trudne lub wyglądały na pierwszy rzut oka na nie do pokonania, a mimo to wyszliśmy z nich zwycięsko lub chociażby cało. Warto pamiętać o tych najtrudniejszych i powtarzać sobie, że „skoro wtedy dałem radę, to teraz też sobie poradzę”.

Inteligencja emocjonalna – umiejętność rozpoznawania i kontrolowania własnych emocji oraz świadomość, że nie jesteśmy daną emocją, a jedynie ją odczuwamy. Jest istotna różnica między stwierdzeniem „jestem zły”, a „odczuwam złość”.  Ważna jest również empatia i zdolność do porozumiewania się z innymi ludźmi.

Adaptacja i elastyczność – umiejętność dostosowywania się do zmieniających się okoliczności i sytuacji oraz elastyczne podejście do rozwiązywania problemów. Tutaj bardzo pomaga umiejętne rozróżnianie tego na co mamy wpływ, a na co nie i aktywne działanie w pierwszym obszarze. Świadomość zmienności i nieprzewidywalności obecnego świata powinna skłonić nas do tworzenia planów, ale zarazem elastycznego do nich podejścia. Warto tutaj pamiętać o pomocnym cytacie: „Planowanie jest ważne. Ale ważniejsze jest to, aby nie przylegać zbyt mocno do swojego planu.” – Alan Lakein.

Pozytywne myślenie i optymizm – ukierunkowanie na szukanie pozytywnych aspektów w spotykających nas sytuacjach i zdarzeniach, a także dobre nastawienie do przyszłości. Pomocna będzie też wiara w to, że świat nam sprzyja, pomimo że czasami trudno to dostrzec w danym momencie.

Zdolność radzenia sobie ze stresem – umiejętność radzenia sobie ze stresem w zdrowy sposób. Np. poprzez regularną aktywność fizyczną, medytacje, relaksacje lub rozmowy z przyjaciółmi. W kwestiach zawodowych pomocne może być przegadanie sytuacji z kolegami z pracy. Mogą podpowiedzieć jakieś rozwiązanie, albo chociaż pozwolą nam w rozmowie nieco ochłonąć z emocji i zdystansować się do sytuacji.

Silne relacje społeczne – wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół, jak również zdolność do budowania i utrzymywania zdrowych relacji społecznych. Dają nam one poczucie oparcia i świadomość, że nie jesteśmy w trudnych sytuacjach sami. Z drugiej strony, utrzymując kontakty z innymi zyskujemy świadomość, że trudności w życiu spotykają wszystkich, a my nie że jesteśmy jedynymi wybrańcami, na których los postanowił przetestować wszelkie niedogodności.

Wiara w siebie i w innych ludzi – przekonanie o własnych zdolnościach i o zaufaniu do innych ludzi. Tutaj pomocna może być świadomość tego, że każdy z nas dysponuje pewnym zestawem naturalnych talentów, na których możemy budować swoją siłę. Jeżeli trudno je Ci odkryć, warto skorzystać z narzędzia CliftonStrengths, znanego w Polsce jako test Gallupa.

Umiejętność rozwiązywania problemów – zdolność do identyfikowania i rozwiązywania problemów w sposób skuteczny i konstruktywny. Umiejętność tę często wzmacniamy w praktyce, w trakcie naszej kariery zawodowej. Jest jednak także sporo publikacji książkowych i metodologii rozwiązywania problemów, z którymi warto się zapoznać.

    Przyglądając się powyższym punktom warto mieć świadomość, że budowanie odporności psychicznej nie jest jakimś jednorazowym działaniem, czy wydarzeniem w naszym życiu. To proces wymagający wytrwałości i powtarzalności.

    Pozytywnym przesłaniem powinno być to, że nie ma ludzi nieodpornych psychicznie tzn. całkowicie pozbawionych odporności psychicznej. Każdy z nas tę odporność ma, choć u każdego z nas jest ona na innym poziomie. Drugą pozytywną wiadomością jest to, że odporność psychiczną można wzmacniać i rozwijać. Być może czytając powyższe punkty, już znalazłeś taki, od którego mógłbyś zacząć pracować nad jej poprawą.

    Kiepski pracownik, czy kiepski onboarding?

    Zaledwie w ciągu trzech ostatnich miesięcy miałem sesje coachingowe z kilkoma osobami, które w nowych firmach przepracowały pierwsze tygodnie i już rozważały rezygnację z pracy. Przyczyną ich rozważań były fatalne, bezwładne, chaotyczne a czasami i nieprzyjemne sposoby wdrożenia do nowej pracy.

    Zaskakujące jest to, że na etapie rekrutacji często mamy uporządkowane procesy i specjalistów zajmujących się spotkaniami z kandydatami. Kiedy jednak kandydat powie „sakramentalne” TAK, nierzadko trafia na zupełnie nieprzemyślany i niezaplanowany proces wdrożenia, który prowadzą zupełnie nieprzygotowani ludzie.

    Kiedy po okresie próbnym dalsza współpraca nie jest kontynuowana często można usłyszeć: „był kiepski”. Niemal wszyscy zakładają, że kandydat. Tymczasem kiepski mógł być też proces onboardingu, albo sam wdrażający.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - onboarding - nowy pracownik

    Czemu onboarding jest taki ważny?

    Zmiana pracy to często emocjonujący i zarazem mocno stresujący etap w naszym życiu. Towarzyszy mu sporo niepewności i obaw. Rozpoczynając pracę w nowym miejscu musimy poznać kulturę danej firmy, zrozumieć formalne i nieformalne powiązania, dowiedzieć jakie są cele firmy i cele naszego stanowiska. Czeka nas także zapoznanie się z zakresem naszych zadań i narzędziami z jakich powinniśmy korzystać w celu ich realizacji.

    To także czas oceny nas przez naszych przełożonych i współpracowników oraz oceny nowego miejsca pracy przez nas samych. Dla obu stron ważne zatem powinno być, aby dobrze rozpocząć tą nową wspólną znajomość. Przy czym słowem kluczem jest „powinno być”, bo jak pokazuje życie i moja coachingową praktyka często tak nie jest.

