Rafał Markiewicz

Blog

Zmiana – czyli, gdy idziemy w nieznane…

Dla słowa „zmiana” można w słowniku znaleźć 205 synonimów i co najciekawsze, większość z nich ma konotację pozytywną lub obojętną. Znajdziemy wśród nich takie wyrazy jak: poprawianie, reformowanie, udoskonalanie, ewolucja, rozwój, kamień milowy, moment przełomowy, punkt zwrotny, odskocznia i innowacja. Rodzi się zatem pytanie, czemu tak bardzo obawiamy się zmian i często za wszelką cenę próbujemy ich unikać.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - zmiana - strach i lęk

Obawa przed porażką

Odpowiedzią jest lęk przed porażką. Gdybyśmy mogli podchodzić do zmian ze 100% gwarancją sukcesu, z pewnością wielu z nas bardzo ochoczo wprowadzałoby je w życie. Tymczasem takiej gwarancji nikt nam nie zapewni. Co jednak ważne, nie otrzymamy też gwarancji porażki. Mimo to, najczęściej kiedy myślimy o zmianie pytamy siebie: „A co jeśli się nie uda?”, zapominając o tak samo ważnym i uprawnionym pytaniu „A co jeśli się uda?”. Brak planu na działanie po odniesieniu sukcesu, był już niejednokrotnie przyczyną niepowiedzenia wielu świetnych pomysłów.

Nasz lęk przed porażką często ukrywa się pod postacią: odwlekania decyzji o działaniu, ucieczki w działania zastępcze, podtrzymywania poczucia bycia niewystarczająco gotowym, szukania w innych osobach i zdarzeniach powodu, dla którego nie możemy teraz wprowadzać zmiany. Często uciekamy też w mechanizm zwany przez psychologów „prawie wygrana”, dzięki któremu podtrzymujemy iluzję zmiany, która zajdzie bez naszego udziału. Przykładem może być tutaj mój znajomy, który już od dłuższego czasu niedoceniany przez szefa myśli o zmianie pracy. Deklarował, że zacznie działać intensywnie w tym kierunku od stycznia 2018, ale nic się tutaj nie wydarzyło. Dlaczego? Bo w ostatnim tygodniu grudnia, kiedy kładł szefowi na biurku raport, ten podobno spojrzał na niego przychylnym wzrokiem, prawie że się lekko uśmiechnął i mruknął coś przychylnego. Mój znajomy wierzy, że to była zapowiedź zmiany podejścia do niego. Niestety, jak do tej pory nie zaszła a ja twierdzę, że uległ on takiej samej iluzji jak wielu ludzi grających na jednorękich bandytach. Kiedy wypadną im dwie wisienki, zamiast trzech dających wygraną, odbierają tę sytuację jako „prawie zwycięstwo” i grają dalej, przepuszczając swoje pieniądze. Według mnie, mój znajomy właśnie przepuszcza swój czas, ale w zamian ma wymówkę, aby nie podejmować żadnych działań w kierunku zmiany.

Zamień lęk na strach

Kiedy pytam innych czym różni się lęk od strachu, często nie potrafią dostrzec różnicy między nimi, a jest ona kluczowa dla skutecznego wprowadzania zmian. Lęk przez wielu psychologów jest określany jako rodzaj niecelowej mobilizacja organizmu, która pojawia się nie na skutek realnego zagrożenia, ale jest wynikiem naszych sądów, myśli, wyobrażeń, czy słów innych osób. Upraszczając, można powiedzieć, że lękiem reagujemy na wymyślone niebezpieczeństwo. Strach tymczasem jest podobną reakcją, ale na realne zagrożenie z zewnątrz.