    Tymczasem dobrze prowadzony onboarding:

    Zwiększa utrzymanie pracowników – okazuje się, że te osoby które przeszły solidny onboarding są bardziej skłonne do pozostania w firmie i związania się z nią na dłużej. Firma dzięki temu ma mniejsze koszty związane z rekrutacją i szkoleniem nowych pracowników. Wzrasta też jakość pracy, bo wykonują ją doświadczeni pracownicy, a nie ciągle nowe osoby.

    Poprawia wydajność pracowników – jeśli dobrze znają oni swoje zadania i rolę w firmie, są bardziej pewni siebie i skłonni do podejmowania decyzji. Dzięki czemu szybciej też osiągają pełną wydajność.

    Zwiększa zaangażowanie pracowników – ponieważ czują się oni docenieni i związani z firmą, są bardziej zaangażowani w swoją pracę.

    Zwiększa poziom satysfakcji pracowników – pomaga pracownikom poczuć się bardziej pewnie i skutecznie w swojej pracy, ale także może pomóc im zrozumieć, jakie cele firmy są ważne i jak ich praca wpływa na ich osiąganie. Daje im to tak ważne poczucie sprawczości w pracy.

    Poprawia reputację firmy –  dobrze przemyślany proces onboardingowy pozwala firmie zyskać miano miejsca, w którym pracownicy są dobrze traktowani i doceniani. Taka reputacja pomaga w przyciąganiu i zatrzymywaniu najlepszych pracowników.

    Jakie są cechy dobrego onboardingu?

    Jeśli jesteś pracownikiem poniższa lista pomoże Ci zweryfikować czy jesteś dobrze wprowadzany do nowej pracy i nowych obowiązków. Jeżeli jesteś szefem ta lista powinna być Twoją checklistą do weryfikacji Twojego procesu.

    Cechy dobrego procesu onboardingowego to:

    Personalizacja –  proces powinien być dostosowany do potrzeb i umiejętności każdego pracownika. Dzięki temu nowa osoba w firmie może poczuć się doceniona i skuteczna w swojej pracy. Spotkałem się z sytuacjami, w których osoba szkoląca nowego pracownika zakładała np. że powinien on już znać oprogramowanie, w którym będzie pracował. Tymczasem ogłoszenie o pracę nie zawierało takiego oczekiwania. W efekcie szkolący miał wrażenie, że nowy pracownik jest tępy i niedouczony. Natomiast uczący odbierał szkolącego jako niechętnego jemu, uczącego po łepkach i zarozumiałego.

    Jasność i przejrzystość – dzięki temu pracownik będzie mniej zestresowany, bo z góry będzie wiedział  czego się spodziewać i jakie są oczekiwania wobec niego.

    Systematyczność – onboarding powinien być systematyczny, aby nowi pracownicy wiedzieli, co robić w ciągu pierwszych dni, tygodni i miesięcy w firmie. Hitem dla mnie była liderka, która zleciła jednocześnie dwóm osobom z zespołu wyszkolenie nowego pracownika. Problem w tym, że te osoby nie koordynowały tego zadania między sobą. Zatem nowa osoba po dwa razy uczyła się tego samego od każdego z nich, ale zarazem oboje nie przekazali jej pełnego zakresu umiejętności. W efekcie nowy pracownik słyszał często „Jak to nie wiesz, jak to zrobić? Myślałem, że on (czyt. drugi pracownik) już cię tego „nauczył”, a liderka powtarzała nowemu pracownikowi, że jego postępy są za wolne. Nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za zaplanowanie procesu, a nowy pracownik w efekcie takiego podejścia złożył wypowiedzenie.

    Interaktywność – proces powinien być interaktywny i angażujący, bo w ten sposób pozwoli nowym pracownikom poznać swoich kolegów z pracy i zintegrować się w firmie. Przy czym zaznaczmy to jasno – proces, w którym nowy pracownik słyszy „weź sobie przez tydzień poczytaj procedury i dokumentację” jest bardzo daleki od interaktywności i zaangażowania.

    Wsparcie – proces, a szczególnie osoba opiekująca się wdrożeniem nowego pracownika powinna go wspierać i pomagać mu w osiąganiu pierwszych sukcesów oraz postępu w nowych działaniach.

    Zintegrowanie z kulturą firmy – onboarding powinien być zintegrowany z kulturą i wartościami firmy, aby nowi pracownicy mogli poczuć się związani z firmą i jej celami.

    Odpowiednia osoba do prowadzenie onboardingu

    To na tyle istotna kwestia, że postanowiłem jej poświęcić cały akapit. Często bowiem wyznaczając kogoś do wdrożenia nowego pracownika nie bierzemy pod uwagę tego, czy ma on predyspozycje do przekazywania wiedzy. Co więcej, czy ma dobrze rozwinięte umiejętności komunikacyjne.

    Jako przełożeni powinniśmy też z takim pracownikiem porozmawiać, aby uzmysłowić mu jego rolę we wdrażaniu nowego pracownika i uczulić go na to, że nowa osoba może być zestresowana i wymaga odpowiedniego zaopiekowania.

    Przy wyborze pracownika, który ma wdrażać nową osobę zwróciłbym uwagę na poniższe pułapki:

    Czy to jest wysokiej klasy specjalista – często takie osoby są świetne w dziedzinie, którą się zajmują. Zarazem jednak mogą nie mieć umiejętności tłumaczenia podstawowych rzeczy z tego obszaru, bo twierdzą, że to oczywiste i wszyscy powinni to wiedzieć. Zatem może lepszym wyborem osoby wprowadzającej będzie postawienie na kogoś, kto zna temat ale nie musi być tak wysokiej klasy specjalistą.

    Czy to młody i ambitny pracownik – takie osoby są świetne w pięciu się po ścieżce kariery i w działaniach operacyjnych wymagających przebojowości. Pytanie jednak, czy ta postawa jest właściwa dla prowadzenia wdrożenia nowej osoby. Niestety często młodzi i bardzo ambitni pracownicy nie potrafią wyłączy w sobie potrzeby rywalizacji. Widziałem już sytuacje, w których taki pracownik dla podkreślenia swojej ważnej roli, ucząc innych specjalnie dobierał trudne wyrazy lub branżowy żargon. Miało to podkreślać jego fachowość, ale z pewnością nie ułatwiało wdrożenia nowej osoby.

    Czy to pracownik, który bardzo dużo pracuje (domyślnie: tak bardzo jest zaangażowany w pracę) – niestety sam kiedyś popełniłem takie założenie. Po czasie okazało się, że ta osoba miała problemy w domu i długie godziny spędzane w pracy nie były objawem zaangażowania, a ucieczki od tego co była poza nią. W kontekście prywatnych problemów pracownik ten szybko się irytował błędami nowej osoby i nie do końca potrafił zbudować z nią dobrą relację.

    Podsumowując jeżeli firma włożyła dużo starań w znalezienie odpowiedniego pracownika nie powinna poprzestawać w swoich wysiłkach w chwili zakończenia rekrutacji. Tylko powinna dobrze przygotować się do procesu onboardingu. W tym znaleźć lub wyznaczyć jedną osobę, która będzie za ten proces odpowiedzialna. Będzie wiedziała jaki jest zakres wiedzy do przekazania, będzie znała lub nawet planowała kalendarz zajęć dla wdrażanej osoby oraz będzie zorientowana w postępach nowego pracownika. Przy czym nie musi sama tego procesu prowadzić, musi go jednak koordynować.

    Na sam koniec mam pozytywną informację. Żadna z osób, które się od mnie zgłosiły w temacie rezygnacji z nowej pracy, bo tak kiepsko jest prowadzone ich wdrożenie z tej pracy po naszych spotkaniach nie zrezygnowała.

    W takiej sytuacji najczęściej opracowujemy plany przejęcia kontroli nad procesem wdrożenia. Budujemy zrozumienie dla faktu, że czasami wdrożenie nowej osoby jest na tyle nie rutynowym procesem, że mogą się zdarzać rożnego rodzaju wpadki organizacyjne. Uczymy się sami dokumentować swoje postępy i aktywnie komunikować potrzeby uzupełnienia wiedzy w jakimś temacie.

    Jakby nie było takie osoby mocno zapamiętują sobie fakt, że musiały wydać własne pieniądze na to aby zostać w miarę dobrze wdrożone w nowe miejsce pracy. Buduje to ich opinię o bezpośrednich przełożonych, jak i całej firmie.

    Syndrom niedzielnego popołudnia

    To pojawiający się najczęściej w niedzielne popołudnie stan lęku, zdenerwowania, stresu lub smutku na myśl o tym, że już następnego dnia z rana czekają na nas zawodowe obowiązki. Doświadczył go najprawdopodobniej każdy z nas i o ile są to sytuacje sporadyczne, to nie powinniśmy się nimi zbytnio przejmować. Natomiast kiedy regularnie się powtarzają, stanowią istotny sygnał ostrzegawczy, którego nie powinniśmy ignorować.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - Syndrom niedzielnego popołudnia - praca

    Od czasu do czasu

    Takie sporadyczne czy okresowe niedzielne napięcie przed nadchodzącym roboczym tygodniem może nam się przydarzyć z kilku przyczyn.

    Po pierwsze, będzie naturalne dla sytuacji zmiany pracy. Po kilku dniach lub paru tygodniach kiedy skończy się taryfa ulgowa, a my jeszcze nie będziemy czuli się swobodnie i kompetentnie w nowym miejscu możemy się obawiać czy podołamy nadchodzącym zadaniom. Tego typu rozterki i obawy w tym okresie dotyczą większości ludzi.

    Po drugie, kiedy w nadchodzącym tygodniu czeka nas jakieś trudne, czy wyjątkowo stresujące zdarzenie. Może być nim np. jakaś ważna prezentacja, spotkanie z zarządem, czy negocjacje z wyjątkowo trudnym klientem lub dostawcą.

    Po trzecie, kiedy mieliśmy naprawdę wyjątkowo udany weekend i nadchodzący poniedziałek oznacza zderzenie z wymagająca rzeczywistością. Ten dysonans pomiędzy sielskością danego weekendu i wyzwaniami w pracy może nas spinać i wywoływać poczucie straty. Tym większe im fajniejszy był weekend.

    Po czwarte, kiedy wracamy z dłuższego urlopu i wyobrażamy sobie jaką ilością maili do przeczytania w poniedziałek eksploduje nasza skrzynka pocztowa. Często mamy też świadomość, że przez naszą dłuższą nieobecność na nasz powrót czyha horda ludzi, którzy będą coś od nas chcieli.

    Powyższe sytuacje dotyczą zdarzeń sporadycznych i naturalnych dla życia trudności, z którymi od czasu do czasu przychodzi nam się mierzyć. Trudności te poprzez swój wyzwaniowy charakter z jednej strony pozwalają nam się rozwijać, z drugiej dają poczucie satysfakcji kiedy już je pokonamy

    Regularnie

    Inną kategorię stanowią sytuacje permanentne, regularnie powtarzające się co weekend. Powinny one stanowić dla nas jasny sygnał ostrzegawczy, że coś się dzieje nie tak. Taka sytuacja wymaga podjęcia określonych decyzji i działań.

    Permanentnie występujący „syndrom niedzielnego popołudnia” generalnie może mieć dwa źródła:

    Praca – tutaj przyczyną mogą być zbyt wymagające dla nas działania, zła atmosfera lub zła organizacja pracy w zespole, w którym pracujemy. Może się również tak zdarzyć, że dana praca przestała nam przynosić satysfakcję bądź doprowadziła nas do stanu wypalenia zawodowego.

    My sami – a w zasadzie nasz brak umiejętności odpoczynku i odpowiedniej regeneracji. Tak dziej się wtedy, kiedy weekend zamiast na odpoczynek przeznaczamy na nadgonienie zaległych spraw z całego tygodnia. Ewentualnie wtedy, kiedy relacje z bliskimi lub ogólnie atmosfera w domu nie pozwalają na psychiczną regenerację.