Aby dokonać transformacji lęku w strach możemy zrobić dwie rzeczy:

  1. Wypisać wszystko czego się boimy i ocenić na ile jest to czymś realnym. Jeśli jest realne, zapiszmy sobie to jako „ryzyko zmiany”. Nazwijmy je, zdefiniujmy po czym poznamy, że właśnie wystąpiło i wymyślmy jak na takie ryzyko zareagujemy, aby zminimalizować jego skutki. Być może już na etapie zastanawiania się, wpadniemy na pomysł jak z wyprzedzeniem zapobiec danemu ryzyku. Ten sposób postępowania jest z pewnością znany wszystkim, którzy prowadzili już jakieś projekty. Jednym ze standardowych działań przy ich planowaniu jest określenie ryzyk projektowych i reakcji w przypadku ich wystąpienia.
  2. Zacząć działać – kiedy koncentrujemy się na działaniu i realizacji zadań, nasz mózg nie może jednocześnie myśleć nad tym co teraz robimy i wymyślać zagrożeń. Natomiast, kiedy w trakcie działania trafimy na jakieś zagrożenie, będzie ono konkretne i realne a strach, który w nas ono wywoła zmobilizuje nas do działania i wymyślenia sposobu jak sobie z nim poradzić.

Warto żyć po kociemu

Coś mi się zdaje, że chyba trochę nieświadomie od dawna zachęcam moich klientów do życia po kociemu. Do szanowania siebie, do wyhamowania i zwracania uwagi na swoje potrzeby. Uświadomiła mi to Grażyna Dobroń w swojej audycji „Jak żyć według kociej filozofii?”.

Przejdźcie na stronę, a potem w lewej kolumnie kliknijcie w plik audio. To zaledwie 5’22 minuty, ale jakże inspirujące.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - po kociemu

 

Lej wyczerpania

Pracuję ostatnio z menedżerem, który objął to stanowisko parę miesięcy temu. Początkowe poczucie sukcesu i euforii, przerodziło się obecnie we frustrację, przemęczenie i utratę radości życia. Dziś o tym awansie mówi „przekleństwo mojego życia”. Skąd taka przemiana? Co ją wywołało? Odpowiedzią jest jeden z powszechnych kilerów menedżerskich karier – „Lej wyczerpania”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - lej wyczerpania

Balans energetyczny – ten co daje i odbiera

W naszym życiu wykonujemy szereg czynności za które płacimy naszą energią potrzebną do ich wykonania. Są jednak i takie czynności, które nam tej energii dodają, jak np. sen, zabawa z psem czy miłe spotkanie ze znajomymi. Jakoś tak to się układa, że u większości z nas to co nam zabiera energię i to co nam jej dodaje, mniej więcej się równoważy. U większości z nas również największym pochłaniaczem energii jest praca.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - bilans energetyczny - lej wyczerpania

Jak widać kolor zielony i czerwony mniej więcej się równoważą. Oczywiście, tylko w teorii wszystko jest idealne, zatem każdego dnia te udziały mogą wyglądać trochę inaczej. Ważne jest jednak to, że w pewnym przedziale czasu bilans zielonego i czerwonego wychodzi mniej więcej na zero. Mówiąc inaczej, zachowujemy harmonię.

Lej wyczerpania

Co się natomiast z nami dzieje, kiedy nagle awansujemy lub też piastujemy od dłuższego czasu odpowiedzialne stanowisko i mamy nadmiar zadań. Czasami też nie jest to nadmiar zadań, a jedynie nasza nadmierna ambicja, wrodzony perfekcjonizm lub też przekonanie, że zaraz po awansie muszę się mega wykazać. Oczywiście, że w tej sytuacji szukamy dodatkowego czasu i coraz więcej spędzamy go w pracy lub w domu, ale nadal pracując.
Doba ma zawsze 24 godziny, zatem aby zyskać dodatkowy czas na prace, musimy go skądś zabrać. Możemy zacząć krócej spać, odpuścić sobie sport, albo zrezygnować ze spotkań ze znajomymi lub też zdrowego odżywiania na rzecz fast food’ów. Początkowo nie widzimy konsekwencji tego działania, nie zauważamy też, że zmęczeni wykonujemy naszą pracę i obowiązki mniej sprawnie, czyli dłużej. Znowu zaczyna nam brakować czasu i znowu go podkradamy z „zielonego pola”, a potem jeszcze raz i jeszcze raz… aż lądujemy w stanie zbliżonym do odwiedzającego mnie menedżera.