    Odrębną i szczególnie niebezpieczną sytuacją jest pewnego rodzaju sprzężenie zwrotne, do którego możemy doprowadzić. Zmęczeni i przepracowani po tygodniu pracy, przynosimy ją do domu aby w weekend trochę ją nadrobić. Pracujemy więc, zamiast odpoczywać i oderwać głowę od tematu pracy. W efekcie kiedy nadchodzi niedzielne popołudnie czujemy się rozczarowani tym, że ten weekend nie był fajny i zasadniczo go zmarnowaliśmy. Najgorsze jest jednak to, że jesteśmy już na tyle zmęczeni, że nie mamy siły zanim zaczął się nowy tydzień pracy. Ten zamknięty cykl bywa zabójczo wyniszczający.

    Jaka by nie była przyczyna naszego permanentnego „syndrom niedzielnego popołudnia”, powinniśmy podjąć zdecydowane kroki , aby przerwać to błędne koło. Czy to zmieniając pracę, która nas wyniszcza, czy to odpuszczając sobie i zmniejszając nasze nierealistycznie idealistyczne wymagania jakie sami sobie narzucamy (bo to nie zawsze sprawka naszego szefa, czy pracy). Ewentualnie dając sobie przyzwolenie na dobry i porządny wypoczynek w weekend.

    W roku 2023 mamy 250 dni pracujących i 115 dni wolnych od pracy. Te drugie stanowią nieco mniej niż 1/3 roku. Chyba nie warto przez tak małą jego część próbować złapać oddech i odnaleźć radość, w sytuacji gdy przez pozostały jego czas przygnieceni stresem próbujemy jedynie przetrwać od weekendu do weekendu.

    Prze_myślnik #70 – żyj, nie czekaj

    Słowa indyjskiego poety Rabindranath Tagore, należą do tej nielicznej grupy cytatów, które porażają mnie swoją głębią i jednocześnie prostotą. To właśnie w ich przypadku, kiedy pierwszy raz się z nimi spotykam zastygam w bezruchu, jakby ugodzony strzałą przenikliwości, która mocno mnie uziemia.

    Te 6 słów obnaża całą prawdę o naszym nierealistycznym podejściu do cudownego, czy też wspaniałego życia. Naiwnie wierzymy w takim moment, od którego wszystko się idealnie poukłada i będzie już tylko fajnie i cudownie. Co więcej jesteśmy w stanie oddać wiele goniąc za tym momentem.

    Tymczasem życie to całe spektrum emocji, zdarzeń i doświadczeń. Nie da się z niego wyekstrahować tylko tego co dobre, miłe i słodkie. To co najlepsze w życiu zawsze dostajemy z nieodłącznym pakietem mniej przyjemnych dodatków.

    Zakochując się w kimś, jednocześnie wystawiamy się  na łatwiejsze zranienie przez tę osobę oraz na różne „zgrzyty”, które między nami zaistnieją. Znajdując wymarzoną pracę zawsze zetkniemy się w niej z takimi zadaniami, które nas nudzą lub nie są przyjemne. Zostając menedżerem nie tylko będziemy zarządzać, zatrudniać ludzi i rozdawać premie. Będziemy także musieli tłumaczyć się ze swoich wyników przed naszym menedżerem, zwalniać ludzi oraz niejednokrotnie ciąć koszty w podległym zespole. Dochodząc do takie poziomu życia, że nie musimy już pracować i zyskaliśmy wolność finansową, być może zachłyśniemy się początkowo tym stanem, ale po jakimś czasie odczujemy brak celu i wyzwań w życiu. W efekcie czego często tracimy sens życia i powód, aby budzić się co rano.

    Jednak ten cytat ma także swoje drugie i trzecie dno.

    To drugie mówi, naucz się cieszyć już teraz tym co masz. Nie wszystko jest idealne, ale pewnie jest też trochę fajnych spraw. Nie odkładaj radości życia i jego smakowania na przyszłość. Nie czekaj na emeryturę, na to jak dzieci podrosną, albo na to jak awansujesz. To wszystko pewnie nadejdzie, ale nie przyjdzie samo.

    Trzecie dno tego cytatu jest nadzieją na złe czasy. Bo wychodząc od słów Rabindranath Tagore można powiedzieć „Najgorsze nie przychodzi samo. Przychodzi ze wszystkim” 😉

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - najlepsze życie - wspaniałe życie

    Niepewność – demon dzisiejszych czasów?

    Czasami, kiedy wokół mnie wiele się dzieje, a do tego zamieszania jeszcze sporo dokłada zwariowany i nieprzewidywalny świat, lubię sobie przypominać cytat z Williama Shakespeare’a „Piekło jest puste, wszystkie demony są tutaj”.

    Sporo moich znajomych bało się roku 2022 przeczuwając na jego początku, że będzie straszny. Teraz wielu z nich wieszczy, że ten obecny będzie jeszcze straszniejszy. Zaryzykowałbym twierdzenie, że ich zdolności katastroficznego wieszczenie wzmogły się po roku 2021. Nie chcę wchodzić w analizę przyczyn takiego nastawienia. Zauważam jednak pewną korelację. Czym mniej pewności odnośnie przyszłości, tym czarniejsze wizje. Niepewność na dobre rozgościła się w naszym świecie i zaczyna przejmować nad nami kontrolę.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - niepewność - BANI

    Co Ci robi niepewność?

    Niepewność wywołuje uczucie zmęczenia. Dzieje się tak, bo jako ludzie jesteśmy zaprogramowani na przetrwanie. Zatem każda niepewność odpala w nas dzwonki alarmowe i popycha do walki o odzyskanie poczucia bezpieczeństwa. Cała ta sytuacja tworzy napięcia. Zarówno w naszych głowach, jak i w ciele. Przenosi się na nasze zdrowie, relacje i emocjonalne wydrenowanie.

    Nie pozostaje też bez wpływu na pracę. Szczególnie, jeśli to nie jest praca zgodna z nami. Do tej pory mogliśmy zakotwiczyć się na zarobkach. Dobrą pensją i jej siłą nabywczą mogliśmy tłumaczyć pozostałe wyrzeczenia. To nic, że nudzę się tą pracą i nie rozwijam. To nic, że dusza woła za realizowaniem się w innych obszarach i jedynie próbuje przetrwać od weekendu do weekendu. Za zarobione pieniądze kupuję sobie szybką i łatwą rozrywkę. Dzięki pensji kupuję rzeczy i usługi, które pozwalają mi budować pozycję społeczną.