Proces ten Marie Asberg z Karolinska Institute nazywa „Lejem wyczerpania”. Poniższy rysunek obrazuje jego konsekwencje wraz ze zmniejszaniem w naszym życiu udziału tego, co nas regeneruje i dodaje nam energii.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - lej wyczerpania

Wyskocz z leja

Antidotum na tę sytuację jest przywrócenie równowagi w bilansie energetycznym. Niestety samodzielnie jest trudno tego dokonać, bo najczęściej święcie wierzymy w to, że jak zaczniemy zostawać w pracy jeszcze trochę dłużej, to w końcu wyjdziemy z zaległości. Problem w tym, że w tej pracy będziemy zostawać dłużej coraz bardziej zmęczeni, przez co będziemy działać też coraz wolniej i popełniać coraz więcej błędów.

Moja praca ze wspomnianym menedżerem koncentruje się obecnie na czterech obszarach:
1. Priorytetyzacja zadań
2. Delegowanie zadań
3. Organizacja pracy
4. Planowanie i przestrzeganie czasu na regenerację

Sukcesywnie i powoli odbudowujemy udział zieleni w jego życiu.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - Biznes Fokus - projekt

Prze_myślnik #26 – wykreuj własne życie

Czas przestać zrzucać na innych odpowiedzialność za to, gdzie w swoim życiu jesteśmy i kim jesteśmy. Ja od dawna przekonuję, że sami tworzymy swoje życie i pomagam tę twórczość udoskonalać.

Jesteśmy na początku kolejnego roku, może zatem już czas najwyższy, aby ten rok był taki jak chcesz Ty, a nie inni. Być może czujesz strach i wahania, jednak one nie znikną dopóki nie zaczniesz działać.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - wykreuj własne życie

Dwa pytania, jak dwie latarnie

Koniec roku to dla wielu z nas dość gorący czas. W pracy wszyscy chcą wyrobić się z większością swoich zadań przed 31 grudnia. W życiu prywatnym też mamy pokusę, aby co nieco zakończyć przed nadejściem kolejnego roku. Do tego, u niektórych jeszcze, dochodzi logistyka związana z organizacją Sylwestra. Tak oto czas między Świętami a Nowym Rokiem, który w pierwotnych planach miał nam dać chwilę wytchnienia i wypoczynku zamienia się w maraton wyzwań.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - dwa pytania - nowy rok

Zbawcze zatrzymanie

Niejednokrotnie tak rozpędzeni i pochłonięci próbą ogarnięcia piętrzących się zadań, wręcz wbiegamy w kolejny rok na szybko klecąc jakieś postanowienia noworoczne. Często rodzą się one bez większej refleksji, na fali postanowień innych osób i tak oto w sylwetową noc ochoczo dzielimy się z innymi swoimi noworocznymi planami zarazem porozumiewawczo puszczając oko do naszego rozmówcy. Ostatecznie wszyscy wiedzą, że większość z nas i tak ich nie zrealizuje.

Ja dzisiaj chciałbym Cię namówić do odpuszczenia sobie tego typu postanowień. Natomiast zaproponowałbym Ci to, co proponuję moim klientom, którzy przychodzą do mnie z komunikatem: mam za dużo spraw na głowie, nie wyrabiam się z terminami, czuje się przytłoczony. Zamiast zmyślnego tricku na zrobienie jeszcze więcej w jeszcze krótszym czasie, proponuję im aby się zatrzymali. Zachęcam do wygospodarowania godziny na spotkanie z samym sobą  i zadania sobie dwóch pytań: „po co to robię?” i „czy to jest dla mnie faktycznie ważne?”.