    Problem w tym, że teraz ta pensja starcza na coraz mniej lub niepewna przyszłość skłania nas do oszczędności. Jednak nawet tu nie do końca wiadomo w co włożyć te oszczędności, bo prawie na każdych instrumentach finansowych pieniądze tracą swoją wartość. Do głosu coraz częściej dochodzi więc pytanie: „czy nadal warto pracować tylko dla pieniędzy”. Jest ono tym głośniejsze, im trudniej zagłuszyć je konsumpcyjnym życiem.

    Po przeciwległej stronie obszaru zawodowego do głosu dochodzi też inne przeraźliwe pytanie: „Czy nie stracę swojej pracy?” oraz „Czy decydując się na ewentualną zmianę, znajdę zatrudnienie?”

    Tak oto dochodzimy do patowej sytuacji. Ci, którzy chcą zmienić pracę na bardziej spójną z nimi, nie robią tego, bo nie wiedzą czy jakąś znajdą. Ci, którzy mało zarabiają też nie wykonują żadnego ruchu, bo nie wiadomo czy to nowe miejsce pracy poradzi sobie z obecną sytuacją gospodarczą i nie upadnie.

    Tak samo zachowujemy się w innych obszarach naszego życia. Zastygamy, zatrzymujemy się i nie podejmujemy żadnych działań i decyzji. Wybieramy mniej wygodne dla nas sytuacje i rozwiązania, ale za to bardziej pewne. Zapominając o tym, że nasze marzenia i życiowe sukcesy są niemal z definicji niepewne i wymagają od nas wejścia właśnie w tego typu sytuacje.

    Nie wywołuj wewnętrznego sztormu

    Jeden z moich znajomych opisuje tę sytuację jako rejs statkiem po wzburzonym oceanie. Nie mamy żadnego wpływu na to, jak ten statek płynie i czy wytrzyma uderzenia fal. Często nie mamy pojęcia o konstrukcji statków i specyfice morskiego żywiołu. Mimo to cały czas próbujemy ustawić się tak, aby być w najbezpieczniejszym miejscu tego statku, choć nie wiemy, które to jest. Narzekamy i wieszczymy niechybną katastrofę, ale nie potrafimy jej zapobiec. Pielęgnujemy lęk i panikę, jakby były jakimś antidotum na otaczający nas żywioł.

    Sztorm jest na zewnątrz statku. W jego wnętrzu jest w miarę spokojnie. Jednak w naszym wnętrzu, my sami swoją postawą i strachem wywołujemy drugi wewnętrzny sztorm. W ten oto sposób doprowadzamy do jednoczesnej walki z dwoma żywiołami. Co znacznie przyspiesza nasze zmęczenie, wyczerpanie i utratę wiary w przyszłość.

    Możliwości = niepewność

    Nie lubię bezrefleksyjnego i mentorskiego powtarzania hasła „Musisz wychodzić ze strefy komfortu, aby się rozwijać”. Jest ono prawdziwe, o ile do tego wyjścia masz odpowiednie zasoby i siłę. Znacznie bardziej wole stwierdzenie „nie zastygaj w swojej strefie komfortu”. Czasami przebywanie w niej służy regeneracji lub przygotowaniu do przyszłego wyjścia. Jednak zasiedzenie się w niej, jest zdecydowanie Twoim wrogiem.

    Zatem nie powiem Ci obudź wewnętrzną siłę i skacz z wiarą za burtę statku mając nadzieję, że pokonasz sztorm. Zachcę Cię raczej do dobrego przygotowania na okoliczność, kiedy sztorm przycichnie, a statek dobije do nabrzeża.

    To przygotowanie oznacza najczęściej dobre poznanie samego siebie i swoich wartości. W tym obudzenia empatii i uważności. Wymaga również otwartości i gotowości do łamania dotychczasowych wzorców i schematów. Jednak nie każdych i tutaj przydaje się umiejętność krytycznego myślenia. Nie obejdzie się też bez zaangażowania i szczypty odwagi.

    Ważne jest również, aby sobie uświadomić, że każde osiągnięcie w Twoim życiu i każda chwila, z której jesteś dumny nadeszły dopiero po stawieniu czoła niepewności. Okazuje się bowiem, że możliwości i niepewność to dwie strony tego samego medalu. Dotarcie do nowych możliwości wymaga przejścia przez niepewność.

    Przestań zatem traktować niepewność jako demona zniszczenia. Potraktuj ją jako istotną część każdej pozytywnej zmiany i transformacji. Z takim nastawieniem z pewnością lepiej sobie z nią poradzisz.

    PS. Zajrzyj koniecznie też do tego wpisu. Ułatwi Ci zmianę nastawienia: UWAŻAJ! Świat VUCA przyśpieszył i jest teraz do BANI

    Niezatapialność zamiast kuloodporności

    Dawno temu podziwiano ludzi, którzy kulom się nie kłaniali lub byli na tyle silni, że potrafili odeprzeć każdy atak wobec nich skierowany. Najczęściej byli mega odważni i twardzi lub dobrze chronieni przez zbroję i oręż którym władali. Z jednej strony taka strategia ma swoją cenę, z drugiej działa tylko wtedy, kiedy atak nadchodzi z określonego kierunku lub kierunków.

    Co jednak kiedy zmienia się cała rzeczywistość wokół Ciebie. Kiedy atak nie jest skierowany przeciwko Tobie, ale obrywasz niejako przy okazji. Kiedy zmieniają się zasady gry. Kiedy to co było dobrym wyborem teraz staje się wątpliwe, to co było bezpieczne zostaje tego poczucia bezpieczeństwa pozbawione. Czyli mówiąc krótko, kiedy dzieje się to czego obecnie w naszym życiu doświadczamy.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - niezatapialność -  wiara w siebie - 6 fazowa medytacja

    Stań się trudno zatapialny

    To wszystko przypomina sytuację, jakbyśmy zostali wrzuceni w odmęty oceanu i próbowali przetrwać pośród wysokich fal. Na nic tu zbroja, czy kamizelka kuloodporna. Tylko krępują ruchy i obciążając ściągają nas w dół. Na nic nam oręż, bo jak tu walczyć z oblewającą nas wodą.