Dwie latarnie

Wiem, że takie pierwsze spotkanie sam na sam z samym sobą może być wielkim wyzwaniem. Szczególnie, jeśli Cię poproszę, abyś wyszedł na nie do jakiejś kawiarni i nie zabierał ze sobą komórki lub co najmniej wyłączył ją całkowicie na tę godzinę. Weź sobie tylko jakiś notes i długopis lub ołówek jeżeli lubisz czuć jak miękko przesuwa się on po papierze w trakcie pisania. Zamów sobie pyszną herbatę lub kawę. Usiądź najlepiej tak, abyś miał widok na ulicę i odpowiedz na dwa pytania: „Co dla mnie osobiście jest ważne w życiu” i „Jaki chciałbym, aby ten nadchodzący rok był dla mnie”.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - dwa pytania - nowy rok - latarnie

Jeżeli będziesz to wiedział, to nie musisz sobie robić postanowień noworocznych. Te dwie odpowiedzi są niczym latarnie nawigacyjne na morzu wyzwań i możliwości. Będą wskazywać Ci drogę przy podejmowaniu decyzji i wybieraniu tego co dla Ciebie ważne. To czy popłyniesz w ich kierunku, czy też wybierzesz porty pełne migoczących światełek lub dasz się omamić śpiewowi syren zależy już tylko od Ciebie. Pamięta jednak o tym, że kiedy czujesz się spełniony, to jesteś szczęśliwy. Jeśli jesteś szczęśliwy, możesz się tym szczęściem dzielić z innymi.

A kiedy już skończysz swoje spotkanie i włączysz komórkę. Pierwsze co zrób, to ustaw sobie w kalendarzu cykliczne spotkania z samym sobą. Najlepiej, nie rzadziej niż dwa razy w miesiącu, i na każdym z nich zastanawiaj się czy podejmując się nowych zadań lub zobowiązań wciąż widzisz na horyzoncie swoje latarnie.

Prze_myślnik #25 – wewnętrzne przebudzenie

Bardzo często spędzamy sporo czasu na poszukiwaniu prawdy o życiu lub wyszukiwaniu podpowiedzi jak je szczęśliwie i dobrze przeżyć. Zapominamy jednak o tym, że każdy z nas jest inny i czyjeś metody i rozwiązania niekoniecznie są dobre dla nas. Zdarza się, że wpadamy też w zauroczenie jakimś „guru motywacji” i zaczynamy bezrefleksyjnie stosować jego recepty, a potem przychodzi rozczarowanie tym, że nie zadziałały. Tymczasem, w pierwszej kolejności, pytania dotyczące życia i prawdy powinniśmy zadać samemu sobie, szukając odpowiedzi wewnątrz siebie.

Rafał Markiewicz - coach - coaching - wewnętrzne przebudzenie

„Ale mu wygarnęłam” – czyli o potrzebie komunikacji

To był 22 sierpnia tego roku na lotnisku Okęcie, w czasie mojej przesiadki na lot do Mediolanu. Otaczała mnie cała masa przemieszczających się ludzi. Jednych wakacyjnie wyluzowanych, drugich biznesowo skoncentrowanych na swoich sprawach do załatwienia. Generalnie panował lotniskowy harmider i globalne poruszenie. Jednak w tej całej masie płynących ludzi moją uwagę zwróciła jedna konkretna kobieta. Rozmawiała dość głośno przez telefon stojąc na szeroko rozstawionych nogach, w pozycji sugerującej poczucie zwycięstwa lub dominacji. Kiedy ją mijałem usłyszałem jak z dumą prawie, że wysyczała do słuchawki następujące słowa „I po 35-latach, wygarnęłam mu wczoraj co naprawdę o nim myślę”. Zmroziło mnie…

Rafał Markiewicz- coach - coaching - komunikacja

Obie strony odpowiadają za komunikację, a nie tylko On lub Ona

Często kiedy pracuję z moimi klientami nad tematem relacji w rodzinie lub w życiu zawodowym są oni przekonani o swojej świetnej i precyzyjnej komunikacji z drugą osobą. Uznają, że wiele rzeczy jest oczywistych i doskonale zrozumiałych. Natomiast problemy czy nieporozumienia, które pojawiają się miedzy nimi są ewidentnym wynikiem złego nastawienia drugiej strony.