    Rozwiązaniem w tej sytuacji nie jest ochrona przed zagrożeniem z zewnątrz, bo nie da się ochronić. Rozwiązaniem jest wiara we własne siły i znalezienie odporności wewnątrz siebie. Zaufanie samemu sobie i bycie dla samego siebie źródłem spokoju. Tylko tak będziesz świadomy tego, gdzie obecnie jesteś, dokąd zmierzasz i jak w miarę możliwości najlepiej reagować na to co się wydarza. Mówiąc wprost zamiast być kuloodpornym, powinieneś się stać niezatapialnym.

    Niezatapialność budujesz zwiększając swoją wyporność (doceniając własny potencjał i usuwając to co Ci ciąży), obierając konkretny kierunek i wzmacniając poczucie swojej sprawczości. Niezatapialność nie oznacza, że oprzesz się  każdej fali i unikniesz problemów. Oznacza, że łatwiej utrzymasz się na powierzchni, a kiedy z jakiś powodów pójdziesz pod wodę nie zostaniesz tam, tylko z powrotem wypłyniesz na powierzchnię.

    6 fazowa medytacja, Twoja „kamizelka ratunkowa”

    Od kilku miesięcy swoją niezatapialność wzmacniam praktykując niemal codziennie przez około 15-20 minut 6 fazową medytację. Technikę medytacyjną propagowaną przez Vishena Lakhiani.  Składa się ona z następujących faz:

    1. Miłości i współczucia – w której odwołujemy się do dobrych głębokich emocji w naszym życiu i dzielimy się płynąca z nich pozytywną wibracją (energią).

    2. Wdzięczności – w której silnie uzmysławiamy sobie to co w naszym życiu dobre, a czego często na co dzień nie doceniamy.

    3. Przebaczenia – w którym odgrzebujemy niezabliźnione rany i pretensje do innych. Po to, aby im wybaczyć (nie mylić z zapomnieniem) i tym samym zdjąć z nas ciążący emocjonalny balast, który cały czas dźwigamy ze sobą.

    Te trzy fazy wzmacniają naszą wyporność. Przypominają nam o tym co już mamy i pozwalają oprzeć się negatywizmowi oraz zwątpieniu. Wlewają otuchę w nasze serca. Jak również pozwalają pozbyć się emocjonalnych toksyn z przeszłości. Dzięki temu łatwiej i pewniej utrzymujemy się na powierzchni.

    4. Marzenia o przyszłości – zanurzając się w którym jasno i niemal odczuwalnie wyobrażamy sobie naszą przyszłość, do której dążymy. Jak wygląda, jak się w niej czujemy. Często ta faza pozwala uszczknąć już teraz nieco dobrej energii z przyszłości.

    5. Idealnego dnia – to tutaj uzmysławiamy sobie każdy kolejny nawet mały krok, który możemy, a nawet powinniśmy zrobić dzisiaj, aby zbliżyć się do wymarzonej przyszłości. Niejednokrotnie to w tym momencie zyskujemy motywację do zrobienia tego co będzie nam służyć w kolejnych etapach życia.

    Te dwie fazy są jak kompas. Wyznaczają ogólny kierunek i motywują do pierwszych pływackich ruchów w jego stronę.

    6. Błogosławieństwa – które pozwala poczuć sprawczość i oparcie w sile wyższej w którą wierzymy. Obojętnie czy jest to jakiś Bóg, ogólnie rozumiany Świat, czy też jakaś energia. Chodzi o zbudowanie poczucia, że ta siła nam sprzyja.

    Ta technika medytacyjna jest rodzajem medytacji kierowanej, w której medytując wykonujemy z góry zdefiniowane kroki. Dla wielu w medytacji niewprawionych stanowi to spore ułatwienie, bo pomaga poradzić sobie z zagubieniem jakie czasami odczuwamy w chwili kiedy mamy usiąść w bez ruchu i „nic nie myśleć”.

    6 fazowa medytacja  – technika

    Usiądź wygodnie w spokojnym miejsc, tak aby przez te kilkanaście minut nikt Ci nie przeszkadzał. Zacznij od paru spokojnych wdechów i wydechów, tak aby się nieco wyciszyć i wyhamować zarówno pęd ciała jak i myśli (mi zajmuje to zwykle około 2 minut). Następnie przejdź krok po kroku przez kolejne sześć faz medytacji. Jeżeli zorientujesz się, że Twoje myśli gdzieś uciekły. Zatrzymaj się, puść te myśli i wróć do ostatniej fazy, w której byłeś.

    1. Miłość i współczucie:
    2. Pomyśl o kimś kogo naprawdę kochasz– wyobraź sobie twarz albo uśmiech, od których robi Ci się miło na sercu.
    3. Kiedy masz już przed oczami kochaną osobę – odnotuje w swoim umyśle falę współczucia i miłości która zalała twoje myśl. Skup się na tym doznaniu.
    4. Teraz wyobraź sobie, że ta miłość to otaczająca cię bańka. Ujrzyj siebie otoczonego białą bańką miłości/energii.
    5. Wyobraź sobie, że ta bańka rośnie na wszystkie strony wypełniając całe pomieszczenie i cały twój dom. Następnie wyobraź sobie jak bańka wypełnia całą twoją ulicę, całe miasto, cały kraj, cały kontynent aż w końcu wypełnia całą ziemię.
    6. Na każdym etapie wyobrażaj sobie jak wysyłasz miłość i współczucie do wszystkich żywych istot znajdujących się w obrębie banki
    • Wdzięczność:
    • Przywołaj w myślach 3-5 rzeczy za które jesteś wdzięczny w życiu osobistym.
    • Przywołaj w myślach 3-5 rzeczy za które jesteś wdzięczny w życiu zawodowym.
    • Przywołaj w myślach 3-5 rzeczy za które jesteś wdzięczny samemu sobie.
    • Przebaczenie:
    • Wybierz jedną osobę lub zdarzenie, której lub które chcesz wybaczyć. Może też dotyczyć Ciebie.
    • Wprowadzenie – przywołaj w myślach scenę lub obraz
    • Poczuj gniew i ból – pozwól, aby na dwie minuty odżyły tamte odczucia.
    • Od przebaczenia do miłości – zadaj pytania: Czego mnie nauczyło tamte zdarzenie? W jaki sposób wpłynęło na poprawę mojego życia? Lub Co takiego musiało się stać w przeszłości, że ten człowiek wyrządził mi taką krzywdę?
    • Marzenia o przyszłości
    • Wyobraź sobie to o czym marzysz – jedną z trzech grup marzeń (czego chcę doświadczyć / co chcę rozwinąć / co chcę wnieść do świata lub życia innych) i zanurz się w nich.
    • Obudź w sobie emocje i poczuj je.
    • Zadawaj sobie pytania Dlaczego jestem tak dobry w swojej pracy. Dlaczego mam tak udany związek itp.
    • Idealny dzień
    • Za co powonieniem się wziąć już dziś, by zacząć osiągać moje marzenia.
    • Wyobraź sobie jak każdy element Twojego dnie przebiega idealnie
    • Zadaj sobie pytania: Czy nie byłoby wspaniale dojechać do pracy bez najmniejszego stresu. itp. Twórz wizję jakbyś miał nad tym wszystkim kontrolę.
    • Błogosławieństwo
    • Wyobraź sobie siłę wyższą, która Cię wspiera, chroni i dodaje siły.
    • Poczuj jak ta siła spływa na Ciebie, otacza cię i wspiera stając się zarazem Twoją ochroną
    • Podziękuj sile wyższej za to, że jest i jest z Tobą.

    Na koniec dwie małe podpowiedzi, które ułatwią wykonanie tej medytacji.

    Pierwsza – stwórz listę osób/zdarzeń, które chcesz wybaczyć (nie zapominaj o samym sobie). Tak, aby w trakcie medytacji móc z tej listy wybierać, a nie dopiero w trakcie niej gorączkowo szukać w pamięci tego nad czym chcesz pracować. Wybaczanie wbrew pozorom nie jest łatwe, ale przynosi sporą ulgę. Na pierwszy raz wybierz jakiś łatwiejszy przypadek z listy.

    Druga – jeszcze przed medytacją usiądź i zastanów się nad marzeniami o przyszłości. Dla ułatwienia możesz je sobie rozpisać na trzy grupy marzeń odpowiadających na pytania: czego chcę doświadczyć?, co chcę rozwinąć?, co chcę wnieść do świata lub życia innych? Dzięki temu łatwiej i szybciej odwołasz się w trakcie medytacji do swoich marzeń.

    Jeżeli masz ochotę możesz przesłuchać poniższe nagranie, które poprowadzi Cię przez 6 fazową medytację. Być może na początku zanim zapamiętasz wszystkie kroki, będzie ono dobrym towarzyszem Twojej medytacji:

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - niezatapialność - wiara w siebie - 6 fazowa medytacja - 6 Phase Guided Meditation

    Odkryć siebie – czy to dobry cel rozwoju osobistego?

    W rozwoju osobistym ludzie są często zachwyceni różnego rodzaju technikami, które pozwalają im robić więcej, działać efektywniej, być bardziej zdeterminowanymi w działaniu lub odpornymi na stres. Zachwyt płynie z samego wykorzystywania narzędzia, ale już gorzej jest ze świadomością celu jego używania.

    Czemu chcę robić więcej lub efektywniej – co zrobię z odzyskanym czasem? Czemu pracuję nad determinacją w jakimś działaniu, zamiast zamienić te działanie na takie, które samo mnie pociąga. Czemu chcę się ciągle uodparniać na stres, przecież jeżeli stanę się w tej odporności doskonały to wszyscy będą na mnie zrzucać jeszcze bardziej stresujące zadania, no bo przecież doskonale sobie z nimi radzę.

    Czasami mam wrażenie, że po prostu łatwiej nam jest się uczyć tych nowych technik czy metod, niż zatrzymać się i przyjrzeć samemu sobie. Ciągła walka z przeciwnościami i dopadające nas zmęczenie pozwalają uniknąć niełatwych i często niewygodnych pytań o to kim jestem i po co tu jestem na tym świecie.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - odkryć siebie - odkryj siebie

    Po co kopać dół?

    Jedna z moich klientek opowiedziała mi ostatnio o rysunku, który gdzieś zobaczyła. Pokazywał on człowieka, który zauważył dwa pionowe i lekko nachylone grubsze „patyki” wystające z ziemi. Miał ochotę zobaczyć co to jest i chciał je wyciągnąć, ale nie dał rady.

    Wziął więc łopatę i zaczął kopać dół, aby odkryć czym one są lub częścią czego są. Kiedy zaczął kopać okazało się, że te dwa „patyki” mają co jakiś czas poprzeczny drążek je łączący. Kopał mozolnie dalej, czasami natrafiając w ziemi na jakieś przeszkody lub kamienie, które musiał usunąć – ale był wytrwały.

    Kiedy w końcu odkrył cały przedmiot okazało się, że była to drabina zakopana w ziemi, dzięki której mógł następnie z tego głębokiego dołu wyjść na powierzchnię. Pytanie jednak, czy wychodząc z tego dołu był tym samym człowiekiem, który zaczął go kopać?

    Metafora odkrywania siebie

    Ten obrazek jest piękną metaforą odkrywania siebie. Kiedy jesteśmy nieświadomi samych siebie zauważamy tylko te dwa „patyki” wystające z ziemi. Ciekawią i irytują. Pewnie też wiele razy, kiedy gdzieś lub za czymś pędziliśmy przez nieuwagę potknęliśmy się o nie albo przewróciliśmy. Nawet do końca nie zdając sobie sprawy, że było to często właśnie wtedy kiedy działaliśmy niezgodnie ze sobą lub nawet przeciw sobie.

    Po co więc kopać ten dół, co on nam da?