Problem w tym, że rzeczy naprawdę oczywistych i doskonale tak samo rozumianych przez dwie różne osoby jest w naszym życiu naprawdę bardzo niewiele. Świetnie to pokazują ćwiczenia, które robimy podczas sesji coachingowych.  W jednym z nich stawiamy przed sobą dwa krzesła, jedno dla mojego klienta, a drugie dla osoby, z którą ma trudną relację. Mój klient siedzi na swoim krześle mówi co o myśli o tej relacji i co mu w niej nie pasuje, a następnie zmienia krzesło i wczuwając się w tą drugą osobę próbuje zrozumieć jak ten komunikat może być przez nią zrozumiany. Oczywiście, to jedynie fragment tego ćwiczenia, ale już bardzo często na tym etapie klienci są zaskoczeni w jaki sposób mogą być odbierani przez drugą stronę tej relacji. Potem już tylko zostaje nam praca nad zmianą nastawienia i dopracowaniem sposobu komunikowania.

Mów o tym co myślisz i czujesz

Innym wyzwaniem jest w ogóle rozmawianie o tym co myślimy i czujemy. To obszar szczególnie ważny w relacjach prywatnych i osobistych. Ważny dlatego, że dzięki takim rozmowom możemy poznać intencję drugiej strony oraz jednocześnie możemy powiedzieć czego potrzebujemy w trudnych dla nas sytuacjach czy decyzjach. Klasycznym tego przykładem jest sytuacja, gdy nagle ktoś, w czasie rodzinnego spotkania oświadcza, że postanowił spróbować pracować na swoim i zakłada firmę.  Jęk przerażenia, pytania czy naprawdę myśli, że sobie poradzi. Sugestie, że to nie najlepsze wyjście i lepiej zostać na etacie lub ostre oświadczenie rodziców, że takie fanaberie to możemy sobie robić na własny rachunek i żebyśmy potem nie przychodzili do nich po pieniądze, mogą ściąć z nóg i podkopać wiarę w siebie u niejednego początkującego biznesmena. Kryzys w relacjach na całego, a zaczął się on dlatego, że właśnie w tym momencie kończą się wszelkie rozmowy.

My przyszliśmy po wsparcie i aby usłyszeć, że nasi bliscy są z nami oraz że będą nas wspierać. Tymczasem – w naszej ocenie – zdeptali oni bez żadnych ogródek nasz pomysł i entuzjazm. Nie bierzemy jednak pod uwagę tego, że zaskoczyliśmy ich naszą informacją i wiele z opisanych reakcji wynika z ich własnego strachu i troski o to, aby było nam w życiu dobrze. Wydaje im się, że postępują właściwie, a my urażeni ich reakcją nawet nie wyjaśniamy im jakiego rodzaju wsparcia od nich potrzebujemy. Tak oto przez niedomówienia i brak dobrej komunikacji umierają nasze dobre relacje.

Na spotkaniach coachingowych czasami wracamy do takich zdarzeń i obserwujemy je z różnych punktów widzenia ich uczestników, aby dobrze zrozumieć kierujące nimi intencje.

 

Jakby w Waszym życiu się nie układało, dbajcie o dobrą komunikację i miejcie odwagę mówienia o tym co czujecie i myślicie. Wiem, że czasami to nie będzie łatwe, ale z pewnością będzie to lepsze niż tłumienie w sobie przez wiele lat złości i frustracji, które będą tylko podsycały konflikty.  A kobiety z lotniska mi bardzo szkoda, bo po tych 35 latach wcale nie zwyciężyła. Co najwyżej wyszła właśnie z „więzienia”, w którym zamknęła samą siebie na tak wiele lat.

InspiRacje#6 – Złudna ważność wydarzeń

Nie tak dawno spędziłem parę dni w Kopenhadze. To co mnie zaskoczyło w tym mieście to powszechny brak pośpiechu, brak manifestowania swojego statusu społecznego oraz docenianie prostych codziennych przyjemności życia.