    Już samo kopanie wzmocni nasze mięśnie, zarówno te fizyczne i jak i mentalne. Nauczy nas radzić sobie z przeszkodami, bo pewnie na jakieś natrafimy. Usuwając ciężkie kamienie, które choć ulokowane w ziemi to przygniatają i obciążają naszą drabinę, odciążamy ją i zapewniamy jej dłuższe przetrwanie. Musimy być także świadomi, że odkopywanie to proces, a nie jedno machnięcie łopatą. Nie da się tutaj też użyć ciężkie sprzętu, bo np. koparka pewnie łatwo i szybko wykopie dół, ale połamie też drabinę.

    Ta drabina to nasze prawdziwe ja, to to kim jesteśmy. Zbudowana przez lata naszego życia i naszych doświadczeń. Czym dłuższe nasze życie tym dłuższa drabina, i głębszy dół konieczny do wykopania. Ziemia wokół niej to różnego rodzaju wzorce kulturowe, wbite nam do głów zasady i przekonania. Programy i oczekiwania wciśnięte nam w ramach edukacji szkolnej albo procesu wychowania. Kamienie, które musimy odkopać i czasami raniąc sobie ręce wyciągnąć z dołu to często obciążające nas nieprzepracowane bolesne zdarzenia lub doświadczenia z przeszłości. To dlatego tak często nie lubimy odkrywać siebie, bo nie wiemy co w tym dole znajdziemy, bo obawiamy się, że coś nieprzyjemnego trzeba będzie odgrzebać. Często także boimy się tego, że odsłonięcie drabiny pokaże nam innych nas, niż chcielibyśmy siebie widzieć. Np. menedżer na eksponowanym stanowisku, który ocenia innych i wydaje im polecenia, może się okazać wewnętrznie niedojrzałym i przestraszonym chłopcem, który swoją siłę buduje jedynie na etykietkach zajmowanych stanowisk.

    Kiedy już poznamy i ogarniemy swój dół oraz zaufamy swojej drabinie, po której wespniemy się z powrotem na powierzchnię, okaże się, że wracamy na nią już zupełnie inni. Po pierwsze silniejsi, po drugie lżejsi o te trudności z przeszłości, które cały czas dźwigaliśmy. Również nasze prawdziwe ja będzie potrafiło się lepiej manifestować uwolnione ze sztywnych zasad i przekonań, które tak de facto nie były nasze.

    Wreszcie kwestia najważniejsza dla własnego rozwoju. Zrozumienie, że za każdym razem kiedy w życiu powinie nam się noga, upadniemy lub wpadniemy w jakiś życiowy dół mamy swoją drabinę (siebie), po której możemy wspiąć się z powrotem na powierzchnię.

    Prze_myślnik #69 – płyń ze zmianą

    Natura cykliczności przejawia się wielu obszarach naszego życia. Jest powszechnie znana w ekonomii. Po czasach wzrostu i dobrobytu, następuje załamanie trendu i nadchodzi kryzys. Zaś po czasie kryzysu zawsze nadchodzi faza wzrostu. Podobnie bywa w polityce. Partia rządząca z jednej opcji politycznej, jest z czasem zastępowana przez swoich przeciwników. Następnie Ci przeciwnicy u władzy są zastępowani przez przeciwną opcję, czyli tą która rządziła wcześniej.

    Identycznie jest w naszym życiu. Po świetnym okresie, zawsze coś się sknoci i będzie nam gorzej. Natomiast kiedy jest źle to i ten czas przeminie, a następnie nastąpi poprawa. Tak oto jedna faza cyklu się zamknie.

    Nie ma sensu próbować uniknąć lub przechytrzyć cyklu. On i tak się wydarzy, pytanie tylko jak szybko w czasie nastąpi zmiana stanów.

    Stąd założenie, że jeśli w naszym życiu pojawiają się problemy, kłopoty lub utrata pracy, pieniędzy czy partnera to coś dzieję się nie tak, jest błędem. Dzieje się to zgodnie z naturą cyklu i nie musieliśmy tu popełnić żadnego błędu. Co więcej, być może te turbulencje, przez które właśnie przechodzimy przygotowują nas do poprawy, która nadejdzie lub nawet staną się jej podwaliną.

    Mądrością z naszej strony może być więc świadome podejście do obecnej sytuacji i odrzucenie bezcelowego narzekania, że „kiedyś było lepiej”. Mamy bowiem tendencje do tego, że jak jest dobrze, to szybko się przyzwyczajamy i przyjmujemy, że tak już powinno być zawsze – ale to nie prawda.  Świadome podejście, powinno polegać na jak najlepszym wykorzystaniu tego co jest tu i teraz oraz wstępnym przygotowaniu na kolejny etap cyklu. Czy to zabezpieczając się przed trudnymi czasami, czy też przygotowując do maksymalnego skorzystania na dobrym okresie, który nadejdzie.

    Każdy faza cyklu to nowy zestaw wiedzy i doświadczeń. Z każdą fazą wiem i rozumiem więcej i lepiej. To pewnie z tego powodu wraz z wiekiem nabieramy większego dystansu do życiowych wydarzeń i pewności, że choć może nie będzie łatwo to i tak jakoś damy radę.

    Rafał Markiewicz - coach - coaching - rozwój - osobisty - zmiana - cykl

    Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Więcej informacji

    Poniższy wzór polityki cookies chroniony jest prawem autorskim, które przysługują IAB Polska. 1. Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies. 2. Pliki cookies (tzw. „ciasteczka”) stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer. 3. Podmiotem zamieszczającym na urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu pliki cookies oraz uzyskującym do nich dostęp jest operator Serwisu Lemon Mint Rafał Markiewicz z siedzibą pod adresem ul. Lipowa 16c/8, 81-572 Gdynia 4. Pliki cookies wykorzystywane są w celu: a) dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb; b) tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości; 5. W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: „sesyjne” (session cookies) oraz „stałe” (persistent cookies). Cookies „sesyjne” są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika. 6. W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies: a) „niezbędne” pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu; b) pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu; c) „wydajnościowe” pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu; d) „funkcjonalne” pliki cookies, umożliwiające „zapamiętanie” wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.; e) „reklamowe” pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań. 7. W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 8. Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu. 9. Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu partnerów. 10. Więcej informacji na temat plików cookies dostępnych jest pod adresem wszystkoociasteczkach.pl lub w sekcji „Pomoc” w menu przeglądarki internetowej.

    Close