Pierwsza pułapka czekała na mnie już tuż po wyjściu z lotniska. Kiedy tylko na peron wjechał pociąg mający mnie zawieść do serca duńskiej stolicy, byłem pewien że się zepsuł, a konkretnie jego drzwi. Nie otwierały się przez dłużą chwilę, ale potem jednak wejście do wagonu stanęło otworem. To był moment, w którym dotarło do mnie, że ja i moi znajomi byliśmy jedynymi osobami na peronie, które warowały przy drzwiach tuż po zatrzymaniu pociągu. Inni pasażerowie nieśpiesznie podnieśli się z siedzeń i spokojnie podeszli do wagonów w momencie kiedy otworzyły się drzwi.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - ważność wydarzeń

Potem były jeszcze stylowe miejskie rowery zamiast wypasionych samochodów i rośliny zdobiące okolicę wejść do domów, że o prostym ale i zarazem estetycznym wyposażeniu mieszkań nie wspomnę. Po prostu kwintesencja skandynawskiego design’u oraz życia w stylu hygge. Takiego z miejscem na zwolnienie, na wzięcie spokojnego oddechu i chwilą na zastanowienie się nad tym, co jest dla mnie ważne w życiu.

————————-

 „Po miesiącach wędrówki, wróciłem dokładnie w to samo miejsce, w którym zostawiłem cały tutejszy świat. Nic się nie zmieniło. Miałem wrażenie, że minął zaledwie tydzień. Nawet celebryci w kolorowych czasopismach są ci sami. Taksówkarz narzekał jak zawsze, miasto zaklejone billboardami z promocjami nikomu niepotrzebnych rzeczy, afera goni aferę, a parking przed centrum handlowym zapchany po horyzont. W samolocie z Frankfurt rodacy po wylądowaniu klaskali, a mój wzrok przyciągały nagłówki gazety, spoczywającej na kolanach śpiącego współpasażera, krzyczące, że wracam do koszmarnego teatru, od którego tak bardzo się odzwyczaiłem.

Rafał Markiewicz- coach - coaching - lifefactory - ważność wydarzeń

Pierwsze, co mnie uderzyło, to agresja, brak tolerancji i zawiść. Złośliwość kierowców, nieuprzejmość ludzi, otaczająca mnie szarość i prześciganie się w demonstrowaniu tego, co się posiada. Każdy chce być  królem w najgłupszej z gier, jaką wymyśliła cywilizacja. I te niekończące się protesty przeciwko wszystkiemu. W domu powitały mnie zakurzone, niepotrzebne nikomu rzeczy, które z takim trudem przez ostatnie lata gromadziłem…

Minął rok i dalej nie miałem większości z nich w ręku. Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet, przerzucam tylko czasem nagłówki w Internecie albo pytam kogoś, co ciekawego zdarzyło się na świecie. Za każdym razem z tych relacji wynika, że nic. A na życie tutaj wydaję więcej pieniędzy niż w podróży i co dostaję w zamian?

Zachowałem tę gazetę.

Premier Brown modlił się właśnie o cud, fiskusowi wolno przychodziło zdobywanie Internetu. Grecja nadal bankrutowała, a afera w Ministerstwie Zdrowia nabierała tempa. Biskupi walczyli o duszę polskiego narodu zatruwaną przez media. Uwagę przykuwał rozległy artykuł o tym, kto dożyje sześćdziesiątki, a pod Pałacem Prezydenckim powstał największy teatr uliczny, który zresztą trwa do dziś, kiedy to piszę.”*

Czasami tak długo bierzemy udział w teatralnym przedstawieniu,  że zapominamy, iż to tylko gra i zaczynamy je traktować jak nasze życie. Kiedy ostatnio zszedłeś ze sceny na widownię, aby z dystansu przyjrzeć się temu jak żyjesz, a może tylko grasz…

——————————
Rafał Markiewicz - coach - coaching - sprzedaj lodowke i jedz dookola swiata
* Są takie książki, po przeczytaniu których aż mnie nosi. Jestem naładowany energią świeżego spojrzenia lub ukontentowany faktem, że ktoś postrzega świat podobnie do mnie.  Tak też się czułem po przeczytaniu książki Kacpra Godyckiego-Ćwirko „Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata.”, z której powyższy cytat pochodzi i którą gorąco Wam polecam.